Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Szpital Huerty

13 sty 2022, o 09:52

Wspomnienia. Uśmiechnęła się do kilku, które od razu doszły do głosu, jak tylko Iris dotknęła ramienia Rodrigueza. Ostatnie wydarzenie, w których oboje odegrali swoją rolę, sprzyjało refleksjom, a także nakłaniało do sentymentalnego obejrzenia się za siebie, aczkolwiek były i takie, które choć nosiła w sobie za żadne skarby nie chcąc się ich pozbyć, z uwagi na nowe okoliczności, decyzje, jakie podjęli, a także ogólnie rzecz ujmując nową rzeczywistości, lepiej, aby pozostały w przeszłości.
Kłamałaby jednak, twierdząc z uporem maniaka, iż nie miała w sobie pragnień powrotu do wtedy, kiedy wszystko było prostsze, a przysłowiowy miesiąc miodowy wydawał się nie mieć końca. I tak by rzeczywiście mogło być, realizując scenariusz rodem z baśniowych opowieści o szczęśliwych zakończeniach, gdyby nie kilka właśnie gdyby.
Gdyby nie jego zobowiązania, kontakty, o zerwanie których nie miała śmiało prosić, domyślając się, iż te zbyt mocno wsiąknęły w tożsamość Rodrigueza, gdyby jej rola na Cytadeli, stanowisko, z którego nie zamierzała rezygnować tu i teraz. Związki wymagały kompromisów, w ich przypadku to ktoś musiał coś poświęcić. O wartości, która później mogłaby być ciężarem nie do udźwignięcia.
Zamrugała, odrywając spojrzenie od dość sielskiego krajobrazu Prezydium. Tę część stacji odbudowano niemalże od razu, można było więc ulec złudzeniu, że tak naprawdę do niczego nie doszło. Czy tak właśnie nie byłoby lepiej?
Uśmiechnęła się do Diega, mężczyzna musiał doskonale wiedzieć, że nigdzie nie było mu spieszno, a przedłużony pobyt na Cytadeli do nie końca oznaczałby okupywanie apartamentu w najdroższym hotelu. Podobnie jak fakt, iż Iris, choć podzielała jego myśli, niekoniecznie podzieliłaby się z nim nimi otwarcie.
- Tobie? - parsknęła, na moment zatrzymując się w progu. Obejrzała się na mężczyznę, mrużąc oczy.
- Masz, a przynajmniej wtedy miałeś tresowanego sokoła. Podejrzewam, że sprowadzenie dzikiego kota, który chodziłby w obróżce z dzwoneczkiem nie kosztowałby Cię wiele zachodu, a Twojemu dziwactwu wcale by się nikt nie dziwił... - gestem dopowiedziała to, co cisnęło się jej na usta, po czym chichocząc zniknęła w środku sklepu z zabawkami oraz pamiątkami. Wybrała jeden, hologramowy brelok przedstawiający jezioro i Wieżę Cytadeli, po czym podsunęła go mężczyźnie pod nos, zasłaniając miniatury plaffy - flaffy, które wydawał się oglądać.
- Ile razy byłeś na Cytadeli, hm? Założę się, że nawet przez myśl Ci nie przeszło, aby przywieźć stąd brelok. Dlatego będzie idealny. A jak powiesz, kim jesteś i nagrasz im do mikrofonu reklamę, pewnie dostaniesz nawet rabat - podjęła decyzję za mężczyznę, kierując go następnie w stronę kasy lekkim, tyle że nie koniecznie podlegającym dyskusji pchnięciem.
- W drodze na lotnisko, należy zatrzymać się w kawiarni. Ostatnio widzimy się wyłącznie przelotem -a nie tak powinno to wyglądać.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1668
Posty fabularne: 104
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 79.960
Medale: 12
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Pionier (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

6 lut 2022, o 19:30

Przeznaczenie. Czy w ogóle istniało takie słowo w słowniku Diega? Pewnie nie, Rodriguez nie wierzył w takie rzeczy, tym bardziej, że ostatnimi czasy przydarzały mu się raczej mało przyjemne rzeczy, a zwalanie niedogodności na przeznaczenie było absurdem. Niemniej jednak ciągłe wpadanie na Iris w ten czy inny sposób skłaniało do refleksji. Sam przecież nie śledził jej ścieżek i punktów aktualnego przebywania, chociaż miał takie możliwości, a i radną nie podejrzewał o coś podobnego. Ich przeszłość dawała się we znaki i najwyraźniej wszechświat w ten sposób chciał im coś udowodnić. Co takiego? To pozostawało niezgłębioną tajemnicą.
Rodriguez zaśmiał się szczerze na słowa Iris o dzikim kocie. Przez moment wyobraził sobie leżącego na dywanie w salonie tygrysa pomrukującego lekko w blasku słońca Ilium.
- Zbyt dobrze mnie znasz - odpowiedział spoglądając prosto w jej dwukolorowe oczy. Zbyt dobrze go znała, chociaż sam miał wrażenie, że jeszcze sporo przed nią ukrywa. Powiązania z Cerberusem, prawdziwe zajęcie czy też chociażby kilka innych kobiet na koncie, które przewinęły się po ich rozstaniu. W tej chwili to wszystko zdawało się być nieistotne, przy Iris miał wrażenie, że jest zupełnie innym człowiekiem do jakiego przyzwyczaił galaktykę. To nie był ten sam egoistyczny, skupiony tylko na sobie, cyniczny i perfidny Diego Rodriguez. Nie wiedział jak radna to robi, ale wydobywała z niego rzeczy, o których istnieniu albo zapomniał albo nie zdawał sobie z nich sprawy. I przerażało go to.
- Mam sokoła, mam swój las w apartamencie, ale ostatnio faktycznie nie pozwalałem sobie na zbytnie dziwactwa, może brelok jednak będzie czymś takim - powiedział przepuszczając radną w drzwiach. - Powiedzmy, że moje klucze są samotne.
Jak długo ludzkość nie używała już standardowych kluczy? Diego nie mógł tego określić, tym bardziej pomysł o tego typu pamiątce wydał mu się... właściwy. Było to kuriozalne, ale na swój sposób miłe. Natomiast o wzmiance na temat nagrania wyraźnie się ożywił.
- Świetnie! To będzie brzmiało tak - odchrząknął i z pełną powagą powiedział: - Nazywam się Diego Rodriguez, a to jest najdroższy sklep w Cytadeli, na który i tak cię nie stać.
Zaśmiał się pod nosem i odwrócił wzrok od sprzedawczyni przy ladzie, która zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem.
- Przepraszam, to taki żart. Zostawimy pani dużo kredytów, proszę nas tylko nie wyrzucać - szczery uśmiech nie schodził mu z twarzy i poczuł się trochę jak wyrostek wygłupiający się w miejscu publicznym. - Iris wybacz, ale teraz koniecznie musimy tu coś kupić.
Wziął do ręki maskotkę pingwina, obejrzał z każdej strony i odłożył na miejsce. Szedł za Fel oglądając sklepowe wystawy, aż nagle jego oczom za szybą ukazał się specyficzny widok. Mężczyzna wyraźnie używał programu do robienia zdjęć, mało tego, robił to w tak mało dyskretny sposób, że od razu zwrócił uwagę Diega.
- Iris - powiedział zwracają uwagę radnej. - Chyba będziemy jutro na portalach plotkarskich.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 443
Posty fabularne: 61
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 1
Glitch (1)

Re: Szpital Huerty

6 lut 2022, o 19:50

Gdyby przeznaczenie faktycznie istniało, musiałoby mieć czarne poczucie humoru biorąc pod uwagę, jak bardzo ich do siebie zbliżało tylko po to, aby w kluczowym momencie, odepchnąć z całych sił.
- Szczerze? - odparła, zatrzymując spojrzenie na profilu mężczyzny. Oboje stali przed prawdziwą kolekcją breloków, które sprzedawczyni podsuwała im ochoczo, widząc, że oboje są nimi zainteresowani.
- Z tych wszystkich rzeczy, które wymieniłeś, taka... pamiątka faktycznie będzie najbardziej ekstrawagandzką rzeczą, o której mógł pomyśleć Diego Rodriguez. Jest tylko jeden warunek - podkreśliła na wstępie, wodząc opuszkiem palca po szklanej szybie, w którą ten wlepiał swój wzrok. Coś na niej kreśliła? Być może.
- To musi być zwykły brelok. Najzwyklejszy. Nie żadne holograficzne światła, czy skondensowany efekt masy. Taki, który faktycznie mógłbyś przyczepić do kluczy, gdybyś klucze posiadał - dodała, nie dając mu przestrzeni ani szans na negocjacje. Wskazała kilka, najbliższe ręcznej, rzemieślniczej robocie, ale Rodriguez już chwytał za mikrofon. Odwróciła się ku niemu w idealnym momencie, aby dostrzec skwaszoną minę sprzedawczyni. Sama, z trudem powstrzymała wybuch perlistego śmiechu i gdy dołączyła do niego, biorąc Diega pod ramię, mógł dostrzec rozbawienie iskrzące się w jej oczach.
- Powiem Ci, że po takiej reklamie już musisz kupić co najmniej jednego z najnowszej kolekcji pluffy - fluffy, bo inaczej... - urwała, widząc reakcje mężczyzny. Obejrzała się tam, gdzie powędrowało spojrzenie Diego. W pierwszym odruchu, skrzywiła się, po czym... Niespodziewanie wspięła się na palce, a jej ustach dzieliły dosłownie minimetry od jego. Tu. Pośrodku sklepu. Bezwstydnie. Gdyby ktoś nie przypatrzył się dobrze, mógłby uznać, że przyłapał ich dwójkę w co najmniej intymnej sytuacji.
- Chcemy im dostarczyć powodów do plotek? - jej ciepły oddech, rozbił się o jego usta. Iris zaśmiała się i nie czekając na reakcje Rodrigueza, obróciła się tak, że jego ręka objęła ją w naturalnej konsekwencji w talii.
- Przepraszam, autograf też Pan chce!? - zawołała za nieznajomym, który poczerwieniał, kiedy tylko zdał sobie sprawę, iż przykuł ich uwagę. Zaczął się jąkać, Iris jednak do końca nie zdejmowała z niego ciężaru swojego spojrzenia, dopóki ten sam się nie wycofał.
- Te zdjęcie, przypomniało mi, że tam za rogiem jest fotobudka... - nie dokończyła. Nie było takiej potrzeby. Diego mógł się domyślać, co właśnie sugerowała, tym bardziej, że trzymając go za rękę, juz była dwa kroki bliżej wspomnianego miejsca.
Dawno nie czuła się tak... beztrosko.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1668
Posty fabularne: 104
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 79.960
Medale: 12
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Pionier (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

6 lut 2022, o 20:15

Musiał przyznać rację Iris, dlatego też, aby odsunąć od siebie zdegustowane spojrzenie sprzedawczyni położył na ladzie najdroższego i największego pluszaka jakiego był w stanie znaleźć. Zapłaci za niego przy wyjściu tymczasem zgodnie z założeniem radnej oglądał breloki.
Kiedy tylko Iris zasugerowała, dość jednoznacznie fakt zagrania na nosie paparazzi Diego od razu podłapał klimat. Przechylił lekko głowę zbliżając się niebezpiecznie ustami do jej ust i uśmiechnął się kącikiem ust, tak jak zawsze miał to w zwyczaju. To był jego standardowy wyraz twarzy, tajemniczy, nie odsłaniający zbyt wiele, ale pozostawiający przestrzeń do domysłów cóż takiego akurat siedzi w jego głowie. Wewnątrz poczuł coś, o co się nie podejrzewał i prawie nie był w stanie nad tym zapanować. Otrząsnął się po jej słowach i ordynarnie bez ostrzeżenia, nie odsuwając się od Iris ani na milimetr, wyciągnął rękę w stronę kadrowanego właśnie zdjęcia. Złożył dłoń w pięść i wykonał bezwstydny aczkolwiek wydający mu się w tym momencie idealnie na miejscu gest, wyciągając środkowy palec w kierunku fotografa. Wzruszył ramionami i pozwolił się odwrócić radnej.
- Może ten? - wskazał palcem na najzwyklejszy w świecie kawałek plastiku stylizowanego na stację z napisem Cytadela. - Wydaje się dość zwyczajny.
Decyzję co do konkretnego zakupu pozostawił jednak Iris, w końcu to był jej pomysł. Ba, nawet pozwolił jej zapłacić za wyszukaną pamiątkę, a sam przelał kredyty za pluszaka.
- Proszę - powiedział wręczając maskotkę radnej. - Musiałem, inaczej już była gotowa wyświetlać moje zdjęcia na tablicy z napisem "tego pana nie obsługujemy".
Wychodząc ze sklepu ruszył za Iris w stronę fotobudki. To wszystko było tak bardzo zwyczajne, przyziemne, mało... cóż, rodriguezowe, że nawet zaczęło mu się podobać. Nie musi przecież ciągle być skrajnie zimnym bożyszczem do którego maniery codziennie dążył. Powiedzmy, że ostatnie wydarzenia na Cytadeli uświadomiły mu, że kurczowe trzymanie się typu życia jakie wiódł, kompletnie wyrzuciło z jego pamięci fakt, że można inaczej.
Dziś wyglądało na to, że można, a Diego jakoś specjalnie się przed tym nie bronił.
- Breloki, fotobudka - zaczął wyliczać na głos. - Zaraz zacznę wierzyć, że spędzimy ten dzień jak nastolatkowie.
Uśmiechnął się a w jego głosie dało się wyczuć, że nie ma absolutnie nic przeciwko. Nie wiedzieć kiedy i dlaczego z jego ust, bez w zasadzie żadnego przemyślenia wyrwało się:
- Może weźmiesz kilka dni urlopu i pojedziemy porobić gdzieś, coś, jakbyśmy mieli znów po szesnaście lat.
Zapomniał o tym, że każde z nich ma inne obowiązki, że w ogóle jakieś ma. Zapomniał, że Iris jest radną i warto jednak byłoby dbać o jej niezszarganą opinię. Zapomniał, że przecież wszędzie za nimi mogą pałętać się inni paparazzi. Zapomniał wreszcie, że przecież jest w środku poszukiwań własnej siostry.
To przestało być istotne, była to jedna z cech Rodrigueza - życie jak mu się podoba i robienie co i kiedy mu się podoba. Tę niezależność cenił sobie najbardziej i bez tego nie wyobrażał sobie życia. Być może strach przed tym, że może to stracić wchodząc w głębszą relację z radną, która przecież jest poważną, dystyngowaną i jakby nie patrzeć publiczną osobą, sprawił, że Diego się wycofał te kilkanaście miesięcy temu.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 443
Posty fabularne: 61
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 1
Glitch (1)

Re: Szpital Huerty

6 lut 2022, o 20:35

Gdyby faktycznie nie znała go aż tak dobrze, mogłaby utonąć w spojrzeniu, którym obdarzył ją, pozwalając wierzyć, że przez moment nikogo i nic innego nie widział. Zatrzymała w powietrzu rękę, podniosła ją chcąc zwyczajnie dotknąć jego policzka, aczkolwiek wszelka czułość w takiej scenerii podszyta byłaby słodkim kłamstwem, a oboje z szacunku do siebie nawzajem pewnej granicy zdecydowali się nigdy nie przekraczać.
Zaczesała palcami rozwiane włosy, zdjęcie musiało wyglądać efektownie, zwłaszcza, że wciąż czuła przy Rodriguezie słabość. Już dawno przestała próbować z nią walczyć.
- Tak. Ten - przytaknęła, zdejmując z zawieszki brelok, który wisiał obok tego wskazanego przez Diega. Zaczekała, aż sprzedawczyni owinie zakup przedstawiający stacje z fluorescencyjnymi gwiazdami odległych galaktyk dookoła, po czym zapłaciła za pamiątkę nie dając Rodriguezowi szans, aby ją w tym uprzedził.
- Będziesz trzymał go na lodówce? A może w gabinecie na biurku? - dopytywała, kiedy wychodzili ze sklepu. Otwarcie się z nim drażniła, ponieważ doskonale wiedziała, jak wyglądało mieszkanie mężczyzny na Nos Astrze, a mając ten obraz przed oczyma, trudno byłoby gdziekolwiek dopasować pospolity drobiazg z Cytadeli.
Chyba że pragnął schować je do jakiegoś puzderka pełnego wspomnień.
Zaśmiała się, kiedy wcisnął w jej ręce sporego rozmiaru pluszowego misia w neonowo - miętowym futerku. Zaczesała jego irokez, bowiem te łaskotały Iris w nos. Objęła pluszaka obiema rękoma, bez trudu wtuliłaby w niego twarz co właśnie na moment zrobiła; zdecydowanie, w niej także odezwało się dziecko.
I świat, nawet na stacji, gdzie przed kilkoma dniami doszło do zamachu terrorystycznego, nagle wydał się piękniejszy.
Najpierw posadziła Rodrigurza, następnie na jego kolanach wylądował puffy - fluffy, a na sam koniec, Iris wcisnęła się na wolny kawałek stołka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Ograniczona przestrzeń, siłą rzeczy zbliżała ich do siebie.
- Jeżeli ten dzień mamy faktycznie spędzić jak jakieś dzieciaki, musimy zakończyć go na oblrzymim szejku truskawkowym, bądź bąbelkowych gofrach, albo... Lodach! I właściwie wiesz co? Najlepiej na tym wszystkim - stwierdziła, śmiejąc się perliście w głos. Pierwsze, niespodziewane zdjęcie, złapało Iris bokiem, gdy patrząc się na mężczyznę, zanosiła się szczerym śmiechem. Śmiały się także jej oczy.
Zanim błysnął po raz kolejny flesz, spoważniała, na dłuższą chwilę zatrzymując swoje spojrzenie na Diego. Czy gdyby poprosił, zamykając jej dłoń w swoją, mogłaby się zgodzić zmienić wszystko - dosłownie - w swoim uporządkowanym, znajomym i przecież dla niej idealnym świecie? Tak wiele razy zadawała sobie to pytanie, a jednak odpowiedź nie wydawała się być oczywista. Rozsądek, bez zmian zagłuszał serce. Musiałaby...
- ... A zabierzesz mnie do Disneylandu? - wypaliła, nie dając mężczyźnie przejrzeć, czy mówi poważnie, czy jednak wciąż żartuje.
Kolejne zdjęcie, objęło ich razem, z pluszakiem wciśniętym pomiędzy całkiem normalną parę.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1668
Posty fabularne: 104
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 79.960
Medale: 12
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Pionier (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

6 lut 2022, o 22:01

Było klaustrofobicznie, ale Diegowi to nie przeszkadzało. Małe pomieszczenie, błysk fleszy, niemal jak na czerwonym dywanie. Przez moment wyobraził sobie siebie przy boku Iris na jakiejś premierze gdzie byliby zaproszeni jako goście honorowi. Musiał stwierdzić, że ta wizja nawet go do siebie przekonywała. Niemniej jednak, pomimo tej swoistego rodzaju bliskości wciąż między nimi pozostawał pewien, nazwijmy to dystans, chociaż to słowo nie pasowało Rodriguezowi. Miał wrażenie, że chociaż ściana postawiona wcześniej między nimi topnieje z każdym przypadkowym spotkaniem i każdą kolejną spędzoną razem chwilą, to wciąż coś nie pozwala im jednak wrócić do przeszłości. Bardzo dużo się zmieniło, wszystko było inaczej i chociaż owe wspominane wcześniej przeznaczenie drwiło sobie z tej dwójki na każdym kroku, to Diego miał wrażenie, że pewne bariery nigdy nie opadną. Chociaż kto wie... Póki co nie chciał się nad tym więcej zastanawiać, w końcu nie był człowiekiem, który rozpamiętywał przeszłość i nie był człowiekiem, który martwił się o przyszłość. Diego działał pod wpływem chwili, a z tej strony Iris znała go doskonale.
- Być może - odpowiedział tajemniczo, nie precyzując co zrobi z suwenirem. Odsłonił jedynie połę marynarki i przypiął brelok do szlufki od spodni pozwalając mu wisieć swobodnie. Na koniec wyszczerzył zęby i rozłożył ręce w geście prezentacji owego pomysłu.
Posłusznie usiadł na miejscu wyznaczonym przez Iris i przyjął pluszową maskotkę. Musiał przyznać, że była wyjątkowo przyjemna w dotyku.
- Disneyland? - mruknął zaskoczony. No ale tak, właśnie o takie rozrywki mógł podejrzewać radną. Do szpiku kości niewinną, słodką i delikatną. Zupełne przeciwieństwo jego samego. - Myślałem raczej, że pójdziemy na jakiś koncert rockowy i zedrzemy gardło krzycząc pod sceną.
Wzruszył ramionami. Zupełne przeciwieństwo. Może właśnie w tym tkwił tak zwany szkopuł. Przeciwieństwa się przyciągały i dopóki faktycznie owa sytuacja jest przejściowa, zdarza się by zostać przerwaną i zdarzyć się ponownie to ma w sobie nutkę pikanterii, szaleństwa i czegoś za czym człowiek wskoczy w ogień. Na dłuższą metę te wszystkie różnice przy wspólnym życiu wychodzą i częściej doprowadzają do konfliktów niż budowania stabilnej relacji. Może właśnie to było kwintesencją tego, co tych dwoje do siebie ciągnęło.
- Natomiast chętnie bym zjadł...a nawet to wszystko - powiedział z nieukrywaną radością w głosie. - Nawet jeśli potem będziesz mnie toczyć do portu.
Bo w końcu będzie musiał się zebrać i wrócić na Ilium. W końcu tam było jego życie i chociaż pamiętał, że kiedyś Iris proponowała mu przeniesienie gabinetu na Cytadelę, to kwestie praktyczne najzwyczajniej w świecie to uniemożliwiały. Za dużo było możliwości, że ktoś będzie kontrolował jego interesy na stacji. Ilium było w tej kwestii najbezpieczniejszą i niepodlegającą negocjacjom opcją.
- Wiesz, zrobiłbym coś ekstremalnie szalonego w tym wszystkim. Jeszcze kilka dni temu całe życie stanęło mi przed oczami i byłem bliski śmierci - powiedział w nawiązaniu do ataku terrorystycznego na Cytadelę. - Chyba chciałbym poczuć, że naprawdę żyję. Jakiś, powiedzmy spacer w kosmosie bez zabezpieczeń, skok ze spadochronem, nurkowanie z rekinami... nie wiem. Co teraz robi młodzież?
Chyba faktycznie adrenalina była tym, co pozwoliłoby mu poczuć radość z życia. Co prawda liczył się z faktem, że te wszystkie aktywności sprowadzają się do ryzykowania śmiercią, a czymże innym była ucieczka przed terrorystami, to nie dawał po sobie poznać, że to brzmi jak absurd.
- Może też zwykły zachód słońca na plażach Thessi też by wystarczył - powiedział, wypalając z kolejną skrajnością. Za Diegiem czasem ciężko było nadążyć.
Kiedy skończyły się błyski fleszy i wyjęli gotowe odbitki Rodriguez zerknął na zdjęcia przyglądając się im przez dłuższą chwilę. Ja jednym był poważny, na drugim uśmiechnięty a na trzecim robili głupie miny.
- Zawsze twierdziłem, że dobrze razem wyglądamy - powiedział bez namysłu. - Kiedyś wpadł mi w ręce artykuł "Najgorętsze pary galaktyki", chyba byliśmy na trzecim miejscu.

ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 443
Posty fabularne: 61
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 1
Glitch (1)

Re: Szpital Huerty

6 mar 2022, o 02:55


Zespół Cotarda
[1]
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Emilia Östberg


“I think that we are like stars. Something happens to burst us open; but when we burst open and think we are dying; we’re actually turning into a supernova. And then when we look at ourselves again, we see that we’re suddenly more beautiful than we ever were before.”

Wyświetl wiadomość pozafabularną


W chaosie wskrzeszenia, każde doznanie było ciężarem.
Jej skostniałe ciało drgnęło, nim zdążyła zrozumieć różnicę między światem snów, a ponurą rzeczywistością. Na jej klatce piersiowej zasiadł słoń, którego nie potrafiła przegonić. Ktoś w tle nawoływał jej imię, natarczywie, agresywnie, nie dając jej chwili wytchnienia, nie pozwalając jej odpocząć.
Tego, co potrzebowała w tej chwili najmocniej, był odpoczynek.
Nie wiedziała, jak długo pozostała w stanie snu, a jednak jedyne co wydawało się teraz kuszące to przymknięcie opadających powiek. Świat wydawał się odległy, zamglony, jakby przyglądała mu się przez grubą, zabarwioną farbą szybę.
- Słonko, najwyższa pora się budzić... - damski, przyjemny głos nawoływał z oddali, wymuszając na niej reakcję.
Gdy uległa wezwaniom, z początku, obraz jej rzeczywistości był zamglony. Wkrótce odnalazła znajome kształty - zarysowaną w suficie, okrągłą lampę. Prostokątne drzwi w oddali, naznaczone zielonym błyskiem aktywnego panelu.
Znajoma, a jednocześnie tak obca twarz pojawiła się w jej polu widzenia. Rozpoznawała tę asari - wiedziała, że niepierwszy raz budziła się w objęciach zimnego światła jarzeniówek, mając jedynie ją za swojego przewodnika. Miała na imię Serina. Więcej niż raz przedstawiała się Emilii gdy ta, pomiędzy różnymi procedurami, których znaczenia często nie znała, budziła się w tym właśnie pomieszczeniu.
Pustym, sterylnym. Tym, z którego mieli ją wypuścić już po pierwszej operacji, drugiej i trzeciej. Za każdym razem, gdy uchylała powieki, czekając na obiecaną jej wolność, Serina pojawiała się w polu jej widzenia by z trudem przekazać jej złe wieści.
Jej choroba nie była czymś, z czym nawet elitarny, wyspecjalizowany w trudnych przypadkach szpital Huerty potrafił poradzić sobie bez żadnego problemu. Każdy z lekarzy przypisywanych jej przez Radę zbywał ją podobnymi, miłymi słówkami - swoimi wielkimi planami na kurację, obietnicami powrotu do normalności.
Obietnicami, których jak na razie żaden z nich nie dopełnił.
- Jak się spało? - spytała z lekką ironią asari. Odziana w kitel, spisywała nowe dane, które podpięta do Emilii maszyna zbierała w formie wygodnego dokumentu. - Żeby tylko podatnicy wiedzieli, co naprawdę robią Widma w tym czasie... - zażartowała, pochylając się nad leżącą w łóżku kobietą.
Aktywowała swój omni-klucz, przeprowadzając diagnostykę jej protezy. Ramię, choć zimne, kontrastujące z żywą skórą, metalowe, działało już sprawnie z ciałem Widma. Momentami nadal sprawiało jej trudnosć, wydając się czymś obcym, czymś nieproszonym, ale teraz, gdy Serina poprosiła ją o zgięcie i rozprostowanie palców, słuchało się mózgu nosiciela doskonale.
Jakby metal stanowił cząstkę jej samej, choć jej ciało nadal walczyło z jego obecnością.
- Chyba tym razem wszystko się udało - mruknęła asari, z frustracją na tyle mocną w jej głosie, by zwyciężyła szczęście wygranej w tej trudnej bitwie. - Dobrze, radna Irissa chce cię oceniać tak szybko, jak tylko się da.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

6 mar 2022, o 03:13

To nie był pierwszy raz, kiedy Emilia budziła się ze swojego, wydawałoby się, że wiecznego snu. Ból absolutnie wszystkiego w ciele był już dla niej czymś starym, czymś, z czym na swój sposób się pogodziła. W jej żyłach przepływało dużo przeciwbólowych substancji, a jednak i one nie zdawały się zapewniać jej spokoju. Ale na szczęście nie była osobą słabą - jasne, fizycznie była teraz w okropnym miejscu, w najgorszym w swoim życiu, ale psychika pozostawała silna. Wydręczona od bólu i ciągłych śpiączek, ale silna.

Nie pamiętała już o czym śniła. Powoli została wybudzona serią wezwań przebijających się przez czarną pustkę, w której uwięziona została jej świadomość. W zasadzie "uwięziona" było złym określeniem - dobrowolnie poddawała się wszelkiej narkozie. Wolała nie cierpieć na marne, każda operacja, jaką mogła, przechodzona była pod odpowiednimi znieczuleniami i po uśpieniu. Ból nie był jej obcy, ale zdecydowanie jej nie rajcował i unikała go (a raczej ograniczała) jak mogła. Otworzyła powieki i wystrzeliła lekko do przodu, jakby budząc się ze swego rodzaju koszmaru. Serce szybko zabiło, napompowane chwilową adrenaliną spowodowaną jej przedwczesnym wybudzeniem, ale szybko uspokoiło się, a ta wydała z siebie ciche syknięcie i usiadła (o ile mogła) w pozycji półsiedzącej.
- Zgadnij.- odparła z kolejnym syknięciem, powoli usadawiając się w wygodnej pozycji. Rozmawiała już parę razy z tą Asari. Powstrzymała się jednak od kazania jej spierdalać za te jakże śmieszne komentarze, była na tyle...miła?- Idzie to też z twoich podatków, wybacz, że Rada dba o swoich ludzi.- odpowiedziała na jej kolejny żart, kończąc wypowiedź przewróceniem oczami. Na swój sposób była wdzięczna za te wszystkie operacje. Dobrze wiedziała, że mogły się one nawet nie opłacać. Dobrze wiedziała, że Emilia Östberg stała się balastem. Balastem, który łatwo było zrzucić. Tego zresztą bała się najbardziej. Nie chciała być balastem, nie chciała być bezużyteczna. Musiała wrócić do funkcjonowania, wykorzystać tę szansę. Na swój sposób przypomniało jej to o tym jak dużo zostało w nią wpompowane. By żyła. By funkcjonowała.


- Chyba czy na pewno?- zapytała po dłuższej chwili ciszy. Wyprostowała faktycznie palce i zgięła je bez problemu. Spowodowało to u niej lekki uśmiech.- Zdaje się działać. Przynajmniej póki co. Sądzisz, że jeszcze może przestać...ehem, funkcjonować?- wydała z siebie niekontrolowane kaszlnięcie spowodowane (zapewne) jakimś małym błędem w implancie strun głosowych. Przez chwilę proteza działała, a na dodatek mówiła normalnie, zdawało się, że mogła usiąść...ból oczywiście pozostał, ale mogła sobie z nim poradzić. Będzie potrzebowała dużo przeciwbólowych, rehabilitacji i pewnie terapii, ale...jeśli ręka działała, to to był krok do przodu.

"More machine than man", pomyślała.
ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 46
Posty fabularne: 42
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

7 mar 2022, o 16:31

Ciało żołnierza było jego narzędziem. Pierwszym, które opanowywał doskonale, ostatnim, które zawodziło w trakcie walki, stanowiąc granicę między życiem a śmiercią. W tym zero jedynkowym stanie funkcjonowanie wydawało się proste - w końcu albo się było, albo szukało odpowiedzi pośród tysięcy systemów religijnych oferujących wgląd w świat poza całunem śmierci.
Ale co, jeśli ktoś tkwił pomiędzy?
Proteza była przedłużeniem jej ręki. Gdy chciała, zginała palce i rozprostowała je z fascynacją, a implant oddawał zachowanie jej dłoni w sposób idealny. Może zbyt idealny. Nie czuła napięcia, gdy wsparła się nią siadając w łóżku. Nie czuła bólu wpijających się w jej skórę paznokci, gdy pięść zacisnęła nieco zbyt mocno. Nie obejmowało ją odrętwienie, gdy zastygała w jednej pozycji na dłużej.
Szczyt technologicznego wynalazku, wydatek setek tysięcy kredytów podatników. Jej nowa ręka była doskonała w każdym calu.
I właśnie to sprawiało, że nie wydawała się ludzka.
- Zależy co planujesz z nią robić - odrzekła asari z nagłą szczerością, podchodząc bliżej, odruchowo sięgając do panelu sterującego łóżkiem, na którym tkwiła Emilia. Uniosła oparcie, umożliwiając kobiecie nieco wygodniejsze siedzenie w miejscu. Uśmiechnęła się pod nosem, wyraźnie rozbawiona pewną wizją, która zrodziła się w jej głowie. - Dostaniesz kartę stałego klienta. Przy dziesiątym rozjebaniu się obiecuję, że przyniosę ci pączka. No, tylko tak z dzień po operacji, bo jeszcze mi podłogę zarzygasz.
Jej głos brzmiał podobnie do tego, którym posługiwała się wcześniej. Ale dla niej, która spędziła z nim całe życie, był obcy. Niezgodny z tym, jak brzmiała w swoich myślach, jakby zawsze, gdy otwierała usta, ktoś puszczał nagranie jej słów. Dźwięki zbijały się w całość, sensowną dla postronnych obserwatorów, za to niekompletną dla Widma, które musiało się dostosować.
- Wykosztowali się. Gdybyś była kimkolwiek innym, siedziałabyś tutaj rok czekając, aż ci ręka odrośnie - rzuciła z uznaniem, obracając się i krzątając po pomieszczeniu, szukając datapadu, w którym zaczęła wypełniać jakiś formularz, prawdopodobnie oceniając stan pacjentki na, cóż, taki sam jak przy każdym poprzednim zabiegu. - Dobra, miejmy to z głowy.
Przysunęła się bliżej, rozpoczynając ich wspólną rutynę - sprawdzanie jej funkcji życiowych, porównanie z wynikami nieustannie monitorującej ją maszyny. Podłączenie się do jej implantów, przeskanowanie ich obecnego działania, upewnienie się, że ciało reagowało na nie tak, jak powinno. Emilia nie obudziła się w tym łóżku po raz pierwszy - wydawałoby się, że spędziła w nim już całą wieczność, ale wciąż traktowano ją jako optymistyczne założenie, czekając, aż wszystko zepsuje się po raz kolejny, posyłając ją na blok operacyjny.
- Jak ci się poszczęści, zejdziemy do niższej dawki immunosupresyjnych pod koniec tygodnia - rzuciła, nie siląc się na zbytnio pozytywny ton swojego głosu. Wiedziała, jak wyglądała sytuacja - Emilia nie była łatwym pacjentem, a do tego szczególnym przypadkiem, do którego zwykły personel Huerty nie posiadał odpowiedniej specjalizacji. Jej stan zdrowia był domkiem z kart przez pierwsze dni po obudzeniu się na Cytadeli po jej wypadku. Każda, najmniejsza przeciwność losu burzyła równowagę, którą udawało im się osiągnąć. - Nie dopuszczałabym cię jeszcze do treningów. Moim zdaniem za wcześnie, Irissa nie wie, w co się pakuje.
Wyprostowała się, przyglądając kobiecie w zamyśleniu.
- A ty, co uważasz?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

7 mar 2022, o 17:09

Jeśli ciało żołnierza było narzędziem, czy też bronią, to Emilia była w tym momencie rozbrojona - ale nie w sposób normalny. W sumie można było to nawet bardziej nazwać demilitaryzacją, patrząc po stracie ręki. Broń nie została jej po prostu odebrana, nie została też zniszczona, bardziej...rozłożona na części, które zostały pogubione, lekko popsute, a potem porozrzucane gdzieś po całym szpitalu, który pracownicy Huerty musieli przeszukać, by złożyć na nowo komplet, a potem odbudować kobietę, lub przynajmniej posklejać do kupy elementy, które udało się znaleźć.
Wszystko by mogła wrócić do akcji. Polecenie wydane przez Radę było bardzo jasne, trzeba było ją odtworzyć. Emilia musiała powrócić do życia. Nie być ani martwa, ani pomiędzy, a po prostu żywa i aktywna.

Dla pewności parę razy wykonała najprostsze ćwiczenia nową ręką - zgięła ją, rozprostowała palce, postukała nimi parę razy o łóżko, spróbowała nawet lekko się zamachnąć. Wszystko zdawało się działać idealnie, co spowodowało u niej minimalny uśmiech. Cud technologiczny wydawał się funkcjonować idealnie, doskonale wręcz. Nie czuła jednak nic. Pierwsza myśl - to straszne, jest taka...nieludzka. Faktycznie spowodowało to u niej zmartwienie, lecz chwilę po tym, fascynacja powróciła. To otwierało możliwości. Nie będzie czuła w niej bólu, na dodatek metal jest silniejszy niż kość, można zastosować to w walce. Widocznie wraz ze stratą, pojawiały się nowe możliwości do wykorzystania. Niestety nie miała tu i tak wyboru - to nie było tak, że mogła zdecydować czy woli słabszą rękę, ale "jej własną", czy może mechaniczną, ale sztuczną i nieludzką. Wybór teoretycznie istniał - między kalectwem a funkcjonowaniem. W praktyce, to nie była żadna decyzja do podjęcia, a po prostu oczywista sprawa.

- Trenować?- zapytała z tonem przepełnionym, póki co, pewną obojętnością. Choć wyglądało na to, że pojawił się jakiś postęp, to nie zamierzała jakoś szczególnie się cieszyć. Czuła w tym momencie za dużo bólu, by być prześmieszną i żarcikującą partnerką do konwersacji. Niemniej, żart Seriny spowodował mimowolny uśmiech i bardzo ciche parsknięcie śmiechem.- Przezabawne. Ale dorzuć jakąś kawę, albo coś słodkiego. Do picia. Zresztą...- wychyliła się lekko by zobaczyć czy nie ma gdzieś tu kubeczka z wodą. Jeśli oczywiście wolno było jej pić. Nawet jeśli nie mogła, to była bardzo spragniona i potrzebowała wody. Była oczywiście utrzymywana przed odwodnieniem, ale pragnęła nawilżyć usta zamiast być utrzymywaną przy życiu przez kroplówki. Zresztą, brakowało jej trochę innych smaków niż te najprostsze, bardzo chętnie posmakowałaby właśnie kawy, herbaty, czy...czegokolwiek. W tym momencie nie była wybredna.

Faktycznie czuła pewien dyskomfort związany z jej głosem. Był on na tyle duży, że czuła się trochę nieswojo, właśnie tak, jakby nie wymawiała swoich słów własnoręcznie. Choć teoretycznie struny głosowe (w większości sztuczne) drgały, to było to nieco...nietypowe. Musiała się nad tym zastanowić, chciała to zobaczyć.
- Ahem, panno, czy tam pani T'amar.- skoro rozmawiała już wcześniej z Seriną, to ta mogła dobrze wiedzieć, że kiedy Emilia czegoś od niej chciała, mówiła nieco bardziej formalnie i grzecznie, jakby chcąc nadać wagi swoim słowom.- Potrzebuję jakichś, nie wiem...nagrań tego jak mówię. Sprzed wypadku. Pewnie coś macie, może coś z kamer z biura Widm, może radna coś ma, może jakaś jej sekretarka, c-cokolwiek.- na koniec delikatnie się zająkała, ale była to kwestia tego, że poczuła potrzebę odkaszlnięcia, co zrobiła po wymówieniu zdania.- Chcę porównać sobie to jak brzmię i jak brzmiałam.- potrzeba ta, zdawałoby się, że jest naturalna, przynajmniej na tyle na ile coś może być "naturalne" kiedy mowa była o osobie znajdującej się w takiej pozycji.
- Niestety nie jestem kimkolwiek innym i musisz mnie reperować.- teraz niestety. Kiedykolwiek indziej, na przykład parę miesięcy temu - na szczęście. Emilia zawsze była dumna z bycia...Emilią. Teraz jednak jej percepcja była inna. Regularnie przeklinała swoje okropne geny za to, co musi teraz przechodzić. Jasne, powtarzała sobie, że i z tego wyjdzie, że jest Widmem, a nie jakąś miernotą, więc sobie poradzi. Ale gdyby była tą samą osobą, tylko bez Choroby Korvine'a, to już wyszłaby ze szpitala. Albo dalej tu była, ale hodując sobie nową rękę.


- I jakie wyniki tym razem? Lepiej? Gorzej? Lepiej nie mówić?- pod koniec wymusiła z siebie parsknięcie zmęczonym śmiechem zmęczonej osoby.- Chciałabym wrócić do treningów, ale jeśli twierdzisz, że to niemożliwe...- głośno westchnęła. To nie była dla niej łatwa decyzja. Jej wewnętrzna perfekcjonistka chciałaby już wrócić do pracy. Teraz. Bo ma rękę. Na szczęście pragmatyczka mocno ją od tego powstrzymywała. To byłaby najgłupsza decyzja jej życia.- To mogę cię posłuchać. Ale wróciłabym jak najszybciej do prostych ćwiczeń. Pewnie i tak potrzebuję fizjoterapii, więc...
ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 46
Posty fabularne: 42
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

9 mar 2022, o 01:59

T'amar była specyficzną kobietą. Emilia nie znała jej zbyt długo, a właściwie nigdy nie poznała od sfery innej niż profesjonalna, ale wiedziała, że asari bawiły niekiedy bardzo nietypowe rzeczy, kiedy jednocześnie często nie chwytały jej oczywiste żarty czy zbyt ukryty sarkazm. Nie było w jej zachowaniu logiki czy wzorców społecznych, które infiltratorka mogłaby zastosować by móc rozgryźć ją jak każdego innego stającego przed jej łóżkiem po wybudzeniu, czy w trakcie maratonu kiepskich telenowel puszczanych w szpitalu.
I właśnie teraz, niespodziewanie, Serina roześmiała się, jakby usłyszała naprawdę mocny dowcip.
- Kochana nie zjesz nic co najmniej dobę, nie żartuj nawet, ja twoich rzygów ścierać nie będę - machnęła ręką, ignorując zaczepkę z jej strony. - A nawet jeśli, pomyśl sobie, że jak cokolwiek się spieprzy to cię nie uśpimy do drugiej operacji. Będę kroić na żywca.
Mrugnęła jej porozumiewawczo okiem, co z jednej strony sugerowało żart, ale jej poważny wyraz twarzy temu zaprzeczał.
- Ja twoich nagrań nie mam, złotko, ja tu tylko pracuję - westchnęła. - Ale poproś radną, czy kogokolwiek do ciebie wyśle. Ja mam cię tylko doprowadzić do stanu używalności. To ty tu masz wtyki, nie ja.
O programie rehabilitacji dla Emilii mówiono wiele, a konkretów nie widziała żadnych. Nie było planu, który widziałaby przed oczami, nie było rozmów z innymi lekarzami, nie było wizyt u fizjoterapeuty. Tak właściwie, nawet przedstawiciele rady pojawiali się w jej sali rzadko, jakby wciąż była niepewną kartą, jakby jej użyteczność lub przeżycie do następnej operacji było poddawane w wątpliwość, co pozostawiało pozostałe, dalsze plany w sferze bardzo mglistej.
T'amar pomogła jej wstać z miejsca. Po narkozie, Emilia czuła się dość dobrze - póki siedziała w łóżku. Szybko odkryła, że jej ciało było dziwnie spięte, odrętwiałe, jakby nie tylko jej ręką była syntetyczna, jakby całe ciało było czymś obcym, chwiejnym, niestabilnym. Leżąc w niewygodnym materacu czuła, że może wiele, ale gdy tylko stanęła na własnych siłach z łatwością mogła w swoją gotowość do walki powątpiewać.
Jej stare ubrania pachniały innym proszkiem do prania. Były wysterylizowane, oczyszczone z wszystkich potencjalnych bakterii, co w procesie zniszczyło nieco materiały, ale jednak stanowiły coś znajomego. Coś, co było tylko jej, co nie było szpitalnym kitlem, co należało do jej życia przed, co stanowiło o tym, kim była i co osiągnęła, a nie symbolizowało jej upadku i odrodzenia, jak wszystko inne znajdujące się w jej szpitalnej sali.
Po tym, z małym, symbolicznym kubkiem wody asari zostawiła ją siedzącą na jej łóżku. Sala była prywatna, jednoosobowa, ale na tym kończyły się jej luksusy. Na jednej ścianie wisiał duży telewizor wyświetlający różne programy, a pod nim stały szafki przeznaczone dla pielęgniarzy. Jej łóżko otoczone było maszynerią, której nie znała, a z okna wpadało nieco sztucznego światła, ale widok był mało interesujący - ot, budynki naprzeciw, nawet krzty holograficznego nieba.
Drzwi rozsunęły się dopiero godzinę później, gdy asari już dawno tutaj nie było. Do środka wszedł obcy Emilii turianin. Choć w cywilu, rozpoznała po budowie jego ciała i specyficznym chodzie drugiego żołdaka. Nie przypominał jednak radnej IrIssy, która rzekomo chciała z nią pilnie porozmawiać.
- Widmo Kryik - przedstawił się oszczędnie, wyciągając ku niej swoją dłoń. - Wysłano mnie na przeprowadzenie twojej powtórnej ewaluacji.
Rozejrzał się, szukając dla siebie krzesła. Nie znalazł żadnego.
Był pierwszym odwiedzającym Emilii poza sztabem medycznym, który się nią opiekował.
Odchrząknął, stając obok, nie siadając obok niej na łóżku, zamiast tego siląc się na profesjonalizm.
- Gotowa? - spytał, ni stąd, ni zowąd, jakby wiedziała, czego może się spodziewać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

9 mar 2022, o 02:20

Choć sama pociągnęła jej żart, nie czuła by było to jakoś ekstremalnie zabawne, a już na pewno nie warte takiego śmiechu, jaki ta jej zaserwowała. Niemniej, Serina, choćby czysto z faktu tego, że spędzała z Emilią wyjątkowo dużo czasu, była tymczasowo ulubioną osobą Widma. Oczywiście wspomagał to fakt tego, że była jej lekarką, oraz w miarę atrakcyjną Asari.Nic z tego nie czyniło ich w żaden sposób przyjaciółkami, ale T'amar mogła doznać tej "milszej" strony swojej pacjentki Ich wielka relacja zapewne zakończyłaby się, gdyby miała okazję widzieć się z bratem, albo z Naeleą, ale niestety nie widziała nikogo z tej dwójki. Nic dziwnego, pewnie mieli istotniejsze rzeczy do ogarnięcia niż na chodzenie na miks pogrzebu ze stypą. Stypą, na której można było rozmawiać ze zmarłym. Trochę tak się czuła - jakby mieli ją pogrzebać, a szpital utrzymywał ją w dobrym stanie.


- Nie jest to szczególnie zabawne. Chyba, że bawią cię cierpiący ludzie.- wydała z siebie ciche westchnięcie. Zabrzmiało minimalnie tak, jakby sugerowała jej sadyzm, w prawdzie jednak była to pewna forma sarkazmu, tym razem przykryta przez zmęczony ton głosu.- Ehhh, jak brzmię? Pomijając to, że jak trup?- postanowiła zapytać prosto z mostu o opinię lekarki. Liczyła na odpowiedź w kwestii tego czy brzmi jak człowiek, czy nie. Sama nie mogła póki co ocenić.

Gdy otrzymała swój kubeczek wody, wypiła go do ostatniej kropli. Została zostawiona przez lekarkę, a więc i mogła zająć się swoimi własnymi sprawami. Postanowiła przejrzeć wiadomości na omni, zobaczyć, czy ktoś do niej nie pisał, i jeśli była taka możliwość, odpaliła sobie meczyk Hearthstone'a. Na szczęście rozgrywka nie wymagała sprawnego ciała, a jedynie umysłu. Choć ciężko było jej ze skupieniem, była w stanie postarać się jak najlepiej i może wygrać parę luźnych meczyków.

Ta godzina minęła jej raczej leniwie - odpoczywała sobie na spokojnie i jedyne co mogło dochodzić z jej pokoju, to dźwięki gry i okazjonalne syknięcie - albo z bólu, albo z frustracji spowodowanej grą. W końcu jednak wszystko co "dobre" musiało się skończyć. Miała gościa. Widmo, z tego co się przedstawił. Ta szybko wyłączyła omni i podniosła się, witając go poprzez uściśnięcie jego ręki.
- Östberg. Miło poznać.- rzuciła równie oszczędnie, choć może odrobinkę mniej niż on. Oczywiście wiedział kim była, ale pewna kurtuazja sprawiała, że musiała się krótko przedstawić. Nie spodziewała się go, ale nie zamierzała też komentować. Radnej najpewniej coś wypadło, albo po prostu wysłała wpierw agenta, by potem odwiedzać ją potencjalnie w szpitalu. To była zajęta kobieta, miała istotniejsze sprawy na głowie niż pół-martwe Widmo.

...jej poczucie wartości mocno podupadło. Zauważyła to już jakiś czas temu. Nic dziwnego - oceniała swoją wartość zależnie od użyteczności, a jej użyteczność...drastycznie spadła.
Nie zamierzała jednak okazywać tego przed Turianinem, który zapewne oczekiwał jej w stanie choćby częściowej gotowości. Gdy tak przed nim stała, nie czuła się szczególnie gotowa. Ciało było lekko ociężałe, implanty jeszcze się nie dostosowały, ręka była totalnie obca i nie wiedziała jak ją jeszcze wykorzystać, a na dodatek czuła mocno efekty leków i narkozy. Niemniej, stała w miarę dumnie, przynajmniej na tyle na ile by mogła.
- Tak.- odparła w taki sposób, że nawet przez chwilę w to uwierzyła. W prawdzie wiedziała, że ewaluacja ta będzie najpewniej dramatem. Ale zamierzała dać z siebie wszystko.
ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 46
Posty fabularne: 42
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

17 mar 2022, o 19:16

Kryik był oszczędny w emocjach, co mogło być zarówno zaletą, jak i koszmarną wadą. Nie bawił się w kurtuazyjne zagadnienia, nie rozpoczął ich rozmowy od uprzejmego zauważenia ładnej pogody na zewnątrz czy optymalnej temperatury powietrza wewnątrz szpitala. Ot, przystanął obok, przez chwilę niezręcznie jej się przyglądał, aż wreszcie przysunął sobie krzesło używane często przez pielęgniarki nieco bliżej. Odchrząknął, zerknął na swój omni-klucz. Przez moment po jego twarzy przemknął duch niezadowolenia, gdy przeczytał przekazane mu polecenia, nim zniknął przykryty kołderką profesjonalizmu.
- W przeciągu ostatnich dwóch tygodni, czy dokuczały Wam któreś z następnych symptomów? - rozpoczął, znów odchrząknął, jakby w swoim własnym tiku. Gdy tylko zaczął czytać ze swojego omni-klucza, dostrzegała, że nie mówił tego, co sam miał na myśli. Słowa wypowiadane jego głosem należały do kogoś innego, kogoś, kto przygotował ten test zawczasu i miał przeanalizować wynik. - W odpowiedzi proszę uściślić, czy nie czuliście tego wcale, czuliście to w trakcie kilku dni, w ciągu ponad połowy czasu, czy niemal codziennie.
W końcu to nie była uprzejma wymiana zdań. To był test. Doskonale sobie o tym zdawała sprawę, niepierwszy raz w wojsku w ten sposób determinowano jej stan psychiczny. Ten prymitywny, łatwy do oszukania sposób, który tak naprawdę służył za podkładkę dla rządzących do wsadzenia do jej teczki w bazie danych, a który nie miał w żaden sposób pomóc jej.
- Czuliście się zdenerwowani, niespokojni, na krawędzi? - kontynuował. - Martwiliście się o zbyt wiele rzeczy, zbyt często? Nie potrafiliście przestać?
Po każdym pytaniu czekał na odpowiedź, wyrażoną w ilości dni, które Emilia potencjalnie spędziła owładnięta którymś z tych uczuć.
- Mieliście problemy z wypoczynkiem? - spytał, uśmiechając się krzywo sam do siebie, świadom tego, jak w jej obecnej sytuacji to pytanie miało dość idiotyczny wydźwięk. - Łatwo było was zirytować?
Nietrudno było odgadnąć, że turianin chciał mieć ten test za sobą równie mocno jak ona. Niemniej, obowiązywały go procedury, sporządzone pewnie przez te same osoby, które wysłały go tutaj w pierwszej kolejności. Cierpliwie spisywał jej odpowiedzi, czekając na kolejne, wypełniając pola w swoich pustych tabelkach by zaspokoić potrzeby kogoś wyżej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

17 mar 2022, o 20:34

Chyba właśnie ta oszczędność była czymś, co zdawała się doceniać. Z jej perspektywy nie była to ani trochę wada, już na pewno nie w jej obecnej sytuacji. Turianin oszczędzał sobie wyrazów niezadowolenia czy komentarzy, nie czepiał się, nie komentował jej obecnego stanu w żaden sposób. Przyszedł tu wykonać swoją robotę, przy okazji oszczędzając jej samoocenie potencjalnego wyczerpania. Brak krytyki. Oczywiście dobrze wiedziała, co pewnie sobie myślał, ale odnajdywała jakąś ulgę w tym, że tego nie mówił. Nie narzekał. Mogła na swój sposób zachowywać się jak osoba, która była mu równa. Parę miesięcy temu, pewnie nawet by była. Zresztą, nie słyszała o tym Kryiku, nie miała na jego temat żadnej wcześniejszej opinii. Teraz z kolei, jakaś się formowała. Powoli.

- Zdenerwowana...przy pierwszych paru dniach leczenia, od kiedy byłam świadoma. Trzy-cztery dni. Niespokojna...ciągle. Na krawędzi...może przez połowę mojego pobytu. Tak samo z martwieniem się, już od jakiegoś czasu wiem, że będę żyła. Martwię się teraz tylko o to w jakim stanie.- częściowo było to kłamstwo, bo ciągle się martwiła. Z drugiej strony, z czasem jej nastawienie zmieniło się z panicznego na bardziej zdeterminowane, nawet jeśli nieco zbite, faktycznie na skraju wyczerpania.

Dosyć szybko zorientowała się, że uzupełniała najprostszy i najbardziej typowy z testów. Mimo to starała się dać w miarę wyczerpujące odpowiedzi, nawet jeśli robiła to tylko dla formalności. Pewne przeczucie podpowiadało jej, może błędnie, że decyzja została już podjęta, a Emilia nieszczególnie ma wpływ na to wszystko. Ta konwersacja, choć oczywiście podchodziła do niej poważnie, była bardzo...standardowa. Może i to spowodowało jej następną odpowiedź.
- W zasadzie to bardzo dobrze wypoczywa się przy narkozie.- jej usta przez chwilę uformowały się w grymas, który chyba miał być ironicznym uśmiechem. Niestety była troszeczkę zbyt obolała na wyglądanie uroczo.- Zupełnie na poważnie, nie. Z irytacją...nie, chyba byłam zbyt wyczerpana na irytację. Proponuję zaznaczyć opcję "nigdy", albo "tylko na początku", jeśli taka występuje.- ta porada była w miarę rzeczywista, to jest, chciała jej udzielić i liczyła, że pomoże mu uzupełnić test. Chwilę musiała zastanowić się nad odpowiedzią dotyczącą irytacji, jakby przyjrzeć się temu co czuła. Faktycznie doszła do wniosku, że ciężko było wprowadzić ją w gniew podczas jej pobytu w szpitalu. Jasne, była zła na siebie, ale gniew, w swojej naturze, pobudzał. Ją bardzo ciężko było teraz pobudzić, ciało było nieco za słabe na coś takiego.

Gdy udzieliła tej odpowiedzi, spojrzała na niego z prostym pytaniem w oczach - to wszystko?
ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 46
Posty fabularne: 42
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

18 mar 2022, o 13:25

Spostrzegawczość
75%
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
89
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

18 mar 2022, o 13:32

Emilia była uważnym obserwatorem. Choć Kryik traktował ją jak przystało na odwiedzającego jakiegoś pacjenta w szpitalu, dostrzegała, że czasem zaznaczał inne odpowiedzi niż te, które udzielała. Nie wiedziała jednak, czy zmieniał jej odpowiedzi na lepsze, czy gorsze. Turianin robił to z pewnym wahaniem, jakby rozmyślał nad każdą odpowiedzią, ale jednocześnie jego wyraz twarzy się nie zmieniał, a ruchy palców odznaczały kolejne opcje zbyt szybko, by była w stanie zauważyć co konkretnie przypisywał do jej odpowiedzi.
Po ostatnich pytaniach miał jej do zadania jeszcze kilka następnych - wszystkie były równie ogólne, nieskonkretyzowane i wszystkie mogła z łatwością nagiąć, podając jakąkolwiek odpowiedź, a mężczyzna nie dostrzegłby różnicy w jej kłamstwie.
- Procedury - westchnął, tonem, którym oczekiwał, że Östberg go zrozumie. Derius najwyraźniej sam nie chciał tutaj być w tej formie, którą prezentował, ale służba była wymagającą kochanką i czasem potrzebowała, by robił rzeczy, cóż, poniżej jego poziomu.
Przesłuchiwanie innego Widma wszak było mało prestiżowym zajęciem na stanowisku, którego celem było sprawowanie pieczy nad resztą galaktyki.
- Jak twoja ręka? Żuchwa? Przyzwyczajasz się? - spytał, pozornie luźniejszym tonem, jednak jego spojrzenie pozostało uważne, jakby analizował jej mimikę, doszukując się rozbieżności między emocjami w jej oczach, a słowami, które wypowiadała. - Jesteś gotowa na powrót do treningu?
Dezaktywował na moment omni-klucz, jakby chciał tym samym wymusić swobodną konwersację, nawet jeśli nadal musiał zdać raport z całości przebiegu ich spotkania.
- Wyznaczono mnie jako twojego opiekuna - odchrząknął, orientując się, że zaczął ich relację nieco na opak. - Będę doglądał twojej rehabilitacji po wypadku i na jej końcu moim zadaniem będzie zdecydować, czy nadajesz się do powrotu do służby, czy nie.
Uruchomił ponownie urządzenie, tylko po to by przesłać na jej własne plan przygotowany przez lekarzy. Obejmował wszystkie stopnie przyśpieszonej rehabilitacji - z początku przywracające jej kondycję i formę własnego ciała, z końcem skupiając się na władzy nad nowymi jego aspektami.
- Twoja rehabilitacja potrwa dwadzieścia cztery dni tutaj, na Cytadeli. Dwudziestego piątego dnia nastąpi ewaluacja. - przyznał. - Jesteś gotowa zacząć już jutro? - ponownie spytał, podkreślając jakby, że była dobra, i zła odpowiedź na jego pytanie. I nawet, jeśli mięśnie nadal były obolałe, a pole widzenia sporadycznie zachodziło mgłą, służba wymagała, by była gotowa już teraz.
A za dwadzieścia cztery dni była znów sobą, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby wypadek nigdy jej się nie przydarzył.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Szpital Huerty

18 mar 2022, o 14:14

Nawet jeśli wizja faktycznie czasem jej się mroczyła, a wszystko bolało ją jak cholera, była w stanie zorientować się, że Widmo zmienia część jej odpowiedzi. Może zakładał, że naturalnie kłamała i oceniał jej stan gorzej, niż ona sama, a może wręcz przeciwnie - chciał przepchnąć ją do służby za wszelką cenę i zawyżał jej wyniki? A może po prostu miał jakieś swoje inne, centrystyczne zdanie? Ciężko było jej w tym momencie stwierdzić, nie zamierzała jakoś nachalnie zerkać mu na omniklucz, by przy okazji zdradzić, że przejrzała jego "podstęp". W zasadzie z podstępem nie miało to za dużo wspólnego, to chyba nawet nie był jakiś wielki, skrywany sekret.

Oczywiście odpowiedziała na następne pytania w bardzo podobny sposób - raczej na swoją korzyść, ale bez przesadzania, siląc się na "mniej więcej" bycie szczerą.
Na wspomnienie o procedurach jedynie skinęła lekko głową. Rozumiała.
- Prawa w większości bez zarzutów, lewa łaskawie zaczęła dziś działać. Żuchwa...raczej dobrze.- gdy wspomniał właśnie o żuchwie, nieco bardziej ją zabolała, jakby wywołał wilka z lasu. Zapytana o powrót do treningu, bardzo szybko skinęła głową. To nie była dla niej kwestia do odrzucenia, dobrze wiedziała, że musi. Zresztą, nawet gdyby nie musiała, to by chciała. Była na swój sposób zmęczona szpitalami i nawet jeśli jej lekarka mówiła, że raczej by nie trenowała, tak Emilia miała już częściowo taką potrzebę.
...w której utwierdziła się, gdy zobaczyła plan rehabilitacji od lekarzy. Bardzo pobieżnie przejrzała go, tak czysto na szybko, bez zgłębiania się w szczegóły, byleby zorientować się, że faktycznie jest on w miarę złożony. Spowodowało to u niej lekki uśmiech. Nareszcie coś wiedziała. Lekarze faktycznie coś zrobili, nie musiała gnić w łóżku i czekać na kolejną operację, której przeznaczenia nawet nie znała.
Sukces.
- Oczywiście...znaczy...tak.- pierwotnie z jej głosu wybrzmiała nuta ekscytacji, którą jednak szybko przykryła profesjonalizmem. Oczywiście ekscytacja nie oznaczała tu gigantycznej radości, a bardziej...wyczekiwanie. Start jutro.

To prawda, służba wymagała od Emilii bycia gotową za dwadzieścia cztery dni. Ale nie tylko służba tego pragnęła - bo sama zainteresowana też.
ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 46
Posty fabularne: 42
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Szpital Huerty

22 mar 2022, o 18:50


Dwadzieścia cztery dni, by powrócić do swojego życia. Zapomnieć o wypadku i zmusić ciało, by podążyło tą samą drogą, którą kierował się umysł. W pewien sposób było to dość dużo - wystarczająco, przynajmniej dla wszystkich pozostałych, którzy otrzymywali tyle czasu na rehabilitację po wypadkach. Ale nie dla Östberg, która ostatni kawał swojego życia spędziła na trenowaniu - by być lepszą, szybszą, by piąć się po szczeblach kariery, sięgnąć po utkwioną na szczycie jej wędrówki pod górę koronę.
Nie mogła spodziewać się tego, że zaraz za szczytem czeka drastyczny, bolesny upadek.
Kryik wydawał się to rozumieć. Gdy skinął głową, wiedząc, że głębsza rozmowa z kobietą nie ma za bardzo znaczenia - a także wydawała się za bardzo go nie interesować - widziała, że nie chciał jej zmuszać do przechodzenia testów. Nie teraz, gdy jej lewa ręka dopiero zaczynała działać tak, jak miała, ani nie za ponad trzy tygodnie, w chwili być a nie być.
Zaprowadził ją do kolejnych lekarzy. Z ulgą, którą starał się maskować, zostawił ją z przydzieloną jej fizjoterapeutką. Była sympatyczną asari, biegłą w posługiwaniu się biotyką. Nazywała się Ynez, była starszą kobietą pochodzącą z Thessii, a jak szybko mogła się przekonać Emilia, używała swoich biotycznych umiejętności także w ćwiczeniach, które wykonywały razem, wspomagając Östberg tam, gdzie kobiecie brakowało sił.
Omówiła z Emilią plan ich działania i poszczególne dni, które początkowo miały przywrócić jej sprawność ruchową i pomóc opatentować nowe, dodatkowe części ciała. Szpital Huerty był najlepszym szpitalem na Cytadeli, a Emilia otrzymała w nim pakiet Widma. Do jej potrzeb oddana była pojedyncza sala w miejscu ulokowanym nieco bliżej miejsca jej ćwiczeń. Do dyspozycji miała w nim sprzęty multimedialne i pielęgniarkę, która chętnie oferowała się z przysługami - przyniesieniem jej czegoś dobrego do jedzenia, załatwieniem książki, której potrzebowała czy zaparzeniem kawy. Z początku jej propozycje były niewinne, lecz szybko wzbudziły podejrzenia u Östberg.
Rada najwyraźniej nie chciała wypuszczać jej ze szpitala do Przestrzeni Prezydium.
Obostrzenia były miękkie. Nikt nie stał przy wyjściu z bronią, ale czystym przypadkiem gdy kobieta kierowała się na spacery, jakaś lekarka lub pielęgniarka szybko łapała ją pod ramię, chcąc pilnie porozmawiać na jakikolwiek temat, jaki przyszedł jej do głowy. Dopiero, gdy Emilia spytała wprost, ktoś szeptem wyznał jej, że personel otrzymał polecenie bezpośrednio od Widma Kryika by nie pozwalać jej opuścić terenu szpitala - nawet na chwilę, na spacer po Prezydium.
Odcięta od świata zewnętrznego, dni spędzała na treningach. Początkowo wydawało się, że wszystkiego będzie zmuszona uczyć się od nowa - jej ciało wydawało się obce, nie tylko w miejscach, w którym miast ciepła skóry czuła chłód metalu. Jej nogi odmawiały posłuszeństwa, gdy trenowała choć przez ułamek czasu, który przed wypadkiem poświęcała na doskonalenie swojego ciała. Przed oczami nieraz stawały jej bracia mroczki, a świat zaczynał wirować, nim dłonie pomagającej jej asari nie zacisnęły się na jej ramionach uspokajająco.
W połowie treningu uzmysłowiła sobie, że jej siły wracają szybciej, niż gdy uczyła się wszystkich tych rzeczy od zera. Stare nawyki budziły się z każdym dniem, coraz dłużej potrafiła wytrzymać na bieżni, coraz cięższe ciężary unosiła swoją nową ręką. Wciąż nie była w stanie przyzwyczaić się w pełni do tego, w jaki sposób kontrolowało się jej implant - nie przypominał jej poprzedniej kończyny, wydawał się obcy w obsłudze, jak język, którego nie znała. Ale to wrażenie miało pozostać z nią na długi czas, znacznie dłuższy niż ten, który wyznaczyła jej Rada.
Ostatniego dnia, w jej pokoju pojawił się jej pancerz. Z pozoru wyglądający nienagannie, znajomo, dopiero pod światło okazał się nowy i obcy. Miejsca, w których eksplozja rozrywała jego integralną strukturę pozostały wybrzuszenia po łączeniach nowych części ze starymi, zamalowane starannie lakierem. Jej uzbrojenia nie udało się odzyskać z ruin - zaledwie kilka, osobistych elementów, które teraz, spalone i powyginane, nie przypominały niczego, czym były wcześniej.
Podobnie jak ich właścicielka, dwudziestego piątego dnia wezwana do Sali Posiedzeń Rady.

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości