Cytadela to ogromna stacja kosmiczna, skonstruowana ponad 50 milleniów temu, będąca polityczną, finansową i kulturową stolicą galaktyki i Rady Cytadeli. Dzieli się na sektor Prezydium, z ambasadami ras i Wieżą Cytadeli wewnątrz, oraz mieszkalne sektory okręgów.
LOKALIZACJA: [Mgławica Węża > Wdowa]

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

11 lis 2021, o 13:41

Kolejne słowa rzuciły wreszcie jakieś światło na sprawę, minimalne, jednak zawsze. Przytaknął lekko głową na znak zrozumienia słów porucznika. Zastanawiał się jakim człowiekiem okaże się Powell? Było to o tyle istotne, że miał ich prowadzić bezpośrednio w bój. Sprawiał wrażenie jednak kogoś orientującego się w sytuacji na bieżąco. Póki co nie budził niepokojących sygnałów.
Zapowiadał się więc mocny fundament drużyny- Powell i Striker. Co jednak z obcymi? Trudno było póki co rzec, prawdziwe oblicze wychodziło na wierzch w boju. Być może pewna nerwowość Skaxa wynikała z dbania o detale? Może brak powagi Ishy był metodą na odreagowanie? W końcu każdy z nas przeszedł niejedno. Karajev był pewien, że dobrano ich z konkretnych powodów, a na misę nie posłano by amatorów.
Odreagowanie....
Sam przecież niedawno dał plamę. Odnotował w myśli, że musi nad tym popracować. Nie mógł sobie pozwolić na zluzowanie dyscypliny, nie w ogniu walki. Nie było wymówek, że zmęczony, że miał gorszy dzień. Żołnierz zawsze musiał być sprawny i gotowy.

Gdy zakończyła się odprawa, wstał, postanawiając udać się na przegląd sprzętu. Warunki, jakie przyjdzie mu spędzić kolejne Bóg wie ile czasu wystawią jego ekwipunek na ciężką próbę, jednak znajdował w tym jakąś przyjemność. Gdyby zapytano go o preferencje, czy wolałby działać w ekstremalnym zimnie czy upale, wskazałby to pierwsze bez wahania.

Póki co nie miał ochoty wdawać się w nowe znajomości, pogaduszki, udawane grzeczności. Zasiadając do przeglądu czuł wewnątrz długo wyczekiwany spokój. Tylko on, sprzęt i przestrzeń kosmiczna za oknem, przelewająca się jasnymi smugami. Starannie czyścił wszelkie zabrudzenia na ceramicznych kompozytach wzmocnionych polimerami, nomexem, kevlarem i cokolwiek tam w produkcji dodali. W końcu producenci nie umieszczali metki na kołnierzu pancerzy podając skład- tajemnice przemysłowe czasem były przestrzegane ściślej niż wojskowe.
Z pancerzem uwinął się całkiem szybko- w końcu nie miał go na sobie podczas ostatnich wydarzeń. Skutkowało to powiększeniem kolekcji blizn i siniaków oraz wymianą munduru na nowy. Stary, poszatkowany kulami miał już dość.
Następnie Viktor rozłożył broń, czyszcząc jej kolejne elementy z kurzu i zużytego smaru. Potem przejrzał jeszcze raz każdy element, składając po kolei, niemal jak w nabożnym rytuale. Tam, gdzie uznał, że ruchome części nie chodziły tak gładko jak należy, nakładał świeży smar. Oczywiście zwrócił uwagę, by użyć tego przeznaczonego do ekstremalnie niskich temperatur.
Gdy dłonie jego trzymały przyjemny ciężar, a palce przesuwały się po kompozytach i metalu, umysł jego odpoczywał. Żadna konkretna myśl nie przechodziła przez jego świadomość, jedynie uczucie spokoju, braku ciążącego obowiązku.
Idylla.
Znów sięgnął do pancerza, konkretnie do hełmu. Przesywając dłonią po białej powierzchni zewnętrznej, ujrzał w wizjerze swoje nikłe odbicie. Odwrócił go do góry nogami, sprawdzając po kolei filtry, komunikator. Dopiero po skończonej robocie poczuł, że robi się głodny. Postanowił więc, że odwiedzi mesę.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

12 lis 2021, o 02:57

Doszło tu do bardzo dużego zalewu informacji, które Isha jednak pochłonęła raczej bez problemu. Szybko spamiętała sobie informacje na temat placówki i całej okolicy. Tekst na temat tego, że nie są "zgranym oddziałem" postanowiła zignorować, choć w sumie był prawdą. Pasowali bardziej na oddział jakichś żołnierzy z odzysku, czegoś w stylu zgrai idiotów, którzy są tu głównie dlatego, że nie było niczego lepszego.

Co do samego dowódcy, Asari zdawała się go polubić, albo przynajmniej trochę szanować. Sprawiał dla niej wrażenie kompetentnego gościa, ale ewidentnie widać u niego było typową raczej manierę pod postacią "zero bzdur i zbędnego pierdolenia", którą w zasadzie znała już dość dobrze. Widziała wiele takich osób u siebie, zresztą przypominał jej trochę starszą siostrę. W tych gorszych aspektach, lecz wciąż.

- Skaxik da radę, kierowniku.- rzuciła raczej luźnym tonem.- Nie jedno widział i nie jedno robił...tylko radzę kichać w przeciwną stronę.- obroniła do końca kolegę, wykazując się dosyć standardową lojalnością, po czym cicho odetchnęła.

Gdy statek skakał, lekko złapała się czegoś lub oparła o ścianę.
-Super, doskonale, wspaniale, cudownie. To skoro możemy sobie iść, na co dostaliśmy pozwolenie, to ja z tego skorzystam i sobie...no...pójdę. Miłego...czegokolwiek.- wyrzuciła na koniec bardzo, ale to bardzo długiego monologu, kierując się faktycznie do wyjścia. Zamierzała znaleźć miejsce do zdrzemnięcia się i faktycznie położyć się na jakiś czas spać.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

12 lis 2021, o 14:14

Kiseroi w układzie Nexus. Pierwszy raz słyszała chyba o takiej lokacji, jednak nie było to nic dziwnego - w końcu ciężko spamiętać każdą dziurę w galaktyce, nawet gdyby było się jakimś astrografem. Dlatego po prostu skinęła głową, przyjmując do wiadomości wszystkie informacje, o których wspomniał porucznik. Placówka nie wydawała się zbyt duża - to już Nowe Quadim miało na początku jakichś 200 kolonistów obojga ras, a po paru pierwszych latach kolonia rozrosła się drastycznie szybko. Kiseroi ewidentnie miało odmienny charakter, zresztą - sam porucznik w końcu wspomniał, że była to placówka jajogłowych. Do tego dość mroźna, ale tym akurat się nie przejmowała - stroje, które zamówiła dla swojego zespołu były porządne i już wczoraj przetestowała wszystkie systemy, ich izolację i tym podobne, żeby mieć pewność, że sprzęt nie zawiedzie w godzinie próby. Jedną z opcji, nad którymi się zastanawiała, były ewentualne badania prowadzone na miejscu... jednak gdyby było tam coś naprawdę tajnego i niebezpiecznego - Przymierze niemal na pewno nie zbierałoby garstki losowych ludzi do sprawdzenia tego, ale wysłało własnych komandosów. Dlatego póki co nadal stawiała na zagrożenie zewnętrzne. Póki jednak nie wylądują, nie dowiedzą się pewnie nic więcej, także nie było sensu dalej dywagować. Zapamiętała uwagę o krabach wielkości transportowca - fauna potrafiła dawać się na takich planetach we znaki, wiedziała to z własnego doświadczenia. Na pytanie co do sterowania Kodiakiem, skinęła głową.

- Tak, kilkukrotnie. Kolonia, na której się wychowywałam była współdzielona przez Hierarchię i Przymierze, więc Akademia posiadała zarówno Hieraxy jak i Kodiaki. Wolę te pierwsze, ale poradzę sobie na pewno z obsługą Kodiaka. - zapewniła ich dowódcę. Charakterem przypominał jej pierwszego sierżanta, porządnego, stereotypowego wręcz "no bullshit" militarystę. Powinna się z nim dogadać... Isha pewnie gorzej, ale może go jakoś zdzierży.

Gdy statek zadrżał, a następnie dokonał skoku, zagryzła lekko zęby. Minęło już trochę czasu od ostatniej takiej okazji, ale uczucie było znajome - i raczej nieprzyjemne. Niemniej, bardziej niepokojące od efektów skoku na jej ciało było jęczenie statku i ostatnia uwaga porucznika. Przymierze naprawdę nie chciało się wykosztowywać na tę misję... a oni mieli jeszcze potencjalnie przewozić ocalałych? Ech.

Kiedy odprawa dobiegła końca, odwróciła się do reszty.

- Chwilę odpocznę, a potem planuję posiedzieć w mesie, gdyby ktoś był zainteresowany bliższym poznaniem się. Wolałabym przy jakieś wshikey, ale przed akcją i tak lepsza pewnie będzie woda. - stwierdziła, kierując swoje słowa głównie do dwójki ludzi - Skaxa i Ishę w końcu znała bardzo dobrze, a chodziło o to, by poznać pozostałych, skoro mają razem współpracować.
ObrazekObrazek
Fulvinia Adratus

Avatar użytkownika
 
Posty: 96
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 16 wrz 2018, o 22:04
Miano: Fulvinia Adratus
Wiek: 24
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turian
Zawód: Żołnierz
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.300
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Wojownik Areny (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

12 lis 2021, o 14:53

Wymiana informacji, spokojna rozmowa, ale także nieco kąśliwych uwag i pewnych niedopowiedzeń. Ta misja wydawała się Skaxowi coraz ciekawsza. Przedstawiciel rasy Quarian czuł, że z tego zadania może sporo się nauczyć, a jeśli przy okazji ich trójka udowodni swoją przydatność jako zespół, to w przyszłości będą mieli prostszą robotę, jeśli chodzi o zlecenia od Przymierza. Wciąż jednak czuł to dziwne spojrzenie od zebranych w tym pomieszczeniu ludzi. Jeden z nich dość słusznie martwił się o zagrożenie biologiczne, co dla Quarianina było właściwie chlebem powszednim. Kolejny człowiek, porucznik o stopniu porucznika, podzielił się kolejnym zmartwieniem.

-Jeden zbłąkany postrzał może wyeliminować każdego z nas. O moje tarcze prosze się nie martwić. Wy płacicie, my słuchamy i robimy. Po to nas wybraliście, prawda?- Na chwile przymknął swoje oczy, które były jedynym widocznym elementem jego twarzy, przez maskę, którą nosił na sobie. To właśnie ten element jego ubioru wydawał się problematyczny dla członków Przymierza. Skax przywykł do ciągłych przytyków o swoim pochodzeniu, noszeniu kombinezonu i związanych z tym problemach. Powoli jednak zaczynał uważać to nawet za zabawne. W tym momencie na jego twarzy pojawił się nawet lekki uśmieszek, nieco ironiczny, nikt jednak nie miał prawa go dostrzec. Odpowiedział także na temat "struktur", bo widać, że Ludzie mają bardzo mocne problemy, jeśli chodzi o wywieranie nacisku i konieczność podkreślania własnej władzy. Quarianie byli bardzo potulni, a u siebie słuchali się reguł. Wielu wynosiło to na zewnątrz, chociaż niektórzy robili złą sławę pozostałym, bo gdy poczuli wolność na Pielgrzymce, potrafili się rozszaleć na całego.

Potem jednak przyszedł moment na kolejny przydługi opis porucznika. Nieco o zagrożeniach naturalnych, nieco o samym miejscu, do którego lecą, związanych z tym problemów z logistyką i tego typu rzeczy. Większość opisu samej bazy także nie zawierała specjalnie ciekawych informacji, chociaż warto było zapamiętać, co znajdowało się na którym piętrze. Wtedy jednak przyszedł czas na nieco przyjemniejszą część. Mieli za chwilę skoczyć, a to przynajmniej na chwilę uciszyło porucznika. Można było lepiej skupić się na doświadczeniu związanym z samą podróżą. Technologia potrafi zdziałać cuda, a ten właśnie skok był tego idealnym przykładem. Chociaż, zgodnie ze słowami Powella statek faktycznie wydał z siebie kilka nieczystych dźwięków. Dla uszu mechanika to było jak fałszowanie w trakcie pięknego śpiewu. Chennai może i był w złym stanie, ale coś z tym pewnie dało się zrobić. Skax na chwilę zamyślił się właśnie na ten temat, ale ostatecznie odrzucił od siebie te myśli. Miał zupełnie inne zadanie, chociaż teraz czekało ich nieco czasu wolnego. Zamiast rozdzielać się, zdecydowanie bardziej wolał pozostać w pobliżu znajomych mu osób. Zarówno jedna, jak i druga zadeklarowały, że wkrótce zjawią się w mesie, dlatego on sam postanowił udać się tam praktycznie bezpośrednio. Chwilę pogrzebał jeszcze w swoim omni-kluczu, przeskakując bez większego celu pomiędzy różnymi elementami, aż wreszcie i on postanowił wstać i udać się do wyjścia, a następnie skierował swoje kroki do wspomnianej wcześniej pokładowej kantyny.
ObrazekObrazek
Skax

Avatar użytkownika
 
Posty: 119
Posty fabularne: 106
Dołączył(a): 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 21
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 83.950
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

12 lis 2021, o 19:01

Odprowadził wzrokiem Powella z messy. Wciąż miał za mało informacji, a to oznaczało tylko jedno. Teraz musiał zacząć szukać czegokolwiek na własną rękę. Co raczej nie powinno być jakoś super trudne skoro systemy ATG i Przymierza to w sumie ta sama baza danych. Zabrał z kuchennej części messy dwa kubki. Jeden który miał mu zacząć służyć jako nowa popielniczka, a drugi do zrobienia sobie herbaty. Akurat to drugie mniej go cieszyło. Dobrze wiedział jaki sport jest wrzucany na statki.
Otworzył jedna z szafek wyciągając najbardziej budżetowe piramidki z brązowymi liśćmi. Mogło być znacznie gorzej. Zalał to wszystko wrzątkiem i zabrał ze sobą do miejsca gdzie wcześniej zostawił swój mandzur. Rzucił na stół paczkę papierosów i zapalił kolejnego.
Chwile później mógł się już zabrać do roboty.
Omniklucz wyświetlił przed nim interfejs. Musiał nawet użyć oprogramowania maskującego, które otrzymał od wojska żeby nie można było zbytnio śledzić jego ruchów w sieci. Oczywiście to, ze w ogóle go miał było spowodowane jego wcześniejszymi poszukiwaniami, które dość łatwo dało się namierzyć. Wywiad tego nie chciał.
Pierwsze co od razu chciał dla siebie to najzwyczajniejsze w świecie plany placówki. Te powinny leżeć raczej na serwerach bez żadnego problemu. Potrzebował jeszcze danych pracowników, jak i samego Powella. Do tego chciał się przegrzebać przez wszystko co Przymierze miało u siebie i nie ujawniło. Resztę mógł wyszukać w zwykłej przeglądarce. Pewno kręcą się jakieś newsy i plotki jak to ze wszystkim co związane z wojskiem. Biorąc pod uwagę rozwój technologiczny ludzie powinni wiedzieć więcej, a mimo wszystko dalej szukali informacji o deep state. Czasami ci ludzie potrafili zrobić cala robotę za ciebie.
Strząsnął popiół z papierosa. Miał nadzieje, ze tez prośby które poszły do centrali dość szybko zostaną zaakceptowane i przesłane do jego omni. Na ten moment mógł jedynie czekać i grzebać w tym co może przejrzeć od ręki.
Nawet nie miał zbytnio czasu zastanawiać się nad tym co się dzieje z reszta oddziału przypisanego do tej misji. Póki co z gadek mógł wywnioskować tyle co nic. Przynajmniej nie Batarianie. Nie żeby za nimi jakoś specjalnie nie przepadała. Po prostu ich najemnicy potrafili być niezłymi kowbojami. Niestety to częściej ich zabijało niż cokolwiek więcej.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

13 lis 2021, o 17:16

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

14 lis 2021, o 21:15

Po wyjściu Powella rozmowa jako się nie kleiła. Podczas, gdy członkowie grupy rozeszli się robić to, na co mieli w tym momencie ochotę, Striker zajął się przetrząsaniem zasobów wewnętrznej sieci w poszukiwaniu interesujących go materiałów. Karajev dłubał przy swoim uzbrojeniu i pancerzu zachowując się, jakby był to element medytacji - bez słowa, metodycznie, część po części sprawdzał, poprawiał, czyścił i smarował kiedykolwiek było to potrzebne. Isha znalazła koję we wspólnych koszarach załogi i ignorując zdziwione spojrzenia kilku zastanych wewnątrz osób, ułożywszy się na jednej z koi, zapadła w płytki sen. Fulvinia i Skax zajęli miejsca w mesie, wymieniając się zdawkowymi półsłówkami podczas lekkiego posiłku.

Stojąca obok Strikera, zaparzona herbata pachniała wbrew pozorom całkiem przyjemnie, natomiast smak pozostawał z doznaniami węchowymi w dość sporym dysonansie - brunatny płyn smakował prawie tak, jakby zaparzone zostały nie herbaciane listki a znoszone wojskowe buty. Jednak to nie podły smak herbaty przykuł uwagę mężczyzny, ale kolejno odkrywane pliki. Dane Powella były pierwszym, co wypłynęło podczas poszukiwań - porucznik Roycephus Powell miał za sobą kilkanaście lat służby w Przymierzu. Krótki życiorys nie zwracający na siebie jakiejś szczególnej uwagi zawierał listę awansów i drobnych odznaczeń, czterech nagan (w tym jednej degradacji) i listy mniej lub bardziej beznadziejnych przydziałów wraz z datami - w ciągu szesnastu lat służby porucznik przenoszony był dziesięciokrotnie. Ciekawostką był fakt, że wśród nazw planet i przydziałów pojawiła się również nazwa Neidus - w roku 2183 porucznik stacjonował tam przez dwa miesiące.

Co do samej placówki, jej plany wcale nie były aż tak łatwo dostępne jak można by się było spodziewać. Owszem, po jakimś czasie poszukiwań i wysyłaniu zapytań do wewnętrznych serwerów o samej stacji znalazł dość sporo, wliczając w to kilka raportów z postępów prac badawczych, opisów łańcuchów pokarmowych, poszczególnych przedstawicieli flory i fauny, czy skomplikowanych wzorów biochemicznych opisujących egzoenergetyczne reakcje chemiczne stanowiące zarówno źródło pokarmu jak i energii większości spotykanych lokalnie zwierząt. Znalazło się też kilka odnośników do opublikowanych prac naukowych w których wśród autorów niemal zawsze pojawiało się nazwisko profesora Hanso. Nieco trudniej było dostać się do składu osobowego stacji, ale i to udało się Strikerowi po dłuższym poszukiwaniu zdobyć. Lista nazwisk niewiele mu mówiła, nie było żadnego punktu zaczepienia. Kilku żołnierzy (najwyższy rangą w stopniu sierżanta), dwóch lekarzy, personel techniczny z czego kilku ze stopniem inżyniera i trzy grupy naukowców. Opisy ich specjalności były przeróżne - biologia i botanika, geologia, biochemia, termodynamika, fizyka pól kwantowych, fizyka przemian fazowych i energetycznych i sporo pokrewnych, trafił się również jeden ksenolingwista. Plany placówki Striker odnalazł zupełnie przypadkowo na dość mocno zabezpieczonym serwerze, razem z kilkoma zaszyfrowanymi dokumentami i zabezpieczonym przed nieautoryzowanym otwarciem nagraniem video. Programy deszyfrujące w ciągu kilkunastu minut otworzyły dostęp do map, zaś nie były w stanie przełamać zabezpieczeń pozostałych plików informując, że pliki oznaczone są klauzulą tajności i są szyfrowane protokołami używanymi przez dowództwo. Pobrawszy mapy na swój omni, Charles mógł przystąpić do ich analizy.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

22 paź 2022, o 11:16

Obrazek


RUN FREE


Malum consilium quod mutari non potest


Mistrz Gry: Tori Te'eria


Gracze: Marshall Hearrow, Rebecca Dagan, Charles Striker, Iris Fel, Alexander Gauthier




W dedykowanej flotom wojennym Przymierza części portu kosmicznego Cytadeli trwał ożywiony ruch. Było to zrozumiałe, bo z chwilą ogłoszenia niepodległości SST dowództwo anulowało część przepustek oraz przekierowało część sił stacjonujących w pobliżu stacji w celu zintensyfikowania działań zwiadowczych i patroli w Trawersie Attykańskim i na pograniczu Terminusa. Część jednostek została już oddelegowana do swoich nowych przydziałów i wyruszyła, niektóre dopiero kończyły okrętowanie załogi i zapasów, w efekcie okolice doków były pogrążone w pośpiesznym, choć zwykle zorganizowanym i kontrolowanym chaosie. Przewijało się tutaj wiele osób - i to głównie w wojskowych uniformach, dlatego nikt nie zwrócił uwagi na cztery osoby, które kolejno docierając na ustalone i przesłane im w prywatnych, szyfrowanych wiadomościach miejsce spotkania w pobliżu doku Przymierza nr 74 kierowane były do budynku kapitanatu, gdzie po wprowadzeniu indywidualnych kodów dostępu cała czwórka wojskowych została dyskretnie przekierowana do sali konferencyjnej, gdzie polecono im czekać na odprawę.

Sala konferencyjna była po wojskowemu surowa, ale zdecydowanie zbyt obszerna jak na potrzeby dzisiejszego zebrania. Wzrok przykuwał ogromny holoekran zajmujący niemal całą ścianę, a tuż przed nim, na podwyższeniu, koło jednoosobowej mównicy opatrzonej baterią mikrofonów znajdował się stół mogący zapewnić miejsca siedzące dla kilkunastu prelegentów. Część przeznaczona dla publiczności i słuchaczy również była obszerna, zastawiona ustawionymi w równych rzędach, metalowymi krzesłam z centralnym, szerszym przejściem pośrodku. Obecnie niemal całkowicie pusta - nie licząc czteroosobowej grupy i stojącego przy wejściu z założonymi na plecach rękoma podoficera pełniącego wcześniej rolę ich przewodnika. Podoficer wpuściwszy ich do pomieszczenia każde ewentualne pytanie dotyczące misji kwitował komentarzem, że powinni poczekać na odprawę, zatem w oczekiwaniu na czekające ich wiadomości czwórka żołnierzy mogła wybrać dowolne miejsce by na chwilę spocząć.

Nie czekali jednak długo - wystarczająco, by zacząć się lekko niecierpliwić, ale zbyt krótko by się znudzić. Drzwi w bocznej ścianie pomieszczenia rozsunęły się i do środka, kierując się na podwyższenie i po drodze obrzucając zgromadzonych przelotnym spojrzeniem weszło dwóch umundurowanych mężczyzn. Starszy z nich, idący przodem, na pagonach miał dystynkcje kapitana, idący o krok za nim drugi z żołnierz był w randze komandora porucznika.

- Spocznij - jako pierwszy odezwał się kapitan zatrzymując się na podwyższeniu, nie zajmując jednak miejsca ani za stołem, ani za mównicą - Przoszę wszystkich o podejście bliżej, nie ma sensu żebyśmy do siebie krzyczeli - wykonał dłonią zapraszający gest do zgromadzonych, po czym odebrał od porucznika datapad i nacisnąwszy na nim kilka guzików aktywował część ekranu wizyjnego, który zaczął wyświetlać obraz z urządzenia trzymanego przez komandora. Na ekranie pojawiły się opatrzone zdjęciami oraz nazwiskami Hearrowa, Dagan, Strikera i Gauthiera dokumenty z ich skróconym dossier, a wojskowy przemówił ponownie - Kapitan Gaboury, to jest komandor porucznik Murray wskazał na swojego młodszego kolegę, po czym powrócił wzrokiem do zgromadzonej czwórki. Chwilę później spojrzał na swój datapad i kontynuował - Zostaliście państwo wyznaczeni do wykonania dość delikatnej misji na terenie nieprzyjaciela, bo w ten sposób możemy obecnie nazywać siły SST. Skład zespołu został dobrany pod kątem waszych umiejętności i zaprojektowany tak, byście w razie potrzeby mogli działać w dwuosobowych grupach, wzajemnie się uzupełniając. Podkreślam - w razie potrzeby. - podniósł wzrok znad datapadu i spoglądał przez chwilę na zgromadzonych - Podporuczniku Hearrow, obejmie pan dowództwo nad oddziałem. W skład zespołu wchodzą dwie osoby z wyszkoleniem stricte bojowym, oraz dwie z technicznym, w tym jeden pilot. W razie potrzeby proszę dysponować przydzielonymi zasobami ludzkimi w zależności od potrzeb i sytuacji. Szczegóły misji przedstawi państwu komandor Murray - oddał datapad Murrayowi i cofnął się o dwa kroki, robiąc mu miejsce przed czwórką żołnierzy.

- Od jakiegoś czasu Przymierze obserwowało rosnące napięcie w układach Terminusa. Ponieważ wysłanie tam oficjalnych przedstawicieli wojska i naszej floty mogłoby się spotkać z dość agresywnym odzewem i mogłoby się spotkać z ostrą krytyką Rady Cytadeli, obserwacją zagrożonych układów zajmowały się pojedyncze osoby zwane przez nas “ambasadorami”. Miały one za zadanie wtopić się w lokalną społeczność, zbudować własną siatkę kontaktów i raportować wszelkie potencjalnie niebezpieczne spostrzeżenia, dzięki czemu od jakiegoś już czasu wiedzieliśmy o zmieniających się nastrojach w koloniach, a także o powoli rosnącym niezadowoleniu i ruchach separatystycznych, które jednak nie były uformowane na tyle, by stanowić zagrożenie. Tuż przed atakiem na Mindoir i ogłoszeniem niezależności przez SST nasi agenci zaczęli milknąć i przestali nadawać raporty. Do dzisiaj utraciliśmy kontakt z niemal 70% “ambasadorów” i sądzimy, że zostali oni wyeliminowani - Murray dotknięciem datapadu ukrył wyświetlane wciąż dossier członków misji i przywołał zdjęcie i opis jakiejś planety - Jedna z naszych “ambasadorów”, Katherine Stewart, wysłała nam niedawno krótki komunikat o tym, że posiada istotne informacje których nie może przekazać drogą radiową. Przekazała także, że została zdemaskowana i zmienia lokalizację w oczekiwaniu na ekstrakcję. Ponieważ próba samodzielnej ewakuacji z terytoriów Terminusa mogłaby być niebezpieczna, wasz cel będzie oczekiwał na was na planecie Watson w systemie Skepsis. Tamtejsza niestabilna sytuacja polityczna powinna jej ułatwić ukrycie się, dopóki nie...

Te same drzwi, którymi wcześniej wszedł kapitan z komandorem otworzyły się ponownie i do sali weszła kobieca postać. Zgromadzeni znali - choćby tylko przelotnie, z mediów i holowizji - jej twarz, dlatego obecność radnej Iris Fel na wojskowej odprawie mogła być zaskoczeniem. Gaboury i Murray spojrzeli w jej kierunku, a komandor odchrząknął znacząco po czym skinął jej głową - Radna Fel. Z całym szacunkiem, ale to zamknięte zebranie. Nie bardzo rozumiem cel i powód pani wizyty?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

23 paź 2022, o 09:31

Wojna. Była świadkiem jej konsekwencji oraz następstw, obserwując codziennie z miejsca w pierwszym rzędzie co takiego działo się w galaktyce, zwłaszcza przestrzeni na granicy Rady, po otwartym rzuceniu rękawicy przez niejakie SST.
Rada była zgodna. Nie zamierzała negocjować z terrorystami. To, co zrobili na Mindoirze, definitywnie przekreśliło ich szansę, aby usiąść przy jednym stole oraz zostać wysłuchanym. Obradowali nieustannie, osobiście w Wieży w Prezydium, bądź pozostając na łączach. W posiedzeniach uczestniczyli przedstawiciele wszystkich rządów, nikt nie pozostał bierny. Nie tu i nie teraz.
Często opuszczała Cytadelę. Pojawiała się w miejscach, na granicy konfliktu. Odwiedzała kolonie, które znajdowały się najbliżej linii frontu. Rozmawiała z gubernatorami, współpracowała z zabezpieczającymi planety oraz rubieże systemów Przymierzem, Hierarchią i Republiką Asari. Była w samym środku, nie trzymała się na uboczu, z dystansem. Nie chciała i nie mogła.
Kopie raportu wysłanego przez Katherine Stewart otrzymała osobiście. Następnego dnia, kalendarz Iris był wyczyszczony. Basset trzymała rękę na pulsie, Udina przejął część jej zobowiązań, deklarując dopilnowanie, aby te niecierpiące zwłoki zostały zaopiekowane, dzięki czemu mogła osobiście pojawić się w dokach Przymierza. Jeden z żołnierzy, odprowadził Fel do kapitanatu, wskazując na salę, gdzie Kapitan Gaboury rozpoczął już odprawę. Podziękowała, zwalniając mężczyznę z obowiązku zaczekania pod drzwiami.
Weszła do sali, pewnym, sprężystym krokiem, pokonując odległość, która dzieliła ją od zebranych osób. Nie znała osobiście ani Gaboury'ego, ani Murray'a. Rozpoznała jednak Rebeccę, a także pracującego często na kontrakt z Przymierzem Charlesa. W formalnym mundurze Przymierza, a także ciasno zebranych w gruby, podpięty warkocz włosach sama Fel nie wyglądała tak, jak mogli ją kojarzyć i zapamiętać z mediów.
- Pozwoli więc Pan, komandorze, że niezwłocznie wyjaśnię - odezwała się, obejmując spojrzeniem sylwetki przewodzących tu mężczyzn.
- W raporcie Katherine Stewart, który jak usłyszałam na wejściu jest właśnie referowany, pada nazwisko majora Fela. Mojego brata. Major Michael Fel zaginął dwa lata temu, Przymierze prowadzi wewnętrzne dochodzenie wyjaśniające okoliczności zaginięcia jego i jego załogi, jest to operacja niejawna, mająca najwyższą sygnaturę, dlatego nie mógł Pan, komandorze otrzymać wcześniej na swój omni - klucz danych, które znajdują się na tym zaszyfrowanym datapadzie. Pozwolą Panowie, że go teraz przekaże - nie czekając na reakcję kapitana, podeszła bliżej, wyciągając niewielki, prostokątny ekran, który trzymała w ręku od wejścia w stronę komandora.
Splotła dłonie za sobą, cierpliwie czekając, aż oboje zapoznają się z wgranymi plikami. Urządzenie zawierało raporty, akta, logi, zapisy przesłuchań, a nawet głosowe nagrania, vidy i hologramy całego materiału, którego na przestrzeni dwóch lat, udało się Przymierzu zgromadzić. Każdy, sygnowany był przez admirała odpowiedzialnego za operację, dostęp mieli nieliczni, mieli więc prawo nie wiedzieć, że w ogóle takowe dochodzenie prowadzone jest przez wojsko.
Z najistotniejszych zapisków wynikało, że Przymierze zobowiązało się, że Rada Fel będzie jedną z pierwszych osób, które zobaczy major Fel a także osoby mogące cokolwiek pewnego wiedzieć na jego temat po dotarciu do nich przez zaufane Przymierzu osoby...(...). W świetle powyższych informacji upoważnionych przez admiralicję, komandor oraz kapitan nie powinni mieć złudzeń, iż ich obecna misja, zyskała nowy, dodatkowy cel. Priorytetowy. Nieszczęśliwie dla nich, wśród nazwisk osób zaufanych, którzy wtajemniczeni byli w śledztwo w sprawie majora Fela, znajdowała się Rebbeca Dagon. Towarzyszyła ona Radnej Fel w wejściu na statek, który należał do majora i jego załogi, a rok temu został odnaleziony dryfujący w przestrzeni.
- Jeżeli wszystko jasne, komandorze, proszę kontynuować - sama, stanęła obok czwórki podkomendnych nie widząc powodów, aby przeciągać.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1702
Posty fabularne: 132
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 39.160
Medale: 13
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Pionier (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

23 paź 2022, o 12:36

Powrót na SSV Wiznę był dla niego jak zbawienie. Wreszcie w pełni swoich możliwości zarówno fizycznych jak i umysłowych został przywrócony do służby i nie było żadnych przeciwskazań dla jego działań. W zasadzie należało przyznać, że jego zdolność do ponownej pracy w warunkach bojowych została przywrócona w idealnym momencie, biorąc pod uwagę fakt wydarzeń związanych z SST. Imanie się pojedynczych zleceń poza pieczą Przymierza nie było złe, ale wiązało się z szeregiem niebezpieczeństw, niedoinformowania oraz prozaicznym brakiem jakiegokolwiek zabezpieczenia w razie niepowodzenia. Tym bardziej z ulgą przyjął możliwość powrotu do pełnej służby.
Rozkaz przyszedł w momencie kiedy Marshall sprawdzał swoje uzbrojenie, posiadanie punktu strzelniczego na Wiznie było ogromną zaletą statku i Arrow bardzo sobie to cenił. Fakt, że statek stacjonował w pobliżu Cytadeli przygotowując się do wyruszenia na pogranicze Terminusa dawał mu jeszcze dodatkowe możliwości powrotu na stację w razie czego. Owe "w razie czego" własnie przyszło i podporucznik wyłączył program szkoleniowy i ruszył do własnej kajuty.
- Góra coś kombinuje - powiedział do Dagan, którą właśnie mijał w drzwiach do kwater załogi. Spojrzał na jej minę, która zazwyczaj niewiele wyrażała, ale Marshall już nauczył się żyć z Rebeccą na tyle, żeby dostrzegać niemalże niewidoczne w mimice porucznik zmiany świadczące o tym, że "coś się dzieje". - Oho, znaczy, że Ciebie też. Stary już wie?
Kapitan na pewno dostał informację zanim ów rozkaz stawienia się na Cytadeli dotarł do nich samych. Niemniej jednak procedura w takich przypadkach była jasno określona i zanim, ktokolwiek z załogantów mógł opuścić pokład musiał zostać oddelegowany.
- Idę po rzeczy, możemy pójść do niego razem - powiedział po czym zniknął we własnej kajucie. Pozbierał swoje rzeczy w przeciągu kilku minut i w towarzystwie Dagan ruszył w stronę mostka.
Było jak przypuszczał, więc formalności związane z opuszczeniem przez nich pokładu Wizny przebiegły szybko i po krótkiej chwili oboje siedzieli w promie, który wiózł ich na Cytadelę.
- Ciekawych czasów dożyliśmy - mruknął spoglądając na zbliżające się ramiona stacji. Setki razy wracał do domu z misji, na które wysyłało go Przymierze, ale otwarta wojna? Lata szkoleń i przygotowań oczywiście były po to, aby na taką ewentualność byli przygotowani, ale wojna nigdy nie oznaczała niczego dobrego. - Skoro ściągają nas na ziemię to znaczy, że nie polecimy z Wizną. Ciekaw jestem co góra tym razem wymyśliła.

W dokach panowało poruszenie, które Hearrow już wcześniej widział jednakże teraz większość ludzi odziana była w mundury z niebieskimi znaczeniami co poniekąd wśród zwykłych mieszkańców musiało wprowadzać nerwową atmosferę. Marshall był przekonany o tym, że gdzie jak gdzie, ale na Cytadeli, będącej w jego mniemaniu sercem galaktycznej cywilizacji nastroje musiały być co najmniej dobre. Morale było przecież główną składową żołnierskiego życia.
Nie znał podoficera, który po nich przyszedł, jednak z uprzejmością skinął głową i ruszył za przewodnikiem. Chociaż znał Cytadelę jak własną kieszeń, w końcu spędził tutaj ostatnie osiem lat swojego życia, pozwolił się zaprowadzić wraz z Dagan do sali konferencyjnej. W oczekiwaniu na podjęcie ich wyjął z kieszeni zapalniczkę i zaczął bawić się nią, otwierając i zamykając. Przyglądał się ludziom, którzy wraz z nim czekali w korytarzu. Jeden z nich nie miał na sobie munduru Przymierza i temu Arrow przyglądał się najuważniej. Drugi był żołnierzem, którego Marshall nie znał, jednakże sam fakt posiadania munduru sprawił, że podporucznik nabrał do mężczyzny zaufania.
- Najemnicy - mruknął do Dagan wskazując niepostrzeżenie głową na mężczyznę bez desygnacji Przymierza. - Nie mamy już własnych żołnierzy?
Marshall nie ufał najemnikom, w zdecydowanej większości wypadków takowi bardziej niż honor cenili sobie kredyty. Oczywiście, wiedział, że nie należy generalizować, jednak postanowił traktować owego z rezerwą.
Wreszcie drzwi się otworzyły i mogli wejść do środka. Kiedy padło "spocznij" Marshall stanął w rozkroku po czym zgodnie z poleceniem podszedł bliżej do dowódców. Wysłuchał co Gaboury miał do powiedzenia, tylko skinąwszy głową na informację o przejęciu dowodzenia. Zatem to będą jego ludzie, nie podejrzał, że Przymierze obdarzy go aż takim zaufaniem po epizodzie niedyspozycji, jednak przyjął to z wdzięcznością i poniekąd dumą, żeby nie powiedzieć, zadowoleniem.
Hearrow wsłuchał się w słowa Murray'a jednocześnie analizując dane, które pojawiały się na holoekranie. Zadanie wydawało się proste i dość logiczne z punktu widzenia dowództwa. Typowe - przejąć i dostarczyć. Uniósł wzrok zaskoczony, kiedy drzwi za plecami przełożonych otworzyły się a do pomieszczenia weszła radna Fel. Kiedy przekazywała przełożonym dane, najwyraźniej zmieniające priorytety misji - wnosił tak po ich minach, czekał cierpliwie na dalsze instrukcje. Najwyraźniej jego "przejąć i dostarczyć" nabrało teraz innego znaczenia.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+20% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
+5% szansa na strzał krytyczny
+20% do pancerza
+1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni

Obrazek
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 624
Posty fabularne: 62
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 56.600
Medale: 5
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

23 paź 2022, o 13:00

Ostatnie dni były dość ciężkie dla Charlesa. Ostatnie zlecenia, a może nawet już misje sprawiały, że opadał z sił. Zresztą o to mógł mieć tylko do siebie pretensje. Chociaż i tak by to nic nie zmieniło. Jeśli by nie wysadzili Mindoiru to zrobili by co innego. Wojna by się zaczęła tak czy inaczej. Jedyne co go trzymało przy życiu to lata bycia wykorzystywanym przez Rosenkova.
W porcie Przymierza czuł się już prawie jak w domu. Znajome korytarze, żołnierze przy bramkach. Ta sama kontrola związana z tym co wnosił na teren portu. W jednym miejscu nawet już machnęli ręką na jego widok i puścili go jakby nigdy nic. Bywał tutaj zbyt często. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze zapamiętają jego twarz. Brzmiało to jak problem.
Zespół z którym przyszło mu współpracować był mu prawie nieznany. Jedyną osobą, którą poznał to Dagan. Jedno z pierwszych zleceń dla Przymierza po wyjściu z więzienia. Pierwsze zlecenie gdzie też musiał walczyć ze Zbieraczami.
Nie machał jej nawet ręką na powitanie. Nie wiedział nawet czy go pamięta. Do tego ostatnim razem miał na sobie cholernie gówniany sprzęt. Jego powolny powrót do bycia wyspecjalizowaną maszyną do zabijania wciąż trwał. Wciąż brakowało mu komponentów, broni i sprzętu. Nie mówiąc już o tym, że teraz musiał jeszcze inwestować w implanty. Bycie w czołówce było kosztowne.
Obrócił głowę przez bark obserwując nowo przybyłych. Wychodziło na to, że briefing zaraz się zacznie. Zajął wygodnie miejsce gdzieś prawie przy końcu sali walcząc ze swoim snem. Cieszył się, że ma założony kaptur. Inaczej wszyscy by dostrzegli jak jego oczy się przymykają ze zmęczenia. Nawet nie miał siły zapalić. Oznaczało to, że nie jest z nim zbyt dobrze.
No i tyle było z jego wygodnego miejsca. Odbił się od podparcia krzesła powolnym krokiem zmierzając do pierwszych rzędów. Tam zajął miejsce znowu gdzieś dalej by móc na spokojnie wykorzystać moment na krótką drzemkę jak się uda. Jeśli nie tutaj to odbije to transporcie. Potrzebował snu.
Spojrzał na ekran starając się nie parsknąć śmiechem. Oczywiście, że przy jego nazwisku pojawiło się prawie zero informacji. Gdyby tylko wiedzieli o nim więcej to by nie dopuścili go na długość ręki nawet do broszury rekrutacyjnej Przymierza. Bardzo go bawiło jak bardzo dziwne życie przyszło mu prowadzić.
Poszukał chwile wzrokiem ich dowodzącego. Marshall Hearrow. Nie słyszał, ani nie znał. Przypominał poster boya. Sam już nie wiedział co o nich sądzić. Ostatnimi czasy spotykał ich zbyt często. Pewnie okres wojny sprawi, że wyrośnie ich jeszcze więcej. Chłopaki z od propagandy pewnie już zacierają rączki.
Ostatniego z nich też nie znał. Chociaż wyglądał na takiego co mógłby skały własnymi łapami rozbijać. Nawet poszanował przez chwilę ten odbiór mężczyzny w swojej głowie. Przynajmniej mieli kolejnego technicznego. Wątpił, że tak dobrego jak Dagan ale chociaz jeden więcej był.
Cała reszta to było typowy briefing który można było dać w Data padzie i przeczytać w drodze. Oczywiste SST, oczywista ekstrakcja assetów ze stref zagrożonych i przejęcie danych. Nic nowego, nic poważnego. Dziwił się, że go potrzebują w takim razie. Znał się na infiltracji i siedzeniu poniżej radaru, ale to zapowiadało się dość łatwo. Musiał się tylko dowiedzieć jaki mają budżet do wykorzystania na łapówki na planecie.
I wszystko byłoby pewnie tak proste gdyby nie pojawienie się podczas Briefingu radnej. To wprowadzało element niespodzianki. Kolejny. Na żadnej ostatniej robocie nie było niczego prostego. Zawsze coś. Tym razem zastanawiał się czy nie dojdzie do konfliktu kompetencji w ich oddziale. Wolał póki co tego nie komentować oprócz długiego i zmęczonego.
- Kurwa…
Westchnął i wsłuchał się w to co miała do powiedzenia. Oparł głowę w swoich dłoniach nie wierząc w to co się działo. Miał dosyć. Nigdy nic prostego. Do tego musiał dealować teraz jeszcze z zaginionym bratem majorem radnej, który pewnie robił w blackopsach. Nie było innego wyjaśnienia prowadzenia dwuletniego śledztwa bez żadnych odpowiedzi. Była też opcja, że radna nie umie się pogodzić z jego śmiercią i ciągle go szuka. Ostatnia opcja to zbieracze. Miał nadzieje, że to nie są zbieracze.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

23 paź 2022, o 15:30

Po całej historii z Montbardem była gotowa na wakacje. Jak nigdy nie planowała - nie potrzebowała wolnego - tak teraz czuła, że musi się zatrzymać, bo oszaleje. Całe te podróże w czasie, wszystko, co widziała - to jej coś zrobiło. Nie wiedziała do końca, co, nie potrafiłaby tego wyjaśnić. Mimo tego czuła, że powinna zwolnić. Zrobić coś... Coś. Coś innego, niż kolejny przydział, kolejny wyjazd, kolejna walka.
Nie zrobiła nic. Po powrocie na Wiznę wpadła w szarą codzienność - i nagle przestała potrzebować przepustki aż tak. Każdy kolejny dzień sprawiał, że może nie tyle co uspokajała się, nie tyle co zapominała, co po prostu - obojętniała. To wystarczyło, tak sądziła. O tym, że było inaczej, przekonała się dopiero po otrzymaniu nowych rozkazów, które znów wyrywały ją ze znajomego statku.
Wiedziała, że nie może ich zignorować, jednak przez jedną chwilę miała szaloną myśl, żeby to zrobić. Udać, że nie dostała wezwania, dalej tkwić z nosem w rozgrzebanym dronie. Zostać tu, na znajomym okręcie... W domu. Nie mogła tego zrobić, ale przez moment naprawdę chciała.
- Pewnie wie, chociaż nie ode mnie. - Wzruszyła ramionami. Jeśli zdziwiła się spotkaniem z Hearrowem na korytarzu, nie okazała tego. Z drugiej strony - czy to naprawdę była taka niespodzianka? Rebecca nie była tak wyjątkowa, by z całej załogi okrętu wybrano tylko ją. Poza tym, jak nie te rozkazy, to inne - załoganci Wizny dosyć regularnie opuszczali statek, wzywani do wspierania innych oddziałów. To, że i ona, i Marshall otrzymali nowy przydział w tym samym momencie, nie było niczym dziwnym. To, że chodziło o te same rozkazy, właściwie też nie.
Szybko zebrała rzeczy, razem z Hearrowem udała się do kapitana, by formalnie się odmeldować, wreszcie zaś - razem z Marshallem zeszła na Cytadelę. Czas zabawić się w wojnę, co?

Po całym zamęcie w dokach, sala konferencyjna była zaskakująco cicha i spokojna. Słysząc komentarz przyjaciela, Dagan mimowolnie spojrzała w tym samym kierunku, co i on. Gdy jej wzrok padł na Charlesa, odetchnęła cicho. Pamiętała go, oczywiście, że tak. Takiego jak on trudno było nie pamiętać.
- Znam go - rzuciła krótko do Marshalla. - Myślę, że on akurat się przyda. - Striker może i był najemnikiem, szczerze mówiąc Dagan jednak doceniała, że będzie leciał z nimi. Na ile zdążyła się już rozeznać, mężczyzna był fachowcem. Mundur... Cóż, zdaniem Rebeki mundur nie był konieczny, jeśli miało się co zaoferować. A Charles mial.
Sam briefing był przebiegał dokładnie tak, jak można się było spodziewać. Odpowiedni oficerowie krótko i zwięźle przedstawili zarys sytuacyjny, a Rebecca uśmiechnęła się półgębkiem, gdy padło nazwisko Hearrowa. Dagan nie miała najmniejszego problemu ze służbą pod kierunkiem Marshalla. Może i mieli teraz ten sam stopień, prawda jednak była taka, że Rebecca z pewnością nie nadawała się do dowodzenia - tak przynajmniej póki co sądziła. Jeśli ktoś z nich miał kierować całym tym szaleństwem - a logicznym było, że ktoś musiał - Marshall był zdecydowanie lepszym wyborem.
Z uwagą studiowała przedstawiane im dane, przywiązując się do myśli, że mają zrobić za ekipę ratunkową, gdy nadejście radnej zakłóciło spokojny przebieg odprawy. Unosząc wzrok znad danych, Rebecca uśmiechnęła się przelotnie. Nie wiedziała, jak pozostali, ale ona znała Iris osobiście i wiedziała, że tam, gdzie pojawia się radna, tam rozkazy stają się... Cóż, inne. Czasem zdezorganizowane. Nierzadko zupełnie chaotyczne. W starannie zaplanowaną misję Fel zwykła wnosić własne cele, które, z racji jej pozycji, zmuszały do przetasowań na liście zadań do odhaczenia. Dagan nie wątpiła, że teraz będzie podobnie.
Skinąwszy kobiecie głową nieznacznie w ramach powitania, bez słowa słuchała wymiany zdań. A więc major Michael Fel. Znowu. Rebecca nie była pewna, czy coś to dla niej zmieniało. Chyba nie.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC

ObrazekObrazek

+ 17% do obrażeń od mocy technologicznych
- 1,5 PA koszt umiejętności technologicznych
+ 10% do obrażeń przeciw pancerzom, penetracja ścian i osłon
+ 35% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 20% premii technologicznej
Centurion: pozwala zignorować jedno, wybrane trafienie na walkę - swoje lub sąsiadującego sojusznika
+ 20 do wyniku testu na kości [jednorazowo, niewykorzystane].


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
 
Posty: 601
Posty fabularne: 74
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 18:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20.290
Medale: 6
Determinacja (1) Pionier (1) Medal za długą służbę (1) Ultra-renegat (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

23 paź 2022, o 16:08

Nie dość, że wypłaty brak, to jeszcze przepustkę, której połowę spędził na odrabianiu grzechów przeszłości mu cofnięto; powód absolutnie nie był kuriozalny, a i bardzo szybko się spodziewał wezwania do akcji, gdy tylko w extranecie zahuczało od kolejnych newsów na temat zamachu terrorystycznego. Długo zasłużonym urlopem nie dane było się więc Alexowi nacieszyć, gdy i na jego komunikator wpadła wiadomość o cofnięciu przepustki. Z ilością porzuconych statków w głębokiej przestrzeni kosmicznej każdy pilot był teraz na wagę złota i jeżeli jakiemuś szeregowemu mogło się upiec, tak na pewno nie jemu i prawdopodobnie nikomu w specjalnych.

Miny jego rodziców i córki nie były najprzyjemniejszą ostatnią rzeczą, jaką mógł chcieć trzymać w pamięci, odlatując na Cytadelę. O ile ci pierwsi trzymali jeszcze fason i język za zębami, przynajmniej rozumiejąc powód zawezwania, tak Camilla... już nie. I dlatego teraz odbijając się oraz przechodząc procedury, szedł wyprostowany, ale ponury. Mógł nie iść do technicznych, a najlepiej to znaleźć sobie pracę jako mechanik. Co byłoby złego w naprawianiu wgnieceń w skycarach? Nic, a i pieniądze pewnie byłyby lepsze, praca na miejscu, bezpieczniejsza, bez dzikich wezwań, bo akurat uruchomili się terroryści, teściowie by nie narzekali na to, że trzy czwarte czasu to oni zajmują się Camillą, nie on...

I on też by nie narzekał, uświadomił sobie, gdy przechodził przez próg pomieszczenia do zbiórki, ze skwaszoną miną spoglądając po pozostałych, zebranych już członkach oddziału uderzeniowego. Reflektując się, przybrał neutralny wyraz twarzy i oparł o ścianę, ignorując w miarę możliwości resztę – widział przelotne spojrzenia, którymi niektórzy się obdarowywali, w tym i jego. Widział też, że część się znała; on za to był absolutnie nieznajomy, dlatego też dla własnego komfortu wycofał się.

Gauthier wyprostował się niczym struna, gdy tylko weszli dowódcy i równie szybko rozluźnił ramiona, gdy padł taki rozkaz. Podchodząc bliżej wedle polecenia, przysiadł na krześle i założył ręce na piersi, słuchając odprawy i oglądając przewijające się akta. Dwóch inżynierów, co? I oczywiście jeden pilot, na które słowo poruszył się odrobinę, zanim kontynuując, dwóch mężczyzn kontynuowało ich odprawę.

Nawiasem mówiąc kontraktorzy naprawdę mają sporo wolności, jeżeli jeden z nich przysypia żywcem na spotkaniu z wysoko postawionymi oficerami. A żeby było zabawniej, jeden i tak skomplikowany do wykonania cel został utrudniony pojawieniem się Radnej. Oprócz samego faktu, że tej kobiety Alex na żywo nigdy w życiu nie widział, był równie zdziwiony jak reszta. Jego własne, mniej kwieciste skwitowanie tej sytuacji ograniczył do gorzkiego parsknięcia. Kolejne słowa polityczki nie napawały na dodatek żadnym optymizmem – więcej obowiązków, więcej komplikacji, dłuższy czas misji. I może gdyby Gauthier nie był zły na cały świat za ograniczenie jego urlopu i okazji do pobycia dłuższy czas z córką, to być może by i nawet byłby bardziej podekscytowany misją zleconą przez panią Fel. Ale nie był i nawet przez krótki czas na jego twarzy widoczne było niezadowolenie z faktu mieszania spraw prywatnych z innymi misjami, zanim ponownie się zreflektował, przyjmując pustą minę.

Chciał o coś zapytać, ba, miał kilka kwestii do poruszenia, ale skończyło się jedynie niezręcznym kaszlnięciem, gdy nikt inny się nie odzywał. Ich druga inżynier trochę wydawała się zainteresowana samą radną, najemnik wyglądał, jakby nie spał od czasu wybuchu na Baldr, a skoro dowódca nie ma pytań, to i jemu nie chciało wychylać się przed szereg. Im szybciej skończa, tym szybciej się zawiną, tym szybciej on będzie miał wolne. Chyba. Pewnie nie, ale łudzić się można.
ObrazekObrazek
Alexander Gauthier

Avatar użytkownika
 
Posty: 41
Posty fabularne: 32
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 01:50
Miano: Alexander Gauthier
Wiek: 30
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator T2, cudowny pilot
Postać główna: Mila
Lokalizacja: Vesta (ten skuter)
Kredyty: 4.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

25 paź 2022, o 19:56

Gaboury tylko rzucił wzrokiem na podany przez Iris datapad, ale główną uwagę poświęcił jej samej, wysłuchując, co ta miała do powiedzenia. Wyraz jego twarzy nie zmienił się zbytnio, a jego spojrzenie świdrowało kobietę jakby miało ją co najmniej spopielić. Albo przynajmniej sprawić, by niezwłocznie opuściła salę konferencyjną. Murray w tym czasie przeglądał dokumentację z urządzenia, a gdy zapadła cisza podniósł wzrok - najpierw na Iris, która stanęła obok czteroosobowego zespołu, potem na Gaboury’ego. Ten, wciąż patrząc wprost na radną, po chwili milczenia ponownie odchrząknął, a po chwili ciszy odezwał się - Proszę kontynuować, komandorze.

- Jak wspomniałem wcześniej - Murray z ledwo dosłyszalnym westchnięciem przekazał kapitanowi datapad Iris, po czym ponownie aktywował swój własny. Podczas gdy mówił, kapitan zaczął za jego plecami wolnym krokiem, ze splecionymi na plecach dłońmi powoli krążyć po podwyższeniu, najwyraźniej analizując zaistniałą sytuację - Watson, przynajmniej przed ogłoszeniem przez SST niepodległości, miał dość niestabilną sytuację polityczną, co może z jednej strony ułatwić ukrycie się naszej “ambasador”, z drugiej - może utrudnić jej odnalezienie przez was. Prawa do planety i do zezwolenia na kolonizację przez długi czas rościły sobie trzy państwa - Chińska Federacja Ludowa, Zjednoczone Stany Ameryki Północnej oraz Unia Europejska - obraz planety widoczny za jego plecami, na ściennym wyświetlaczu, został podzielony trzema różnokolorowymi polami. Grubymi kropkami wskazane zostały stolice - największe miasta każdego sektora - Przymierze pośredniczyło w wypracowaniu tak zwanego "kompromisu rejkiawickiego", który pozwolił każdej z koalicji na ograniczoną kolonizację w miastach zaludnionych przez osadników z każdego z państw. Co oznacza wzajemną wrogość i pilnowanie własnej strefy wpływów. Nasza agentka przekazała, że jej koordynaty znajdziecie w “starych źródłach danych”, co oznacza centra danych i przekaźniki informacyjne zbudowane w początkach istnienia głównych miast każdej z koalicji - wizerunek planety został zakończony schematycznym planem sporego budynku w kształcie wieży, składającego się z trzech pięter pod ziemią czterech ponad nią i kratownicowego szkieletu zakończonego dookólną anteną nadawczo-odbiorczą - Będziecie musieli sprawdzić w ostateczności je wszystkie, na szczęście są dość charakterystyczne. Nie wiemy za to w którym z nich zapisała swoją lokalizację, nie wiemy też, czy w celach bezpieczeństwa nie rozdzieliła tej informacji. Dlatego macie dwóch techników, reszta w razie potrzeby ma służyć za wsparcie. Resztę informacji przekażę wam na statku. Kapitanie? - komandor spojrzał ponownie na kapitana, a ten zatrzymał się i odwrócił ponownie do członków oddziału.

- Zaokrętujecie się na fregatę patrolową SSV “Tannenberg”, która już na was czeka. Tam będziecie mogli uzyskać dodatkowe szczegóły bądź odpowiedzi na wasze pytania od komandora Murraya, który odeskortuje was do granicy - dłonią trzymającą wciąż datapad Iris wskazał na żołnierza, po czym potoczył wzrokiem po zgromadzonych - Tam przesiądziecie się na prom i wylądujecie na planecie. Dalsze kroki i planowanie szczegółów misji zostawiam podporucznikowi. Priorytetem pozostaje odzyskanie agentki lub przynajmniej posiadanych przez nią informacji. Powrót planujecie również na własną rękę, fregata będzie na was czekać przez siedem dni. I jeszcze jedno - nie dajcie się złapać. W razie wpadki wysłanie wsparcia będzie bardzo problematyczne. Jeżeli nie ma pytań, możecie odejść, start za... - zerknął na staromodny, mechaniczny zegarek na przegubie swojej lewej ręki - …dokładnie siedemnaście minut. Dziękuję, komandorze - skinął do oficera, po czym rzucił krótko, kierując polecenie do ogółu - Odmaszerować. Pani Fel, jeśli może pani pozostać na słówko. - dodał jeszcze szybko widząc, że ta również kieruje się za pozostałymi.

Jeśli żadne z czwórki przydzielonej do misji nie próbowało dopytać się o jakieś dodatkowe informacje, w chwili, gdy za ostatnią osobą zamknęły się drzwi sali konferencyjnej, Gaboury zszedł po stopniach podwyższenia i stanął tuż koło radnej wystarczająco blisko, żeby ta dostrzegła zmarszczki na jego niemłodej już twarzy.

- Radna Fel. Z pewnością są to istotne informacje, szczególnie dla pani, ponieważ mają wymiar osobisty - wyciągnął ku niej dłoń z datapadem, oddając jej urządzenie - I doskonale rozumiem pani determinację. Jednak wprowadzenie zmian w profilu zadania w chwili obecnej będzie trudne, jeśli nie niemożliwe. Przy obecnym składzie liściowym zespołu i przydzielonych zasobach jakiekolwiek zadania poszukiwawcze przeciągnęłyby misję i zwiększyły ryzyko utraty naszej agentki - westchnął lekko - Zaś przydzielenie dodatkowych osób po pierwsze ułatwiłoby wykrycie oddziału, po drugie - znacznie opóźniło wylot, co znów mogłoby skutkować utratą Stewart. Zna pani treść jej raportu. Twierdzi, że informacje są istotne, a tego typu ludzie raczej nie konfabulują by uratować samych siebie. Oni znają ryzyko i są gotowi do poświęceń, jednak tym razem ewakuacja naszej agentki lub przynajmniej posiadanych przez nią danych pozostaje priorytetem. Poza tym... Nie wyślę radnej ludzkości z czteroosobowym oddziałem za linie wroga! Gdybym naraził panią na ryzyko utraty zdrowia czy życia, byłby to wyrok nie tylko dla mojej kariery, ale dla kariery wszystkich, którzy uczestniczyli w planowaniu tej misji. Według mnie powinna pani zostać na miejscu i czekać, aż nasi ludzie odzyskają Katherine Stewart. Jeśli zaś pani się uprze to... jeżeli do czasu startu “Tannenberga” otrzymam pisemną zgodę od mojego przełożonego, admirała Mikhailovicha, na udział pani w misji, wtedy może pani lecieć.

W tym czasie pozostała czwórka, w towarzystwie komandora, wmaszerowała na czekającą na nich w doku fregatę. Komandor zresztą szybko zniknął z ich zasięgu, mruknąwszy, że idzie na mostek i pozostawiając resztę pod opieką młodego chorążego, który zaprowadził resztę do niewielkiej, sześcioosobowej kabiny z piętrowymi łóżkami wskazując po drodze toalety, przejście do mesy i informując, że zanim oddział ruszy promem, czekają ich dwa skoki przez przekaźnik.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

25 paź 2022, o 21:08

No cóż jak widać widok radnej nie tylko jego doprowadził do lekkiego załamania. Wszyscy chcieli żeby wszystko poszło gładko na wrogim terenie. Niestety teraz mieli jeszcze dodatkowy ciężar. Nie żeby miał problem z jej umiejętnościami bojowymi bo ich po prostu nie znał. Problemem była po prostu jej rozpoznawalna twarz. Musieli coś z tym zrobić bo wątpił, że przestanie być ich problemem na tej misji.
Kątem oka dostrzegł, że chyba średnio komukolwiek się podoba, że mają najemnika w drużynie. Trochę głupio mu było się przyznać, że jest takim samym żołnierzem. Niestety jego przydział nie pozwalał mu na mierzenie się z innymi. Po prostu musiał się pogodzić, że już nigdy nie poczuje jak to jest być częścią normalnego wojska.
Reszta briefingu minęła już za to przewidywalnie. Biorąc też pod uwagę zachowanie reszty wyciągnął swojego plastikowego badge’a na wierzch. Zazwyczaj widoczne oznakowanie bycie kontraktorem w PMC należącym do Przymierza sprawiała, że przypieprzać się trochę mniej. Z kieszeni wyciągnął papierosy i usadowił jednego w ustach. Po krótkiej chwili dopiero go odpalił.
- Zapytam już teraz, bo ostatnim razem nasz Komandor wolał umrzeć, niż przekazać jakiegokolwiek informacje. Wolę też mieć potwierdzenie góry. Czy życie celu jest ważniejsze, niż życie cywilów na planecie? - Zaciągnął się mocno pochylając lekko do przodu by oprzeć łokcie na swoich udach. - Jaki jest stan sił SST na planecie i sytuacja pomiędzy byłymi trzema koloniami? Dalej się gryzą, czy teraz pod nową władzą zaczęli tańczyć razem w kółeczku?
Nie zamierzał też reagować na jakiekolwiek prośby związane z gaszeniem papierosa. Dobrze wiedział, że czujniki nie łapią tego dymu. To nie był jego pierwszy dymek w tym miejscu.
- Jakimi assetami na planecie dysponujemy? Mam na myśli mieszkania, pojazdy czy nawet ludzi, których na miejscu możemy wykorzystać. Chyba, że SST wyrżnął lub wywalił stamtąd niechciany element.
Jego głos był lekko ochrypły i ospały. Widać było, że ostatnie dni były bardzo dalekiego od tych z kategori lepszych. Nawet na jego dłoniach mogli dostrzec kilka otarć i ran. Zaciągnął się po raz kolejny chcąc już być na statku. Chciał odpocząć.
- Jaki mamy budżet na łapówki? Mam nadzieje, że nie chcecie nas wysłać dosłownie bez niczego i na własną rękę?
To było jego ostatnie pytanie. Z kieszeni wyciągnął małe plastikowe pudełeczko w którym zgasił papierosa, a resztę wrzucił do środka. Nie zamierzał śmiecić. Jeszcze trochę cywilizowania w sobie miał.
- Będę szczery Gaboury. - Westchnął. - Średnio mi się widzi ryzykowanie po raz kolejny życia bez żadnego wsparcia od armii.
To wręcz powiedział z pewnego rodzaju wyrzutem. Nikt nie wiedział co musiał przeżywać podczas ostatnich kontraktów od wojska. Zero wsparcia, zero pomocy, zero czegokolwiek. Tak był dobry w tym co robi, ale nie oznaczało tego, że lubił sobie wrzucać do portfolio trudne operacje. I tak już ich miał za dużo.
Więcej pytań nie miał. Jeśli otrzymał na nie odpowiedzi to wstał i pozwolił radnej porozmawiać z mężczyzna. Nie zamierzał ich zatrzymywać dłużej niż powinien. Miał tylko nadzieje, że Hearrow liznął w swoim życiu jakieś operacje w tym stylu bo inaczej będzie jeszcze musiał być doradcą.

Zabrał z podłogi torbę ze swoim sprzętem. Podczas podnoszenia elementy pancerza zazgrzytały o siebie mocno. Nie obchodziło go to. I tak pancerz musiał iść do renowacji. Przynajmniej uszkodzenia mechaniczne dawały efekt “typowy najemnik”. Życie stawało się wtedy lepsze.
W drodze na statek przez chwile obserwował zespół i podszedł w końcu powoli do Dagan. Skinął do niej głowa. Nawet zbytnio nie silił się na potężne powitanie.
- Możliwe, że będę miał dla ciebie coś do sprawdzenia po tej misji. Miałem spotkanie z naszymi starymi znajomymi. Troszkę się zmienili. - Po krótkiej chwili spojrzał na Marshalla oraz Gauthierowi. - Charles Striker, Alliance Titan Group. Jeśli tajne operacje nie są waszym konikiem pytajcie, postaram się pomóc. Taka rola doradcy wojskowego. Niestety.
Mlasnął lekko zmęczony trasą na statek. Naprawdę potrzebował prysznica, zapalenia blunta, jedzenia i dłuższego snu. Miał nadzieje, żę przelot bedzie z tych dłuższych. Potrzebował tej małej regeneracji. Niestety stymulantów bojowych nie posiadał. A, szkoda.

Na pokładzie od razu zajął swoją pryczę. Wyglądała lepiej niż na innych statkach. Wybrał dolną. Górnych nie lubił. Do tego czasami bywał za ciężki na górną. Przyzwyczaił się już do tego. Z torby wyciągnął swoje klapki, które uderzyły o podłogę z łoskotem. Ściągnął swoje buty, a ubrania na zmianę miał już w rękach. Szybko ruszył pod prysznic zająć się sobą by po dziesięciu minutach wrócić całkowicie świeżo.
Rzucił brudy do torby, a sam usiadł z papierośnicą, paczka papierosów i popielniczką przy wspólnym stole.
- Ściągnęliście już oznakowania z Pancerzy? Jak nie to polecam to załatwić już teraz. - Spojrzał na resztę wyciągając skręconego papierosa z papierośnicy i uderzając jego papierowym filtrem o blat. - Najlepiej żeby wyglądał na lekko uszkodzony. I mało rzucający się w oczy.
Odpalił w końcu swojego skręta opierając się podparcie. Czuł jak jego mięśnie powoli się luzują. Bycie w B miało plusy. Nie wyjebią go za takie przewinienie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

25 paź 2022, o 23:19

Ruszając nagminnie nogą, Alex przysłuchiwał się reszcie spotkania z umiarkowanym zainteresowaniem, wyłapując, co mógł ważnego i gromadząc powoli pytania. Co jakiś czas zerkał na resztę i na ich reakcje, odkrywając zresztą, że nie tylko on nie zachowywał się entuzjastycznie względem tej misji. Co więcej, z każdym kolejnym zdaniem bardziej pochmurniał, słysząc, na jak ryzykowne i rozwleczone zadanie go zapisano; tydzień na znalezienie danych, pewnie rozbitych i zaszyfrowanych, a do tego jeszcze należy znaleźć agentkę i wyciągnąć z niej tajne informacje. Nieomal przez tak długi czas desantu zapomniał o fakcie, że pani polityk wspominała o swoim bracie – czyli jeśli zgodzą się na dołożenie im dodatkowego zadania (pewnie bez premii), to jeszcze bardziej będzie to wszystko zagmatwane.

Dostaniemy jakieś zastępcze tożsamości, z których będziemy mogli korzystać na powierzchni planety? — dorzucił jeszcze, odzywając się po raz pierwszy od spotkania raczej niskim, pasującym do jego klocowatej postury. Po krótkiej chwili zastanowienia i serii innych pytań, zadał jedno dodatkowe: — Rozumiem, że dostęp do centrów danych będzie raczej utrudniony. Czy mamy przygotować się na pełne utrudnienia w infiltracji, czy zostanie nam zapewniony podstawowy dostęp? — interesowało go to o tyle, że chciał przygotować się na wszystko, w tym i możliwość, że naprawdę zostaną tam na pastwę losu, bez nawet dodatkowych środków na przeżycie.

Gdy spotkanie zostało zakończone, Gauthier opieszale wstał, kierując się za resztą na pokład fregaty, gdzie po krótkim przedstawieniu ich statku natychmiast zajął jedno z dolnych łóżek. Szeroki i stosunkowo ciężki, robiłby po prostu więcej hałasu, gdyby za każdym razem, gdy wracał w nocy z toalety musiał grzebać się we wchodzeniu po drabince. Zostawiając więc na posłaniu swój pancerz i rzeczy osobiste, wstał i przypomniał sobie o jednej rzeczy. — Przepraszam, że wcześniej się nie przedstawiłem, zamyśliłem się. Alex Gauthier, linia T. Prawdopodobnie wasz pilot, kierowca i mechanik przez całą misję — powiedział do całej trójki, uśmiechając się lekko i znikając wkrótce z ich tymczasowej sypialni, by w rogu mesy wybrać numer do swojego teścia i poinformować go o tym, że misja przeciągnie się do zapewne łącznie dwóch tygodni.

Wrócił do reszty mniej więcej w momencie, gdy Striker odświeżony usiadł przy kolejnym papierosie, ewidentnie nachmurzony ostatnią rozmową. Marszcząc lekko nos, minął go, ściągając w końcu marynarkę galową i podwijając rękawy koszuli. Siadając również przy stole, rozsiadł się wygodniej i podrapał po brodzie, spoglądając na własny tobołek ze skrzywieniem. — Mamy technicznie czas na przygotowanie się. Dwa skoki zajmą pewnie kilka dni, tym bardziej, że lecimy do Kołyski Sigurda... także myślę, że do tego czasu zdążymy poobijać pancerze — odzywając się, chrząknął przy ostatnim zdaniu, jakby się reflektując, że odbija od tematu.

Myślicie, że dodadzą nam ganianie za duchami? Ten przydział i tak wydaje się być wystarczająco rozwleczony — wypalił tuż po chwili, oczywiście nawiązując do dziwnego wejścia polityczki.
ObrazekObrazek
Alexander Gauthier

Avatar użytkownika
 
Posty: 41
Posty fabularne: 32
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 01:50
Miano: Alexander Gauthier
Wiek: 30
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator T2, cudowny pilot
Postać główna: Mila
Lokalizacja: Vesta (ten skuter)
Kredyty: 4.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

27 paź 2022, o 13:47

Zignorowała wymowne spojrzenie dwójki żołnierzy; stojąc obok czwórki wyznaczonej do wykonania zadania powierzonego im przez Przymierze, Iris uważnie wysłuchała końcówki raportu oraz podsumowania. Nie wtrącała się. Nie taka była jej rola. Mimo zajmowanego stanowiska, nie miała problemu z tym, aby nie wychodzić przed szereg i pozwalać działać tym, którzy mieli większe kompetencję od niej. Ostatecznie, nawet, jeżeli jej sprawa pokrywała się oraz zazębiała w kilku aspektach z tym, czego Przymierze oczekiwało od czteroosobowego oddziału, wiedziała, że decyzje podjęte przez nich będą lepsze.
Skinęła komandorowi, odwracając się ku niemu oraz pozostać w sali. Cierpliwie zaczekała, aż ostatni żołnierz opuścili salę. Nie dała mężczyźnie dojść do głosu. Nie musiała. Był żołnierzem, miał w nosie ceregiele i mówił wprost. Co myślał. To akurat dobrze. Ułatwiło jej to także wyrażenie swojego stanowiska, choć polityczna poprawność towarzyszyła jej słowom.
- Nie zrozumieliśmy się, kapitanie - odparła na jego monolog zdawkowo. Objęła palcami datapad, który jej podał. Patrzyła się na Murraya, dwukolorowe tęczówki badawczo prześlizgiwały się po jego profilu. Nie prosiła o nic, ten z kolei wiele założył. Interesujące.
- Ewakuacja agentki Stewart jest zarówno dla mnie, jak i dla was priorytetem. Nie oczekuję, że będę przy tym. Nie muszę. Domagam się jednak rozmowy z Katheriną bezpośrednio po tym, jak trafi na statek. Gotowa jestem wyruszyć tu i teraz, moja obecność na promie nie będzie ani dodatkowym obciążeniem, ani zagrożeniem. Nie muszę go opuszczać. A już na pewno nie zamierzam ingerować w przebieg zadania powierzonego zespołowi na powierzchni. Podporucznik Hearrow może robić dokładnie to, co mu polecono i nie przejmować się moją osobą. Znam swoje miejsce, nie zamierzam wychodzić przed szereg. Doceniam troskę, naprawdę. Dziękuję też za podzielę się swoim stanowiskiem. Wzięłam je pod uwagę - zapewniła bez ironii. Kończąc rozmowę, uruchomiła swój omni-klucz. Na linii, czekała Basset. Iris w kilku słowach poleciła swojej asystentce uzyskanie stosownej zgody od admirała Mikhailovicha. Dla bezpieczeństwa misji, figurować mogła w aktach oraz raportach jako lekarz pokładowy. Miała stosowne wykształcenie, swoje przeszła w akademii wojskowej Przymierza. Owszem, mogła odpuścić. Oczekiwać, aż wrócą na Cytadelę z Katherine. Coś jej jednak mówiło, że szansę, iż wydostaną kobietę całą i zdrową były... marne. Nawet, jeśli nie porozmawia z nią od razu, jej obecność i umiejętności, utrzymają agentkę przy życiu do dotarcia do Huerty. To również był argument, który zamierzała użyć w przypadku wyjątkowo topornego admirała.
Przysługę, zachowała jako ostateczną kartę przetargową. W czasach wojny, nie czuła się dobrze przypominając admiralicji Przymierza, jak wiele jej zawdzięczają. Ponieważ jednak chodziło o jej brata, gotowa była na wyjątek. Minęły dwa lata, nadal jednak miała nadzieję, iż Mike żyje. Musiał. Przecież czułaby podświadomie, gdyby było inaczej.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1702
Posty fabularne: 132
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 39.160
Medale: 13
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Pionier (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

28 paź 2022, o 14:59

Rebecca uczestniczyła w odprawie tak, jak zwykle - czyli w zasadzie wcale, przynajmniej w kontekście udziału aktywnego. Podczas, gdy pozostali dorzucali do puli swoje pytania, Dagan tylko słuchała. Spoglądając pozornie bez większego zainteresowania na członków ich świeżo sformowanego oddziału oraz prowadzących briefing oficerów, w rzeczywistości zapamiętywała wszystko, o czym mówiono, wszystkie informacje układając sobie w głowie na swój własny sposób. Wyobrażała sobie więc planetę, na którą mieli się udać, i statek, który miał tymczasowo im służyć. Notowała w pamięci środki, którymi mogli posłużyć się na etapie wykonywania zadania - zaplecze logistyczne, potencjalnych współpracowników i wtyki na planecie czy budżet, którym mogli operować - oraz mimowolnie dopatrywała się relacji, jakie potworzą się między ich czwórką podczas wykonywania zadania. Obserwując i słuchając, przygotowywała się znacznie lepiej niż mogłaby, gdyby faktycznie próbowała się odzywać. Rebecca nie była tym typem, który przejmowałby inicjatywę - a przynajmniej nie na etapie spotkań.
Po odprawie opuściła pomieszczenie razem z resztą, kątem oka zerkając tylko na pozostającą w pomieszczeniu Fel. Czekała ją reprymenda od oficerów? Rebecca uśmiechnęła się pod nosem na tę myśl. Z pewnością tak, chociaż użyte słowa dalekie będą od faktycznie ofensywnych. Byli tacy, którzy ośmieliliby się faktycznie jednoznacznie strofować radną, Dagan nie sądziła jednak, by ci tutaj się do nich zaliczali.
Na wzmiankę o liniach T zmrużyła lekko oczy i przyglądała się Alexowi przez moment.
- Rebecca Dagan - rzuciła, gdy wszyscy kolejno podawali swoje nazwiska. - Inżynier, haker, operator dronów. Bojowe wsparcie techniczne. - Wzruszyła ramionami. Nie wiedziała, co dokładnie było dla nich ważne.
Na głos Charlesa, uniosła nieobecne dotąd spojrzenie i spojrzała na mężczyznę z uwagą.
- Coś do sprawdzenia - powtórzyła, uśmiechając się przelotnie. Robiła to częściej, niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Uśmiechała się. Wykrzywiała twarz w grymasach zrozumiałych dla innych ludzi. Nie tak często, jak oni, ale jednak częściej, niż dotąd. Ewoluowała... Chociaż nie bardzo wiedziała, w jakim kierunku dokładnie. - Zobaczymy. - Wzruszyła lekko ramionami. To jasne, że niczego nie obieca od tak, od ręki. Nigdy tego nie robiła. - Zobaczmy, kiedy i w jakim stanie wrócimy. Wtedy możemy pogadać - zgodziła się zdawkowo, przy czym w jej przypadku oszczędność w słowach nie wynikała z arogancji czy niechęci, a po prostu ze sposobu bycia. Rebecca zazwyczaj odzywała się mało, a monologi, które zaczęły jej się zdarzać, wciąż należały do rzadkości.
Po dotarciu na statek nie szukała towarzystwa. Przez kilka chwil krążyła po korytarzach okrętu, by wreszcie wrócić do kabiny sypialnej. Zajmując pryczę nad Strikerem, wsparła plecy o ścianę z cichym sapnięciem. Zsunęła buty, pozwalając im spaść z głuchym tąpnięciem na ziemię, zdjęła też kurtkę rzucając ją niedbale na ramę łóżka.
Na pytanie Alexa o ganianie za duchami roześmiała się krótko.
- Na pewno - odparła bez wahania. To nie była jej pierwsza misja u boku Iris, dobrze wiedziała więc, czego się spodziewać. - W teorii nie zrobią pewnie z tego celu głównego, ale w praktyce... - Nie dokończyła, w domyśle pozostawiając, że w praktyce może być bardzo różnie. I raczej na pewno nie zgodnie z pierwotnym planem.
Dostosowanie pancerza do wymogów bieżącego przydziału pozostawiając sobie na później, przeciągnęła się, spoglądając kolejno na każdego z mężczyzn.
- Jak to widzicie? - zapytała wreszcie, na dłuższą chwilę zatrzymując spojrzenie na Strikerze. Jako jedyny nie był żołnierzem ale, wydawało się, miał najwięcej doświadczenia w misjach akurat tego typu. Rebecca nie zajmowała się infiltracją na co dzień - a przynajmniej jeszcze nie. Jeśli Szarańcza osiągnie sukces, wtedy może - infiltracja i dywersja może faktycznie staną się jej działką. Póki co jednak nie znała się specjalnie na niczym poza otwieraniem zamkniętych zamków i zdejmowaniem elektronicznych blokad. Nie była pewna, jaką ekspertyzę mają w tej dziedzinie pozostali, ale nie sądziła, by większą niż Striker. Marshall był raczej uderzeniowcem, a Alex... Cóż, o Alexie nic nie wiedziała i trudno jej było gdybać.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC

ObrazekObrazek

+ 17% do obrażeń od mocy technologicznych
- 1,5 PA koszt umiejętności technologicznych
+ 10% do obrażeń przeciw pancerzom, penetracja ścian i osłon
+ 35% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 20% premii technologicznej
Centurion: pozwala zignorować jedno, wybrane trafienie na walkę - swoje lub sąsiadującego sojusznika
+ 20 do wyniku testu na kości [jednorazowo, niewykorzystane].


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
 
Posty: 601
Posty fabularne: 74
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 18:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20.290
Medale: 6
Determinacja (1) Pionier (1) Medal za długą służbę (1) Ultra-renegat (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

28 paź 2022, o 21:46

'W razie wpadki wysłanie wsparcia będzie problematyczne" - Hearrow miał ochotę się roześmiać. Podporucznik bardzo poważnie zawsze podchodził do powierzonych mu zadań. Jeśli zazwyczaj był dość skromny i przede wszystkim wiedział, które to są jego mocne i słabe strony, tak zdecydowanie wpisywał się w stereotyp żołnierza. Nie był co prawda nigdy służbistą, ale z pewnością nie można mu było odmówić bardzo poważnego traktowania rozkazów. Znał takich, który dość lekko do owych podchodzili i lubili je sobie przekładać na własną, mniej wymagającą wersję.
Powrót do służby był dla niego długo wyczekiwaną sprawą, toteż tym bardziej teraz przykładał się do sprawy. Z uwagą wysłuchał co miała do powiedzenia radna i dopisał to sobie do swojej listy priorytetów misji. Należało je jedynie uporządkować w odpowiedniej kolejności, ale nie podchodził do tego jak do problemu. Ot, nagłe, zmienne koordynaty. Tych prawdopodobnie będzie całe mnóstwo, biorąc pod uwagę specyfikację całej akcji.
- Z całym szacunkiem komandorze - odezwał się Hearrow w pierwszej możliwej sposobności, w delikatny sposób przerywając monolog oficera.- Znam tę planetę, byłem tam. Mieszkańcy, z którymi miałem do czynienia nie byli zbyt przyjaźnie nastawieni do obcych. Nie mogę powiedzieć, że ją znam, ale domyślam się z czym możemy się mierzyć.
Oczywiście, że pamiętał Watson. Mało tego, w zasadzie to nie mógł o niej zapomnieć. Wydarzenia, które miały miejsce na jej powierzchni mocno wbiły się w psychikę Hearrowa i nie mógł powiedzieć, że miło tam będzie wrócić. Planeta owszem robiła ogromne wrażenie, jednakże tylko pod względem estetycznym. Niemniej jednak, podporucznik musiał przyznać, że los właśnie spłatał mu ogromnego figa.
Pytania zostawił na sam koniec, w zasadzie planował udać się do Murraya jak tylko znajdą się na pokładzie Tannenberga. Wysłuchując zatem do końca odprawy analizował wszystkie możliwe i dostępne scenariusze tak, aby niczego nie pominąć. Wreszcie udał się wraz z pozostałymi na pokład krążownika. Gdy tylko znaleźli się w kajucie, Marshall wrzucił swoje rzeczy na pierwszą lepszą koję i przeprosił oddział udając się na mostek.
- Komandorze - powiedział podchodząc do Murray'a. - Ma pan chwilę?
Pozwalając kurtuazji zawisnąć na moment w powietrzu, Arrow przeszedł do rzeczy:
- Chciałbym w stu procentach wykorzystać potencjał swojego oddziału, ale w tym celu potrzebuję map, współrzędnych i informacji dotyczących możliwości przemieszczania się po planecie. Jeśli mamy zbadać wszystkie przekaźniki informacyjne w szybkim czasie, aby nie przeciągać misji, będziemy potrzebowali zabezpieczenia logistycznego w razie podzielenia drużyny.
Jednym słowem Hearrow potrzebował wszystkich informacji niezbędnych do zaplanowania działań. Nauczony doświadczeniem, że nie można działać na ślepo (chociaż pewnie jeszcze kilka lat temu w ferworze ekscytacji by tak zrobił), teraz jednak był dowódcą, a ci potrzebowali danych.
Ostatnio edytowano 4 lis 2022, o 21:48 przez Marshall Hearrow, łącznie edytowano 1 raz
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+20% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
+5% szansa na strzał krytyczny
+20% do pancerza
+1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni

Obrazek
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 624
Posty fabularne: 62
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 56.600
Medale: 5
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Przestrzeń wokół Cytadeli

28 paź 2022, o 22:53

Uniósł brew widząc wchodzącego i wychodzącego dowódcę oddziału. Cóż to chyba jeden z tych cichych. No trudno. Utrzymywał przez chwilę kontakt wzrokowy z Beccą dobrze wiedząc, że chce usłyszeć jego ekspertyzę. Włożył skręconego papierosa do ust. Przeniósł się bliżej wyciągi klimatyzacyjnego. Oparł się barkiem o ścianę. Mimo wszystko pomieszczenie wypełnił zapach, ale nie per se jaki się spodziewali. Słodki, ale owocowy.
- Nie chodzi o zwykłe uszkodzenia, musi wyglądać realistycznie chociaż też nie wiem czy będziemy w pancerzach mogli, aż tak paradować. - Wzruszył ramionami zaciągając się. - Chyba, że jak zawsze wywiad miał wyjebane w zrobienie podstaw i dosłownie lecimy tam na czuja. Co najwyżej dostaniemy bieda projekty budynków tego co należało kiedyś do Przymierza. - Westchnął - Oczywiście to najgorszy scenariusz, miejmy nadzieje, że będzie inaczej.
Uśmiechnął się do dwójki towarzyszy. Jego przymrużone oczy stawały się już powoli przymknięte. Każdy miał swoje sposoby na wyluzowanie. Strikera niestety do najlepszych nie należała.
- Przeczuwam, raczej prędzej niż później, konflikt kompetencji i interesów. My lecąc na tą misje mamy to gdzieś. Uda się to dobrze, nie uda to wynosimy się stamtąd. Nie pierwszy i nie ostatni Agent, który padnie w terenie podczas tej wojny. - Przytrzymał trochę dłużej dym w płucach przez chwilę wykorzystując resztki swoich działających neuronów. W końcu odezwał się na wydechu. - Radna jest problemem. I to całkiem sporym.
Wyjątkowo szybko spalił to co miał spalić. Kolejny niedopałek trafił do plastikowego pudełeczka. Musiał szybko dokończyć to co miał do powiedzenia inaczej później mogło być ciężko. Szczególnie jak czuł już powolną chęć snu.
- Podczas takiej operacji nie jest wymagane potężne zgranie, ale umiejętności jakie ma Dagan. W sensie pewien rodzaj mindsetu. - Chciał to przedstawić jak najbardziej neutralnie. Żeby nie powiedzieć, że najlepiej mieć autyzm w wojsku bo robisz co ci każą i się mocniej nad tym nie zastanawiasz. - Radna go może nie mieć bo jedyne co będzie ją prowadzić to mrzonki o żyjącym bracie. Skoro minęły dwa lata od jego zaginięcia i nie potrafi się z tym pogodzić. Znaczy to tylko tyle, że może spieprzyć akcje w najmniej spodziewanym momencie.
Odbił się od ściany by powolnym człapiącym krokiem udać się na swoją koje. Dźwięk klapków roznosił się po pomieszczeniu. Był to dość absurdalny widok. Charles spędził prawie całe ostatnie 8 lat w transporcie. Nauczył się już czuć wszędzie jak w domu.
- W praktyce radna nie ma nad nami żadnej władzy bo odpowiadamy wojsku. To, że może uczestniczyć nie znaczy, że może zarządzać. Będzie musiała się słuchać Hearrowa tak jak wszyscy inni. - Oparł się o ściankę w głębi niższej koi i odpalił extranet. Nawet nie dało się już dojrzeć zbytnio jego sylwetki. - A właśnie apropo niego. Możesz opowiedzieć o nim coś więcej? Wyglądacie jakbyście się znali dość długo. Nie żeby mocno mnie interesowałą jego przeszłośc, po prostu chce wiedzieć czy będzie potrzeba fraggingu czy nie.
W dziwny spokój sposób powiedział coś co raczej dla większości żołnierzy mogło brzmieć dość okrutnie. Lata pracy pokazały jednak, że czasami takie rozwiązania to było jedyne rozwiązanie. Dowódcy potrafili podejmować dość dziwne decyzje jeśli byli pod wpływem emocji.
- Jedyne co mnie martwi to opuszczone instalacje wojskowe na planecie. Jeśli SST nie było głupie to zdążyli przed tym całym syfem wyciągnąć dane. Co niestety może ułatwić waszą dekonspiracje.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Cytadela

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość