Dzielnica mieszkaniowa położona na niższych poziomach stacji, do której w łatwy sposób można dostać się przy pomocy promu. Słynie z tego, że na jej terenie umieszczona jest Klinika Omegi. Dzielnica ta objęta jest strefą kwarantanny z powodu nieznanej plagi, która dziesiątkuje populację.
Jedynym sposobem na dostanie się do dystryktu Gozu jest przejście przez dystrykt Doru lub Kima.

Klinika S4

15 wrz 2015, o 10:50

Obrazek


Niezależna klinika podlegająca bezpośrednio pod Syndykat Asari. Przez lata była obiektem plotek, mówiących o zaginionych podróżnych, źródłem legend i strasznych historii opowiadanych przez dzieci. Wielokrotne kontrole nie wykazały nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu, leczenie jednak jest tu horrendalnie drogie, więc niewiele osób się na nie decyduje. Mówi się o niedostępnych częściach kliniki, przeznaczonych na laboratoria, prosektoria i inne niepokojące rzeczy, ale nikt nigdy do niczego takiego nie dotarł, a szokująco wysokie ceny zabiegów i fakt podlegania Syndykatowi pozostaje niewyjaśniony.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

15 wrz 2015, o 10:52

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Nie wiedziała ile czasu minęło.
Najpierw usłyszała ciche bzyczenie, na granicy słyszalności. To było całkiem ciekawe, biorąc pod uwagę, że inny dźwięk był dużo głośniejszy. Pikanie. Równe, wysokie, jednostajne. Dopiero po długiej chwili zorientowała się, że ma to samo tempo, co bicie jej serca.
Ale serce biło, to był jakiś plus.
Potem poczuła chłód. Powiew, niekoniecznie wiatru, bo powietrze było suche, sterylne. Klimatyzacja? Po jej odsłoniętej skórze przeszedł dreszcz. Nie po całej, bo część była zakryta, ale czuła, jak jej nagie ramiona i nogi pokrywają się gęsią skórką. Ale materiał był delikatny, miękki i cienki. Nie miał chyba dawać ciepła, tylko po prostu ją okrywać.
Dopiero wtedy udało się jej otworzyć oczy. Bzyczenie okazało się lampą, która przedtem zapewne była skierowana na nią, ale teraz ktoś ją uniósł i odwrócił. Pikanie z kolei dochodziło od urządzenia, którego kable przyklejone były do jej klatki piersiowej. Na monitorze wyświetlała się linia, załamująca się równomiernie z każdym piknięciem. Gdy Jaana uniosła głowę, jej oczom ukazał się stojak z kroplówką, ściekającą powoli do wenflonu tkwiącego w przedramieniu. Nagim przedramieniu.
Nie miała swojego pancerza, nie miała swoich ubrań. Była częściowo przykryta białym prześcieradłem, chyba tylko dla przyzwoitości. Wokół jej łóżka wisiały tak samo białe kotary, oddzielające ją od reszty pomieszczenia.
I nic więcej.
Nikt jej nie pilnował, przynajmniej nie bezpośrednio. Nikt nad nią nie stał, nie słyszała też kroków zza parawanów, było pusto i cicho. A ona była sama.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

15 wrz 2015, o 13:35

Jeden oddech. Drugi. Jakieś głuche dudnienie w piersi, jednostajny szum w uszach. Hej, zdaje się, że żyła.
Powoli odzyskując zmysły, odetchnęła głęboko. Napełniła płuca do granic możliwości, aż do palącego bólu, w kolejnej chwili opróżniając je bez pośpiechu. Otworzyła oczy.
Dokładnie takie krajobrazy śniły jej się po nocach. Dokładnie takie wspomnienia zdominowały całe jej dzieciństwo, zagrabione jej przez batariańskich handlarzy żywym towarem. No, może tylko bez kotar. Na Taitusie nikt się prywatnością nie przejmował, na Cronosie również nie. Powiedzmy więc, że to plus.
Drugim plusem był brak pasów. Zawsze, gdy przed oczyma miała obraz jakiejkolwiek kliniki, szło to w parze ze wspomnieniem krępujących ją, ciasnych pasów. Teraz nic podobnego nie było, więc... Plus. Plus numer dwa. A więc 2/10 jako ogólna ocena sytuacji, tak?
Serce wyło, by wyskoczyła z łóżka w TEJ CHWILI, by pozbyła się wkłutej w jej ciało igły, by... Nie. Nie zrobiła nic z tego. To byłoby głupie.
Przede wszystkim, nie wiedziała, gdzie dokładnie jest. Ponadto nie miała nic, co decydowało o względnym choćby poczuciu bezpieczeństwa - pancerz, broń, omni-klucz, wszystko jej zabrano. Co więc miała? Biotykę i gołe ręce. To nie szczyt marzeń, ale może - może - wystarczy. Na chwilę. Bo przecież zamierzała odzyskać swe wyposażenie. Przecież zamierzała uciec stąd w jednym kawałku.
Powoli jednak. Po kolei. Najpierw - kroplówka. Nie zamierzała pozwalać, by coś jej aplikowano, ale z drugiej strony - nie wiedziała, co robiono jej dotąd. Jeśli najpierw czymś ją zatruto, tam, w przeźroczystym worku, mogło być antidotum. Ogólnie więc nie wiedziała, czy w tej chwili jej szkodzą, czy może nie. Musiała to sprawdzić. Jeśli nie chciała paść plackiem na zimne kafelki, musiała zorientować się w szczegółach sytuacji.
Chciała więc usiąść, bardzo, bardzo powoli. Tak, by jej serce nie przyspieszyło. Tak, by odgrywany przez medyczną aparaturę rytm był dokładnie taki sam, niebudzący podejrzeń. Potrzebowała czasu, by przejąć kontrolę nad tym, co się działo i czas ten mogła zdobyć tylko nie zwracając na siebie uwagi. Tu, w pobliżu, chyba nikogo nie było, nie mogła jednak być tego absolutnie pewną. Musiała więc zakładać, że w zasięgu słuchu ktoś może przebywać. Musiała to zakładać, by ustrzec się od błędów.
Swą uwagę przeniosła więc na kroplówkę. Worki ze specyfikami zazwyczaj są opisane - choćby po to, by podający wiedział, że się nie pomylił, że wybrał odpowiedni lek, odpowiednią mieszankę. Jaana liczyła więc, że teraz będzie tak samo. Że na plastikowym opakowaniu będzie karteczka z jakąkolwiek informacją, co jest w środku. Ciemnowłosa musiała wiedzieć, co spływa do jej żył. Musiała wiedzieć, czy może wyciągnąć igłę, uwolnić się od tej nietypowej więzi.
Raz jeszcze odetchnęła powoli. Bała się, oczywiście, że tak. W tym wszystkim była jednak pewna myśl, która pozwalała jej zachować rozsądek. Myśl, że może doświadczenie nabyte w kontaktach z Cerberusem na coś jej się jednak przyda. Ostatecznie środowisko medyczne, czy po prostu stricte naukowe, nie było jej tak obce, jak powinno być dla szesnastoletniej dziewczyny.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

16 wrz 2015, o 18:41

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 20:03

Re: Klinika S4

16 wrz 2015, o 18:58

Sprawdzenie kroplówki mogło ją uspokoić. Z tego, co wyczytała na etykiecie, była to zwyczajna bomba witaminowa, więc jeśli podali jej coś dziwnego, niewłaściwego, negatywnie na nią wpływającego, to wcześniej, kiedy była nieprzytomna. A jak długo była pod wpływem tego, co wstrzyknęła jej Aeedra - tego nie wiedziała. Nie czuła się słabo, wręcz przeciwnie - jakby dobrze przespała noc i obudziła się pełna energii, gotowa na podbijanie świata. Tylko okoliczności były trochę niesprzyjające.
Kiedy powoli, ostrożnie usiadła, nic się nie wydarzyło. Równomierne pikanie pozostało równomierne, zza kotary nie dobiegły też żadne kroki. Nic nawet nie zaszeleściło, nie poczuła podmuchu powietrza świadczącego o jakimkolwiek poruszeniu. Fakt, że się obudziła, póki co nic nie zmienił.
Ale wciąż nie wiedziała, co znajduje się za zasłonami i gdzie dokładnie się znajduje. Fakt, że materiał zawieszony był na metalowych stojakach, świadczył o tym, że pomieszczenie jest większe, niż tylko to, co widzi dookoła siebie. Długie jarzeniówki szły przez wysoki sufit prawdopodobnie trochę dalej, niż zasięg wzroku Jaany. Faktycznie, ktoś tu jednak troszczył się o resztki prywatności, jakie można zapewnić komuś, kogo odarło się ze wszystkiego - pancerza, podstawowych urządzeń, ubrań i godności.
Po podniesieniu się do pozycji siedzącej Ritavuori mogła zauważyć kilka innych rzeczy. Po pierwsze, prześcieradło którym była przykryta, było na tyle duże, że mogła zrobić z niego prowizoryczną togę i liczyć na to, że nic jej spod niej nie wyjdzie, jeśli postanowi wybrać się na przechadzkę. Po drugie, obok łóżka stała niska szafka, na której czekała szklanka wody i coś, co wyglądało jak sałatka owocowa, na pierwszy rzut oka całkiem świeża. Poza tym szafka miała dwie szuflady, póki co zamknięte.
Po trzecie, prawa ręka dziewczyny była pokryta wieloma zadrapaniami i otarciami, na prawym biodrze i udzie miała sporo ciemnych siniaków, a lewą łydkę miała zabandażowaną. Nie bolało, właściwie żadne z tych obrażeń nie bolało, ale nie wiedziała też, co znajduje się pod opatrunkiem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

17 wrz 2015, o 10:55

Witaminy. Witaminy były spoko i spoko się je odłączało, czego Jaana nie omieszkała zrobić. Przyzwyczajona do igieł wbijanych w różne dziwne miejsca, w związku z tym nawet jakoś szczególnie się ze sobą nie cackała - ot, odkleiła mocujący wkłucie plaster i jednym, płynnym ruchem wyciągnęła podajnik. Oczywiście i tym razem uważała, by nie narobić hałasu - zamiast rzucić wężyk od kroplówki byle gdzie, odłożyła go ostrożnie na materac łóżka, unikając tym samym obijania go od stelażu mebla. Zakręciła też zaworek, by skapujące krople mieszanki nie pluskały na podłodze i nie nasiąkały w pościel.
Prześcieradło, oczywiście, zabrała. Owijając się nim ciasno, nie mogła tego uznać za strój wygodny, ale przynajmniej nie będzie paradowała nago - a to już coś. Bo, jasna sprawa, na przechadzkę zamierzała iść. Musiała. Musiała przecież się stąd wydostać.
Powoli jednak. Bez pośpiechu. Elektrody przyklejone do jej ciała wciąż pozostawiając na miejscu, zajęła się obrażeniami. Te były... Były. Ale nie bolały. Dziwne. Normalnie z podobnego spostrzeżenia by się cieszyła, teraz jednak nie wiedziała, czy powinna. Naukowcy byli cwani. Cholera wie, co mogli jej zrobić.
Oczywiście, najbardziej zainteresował ją bandaż na łydce, oględzinom poddała jednak każdy, najmniejszy nawet uszczerbek na zdrowiu. Siniaki, odrapania - obejrzała wszystko, nogę pozostawiając na koniec. Sięgając do bandaża, odwijała go bardzo, bardzo ostrożnie. Chciała zobaczyć, co się stało. To, że nie bolało, jeszcze nic nie znaczyło. Musiała wiedzieć, w jakim jest stanie. Musiała być świadoma swego ciała.
Jedzenia nie zamierzała ruszać, podobnie też wody. Czuła się względnie nieźle, nie zamierzała więc tracić czasu na pożywianie się. Tym bardziej, że odrobina paranoi przypominała jej, że zarówno w sałatce, jak i w piciu mogą być dodatki. Dodatki, których nie chciałaby sobie dostarczać. Póki więc nie padała na twarz z wyczerpania, póty nie zamierzała podwyższać ryzyka zatrucia się.
W międzyczasie nasłuchiwała też. Nie ulegało wątpliwości, że pomieszczenie jest większe, niż początkowo mogłoby się zdawać. A skoro jest większe, to być może jest tu więcej łóżek, a na nich - inni pacjenci. Gdzieś może siedzieć też pielęgniarka, albo w pobliżu może być ich pokój. Albo gabinet lekarski. Tak były zorganizowane standardowe szpitale, ale jak było tutaj? Ritavuori nie miała pojęcia. Musiała się zorientować.
Chwilę poświęciła też samej szafce. Dwie szuflady, które... Cóż, nie dostanie się do nich. Wyrywanie zamków biotyką, nad którą nie do końca panowała, byłoby głupie i nawet nie zamierzała tego próbować. Co innego, gdyby miała w dłoni taki, dajmy na to, skalpel. Coś ostrego. Ale raczej nic takiego tu nie ma, prawda? Przynajmniej nie w najbliższej okolicy. Rozejrzała się, oczywiście, nie robiąc sobie jednak nadziei. Uzbrojenie się w cokolwiek musiało zaczekać.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

17 wrz 2015, o 17:36

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 20:03

Re: Klinika S4

17 wrz 2015, o 17:59

Ciężko było stwierdzić co się jej tak właściwie stało. Zadrapania pokrywające przedramię i kawałek za łokciem wyglądały, jakby wdała się w bójkę z kimś o bardzo długich, ostrych paznokciach. Były jeszcze świeże, bo na części nie było nawet krwi, a wciąż jeszcze odznaczały się od jasnej skóry. Siniaki sprawiały wrażenie, jakby były skutkiem upadku, może ze schodów, a może z wysokiego łóżka. Albo jakby ktoś z całej siły rąbnął ją w biodro czymś twardym. Miednica jednak była cała, bo nie bolała przy poruszaniu się, była tylko wrażliwa na dotyk - w końcu krwiak był wielki i efektownie fioletowo-zielony.
Dopiero odwinięcie bandaża przyniosło więcej bólu. Warstwy bliższe skóry były przesiąknięte krwią, już zaschniętą, jakby opatrunek nie był zmieniany od dobrych kilku godzin. Pod nim znajdowała się gaza i dopiero oderwanie jej od łydki ukazało całość obrazka. Trochę nieprzyjemnego obrazka. Długie cięcie, zadane najprawdopodobniej omni-ostrzem lub innym nożem - bo skalpel, ani żadne z typowych narzędzi chirurgicznych nie sięgnąłby tak daleko w ciało - zaleczone było wstępnie medi-żelem. Ktoś założył też całkiem profesjonalny szew, który trzymał mięsień łydki w odpowiednim miejscu, bez niego prawdopodobnie kawałek nogi odstawałby i trochę przeszkadzał przy chodzeniu.
Ale, o dziwo, nie bolało to aż tak mocno, jak powinno. Bo zdecydowane powinno boleć jak jasna cholera, jeśli było równie świeże, co cała reszta obrażeń i nie zdążyło się jeszcze nawet porządnie zagoić. Nie krwawiło już, ale wyglądało nieciekawie. Pozostało pytanie dlaczego, ale tego nie miała się jak dowiedzieć w tym momencie.
W swoim niewielkim boksie nie znalazła już niczego więcej, a z całą pewnością niczego, co mogłoby posłużyć jako broń. To znaczy, w miejscach, które sprawdziła. Zakładając, że szuflady zamknięte są na klucz, nie spróbowała nawet zajrzeć do środka, ale to by też zwróciło na nią uwagę ewentualnych osób za parawanem, bo nie dało się ich wysunąć bezgłośnie. Tak samo jak odpięcie elektrod od klatki piersiowej. Tylko że nie wiedziała, czy ktoś tam w ogóle jest, a póki co nic nie zaburzało absolutnej ciszy, przerywanej tylko równomiernym pikaniem maszyny. Jeśli potrzebowała broni, musiała sobie radzić z tym, co miała tutaj. Łóżko, pościel, szafka, szklanka, metalowa miska i łyżeczka. Cóż, żadna z tych rzeczy nie wyglądała na szczególnie śmiercionośną. Ale była w końcu biotykiem, a to sprawiało, że nigdy nie była całkowicie bezbronna.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

17 wrz 2015, o 19:11

W porządku, czas na ostatnie kroki. Łydka... Łydka wyglądała źle, ale to tylko dodatkowo zmuszało Jaanę do działania. Nie mogła się użalać. Nie mogła tracić czasu na domysły, co się z nią działo. Wyrywała się? Miotała się w nieświadomości, sama prowokując obrażenia? Pocięli ją? Poddali już jakimś badaniom? W tej chwili to nie było istotne. Siedząc tutaj i tak niczego się nie dowie.
A więc - ostatnie przygotowania. Ponownie ciasno zawijając brudny opatrunek na nodze (nie była głupia, nie zamierzała odsłaniać rany i narażać się na zakażenie) jeszcze tylko przez chwilę zastanawiała się, dlaczego, do cholery, nic ją nie boli, by potem skupić się na rzeczach ważniejszych. Na tym, na co miała wpływ.
A więc broń. Tak jak sądziła, nie było tu nic przydatnego poza... poza szklanką. Szklanka. Ze szkła. Hej, to już coś. To dało się wykorzystać, trzeba było tylko wiedzieć jak.
Nadal nie chciała zwracać uwagi. Chciała dyktować warunki, nie podporządkowywać się. Wystarczyło, że raz popełniła błąd. Drugi raz już nie zamierzała.
Powoli wylała wodę w poduszkę. Tak, by nigdzie nie kapało. By nie rozległ się żaden dźwięk. Potem, ujmując puste naczynie w dłoń, wsunęła je między poduszkę - tę jedyną, mokrą - a materac łóżka i odetchnęła cicho. Biotyka. Potrzebowała biotyki, by ostrożnie stłuc naczynie. Jak najciszej. Tak, by warstwa materiału wystarczyła do stłumienia dźwięku. By brzęk - który rozlegnie się na pewno, to było oczywiste - nie przyciągnął niczyjej uwagi. By mogła się uzbroić w szklane odłamki nie ściągając przy tym żadnego towarzystwa.
Potem, niezależnie od tego, jak bardzo nahałasowała, sięgnęła po elektrody. No, to by było na tyle. Musiała stąd wyjść, a skoro tak, to musiała pozbyć się smyczy. Szarpnięciem oderwałaby wszystkie kable, po uwolnieniu się uzbrajając i jedną, i drugą dłoń w ostre fragmenty szkła z rozbitego naczynia. Spróbowałaby też otoczyć się barierą - ta nie uchroniłaby jej przed jakąkolwiek ostrą amunicją czy bronią białą, ale byłaby gotowym do detonacji ładunkiem, gdyby coś poszło źle.
No, to w drogę.
Zsuwając się powoli podeszła do kotary i odsunęła ją. Milimetr, dwa, może trzy. Tylko tyle, żeby zobaczyć, gdzie jest i co dzieje się w pobliżu.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

19 wrz 2015, o 14:53

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 20:03

Re: Klinika S4

19 wrz 2015, o 15:51

Woda powoli, bezgłośnie wsiąkła w pościel. Nie było jej wcale tak dużo, by nie dało się uniknąć skapywania na podłogę, ale nawet jeśli, to przecież był jeszcze materac, który część też zatrzymał. Szklanka, wsunięta pod puchową poduszkę, czekała posłusznie na delikatne uderzenie, które wystarczyłoby, żeby rozbić ją na mniej lub bardziej niebezpieczne odłamki.
I doczekała się.
Ładunek biotyki, który Jaana starała się wypuścić z palców ostrożnie i niezauważenie, okazał się dość potężnym wybuchem, nad którym dziewczyna nie była w stanie zapanować. Rąbnął w łóżko, przesuwając je jakieś półtora metra po podłodze, z głośnym zgrzytem, który wypełnił całe duże pomieszczenie. Ale szklanka pękła, choć zdecydowanie bardziej, niż Ritavuori chciała. Dobra strona tego, że rozpadła się na drobne kawałeczki, nie większe od jednego palca dziewczyny, była taka, że tak niewielkie odłamki mogła spokojnie schować niezauważenie w dłoni.
Odpięcie elektrod obyło się bez zbędnych ekscesów, choć niewiele rzeczy już mogła zrobić, żeby bardziej zwrócić na siebie uwagę. Jeśli ktokolwiek mógł ją usłyszeć, to prawdopodobnie już wiedział, że się obudziła. Po barierze, którą dziewczyna uruchomiła, przeszła niebezpiecznie ciemna fala, ale nic nie wybuchło, nie detonowała się wbrew jej woli. Ale w chwili, gdy otoczyła się nią, zza kotary dobiegło ciche westchnięcie i stuknięcie, jakby ktoś odłożył coś na plastikowy blat.
Kiedy Ritavuori odchyliła kawałek zasłony, by wyjrzeć poza swój wydzielony skrawek pokoju, nie zobaczyła wiele, ale z całą pewnością widok był... nietypowy. Na podłodze leżał gruby, biały dywan, wygodne umeblowanie w postaci okrągłych foteli i stolika wskazywało na coś, co można było uznać za pomieszczenie wypoczynkowe, a na ścianie zawieszony był sporych rozmiarów telewizor, na którym wyświetlał się jakiś wyciszony vid - z punktu widzenia Jaany nie było widać, jaki konkretnie.
I w chwili, gdy Ritavuori wychylała się niepewnie zza kotary, gdzieś z drugiej strony dobiegło ciche kaszlnięcie.
- Wstałaś już - stwierdził ktoś i jasne było, że słowa skierowane były do niej. Głos był delikatny i wysoki - najwyraźniej należący do dziewczyny, albo młodej kobiety. Nie było jednak słychać kroków. Nikt się nie zbliżał. - Możesz wyjść, nie bój się. Tu są dla ciebie ubrania.
Kolejne stuknięcie i szelest materiału. Nic więcej. Towarzyszka Ritavuori nie poganiała jej, nie nalegała, pozwalała dziewczynie wyjść wtedy, kiedy będzie gotowa. Z powrotem zapadła cisza, teraz już nieprzerywana nawet pikaniem urządzeń, które po odłączeniu wyłączyły się automatycznie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

19 wrz 2015, o 16:42

Co... Co? Nie bój się. Strach? Nie, to co towarzyszyło w tej chwili Jaanie to nie był strach. Lęk dość łatwo zdominowany został przez absolutne zaskoczenie i niepewność wynikłe z tego, że... Miało być inaczej. Innego widoku spodziewała się za kotarą. Po tym, jak biotyka wymknęła jej się spod kontroli - Ritavuori podsumowała to głuchym, zwierzęcym niemal warknięciem - była przekonana, że pierwszym, co zobaczy, to cała eskadra mało sympatycznych asarii, których celem będzie jej ostateczne spacyfikowanie. Ale... to? To? Wolne żarty.
Nie wiedzieć kiedy ponownie wrócił niepokój, tym razem jednak silniejszy - jak gdyby niecodzienne otoczenie było nie sceną uspokajającą, ale wręcz żywcem wyjętą z horroru.
Wyraźnie się spięła, ale jasnym było, że nie może stać w miejscu. Ostatecznie, wiedząc, że ukrywanie się i tak nie ma już sensu, rozsunęła kotarę szerzej i uczyniła kilka kroków do przodu. Kilka, to znaczy tylko tyle, by rozejrzeć się szerzej. By zobaczyć, kto do niej mówi i gdzie są te wspomniane ubrania. Potrzeba ucieczki to jedno, ale przecież nie zrezygnuje z ciuchów, zapewne znacznie wygodniejszych od prowizorycznej togi z prześcieradła.
- Gdzie jestem? - mruknęła, starając się nie brzmieć na tak rozdrażnioną i przerażoną, jaką była. Odłamki szklane rzeczywiście kryjąc w dłoniach (których zaciśnięcie w pięści mogło być traktowane za naturalny objaw spodziewanego teraz zdenerwowania) i nie rezygnując z przygotowanej przed momentem bariery, rozejrzała się ostrożnie, póki co nie ruszając się dalej z miejsca.
Na miłość boską, co to za chora historia?
- Gdzie moje rzeczy? - Drugie z pytań, które po prostu musiała zadać. Raczej nikt nie oczekiwał, że Jaana tak po prostu ten temat ominie.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

20 wrz 2015, o 13:32

Wyjście zza zasłony, która do tej pory stanowiła swoistą barierę między Jaaną a tym, co naprawdę działo się dookoła, sprawiło, że mogła się wreszcie lepiej rozeznać w tym, gdzie się znajdowała. Co nie znaczyło, że to, co zobaczyła, cokolwiek jej wyjaśniło. Kotary zasłaniające przedtem resztę pomieszczenia okazały się raczej tym, co oddzielało od reszty sporego pomieszczenia niewielki kącik Ritavuori. Kącik, który zajmował może jakąś jedną szóstą przestrzeni między ścianami.
Reszta pokoju umeblowana była w takim samym stylu, co fragment, który dziewczyna zobaczyła wcześniej. Biały dywan zajmował połowę podłogi, tę pod zestawem wypoczynkowym. Wid, który wyświetlał się na telewizorze, na pierwszy rzut oka był romansidłem albo dramatem, zapewne asari. W chwili, gdy Jaana spojrzała na ekran, jakaś błękitnoskóra zsuwała się ze stołka barowego, ściągając za sobą szklankę, która rozbiła się na ziemi. Ale dźwięk nadal był wyciszony. Przy najbliższej ścianie stał drewniany regał składający się z dziewięciu szafek, tworzących równy kwadrat. Na jednym z foteli leżał miękki koc, zwinięty teraz niedbale, jakby całkiem niedawno był używany. Wszystko, absolutnie wszystko było białe.
Gdy Ritavuori się odwróciła, jej wzrok padł na dwoje drzwi - jedne na wprost, a drugie po lewej, tuż obok oddzielonego zdobionym parawanem łóżka. Nie wiedziała do czego prowadzą, ale tak czy inaczej wyglądały obiecująco. Od wszechobecnej bieli pomieszczenia najmocniej odcinała się jasno fioletowa skóra młodziutkiej asari, siedzącej przy niedużym stole w czymś, co wyglądało jak aneks kuchenny, z datapadem z dłoniach.
Uniosła spojrzenie wielkich oczu na Jaanę i przekrzywiła lekko głowę, przyglądając się jej. Niełatwo było stwierdzić ile ma lat, ale gdyby porównywać ją do ludzkiej nastolatki, to wyglądała na niewiele od dziewczyny starszą. Siedemdziesiąt? Osiemdziesiąt? Mogła tylko zgadywać. Ubrana była w równie biały co reszta pokoju kombinezon i sięgające kostek buty.
- Trzy górne szafki są twoje - rzuciła, jakby nigdy nic. - Mam nadzieję, że Aeedra trafiła z rozmiarem.
Jeśli Jaana postanowiła skorzystać z sugestii, na półkach znalazła poskładane ubrania - bluzki, spodnie, kombinezony, bieliznę, trochę podstawowych kosmetyków. Wszystko było jednak wyraźnie wybierane przez asari, więc nie do końca wyglądało jak rzeczy, które dziewczyna nosiła do tej pory. Ale rozmiar pasował.
- Jesteś w klinice - odparła w międzyczasie jej... strażniczka? Współlokatorka? - Jak twoja noga? Bardzo boli? - odłożyła datapad i odsunęła krzesło, by wstać. Była niska, drobna, bardzo filigranowa, nawet jak na asari. - Nie wiem gdzie są twoje rzeczy - wzruszyła ramionami, a jej twarz wyrażała szczery żal. - Przywieźli cię tu z łóżkiem i sprzętem, tak jak się obudziłaś. Co ci zabrali? Dużo miałaś? - skinęła głową w stronę prowizorycznej kuchni. - Chcesz coś zjeść?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

20 wrz 2015, o 14:09

Chaos, dokładnie to miała teraz w głowie. W milczeniu słuchając słów młodej asarii (na miłość boską, przecież to jeszcze dziecko... no, w porządku, nie dziecko, a nastolatka, gdyby oceniać ją ludzką rachubą) jak automat podeszła do wskazanych jej szafek. Tak było prościej, robić wszystko krok po kroku. Nie wybiegać planami zanadto do przodu.
Zresztą, jakimi planami? Wszystko wzięło w łeb w momencie, gdy pomieszczenie okazało się być nie salą szpitalną, a mieszkaniem. Cholernym mieszkaniem.
Skupiała się na prostych rzeczach, by nie oszaleć. By nie wpaść w panikę, na którą nie mogła sobie pozwolić. Z tego samego powodu wciąż starała się ukrywać przed wzrokiem tamtej szklane odłamki. Nie chciała się pozbywać tych fragmentów - dawały jej jako takie poczucie bezpieczeństwa, były jej punktem zaczepienia - a była przekonana, że zostałyby jej odebrane tak jak wszystko, co miała.
- W klinice. - Szperając w ciuchach, szukała bardzo konkretnych rzeczy. Bielizny, oczywiście. Jakichś spodni, najchętniej szerokich, wygodnych, z pasem i kieszeniami. Bluzki bądź bluzy, tutaj kieszenie również byłyby pożądane, podobnie też pasek do spięcia w talii, gdyby ubranie było za luźne czy po prostu niedopasowane. Buty. Gdyby jakimś cudem znalazła też rękawiczki - bez palców, ale chroniące nadgarstek - je również by zabrała. Koncentrując się na takich szczególikach, Jaana walczyła o trzeźwość umysłu.
Przecież musiała stąd uciec, do cholery. Wrócić na Kuguara. Nie osiągnie tego poddając się przerażeniu.
- W klinice nie zamyka się zdrowych ludzi. - Gdy dokonała wreszcie wyboru stroju, w kilku krokach wróciła za kotarę. Przecież nie zamierzała przebierać się na oczach nieznajomej, nawet jeśli ta była mniej więcej w jej wieku (umownie, wiadomo) i nawet jeśli wcześniej miała okazję zobaczyć ją nagą.
- Co tu robią? - zapytała już zza prowizorycznego boksu, uwalniając się od prześcieradła i naprędce wciskając w nowe ciuchy. - Co mi tu zrobili? - rzuciła kolejne pytanie, wyraźnie akcentując zaimek.
Będąc już ubraną, ponownie szarpnięciem odsunęła kotarę - tym razem już do końca - i stanęła naprzeciw asari. Gdyby znalezione ubrania rzeczywiście miały choć jedną kieszeń, szklane odłamki trafiłyby tymczasowo właśnie tam.
- Noga. Nie. Nie boli. A powinna - warknęła cicho, jednocześnie wpadając jednak na pewien pomysł. - Nie zadbali o opatrunek. Muszę go zmienić - oświadczyła spokojniej. Nawet, jeśli nie pozwolą jej zrobić tego samodzielnie, konieczność zadbania o czystość rany będzie wymagała albo wyprowadzenia ciemnowłosej z tego dziwnego pokoju, albo przywołania tu kogoś jeszcze. W tej chwili oba rozwiązania byłyby dobre, Ritavuori szukała przecież odpowiedzi.
- Wszystko - burknęła. - Zabrali mi wszystko. Omni-klucz. Dokumenty. - Odetchnęła powoli, próbując się uspokoić. Istniało prawdopodobieństwo, że ta tutaj nie jest niczemu winna, że może nie było potrzeby być dla niej niemiłą. Może mogłaby wykorzystać ją jako źródło informacji? To właśnie dlatego wymieniła jakieś podstawowe rzeczy - broń i pancerz, oczywiście, pominęła, ale coś musiała podać. Pozory zaufania.
Oczywiście, nie przeszkadzało to Jaanie w traktowaniu młodej jako pierwszej, ewentualnej ofiary. Jeśli powrót do swoich wymagałby unieszkodliwienia tej tutaj, nastolatka nawet by się nie zawahała.
- Batony energetyczne. Masz? - Choć z jednej strony wolałaby trwać w swoim postanowieniu o nie przyjmowaniu jedzenia, z drugiej wiedziała, że nie pociągnie tak długo. Była biotykiem, w dodatku niestabilnym. Jeśli nie wykończy jej ta klinika, równie dobrze mógłby to zrobić własny metabolizm. Ritavuori zdecydowała się więc na najbezpieczniejszy wariant - jedzenia w firmowym, nienaruszonym opakowaniu - który dałaby radę zaakceptować.
Rozglądając się po pomieszczeniu uważnie (to oczywiste, że wciąż szukała rzeczy, które mogłaby w jakiś sposób wykorzystać), po chwili znów spojrzała na młodą.
- Co to jest za miejsce? - zapytała wprost, tym razem mając na myśli tylko to pomieszczenie. - I kim ty w ogóle jesteś? Dla mnie? Dla nich? - Oni byli z pewnością pracownikami kliniki. - Kto mnie tu przywiózł? Aeedra? Kiedy? Coś mówili?
Jakkolwiek chciałaby ukryć zdenerwowanie, nie do końca sobie z tym radziła - potok pytań był doskonałym tego objawem.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

21 wrz 2015, o 18:22

Jedyne spodnie, jakie Jaanie udało znaleźć w szafce, do szczególnie szerokich nie należały. Zapinane wysoko, przynajmniej posiadały więcej niż dwie kieszenie - te ich miały cztery, więc to już mógł być jakiś sukces. Dwie z przodu i dwie niżej, gdzieś w połowie uda. Bluzki były proste, zwyczajne, wszystkie w tym samym, białym kolorze, ale za to z sąsiedniej szafki udało się jej wygrzebać kremową bluzę z kapturem. Rękawiczek nie było. Po co miałyby jej być potrzebne w pomieszczeniu, które wydawało się niemal całkiem sterylne?
- Co tobie... noo... - asari podrapała się po szyi. - Generalnie to byłaś w jakiejś histerii jak cię tu przywieźli, myślałam że pamiętasz. Rzuciłaś jedną z sanitariuszek o ścianę tak, że złamałaś jej kręgosłup. Musieli cię jakoś uspokoić - wzruszyła ramionami. - Prawie nie reagowałaś na ból, dlatego...
Spojrzała na nogę Ritavuori i nie dokończyła już zdania, wychodząc z założenia, że nie musi, bo przecież obie wiedzą o co chodzi. Nie zwróciła uwagi na odłamki szkła, jakby nie spodziewała się nawet, że dziewczyna może coś takiego posiadać. Bo do czego byłoby jej to potrzebne? Były tu tylko we dwie, a asari nie miała broni. I nie było takiej tu nigdzie widać. Najgroźniejszym przedmiotem w pomieszczeniu wciąż chyba była stłuczona szklanka.
- A, opatrunek. Ktoś tu przyjdzie później, ale na razie możesz sobie zmienić sama, albo mogę ci pomóc - asari była najwyraźniej przyzwyczajona do samoobsługi medycznej, bo wyraźnie nie widziała w problemu w zajmowaniu się własną raną. Skinęła głową w stronę łazienki. - Tam jest apteczka, właściwie cała szafka takich rzeczy.
Na wzmiankę o batonach energetycznych odwróciła się i schyliła do szafki w kuchni, znikając za stołem. Do Jaany dobiegły dźwięki przesuwanych kartonów i szklanych naczyń. I w tej chwili bariera, którą się otoczyła, postanowiła eksplodować, przewracając stojącą nieopodal aparaturę do której przed chwilą była przypięta i rozsuwając meble w wypoczynkowej części pomieszczenia. Asari podniosła się zza stołu i uniosła brwi.
- Na twoim miejscu bym tego nie robiła - rzuciła tylko, po czym wysypała na stół trochę gotowego jedzenia. Batony, niekoniecznie energetyczne, bardziej słodycze. Paczki wafli i jakiegoś chleba z Thessii, niewielkie nieotwarte paczki soków owocowych. - Częstuj się.
Zupełnie nie przejęła się biotycznym wybuchem, wróciła tylko na swoje krzesło i podciągnęła nogi tak, by usiąść po turecku. Podniosła datapad i uruchomiła go ponownie, jakby uznała rozmowę za skończoną.
- A... hmmm... - po kolejnej lawinie pytań uniosła spojrzenie na Jaanę i zmarszczyła brwi. - To ty nie wiesz? - zamilkła na dłuższą chwilę i zamyśliła się, stukając kantem datapadu w stół. - Przywieźli cię tu dwa dni temu. Tak, Aeedra. Mówili że mam znać kiedy się obudzisz i że pewnie będziesz głodna, więc... zrobiłam ci sałatkę. Nazywam się Suyrrae T'Hato. Dla ciebie jestem... - kolejna pauza, tym razem długa. Bardzo długa. Aż wreszcie westchnęła. - ...obowiązkiem. Jak dla wszystkich po kolei. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

21 wrz 2015, o 20:57

Ubrana, poczuła się lepiej. Jeszcze nie dobrze, ale... lepiej. Po prostu. Wystarczająco dobrze, by odetchnąć powoli i pomyśleć rozsądnie. Była cholera wie gdzie, cholera wie z kim, cholera wie ile czasu. To nie brzmiało dobrze. Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, że brzmiało tragicznie, tak źle, jak dawno nic. Najłatwiej w takiej sytuacji byłoby się po prostu poddać. W sumie umiała to całkiem nieźle, nie? Machała białą flagą na Taitusie i przez pewien czas na Cronosie.
Tylko właśnie, w końcu machać przestała i bycie niezależną za bardzo jej się spodobało.
Gdy ponownie spojrzała na asari, gotowa była już nie zamordować jej od razu. Ostatecznie ta tutaj była w tej chwili jedynym źródłem informacji, na jakie Ritavuori mogła liczyć, a że mówiła stosunkowo chętnie, to głupotą byłoby tego nie wykorzystać. Jaana odetchnęła więc cicho, oparła się o ścianę i, zaczepiając kciuki o szlufki spodni, spojrzała na Suyrrae nieco panując nad swą niechęcią.
- W histerii - parsknęła cicho. - Ależ skąd, to były po prostu wybuchy szczęścia. Kto by się nie cieszył w takiej sytuacji? - Zazgrzytała zaciśniętymi zębami. Bycie sympatyczną jakoś średnio jej wychodziło. - Nie. Nic nie pamiętam. Nie pamiętam, ciekawe dlaczego? Przez kogo? - Skrzywiła się. Bogowie, dajcie cierpliwość. I siłę. Dużo siły.
Wzmiankę dotyczącą zmiany opatrunku zbyła na razie milczeniem - tak, zamierzała go sobie zmienić, zamierzała zobaczyć, jakież zapasy medyczne można tu znaleźć, ale to zaraz - zamiast tego zainteresowała się natomiast jedzeniem.
I ekspresowym przemeblowaniem pokoju wypoczynkowego.
Na komentarz asari prychnęła tylko cicho, nic na ten temat nie mówiąc. Nawet nie zamierzała pytać, dlaczegóż to nie powinna nic podobnego robić. Przecież zamierzała zrobić dużo więcej.
Wszystko, byle tylko wrócić na Kuguara.
Tymczasem jednak zbliżyła się do stołu i sięgnęła po najbliższe wafle. W porządku, nie do końca o to jej chodziło, ale kalorii miało dużo. Na razie powinno wystarczyć.
- A powinnam? - zapytała, znacząco unosząc brwi i opadając w końcu na jedno z krzeseł obecnych w aneksie. Chyba oczywiste, że gdyby wiedziała, to by nie pytała. - Masz dać znać. Zrobiłaś to już? - Zmarszczyła brwi, ponownie wyraźnie się spinając. Świetnie. Świetnie, doskonale.
To jednak nie koniec, niespodzianek było więcej.
- Obowiązkiem. Jakiego rodzaju? - zapytała powoli, ostatecznie jednak nie wytrzymując. - Na bogów, możesz mi po prostu w kilku żołnierskich słowach wyjaśnić, co ja tu, do kurwy nędzy, robię?
Cóż. Cierpliwość nie była najmocniejszą stroną Ritavuori, podobnie jak stosowany w chwilach irytacji język.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

26 wrz 2015, o 15:58

- Noo... ja nie wiem - asari podrapała się po głowie. - Pewnie dlatego, że nie chciałaś tu przyjść i tak było łatwiej. Aeedra nie lubi się odwoływać do przemocy. To znaczy takiej... wiesz. Zbędnej. Prawie nie używa biotyki, ze względu na mnie.
Opuściła wzrok z powrotem na datapad i skupiła się na przesuwaniu wzrokiem po linijkach tekstu. Po chwili namysłu sięgnęła jednak po kolejne wafle, najwyraźniej zainspirowana chrupaniem Jaany. Odłamała kawałek i wsadziła sobie do ust, wpatrując się w jedzącą dziewczynę pełnym zainteresowania spojrzeniem. Na kolejne pytanie - czy kogoś już poinformowała - pokręciła tylko głową w milczeniu. Pytanie tylko czy Ritavuori była w stanie w to uwierzyć. Ale póki co nikt nie wpadł do pomieszczenia z gigantyczną strzykawką i pasami, którymi chciałby młodą przypiąć z powrotem do łóżka. Zza ścian nie dobiegały nawet żadne dźwięki, jakby to prowizoryczne mieszkanie wisiało w próżni. I kolejnym, co w tej chwili rzuciło się Jaanie w oczy, był brak okien. Tylko dwoje drzwi, żadnych innych wyjść. Na ścianie nad łóżkiem wisiał holograficzny obraz z krajobrazem, który mógł pochodzić tylko z Thessii i to było jedyne, co dawało jakieś poczucie istnienia świata poza tym pokojem.
- Mieszkałam tam kiedyś - powiedziała Suyrrae, podążając wzrokiem za spojrzeniem Ritavuori. - To był mój widok z okna. To znaczy, nie z mojego okna. To znaczy z kliniki. Był tam taki park i czasem mogłam wychodzić na zewnątrz, spacerować przy tym stawie. Drzewa miały zawsze czerwone liście, przez cały rok.
Zamilkła i wróciła do postukiwania brzegiem datapadu o blat stołu, przez długą chwilę wpatrując się zmrużonymi oczami w Ritavuori. W końcu westchnęła.
- Z moją biotyką jest coś... coś nie tak - przyznała. - Nie powinno być. Jestem asari. Asari nie powinny mieć niczego nie tak z biotyką. No i... badania, badania, badania, przez całe życie - wzruszyła ramionami, jakby nie było o czym gadać, ale na jej twarzy pojawił się wyraz irytacji. - Podobno możesz mi pomóc. Zawsze mnie porównywali ze zdrowymi, próbowali przeszczepów, to wszystko... - westchnęła ponownie i odwróciła głowę w stronę części wypoczynkowej. Na jej prawej skroni i nad uchem widniała w miarę świeża blizna, ale nie była jedyna. Asari była pokrojona, prawie wszędzie, tylko z daleka na jej skórze cięcia nie odznaczały się tak bardzo. Cienka linia wzdłuż mostka, widoczna w dekolcie. Jedna ze źrenic niereagująca na światło. Fragment bez łusek przy samym grzebieniu. Kiedy podciągnęła szerokie rękawy do łokci, oczom Jaany ukazały się dwa wenflony w błękitnych przedramionach, przyklejone szerokimi plastrami chyba na stałe.
- Teraz chcą spróbować inaczej - wzruszyła ramionami i opuściła rękawy, sięgając po kolejny wafel. - Ty jesteś inna. Nie bój się - powtórzyła. - Nic ci nie zrobią.
Zapatrzyła się w swój posiłek. Wyraz jej twarzy szybko przeszedł z irytacji w smutek. Suyrrae miała nastroje zmienne jak typowa nastolatka - początkowo podekscytowana Jaaną, zdążyła już przejść chyba pięć różnych nastrojów podczas tej jednej rozmowy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klinika S4

26 wrz 2015, o 18:09

Zajadanie wafli pozwoliło jej, o dziwo, nie tylko pozbierać myśli, ale też względnie się uspokoić. Prosta, monotonna czynność i słodki smak na języku działały jak niezły lek wyciszający, tym bardziej skuteczny, że na razie nie działo się nic więcej, co mogłoby wytrącić Jaanę z równowagi. Co więcej, wyjaśnienia udzielane przez Suyrrae brzmiały całkiem przekonująco i... Ok, Ritavuori nie była skłonna od tak porzucić swych planów o ucieczce, ale przynajmniej mogła nieco zwolnić, opanować się, przypomnieć sobie o rozsądku. Szarża na którekolwiek z drzwi rozwiązaniem z pewnością dobrym by nie była i dobrze, że nastolatka już sobie to uświadomiła. Jeśli chciała stąd wyjść, musiała działać powoli i pamiętać o tym, że nic, absolutnie nic nie jest tu pewne. Zaufanie? Wolne sobie, ono też nie miało tutaj racji bytu.
Powstrzymała się jednak o komentarza na temat dobroci Aeedry, podobnie ugryzła się też w język, nie formułując zjadliwej odpowiedzi także na kolejne słowa asari. Odpowiedzieć, oczywiście, odpowiedziała, ale w sposób znacznie bardziej przystępny i cywilizowany.
- Coś nie tak - powtórzyła cicho, w milczeniu przyglądając się uszczerbkom na ciele młodej. Biorąc pod uwagę, że i tak nie bardzo wierzyła w to, że nic jej nie zrobią, obrazek, jaki prezentowała sobą Suyrrae nie nastrajał dobrze. Tym niemniej panika była teraz ostatnim, czego Jaana potrzebowała, więc...
- Co dokładnie nie tak? - zapytała spokojne, tym razem nie musząc udawać zaciekawienia. Była ciekawa. Wiedząc, co się dzieje z Suri (mając problemy z wyartykułowaniem imienia młodej asari nawet w myślach, Ritavuori szybko uprościła je nie do końca odpowiednim, ale na pewno wygodnym zdrobnieniem), być może mogłaby domyśleć się, czego oczekuje się od niej samej.
Pomóc. W jaki sposób? Przecież ona sama potrzebuje pomocy. Przecież ją samą wciąż trzeba pilnować. Jak miałaby pomóc komukolwiek?
Oczywiście, miała w głowie sposób, który rzeczywiście był w jej zasięgu. Jedną drogę, która mogłaby umożliwić jej faktyczne wsparcie asari. Póki nie wiedziała jednak, co tak naprawdę doskwiera Suri, póty nie zamierzała nad niczym zastanawiać się na poważnie. Najpierw zbieranie materiału, potem jakiekolwiek decyzje.
Jednocześnie, nie chcąc tracić czasu, podniosła się od stołu i, otrzepując dłonie z okruchów, obejrzała się w kierunku wskazanej jej przedtem łazienki.
- Pójdę zmienić ten opatrunek - stwierdziła z westchnieniem i jak powiedziała, tak też uczyniła. Wkraczając do łazienki, drzwi pozostawiła otwarte - nie chciała utrudniać sobie prowadzenia rozmowy, tym bardziej nie chciała też jej przerywać - co jednak nie przeszkodziło jej w przeszperaniu medycznych zapasów dziwnego mieszkania. Chciała wiedzieć, czy jest tu coś przydatnego. Zmiana brudnego opatrunku była, oczywiście, priorytetem, ale gdyby podczas kompletowania potrzebnych jej elementów znalazła też coś, co mogłoby przydać się później (skalpel, choćby taki jednorazowy? strzykawki z adrenaliną? nożyczki do rozcinania ubrań?), gotowa była zapakować to do którejś z posiadanych kieszeni.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Klinika S4

27 wrz 2015, o 11:40

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 20:03

Re: Klinika S4

27 wrz 2015, o 12:50

Asari przez chwilę milczała, przygryzając od środka policzek. Ale zdawała sobie sprawę z tego, że musi Jaanie powiedzieć co jest nie tak, więc w końcu się przemogła.
- Boli - rzuciła krótko. - Bardzo boli.
Może nie widziała sensu w przedstawianiu Ritavuori całej swojej medycznej historii, albo uznała że dziewczyna tego i tak nie zrozumie, a może po prostu sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Biorąc pod uwagę, że nie wyglądała już jak dziecko i że Republiki Asari nie były wcale w tyle z medycyną, wręcz przeciwnie, to z pewnością wiele już lat poświęcono jej przypadkowi. Mniej lub bardziej intensywne leczenie, z całą pewnością mnóstwo badań, na coraz to nowszych sprzętach. Jaana nie wiedziała kim jest Suyrrae, ale skoro jej przypadek kontroluje sama T'Loak, to nie mogła być jedną z wielu, anonimem.
- Do tego jest... jest jej niewiele. Zupełnie odwrotnie niż u ciebie - asari skinęła głową na rozsunięte meble. - Dlatego chcą przeprowadzić badania i może na ich podstawie coś... nie wiem, może coś zmienią we mnie wreszcie - westchnęła i włączyła omni-klucz. - Dam znać że wstałaś. Powinni cię zbadać, jesteś pewnie na mocnych lekach. Jak się czujesz tak w ogóle? Pomóc ci z tym opatrunkiem, czy sobie poradzisz? W dolnej szufladzie są bandaże i inne takie. Często mdleję i czasem robię sobie krzywdę, więc... bardziej im się opłacało wszystko mi tu zostawić, niż ciągle kogoś wysyłać.
Suyrrae mówiła dużo. Musiało jej brakować towarzystwa. Ale z jakiegoś powodu tkwiła zamknięta w klinice i musiało to być więcej, niż tylko tyle, że próby panowania nad biotyką ją bolą i to, że mdleje.
Łazienka była spora i zdecydowanie lepiej wyposażona, niż zwykła łazienka w miejscach takich jak to. Już sam fakt dużej wanny z hydromasażem był dziwny, nie wspominając o mnóstwie świec zapachowych, miękkim zielonym szlafroku zawieszonym od wewnątrz na drzwiach i stercie gazet w kącie. To pomieszczenie było dużo mniej sterylne na pierwszy rzut oka, niż pokój.
No i miało okno.
Niewielkie, ale było, wysoko pod sufitem. Z dołu Jaana widziała przez nie tylko inne budynki Omegi, skąpane w jej pomarańczowym świetle. Ten widok dość mocno psuł wrażenie zawieszenia w próżni.
Przeszukanie łazienki nie było niczym niewłaściwym, w końcu nie musiała wiedzieć co gdzie jest i miała prawo grzebania w szufladach. Prawie połowa była pusta, wnioskując z obecnej sytuacji - przeznaczona na rzeczy Ritavuori. Z ciekawszych znalezisk w jej ręce trafił obcinacz do paznokci i mocne leki przeciwbólowe. We wspomnianej dolnej szufladzie znalazła bandaże i jałowe opatrunki, plus płyny odkażające i trochę standardowych leków. Typowe wyposażenie apteczki.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Następna strona

Powrót do Dystrykt Gozu

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość