Dzielnica mieszkaniowa położona na niższych poziomach stacji, do której w łatwy sposób można dostać się przy pomocy promu. Słynie z tego, że na jej terenie umieszczona jest Klinika Omegi. Dzielnica ta objęta jest strefą kwarantanny z powodu nieznanej plagi, która dziesiątkuje populację.
Jedynym sposobem na dostanie się do dystryktu Gozu jest przejście przez dystrykt Doru lub Kima.

Bar Astarte

10 gru 2021, o 02:38

Obrazek
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Bar Astarte

10 gru 2021, o 02:53


Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Mila Račan, Crassus Curio, Charles Striker, Victor Karajev, Kiru, Isha D'veve


“The more elaborate his labyrinths, the further from the Sun his face.”

Wyświetl wiadomość pozafabularną


Niewiele informacji otrzymali na początek.
Samo zgłoszenie się do zlecenia nie wystarczyło - przynajmniej nie z pozoru. Gdy każde z nich przesłało swoją aplikację, odczekali całe trzy dni nim ktokolwiek skontaktował się z nimi z powrotem. Być może w natłoku życiowych obowiązków, część z nich nawet nie zauważyła upływającego czasu, jednak ci, którzy zawodowo trudzili się tego typu pracą zleceniową mogli zacząć z wolna rozglądać się za czymś innym.
Trzy dni to bardzo dużo, jeśli od tej wypłaty zależy twoje przyszłe przeżycie.
Niemniej, odpowiedź wreszcie nadeszła. Ich zleceniodawca był bardzo tajemniczy, co nie powinno ich dziwić jeśli wcześniej operowali w tym fachu. Z tego, co mogli wydedukować, wiedzieli, że jest ściśle związany z Enzo Vilchisem, który był ich celem. Czy jednak była to relacja czysto biznesowa, czy też łączyło ich coś więcej, to pozostawało w sferze domysłów. Zresztą, nie tylko to - cały ten kontrakt śmierdział na kilometr, lecz nagroda była tak sowita, że wynagradzała wszelkie wątpliwości. Opis skonstruowano tak, by podnieść prestiż tego jakże honorowego zadania, sprawiając, że mogli poczuć się zaszczyceni gdy ich omni-klucze pisnęły nową wiadomością.
Enzo Vilchis, bogaty i wpływowy turianin, który lata temu odrzucił swoje powiązania z Hierarchią, ostatnim razem komunikował się ze światem zewnętrznym będąc na stacji Nyx w Systemach Terminusa. Ich zadaniem było odnalezienie go na miejscu, zagwarantowanie jego bezpieczeństwa i odeskortowanie go z powrotem do cywilizowanej strony galaktyki - tej, w której służby prawa miały jakikolwiek wpływ na wydarzenia kształtujące polityczną scenę systemów gwiezdnych.
Nie byli jednak sami w tym zleceniu. Wyznaczono im miejsce spotkania, oraz osobę, których powinni poszukiwać - asari zwaną Lyssa T'Saeri. Miała być, tak jak i oni, uczestnikiem ich naprędce skonstruowanej drużyny, ale też ich kierunkowskazem. Była wcześniej na stacji Nyx, znała ten teren i miała służyć im za przewodnika, jak i pewną głowę ich przedsięwzięcia.
Miała plan, ale nie zamierzała się z nim dzielić za pomocą transferu boją komunikacyjną, który łatwo było przechwycić.
Jako miejsce spotkania wyznaczony został mały, kameralny bar w dystrykcie Gozu w Omedze. Stacja znajdowała się o kilka przystanków w tunelu Przekaźnika dalej od ich punktu docelowego i, o ironio, stanowiła znacznie prostszy punkt zbiorczy niż znajdujące się znacznie bliżej punkty w systemach kontrolowanych przez Radę.
Mieli kilka dni na zebranie potrzebnego im sprzętu i wyruszenie w drogę. Termin wyznaczony przez zleceniodawcę był sztywny i nie zakładał żadnych opóźnień. Stacja Nyx nadal nie dawała znaku życia, pozostając odciętą od reszty galaktyki pomimo działającej w systemie boi. Czas grał tutaj bardzo ważną rolę, o czym mieli wkrótce dowiedzieć się od swojej przewodniczki.
Lyssa czekała w pustym już lokalu, zamkniętym przedwcześnie. W pełni opancerzona, hełm odłożyła na stolik obok, popijając wątpliwej jakości alkohol polany jej przez barmana. Asari przywitała pierwszych członków ich ekspedycji, uważnie lustrując ich wzrokiem, lecz nie mówiąc wiele. Przynajmniej póki...
- Czekamy na wszystkich. - poprawiła się nieco w miejscu, robiąc więcej go w loży na wypadek, gdyby ktoś chciał usiąść koło niej. - Wtedy porozmawiamy o tym, jak dostać się na Nyx.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Bar Astarte

10 gru 2021, o 23:02

Cóż dla niektórych czekanie trzy dni było jak być albo nie być. Dla niego to były zasłużone 3 dni wolnego gdzie mógł zając się swoimi sprawami. W międzyczasie dal nawet radę rekrutować Karajewa do tej operacji. Oczywiście wymagało to trochę papierkowej roboty, przepuszczenie jego dokumentacji przez systemy ATG, potem do spółek córek, a potem zapoznanie z systemami rekrutacyjnymi. Może nie był to super ekscytujący proces, ale na pewno otwierał Viktorowi bardzo wiele drzwi w kwestii bycia freelancerem. W ramach prezenty powitalnego nawet oddal mu swojego Graala. Na pewno wykorzysta go częściej niż on kiedykolwiek.
Jeśli chodzi o niego całe zadanie brzmiało jak dobrze płatna ekstrakcja zasobu z terenu walki. Nic z czym już się nie mierzył w swoim życiu. Do tego płacili jak nikt inny. Może nie był w jakimś potężnym dołku finansowym, ale takie okazje warto brać. W najgorszym wypadku zawsze może się wycofać. Akurat to lubił w swoim fachu. Lubił swoja wolność, mimo ze był bacznie obserwowany przez górę. Wciąż było to lepsze niż robienie dla pieprzonego Człowieka Iluzji.

Nawet transport na Omege był załatwiony przez Strikera. Jakby nie patrzeć jako jedyny miał jakiekolwiek większe doświadczenie najemnicze i jak to działało. Minimalizacja kosztów, maksymalizacja efektywności. Może i mieli 4 przesiadki ale dotarli i tak dość szybko. Podróżujący mężczyzna mógł jednak zauważyć, ze cala podróży była zaplanowana tak, że nikt chyba z zewnątrz nie byłby w stanie odgadnąć skąd dokładnie wyruszyli. Zresztą nic dziwnego gdzie większość czasu ich głównym transportem były dość wolne ale potężne statki handlowe. Co ciekawe nikt ich nawet o nic nie pytał podczas żadnej z podróży.

Wychodząc ze statku przełożył przez bark torbę ze swoim osprzętem. Nie spodziewał się raczej jakiejkolwiek akcji już na start. To nie był jego pierwszy raz na omedze wiec wiedział już jak się przemieszczać bez zwracana zbytnio na siebie uwagę. Odpalił papierosa, a do ucha wsadził sobie jedna słuchawka. Przesłuchanie plików związanych z ostatnim zamachem na Cytadeli odbił się bardzo szerokim echem, a on chciał wiedzieć jak to wpłynie na najbliższą geopolitykę w galaktyce.
Skinął głowa w stronę Karajewa by ten podążał za nim. Nie przepadał za tą stacja. Była obskurny. Nie miał też już 20 lat żeby podniecało go to jak bardzo najemnikowo-przestepcze to miejsce jest. Przechodząc przez tłumy ludzi zatrzymali się na chwile przy jakiejś malej knajpce z ludzkim jedzeniem. Przywitał się z kucharzem podając mu dłoń. Zamienił z nim kilka słów, a potem objął w przyjacielskim uścisku jednego z klientów. Odebrał jedzenie na wynos i mogli ruszyć dalej. Zawsze odwiedzał to miejsce kiedy był stacji. Zazwyczaj też spotyka kogoś z kim już pracował w dawnych latach. Starych “wrogów”, starych towarzyszy czy ludzi którzy był jego prowadzącymi.

Wchodząc do środka od razu rzucił swój plecak ze sprzętem na jeden z wolnych stolików. Skoro nikogo więcej jeszcze nie było to podszedł do baru zabierając popielniczkę i jakiś bezalkoholowy napój. Zasiadł obok swojego sprzętu, a z paczki papierosów wyciągnął własnoręcznie skręconego papierosa. Po chwili dziwnie słodki zapach rozniósł się po pomieszczeniu. Przed sobą rozłożył wzięte na wynos żarcie w postaci różnych bułeczek, makaronu i innej bardziej fast foodowej azjatyckiej kuchni. Zaproponował jedzenie Krajowi i Asari. Jakby nie patrzeć mieli za sobą niezła podróż, a nie ma co lecieć o pustym brzuchu. A w razie problemów jelitowych mieli czas żeby to naprawić podczas przelotu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1114
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

12 gru 2021, o 04:15

Wakacje na szczęście nie były długie.
Kilka dni oddechu na Cytadeli pozwoliły łatwo i przyjemnie doładować baterie. Jasne, odpowiadała mu zimowa aura ostatniej misji, ale ile można? Ktoś mógłby podejrzewać, że Karajev zaraz wpadnie w wir imprez, alkoholu i seksu, łapiąc kilka łatwych rozrywek jak tanią dziwkę za włosy. Myliłby się.
Zakupy były dobrą rozgrzewką dla wolnych dni, upodobał sobie do uczucie, gdy mając nową misję w perspektywie oglądał sprzęt i ekwipunek, świeży i nowy, jeszcze pachnący fabryką. Jedyne, co mu mniej odpowiadało, to brak odpowiednich funduszy, by wykupić zawsze to co chciał. Ot żołnierska dola, nie będzie jednak walczył z powołaniem.
Wychodząc ze sklepu zerknął na omni, po raz ósmy tego dnia. Wciąż nie widział oczekiwanej wiadomości od Strikera, mówiącej o załatwieniu biurokracji przed kolejną robotą. Gdy Charlie wyszedł z propozycję kolejnej fuchy, nim oczywiście wysłał oficjalną rekomendację VIktora do zadania, Karajev zgodził się bez wahania. Było ku temu kilka powodów. Pierwsza rzecz, semper fidelis, Przymierze potrzebowało, starszy sierżant pytał gdzie się stawić. Po drugie, prócz podstawy żołdu płacono mu premię od misji, a pieniądze się przydadzą, nawet jeśli były marne. Na pewno nie było sensu porównywać wypłat ze Strikerem, pora różnicą kilku poziomów doświadczenia było oczywiste, że sektor prywatny jest dużo bardziej szczodry niż budżetówka.
Był jeszcze trzeci powód, którym jeszcze nie dzielił się z nikim- pragnął mieć kilka sukcesów w swoim portfolio nim zacznie rozszerzać swoje szkolenie w MAB, zwłaszcza, że nie wszystko w jego kartotece wyglądało pięknie. Wciąż w dodatku dręczyło go poczucie bycia nie dość dobrym, łaknął więcej, zwłaszcza teraz, uwidocznione przez służbę ze Strikerem, który był kilka korków przed nim. Miał wiele rzeczy do poprawienia, poszerzanie kompetencji poprzez dalsze kursy i szkolenia były naturalnym wyborem. Tak, mogli mu dać medal za Zakerę czy za akcję z Farnem, ale prawda była taka, że nie był w obu wypadkach dość dobry.
A mógłby.
Surowa, toporna wręcz siłownia była jego ulubionym miejscem na Cytadeli. Surowy beton na ścianach, stare, stalowe szafki o skrzypiących zawiasach, natryski jak z obozu pracy z XX wieku tworzyły specyficzny nastrój, który ciężko było wyjaśnić komuś spoza środowiska. Przechodząc przez próg przybytku kultu ciała, odziany w dresy sierżant z pewną lubością wciągną ciężkie, pełne zapachu potu i testosteronu powietrze. Pachniało to jak... dom.
Po krótkiej rozgrzewce żeliwne talerze brzdęknęły rytmicznie w martwym ciągu, wprowadzając umysł żołnierza w swoisty stan medytacji. Jego umysł uwalniał się od wszelkich osadów, myśli przepływały bez zawirowań, niczym krystalicznie czyste górskie źródło. Musiał stać się większym, silniejszym, szybszym, sprawniejszym. Jego dyscyplina musiała być jak z żelaza, umysł zaś ostry jak brzytwa. Wiedział, że czeka go dużo pracy, że zajmie o mnóstwo czasu. Teoretycznie można było proces przyśpieszyć...
W przerwie pomiędzy seriami podciągania się znów spojrzał na omni. Wciąż nic. Nie panikował jednak. Krew szybko płynęła przez jego ciało, wypłukując metabolity i toksyny, tak samo umysł jego uwalniany był od toksycznych myśli uczuciem pompy mięśniowej. Spojrzał w lustro i ujrzał starożytny posąg w trakcie tworzenia, wciąż niedoskonały, daleki od finiszu, lecz z każdym uderzeniem dłuta bliższy celu.
Wiadomość przyszła, gdy kończył wyciskanie na ławce płaskiej. Cholernie lubił to ćwiczenie. Sztanga brzdęknęła o piny pozycji startowej, gdy wreszie omi zajaśniał, pokazując symbol koperty.
- Nareszcie- rzucił pod nosem z lekkim uśmiechem.
Trzy dni później lecieli już statkiem ku Omedze, czy właściwie statkami. Liczne przesiadki były trochę uciążliwe, sprawiały, że przespanie podróży było utrudnione, lecz to nie przeszkodziło ostatecznie Karajevowi w złapaniu sumarycznie kilku dodatkowych godzin odpoczynku. To były prawdopodobnie ostatnie chwile spokoju.

Omega przywitała go wątpliwą pokusą tego, czym wzgardził niedawno podczas kilku dni wolnych na Cytadeli, tyle, że intensywniej i taniej. To tutaj mógł usypać godło Przymierza z czterdziestu różnych prochów i wciągnąć je nosem prosto z pleców skąpo odzianej asari. Kicz i nadmiar, oto z czym się mu kojarzyła ta przeklęta stacja. Ręka aż świeżbiła do broni, szczególnie, kusiło wypróbować prezent, prawdziwą armatę ręczną, jaką był graal, który otrzymał od Strikera. Brutalnie, krwawo, skutecznie, no i robiło wrażenie, a to wszystko up close and personal, jak lubił.
Mieli jednak póki co nie zwracać na siebie uwagi. Charles o to zadbał. Pośród całej rzeszy gangusów, najemników i szumowin dwóch kontraktowców mogło na szczęście w miarę łatwo zachować anonimowość. Viktor nie zgrywał znawcy, nigdy jeszcze nie był na Omedze, postanowił więc zrobić najmądrzejszą rzecz- zamknąć się i podążać za Strikerem. Ten najwyraźniej miał dwa cele nim osiągną punkt zborny- odnowić stare kontakty i zjeść coś. Viktor szanował takie priorytety.
W barze Astarte pozornie beztrosko zasiadł do stolika, oddając się jedzeniu. Mieli czas, zdaje się, że inni najemnicy jeszcze nie przybyli na miejsce. Viktor poświęcił tę chwilę na zlustrowaniu sali, w głowie odnotowując potencjalne drogi ewakuacji, gdyby z jakiegoś powodu miało by się zrobić gorąco. Nic na to nie wskazywało na razie, ale lepiej było być przygotowanym.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 98
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 29.370
Medale: 2
Szaleniec (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

12 gru 2021, o 13:36

Siedzenie na laurach może człowieka rozpastwić.

Mila po udanej akcji na Cytadeli została nagle rozpoznawana w części miejsc. Oczywiście oprócz medalu za zasługi oraz uścisku ręki Radnej, nadleciały kolejne oferty współpracy dla ich firmy, ale także kolejni dziennikarze chcieli przeprowadzić z nią wywiad. O ile Crassus działał bardziej z cienia, zajmując się kwestiami pozbycia się wirusa, czy zrzucania z ogona cerberusowskich psów, tak Mila była w samym centrum uwagi, zapieprzając z Fel na rękach i jeszcze unikając kolejnych pocisków i cięć. Każdy chciał więc, aby opowiedziałą ich stronie, na ich podcaście, jak to było, dobrze czy niedobrze... i Chorwartce taka strona bohaterstwa się spodobała, przynajmniej na chwilę. Rodem swoich bałkańskich korzeni, zaraz też ruszyła po barach, naokoło rozpowiadając, kim to ona nie jest i tak przez kilka dobrych dni, zanim nie ocknęła się, że sława jest ulotna, a nią szybko tracą zainteresowanie.

Nie znaczyło to, że imię ich firmy zostało zapomniane, bo zlecenia nadlatywały co i rusz — chociaż na większość kręciła nosem. Część dotyczyła stałego kontraktu, którym mieli chronić daną osobę, na co kobieta kategorycznie mówiła nie. Była typem człowieka, który nie potrafi się ustatkować i wizja stałej posadki ochroniarki polityka nieco ją przerażała. Druga część to były pojedyncze, całkiem dobrze płatne zlecenia, które także sortowała.

Jednym z takich zleceń było właśnie to na stacji Nyx dotyczące zaginionego Turianina. Pokazując to zlecenie Crassusowi, Mila wyjaśniła, że koniecznie chce zmienić otoczenie i powrócić do starego dobrego mordobicia za pieniądze, bez opiewania w piórka (niektórzy zaśmialiby się, że to hipokryzja). Bez zgrywania bohaterów, bez hamulców — po swojej małej chwili zwycięstwa potrzebowała powrotu do starej pracy, gdy jeszcze robiła dla Błękitnych Słońc.

Zabierając swój statek, który oczywiście prowadził Curio, dwójka ruszyła do Omegi, na której o ile dobrze pamiętała poznali się. I wychodząc do doków, Mila odetchnęła z ulgą – słuchanie narzekania swojego towarzysza na to, że musi latać sprawiało, że chciała mu pieprznąć w te jego czułki. Całe szczęście, znajdowała się na stacji, gdzie chyba czuła się nieco pewniej, jak u siebie. Stare śmiecie pachniały najładniej, a poruszanie się wśród tłumów freelancerów przywoływało wspomnienia.

Oczywiście wszystko to było w momencie, gdy cholerni zleceniodawcy przyjęli w końcu ich zgłoszenie. Trzy dni oczekiwania na potwierdzenie było nieprofesjonalne i śmieszne i Mila zaczęła przeszukiwać inne zlecenia, może nieco mniej płatne, ale szybsze w odzewie.

Mając własny pojazd, nie musząc przesiadać się bardziej lub mniej publicznymi promami, dwójka najemników znalazła się tam nieco wcześniej, niż zakładało zlecenie, więc kobieta po prostu pokręciła się po Omedze, szukając starych znajomych. Część z nich, jak można było się spodziewać, już dawno była martwa, ale inni o ile tutaj stacjonowali, byli dobrą okazją do porozmawiania.


***



Załatwiając swoje sprawunki i spotykając się z Crassusem, mogła w końcu ruszyć do baru Astarte, gdzie było miejsce zbiórki. Wkroczyła tam w pełni uposażona, z nowymi elementami uzbrojenia, w hełmie, natychmiast rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu tej, która miała być ich przewodnikiem. Zauważywszy asari, podeszła do niej, dopiero wtedy ściągając hełm i wkładając go sobie pod pachę. Przelotnie spojrzała po pozostałych uczestnikach, parskając na widok jedzenia – w jej mniemaniu wyglądało to nieco komicznie – i podała dłoń Lyssie. — Mila — przedstawiła się, w teorii zwracając się do kobiety, w praktyce rzucając to każdemu. Usiadła przy stoliku, zerkając na Crassusa, a potem bez żadnych oporów na resztę, oceniając ich przydatność oraz nadal uśmiechając się pod nosem na widok jedzenia na wynos. Ona była na tyle mądra, że po drodze zgarnęła i zjadła porządną dawkę kalorii potrzebną komuś takiemu, jak jej. Tak czy siak na Karajevie zatrzymała się na dłużej, mrużąc przy tym oczy.

Powróciła spojrzeniem do Curio. — Kojarzę skądś tę twarz — rzuciła ciszej, konspiracyjnie nachylając się do turianina i grzebiąc po kieszeniach. Bary w Cytadeli miały mocne restrykcje, których nienawidziła — zakaz palenia. W ogóle na Cytadeli praktycznie nigdzie nie można było palić, bo jakieś tam przepisy i w ogóle to te wielkie galaretki czy inne mało ważne rasy się prują, że im śmierdzi. Omega miała to w dupie, a palenie w barze miało swój piękny urok minionych lat na Ziemi, gdy jeszcze nie było wiadomo, że jest to trujące. Dlatego dwa razy bardziej zaciągnęła się, korzystając z okazji.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 83
Posty fabularne: 63
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 2.800
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

12 gru 2021, o 23:33

Omega...Ishy bardzo dawno tu nie było i chyba nieszczególnie jej to przeszkadzało. Choć zdecydowanie pasowała na osobę, która uwielbiałaby się tu kręcić, było, przynajmniej z pozoru, raczej przeciwnie. Wolała Cytadelę. Czystsza, ładniejsza, nieco ciężej tam zarobić kosę pod żebra...
Oczywiście asteroida, na której kobieta postawiła teraz kroku miała też swoje przewagi - ekonomicznie o wiele bardziej opłacało się imprezować tu, niż na Cytadeli, nie wspominając już o braku problemów z legalnością towarów czy czasami przyczepiającym się CSEC. Muzyka też była tu w sumie jakaś...lepsza. Przynajmniej w klubach, które Asari kojarzyła.

Jak w ogóle doszło do tego, że ta się tu znalazła? Po misji na Neidus, zgarnięciu kasy, wydaniu jej na wszystkie naprawy, zastępcze ogniwa, sprzęt, imprezy, MAŁĄ wizytę w kasynie i parę innych spraw trzeba było dorobić sobie znowu. Było świeżo po tamtej misji, więc koledzy z jej najemniczej ekipy bardzo szybko wyrazili swój brak zainteresowania. Fulvi znalazła sobie jakieś tam naprawy, czy inne kalibracje dział, a Skax zaczął udawać, że ma kaszel i jak wiadomo, równa się to z praktycznie stanem śmiertelnym...czy coś. W zasadzie to przestała ich słuchać gdy powiedzieli, że im się nie chce. Zrozumiała, wybacza, choć szkoda, że musi teraz być tu sama. Dostała przynajmniej podwózkę z Hieraxa, dzięki czemu nie musiała taszczyć się do Omegi transportami publicznymi czy innymi kiepskimi środkami transportu. Turiański stateczek bardzo szybko i komfortowo doleciał na asteroidę. Ekipa zajmie się naprawami i innymi sprawami, Isha pójdzie na misję i wszystko będzie w porządku. Może nawet lepiej, że ich tu nie było - więcej kasy dla D'veve. Zdecydowanie więcej.

Tak więc opuściła "swój" statek, odziana w pancerz (z wyjątkiem hełmu, który przypięła sobie do pasa), ze słuchawkami na uszach, karabinem na plecach i bardzo szybkim krokiem szła na miejsce zlecenia, jednocześnie słuchając lokalnych wiadomości. Szybko usłyszała o wydarzeniach w Cytadeli. Dobrze, że się na nie nie załapała, to musiała być totalna jatka. Jeśli dobrze myślała, to w zasadzie było bardzo blisko do tego by drużyna Hieraxa zamiast być na misji na Neidus byli zamknięci na Cytadeli. Ciekawiło ją to jakie to wszystko będzie miało długoterminowe konsekwencje. Pewnie niedługo zaczną się prace nad ulepszeniem zabezpieczeń Cytadeli. Gdyby Isha tam rządziła, na pewno by o tym myślała.

Weszła w końcu do Astarte. Nigdy jeszcze tu nie była, choć kojarzyła nieco okolicę, dlatego nie miała raczej problemu z dotarciem. Nie był to przybytek najlepszy, zdecydowanie nie miał podejścia w opinii kobiety do Afterlife. Nie była tu jednak po to by cieszyć się życiem, chlać, czy ćpać, a po to by zarobić na wcześniej wymienione czynności. Mimowolnie jednak spojrzała czy nie mają tu aby jakichś porządnych maszyn do gry. Ruletka nieco kusiła, ale ostatecznie (jeszcze) się powstrzymała. Widząc stolik, przy której siedziała całkiem urocza Asari oraz nieco mniej uroczy, ale mimo wszystko znani koledzy wraz z innymi, szybko przywitała ich skinieniem głowy i przysiadła się do Lyssy. Nie miała na sobie hełmu, ale miała wciąż nałożone słuchawki, które szybko zdjęła.
- Hejka, siemka, cześć, tak, to ja. Isha, miło poznać tych co nie znam i jeszcze milej znowu widzieć tych co znam. Jak tam po sami-wiecie-czym? Tyłki ogrzane? Mój jeszcze średnio, n-nie polecam przymrożonych planet.- odwróciła lekko głowę do Strikera i Karajeva, którym puściła oczko, po czym podała rękę tym, których jeszcze nie znała i chcieli ją uścisnąć. Schowała słuchawki, z których było minimalnie słychać jakiś śmieciowy popowy kawałek, po czym względnie porządnie (na tyle na ile pozwalała objętość loży) się rozsiadła.

Ofertę jedzenia ze strony Strikera przyjęła dosyć chętnie, choć wcześniej zapewniła go, że sama planowała coś sobie zamówić. Darowanemu koniowi się jednak w zęby nie zaglądało, czy jakoś tak. Pomyślała sobie, że miło z jego strony.
ObrazekObrazek
Isha D'veve

Avatar użytkownika
 
Posty: 68
Posty fabularne: 56
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: statek
Kredyty: 4.250

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 00:34

Pierwsi kontraktorzy powoli schodzili się do Astarte. Viktor spoglądał na nich pozornie niedbale znad wołowiny z makaronem sobu, popijając od czasu do czasu bezalkoholowym piwem. Butelki jakie zamówił dla siebie i Strikera miały być odkapslowane przez nich samych już na stole, ot na wszelki wypadek.
- Niezłe- rzucił do towarzysza- Ale trochę za słodkie. Bez piwa by nie podeszło.
Jakby na zaznaczenie tej tezy pociągnął ze szklanki, rzucając przy tym okiem na nowo przybyłych. Wpierw pod lupę poszli turianin i kobieta, która przedstawiła się jako Mila. Wyglądali na ostrzelanych, póki co zachowywali spokój i znamiona profesjonalizmu. Oczywiście, jak przy tego typu okazjach każdy lustrował siebie nawzajem wzrokiem, próbując wyłowić jak najwięcej o swoim przyszłym współpracowniku. Viktor nie krył się z tym. Spojrzeniem łowił oczy najemniczki, która obserwowała ich stolik, wymieniając jakieś uwagi ze swoim towarzyszem.
- Podoba ci się co widzisz?- rzucił do niej zaczepnie, widząc, że to chyba on najwięcej jej uwagi skupił.
Wtedy weszła kolejna osoba i VIktor wiedział, że to będzie misja z przygodami.
- Cześć niebieska!- zawołał do Ishy i nogą podsunął jej krzesło- Siadaj, nie ma co żreć na stojąco. A co do śnieżku, to było miło, dziękuję. Mój tyłek zawsze lubił zimową aurę.
Znów sięgnął po piwo. Kończyło się diablo szybko, albo to on miał pragnienie jak smok.
Muszę sobie zbadać cukier- pomyślał.
- Co tu robisz? Odgrażałaś się dłuższymi wakacjami. Zdążyłaś już przepić wypłatę?
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 98
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 29.370
Medale: 2
Szaleniec (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 02:45

On zaczął jeść dopiero po jakimś czasie, kiedy już odpalił swojego śmiesznego papieroska. A wszystko tylko po to, żeby podbić smak jedzenia, które miał przed sobą. Zawsze go trochę bawiło, że jeśli chciało się zjeść dobre azjatyckie żarcie to albo na Ziemi albo na Omedze.
-Za słodkie? - Spojrzał na Karajewa z trochę urażonym wyrazem twarzy. - Pewnie wolałbyś żebym jebnął ci na ten makaron łyche kwaśnej śmietany? Pieprzeni Słowianie.
Pokręcił głową wracając do swojej kaczki po pekińsku w raz z wyjątkowo ciemnym sosem, który przypominał w wyglądzie smar do urządzeń mechanicznych. Spory kawałek mięsa umoczył w cieczy, a po chwili wszystko wylądowało w jego ustach. Na jego twarzy wypełzł dziwny uśmiech radości, jakby przynajmniej złapał Jezuska za stopki.
Nowo przybyli nie rzucali się zbytnio w oczy, ale Strikerowi wydawało się, że skądś zna te twarze. Dopiero po chwili skojarzył skąd. R&C Security Services. Jakaś mała gówno firemka, której zainteresowanie podskoczyło po tym jak obstawiali i pomogli przetrwać Fel zamach. Galaktyka wydawała się wyjątkowo mało w tym momencie. Na swoim PDA odpalił artykuł i podsunął go pod twarz Karajewa. Oczywiście nie omieszkał go lekko szturchnąć przy tym, by ten zwrócił na to uwagę. Co do lekkiej zaczepki w stronę najemniczki ze strony swojego towarzysza nie miał żadnego komentarza. Cieszył, się ze chłop się odnajduje w środowisku.
Na pytanie od Asari tylko lekko parsknął śmiechem. Pieprzony oddział bravo znowu razem. Nie spodziewał się, ze będzie musiał jeszcze raz siedzieć w takim samym zestawie.
Bardziej go dziwiło, że chyba jako jeden z niewielu kolejny raz nie był swoim pancerzu już od początku misji. Zawsze nosił na sobie generator tarcz, wiec zakładanie całego osprzętu dla kilku spacerów mijało się dla niego z celem. Do tego mniej się rzuca w oczy.
Podsunął w stronę Asari bułeczki bao.
- Jedz ile chcesz, zawsze zamawiam więcej żarcia niż mam zapotrzebowania.
Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i rzucił ja na stół wraz z metalowa zapalniczka. Musiał przyznać jak bardzo przydatne było to wręczenie medalu Karajewa. Odwraca to perfekcyjnie od niego uwagę, a to było dla niego najważniejsze.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1114
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 14:41

Nagły wzrost rozpoznawalności po ostatnich wydarzeniach na Cytadeli, zakończonych uhonorowaniem ich wyczynów, napędzany ciągłymi wywiadami we wszechobecnych mediach początkowo przypadł do gustu Curio. Połechtało to ego Crassusa, który również nie omieszkał pozdrowić obrażoną na niego rodzinę. I kto tu uratował Cytadelę, a kto jest emerytem na Epyrusie? Punkt dla najemnika. Jednakże z czasem, wraz z każdym udzielonym wywiadem, zaczęło go to coraz bardziej wkurwiać. Nowe zlecenia, tym razem już nie raz z wyższej półki, były warte tego całego rozpierdolu. To na pewno. Ale Curio czasem lubił wyjść po bułki ubrany w swoje luźne, nie do końca reprezentatywne odzienie bez dziennikarzyny piszącego reportaż dla lokalnej extranetowej gazetki na Shanxi czy innym zadupiu. Tak więc po kilku dniach Crassus chętnie wypychał Milę na pierwszy plan, która zdawała się brylować w takim życiu. Niech Chorwatka ma coś od życia, a co tam.
Przez następne kilka dni turianin oddał się swojej pasji, czekając na dostawę nowego sprzętu zakupionego za ciężko zapracowane pieniążki podatników na Cytadeli. Czyli w praktyce również od niego samego, chociaż to był temat dla ekonomistów. Malował figureczki, prowadząc również słowną szermierkę na extranetowym forum, gdzie musiał wytłumaczyć pewnemu salarianinowi, że najnowsze dzieło nie było yaghem z rogami a demonem Chaosu. Żeby w XXII wieku istniały tak niedoinformowane istoty.
W międzyczasie zaś spływały zlecenie i oferty prace, mniej lub bardziej wymyślne, mniej lub bardziej stateczne. Sam Curio widział bonusy idące ze stałej pracy i byłby nawet skłonny przyjąć naprawdę dobrą propozycję, gdyby nie argumenty jego przyjaciółki. Zdecydowanie nie byłby najszczęśliwszym dekstrobiałkowcem jakby znów musiał słuchać rozkazów kogoś innego niż siebie samego. Lepiej było być sobie sterem, okrętem i żeglarzem.
W końcu nadeszło zlecenie, które złapało uwagę Mili. Jak to zwykle bywało, Chorwatka nie miała trudności z przekonaniem Crassusa do przyjęcia tej roboty. Skoro jej pasiło to znaczy, że było warto. Do tego wszystkiego doszło miejsce spotkania - Omega. Tutaj już sam turianin się nakręcił. Bo choć miał trochę w dupie zaginionego ziomka na stacji Nyx, to jeśli hajs był dobry i mógł odwiedzić tą kosmiczną dziurę, Curio był gotów lecieć już zaraz. I to było małym problemem, bo odpowiedź nie nadchodziła. W dobie pangalaktycznego połączenia ktoś miał problem z prostą odpowiedzią tak/nie? Tutaj nieco podirytowali Crassusa, który w pewnym momencie stwierdził, że chrzanić to. Przynajmniej skończy malować kolejny model.
Niektórzy mawiali, że cierpliwość jest cnotą. I coś w tym było. Po trzech dniach, nareszcie, dotarła do nich odpowiedź. Potwierdzenie i lokacja, w której mieli się spotkać z pracodawcą. Bar Astarte brzmiał nieco znajomo ale na Omedze była masa różnych spelun. Co prawda Crassus odwiedził połowę z nich, tylko za każdym razem mocno rozcieńczając błękitną krew dekstro-alkoholem, a więc i pamięć mogła zawodzić. Tak czy owak, zaokrętowali się na Split i z Curio jako pilotem wyruszyli na Omegę. Jak to turianin miał w zwyczaju, jego pilotowanie nie należało do najlepszych. Najemnik latał wolno i metodycznie, wkurwiając się na dosłownie każdego uczestnika ruchu międzygwiezdnego, który akurat przy nich przelatywał. Posłusznie odczekał na swoją kolej podejścia do przekaźnika masy, który posłał ich w dalszą drogę. W przestrzeni kosmicznej Omegi nie panowały zasady ruchu drogowego jak w obrębie Cytadeli, choć ruch nie był dużo mniejszy. Curio powolutku poprowadził Split do najbliższego hangaru, gdzie lądowanie zajęło mu dwukrotnie więcej czasu niż normalnie powinno. Ale, cholera, musiał być pewny, że nie zarysuje swojego promu. To był jego statek.
Umówiwszy się z Milą na konkretną godzinę niedaleko baru Astarte, dwójka rozdzieliła się by załatwić swoje sprawunki. Crassus wykorzystał ten czas by odwiedzić kilku znajomych, głównie z Błękitnych Słońc. Atmosfera na Omedze była specyficzna, gdzieniegdzie śmierdziało potem, krwią i gównem, ale Curio lubił tą stację. Było w niej coś urokliwego. Jasne, Cytadela też była spoko, choć nieco za czysta. Zbyt sterylna jak na gust Curio. Dobra by spędzić tam swoją emeryturę.

* * *

Crassus pojawił się na miejscu spotkania punktualnie. W rękach niósł styropianowy pojemnik na jedzenie, któremu zdążył już urwać pokrywkę by przerobić go na polowy talerz. W środku zaś znajdowało się kilka przypominających taco smakołyków, połowa z nich już zdążyła zniknąć. Widząc Milę, zasalutował trzymanym w ręku i nadgryzionym taco i odłożył je, by ściszyć odtwarzacz muzyki.
- Igra rokenrol cela Jugoslavija… - zanucił cicho na koniec i dołączył do swojej partnerki w ich drodze do Astarte. Jednak w międzyczasie musiał podzielić się swoimi spostrzeżeniami. - Ja nie wiem czemu ludzie narzekają na żarcie z ulicy. Na Cytadeli to wszyscy bogole tylko ooo restauracje, ile ma gwiazdek. A tutaj? Patrz no, za piątaka mam cały talerz! No dobra, może nie wiem z czego jest to mięso. A i kiedyś dostałem nie-dekstro żarcie i myślałem, że wysram własne jelita. Ale hej, kto nie ryzykuje ten nie je, nie? Jakoś tak to było.

Do baru wszedł tuż za Milą, kończąc właśnie jeden ze swoich przysmaków. Wytarł palce o chusteczkę wciśniętą między dłoń a pojemnik z żarciem. Całkiem spoko miejscówa, jakby mieli tanie alko to szło by się tu sponiewierać. Teraz jednak mieli zadanie i gdy tylko Chorwatka wyłapała odpowiedni stolik, turianin podążył za nią. Przywitał się ze wszystkimi prostym gestem uniesionej dłoni i odezwał się tuż po Mili.
- Curio. Crassus Curio. - kiedyś oglądał vidy z Ziemi o jakimś tam agencie, który podobnie się przedstawiał. Całkiem niezła stylówa, którą turianin słusznie podpierdolił. Posadził się obok swojej partnerki, na stole kładąc pojemnik z resztką jedzenia. Spojrzał poprzez blat na pozostałych dwóch ludzi, którzy również spożywali posiłek. - Smacznego.
Crassus zamierzał skończyć żreć zanim zacznie się główna część spotkania, tak więc nie czekając chwili dłużej chwycił kolejne taco, które miało zniknąć w po kilku większych gryzach. Nachylił się do Mili, przeżuwając energicznie, gdy ta wskazała na żołnierza przed nimi.
- Mhh? - mruknął, a jego jadowicie żółte oczy szybko oceniły pałaszującego Rosjanina. Faktycznie, kojarzył skądś te mordę. Tylko skąd? Jego neurony musiały nieco popracować, wspomagane leniwym przeżuwaniem jedzenia. Kiedy Karajev uniósł się znad talerza, by zaczepić Milę a później przywitać asari, turianina zdążyło olśnić. Przełknął głośno kęs, który przed chwilą złapał i wskazał połówką zawiniętego taco na żołnierza.
- Mhp. Mi się podoba, w ryj volusa. Cześć, Crassus. - rzucił szybko do asari i wrócił do Karajeva. - Podoba mi się, że zjechała się tu śmietanka bohaterów Cytadeli. Aż by się chciało podejrzewać, że to nie jest przypadek. Tylko proszę, nie mówcie, że zaraz tu wyleci al-Jilani z kamerą i będzie reportaż.
Stęknął i rozejrzał się po wszystkich jak i ich okolicy. Tak by upewnić się, że nie miał racji ze swoim komentarzem.
- W każdym razie, miło poznać. Jesteśmy już wszyscy?
Pozostawiwszy pytanie w powietrzu Crassus dokończył swoje jedzenie i rozsiadł się wygodnie, wycierając trójpalczaste dłonie o chusteczkę. Całkiem niezła ekipka się tu zebrała, musiał przyznać. Troszkę ciekawił go chłop bez pancerza. Musiał czuć się pewnie w tym środowisku, nie ma co. Może miał generator tarcz, który co prawda ochroni przed postrzałem ale gorzej, jak wypadnie biotyk szturmowiec z chęcią wbicia ostrza pod żeberko. Duchy chrońcie przed szturmowcami.
Na koniec jego wzrok powędrował na Ishę i Lyssę. Asari zawsze były przyjemnym widokiem, to też Curio nie zamierzał sobie skąpić. Lepsze to niż lampić się na chłopów.
Ostatnio edytowano 13 gru 2021, o 22:06 przez Crassus Curio, łącznie edytowano 1 raz

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 64
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 85kr
Medale: 2
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 15:20

- A pamiętasz, jak kiedyś na kacu zjadłam z lodówki twoje żarcie? Myślałam, że mi dupa wybuchnie. Ja nie wiem, czemu musicie być tacy lewoskrętni, porąbane to. A jedzenie z ulicy zawsze smakuje najlepiej i każdy ci to powie. Po prostu część nigdy nie miała okazji zjeść czegoś takiegp - zauważyła Mila gdzieś po drodze między punktem zbiórki a Astarte.

Siedząc już na miejscu, przez krótką chwilę śmiała się w duchu z takiego kącika jedzenia tuż przed misją, ale po prawdzie na ten widok oraz te zgarnięte przez Crassusa taco zaczęła kręcić się razem ze swoim brzuchem. Jej dzienne zapotrzebowanie na kalorie było dwukrotnie wyższe niż zwykłej przedstawicielki płci żeńskiej człowieczej i chociaż prewencyjnie sama zgarnęła jakiegoś prawoskrętnego burgera po drodze, tak zapachy taniego żarcia kusiły ją.

Skupiona na przypomnieniu sobie, kim do cholery jest mężczyzna siedzący naprzeciwko niej i skąd kojarzy jego twarz, ledwo ujrzała asari, która ćwierkając niczym skowronek o piątej nad ranem, wparowała do pustego baru. Wchodząc w tryb zleceniobiorcy, oszacowała i ją, a także zdolności bojowe. Na oko - biotyczka, jak wszystkie asari, jakkolwiek by to rasistowsko nie brzmiało. Uśmiechnęła się do niej, rozbawiona potokiem słów, przy okazji zerkając na słuchawki. Anatomią asari nigdy się nie zajmowała, ale gdzie one miały uszy?!

Zaczepka ze strony żołnierza ponownie odwróciła jej uwagę - na nią już do reszty parsknęła śmiechem. - Próbuj dalej byczku - odparła, ale gdy Curio rzucił o bohaterach Cytadeli, jej twarz rozjaśniła się, a ona sama klasnęła w dłonie. - Wiedziałam, że skądś znam tę twarz! Tam coś było chyba z cywilami, coś w tym rodzaju... Galaktyka jest mała - rzuciła, chociaż przypomniała sobie jeszcze, że ów pan jest żołnierzem Przymierza. Cud, że śmiał postawić stopę na Omedze.

- Tak czy siak, my jesteśmy kulturalni i się przedstawiliśmy. Wasza trójka się chyba zna, ale my was już nie, więc wypada chyba wiedzieć, jak chociaż macie na imię, żeby później załatwić formalności związane z pogrzebem - rzuciła żartobliwym tonem, zerkając raz jeszcze tęsknie na taco, których pieprzony Crassus nie zjadł przed spotkaniem. Zazdrosna o to, po zgaszeniu papierosa przeszukała ponownie kieszenie i wyciągnęła zeń batonik energetyczny, który zaraz pochłonęła w rekordowym czasie. Ostatnio, oprócz imprez i kolejnego brylowania w towarzystwie trenowała nieco swoje biotyczne zdolności, co jeszcze bardziej ją wyczerpywało. A jeśli będą lecieć na Nyx, to potrzebuje nawet nadwyżkę energii.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 83
Posty fabularne: 63
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 2.800
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 16:05

Viktor zmarszczył brwi, nie kryjąc oburzenia.
- Co masz do kwaśnej śmietany?- spytał- Możnaby ją jeść samą, łychą prosto z opakowania....
Stwierdzenie skwitował włożeniem sobie kawałka wołowiny do ust. Jak zwykle, jadł szybko, prawie zachłannie, jakby lada chwila ktoś miałby mu zabrać porcję, otaczając opakowanie z żarciem lewym ramieniem. Nigdy nie pozbył się tego odruchu.
Trącenie Strikera zwróciło jego uwagę. Wyświetlał mu jakiś artykuł prasowy, który traktował o zamachu na Cytadeli. Szybko przeleciał linijki wzrokiem, lecz gdy dotarł do wzmianki o niejakiej Mili Račan i Crassusie Curio, uśmiechnął się lekko w duchu. Stwierdzenie turianina tylko potwierdziło to, co właśnie wyczytał. W istocie, Galaktyka była cholernie mała, skoro nie tylko drużyna bravo, ale też uczestnicy kryzysu na Cytadeli znów wikłali się w tą samą kabałę.
Viktor zaraz nabrał pewnego szacunku dla tej dwójki. De facto służyli w tej samej misji, nawet jeśli nie byli dokładnie w tym samym miejscu, a zadanie nie przydzielił im sztab, a ich własne działanie oddolne. Wstał od stolika, podchodząc do ichniego.
- Viktor Karajev- wyciągnął rękę, wpierw do Mili, potem do Curio- Na pogrzeb proszę lastrico, nie ma co iść w koszty. A Wy? Jakieś życzenia co do epitafium?
Ręką machnął ku barowi, prosząc o kolejne piwo. Spojrzał też pytająco na nowych towarzyszy broni, by określili się co piją. Sam Viktor miał zamiar pozostać przy bezalkoholowym, ale nie narzucał tego dwójce najemników.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 98
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 29.370
Medale: 2
Szaleniec (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 16:43

Isha przysiadła się bardzo chętnie do stolika i zgodnie z tym co wcześniej postanowiła, przyjęła bułeczki od Strikera, szybko konsumując jedną czy dwie. W sumie smaczne, nigdy wcześniej czegoś takiego nie jadła. To chyba ludzka kuchnia, ale głowy by sobie urwać nie dała. Patrząc jednak po minie, nawet jej podpasowało, nawet jeśli pewnie była to jakość bardziej typowa dla Omegi, a nie jakiejś potężnej restauracji. Widocznie miała niskie standardy.
- Wiesz co, Karajev? Zróbmy tak - ja będę udawała, że nie poruszyliśmy wątku przepijania wypłaty, a ty będziesz na tyle miły by zrobić to ze mną, dobra? Myślałam, że będzie mniej kosztów...uhh...post-misyjnych.- czy to było słowo? To zdecydowanie nie było słowo. Teraz jednak je wymyśliła i zamierzała używać go tak jakby istniało od zawsze. W razie czego zwali winę na błąd tłumacza, nie ma tu przecież innych Asa...a nie, racja. Była jedna. I to całkiem ładna. Kobieta pomyślała, by się do niej nieco przystawić, ale to nie było takie łatwe. Może potem. Wpierw integracja z drużyną. - W każdym razie, miło was widzieć. "Was', czyli ciebie też, Striker. Fulvi i Skaxa niestety nie będzie, ale jakoś sobie poradzimy bez mojej marudnej psiapsi i chorowitego pajaca. N-nie mów mu, że tak go nazwałam, bo znowu będzie mi ględził.- rozsiadła się nieco wygodniej w loży, jednocześnie jedząc trzecią bułeczkę. Osoby siedzące najbliżej mogły usłyszeć lekki mlask i ciche stwierdzenie "mm, dobre".

Była zdecydowanie zadowolona z tego, że widziała tu "stary", dobry oddział Bravo. Minęło raczej niedużo czasu, ale już i tak wkradła się jakaś nostalgia.

W konwersacji dość szybko pojawił się wątek wydarzeń na Cytadeli i ze słów całej tej ekipy wynikało, że dużo z tu obecnych było tam obecnych.
- Oh, wow, to wy tam się udzielaliście? Można jakiś autograf? Grupowe selfie? N-nie wiem, uścisk dłoni prezesa? W sumie uścisnęliśmy już dłonie, więęęc... W sumie skoro jest tu ten słynny oddział Bravo i przy okazji weterani z Cytadeli to chyba misja już w zasadzie załatwiona. Tylko bądźcie na tyle mili by podzielić się nadchodzącą chwałą.- zażartowała, jednocześnie kończąc jeść swoje bułeczki. Wyjęła paczkę gumy do żucia i szybko wzięła sobie jedną, oferując wszystkim obecnym przy stole po jednej...cóż, prawie wszystkim. Zaoferowała jedną Turianinowi, ale szybko doszła do wniosku, że raczej nie jest zbyt zainteresowany sraczką.

- Co do przedstawiania się, to powiedziałam już jak mam na imię, ale z innych informacji to jestem najemnikiem, biotykiem, nienajgorszym strzelcem, bla bla bla. Jeśli chodzi o formalności pogrzebowe, to nie wiem, rób z moimi zwłokami co chcesz, tylko ich nie zjadaj.
ObrazekObrazek
Isha D'veve

Avatar użytkownika
 
Posty: 68
Posty fabularne: 56
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: statek
Kredyty: 4.250

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 18:13

Charles oderwał od tuszy szyje razem z głową kaczki. Swoimi wielkimi paluchami odrywał kawałki mięsa ukrytego między kręgami. Najlepsze zostawili sobie na koniec.
-Charles Striker. - Przedstawił się wszystkim nawet nie zwracając na nich zbytniej uwagi, która na ten moment była całkowicie poświęcona jedzeniu. - Jestem jednym z tych anonimowych najemników co pomagali przy sprzątaniu bajzlu w Zakera. Powiedzmy, ze osoba która miałem chronić przed kulami, miał wyjątkowego pecha bo zjebał się na niego cały sufit. Niestety nie zapisali w kontrakcie, że przed tym tez mam go chronić.
Uśmiechnął się krzywo. I tak miał dużo szczęścia, ze ten cały VIP był w sumie nikim. Góra nawet nie zwróciła na to uwagi. Nawet kwiatów nie wysłali. Ponoć straty po jego śmierci wyceniono na znikome.
-Potem spotkałem naszego lokalnego bohatera i wspomogłem ich w działaniach. Przynajmniej moi główni zleceniodawcy byli zadowoleni i dali podwyżkę 10% za PR-owy stunt.
Przewrócił oczami czując, że chyba jest już najedzony i rzucił kości do pojemnika. Po chwili wstał z miejsca idąc w stronę baru umyć ręce. Dopiero teraz reszta najemników, która go nie znała mogła zobaczyć jak niewymiarowy jak na człowieka był. Jakieś zaginione ogniwo między człowiekiem, a kroganinem.
Przeszedł obok lekko zaskoczonego barmana i skorzystał z umywalki. Wyjątkowo mocno czuł się jak u siebie, a do tego bar przecież był zamknięty tylko dla nich. Nie wydawało mu się żeby łamał jakiś potężny Savoir Vivre tej pieprzonej stacji.
-Jeśli chodzi o mnie, to opis jest dość krótki. Wskażcie mi co mam zabić i spierdalac mi z linii ognia.
Strzepał resztki wody z dłoni, zabierając po drodze energola z lodówki. Nienawidził smaku alkoholu, nawet jeśli trunek go nie posiadał. Wracając podsunął do Karajeva swoje jeszcze nie otwarte piwo.
-Bez obrazy.
Uśmiechnął się przepraszająco wyciągając papierosa z paczki leżącej na stole i przesuwając ja w stronę swojego towarzysza.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1114
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 19:45

- Bohater Cytadeli! Dzielny żołnierz Przymierza, który zorganizował ekipę ratunkową do walącego się budynku. - Curio dokończył myśli swojej przyjaciółki. Na głos, ot nie skąpiąc Karajevowi uznania. Wytarłszy ręce w chusteczkę, zmiętosił kawałeczek papieru w kulkę i niczym zawodowy koszykarz cisnął nim w pusty talerz. Piłeczka odbiła się od brzegu i spadła obok, na blat stołu. - Kurwa.
Szybko poprawił się, lewą ręką robiąc poprawny wsad i ponownie się rozsiadł. Mila dopytywała się o imiona, a Curio obserwował. Karajeva już zdążył sobie przypomnieć, chociaż nie pamiętał imienia. Viktor czy Vladimir? Ludzie mieli tendencje do strasznie zróżnicowanych imion, w zależności od ich pochodzenia. Ciężko to było, cholera, wszystko spamiętać. Natomiast reakcja żołnierza spodobała się Crassusowi. Przynajmniej nieco upewnił się, że sodówka nie uderzyła do głowy po ostatnich nagrodach i sławie. Na okazany szacunek sam nawet podniósł swoją dupę, by uścisnąć zaoferowaną dłoń.
- Mówisz lastrico, będzie lastrico. Jeśli chodzi o mnie to kupcie sobie coś ładnego, jeszcze nie zamierzam wyjeżdżać na tamten świat. - usiadł ponownie, a zauważywszy wzrok Karajeva szybko załapał o co chodziło. - Ja to bym się napił dekstro-kawki. Takiej z cukrem. I mleczkiem. Dekstro, oczywiście.
Pozostawiając Viktorowi zadanie zamówienia napitku, które zresztą sam zaoferował, turianin powędrował do pozostałej dwójki.
- A tak się złożyło, że wizyta w urzędzie skończyła się wizytą w centrali Cytadeli. Pojebana akcja, mówię wam. - odparł Ishy, kręcąc głową na wspomnienie tamtych chwil. Odruchowo poruszył ramieniem na myśl o swoim uszkodzonym dwukrotnie stawie barkowym. Zerknął na Ishę, ruchem dłoni dziękując za gumę z wiadomych przyczyn. - Aaa możemy sobie pierdolnąć selfie, jak chcesz. O sławę się nie bój, to obok mnie siedzi twarz R&C.
Ruchem głowy wskazał na Milę, a jego żuwaczki rozwarły się w szerokim uśmiechu. Na moment przed tym jak łokieć szturchnął Chorwatkę, co by na pewno wiedziała, że to tylko żartobliwa docinka.
Ostatni z trójki również się przedstawił. I on również brał udział w wydarzeniach, które rozegrały się w centrum galaktycznej społeczności. Teraz to już ciężko było się oprzeć wrażeniu, że to wcale nie prawdziwa robota a ukryta kamera. Może dlatego odpowiedź zajęła im tak długo? Bo przygotowywali wszystko! Curio jeszcze raz musiał rozejrzeć się po barze, czy aby na pewno nigdzie nie czaiła się ekipa gotowa wylecieć z kwiatami.
- Taa, trochę go obowiązki przygniotły, co? - odpalił do Strikera. - Sami bohaterowie się tu zebrali. Jak w tych, no. Książkach fantasy?
Skoro Charles poszedł być Charlesem gdzie indziej, uwaga Crassusa wróciła do całej reszty. Nachylił się nieco nad stołem, opierając łokcie na blacie. Przesunął pojemnik po swoim żarciu na bok i splótł trójpalczaste dłonie.
- Fajnie tak. Wy się znacie, w sumie prawie wszyscy sprzątaliśmy Cytadele. Zupełnie jak spotkanie po latach, nie? Galaktyka jest albo cholernie mała albo nasz zleceniodawca wybierał chętnych do tej roboty bardzo dokładnie. - na koniec jego wzrok spoczął na Lyssie, z oczywistych względów.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 64
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 85kr
Medale: 2
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 21:28

Mila wstała i uścisnęła dłoń Victora, automatycznie po tym chcąc sięgnąć do Charlesa...tylko po to by niezręcznie wycofać rękę. Co jak co, ale pancerza cudzym tłuszczem nie chciała sobie upaprać, więc skończyła na skinięciu głową. Do Ishy także podała dłoń, po czym klapnęła z powrotem, mieląc w ręce papierek po batoniku i generalnie rzecz ujmując, bawiąc się nim.

Tylko jedno. Żadnego, kurwa, wywalania w kosmos moich prochów. Chociaż martwym to chyba wszystko jedno — odparła i widząc, słysząc zamówienie Crassusa, sama się dorzuciła: — To jak już zamawiacie, to ja proszę o energetyka, największego jaki jest.

Przeleciała wzrokiem po zebranych, oceniając raz jeszcze ich przydatność. Wstępnie wszyscy się nadawali, a szczególnie po zeznaniach dwójki mężczyzn – nawet jeśli jeden z nich był psem Przymierza – potrafili strzelać. Nie raz i nie dwa kobieta spotykała się z amatorami, którzy nakłamali w swoim liście motywacyjnym, po czym zdychali po jednym strzale albo spieprzali.

Ach, Omega. Trochę jej brakowało tego klimatu, za bardzo zasiedziała się w tej klitce zwanej mieszkaniem.

Skinęła do Ishy, gdy ta zaczęła paplać o zdjęciach, po czym z udawanym oburzeniem odwróciła się do Crassusa, gdy ten zarzucał jej gwiazdorzenie. Zaraz po tym parsknęła głośno śmiechem, oddając szturchnięcie. — Tak, bycie twarzą jest super. Codziennie budziłam się na kacu i z pełnym kontem! Gdybym tylko nie mieszkała z tym wałem o tutaj... khem, tak czy siak Crassus biedny nerd, a to on zakończył spektakularnie tę farsę. Czaicie, że za wszystkim stał jeden piwniczak z ego wielkości Omegi? Nikt inny, on jeden siedział podpięty kablami i wszystkim kierował. Pojebane — dorzuciła, odbierając prawdopodobnie swojego energetyka i kilkoma długimi haustami go zerując. Odwróciła się na bok, powstrzymując pewne czynności życiowe, po czym wysłuchała krótkiego sprawozdania bojowych zdolności towarzyszy.

To jak wszyscy to powiedzmy, że ja jestem od zbierania wpierdolu i dawania takiego. Także proszę mi nie strzelać w plecy... ani nie rzucać granatów pod nogi. Tak, raz mi się zdarzyło i to nie było miłe — to co mówiła, było racją. Kiedyś podczas jednej z misji jeszcze podczas jej służby z Błękitnymi Słońcami stała z przodu, gdy jeden z najemników totalnie z dupy rzucił granatem, nie trafiając w docelowe miejsce, a prosto pod jej nogi. Gdyby została dosłownie w tamtym miejscu, nie byłoby już Mili, ale samo zdarzenie przyjemne nie było.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 83
Posty fabularne: 63
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 2.800
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

13 gru 2021, o 21:57

W pewnym momencie z głowie Kiru pojawiła się myśl, że przydałoby się sprawić sobie nowy pancerz i nie pogardziłaby również nowym karabinem z nieco wyższej półki. Jednak wszystkie te przyjemności wymagały dużej ilości kredytów, zwłaszcza pancerz, który musiał być robiony na zamówienie. A te niestety miały tę irytującą cechę, że jakoś nie chciały same pojawiać się na jej koncie.
Dlatego yahganka chętnie zgłosiła się do tej roboty. Ekstrakcje VIPów z różnych niebezpiecznych miejsc zawsze należały do dobrze płatnych gdyż członkowie rodzin lub współpracowników zwykle byli chętni sięgnąć głęboko do kieszeni by zapewnić im bezpieczeństwo. Oczywiście poziom trudności takiej ekstrakcji mógł się bardzo wahać w zależności od tego ilu wrogów ów VIP zdążył sobie narobić w czasie wypadu na rubieże galaktyki.

Trzy dni oczekiwania na odpowiedź były nietypowe i Kiru zaczęła już rozglądać się za innymi zleceniami, podejrzewając że zleceniodawcy wybrali już kogoś innego lub cel odnalazł się, żywy lub martwy, i cała sprawa została odwołana. Dlatego nawet nieco zdziwiła się gdy na jej omni klucz przyszło wreszcie potwierdzenie od zleceniodawcy, wraz z nazwiskiem kontaktu i miejscem zbiórki. Bar Astrate, jedna z tych spelunek z których słynęła stacja, gdzie można było dostać rozcieńczone drinki, byle jakie żarcie i kosę pod żebro jeśli ktoś nie był wystarczająco ostrożny.
Szybko namierzyła asari siedzącą z grupką podejrzanych osobników, jak nic jej przyszłych współpracowników, po czym skierowała się w ich stronę.
- Kiru - rzuciła krótko, wszak przyjechała tu na robotę a nie w poszukiwaniu przyjaciół. O współpracownikach potrzebowała wiedzieć tylko tyle czy potrafili dać sobie radę na polu walki a w tym wypadku, przynajmniej w większości, na takich wyglądali. Z tego co zauważyła, niektórzy raczyli się jedzeniem na wynos, jednak ona wolała najeść się przed robotą niż ryzykować problemy żołądkowe od śmieciowego jedzenia.
ObrazekObrazek

GG: 43573518
Zarówno do mnie jak i do mojej postaci należy zwracać się używając rodzaju żeńskiego.
Kiru Heidr Varah

Avatar użytkownika
 
Posty: 532
Posty fabularne: 20
Dołączył(a): 3 cze 2013, o 22:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 34.493
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

14 gru 2021, o 00:46

Asari obserwowała ich z kolejna gdy wchodzili do baru. Lokal okazał się w trakcie zamknięty dla osób niezwiązanych z tym zleceniem, prawdopodobnie za jej sprawką. Gdy zwykli mieszkańcy stacji pojawiali się przed drzwiami, te nie uchylały się zapraszająco, a tych bardziej problematycznych klientów przeganiał rosły barman wychodząc zza swojej lady.
Nie udzielała się zbyt mocno, krótkimi słowami witając każdego z osobna. Niezainteresowana pochłanianiem dodatkowych kalorii ani zamawianiem kolejnych trunków, przeglądała swój omni-klucz w trakcie ich wzajemnego przedstawiania się. Nie wyglądała też na zaintrygowaną obecnością bohaterów Cytadeli obok niej - musiała wiedzieć kogo się spodziewać, nie było to więc dla niej żadnym zaskoczeniem.
Gdy jako ostatnia, w drzwiach stanęła Kiru, kobieta przesunęła wzrokiem po rosłej sylwetce yahga i skinęła jej głową, wreszcie podnosząc się ze swojego miejsca w loży. Stanęła obok niej, omiatając wzrokiem pomieszczenie i upewniając się, że nikogo im już nie brakuje.
- Witajcie. Dobrze, że zaznajamiacie się z umiejętnościami waszych kompanów. To właśnie ze względu na nie wybrano was do tego zadania - zaczęła, opierając się tyłem o krawędź blatu jednego ze stolików. - Nazywam się Lyssa T'Saeri. Będę waszą niańką i przewodnikiem. Jako jedna z niewielu szczęściar mieszkałam przez pewien czas na Nyx i wyrwałam się z tamtego miejsca zanim zeżarło mi mózg. Znam stację i jej zasady, znam Octavię i Vilchisa. W walce również sobie poradzę, nie musicie się mną przejmować.
Wiele można było powiedzieć na jej temat na podstawie tego, jak wyglądała.
Nie była młoda, choć wiele brakowało jej do pozostania matką. W jej oczach połyskiwał spokój, ale też zdobyte przez setki lat doświadczenie - coś, co z rzadkością obserwowano u młodziutkich asari, nawet jeśli fizjonomią przypominały swoje wykształcone siostry. Jej pancerz był smukły, elegancki, sugerujący jej priorytet w utrzymaniu pełni mobilności poza mocniejszym wzmocnieniem ceramicznych płytek. Przypięte do jej paska uzbrojenie - pistolet maszynowy przy udzie - nosiło ślady długiego użytkowania.
Choć miała służyć za przewodnika, Lyssa z pewnością nie była cywilem.
- Stacja jest mała. To rozbudowany kompleks wydobywczy porzucony przez pewną firmę przed laty, zagospodarowany w późniejszym czasie przez Matką Octavię i jej zwolenników. Octavia steruje wszystkim, co dzieje się na miejscu, a przez to, że ludności nie jest dużo, niełatwo jest cokolwiek przed nią ukryć, choć jest to możliwe - westchnęła, sięgając do omni-klucza i uruchamiając holograficzny obraz małej asteroidy, w której wydrążonym wnętrzu znajdowała się Nyx. Strzeliste wieże stacji wystawały w niektórych miejscach z nieregularnej, skalistej powierzchni, jednak większość pozostawała ukryta przed ciekawskim okiem kamery. - Galaktyka utraciła kontakt ze stacją, ale tak naprawdę nie wiemy co się stało. Może Zbieracze postanowili zaatakować nie-ludzką kolonię, może piraci wreszcie połasili się na łakomy kąsek kultu, za którym nikt nie będzie tęsknić. Tak czy inaczej, nie zaobserwowano żadnego statku, który dokowałby na ich jedynym lądowisku od czasu utracenia łączności. Wysyłaliśmy drony, skanowaliśmy powierzchnię, ale żadne sygnały nigdy nie wychodziły poza teren stacji, ani kiedyś, ani teraz. Octavia była skryta. Lista statków, które miały zezwolenie na lądowanie jest bardzo krótka i prawie nigdy się nie zmieniała.
Obraz asteroidy zmienił się w identyfikator statku handlowego. Mała korweta miała pojemność magazynową, która tworzyła z niej zaledwie małą płotkę na niebezpiecznych szlakach transportowych Systemów Terminusa. Obok cyfrowego identyfikatora, dwuosobowej załogi i rozpisanego ładunku tkwiła nazwa Aegis.
- Znaleźliśmy statek, który opuszcza Omegę dzisiejszego dnia z planowaną dostawą na Nyx. Czy zastaniemy kogoś w domu, czy nie, jest naszym sposobem na dostanie się na lądowisko bez zostania zestrzelonym przez zautomatyzowane systemy stacji - poinformowała ich, przełączając kartę statku na kartę ładunku. - W wypadku zastania w środku Octavii ze swoimi przydupasami, mamy dla nich hojny podarunek w zamian za pozwolenie na wejście na stację - dodała, pokazując sporej wartości paczkę zawierającą liofilizowaną żywność i czystą wodę - towar luksusowy w kosmosie, w którym najtańszą metodą produkcji jedzenia były niskiej jakości farmy i przetwarzanie odpadów.
Paczka, oczywiście, była zwykłą łapówką.
- Powinniśmy unikać wejścia w otwarty konflikt z ludźmi Octavii, ale nie mamy wystarczającej ilości informacji by zakładać, że pokojowe dotarcie do Enzo będzie możliwe. Stąd nasza mała armia - uniosła wzrok znad urządzenia, rozglądając się po pozostałych. - Czy ktokolwiek z was potrzebuje czegoś przed wyruszeniem? Mamy kilka godzin do wylotu statku.
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Bar Astarte

15 gru 2021, o 03:01

- Jak możemy, to dawaj.- rzuciła ochoczo do Crassusa i bardzo szybko przeniosła się tak, by usiąść centralnie koło niego, lekko go objąć i zapozować poprzez uśmiechnięcie się i zrobienie wolną ręką znaku pokoju pod postacią małej literki "V" palcami. Zgodnie z tym co Turianin powiedział, selfie zostało pierdolnięte, po czym ta wróciła szybko na poprzednie miejsce. Wysłała je prawie od razu Skaxowi i Fulvinii z podpisem "a mogliście ruszyć dupy i zapoznać tego tu bohatera cytadeli :D"

- Dopinając kwestie pogrzebowe, róbcie ze mną co chcecie, nawet w kosmos wyjebcie. Oooo, albo jak się da to dawajcie do jakiegoś mauzoleum, że wielką bohaterką byłam. I spamcie na Thessię wszystkim z moim nazwiskiem, że chuj im w dupę i umarłam jak legenda. Dobra? Mamy umowę? Super.- dorzuciła ostatnia w kwestiach swojej ewentualnej śmierci, która totalnie nie nadejdzie, po czym puściła lekkiego balona, który pękł prawie od razu. Pęknięcie to sygnalizowało tymczasowy koniec odzywania się ze strony Asari, gdyż właśnie wtedy zaczęła się wypowiedź ze strony Lyssy.

Cała operacja brzmiała dosyć intrygująco. Dużo rzeczy, które mogły pójść źle i dużo rzeczy, które NA PEWNO pójdą źle zgodnie z prawami Murphy'ego, czy jak to się tam nazywało. W sumie nie pamiętała, ale nieważne jak się to nazywało, na pewno tak będzie.
Podczas monologu ich przewodniczki widać było jak Asari bardzo szybko zerka na swoje omni i sprawdza czym dokładnie była ta stacja, porównując sobie to co mówiła ona, jak i to co może przeczytać.

Gdy ta skończyła mówić, najemniczka szybko się wtrąciła:
- Nie żebym była jakaś wybredna co do informacji, ale można coś więcej o tej Octavii i tym co dzieje się na tej stacji? Wiem tylko, że chujowo ze stosunkiem do prawa, ale to tyle. Nazwałaś to kultem. Istoty tam żyjące są, uh, pierdolnięte, czy tak sobie rzuciłaś?- zapytała prawie od razu, nie dając w zasadzie Lyssie za dużo czasu na złapanie oddechu po swojej wypowiedzi.- Żeby nie było, nie pytam bo mam taki kaprys, tylko po to by wiedzieć czy jesteśmy tam zdani na siebie bo wszyscy są pierdolnięci, czy możemy liczyć na to, że jest jakieś podziemie, z którym da się rozmawiać. O i jeśli już pytam o informacje to przydałoby się coś o tym statku, ale to zakładam, że zaraz i tak dostaniemy bo musimy to przejąć.- po zakończeniu swojej wypowiedzi, wydała z siebie parę mocno przerysowanych wdechów, jakby sygnalizując, że mówienie tyle wyczerpało nawet ją.

- A jeśli chodzi o rzeczy, których potrzebuję, to chyba wszystko mam. Jak sprawdzałam na pokładzie to wszystko było, a chyba nikt mnie nie okradł, więęęęęc jak na moje to możemy iść.- rzuciła z lekko błyskotliwym dźwiękiem imitującym kliknięcie przy odbezpieczaniu broni.
ObrazekObrazek
Isha D'veve

Avatar użytkownika
 
Posty: 68
Posty fabularne: 56
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: statek
Kredyty: 4.250

Re: Bar Astarte

15 gru 2021, o 15:41

Barman był skłonny do kooperacji. Odbierając od niego zamówienie Viktorowi przeszło przez myśl w jaki sposób ta cała Lyssa pozwoliła na jego obecność przy odprawie i w jaki sposób nie dopuści do wycieku informacji operacyjnych. Być może bar był własnością jej lub jej szefa. Wciąż jednak lekkomyślne było dopuszczać więcej osób do danych niż było to konieczne. Wróg mógł barmana kupić, zastraszyć czy wręcz torturować.
- Twoja kawa Curio- rzekł niezbyt głośno, by nie przerywać wywodu asari. Sam pozostał przy piwie- na Omedze trzymał się butelkowanych napojów, a słodkich produktów zwyczajnie nie lubił.
Choć w trakcie wywodu Karajev kręcił się po sali, chodząc od baru do stolików, nie oznaczało to tego, że nie słuchał uważnie. Wciąż traktował swoją pracę bardzo serio, lecz ostania misja sprawiła, że jakby... był mniej spięty. Batariańska katastrofa i kryzys na Cytadeli wreszcie uwalniały go ze swoich szponów, w dodatku po raz pierwszy nie był na ściśle wojskowej misji. Praca dla cywili wiązała się z mniej ścisłą dyscypliną, brakiem formalności czy trzymania się regulaminu. Pozorne lżejsze warunki pracy jednak niosły ze sobą ryzyko chaosu, mniejszym zgraniem zespołu, nakładaniem się kompetencji lub przeciwnie- dziurami w tychże, co ostatecznie obniżało prawdopodobieństwo sukcesu. W dodatku nie można było wezwać wsparcia. Viktor z rezerwą podchodził do tego typu nowego dlań rynku pracy. Spojrzał mimowolnie na nowych towarzyszy broni. Misja z Ishą udowodniła mu, że najemnicy pod wojskową komendą dobrze działają, ale teraz, bez bata dowództwa jak sobie poradzą? Ostatecznie nic ich nie łączyło z VIktorem, nie przyjmą na siebie kuli za brata w mundurze, bo ta wieź zwyczajnie nie istniała. Na korzyść Curio i Mili świadczyły wyniki- nie dyskutowało się z uratowaniem radnej, choć dlaczego nie dokonano aresztowania Exile? Być może jedna kula zaprzepaściła możliwość odkrycia siatki terrorystów na Cytadeli?
Nie umiał powiedzieć, więc nie można było wydać ostatecznego osądu. Wątpliwości jednak pozostały, kładąc cień na tą ekipę.
Gdy Lyssa skończyła odpowiadać na pytania Ishy, Karajev podniósł dłoń, zaznaczając, że ma pytanie. Gdy tylko złowił bezpośredni wzrok asari, przemówił.
- Dobrze by było, byśmy dostali mapki kompleksu, każdy indywidualną - zaznaczył- Ponadto ludności niewiele, ale ilu pod bronią? Jakie uzbrojenie? Mechy? Zaawansowane systemy obrony wewnątrz kompleksu? Czy status polityczny enklawy Octavii, czy ogłosiła wrogość wobec konkretnej grypy galaktycznej?
Nagle Viktor zaklął pod nosem, obracając się ku Curio.
- Zapomniałem o cukrze- rzucił skrzywiony.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 98
Posty fabularne: 85
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 29.370
Medale: 2
Szaleniec (1) Glitch (1)

Re: Bar Astarte

15 gru 2021, o 19:46

Rozpoczęcie odprawy oznaczało dla Strikera tylko jedno. Czas się w końcu przebrać w swój osprzęt. Otworzył swoja torbę powoli wyciągając każda cześć swojego głównego pancerza. Cos, wiedział już jak bardzo będzie on wymagał konserwacji po tej misji. Niestety była to trochę wina jego lenistwa, gdzie zamiast to zrobić podczas wolnego to uznał, że już chuj i zostawi jak jest. Teraz jak się nad tym zastanawiał to powinien był to zrobić wcześniej.
Zaczął ściągać z siebie swoje odzienie wierzchnie, jednak zamiast jakiejkolwiek nagość wszyscy mogli dojrzeć zwykły strój z pianki noszony pod częściami pancerza. Oczywiście zaczął od nogawic, by potem zabrać się za klatkę. Musiał uderzyć kilka razy w zaczep by ten właściwie złapał. To akurat była pamiątka po Asari, która rzuciła w nim ścianę. Niby nic, ale cholernie go wkurwiał ten mankament. Finalnie mógł założyć naramienniki. Te jak zawsze leżały perfekcyjnie.
Oczywiście przez cały ten czas oporządzania się w jego ustach powoli dopalał się papieros. Kaptur zwiadowczy przypiął sobie jak zawsze do jednego z naramienników. Ten akurat był mu potrzebny najmniej na ten moment. Ostatnie co wyciągnął z torby to złożona motyka, która oczywiście po wyciągnięciu szybko rozłożył i przeglądał czy wszystko działa tak jak powinno.
Co dziwne nie wyglądał w ogóle jakby był zainteresowany ta odprawa. Wyłapywał tylko co któreś ważniejsze zdanie żeby spamiętać. Akurat jeszcze nie zdarzyło mu się w całej karierze walczył z jakimś kultem, ale też nie musiał o tym wiedzieć zbyt dużo. Mechanizmy takich instytucji wciąż były dość łatwe do zrozumienia. Problemem było to, ze jeśli ta cala Octavia zdechnie z ich ręki to raczej tej stacji nie opuszcza. Pewnie będą krzyczeć, ze teraz mają swojego męczennika czy inne gówno. Miał tylko nadzieję, że za nim do tego dojdzie to już będą mieć plan na ewakuacje.
Jego wzrok skierował się na Ishe - Ta, tym ruchem oporu jesteśmy my. - Parsknął śmiechem sprawdzając zamek w broni. Ta stacja należała do Octavi, skąd niby miałby tam być jakikolwiek ruch oporu? Prędzej bańka na stacji pękła i powstała wielka schizma o jakąś pierdołę. I nawet jeśli ten scenariusz mógł się wydarzyć to i tak gówno pomagał im.
Jego wzrok potem skierował się na Karajewa i był nieco podziwu. W końcu zaczął pytać o znacznie więcej niż zazwyczaj. Może jednak będzie z niego jeszcze kontraktor. W końcu odłożył broń na plecy gdzie było jej miejsce. Zapalił kolejnego papierosa od starego.
- Nie będziesz mieć problemu do strzelania w byłych swoich? - Spytał Asari unosząc lekko jedna brew. - Rozumiem, ze macie jakieś swoje tam zatarcia, ale nie chciałbym w połowie zadania zostać wystawionym do wiatru.
To w sumie było jedyne pytanie jakiego potrzebował. Znal już takich gotowych walić w swoich byłych towarzyszy. Finalnie jakaś cześć moralności zawsze się odzywa, że jednak to nie jest najlepszy pomysł. Krótkie zwątpienie mogło zawsze pokrzyżować założenia misji.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1114
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Następna strona

Powrót do Dystrykt Gozu

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości