Dzielnica mieszkaniowa położona na niższych poziomach stacji, do której w łatwy sposób można dostać się przy pomocy promu. Słynie z tego, że na jej terenie umieszczona jest Klinika Omegi. Dzielnica ta objęta jest strefą kwarantanny z powodu nieznanej plagi, która dziesiątkuje populację.
Jedynym sposobem na dostanie się do dystryktu Gozu jest przejście przez dystrykt Doru lub Kima.

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

28 sty 2022, o 05:26


Nietrudno było zrozumieć potęgę stojącego przed nią Urko. Nawet, jeżeli sam w sobie był starcem, być może schorowanym, jego cielsko przystosowane było do przetrwania. Przewyższał Ishę setkami lat na swoim karku i nadmiarem dodatkowych organów w swoim wnętrzu. Nie wyglądał na takiego, który kwapił się do walki, ale nie oznaczało to jego miłego nastawienia. Jej słowa, choć go interesowały, jednocześnie wzbudzały jego irytację. Pokręcił lekko łbem gdy kończyła swój wywód, niemo wskazując, że jej próby nie odniosły zamierzonego skutku.
- Mogę też to wszystko wyciągnąć z twojego omni-klucza po tym, gdy przygotujemy cię do wysyłki - prychnął wściekle, wskazując, że ewidentnie podjął już decyzję.
Jego ciało opadło z hukiem na twarde siedzisko pod ścianą, gdy mężczyzna stracił swoje zainteresowanie asari. Jego dłoń uniosła się w górę, sygnalizując polecenie dla pozostałych.
Polecenie, które okazało się zbyt szybkie, nawet dla jej zaciętości w walce.
Batarianin za jej plecami zareagował niemal natychmiast, gdy tylko jej ręka drgnęła, sięgając do magnetycznego zaczepu na plecach. Gdy oderwała od niego karabin, poczuła tępy ból w swoim nadgarstku, szarpnięcie w tył. Batarianie przywykli do rozbrajania swoich przeciwników - pierwszy z nich, stojący bliżej niej, żwawo podchwycił jej broń gdy tylko zdecydowała się jej użyć. Karabin z trzaskiem wylądował po drugiej stronie pomieszczenia.
Trzask przypominał odgłos wystrzału, który rozpoczynał każdy wyścig.
Biotyczne smugi owładnęły kobiecym ciałem, gdy w wykształconym w dzieciństwie odruchu sięgnęła do unoszącej się wokół niej energii. Usunęła się z trajektorii lotu wystrzelonej ku niej, elektrycznej siatki, słysząc jej ciche wibracje, wskazujące na bardzo szkodliwe działanie. Działała szybko, z determinacją, której batarianie się nie spodziewali. Być może zakładali, że była kolejną, niewinną asari, która z trudem dotarła do tak niebezpiecznego miejsca pomimo swojej niewinności.
To założenie zniknęło w chwili, w której w jej dłoniach spoczął karabin szturmowy.
Odrzut był znajomym uściskiem przyjaciela, którego znała, któremu mogła zaufać. Pociski poszybowały w przestrzeń, odbijając się od powlekających pancerze tarcz. Uniesione biotyką, lewitujące ciała batarian wydawały się pokraczne, niezdarne w przestrzeni.
Nim zdążyła przygotować się na unik, jej świat wypełnił blask naelektryzowanej siatki wystrzelonej przez jednego batarian.
- Brawo - burknął Urko, mimo swojego mało optymistycznego tonu wydając się zadowolony, podczas gdy Isha, owinięta elektryczną siatką, poczuła, jak jej mięśnie kurczą się, kończyny zbijają w jedno, wymuszając pozycję kłębka podczas gdy pień mózgu nakazywał walkę o przetrwanie. - Zostawcie ją. Ma być żywa, taka jest warta najwięcej. Szczególnie nieuszkodzona.
Zarechotał, w krótkim tryumfie obserwując zmagania Ishy, nie zakładając, że kobieta była w stanie się wydostać. Siatka wprawiła jej ciało w stan katatonii, sprawiła, że większość wykonywanych przez jej ciało ruchów w tym elastyczmym więzieniu była bezwarunkowa. Nikt nie zakładał, że zdoła się z niej wydostać - nikt więc nie zwracał uwagi na to, że szamotała się w miejscu, usiłując to zrobić.
Z pomocą przyszło jej omni-ostrze.
Narzędzie o tak wielu zastosowaniach, kierowane jedynie jej dłonią, nad którą udało jej się zapanować. Przecięło z sykiem siatkę, wzbudzając krzyk protestu wśród pozostałych. Batarianie natychmiast zwrócili na nią uwagę, wznieśli lufy trzymanych przez siebie karabinów, gotowi na atak.
Nie byli jednak gotowi na możliwości wypełnionego adrenaliną ciała młodej asari.
Ich sylwetki uniosły się w powietrzu, ciśnięte w przestrzeń mocą kontrolowaną przez niej materii. Skonfundowani, ale też przede wszystkim wściekli, odpowiadali swoimi atakami, strzelając w jej stronę pomimo swojej niedogodności, zmuszając do akrobatycznej ucieczki. Stolik, przy którym grali, natychmiast został przewrócony na bok, służąc jej za tymczasową ochronę.
Chwile, w których zbierali swoje siły, usiłowali wycelować, były chwilami słabości. Chwilami, które wykorzystywała, wyskakując naprzeciw, do środka pomieszczenia, ciskając błękitnym płomieniem w roziskrzone ognisko. Wrzaski złości batarian mieszały się z ich odgłosami agonii. Ich rekompensata w ogniu raniła jej skórę, odbijała się siniakami na skórze pod powierzchnią uderzanych płytek ceramicznych. Jeden z pocisków batarianina trafił w jej lewe ramię, ograniczając jej mobilność w walce. Inny drasnął jej twarz, pozostawiając na policzku głęboką szramę, której teraz nawet nie czuła.
Jej umysł chciał jedynie przetrwać.
Gdy dwójka przeciwników, których ciała wykręciły się w nienaturalny sposób, gdy w szczeliny ich pancerza wsiąknęły biotyczne płomienie, spadła wreszcie na ziemię, przyglądający się temu Urko nawet nie drgnął.
Nie ruszał się w ciągu całej walki. Oglądał, nie wyrażając wielu emocji. Spoglądając na Ishę, skrzywił się lekko, ale przekrzywił głowę, jakby studiując jej ranną sylwetkę.
- Czerwony piasek jest mój. W zamian załatwię ci lokalizację i wejście do miejsca, w którym jest ta druga - zagrzmiał, łaskawym tonem, jakby proponował jej układ.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

28 sty 2022, o 15:03

Już gdy mówiła końcówkę swojego zdania, wiedziała, że nic z tego nie będzie. Kroganin był zbyt zirytowany i zbyt pewny siebie. Była więc gotowa by nauczyć go, że należy jej się szacunek.
- Możesz spróbować!- odparła, nie kryjąc przy tym agresji, gdy ten wykonał swój rozkaz. Batarianie nieco ją zaskoczyli, spodziewała się nieco innego ruchu, ale i do tego mogła się dostosować.

Wpierw seria uników, a nawet i pierwszej siatki, potem ci znaleźli się w powietrzu, a ona wybiegła po karabin. Złapała go, nawet dała radę strzelić i nieco obić jednego z tych skurwieli. Planowała już kolejne strzały, potem Odkształcenie, atak z biotyki...

Ale odrobinkę się przeliczyła. Dostała siatką. Myślała, że jak przesunie się odrobinkę na lewo to uniknie tak jak za poprzednim razem, ale niestety była w błędzie.

Mięśnie zostały skurczone i wymuszone do pełni swojego potencjału przez elektryczność, ta zaś musiała zwinąć się w kłębek z paraliżującego bólu.
Ciało zaczęło zawodzić, ale umysł działał perfekcyjnie. Była wyszkolona do takich sytuacji, wiedziała jak poradzić sobie z tego typu próbami. Pamiętała swoje szkolenia i doświadczenia jako najemniczka. To była w tym momencie jej główna przewaga. Resztką sił zapaliła omniostrze, które od razu rozcięło kawałek siatki, uszkadzając ją i zmniejszając dawkę prądu, dzięki czemu mogła rozciąć ją całą. Wyskoczyła spod niej praktycznie jak sparzone zwierzę. Jedna ręka wytworzyła osobliwość nad nimi, druga zaś rzuciła się do skoku.

Sama nawet nie wiedziała trochę co robi, za bardzo dała instynktowi kontrolę nad ciałem. Z drugiej strony, instynkt ten właśnie wszystko jej wygrał.

Seria skoków i uderzeń. Przemieszczała się szybko, niczym biotyczna, wściekła smuga.

Uderzała z podobną prędkością. Niezbyt nawet wiedziała ile jej to zajęło, nie liczyła. Po prostu atakowała, podtrzymywała ich w powietrzu, i przemieszczała się na tyle szybko, by nie mogli jej zestrzelić.
Nieważne ile to zajęło. Ważny był efekt - w końcu biotyczny ogień przeczyścił ich organizmy i wyssał ich z życia, a zwłoki wylądowały, lekko "zognione", na ziemię.

I wtedy Urko zareagował. Isha potrzebowała jeszcze chwili by wyjść z bojowego nastroju. Aktywowała na nowo tarcze, wzięła całą serię wściekłych oddechów. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna aby zaatakować i Kroganina, by wybić z niego odpowiedzi siłą, ale rezon odzyskał kontrolę, a Isha stała się na nowo...Ishą?

Natłok myśli był spory i na tyle chaotyczny, że ciężko było wyciągnąć z niej konkretne zdanie. Była wściekłość. Była chęć zabicia Urko. Była chęć odejścia stąd. Była chęć pójścia się napić. Była chęć...wielu rzeczy.
Aż w końcu wyłoniło się jedno zdanie z myśli Asari:
Kurwa, nie jestem w tym taka zła.

- Oh, nie wątpię, że możesz mi załatwić wejście tam. Właśnie próbowałeś.- przewróciła oczami. Miks irytacji, adrenaliny i wszelkiej innej maści rzeczy powodujących agresję jeszcze pozostał, ale powoli ustępował.

Urko był jednak Kroganinem biznesu. Chyba uznał, że lepiej będzie współpracować, bo D'veve zabiła mu już dwójkę ludzi i może być warta więcej kłopotu niż zysku z potencjalnego sprzedania jej. Dlatego też chciał załatwić sobie inny interes. Interes będący jej (raczej) na korzyść. Druga wersja mogła być taka, że jako Kroganin zaczął szanować ją bardziej jak równą, w momencie gdy pokazała, że nie jest niewinną, potencjalną ofiarą, a kimś bardziej na równi. W każdym bądź razie, boss dystryktu Gozu szybko stał się nieco bardziej kordialny.

Problemem mogło jednak być to, że Czerwony Piasek był mistyfikacją i kłamstwem. Ale chuj z tym, nie zamierzała się z nim już widzieć.
- Ale dobra. Słucham. Lokalizacja, wejście tam? Co i jak?
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Posty fabularne: 183
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

28 sty 2022, o 21:49

Urko nie kwapił się do walki, ale sam w sobie również stanowił zagrożenie. Nawet stare, zniszczone latami, krogańskie ciało było w stanie bardzo Ishy zaszkodzić. Jedno, celne uderzenie jego omni-ostrza mogło zakończyć jej żywot gdyby zapragnęła go zaatakować. Mając pozycję za biurkiem, które ich odgradzało, posiadał osłonę - taką, którą mógłby z łatwością pchnąć naprzód, lub nawet wykorzystać w formie tarczy. Kroganina siła przewyższała tą asari, nieważne w jakim był stanie.
- Sprzedałem ją batarianom. Latali statkiem, nazywał się... eee... - wytężył pamięć, nim zawiodła go cierpliwość. Uruchomił omni-klucz, zerkając na kilka ostatnich wiadomości i wybierając tą, która go interesowała. - Conestoga? Canestoga? Chuj go tam, no statek. Łajba łowców niewolników, jak każda inna.
Odchrząknął, przyglądając się leżącym ciałom swoich podwładnych wzrokiem całkowicie beznamiętnym. Batarianie niewiele dla niego znaczyli, co nie było trudne do zauważenia. Kroganin był w końcu biznesmenem, a jego podwładni niczym innym, jak wynajętą przez siebie siłą roboczą.
Najciekawsze w tym wszystkim był kompletny brak reakcji turianina przy stoliku przy samym wejściu, który wydawał się być pogrążony we śnie odkąd tylko Isha weszła do środka pomieszczenia. Nie wstał, nie rzucił się do walki na znak Urko. Być może w ogóle mu nie służył i był ofiarą, a może, zwyczajnie, nie musiał mieszać się w ten biznes.
- Wiem, gdzie ten statek teraz jest, ale no, jest uzbrojony. Tak samo jak załoga. Jeśli masz pod ręką krążownik i oddział komandosek asari, to, po pierwsze, po chuj go nie zabrałaś teraz? - mruknął, kręcąc głową. - A po drugie, możesz lecieć i odbijać swoją koleżankę. Ale jak na moje oko, jesteś zupełnie sama.
Nieważne jak dobrze poradziła sobie Isha z jego pracownikami. Statek, cała fregata pełna batariańskich handlarzy niewolników na pewno nie byłaby tak prostym celem do zdjęcia. Nawet, gdyby miała ze sobą statek i towarzystwo dwójki swoich przyjaciół, ciężko było to nazwać oddziałem komandosek, którego, według kroganina, wymagał potencjalny abordaż.
- Mogę cię sprzedać. Polecisz tam i trafisz do celi, najprostszy sposób. Ona i tak grzeje swoją - wzruszył lekko ramionami, choć te ledwie drgnęły w tym grubym pancerzu. - Założymy ci trefne kajdanki. Może cię poturbują, ale na miejscu się uwolnisz i poszukasz se kogo tam chcesz.
Propozycja kroganina była ryzykowna - w dodatku zakładała, że poza trefnym czerwonym piaskiem, otrzymałby jeszcze wynagrodzenie za sprzedaż kolejnej asari. Bardzo dużo zysku z zerowym ryzykiem po jego stronie.
Prawdziwa natura biznesmena.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

28 sty 2022, o 22:06

Nie zamierzała z nim walczyć, głównie ze względu na pragmatyzm. Była niezła, ale oberwała, a on, nawet jeśli już miał swoje lata, mógł wciąż być zagrożeniem. Dlatego też postanowiła go nie atakować. Zresztą, mógł jej się przydać.

Szybko dostała namiary na statek, niestety nie dostała jednak jego lokalizacji ani żadnych informacji na jego temat. Nie wiedziała nawet z jak dużą Batariańską operacją miała do czynienia. Urko trzymał swoje karty przy sobie, choć i tak zdradził wystarczająco dużo. Miała dla niego jeszcze parę zastosowań.

- Ooooooookej.- przedłużyła słowo i szybko przemyślała swoje opcje. Infiltracja tego typu nie była złym rozwiązaniem, miała nawet sens, ale niezbyt wiedziała jak miałaby się do tego zabrać. Mogła się tam DOSTAĆ, ale nie wiedziała jak stamtąd ucieknie. Z drugiej strony...?

Coś wymyśli.

- Byłbyś w stanie przemycić tam mój sprzęt? To, że ją znajdę, to połowa sukcesu. Chciałabym nie skończyć jako niewolnica Batarian.- odpowiedziała mu raczej krótko. Nie wyraziła jasnej zgody na cokolwiek, ale ton sugerował, że mocno się nad tym zastanawia.

Fakt. Nie dysponowała składem komandosek Asari. Znała kogoś, kto dysponował, ale Isyxa raczej nie byłaby skłonna do użyczenia swojego oddziału. Zresztą, Thessia by na to nie zezwoliła. Tak samo przez jej myśli przeszła szybko propozycja zawiadomienia Thessi o tym gdzie znajduje się ich potencjalna Ardat-Yakshi, ale to też mogłoby nie zadziałać. Albo mogliby się zjawić za późno. Czy wszystko zależało w pełni od niej? Chyba tak.
Niezbyt podobała jej się perspektywa układu z gościem, który właśnie ją prawie zniewolił. Z drugiej strony, miała w sobie jakiś pragmatyzm. Najwyżej odstrzeli mu łeb po wszystkim.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Posty fabularne: 183
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

1 lut 2022, o 01:05

Biznesowa strona kroganina bardzo szybko przeważyła jego urazę wywołaną popisem zdolności bojowych D'veve. Widząc jej zainteresowanie tą mało kuszącą opcją, które w zasadzie gwarantowało mu podwójny zarobek, nieświadom nieistnienia krat czerwonego piasku, drapał się po brodzie, kombinując nad szczegółami ich planu.
- No, powinno się udać... - mruknął sam do siebie, jakby na moment zapominając o jej istnieniu. - Dobra, to ja się z nimi skontaktuję.
Sięgnął do swojego omni-klucza, wystukując krótką wiadomość do swojego kontaktu - kimkolwiek on tylko był. Na razie los Ishy nadal nie był przypieczętowany - dwójka oprychów, których pokonała, leżała wygodnie na ziemi. Nikt nie blokował jej drogi ucieczki, może poza turianinem, który spał, lub tym u góry stojącym pod drzwiami. Była szybka, miała element zaskoczenia po swojej stronie - gdyby cokolwiek poszło źle, nadal miała szansę na wolność, którą miała niedługo świadomie utracić.
- Zabiorą ci broń, to na pewno. Ale pancerz zostawią - machnął ręką na jej obawy, a także potencjalne wahanie, które było dość widoczne w jej zachowaniu i głosie. - Byłaś kiedyś na łajbie niewolników? Niektóre trzymają się na ślinę. Gdyby doszło do rozszczelnienia, towar musi się zachować.
Frachtowce miały dość podstawową zaletę potencjalnych problemów z ciśnieniem czy systemami podtrzymywania życia - w razie uszkodzenia statku, skrzynie magnetycznie przymocowane do podłogi nie miały prawa utracić na swojej wartości. Gdy towar był żywy, każda, mała awaria mogła sprawić, by stał się całkowicie bezwartościowy.
Na swój sposób czyniło to sytuację Ishy znacznie lepszą.
- Dobra, spotkamy się w tym miejscu o porze, którą ci wyślę, młoda. Miej lokalizację tej skrzyni ze sobą. - zarządził, łącząc się z jej omni-kluczem i przesyłając swój kontakt. Pokręcił głową z niedowierzaniem, podnosząc wzrok znad urządzenia i przyglądając się asari. - Oby tamta druga była tego warta, ja bym za cholerę na to nie poszedł.
Zaśmiał się chrapliwie, opadając z powrotem na swoje siedzisko z głuchym hukiem. Machnął ręką, odprawiając ją z powrotem do drzwi wyjściowych.
Przechodząc obok turianina przy stoliku, dostrzegła, że jego klatka piersiowa się nie unosiła. Mężczyzna nie żył, nie wiedziała od jak dawna.
Kroganin odezwał się do niej po następnych czterech godzinach, wyznaczając miejsce spotkania na terenie Gozu, przy punkcie, którego nie było na oficjalnych mapach. Gdy do niego dotarła, dostrzegła prowizoryczną śluzę, z której korzystano na Omedze przed laty, gdy wypełniali ją górnicy, którzy potrzebowali łatwego dostępu do różnych fragmentów wielkiej skały. Ugarr złapał ją na skrzyżowaniu tuż przed miejscem, w którym miała się stawić. Kroganin jednak ruszał się z miejsca, gdy wymagała tego okazja.
- Dawaj broń i wystawiaj ręce - zarządził, wyciągając ku niej parę omni-kajdanek. Mogła sprawdzić i upewnić się, że w istocie były zepsute - na pierwszy rzut oka jednak wyglądały jak każde inne. Oprych pokazał jej, w jaki sposób może się uwolnić, zapinając je na sobie. - Gdzie te kraty czerwonego piasku, hę? Jakiś gnojek zaraz po ciebie będzie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

1 lut 2022, o 01:31

Plan ten był dosyć ryzykowny, ale skoro zachowa swój pancerz, oraz oczywiście omniostrze, to będzie w stanie w razie czego narobić wystarczająco dużo chaosu, by po prostu stamtąd zwiać z Shią. Ta była pewnie względnie uzdolniona, na pewno we dwójkę będą w stanie uciec...zakładając oczywiście, że siostra jest w stanie podróżować. Jeśli za bardzo by ją skrzywdzili, w co wątpiła, bo przecież potrzebny był NIENARUSZONY towar, to na pewno się przyda.

Odrobinkę pomyślała sobie o tym jak głupie byłoby posiadanie ardat-yakshi. Chcesz dać ją klientowi, a ta zamiast tego go zabija. Z drugiej strony jednak, to też miało swoje zainteresowania. Jacyś terroryści mogliby chcieć kogoś takiego posiąść.
Niestety jednak ta konkretna (potencjalna) ardat-yakshi była już celem Ishy D'veve, a co za tym szło, nikt jej nie dostanie.

- Tsaa, ma to sens.- mruknęła raczej obojętnie.- Nienajgorszy plan, powinnam sobie poradzić.- dodała bardziej by zachęcić samą siebie, niż Urko. Ten zresztą nic tu nie tracił, a jedynie zyskiwał. Aż dziwne, że nie zaproponował tego zanim spróbował ją sprzedać.

Isha cicho odetchnęła. Chciała wspomnieć, że Shia jest warta więcej niż za nią dał (bo to jej siostra, duh), ale powstrzymała się, bo jeszcze mogłoby to sprawić, że Urko będzie chciał ją odzyskać i sprzedać drożej, czy coś. To był biznesmen, a oni nie będą unikać potencjalnych okazji. Ten tutaj zwłaszcza, co już parę razy udowodnił.

- Swoją drogą, czy ten gość ma jakiś ekstremalnie głęboki sen, czy...oh.- rzuciła już na wychodzie, przyjmując wiadomość o tym gdzie mają się spotkać i kiedy. Wtedy uderzyła w nią realizacja. Cóż, był to jakiś sposób na zastraszanie potencjalnych gości, nawet jeśli dziwiło ją trzymanie w środku trupa. Wyszła.

W międzyczasie poszła do odpowiedniego mechanika czy warsztatu, z zamiarem naprawienia sobie pancerza. Zapłaciła oczywiście odpowiednią sumę.

W momencie, gdy nadeszła odpowiednia pora, stawiła się na miejscu, oczekując już Kroganina. Wpierw przesłała mu koordynaty "skrzyni".
O tyle o ile skrzynia była mistyfikacją, tak miejsce, w którym rzekomo miała być, nie. Było ono jednak bardzo oddalone od tego miejsca, na tyle, że udanie się tam zajęłoby zdecydowanie parę godzin, jeśli nie więcej. Na tyle dużo czasu, by Urko musiał się namęczyć w celu znalezienia jej. Drugi koniec Omegi.

- Tu masz koordynaty. Hasło to Osiem Równa Się Równa Się Równa Się Równa Się Równa Się Duże De ce jot e be ie u er ka zero- powstrzymała się od uśmiechnięcia się. Nawet w takiej sytuacji musiała być tą zabawną i mieć ten ostatni śmieszek.

Nie przyszła z bronią, wolała ukryć ją sobie w odpowiednim miejscu. Zastosowała iście szpiegowską taktykę, jaką było wejście do losowego, porządniejszego klubu i ukrycie go tam w szafce, do której "kluczyk" by zachowała.

- Broni nie wzięłam.- dodała krótko.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Posty fabularne: 183
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

1 lut 2022, o 01:55

Kroganinowi nie zależało zbyt mocno na dużym zaangażowaniu Ishy. Może spodziewał się, że w końcu zwieje, przestraszy się tego, czego się podjęła, ale gdy odnalazł ją blisko miejsca ich spotkania, przekonała go o swojej motywacji. Nie wnikał, kim dokładnie była dla niej druga asari, ani w to czy w ogóle była mentalnie gotowa na to, co miało ją spotkać. Nie posiadał w sobie wystarczająco empatii, by przejąć się śmiercią własnych pracowników na jego oczach, tym bardziej nie dbał o to czy losowa asari przypadkiem nie pakowała się w kłopoty, z których potencjalnie mogła się nie wykaraskać. Jego interesował wyłącznie kredyt - a ten był na tyle lukratywny, że nie oddelegował nikogo do zajęcia się tym zleceniem, zamiast tego stawiając się na miejscu samemu.
- Mnie tylko obchodzi jedno - zakomunikował, odbierając jej broń i chwytając pod pachę. Chwycił kajdanki i mało delikatnie założył je na kobiece nadgarstki.
Wychylił się z rogu korytarza, spoglądając na śluzę i cofnął z powrotem, mierząc podejrzliwym spojrzeniem D'veve, gdy cytowała mu swoje hasło. Zaczął je spisywać, niepewnie, nie wiedząc za bardzo co oznacza. Podrapał się nawet po głowie, stymulując swoje cztery komórki mózgowe, ale ostatecznie wzruszył ramionami.
Być może gdyby w haśle umieściła dwie ósemki, zrozumiałby nawiązanie jako posiadacz krogańskiej anatomii.
- Jak mnie próbujesz wychujać, to grubo tego pożałujesz gówniaro - warknął, chwytając ją za ramię i ciągnąc w stronę uliczki, koło której się chowali. Ku jej zaskoczeniu, bardzo zainteresował się tym, że nie miała przy sobie broni.
- Z moimi ludźmi radziłaś sobie i bez karabinu, to i teraz zgrywasz kozaka? - syknął złośliwie, nachylając się w jej kierunku. Nawet, jeśli chciała rzucić mu słowem odpowiedzi, nie zdążyła tego zrobić - drzwi śluzy, ku której zmierzali, rozsunęły się z trudem. Systemy automatyczne musiały być uszkodzone, bo wspomagała je siła opancerzonego batarianina, rozpychającego się w przejściu by wydostać się na drugą stronę.
Kroganin pchnął ją gwałtownie w plecy, sprawiając, że pomimo swoich najszczerszych chęci, nie zdołała utrzymać równowagi. Opadła na kolana, na brudną, metalową podłogę, u stóp rosłego handlarza niewolników.
- Kolejna? Nie mamy bonusu za dwupaki. Standardowa stawka - poinformował Ugarra burknięciem, na co kroganin machnął ręką, zirytowany.
- Jeszcze kurwa kartę stałego klienta mi dajcie - prychnął, stając obok klęczącej asari, jakby nie zgadzał się na jej zabranie, póki nie otrzyma swojej zapłaty.
Batarianin zaklął, rzucając w jego stronę oszczerstwem, ale sięgnął do swojego paska. Przelał pewną ilość kredytów na mały chip trzymany w dłoni i po chwili rzucił go kroganinowi. Złapał D'veve za ramię i podciągnął mało subtelnie w górę, pchając w stronę śluzy.
- Będziesz grzeczna? - warknął, wskazując jej mało przyjemnie wyglądającą śluzę. Po drugiej stronie dostrzegała ciemny korytarz, który prowadził w nieznanym jej kierunku.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

1 lut 2022, o 02:42

Isha raczej nie stawiała żadnego, nawet biernego, oporu wobec Kroganina. Oczywiście nie lubiła być szarpana (a na pewno nie w tym kontekście), ale niestety nie mogła za bardzo kozaczyć. Może i była złodupną ninja ze zdolnościami zarówno lirycznymi jak i fizycznymi, ale tym razem nie mogła go ani pobić, ani opluć, ani zwyzywać, ani w zasadzie...nic.
- Oh, nie denerwuj się, zarobisz w chuj.- rzuciła raczej chłodnym tonem, podtrzymującym rolę tej cool łowczyni nagród.

Poszła na umowę, zamierzała jej "dotrzymać". Na jej korzyść działało granie względnie niewinnej. Zresztą, Kroganin musiał być utrzymywany w niewiedzy. Już i tak trochę zaryzykowała tamtym żartem. Na szczęście jednak biznesmen nie był sprytny jeśli chodziło o technologię. Ciekawe kiedy się zorientuje. Oby jak najpóźniej. Chciała jednak, by KIEDYŚ się zorientował, tylko dlatego, że właśnie tego mu życzyła. By się pierdolił.

Urko ewidentnie zauważył to, że nie wzięła karabinu i mocno wziął to do siebie. Pewnie chciał ją jeszcze okraść, jak na prawdziwego złodzieja, znaczy, biznesmena, przystawało. Była jednak nieco sprytniejsza od niego. Miała ciętą ripostę, a nawet kilka, do rzucenia, ale niestety została zrzucona na kolana i pojawił się jej kupiec.

Miała już na sobie kajdanki i klęczała teraz przed Batarianinem.
"Będziesz grzeczna". Co niby miała mu odpowiedzieć? "Tak, tatusiu"? "Pierdol się"? "Jasne, może od razu zrobić ci loda"? "Ej, ale jestem warta nie tylko za dwupak, ale i za jednostkę, no kurwa popatrz na mnie"?
Sama nie wiedziała jak ma odgrywać ofiarę. Głośno odetchnęła i spojrzała na niego zmęczonymi oczyma. Chciała udawać zmęczoną byciem porwaną, w prawdzie była zmęczona całą tą sceną, którą musi tu odgrywać. Ogólnie irytowało ją już odgrywanie, wolałaby być sobą. W sensie, być zabawniejszą. Trochę się pośmiać. Ale nie mogła. Full-on powaga.

- Tak.- mruknęła w końcu.- Tylko...nie za mocno. Proszę.- dodała nieco ciszej. W prawdzie wolała po prostu nie dostać za mocno w ryj. Ciężko było jej zgrywać pokorną niewolnicę. Mogła być wszystkim, tylko nie czymś tak żenującym.

Po drodze chciała przyjrzeć się jak najbardziej frachtowcowi z zewnątrz. Wady konstrukcyjne, obecność kapsuł ratunkowych (to zwłaszcza), wielkość, w zasadzie wszystko, co mogłoby się jej przydać.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Posty fabularne: 183
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

3 lut 2022, o 22:14

Urko pomachał jej ironicznie na pożegnanie, co zdążyła zauważyć nim batarianin pchnął ją mocniej do przodu, zmuszając do przeciśnięcia się w ciemny korytarz. Te sekcje Omegi zdecydowanie nie służyły niczemu dobremu - przypominały zaniedbane, ciemne alejki, idealne na dopełnianie interesów na tyle mało legalnych, by nawet Aria ich nie sankcjonowała.
Idealne również do przemytu towaru żywego.
Korytarz okazał się stosunkowo krótki, zakończony wejściem do małej, prowizorycznej śluzy. Nie wyglądała nawet na w pełni szczelną - Isha czuła na swojej skórze lekki wiatr ulatującego powietrza, chemiczny zapach jakiegoś uciekającego z systemów podtrzymywania życia gazu. Choć wchodziła do metalowej puszki, instynkt podpowiadał jej, że po drugiej stronie drzwi czekała na nią pustka.
- Hełm zakładaj - warknął mężczyzna, który swój miał na głowie od razu, nie pokazując jej swojej twarzy. Gdy spełniła jego polecenie, bezpardonowo przypiął do jej pasa dwa, żeliwne haki, łącząc ich ze sobą linami.
Od razu wiedziała, że nie zapowiadało się to najlepiej.
Sięgnął do ukrytego w ścianie panelu, ściągając w dół topornie działającą dźwignię. Drzwi za ich plecami się zamknęły, nim wnętrze pomieszczenia zalało światło o szkarłatnej barwie.
Ostatnim, co usłyszała, był zgrzyt otwierającej się śluzy, nim wokół nich zapadła cisza.
Na zewnątrz nie było żadnej fregaty, której mogłaby się przyjrzeć. Trzy metry dalej w przestrzeni zawieszony był mały, tanio wyglądający prom o wielu przyspawanych do siebie blachach, dodanych w prawdopodobnie niejednym remoncie, jaki ta jednostka musiała w swoim życiu zobaczyć.
Pustka wzywała. Ciemne objęcia kosmosu upstrzone połyskującymi w oddali gwiazdami. Skok, który musieli wykonać, nie był bardzo ryzykowny, nie był nawet długi lub daleki, a jednak otaczająca ich przestrzeń dominowała swoim rozmachem. Pancerz mógł izolować ciało asari od przenikliwego zimna, ale mimo niego, w obliczu tak obfitej nicości, poczuła na swoim karku gęsią skórkę.
Po tym poczuła potężne szarpnięcie.
Batarianin nie zatrzymał się by podziwiać widok. Skoczył niemal natychmiast w stronę promu, ciągnąc linami kobietę za sobą. Wylądował przy wejściu stosunkowo zgrabnie, ale nie dając jej czasu na przygotowanie się sprawił, że lądowanie D'veve było nieco bolesne. Zderzenie z metalowym pancerzem promu na moment wybiło jej kosmos z głowy.
Drzwi rozsunęły się, wpuszczając ich do środka. Prom był ciasny, mało wygodny, z dużą ilością miejsca na towar tam, gdzie zwykle znajdowały się dodatkowe fotele. Po zamknięciu się drzwi pojazd potrzebował chwili na unormowanie ciśnienia i powietrza, ale nawet, gdy lampki zaświeciły się na zielono, batarianin nie zdjął hełmu. Pchnął asari na podłogę w tyle pustego pojazdu, samemu zasiadając na fotelu pilota. Wstukał w nim powrót do statku-matki, a zautomatyzowane systemy same pobudziły silniki do życia, wyliczając tor lotu na podstawie zapamiętanych koordynatów.
Czekał ich długi lot. Łowca niewolników nie zwracał na D'veve żadnej uwagi, rozsiadając się wygodniej w jedynym, miękkim meblu na pokładzie, jej pozostawiając twardą podłogę i własne myśli.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10763
Posty fabularne: 1,254
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Uliczki Dystryktu Gozu

4 lut 2022, o 00:26

Gdyby nie to, że miała na sobie kajdanki, zapewne odmachałaby i Urko...nie wspominając już o tym, że i tak gnoja nie lubiła, więc nie miała po co mu machać. Miała tylko nadzieję, że zda sobie sprawę z podstępu kiedy ta już skończy swoją misję i będzie mogła na zawsze o nim zapomnieć. W innym wypadku po prostu będzie musiała go kiedyś zabić. Albo to on zabije ją, choć raczej nie dopuszczała do siebie takiej myśli, lub starała się jej do siebie nie dopuścić. Isha nie była osobą szczególnie wierzącą w swoje zdolności (nawet jeśli ostatnio przestała być dla siebie tak surowa), ale i tak nie postrzegała go jak największe zagrożenie. Był on, ogólnie rzecz biorąc, do zabicia.

Ale na pewno mógł i tak narobić kłopotów, gdyby zaczął teraz paplać i robić jej problemy związane z misją.

Grzecznie założyła hełm i dała się przyczepić do Batarianina. Podążała za nim i wyskoczyła w kosmos. Nie bała się tego jakoś bardzo, nawet jeżeli głębia przestrzeni kosmicznej dosyć mocno ją przygniatała. Isha nie była osobą bardzo strachliwą, parę razy skakała już w przestrzeni kosmicznej (była to bowiem pewna część jej treningu), ale i tak niezbyt za tym przepadała. Ale...mus to mus. Nie przepadała ogólnie za wieloma rzeczami, między innymi za potrzebą sprzedania się w niewolę w ramach infiltracji. Nie zamierzała jednak głośno narzekać, miała nieco więcej rozumu niż niektórzy myśleli.

Znalazła się już na pokładzie, zepchnięta na podłogę i póki co zignorowana. Zaczęła zastanawiać się czy nie byłoby dobrze, gdyby teraz po prostu gnoja wyeliminowała i przejęła statek. Szybko jednak doszła do wniosku, że nie jest to zbyt dobry pomysł. Nawet jeśli dostałaby się na statek-matkę, to pewnie czekałby na nią komitet powitalny w połączeniu z masą przeciwników, których już by nie pokonała. Nie jest aż tak dobra.

Leżała więc na ziemi, ale mimowolnie przyjrzała się Batarianinowi. Jaką miał broń, co miał przy sobie, czy na promie był tylko on? Może było tu coś, co może jej się potem przydać...albo na przykład mogła coś zwinąć.

Isha D'veve

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Posty fabularne: 183
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Poprzednia strona

Powrót do Dystrykt Gozu

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość