Za centrum uważa się jeden z górnych poziomów stacji, na którym znajdują się nie tylko budynki mieszkalne, ale i stacje dokowania dla statków, Targ Omegi czy osławiony już klub "Zaświaty".

Re: Stacje dokowania

19 cze 2022, o 21:17

Słuchał tego paplania w spokoju, skupiając się bardziej na stanie swojej brody niż na pierdoleniu rozpuszczonego gówniarza co sobie wymyślił, że ucieknie z domu, będzie sam i dorosły, a jego ojciec bogacz go nigdy nie znajdzie. Ile ten młody miał? Ktoś pytał? Pewnie coś jak jego córka, może nawet młodszy. Pewnie zaraz zginie gdzieś na zadupiu albo sprzedadzą go do niewoli, albo jeszcze zabawniej będzie i zniknie tak jak te kolonie co o nich chodzą plotki. Carlos sam dorwał się do mikrofonu.
- Daj mi to. - Mruknął do kogokolwiek kto stał w pobliżu radia. - Czy cię młody do końca pojebało? Spierdalasz jak tchórz zamiast stawić staremu czoła i jeszcze laski porzucasz? Może i lepiej. Z takiego gówna to nawet twój stary nie ulepi czegoś cennego. - Mówił trochę niewyraźnie, ale dzieciak powinien zrozumieć ten ciąg obleg. - Aż dziwne, że dziewczynom na tobie zależy. Tam gdzie dorastałem takie śmieci jak ty butowaliśmy i zgarnialiśmy fajniejsze zabawki. Chociaż twój staruszek pewnie nie odpuści ci łatwo. Taką porażkę co nie umie stawić mu czoła pewnie będzie chciał ukryć. - Zarechotał. Brzmiał gorzej jak sierżant, ci chociaż mówili z pasją w głosie, Carlos brzmiał jakby miał wyjebane na dzieciaka. Przez tego gnoja dał się podpalić.
- Dam ci dobrą radę. Zrób coś raz jak facet i postaw się ojcu patrząc mu w oczy, nie spierdalając. Pokaż mu, że masz jaja. Jeśli stary cię nie zajebie to prędzej czy później odziedziczysz po nim interes i będziesz robił co chcesz. Kurwa. Mogłeś dziedziczenie przyśpieszyć, kretynie. Ale nieee... Tata straszny... Schowam się za dziewczynami, a jak zrobi się brzydko to spierdolę i zostawię je na lodzie... - Przy ostatnich zdaniach mówił jakby go przedrzeźniał i brzmiał bardziej jak rozpuszczony dzieciak. Chciał zgarnąć wypłatę i wracać do spokojnego życia. Jakieś leczenie, warsztat naprawczy... Foxley pewnie zapłaci chujowo i trzeba będzie szarpać się z oszczędności. Jebane ryzyko zawodowe.
Carlos odsunął się wreszcie od radia. Nie miał już więcej do dodania młodemu.
ObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 155
Posty fabularne: 57
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 16:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: OMEGA
Kredyty: 33.360

Re: Stacje dokowania

20 cze 2022, o 11:21

Niewiele mogła teraz zrobić. Tak naprawdę, większość inicjatywy spoczywała teraz w rękach - lub na barkach, biorąc pod uwagę presję, jaką to ze sobą niosło - Fulvinii. Gdy Crassus i Erich potwierdzili, że z poziomu gruntu niewiele w sprawie promu zdziałają, Luccarius pokręciła głową. Nie poddawała się - zbyt silnie miała wpojone, by walczyć do końca lub do otrzymania rozkazów odwrotu - nie do końca też jednak wiedziała, co mieliby zrobić. Przynajmniej oni, tu, w dokach. Adratus wciąż miała szansę wygrać im tę potyczkę.
Na słowa Carlosa parsknęła tylko cicho, nic nie mówiąc. W tym pierwszym poniekąd miał rację - choć trudno było tu dopatrywać się związków przyczynowo-skutkowych - a co do drugiego zwyczajnie nie miała innego komentarza. Wychodzi na to, że źle się przygotowali, co? Gdyby wiedzieli, że młody Foxley jest taki charakterny, mogliby inaczej rozmawiać z seniorem. Zażądać wyposażenia ciężkiego kalibru, wyższej stawki - a być może po prostu świętego spokoju. Pytanie, czy niepewny zarobek jest wart tych wszystkich przepraw nie dawało jej spokoju.
Jednym uchem słuchając toczonych negocjacji i odpowiedzi Arthura - sam fakt, że młody pokusił się o tyle słów na raz sugerował, że nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, co ze sobą zrobić - w międzyczasie rozejrzała się. Pewnie przyjdzie im walczyć. Znowu. Wsparcie Latarników z pewnością jest już w drodze i jakoś wątpiła, by chcieli rozmawiać. Zerkając na poczynania Shawa, wiedziała, że mężczyzna pomyślał o tym samym. Lepsza pozycja, bezpieczniejsza, i z dobrym polem do strzału. Dokładnie tego teraz potrzebowali - każde z nich. Jeśli jednak nie dojdzie do walki, to świetnie. Gdyby jednak znów miała lać się krew - dobrze, żeby byli na to przygotowani i rozlewali więcej po stronie przeciwnika, niż oponenci po ich.
- Nie poszarżujesz za bardzo w tej walce, ale broń jeszcze utrzymasz, co? - rzuciła do Browna parę chwil po tym, gdy i on dołożył swoje trzy grosze do przekonywania Arthura przez podsunięte mu radio. Jednocześnie rozejrzała się za osłoną. Wybrawszy w miarę odpowiednie miejsce - niezbyt dużo przestrzeni, ale za to za osłoną skrzyń - ruchem głowy wskazała je Carlosowi. - Proponuję ustawić się tam. Będziesz mógł nam pomóc zza osłony i... Cóż, może cię nie odstrzelą. Byłabym bardzo zła, gdyby tak szybko zepsuto efekty mojej pracy. - Uśmiechnęła się półgębkiem.
Ostatecznie obejrzała się na resztę. Pomysł Crassusa był dobry - póki mieli czas, poinstruowanie Fulvinii z dołu mogło im pomóc. Potem, w trakcie walki, Curio byłoby raczej ciężko skupić się na jednym i drugim, ale teraz jeszcze mogli coś zdziałać. A przynajmniej spróbować. Potem zerknęła na Ericha, wreszcie - na Carlosa i finalnie wejście do doków. Odetchnęła powoli i mimowolnie zebrała biotykę, pozwalając, by błękitne smużki zatańczyły jej w dłoni. Byli jak zwierzęta, osaczone i zapędzane do rogu. Nie podobało jej się to - ale nikt o preferencje jej nie pytał.
Zajęła miejsce za osłoną i czekała. Nie wątpiła, że od ponownych przepychanek dzieli ich raczej mniej niż więcej czasu. Chciałaby się mylić.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ 5% obrażeń od mocy
+ 5% obrażeń przy ataku wręcz
+ 10% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 94
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 23 sty 2016, o 23:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 12.930

Re: Stacje dokowania

20 cze 2022, o 14:34

Crassus nie ruszył się ze swojego miejsca, przestępując jedynie z nogi na nogę gdy korweta wznosiła się. Wyłączył nadawanie, żeby na wszelkie ale nie słyszał go Arthur, jednak odsłuch pozostawił na obydwu kanałach. Tak też wysłuchał Fulvinii, która strzeliła kilka cennych uwag do samozwańczego pilota. Miał nadzieję, że zarówno jego argumenty jak i te płynące od Adratus będą wystarczające aby przekonać młodego. Nieco racji w tym było, korweta zawisła w miejscu. Coś do niego dotarło. Wtedy jednak nadeszła odpowiedź z kokpitu, płynąca prosto z ust Foxleya. Curio aż docisnął lewą stronę hełmu do swojego ucha, słuchając uważnie słów w komunikatorze.
Jak to często bywało, szczególnie w bogatych rodzinach, ewidentnie Arthur miał problemy ze swoim ojcem. Nadopiekuńczy, wymagający Duchy wiedzą czego i kontrolujący jego życie. Crassus mógł nieco zrozumieć dzieciaka, po części jego własny ojciec był podobny. Tylko w przeciwieństwie do młodego Foxleya, Curio nie miał problemu z postawieniem się swojemu staremu. Ba, jakby wszedł przez te drzwi i zaczął prawić morały, turianin prawdopodobnie wyprowadziłby prawy sierpowy prosto w żuchwę ojca.
Kolejne słowa Arhtura chyba były skierowane do kogoś wewnątrz korwety. Prawdopodobnie Sashy, która pozostała tam razem z Fulvinią. Czy rozumiał Foxleya? Odrobinę. Czy czuł do niego sympatię? Być może. Czy zamierzał mu pomóc w ucieczce? Nie do końca. Po pierwsze to stary Foxley trzymał więcej hajsu niż młody. Po drugie Arthur chyba nie do końca rozumiał swoją pozycję. Erich miał rację.
Już miał aktywować swoje nadawanie aby wtrącić się do rozmowy kiedy uwagę Crassusa przykuł dźwięk wiadomości przychodzącej na omni-klucz Latarnika. Wyjął więc urządzenie i je uruchomił, by móc odczytać zawartość.
- Oj. - mruknął zaraz po tym. Spodziewali się towarzystwa i teraz dostali potwierdzenie. Mało tego, Lena chyba była w niebezpieczeństwie. Odchrząknął głośno i upewniwszy się, że komunikator nie nadaje odezwał się głośno. - Mamy kłopoty. Latarnicy już jadą. - ogłosił pozostałej trójce, spoglądając na każdego z osobna. Chciał coś zagadać do Foxleya ale wtedy na linię wjechał Brown. Curio obserwował ze zdziwieniem człowieka, który o dziwo, mówił z sensem. Przynajmniej w większości.
Jak Carlos skończył, Crassus ponownie włączył się na kanał z Arthurem.
- Nie wierzę, że to mówię ale on ma rację, Arthur. Uciekanie nic nie da, tylko będzie gorzej. Teraz myślisz, że to załatwi wszystkie kłopoty ale tak nie będzie. One będą nadal wisieć dopóty, dopóki obaj żyjecie. - odchrzaknął.- Zepnij dupsko i staw mu czoła. I pomóż uratować panienki.
Zaraz po tym jak skończył, Curio przełączył swój komunikator na bezpieczny kanał z Fulvinią.
- Dobra, nieważne co tam sobie postanowi, musisz się dostać do środka, Fulvinia. Jak tylko będziesz gotowa to łamiemy te zabezpieczenia.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 137
Posty fabularne: 111
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 15.950
Medale: 4
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1)

Re: Stacje dokowania

20 cze 2022, o 19:58

Koniec końców młody Foxley nie był tak bardzo różny od swojego ojca, chociaż jego metody wciąż były pozbawione lat doświadczenia oraz doszlifowywania przez szemrane interesy. Jego wymiana zdań z Sashką, chociaż słyszana jednostronnie w słuchawkach komunikatora, rysowała dość wyraźny obraz chłopaka. Nawet jeżeli zależało mu na dziewczynie i jego plan nie był do końca wyłącznie pragmatycznym interesem, to gdy przychodziło co do czego i gdy był zmuszony wybierać - jego decyzja wydawała się być szybka i pozbawiona wahania. Wolał wybrać siebie.
Ale Curio i Brown mieli rację. On sam milczał przez czas ich rozmowy, przysłuchując się tylko wymianie zdań między chłopakiem zamkniętym w kokpicie, a resztą najemników. Było tak jak powiedział człowiek i turianin: jeżeli Foxley zacznie uciekać teraz, to będzie uciekał już do końca życia lub aż do momentu jak jego ojciec odejdzie z tego świata. Co więcej, jego ucieczka będzie miała o wiele szybsze zakończenie, bo nie zdawał sobie sprawy, że Sasha powiedziała im gdzie planował lecieć oraz kto miał mu pomóc, ale nawet gdyby było inaczej, czy warto było wybierać takie życie zamiast stawić czoło temu co nadchodzi?
- Siostra Sashy została ciężko ranna przy ewakuacji - odezwał się po chwili cichym głosem, kontrastując z agresywnymi słowami Browna, ale włączając się do konwersacji. - Jeżeli uciekniesz, zostanie sama w obskurnej klinice na Omedze, a nawet ty musisz wiedzieć jak to się dla niej skończy w tym miejscu. Wiele ludzi ucierpiało i ucierpi przez to, że boisz się rozmowy z własnym ojcem i krew części z nich będzie na twoich rękach. - Zawiesił na chwilę głos, wpatrując się w wejście hangaru. - Ale wystarczy przecież spędzić kilka minut na extranecie, żeby wiedzieć, że to nic dziwnego. Arthur Foxley lubi piąć się po trupach do celu, bez względu na wszystko. Pytanie tylko jak daleko pada jabłko od jabłoni.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po skradzionym omni-kluczu, odczytując wiadomości przesyłane między gangusami, a także potwierdzenie nadejścia Garfielda z obstawą. Jego uwaga przesunęła się z sytuacji w korwecie, na tą w hangarze. Zgoda młodego ułatwiłaby ich pracę, ale wątpił żeby mieli już czas wycofać się i opuścić hangar nawet, gdyby się zgodził na ich współpracę. Mogliby się zgodzić na jego ofertę, a potem i tak przekierować na niego Foxleya, ale była to alternatywa, która powoli się zamykała. Dla niego złamanie kontraktu nie wchodziło w grę, ale dobrze było wiedzieć, że pozostali również nie podchwycili propozycji chłopaka. Omega pamiętała zdrady. Chwilowy zysk potrafił odcisnąć się stałym piętnem na reputacji oraz przyszłych zleceniach, pytanie było tylko czy któremukolwiek z nich na tym zależało.
Sprawdził odruchowo zawartość pochłaniacza ciepła karabinu snajperskiego, teraz wygodnie opartego na jednej ze skrzyń, gdzie wcześniej przycupnął starając się znaleźć jak najbardziej okrytą pozycję.
- Możesz też zgodzić się na jego propozycję, żeby uśpić jego czujność, a później i tak przekierować na niego Foxleya, gdy opuścicie Omegę - podsunął na kanale prywatną drugą propozycję po słowach Curio, dorzucając jeszcze jedną alternatywę dla turianki, która znalazła się we wnętrzu okrętu. Sam spojrzał przelotnie na Alanę, dostrzegając pierwsze błękitne języki ognia na jej ciele.
- Twoja biotyka da radę pokryć całe wejście? - zapytał krótko, nastawiając pedantycznie celownik na założona odległość i dostrzegając, że podobnie jak on, jest gotowa na nadejście nowych przeciwników. W sytuacji takiej jak ta, żałował że nie mają pod ręką możliwości na zaminowanie drugiej strony hangaru lub usunięcia potencjalnych osłon.
THEME    ☉    ARMOR    ☉    CASUAL    ☉    FORMAL   ☉    VOICE
ObrazekObrazek
+20% pancerza         Udźwig podnoszonych przedmiotów +3         Celownik termiczny (+2)


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Erich Shaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 88
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 3 lut 2015, o 22:46
Miano: Erich Shaw, "Epsilon"
Wiek: 29
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Agent Cerberusa, cyngiel do wynajęcia
Postać główna: Vegz
Lokalizacja: Nos Astra, home sweet home
Kredyty: 5.085

Re: Stacje dokowania

20 cze 2022, o 22:09

Na kanałach komunikacyjnych zrobił się zgiełk, kiedy okazało się, że siła ich argumentów nie do końca dotarła do młodego Foxleya. Fulvinia musiała się w dwójnasób skupić, żeby ogarnąć to, co wszyscy mówili i jeszcze nadążać za przełączaniem się między nimi. Sam młodzik zresztą częściowo chyba rozumiał ich argumenty, ale ewidentnie pragnienie wolności i niezależności musiało być w nim naprawdę silne - dlatego był gotów zaryzykować tak wiele i dalej ryzykować, aby się tylko wydostać spod kurateli ojca. Po prawdzie, to... rozumiała go, i naprawdę mu współczuła - choć na pewno łatwiej mu było płakać w ekskluzywnej posiadłości starego Foxleya i rozbijając się jego airspeederami bądź imprezując, niż takim, jak chociażby Sasha. Dlatego też współczucie to było mimo wszystko nieco ograniczone.

- Dobra, dzięki za rady. Coś... wymyślę, ale bądźcie gotowi jakby co. - mruknęła do Ericha i reszty na prywatnym kanale, po czym przełączyła się znowu na ten, na którym odezwał się Foxley, ułamek sekundy wahając się nim zbierze myśli i dając też chłopakowi moment na przetrawienie tego, co reszta wtrąciła korzystając z okazji dostarczonej przez Curio. Niemniej, chciała się wbić jako ostatnia w konwersację zanim chłopak jeszcze podejmie ostateczną decyzję.

- Artur, to wszystko brzmi pięknie. I ja nawet bym ci kibicowała, gdyby... gdyby nie wszystko to, co dzieje się dookoła i to, jakim kosztem chcesz to osiągnąć. Prawdą jest, że siostra Sashy jest ranna i to kwestia czasu, aż Latarnicy lub twój ojciec - który jest tutaj, na Omedze - ją znajdą. Raczej szybciej, niż zdołasz po nią wrócić, o ile w ogóle planujesz. Do tego nie znam twojego ojca dobrze, ale nie wygląda mi na to, żeby miał się znudzić wysyłaniem za tobą najemników. Jeśli pójdzie w eter, że nie upilnował syna - to jest już kwestia wizerunkowa, a twojemu ojcu na wizerunku wydaje się bardzo zależeć, pewnie bardziej niż na swoich dzieciach. To jednak sprawi, że nie popuści tak łatwo, jakbyś chciał. Do tego dochodzi fakt, że nie jesteśmy jednolitą grupą najemniczą, ale w większości wolnymi strzelcami, gdzie każdy działa indywidualnie - nie sądzę, żebyś przekonał nas wszystkich obietnicą zapłaty. I już naprawdę, kurwa ostatnia i najważniejsza teraz rzecz. Podstawowe szkolenie lotnicze to nie jest kurwa to samo, co wojskowe przeszkolenie i doświadczenie w lotach pod ostrzałem. Ten prom nie jest nawet jednostką wojskową - nawet jeśli to JA, po wielu akcjach bojowych i znająca możliwości tego typu maszyn będę miała trudności z uniknięciem potencjalnego ostrzału - to wybacz, ale ty nie masz najmniejszych szans. Dlatego otwórz drzwi, a potem skorzystaj z szansy powrotu do ojca, ale przynajmniej częściowo na swoich warunkach. -

Słowa wypowiadała napiętym, ale jak najspokojniejszym i jak najbardziej racjonalnym tonem. Naprawdę chciała, żeby chłopak dostrzegł, że obecnie o wiele lepszą nadzieję na postawienie się ojcu i wygarnięcie odrobiny wolności dla siebie jest... powrót, powrót jako osoba, która z całkiem niezłym powodzeniem zorganizowała sobie ucieczkę. Pozostawało pytanie, co z Sashą i jej siostrą, ale... hmmm. Może jeszcze da radę coś tutaj zorganizować. Odłączyła się od kanałów, po czym rzuciła do dziewczyny.

- Słuchaj, Sasha. Nie wiem, co Artur postanowi, ale jakby co - postaram wam się pomóc stąd wydostać, a przynajmniej tobie. Możliwe jednak, że sama będziesz musiała się ukryć, bo podejrzewam, że Artur nie będzie ci w stanie zagwarantować bezpieczeństwa przy ojcu swoim. - rzuciła do niej krótko, choć w głębi serca nie miała pojęcia, czy faktycznie uda jej się pomóc dziewczynie. Wiedziała też, że pewnie przynajmniej część pozostałych może chcieć uzyskać dodatkowy bonus od starego Foxleya za nią, więc... cholera, mogło się zrobić gorąco.
ObrazekObrazek
Fulvinia Adratus

Avatar użytkownika
 
Posty: 92
Posty fabularne: 81
Dołączył(a): 16 wrz 2018, o 22:04
Miano: Fulvinia Adratus
Wiek: 24
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turian
Zawód: Żołnierz
Lokalizacja: statek
Kredyty: 38.300
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: Stacje dokowania

24 cze 2022, o 16:23

Przekonywanie stacja druga
30% (baza) + 10% (carlos) + 15% (crassus) + 15% (erich) + 15% (fulvinia) = 85%
Universal Person wylosował/a 1d100:
72


Parzyste to dobrze, nieparzyste nicz nie ma
Universal Person wylosował/a 1d100:
85
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 124
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Stacje dokowania

24 cze 2022, o 17:33



Niemal każdy miał coś do powiedzenia – argumenty bolesne, aczkolwiek szczere przelewały się przez otwarty kanał, gdy niewielka korweta wisiała w powietrzu, gotowa do wylotu, jednak niezdecydowana. Podobnie do statku, w powietrzu widniała groźba kolejnej fali Latarników, do której trzeba było się albo przygotować, albo przed nią uciec. Tymczasem najemnicy ciągle użerali się z młodym, głupim chłopakiem, któremu wizja ucieczki przed butem ojca jawiła się wyjątkowo kusząco. Jedni używali dosadnych słów, jak chociażby Carlos, drudzy grali na sumieniu, przytaczając przykład nieszczęsnych dziewcząt, którym wcześniej pomogli. Na początku Arthur próbował coś odpowiadać i kilka razy wcinać się, jednak nieustanny potok słów dochodzący z kanału skutecznie zamykał mu usta.

Stojąca wraz z pilotem Sasha zerknęła na Fulvinię, słuchając jej słów. Jej mina była pełna mieszanych emocji, gdy opierając się o jakąś ścianę, głównie gapiła się na zamknięte drzwi. Widać było, iż jest rozdarta; jej bajka, w której była księżniczką w opałach, okazała się być gorzką baśnią bez szczęśliwego zakończenia, a przynajmniej takiego, o jakim marzyła. — Nie mam nawet gdzie się ukryć. Jak wylecę z Terminusa, to złapią mnie służby. Jak zostanę, to Latarnicy prędzej czy później mnie złapią... Arthur był moją jedyną nadzieją — wymamrotała, pocierając ręce o ramiona, podczas gdy pod ich stopami statek delikatnie się chybotał.

Prędzej czy później... to nie brzmi zachęcająco. Ale chyba macie rację. W końcu ktoś musi mu się postawić — odezwał się głos w słuchawce, tonem wyjątkowo zrezygnowanym. Ciężkie argumenty dotarły do niego, ale ewidentnie nie bez zrujnowania niektórych wizji. Plusem natomiast było to, że statek zaczął niepewnie lądować, aż w końcu bezpiecznie osiadł na platformie, wyłączając silniki. Rampa zaczęła się otwierać i chociaż nikt z niej w pierwszej sekundzie nie wyszedł, drużyna wiedziała, że przynajmniej częściowo kryzys został zażegnany. Teraz należało zająć się poważniejszymi problemami.

W międzyczasie po krótkiej chwili szamotaniny drzwi do kokpitu uchyliły się, ukazując sylwetkę młodzieńca o szatynowych włosach, pociągłej twarzy i zmęczonych oczach. Ramiona juniora były opadnięte, a on sam przygarbiony, ubrany w najwyraźniej firmowe ubrania Latarników – proste spodnie i koszulę. Chłopak zerknął pierw na Sashę, uśmiechając się blado, w nieprzekonywujący sposób próbując chyba ją w ten sposób przeprosić. Sasha zaś w milczeniu ostentacyjnie odwróciła głowę, zaciskając usta w wąską kreskę.

Cholera jasna, jak już załatwiliście wszystko, to wynocha z mojego statku, przynosicie tylko problemy — zagmerał świeżo wybrany kapitan, wsuwając się do pomieszczenia i oceniając szkody. Wychodząca do reszty ekipy Fulvinia mogła jeszcze ujrzeć, że tuż koło niewielkiej mesy znajdowało się niewielkie, prowizoryczne stanowisko do naprawy części broni czy pancerzy – nic szalonego, ale jeśli ktoś by potrzebował tego, to dałoby radę załatać tu i ówdzie dziury... o ile kapitan korwety na to zezwoli, a na razie się na to nie zapowiadało, zważywszy na jego ton głosu.

Turianka wkrótce pojawiła się z dwójką młodych dorosłych pod pachami, widząc, że Erich już teraz skitrał się gdzieś za skrzyniami, podobnie do Alany. W skradzionych omni Curio i Shawa wsparcie jawiło się na coraz bliższe – czysto teoretycznie mogli spróbować uciekać, ale przy tym ryzykować bardzo prawdopodobną walkę w jakiejś ulicy, na zdecydowanie nie swoich warunkach – bądź przygotować się tutaj, póki mieli tę resztę czasu, za sugestią Ericha blokując drzwi (co Alana mogła teoretycznie spróbować zrobić) i być może posklejać prowizorycznie żelami, czy na stacji dziury w ich pancerzach. Najemnicy musieli także pamiętać, że oprócz teoretycznego wsparcia Foxleya seniora i Garfielda, mieli na swoich barkach Sashę i Arthura; jakkolwiek ta pierwsza mogła w miarę się bronić, tak Arthur nie miał nawet na sobie tarcz.

I nie wiadomo, czy zdesperowani Latarnicy nie postanowią zagrać w myśl zasady jeśli ja nie mogę go mieć, to nikt nie będzie mógł.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 124
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Stacje dokowania

28 cze 2022, o 11:37

Koniec końców Artur ugiął się pod naciskiem argumentów lub stojącej za nimi logiki. Gdy statek osiadł ciężko z powrotem na hangarowej płycie, a jego silniki zaczęły zwalniać, Erich poruszył lekko zdrętwiałymi ramionami, odczuwając zmianę w napięciu, które podświadomie budowało się na jego karku. Jedna wątpliwość z głowy. Teraz musieli się martwić już tylko nadchodzącym oddziałem Latarników i przetrwać aż do nadejścia wsparcia, co mogło być zarówno zadaniem o wiele trudniejszym od przekonania młodego Foxleya do zmiany zdania, co łatwiejszym.
- Artur, zabierz jeden z generatorów tarcz, który leży przy ciałach - rzucił przez kanał łączności, gdy dostrzegł całą trójkę opuszczającą rampę pokładu. Temat jego chwilowej niesubordynacji spadł na dalszy plan, przestając być problemem, gdy snajper przestawił się na nadchodzącą konfrontację. Prześlizgnął się spojrzeniem po wejściu do hangaru, a następnie na okręt, który jeszcze chwilę temu sprawiał im kłopoty, nim zerknął przelotnie na Browna oraz Curio. W krótkim ruchu ponownie przełączył się na prywatny kanał.
- Możemy wykorzystać statek jako twierdzę albo broń. Nasz pracodawca idzie z odsieczą, więc moglibyśmy zamknąć się w okręcie i przeczekać szturm Latarników albo wykorzystać go do wycofania się - rzucił do wszystkich, zawieszając głos na uderzenie serca. Statek stał się nową możliwością do wykorzystania, szczególnie gdyby zaplanowali zrobić dokładnie to, czego się obawiali, gdy młody Foxley wahał się przed startem. Nagrzane silniki skierowane w stronę Latarników lub otwarcie pomieszczenia na zimną pustkę kosmosu z pewnością stanowiło coś, co mogłoby obrócić szalę na ich korzyść. Albo wyeliminować problem od razu i całkowicie. - Ale pilot zapewne będzie robił problemy.
Pozwolił zawisnąć niedopowiedzianej sugestii w powietrzu. Czysto teoretycznie nie potrzebowali już mężczyzny, a tylko jego okręt - nawet jeżeli miało to być wyłącznie w celach wyrośniętej osłony. Na pewno było to bezpieczniejsze, niż jakby ten w trakcie potyczki zdecydował się odlecieć i naprzykrzyć się zarówno atakującym, jak i obrońcom.
Przeniósł wzrok na Sashę oraz ich cel. Dziewczyna radziła sobie w walce (chociaż do tej pory nie zrobiła zbyt wiele), a chłopakowi udało się uciec z chronionej placówki handlarzy żywym towarem, ale wolał nie zostawiać niczego łutowi szczęścia. Ktoś z nich będzie musiał mieć na nich nieustannie oko, bo ostatnie czego teraz potrzebowali, to przekreślić całą misję przypadkowym pociskiem lub niedopatrzeniem.
- Ktoś z nas musi nieustannie być obok nich i trzymać się z tyłu.
THEME    ☉    ARMOR    ☉    CASUAL    ☉    FORMAL   ☉    VOICE
ObrazekObrazek
+20% pancerza         Udźwig podnoszonych przedmiotów +3         Celownik termiczny (+2)


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Erich Shaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 88
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 3 lut 2015, o 22:46
Miano: Erich Shaw, "Epsilon"
Wiek: 29
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Agent Cerberusa, cyngiel do wynajęcia
Postać główna: Vegz
Lokalizacja: Nos Astra, home sweet home
Kredyty: 5.085

Re: Stacje dokowania

28 cze 2022, o 17:02

Curio w zniecierpliwieniu czekał aż Fulvinia skończy swoje próby negocjacji. Był gotowy aby poprowadzić turiankę poprzez proces łamania zabezpieczeń kokpitu. W myślach już przebiegł po możliwościach, które mieli jak i na które mogli natrafić. Wszystko zależało od producenta. Jeśli były to Solar Electronics to ich zamek był bardziej podatny na siłowe wejście. Jeśli Rada Serrice to zadanie będzie nieco trudniejsze. Ciekawe, czy Fulvinia miała odpowiednio wyrafiny soft… Z rozmyślań wyrwał go dopiero widok korwety powoli osiadającej ponownie na lądowisku. Arthur w końcu zrozumiał i podjął dobrą decyzję, zaoszczędzając sobie i im przykrości. Crassus odetchnął z ulgą, kręcąc głową.
- Udało się, w ryj volusa. - odezwał się na prywatny kanale, przesuwając wzrok pomiędzy Erichem a Alaną z Carlosem.
Jedno z głowy. Teraz zostali nadchodzący Latarnicy i walka, która ich najpewniej czekała. Ucieczka na piechotę nie była najlepszym pomysłem, mogliby zostać zagonieni w jakiś zaułek i rozstrzelani. Przestronny hanger z osłonami, gdzie mogli się przygotować na szturm zdawał się być dużo lepszym wyjściem. Wsparcie było w drodze.
- Statek, mówisz? - odpowiedział Erichowi, wciąż na prywatnym kanale aby nikt poza drużyną go nie słyszał. Wzrok Curio uciekł na na korwetę i jej rampę załadunkową. Pomysł człowieka nie był wcale taki głupi. Było kilka możliwych zastosowań ale też i jeden problem. - Ta, pilot raczej nie będzie chętny aby współpracować. Myślę, że mamy dwie opcje. Albo spróbować zagadać albo zastraszyć. Albo jedno a potem drugie.
Rozejrzał się po hangarze i pozostałych członkach ekipy, która go słyszała. Poprawił chwyt na swoim karabinie.
- Ale musimy być wszyscy na pokładzie. Potrzebujemy przewagi liczebnej by móc ogarnąć pana kapitana w trymiga jakby trzeba było. Co sądzicie? Jak nie to przygotujmy sobie hangar.
Korzystając z chwili, Curio ruszył w kierunku Sashy i Arthura. Wreszcie mógł przyjrzeć się chłopaki w rzeczywistości, co też nie omieszkał zrobić. Taki se, stwierdził po chwili. Mijając Fulvinię pokazał jej kciuk w górę.
- Mogę trzymać się blisko dzieciaków i tak lubię trzymać dystans. - rzucił do komunikatora w odpowiedzi do Ericha i przełączył się już na kanał wspólny, aby pozostała dwójka, szczególnie Foxley, mogli go słyszeć.
- No, no! Widzę, że dobrą decyzję podjąłeś, młody. Zaufaj mi. W najgorszym razie będziesz musiał dać w ryj staremu. Lepsze to niż śmierć z rąk gangu, tak myślę. - wypalił, zbliżając się do nich. Uniósł karabin lufą w górę, opierając jego kolbę na wewnętrznej stronie łokcia aby mieć wolną jedną rękę. - I pewnie przeprosić dziewczynę. - wskazał palcem na niezbyt zadowoloną Sashę. - W każdym razie, upewnijcie się, że oboje macie tarcze i cokolwiek się wydarzy, trzymamy się z tyłu, tak? Jak wam tarcze pierdolną to jeden pocisk wystarczy aby posłać was na tamten świat. A tego byśmy chcieli, nie?
Po swoich wyjaśnieniach odwrócił się w kierunku reszty ekipy, czekając na konkluzje do jakich dojdą.

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 137
Posty fabularne: 111
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 15.950
Medale: 4
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1)

Re: Stacje dokowania

29 cze 2022, o 06:27

- Ej, Crassus... A ty wiesz jak wygląda ryj Volusa? - Zapytał, słysząc powiedzonko Turianina. Sam zabierał się za łatanie swojego pancerza, jeśli ma się bić z kimś jeszcze dziś. Nie mógł zrobić wiele, jeśli chciał szybko przeprowadzić diagnostykę karabinu. W sumie, diagnostyka leciała w tle, kiedy Carlos lepił nowy pancerz z omni-żelu i dobrych chęci.
- Hah. A co ja bym miał powiedzieć? Do dwóch razy sztuka? - Zaśmiał się, tym razem odpowiadając Alanie. Tyle ulepił pancerza ile mógł. Wyglądało, że komponenty działały jak powinny. Miał tarcze, radio (dopiero zauważył), karabin powinien strzelać prosto, omni-klucz (głupia nazwa na urządzenie wielofunkcyjne, nie powinno nazywać się jakoś inaczej? Omni-tool, tak z angielskiego) działał, HUD w hełmie tylko troszkę migał, ale to do zniesienia. Zajął się pozycję zaproponowaną przez turiankę. Miał zamiar spróbować naprawić pancerz jeszcze trochę w czasie walki, ale to się jeszcze zobaczy. Liczył, że uda mu się przeżyć kolejną potyczkę bez kulki w głowie, podpalenia albo zmiażdżenia przez sztuczna czarną dziurę. Powinien był się w akademii floty lepiej uczyć, może by został inżynierem bojowym albo innym fancy lichem co techno magiczne sztuczki robi. Kurwa... Tech też przecież opiera się w dużej mierze o to całe piezo czy inny chuj co biotycy używają. Tech to teraz tak samo magia jak biotyka jest magią.
ObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 155
Posty fabularne: 57
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 16:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: OMEGA
Kredyty: 33.360

Re: Stacje dokowania

29 cze 2022, o 10:59

Fulvinia odetchnęła, kiedy sytuacja została chwilowo opanowana. Psychicznie już nastawiała się na próbę siłowego wejścia do środka, może nawet bezsensowny strzał w mechanizm otwierający drzwi z nadzieją, że te same się otworzą wtedy. Kiedy zatem Artur w końcu posadził z powrotem okręt na powierzchni hangaru i wyszedł z kabiny pilota, uśmiechnęła się delikatnie do niego, próbując uczynić ten uśmiech pokrzepiającym. Na słowa Sashy na razie nic nie odpowiedziała, nie mając do końca pomysłu, co takiego by mogła jej odpowiedzieć. Dopiero potem wpadła na pomysł, ale uznała, że będzie on musiał poczekać - na razie mieli co innego na głowie.

- Cóż... obawiam się, że jeszcze chwilę musimy zostać. Niedługo jednak. - rzuciła do kapitana, stojąc jednak nadal w wejściu na statek i pilnując, by ten się nie oddalił, podczas gdy reszta dyskutowała.

- Dobra, chodźcie szybko, zwłaszcza Carlos - może uda się trochę załatać twój pancerz. Poza tym na okręcie jestem w stanie nam prawdopodobnie najbardziej pomóc. - rzuciła do reszty, czekając aż wdrapią się do środka - mimo wszystko to była potencjalnie ich najlepsza opcja. Zaraz też odwróciła się do kapitana, trzymając broń... niekoniecznie skierowaną w niego, ale na podorędziu.

- Panie... w sumie nie wiem, jak masz na imię? W każdym razie, zaraz dotrze tu reszta naszego wsparcia, do tego czasu jeszcze musisz nas znosić. Jestem jednak pewna, że dostaniesz odpowiednią rekompensatę finansową od ojczulka tego młodego, jak już będzie po wszystkim - za straty moralne oraz finansowe. - zachęciła, starając się zagrać na jego chciwości.
ObrazekObrazek
Fulvinia Adratus

Avatar użytkownika
 
Posty: 92
Posty fabularne: 81
Dołączył(a): 16 wrz 2018, o 22:04
Miano: Fulvinia Adratus
Wiek: 24
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turian
Zawód: Żołnierz
Lokalizacja: statek
Kredyty: 38.300
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: Stacje dokowania

30 cze 2022, o 12:53

Dzieciaki, które musiały mieć coś koło 20 lat, stały za Fulvinią; Sasha ciągle ze skwaszoną miną, niezadowolona z tego, co planował zrobić Arthur, a chłopak – raczej niezadowolony z faktu bycia w takiej, a nie innej sytuacji. Zerkał także co jakiś czas na dziewczynę, marszcząc brwi i chyba się nad czymś zastanawiając... być może nad własnym zachowaniem względem niej, a może obmyślając coś innego. Na wielce pokrzepiające słowa Crassusa uniósł nań głowę i prychnął. — To faktycznie brzmi na najgorszy przypadek — mruknął, taktycznie pomijając uwagę o przeproszeniu panny Mrosky. Polecenie Ericha przyjął zaś z kiwnięciem głowy, od razu rozglądając się wokół i podchodząc do ciała leżącego najbliżej, czyli człowieka, który zabił wcześniej kapitana korwety.

Piątka najemników wkrótce wdrapała się z powrotem na pokład statku, tym razem z dwójką młodych ludzi, może i lekko poobijanych, jednak w jakiś sposób zabezpieczonych. Mieli tarcze, byli pod opieką Crassusa, który się do tego zadeklarował – musieli jedynie przetrwać potencjalny atak Latarników i namówić pilota do współpracy. Ten zaś kombinował już, jak wylecieć; szybki rzut oka wystarczył, aby zrozumieć, że był on raczej prawą ręką kapitana i nie miał pełnej wiedzy o korwecie, zapewne nie musząc takowej posiadać. Mamrocząc coś pod nosem i przekręcając kolejne pokrętła, odwrócił się do gromady ze skwaszoną miną. Wzrok skierował na Fulvinię, którą poniekąd już znał bardziej, niż resztę.

Mówiłem, że wynocha, nie? — warknął, zręcznie omijając pytanie o imię. Wodząc jednak spojrzeniem po uzbrojonych, zakrwawionych i podziurawionych najemnikach, trochę pomielił żuwaczkami, wyraźnie mięknąc pod naporem przewagi liczebnej. W końcu spojrzał na Arthura i wycelował weń palcem: — Jak nie dostanę kasy za ten bajzel, co mi narobiłeś, to osobiście cię odstrzelę.

Chłopak jedynie wzruszył obojętnie ramionami, nic sobie nie robiąc z gróźb turianina, który niezadowolony z przymusowej pracy pod bandą najemników, pozwolił na faktyczne obudowanie się na statku. I ledwo trap zaczął się zamykać, aby nie dopuścić nikogo do środka, drzwi do hangaru otworzyły się i wpadła do środka banda Latarników. W tym momencie każdy mógł odetchnąć z ulgą, że pomysł wejścia do korwety pojawił się i to tak wcześnie; wsparcie, które przysłał torturowany nieboszczyk było... większe. Przez zamykający się właz, zanim ktokolwiek odsunął się, by uniknąć desperackiego ostrzału, zobaczyli siedmiu członków gangu, którzy pod dowództwem kroganina natychmiast rozbiegli się, przemykając między osłonami prosto w stronę wejścia na statek, gdzie chwilowo osłonięci, zaczęli dobijać się do środka. Drużyna miała jeszcze czas – nawet jeśli planowali zhackować wejście, trochę im to zajmie, a być może do tego czasu dotrze obiecane wsparcie.

W międzyczasie Carlos mógł naprawić swój pancerz do względnego użytku. Czuł jednak, że nie jest w pełni sił, gdyby przyszło im walczyć, jednak nie powinien mieć aż tak dużych problemów, jakie miałby teraz. Reszta, dzięki wątpliwej zgodzie nowo mianowanego kapitana, mogła naprawić drobne usterki poprzez żele, których mieli tutaj mały zapas. Mogli także się w nie wyposażyć, jeśli trzeba będzie wkroczyć z przeciwnikami w bezpośrednie starcie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 124
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Poprzednia strona

Powrót do Centrum Omegi

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości