Kolonia ludzka jest jednym z najważniejszych, a przy tym najbardziej rozpowszechnionym, punktem na całej planecie. Codziennie trafia tu wiele osób różnych ras. Dzięki idealnemu położeniu, jest zaopatrzona w dostawy słodkiej wody, a klimatem przypomina nieco nizinną, środkową Europę.

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

26 kwi 2015, o 21:25

Drugie piwo powoli się kończyło i Konrad zastanawiał się w ogóle, czy spędzi resztę czasu, pijąc samemu. W końcu nie miał pewności, że Pixie jest w gromadzie, a co dopiero na samej planecie. Wiele rzeczy nie wiedział i to go trochę denerwowało, choć niepotrzebnie. Raz jeszcze spojrzał na swoją prawą dłoń i powoli poruszał jej palcami.
Nigdy więcej.
Ta myśl kołatała mu w głowie i nie mógł się jej pozbyć. No bo co jeszcze mógł stracić przy kolejnych wydarzeniach? Całą dłoń? Ramię? Obie nogi?
Był tak zamyślony, że nie wyczuł pochylającej się nad nim kobiety i zdał sobie sprawę z tego dopiero, jak wyszeptała mu kilka słów na ucho.
Ledwie to się stało, a odsunął się jak porażony i zacisnął palce w pięść, zamierzając się na osobę za nim. Dopiero jak zobaczył, że to była Pixie, to opuścił rękę i się uśmiechnął.
- Hej. Jesteś tutaj. - powiedział jednocześnie zdziwiony i ucieszony. Podrapał się po skroni i wskazał krzesło po drugiej stronie stolika. - Proszę, usiądź.
Trochę było mu głupio z powodu swojej nerwowej reakcji, więc podsunął do niej stojącą na blacie butelkę z piwem. Dopiero wtedy spostrzegł jednak, że dziewczyna ma już drinka.
- Co robiłem? A, same nudy. - machnął na to ręką i sięgnął po swoją butelkę, pociągając z niej małego łyka. Potrzebował tego, by zastanowić się, co powinien powiedzieć, a co przemilczeć. Kiedy odstawił butelkę, schował swoje przyszywane palce drugą ręką, opierając się ramionami jednocześnie o stół.
- Fajnie, że jesteś. - powiedział, wyciągając w jej kierunku swoją lewą rękę. Zdawał sobie sprawę z tego, że ich znajomość była przelotną przygodą, cieszył się na widok Pixie.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 861
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 09:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

26 kwi 2015, o 21:51

Widząc reakcję Straussa, była gotowa się odsunąć. Na szczęście mężczyzna powstrzymał się i opuścił rękę. Pixie przez chwilę przyglądała się blondynowi. Miałą wrażenie, że nie mówi jej wszystkiego. Ba! Wiedziała, że nie mówi wszystkiego. W końcu nie widziała go dość długo. Postanowiła jednak nie drążyć. Jeśli Konrad będzie chciał, to sam jej powie. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła gest ofiarowania jej piwa, ale pokazała na szklankę, którą postawiła na blacie, po czym usiadła na wskazanym krześle, stawiając przed sobą szklankę.
- Fajnie, że przyleciałeś – odpowiedziała i przez chwilkę patrzyła na wyciągniętą w jej stronę dłoń. To nie był codzienny gest, ale nie miała powodu, by podejrzewać coś dziwnego. Podała mu swoją dłoń i przez chwilę skupiła się, na przyjemności związanie z dotykiem ciepłej skóry Straussa. – Załatwiłam sobie już mieszkanie kawałek stąd. Gdybyś nie miał gdzie przenocować – odezwała się, bo była ciekawa, czy żołnierz już coś kombinował na planecie.

ObrazekObrazek

BONUSY: +35% do tarcz, -20% do kosztu użycia mocy, +20% premii technologicznej

Pixie

Avatar użytkownika
 
Posty: 312
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 10 kwi 2013, o 22:26
Miano: Emma Swift
Wiek: 26
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Mechanik, haker, sabotażysta
Lokalizacja: Cytadela -> Klub "Czyściec"
Status: członkini rady Swift militaries
Kredyty: 11.540
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

27 kwi 2015, o 18:52

Z początku zareagował trochę zbyt nerwowo, ale to było niezależne od niego. Wciąż przeżywał lekkim szoku po wydarzeniach ostatnich dni i chociaż daleko mu było stanu z psychiatryka, to do pełni władz umysłowych, miał też kawałek drogi.
Kiedy Emma podała mu dłoń, trzymał ją delikatnie i kciukiem gładził jej skórę. Był skupiony na tej czynności i patrzał na dłoń kobiety, chcąc zapamiętać oraz utrwalić to uczucie. Miał nadzieję, że tym sposobem łatwiej palce w drugiej ręce, będą interpretowały Pixie.
- Mieszkanie? - spojrzał na jej twarz i się uśmiechnął odrobinę. W sumie kolorowa miała sporo czasu na załatwienie czegoś na planecie, więc sprawa tak podstawowa, jak lokum, cieszyła go dosyć. - Godzinę temu przyleciałem na Horyzont, więc jeszcze nie załatwiłem sobie niczego. Praktycznie siedzę z walizkami i zastanawiałem się, gdzie prześpię tę noc. No i z kim.
Nie mógł zaprzeczyć, że z chęcią stałby się z nią niegrzeczny za czterema ścianami i bez publiczności.
- A z tych mniej ciekawych rzeczy, to w sąsiednim systemie jest górnicza planeta. Skrzynia pełna skarbów. Warto się tam potem zakręcić za kontraktami na surowce.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 861
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 09:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

29 kwi 2015, o 13:45

Takiej odpowiedzi się spodziewała i uśmiechnęła się nieco szerzej na słowa Straussa. Teraz przynajmniej wiedziała, że mężczyzna nie będzie od niej stronił i zachowywał tylko profesjonalne stosunki. Emma była z tego bardziej niż zadowolona.
- Więc już wiesz, gdzie ulokować swoje zgrabne cztery litery – powiedziała i chwyciła w wolną rękę drinka i pociągnęła. Jakoś nie śpieszyło jej się z uwalnianiem drugiej ręki z uścisku Konrada.
Spojrzała na mężczyznę, kiedy wspomniał o górniczej planecie i jej uśmiech stał się nieco mniej rozbawiony, ale wciąż ciepły.
- Rzeczywiście mniej ciekawy temat, ale wciąż warty uwagi. To będzie dobre miejsce, bo tutaj, po za mieszkaniem, niewiele można uzyskać. Przynajmniej mi się nie udało na razie. – Westchnęła cicho jakby z rezygnacją i znów pociągnęła łyka ze swojej szklanki. – Ale to chyba nie wszystko na temat tej planety skarbów, co? – zapytała, unosząc brew, bo coś czuła, że musi być jakiś haczyk. Ba! Zawsze był haczyk. Pytanie brzmiało: jak duży jest ten tutaj.

ObrazekObrazek

BONUSY: +35% do tarcz, -20% do kosztu użycia mocy, +20% premii technologicznej

Pixie

Avatar użytkownika
 
Posty: 312
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 10 kwi 2013, o 22:26
Miano: Emma Swift
Wiek: 26
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Mechanik, haker, sabotażysta
Lokalizacja: Cytadela -> Klub "Czyściec"
Status: członkini rady Swift militaries
Kredyty: 11.540
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

1 maja 2015, o 13:33

Faktycznie, Horyzont był lekkim zadupiem, ale planeta miała potencjał. Znajdowała się na jednym z dwóch ważnych szlaków tranzytowych, łączących Terminusa i przestrzeń Przymierza. Mógł tutaj się rozwinąć spory biznes, o ile lokalni nie kładliby im kłody pod nogi. Wystarczyła tylko dobra reklama i zaopatrzenie, a mogliby spokojnie tworzyć co dusza zapragnie i bogacić się.
Pytanie odnośnie haczyka, było... cóż, trochę kłopotliwe. I nie wiedział, jak to dobrze ująć w słowach. Chwycił jej rękę, swoją drugą dłonią i w końcu się odezwał.
- Gwiazda układu jest zjadana przez czarną dziurę. Dwadzieścia cztery godziny na planecie, to dwadzieścia sześć w reszcie galaktyki. Będziemy ciut wolniej się starzeć, w stosunku do wszystkich spoza układu. - dotykając dłoń Emmy swoimi sztucznymi palcami, musiał stwierdzić z przykrością, że z trudem rozpoznawał fakturę jej skóry. Była szorstka, chropowata i niemiła w dotyku. Zupełnie inna niż ją odbierał swoją prawdziwą ręką. Jego sprzęt jednak był nie do odróżnienia od normalnych palców, bo producent zadbał o wszystko. Syntetyczna skóra, do złudzenia przypominająca prawdziwą, paznokcie i ciepło.
- To w zasadzie jedyny mankament, jaki znalazłem. - puścił jej rękę, chwytając za piwo i opróżnił butelkę. Druga jeszcze została, ale był o nią spokojny.
- Dobrze, to plan mam taki: dopijmy co mamy, sprawdźmy jak wygodne masz łóżko, weźmy prysznic i załatwmy sobie materiały do pracy. Lepszego nie wymyślę. - I prawdziwie tak było. Pił co mu jeszcze w drugiej butelce zostało, kiedy Pixie sączyła swego drinka. Rozmawiali jeszcze trochę w miedzy czasie, a potem wyszli z baru. Po ostatnich wydarzeniach brakowało mu dziewczyny i chciał sprawić, by ona poczuła, jak samotna była bez niego.

zt x2
Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 861
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 09:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

22 lis 2015, o 00:31

Ze wszystkich barów w Galaktyce, ten był zdecydowanie najlepszy. Cisza i spokój. Tylko kostki lodu uderzające o siebie w szklance i szum wiatru z zewnątrz, tworzył jakiś tam dźwięk. Oczywiście zdarzały się momenty gdzie bar był pełen, ale przeważnie świecił pustkami po południu. Większość mechaników, rolników, pracowników korporacji, ochroniarzy czy też nawet najemników było w robocie. Nie było tu jak na Cytadeli czy Omedze gdzie panował chaos na swój sposób. Tutaj wszystko było poukładane. Każdy wiedział co miał robić. Kolonia wczesnego, ale i szybkiego rozkwitu. Nic więc dziwnego, że wybrali właśnie to miejsce. Z dala od problemów galaktyki, postanowili ułożyć sobie jakoś życie po odejściu z Przymierza. Jednak kariera najemnicza jest cięższa i trudniejsza niż może się wydawać. Zwłaszcza na ich podwórku. Kraiven nie chciał już nigdy więcej mieć nic wspólnego z wojskiem. Na szczęście stacjonujący tu oddział był mały i nie wtykający swój nos tam gdzie nie powinien. Może to i nawet dobrze, że tu się właśnie jego przyjaciele przenieśli. To miejsce nie było takie złe, a i zarobek był godziwy. Jednakże Will nie zamierzał jeszcze wracać do wojaczki. Potrzebował czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego. Zostawił za sobą wiele. Stracił wiele. Nie chciał powtarzać tych samych błędów nawet jeśli tutejsza robota nie była tak zła na jaką mogła wyglądać. Póki co wolał siedzieć w biurze u znajomych i zajmować się ich ekwipunkiem na misję. Sekretarka, ochroniarz i konserwator w jednym. Czy takie życie miał właśnie mieć na Horyzoncie? Czas szedł nieubłagalnie szybko nie szczędząc na poczynaniach Kraivena. Może wziąłby jedną prostą misję by rozruszać kości. Jedna niewinna robótka nie powinna być taka zła. Zresztą lepsze to niż siedzenie tutaj i rozmyślanie nad swoją egzystencją. Wypił więc do końca whisky i wyszedł z baru. Broń sama się nie nasmaruje.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Obrazek

ObrazekObrazek
| +55% obrażeń od broni | +20% obrażeń od strzałów krytycznych | +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni |
| +20% pancerza | 30% przywróconej maksymalnej mocy po utracie tarcz, pochłaniając przy tym 2 dawki omni-żelu |
| (15% jeżeli dostępna jest tylko 1 dawka omni-żelu) |
Obrazek |Obrazek| "Słowa" | Obrazek | "Myśli" | Obrazek | Obrazek

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
William Kraiven

Avatar użytkownika
 
Posty: 677
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 17 gru 2012, o 21:19
Lokalizacja: Cytadela
Miano: Will
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Horyzont
Status: ex-Przymierze, Były komandos "Delta", Były porucznik SOC, Były najemnik Błękitnych Słońc. Uważany za zmarłego.
Kredyty: 62,872
Medale: 5
Rekrut (1) Arbiter (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

30 wrz 2022, o 21:14

Rzut MG: Spostrzegawczość.
<50
Universal Person wylosował/a 1d100:
85
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

30 wrz 2022, o 21:21



- Czasami coś obejrzeć obejrze, ale unikam. Ludzie z tamtego okresu już mieli swój czas, dajmy wejść nowością.
Reszta ćwiczeń poszło im całkiem sprawnie. Mniej mówienia, a więcej wyciskania. Dokładnie tak jak Ukrainiec lubił najbardziej. Wszystko wykonane wręcz z perfekcyjną precyzją. Co trzeba przyznać Yarek też się starał, ale widać było, że zaczynał puchnąć od wykonywania tego wszystkiego prawidłowo. Chociaż znając jego samozaparcie do ćwiczeń to pewnie jeszcze się nauczy i stanie się jeszcze większym potworem w kwestii mięśniowej.
Prysznice też im minęły w ciszy, ale to tylko dlatego, że gdzieś chociaż w końcu Viktor był większy, niestety jeśli brać pod uwagę skalę to niestety rezultat tej bitwy nie przynosił radosnych efektów. Po wszystkim otrzymał od Yareka koszulkę powitalną z insignią ich jednostki. Chodziło tak naprawdę o to, że część cywilna trafiła od razu do jego nowego miejsca zamieszkania.

Po siłowni Yarek pomógł swojemu towarzyszowi w ogarnięciu koloni. Jego nowego mieszkania, a nawet mini-mapę żeby mógł sobie jakoś poradzić w dotarciu na odprawę następnego dnia. Sama kolonia nie była wielka, ale już pozwalała się zgubić komuś kto dopiero przybył.
Wypakował z nim cały jego mandżur czekając, aż się przebierze. Sam Yarek był już gotowy na wieczorne wyjście, bo cały strój miał przygotowany już w szafce. W cywilnych ciuchach wygląda dość normalnie. Bardziej przypominał pracownika huty, który miał przykry wypadek niż żołnierz linii specjalnej.
Bar został lekko odnowiony. Od kiedy zainteresowanie i ekonomia podskoczyła kolonia przeżywała swoją drugą młodość. Teraz środek nie przypominał już jak improwizowane miejsce picia, do pełnoprawnego baru.
Pierwsze co powitało mężczyznę był zapach alkoholu, potu i dymu tytoniowego. Wyciągi pracowały całą mocą, ale wciąż nie dawały sobie rady. W środku ilość osób innych ras była dość mocno rzucająca się w oczy. Chyba nawet widział gdzieś kawałek Vorcha w tym tłumie.
- Viktor!
Machnął mu ręką Yarek stojący obok schodów prowadzących piętro niżej. Idąc w jego stronę czuł się obserwowany ale nie mógł namierzyć nikogo w tłumie kto mógłby to zrobić. Może po prostu był nową twarzą i tylko tyle. Nie widział.
Wyprowadził go na balkon z widokiem na farmy rozciągające się poza horyzont. Na miejscu siedział już Sergio paląc papierosa przeglądając jakieś informacje na omni kluczu. On też w cywilu nie przypominał zwykłego trepa.
- Niedługo powinna przybyć reszta.
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

4 paź 2022, o 14:58

To był dobry start. Pierwsza zawiązana znajomość, ze zdecydowanie przyjemniejszą osobowością major Bertram. Odprężył się dzięki siłowni, przeskoczył ten próg nowego miejsca, czują, jakby nagle znał Horyzont już od jakiegoś czasu. Trening fizyczny potrafił działać cuda.

Niemniej, jakkolwiek silny nie był Yarek, żaden żołnierz nie był w stanie sam ciągnąć na swoim grzbiecie żadnej wojskowej operacji. Viktor miał poznać resztę. Bar nie był może ku temu najlepszym miejscem, no ale chorąży rozumiał, że nie powinien narzekać. Uzbrojony w dobre nastawienie i koszulkę od Yareka, na której widniały insygnia jednostki, przekroczył próg baru. To tutaj można było lepiej zauważyć różnorodność mieszkańców kolonii. Być może w pracy byli bardziej zamknięci w swoich kręgach, lecz tutaj, w miejscu najprostszej i najpowszechniejszej rozrywki. Aura alkoholu i tytoniu uderzała od wejścia, co sprawiło, że sam sięgnął po papierosa. Odpalając peta, dostrzegł swojego nowego partnera treningowego, zakładał bowiem, że na jednym spotkaniu się nie skończy. Przytaknął, gdy tamten zawołał go po imieniu. Zbliżył się, z towarzyszącym mu nieznośnym uczuciem czyjegoś wzroku na karku. Obejrzał się dyskretnie, lecz nie wyłapał przy szybkiej lustracji żadnego nachalnego spojrzenia.
Po przejściu schodów, Viktor stwierdził, że mają nie lada miejsca. Mieli piękny widok, na całą okolicę.
- NIezła miejscówa- powiedział- Często najmujecie lożę VIP?
Skinął na powitanie Sergio, który też już tam był. W cywilnym ubraniu prezentował się zgoła inaczej, z drugiej strony jednak VIktor słabo go jeszcze znał.
- Dużo nas będzie?- spytał, słysząc stwierdzenie o reszcie oddziału, która miała dołączyć.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

9 paź 2022, o 15:00

- Jak bóg da. - Parsknął śmiechem na pytanie o loże. - Pieniądze ostatnimi czasy zaczęły w końcu być pompowane w kolonie. Zaczyna ona w końcu przypominać coś znajomego prosto z domu niż smutne blaszane pudła.
Odpowiedź Yareka była dość zrozumiała. Długotrwałe spędzanie czasu z dala od swojego ojczystego systemu mogło dość mocno wpływać na tęsknotę za czymś bliskim. I to można było zobaczyć po wystroju. Ogólnie od przybycia na kolonie Viktor mógł odczuwać dziwny dysonans, że niby tak daleko od ziemi, a wszystko mocno ziemskie.
- Ja będę, Sergio będzie, jeszcze parę łebków z jednostki, a i niedługo przyjdzie Chad.
Uśmiechnął się ironicznie do mężczyzny i zajął miejsce obok Sergia. Jego towarzysz podsunął mu tylko nie otwarte piwo i wrócił do czytania pobieżnych informacji na temat nadchodzących dni Mindoiru.
- Co chcesz?
Spytał Yarek stojąc obok panelu na którym mogli zamówić drinki. Wybór był dość spory jak na takie zadupie. Mieli nawet kilka odmian piwa, które jeszcze nie wpadały w kraftowe, ale też nie były masówką. Taka klasa średnia wśród piw. Więc jak na tak oddalone miejsce było to dość dziwne. Na pewno w oczy rzuciła mu się też wódka z jego regionów.
Po jakimś czasie zaczęli dołączać do nich inni. Wszyscy podobni, wytatuowani raczej więksi chłopcy. Zwyczajowe wojskowe sausage party. Jedyne co mogło dziwić to brak jakiegokolwiek przedstawiciela innej rasy. Sami ludzie. Niektórzy witali się z Viktorem prowadząc small talks na tematy typu skąd tu się wziął i jak dostał ten przydział. Ogólna atmosfera dość przyjacielska.
I właśnie podczas prowadzenia jednej z takich rozmów poczuł lekkie uderzenie w nerkę. Obok niego stała dość wysoka jak na kobietę blondynka patrząc na Karajewa z wyrzutem.
- Więc jak zawsze wolałeś spędzić czas z męskimi mężczyznami zamiast odwiedzić siostrę? Tupała lekko poddenerwowana stopą o ziemię. Oczywiście mógł tak wnioskować ponieważ dźwięk uderzeniem był bardzo łatwo zagłuszany przez muzykę. Chyba było to jakiś mix elektroniki i nowej fali country. Dziwna mieszanka, ale nie irytowała.
- Nic się nie zmieniłeś w tej kwestii. - Westchnęła unosząc brwi i opuszczając ręce. - Tylko chłopy i chłopy.
W pewnym momencie niektórzy zaczęli oglądać tą niewielką drame między rodzeństwem. Viktor mógł usłyszeć delikatne parsknięcia śmiechem niektórych byczków na sali.
- Ehh, dobra chodź tutaj.
Rozłożyła ręce w geście pojednania i gotowa na rodzinnego przytulasa. Gdzieś tam w tle pojawił dość normalnych rozmiarów mężczyzna. Przystojny, przystojniejszy niż większość ludzi których spotkał. I widział jak zmierza w ich kierunku. Powoli mógł się domyślać z kim ma doczynienia.
- Chad Bronson. - Wysunął do niego rękę mężczyzna. - Twój dowódca i narzeczony twojej siostry.
Jego uśmiech był przepięknie biały. Po ostatnich przygodach podczas różnych zleceń inaczej zapamiętał wygląd typowego trepa. Musieli serio żyć tutaj jak pączki w maśle. Siostra Viktora za to spiorunowała wzrokiem Chada.
- Jeszcze mu nie powiedziałam!
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

9 paź 2022, o 19:56

Pokiwał lekko głową na znak zrozumienia w odpowiedzi na stwierdzenie Yareka.
- Zrozumiałe- rzucił, taksując wzrokiem lokal- Naprawdę tu sympatycznie.
Mówił szczerze, odpowiadała mu tutejsza ziemska atmosfera, wspomnienie domu. I choć wynajmował mieszkanie na Cytadeli, to Błękitną Planetę uznawał za ojczyznę, za miejsce, gdzie zawsze będzie chciał wrócić. Jako zawodowy żołnierz doskonale znał uczucie oddalenia od domu, podświadomej tęsknoty, uczucia brakującego elementu, do którego powrotu odlicza się dni. Tutaj jednak, na Horyzoncie... Uczucie to było jakby mniejsze. No, może muzyka mogłaby być lepsza.
- Podoba mi się- powtórzył, już nieco ciszej, jakby podkreślić chciał prawdziwość swoich doznań. Cieszył się, że pozna innych ludzi z oddziału, choć nieco uniósł brew na wspomnienie tego całego Chada. Specjalnie podkreślano jego obecność, jakby był nie wiadomo kim. Nie skomentował jednak, w końcu za chwilę się prze
W końcu jednak nadszedł moment, w którym należało zdecydować się na tzw. poison of choice.
- Piwo bezalkoholowe- rzucił do Yareka.
Z biegiem czasu przychodzili kolejni członkowie jego oddziału. Viktor musiał przyznać, że stylowo mu odpowiadali, zdawało się na pierwszy rzut oka, że to równe chłopy. Pogawędka jakoś szła, być może dlatego też, że dziś nie był dzień, w którym Viktor szybko się wycofywał społecznie. Z pewną ulg przywitał fakt, że w jego drużynie nie było kobiet- zapewne uraz po służbie z Milą Racan.
Impreza powoli rozkręcała się, a Viktor coraz śmielej żartował z towarzystwem. Niestety, swobodzie w obyczajach VIktora przyniosła pewna dobrze znana mu osoba. Obrócił się, czując przyjacielskiego kuksańca, choć nie wiedział, kogo mógł się spodziewać. W środku misji błyskawicznie przeanalizowałby sytuację, przewidując się z pewną dozą prawdopodobieństwa tożsamość zadającego cios, lecz teraz jego umysł był w stanie relaksu. Viktor pozwalał, by bodźce i myśli swobodnie przepływały mu przez głowę, bez kontroli i wysiłku.
- Och- uśmiechnął się lekko, zaskoczony, mimo, iż nie powinien być- Noo, wiesz jak to jest, trzeba poznać ludzi, z którymi się pracuje. Przecież bym zajrzał, wiesz o tym!
Cisnęło mu się na usta plecy same się nie zrobią, miał jednak na tyle instynktu samozachowawczego, żeby nie wypowiedzieć tych słów. Zrobił tylko minę niewiniątka, czując na swoim karku rozbawione spojrzenia towarzyszy broni. Sam niemal parsknął na stwierdzenie, które prosty, żołnierski humor łatwo mógł przyozdobić w podtekst homoseksualny.
- No weź, Sisi...- mruknął jak zbesztany miś.
Szczęśliwie, rodzina wkrótce przebaczyła sobie swe przewinienia, a Viktor z radością padł w ramion siostry. Uśmiechnął się ponownie, sięgając po swoje piwko. Jak zwykle nieczęsto się uśmiechał, zwłaszcza dawniej, to w towarzystwie Swietłany zawsze niemal był, jak to powiedział Charlie, so fuckin' cheerful.
Aż wreszcie dotarł do nich ostatni, zdaje się gość, brakujący element ten wojskowej układanki. Wyglądał bardziej na modela niż żołnierza, idealnego na plakat propagandowy do rozwieszenia na punktach rekrutacyjnych. Podszedł do nich, gdy akurat Karajev finiszował szklanicę. Nie chciał zostawiać niewielkiej ilości na dnie, wiec pociągnął solidny haust. Niestety, źle ocenił objętość i musiał rozłożyć ją na kilka łyków.
I wtedy uderzył w niego grom. Zachłysnął się potężnie, niemal opluwając. Przez kilka sekund nie mógł złapać powietrza, czując niemal, jak sinieje. Wreszcie w sukurs pomógł mu odruch fizjologiczny w postaci kaszlu.
- Wybaczcie... dowóco.- rzucił, gdy doprowadził się do porządku. Chad nie użył stopnia wojskowego, zwrócił się do Karajeva nieformalnie, toteż chorąży nie uznał za stosowne zasalutować mu czy stanąć na baczność. Wstał jednak i uścisnął dłoń Bronsona, dość formalnie.
- Po prostu to dość... niespodziewana, a ważna wiadomość- dodał po chwili, czując potrzebę wytłumaczenia oczywistej oczywistości.
Jak Boga kocham, jak jeszcze powiedzą, że Sisi jest w ciąży, strzelę mu w kolano z Graala.- dodał w myślach.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

9 paź 2022, o 20:23

- Nie nazywaj mnie “Sisi” bo zacznę do ciebie mówić “Bobo”. - Rzuciła gestykulując lekką agresje ręką. Do dzisiaj zastanawiał się jakim cudem jego siostra doszła tak wysoko w swoim życiu. Szczególnie, że raczej to mega konformistycznych, jak jej brat, osób nie należała.
- No już już Svieta. Daj chłopakowi się nacieszyć impreza.
Wzruszył ramionami Chad zaraz po uścisku. Typ raczej jakiego można było spodziewać się po guście siostry. A, szczególnie jego dość wyluzowane usposobienie. Zazwyczaj związki jego siostry nie trwały zbyt długo. Żaden spięty by tego długo nie wytrzymał.
Po chwili machnął ręką by całą trójką wyruszyć w stronę baru. Nie zachowywał się obrzydliwie wobec jego siostry co też było nowością, ale też nie byli raczej w miejscu gdzie bywali za młodszych lat. Ręce miał przy sobie, zero specjalnego obmacywania. Po prostu był normalny. Jedyne co rzucało się w oczy to pierścionki, które nosili na swoich dłoniach.
- Svieta mi dużo o tobie opowiadała. Zazwyczaj w superlatywach.
Szybkie uderzenie w bok mężczyzny szybko go wyciągnął z kontynuowania tego co mówił.
- Zawsze w superlatywach.
Spojrzał na kobietę obok i lekko westchnął po szybkim zmienieniu ciągu zdania. Obydwoje się do siebie uśmiechnęli i wrócili wzrokiem do Viktora. Wydawało się, że to chyba naprawdę był “ten”.
Gdzieś w tle Yarek i Sergio rozmawiali z jakimś mężczyzną. Nie wyglądał na żołnierza, a tym bardziej dziwnie wyglądał jego ubiór. Raczej nie wyglądał jak potężny klubowicz, a człowiek biznesu. Jednak szybko przestał widzieć cokolwiek kiedy grupka ludzi zablokowała cokolwiek więcej.
- Wiem, że zabrzmię jak typowy przełożony ale opowiedz coś o sobie. Nie wiem, pobieżnie doświadczenia albo co tam ostatnio się działo? Wybacz, nie lubię prowadzić tych rozmów, ale góra mnie rozlicza potem z raportów z tego. Tak to będzie w dokumentacji, że coś tam wiem.
Zaśmiał się mężczyzna, a za to siostra Viktora zamówiłą im drinki. Podała mu butelkę piwa. Jednak to było z alkoholem.
- Nawet mnie nie wkurwiaj.
Powiedział wiedząc, że ten zacznie zaraz marudzić. Wzięła kilka większych łyków. Wyglądało, że jednak jeszcze była na niego zła i odrzucenie tego piwa będzie dla niej jak liść w policzek. Chad za to obserwował to z radością w oczach. Zresztą to był pierwszy raz jak obserwował jak jego narzeczona jest częścią typowej walki brata i siostry.
- Jutro prawdopodobnie będziemy robić zasadzkę na przemytników. Mają metę na jednej farmie. - Wziął łyka piwa i odpalił papierosa świeżo wyjętego z paczki. - Spokojnie wszyscy tutaj są zaufani więc można pogadać o sprawach służbowych. Jeszcze nie wiem o której, ale nakaz jest już podpisany.
Osiadł na jednym z foteli. Kiedy przechodził do spraw związanych z pracą nabierał całkowicie innej postawy. Dopiero teraz zaczęło się wydawać, że chłop dość długo robi w tym fachu.
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

11 paź 2022, o 21:06

VIktor pokręcił głową z niedowierzaniem. Wciąż łapał się na tym, że zapominał się w swojej percepcji siostry, o której odruchowo myślał jak o dziewczynce, o którą musiał dbać. Od dawna przecież była dorosłą kobietą, o prężnej karierze prawniczej. Jego umysł miał zapisaną tę informację, którą podświadomość uparcie ignorowała.
- Nie gniewaj się- rzekł ponownie, już wiedząc, że za to "Bobo" chłopaki z oddziału nie dadzą mu żyć i zapewne przylegnie mu to przezwisko póki będzie stacjonował w tym miejscu. Co za piękny start jak na pierwszy dzień przydziału.
Nie mogło się też odbyć bez ponownych oględzin Chada, ot, kilku rzutów okiem, nienachalnych, a jednak nieuniknionych. Viktor nie odpuści, musiał poznać i wyrobić sobie opinię o narzeczonym swej siostry. Nieco dziwiło go właściwie, że wreszcie postanowiła się ustatkować, że w końcu znalazł się facet, który dotrzymywał jej kroku w szybkim tempie życia. Svietlana wyznawała, w przeciwieństwie do brata, maksymę work hard, party hard. Cóż, za pieniądze ich matki oznaczało tournee po wyszukanych klubach i rozbijanie się limuzyną ojczyma, popijając fancy drinki. Przy stanie majątkowym ojca Viktor co najwyżej walił denaturat w akompaniamencie hardbassu, względnie rapu zza oceanu, a rozbijać, to mógł co najwyżej okna w zaparkowanych w złej dzielni autach.
Wspaniałe czasy młodzieńcze.

Tym lepiej przywitał okazję porozmawiania na osobności, bez chłopaków, gdy Chad polecił rodzeństwu udaniem się za nim w kierunku baru. Viktor, po chwilowym opuszczeniu gardy spowodowanym obecnością siostry, znów wskoczył na tory analityczne. Domyślił się, że teraz nastąpi wzajemne sondowanie się. Chad chciał wiedzieć z kim przyjdzie mu pracować i zapewne przyszłego szwagra.
- Ta, mhm- uśmiechnął się lekko na wspomnienie o superlatywach- Najbardziej nieznośny, najnudniejszy...
Nieco dziwił się swojemu luzowi, zwłaszcza, że rozmawiał ze swoim bezpośrednim przełożonym. A jednak pozwolił sobie na pewien żart. Nie dało się nie dostrzec szybkiego kuksańca, jaki Bronson otrzymał od Svietlany. Viktor poznał po tym, jak bardzo zależało jej na tym, by obaj panowie się polubili, nawet jeśli jej zacięta mina mówiła co innego.
- Co mam rzec... Jestem prostym trepem, napierdalam z karabinu kiedy każą, garuję w okopie kiedy nie każą. Słyszałeś historią podobną do mojej z ust setki chłopaków, nie ma tu nic niezwykłego.
Odwrócił się przy tym plecami do baru, opierając się o kontuar. Wzrok jego uciekł od spojrzenia Chada, łowiąc w tłumie Yaraka i Sergio, jakby szukał u nich potwierdzenia swych słów, choć nie mieli szans wiedzieć, o czym dowódca rozmawia z chorążym. Z resztą poza odległością, sami konwersowali z jakimś typem, który jakoś nie wyglądał na żołnierza po służbie. Karajev jednak zlekceważył ten fakt, szybko wracając oczami do Bronsona.
- Ostatnio zainwestowałem w środki ochrony osobistej. Model N7 Defender, fajna sprawa. Tylko hełm został stary, co odbija się nie tylko na pancerzu, ale też na jakości systemów łączności. Ja wiem, że omni to potężna część układanki, ale nie jedyna. Momentami HUD mi zacina, ale szczęśliwie, walę z muszki i szczerbinki równie celnie co z kolimatora. Trafiam w drzwi hangaru z dwudziestu metrów!
Uśmiech zawitał na jego ustach, błysnął nawet zębami półgębkiem, nie tak lśniącobiałymi jak Chada jednak. Tenże jednak zniknął nagle, zmazany tym, co siostra postawiła mu przed oczami. Zmroziło go, lodowy dreszcz przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa, studząc jego głowę mocniej niż chłodne, pokrywające się wilgocią szkło gazującego alkoholu. Spojrzał niepewnym spojrzeniem na Svietlanę, szukając u niej odpowiedzi na pytanie, którego nie ośmielił się zadać. Słowa jej niestety, potwierdzały, że to nie był żart. Czy zrobiła to celowo? Czy zdawała sobie sprawę z pełni jego przejść? To prawda, ich kontakt gdy byli nastolatkami był niemal nieistniejący i siostra nie znała szczegółów jego najciemniejszego etapu życia, a przynajmniej tak mu się wydawało. Testowała go?
VIktor wyprostował palce, wciąż mając oparty nadgarstek o gładką powierzchnię blatu, nie mając szans na sięgnięcie butelki nawet gdyby wyciągnąłby je na pełną długość, nie bez odrywania dłoni od kontuaru. Butelka połyskiwała złowrogo w jaśniejących klubowych LEDach, jak zły dżinn, który tylko czekał na wyskoczenie ze swego więzienia. Pot wstąpił na czoło Viktora, czując jak serce mu przyspiesza. Zdecydowanie wolałby się teraz znaleźć w ogniu walki, otoczony przez zasadzkę batariańskich piratów, niż siedzieć teraz w tym barze, zmuszony do walki z demonami, które uznał za pogrzebane dawno temu.
Wreszcie, z grymasem wysiłku, powoli zgiął na powrót drżące palce na powrót w pięść. Spojrzał tylko na siostrę, prosto w jej piękne, błękitne oczy, a jego własne wyrażały żal i zawód.
- Mhm- mruknął tylko, na wspomnienie o nadchodzących rozkazach, zupełnie bez entuzjazmu.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

13 paź 2022, o 17:09

- Żeby to raz. - Parsknął śmiechem upijając łyk piwa. - Zazwyczaj taki sort ludzi dzieli się na dwie grupy. Na tych co wiedzą co robią i chcą być skromni, albo na idiotów, którzy nie chcą na nich wyjść.
Jakby nie patrzeć odpowiedź Karajeva była tak Vague, że trudno było tutaj otrzymać inną odpowiedź. Ba, nawet trudno było to nazwać okay przedstawieniem. Za to siostra Karajeva przewróciła oczami słysząc tą odpowiedź. Pewnie nie raz coś podobnego od niego słyszała.
Muzyka zmęczyła się na bardziej spokojną z czasem mijającym na imprezie. Tym razem to już było raczej zwykłe starsze country. Teraz dopiero było jak w domu. Nawet trudno było odczuć, że jest się na innej planecie.
- Od hełmu trzeba zacząć. Bez łba dużo się nie postrzela. - Rzucił Chad ciągnąc kolejny łyk piwa. - Defender dobra sprawa, chociaż polecam skorzystać z naprawdę ciężkiego pancerza chociaż raz w życiu. Czujesz się jak pieprzony bóg wojny.
Uśmiechnął się półgębkiem zerkając na swoją przyszłą żonę. Chyba porozumiewali się wzrokowo w sprawie nagłego wyłączenia emocjonalnego jego brata. Prawda niestety była taka, że jego siostra wiedziała o jego alkoholizmie tyle co nic. Zresztą nie było w tym nic dziwnego. Viktor przecież nie żalił się nawet przed kolegami na siłowni. Jego największa siła, a zarazem jeszcze większe przekleństwo.
- Wiecie co, zostawię was na chwilę samych. Zobaczę co u chłopaków.
Uśmiechnął się i pewnym krokiem ruszył w stronę Yareka. Trzeba było przyznać, że gładko wyratował się z niekomfortowej sytuacji. Pewnie przyjdzie mu za to beknąć jak wróci do domu.
- Co ci jest?
Spytała od razu jak tylko Chad zniknął z pola widzenia. Nie była zła, bardziej wyglądała na zdziwioną i zmartwioną jego zachowaniem. Dokładnie tak jego matka, za nim uznała, że woli zostawić alkoholika żeby rozpocząć lepsze życie.
- Nie. Nie mów tylko, że…- Zaczełą się chwile zastanawiać gdy nagle wybuchła śmiechem. - Naprawdę? Naprawdę jak boisz się, że skończysz jak stary?!
Starała się powstrzymać śmiech, czy może nawet szydere na ten widok. Nie znała skali problemu. Po prostu nie mogła znać. Viktor sam sobie teraz ukręcił bicz na swoje zmęczone życiem plecy. Powinien był się cieszyć, że nie było tu też matki.
- Viktor masz trzydzieści dwa lata! Chlanie nie sprawi że staniesz się jak ojciec. To cię w ogóle nie definiuje jako człowieka. Spójrz na mnie, wybrałam przyszłość starając się zapomnieć o tamtym okresie. - Westchnęłą. - Wiem, że nie mogłeś od niego uciec bo zasraniec chciał mieć do ciebie na własność. Zrobie z niego mężczyzne, mówił. - Splunęła na podłogę - Matka chciała cię zabrać, ale ten skurwiel nigdy nie wyraził na to zgody.
Obróciła się na pięcie opierając się o blat. Stała do niego tyłem. Mógł nawet widzieć jak zaciska swoje filigranowe palce. Chyba pierwszy raz widział jak powstrzymała swoją złość. Kariera prawnicza chyba wbiła jej w końcu pewien spokój.
- Zamiast zwrócić cię do domu, wolał najpierw zmuszać cię do jakiegoś boksowania. Jak zdechł to zablokował przekazanie informacji do nas. Nawet nie dało się cię namierzyć. Dopiero jak zabrali cię na terapię to kontakt wrócił. - Pokręciłą głową i westchnęła. - Każdy miał chwile upadku, ale to nie znaczy, że masz na tym dalej budować swoje życie Viktor.
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

17 paź 2022, o 19:41

Viktor łatwo zauważył, że Chad nienajlepiej przyjął jego skromne przedstawienie samego siebie. Przez myśl Karajeva przeszło, czy odpowiedź dowódcy nie była przy tym przytykiem, lecz nie odparł na to ni słowem. Po minie Svietłany pojął, że nie przedstawił najlepszego wrażenia przed jej narzeczonym tak idealnego wrażenia, na jakie zapewne liczyła. Cóż, trudno. Czego Viktor nie miał zamiaru robić, to spowiadać się ze swojej kariery w miejscu takim jak to- otoczony przez obcych, z ograniczoną przez hałas i tłum percepcją. Jeśli Bronson chciał uzyskać lepszą odpowiedź, będzie musiał się uzbroić w cierpliwość.
Chorążego jednak zainteresowała wzmianka o użyciu ciężkiego opancerzenia. Zabrzmiało tak, jakby Chad miał już z takowym doświadczenie, być może nawet bojowe.
- Nie omieszkam skorzystać, jeśli nadarzy się okazja. Niestety, oszczędności w Ministerstwie Obrony sprawiają, że muszę z własnego żołdu łożyć kasę na sprzęt. Jak większość z nas w sumie.
Skrzywił się tu nieco, wspominając z rozrzewnieniem czasy, gdy standardowe wyposażenie osobiste żołnierza Przymierza uznawał za wystarczające. No cóż, był naiwny, nieświadom skali zagrożenia, jakie niósł Kosmos.
- Z chęcią posłucham doświadczeń, jak się nadarzy okazja- dodał po chwili.

Zapanowała niezręczna cisza, bo chociaż wokół panował gwar klubowiczów, a muzyka wylewała się z systemów nagłośnień, wszystko to zapadło się jakby pod wodę w umyśle Karajeva. Jego reakcja, wygórowana, jak by się zdawało, była też doskonale zauważalna. Przez moment poczuł się odsłonięty, jakby zmuszony do okazania czegoś wstydliwego. Bolesne ukłucie sprawiło, że drgnął. Zgarbił się nieco, opierając plecami o blat baru, jakby nie chcąc patrzeć na butelkę, która miała być jego.
Jak zareagował Bronson? Dał dyla. Viktorem przez to targnęły mieszane uczucia. Z jednej strony odczuł ulgę, nie musieć okazywać słabości przed dowódcą, niemniej trudno mu było pozbyć się wrażenia, że Chad uciekł od problemu, jakie trawiły jego podkomendnego.
Pytanie. Proste trzy słowa, które powoli wyrywało go ze stuporu. Potem śmiech.
Karajev zacisnął zęby. Czuł ból, fizyczny przeszywający ból, którego nie czuł od czasu... jaskini batariańskich terrorystów. Z wielkim trudem utrzymywał spokój, jakaś jego część chciała wybuchnąć, lecz momentalnie była blokowana przez jakieś psychiczne kajdany. Viktor nigdy nie wybuchał gniewem.
- Proszę...- powiedział powoli, jakby każda sylaba ciążyła mu na ustach- Mów o mnie co chcesz, zapewne będziesz miała rację. Nie depcz jednak pamięci o ojcu. Nie widziałaś tego, co ja.
Opuścił głowę, wspominając mężczyznę o surowym spojrzeniu, który złamaną duszę topił w alkoholu.
- Tak ci powiedziała? Hah, dobre sobie...
Czasem zastanawiał się jak wyglądałoby ich życie, gdyby ich rodzicie się nie rozeszli. Być może wyszedłby na tym lepiej. Czego jednak nie mógł zaakceptować, to myśli, że byłby na wychowaniu matki. Na wzgardę brała go myśl, że dzięki ponownemu wyjściu za mąż miała dostatnie i spokojne życie, podczas gdy jej były mąż ledwie wiązał koniec z końcem.
- Svietłano, kocham cię. Jesteś najbliższą mi osobąw tym jebanym kosmosie. Jeśli coś to dla ciebie znaczy, jestem dumny z tego co osiągnęłaś.
Spojrzał na nią spode łba, uśmiechając się lekko.
- Też próbowałem odnieść sukces. Myślę, że dzięki jego staraniom udało mi się. Tyle mu zawdzięczam, nauczył mnie tak wiele. Mogę rzec, że dosłownie uratował mi tym życie.
Z nostalgią wspomniał godziny wylanego potu, gdy Ivan chciał nauczyć go boksować. Wtedy nie było mu do śmiechu, lecz w pamięci rysuwał mu się pozytywny obraz.
- Żałuję, że nie może zobaczyć co osiągnąłem...


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

17 paź 2022, o 21:57

Obracając się w jego stronę mógł od razu dostrzec jak bardzo obserwowała go z lekko zaskoczonym wzrokiem. A, jej wzrok robił się coraz większy słysząc coraz to nowsze rzeczy, które wypadały z ust Viktora. Przez chwile wyglądała jakby miała wybuchnąć, ale zamiast tego poszła po pierwszy lepszy wolny fotel. Nie dla niego. Dla siebie. Musiała dosłownie usiąść od usłyszenia tego co właśnie wypluł jej brat.
- Słuchaj bracie, nie będę kłamać ale po prostu, jestem po prostu. - Cofnęła się lekko do tyłu opierając się o miękkie wykończenia mebla. - Wow, po prostu wow.
Mrugnęła szybciej oczami na znak tego, że przeczuwała jak wielką orką może być to spotkanie rodzinne. Viktor też, mógł odczuwać, że to raczej szybciej się nie skończy.
- Jeśli stawiasz to w taki sposób. - Wypuściła powietrze z płuc i napiła się piwa. - W takim razie skoro mogę mówić o tobie co chce, to powiem krótko. Jesteś potężnym klocem, że walisz konia do tego jak bardzo wychował cię na potężnego mężczyznę.
Parsknęła śmiechem zaraz po tym, jak tylko machała rękami udając wielkie mięśnie i napinając policzki. Dość dobrze było widać, które z rodzeństwo poradziło sobie lepiej z traumami z dzieciństwa.
- I nie wyskakuj mi z tym “Nie widziałaś tego co ja”. - Mówiąc to pokręciła głową starając się zatrzymać lekki śmiech. - Widziałam dokładnie to samo co ty, aż do momentu gdzie już nie musiałam więc dostałam od życia trochę mniej traum niż ty. - Upiła kolejny łyk, a z kieszeni wyciągnęła papierosy w miękkiej paczce. - I tak, tak mi powiedziała, a tobie co mówił Ojciec? Że matka cię nie chce bo coś tam? I jakie to ma znaczenie jak nawet nie próbowałeś tego skonfrontować z nią?
Pokręciła głową odpalając papierosa. Zaciągnęła się naprawdę mocno i podrapała po czole. Przy okazji oczywiście odgarniając włosy. Nie wyglądała na złą, ale nie wyglądała też na kogoś kto ma zamiar być delikatny w tej rozmowie. Przynajmniej się starała.
- Ja rozumiem, że zbudowałeś sobie ten cały świat na bazie jakiegoś dziwnego syndromu sztokholmskiego z ojcem i już ci trudno pamiętać takie rzeczy jak nie wiem. - Przez chwilę przyjęła pozycję jakby chciała sobie coś przypomnieć. - Jak zdarzało mu się na przykład uderzyć matkę. Albo mnie jako dziecko bo płakałam, a wiadomo na kacu głowa boli to i cisza potrzebna.
Mówiła to starając się imitować typowy dla tego regionu akcent jeszcze bardziej starając się przerobić w żart ich cudowne dzieciństwo.
- No ja ciebie też, ale nie wiem co to zmienia.
Mrugnęła oczami lekko zaskoczona dziwnym wahaniom nastrojów swojego brata. Z ledwo utrzymującego gniew, po smutnego zbitego życiem żołnierza. Chyba nawet lekko ją na swój sposób rozbawiło.
- Viktor, takiego miał wpływ na twoją karierę. - Powiedziała pokazując mocno obraźliwy gest w stronę chyba świata bo raczej nie jego. - W jaki sposób? Że dzięki niemu trafiłeś w ręce rekrutera Przymierza bo po jego śmierci postanowiłeś być złym i smutnym nastolatkiem, który ociera się o dno, a czasem jeszcze niżej? Czy może chcesz mi powiedzieć, że trzymanie cię w rozpadającej się ruderze otoczony oparami wódy i potu wzmocniło twój najlepszy wynik w czasie siedzenia w szatni męskiej? Nie to pewnie umiejętność boksowania, która w wojsku, o ile dobrze pamiętam, jest warta tyle co gówno?
Wymieniała szybko i boleśnie. Zero filtrów. Viktor raczej nie spodziewał się takiej rozmowy, ale też wiedział, że kiedyś musiała się wydarzyć. Uciekanie przed przeszłością nigdy nie kończyło się dobrze. Prędzej czy później niezakończone tematy z przeszłości musiały wrócić.
- Uratował ci życie tym, że umarł. Gdybyś dalej z nim siedział to pewnie zamiast latać po kosmosie byś teraz wyciągał go z aresztu.
Dopiła piwo i odstawiła je na bar.
- Żałuje, że nie mógł przestać chlać by zobaczyć co osiągnąłeś. - Wzruszyła ramionami. - Niestety zamiast tego wolał butelkę.
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

26 paź 2022, o 20:49

Co czuł? Było to trudne do określenia, mieszały się bowiem różne spektra emocjonalne, nie chcąc ułożyć się zrozumiałą dla niego, uchwytną wypadkową. Tępe, puste spojrzenie odmawiało kontaktu wzrokowego, uciekając raz po raz w innym, odległym kierunku. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał co czuł, ani też tego skąd brały się odczucia Svietłany. Ten dziwny, wściekły atak na Viktora, ich ojca, na wartości, które czczcił, jaki miał cel? Jakiż powód był ku temu?
- Nie bądź ordynarna- skrzywił się lekko, na jej stwierdzenie- Do niczego nie walę, jak to barwnie opisałaś. Nie wiodło nam się najlepiej, sama wiesz przecież. Myślę, że...
Westchnął. Miał ochotę się napić. Bardzo. Zacisnął jednak zęby.
- ... było mi trochę łatwiej, gdy potem, za dorosłego miałem nienajlepszy okres. Mówiłem sobie, "poradziłem sobie, mimo, że byłem wtedy gorszym człowiekiem. Teraz też zwyciężę." To takie proste.
Czuł jej napięcie, tylko ślepy by tego nie dostrzegł. Wciąż jednak nie potrafił dostrzec źródła jej gniewu.
- Z pewnością nie żałuję, że nie odszedłem z matką, nawet, jeśli faktycznie mnie chciała. Co by mnie nauczyła? Ucieczki przed problemem? Przecież...
Urwał, zdając sobie nagle sprawę co zainsynuował. Nie takie były jego intencje. Westchnął cicho, wiedząc, jaką burzę rozpętał. Viktor nie krzyczał, nie wściekał się. Nawet gdy krogański ochroniarz z Nyx powalił Strikera, poważnie go raniąc, okrzyk jego był z żalu, rozpaczy, nie wściekłości. Svietłana była pod tym względem jego przeciwieństwem. Zabawne, jak po wpływem tych samych bodźców reagowali odmiennie. Autorytarny styl wychowywania ojca, który nauczył Viktora dyscypliny i posłuszeństwa, jedynie podsycał w Svietłanie ogień buntu i zadziorności.
- Dlaczego... Dlaczego próbujesz wciąż buntować się przeciw niemu, choć od dawna nie żyje? Co zyskujesz, wciąż wyciągając dawne dzieje na wierzch? Było, minęło. Po co mówić o tym, jeśli nie ma się nic pozytywnego z tego?
Mówił dziwnym, niepasującym może do tematu tonem, jakby faktycznie prowadził dysputę filozoficzną, a nie omawiał potencjalnie traumatyczne wspomnienia. Nie, w umyśle Karajeva nie były to traumatyczne wydarzenia. Co najwyżej smutne.
- Myślisz, że chodziło mi o wstąpienie do armii? Że nagle przyzna, iż dzięki boksowi udało mi się wykształcić umiejętności bojowe? Nie. Sport jednak daje wytrzymałość fizyczną i psychiczną, jaka bardzo mi się przydała w mojej karierze, więc zwyczajnie się mylisz z tą bezużytecznością.
Spojrzał jej w oczy na moment, lecz zaraz spuścił wzrok. Nie lubił patrzeć na innych, zwłaszcza z bliska.
- Nie mów więcej, nie sugeruj nawet, że coś dobrego wynikło z jego śmierci. Proszę.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Posty fabularne: 201
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kantyna 'Linia Horyzontu'

27 paź 2022, o 21:01

Siostra Karajeva zamiast być zdenerwowaną zachowaniem mężczyzny, była zwyczajnie zmęczona. Dla większości normalnych ludzi mogłaby to być to rozmowa z automatem, który powtarza wciąż tę samą mantrę, bo inaczej nastąpi zawieszenie systemu. Stała przez chwilę w miejscu, rozcierając zmęczone ciągłym uniesieniem czoło. Podczas tej rozmowy na pewno udało jej się zdobyć trwały uszczerbek na urodzie w postaci zmarszczek od nadużywania mięśni twarzy.
Złapała za butelkę piwa i wypiła na raz. Pokręciła głową, by wciągnąć powietrze do płuc i po chwili dosłownie wręcz wypluć jego imię mocno wydymając usta.
- Viktor. - Cmoknęła. - Nie byłeś gorszym człowiekiem, tylko normalnym człowiekiem zniszczonym przez gorszego człowieka. “Teraz też zwyciężę” - Imitowała jego barytonowy głos. - Pewnie, że to zrobisz, ale tylko dlatego że ty - Stuknęła go lekko palcem w klatę. - Ty to zrobiłeś. Nie stary, czy jego nauki. Ty Viktor. Nie wiem jak to do ciebie nie dociera i dorabiasz jakąś martyrologię do okresu, którego nie chce ci się przerabiać jak dorosły, dojrzały emocjonalnie mężczyzna.
Oparła się plecami o blat baru patrząc gdzieś przed siebie. Przez całą tę rozmowę w jej tonie nie było agresji. Wydawało się, że nie znała już innego sposobu by przebić się przez jego twardy łeb, który latami był hartowany naukami ojca. Oczywiście jeśli nauką można było nazwać dostawanie po głowie.
Po kolejnych słowach dosłownie jęknęła załamana tym co słyszy. Dalej jednak nie brzmiała na złą, teraz po prostu była załamana. Odwróciła głowę w jego stronę.
- Czy ty się słyszysz? - Spojrzała na niego dopiero teraz z lekkim wyrzutem. - Matka nie musiała cię zabierać żebyś się nauczył uciekać od problemów. Zamiast jednak je rozwiązywać to je gloryfikujesz. Czy będąc w wojsku, jak zostajesz ranny, to też tak leżysz i mówisz, że to cię zrobi silniejszym czy idziesz jak normalny człowiek do medyka? Czasami mam uczucie, że jakbyś mógł, to byś się rzucił pod pierwszą lepszą kulę, byle byś mógł tylko poczuć się wartościowo.
Wyciągnęła kolejnego papierosa z paczki. Viktor musiał przyznać, że pali dużo. Może nie tyle co pewien jego znajomy, ale dość dużo. Ewentualnie była to wina bezustannego uderzania głową w mur, jakim był jej brat.
- To ty nie masz z tego nic pozytywnego. Ja mam bardzo dużo, bo jestem w stanie przepracować te dziecięce lata, które zostały mi przez niego odebrane. - Zaciągnęła się papierosem i uśmiechnęła się do niego. - Tylko i wyłącznie ty nic na tym nie zyskujesz, bo wolisz gloryfikować okres, który doprowadził do trwałych uszkodzeń w twoim mózgu, przez które nie potrafisz się nawet komunikować jak zdrowy człowiek. Każdy problem musisz trzymać w sobie, a jedyne osoby, którym się zwierzasz to silniejsze od ciebie, wierząc w to, że dadzą magiczną odpowiedź jak radzić sobie z bólem. - Uśmiech z twarzy jej nie znikał. Bolało jednak bardziej to, jak bardzo trafiała w problemy mężczyzny. Nawet jeśli się nad zastanawiać to jego siostra robiła dokładnie tak jak sobie tego chciała. Nikt od niej nie wymagał zostania prawniczką czy nawet pójścia na prawo. Wszystko mimo wszystko dokonała sama, bo dostała szansę jakiej Viktor zaakceptować nie chciał. Normalną rodzinę i start.
- Jakiej twojej karierze? Jedyne co zrobiłeś to poszedłeś za czymś co znałeś i tyle. Tam nie było żadnej twojej decyzji. Byłeś łatwym gruntem do rekrutacji. Biedny chłopak, z ciężkiej rodziny, co szanuje tylko twardą rękę właściciela. - Zaciągnęła się ostatnim raz papierosem gasząc go w popielniczce obok poprzedniego. - Gdybyś zamiast w ręce wojska trafił w ręce Bratwy to też byś za nimi poszedł. Napędza cię tylko wyłącznie chęć udowodnienia tego, że jesteś wartościowym człowiekiem. To kurewsko niezdrowe.
Chciała jeszcze coś dodać o ich ojcu ale uznała, że wysłucha tym razem jego prośby, bo inaczej spędzi tutaj cały wieczór zmarnowany na próby usprawnienia komfortu życia jej brata.
- Ty naprawdę wciąż myślisz, że możesz to butelkować w nieskończoność i, że jak zapomnisz o tym to nagle będzie łatwiej co? - Spojrzała na niego. - Nie będzie. Pozwolę sobie więc wytłumaczyć ci to po wojskowemu. Im dłuzej będziesz unikał spotkania z psychiatra i terapeutą tym większym staniesz się ciężarem dla twojego ukochanego wojska. Wypierdolą cię jak zużytą niestabilną zabawkę, jak odkryją że pod płaszczykiem twardego żołnierza jest mały chłopczyk udający dorosłego.
Universal Person

Avatar użytkownika
 
Posty: 161
Posty fabularne: 163
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 14:43
Miano: Legion
Wiek: 134
Klasa: Wszystkie
Rasa: Każda
Zawód: Wszelki
Postać główna: Jest nas wielu
Lokalizacja: Wszechświat
Kredyty: 20.000

Poprzednia strona

Powrót do Kolonia ludzka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość