Znana ze swych licznych siedzib największych - nie tylko ludzkich - firm propagujących i przodujących w nowoczesnych technologiach, naukowa stolica Ziemi. Właśnie tu, rodzą się często koncepty na nowe projekty, które w przyszłości zasilają asortymenty korporacji. "Białe dzielnice" są także spokojnymi, urokliwymi azylami dla spragnionych ciszy umysłów, oczywiście jeśli mogą sobie na to pozwolić finansowo.

[KASYNO] Klub "Hades"

20 maja 2012, o 11:51

Obrazek


Imponujących rozmiarów klub jest znaną miejscówką w Amsterdamie, przyciągającą nie tylko szarą publiczność, ale też znane i rozpoznawalne osobistości. Hades nie należy do tanich rozrywek, każdy alkohol kosztuje średnio trzy razy więcej, niż w przeciętnym barze, a koszt wstępu, wynoszący 40 kredytów od osoby skutecznie zniechęca mniej zamożne osoby do złożenia wizyty w klubie. Kolejną barierą, którą należy pokonać przy wejściu, jest selekcja gości. Pod uwagę bierze się popularność, wygląd oraz ubiór. Jeżeli nie jesteś rozpoznawalną prezenterką wiadomości, ani światowej sławy biznesmenem, Twoje szanse na dostanie się do Hadesu są proporcjonalnie niższe, a dopilnują tego dwaj muskularnie zbudowani panowie, strzegący wejścia do ekskluzywnego klubu.
Klub podzielony jest na trzy piętra. Na każdym poziomie króluje inny kolor, jest to jednak jedyna namacalna różnica pomiędzy lokacjami. Na każdej z nich znajduje się imponujący bar, oferujący najdziwniejsze drinki, przepełniony parkiet, oraz niezliczona liczba stolików, foteli, kanap, najczęściej zajętych, bądź zarezerwowanych na konkretną godzinę.

Obrazek
ObrazekObrazek

Strój Inviere | Statek Millenium Falcon | >Motyw Giny!<
GG: 2428221 (Jeśli napiszesz, przedstaw się)
Hunter

Avatar użytkownika
 
Posty: 145
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 17:43
Miano: Gina Inviere
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Cerberusa
Kredyty: 28.000
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Klub "Hades"

28 kwi 2018, o 20:11

Obrazek


Cena sławy
Mg: Andrzej
Gracz: Karol




Zanim jeszcze opuścili wynajęty na jakiś czas domek, Emily jakieś dwadzieścia razy upewniała się, że będą. Może obawiała się, że Charles będzie wolał zacisze domu, albo mniejsze spotkanie za jakiś czas, niż wyjście do klubu, w którym wszystko zorganizowała. Nie wiadomo skąd brała czas na niekończące się wiadomości do brata i Hatake, biorąc pod uwagę jak dużo miała na głowie na co dzień. Aya próbowała się jeszcze kilka razy wykręcić, podając różne argumenty, łącznie z tym, że Watson będzie samotny, albo że boli ją noga, ale ani Charles, ani jego siostra nie dawali się przekonać, więc w końcu zrezygnowała.
- Mamy dla niej w ogóle jakiś prezent, czy musimy skoczyć gdzieś po drodze? - spytała, siedząc później obok niego w dużej taksówce. Ciemnoczerwona sukienka, którą na sobie miała, idealnie była dopasowana do koloru jej ust i paznokci. Była dość krótka, tak, że trudno było oderwać wzrok od długich nóg kobiety. Aya miała wątpliwości, czy aby na pewno nie przesadza, ale gdy Emily wysłała jej zdjęcie tego, w co ubiera się ona, kobieta roześmiała się i przestała się nad tym zastanawiać. Jej krótkie włosy układały się tak, jak zawsze. Teraz nie poświęcała im tyle czasu, co wcześniej, a wyglądała znacznie lepiej. Opuściła wzrok na omni-klucz, sprawdzając w nim coś na szybko.
Spojrzała później na Charlesa i uśmiechnęła się na jego widok, tak bardzo różniący się od tego, z czym miała do czynienia na co dzień. Od tamtego pamiętnego dnia minęło już trochę czasu, siniaki się zagoiły, a niezręczności pomiędzy nimi było coraz mniej. Kobieta wciąż nie mogła się przemóc do tego, by tak po prostu wyznawać mu co do niego czuje, ale zaczynał z powrotem widzieć to w drobnych gestach. Takich jak choćby teraz, kiedy sięgnęła do niego i złapała go za rękę, korzystając z tego krótkiego lotu między portem a klubem. Gdzieś z tyłu taksówki leżały ich torby z rzeczami na zmianę. Emily obiecywała, że obok klubu czeka na nich pokój w hotelu, w którym będą mogli spędzić noc.
- Pijesz dziś? - spytała. Wyraźnie nie była pewna, czy Charles był w stałej abstynencji czy tylko w chwilach, które mniej lub bardziej wyraźnie pamiętała. - Jeśli nie, nie będziesz mieć nic przeciwko temu, że ja się napiję?
Przeniosła wzrok na trzypiętrowy, efektowny budynek klubu, gdy pojawił się w zasięgu wzroku. Westchnęła cicho, z rezygnacją godząc się na to, co ich czeka. Mieli być na liście gości, ona pewnie na nazwisko Sonii Wade. Inaczej nie było szans, że dostaną się do środka. To pewnie była pierwsza i ostatnia ich okazja odwiedzenia tego miejsca. Wszak bywała tu tylko elita, do której z nich wszystkich zaliczała się wyłącznie Emily.
- Będzie Daryl? Albo ktoś inny jeszcze, kogo znam? - spytała, zastanawiając się pewnie jak będzie wyglądać reszta wieczoru.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

28 kwi 2018, o 22:33

Niektóre wymówki Ayi były nawet wyjątkowo przekonywujące. Czasami była naprawdę blisko przekonania go by poszedł sam. Wtedy jednak zawsze wkraczała jego siostra informując go, że jeśli przyjdzie sam to ma nie przychodzić. Wiedział oczywiście, że były to tylko żarty, ale nie chciał znowu widzieć wściekłej Emily, która wyjątkowo polubiła jego kobietę. Wciąż nie potrafił zrozumieć tej dziwnej przyjaźni pomiędzy tą dwójką. Zresztą bardzo szybko też się dogadały.
- Mam. Trochę kombinowałem, ale dotarło na czas. – Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnął opakowanie. Widać, że była to biżuteria, ale raczej nie jedna z tych super drogi, ale też wykonywana na zlecenie. Otworzył pudełko i pokazał zawartość kobiecie obok. Był to zwykły srebrny wisiorek. W jego środku znajdował się zatopiony w bursztynie kwiat.
- Jak byliśmy dziećmi i mieszkaliśmy jeszcze w Miami to uwielbiała je. – Uśmiechnął się sam do siebie na wspomnienia o tym najbardziej niewinnym okresie swoje życia. Widok tej białych płatków był znajomy. Wręcz kojący. – Chyba nie robię się zbytnio sentymentalny, prawda?
On wcale nie robił się sentymentalny. On był sentymentalny. Chyba to właśnie sprawiało, że tak bardzo się zawsze wyróżniał na tle innych operatorów i dlatego tak trudno też było pogodzić jej w głowie te dwie wersje człowieka, jakim miał przecież być. Od samego początku jego zachowania były trochę dziwny. Był dziwny nie dało się tego ukryć i raczej na pewno to sprawiało, że mógł być bardziej interesujący niż jakikolwiek innych typ jego pokroju.
Przyglądał się też jej. Wyglądała wyjątkowo olśniewająco, co zdążył już skomentować przed odlotem. Trudno mu zresztą było oderwać od niej wzrok. Pamiętał ją w sukience jeszcze w Japonii, ale teraz to wyglądało inaczej. Jej krótkie czarne włosy zjawiskowo wręcz kontrastowały z czerwoną sukienką i ustami. Trudno mu było pozbyć się tych myśli. Nie mówiąc już o tym, że nie robili tego od tamtego razu. Nie mieli albo czasu albo obydwoje byli zbyt zmęczeni po ciężkim dniu pracy. Tej akurat mieli od cholery. Nie spodziewali się raczej tego, że zwykła przeprowadzka może być tak męcząca.
Miał na sobie ten sam płaszcz. Niczym się nie różnił od tego czasu, kiedy był na tamtej stacji. Nie założył jednak golfu. Kiedy chciał go założyć kobieta dość mocno poinformowała go jak zły jest to pomysł. Miał, więc na sobie bardziej przylegającą koszulkę. Jego tatuaże były wyjątkowo widoczne. Poszedł też do fryzjera. Wyglądał lepiej niż wigilię.
Jego palce bardzo szybko wcisnęły się pomiędzy jej. Wiele rzeczy w ich związku się zmieniło. Było lepiej, ale tak jak obiecali sobie wszystko robili powoli. Nie licząc wspólnych sparingów. Te dalej były tak samo szybkie i brutalne.
- Nie. – Odpowiedział krótko. Dalej nie pił i nie zamierzał. Wciąż mimo wszystko mogli zostać zaatakowani przez Cerberusa. Ponoć imprezę miało obstawiać kilku żołnierzy, ale wolał być przygotowany. Od czasu jego współpracy z Przymierzem był ciągle pod obserwacją. Miał przecież trzymać się litery prawa. Spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Nie będę miał nic przeciwko. Po prostu nie upij się tak żebym nie musiał cię potem ściągać z parkietu siłą.
Parsknął śmiechem. Stresował się. To raczej nie było dziwne. Pierwszy raz tak naprawdę wychodził do ludzi w celach innych niż zlecenie czy inna misja. Trudno mu było znaleźć moment w głowie, kiedy był ostatni raz na jakiejkolwiek imprezie. To było dla niego wyjątkowo nowe i musiał sobie jakoś z tym poradzić.
- Ma być. Ponoć ma przyjść z jakąś nową dziewczyną. – Spojrzał za okno. – Ponoć tym razem to na poważnie. To znaczy tak mi mówiłą Emily do mnie ostatnio się nie odzywal.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

28 kwi 2018, o 23:53

- Taki twój urok - uśmiechnęła się do niego, przesuwając kciukiem wzdłuż jego wytatuowanej dłoni. Przyglądała się jej w zamyśleniu, uznając ją za ciekawszy element otoczenia, niż widoczny w oddali klub. Wiedział, że lubi jego ręce i gesty takie jak ten tylko to potwierdzały. Z jakiegoś powodu różnica między jego zabrudzoną dłonią, a jej, gładką i smukłą, od początku się jej podobała. Ale cóż, teraz miał potwierdzenie faktu, że kryjąca się pod Sonyą Aya nie była normalna i przeciętna. Tylko jej wygląd przeczył wszystkiemu, zwłaszcza teraz, kiedy stale niezadowolona mina stała się przeszłością.
- Nie zamierzam - zaśmiała się. - Nie będziesz musiał, nie martw się.
Gdy wspomniał o nowej dziewczynie Daryla, Hatake uniosła lekko brwi. W sumie nie powinno ich to dziwić, tak funkcjonował jego młodszy brat i nawet ona to już wiedziała. Pewnie spodziewała się informacji, że przyszedł tutaj z Susan, którą zdążyła poznać, choć nie przedstawiła się wtedy ze swojej najlepszej strony. Tymczasem jego towarzyszka była nowa, więc Aya automatycznie założyła, że nie była to czerwonowłosa. Może błędnie. Tego nie mieli jak sprawdzić w tym momencie.
- Myślisz, że będzie chciał w ogóle ze mną rozmawiać? - spytała cicho, gdy taksówka zaczęła zniżać swój lot i kierować się w stronę dużego parkingu obok klubu. Widzieli już kolejkę do wejścia. Jeśli będą musieli w niej stać, to zmarnują co najmniej pół godziny swojego wieczoru. - Czytał raport tej... Clain. Dla niego nie jestem już Sonyą, która pomogła ci wyciągnąć go z jakiejś dziury na Omedze. Nie wiem nawet jak mnie będzie nazywał. Cholera, nie pomyślałam co z imieniem.
Przez chwilę wyglądała na naprawdę przerażoną. Nie zastanawiali się nad tym, jej też to wyleciało z głowy. Striker mówił do niej Aya, Emily nazywała ją Sonyą, a Daryl miał w głowie obie wersje i nie wiedzieli, na którą się zdecyduje. Dłoń, którą trzymał mężczyzna, zacisnęła się lekko w nowym stresie, którego w ogóle się dziś nie spodziewali. A taksówka już lądowała.
- Powiedz jej... powiedz jakby co, że Sonya to moje drugie imię. Może dziś o nazwisko pytać nie będzie. Dobrze?
Gdy pojazd zatrzymał się przed wejściem do klubu, a jego drzwi się otworzyły, dotarła do nich linia basu muzyki grającej w środku. Nikt ich nie powitał, ale kto wie, może czekała ich jakaś luksusowa loża w środku, jako że Charles był bratem jubilatki. Aya wyskoczyła na zewnątrz, rozprostowując sukienkę na biodrach. Wysokie szpilki dodawały jej kilku dodatkowych centymetrów. Znajomym ruchem odgarnęła włosy z twarzy, choć teraz gdy to robiła, nabierały one uroczego nieładu. Odetchnęła głęboko, sięgając do torebki i wyciągając z niej dobrze znane Strikerowi papierosy, które ostatnio widział u niej chyba ze trzy tygodnie temu, jak nie dawniej. Widocznie stresowała się bardziej, niż potrafiła przyznać. Bardziej niż on.
- Chcesz zapalić przed wejściem? - zaproponowała, a potem nie czekając na odpowiedź, odpaliła swojego papierosa. Zapach drzewa sandałowego wypełnił powietrze. - Nigdy nie byłam w miejscu takim, jak to - zamyśliła się na długą chwilę, by po jakimś czasie przenieść rozbawione spojrzenie na stojącego obok mężczyznę. - Jak to się stało, że Emily jest tak dobrą aktorką, jak ty nawet kłamać nie umiesz?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 01:11

Oczywiście żadne z nich o Susan nie mówiło. Nie mieli jakichkolwiek informacji w tej kwestii. Równie dobrze mógł przyjść z każdą inną kobietą i gadać, że teraz to już tak na poważnie. Szczerze mówiąc Charles nie wiedział zbyt dużo o życiu prywatnym swojego brata. Gdzieś tam mógł mieć jakąś panią, z którą planował coś więcej niż tylko jedną przygodę. Znał go jednak na tyle dobrze by nie wierzyć w jego słowa. Westchnął tylko głośno na myśl o tym wszystkim.
- Sam chciałbym wiedzieć. Nie robił o to problemu wcześniej to teraz może też nie będzie robił scen. W tym jest wyjątkowo dobry. – Parsknął śmiechem. – To moje życie Charles. – Zaczął udawać swojego brata. Nawet wyjątkowo dobrze mu to wychodziło. – Wiem, co robię Charles. To nie twoja sprawa Charles, jestem już dorosły.
Znał Daryla. Znał go od każdej możliwej strony. Może wydoroślał przez te lata, ale nie oznaczało to, że jego charakter mógł się, aż tak diametralnie zmienić. Oczywiście miał prawo mieć zły, ale on nigdy nie potrafiłby zrozumieć tego wszystkiego tak jak ta dwójka. Jeśli miał jednak ochotę się o to wykłócać to służył mu wszelką pomocą w wyjaśnieniu tego wszystkiego. Jednak nie miało się to stać dzisiaj. Ich siostra miała urodziny.
- Nie wiem ile z tego czytał. Problemem jest to, że nie wiem, co z tego wywnioskował. Ewentualnie mógł być przez ten czas zajęty też ciekawszymi sprawami niż my. Chociaż proponował nam pomóc we wszystkim.
Imię było już problemem. Prędzej czy później mieli przecież przedstawić innym jej prawdziwe dane personalne. Chwilowo sam już nie wiedział jak to zrobić. Taka impreza nie należała do najlepszych okazji by przedstawić Emily tą całą sytuacje. Ta stawała się coraz bardziej zagmatwana i wyjaśnienie tego wymagało więcej czas niż spotkanie przy drinku dla bogaczy.
- Coś wymyślimy.
Uśmiechnął się do niej. Pewnie jak się z nią spotkają to już coś wymyślą. Akurat w wymyślaniu planów na ostatnią chwilę lub gdy sytuacja stawała się wyjątkowo krytyczna to stawali się wręcz świetnymi planistami rozmów.
Lądowanie przed klubem było dla niego dziwne. Nigdy nie przychodził do takich miejsc, jako gość. Zawsze był częścią ochrony. Zawsze tylne wejście, zawsze gdzieś w cieniu. Teraz zapowiadało się być inaczej. Do tego nie był sam. Piękna kobieta u boku też nie należała do jego normalnych obowiązków. Dlatego czuł się dziwnie.
- Chętnie. – Wyciągnął z kieszeni swoje papierosy. Nie minęła chwila, kiedy klasyczny sandałowy zapach mieszał się z nutą zwykłego tytoniu. – Byłem, jako obstawa. Nic specjalnego. To, czego się spodziewasz po takich miejscach w rzeczywistości jest tylko zwykłym klubem z cenami z kosmosu.
Uśmiechnął się do niej słysząc jej pytanie. Pokręcił głową. Kontynuował rozmowę wiedząc, że po wejściu do środka nie będą już mieli tyle spokoju.
- Umiem kłamać ale po prostu nie lubię tego robić.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 01:56

Wzruszyła lekko ramionami. Wciąż było zimno, więc owinęła się szczelniej płaszczem. Nie był on zbyt długi, a ona nie nałożyła sięgających kolan butów, więc skrzyżowała nogi, usiłując w ten sposób wytworzyć trochę więcej ciepła. Po chwili zrezygnowała i przysunęła się do Charlesa, żeby złapać tę temperaturę od niego. On zawsze ją skutecznie rozgrzewał, nieważne ile stopni było na dworze.
- Może nie będzie robił problemów - mruknęła cicho. - Naprawdę go lubię. Nie chciałabym, żeby teraz czuł do mnie jakąś niechęć. Już wystarczy, że wasza matka mnie znienawidziła, chociaż nie pamiętam za co.
Trudno stwierdzić, czy odpowiedź "za nic" by ją uszczęśliwiła, czy rozczarowała. Teraz wydawało się jej, że zrobiła coś, co wywołało taką a nie inną reakcję. W rzeczywistości problemem było tylko to, że istniała. Charles miał wrócić do domu sam, a nie od razu z jakąś kobietą, i to w święta. Na szczęście tę niechęć rekompensowało jej absolutne uwielbienie Emily.
- I bogatymi, rozpieszczonymi ludźmi w środku - skinęła głową, zaciągając się ponownie. Oparła głowę bokiem o klatkę piersiową Strikera, tak, by mogła swobodnie palić i jednocześnie przyglądać się powoli przesuwającej się kolejce. Ktoś właśnie wykłócał się, że nie obchodzi go impreza zamknięta, klub ma godziny otwarcia i powinien być w nich dostępny niezależnie od widzimisię jakiejś gwiazdki. - Jak twoja siostra.
Uśmiechnęła się, unosząc do niego głowę. Szybko dokończyła papierosa i zgasiła go w śniegu, wdeptując go weń swoim wysokim obcasem, by zaraz potem odsunąć się od Charlesa. Na jej twarzy pojawił się wyraz, który trudno było przyporządkować do jednej emocji, gdy przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce.
- Dobrze wyglądasz - stwierdziła, przesuwając dłonią po jego ramieniu. - I nawet nie tak przerażająco, jak zawsze. Może ci być trudno zastraszyć bramkarza, żeby wpuścił nas do środka.
Jej ręka zjechała na sam dół, do dłoni Strikera, za którą go chwyciła i pociągnęła w stronę kolejki. Zanim jednak zdążyli na dobre się ustawić, bramkarz wychylił się zza grupy ludzi i utkwił niepewny wzrok w twarzy Charlesa. Przez chwilę przyglądał mu się, by w końcu spytać.
- Charles Striker? - upewnił się. Gdy otrzymał potwierdzenie, z kamienną twarzą gestem głowy wskazał wejście. - Pani Emily prosiła, żeby wysłać pana od razu na górę. Jest na trzecim piętrze, w loży numer osiem. Tak kazała przekazać. Ludzie państwa pokierują.
Widocznie Emily opisała bramkarzom wygląd brata, w razie gdyby miał on jakieś problemy z dostaniem się do środka. A że był dość charakterystyczny, to mężczyzna od razu go zauważył.
- No i co? Oni weszli, a ja co, mam stać i czekać na cud, jak quarianin na bazarze? W czym oni są lepsi, że ich zaprosiła, co? Ja też mam w środku znajomych. Też mogę ich poprosić żeby mi napisali "heej, jesteśmy na trzecim piętrze w loży numer osiem, chodź, Jack".
-Proszę przepuścić następnych- odpowiedział mu bramkarz z obojętnością godną podziwu, nie tłumacząc mu absolutnie niczego.
Wchodząc do klubu, Aya puściła rękę Strikera, by zdjąć płaszcz i zostawić go w szatni. Teraz, gdy nie okrywał on jej sylwetki, łatwo było zapomnieć po co właściwie tu przyszli. Skromna to ta sukienka na pewno nie była. Hatake zmarszczyła brwi i utkwiła wzrok w schodach prowadzących bezpośrednio do klubowej części, przysłuchując się czemuś.
- Słyszysz? - spytała i zamarła, czekając na odpowiedź Charlesa. - Grają na żywo. Fajnie, może przynajmniej będzie można posłuchać. Ciekawe na którym piętrze jest koncert.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 12:16

Objął ją lekko jedną ręką. Wiedział już, że pewnie zaczyna marznąć. Od kiedy się poznali była zmarzluchem. Lubił jej zimny dotyk, ale czasami było przerażające. Szczególnie, kiedy poruszała się w takiej ciszy, nagle jej lodowate rączki lądowały na jego plecach. Powoli się już do tego przyzwyczajał, ale do tego, że poruszała się bez żądnego dźwięku już nie. Naprawdę zastanawiał się nad kupieniem jak dzwoneczka na szyję.
- W sumie chciałbym wiedzieć, za co cię nie lubi. – Westchnął cicho. – Może nie będzie.
Kiedy tak na nią patrzył czuł się wyjątkowo szczęśliwie. W jakiś sposób udało im się osiągnąć swego rodzaju kompromis pomiędzy normalnością, a niebezpieczeństwem związanym z ich wyborami życiowymi. Było mu lepiej niż, kiedyś. Aya okazała się być też interesującą osobą. Może nie mówili sobie ostatnio zbyt często o tym, że się kochają, ale można było zauważyć przeskok w ich relacji.
- Chcesz powiedzieć, że wyglądam dobrze?
Spytał z delikatnym uśmiechem. Większość tatuaży była zasłonięta, przez ubranie, ale blizna na jego głowie jak zawsze była dobrze widoczna. Cieszył się z tego, że jej się podobał. Teraz, kiedy był zadbany to sam zbytnio nie widział różnicy, za to jej wzrok wprost mówił, że jest inaczej.
Zdziwiło go to, że ochrona go rozpoznała. Wyglądał może dość charakterystycznie, ale naprawdę nie spodziewał się takiej obsługi. Może Emily po prostu bardzo dobrze go opisała. Zresztą, co się dziwić. Gdyby przyszedł w swoich codziennych ubrań, jak to zawsze robił nie ważne, jaki dzień by to był, to mógłby mieć problemy z wejściem. Jego siostra znała też jego przeszłość. Wolała pewnie uniknąć problemów już na starcie.
Trzymając dłoń Ayi ominął krzykacza i ochroniarza. Do drugiego skinął tylko głową jakby informując go, że wie jak to jest. Sam zresztą czasem tak stał. To nie była najprzyjemniejsza praca. Nie mówiąc już o tym, że nawet najbardziej uciążliwy klient był ważny.
Oddał swój płaszcz. Teraz, kiedy go zdjął jego poziom zastraszania znowu wzrósł. Wszystkie jego tatuaże znowu były widoczne. Nie wiedział, dlaczego ona je tak lubiła, skoro u wielu wywoływały przerażenie.
- Chodźmy najpierw do jubilatki. – Westchnął. – Potem pokręcimy się po klubie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 12:54

- Właśnie to zrobiłam - zaśmiała się Aya. - Mam powtórzyć?
To musiało być dla niego nietypowe uczucie, ale gust kobiety nie podlegał dyskusji. Lubiła to, jak wyglądał i mówiła mu o tym kilka razy, choć też nie była szczególnie wylewna w komplementach. W tym akurat do siebie pasowali. Uśmiechnęła się do niego w środku, gdy oddał swój płaszcz, nie widząc niczego przerażającego w jego tatuażach. Pewnie nikt w tym klubie nie będzie czuł się nimi zaniepokojony, co najwyżej jego twarzą. Informacje, jakie one przekazywały, dla nikogo z tu obecnych nie mogły być zrozumiałe, a Ayi nie opowiedział z jakich konkretnie jego działań one wynikają. Wiedziała tylko, że część powstała jako informacja o tym, że zabił. Ona też była odpowiedzialna za śmierć, i to nie jedną. Nie ruszało jej to.
Zwłaszcza teraz, gdy to było ostatnim, nad czym by mogła się teraz zastanawiać.
Ruszyła w stronę windy, umieszczonej naprzeciw szatni i przywołała ją, by mogli wjechać na trzecie piętro, póki co ignorując koncert. Drzwi rozsunęły się chwilę później, a ze środka wypadła roześmiana grupa młodych dziewczyn - młodszych od nich, to na pewno. Śmiały się z czegoś, co ich nie bawiło wcale, ale pewnie był to żart sytuacyjny. Jedna aż się popłakała. Ruszyły po swoje kurtki, a potem drzwi windy odcięły Charlesa i Ayę od ich radosnych okrzyków. Muzyka też znacznie przycichła, zastąpiona charakterystyczną spokojną melodyjką, jakie od zawsze i na zawsze leciały w windach. Aya spojrzała na swoje odbicie w zajmującym całą ścianę lustrze i poprawiła włosy, do których nie mogła się jeszcze przyzwyczaić. Nic nie mówiła, zatopiona w rozmyślaniach, którymi się nie dzieliła. Znając życie zamartwiała się, że coś pójdzie nie tak, bo nie była już Sonyą.
- O, jesteście! - zaskoczony Tad zatrzymał się w miejscu, gdy drzwi windy otworzyły mu się przed nosem i ukazały nowo przybyłą dwójkę. Chyba chciał zjechać gdzieś niżej, ale na ich widok zmienił zdanie. Uśmiechnął się prawie tak oszałamiająco jak Daryl i gestem wskazał im duże wejście do klubu. Tutaj muzyka nie była aż tak głośna, jak na dole. - Em się ucieszy. Chodźcie, zaprowadzę was. Sonya, wyglądasz przepięknie.
- Dzięki, Tad. Nie chciałeś jechać na dół? - spytała Aya.
- Już nieważne. Co słychać? Dawno was nie widziałem, a Em nic nie opowiadała.
Kobieta wzruszyła ramionami, przenosząc pytające spojrzenie na Strikera. Co słychać było ostatnim pytaniem, na które potrafiła odpowiedzieć. Nic takiego, odebrali mi tożsamość którą żyłam przez ostatni rok i próbowali zrobić ze mnie bezmózgą maszynę do zabijania. Charles chciał popełnić samobójstwo, ale już mu lepiej. Rzucił organizację terrorystyczną dla której pracował i został na w pół legalnie zatrudniony przez wojsko. A co u was?
- W porządku - odpowiedziała w końcu. - Przeprowadziliśmy się.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 14:55

Jakby nie patrzeć byli już ze sobą całkiem długo patrząc na średni czas związków pomiędzy ludźmi takimi jak oni. Wciąż nie potrafił jednak zrozumieć co ona w nim widziała. To prawda miał zaniżone mniemanie o sobie ale wciąż nie wyglądał jak typowa osoba, którą przedstawiało się rodzicom z uśmiechem na twarzy. Cieszyło go po prostu to, że pomimo tego wszystkiego go akceptowała takim jakim jest. Chociaż w tej dwójce to on miał wyjątkowe szczęście.
Spojrzał na grupę roześmianych małolat. Nagle poczuł się wyjątkowo stary i na swój sposób lekko zazdrosny. On w ich wieku już był przygotowywany do roli maszyny do zabijania. Tych lat, które wtedy stracił nikt mu już nigdy nie odda. Jedyne imprezy jakie pamiętał to gdzieś z cienia. Zabraniali mu się do kogokolwiek odzywać w celach towarzyskich.
Melodia w windzie brzmiała wyjątkowo znajomo. Chyba wszędzie w klubach grali coś podobnego. Nawet przecież na Trouge leciała muzyka w windzie. Do tego mocno mieszała się z muzyką na zewnątrz. Za każdym razem co innego w zależności przez które piętro przejeżdżali. Przyglądał się Ayi, która dzisiaj wyglądała tak olśniewającą, że trudno mu było oderwać od niej wzrok. Do tego te krótkie włosy wyjątkowo jej pasowały. Naprawdę trudno było mu uwierzyć, że zajmowała się tym samym co on.
Miał już wychodzić z windy, kiedy zobaczył przed sobą Tada. Kiedy tamten się uśmiechnął zrozumiał, co kupiło serce jego siostry. Pewnie musiał też być zaskoczony wyglądem Strikera, który tym razem jakoś w końcu się ubrał.
- Co to za zespół gra na dole?
Spytał idąc za Tadem. Muzyka byłą cichsza co jak najbardziej mu pasowało w tej sytuacji. Nie lubił podnosić głosu albo przekrzykiwać muzyki. Dlatego na Trouge pozwolił mówić Susan. On wolał swoją rolę cichego obserwatora. Tego nawyku raczej jeszcze długo się nie pozbędzie.
Spojrzał na Aye zakłopotaną pytaniem. Charles tylko lekko się uśmiechnął, a jego dłoń delikatnie wylądowała na jej plecach. Tak jak zawsze. Jeśli, któreś z nich czułą się niepewnie to drugie dotykiem starało się szybko przekonać, że wszystko jest okay i jest obok. Oczywiście ostatnie dni nie były najlepsze ale nie doceniała swojego mężczyzny w kwestii opowiadania wymijających historii.
- Mieliśmy dużo na głowie. – Westchnął trochę teatralnie. – Mieliśmy dużo spraw urzędowych na głowie, potem wykonałem kilka zleceń dla Przymierza od przyszłego miesiąca mam dla nich pracować już na stałe więc nie jest źle. – Uśmiechnął się do Tada. – Wiesz, że ona ma na imię Aya? Ostatnio się dowiedziałem. Strasznie się wstydziła tego imienia więc wszystkim mówiła, że nazywa się Sonya. Nawet nie wiesz jak długo musiałem ją przekonywać do używania prawdziwego imienia.
Parsknął śmiechem. Jak zawsze umiał stworzyć historyjkę na poczekaniu tak zwięzłą i krótką, że aż trudno było szukać w niej jakichkolwiek dziur. To potrafił wyjątkowo dobrze. Akurat z jego przeszłością nie było co się dziwić. Codziennie musiał ukrywać wiele spraw więc był w tym po prostu dobry.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 16:46

- Nie poznajesz? Hunter - odparł Tad, wymijając pogrążoną w żywiołowej konwersacji grupkę ludzi. - Em zamówiła go na dzisiaj prawie rok temu. I tak podobno zrezygnował dla niej z jakiegoś innego koncertu.
Hatake przeniosła na Charlesa rozbawione spojrzenie. Pamiętała, że wspominał o nim, gdy wrócił z Trouge. Pewnie ciekawa była, czy będzie dane im się spotkać. Jeśli będą mieli spędzać czas z Emily, pewnie wcześniej czy później do grona jej najważniejszych gości dołączy się również muzyk, którego Striker tak świetnie znał. W międzyczasie podszedł do nich kelner, proponując im jeden z gotowych drinków, które nosił na tacy. Ciemnowłosa z chęcią sięgnęła po jednego, nie zastanawiając się pewnie, czy będzie musiała za niego zapłacić, czy to wszystko idzie na rachunek głównej bohaterki dzisiejszego wieczoru.
- Co? Ja nie... Charles! - oburzyła się, wyjątkowo niezadowolona z wyjaśnienia, które wybrał. Walnęła go lekko pięścią w ramię, z frustracją wywołaną bezradnością. No bo teraz już nie miała jak się wytłumaczyć inaczej. Jej złość pasowała idealnie do wersji przedstawionej przez Strikera, mimo, że była wywołana czymś zupełnie innym. Zmarszczyła brwi w niezadowoleniu, słysząc śmiech Chavesa.
- Naprawdę? Dlaczego? Jest bardzo ładne - stwierdził.
- Nie wiem - odburknęła Aya.
- Skąd pochodzi?
- Z Japonii.
- Oznacza coś konkretnego?
- Tak. Że Charles jest idiotą.
Wbiła w Strikera spojrzenie dające do zrozumienia, że jeszcze się zemści, starając się nie zwracać uwagi na śmiech Chavesa. Pewnie marzyła teraz o sparingu, na którym mogłaby mu pokazać jakie ma zdane na temat jego pomysłów. Na szczęście Tad nie kontynuował tematu, choć pewnie pojawi się on jeszcze nie raz w ciągu tego wieczoru. Napiła się swojego drinka, topiąc złość w alkoholu.
Loża, w której siedziała Emily, była duża i otwarta. Było w niej kilka niewielkich stolików, ale większą jej część zajmowały kanapy różnych wielkości, na których siedziało już kilka osób. Większości nie znali - tylko na widok jednego z mężczyzn Aya zamarła, z trudem odwracając od niego spojrzenie.
- Tu jest Maike Lycus - wyszeptała do Strikera, na moment zapominając o swoich pretensjach. Na pewno kojarzył nazwisko, ale nie miał pewności, czym owy człowiek się zajmuje i dlaczego Hatake go zna.
- Sonya! Charles! - rozradowany głos siostry dotarł do niego jeszcze zanim ją zobaczyli. Dopiero po tym ruszył do nich biegiem radosny promień słońca. Swoje długie blond włosy miała rozpuszczone i pofalowane, a od złotej sukienki odbijały się światła klubu. Sięgała ziemi, ale miała rozcięcie do samego biodra, odsłaniające całą nogę. Zdecydowanie nie był to strój, w którym Striker często widywał swoją młodszą siostrę.
- O mój boże, Charles, co ci się stało? Sonya, to na pewno twoja zasługa - Emily przeniosła rozradowane spojrzenie na ciemnowłosą.
- Nie - kobieta parsknęła śmiechem. - Powiedziałam mu tylko że nie może przyjść w bojówkach.
- Oboje wyglądacie świetnie. Nie myślałam, że zetniesz włosy. Wyglądasz zjawiskowo. Chodźcie, siądźcie! - pociągnęła Ayę za rękę w stronę jednej z wolnych kanap. - Bałam się, że naprawdę nie przylecicie, tak narzekałaś, ale jesteś. I co, jest tak bardzo źle?
- Nie wiem jeszcze, dopiero weszliśmy.
- No to zaraz dopilnujemy, żeby było dobrze. Jesteście wpisani na główny rachunek, więc zamawiajcie sobie co chcecie. Dobrze, że Tad was znalazł. Tak się cieszę, że was widzę!
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

29 kwi 2018, o 17:14

Zaśmiał się trochę nerwowo słysząc jaki artysta występuje piętro niżej.
- No tak. Jak mogłem nie rozpoznać.
Spojrzał na Hatake jednak w jego oczach nie było rozbawienia. Jakby nie patrzeć jeśli piosenkarz go zobaczy to może od razu wpaść w panikę. Był przecież świadkiem rzeczy, których nie oglądało się na co dzień. Nie mówiąc już o tym, że mógł wspomnieć jego siostrze o tym jak poczęstował ich kilogramowym klockiem czerwonego piasku, a potem jakby nigdy nic przeciął czyjś rdzeń kręgowy. Wychodziło na to, że będzie musiał go unikać przez cały wieczór. Może tylko zagra tylko parę numerów do kotleta i się zwinie. Pokręcił lekko głową. Wiedział, że to się tak nie skończy. Ten po występie ruszy pewnie na swoje łowy.
Uśmiechnął się szczerze widząc jej zakłopotanie i wściekłość. Tego jeszcze nie widział podczas całego ich związku. To prawda postawił ją teraz trochę pod ścianą ale dzięki temu mógł przecież normalnie mówić do niej po imieniu. Wciąż jedna nie mógł się powstrzymać od cichego chichotu słysząc dialog jaki wywiązał się między nią, a Tadem.
Nie komentował tego już dalej nie chcą jej bardziej denerwować. Jakby nie patrzeć mieszkali teraz już razem więc nie byłby to najlepszy pomysł. Mógłby tego mocno pożałować w najbliższym czasie. Chociaż Aya i tak zdąży się na nim zemścić za to co zrobił.
- Kto?
Rzucił do niej cicho nie wiedząc kto to jest. Charles może czytał gazety o gwiazdach aby dowiedzieć się o życiu siostry ale cała reszta była dla niego jedną wielką tajemnicą. Nie znał tutaj nikogo. Nie licząc oczywiście Huntera. Zmartwiło go jak bardzo zamarła na jego widok. Jeszcze tego mu brakowało żeby spotkali jej niespełnioną miłość z czasów młodzieńczych. Przewrócił oczyma chcąc coś znowu powiedzieć ale uprzedziła go jego siostra.
Jak zawsze jego siostra wręcz eksplodowała energią. Co sprawiało, że pomiędzy nią, a Charlesem było tak wiele różnić. Nie chodziło tylko o wygląd ale też o charakter. To były dwa światy. On był żyjącym w cieniu człowiekiem, za to ona uwielbiała być w centrum uwagi.
- Zgadzałem się na wszystko co proponowała aby tylko przyleciała ze mną. – Westchnął. W tym też było trochę prawdy. Musiał zmieniać swoje ciuchy kilka razy aby ją zadowolić.
Uśmiechnął się do siostry zajmując miejsce w loży. Dopiero teraz poczuł jak bardzo tutaj nie pasuje. Podrapał się po ramieniu jakby chciał aby jego tatuaże zniknęły. Zauważył już kilka osób, które nosiły na sobie arcydzieła. On nosił tylko jakieś czarno-białe bazgroły pomieszane z bliznami.
- Ja też się cieszę, że cię widzę. – Wyciągnął z kieszeni papierosy. Dziwnie się czuł będąc bez żadnego sprzętu przy sobie. Zawsze nosił broń czy tarczę. Do tego przekonała go Aya. Zajęło jej to sporo czasu za nim wbił sobie do głowy, że nie wszędzie musi ze sobą dźwigać broń. – Daryl już przyszedł ze swoją panna?
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 10:43

Aya nie miała już czasu odpowiedzieć mu na pytanie kim jest ten człowiek, którego obecnością tak się zachwyciła. Na razie Emily przyciągnęła całą jej uwagę, odwracając ją też od Lycusa. Ciemnowłosa usiadła na kanapie obok Charlesa i oparła drinka o kolano. Światła klubu nadawały jej skórze ciepły odcień i odbijały się od naszyjnika, który wygrzebała gdzieś z szafy. Jako Sonya nie nosiła zbyt dużo biżuterii, więc albo to się zmieniło, albo chciała wyglądać dzisiaj lepiej. Wciąż jednak nie czuła się tutaj zbyt pewnie, tak samo zresztą jak on. Może później będzie im dane przejście do innej loży, gdzieś gdzie nie będą musieli się tak ambitnie uspołeczniać.
- Jeszcze nie - Emily zerknęła w stronę wejścia. - Ale ma być niedługo. Mówił, że już odbiera ją z portu.
Nie poświęcała jego tajemniczej towarzyszce zbyt wiele uwagi. Gdyby przejmowała się każdą kolejną, którą widzi jako partnerkę swojego brata, zaczęłoby się jej już mieszać w głowie. Ustabilizowanie się nie wchodziło dla Daryla w grę i teraz pewnie nie będzie inaczej, nawet jeśli w jakiś sposób dotarła do nich informacja, że jest to tym razem "na poważnie". W jego obietnice wierzyły kobiety, z którymi się zadawał, rodzina wiedziała jak jest w rzeczywistości.
- To gdzie się przeprowadziliście, Son... Aya? - Tad uśmiechnął się do niej, po czym od razu pośpieszył z wyjaśnieniem dla swojej żony. - Naprawdę nazywa się Aya, nie używała tego imienia wcześniej, bo się jej nie podoba.
- Naprawdę? Dlaczego? - zdziwiła się Emily, a Hatake w odpowiedzi przewróciła oczami.
- Nie ma znaczenia. Możecie mnie nazywać jak chcecie. Charles mówi do mnie Aya.
Blondynka skinęła głową, uśmiechając się do niej ciepło. Na stoliku przed nią wylądował drink, którego chyba nie zamawiała, ale i tak po niego sięgnęła. Bransoletki na jej nadgarstku zagrzechotały.
- Przeprowadziliście się? - powtórzyła pytanie męża.
- Tak. Na razie pod Bergen, w Norwegii. Nie wiem jeszcze... co dalej - zerknęła na Strikera. - Montreal był za duży, zresztą rzuciłam pracę w Kassie żeby zająć się swoim własnym biurem, nie było sensu dłużej kisić się w mieście.
- Bergen jest świetne, miałam tam zdjęcia kilka lat temu. Pamiętasz Tad? Kamienie? - zaśmiała się, a jej mąż uśmiechnął się szeroko. Musiało się to wiązać z jakimiś wspomnieniami, które oznaczały coś tylko dla ich dwojga. Nagle jednak Emily przypomniała sobie o czymś i zmarszczyła lekko brwi. - A co z restauracją? Charles?
- Charles pracuje teraz dla Przymierza - wyjaśnił za niego Tad.
- No tak, mówił, ale nie pomyślałam...
Aya westchnęła cicho i uniosła drinka do ust. Kolejna rzecz, o której zapomniała, to fakt, że siostra Strikera była również wplątana w zakup lokalu. Teraz w jakiś sposób trzeba było się wytłumaczyć z tego wszystkiego, co poszło nie tak. Wyraźnie nie miała na to siły i wcale nie zamierzała dobrowolnie zagłębiać się w ten problem.
- Pójdzie na sprzedaż - powiedziała krótko, po czym szybko zmieniła temat. - Jak tam nagrania na Thessii? Mówiliście, że lecicie, z tego co pamiętam.
- Och, tak, było świetnie. Zwiedzałam trochę kiedy Tad pracował, bo ja tam nie miałam nic do roboty. Planeta jest przepiękna, nie tylko w dużych miastach. Byliśmy potem też pod wodospadami Lavail, jak tam jest przepięknie! Widzieliście je kiedyś? - spytała Emily ich obojga. Aya pokręciła przecząco głową. - No, to były dla mnie cudowne dwa tygodnie wypoczynku. Przez większość tego czasu Tad był zajęty, ale i jemu udawało się czasem wyrwać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 19:02

- Każdą odbierał z portu?
Zamrugał oczyma. Rozumiał, że jego brat lubował się w wybieraniu sobie kobiet ale tego raczej się nie spodziewał. Może po prostu Daryl miał już dopracowany podryw do perfekcji i gdyby chciał to mógłby pewnie nawet wyrwać, którąś ze znajomych Em. Chociaż ta pewnie dość szybko wybiła mu takie pomysły z głowy. Do tego czuł się trochę dziwnie, że przybył szybciej niż jego brat. Chociaż może nie było w tym nic dziwnego. To on zawsze był tym bardziej odpowiedzialny ale w ostatnim czasie wyrobił sobie spory nawyk spóźniania się na rzeczy nie związane z jego pracą.
Chciał jakoś objąć Ayę jednak w momencie w którym wrócił temat jej imienia jego ręką szybko wróciła do bezpiecznej strefy blisko jego ciała. Nie chciał żeby mu przetrąciła palce. Może nie tyle co przetrąciła ale miała wyjątkowo dużo siły w tych małych rączkach. Uśmiechnął się tylko do niej. Nie było już ucieczki od tej wersji z jej danymi personalnymi.
Mieszkanie, które udało im się tam wynająć tak naprawdę było małym domkiem zaraz nad wodą kilka kilometrów od Bergen. Nie można tego było nazwać przedmieściami ale mieszkali w ładnej okolicy, a do tego sprawdzili teren dookoła na tyle dokładnie aby mieć absolutną pewność, że nikt ich zbyt łatwo nie znajdzie. Nawet robili sobie piesze wycieczki zabezpieczając okolice. Przygotowali sobie już trasy ucieczki, jedna nawet prowadziła przez zatokę.
- To nie jest takie proste Em. – Westchnął. – Staramy się abyśmy mogli wieść jakieś normalne życie, a nie ma lepszego życia niż na garnuszku rządu. Trochę zajęło mi przekonanie ich, że nadaje się do tej pracy.
Sprzedanie pancernika oraz zniszczenie kliniki nie były nawet blisko słowa „trochę”. Do tego tak naprawdę był na łasce armii. Dopóki go kryli to tak długo był bezpieczny. Nie było to może idealne rozwiązania ale na pewno lepsze niż praca dla Cerberusa. Oni nie wiedzieli jak wykorzystać jego talenty do tego współpraca już od samego początku była skazana na porażkę.
- My byliśmy ostatnio na Illium. – Rzucił jakby nigdy nic. – Aya miała małe problemy zdrowotne, którymi musieliśmy się zająć. Praca biurowa sprawiła, że zaczęła mieć problemy z kręgosłupem. Jeden prosty zabieg i wszystko już jest w porządku.
Uśmiechnął się do niej. Wymyślał historyjki na poczekaniu naprawdę dobrze. Jednak umiał kłamać. Robił to wyjątkowo dobrze, a do tego był przekonujący. Według jego siostry przecież prowadzili normalne życie. Może po prostu chciał się zemścić za to, że mówiła o jego brakach w oszukiwaniu innych.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 19:29

- Proszę? - Emily uniosła brwi, a na jej twarzy pojawił się wyraz niezrozumienia. - Co? Nie, tę odbiera teraz. Właśnie teraz. Bo nie lecieli tym samym promem. Będzie za pięć do dziesięciu minut, tak sądzę.
Była to pewna niewygoda, mieć kobietę w innym miejscu, a nie pod ręką, ale jak widać Daryl był w stanie się z nią pogodzić. Ta, którą sobie teraz wybrał, musiała być naprawdę warta zachodu. Bardziej, niż inne. Całkiem możliwe, że szybko mu się ona znudzi, co już nie będzie zbytnio odbiegało od standardów.
Gdy Charles pociągnął temat restauracji, Emily napiła się znów i odstawiła drinka na stół. Pokiwała głową ze zrozumieniem i uśmiechnęła się. Dla niej to wszystko było czarno białe - skoro jej najstarszy brat pracował dla rządu, dla Przymierza, to była z niego dumna, tak samo jak dumna była z Daryla, niezależnie od tego ile lat już tkwił na tym samym stopniu i nie robił absolutnie żadnych postępów. Teraz od nich obu otrzymała informacje, które sprawiały, że jej usta rozciągały się w szerokim uśmiechu za każdym razem, gdy o tym myślała.
- Gdyby nie wpadli do mnie Charles i Daryl, to pewnie bym się tam zanudziła na śmierć - dokończyła Aya, z powrotem przenosząc spojrzenie na mężczyznę siedzącego po drugiej stronie. Ten zauważył spojrzenie i uśmiechnął się do niej, co speszyło ją nieco. Odwróciła wzrok.
- Przedstawić cię? - zaśmiała się Emily, widząc zainteresowanie kobiety. Hatake zastanawiała się długo, by w końcu niepewnie skinąć głową. Blondynka wstała więc i gestem zachęciła ciemnowłosą, by poszła za nią. Chwilę później już rozmawiały z człowiekiem, którego imię i nazwisko nic Strikerowi nie mówiło, ale Ayę najwyraźniej powalało. Zostali sami z Tadem. Jego szwagier westchnął, przyglądając się dwóm kobietom. Obie były piękne, choć każda na swój sposób. A oni obaj obserwowali je teraz z daleka, każdy zatopiony w swoich rozmyślaniach.
- Nic nie pijesz? - spytał w końcu Chaves, wybudzając się z transu. - Jak nie pijasz alkoholu, to w menu masz mnóstwo innych opcji do wyboru - uśmiechnął się, opierając kostkę lewej nogi na kolanie prawej. Jakaś dwójka asari weszła do loży, więc skinął do nich głową. - Em bardzo zależało na tym, żeby wszystko tu było dopięte na ostatni guzik. Robiła się już nie do wytrzymania. Możecie się przejść zaraz, ściągnęła maszyny do kwazara z pobliskiego kasyna, a piętro niżej, tam gdzie scena, są wybrane przez nią tancerki asari. Koncert będzie się już pewnie zaraz kończył, potem wchodzi dj. Nie miałem prawa głosu wobec żadnego z elementów tej imprezy, więc ze wszystkimi pretensjami to do niej.
Zauważył grupę wychodzącą tym razem z loży, co też mu coś przypomniało.
- Tu nie można palić. Ale naprzeciwko masz przeszkloną palarnię, jakbyś potrzebował.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 19:52

Nie chciało mu się prostować tego co miał na myśli. Po prostu machnął ręką akceptując jej odpowiedź. Zastanawiał się przez jakiś czas nad czymś. Chyba jemu to miejsce sprawiało więcej problemu niż Ayi. Lata spędzone w ochronie sprawiały, że czuł się wyjątkowo nie swojo. Szczególnie, kiedy siedział w loży ze wszystkimi gwiazdami tego wieczora. Wzrokiem szukał innych ochroniarzy, którzy pewnie kręcili się gdzieś z tyłu. W cieniu. On teraz też wolał być w cieniu. Kolejny raz jego dłoni jeździli po jego ramionach starając się ukryć jakoś te tatuaże.
- Nie. – Uśmiechnął się niepewnie. Pewnie po historii jaką znał spodziewał się człowieka gwałtownego albo takiego, który lubi wypić. – Pewnie prędzej czy później będę się musiał napić energetyka.
Rzucił tylko. Nie potrzebował zbyt wiele udogodnień w swoim życiu. Tak też było teraz. Nie chciał brać jakiś drogich drinków czy innego gówna. On wolał proste rzeczy. I tak pewnie prędzej czy później jego tolerancja pijanych ludzi po raz kolejny zostanie wystawiona na próbę. Przez to, że nie miał typowych dla siebie ciuchów wiedział też, że nic go już nie uratuje przed ludźmi, którzy będą szukać kompana do wyżalenia się czy innego gówno. W innym wypadku po prostu by ich odstraszył samym wyglądem.
- Gdzie ma siedzieć Hunter? – Spytał jakby nigdy nic. Wolał wiedzieć, którą lożę omijać szerokim łukiem. Przeklinał teraz swój wzrost i dość charakterystyczny wygląd. Moment w którym dowiedział się, że on tutaj się znajdował był jak wyrok. Nie uniknie go ale może wyczekać, aż tamten się upije to może go po prostu nie rozpozna. Wielu ludzi starało się wyrzucić z głowy złe wspomnienia. Tak mogło być też teraz.
- Zawsze chciała wszystko kontrolować. To akurat ma po matce. – Oparł się o wygodniej o oparcie kanapy. Trudno było na jego twarzy zauważyć jakiekolwiek zainteresowanie związane z tą imprezą. To nie tak, że nie chciał tutaj być podczas jej urodziny. Po prostu czuł się wyjątkowo nie na miejscu wśród tych wszystkich pięknych ludzi. Nie miał, aż tak zaniżonej samooceny ale mógł dosłownie wyczuć jak bardzo nie powinno go tutaj być. Nawet Aya pasowała tutaj wyjątkowo dobrze. – Co ta koleś? – Wskazał palcem siedzącego mężczyznę, gdzie stały teraz obie kobiety.
Przeniósł wzrok w stronę palarni. Może chociaż na chwile przez papierosa trochę się uspokoi. Do tego czuł dziwnego rodzaju niepokój przez to, że nie miał przy sobie broni. Przez dziewięć lat nosił zawsze jakąś przy sobie. To prawda sam był bronią ale zawsze wolał mieć palną. Teraz było mu wyjątkowo ciężko się od tego odzwyczaić.
- Skoczę zapalić i zaraz wrócę, okay?
Wstał w końcu z miejsca. Kiedy siedział to zbytnio się nie rzucał w oczy. Teraz stojąc był niczym chodzący słup.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 20:17

- Hunter ma lożę piętro niżej. Nie wiem którą, ale mogę się dowiedzieć. Tobie niestety raczej nie powiedzą, nawet jeśli spytasz obsługi - Tad wzruszył przepraszająco ramionami. - Jak się ktoś napatoczy to zapytam.
Aya roześmiała się, choć równie dobrze mógł to być śmiech z grzeczności. Kończyła właśnie swojego drinka, słuchając, jak siedzący obok Emily człowiek coś mówi. Gestykulował zamaszyście, a opowiadana przez niego historia wydawała się interesująca. Po jego drugiej stronie siedział turianin, kiwający w potwierdzeniu głową. Jego twarde szczęki rozchylone były w grymasie, który pewnie miał być uśmiechem.
- To? Maike Lycus - odparł, nie mówiąc Strikerowi niczego, czego by już nie wiedział. Dopiero gdy zauważył brak zrozumienia na jego twarzy, zmarszczył lekko brwi. - Reżyser. Od niego są takie rzeczy jak Zagubiony kochanek, Myśli na skrzydłach albo Chłopiec duchów. Na pewno kojarzysz.
Jak widać, Aya była bardziej zainteresowana filmem, niż on, skoro tego człowieka rozpoznała. Miała zresztą prawo posiadać własnych idoli, niezwiązanych z posługiwaniem się bronią, albo tłumaczeniem tekstów ze starych manuskryptów asari. Była tylko człowiekiem. Teraz wydawała się całkiem zadowolona z faktu, że miała możliwość poznania kogoś, kogo darzyła takim szacunkiem. Bo raczej nie chodziło tu o jego wygląd zewnętrzny. Lycus nie był stary, ale jego cienkie, długie włosy, zaczesane do tyłu i wydatne czoło, przy lekko cofniętej szczęce nie robiły dobrego wrażenia.
- Znam się z nim od wielu lat. Bardzo polubił też Emily, kiedy ją spotkał. Jest naprawdę świetnym człowiekiem, jednym z najbardziej wartościowych ludzi, jakich znam.
Uśmiechnął się, starając się przekonać Charlesa do owego nieznajomego. Może usiłował uniknąć nieporozumienia pomiędzy nim, a Ayą. Ostatnim, czego tu potrzebowali, to wywołana zazdrością kłótnia.
Skinął głową, gdy Striker postanowił wyjść, nie zatrzymując go tu dłużej. Przejście do palarni zajęło mężczyźnie niecałe dwie minuty, musiał jednak przebić się przez parkiet. Nie było na nim jeszcze zbyt wielu osób, tańczyły dwie asari i ludzka kobieta z niebieskimi włosami i wyjątkowo mocnym makijażem. Przeszklona palarnia ciągnęła się wzdłuż ściany, od ich strony lustrzana, a od wewnątrz pewnie przezroczysta - lustra weneckie były w modzie. Kilka wejść pozwalało dostać się do niej z wielu punktów piętra. Przed Charlesem rozsunęły się drzwi, wpuszczając go do środka. Podłużne pomieszczenie podzielone było na segmenty, oddzielone niewysokimi ściankami, ale gdy się usiadło na jednej z kanap, można było się poczuć swobodnie, nawet pomimo innych palących gdzieś dalej.
Nietrudno było znaleźć pusty segment. Gdy Striker usiadł na wolnej kanapie, mógł obserwować cały klub, łącznie z odległą lożą, z której dosłownie chwilę później wynurzyła się Aya, rozglądając się pewnie za nim. Jej czerwona sukienka od razu rzucała się w oczy, trudno ją było przegapić. Wiedziała, że poszedł palić, więc też znalazła go w końcu.
- Tu jesteś - zauważyła, przysiadając się do niego. Skądś miała już nowego drinka. - Dlaczego wyszedłeś bez słowa? Poszłabym z tobą. Nie bądź na mnie zły.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 20:47

Piętro niżej. Mógł już być absolutnie pewny dwóch rzeczy. Pierwsza była dość prosta. Trzymać się jak najdalej od drugiego piętra, ta druga już była mniej przyjemna. Tad mógł uznać go za fana tego muzyka. Wolał aby w połowie imprezy nie okazało się, że jego szwagier albo siostra będą chcieli go mu przedstawić. Biedak dostałby zawału serca albo ataku paniki. Nie znał całego ich zespołu ale musiał też unikać tej murzynki, której imienia już nie pamiętał. Może była basistką. To by tłumaczyło tą dziurę w pamięci.
Starał sobie przypomnieć te tytuły, które mu podał Tad. Nic. Dosłownie nic nie świtało mu w głowie. Chyba naprawdę długo przebywał po za cywilizacją aby to kojarzyć. Zresztą wielu rzeczy już nie kojarzył. Starał się to nadrobić już na wolności, kiedy miał spokojniejsze dni w restauracji ale wciąż był w tyle. Do tego w porównaniu z Ayą nie miał nikogo kogo by szanował w show biznesie. Po prostu nie znał tych ludzi.
Nie przeszkadzało mu też to, że z nim nie siedziała. Miała się tutaj dobrze bawić. Cieszyło go, że miała szansę spełnić jakieś tam swoje marzenia czy po prostu móc porozmawiać z kimś takim. Bardziej irytowało go to, że chyba podejrzewali go o zazdrość. Nie mógł im też powiedzieć, że tak nie jest. Zresztą trudno mu było być zazdrosnym po ostatnich wydarzeniach. Raczej takiego dowodu na to jakimi go darzy uczuciami trudno było po prostu nie brać pod uwagę.
Przebicie się przez tłum ludzi jak zawsze go irytowało. Odbijali się od niego, a nawet nie byli jeszcze tak pijani. Jak zawsze miał mocno poirytowany wyraz twarzy. Mało brakowało, a byłoby tak samo jak na Trouge. Tutaj przynajmniej nie musiał nikogo porywać.
Zajął miejsce na pustej kanapie. Przy najmniej miał trochę miejsca dla siebie. Potem już może nie być tutaj tak kolorowo. Ta, krótka chwila spokoju gdzie mógł zebrać myśli przez resztą wieczoru. Musiał się przygotować mentalnie do tego wszystkiego. Nie zrobić wstydu siostrze. To był wyjątkowo dla niej ważny dzień.
Trzymał papierosa w kurczowo zaciśniętej dłoni. W jakiś sposób było mu tutaj dobrze. Mógł widzieć wszystkich, kiedy reszta nie widziała zbytnio jego. Bardzo szybko zauważył Ayę, która poszukiwała go wzrokiem. Nie zajęło jej zresztą też zbyt długo aby go znalazła.
- Nie jestem zły. – Uśmiechnął się do niej. – Po prostu i chciałem zapalić.
Zaciągnął się dymem. Widać było, że nad czymś myśli i to wyjątkowo mocno. Miał specyficzny wyraz twarzy, kiedy się nad czym zastanawiał. Wyglądał wtedy jak przed każdą misją. Skoncetrowany.
- Hunter jest problemem. – Spojrzał na nią poważnym wzrokiem. – Widział jak asari poderżnęła gardło Susan. Był tam. Na pewno skojarzy moją twaz.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 21:11

Aya uśmiechnęła się z widoczną ulgą. Nie chciała się teraz kłócić, mieli wystarczająco wiele problemów przez sam fakt, że pasowali do tego towarzystwa jak pięść do nosa. A Charles w szczególności. Przyglądała się mu, gdy palił, z wciąż uniesionymi kącikami ust. Jej spojrzenie badawczo przesuwało się po jego twarzy i ramionach, jakby nie mogła przyzwyczaić się do tego, jak wyglądał. I pewnie zresztą tak właśnie było. Dopiero po dłuższej chwili przysunęła się i sama podniosła jego rękę, by się nią objąć. Tu było ciszej i spokojniej, można było rozmawiać z jeszcze większą łatwością niż w loży, a do tego nie plątali się tu nieznajomi. Przynajmniej dopóki ktoś nie wejdzie poszukać w palarni segmentu dla siebie. Docierały do nich szczątki rozmów gdzieś z dalszych części pomieszczenia, ale nie dało się ich zrozumieć z takiej odległości. Dobrze znany Charlesowi zapach Hatake mieszał się ze słodkim zapachem drinka, którego przyniosła ze sobą. Napiła się i skrzywiła. Chyba nie do końca jej smakował.
- To bardzo źle - mruknęła, wzdychając ciężko. Nie wstała jednak, ani nie zaczęła panikować. Zamyśliła się, pewnie gdzieś w głowie szukając rozwiązania. - Na razie gra. Nie ma sensu się teraz tym stresować. W razie czego, jakby znalazł się na horyzoncie, to odwrócę jego uwagę, albo... nie wiem. Nie przejmuj się tym teraz. Z tego, co o nim słyszałam, to nawet nie zauważy, że istniejesz, jeśli będziesz stał obok kogoś, kto wygląda tak jak chociażby twoja siostra.
Napiła się znów, mimo niechęci i oparła drinka o kolano. Długa, mocno schłodzona szklanka zostawiała mokry ślad na jej skórze. Nie zwracała na to uwagi. Dopóki Hunter nie znajdował się w tym samym pokoju, albo co najmniej na tym samym piętrze, nie było sensu się zamartwiać.
- Nic z tym teraz nie możemy zrobić, Charlie - stwierdziła. Dawno już nie zwracała się do niego za pomocą tego zdrobnienia, teraz jednak wydawało się wyjątkowo na miejscu. Może dlatego, że mieli tu odrobinę prywatności, o jaką w tym klubie było ciężko.
- Czekaj, tej Susan? - spytała, wyciągając rękę w stronę widocznej przez szybę parze. Na piętro wjechała dobrze im znajoma dwójka, choć Striker kojarzył oboje znacznie lepiej. Daryl prowadził czerwonowłosą w stronę loży, obejmując ją w pasie. Coś do niej mówił, ale choć przechodzili właśnie przy samej szybie, nie było ich tu słychać. Mężczyzna uśmiechał się do niej ze szczerym rozbawieniem, a Snow mówiła coś z wielkim przejęciem.
- Tym razem na poważnie, hm? - rzuciła Aya, zerkając na Charlesa. - Chcesz żebym ich zawołała?
Byli tuż obok, więc nie stanowiło to żadnego problemu. Z drugiej strony tutaj byli sami, tylko we dwoje, a Hatake wsunęła się pod jego ramię i miała wyjątkowo dobry humor. Mógł on zostać zepsuty wcześniej czy później, ale w tym przypadku chyba lepiej, żeby było to później.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 21:40

Obejmując Aye ramieniem poczuł znowu jak ogarnia go spokój. Ciągle zapominał, że przecież nie był w tym wszystkim sam. Mógł zawsze liczyć na jej wsparcie. Pewnego rodzaju przyzwyczajeń i myśli wciąż nie mógł się pozbyć. W tej kwestii obydwoje musieli włożyć dużo trudu aby się zmienić na lepsze. Spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. Jej zapach wyjątkowo mocno uderzył w jego nozdrza. Zawsze miała wyjątkowo świeże perfumy.
- Miejmy taką nadzieję. – Uśmiechnął się delikatnie. – Miejmy nadzieję, że uzna to za halucynacje jak miał zjazd po czerwonym piasku. Co jak co ale Luca znał się na swoim fachu.
Może miała rację. Może trochę przesadzał ale jego cechą było wręcz zamartwianie się na zapas. Zawsze musiał mieć plan b. Było to irytujące ale przynajmniej nie można było narzekać na to, że coś pójdzie nie tak. Wrócił wzrokiem do parkietu starając się nie drążyć jej swoim mocno pożądającym jej wzrokiem. Kolejny raz wychodziło na to, że nie ważne jak się starała to zawsze potrafiła odwrócić jego myśli w inną stronę.
- Zawsze mogę go dorwać w kiblu, ogłuszyć i schować w jakimś składziku.
Parsknął śmiechem. Trudno było nazwać to co właśnie powiedział żartem ale w ich fachu było to dość normalne. I szczerze mówiąc aby uratować spokój tej imprezy był gotowy to zrobić. Prawda była taka, że miała jednak rację. Zastanawianie się nad tym wszystkim teraz nie miało żadnego sensu. Najwyżej wymyśli coś na poczekaniu.
Skierował wzrok na szybę i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Zamrugał kilka razy oczyma tak jakby za którymś mrugnięciem miał nagle zobaczyć coś innego. Tak jednak nie było. To był jego brat. Do tego z operatorką. Nic dziwnego wiec, że się do niego nie chciał odzywać. Wiedział pewnie jak to się skończy. Nie dziwiło go też to, że to było na poważnie. Gdyby coś jej odwalił to pewnie ucięłaby mu jaja. Dosłownie.
- To się kurwa nie dzieje naprawdę.
Westchnął głośno opierając głowę o swoje dłonie. Jeszcze tego brakowało. Teraz nie dość, że on musiał unikać Huntera to musiał dbać o to by tamten nie zobaczył jej. Świetnie.
- Nie. Wyśle jej wiadomość.
Odpalił przed sobą omni-klucz. Mógł ich przecież trochę pomęczyć przed spotkaniem.
Hunter gra piętro niżej. Staraj się trzymać głowę nisko.
Nie spodziewałem się, że skończycie razem. Przedstawił cię już matce?

Trudno nie było traktować Susan jak dziecko po tym co razem przeszli. Zastanawiał się przez chwilę co by się stało gdyby Emily poznała życiorysy wszystkich tutaj zebranych. Pewnie załamałaby się już jak nigdy w życiu.
W pewnym momencie Charles obrócił się w stronę Ayi. Nie miał już papierosa w dłoniach. Jego dłonie delikatnie złapały ją za jej delikatną twarz. Przysunął się bliżej i pocałował ja tak jak kiedyś. Tak jakby chciał przekazać jej wszystkie uczucia w tym jednym geście. Odsunął się w końcu trochę do tyłu wiedząc, że nie są tutaj tak do końca sami.
- Posiedźmy tu jeszcze chwilę za nim wrócimy do reszty. Teraz jeszcze będziemy musieli udawać, że jej nie znamy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1247
Posty fabularne: 170
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Klub "Hades"

30 kwi 2018, o 22:02

Aya zaśmiała się krótko, rozbawiona wizją Huntera ogłuszonego w jakimś klubowym składziku na miotły. Oboje dobrze wiedzieli, że to jest niewykonalne, biorąc pod uwagę ile osób tutaj na niego patrzy, słucha go i czeka na niego. Pewnie na tę jedną noc miał załatwione towarzystwo co najmniej trzech chętnych. Sława sprawiała, że nogi łatwo się rozkładały przed takimi jak on.
- Coś się wymyśli. Nie stresuj się tym teraz. Tu jest co najmniej trzysta osób. Wiem, że rzucasz się w oczy, ale dopóki nie staniesz mu na drodze, albo nie wylądujecie razem w jednej loży, to raczej nie powinno być dramatu. A nie ma powodu, dla którego mielibyście się znaleźć razem w tym samym miejscu. No, chyba że postanowi odwiedzić jubilatkę - wzruszyła lekko ramionami. - Ale przecież też nie będziemy siedzieć z Emily przez cały czas, prawda? Ona tu ma tylu gości, że nie będzie nas trzymać u siebie. Może znajdziemy sobie jakieś przytulne miejsce, w którym będziemy mogli posiedzieć sami - uśmiechnęła się. - Ewentualnie z Darylem i Susan, jeśli będą w ogóle chcieli ze mną rozmawiać. Najlepiej na tym piętrze, bo tu jest ciszej.
Przez szybę widział, jak omni-klucz kobiety rozbłyska, a ona odczytuje wiadomość. Zatrzymała się i rozejrzała. Wyglądała dziś znacznie lepiej, niż kiedykolwiek, od dnia w którym się poznali. Miała na sobie czarną sukienkę z golfem, który zakrywał bliznę na szyi, ale z odkrytymi ramionami i wycięciem na plecach. Nic ekstrawaganckiego. Dużo robił makijaż i włosy, w które włożyła tym razem minimum wysiłku i ułożyła je lepiej niż zwykle. Charles widział, jak mówi coś, odpisując jednocześnie. Daryl zajrzał jej przez ramię, a potem sam też ze zmarszczonymi brwiami zaczął rozglądać się w poszukiwaniu brata. Chyba nie wpadli na to, że ściana palarni może być lustrem weneckim.
Wiem, słyszę, przecież kto by nie rozpoznał. Będę uważać.
Nie przedstawił, najpierw czeka na błogosławieństwo od starszego brata.
Byliśmy na trzech randkach, Striker, nie sraj żarem. Gdzie jesteś?

Aya, zapatrzona w tamtą dwójkę, nie spodziewała się pocałunku. Zamrugała, zaskoczona, ale szybko odzyskała rezon i odwdzięczyła się tym samym. Jej usta smakowały słodko, drinkiem, który właśnie piła. Uniosła w półuśmiechu kącik ust, gdy już odsunął się od niej, a jej spojrzenie stało się cieplejsze.
- Jak na kogoś, kto tak bardzo stresuje się Hunterem i Susan, jesteś zaskakująco przekonujący w innych kwestiach - zauważyła. Jej nie przeszkadzało to, że ktoś mógł przejść przed nimi, szukając wolnej kanapy. Nie robili przecież niczego zdrożnego. Uniosła wolną rękę i przesunęła nią po linii jego szczęki. Nadal nie pozwalała sobie na zbyt wiele, ale przestała już spinać się przy każdej sytuacji, w której Charles znajdował się bliżej, albo decydował się na całkowite skrócenie dystansu między nimi.
- Może nie będziemy musieli - stwierdziła, wzruszając ramionami. - Co jest złego w tym, że Daryl poznał jednego z twoich członków zespołu? To chyba normalne. A że Susan jest bardzo ładna, to nic dziwnego, że się nią zainteresował. Powiedzenie, że współpracowaliście ze sobą na kilku misjach nie jest niczym szokującym.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10612
Posty fabularne: 1,105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Następna strona

Powrót do Amsterdam

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron