Dystrykt Doru to obszar położony najbliżej kluczowych systemów utrzymujących stację w takim stanie, w jakim jest teraz. Pewnie dlatego jest jednym z najbardziej chronionych. Znajdują się tutaj takie mechanizmy jak system uzdatniania wody, główny system wentylacyjny czy stacja centralna kolumny nośnej.

Hostel "Onyks"

30 mar 2022, o 13:08

Obrazek


Położony w centrum dzielnicy Doru, hostel pracowniczy o wdzięcznej nazwie Onyks oferuje przystań dla pracowników tymczasowych, przyjeżdżających służbowo w celach konserwacji lub naprawy wielu systemów stacji ulokowanych w tym dystrykcie Omegi. Hostel posiada niestandardową budowę - stanowi kompleks sześciu, niskich, jednopiętrowych budynków, które połączone są dostępnymi dla wszystkich mieszkańców Omegi, publicznymi korytarzami. Budynki stanowią "pody' mieszkalne, w których znaleźć można do dziesięciu małych, skromnych pokojów, które można wynająć. Jednym z nich jest budynek administracyjny, w którym poza ulokowanymi gośćmi odnaleźć można również małą recepcję.
Hostel położony jest w sercu najbardziej kulturalnej sekcji dystryktu Doru. Muzyka i gwar rozmów mieszkańców szukających odpoczynku po ciężkiej zmianie wypełnia tunele łączące poszczególne budynki wchodzące w skład Onyksu. Niecałe czterysta metrów od kompleksu znajduje się mały targ, w którym można zakupić liofizowaną żywność i części zamienne, a w okolicy znajduje się również jeden pub i kilka ulicznych knajpek z jedzeniem. Onyks, pomimo swoich niskich standardów, jest popularną noclegownią dla pracowników ze względy na niską cenę wynajmu pokoju, jak i bliskość węzłów komunikacyjnych umożliwiających sprawne dotarcie na miejsce pracy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

30 mar 2022, o 15:18



VIKTOR


Anya była pomocna i kompetentna - zaaranżowany dla sierżanta transport czekał na niego w dokach Wieży Cytadeli. Na pokładzie promu odnalazł czekające na niego uzupełnienie zasobów, zapakowane w oryginalną folię, zamówione z polecenia Basset i dostarczone przez anonimowego kuriera. Przy wejściu do środka napotkał salarianina. Był ubrany w pancerz typowy dla medyków polowych i gdy Karajev nadchodził, uniósł na niego spojrzenie znad swojego omni-klucza. Skinął mu głową, pochylając się nieco i wpuszczając sierżanta przodem do promu.
- Horhe Tann. Zaszczyt wielki, mogąc z wami pracować, sierżancie - wypluł z siebie słowo po słowie. Salarianie mówili szybko, konkretnie, a ich wątki przeplatały się ze sobą w myślach, gdy skakali od jednego do drugiego, często nie dając przestrzeni na odpowiedź lub wtrącenie. - Zapewnię wsparcie medyczne oraz techniczne. Cel - Diego Rodriguez. Cywil, domniemanie ranny. Ostatnio widziany w dystrykcie Doru, Omega. Czas nagli, ruszajmy.
Uderzył dłonią w panel przy ścianie śluzy, wymuszając na drzwiach zamknięcie i szybką dekontaminację. Gdy ciśnienie się wyrównało, druga para drzwi otworzyła się przed nimi, wpuszczając ich do przestrzeni ładunkowej promu.
Pojazd nie posiadał żadnych oznaczeń. Miał wzmacniany pancerz i potężny napęd, dzięki któremu dotrą do Przekaźnika Masy możliwie najszybciej - oraz w całym kawałku. Nie miał jednak sensownych broni. Przypominał prom desantowy, jakiego używano do zrzutu żołnierzy na pole walki - tylko, że wyglądał anonimowo.
Ku potencjalnemu zaskoczeniu Viktora, Horhe ruszył do wydzielonego nieco kokpitu, zasiadając w fotelu pilota.
- Proszę się nie martwić. Autopilot ewakuuje was z pola walki jeśli polegnę. Naturalnie, tego byśmy nie chcieli - zarechotał pod nosem, przełączając kilka przycisków w kokpicie. Prom zadrżał lekko, gdy napęd budził się do życia. Na radarach i systemach komunikacji pojawiły się zielone kontrolki, gdy niemal natychmiast otrzymali pozwolenie na wylot prosto z kontroli Wieży Cytadeli. - Minimalna załoga. Tajna misja. Anya mnie wdrożyła. Szykujcie się na podróż, towarzyszu.
Wskazał Viktorowi fotel obok, który oferował dość majestatyczny widok. Okna promu były ogromne w kokpicie, co z pewnością było pewnym poświęceniem jego integralności, za to oferowało majestatyczny widok. Fioletowe obłoki Mgławicy Węża otulały ich prom, gdy kierowany przez Tanna wysunął się z wąskiego doku. Rozpostarte ramiona stacji mignęły im przed oczami, nim salarianin obrócił pojazd, kierując ich do rubieży układu i znajdującego się tam Przekaźnika Masy.
Podróż była długa i mozolna. Widoki kosmosu ustąpiły błękitnemu promieniowaniu Czerenkowa i odległym, groźnie połyskującym radiacją pulsarom, gdy podążali korytarzem pozbawionym masy. Salarianin nucił pod nosem melodię graną w radiu, odchylając sobie nieco fotel i zajął się czymś na swoim omni-kluczu przez większość drogi.
- Jaka strategia, sierżancie? - spytał, gdy ich podróż chyliła się ku końcowi. - Otrzymamy lokalizację gdy wejdziemy w zasięg boi komunikacyjnej. Czy mam zostać na promie, czy udać się z tobą?

DIEGO

Rozpoznał Omegę po zapachu.
Podłoga drżała, wzmagając jego migrenę, gdy do nozdrzy dotarł zapach smaru połączony z unoszącym się wokół dymem. Do uszu dotarła odległa muzyka, gwar ludzi ignorujących jego leżące na ziemi ciało. Gdy udało mu się uchylić powieki, dostrzegł, że leżał pod ścianą jakiegoś budynku prosto na brudnej posadzce stacji. Jego ubrania, niegdyś czyste, wyprasowane i eleganckie, brudne były od własnej krwi, błota i podejrzanej, lepiącej się, czarnej mazi. Zagrzebany w leżących wokół śmieciach, czuł smak własnej posoki w ustach, metaliczny, nieprzyjemny.
Jego złamane żebra piekły żywym ogniem, a zwichnięty bark, na którym leżał przez tak długi czas, tępo kłuł. Podbite oko otwierało się z trudem, gdy usiłował zorientować się w swoim położeniu. Ciało nie chciało się ruszać, wolało tkwić - tutaj, wokół rozrzuconych, metalowych części, wśród innych, zapomnianych przez świat śmieci. Ale umysł budził się powoli z letargu, wyrywał z okowów zmęczenia i braku przytomności, krzykiem nakazując mu się ruszyć z miejsca.
Wiedział, że jeśli tutaj zostanie, umrze.
Jego bezpieczeństwo było chwilowe, a nawet umowne. Nie znał tej części Omegi, ale rozumiał, że znajdował się daleko od bardziej cywilizowanego centrum. Oznaczenia na ścianie pokazały mu, że znajdował się w dystrykcie Doru - tym leżącym w głębi stacji, położonym blisko jej systemów. Mijający go ulicami ludzie byli robotnikami, odpoczywającymi po swojej zmianie lub śpieszącymi się na początek następnej.
Słyszał w oddali odgłosy targu, a może nawet jakiegoś klubu. Chwiejącym się krokiem ruszył korytarzem naprzód, wiedząc, że potrzebuje pomocy medycznej, jeśli ma dotrzeć do jakiegoś miejsca, z którego wezwie pomoc. Nie posiadał przy sobie niczego, nawet omni-klucza. Każdy nieznajomy był potencjalnym oprawcą, łypiącym na niego nieprzyjemnym spojrzeniem. Każdy róg mógł przynieść niebezpieczeństwo, a każda minuta zwłoki mogła przynieść śmierć.
Trafił do pierwszego, otwartego na świat zewnętrzny budynku. W środku paliło się nieprzyjemne, żółte światło. Dojrzał drzwi kierujące do różnych pomieszczeń, oraz recepcyjną ladę na środku. Stojąca za nią kobieta była młoda, ubrana w uniform. Jej twarz przykryta była dekoracyjną maską, która musiała pomagać jej ukryć swoją tożsamość w tym miejscu, w którym zmuszona była pracować. Gawędziła z kimś przez komunikator nim dostrzegła, jak zbliża się w jej stronę.
- Stój! Co robisz? Kim jesteś? - krzyknęła w panice, przerywając połączenie z kimkolwiek, z kim rozmawiała wcześniej. Odsunęła się od lady na krok, rozglądając przerażona dookoła, szukając czegoś pośpiesznie. Na jej uniformie tkwiła holograficzna plakietka z imieniem Nadia.
Znajdując to, czego szukała, wydobyła spod lady broń. Ciężki pistolet wydawał się wielki w jej drobnych dłoniach, którymi wycelowała go lufą w stronę obcego.
- Stój! Jak boga kocham, strzelę! - krzyknęła ostrzegawczo, ale jej ręce dzierżące pistolet się trzęsły. - Nie chcę tu żadnych kłopotów, a ty wyglądasz, jakbyś miał ich w cholerę. Wynoś się!
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

30 mar 2022, o 17:38

Czy już umarłem?
Nie pamiętał niczego poza rozwścieczoną twarzą uderzającą go raz za razem. Wszystko działo się powoli, nie było jak na vidach. Cios za ciosem spadał na głowę, twarz, brzuch. Bolała go absolutnie każda cząsteczka ciała, czuł jak rozpada się na drobne kawałki i modlił się, żeby ten koszmar się wreszcie skończył. Diego podejmował różne decyzje w swoim życiu, ale miał wrażenie, że ta jedna, jedyna właśnie okazała się beznadziejnie złą. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Zdecydowanie nie tak.
Nie mógł wyzbyć się poczucia, że Diego Rodriguez tej nocy przestał istnieć. Został tylko on.
On
Gwar ulicy dochodził do jego uszu, zapach wydał mu się znajomy, aczkolwiek zdecydowanie nie kojarzył się z niczym przyjemnym. Był już tu kiedyś, z pewnością. Spędził tu jakieś cztery miesiące swojego życia, kiedy jeszcze był praktycznie dzieciakiem. Budował ścieżki kontaktów dla swojego małego imperium. Wtedy jeszcze nie był tym Rodriguezem, wtedy był chłopakiem, który dopiero się wybijał. Tak, zdecydowanie znał to miejsce.
Pieprzona Omega.
Spróbował otworzyć oczy, co okazało się wcale nie taką prostą czynnością. Jedno owszem działało, ale drugie nie do końca chciało współpracować. Dotknął twarzy i jęknął. Po pierwsze dlatego, że ruch dłoni do twarzy zabolał, po drugie dlatego, że sama dotknięta twarz zabolała. Zerknął na ubrania. były podarte, zakrwawione i brudne. Nie miał przy sobie niczego, odruchowo próbował sięgnąć do omni-klucza, co również nie okazało się być proste. Każda próba ruchu sprawiała mu ból, a dodatkowo, kiedy tylko próbował usiąść do gardła podeszła mu zawartość żołądka, a z płuc po kaszlnięciu wydobyła się spora dawka krwi.
Otarł usta i ponownie jęknął. Urządzenia nie było.
Muszę znaleźć pomoc.
Rozejrzał się dookoła z trudem powstrzymując się przez krzyczeniem w rozpaczy. Gardło mu się ścisnęło, naprawdę był bliski tego, żeby usiąść i się rozpłakać. Stracił poczucie własnej wartości, był nikim i jedyne co mu pozostało to marne życie. Nie miał niczego, przez dłuższą chwilę w ogóle zastanawiał się nad tym czy warto to ratować. Po co miał teraz żyć, skoro wszystko na co pracował latami zostało mu odebrane w jednej, krótkiej chwili.
Wtedy przypomniał sobie, że przecież może jeszcze jest nadzieja. Nadzieja na zemstę, na powrót do dawnego życia. Możliwość zbudowania czegoś lepszego, bardziej imponującego musiał tylko... Przeżyć.
Wspierając się o śmietnik wstał, ale zaraz upadł z powrotem obijając sobie już i tak zmaltretowane ciało. Zaklął pod nosem, odwrócił się w bok i zwymiotował. Głównie krwią, której świeże kropelki pojawiły się na białej niegdyś koszuli. Spróbował podnieść się jeszcze raz wkładając co całą resztkę sił, która jeszcze mu pozostała.
Szedł przed siebie czując się jak zombie. Z każdym krokiem ból nasilał się coraz bardziej, miał wrażenie, że zaraz znów upadnie i już więcej się nie podniesie. Jego wola przetrwania owszem była spora, ale ciało nie nadawało się absolutnie do niczego. Potrzebował pomocy, właściwie skądkolwiek.
Do pomieszczenia niemal się wtoczył opadając resztkami sił na ladę. Widział, że kobieta się wystraszyła. Widział, jakby w zwolnionym tempie, jak szybko odsuwa się od lady. Jej krzyk sprawił, że w głowie mu zahuczało. Pokręcił głową w geście poddania się, próbował cokolwiek z siebie wydusić, kiedy jego wzrok padł na wycelowaną w jego stronę broń.
- Rodriguez - wycharczał osuwając się na ziemię pod ladą. Jeśli chciała go zabić, miała ku temu doskonałą sposobność właśnie w tym momencie. Zdał sobie sprawę, że w normalnych okolicznościach, zacząłby flitrować, zagadywać, a przede wszystkim zrobiłby zdecydowanie lepsze wrażenie niż teraz. - Pomóż mi. Proszę.
Czuł, że ten marsz to był ostatni wysiłek na jaki było go stać. Jeśli teraz kobieta się nad nim nie zlituje, prawdopodobnie umrze jej pod samą ladą.
- Jeśli nie chcesz - zakrztusił się, a na jego ustach znów pojawiły się kropelki krwi. Każde słowo kosztowało go bardzo, bardzo dużo. - ...nie chcesz sprzątać zwłok. Potrzebuję lekarza.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 447
Posty fabularne: 65
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 2
Glitch (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

31 mar 2022, o 14:28

Idąc przez dok, pośród betonowych sklepień i metalowych rusztowań, Karajev czuł pewien powiew świeżości, ciekawość nieznanego, jakie towarzyszyło mu często przed misją. Tutaj, choć misja miała charakter nieoficjalny, nie było wyraźnej różnicy w tym aspekcie. Uzbrojony, już w oporządzeniu, mijał kolejne stacje dokujące, nim wreszcie ujrzał swój cel.
Krypa została dobrana odpowiednia, musiał przyznać. Wytrzymała, nie rzucająca się w oczy. Nie miała uzbrojenia, ale z założenia nie mieli walczyć w przestrzeni kosmicznej. Żołnierz wiedział, że jednostka dowiezie go w jednym kawałku. Był też i jego pierwszy kontakt. Salarianin dokonywał ostatnich przeglądów, przywitał go przyjaźnie.
- Starszy sierżant Viktor Karajev- odparł Horhe, podając mu dłoń- Miło mi.
Niegdyś takie nieformalne kontakty były dla żołnierza dziwne, a przynajmniej niezręczne, lecz ostatnie przejścia, zwłaszcza na Neidusie nauczyły go pewnej elastyczności. Karajev zrozumiał, że wojskowy regulamin nie jest odpowiedzą na wszelkie problemy żołnierza, a skuteczność działań nieregularnych polegała na dobrej współpracy i kontaktach z cywilami, operatorami prywatnymi czy wreszcie żołnierzami obcych sił.
- Tak, nie traćmy czasu. Ewentualne omówienie strategii można uczynić podczas lotu. - przytaknął obcemu.
Musiał przyznać, że odpowiadał mu sposób myślenia salarian. Byli konkretni, zorganizowani. Praca z nimi była przyjemnością. Porządek i dyscyplina, to lubił. No i nacisk na działanie grupowe.
Zaokrętowali się bez dalszego ociągania. Gdy Tann odpalał sekwencję startową, Karajev ujrzał paczkę z zapasami przeznaczonymi dla niego.
- Dziękuję pani Basset- mruknął pod nosem, widząc pakiety omni- i medi- żelu, oraz pochłaniacze ciepła.
Wystartowali. Zasiadając obok salarianina w kokpicie, Karajev pozwolił sobie na uwagę, która przeszła mu przez myśl kilka chwil wcześniej.
- Jesteś wszechstronnie wykształcony, Horhe. Medyk polowy, jak mniemam po ubiorze, do tego pilot...- powiedział z nutą nieudawanego podziwu- Widzę, że jestem w dobrych rękach!
- Naturalnie- odparł Viktor na uwagę Horhe- Parametry misji są mi znane, minimum załogi to dobry ruch.
Teraz następował ten etap misji, gdzie mógł po prostu rozsiąść się wygodnie na fotelu i nic nie robić. Jakiekolwiek działanie, presja czasu- nie miał na to wpływu. Był tylko on, jego pilot/medyk i nieskończona pustka kosmosu.
- Zdrzemnę się- zaproponował- Obudź mnie pod koniec drogi, gdybym zaspał.
Był człowiekiem praktycznym. Zagrożenia, ciągłe napięcie i wyszukiwanie zagrożeń będą mus towarzyszyć na Omedze niemal od razu. Dobrym pomysłem w takiej sytuacji będzie złapać trochę więcej odpoczynku.

Obudził się jednak sam. Szczęśliwie, Horhe nie był typem gaduły i dobrze przyjął jego chęc wypoczynku. Gdy Karajev obudził się, ujrzał salarianina bawiącego się swoim omni-kluczem.
- Daleko jeszcze?- spytał odruchowo, uzyskawszy odpowiedź.
Viktor zamyślił się krótko na pytanie towarzysza drogi, szybko pozbywając się resztek snu z głowy.
- Cel będzie ścigany, prawdopodobnie ranny. Prawdopodobieństwo, że trzeba będzie mu udzielić szybkiem pomocy medycznej w polu jest wysokie. Myślę, że dobrym pomysłem będzie pójście razem, jeśli nie masz nic przeciw.
Zastanawiało go z jakim zagrożeniem przyjdzie mu się mierzyć. Iluzja wyśle najemników, czy może własnych operatorów? Oczywiście incognito, wątpił, by ujrzy charakterystyczne, jasnoszare pancerze Cerberusa. Sam przytomnie, jeszcze przed wylotem pozbył się oznakowań Przymierza z pancerza. Dobiero teraz wpadł na to, że biel u niego może być przez Diego źle odczytana.
No nic, trudno. Nic już z tym nie zrobi.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 223
Posty fabularne: 196
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

1 kwi 2022, o 15:29

Diego - perswazja
A<33<B<66<C
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
65
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

1 kwi 2022, o 16:03

VIKTOR


Horhe wydawał się bardzo zadowolony z komplementu. Kiwnął mu głową, uśmiechając się szeroko, ewidentnie czując bardzo docenionym przez sierżanta. Niewiele było wiadomo na temat tego, co dokładnie wiedział o Karajevie - może Anya wdrożyła go również w tej kwestii, a może nie miał żadnego pojęcia o czymkolwiek innym niż jego imię, nazwisko i stopień w wojsku.
- Gdy żyje się tak krótko, sierżancie, każdy dzień musi się liczyć za trzy inne! - odparł rezolutnie, jeszcze gdy znajdowali się w Mgławicy Węża, przygotowując się do rychłej podróży z wykorzystaniem sieci Przekaźników Masy. - Wasza kultura jest iście fascynująca. Ostatnio próbuję swoich sił w grze na dudach. Tyle możliwości, tyle różnorodności! Nie ma drugiego tak rozmaitego kulturowo i biologicznie gatunku jak ludzie. Nie ma! Fascynujące, fascynujące...
Mknąc przez fioletowe obłoki, przez wzmocnione szyby kokpitu dostrzegali pulsujący, błękitny punkt w oddali - czekający na nich Przekaźnik.
- Pyjaki pod koję, sierżancie! Obudzę od razu! - machnął mu ręką na pożegnanie, choć Karajev nie mógł za bardzo oddalić się na znaczącą odległość.
Gdy ich podróż dobiegała końca, Karajeva zbudziły systemy promu budzące się do życia po długiej podróży. Sunąc tunelem zmniejszającym masę ich statku do niemal zera, prom nie zużywał prawie w ogóle paliwa, a silniki były ciche. Dopiero teraz, gdy Przekaźnik wypluwał ich w objęcia czarnego kosmosu, z powrotem usłyszeli huk pracującego napędu.
- Piętnaście minut, sierżancie. Jak się spało? - zagadnął salarianin, przełączając ekrany na holograficznym pulpicie sterującym. Połączył się z boją komunikacyjną układu, co obdarowało ich na powrót dostępem do extranetu - oraz nową wiadomością od Basset. - Och, są i koordynaty. Anya Basset działa bardzo efektywnie. Podoba mi się to - kiwnął głową, powiększając wiadomość od niej.
Asystentce udało się zdobyć dokładną lokalizację Diega - w dodatku sprzed jedynie dziesięciu minut. Dla nich była to dobra wiadomość, ale tylko z początku - Karajev wiedział, że jeśli nawet Basset z taką łatwością znalazła Diego na Omedze, oznaczało to, że ktokolwiek go ściga, prawdopodobnie również już wie, gdzie mężczyzna się chowa.
- Dystrykt Doru. Dobrze, dobrze, mało zagęszczony rejon. Techniczny, z grubsza. Dużo pracowników, dużo systemów, stosunkowo mało ochrony poza kluczowymi węzłami. Sprawdźmy... - wyświetlił bardzo prostą mapę dystryktu. Według niej, Diego znajdował się w hostelu "Onyx". - Centrum dystryktu. Niedobrze. Dwie drogi wejścia. Jedna - przez stację uzdatniania wody. Mało ludzi, mało miejsca do schowania się. Ryzykowna droga ucieczki, dla cywila oczywiście, ale efektywna. Prosto do lądowiska.
Wskazał na drugi punkt, który roił się od małych budynków i sygnatur cieplnych.
- Drugie wejście, targ. Dużo miejsc do schowania się i wtopienia w tłum, bezpieczeństwo rośnie. Ryzyko dużych strat w cywilach, jeśli wywiąże się walka. Może przerodzić się w masakrę - podsumował, po czym zerknął na stojącego obok żołnierza. - Która droga, sierżancie?

DIEGO

Kimkolwiek była Nadia, przede wszystkim była osobą przerażoną jego widokiem.
Pracowała na Omedze, ale dystrykt Doru był stosunkowo spokojnym miejscem. Nie było tu wielu barów, w których pijani mieszkańcy rozpoczynaliby swoje burdy i przenosili je na ulice. Przez dużą ilość ochrony w niektórych punktach rozmieszczonych na głównych węzłach komunikacyjnych dystryktu stanowił on mało interesujący kąsek dla gangów walczących o granice swoich terytoriów. W tej małej, brudnej od smaru i śmierdzącej od dymu oazie, głównym celem każdego wokół była zwykła, nieuczciwa praca za psie pieniądze o utrzymanie Omegi w działalności.
Może dlatego widok zakrwawionego Rodrigueza tak ją szokował. Z zewnątrz dobiegł ich śmiech przechadzających się obok ludzi, których mężczyzna usłyszał za swoimi plecami, ale ich rozmowa ucichła gdy zajrzeli do środka. Nikt jednak nie wszedł za nim, pomimo błagalnego spojrzenia, które posłała im Nadia.
- Posłuchaj, nie wiem, kim jesteś i mam to trochę w dupie, okej? - odrzuciła drżącym głosem, unosząc pistolet w górę, celując w jego czoło gdy tylko wykonał jeden ruch. Widać po niej jednak było, że brakowało jej tego czegoś, czego potrzebowała by nacisnąć na spust. I chyba ona też o tym wiedziała. - Wyglądasz, jakbyś miał kłopoty. A ja... j-a nie chcę kłopotów, dobra?
Odsunęła jedną dłoń od trzymanego pistoletu i przesunęła się nieco w bok, starając się sięgnąć po coś wolną ręką, a jednocześnie nie spuszczać go z oka. Pogrzebała w szafce pod ladą, zrzucając kilka rzeczy przy okazji przez przypadek, nim udało jej się wyciągnąć małe pudełeczko.
- Tylko tyle mogę ci pomóc, naprawdę - odezwała się, z wyraźną prośbą w głosie. Rzuciła mu pudełko, które z trudem przechwycił w locie. Rozpoznał w nim oznaczenie apteczki. - Weź i.. i wyjdź, błagam.
W apteczce znalazł bandaże uciskowe i medi-żele, które choć nie pomogą mu na dłuższą metę, przynajmniej nadadzą mu trzeźwości myślenia swoim przeciwbólowym działaniem. Potrzebował jednak czasu, by samemu je sobie zaaplikować, a jedyna kanapa znajdująca się w lobby stała tuż obok lady z Nadią po drugiej stronie.
Potrzebował też kryjówki oraz omni-klucza - czegokolwiek, dzięki czemu ewakuuje się z tego miejsca najszybciej jak tylko był w stanie. Ale nie posiadał przy sobie pieniędzy, którymi mógłby ją przekonać, wpływów, którymi mógłby ją zastraszyć, a nawet swojego nieskazitelnego wyglądu, dzięki któremu naturalnie sama chciałaby mu pomóc. Dla Nadii był kolejną, ranną włóczęgą, która zadarła ze złymi osobami i kobieta bała się, że ci źli ludzie zaraz wejdą do środka, a jej oberwie się rykoszetem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

3 kwi 2022, o 16:50

- Dziękuję - powiedział i złapał się za krawędź lady podciągając się do góry. Wiedział, że nie ma za bardzo czasu na chodzenie i szukanie miejsca, w którym mógłby się choć w minimalnym stopniu opatrzeć. Mało tego, każdy kolejny wysiłek zbliżał go do stanu, z którego już mógł nie wyjść. Zauważył kanapę, tuż za plecami kobiety i dostrzegł w tym szansę. Musiał tylko jakoś ją przekonać do tego, żeby nie chciała go wywalić stąd na zbity (i tak już dość mocno) pysk.
Zebrał w sobie wszystkie pokłady energii jakie miał. Iluzja pozbawił go koneksji, pozbawił go pieniędzy, zostawił brudnego i obdartego, tak, że Diego był również pozbawiony swojej zwykłej aparycji. Ba pozbawił go nawet kontaktu ze światem zabierając komunikator, ale Rodriguez miał coś, czego Iluzja nie mógł mu zabrać - wygadanie.
- Posłuchaj - powiedział z trudem patrząc w oczy kobiety. - Zapewniam cię, że jeśli zostawisz mnie teraz z tym co mi dałaś, a ja wyjdę stąd.
Przerwał na moment, bo poczuł jak kolejna fala w żołądku buzuje mu niebezpiecznie. Bolało go absolutnie wszystko, a każdy oddech łapany pomiędzy kolejnymi wypowiadanymi słowami, palił do granic możliwości.
- Jeśli stąd wyjdę i umrę tam na bruku to, po pierwsze - westchnął i oparł się mocniej o ladę. - Będziesz się dniami i nocami zastanawiała czy przeżyłem, bo wyrzuty sumienia nie dadzą ci spokoju. Dobrze wiesz, że sam nie jestem w stanie nawet sobie tego założyć.
Znów przerwał. Każde słowo kosztowało go mnóstwo energii i miał wrażenie, że po tym całym monologu po prostu osunie się na ziemię i tyle będzie z chęci przeżycia. Myśl, o tym, że musi dotrzeć do Iris, koniecznie i jak najprędzej, utrzymywała go jeszcze w stosunkowo dobrej dyspozycji. Radna była teraz jego jedyną nadzieją. Musiał przeżyć i jakimś cudem dostać się na Cytadelę. Musiał też spróbować skontaktować się z Nicole. Co jak co, ale był pewien, że najbliższa asystentka, mimo wszystko, nie zostawiła go na pastwę losu.
- Po drugie - zaczął spokojnie. - Im szybciej to załatwimy, tym szybciej zniknę z twojego życia. Zanim zaczniesz znów panikować. Wpisz w ekstranet Diego Rodriguez.
Wiedział doskonale, że informacje o tym kim był powinny znajdować się w ekstranecie, na stronach w Cytadeli, Ilium, Ziemi, gdziekolwiek. Coś powinna o nim znaleźć jeszcze z czasów, kiedy miał dostęp do wszystkiego tego, co sprawiało, że był rozpoznawalny. Iluzja nie mógł usunąć tych informacji, jeśli chciał, żeby plan się powiódł. Musiała być wzmianka o tym, że bogacz został pozbawiony wszystkiego, ale to oznaczało również, że Diego kiedyś był bogaty i był poniekąd celebrytą.
Postawił wszystko na jedną kartę.
- Jak masz na imię? - zapytał w końcu spoglądając na kobietę. Poznawanie imion zawsze w podświadomości budowało relacje międzyludzkie. Tak działała psychika i z tym nie sposób było walczyć. A w tym momencie Diego potrzebował każdego, możliwego punktu zaczepienia.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 447
Posty fabularne: 65
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 2
Glitch (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

3 kwi 2022, o 21:26

Widział ją. Sylwetka stacji rosła coraz bardziej w czarnym krajobrazie kosmosu. Wraz z bliskością Omegi szło jego zadanie. Sprzęt miał sprawdzony, na desant było jeszcze za wcześnie. Pozostało mu analizować i rozważać zmienne jakie mogły stanąć mu na drodze.
- Dziękuję, dobrze- odparł salarianinowi odnośnie pytania o śnie.
Horhe szybko podjął cyfrowy trop. Otrzymawszy dane od Anyi Basset, zaraz przedstawił Viktorowi sytuację operacyjną wraz z możliwymi punktami dostępu. I choć umysł sierżanta rozważał możliwości taktyczne, co innego też przyszło mu do głowy, myśl na jaką by nie wpadł jeszcze do niedawna, będąc przyzwyczajony do działania stricte w polu. Obcowanie z politykami i temu typu osobnikami przynosiło owoce, zdaje się.
Anya miała bardzo szerokie umiejętności, skoro uzyskiwała dostęp do takich danych. Najpierw przejęcie wiadomości Cerberusa, teraz to? Albo ktoś chciał, by na te informacje trafiła, albo, w co prędzej uwierzył, była bardzo dokładnie wyselekcjonowaną osobą mianowaną na stanowisko asystentki radnej. Być może nie tylko miała jej doradzać... ale też nadzorować?
Nie czas jednak był na rozważanie tego. Anya Basset, kimkolwiek była, znajdowała się lata świetlne od niego. Teraz miał się skupić na Diegu.
- Wtopienie się w tłum jest kuszące, ale pomijając moralny aspekt wejścia przez targ, gdyby sprawy przybrały brzydki obrót, to zrobiłoby się o tym głośno. Cała tajemniczość operacji poszła by psu w dupę.
No i nie chciał mieć nikogo na sumieniu. Już dość napatrzył się na ofiary w cywilach. Choć próbowano obarczyć go o to, akurat nie on zawinił wtedy w szkole w Baltimore. Nie odważył się jednak obejrzeć ofiar z bliska. Nie był pewien ile nocy nieprzespanych więcej by tym przypłacił.
- Powiedz mi Horhe, skoro idziesz ze mną, jakimi umiejętnościami dysponujesz? Jesteś wojskowym STG może?


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 223
Posty fabularne: 196
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

4 kwi 2022, o 19:12

VIKTOR


Salarianin kiwnął energicznie głową, przyjmując do wiadomości jego argumentację. Nie wymagał żadnego przekonywania ze strony Karajeva - był gotów na realizację obu taktyk, a wybór pozostawił w rękach sierżanta.
- Mądrze, mądrze, sierżancie. Zgadzam się. Przystępujemy do działania natychmiast, naturalnie. Niech będzie to... Operacja Ratunek Bazyliszka! Czytałem o nim wiele, folklor ziemski jest fascynujący... Cóż za majestatyczne stworzenie, z pewnością, z dużą godnością i sławą wokół siebie, toż idealny kryptonim dla naszego celu!
Na horyzoncie, pośród gwiaździstego nieba, malował się już jasny kontur Omegi. Połyskująca czerwienią stacja otoczona była fragmentami asteroid i przebywającymi w okolicy statkami, które bez problemu wychwytywał radar ich kokpitu, wyznaczając z pomocą Horhe najbardziej optymalny wektor podejścia okrętu.
Słysząc jego pytanie, salarianin z początku wydawał się skonfundowany, nim przeklikał coś w swoim urządzeniu dłonią.
- Ach! Musi wam chodzić o OZS, Oddział do Zadań Specjalnych. Wybaczcie, sierżancie, mój translator czasem zawodzi - Tann uśmiechnął się szeroko. - To bardzo miłe, że pasuję do OZS. Moja kandydatura jest rozpatrywana przez wojsko. Wątpię, by udało mi się dostać w ich szeregi. Myślę, że ta misja mi pomoże. Rekomendacja radnej z pewnością przekona dowództwo! Ale tak, sierżancie, wspomogę w walce jak mogę. Posiadam wykształcenie techniczne, ot, omni-klucz to mój kolega! Nie angażuję się w walkę bliskiego kontaktu, co to to nie. Chciałbym pożyć jeszcze ze dwadzieścia lat.
Reszta lotu upłynęła im na radosnym trajkotaniu salarianina. Gdy Omega wypełniła całość kokpitu, Karajev mógł dostrzec, jak przestrzeń wokół stacji naszpikowana była wszelakim, kosmicznym śmieciem. Ciężko było odróżnić, co było unoszącymi się fragmentami metalu, a co operującymi wokół sondami i dronami naprawczymi. Tann manewrował promem z pomocą inteligentnych systemów Wirtualnej Inteligencji, podchodząc do Dystryktu Doru.
Doru wyglądało na znacznie ciemniejsze i mniej upakowane z góry, gdy przelatywali nad kolejnymi budynkami, przebijając się przez unoszący w powietrzu smog i dym. Lądowisko, które znalazł im salarianin, było stosunkowo blisko ich punktu docelowego, lecz gdy pojazd osiadł na ziemi, dostrzegli, jak w istocie rozległa była przestrzeń, którą musieli pokonać bez żadnej osłony.
- No, pora na Bazyliszka! - rezolutnie zarządził Horhe, nieświadom niekoniecznie pozytywnych konotacji związanych z tą ziemską kreaturą. Wyskoczył z fotelu pilota, zgarniając z przestrzeni ładunkowej swój ciężki pistolet i przypinając go sobie do kabury przy nodze. - Hostel, w którym znajduje się Bazyliszek, jest jeden kilometr stąd prostą drogą. Jestem gotowy do drogi, sierżancie. Czekam na rozkazy!

DIEGO


Nadia nie była do końca zadowolona z tego obrotu sprawy, ale wydawałoby się, że im więcej Diego do niej mówił, tym bardziej nadawało mu to ludzkiej twarzy. Czy tego chciała, czy nie, dłoń dzierżąca pistolet nieco opadała w dół, a kobieta przygryzła lekko wargę, gdy zaczęło dręczyć ją sumienie.
Rodriguez może nie miał tej sławy, co kiedyś, ale teraz, w tym miejscu, przestał stanowić dla niej ruszające się zwłoki, których przyjście niosło ze sobą zwykłe kłopoty. Był wykształcony, mówił stosunkowo spokojnie, nie wydawał się pochodzić z Doru, ani nawet z Omegi.
- Bo co? Nie obchodzi mnie, co się z tobą stanie! Nie moja wina - prychnęła z początku, w swojej pierwszej reakcji, ale widział po jej twarzy, że blefowała. Nawet, jeśli był jej kompletnie obojętnym człowiekiem, świadomość tego, że nie pomogła komuś w potrzebie i przez to być może doprowadziła do czyjejś śmierci, dręczyłaby ją bardzo długo. Wiedział to on i wiedziała to ona w tym momencie.
Zaklęła pod nosem głośno, odkładając pistolet na blat recepcji, za którą stała. Wciąż trzymała go w zasięgu, jakby ostrzegawczo, gdy sięgnęła po swój omni-klucz. Sporadycznie łypiąc na niego spode łba, wstukała jego nazwisko w extranet i, ku jego zdziwieniu, gwizdnęła głośno - ale nie w pozytywny sposób.
- Nawet wielcy upadają, co? - westchnęła z nutą ironii, nieświadoma tego, że nie do końca wiedział co działo się w extranecie pod jego nazwiskiem. Wyłączyła urządzenie, krzyżując na klatce piersiowej ręce i wpatrując się z niego wyczekująco. - Jestem tylko recepcjonistką. Niby jak mam ci pomóc? To Omega. Zaraz ktoś cię dopadnie, pewnie już wiedzą, że tu jesteś.
Jakby stanowiąc zły omen, z zewnątrz dobiegł do odgłos nisko przelatującego nad ich głowami promu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

5 kwi 2022, o 19:53

- Trzymam kciuki, Horhe- powiedział Karajev nie tyle z grzeczności, co faktycznie kibicował rezolutnemu salarianinowi. Nie, by miał lekceważyć misje, ale tym bardziej sierżant czuł się zmotywowany, by wypełnić swoje zadanie tak jak lubił- czysto, bez zbędnego hałasu, a najlepiej- bez jednego wystrzału. Pozornie stało to w sprzeczności z tym co oferował na polu walki- potężnego kalibru broń czy umocniony pancerz, niemniej była w tym logika. Po pierwsze siła odstraszająca. Wróg mógł czuć respekt i jeśli nie był pewien kursu kolizyjnego, mógł tym bardziej zaniechać ataku widząc ciężko uzbrojonego przeciwnika. Drugi powód nie był daleki od pierwszego- czasem po prostu nie dało się załatwić sprawy pokojowo. Wtedy do gry wchodziły ciężkie działa. Karajev działał tu trochę według maksymy, która w pierwszej połowie XX wieku mówiła o opancerzeniu amerykańskich pancerników. Brzmiała ona all or nothing.
- Niech i będzie więc Bazyliszek- uśmiechnął się lekko mężczyzna, nie uświadamiając kolegi, który najwyraźniej nie do końca wiedział o jakiej mitycznej bestii mówił- Zdecydowanie dobrym pomysłem jest mówić o naszej przesyłce kryptonimem, niż używając prawdziwych personaliów. Sam chciałem mówić Przesyłka, ale niech będzie po twojemu.
A więc miał do dyspozycji technika. Viktor cenił sobie ich umiejętności, zawsze doskonale mu się z nimi współpracowało. Wierzył, ba! Był pewien, że nie inaczej będzie tym razem. Takimi to myślami Karajev był obłożony, gdy ich niepozorny stateczek wleciał wreszcie w paskudne trzewia stacji, niczym do brzucha jakiegoś mitycznego krakena.

- Niezłe miejsce do lądowania- zauważył Viktor, gdy wlatywali w przestrzeń Doru- W kontekście pilotażu. Gorzej, że będziemy jak na otwartej dłoni. Na szczęście nasza krypa jest opancerzona całkiem nieźle, jakby było gorąco, wiesz gdzie się kryć.
Przesunął ręką po trzymanym na kolanach hełmie. Wstał po chwili, jednak wciąż nie zakładając osłony głowy.
- Prawdopodobieństwo użycia przez zamachowców Cerberusa broni ciężkiej, zdolnej ruszyć nasz statek jest niewielkie. Mieli zlikwidować cywila, nieopancerzonego, w dodatku w terenie miejskim, a nie w bunkrze. Obawiam się jednak, że w takiej okolicy rozstawili snajperów, którzy zapewniają osłonę i ogląd taktyczny dla grupy szturmowej. Może puścisz sondę, by zbadała okolicę? Ja wyjdę na lądowisko się rozejrzeć.
Wreszcie założył hełm, uszczelniając systemy przed wejściem. Zaraz z resztą wczytał protokół obronny umocnienia, uzyskując symbol małej tarczy na HUDzie. Podszedł do włazu statku, sprawdzając, czy załadowany jest program amunicji dysrupcyjnej. Gdy uznał, że jest gotów, wcisnął przycisk otwarcia drzwi i wyszedł na zewnątrz.
Otoczyła go ponura atmosfera brudnej, obskurnej stacji, tak daleko inna od czystej i biurokratycznej Cytadeli. Omega cieszyła się złą sławą, i choć Viktor mógł być nieco uprzedzony, to sama struktura stacji zdawała się emanować niekompatybilną z żołnierzem energią. Sierżant nie był jednak na wakacjach, choć tak oficjalny komunikat musiał nadać. Nie przyleciał tu zwiedzać.
- Sektor czysty- rzucił przez radio do Horhe po krótkich oględzinach- Kilometr drogi, mówisz? Powinno nam to zająć około 15 minut ostrożnym krokiem. Oczy, uszy i sensory szeroko otwarte. Mało tu ludzi, więc każdy potencjalny kontakt może być wrogiem. W razie czego kryj się za mnie, jasne?


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 223
Posty fabularne: 196
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

6 kwi 2022, o 10:32

Gdyby mógł to prawdopodobnie odetchnąłby z ulgą, teraz jednak, kiedy każdy oddech był na wagę złota, Diego tylko uśmiechnął się przelotnie. Nie było czasu na większe dywagacje, ale to, że kobieta postanowiła jednak, po pierwsze go nie zabić, a po drugie jednak spróbować mu pomóc, już zapalało niewielkie światełko w tunelu.
Może jednak przeżyje.
- Nie masz pojęcia - odpowiedział na wtrącenie o upadaniu i jakoś tak nagle do głowy przyszedł mu obraz samego Lucyfera. Było to bardzo dziwne porównanie, ale sprawiło, że Diego zaczął się zastanawiać czy właśnie nie odchodzi od zmysłów. - Pomóż mi tylko usiąść i założyć to wszystko co od ciebie dostałem. Szybki opatrunek i już znikam.
Nie miał bladego pojęcia gdzie należałoby zniknąć. Nie miał pieniędzy na lot na Cytadelę, nie wiedział nawet czy bezpieczniej będzie tam czy jednak najpierw powinien udać się na Ilium. Nie wiedział co z Nicole, potrzebował kontaktów. No a przynajmniej tego jednego.
- Potrzebuję też skorzystać z twojego komunikatora - powiedział, kiedy zasiadł już na kanapie i zaczął przeglądać to czym mógł się opatrzeć przynajmniej chwilowo. Liczył na to, że z pomocą recepcjonistki pójdzie mu to sprawniej i szybciej, ponieważ ręce nie do końca chciały z nim współpracować. - Dobra z ciebie kobieta, nie sądziłem, że na Omedze jeszcze się tacy trafiają.
Nie liczył na to, że ten komentarz wiele wniesie, natomiast wiedział, że musi podtrzymywać rozmowę. W ten sposób bardziej uczłowieczał siebie i budował pewną relację pomiędzy sobą, a kobietą. Czyste działanie psychologiczne.
- Posłuchaj - odezwał się odkrywając zaplamioną koszulę i smarując miejsca, które według niego najbardziej ucierpiały, medi-żelem. Potem obwiązał się bandażem uciskowym i miał szczerą nadzieję, że to przynajmniej doprowadzi go do stanu względnej używalności. - Potrzebuję skontaktować się z moją asystentką, tylko ona może mi pomóc i sprawić, że odejdę stąd i nie będziesz musiała już się martwić o siebie.
Numer ID Nicole znał na szczęście na pamięć, nauczony doświadczeniem, że takie rzeczy jednak powinno się trzymać w głowie a nie na dysku, przezornie zapamiętał kilka kontaktów, które w każdej chwili mogły okazać się kluczowe. Numer do Nicole był na pierwszym miejscu tej listy. Jeśli nie dopadł jej Cerberus to była w tym momencie jego jedyną nadzieją.
Odgłos przelatującego promu zwrócił jego uwagę, Rodriguez próbował zidentyfikować pojazd po jakiś cechach szczególnych bądź oznaczeniach.
- Bardzo cię proszę, to jedyna szansa, że nikt tu nie wparuje i nie zastrzeli mnie na twoich oczach - nie chciał jej grozić i dopowiadać, że w ten sposób może uratować też własne życie. Nie o to chodziło, zależało mu na zdobyciu jej zaufania, przynajmniej względnego, nie na zastraszaniu. Na to przyjdzie pora kiedy indziej, jeśli nie zdecyduje się użyczyć mu swojego komunikatora.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 447
Posty fabularne: 65
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 2
Glitch (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

7 kwi 2022, o 19:10

niebezpieczeństwo
A<33<B<66<C
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
71
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

21 kwi 2022, o 21:23

VIKTOR


Horhe przyjmował z chęcią ekspertyzę żołnierza. Z pewnością swoje miałby za uszami, gdyby uszy w tym sensie posiadał, ale jako, że przydzielono mu zwierzchnictwo Karajeva, nie zamierzał wchodzić mu w słowo. Jeśli zgadzał się z jego oceną sytuacji, kiwał tylko głową, pokazując swoją gotowość do działania. Jeśli miał coś do dodania, raportował, jak przystało na oddanego specjalistę.
Omega pokazywała się tej nocy ze swej najgorszej strony. Dystrykt Doru być może nie niósł się echem bójek, wymian nielegalnych towarów czy przekrzykiwaniem się reklamujących swoje usługi prostytutek, lecz w swej surowości i odosobnieniu zdawał się równie nieprzyjemny. Stacja uzdatniania, którą się poruszali, była zdradliwa w swoich szerokich korytarzach. Każdy cień w półmroku wydawał się czającym zabójcą. Pustka ponad ich głowami, okraszona odległymi konstrukcjami innej części Omegi, dawała wrażenie poruszania się niemal pod gołym niebem. Ale niebo było stalowe, przykryte sadzą i warstwą unoszącego się w powietrzu dymu, z którym działające z trudem systemy podtrzymywania życia nie mogły się uporać.
Gwar rozmów docierał w miarę gdy docierali do hostelu. Miał niecodzienną budowę - zamiast jednego budynku posiadał ich kilka rozrzuconych w pewnych odległościach od siebie, więc trafili na wąskie uliczki wypełnione różnymi lokalami, pośród których musieli odnaleźć swój cel. Od tej strony na próżno było szukać im ludzi, więc gdy sporadycznie mijali ich mieszkańcy, z łatwością chowali się w zakamarkach, pozostając niezauważonym.
- Tak się zastanawiam, dowódco. Bazyliszka z pewnością nie szukają tylko zabójcy z Cerberusa. Wraz ze swoim upadkiem, pociągnąć w dół musiał wielu innych... biznesmenów. Biznes bywa brutalniejszy niż wojna. Tak słyszałem - odezwał się Salarianin, gdy zerknęli do środka pierwszego z budynków kompleksu. Podpiął się omni-kluczem do lokalnej sieci, szukając nazwiska Rodrigueza pod jakimkolwiek pokojem. Okazało się, że go nie wynajął - a przynajmniej nie w standardowy, oficjalny sposób. - Inni ludzie polujący na Bazyliszka mogą nie dbać o dyskrecję.
Gdy z wolna kierowali się w stronę kolejnego budynku, z dalekiej odległości usłyszeli przeraźliwy, damski krzyk, po którym padł huk wystrzału, niesiony echem pośród budynków. Horhe natychmiast się zatrzymał, zerkając na Karajeva z bronią gotową do walki.
- Zamieszanie w okolicach targu. Nasz cel według danych znajduje się w drugą stronę - uruchomił pośpiesznie urządzenie, wskazując lokalizację znalezioną im przez asystentkę Fel. - Podążamy wgłąb hostelu czy badamy zamieszanie?
Cokolwiek postanowią, musieli się śpieszyć.

DIEGO

Nadia nie wydawała się zbyt skora do pomocy, ale im dłużej przebywał w jej recepcji, tym dłużej była w niebezpieczeństwie potencjalnych komplikacji z jego obecnego stanu. Machnęła ręką w stronę jednej z ozdobnych kanap stojących pod ścianami. Były wyłożone tandetnym, błyszczącym się materiałem, kompletnie nie pasującym do reszty wystroju.
- Tylko nie uwal kanapy, proszę. Szefowa mnie zabije, wiesz jak ciężko ściera się krew? - jęknęła cicho, z zawodem, widząc, jak siada w siedzeniu. Nawet, jeśli starał się bardzo mocno, niemożliwym było uniknięcie co najmniej kilku kropel szkarłatnej krwi na błyszczącym materiale.
Założenie sobie opatrunku nie było łatwe dla kogoś, kto nie musiał tego robić w takich warunkach zbyt często. Adrenalina napędzała go do działania, lecz czuł zakradające się w tyle jego głowy zmęczenie. Wiedział, że potrzebuje wydostać się stąd jak najszybciej - nieważne w jaki sposób.
Jednym z nich była Nadia.
- A co, jak mnie potem wyśledzą, co? - prychnęła w odpowiedzi, obserwując, jak Rodriguez owija sobie bandaż. Znów założyła ręce na klatce piersiowej, nieskora do pomocy. - W co chcesz mnie uwikłać? To twoje problemy, nie moje. Pomogłam ci jak mogłam!
Butność, która wróciła na jej wyrazie twarzy i w jej słowach, zniknęła w następnej sekundzie, w której powietrze przeszył huk wystrzału i odległy, kobiecy krzyk. Dziewczyna drgnęła, odsuwając się od lady, z przerażeniem spoglądając na otwarte szeroko drzwi na zewnątrz.
- To z targu. To tuż obok, to... - urwała, przenosząc spojrzenie na Diego. Bardzo szybko dodała dwa do dwoch. - Nie, wynoś się, nie zginę za ciebie! - wrzasnęła ze strachem.
Sięgnęła po leżący obok pistolet i złapała go w dłonie. Zamiast wycelować go w niego, niesiona wzbudzonym w niej poczuciem winy, rzuciła go w stronę mężczyzny. Był załadowany nowym pochłaniaczem ciepła. Zaraz po tym, odpięła swój omni-klucz i rzuciła go Rodriguezowi.
- Bierz, ale biegnij stąd! W przeciwną stronę od targu! - poleciła mu, wskazując dłonią w stronę wyjścia.
Obiektywnie patrząc, nie był z niego dobry długodystansowiec w biegu nawet, gdy nie był ranny. Teraz ucieczka wiązałaby się z długim biegiem. Nie wiedział jak daleko jest w stanie zbiec nim znajdzie bezpieczne schronienie. Pomieszczenie, w którym znalazł się teraz, wydawało się stosunkowo łatwe do obrony z ladą, za którą stała i tylko jednym wejściem. Mógł spróbować zaszyć się tutaj, wzywając pomoc, lub biec przed siebie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

23 kwi 2022, o 19:15

Karajev idąc ponurymi korytarzami miał oczy dookoła głowy. Napięcie i czujność stawiały jego zmysły w stań wzbudzenia, próbując wyłapywać najdrobniejsze sygnały mogące świadczyć o zagrożeniu. I choć Viktor wysilał mógł się wysilać przy obserwacji jak tylko potrafił, nie przesłaniało mu to faktu, że jeśli wróg chciał się dobrze ukryć, to nie miał szans go wypatrzeć. Bez rozpoznania, bez Oka Opatrzności na niebie był ślepcem pośród korytarzy betonu i stali. Nie sądził jednak, że wróg, jeśli go obserwował, a wolał założyć pesymistyczny wariant, przypuści atak teraz. On sam na miejscu łowcy zaczekałby, aż drużyna ratunkowa odnajdzie cel, wyciągając go z ukrycia. Viktor zdawał sobie sprawię, że z jednej strony ułatwi to poszukiwania zamachowcom... lecz z drugiej, jaki miał wybór?
Sceneria się zmieniła, nie tyleż może wrażenia wizualne, co akustyczne przede wszystkim. Odgłosy codziennego życia docierały ich uszu, dając znać o toczącym się tu cyklu życia mieszkańców Omegi. Zabudowa nieco zmieniła też charakter, przez co poruszali się miejscami pod osłoną. Jeśli w istocie obserwował ich strzelec wyborowy, miał nieraz martwe pole ostrzału.
- Dobra uwaga- zauważył VIktor na stwierdzenie swego salariańskiego towarzysza- W zależności od priorytetu celu Cerberus mógł nawet nie wysyłać swych agentów. Wystarczyło dokonać "wycieku" informacji, a konkurencja sama opłaci morderców i najemników by sprzątnąć Bazyliszka.
Przez kilka sekund rozważał możliwe scenariusze i pole działań.
- Niemniej lepiej założyć, że ci również polują na naszego cennego gada.- dodał.
Horhe sypał cennymi uwagami taktycznymi. Swoją ekspertyzą z pewnością udowadniał raz po raz, że jego kandydatura do OZS jest solidna.
- Jeśli możesz, sprawdź bazę zakwaterowanych. Zwróć uwagę na jakieś znane nazwiska w świecie najemników i łowców nagród. Dobrze wiedzieć z kim moglibyśmy mieć do czynienia.
Odczekał chwilę na skan salarianina. Potem ruszyli dalej. Gdzieś w okolicy rozległ się nagle rumor, padł strzał, słychać było krzyk kobiety. Horhe pierwszy podjął temat.
- Odmawiam, trzymamy się kursu- zakomunikował- Utrzymujemy niski profil póki co. To Omega, tu takie rzeczy są na porządku dziennym.
Westchnął.
- Wszechświata nie zmienisz Horhe, niestety. Dostałem ostatnio lekcję na ten temat. Życie potrafi być naprawdę paskudne...
Zgaił się jednak od razu w myślach, że traci skupienie. Nie czas to i nie miejsce na wspomnienia. Zaraz jego umysł posłusznie wrócił na właściwe tory analityczne.
- Ponadto może to być dywersja, zadziałać jak dym na pszczoły. Narobić rumoru, wykurzyć z ukrycia nas lub Bazyliszka. Zachowajmy ostrożność, ale przyspieszamy ruchy.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 223
Posty fabularne: 196
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

25 kwi 2022, o 18:47

Nie wyglądało to dobrze, ale przynajmniej miał chwilę na opatrzenie ran i złapanie oddechu. Tamowanie samemu rany, nawet z pomocą narzędzi przekazanych przez Nadię, było dość problematyczne. Niemniej jednak zaciskając zęby i wsłuchując się mimowolnie w żale, które kobieta przedstawiała mu nad głową skończył akurat w momencie, kiedy rozległy się strzały. Poniósł wzrok i wsłuchał się w odgłosy, próbując wyłapać miejsce, skąd dobiegają.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć w jego stronę leciał już pistolet, a zaraz po tym omni-klucz. To drugie zdecydowanie bardziej ucieszyło Rodrigueza. Niewiele myśląc zapiął urządzenie na nadgarstku i wstał z miejsca. Nie widziało mu się uciekanie gdziekolwiek z w miarę bezpiecznej recepcji. Wiedział, że kobieta jest zdesperowana, ale w tym momencie liczyło się tylko jego przetrwanie, a sytuacja była co najmniej problematyczna.
- Słuchaj, nawet nie wiesz czy to chodzi o mnie - wskazał palcem na drzwi, skąd rozległy się strzały. - Jesteśmy na Omedze, równie dobrze właśnie mogą się tam mordować o kawałek w miarę czystej podłogi. Wybacz, ale nie zamierzam ryzykować wykrwawieniem albo wbiciem się teraz w sam środek jakiejś tutejszej awantury. Obecna pozycja daje większą możliwość przeżycia.
Najchętniej schowałby się za kontuarem i nie wychylał głowy na zewnątrz. Diego nie był typem człowieka, który aby kogokolwiek oszczędzić, zaryzykowałby własne życie, wręcz przeciwnie. W tym momencie, będąc na skraju wyczerpania, z połamanymi żebrami, ledwo uszedłszy z życiem miałby dokądkolwiek uciekać? W ręce miał broń od kobiety, która prawdopodobnie w tym momencie pozostawała kompletnie bezbronna, a to dawało mu swojego rodzaju przewagę.
Chwiejnym krokiem podszedł do lady i z nieukrywanym trudem kucnął, chowając się pod blat, po czym spojrzał na recepcjonistkę.
- Udawaj, że mnie tu nie ma. Zachowuj się jak gdyby nigdy nic i na miłość boską zamknij te cholerne drzwi - mruknął dając jej jednoznacznie do zrozumienia, że w tym momencie się go nijak nie pozbędzie. Sięgnął do omni-klucza wstukując do niego namiar na Nicole, jeśli ktokolwiek miał mu w jakiś sposób pomóc, to tylko i wyłącznie ona. Nicole była jego ostatnią nadzieją.
Zapewne dotarły do ciebie najnowsze wiadomości. Jestem na Omedze, potrzebuję transportu. Najlepiej na Cytadelę. Daj znać. Diego.

Nicole była sprytna, potrafiła zabezpieczyć się na każdą ewentualność, chociaż zwrot jaki wykonał Iluzja był dość znaczący aby i jej popsuć szyki. Rodriguez jednak wierzył, że jeśli ktokolwiek dysponował jeszcze w miarę sensowym zapleczem komunikacyjnym i personalnym, to była to Nicole. Nicole i Iris...
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 447
Posty fabularne: 65
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 2
Glitch (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

26 kwi 2022, o 14:47

Horhe od razu kiwnął głową, zabierając się do przeszukiwania bazy danych, do której miał dostęp z poziomu panelu. Salarianie nie potrzebowali zbyt wiele, by od razu wcielać ich myśli w akcję. Żołnierz od razu przeszedł do działania i praktycznie po kilkunastu sekundach miał dla Karajeva złe wieści.
- Nic, co może być przydatne - odrzekł z niezadowoleniem, odpinając swój omni-klucz od panelu. Od razu ruszył dalej, ostrożnie, zwalniając nieco na kroku, gdy zbliżali się do kolejnego z budynków. - Naturalnie. Omega niebezpieczne miejsce. Jednak szansa na zbieg okoliczności? Podejrzana.
Pomimo tego, parli naprzód, w stronę miejsca, w którym spodziewali się znaleźć jakiekolwiek wskazówki - lub przynajmniej wyeliminować ten budynek z ich listy.
Gdy ich dwójka mknęła alejkami, Nadia panikowała coraz mocniej widząc, że Diego wcale nie kieruje się do wyjścia tak, jak zakładała.
- Co robisz? Przestań! - krzyknęła, odsuwając się trochę, ale nie na tyle, by wysunąć się zza lady. Wciąż stała wyprostowana, oczekując, że zgodnie z jej poleceniem wyniesie się na zewnątrz. - Przez ciebie teraz ja będę miała przejebane! Czy ty nie rozumiesz, co do ciebie mówię?! - warknęła wściekle, rozkładając ręce, wskazując na otwarte drzwi, które najwyraźniej na Rodrigueza czekały.
Jej omni-klucz wydał z siebie żałosne piknięcie odmowy, gdy usiłował wysłać z niego wiadomość.
Kod: Zaznacz cały
WIADOMOŚĆ NIE ZOSTAŁA WYSŁANA.
BRAK SYGNAŁU.
PRÓBA POŁĄCZENIA Z SERWEREM (1/10)...

- Ach, sierżancie, spójrz! - zauważył Horhe, wskazując Karajevowi na swój omni-klucz z niemałą ekscytacją. Na jego urządzeniu wyświetlał się przekreślony symbol połączenia z boją komunikacyjną. - Zagłuszają! Musimy być blisko.
Nadia przestąpiła z nogi na nogę. Jej wściekłość zmieniła się w przerażenie, gdy odgłosy targu nasiliły się, a kolejne krzyki przeszywały powietrze. Nie chciała schować się pod ladą za Diegiem - chciała, żeby on sobie poszedł.
- Słuchaj, pomogłam ci jak tylko byłam w stanie... Dałam ci broń, apteczkę, nawet mój omni-klucz! - jęknęła, spoglądając na niego błagalnie. - Nie możesz tutaj zostać. Proszę, wyjdź stąd, błaga-...
Jej słowa utonęły w huku wystrzału.
Pocisk przeszył jej czoło, sprawiając, że twarz zastygła w wyrazie strachu i zaskoczenia. Krwista plama wykwitła pomiędzy jej oczami, gdy jej ciało, wiotkie, pozbawione życia, zwaliło się na ziemię, na kucającego obok Rodrigueza. Lądując na ziemi, recepcjonistka twarz skierowaną miała ku górze, wbijając martwe, acz zawiedzione jednocześnie spojrzenie w biznesmena.
- Padł strzał. Skanuję otoczenie! - poinformował Horhe, przysuwając się bliżej ściany. Strzał padł niedaleko, Karajev wyczuł, że byli bardzo blisko. - Przed nami, trójka napastników. Kierują się do budynku hostelu po lewej stronie - zakomunikował, spoglądając na sierżanta gotowy do ataku. - Pozwolenie na rozpoczęcie ataku, sierżancie?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

2 maja 2022, o 20:50

Nie odzywał się, nie widział potrzeby. Decyzja została już podjęta, a Diego nie miał zamiaru ryzykować w najlepszym wypadku kolejnym wykrwawianiem się, a w najgorszym kulką w łeb. Nie zdążył nawet dobrze o tym pomyśleć, kiedy owa kulka przeszyła czoło recepcjonistki, a martwe ciało osunęło się obok niego.
- Nie trzeba było tyle gadać - mruknął skuliwszy się w sobie jeszcze bardziej. Całe życie przeleciało mu przed oczami. Nigdy nie był typem wojownika, w takich momentach bardziej stawiał na swoich krogan (którzy teraz zresztą pewnie postanowili opuścić swoje stanowiska pracy, w związku z zaistniałą sytuacją), albo po prostu brał nogi za pas. Teraz tych możliwości był pozbawiony. Jakby tego było mało, wiadomość do Nicole postanowiła właśnie się nie wysłać. - Cholera jasna.
Spojrzał jeszcze raz na martwą recepcjonistkę, wbite w niego oczy bez życia sprawiły, że w środku przewróciły mu się wszystkie wnętrzności. Końcem buta szturchnął jej głowę, próbując odwrócić ją tak, aby na niego nie patrzyła. Nie wiedział ilu jest napastników, czy polują na niego, czy właśnie wpadł w sam środek jakiegoś syfu, który zupełnie go nie dotyczył. Iluzja miał rozmach i to Diego musiał przyznać, ale wysyłanie za nim morderców było irracjonalne i dość mocno przedobrzone. Nie wnikał w to jednak, chciał jak najszybciej wydostać się z tej sytuacji.
Spojrzał na pistolet, który trzymał w dłoni. Broń, chociaż owszem miał z nią do czynienia, nie była czymś, czego Diego używał na codzień. Ba, nawet ciężko było określić, aby używał jej od święta.
- Dobra! - krzyknął unosząc ręce z pistoletem ponad ladę, chociaż nie było to najprostsze, ponieważ żebra zakuły go boleśnie. Nie miał wyboru. Był sam, nie potrafił celnie strzelać, żeby nie powiedzieć, że w ogóle. Chciał jedynie przeżyć, chociaż zaczynał mieć wątpliwości, że właśnie tak się stanie. Umrze jak tchórz, chowając się pod ladą jakiegoś pseudo-burdelu, na końcu galaktyki. Po prostu świetnie. - Poddaję się, ok? Możecie przestać strzelać, mogę się przydać.
Nie wiedział komu i do czego konkretnie, ale warto było spróbować. Nie zamierzał się wychylać bardziej aniżeli było to konieczne. Po ostatnim zdaniu schował ręce za kontuar i aktywował kamuflaż taktyczny. Lepiej żeby napastnicy wciąż myśleli, że siedzi za ladą czekając na ich decyzję. Potem ruszył ostrożnie w stronę wyjścia, licząc na to, że uda mu się wydostać bez problemu.
Ostatnio edytowano 11 maja 2022, o 16:33 przez Diego Rodriguez, łącznie edytowano 1 raz
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 447
Posty fabularne: 65
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 19:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 42.950
Medale: 2
Glitch (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

2 maja 2022, o 21:05

Dane ze skanowania niestety nie przyniosły nowych rewelacji. A może to i lepiej? Brak informacji również był informacją samą w sobie. W okolicy nie stacjonował żaden rozpoznawalny wróg. Nie oznaczało, że nie było jego aktywności w okolicy. Horhe miał po części rację, zbieg okoliczności nie był bardzo prawdopodobny, niemniej możliwy. Karajev jednak nie dysponował personelem i środkami, by przeczesywać okolicę. To była precyzyjna robota- wejść, zgarnąć przesyłkę i wyjść nim zrobi się gorąco.
A gorąc w istocie się zapowiadał. Przez ścianę słyszał przygłuszone, podniesione głosy kłótni. To, plus odgłosy wystrzału powodowały nerwową atmosferę. Viktor postanowił zachować ostrożność. Był w nietypowej dla siebie sytuacji, będąc lata świetlne od kogokolwiek z Przymierza, bez rozpoznania wzrokowego i elektronicznego, bez możliwości wezwania posiłków. Nawet na Neidusie prócz oddziału miał osłonę w postaci korwety na orbicie. Jak się skończyło to już inna rzecz, niemniej przynajmniej miał poczucie "oka w niebiosach". Tutaj, nie licząc salariańskiego technika, był sam.
A więc tak wyglądają działania nieregularne...- pomyślał.
Zaraz jednak odgonił myśli, łapiąc fokus na otaczającą go rzeczywistość, gdy Horhe powiedział mu o zagłuszaniu. Okolica robiłą się coraz głośniejsza. Atmosfera robiła się gęsta, że można by powietrze ich otaczające kroić nożem.
Aż wreszcie ciszę przed narastającą burzą przerwał grom wystrzału.
- Kontakt!- rzucił cicho.
Przywarli do muru. Dzięki wsparciu technicznemu już po chwili starszy sierżant dysponował danymi o liczebności przeciwnika. Tak jak Horhe powiedział, za dużo zmiennych układało się ładnie w całość. Zamieszanie na targu, zagłuszanie, teraz pojawienie się uzbrojonych operatorów... Wreszcie strzały. Viktor wciąż nie miał wzrokowego potwierdzenia celu, ale jego instynkt nie miał wątpliwości- byli bardzo blisko i jeśli nie zadziałają szybko, okazja na sukces im przepadnie. Pora byłą na decyzję.
- Zezwalam- potwierdził Karajev, przysuwając się do krawędzi ściany, by zza rogu móc rozpocząć ostrzał.

Wyświetl wiadomość pozafabularną


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 223
Posty fabularne: 196
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medale: 5
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Hostel "Onyks"

11 maja 2022, o 21:36

INICJATYWA
Diego +14, Karajev +15, Horhe +21, P1 +10, P2 +10, P3 +10
Mistrz Gry wylosował/a 6d100:
84, 99, 87, 59, 59, 28

Karajev -> Horhe -> Diego -> P1 -> P2 -> P3

akcja 1
Wyświetl wiadomość pozafabularną

akcja 2
Wyświetl wiadomość pozafabularną

akcja 3
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Hostel "Onyks"

12 maja 2022, o 15:28

Przeciwnicy byli zamaskowani, lecz i Karajev, i Diego, byli w stanie rozpoznać ich przynależność po samej formacji.
Cerberus nie był przypadkową bandą zbirów wynajętych przez jakiegoś żądnego zemsty za straty finansowe biznesmena. Działali niczym jeden organizm - tam, gdzie jeden wykonywał krok, tam reszta szła w jego ślady. Ich bronie były gotowe do strzału, jeden z nich połyskiwał błękitną poświatą, a wszyscy wpatrzeni byli w wejście do hotelu.
Nie spodziewali się ataku z zaskoczenia.
Sytuację wykorzystali z Horhe niemal bezbłędnie. Znajdując się pod ciężkim ostrzałem, cofnęli bliżej ściany, lokalizując zagrożenie. Salariański technik cisnął w korytarz urządzenie, które rozwinęło swoje pajęcze nogi, zmieniając się w automatyczną wieżyczkę. Huk strzelby Karajeva odbił się błyskiem przeciążonego generatora tarcz pierwszego z wrogów, którego pocisk wystrzelony przez gadżet Horhe posłał w kierunku ziemi.
- Sierżancie, spójrz! - krzyknął salarianin, wskazując na jednego z mężczyzn, który, dostrzegając nieefektywność ich walki w tym terenie, z nieznanymi przeciwnikami, po prostu ruszył do wejścia do hotelu, podczas gdy płonąca się wieżyczka wreszcie załamała się pod rozmachem uszkodzeń. - Zalecam przechwycenie Bazyliszka przed wrogiem. Ogień zaporowy - zapewnię!
Od razu mówiąc to, aktywował kolejne urządzenie - wieżyczka natychmiast skierowała swoją lufę ku przeciwnikom, a Tann sięgnął po pistolet, starając się umożliwić Karajevowi bezpieczne przejście.
Omni-klucz pozyskany od kobiety był marnej jakości - nie posiadał nawet połowy funkcji niż urządzenie prywatne, które posiadał Diego - nim mu je zabrano. Wgranie programu, którego potrzebował, chwilę mu zajęło, a nawet wtedy odmówił posłuszeństwa, zmuszając go do spędzenia kolejnych kilku chwil w pełni widocznym, za to kucającym obok trupa. W jej oczach, na zawsze utkwionych w jego stronę, malował się wyrzut.
Gdy udało mu się aktywować kamuflaż, mógł wstać - dopiero wtedy dostrzegł, że jego drzwi były zagrodzone. Ktoś prowadził ostrzał, walcząc z ludźmi, którzy przybyli po niego, ale jeden z nich zignorował atakujących, ruszając prosto po niego z wyraźnym celem jego eliminacji. Choć był niewidoczny, w tym małym pomieszczeniu nie mógł jak uciec.
Wtedy dostrzegł, że mężczyzna wydobywa ze swojego paska granat zapalający.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10435
Posty fabularne: 935
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Następna strona

Powrót do Dystrykt Doru

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość