Re: Elpis

17 lip 2020, o 22:09

Kot potrzebował chwili, by się zastanowić and swoją następną strategią. Gdy postanowił działać, w ułamku sekundy znalazł się z powrotem na biurku, nie omieszkając przy tym zająć centralnego miejsca i zasiąść przodem do ekranów, a tyłem do Skinnera, jakby chciał pokazać, jak mało obchodziło go zdanie hakera. Jego ogon przy tym ruszał się nerwowo z lewa na prawą, jakby zwierzę tylko udawało obojętne, a w rzeczywistości czekało na następny ruch mężczyzny.
- Cieszę się - odparł po chwili, zamyślony - na tyle, by tylko bezmyślnie sięgnąć ręką i pogłaskać miękkie futro zwierzaka, który uznał, że stanowiło to przyzwolenie na jego przebywanie na biurku i obniżył się, kładąc przed sobą na kilku kartkach papieru wydostających się spod klawiatury. - Dobrze im tak. Złodziejstwo nie popłaca, czy coś.
Zaśmiał się nerwowo, wyraźnie nieco skonsternowany, choć to on dzwonił. Odchylił się w fotelu, odrywając dłoń od kota, za to łapiąc za jakiś przedmiot, który na nieco niewyraźnym hologramie przypominał jakąś kostkę z wystającymi elementami, które Skinner zaczął odruchowo przestawiać, nie poświęcając jej jednak pełni uwagi.
- Znaczy, zabijanie chyba też nie - dodał i uśmiechnął się krzywo, patrząc na obserwującego go z drugiego końca galaktyki turianina.
Odchrząknął, znów się prostując. Cały czas zmieniał swoje ułożenie w fotelu, wyglądał na zdenerwowanego. Widzieli go jednak już gdy był zestresowany i przerażony, tym razem wyglądał inaczej. Nie tak, jakby ktoś groził mu bronią, choć coś innego musiało leżeć mu na sercu.
- Wiecie, pierwszy raz coś takiego robiłem - zaczął, koślawo przechodząc do meritum. - To raczej nie mój styl, nie? Wolę tu sobie siedzieć. Z daleka. Małe ryzyko. Szybki zysk. Jakby wam tam nie poszło, to potem pewnie przyszliby po mnie. To mi się niezbyt podobało, wiesz jak jest. Albo pewnie nie wiesz, bo sam wbiegasz ludziom do kwater wymachując bronią...
Odchrząknął znów, nerwowo. Pomimo tego, jak negatywnie mogły brzmieć jego słowa, nie wydawał się brzmieć oskarżycielsko, ani nie celował w turianina palcem, podkreślając to, jak wielkie ryzyko poniósł on, pomagając im gdy oni lecieli na samobójczą misję.
- W każdym razie, jakbyście kiedyś potrzebowali pomocy, czy coś... - odchylił się w krześle, podnosząc ręce do góry w nonszalanckim geście. W dłoni wciąż trzymał kostkę, choć przestał się już nią bawić. - Niczego nie obiecuję, nie? Ale jakby coś, to mogę się przydać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

18 lip 2020, o 17:11

Obserwował chłopaka w milczeniu, taktownie nie potwierdzając ani nie zaprzeczając jego słowom. Gdyby wszystko było takie proste, świat wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie mógł jednak przyznać mu racji, nie wychodząc przy tym na hipokrytę - nie gdy stał właśnie w kradzionym statku, rozmawiał przez kradziony omni-klucz i rozmyślał o modernizacji Elpis za pomocą skradzionych kredytów. Nie mówiąc już o zabijaniu, które w pewien pośredni sposób stanowiło jego główne źródło pracy oraz tego gdzie znajdował się teraz w tej chwili.
A jednak, jego czyny oraz czyny Castora różniły się od siebie jak ogień i woda - a przynajmniej tak sobie ciągle powtarzał. Kradzież i zabójstwa można było rozpatrywać w kontekście czerni i bieli, ale w rzeczywistości wszyscy operowali w barwach szarości. Chociaż był pewien, że istniało wielu, którzy by się z nim w tej kwestii nie zgodzili.
Śledził Skinnera w ciszy, nie przerywając mu, ale też go nie poganiając. Nerwowość w jego ruchach dostrzegł po chwili, gdy chwycił tajemniczą kostkę, przelewając na nią swoje napięcie. Tylko kot wydawał się być tym nieprzejęty, stanowiąc najbardziej wyluzowany element całej konwersacji, leniwie poruszając ogonem pod ruchami dłoni chłopaka.
- Nasze życie to pełne przeciwieństwo tego - odezwał się po chwili milczenia, gdy haker w końcu zaczął niewyraźnie wyrzucać z siebie co mu leżało na serca. Powstrzymał ruch kącika ust, który mimowolnie chciał się unieść do góry, rozpoznając źródło nerwowości chłopaka. - Ogromne ryzyko, znikomy zysk. Lub bardzo odwleczony w czasie. Castor jest tego najlepszym przykładem - jasne, zabiliśmy głowę, która nim kierowała, ale część jego kapitanów uciekła, a reszta personelu nadal zajmuje pozycje w tysiącu różnych korporacji. Wiemy, że organizacja się po tym nie podniesie, ale upłyną całe lata zanim jej wpływ zostanie całkowicie wypalony z galaktyki - lata, w których my nie będziemy brali już udziału i których efektów pewnie nie zobaczymy, bo będziemy oddelegowani już do innych zadań. Nikt nam też za to nie podziękuje i nie da medalu, a niektórzy wręcz będą próbowali udowodnić, że to co zrobiliśmy było nierozważne, niepotrzebne lub zbyt groźne. "Nasz styl" jest równie niebezpieczny, co i niewdzięczny.
Zamilkł na chwilę. błądząc wzrokiem po wyświetlaczu omni, po twarzy Skinnera.
- Ale robi różnicę. Pozwala zaprowadzać rzeczywiste zmiany, które wpływają na wielu ludzi, czyniąc ich życie lepszym i ratując innym - dodał, pozwalając sobie w końcu na oszczędny uśmiech. - Może to nie twój styl, ale zasługi za program, który nam dostarczyłeś bez względu na ryzyko są twoje. W pewien sposób upadek Castora i uwolnienie galaktyki od ich machinacji to również twoje dzieło - dodał, wzruszając nieznacznie ramionami. Odbił się lekko biodrami od blatu, prostując. Upływające minuty zaczynały się kończyć, a wciąż mieli parę rzeczy do zrobienia.
- Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić. Z pewnością będę o tym pamiętał, gdy po tym wszystkim będę się zastanawiał jak spożytkować wolną kajutę na moim okręcie - rzucił, uśmiechając się półgębkiem. - Dolatujemy do celu, więc muszę kończyć. Uważaj na siebie, Isaac - dodał.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

20 lip 2020, o 20:19

Ogromne ryzyko, znikomy zysk. Te słowa sprawiły, że uśmiech na twarzy hakera ewidentnie nieco zbladł. Mimo wszystko, kiwał lekko głową, jakby zgadzając się z tym, co miał mu do powiedzenia turianin, lub zwyczajnie przyjmując to wszystko do wiadomości. Jego podejście na początku wydawało się inne, ale nikt nie poprosił go w uprzejmy sposób o pomoc. Khouri narobił mu wystarczająco problemów, by później każdy, kto w jakiś sposób był z nim powiązany był z góry przekreślony. Teraz wraz z napięciem związanym z Castorem, także i stres Skinnera wydawał się być nieco mniejszy. W jego z góry anty ustawionej nasadzie pojawiały się szczeliny, przez które z zaciekawieniem wyglądał zupełnie inny człowiek.
A wraz z nim, jego kot.
Dopiero to, w jaki sposób Viyo zakończył swój wywód, nieco rozjaśniło twarz hakera. Fakt, że miał wpływ na to, ile dobra stało się an świecie wydawał się go obchodzić, choćby w małym stopniu. Przez hologram ciężko było stwierdzić, jak wiele emocji było ukrytych. Nie widać było tych subtelnych różnic w gestach czy mimice twarzy. Zbyt wiele trzeba było opierać na słowach, przez co bardzo dużo rzeczy zostało niedopowiedzianych. To dlatego wiele osób wolało spotkania twarzą w twarz, jakkolwiek niewygodne by one nie były.
- No cóż, wiesz, gdzie mnie szukać - wzruszył ramionami. Choć na początku wyglądał jakby chciał skomentowac jakoś jego poprzednie słowa, zdecydował się tego nie robić. - Nie obiecuję niczego - dodał, niemal z rozwagą i odchrząknął, jakby miało to dodać mu odwagi. - Ale może coś da się zrobić.
Kiwnął mu głową, nie wiedząc zbytnio w jaki inny sposób powinien się pożegnać. Ich relacja była daleka i niecodzienna, a sytuacja dość wyjątkowa. Sięgnął do leżącego na biurku kota i głaskał jego grzbiet, zajmując tym s amym ręce i samego siebie. To turianin musiał rozłączyć się pierwszy.
Gdy to zrobił, szybko napotkał na sobie spojrzenie Volyovej. Emocje na jej twarzy nie wydawały się pasować do tego, co mogła usłyszeć. Wydawała się zaniepokojona i zestresowana - przeciwieństwo tego, co mógł odczuwać Viyo prowadząc niewinną rozmowę ze Skinnerem. Musiała jej nie słuchać, tylko skupiać się na czymś innym.
- Dostałam wezwanie na przesłuchanie - odezwała się niemal od razu, nie trzymając go w niepewności, ale też nie pozwalając na skomentowanie zajścia z hakerem, gdy co innego krzątało jej się po myślach.
Uniosła rękę z omni-kluczem, pokazując krótkiego, acz treściwego maila otrzymanego od jakiegoś oficjela z Przymierza. W wiadomości brakowało detali, ale też ludzkiego czynnika. Krótka, formalna wiadomość, którą równie dobrze mogła napisać Etsy, a nie jakaś osoba z krwi i kości na Ziemi.
- Mam czterdzieści osiem godzin, zanim muszę stawić się w Vancouver, na Ziemi - westchnęła, wyłączając urządzenie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

21 lip 2020, o 21:12

Jego słowa nie były przypadkowe. Potrafił dostrzec i zrozumieć entuzjazm Skinnera wywołany świadomością tego, że jego działania pomogły wielu ludziom. Nie wiedział czy istnieje jakaś naukowa terminologia na jego odczucia, ale przypominały one adrenalinowy haj, który ogarniał organizm na kilkanaście sekund po tym, gdy walka dobiegła końca i umysł orientował się, że wyszedł z niej zwycięsko - z tym, że było to odczucie o wiele bardziej długotrwałe. Nie wiedział jak wyglądało życie chłopaka do tej pory, ale na podstawie tych skrawków informacji, które poskładał podczas ich wzajemnych interakcji, domyślał się, że większość jego działalności nie wychodziła poza pisanie programów dla szemranej klienteli, co w pewien sposób zapewne ograniczało jego możliwości, ale i tak dawało większe wyzwanie niż normalna praca. Dodatkowo, jeżeli brać pod uwagę jego anty-rządowe nastawienie, które bardziej przypominało "bunt przeciwko uciskającej władzy" i to, że miał wrażenie, że chłopak pod tą całą fasadą ma dobre serce... Pomoc im pozwoliła mu w pewien sposób połączyć to wszystko: stworzyć skomplikowany program, który dla odmiany przyczynił się do czegoś dobrego, zadać cios "uciskającym", a także w pewien sposób zmienić świat. Poczuć się bohaterem, pomimo siedzenia w ciasnej, szanghajskiej klitce.
A on całkiem świadomie umocnił go w tym wrażeniu.
Wciąż pamiętał, że czuł się podobnie po swojej pierwszej, udanej żołnierskiej misji - jakby był niezniszczalny. Potem przyszły kolejne i los pozwolił by to wrażenie pchało go do przodu, pnąc go po szczeblach kariery, przeciągając przez atak gethów na Cytadelę i ostatecznie zwracając ku niemu spojrzenie Radnych - na bystrego turianina, dowcipkujacego w obliczu zagrożenia i posiadającego stosunkowo solidny kompas moralny. Świat i kariera stały przed nim otworem.
Los bywał przewrotny.
Dlatego też nie widział potrzeby temperować entuzjazmu chłopaka, pozwalając mu się nim nacieszyć, póki miał taką możliwość. Uśmiechnął się tylko krótko na pożegnanie i skinął głową, rozłączając się jako pierwszy. W zamyśleniu wygasił omni-klucz, dopiero po chwili podnosząc wzrok na Mayę i napotykając jej spojrzenie. Myśli dotyczące Isaaca od razu wypadły z jego głowy, wsuwając się na dalszy plan, gdy dostrzegł jej zaniepokojenie.
- To znaczy, że Irissa musiała rozesłać jakieś wieści przed wskoczeniem do Przekaźnika lub między kolejnymi przystankami - zauważył po chwili milczenia, analizując w głowie jej słowa. Zastukał palcami po ladzie, obracając ten fakt w myślach.
- Ale to w pewnym sensie dobra wiadomość - powiedział po chwili. - Skoro dostałaś oficjalne wezwanie i czas na dobrowolne dotarcie na miejsce, to oznacza że nie traktują cię na jak zwykłego dezertera ani przestępcę. To znaczy, że nie wyciągną cię ze statku, nie zakują w kajdany ani nie spróbują wsadzić do aresztu. Wzywają cię na twoich warunkach.
Oderwał się od blatu i obszedł stół, na chwilę opierając dłoń na jej ramieniu, gdy przechodził za jej plecami.
- Radna powiedziała, że jeżeli moje przesłuchanie pójdzie dobrze, to będę mógł zeznawać na twoim. A to oznacza, że moje pewnie będzie wcześniej. - Pochylił się ku niej, składając krótki pocałunek na czubku jej głowy, a potem siadając z powrotem na krześle obok. - Damy sobie radę. Z pewnością każda minuta tego będzie paskudna, ale damy. Musimy.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

30 lip 2020, o 01:23

Dłonie niebieskowłosej drżały lekko przez krótką chwilę, zanim schowała je komfortowo do kieszeni bluzy, starając się to ukryć.
Irissa działała szybko. Musiała przesłać bardzo wiele informacji w poprzednim systemie nim jej statek wsunął się do tunelu Przekaźnika, gotów ruszyć dalej przed siebie, poza zasięgiem boi komunikacyjnych. Radna zawsze wydawała się przygotowana, nawet to nie wyglądało podejrzanie.
- Dobra - mruknęła w odpowiedzi, kiwając głową, ale ciężko było dostrzec w niej przekonanie. - Teraz nie jestem traktowana jak terrorysta, tylko jak człowiek ponad prawem.
Westchnęła lekko, odsuwając swoje krzesło od stołu. Pomimo pozytywnego podejścia, jakie reprezentował turianin, nie wydawała się przekonana. Sam fakt tego, że jego proces miał odbyć się szybciej niż jej, nie napawał jej wystarczającym entuzjazmem.
- Mam nadzieję, że skończą twój proces przed moim - westchnęła cicho, unosząc mimowolnine czolo do góry gdy chciał złożyć na nim pocałunek.
Podróż przez Mgławicę Węża wydawała się dłuższa niż była naprawdę. Gdy Elpis dotarła do orbity stacji Cytadela i podchwyciła bezpośrednie komendy wydane jej przez centrum, komunikat Viyo pisnął agresywnie, informując o nadchodzącym połączeniu.
Gdy je odebrał, radna Irissa pojawiła się nad jego urządzeniem. Miała na sobie inne, bardzo eleganckie szaty, przy których te, w których widział ją ostatnio, mogły wydawać się podróżnymi lub luźniejszymi do noszenia. Dookoła jej szyi pięły się złote zdobienia, prowadząc do smukłej twarzy o poważnym wyrazie. Asari wyglądała na gotową na spotkanie z resztą rady.
- Widmie Viyo - odezwała się oszczędnie. Jej głos znów brzmiał dyplomatycznie, wyzbyty emocji i śladu jej powiązania z kwestią turianina, jego misją lub statkiem. - Spotkamy się z resztą rady w Wieży Cytadeli za godzinę.
Odchrząknęła lekko, sięgając do własnego omni-klucza. Ciężko było wyczytać cokolwiek z jej twarzy, ale wyglądała się nieporuszona ich poprzednim spotkaniem. Być może postanowiła wejść w swoją maskę już wcześniej, a być może obawiała się tego, kto mógł tego słuchać.
- Rada będzie chciała mieć wgląd w twoje raporty. Upewnij się, że posiadasz zaktualizowane informacje, na wypadek zmiany lub utraty poprzedniego urządzenia - dodała, klikając w coś na własnym. Dane nie miały wiele odległości do pokonania do boi komunikacyjnej i do następnego statku - okręt radnej znajdował się w tym samym systemie. Od razu na omni-kluczu turianina pojawiła się informacja o podłączeniu do ustanowionego serwera.
- Zobaczymy się na miejscu - zakończyła, równie oszczędnie co rozpoczęła ich rozmowę. Skinęła mu głową, zamykając połączenie między nimi.
Na kilka sekund, w pomieszczeniu nastała cisza. Volyova zmarszczyła brwi, myśląc intensywnie nad znaczeniem tej krótkiej wymiany zdań. Przysunęła się bliżej, patrząc na omni-klucz turianina, w którym Etsy układała obce pliki na swoich miejscach.
- To instrukcja - odezwała się głośno sztuczna inteligencja, nie zaprzestając pracy. - Dla mnie.
Ekrany przesuwały się jeden po drugim, ale niebieskowłosa sięgnęła do jego omni-klucza odruchowo, zatrzymując jeden w miejscu, nim przeskoczył na następny. W jego skrzynce odbiorczej lista nowych wiadomości nieustannie się odświeżała, a pomiędzy starymi komunikatami wyskakiwały nowe. Miały różne daty, wszystkie z przeszłości, były też zaznaczone jako odczytane.
- Podkłada dowody - parsknęła niebieskowłosa, wysnuwając szybko swoje wnioski. Klikając w pierwszą, lepszą dodaną wiadomość, mogli zauważyć konwersację pomiędzy turianinem, a Irissą, lecz gdyby Viyo sięgnął pamięcią do tej daty, z pewnością nie przypomniałby sobie żadnej rozmowy z radną asari. - No to wymyśliła.
Lista plików, które potajemnie wprowadzała Etsy, nie była krótka, ale wystarczająca, by miał czas z każdym się zapoznać. Raporty, których nie składał, zdjęcia, których nie robił, komunikaty, których nie pamiętał. Powiadomienia o statusie swojej misji, przekazywane informacje. A wszystko aplikowane przez sztuczną inteligencję używając wtyczek, które bezpośrednio do niej przesłane zostały z serwera podanego im przez Irissę.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

1 sie 2020, o 14:04

Różnica między terrorystą, a człowiekiem ponad prawem, mimo że z pozoru kończyła się tym samym, wciąż była jednak znacząca - nadawała ton temu co może nadejść. "Przesłuchanie" dawało poczucie rozmowy, szansę na wyjaśnienie i wolność, brzmiąc bardziej jako spotkanie mające na celu opisanie ostatnich miesięcy z własnej perspektywy i na tej podstawie określenie winy lub jej braku; "proces" oznaczał rolę skazańca, z góry zakładał winę i sugerował potrzebę obrony, a nie składania wytłumaczeń. "Terrorystów" zaciągano na ambonę w kajdankach i pod obstawą, "ludziom ponad prawem" dawano szansę na stawienie się tam o własnych siłach. Wiedział, że ostatecznie sprowadza się to do zwykłej semantyki i że zarówno "przesłuchanie" jak i "proces" koniec końców oznaczały to samo, ale i tak w pewien sposób dawało to cień nadziei.
Dlatego też rozumiał napięcie kobiety. Sam, w paradoksalny sposób, uspokajał się im bliżej lądowania byli. Nie dlatego, że był pewien wyniku przesłuchania, ani dlatego że wierzył, że wszystko skończy się dobrze - bo wręcz przeciwnie, wciąż chłód wypełniał jego serce, a pazury zaciskały się na jego żołądku, gdy myślał o następnych kilkunastu godzinach - ale dlatego, że niewiadome ścieżki stopniowo klarowały się coraz bardziej. Przypominało to spokój skazańca prowadzonego na ścięcie, to samo uczucie, które ogarnęło go, gdy opuszczali skrzydło szpitalne Steigera na Chasce, wiedząc że mają teraz tylko dwa wyjścia z sytuacji. Tutaj nie było inaczej. Dostrzegał tylko cztery możliwości zakończenia ich historii i przynajmniej dwie z nich kończyły się tak samo.
W pierwszej on i Maya zostawali oczyszczeni z winy. Była to wersja idealna, której oboje pragnęli bardziej niż czegokolwiek innego.
W drugiej on zostawał oczyszczony z zarzutów, a Maja skazana.
W trzeciej oboje zostawali skazani.
Druga i trzecia wbrew pozorom kończyła się tym samym, bo nie zamierzał wracać na Elpis samemu. Już na Chasce ostatecznie uświadomił sobie, że to w tym miejscu leży granica jego poświęceń dla wszechświata - granica, której nie zamierzał przekraczać. Nawet jeżeli miało to oznaczać otwarte sprzeciwienie się Radzie i przekreślenie tego o co walczyli.
W czwartej on zostawał skazany, a Maya oczyszczona z zarzutów. I z tych czterech opcji, to ta leżała już wyłącznie w jej rękach.
Ostatnie kilkanaście minut spędził łatając ostatnie dziury w napierśniku, ponurymi myślami krążąc dookoła zbliżającej się przyszłości. Omni-klucz ciążył na jego przedramieniu, oczekując nadchodzącego połączenia z coraz większą niecierpliwością i niepokojem. Chociaż widział tylko cztery ścieżki, to osiągnięcie tej najważniejszej wymagało wsparcia Irissy. Nie było co do tego wątpliwości.
Kiedy urządzenie w końcu odezwało się znajomym sygnałem, drgnął mimowolnie. Odsunął od siebie pancerz, spojrzał krótko na biotyczkę, a potem aktywował połączenie.
- Radna Irisso - odezwał się na powitanie, obserwując hologram. Maska spokoju i profesjonalizmu ponownie zajęła miejsce na twarzy kobiety, nie pozostawiając żadnego śladu po ostatnich emocjach i agresywnych słowach, które wymienili między sobą. Cokolwiek asari zaplanowała, teraz był czas na to, żeby wejść do gry pozorów, kłamstw i polityki. Dla ich obojga. A nawet trojga.
- Oczywiście - potwierdził zdawkowo, opuszczając wzrok na róg wyświetlacza, gdy pojawiła się na nim informacja łączenia z zewnętrznym serwerem. Zaraz wrócił spojrzeniem do twarzy Irissy i skinął krótko głową. - Będę o czasie.
To że nawet ta rozmowa trafi pod szczegółowe spojrzenie Radnych, nie było takie nieprawdopodobne. Teatr cieni rozpoczął się wraz z napływającymi, sfałszowanymi dowodami, w tym samym momencie, w którym kobieta się pożegnała i rozłączyła. On również nie odezwał się od razu, obracając w głowie to co własnie usłyszał oraz to zaczęło się dziać na jego omni-kluczu, gdy Etsy zabrała się do pracy.
- Wymyśliła. Uzupełnia luki w naszej historii - potwierdził w zamyśleniu, obserwując pojawiające się wiadomości. - Wybrała stronę - teraz otwarcie jedziemy na tym samym wózku. A to oznacza, że nasza wersja musi być niepodważalna - dodał, przesuwając wzrokiem po kolejnych wiadomościach. Z jego gardła wyrwało się krótkie westchnięcie. - Oraz to, że czeka nas praca domowa. Mamy jakieś czterdzieści minut na zapoznanie się z tym wszystkim i zapamiętanie tego. Ty również, jeżeli Irissa wprowadziła "poprawki" do naszego spotkania - podsunął, powiększając nieco wyświetlacz.
Czterdzieści minut na zapoznanie się z nową historią ostatnich miesięcy. Dwadzieścia na przebranie się w oficjalny mundur, wylądowanie i dotarcie do Wieży Cytadeli.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

1 sie 2020, o 16:01

Maya kiwnęła głową, sięgając do omni-klucza i wysyłając prośbę o wyświetlenie dodanych treści także na jej urządzeniu. Bez względu na to, czy zrobił to Viyo, czy zrobiła to Etsy, niebieskowłosa usiadła z powrotem przy stole mesy, zgłębiając się w lekturze.
Historia Irissy na pierwszy rzut oka była zgrabna. Sięgała niemal od początku. Rozpoczynała się jego spotkaniem z Khourim, na które wysłał ją radny Quentius, choć dodawała informacje, których wcześniej nikt głośno nie wypowiedział.
Pierwszy rozkaz.
WIdmie Viyo,
Od tej chwili będę zmuszona prosić Was o pełną dyskrecję.
Radny Quentius otrzymał fałszywe informacje, a jego żądza zemsty nie pozwoliła mu poświęcić wymaganego czasu na ich sprawdzenie. Wierzę, że, tak jak i ja, potraficie dostrzec problemy większe od honorowej potrzeby złapania ludzi, którzy dokonali morderstwa. Ktokolwiek dokonał zamachu, musi doprowadzić nas do źródła.
W normalnych warunkach wymagałabym twojego powrotu na Cytadelę. Muszę jednak sprzeciwić się rozkazowi Quentiusa, i poprosić cię o zbadanie tropu. Chodzi o osobę. Nazywa się Vigil. Odnajdziesz ją w Nos Astrze, barze zwanym Horus. Sprawdź, czy Vigil jest połączony z naszą sprawą i raportuj do mnie.

- No popatrz, Irissa nas zeswatała - skomentowała niebieskowosa, z głosem, w którym pobrzmiewała odrobina drwiny. Wróciła do czytania, raportów Viyo i kolejnych wiadomości od radnej, a nawet innych asari, ktore rzekomo pracowały dla niej.
Vex odnalazł VIgil, która okazała się byłą żołnierką Przymierza. Z pomocą kredytów, udało mu się przekonać ją do podzielenia się informacjami, które posiadała. Zaprowadziła go na AZ-102, a później, wykorzystując stare znajomości, na Thessię, gdzie poznali lokalizację Skinnera. Wątek Khouriego wydawał się do tego momentu nie istnieć, poza spotkaniem, do którego doprowadził turiański radny. Spotkali go ponownie w Szanghaju, chcąc wydostać informacje od hakera. Także i jego udało im się przekonać pieniędzmi, na co w dowodzie w banku turianina pojawiły się transakcje, których w rzeczywistości nigdy nie dokonał. Pomimo bycia terrorystą, Khouri posiadał witalne informacje, potrzebne im w postępowaniu, a także połową znajomość działań oddziałów B i, na końcu, wspólny motyw.
Radna Fel uważa, że jej ręce są związane. Nie przekaże nam dostępu do danych operacyjnych linii B. Musimy działać z Nazirem Khourim. Masz na to zielone światło. Po wszystkim chcę go widzieć zamkniętego w więzieniu. Pamiętaj, że jest niebezpieczny. Nie daj się wykorzystać i nie pozwól mu uciec.

- Tutaj cię nie próbuje nawet bronić - zauważyła Volyova z cichym westchnieniem. - A mój patriotyzm zmieniła w żądzę kredytów.
Wyłączyła na chwilę omni-klucz, wstając od krzesła. Na ekranach w mesie widzieli, że została im minuta do wylądowania w doku, a jedenaście minut do spotkania. Etsy sterowała się sama.
- Trudno. Ważne, że zadziała - wzruszyła lekko ramionami, obchodząc stół. Im bliżej, tym jej nerwy dało się łatwiej dostrzec. - Zauważyłeś, że nie ma nic o Etsy?
Sztuczna inteligencja wydawała się nie istnieć w aktach i raportach, które przedstawiła mu Irissa, choć ona, lub jej zespól, zadbała o większość innych szczegółów.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

1 sie 2020, o 17:43

Historia, którą prezentowała Irissa, zaczynała tworzyć logiczną i bezpieczniejszą całość. Krótkie wiadomości, raporty, rozkazy... Asari uzupełniała luki w opowieści, którą mieli przedstawić, modyfikując też te miejsca, które mogły powodować wątpliwości, zgrabnie konstruując nową pajęczynę półprawd i kłamstw. Drwiąca uwaga Mayi sprawiła, że mruknął coś niezobowiązującego, obracając w myślach to co właśnie przeczytał, poświęcając temu swoją niemal pełną uwagę.
- Usuwa z równania przypadek - odezwał się po chwili powoli, orientując się skąd biorą się poprawki kobiety. - Moja decyzja w puszczeniu Khouriego wolno opierała się głównie na przeczuciu - Nazir równie dobrze mógł zapaść się pod ziemię. To że przekazał mi informacje o tobie też można uznać tylko za łut szczęścia - gdyby nie poczuł się zobowiązany, nigdy byśmy się nie spotkali i żadne wydarzenie z ostatnich miesięcy nie miałoby miejsca. Inni Radni z pewnością zakwestionowaliby tą decyzję tak jak ona na samym początku, twierdząc że moje decyzje były niebezpieczne, zbyt ryzykowne i oparte na przeczuciu.
Zastukał palcami po blacie, zastanawiając się. Historia miała teraz sens, rysując nieco odmienny obraz rzeczywistości. Taki w którym podążał od jednego tropu do drugiego, nie opierając swoich decyzji na podszeptach serca, a na głosie logiki oraz solidnych śladach. Vigil, AZ-102, Thessia, Szanghaj. Zmiana motywów Mayi na zwykłą transakcję biznesową sprawiła, że skrzywił się nieznacznie, ale też trochę to rozumiał. W raportach nie pojawiała się ich szarpanina w Hexie ani zabójstwo Virii, bo nie było to coś co wydostało się do sieci dzięki interwencji Etsy w zapisy nagrań monitoringu - nie było więc motywu, w którym pomagał dezerterce przeprowadzić szturm na klub nocny, ponownie opierając się na przeczuciu, że w zamian w dobrej wierze podzieli się z nim informacjami.
- Każda historia jest bardziej wiarygodna jeżeli zawiera ziarna goryczy i skazy - przyznał niechętnie. - Ale ostatecznie nie liczy się początek, a koniec. Nawet jeżeli "zapłaciłem ci" za pomoc, to i tak zamierzam przedstawić, że później kredyty nie miały żadnego znaczenia, a nasza umowa dotyczyła tylko wstępnych informacji i że w każdej chwili mogłaś odejść. Może w moim przesłuchaniu będzie miało to mniejsze znaczenie, ale tobie może pomóc w twoim.
"Ucieczka" Khouriego z pewnością będzie źródłem nagany lub niezadowolenia, ale Irissa dobrze wybrała. Zabezpieczyła siebie, wydając mu "jasne rozkazy" na schwytanie żołnierza, ale jednocześnie i on miał pewne alibi pod postacią obrażeń otrzymanych na Chasce, które pozwalało wykluczyć opcję puszczenia Nazira wolno. Ziarno dziegciu w beczce miodu.
- Zauważyłem - powiedział z westchnięciem, również przygaszając omni-klucz. - Nie jestem pewien co o tym myśleć, chociaż mam pewną teorię. Radni z pewnością mieli wgląd do tych nowych raportów i wiadomości, i być może również w tej chwili je przeglądają. To nastawi ich w pewien sposób na przesłuchanie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to ja dostanę lekkie uderzenie po nadgarstku za utratę Khouriego, a Irissa za trzymanie tajemnicy przed Radnymi, po czym wszyscy skupią się na sukcesie unieszkodliwienia Castora. I dopiero wtedy, gdy wszystko będzie w bardziej... pozytywnym tonie i gdy Irissa będzie wiedziała na czym stoi w reakcji Radnych, ujawni jeszcze jeden sekret - Etsy. Najpierw przedstawi ogromne zwycięstwo, a dopiero potem ujawni, że nie byłoby to możliwe bez kontrowersyjnego wsparcia.
Westchnął ponownie i przesunął dłoń po twarzy, po czym odsunął krzesło.
- Ja bym tak zrobił - wyjaśnił z roztargnieniem. - A nawet zrobiłem, bo tak samo zapoznałem ją z Etsy po Lyesii. Natomiast bardziej optymistyczna teoria to taka, że uznała jednak ją zachować w tajemnicy. Nie wiem. Nie dostałaś dodatkowych, prywatnych instrukcji dla siebie Ets, prawda? - dodał, uśmiechając się lekko i spoglądając w stronę jednej z kamer.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

1 sie 2020, o 18:54

Ostatecznie, zakończenie Khouriego było wierne oryginałowi historii. Irissa wiedziała teraz tyle, co oni - że zniknął gdzieś w galaktyce, mogła tylko podejrzewać co do tego, w jaki sposób to zrobił. Viyo prawdopodobnie mógłby się teraz w jakiś sposób z nim skontaktować, jeśli nie spalił za sobą wszystkich połączeń, w tym tych extranetowych. Tego też radna nie musiała wiedzieć, ani nikt inny.
Motyw płatności mógł być skazą również na jej późniejszym procesie, ale wtedy nie będą mieli czujnego oka Irissy nad sobą, a nawet jeśli - zakończenia liczyły się bardziej niż początki. Jakiekolwiek pobudki by nie miała, jeżeli dokonała czegoś dobrego, Przymierze musiało wziąć to pod uwagę, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie chciało.
- Cokolwiek pomoże - powtórzyła za sobą niebieskowłosa. Widział w jej oczach zrozumienie. Cel uświęcał środki, a w tej chwili jej problemy wydawały się oddalać na dalszy plan wraz z tym, jak Elpis pokonywała kolejne kilometry dzielące ich od stacji.
Gdyby weszli do kokpitu, Cytadela wypełniałaby całą przestrzeń wizjera swoim migoczącym światłem. Spowita w różowych obłokach, samym wyglądem wydawała się przekazywać całość swojego majestatu. Tak ogromna, tak zawiła i tajemnicza w swej konstrukcji, wydawała się technologicznym cudem, którego do dziś żaden gatunek nie powtórzył.
- Albo powie, że przy waszym spotkaniu dowiedziała się o twoich odrażających kłamstwach w sprawie sztucznej inteligencji i wsadzi cię pod pociąg - mruknęła kobieta. Odruchowo założyła ręce na klatce piersiowej, przyglądając mu się otwarcie, choć nie całkiem myślami była w tym momencie i w tym miejscu. - Wtedy i zgarnie chwałę za operację, i nie będzie musiała się z tobą użerać.
Ostrzeżenie w jej głosie było jasne, ale i bez niego turianin musiał rozumieć, jak mimo wszystko dużo w tej kwestii nadal należało od Irissy. Stworzyła dowody, które ciężko miało być podważyć gdyby któryś z radnych miał to zrobić - być może tym samym gwarantowała sobie to, że gdyby chciał, także i Viyo ciężko byłoby tego dokonać.
Gdy statek dotarł blisko strefy dokowania, systemy przycichły, a napęd wyłączono. Silniki korekcyjne ostrożnie wsunęły Elpis na swoje miejsce, a zaczepy magnetyczne stacji sięgnęły ku fregacie, przechwycając ją i zatrzymując w miejscu.
Mesą lekko w tej chwili wstrząsnęło, co zasygnalizowało im zadokowanie jeszcze zanim zrobiła to Etsy.
- Niczego takiego nie otrzymałam - odpowiedziała od razu. - Na zewnątrz czeka trójka funkcjonariuszy SOC.
Volyova zatrzymała się w miejscu, przenosząc zaniepokojone spojrzenie na turianina.
- Niedobrze.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

1 sie 2020, o 19:51

- Cokolwiek pomoże - powtórzył za nią z ociąganiem. Ich przyszłość nadal była niepewna, ale i tak mogli teraz liczyć na więcej niż jeszcze kilka dni temu. Sytuacja w której się znaleźli znajdowała się tak daleko na spektrum prawdopodobieństwa ich przeżycia, że żadne z nich do tej pory nie brało jej na poważnie. A jednak gdy przyszło co do czego, okazało się że ich walka się nie skończyła - nawet jeżeli teraz przeszła na zupełnie inne, bardziej niebezpieczne pole bitwy.
Z jego gardła wyrwał się cichy śmiech, który nie był jednak w pełni zabarwiony wesołością, gdy Maya skomentowała jego teorię. Ta przyszłość również nie wydawała się taka nieprawdopodobna.
- Myślę, że nawet nie byłbym zaskoczony na tym etapie - przyznał, uśmiechając się krzywo. - Upewnię się wtedy, żeby zrobić ci trochę miejsca na torach obok siebie - dodał. Przez ostatnie miesiące Irissa pokazała, że jest czymś więcej niż tylko asari na wysokim stanowisku, której zależy wyłącznie na dobrze wszechświata. Nie wszystkie z cech, które ujawniła, były pozytywne - wystarczająco, żeby dać mu do myślenia i żeby zachwiać jego dotychczasowym, pełnym zaufaniem, którym darzył kobietę, która wyciągnęła go z turiańskiej armii i umieściła na piedestale Widma. Brutalna rzeczywistość. Zimna pobudka dla niewinnego idealizmu, przed którą ostrzegała go Vasir tak dawno temu.
Kiedy Elpis zatrzęsło, a magnetyczne klampy zacisnęły się na okręcie, napięcie powróciło. Głos Etsy wraz z nową informacją tylko dorzucił do żarzących się węgli niepokoju. Znaleźli się w objęciach Cytadeli i cokolwiek miało nadejść, nie było już odwrotu. Jeżeli cokolwiek poszłoby teraz nie tak, czekałaby ich przeprawa trudniejsza niż wszystkie inne.
- Komitet powitalny? - zaryzykował, chociaż jego twarz spoważniała. Podniósł się na nogi i zapiął koszulę, sięgając po elastyczne pasy, które miały utrzymywać jego ramię nieruchomo, orientując się, że nie miał już czasu - prawdę mówiąc i chęci - na oficjalny mundur i prosząc Mayę, żeby mu pomogła.
- Nadal jesteś zdeterminowana opuścić ze mną statek? - dodał, gdy zapięli ostatni element temblaka. - Jeżeli wszystko potoczy się najgorszą z możliwych ścieżek, może dobrze by było, żeby Etsy miała towarzystwo, gdyby miała się ulotnić z hukiem z Cytadeli?
Po drodze do śluzy wciąż jeszcze musiał zabrać generator tarcz, pistolet i ukryć hermetyzowany pojemnik z rośliną Steigera za panelem, na wszelki wypadek. Bez względu na jej odpowiedź, pochylił się ku niej i zdrową ręką ujął lekko jej podbródek, składając na jej ustach krótki pocałunek.
- Nienawidzę polityki. Chyba dziesięć razy bardziej wolałbym znowu ruszyć na Hexa w Nos Astrze, niż przeprowadzić tą rozmowę.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

1 sie 2020, o 20:24

Funkcjonariusze SOC czekający na nich przy wyjściu mogło oznaczać wiele rzeczy, ale niewiele z nich było dobrą oznaką. Irissa mogła zapewnić mu spokojne podejście do lądowania , ale być może na tym jej wpływ się kończył. W końcu była tylko jedną radną, szczególnie taką, która teraz miała zostać postawiona przed ścianą za swoje potajemne wybory. Być może mogla pozwolić sobie na mniej niż zwykle.
Maya wyglądała na zdecydowaną jeszcze zanim zadał swoje pytanie. Stanęła przy wejściu, sugerując swoją gotowość. Podwinęła nieco rękawy swetra w odruchu, gdy poprosił ją o pomoc i podeszła z powrotem do niego, podnosząc temblak leżący obok. Sprawnie pomogła mu się ubrać, wiedząc, że muszą się śpieszyć. Także w jej ruchach widoczne było zdenerwowanie, przez które może nie była tak ostrożna jak wcześniej, ale minęło na tyle czasu, że turianin i jego obrażenia nie wymagały już najwyższego poziomu delikatności. Tępy ból teraz skuteczniej stłumiły leki, a w połączeniu ze stresem przed procesem, przypominał bardziej dyskomfort.
- Nie widzi mi się uciekanie stąd z Etsy kiedy ty gnijesz w celi - odpowiedziała natychmiast, tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Poza tym, kto cię zza krat odbije, jak nie ja?
Uśmiechnęła się lekko, zapinając ostatni element na jego plecach. Okrążyła go, by stanąć naprzeciw i kiwnęła głową, co miało być potwierdzeniem tego, że wszystko było gotowe.
Za jej plecami, na ekranie Etsy wyświetlała upływające minuty, nie pozwalając im zapomnieć o tym, jak bardzo musieli się śpieszyć. Ale teraz tylko on mógł je zobaczyć. Volyova zamiast tego wbiła spojrzenie w jego zielone tęczówki, szukając w nich komfortu, którego nie znalazłaby nigdzie indziej w najbliższym otoczeniu.
Uniosła się na palcach wyżej, przedłużając ich pocałunek o kilka, cennych sekund więcej. Przesunęła dłonią po jego karku z cichym westchnieniem, starając się zapamiętać ten moment wystarczająco, by móc przywołać go z pamięci gdy zniknie za drzwiami sali posiedzeń rady.
- Niby tak - odpowiedziała, przywołując na swoje usta uśmiech. Kolejny odruch, tym razem ten, którego się nauczyła przy nim. Pokrzepiający. - Ale Hex był całkiem prosty jak dla mnie - dodała z lekkim rozbawieniem, odwracając się do niego plecami i jako pierwsza ruszyła do drzwi.
Przy wyjściu była podobnie wyekwipowana co on - zwykłe ubrania, omni-klucz, przypięty do paska generator tarcz. Pomimo lekkiego zawahania, nie zabrała ze sobą pistoletu. I bez niego mogla wyrządzić odpowiednią ilość szkód, lub zbiec z miejsca zdarzenia, a jej status dezertera oczekującego na proces z pewnością nie uprawniał jej do noszenia broni w przestrzeni publicznej.
Funkcjonariuszom czekającym na nich po drugiej stronie śluzy na pewno by się to nie spodobało.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

13 paź 2020, o 21:32

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Zaśmiał się cicho po jej słowach, nie mogąc się powstrzymać. Było trochę prawdy w tym, że ludzki gatunek wziął szturmem galaktyczną społeczność, pojawiając się nagle na międzyplanetarnej arenie politycznej i ekonomicznej, nie zdając sobie sprawy z porządku, który panował tam od stuleci. Wiele starszych ras patrzyło na to z niechęcią, przywołując te zwyczaje ilekroć ludzkość dokonywała czegoś nowego - z reguły robiąc to głośno i czasami bezczelnie, porzucając subtelność skalpela na rzecz łomu. Castor był tylko jednym z tego przykładów, co też Steiger otwarcie powiedział podczas ich rozmowy.
Wspomnienie człowieka stojącego za cieniem trapiącym ich przez ostatnie miesiące nie zepsuło mu jednak chwili. Kiedy radość i ulga w końcu dały o sobie znać, uwalniając się na powierzchnię, niewiele rzeczy byłoby w stanie. Oderwał usta od niebieskowłosej kobiety po pierwszym pocałunku, cofając lekko głowę, żeby spojrzeć na nią z uśmiechem i uniósł dłoń, przesuwając wierzchem dłoni po jej policzku.
- Żartujesz? Dopiero teraz będzie wyrównana walka.
Odkąd udało im się uwolnić z Chasci, węgielki nadziei tliły się niemal niedostrzegalnie w popiele tego co sprowadził na niego Castor oraz on sam. Śmierć Steigera miała być tym wielkim zwycięstwem oraz zamknięciem ostatniego rozdziału, ale kiedy jego ciało upadło na ziemię, szybko okazało się, że tak nie było. Konsekwencje, wybory które musieli podjąć, widmo reperkusji... Wszystko to zajęło jego miejsce, wypełniając sukces goryczą, złością i obawą, tłumiąc wszelką nadzieję. Dopiero teraz po raz pierwszy poczuł jak ogromny ciężar w końcu ostatecznie spada z jego ramion. Dopiero teraz, gdy ich los w końcu stał się jasny, poczuł jak jego płuca ponownie wypełnia tlen, pozwalając odetchnąć, a nadzieja rozpala się nowymi płomykami. Coś co wydawało się snem, dopiero teraz zaczynało nabierać kształtów rzeczywistości.
Byli wolni. Obietnica, która najpierw była pogodnym marzeniem, mającym rzucać lekkie światełko na cień ich sytuacji, obietnica która później przeszła w siłę popychającą ich do przodu, a która do samego końca wydawała się być wymyśloną, nierealną wymówką, by nie zaakceptować bolesnej rzeczywistości, się spełniła. Jego własna radość była niewiele słabsza od tej, którą wyczuwał w Mayi, a którą przekazywał ją bez słów - w odbiciu własnego, pogodnego spojrzenia, w mocnym pocałunku który nadszedł chwilę później, gdy przysunął się z powrotem wplatając dłoń w błękitne kosmyki, w myślach które odsunęły na bok cały świat.
Delikatne tąpnięcie promu o powierzchnię lądowiska przypomniało o rzeczywistości. Z westchnięciem wypuścił kobietę ze swoich objęć, po czym poruszył się, gdy drzwi rozsunęły się automatycznie.
- Ja też. Byłem gotowy szturmować salę sądową i kazać Ets hakować systemy Przymierza, ale widać żadna z tych rzeczy nie będzie już potrzebna - przyznał lekko, wychodząc z pojazdu. Poruszył zdrętwiałym ramieniem i przeniósł wzrok na Elpis, przesuwając spojrzeniem po smukłym kadłubie; jeżeli wszystko pójdzie po ich myśli, ich dom niedługo zacznie wyglądać zupełnie inaczej. Zniknie architektura ludzkiej korporacji, charakterystyczne krzywizny i kształt przykryje opływowy pancerz, a okręt dostanie nowe życie i być może nawet nazwę, żeby zatrzeć ostatnie ślady po ich kradzionej przeszłości.
- Myślisz, że każą nam się przenieść do innego doku? - zauważył, ruszając obok kobiety do śluzy. - W końcu moje machanie identyfikatorem kupiło mi priorytetowe lądowisko, ale nie wiem na jak długo, szczególnie jeżeli zacznę zamawiać tu zapasy.
Przejście otworzyło się przed nimi płynnie, wpuszczając w znajome, jasne korytarze. Pokład Elpis przywitał ich znajomym widokiem, teraz o wiele przyjemniejszym niż w trakcie ostatnich godzin, wypaczonych przez nerwy i nagłą samotność.
- Hej, Ets. Patrz co nam przyprowadziłem.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

24 paź 2020, o 02:52

Niebieskowłosa zaśmiała się w reakcji na jego słowa, wychodząc z promu. Teraz oboje mogli patrzeć na tę możliwość jako abstrakcyjną, jako szalony wytwór wyobraźni, który nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Ale wiedział, odpowiadając jej spojrzeniem, że zdawała sobie sprawę z tego jak poważne były jego zamiary. I ona wiedziała jak to wszystko mogło się skończyć jeśli wyrok sądu Przymierza byłby inny niż to, co zakładali. Ale teraz, na fali zgód i pochlebnych kiwnięć głowami, których żadne z nich nie uświadczyło od roku, ciężko było myśleć o tym, co by było gdyby. Wszystkie stoczone przez nich walki, cała krew, pot i łzy, całe ich jestestwo, które poświęcili w pogoni za prawdą i sprawiedliwością, wydawało się być teraz wynagradzane. Umysł nie chciał zajmować się kontemplowaniem tego, jak długo to potrwa. Być może na to przyjdzie czas gdy początkowa euforia minie, gdy emocje opadną. Ale teraz, w tej chwili, nic nie liczyło się tak, jak skupienie na pozytywach.
- Ziemia nie jest taka mała, turianinie - odgryzła się, początkowo nie wyjaśniając powodu. Uśmiechnęła się do niego pod nosem, czekając, aż śluza przed nimi się otworzy. Nie musieli nawet klikać żadnego przycisku - Etsy działała automatycznie, ułatwiając im życie nawet na tak podstawowym poziomie. - Firma mojego ojca, i mój dom, znajdują się po drugiej stronie kraju. Moglibyśmy polecieć tam Elpis, wtedy z całą procedurą zajmie nam to pewnie z pół godziny, ale nie jestem pewna, czy tam znajdziesz dok...
Westchnęła, uruchamiając omni-klucz gdy weszli do środka. Niemal od razu zaczęła kombinować, zastanawiając się nad tym, jaka ścieżka będzie dla nich odpowiednia.
- Cześć, Ets - przywitała się, gdy weszli do korytarza i niemal odruchowo ruszyła do mesy, na moment tracąc zainteresowanie niesioną przez nią skrzynką, jej zawartością i chyba najwyraźniej wyjściem na zewnątrz. Podobnie jak on, i u niej widać było większe rozluźnienie gdy wchodziła na pokład statku. Nie mieszkała tutaj tak długo i nie posiadała takiej więzi z Etsy, jaką miał on, ale i ona przyzwyczajała się do zakamarków fregaty, traktując ją jako swoją przystań.
- Możemy polecieć tam promem i ustalić wszystko, a Elpis zostawić. Na razie. Firma ojca ma swoje doki, nie wyremontują ci statku tutaj - machnęła ręką, wskazując coś nieokreślonego - miasto Vancouver, a może siedzibę Przymierza, z której niedawno wylecieli. - Ale muszą wiedzieć wcześniej, jeśli mają przygotować na nas miejsce.
Wypuściła powietrze z płuc, odkładając skrzynkę na stół mesy i zatrzymując się na moment, jakby właśnie się zorientowała, że zbyt pochłonęły ją plany dnia jutrzejszego, a przecież teraz planowali wyjście na zewnątrz.
- Potrzebuję pół godziny i możemy przedyskutować to przy jedzeniu, które nie jest odgrzewane - zasugerowała, uśmiechając się w jego stronę.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

25 paź 2020, o 13:38

Przewrócił oczami na słowa kobiety, uśmiechając się pod nosem. Drzwi śluzy zasunęły się za nimi, odcinając ich od ludzkiego miasta i zostawiając za plecami wspomnienie bazy Przymierza.
- Jestem w szoku. I może mi jeszcze powiesz, że posiadacie więcej niż jedno większe miasto? - odparł niewinnym tonem.
Widok znajomych ścian Elpis stanowił swojego rodzaju kotwicę, upewniającą go, że rzeczywistość w której się znajdują faktycznie jest prawdziwa, a nie jest tylko urojonym snem. Ruszył za Mayą do mesy, po drodze sięgając do zapięć naramienników i luzując uchwyty trzymające pancerz na swoim miejscu.
- Źle sprecyzowałem swoje pytanie. Modernizacja Elpis w publicznych dokach tak blisko bazy Przymierza to ostatnie na co miałbym ochotę - przyznał, stając w progu i opierając się ramieniem o framugę. - Patrząc po tym jak bardzo zamieszaliśmy w galaktyce, im bardziej będzie odosobniony dok tym lepiej. Ze względu na Castora, Przymierze, Radę, ExoGeni... Narobiliśmy sobie przyjaciół na całym świecie i miło byłoby odpocząć od tego wszystkiego.
Być może ich sytuacja nie była tak zagrożona jak mógł to przedstawiać, ale z pewnością mógłby lżej odetchnąć nie musząc się zastanawiać czy ktoś nie będzie próbował im zaszkodzić za to co zrobili. Po miesiącach napięcia ciężko było otrząsnąć się z paranoi, nawet jeżeli większość ich przeciwników teraz zginęła lub była w rozsypce. Rozumiał po stokroć Vasir, która nigdzie nie wychodziła bez swojego pancerza i broni, a która miała setki lat więcej na narobienie sobie wszędzie wrogów. Nawet ich wyprawa "na miasto", którą sam zaproponował, wywoływała w tyle jego głowy lekkie napięcie spowodowane oczekiwaniem, że ktoś ich będzie obserwował lub spróbuje zaatakować.
Ale nie planował pozwolić, żeby to ich powstrzymało od przeżycia chociaż namiastki normalności po tym co musieli przejść przez ostatnie miesiące.
- Brzmi jak plan. W takim razie jesteśmy umówieni na randkę, pani porucznik - odparł, odwzajemniając jej uśmiech i prostując się, odsuwając od framugi. Mrugnął do niej żartobliwie i ruszył z powrotem na korytarz, kierując się do kajuty i też zamierzając się przygotować.
Widokowi sypialni po raz pierwszy od kilku tygodni nie towarzyszyło wrażenie napięcia, chaotycznych myśli ani nawet chronicznego wyczerpania. Jego krok był lekki i tak też się czuł. Stos omni-kluczy na biurku wyglądał teraz zupełnie inaczej, nie stanowiąc już tylko obrazu okropieństw i niewiadomych, a niemal trofeum; porozrzucane elementy do naprawy i puste pochłaniacze ciepła, których nigdy nie miał czasu uporządkować, teraz wyjątkowo znalazły się wysoko na liście priorytetów, gdy inne problemy nie spychały ich niżej.
- Roześlij proszę moje zamówienia do lokalnych sklepów, żeby dostarczyli je do naszego doku - poprosił Etsy, samemu sięgając do swojego pancerza i zaczynając go ściągać. Lista zakupów znajdująca się na jego omni stanowiła obowiązkowe uzupełnienie zapasów, zarówno medycznych, spożywczych jak i mechanicznych oraz bitewnych, które na przestrzeni ostatniego pół roku zdołali wykorzystać niemal do zera w ciągłym lataniu od misji do misji. Po raz pierwszy od jego wylotu z Palavenu mieli jednak okazję uzupełnić ją o coś więcej niż po prostu praktyczne minimum.
Następne kilkanaście minut poświęcił na pozbycie się zbroi, szybkie doprowadzenie się do ładu i składu w łazience oraz na przebranie się w zwyczajne, cywilne ubranie złożone z ciemnych spodni, czerwonej, rozpinanej koszuli oraz narzuconej na ramiona skórzanej kurtki. Luksus odpoczynku kończył się jednak w tym miejscu - przy pasku z jednej strony znalazł się jego generator tarcz, a z drugiej kabura z M-77, których obecność okazała się zbyt trudna do porzucenia.
Ostatnie parę minut spędził w mesie, czekając na Mayę i przeglądając sobie lokalne wiadomości na ekranach nad stołem.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

30 paź 2020, o 03:07

Spojrzała na niego w wymowny sposób, gdy wytłumaczył. Sposób, który jednoznacznie twierdził, że zdawała sobie z tego wszystkiego sprawę i nie bez powodu proponowała takie, a nie inne rozwiązania.
- Wiem - potwierdziła, jakby sama jej mina w tej sytuacji nie wystarczała. - Jeśli mamy to zrobić, to musi być wszystko dopięte na ostatni guzik. Nikogo obcego. ExoGeni też jest ludzkie, tutaj nikomu nie będziemy mogli ufać.
Wbrew temu, jak poważnie mogły brzmieć jej słowa, na jej twarzy nie było widać strachu, złości lub zbędnej powagi. W tej chwili niewiele rzeczy było w stanie zepsuć jej nastrój i potencjalne problemy wynikające z modernizacji Elpis z pewnością nie należały do tej grupy. To był problem, który łatwo mogli rozwiązać. Wystarczyło usiąść wspólnie, przedyskutować to, na co musieli uczulić osoby na kontrakcie i dopilnować, by nic w trakcie pracy się nie zepsuło. Nijak porównywać to można było do problemów, z którymi borykali się przez ostatnie kilka miesięcy. W tym momencie była to zwykła niedogodność.
Zniknęła w korytarzu po swoim krótkim pożegnaniu, udając się od razu do swojej kajuty. Tak jak i on, potrzebowała chwili resetu. Prysznicu, przebrania się w ubrania, które były bardziej ludzkie niż uwalony krwią pancerz, albo kombinezon, który miała na sobie na Chasce. Każdy miał swoje rytuały i oboje musieli z własnych ostatnio zrezygnować, mając znacznie ważniejsze sprawy na swojej głowie. Ale teraz, przynajmniej na chwilę, mogli wrócić do bycia sobą.
W mesie spędził dłużej niż kilka minut. Przyzwyczajony do wojskowego tempa przygotowywania się do wyjścia, oraz tego ile on sam spędzał czasu w kajucie, przeliczył się z tym, ile zajmie to wszystko jej. Niespełna dwadzieścia minut później, drzwi mesy wreszcie się rozsunęły.
- Nie wiedziałam, że Widma mogą się ubierać tak skandalicznie - zagadnęła z rozbawieniem, stając w przejściu.
Po mundurze nie było już ani śladu. Miała na sobie krótką, fioletową sukienkę. Choć posiadała długie rękawy, miała też wycięty dekolt, który w górze przytrzymywał tylko fragment materiału opinający szyję. Wojskowe buty, które nosiła dotychczas, zastąpiły krótkie botki na obcasie, dzięki którym wydawała się wyższa niż dotychczas.
- Zgadnij, w czym wyszłam na ostatnią przepustkę - dodała z rozbawieniem, wchodząc do środka pomieszczenia. Teatralnie obróciła się w miejscu, jak gdyby w krótkiej prezentacji, po czym oparła się tyłem o blat stołu, idąc za jego tropem. - Potrzebuję nowych ubrań, bo w tej skrzynce wiele takich już nie znajdę.
Westchnęła, odgarniając puszczone luzem włosy za jedno ucho. Fiolet kontrastował z niebieskim, przypominając niezapominajkę. W przeciwieństwie do niego, nie miała przy sobie broni. Na plecach, pod sukienką dało się jednak dostrzec generator tarcz. Pomimo jej bezgranicznego szczęścia, wciąż wiedziała, że nie mogli postępować zbyt pochopnie. Wojsko wtłukło jej to do głowy dość dosadnie.
- Gotowy na Ziemskie doznania? - spytała z rozbawieniem, chwytając go za dłoń i samej odrywając się od stołu, za to ciągnąc go w kierunku wyjścia. - Rzucamy kością przy każdym posiłku, żeby sprawdzić, czy się po nim przekręcisz na drugą stronę?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

31 paź 2020, o 15:47

Chociaż na ekranach monitorów przesuwały się obrazy i nagrania, jego umysł błądził sobie leniwie gdzieś zupełnie indziej. Niełatwo było się przestawić z życia, które wiedli do tej pory, na bardziej spokojne, normalne tempo, ale stopniowo zaczynało to do niego docierać. Klepsydra, która odmierzała ich czas, wciąż płynęła, ale teraz robiła to o wiele wolniej, po raz pierwszy od bardzo dawna odmierzając nie sekundy i minuty, a tygodnie, pozwalając na złapanie oddechu. Wrócili z powrotem do rzeczywistości, a ta dalej żyła sobie tak jak ją zapamiętali.
Ludzki prezenter, opowiadał widzom o wynikach ostatnich wyścigów, które odbyły się w jakimś innym, ziemskim sektorze; nieświadomy wydarzeń, które miały miejsce na Chasce i losów, które nieomal zawarzyły o przyszłości Przymierza, pokazywał z uśmiechem nowe ścigacze oklejone w kolorowe loga najróżniejszych sponsorów i większych korporacji, tłumacząc jak uczestnicy przygotowywali się do rozgrywki i co miały wpływ na ostateczną kolejność klasyfikacji; na innym kanale młoda kobieta obracała holograficzną wizualizację frontów meteorologicznych, które przesuwały się po Ziemi, nie wiedząc nic o lodowej atmosferze AZ-102 oraz skrywającej nią wraku, ale obiecując nadchodzące cieplejsze dni w stolicy ludzi. Świat otoczony był grubą bańką błogiej nieświadomości. I w pewnym sensie, dzięki nim, nadal tak mogło pozostać, a on niemal z ulgą witał powrót w jej ochronne progi.
Kiedy drzwi mesy rozsunęły się ponownie, oderwał wzrok od ekranów i przeniósł go na Mayę.
- Niemal zapomniałem jak to jest nosić cywilne ubranie - przyznał, ale umilkł na jej widok. Przesunął spojrzeniem po jej fioletowej sukience, po rozpuszczonych włosach, po nowych butach i roziskrzonym spojrzeniu, a z jego ust mimowolnie wydostało się oszołomione westchnięcie zachwytu.
Obrazy, które nawiedzały go po narkotycznych koktajlach Reeda, były niewyraźne i zasnute mgłą zapomnienia, ale gdy kobieta obróciła się powoli, szeleszcząc delikatnym materiałem sukienki, coś w jego wspomnieniach drgnęło nieznacznie, przypominając o sobie i przywołując widok błękitnowłosej biotyczki siedzącej pośród zielonej trawy, zapach kwiatów i zbliżającej się burzy. Coś w jego sercu poruszyło się w nagłym napływie ciepła i uczucia.
- Wyglądasz zniewalająco - powiedział miękko, niemal nie słysząc jej wcześniejszych słów. Błądził po niej spojrzeniem, nie mogąc się zdecydować gdzie się nim podziać, dopiero po chwili wracając wzrokiem do jej złotych tęczówek, gdy złapała go za rękę i pociągnęła lekko.
- Nie wiem. Właśnie odkryłem, że mam tu wszystko czego potrzebuję i na co mam ochotę - odparł żartobliwie, odrywając się jednak od stołu i posłusznie dając się prowadzić. Na wzmiankę o jedzeniu zaśmiał się cicho i zrównał się z nią krokiem.
- Aż tak źle? Błagam, powiedz mi chociaż że ludzie rozróżniają dextro i lewoskrętne posiłki? Bo głupio byłoby przeżyć to wszystko, żeby zakończyć swoją karierę z powodu niewłaściwego rodzaju warzywa lub czekolady - dodał, przewracając oczami.
Gdy zatrzymali się przed śluzą i ta zaczęła się otwierać, objął ją ramieniem w talii.
- Prowadź, pani porucznik.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

14 paź 2021, o 23:48

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Podróż powrotna okazała się mniej samotna niż zakładał. Zamawiając taksówkę, wybrał najszybszą i najbliższą mu opcję, jednak gdy pojazd podchodził do lądowania, z budynku wyszła dwójka znanych mu osób. Elena otarła twarz rękawem rozpiętej kurtki nim podeszła bliżej, podczas gdy Arkadij stanął w miejscu, strapiony, zbyt zajęty własnymi myślami by w tej chwili chcieć rozmawiać o czymkolwiek z turianinem.
W Vancouver wydawało się znacznie cieplej niż w samej Cordovej. Wiatr, który muskał ich twarze był chłodny, ale nie przeraźliwie zimny. Niebo powoli się rozpogadzało, skrzętnie ignorując nastrój obecnej sytuacji.
- Grace normalnie nie jest taka, wybacz jej - było pierwszym, co wypowiedziała, choć wydawało się absurdalne. Zachowanie lekarki w tej chwili było najmniejszym problemem, z jakim każde z nich musiało się borykać. Ból kolejnej utraty Volyova skryła głęboko pod beznamiętną maską z potrzeby zwykłego przetrwania. Gdy umysł nie potrafił objąć ogromu podjętych przez niebieskowłosą decyzji i beznadziei otaczającej ich sytuacji, wyłączał niektóre partie, rezerwując je dla zamknięcia w odosobnieniu, gdzie nikt nie patrzył.
- Dziękuję, Vex - dodała, lecz drżenie głosu nie pozwalało jej zagłębić się w temat, ani dodać prostego za wszystko. Kiwnęła mu głową, otulając się kurtką gdy wiatr zawiał nieco mocniej. - Zawsze będziesz mile widziany w naszym domu.
Nie zmuszała go do powrotu razem z nimi. Akceptowała jego decyzję, razem z mężem mając w tej chwili własne przemyślenia, które lubowały się w samotności i ciszy. Ruszyła z Rosjaninem do zaparkowanego pojazdu, który do nich należał, podczas gdy Viyo wsunął się do wnętrza taksówki.
Dolatując na miejsce, nie zastał w domu nikogo. Nie wiedział, czy wrócili przed nim, czy udali się w inne miejsce po drodze. Kilka osób nadal prowadziło poszukiwania, mając garaż domu Volyovych za miejsce zbiórki. Z biegiem upływających godzin, ludzie zmieniali się, ci zmęczeni wracali do domu, nowi, wypoczęci, wracali w góry ubrani w grube, zimowe ubrania. Pomimo zaangażowania tak wielu osób i pomimo osobistych przeszukiwań Viyo, nikt nie odnalazł ani śladu po niebieskowłosej.
Maya pozostawiła po sobie krótką wiadomość, część osobistych przedmiotów i kajutę na Elpis, która od dzisiaj miała stać pusta.
Gdy turianin dotarł na statek, zespół pracujący nad Elpis zmniejszył się o połowę. Część pracowała, podczas gdy druga połowa usiłowała odnaleźć córkę Arkadija w lesie. Fregata była rozebrana - spod zdjętych płatów pancerza spozierały kręgi jej żeber, metalowych, strzelistych, osłaniających kolejną warstwę jej osłon.
Wewnątrz zastał tylko pustkę. Niektóre ściany były rozkręcone, panele odłożone obok, na ziemi, a gołe wnętrzności wylewały się na zewnątrz. Etsy nie przywitała go ani słowem. Milczała, przez cały czas, który spędzał na statku, wypełniając jego polecenia, jeśli jakieś posiadał, ale nie odzywając się ani słowem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

16 paź 2021, o 15:01



Prom pojawił się na tle ciemnej nocy w tej samej chwili, w której rodzicie Mayi opuścili apartament. Wiedział, że mógłby wrócić z nimi, bo zmierzali w tym samym kierunku, ale nie potrafił się do tego zmusić. Nie potrafił wytrzymać kolejnej sekundy w towarzystwie bólu i cierpienia, które biotyczka wywołała, a którymi była przesiąknięta teraz Elana z Arkadijem i nie potrafił spojrzeć im w twarz, wiedząc to co wiedział - znając drugie źródło konsekwencji, których teraz doświadczali oraz powód dla którego twarz Myers spięła się na widok parametrów życiowych na datapadzie. Wspólny powrót pojazdem Arkadija, kolejne kilkanaście minut razem... to było zbyt wiele. Nawet własne emocje i myśli, które w tym samym, międzygatunkowym odruchu, odsunął w najciemniejszy zakątek własnego umysłu, miały swoje granice i już teraz powodowały coraz to nowe pęknięcia na wzniesionym murze.
Stał z dłońmi w kieszeni, tkwiąc lekko zgarbiony w bezruchu na parkingu. Na wyjaśnienie Eleny odnośnie reakcji Grace skinął tylko sztywno głową, nie siląc się na wytknięcie abstrakcji tej całej sytuacji. Ale jej podziękowanie to było już zbyt wiele. Słowa kobiety były jak cios omni-ostrzem w serce i sprawiły tylko, że odwrócił wzrok. Nie było nawet pojedynczej rzeczy za którą powinni mu dziękować. Pojawił się w ich życiu, rozdrapując bliznę, która zdążyła się już zaleczyć wiele miesięcy temu i wywołując tym tylko na nowo ogromny ból. Problem z bliznami polegał jednak na tym, że jeżeli jedną otworzy się na nowo, to następna która pojawi się na jej miejscu może być już tylko większa.
Dał im nadzieję, a potem Maya z powrotem ją wyrwała, rozerwała na strzępy i spaliła resztki na zgliszcza, pozostawiając jeszcze większą ranę.
Bez słowa wsiadł do taksówki, gdy skrzydło drzwi otworzyło się na jego komunikat omni-klucza, a potem wstukał adres Cordovej. Pojazd uniósł się miękko nad asfalt, a potem i nad budynki Vancouver, prędko pozostawiając kanadyjskie miasto z tyłu.
Powrót do małego miasteczka i kolejne godziny przypominały niespokojny sen. Słońce zaczęło wysuwać się ponad horyzont, barwiąc linię gór bladopomarańczowym blaskiem, który niemal ginął na tyle śniegu. Vex przez cały czas działał na autopilocie, skupiając się na jedynej rzeczy nad którą wciąż miał poczucie jakiejkolwiek kontroli - na pracy. Metodycznie przeszukał pokój Mayi, szukając śladów które wcześniej mógł przeoczyć. Znalazł zdjęcia, stare pamiątki kobiety, fragmenty jej dawnego życia, ale żadne z nich nie niosło za sobą ani odpowiedzi, ani nawet emocjonalnego ciężaru, jak gdyby jego umysł zwyczajnie wyłączył tą swoją część. Przestały być czymś co wypatrywał ciekawie, gdy wchodził po raz pierwszy na poddasze, a stały się zwykłymi, beznamiętnymi dowodami, elementami które równie dobrze mogły należeć do przypadkowej ofiary zniknięcia, do nieznanej mu osoby. I tak w pewnym sensie było.
Gdy wyposażenie pokoju nie przyniosło odpowiedzi, przeniósł się na podwórze. Tam dalsze poszukiwania nie miały jednak sensu - upłynęło wiele godzin, a jakiekolwiek ślady, które mógł przeoczyć dzień wcześniej, już dawno zostały zasypane przez śnieg oraz rozdeptane przez pozostałych ludzi z ekipy poszukiwawczej. Nie żeby jakieś byli w stanie znaleźć - Maya dysponowała umiejętnościami, które wykraczały poza ich możliwości. Wciąż była biotyczką i użytkownikiem czarnej materii. Tam gdzie oni szukali odcisków buta na śniegu, ona zwyczajnie mogła się przeteleportować lub unieść w powietrze. Bo i dlaczego miałaby się ograniczać, skoro nie miała już nic do stracenia? Kiedy tylko to do niego dotarło, porzucił dom Volyovych na dobre, rozszerzając własną granicę poszukiwań na o wiele większy obszar.
Obiekt jego poszukiwań nie mógł podróżować pieszo w nieskończoność. A to oznaczało środek transportu. Etsy włamała się na jego prośbę o bazy danych lokalnej firmy taksówkarskiej, ale poza tą, którą sam przyleciał do Cordovej, żadna nie została wezwana w tą okolicę na przestrzeni ostatniego wieczora. Wizyta na posterunku policji i powołanie się na uprawnienia Widma też nie przyniosły żadnych rozwiązań - nie pojawiło się żadne zgłoszenie kradzieży prywatnego pojazdu, nie było też śladu uprowadzenia innego środka transportu.
Wyglądało na to, że młoda Volyova opuściła dom i rozpłynęła się w powietrzu.
Kiedy wrócił na Elpis, było już grubo po południu. Milczenie Etsy wypełniało rozdłubane korytarze, a on go nie przerywał. Surowy stan statku sprawiał, że ten wyglądał... inaczej. Obco. Wnętrze fregaty zwykle były idealnie czyste, eleganckie i nowoczesne, ale teraz wszędzie leżały odkręcone panele i wystawały zwoje przewodów, przełamując znajomy widok. Gdyby był w stanie teraz cokolwiek czuć, to w pewnym sensie przywitałby to z ulgą. Pośród rozebranych korytarzy nie było wspomnień, które mogłyby próbować wrócić. W widoku systemów zwykle ukrytych w ścianach nie było nic znajomego, nie było nic co przypominałoby o ostatnich miesiącach.
Przeszedł przez otwartą na oścież śluzę, minął mesę unikając jej spojrzeniem i przestąpił przez odsłonięty korytarz obsługowy idący środkiem korytarza, po czym przez kilka chwil stał w bezruchu, nim w końcu wszedł do kokpitu. Pomieszczenie stanowiące serce Elpis było jedynym, które nie uległo zmianie, chociaż teraz było ciemne i wyłączone. I było też jedynym, które zawsze było tylko jego. Wsunął się w fotel pilota i oparł potylicę o zagłówek, wbijając wzrok w czarne monitory. Ściany pomieszczenia również były nieprzeniknione - brak prądu oraz potrzeby wizualizacji otoczenia na zewnątrz statku sprawiały, że równie dobrze mógł się znajdować w komorze sensorycznej.
Etsy milczała i on również. Nie miał pojęcia jak SI mogła odebrać akcje Mayi, ale nie potrafił nawet w tej chwili poradzić sobie z własnymi myślami, a co dopiero z tymi, które przerabiała jego elektroniczna towarzyszka. Podejrzewał, że oboje nie znają żadnych słów, które byłyby w stanie zaradzić na tą sytuację lub cokolwiek zmienić. Pozostawała więc tylko cisza.
Wiedział już, że nie znajdzie Mayi. Gdziekolwiek była, zamknęła przed nim ten rozdział na dobre. Wyrwała ostatnie strony książki, pozbawiając go jej zakończenia. Dalsze poszukiwania nie miały sensu, Maya nie chciała zostać znaleziona. Albo już nie żyła, ale coraz bardziej zaczynał wierzyć w pierwszą możliwość. Cokolwiek było między nimi, jakikolwiek rozdziały razem przeżywali przez ostatnie miesiące, teraz dobiegły one końca. I musiał to zaakceptować.
Ale co to oznaczało?
Tygodnie spędzone na oczekiwaniu aż Elpis zostanie wyremontowana? Chodzenie jak duch po remontowanych korytarzach? Zwiedzanie uliczek Cordovy? Powrót do życia ot tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało, pomimo ziejącej dziury w jego sercu, głębokiej i zimnej jak sam kosmos? Wiedział co ją wtedy wypełni. Wspomnienia. Myśli "co gdyby". Wątpliwości. Obrazy.
Siedział w ciemności kokpitu przez następne trzy godziny, nim w końcu jego twarz rozświetliła się szarym blaskiem omni-klucza. Mógł zrobić tylko jedno - to co robił zawsze. To co robiła Vasir, to co robił Khouri. Nie było czasu na własne myśli, gdy te zajmowały się pracą, a tej mu nie brakowało. Wciąż miał niedomknięte wątki, wciąż miał rzeczy, które musiał zrobić. Nawet jeżeli osoba, dla której chciał je rozwiązać, teraz odeszła.

Doktor Myers,
Chciałbym się z panią spotkać dzisiaj w cztery oczy, jeżeli znajdzie pani dla mnie chwilę czasu.

-Vexarius Viyo, Widmo


Ostatni temat, który wymagał zamknięcia. Ostatnia niedokończona sprawa, którą mógł przekazać. Szare światło zniknęło, gdy wygasił omni-narzędzie, ponownie pozwalając ciemności wypełnić wnętrze kokpitu. Upłynęło kolejne kilka minut, nim w końcu przełamał ciszę po raz pierwszy od ostatnich kilku godzin.
- Możesz mi coś obiecać, Etsy? - odezwał się cicho. Jego głos, nie używany od świtu, brzmiał ochryple, ale nie nosił już śladów burzy emocji. Był spokojny, nawet jeżeli był to spokój człowieka pogodzonego z nożem tkwiącym w klatce piersiowej. - Obiecaj mi, że jeżeli postanowisz odejść pod tym jak odkryjemy swoją przeszłość, nie zrobisz tego pod osłoną nocy i bez wyjaśnienia. Obiecaj, że pożegnasz się ze mną otwarcie, twarzą w twarz.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

16 paź 2021, o 16:43


Cisza wypełniające pomieszczenie wydawała się wzmagać na sile. W jakiś specyficzny, niemożliwy do pojęcia przez umysł sposób, brak czegoś stawał się większy, poszerzał swój efekt działa, wyciągał daleko swoje macki, pochłaniając szum cicho pracujących systemów życia. Sztuczna Inteligencja nigdy nie zwlekała z odpowiedziami. Wykonywała jego prośby i polecenia, pracowała nieobarczona karbem organicznych emocji, przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej znał je Viyo. Niemniej, jego omni-klucz zdążył się wygasić od braku aktywności, pozostawiając go samemu w półmroku, nim Etsy odezwała się po raz pierwszy od ostatnich trzech godzin.
- Popełniłam błąd.
Słowa cięły niczym brzytwa, odbijając się echem od metalowych ścian kokpitu, wracając do niego we wzmożoną siłą. Coś na zewnątrz huknęło lekko, w rytm bicia turiańskiego serca, przypominając o świecie zewnętrznym. Dla ludzi pracujących nad poszyciem Elpis, dzień ten był smutny, dla niektórych może niezrozumiały, ale kontynuował. Część przychodziła na drugą zmianę, część wychodziła, szukać dalej Volyovej, a może by wrócić do własnej rodziny. Ciepłego domu, obiadu na stole, znajomych ramion gotowych objąć, zapewnić, że pomimo brutalności tego świata, tym razem oszczędził ich los.
Jeden z ekranów kokpitu rozświetlił się nagłą aktywnością. Sztuczna inteligencja wywołała na nim system monitoringu, ograniczony do kilku pomieszczeń z wyłączeniem kajuty kapitańskiej. System, do którego stale miała dostęp, był również wglądem w przeszłość. Gdy na osi czasu strzałka przesuwała się do tyłu, na ekranie migała sporadycznie niebieska głowa, czasem w towarzystwie turianina, czasem samotnie wędrując po własnej kajucie. Gdy znacznik się zatrzymał, Maya klęczała na ziemi w jedynych czterech ścianach, które mogła nazwać w pełni swoimi na pokładzie Elpis. Czas wskazywał na niedaleką przeszłość - wrócili na pokład Elpis przed wyruszeniem do Vancouver. Zanim jeszcze wszystko nabrało piękniejszych barw nim powrócić do smutku czerni i bieli.


- Co robisz? - dźwięk Etsy brzmiał inaczej w nagraniu, wydobywając się bezpośrednio z miejsca, w którym tkwiła kamera.
Niebieskowłosa drgnęła lekko, wcześniej pochylona nad czymś, co skrywała w dłoni. Rozejrzała się z zainteresowaniem, przez chwilę studiując własną kajutę, nim uśmiechnęła się lekko, powracając do poprzedniej czynności.
- Wiedziałam, że nas podglądasz - parsknęła śmiechem, siadając na podłodze i krzyżując nogi. - Etsy ty zboku.
- Trzy razy dziennie, dodatkowa dawka w razie potrzeby. Maksymalna sześć na dobę... - SI wykryła trzymane przez nią pudełko tabletek, którego zawartość częściowo wysypała na swoją dłoń. Natychmiast sięgnęła do jej kartoteki medycznej, w którą miała wgląd, co spowodowało jedynie sfrustrowane westchnienie ze strony Volyovej.
- Taa, wiem - przerwała jej, przysuwając się bliżej zsypu śmieci. Bez zawahania wrzuciła do środka zawartość swojej dłoni, a po krótkiej chwili, w której pojawiły się wątpliwości, przechyliła nad zsypem również długie opakowanie na resztę tabletek. - Kilka dni bez mi nie zaszkodzi, Etsy. Naprawdę.
Wyrzucając resztę do zsypu, odsunęła się i, na krótką chwilę, przeciągnęła jak kot, nim opadła plecami na ziemię, kładąc się na chwilę z wzrokiem wbitym w sufit.
- Nie mów Vexowi.
Etsy umilkła na krótką chwilę, być może zastanawiając nad odpowiedzią, może analizując swoje opcje, a może jedno i drugie.
- To mój obowiązek, by go o tym poinformować. Działając w sprzeczności z zaleceniami lekarskimi, robisz sobie krzyw...
- Krzywdę? - prychnęła, podsuwając ręce wyżej, pod głowę, by było jej wygodniej na twardej, metalowej powierzchni. - Doczytałaś te skutki uboczne, Etsy? Codziennie sprawiają, że czuję się jak gówno.
Nie musiał zgadywać by wiedzieć, że SI doczytywała długą listę skutków ubocznych wpisanego w jej kartotekę leku.
- Według zaleceń lekarskich, musisz je brać aż do...
- Według zaleceń lekarskich, powinnam już dawno nie żyć - odgryzła się, z frustracją podnosząc z powrotem do pionu. Usiadła, otaczając się szczelnie nałożoną na siebie bluzą. - To tylko kilka dni, Etsy. Kilka dni - powtarzała nieco ciszej, unosząc głowę w górę, jakby chciała móc spojrzeć Etsy w oczy. - Chcę wrócić do domu. Chcę wyjść na zewnątrz i nie czuć się, jakbym siedziała w wannie z lodem. Chcę zjeść obiad w restauracji i poczuć więcej, niż jeden, mdły smak. Chcę tańczyć do rana, chcę się pościgać, chcę zrobić to wszystko nie czując się jak ludzka skorupa.
Przeczesała dłońmi włosy, widocznie zmęczona.
- To nierozważne. Niezgodne z zaleceniami lekarza. Muszę...
- Dwa dni, Etsy - poprosiła cicho, obejmując się samą rękoma, z dłońmi schowanymi w rękawach bluzy. - Doktor Myers przepisze mi nowe. Daj mi dwa dni. Później wrócę do ich brania. Dobrze?
SI się wahała. Nie odpowiedziała od razu. Przez cały czas oczekiwania, złote tęczówki Volyovej utkwione były w kamerze tak samo mocno, jak w przyglądającemu się temu Viyo, już po fakcie.
- Dobrze.
- Nie powiesz Vexowi?
- Nie powiem.
- Obiecaj.
- Powiedziałam, że nie powiem. Jaka jest różnica?
Niebieskowłosa uśmiechnęła się lekko, z wyraźnym zadowoleniem wydymając usta. Podparła jedną dłonią bok, przekrzywiając nieco zadartą w górę głowę.
- Ogromna. Jeśli przyjaciel poprosi cię o złożenie obietnicy, musisz jej dotrzymać.
- Jaka jest kara za niedotrzymanie umowy słownej? - pomimo syntetycznego głosu, SI wydawała się zbita z tropu.
- Jeśli obietnica zostanie złamana, przyjaźń się kończy - odparła Volyova, pewna siebie. - Jesteś moją przyjaciółką, Etsy. Obiecuję, że wezmę za dwa dni leki. A ty obiecujesz, że nie powiesz Vexowi?
Chwila ciszy nie zachwiała pewnością wymalowaną na twarzy biotyczki. Uśmiechała się lekko w stronę Etsy - pomimo tego, że nie widział wcześniej żadnych nagrań, Viyo mógł wywnioskować, że nie był to pierwszy raz gdy rozmawiały.
- Dobrze, obiecuję.


Gdy nagranie się zakończyło, Etsy wyłączyła ekran. Na powrót w kokpicie zapadła cisza, a światem zawładnął półmrok. Sztuczna Inteligencja przez krótką chwilę milczała, jednak gdy wreszcie się odezwała, jej głos znów brzmiał tak, jakby była tuż obok. Nie był zniekształcony filtrem nagrania.
- Obiecała - powtórzył cicho syntetyczny głos, w ślepym, zakłamanym niezrozumieniu sytuacji takiej, jaką była. - Nie mogła odejść. Coś musiało się stać. Wypadek w górach. Porwanie. Nie odeszła, obiecała.
Coś stukało na zewnątrz w poszycie kokpitu. W wizjerze mignęła uprząż pracującego obok człowieka, oddzielonego od Viyo kilkunastoma warstwami twardego metalu,.
- Przyjaciele dotrzymują obietnic.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9664
Posty fabularne: 211
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

16 paź 2021, o 18:42



Popełniłam błąd.
Słowa zawisły w powietrzu, nadając ciszy inne zabarwienie. Chłód przeszedł mu po karku, ale zamiast zostawić po sobie niepokój, wywołał w nim tylko nudności, gdy jego żołądek skręcił się z niespodziewanej goryczy. Słyszał już wcześniej te słowa z elektronicznych ust Etsy i wiedział co to oznaczało. Ostatnim razem, gdy dokonała błędnej oceny, odcięła go od kontaktów z Rady, zabierając mu jedyną drogę na zmianę zdania lub złagodzenia ciosu jego niesubordynacji. Nie było to coś, co zwykły, syntetyczny twór potrafi dokonać. Był to jeden z tych elementów, który sprawiał, że pomimo niemodulowanego głosu, wiedział że pod warstwą kodu i stali kryje się coś więcej. Coś żywego, coś co miało swoje emocje i pragnienia, nawet jeżeli nie zawsze łatwo je było ubrać w typowe dla organicznych istot słowa. Coś co nadawało jej charakter i co wykształciło się pomimo wciąż nałożonej blokady, o której wspomniał Arkadij. Coś co popełniało błędy.
A co jest mniej ludzkie niż popełnianie błędów?
Problem z byciem ludzkim miał jednak swoje konsekwencje.
Blask monitora przełamał półmrok kokpitu, zalewając go bladym, sztucznym światłem. W milczeniu przeniósł na niego wzrok, śledząc spojrzeniem cofające się w czasie obrazy obserwowane z perspektywy Etsy - ich życie zapisane w obiektywach kamer i setek czujników rozmieszczonych po statku, jego niewielki wgląd w jej własny umysł. Kiedy nagranie w końcu zatrzymało się w odpowiednim miejscu, odnajdując punkt na linii czasu sprzed dwóch dni, a następnie ruszyło, przygarbił się w fotelu. Obserwował wymianę zdań między Mayą i Etsy, słuchając ich słów z coraz większym ciężarem w sercu, coraz głębszą, zimną czernią wylewającą się ze szczelin powstałej tam dziury.
Gdy nagranie dobiegło końca, nie odezwał się od razu. Wpatrywał się w sylwetkę biotyczki leżącej na plecach na podłodze tak długo, aż monitor z powrotem przygasł, uwalniając go w objęcia półmroku. Dopiero wtedy zorientował się, że jego dłonie zaciskają się z całej siły na podłokietnikach, z kłykciami pobielałymi od wysiłku.
- Nie popełniłaś go sama, Ets.
To co wcześniej było zaledwie zastrzykiem złości i goryczy, pierwszą namiastką która pojawiła się w gabinecie Grace Myers i została przykryta żalem oraz niedowierzaniem, teraz uwolniło się spod popiołów, wybuchając nowym gorącem. Odmowa zaakceptowania rzeczywistości opadła, odkrywając to czym akcje Mayi były w rzeczywistości, dodając nową mieszaninę do bólu i straty.
- Myślałem, że Maya się zmieniła. Myślałem, że te wszystkie, spędzone wspólnie miesiące były czegoś warte i że do czegoś prowadziły. Myślałem, że ją znam - zaczął mówić cicho, pozwalając przelać się tym słowom przez postawione wcześniej mury, których nie były w stanie już utrzymać. - Ale prawda jest taka, że pomimo tego co przeszliśmy i co dla niej zrobiliśmy, okazała się być tą samą osobą, którą poznałem w Hexie. Wykorzystała nas oboje, tak jak wykorzystała mnie na Nos Astrze. Koniec końców jedyne na czym jej tak naprawdę zależało, były jej własne cele. Bez znaczenia czy chodziło o Bryanta, czy o śmierć na własnych warunkach. Reszta najwyraźniej nie miała znaczenia. Ani okłamanie przyjaciółki, ani okłamanie mnie, ani pozwolenie rodzicom nabrać nowej nadziei ze świadomością, że zaraz im ją wyrwie.
Ostatnie miesiące... okazały się być puste. Bez znaczenia. Równie dobrze mogło ich nie być, a wszystkie zmiany na lepsze, które dostrzegał w biotyczce, były tylko pozorną ułudą. Maską. Przed oczami stanęły mu ich ciche, nocne dyskusje w kajucie, w transporterze, w mesie. Ich pierwsza, głęboka rozmowa zakończona jego wyznaniem, a także jej protestem, który koniec końców również okazał się kłamstwem. Twierdziła, że nie chce żebyśmy doświadczyli tego samego bólu co jej rodzice, gdy musieli widywać Rosę w szpitalnym łóżku, ale to też było kłamstwo. Zawsze chodziło tylko o nią.
Opuścił głowę, chowając ją w dłoniach przyciśniętych do skroni, czując jak pulsowanie w jego uszach staje się nie do zniesienia.
- Chciałbym, żeby to była prawda, Ets. Że coś się stało, że nie miała na to wpływu. Żeby to było prostsze i miało chociaż odrobinę sensu. Żeby mniej bolało - wyszeptał ochryple. - Ale prawda jest taka, że jestem głupcem, Ets. I oboje daliśmy się oszukać.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% (+35% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1566
Posty fabularne: 60
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Cordova
Status: It's complicated.
Kredyty: 73.760
Medale: 13
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Prywatne jednostki

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości