Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 11786
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Daisy

30 mar 2023, o 10:06

Obrazek Daisy to średniej wielkości korweta przeznaczona głównie do transportu ludzi i wartościowego ładunku zarejestrowana na prywatne nazwisko. Wyposażona jest w solidny napęd antyprotonowy, który zapewnia przyśpieszenie przewyższające komercyjne silniki fuzyjne, ale kosztem wysokiej eksploatacji. Posiada dwam ukryte działa akceleratora masy zdolne odstraszyć potencjalnie zainteresowanych piratów, lecz na pewno nie sprawdzą się w bitwach w kosmosie. Najnowszy autopilot wspomagany przez pokładową WI umożliwia korwecie długodystansowe loty z raptem kilkuosobową załogą.
Estetyczne, praktyczne wnętrze oraz intuicyjne rozmieszczenie pomieszczeń może sugerować, że korweta projektowana była do wykorzystania wojskowego, aczkolwiek ten konkretny model trafił w prywatne ręce, które dla podkreślenia niecodziennej nazwy, na błyszczącym, białym poszyciu, kazały wymalować solidne stokrotki.
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 11786
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: Daisy

30 mar 2023, o 12:01

Obrazek
atropos
“Are we surrounded? Great. We can attack from all sides.”
Mistrz Gry: Iris
Gracze: Isha D'veve, Mila Račan, Nyx, Crassus Curio, Skax

Wyświetl wiadomość pozafabularną
13 godzin przed nastaniem ciszy na Horyzoncie


Kroki niosły się echem po korytarzu statku. Zaprowadzono ich do CIB, do jednego z pomieszczeń pełniącego rolę niewielkiej sali konferencyjne. Zbyt ciasnej na dziesięć osób, ale wystarczająco komfortowej dla składu mniejszego o połowę. Wskazano miejsce przy stole na solidnych krzesłach oraz termos z całkiem dobrą, gorącą kawą importowaną z kolonii specjalizującej się w uprawie ziaren. Ktoś zadał sobie trud, aby poukładać estetycznie filiżanki jedną na drugiej. Kilka osób, które mijali po drodze i które musiało być członkami załogi, zwracało na nich uwagę z umiarowym zainteresowaniem. Jakby obecność piątki najemników na pokładzie nie była czymś nowym, zaskakującym.
Poproszono o chwilę cierpliwości, a punktualnie w drzwiach stanęła wysoka, smukła kobieta obcięta na krótko, w uniformie z charakterystycznym logiem na ramieniu - zielone S z trzema odnogami w obu zawijasach. Widzieli je wcześniej na bluzach innych osób na statku. Niosła w ręku trzy datapady, sprężystym krokiem przeszła na środek, obracając się przodem do zebranych. Czekoladowe oczy zatrzymały się na krótki moment na każdym, delikatny uśmiech wykrzywił jej wąskie niczym kreska usta w przyjaznym geście.
- Dzień dobry. Jestem doktor Eva Core. Reprezentuje Fundacje Sirta, która zaprosiła Was na to spotkanie. Od lat współpracuje z nimi w charakterze medyka. Jak wiecie - albo i niekoniecznie - Fundacja prowadzi szereg misji humanitarnych. Jedna z nich, trwa właśnie na Horyzoncie - dodała, odkładając datapady na stół.
Każdy z nich trafił tutaj w inny sposób.
Na innych warunkach.
Ale w jednym celu.
Reputacja R&C Security Services nieustannie podsycana przez kolejne, lukratywne kontrakty, zapewniała obojgu niekończące się, dobrze płatne zlecenia. Mówiono, że R&C albo się kocha, albo nienawidzi, aczkolwiek spluwa Currio i groźna mina Racan sugerowały, że rozsądniejszą opcją byłby wybór tej drugiej możliwości; późnym popołudniem, po kolejnej, zamkniętej sprawie, na oficjalny kanał agencji spłynęło pismo od Fundacji Sirta. Elektroniczne zabezpieczenia oraz solidna deszyfracja, podkreślały autentyczność wiadomości nadanej przez firmę biomedyczną znaną na rynku. W imieniu pracownika wysokiego szczebla, upoważnionego przez zarząd, zapraszano zarówno Milę Racan, jak i Crassusa Currio, na rozmowę w sprawie zlecenia polegającego na odbiorze cennej przesyłki i dostarczeniu w jednym kawału do wskazanego punktu. Z uwagi na wrażliwe dane, konkrety mogłyby zostać przedstawione wyłącznie osobiście. Wiadomość, kończyła się datą spotkania oraz koordynatami stacjonującej na stacji przekaźnikowej korwety fundacji. Mowa była o naprawdę dużej sumie kredytów. Zależało im na współpracy z profesjonalistami, aczkolwiek to lekkie połechtanie ega wydawało się być wtrącone bez zamiaru brania kogokolwiek pod włos.
Podobną, oficjalną wiadomość od Fundacji Sirty odebrał Skax. Quarianin, przeglądając swoją prywatną skrzynkę wiadomości, trafił na pismo nadane zaszyfrowanymi kanałami przekierowane do niego od Nale znaną mu przed laty jako Nale'Cumm vas Maaraka. Quarianka, działająca w podobnych kręgach zainteresowania co on, specjalizująca się w pozyskiwaniu po cichu danych oraz hackowaniu, przekazała zaproszenie, które otrzymała, w jak się jej wydawało i co rzecz jasna podkreśliła, odpowiednie ręce. Sama, nie dysponowała na ten moment wolnymi środkami, aby podjąć się propozycji, uznała jednak, że on, jak i Isha oraz Fulvinia nadałaby się do tego idealnie. Pracownik wysokiego szczebla, upoważniony przez zarząd biomedycznej firmy, zapraszał na rozmowę w sprawie zlecenia polegającego na odbiorze cennej przesyłki i dostarczeniu w jednym kawału do wskazanego punktu. Z uwagi na wrażliwe dane, konkrety mogłyby zostać przedstawione wyłącznie osobiście. Wiadomość, kończyła się datą spotkania oraz koordynatami stacjonującej na stacji przekaźnikowej korwety fundacji. Suma kredytów, podkreślona została jak się wydawało Skaxowi zarówno przez nadawcę, jak i quariankę. Podobnie jak wspomnienie o perspektywie dłuższej współpracy, jeżeli obie strony wyrażą takie zainteresowanie.
Końcem końców, na korwecie zameldował się tylko Skax i Isha. Niedyspozycja turianki, wykluczyła ją ze zlecenia.
Służba w wojsku Przymierza choć prestiżowa i otwierająca przed Nyx wiele możliwości, nie zawsze szła w parze z dobrymi zarobkami. Kurczące się środki na koncie były wystarczająco mocnym argumentem, aby przełknąć dumę i rozejrzeć się za dodatkową robotą. Naturalnie, nie mogła i nie chciała brać pierwszego, lepszego kontraktu; sugerując się zdaniem doświadczonych w braniu zleceń na boku, szukała więc w kręgach większych firm i korporacji. Po kilku dniach, oficjalna wiadomość z Fundacji Sitry przykuła uwagę kobiety. Pracownik wysokiego szczebla, upoważniony przez zarząd biomedycznej firmy, zapraszał na rozmowę w sprawie zlecenia polegającego na odbiorze cennej przesyłki i dostarczeniu w jednym kawału do wskazanego punktu. Z uwagi na wrażliwe dane, konkrety mogłyby zostać przedstawione wyłącznie osobiście. Wiadomość, kończyła się datą spotkania oraz koordynatami stacjonującej na stacji przekaźnikowej korwety fundacji. Suma kredytów była obiecująca i wystarczająca na jej obecne potrzeby, z kolei współpraca z renomowaną firmą jak szybko oszacowała nie powinna wzbudzić oburzenia wśród jej przełożonych.
Stawiła się więc wśród innych najemników, mając dowolność w przedstawieniu się i zdradzeniu swojej przynależności. Zresztą, o tę nikt nie pytał.
- Na planecie Horyzont przebywa obecnie trójka naszych pracowników. Podjęto decyzje o natychmiastowej ewakuacji. Powód nie jest nam znany, przyszedł jako rozkaz z góry. Zadanie, które chcemy Wam powierzyć, jest więc typowo ratunkową misją. Zależy nam, na odszukaniu trójki celów oraz wyciągnięciu ich z planety szybko i skutecznie. Fundacja Sirta zapewnia Wam wsparcie medyczne w postaci mojej skromnej osoby, abyście byli gotowi na każdą ewentualność - splotła ze sobą dłonie za plecami, pauza nie była jednak na tyle wystarczająco długa, aby był to czas na wtrącenie swoich pytań, wątpliwości. Pośrodku stołu, wyświetlono holograficzną mapę planety. Zaznaczono na niej miejsce lądowania - niewielki cypel oblewany przez rozległe morze. Pojawiły się znaczniki na nim - miejsce zadeklarowanej pracy, ostatniego kontaktu. Wszystko w obrębie terenu ogrodzonego i zabezpieczonego. Najprawdopodobniej jakaś placówki badawczej. Oddalona mniej więcej godzinę drogi pojazdem od ludzkiej kolonii.
- Z uwagi na charakter pracy naszych specjalistów zakrawający o tajemnice firmową, nasz zleceniodawca z zarządu fundacji, który pragnie pozostać anonimowość z podobnych pobudek, zobowiązał mnie do przekazania Wam nazwisk pracowników oraz namiarów na ich omni-klucze dopiero na powierzchni planety. Fundacja płaci za każdego, uratowanego specjalistę. Nie znamy powodów decyzji o niezwłocznej ewakuacji, dlatego też w każdym momencie będziecie mogli się wycofać i odebrać wynagrodzenie wyłącznie za tylu, ilu zdołaliście wyciągnąć. Nawet za wyłącznie jednego uratowanego pracownika - podkreśliła, chcąc mieć jasność już na samym wstępie. Kredyty były spore, ryzyko jednak wprost proporcjonalne do sumy zer mimo mało barwnego opisu doktor Core.
Czy było to typowe zlecenie dla najemników? Niekoniecznie.
Ale przecież nikt tutaj ze zgromadzonych nie był typowy, bądź przeciętny.
A potencjalne fanaberie zleceniodawcy mieściły się w granicach normy. Spotykali gorsze, bardziej uciążliwe, podejrzane.
- Jesteśmy gotowi do lotu. Decyzję, czy Wasze własne statki, którymi tutaj trafiliście, lecą za Wami na Horyzont pozostawiam każdemu indywidualnie. Fundacji zależy na czasie, pytania zostawmy sobie na podróż - zasugerowała.
Wystarczył jeden sygnał, aby silniki zamruczały przyjemnie i zabrały ich na Horyzont.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Ostatnio zmieniony 7 kwie 2023, o 19:19 przez Mistrz Gry, łącznie zmieniany 1 raz.
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 272
Rejestracja: 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: W objęciach Kai Lenga
Status: własność Kai Lenga
Kredyty: 35.900
Medals:

Re: Daisy

30 mar 2023, o 15:37

Żywot najemnika zakładał często pewną zmienność i nieprzewidywalność. Zlecenia były różne, sytuacje często ewoluowały, sojusznicy zdradzali się nawzajem, a kredyt leżał na ulicy, nawet, jeśli schylenie się po niego prowadziło często do bólów kręgosłupa moralnego. Kiedy było się jednak Ishą D'veve, istotą żyjącą już lat sto dziewięć, można było już przywyknąć do tego stylu życia. Nieco zobojętnieć. Niestety taktyka "przewróć oczami i zignoruj" działała średnio, gdy zaczynał się prywatny biznes, a stawka skakała w górę z lokalnej na galaktyczną. A gdy działy się te dwie rzeczy na raz, to już w ogóle było najgorzej. Ale cóż, tak to już musiało być. Raz odbijało się fregaty łowców niewolników, raz było się częścią największego terrorystycznego zamachu w galaktyce, raz waliło się selfiaki z Radną Fel, a raz walczyło się ze Zbieraczami o życie swoje, swojej siostry, oraz całej masy cywili będących obok. Takie tam...Ishowe sprawy.
Nic dziwnego więc, że potrzebowała urlopu, by nie oszaleć. Na szczęście miała ku temu dość dobrą okazję, bo na Proctulusie rozjebała swój prom. To jest, doszło do uszkodzeń - nic poważnego, ale jednocześnie na tyle istotnego, by wymagało to parodniowych napraw. Zresztą, i tak nie chciała tam siedzieć, bo przy swojej ostatniej wizycie, Striker przerobił ich pięknego Merkurego na swoją prywatną jaralnię zioła. Opłaciła więc naprawy i zniknęła na Omedze. Wzięła nawet ze sobą Skaxa i Fulvinię, choć ta druga zaraziła się jakimś syfem i była średnio dostępna.
Wakacje były naprawdę udane - przewaliła trochę swojej kasy na pierdoły, pobawiła się w upiększanie i oczyszczanie blizn (dalej pamiętała tamto cięcie omniostrzem Zbieracza...) i przetańczyła kilka nocy. Próbowała zaciągnąć ze sobą Skaxa do barów, licząc na to, że załapią darmowe drinki, skoro wybrano go już na Mister Fornaxa. Swoją drogą, ona także na niego głosowała, bo uznała to za najzabawniejsze gówno na świecie. Udało jej się nawet zgadać na obiecanego drinka z Paeti - przeuroczą dziewczyną z SST, która zyskała jej szacunek po odstrzeleniu swojej psychopatycznej szefowej. Nie odświeżała raczej innych znajomości, poza okazjonalnymi konwersacjami z Shią, czy jedną podziękowalną wiadomością do Strikera z podkreśleniem, że jest mu winna przysługę.
Nie było to co prawda dużo, ale po Mindoirze coś takiego było jej potrzebne. Gdy już była odświeżona, do Skaxa przyszło wezwanie na misję, a gdy tylko się pojawiło, D'veve sprawdziła stan konta i uznała, że tak, już czas.
Podlecieli Hieraxem pod stację przekaźnika i potem podłączyli się do Daisy, skąd przeszła wraz ze swoim partnerem. Obserwowała okolicę i porządnie wykreowany wystrój. Lubiła nawet pracę dla korporacji - jeżeli było się po ich dobrej stronie i nie zadawało się pytań, to można było dobrze zarobić, a ich ruchy były o wiele bardziej logiczne, niż przeciętnego, zwykłego, "prywatnego" zleceniodawcy. Nie miała więc nic przeciwko popracowaniu trochę z Sirtą.
- No.. i wtedy ten słoik pękł - kontynuowała konwersację, którą rozpoczęła z Quarianinem jeszcze na pokładzie odrestaurowanego Merkurego - A jedyne, co ja sobie wtedy myślałam, to "wow, Ziemianie. To jest to, co chcecie robić? To jest wasza kultura?" Definitywnie jedna z ras Rady. - parsknęła raz, dość cicho. Szła bez hełmu, utrzymując swój typowy uśmieszek. - I dlatego tak się śmieję z tej ludzkiej gorączki Fulvinii. Aale spoko, powinieneś zobaczyć, co my postowałyśmy, zanim odkryłyśmy inne rasy. - oficjalnie "wybaczyła" rasie ludzkiej jej zbrodnie przeciwko extranetowi. Pamiętała dzień, kiedy jej (już były, niepowiązane) chłopak pokazał jej ten vid. Najdziwniejsze minuty jej życia.
Idąc przez pokład Daisy, nie mogła nie docenić tego, jak wszystko było tu zadbane, wysprzątane i zrobione po prostu porządnie. Wszystko zaplanowano tak, by było wygodnie, więc nawet, jeśli zapewne niedługo zrobi się tu tłoczno, to jakoś sobie poradzą.
Nie miała pojęcia, z kim tym razem będzie jej dane pracować. Zakładała, że nie będą jedynymi kontraktorami na tym zleceniu, więc mogła spodziewać się każdego. Z natury zakładała te gorsze scenariusze, lecz gdy dotarli przed drzwi sali konferencyjnej, a ona ujrzała (w większości) znajome twarze, zareagowała od razu.
- No proszę, kogo my tu mamy. Moja druga ulubiona firma najemnicza! - zagadała ochoczo, podchodząc szybko, z zamiarem wyściskania ich po kolei, czy tego chcieli, czy nie. Spotkała się z Milą w połowie, bo ta miała podobny zamiar. D'veve nie przewidziała jednak, że Chorwatka ściśnie ją tak mocno - choć była od niej niższa, tak o wiele mocniej zbudowana, przez co Asari skończyła chwilowo w potrzasku. Wyściskawszy się jak przyjaciółki, które dawno się nie widziały, przeszła do Crassusa - z nim przecież też znała się raczej porządnie. Jeśli nie chciał, to i tak poklepała go po ramieniu - Niezłe strzały na Thessii, skurwysynu. - rzuciła ciszej, może nawet na ucho, by ego Skaxa, który został przez Curio brutalnie wychujany, nie zostało "urażone".
Odsunąwszy się, oparła się na chwilę o ścianę od strony drzwi, zerkając teraz w kierunku ostatniej nieznajomej.
- Isha. Miło poznać. - to rzuciła już bez większego entuzjazmu, ale też nie brzmiąc jakoś ozięble. Ot, przedstawiła się, więcej nie trzeba było. O kwestiach misji pomówią sobie potem. Postanowiła nie przedstawiać swojego sojusznika, niech rozmawia sobie sam. Nie była ani jego matką, ani opiekunką, ani szefową.

Po chwili raczej przyjemnego smalltalku, drzwi sali konferencyjnej stanęły przed nimi otworem, a w ich progu pojawiła się doktor Core, kobieta, a jakże, rasy człowiek. Przywitała ją skinieniem głowy - tym razem nie musiała się przedstawiać, bo jako reprezentantka zleceniodawcy, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, kim są. Chyba. Zostali wpuszczeni do środka. Usiadła na dowolnym siedzeniu i przeszła do bacznego słuchania monologu, podczas którego, o dziwo, odpowiedziano na jej wszystkie pytania. Zwykle miała coś do dodania, tym razem jednak, Core okazała się rozsądna. Przekazała jej wszystko, czego mogłaby chcieć. D'veve miała jednak jedno, małe zastrzeżenie.
- Rozumiem, że dostaniemy jakiś pojazd naziemny? Będzie potrzebny, skoro mamy konkretne miejsce lądowania i lokację waszych ludzi dostaniemy dopiero na miejscu. Inaczej możemy stracić dużo czasu na podróży, to by było... - cmoknęła - Niezręczne. - postanowiła nie komentować samego faktu chęci "zachowania anonimowości". Sama uznała, że skoro już wezwani zostali najemnicy, to powinni powiedzieć im wszystko jak najszybciej, by najlepiej im się pracowało. Z drugiej strony jednak, rozumiała, że korporacje mogą być temu niechętne, a ona nie ma pełnego obrazu. No nic. Pogodziła się z tym szybko.
- Czy jest pani bojowo przeszkolona? - zapytała w pewnym momencie. - Docenimy na pewno lekarza na miejscu, ale nie wiemy z jakim zagrożeniem możemy mieć do czynienia, więc... - nie żeby jakoś bardzo troszczyła się o jej przetrwanie, ale wolałaby nie ciągać ze sobą totalnego cywila. Oczywiście, domyślała się, że nie chodzi o ich "medyczny dobrobyt", tylko o to, że trzeba było zgarnąć pewnie jakieś sekretne dane, lub upewnić się, że będą działać zgodnie z parametrami misji. Znała tę śpiewkę, była na Nyx.
Gdy poruszony został temat statków, zerknęła w kierunku Skaxa, pytając go tu o zdanie.
- Nie wiem, czy ma to sens - stwierdziła w końcu - Opinie? Ja bym chyba leciała po prostu na jeden pojazd - nauczona doświadczeniami, wolała nie rozpierdalać swojego statku, ale gdyby Skax był przychylny, to mogłaby zmienić zdanie.
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 223
Rejestracja: 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 52.650
Medals:

Re: Daisy

1 kwie 2023, o 17:57

To był udany urlop. Po kilku robotach na Omedze należało wziąć sobie czas na odpoczynek. Chociaż Curio zawsze lubił swoje pobyty w El Dorado przestępców, to po ostatnich zagraniach z Latarnikami jego pobyt tam budził większe emocje niż zazwyczaj. Gangusy to co prawda partacze ale warto było czasem odsapnąć od sytuacji ciągłego zagrożenia. A i po ostatnim zatruciu pokarmowym Crassus docenił standardy żywności, które panowały na Cytadeli. Mało tego, oprócz odpoczynku w międzyczasie nadarzyła się na mały trening taktyczny i nowe fanty w postaci areny Blasto. Wydarzenie walentynkowe pod patronatem Fornaxa nie mogłoby się odbyć bez poprzedniego Mister Fornax. W swojej skromności, Curio starał się za bardzo nie afiszować swoją osobą aby kto inny mógł sięgnąć po ten tytuł. Jednakże na samej arenie nie był już tak pobłażliwy, upewniając się, że po nowe zabawki to jednak sięgnie.
W końcu trzeba było się wziąć do roboty, inaczej wkrótce mogłoby zabraknąć kredytów na kebab. Będąc niemalże stale podłączonym do Extranetu w warunkach domowych, turianin niemalże od razu odebrał wiadomość. Sam fakt zaszyfrowania w nieco bardziej zawoalowany sposób zdawał się świadczyć o statusie kontrahenta. Po zdjęciu szyfrów tak dokładnie się okazało. Fundacja Sirta. Znana firma, choć nie ze swojego uzbrojenia, którego nie produkowali. Nie mniej jednak ich skupienie na środkach defensywnych i medycznych przyniosła im nie tylko sławę ale i zysk. Pracodawca należący raczej do tych z wyższej półki. Crassus szybciutko zapoznał się z treścią przesłanej wiadomości. Trochę skrzywił się na kompletny brak informacji, szczegóły zawsze omawia się w cztery oczy ale mogliby chociaż podzielić się naturą zadania. Obietnica dobrej zapłaty zrekompensowała to i ponadto. Wystarczająco aby Curio ochoczo pokazał nowe zlecenie Mili. I namówił ją do przyjęcia robótki. W końcu komu Fundacja Sirta mogła tak naprawdę nadepnąć na odcisk?
Na jednostce należącej do firmy stawili się o czasie. Najemnik upewnił się, że będą mieli wystarczająco czasu aby jeszcze ogarnąć się przed wejściem na pokład. W tym czasie Crassus przeprowadził generalną inspekcję swojego pancerza, modułów i uzbrojenia. Przy okazji czyszcząc wszystko na przysłowiowy błysk. Tak, aby jego pojawienie się na Daisy wręcz krzyczało, że żarty się skończyły. Oto przybyło R&C. Przez korwetę przeszedł się pewnym krokiem, nie czekając na wzrok załogi. Ci wyglądali jakby już widzieli istoty jego pokroju i to uczucie było wzajemne. Crassus nie mógł już zliczyć ile to razy widział losowego członka załogi numer cztery. Czasem i numer dwa się gdzieś przewinął.
CIB korwety cechował się znacznie lepszym stylem i wygodą niż standardowa wojskowa jednostka, czy to Przymierza czy Hierarchii. Crassus momentalnie to docenił, lądując swój wzrok na przygotowanych filiżankach do kawy.
- Mają rozmach, skurwisyny. Co nie? - szepnął do Chorwatki, rozsuwając swoje żuwaczki w szerokim uśmiechu. - Ale w sumie to napiłbym się kawki. Też chcesz? - z pytaniem na ustach turianin pierw skierował swoje kroki po filiżankę, a następnie pod termos. Czarny napój poleciał ciurkiem, napełniając niemalże ćwierć objętości naczynia zanim Curio odciął dopływ. Zamrugał i podniósł filiżankę pod nos, zaciągając się kilka razy zapachem. Chwilę ciszy przerwał jęk zawodu oraz wykrzywiona twarz turianina. - No kurwa, rzeczywiście. To nie jest dekstro-kawa. - skonstatował, rozglądając się za drugim termosem. Nie było. Odwrócił się więc do Mili aby wręczyć jej swoją szkalnkę. - Masz.
Fundacja Sirta wyłapała już pierwszego minusa. Oby ta cholerna zapłata była tego warta. Na jego szczęście, albo szczęście samych pracodawców, do CIB weszła dwójka istot, która nie tylko zwróciła uwagę najemnika momentalnie ale i została szybko rozpoznana. Turianin od razu wyszczerzył się w szerokim uśmiechu na widok Ishy i Skaxa, rozkładając ręce w międzygatunkowym geście powitania.
- Hej, hej! No proszę, nie wiedziałem, że ściągną tu i was. - powitał dwójkę wychodząc im na przeciw. - Dopierośmy się widzieli na Thesii… Aaa, tak, tak. Dziękuje serdecznie, Isha. Nyx pozostawiło po sobie niesmak ale i całkiem niezłe cacko, ten Raptor. Trochę podkalibrowałem i ciśnie jak armata. - uśmiech nie znikał z karapaksowej twarzy Crassusa, który już szykował się do kontrataku po docince D’veve. - Fajnie było. Szkoda, że musiałaś tak wcześnie spadać. - turianin nie miał wątpliwości, że asari załapie o czym mówił. Jego żuwaczki rozwarły się szerzej, ukazując ostre turiańskie zęby. - Jak tam, Skax?
Ostatnią członkinię ich małej drużyny już nie rozpoznał. Musiała być nowa w tym fachu, na to by wychodziło. Skoro i tak mieli spędzieć następne godziny a może i dni razem, Curio zamierzał zacząć na przyjacielskiej stopie.
- Crassus Curio, R&C Security Services. - przedstawił się zaraz po Ishy. - Przydałoby się jakieś meksykańskie żarcie, co? - rzucił głośno do całej ekipy, chcąc zapodać jakiś temat. Jednak nadejście Evy Core szybko sprowadziło go na jeden tor. Praca.
Turianin w ciszy wysłuchał przedstawicielki korporacji, nie przerywając jej aż do samego końca. Robota brzmiała jak typowe Search&Rescue, standard nie tylko w jednostkach specjalnych ale i usługach R&C. Jedna z najczęstszych rodzajów zleceń jakie otrzymywali, zaraz po ochronie osób i mienia. W tajemnice korporacyjne za bardzo się nie zagłębiał i nie dziwił. Każda firma miała swoje grzeszki, mniejsze lub większe, a robota Crassusa nie na tym polegała. Polegała jednak na działaniu w polu i te budziło pewne pytania. Dał dojść do głosu Ishy, samemu rozsiadając się na krześle i krzyżując ręce na piersi.
- Dobre pytanie. - poparł D’veve. - Mamy jakkolwiek zawężony obszar poszukiwań tych specjalistów? Czy nasze miejsce lądowania jest już w strefie i nie potrzeba dodatkowego transportu? Czy faktycznie mówimy o większych połaciach terenu? Zakładałbym, że jest to jedna placówka należąca do Fundacji ale wolę się zapytać. Dalej. Czy z nazwiskami idzie inna metoda identyfikacji? Numer służbowy? Zdjęcie? Chciałbym wiedzieć jak mam identyfikować mój cel a nie losowego Tyberiusza, który podał czyjeś nazwisko. Tak na wszelkie ale.
Uśmiechnął się i zerknął na Ishę, a następnie na Milę. Nie był pewny co do ostatniej kwestii logistycznej.
- Niby sensowniej jest zebrać się jedną jednostką. Druga byłaby całkiem niezła do asekuracji ale kto będzie się nią zajmował jak my będziemy twardo na ziemi? Chyba lecimy razem. Mila? - zerknął na swoją partnerkę, oczekując jej komentarza.
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Skax
Awatar użytkownika
Posty: 237
Rejestracja: 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 64.301

Re: Daisy

1 kwie 2023, o 20:02

W czasie gdy Isha miała swoje wielkie show, Skax zdawał się nie dorosnąć jeszcze do tego poziomu epickości co Isha. Gdy ona przeżywała niesamowite przygody, on najczęściej albo coś kradł albo siedział w celi. I co zabawne, obie te sprawy nigdy mu się nie połączyły! Jego zdolności specyficznego odzyskiwania dawnych dóbr, które właściciel utracił w nieokreślonych splotach okoliczności były bardzo częstym powodem jego nagłych zniknięć z Hieraxa. Ostatnio jednak mieli więcej czasu na podreperowanie ich wspólnych więzi. Isha upierała się, żeby ciągnąć go do baru, na co z lekkim oporem, ale jednak zgadzał się. Jej dar przekonywania był... Upierdliwy. No i w barach mieli alkohol. Turiański!

-CO?- Z jego ust wydobyło się głośno pytanie, retoryczne, bo po tej całej historyjce, którą usłyszał sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Szedł krok za Ishą nadal trzymając się za głowę, a właściwie za swój hełm, który szczelnie odgradzał go od wszelkich mikrobów świata zewnętrznego. Oczy szeroko otwarte wbite były w podłogę tuż przed jego stopami, ale tak naprawdę przed oczami miał tylko jeden widok. Ten, który opisała mu jego droga przyjaciółka. I za nic w świecie nie potrafił tego zapomnieć. Zdarzało mu się zapominać o ważnych sprawach. Czasami zapominał odpisać na jakieś wiadomości czy skontaktować się ze zleceniodawcą. Ale coś czuł, że tej historyjki nie zapomni nigdy. Ahhh, ta Isha i jej specyficzne fetysze.

-Crassus, Mila. Dobrze was znowu widzieć- Delikatnie się ukłonił, gdy dostrzegł dwie znane mu już postacie, które zapamiętał głównie przez wydarzenia na arenie Blasto. Jego przywitanie ciężko było sklasyfikować. Z racji ukrytej mimiki za szybą jego hełmu, nie było wiadomo czy są to szczere słowa, czy też wymuszona grzeczność. Do tego momentu nie był nawet świadomy, że ta dwójka się zna. Jak widać, chyba tylko on był z tego grona nieco wykluczony i całkowicie nie ogarniający innych grup najemniczych. Isha lepiej się w tym odnajdywała, bo i częściej miała tego typu zlecenia. Skax rzadko natrafiał kilkukrotnie na tych samych najemników, zwykle zaliczając jedynie jedną wspólną misję, aby potem ich drogi całkowicie się rozeszły. I to był jego ogromny błąd, który miał swoją kulminację na arenie. Wszystko stało się teraz dla niego jasne. W czasie gdy on pozwalał sobie na uprzejmości i małą rywalizacją ze znajomą Asari, ta dwójka od początku doskonale współpracowała, czego efektem było zostawienie Quarianina na łasce jednego z nich, mimo że drugie według reguł było częścią jego drużyny. Niewiele z tych wniosków pokazał na zewnątrz, jedynie lekko przymknięte oczy, dokładnie obserwujące tę dwójkę, sugerowały, że bardzo uważnie im się przyglądał.

-Skax... Po prostu Skax- Korzystając z okazji, że była w ich nowej ekipie jeszcze jedna osoba, która najwyraźniej również była na poziomie wykluczenia Quarianina, to ten przedstawił się jej zaraz po Ishy i Crassusie. W odróżnieniu od tego drugiego podarował sobie całą resztę swojego miana. Po pierwsze nie było to istotne, bo jego nazwisko nikomu nic nie powie, a Tonbay na pewno nie miał takiej galaktycznej sławy jak to całe "R&C Security Services". A po drugie praktycznie żadna rasa nie była przyzwyczajona do tak długiego imienia. No może z wyjątkiem Salarian. Ci mieli to jeszcze bardziej pojebanie skonstruowane. Niestety przedstawić si musiał sam, bo jak Isha uznała, nie jest ona ani jego matką, ani opiekunką, ani szefową. Tylko czemu czasami zachowuje się jak wszystkie trzy na raz? Na dalsze wymiany uprzejmości nie było zbyt dużo czasu, bo przy drzwiach pojawiła się kobieta. Człowiek. Skax lekko chrząknął, próbując ukryć swoje zmieszanie, bo w głowie znowu pojawiła mu się historyjka Ishy. Pieprzony słoik będzie go teraz prześladował.

Przez większość prowadzonej rozmowy pozostawał raczej w cieniu, jedynie przysłuchując się pytaniom od pozostałych osób. To, że nadal był z nimi duchem sugerowały jego oczy, które przeskakiwały na każdą kolejną osobę, która się wypowiadała. Tego typu rola bardzo mu odpowiadała. Nie lubił się stawiać w roli lidera i bardzo dobrze działało mu się jako pomoc. Tym bardziej, że Isha była bardziej rozgadana, a męskość męskiego Curio zdawała się budować jego pozycję sama z siebie. Chyba ich dwójka może być rodzicami chrzestnymi całej operacji, chociaż swoje dwa grosze na pewno doda również Mila. Kawał baby (przynajmniej w porównaniu do drobnego Skaxa), z którą miał okazję wejść w nieco bliższy, choć niezbyt miły, kontakt. Jej omniostrze było tutaj główną przyczyną.

-Zgadzam się z Ishą- Dodatkowe siły zwykle wszystko utrudniały. Co prawda Skax nie przywykł raczej do pełnoskalowych operacji czy misji polegających na ratowaniu wielu ludzi. Zazwyczaj trzymał się w małych grupkach, które miały coś zinfiltrować, aniżeli całych armii, które wpadały z pełną siłą. Szkoda poświęcać dodatkowe środki na konieczność pilotowania statków. Jeśli coś pójdzie nie tak, to i tak nic im to nie da. Oczywiście inni mogli mieć swoje zdanie i wydawało się, że mogą się zgadzać z Ishą, ale z jakiegoś dziwnego i tylko mu znanego powodu, Skax celowo podkreślił, że "zgadza się z Ishą", a nie też z pozostałymi, którzy podzielają pogląd Asari.
ObrazekObrazek
Nyx
Awatar użytkownika
Posty: 29
Rejestracja: 12 mar 2022, o 16:08
Miano: Nyxis T'hami
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: E4 - Komandor porucznik
Postać główna: Hira Cassan
Lokalizacja: Ziemia - RPA
Status: W akcji
Kredyty: 10.000

Re: Daisy

1 kwie 2023, o 21:27

Praca najemnicza nie była tym, czego szukała, rozwijając karierę w Przymierzu, ale z drugiej strony miała obecnie dość wolnego czasu, który musiała w jakiś sposób zagospodarować. Nie bez znaczenia było też jej obecne saldo na koncie, które nie było zbyt ciekawe. Jasne mogłaby czekać do następnej wypłaty, ale siedzieć w mieszkaniu i czekać na przydział? Nie, to nie jej styl, poza tym musiała pamiętać o swojej młodszej siostrze, która pomimo tego, że miała środki na utrzymanie, to czasami musiała liczyć na wsparcie swojej ludzkiej starszej siostry.

Stawiając się na korwecie, nie miała zamiaru zdradzać swojej przynależności. Po pierwsze mało czym się szczycić, że oficer Przymierza dorabia jako najemnik, a po drugie, ktoś dysponujący takim statkiem zapewne i tak już wiedział, kim ona jest. Jednak mimo wszystko, pozostali najemnicy nie musieli tego wiedzieć, łatwiej się pracuje, kiedy w okolicy nie ma żadnych "władz". Była po prostu nikomu nieznanym najemnikiem, co to chce zarobić trochę grosza.

Firma była dość znana, więc raczej nie spodziewała się pułapki czy działań niezgodnych z prawem. Przyleciała dość wcześnie, ponieważ i tak nie miała nic ciekawszego do roboty, więc postanowiła lecieć spokojnie, ale i tak doleciała chyba jako pierwsza. Po prostu poczęstowała się kawą, która nie była może tą, którą znała z Meksyku, ale no całkiem całkiem, pewnie kwestia smaku. Oparta o ścianę i popijając kawę z filiżanki, obserwowała po kolei kolejnych przybyłych. Była trochę wyalienowana, względem reszty, która wydała się nieźle znać, ale nie była tu dla towarzystwa. Chciała po prostu zrobić swoje, zgarnąć kredyty i wynieść się dalej.

- Nyxis. - dosłownie odrobinę kiwnęła głową w ramach powitania, odrywając od ust filiżankę z kawą.
Odpowiedziała asari tak samo bezemocjonalnie, jak ona. Nie miała jej tego jakkolwiek za złe, nie znały się i lepiej, aby tak zostało. Wystarczy w końcu imię na czas akcji. Kiedy jednak

Więcej emocji wykrzesała z siebie, kiedy przywitał się z nią turianin. Po pierwsze kojarzyła firmę, a po drugie trafnie ocenił jej pochodzenie, co było cholernie imponujące, biorąc pod uwagę, że był turianinem a latynoska cera to w końcu nie tylko Meksyk. Uniosła brwi, a po chwili uniósł się kącik ust. Na pewno była zaskoczona.
- Po prostu Nyxis, najemnik do wynajęcia. - przedstawiła się względnie czystko, jakby sama w to wierzyła. - Jestem pod wrażeniem wprawnego oka.

Zdziwił ją trochę quarianin, ale podarowała sobie uzewnętrznianie tego. No ale nie żeby miała z nimi jakiś problem, po prostu raczej niewielu ich luzem w galaktyce, a tym bardziej na takim zleceniu. Był tak samo skromny w przedstawieniu się, jak ona, co prowadziło do wniosku, że też wolał zachować swoją osobowość za mgłą tajemnicy, ewentualnie miał to głęboko gdzieś.
- Po prostu Nyx. - odpowiedziała, odstawiając pustą filiżankę bez większych emocji. Ciężko odwzajemnić coś, czego się nie widzi, prawda?! Cholerne quariańskie hełmy.

Po całym tym repertuarze powitań usiadła przy stole, kiedy zobaczyła w drzwiach kobietę. Nie zachowywała się przy tym, jak zniecierpliwiona, raczej chciała mieć to już za sobą, tę całą otoczkę sprawiającą, że ma się wrażenie, jakby było się na czyjejś stypie. A może to tylko ona miała na to takie spojrzenie.

Wysłuchała odprawy i wątpliwości innych. Prawdę mówiąc, wiedziała, na czym stoi, a bardziej była przyzwyczajona do małej ilości informacji. Wszystko rozgryzłaby pewnie i tak na miejscu, ale dodatkowe pytania ze strony współ...agentów? mogą wypełnić ewentualne luki. Oparła się wygodnie na krześle, złożyła ręce na brzuchu i po prostu wsłuchiwała się w pojawiające się informacje, które też wiele mogły świadczyć o jej współpracownikach — tak, tego słowa szukała.

Pewne było, że gromadka świetnie się znała, co do jednego. Wiedziała, że będzie dla nich piątym kołem u wozu i nie twierdziła, że sama będzie asem tej misji. Miała swoje doświadczenie i umiejętności, ale była sama wśród nieznajomych. Najważniejsze to nie dać się odstrzelić i wyjść z tego wszystkiego z dodatnim bilansem, przynajmniej takie miała oczekiwania, a wszystko ponadto będzie miłą premią.

Wciąż jednak nie miała pewności co zrobić ze swoim statkiem. Prawdę mówiąc, nawet nie był jej, a należał do Przymierza, ale mogła z niego dowolnie korzystać. Jednakże ryzyko uszkodzenia tego cuda byłoby dla pani oficer jak strzała w serce, a wytłumaczenie się z tego dowództwu, kolejnym problemem. Nie mogłaby ryzykować uszkodzenia myśliwca w prywatnym przedsięwzięciu, jednakże dobrze mieć ewentualny plan awaryjny w razie problemów. Poza tym musiała mieć możliwość szybkiej reakcji i komunikacji z dowództwem, w przypadku, gdyby otrzymała rozkazy. Wydała więc statkowi polecenie udania się na Horyzont, ale zaparkowania na planecie naprawdę z dala od jakichkolwiek zabudowań czy osiedli. Dzięki jego maskowaniu wewnętrznych sygnałów powinien być bezpieczny, a w razie problemów automatycznie opuści zagrożoną strefę. Posiadanie go na planecie, nawet tak daleko, powinno wystarczyć, aby zapewnić połączenie z dowództwem. Wyznaczyła mu strefę, w której powinien szukać bezpiecznej strefy lądowania i wysłała polecenie. Wolałaby osobiście lecieć sama, no ale ktoś zdecydował za nią.
    »   MUSIC THEME    »   
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan
Awatar użytkownika
Posty: 265
Rejestracja: 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Horyzont
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 895
Medals:

Re: Daisy

1 kwie 2023, o 23:16

Po oddaniu cielska Daro – co odbyło się w wyjątkowo interesujący sposób – Mila powróciła na Ilium, gdzie przez krótki czas oddawała się swoim zajęciom niezwiązanym ze strzelaniem ani obrywaniem. Kurowała się z ran, jakie odniosła na Innari, kręcąc się po klinikach, a później i po barach. Sprzedała też swoje stare omni-ostrze, uznając, że można się zabawić lassem, tak jak lasso zabawiło się ostatnio nią. Czekał je oczywiście dziewiczy rejs, ale tym razem Chorwatka postanowiła nigdzie się nie ruszać bez swojego towarzysza, choćby skały srały. Temu też względnie długo to nie zajęło, podobno pokręcił się po Omedze, więc pochłonęła parę ploteczek. Wspomniała też oczywiście o swojej dosyć dziwnej przygodzie i wyprzedawaniu statków do SST, które tworzyło własną flotę i miało ją wykorzystać... gdzieś. W międzyczasie oboje poszli popławić się we własnych umiejętnościach na kolejnej arenie, tym razem bardzo ekscentrycznej. Po zgarnięciu łupów Curio podsunął jej zadanie brzmiące całkiem poważnie – odbiór przesyłki, jakkolwiek by na to nie wskazywał, musiał być czymś wrażliwym, jeżeli zleceniodawca nie chciał podawać szczegółów, a obiecywana kwota opiewała na naprawdę wysokie kwoty. Zgadzając się bez cienia wątpliwości, Mila zaopatrzyła się w dodatkowy moduł do omni-klucza i pozwoliła swojemu pilotowi spotkać się przy korwecie.
Przechodząc przez korytarze, Mila z ciekawością oglądała korwetę, odwzajemniając zaciekawione spojrzenia członków załogi. W CIB miała miłe zaskoczenie – kawka, filiżanki (w jej opinii za małe), brakowało tylko ciasteczek. Rozsiadła się wygodnie na jakimś krześle, sięgając już powoli po termos, gdy Crassus ją ubiegł. — Ano, mają. Tylko żeby zaraz nie zaczęli wymagać od nas savoir vivru. Dawaj, też lej — odparła, szczerząc się i podsuwając naczynie do towarzysza. — Ej, ale wiesz, tutaj jest tylko jeden.... no właśnie, ech, to daj już to swoje. — Sięgnęła po filiżankę i upiła łyk, robiąc zaraz dosyć skontentowaną minę. — Nada się. Ale mało inkluzywna firma, nie ma co.
Tuż po tym zobaczyła, że przyszli kolejni najemnicy - ku jej zdziwieniu, oczywiście pozytywnemu, była to Isha i jej kolega quarianin, którego miała okazję obić nie tak dawno w warunkach kontrolowanych. — O proszę, moja ulubiona asari! — rzuciła, wstając z impetem i spotykając się w połowie z Ishą, zamykając ją w niedźwiedzim uścisku i klepiąc po chwili po plecach. — Niby się nie tak dawno nie widziałyśmy, ale tam przy tej arenie to hop siup, ledwo się minęłyśmy, nie? A tu proszę, kolejna misja razem, zajebiście. — Uśmiechając się, Mila podała Skaxowi dłoń. Nie znała go aż tak dobrze, dała mu tylko wpierdol, ale kojarzyła go – gdzieś tam metodą pantoflową w końcu poleciała na Innari przez niego. — Mam nadzieję, że nie bolało za bardzo na arenie?
Kiwnęła ostatniej najemniczce, która gdzieś się tam czaiła w środku, zapewne przytłoczona głośnością rozmów i znajomością reszty, po czym usiadła, dopijając filiżankę i zerkając ze zdziwieniem na Curio, gdy ten skomentował głośno o meksykańskim żarciu. — Nie pamiętam, żebym cię jakoś intensywnie uczyła o etniczności Ziemian. Skąd to wytrzasnęłeś, naoglądałeś się na trybie incognito vidów? — Tuż po tym wszedł ich kontakt i zaczęła opowiadać o ich zadaniu – odzyskaniu trójki naukowców. Gdy przybył czas na ich opinie, a Isha i Crassus się odezwali, także i Mila wyraziła swoją opinię.
Jeśli teren poszukiwań jest na zawężonym terenie, powiedzmy jeden kompleks, to można pomyśleć, żeby mieć dostęp do szybkiej ewakuacji i zabrać ze sobą statki na powierzchnię, o ile będzie teren do lądowania. W innym wypadku – tak jak Isha mówi, lepiej nie ryzykować, tym bardziej, że nie wiemy o co chodzi i jaki opór będzie stawiany. Potrzebujemy więc szybkiej drogi ucieczki.
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 11786
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: Daisy

3 kwie 2023, o 20:11

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- Naturalnie - odparła bez zawahania na pytanie D'veve o środek transportu.
- Na lądowisku czekać będzie na nas przystosowany do warunków planety pojazd naziemny. Nie wiemy, ile kilometrów przyjdzie nam zrobić od jednego celu do drugiego, nie ma potrzeby tracić czasu na zbędne spacery - tym samym, doktor Core rozwiała przynajmniej część wątpliwości. Przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na nogę, spojrzenie kobiety przeskoczyło na turianina, który słusznie dopytywał. Gestem, zapewniła go, że zaraz odpowie na wszystko wyczerpująco i ze szczegółami, ale najpierw aktywowała swój omni-klucz i nie widząc sprzeciwu na twarzach pozostałych zleceniodawców, potwierdziła start.
Statek, oderwał się od rampy. Wytyczony kurs, pognał go na skraj układu. W stronę przekaźnika masy. Powietrze drżało tylko przez moment, ściany korwety były dobrze wygłuszone i do uszu pasażerów nie dochodził przeszkadzający co wrażliwszym warkot silnika.
Eva opuściła rękę, dezaktywując omni-klucz. Zniknęła pomarańczowa poświata rzucająca cienie na jej skupioną twarz.
- Ostatni kontakt potwierdził obecność całej trójki w stacji badawczej. Miał on jednak miejsce ponad sześć godzin temu, zakładamy możliwość, że z przyczyn nam jeszcze nieznanych, wszyscy opuścili budynek i albo udali się do sąsiadującej kolonii, albo w głąb planety. Nasi pracownicy znając procedury ewakuacyjne, są jednak ludźmi. Z dobrymi sercami. Gdyby stała się tragedia, kolonia i jej mieszkańcy byli zagrożeni, ktoś potrzebował pilnej pomocy medycznej, mogliby chcieć pomóc - nie usprawiedliwiała nikogo. Wyłącznie przedstawiała opcje. Możliwe scenariusze. Dzieliła się tym, co mogła przynajmniej w pewnym stopniu przewidzieć. Zależało jej, aby każdy z trójki znalazł się cały i zdrowy, nie miała więc podstaw, aby cokolwiek ukrywać przed zleceniobiorcami.
Ruchem ręki, przybliżyła holograficzną mapę. Budynek był rozległy, dzielił się na laboratoria i część badawczą, w osobnym, dobudowanym przedłużeniu, znajdowały się kwatery mieszkalne. Od kolonii, odgradzał go spory hangar, w nim znajdowały się pojazdy naziemne zarówno dwu, jak i kilkuosobowe; część do pobierania próbek z miejsca, gdzie warunki w ogóle nie były przyjazne organizmom żywym, inne do transportu.
- Wszyscy posiadają swój indywidualny lokalizator, znając go, jesteście w stanie zlokalizować na radarach swoich omni-kluczy położenie naszych celów. Dodatkowo otrzymacie ich zdjęcia, pełne personalia i kod seryjny omni-klucza. Myślę, że to wystarczy do odpowiedniej identyfikacji? - uśmiechnęła się, doszukując chociaż podobnego cienia w minie turianina.
- Jestem przeszkolona bojowo. Potrafię posługiwać się bronią, gdyby doszło do walki, będę Was wspierać technologicznymi umiejętnościami - zapewniła z pewnością kogoś, kto już musiał doświadczyć bycia pod ostrzałem oraz konieczności odpowiedzenia ogniem na atak.
Przerzuciła wiadomości, które napływały na jej komunikator. Żadna nie mogła być wystarczająco ważna, aby oderwać doktor Core od rozmowy.
- Podróż zajmie mniej więcej dziesięć godzin. W kwaterach załogi przydzielono Wam łóżka, w lodówkach znajdują się posiłki do odgrzania, mamy tutaj również małą wypożyczalnie vidów. WI poinformuje Was, gdy wyjdziemy z tunelu przekaźnika masy na orbicie Horyzontu. Gdybyście mnie potrzebowali, będę tutaj. W CIB - kończąc spotkanie, Eva wycofała się. Była już w drzwiach, kiedy drgnęła i obróciła się w ich stronę.
- Ach! Gdzie nasze maniery. Każę donieść dekstro-kawę. Najmocniej przepraszam za niedopatrzenie asystentki - po szczerych przeprosinach, doktor Core zadokowała się na mostku pochłonięta lekturą wiadomości, na które wybiórczo odpowiadała, bądź przesuwała je dalej. Na później.
Czas, mądrze, bądź nie do końca dobrze wykorzystany upłynął względnie szybko. Kto chciał, mógł się przespać, zagrać w kości z załogą gotową na taką zdrową rywalizacje, bądź przesiedzieć ten czas w pomieszczeniu socjalnym przeskakujać z vida na vid. Kolekcja zawierała klasyki gatunków, w tym filmy stylizowane na dawne, już praktycznie zapomniane ziemskie kino nieme, a także opery w wydaniu elkorskim.
Podobnymi, zabawiano dyplomatów odwiedzających Dekuunę.
Na ostatniej prostej, gdy statek leciał wydawałoby się nieskończonym tunelem, a obraz po drugiej stronie przeszklonych części zlewał w jedno, czas jak na złość w odczuciu podróżnych zaczął zwalniać. Być może do głosu zaczynało dochodzić przeczucie, że lada moment czeka ich pełna mobilizacja, tymczasem ostatnie momenty bezczynności zachęcała do snucia domysłów i innych gdybań nieustannie kręcąc trybikami. Z letargu, wyrwał ich głos pokładowej WI. To już.
Horyzont.
Obecność w docelowym układzie narzuciła na załogę pewne zdyscyplinowanie. Każdy, zajął przypisane mu miejsce. Nie był tu przypadkowo. Nie chwytał się roboty, na której się nie znał. Wyczekiwał rozkazów w gotowości.
- Doktor Core? Mogę prosić? - celowo, bądź nie do końca, pilot odezwał się na wspólnym kanale, do którego również zostali podpięci. Eva, szybkim krokiem przeszła na mostek. Nikt ich nie zatrzymał, kiedy prędzej, czy później, poszli jej śladem.
- ... Nie odpowiadają. Wywoływałem już trzy razy, ale wieża lotów na Horyzoncie nie odpowiada - oznajmił mężczyzna siedzący za sterami korwety. Zmarszczyła brwi, przyglądając się przestrzeni, która rysowała się przed nimi.
- Wywołuj ich cały czas. Muszą w końcu odpowiedzieć - poleciła, kierując swój wzrok mniej więcej w ten sam punkt, w który wpatrywał się pilot.
Nie ruszyła się z miejsca. Doktor Core stała za jego plecami, w ciszy pełnej napięcia wyczekując na jakikolwiek odzew na w pewnym momencie zapętlony i powtarzany niczym mantrę Tu SSV Daisy...
Bez skutku.
Nikt ich nie słyszał.
Dlaczego, przekonali się podleciawszy bliżej planety.

Obrazek
Ogromny statek zatrzymał się na Horyzoncie. Nie przypominał żadnego, znanego im dotąd. Wyglądał obco, niczym zaciśnięte w pięść wydłużone szpony dodatkowo splecione pierścieniami. Górował nad kolonią, rzucając na nią posępny cień. Z ich perspektywy, miał ją w garści. Gabaryty statku sugerowały, że pomieściłby on załogę, która bez trudu rozszarpałaby w strzępy zamieszkałe obszary Horyzontu.
Najprawdopodobniej tak właśnie było. Cisza po stronie kontroli lotów. Otwierające się pazury, spomiędzy których zionęła obręcz gotowa wypuścić pocisk.
Doktor Core wyrwała się do przodu, zrównując się z pilotem.
- Atakuje kolonie? - szepnęła, jednakże na tyle głośno, że każdy usłyszał ją bez trudu.
Czy naprawdę mogła mieć jakiekolwiek wątpliwości?
- Tak - stwierdził rzeczowo pilot. - A nas ignorują, albo nie zdają sobie sprawy z naszej obecności - dodał, wskazując na monitory. Podlecieli tak blisko bez aktywnego systemu maskującego, a wielka maszyna zakotwiczona nad kolonią w ogóle nie zwróciła się w ich stronę.
Eva syknęła coś niezrozumiałego pod nosem. Uruchomiła swój omni-klucz, decyzję podejmowała w mgnieniu oka. Nie miała czasu na kontakt z przełożonymi, wewnętrzną dyskusję za, jak i przeciw. Nie, kiedy chodziło o ludzie życie. Wprowadziła trzy identyfikatory, ponaglała dane, które mieliło urządzenie wyjątkowo długo.
- Nie ma ich w ośrodku badawczym, ani w kolonie... To. Nie. Niby jak? - zmrużyła oczy, widząc coś, co z góry należało uznać za niemożliwe. A jednak, tak precyzyjny odczyt nie mógł się pomylić. Doktor Core westchnęła, podnosząc spojrzenie znad wciąż aktywnego omni-klucza.
- Transportują ich na statek. Całą trójkę. Podejrzewam, że nie tylko ich. Porywają ludzi z koloni? Po co? - pytała na głos, mimo iż tak naprawdę nikt nie mógł znać odpowiedzi.
Skąd?
Eva potrząsnęła głową, wyrywając się natrętnym myślom, które odciągały ją od clou.
- Są żywi, tylko najprawdopodobniej nieprzytomni. Tętno zwolniło, ale nie na tyle, abyśmy mieli się o co martwić. Wobec tego, co widzicie na własne oczy... - przekręciła rękę, aby sami mogli spojrzeć na odczyt z jej omni-klucza. Trzy punkty na współrzędnych zajętych przez statek.
- ... Potrajam stawkę za infiltracje statku i wyciągnięcie z niego każdego z nich. Wiem, że to jest duże ryzyko, jeżeli się go podejmiecie, należy się Wam uczciwe wynagrodzenie - od początku była z nimi szczera. Teraz również zamierzała. Naprawdę chciała im powiedzieć, że wylądują, wsiądą do siostrzanego pojazdu Mako i odbiorą po kolei każdego z trójki pracowników Fundacji. Ale plany się zmieniły. Ewoluowały w stronę chaotyczną. Wiedzieli, po kogo szli.
Tylko i aż.
Chwila ciszy, przynajmniej po jej stronie, trwała kilka sekund.
- Czy nadal mogę liczyć, że podejmiecie się ewakuacji trójki celów? - potrzebowała deklaracji tu i teraz, aby przekazać im dane, które pierwotnie mieli dostać dopiero na planecie.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Ostatnio zmieniony 7 kwie 2023, o 19:22 przez Mistrz Gry, łącznie zmieniany 1 raz.
Skax
Awatar użytkownika
Posty: 237
Rejestracja: 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 64.301

Re: Daisy

4 kwie 2023, o 14:41

-Cóż... Twoje ciosy były bezbłędne- Odparł Mili na jej pytanie o ich ostatnią konfrontację. To prawda, że tamten ruch najemniczki był oszałamiający. Dosłownie. Skax powalony, w bliskim kontakcie był właściwie bezużyteczny i jego sztuczki z omni-klucza nie miały szans z omni-ostrzem. Gdy tylko o tym teraz pomyślał, jego dłoń mimowolnie zbliżyła się do brzucha. Skorzystał więc z okazji i wykorzystał ją aby uścisnąć dłoń Mili. Mimo wszystko dobrze było mieć chwilę na spokojniejszą rozmowę w cztery oczy, bez względu na ich wcześniejsze relacje. Nie żeby mieli jakoś dużo czasu na pogawędki, bo zostali zabrani na spotkanie przed wylotem.

W czasie gdy pozostali przerzucani się pytaniami i odpowiedziami, Skax bardziej skupił się na samych planach i wyświetlonej mapie. Na chwilę tylko odwrócił wzrok, gdy medyczka wspomniała o swoim przeszkoleniu bojowym i technologicznych zdolnościach. Wyglądało na to, że w razie ewentualnej walki będą bardzo podobnym wsparciem. Poza samym momentem zagrożenia już ich role nieco się rozjadą, bo co innego inżynier i haker, a co innego medyczka. Współpracował już wielokrotnie w podobnych zespołach, więc i tym razem widział to jako swojego rodzaju plus całej tej nowej ekipy. Posiłków odmówił, nawet kawy. Złe wspomnienia nadal były silne i chyba jeszcze przez lata nie pozbędzie się odrazy i strachu przed oferowanym mu jedzeniem. Nie tknie niczego czego sam wielokrotnie nie sprawdzi, a na tego typu wyprawy zawsze zabiera sobie coś małego do podreperowania sił. Nawet jeśli brali go teraz jako pomoc przy wyciągnięciu ważnych celów, to i tak nie ufał im dostatecznie tyle, by ryzykować kolejny raz swoim wątłym quariańskim zdrowiem. Utrata życia w czasie walki była czymś z czym się pogodził, ale śmierć od chorób czy trucizny to już zupełnie inna para kaloszy.

W czasie przerwy trzymał się raczej blisko Ishy. Ją znał najlepiej a i ona potrafiła bardzo dobrze odnajdywać się w tego rodzaju technikach socjalnych. Co prawda nie miał zamiaru wchodzić jej na głowę, więc gdy trzeba było, to po prostu trzymał się gdzieś na uboczu, jedynie obserwując poczynania tutejszej załogi, czy też innych najemników. Po cichu liczył, że uda mu się wystarczająco schować w cieniu, że tak jak zwykle nie zostanie dostrzeżony. Przez Arenę i Fornaxa miał z tym pewne problemy, ale wciąż starał się wrócić do bycia zwyczajnym, nierozpoznawalnym szaraczkiem. Przynajmniej w sytuacjach, gdy w okolicy było zbyt wiele innych osób, ale w sytuacjach bardziej prywatnych, gdzie czuł się już swobodnie, zwykle odpalał mu się techniczny słowotok, którego to niestety większość nie ogarniała.

-Keelah! Co to jest?- Lekko aż podskoczył, gdy dostrzegł niesamowity i całkowicie nieznany mu statek. Nie przypominał on niczego co Skax wcześniej by widział. Trochę ciężko było określić, czy to kwestia przerażenia... Czy też bardziej chorobliwej ciekawości. Quarianin bardzo szybko wyobraził sobie kilkanaście potencjalnych scenariuszy, w których albo zdobywa taki statek albo przynajmniej zdobywa jakieś niezwykłe technologie, które by się na nim znajdowały. To może być klucz do końca jego Pielgrzymki! Sądząc jednak po rozmowie, która się w międzyczasie toczyła, nie będzie to takie proste. Ale okazja sama wpadnie mu w ręce. Gdy wpadła propozycja potrójnej stawki, całość była właściwie już tylko formalnością. Spojrzał na swoją koleżankę i delikatnie kiwnął głową, potwierdzając swoją chęć. Ostatecznie decyzja zależała również od niej, więc niech powie i za siebie. Co prawda nawet za darmo Skax by się tam z chęcią wpakował i pobuszował, ale jeśli miał przy okazji zarobić, to bardzo chętnie. Tym bardziej, że ryzykowałby życiem nie tylko swoim, ale i Ishy.
ObrazekObrazek
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 272
Rejestracja: 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: W objęciach Kai Lenga
Status: własność Kai Lenga
Kredyty: 35.900
Medals:

Re: Daisy

4 kwie 2023, o 17:06

Przy przywitaniach z resztą składu, nie mogła ominąć celnego strzału sprezentowanego jej przez Crassusa - musiała bowiem spadać. Bardzo chciałaby mieć jakąś kreatywną ripostę, ale tym razem jej nie miała, więc po prostu cicho się zaśmiała, przechodząc przy tym do spraw dalszych.
Gdy zadawała pytanie, dostawała odpowiedź. I to nie byle jaką, bo wyczerpującą. Sirta zapewniała im wszystko, co mogło być wymagane na takiej misji bez mrugnięcia okiem, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że dobrze zrobili (czy też raczej, Skax zrobił, bo to jego kontakt załatwił im tę robotę), biorąc to zadanie. Profesjonalna obsługa, miłe towarzystwo, oraz nawet, najwidoczniej, tutejszy odpowiednik minibarku. Lot tą turystyczną barką nie kończył się jednak na jakiejś ładnej lokacji, czy porcie, a na tym, że będą musieli zabijać ludzi, by ratować innych za pieniądze. Na zwiedzanie niestety nie będzie czasu. Zresztą, co było na Horyzoncie? Chyba nic istotnego. Wysłuchała oczywiście wszystkiego w miarę pilnie, notując sobie, że ludzie z Sirty powinni być w placówce, ale mogli też nie być, i nie mieli pełnego potwierdzenia tego jak prezentowała się sytuacja. Oczywiście, zawsze musiały być jakieś utrudnienia. Nie dało się przeprowadzić misji w stu procentach czysto i zgodnie z planem, dobrze to wiedziała. To był już element pracy najemniczej. Takich jak ona nie brało się do prostych zadań.
Gdy ta wstępna narada się zakończyła, dość szybko znalazła sobie swój własny kącik. Jeżeli reszta miała ochotę, to nie miała problemu, by skoczyć z nimi na jakiś lunchyk, może w poszukiwaniu meksykańskiego żarcia, czy jakiegoś innego ziemskiego przysmaku. Byli w końcu na pokładzie statku Sirty, nie liczyła więc na delikatesy skądś indziej. Niestety, kulinarna kultura ludzi zdominowała w dużej mierze jej życie. Oprócz tego, raczej nie oglądała vidów czy nie marnowała jakoś szczególnie czasu. Zajęła sobie kwaterę, ale nie udało jej się zdrzemnąć. Za dużo energoli. To jest, dwa, trzeci był w drodze.

WI poinformowała ich o dotarciu naprawdę szybko, a Isha stawiła się w CIB z podobną prędkością. W prawdzie, odliczała sobie czas do dotarcia już od około dwudziestu minut, ze znużeniem wyczekując akcji. I akcję dostała.
Na mostku pojawiła się razem z Doktor prawie od razu, uznając, że skoro nie została zatrzymana, to jest zaproszona.
- Zakłócenia? - zapytała dość krótko, gdy usłyszała, że nie odbierają - Teraz co drugi pirat lubi wyłączać komunikację. - miała już sugerować, by podlecieli bliżej, ale Doktor ją wyręczyła. I słusznie, bo to ona dowodziła tą operacją. To jest, struktura dowodzenia była tu luźnym terminem, ale to ona reprezentowała zleceniodawcę, i to jej słuchała się załoga.
I wtedy Isha dostała tą akcję. Widząc statek, który od razu skojarzył jej się z poprzednią przygodą, serce zabiło jej mocniej, a ona od razu, natychmiast, zamilkła. Uśmiech, który zwykle był dość pasywną częścią D'veve, nagle zniknął, zastąpiony dość poważnym i zaskoczonym grymasem.
- ...jakie są szanse? - zapytała sama siebie, nie oczekując w sumie odpowiedzi. - Widziałam podobny statek parę tygodni temu. Zbieracze. - powiedziała od razu. Spokojnie, bez żarcików i ceregieli, nie poddając się jednak większym emocjom, choć naprawdę była zaskoczona. Nie sądziła, że jej przygoda powtórzy się kiedykolwiek, a już co dopiero tak szybko. A jednak, była tu, tym razem przed czymś wyglądającym na główny statek wroga. Wcześniej radziła sobie tylko z wrogami z niego zesłanymi, nie weszła w konfrontację z tym behemotem.
Kilka wdechów i zdań od Doktor Core później, patrzyła już na statek nieco bardziej badawczym wzrokiem. Zastanawiała się, jaki jest w ogóle los tej misji, czy zleceniodawczyni po prostu nie spanikuje i nie usuną się w cień. Ale nie - Core wykazała się brawurą lub pragmatyzmem. Misja się nie zmieniła, jedynie jej parametry. Zamiast wyciągnąć ich z placówki badawczej, mieli wyciągnąć ich z...paszczy lwa.
Za potrójną stawkę. Profit był porównywalny do ryzyka, a historia, którą dzięki temu będzie mogła opowiedzieć, będzie epicka. Zresztą, nawet jeśli ta decyzja będzie durna i umrze, to będzie to naprawdę dobry ostatni taniec.
- Czuję, że się polubimy, pani Doktor - uśmiech wrócił, a wraz z nim, rozsądniejsze podejście. Nie byłaby w końcu najemnikiem, gdyby miała teraz się poddać, albo od razu stracić pokerową twarz. Zresztą, na Proctulusie sobie z nimi poradziła, to i poradzi sobie z nimi teraz. Jasne, Zbieraczy pewnie było więcej i mieli cały statek, ale ona miała o wiele lepszą drużynę, a nie losowych idiotów z SST. - Wchodzę w to. Raz już walczyłam ze Zbieraczami, to zrobimy to i drugi raz, ale tym razem w lepszym stylu. Ile wiecie? - zapytała resztę dosyć szczerze, by w razie czego przekazać im swoje skrawki. Sama nie wiedziała wszystkiego, ale przeszła z nimi kilka konfrontacji, oraz zaznała tego ich "umysłu zbiorowego" na polu walki - No i, najważniejsze, czy dalej w to wchodzicie? - wierzyła w Skaxa, bo, paradoksalnie, był odważnym gościem. Nie stchórzył na Neidus, nie stchórzył gdy porwało go Exogeni, to nie stchórzy i teraz. Co do reszty jednak...? Wiedziała, że Curio i Mila są odważni, ale byli też rozsądni. Rozsądek podpowiadałby więc wycofanie się, by nie umrzeć. Z drugiej strony, zarobek też może ich skusić. Ją przecież to przekonało.

Nieważne, kto się zgodził, a kto nie, bo ona powiedziała już swoje. Nie była tchórzem, choć trochę tchórzostwa mogłoby się teraz przydać.
- Jaki jest plan, Core? Skaczemy w próżnię? Widać jakieś...hangary, czy strefy wlotu? - to drugie pytanie skierowała już bezpośrednio do pilota. Sprawdziła jeszcze raz swój pancerz, zerknęła na karabin, oraz, co najważniejsze, wyjęła paczkę gumy. Nie miała na sobie hełmu, więc wrzuciła jedną na ząb. Żucie gumy i kopanie tyłków Zbieraczy? Jasne, czemu nie. Była to jakaś śmierć. - Jak coś, to skradanie się to głupi pomysł. Jeśli tylko zabijemy jednego, dajmy na to, z ukrycia, to cała reszta będzie wiedzieć. Umysł Zbiorowy. Wiadomo. - zaczęła przedstawiać swoje myśli niepytana, ale też, jak uznała, mile widziana. Nie wiedziała, czy reszta miała kiedyś do czynienia z takim wrogiem, a nie można było przecież czegoś tu spieprzyć. Taka operacja musi zostać przeprowadzona idealnie, albo, no, blisko ideału.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 223
Rejestracja: 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 52.650
Medals:

Re: Daisy

6 kwie 2023, o 14:15

Crassus nie miał już żadnych wątpliwości, że był on podwójnym zwycięzcą areny Blasto. Pierw realnym, faktycznym, z nagrodą od samego hanara. Teraz zaś moralnym, fundując Ishy techniczny nokaut liryczny. Nie zdziwiło go, że się nie odezwała. Prawdę powiedziawszy to on sam by zamilkł w tym momencie. Czasem to było lepsze wyjście. Poklepał jeszcze asari po ramieniu, tak aby podkreślić, że jego słowa były jedynie żartami.
- Ciebie też, Skax. Nie będę ukrywał, dobrze jest być razem po jednej stronie. - skomentował do kompana D’Veve. Quarianin wydawał mu się całkiem ogarnięty w swoim rzemiośle, przynajmniej w trakcie krótkiej walki na arenie. Technik im się przyda w zespole, bo zadanie miało być jednak dłuższe niż przypuszczał. Była jeszcze piąta, nieznana karta.
- Pozwolisz, że będę mówił po prostu Nyxis? Nyx ma złe konotacje w mojej głowie. Nic wspólnego z tobą. - zachichotał krótko, doskonale wiedząc, że reszta go zrozumie. Zamrugał na T’hami gdy ta pochwaliła jego wzrok. W pierwszej sekundzie nie załapał o co chodziło, po prostu miał ochotę na ostre tacos. Ale jak tylko trybiki w jego głowie zaskoczyły, Crassus wyszczerzył się szeroko. Przypadkiem trafił w samą dziesiątkę! - No ba. Oczy snajpera. - wskazał na swoje żółte tęczówki. Następnie przeniósł swoją uwagę na partnerkę, przechylając głowę ze zdziwieniem. A tej co, w głowę się uderzyła? - No przecież wpierdalam tacos w każdy czwartek. - wzruszył ramionami.
Turianin cmoknął cicho, słysząc o przygotowanym pojeździe. Czyli jednak Sirta nie zebrała swoich VIPów w jednym miejscu. Potrzebowali działać skrycie ale nawet Curio był w stanie wymyślić kilka całkiem dobrych powodów dlaczego ktoś pracujący w korporacji miał się stawić we wskazanym miejscu. Cóż, przynajmniej podstawią im pojazd. To już było jakieś ułatwienie. Jego pytanie również doczekało się odpowiedzi i to dużo bardziej satysfakcjonującej dla turianina. Lokalizator przy każdym VIPie ułatwi sprawę ich odnalezienia i identyfikacji. Crassus pokiwał głową twierdząco do doktor Core.
- Zdecydowanie, powinno wystarczyć. - zgodził się z przedmówczynią.
Nie skomentował sprawy obecności doktor w ich zespole. Spodziewał się, że Fundacja Sirta będzie chciała mieć swojego agenta w polu, tak na wszelkie ale. Jej słowa o umiejętnościach bojowych odebrał równie neutralnie. Dopóty, dopóki ich nie zobaczy to wolał patrzeć na Eve jak na cywila. Ktoś, kto w taki sposób sformułował zdanie albo faktycznie znał się na rzeczy albo jedyne szkolenie bojowe miał na symulatorach. Natomiast sprawę dekstro-kawy już skomentował.
- Poprosiłbym.
Dziesięć godzin, które dzielił ich od Horyzontu, Curio zamierzał w pełni wykorzystać na przygotowania i relaks. Ten ostatni również był istotny, pozwalał mocno ograniczyć psychiczne obciążenie związane z sytuacją zagrożenia jak i zadaniem, które nieśli na swoich barkach. Niezmiernie chętnie skorzystał z zaproszenia Ishy na to wspomniane meksykańskie żarcie, obowiązkowo ciągnąć ze sobą Milę. Zaoferował też Nyxis by ta się dołączyła, skoro już poznali się przy okolicznościach kulinarnych. Jeśli kuchnia meksykańska była nie do odnalezienia, zadowoliłby się czymkolwiek innym. Byleby nie było później długich posiedzeń w toalecie. Po zjedzonym lunchu Crassus chętnie przeszedł do opowiadania anegdot i historii ze swojego życia, równie chętnie wysłuchując każdego, kto chciał się dołączyć. Potem trochę ćwiczeń, obmyć ryj pod prysznicem i na kojo. Sen był najważniejszą częścią ich wyprawy. Przynajmniej dla turianina.

- Mam złe przeczucia. - Curio skomentował sprawę zakłóceń, złapany w temat przez słowa Ishy. Podszedł bliżej doktor Core i asari, splatając ręce na piersi gdy jego wzrok skierował się na wyświetlacze. - Cholernie ciężko jest zagłuszyć całą kolonię. Nie wiem jaką jednostką musieliby dysponować ci piraci. Antena byłaby większa niż… O kurwa. - Crassus zamilkł momentalnie, jego wzrok szybko dostrzegł kontur ogromnego okrętu na orbicie Horyzontu. Najemnik zmrużył oczy, przyglądając się uważnie jednostce aby jakoś wydedukować klasę i typ. Lata służby w 7. Flotylli pozostawiły po sobie całkiem spory zasób wiedzy na temat turiańskich okrętów, zaś modelarskie hobby rozwinęło je o okręty innych ras. Przynajmniej te najbardziej znane. To co przybyło na Horyzont nie było żadnym z nich.
- Co to jest, do cholery? Pierwszy raz widzę takie coś na oczy… Zbieracze? - to słowo akurat przykuło jego uwagę. Nie, żeby miał jakiekolwiek pojęcie na ich temat. Jedyne co kojarzył to kilka szurniętych wpisów na extranetowych forach dla galaktycznych foliarzy, jeden bardziej pokręcony od drugiego. Nie spodziewał się usłyszeć tą nazwę z ust D’veve. Może i nie była normalna ale raczej trzeźwo widziała rzeczywistość. - Widziałaś…? No nie wiem, śmierdzi mi to jakimś popieprzonym gównem. Zobaczcie rozmiary tego czegoś! Cholera wie, co oni tam robią i z czym my w ogóle będziemy walczyć. Nie ma to sensu. - pokręcił głową. - Nie da to nic. Nie będę ryzykował nieznanego za…
Zamilkł. Potrójna stawka?! To zmieniało postać rzeczy. Curio odchrząknął głośno, zerkając na Milę.
- No jak tak pani doktor stawia sprawę. To ja idę po hełm w takim razie. Będziemy musieli robić spacer kosmiczny czy damy radę jakoś tam zadokować? Oni w ogóle mają doki? - Crassus doskonale zdawał sobie sprawę z przypadłości swojej kompanki i wolałby pominąć opcję spaceru w pustce. - Szykujmy się, nie ma co tracić czasu. Obmyślamy plan insercji. Rojo-umysł? Co to, jakieś zasrane robaki? Isha. Powiedz mi jedną ważną, ale to cholernie ważną rzecz. - Curio stanął przed asari, patrząc prosto na nią. - Czy te sukinsyny krwawią?
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan
Awatar użytkownika
Posty: 265
Rejestracja: 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Horyzont
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 895
Medals:

Re: Daisy

6 kwie 2023, o 14:53

Mila przysłuchiwała się temu, co mówi pani doktor, jednocześnie przyglądając się pojawiającemu się planowi budynków. Tworzyła powoli w głowie mapę, ale w rzeczywistości prawdopodobnie nie będzie jej potrzebowała za bardzo, jeżeli faktycznie mają mieć nadajniki, z których skorzystają. Nie wiedziała też, co to za zagrożenie, ale prawdopodobnie nic, z czym sobie nie poradzi; wyłapanie trójki naukowców mogło okazać się uporczywe, ale nie niemożliwe. To, co za to pojawiło się w jej głowie, to wspomnienie quarianina mówiącego o ataku na jakąś planetę. Możliwe było, że to mogło być to, chociaż było to nieco naciągane. Bardziej dziwne było to nieznane zagrożenie, o którym nikt nic nie wiedział oprócz cynku, że w ogóle jest. Oczywiście niczego niemożliwego dla niej nie było, ale świadomość zagrożenia znacznie ułatwiała wszystko, łącznie z planowaniem.
Mieli mieć natomiast profesjonalnego medyka, który na dodatek podobno bronił się całkiem nieźle, więc nie było tego złego i z tym przekonaniem Mila wstała od stolika, gdy spotkanie zostało zakończone, przechodząc do mesy za Ishą i resztą. Pokręciła się chwilę po okolicy, gnieżdżąc się tam powoli, po czym wygrzebała z lodówki jakieś zafoliowane jedzenie, które wepchnęła w siebie, w trakcie rozmawiając z asari i kto tam się przypatoczył – nawet raz czy dwa próbowała ciągnąć za język Skaxa, który zdawał się być nieśmiały i siedział w cieniu swojej głośniejszej koleżanki. Jeżeli większość już się znała, to oznaczało to więcej bądź mniej, że lepiej się dogadają w trakcie misji – dlatego warto było dołączyć do tej gromadki Skaxa i tę meksykankę, Nyx. Mniej żarcia się, jak na Innari, gdzie kobiecie prawie puszczały nerwy od tamtego czarnego mężczyzny.
Pograła w trakcie lotu nieco w kości, pokręciła się, oglądnęła kawałek jakiejś dramy, po czym zdrzemnęła się na chwilę, budząc jakieś pół godziny przed dotarciem do układu. Zabrała ze sobą do szatni podwójne espresso i przygotowała się już, nie widząc potrzeby w przeciąganiu tego aktu do ostatniej chwili. Broń, mody zostały sprawdzone, a sprawdzanie każdego elementu pancerza zajęło jej na tyle czasu, że zdążyli wyskoczyć z przekaźnika i dopinając rękawice Mila wyskoczyła do punktu zbiorczego.
Głos pilota poprowadził ją za panią doktor do nowego miejsca, w którym zaczęły dziać się dziwne rzeczy – coś, co musiało być powodem ich pojawienia się tutaj po naukowców, tak przynajmniej najemniczka wydedukowała. Podczas gdy Isha i Crassus próbowali wymyślić, co może być powodem, Mila zerknęła na swój omni-klucz, mimowolnie widząc, że jej połączenie ze światem zewnętrznym zostało zerwane. — Zagłuszyli cały układ, nic nie wychodzi i nic nie wchodzi — zauważyła, słysząc tylko celne spostrzeżenie Curio. Uniosła głowę, by zobaczyć coś, czego nigdy nie widziała, ani się nie spodziewała. Gigantyczny, organiczny statek widoczny z orbity planety – absolutnie jej nieznanej technologii, chociaż i tak nie uważała się za ekspertkę w tej dziedzinie. Podeszła kawałek bliżej, marszcząc brwi i wpatrując się kilka sekund intensywnie w zbliżającą się planetę i odczuwając rosnący w niej terror. Kosmos stał się w tym momencie dla niej jeszcze bardziej przerażający – pustka, która tkwiła wokół, najwyraźniej gościła coś nieznanego. Brzydkiego i strasznego. Wszyscy wokół mogli więc zobaczyć, że kobieta lekko bladnie, dopóki nie zaczyna łączyć kropek z wydarzeń, w których uczestniczyła nie tak dawno temu.
No i gdzie jest ta magiczna flota SST? — zapytała w eter, spoglądając na opuszczoną okolicę planety. Oderwała w końcu spojrzenie od statku, słuchając pobieżnie tego, co miała do powiedzenia Isha. — E, na Omedze zawsze krążyły plotki, że ktoś tam coś od nich kupił, sprzedał, ale to zawsze był bajki. A jeśli nie są, to... zaraz co? Mamy tam iść? Sorry, ale już jedną katastrofę przeżyłam, nie chcę kusić...losu, chciała dopowiedzieć, także milknąc na wspomnienie o potrójnej stawce i przeliczając wszystko powoli, po czym odwzajemniając spojrzenie swojego kompana, spojrzała na Evę. — Wchodzimy w to w takim razie. Ale jak zauważył Crassus, jak z drogą ewakuacyjną? Jak mamy się tam dostać, rozumiem, że nas tam zabierzecie i będziecie czekali?
Oparła się o cokolwiek, zakładając ręce na piersi i dalej analizując obecną sytuację. Zbieracze, te śmieszne istoty, które podobno kupowały dziwne rasy, przynajmniej wedle miejskich legend na Omedze. Jeśli porywają mieszkańców kolonii, to gdzie ich potem zabierają? Mila miała nadzieję, że nie okaże się, że zrobią to szybko i ona sama z resztą odlecą sobie gdzieś w siną dal poza galaktykę, do głębokiej przestrzeni kosmicznej, gdzie nikt nie usłyszy twojego krzyku...
Isha, ja nawet nie pytam, skąd do kurwy masz o nich wiedzę, ale jak mamy się wjebać w gniazdo szerszeni, to lepiej, żebyś wszystko nam opowiedziała ze szczegółami — zwróciła się do towarzyszki, za chwilę jednak przechodząc spojrzeniem do Skaxa, który w sumie mógł być bardziej zainteresowany tym tematem. — Abstrahując lekko, wiecie że SST zbiera flotę? Podobno chujową, ale wykupują statki skąd mogą. Byłam na takim jednym, Wędrowna Flota opchnęła ponad setkę okrętów najlepsze że nie za pieniądze i wkręciło reszcie, że tam jest kwarantanna. Pojebana sprawa. Ale do sedna, taki jeden quarianin palnął przed śmiercią, że oni, że Sojusz, kłócą się, czy wykorzystać tę flotę do obrony jakiejś kolonii w Trawersie, czy nie. I ja mam takie kurwa przeczucie, że te gnoje wiedzieli już wcześniej o tym tutaj. Ale najwyraźniej stwierdzili, że nie będą się w to angażować. Ani nie powiedzą nikomu innemu, o co biega — rzuciła, pobieżnie spoglądając na doktor Evę, zastanawiając się, czy to wszystko tutaj nie było szopką wkalkulowaną w koszta. — Rozumiem też pani doktor, że pani idzie nadal z nami? W centrum wroga medyk będzie raczej potrzebny bardziej niż zwykle.
ObrazekObrazek
Nyx
Awatar użytkownika
Posty: 29
Rejestracja: 12 mar 2022, o 16:08
Miano: Nyxis T'hami
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: E4 - Komandor porucznik
Postać główna: Hira Cassan
Lokalizacja: Ziemia - RPA
Status: W akcji
Kredyty: 10.000

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 14:40

Po zakończonej odprawie Nyx chętnie dołączyła w mesie do reszty, mając nadzieję na coś ze swojej rodzimej kuchni. No nie był to może domowy smak, ale przyzwyczaiła się do tej przemysłowej imitacji, na nic lepszego zwykle nie można było liczyć. Nyx nie za wiele mówiła o sobie, zresztą jak zwykle, po prostu chciała chociaż trochę zintegrować się z grupą, bo w końcu będą musieli na siebie liczyć. Prawdę mówiąc to żadnemu z nich nie ufała, byli najemnikami i równie dobrze mogliby strzelić ci w plecy, aby tylko na głowę przypadła większa nagroda. Nie podejrzewała żadnego z nich o honor, przynajmniej na razie. Jednakże nie była ona też z gatunku tych, co honor cenią ponad wszystko. Czasami trzeba go wsadzić w kieszeń i znaleźć sposób na ratunek, zamiast bezsensownie się poświęcać. Starała się też przy tym pochwalić kilkoma swoimi akcjami, ale lekko zmieniając pewne fakty tak, aby nie powiązać ich z Przymierzem czy innymi oficjalnymi operacjami. Po wszystkim po prostu udała się na spoczynek, doskonale znała znaczenie bycia wypoczętym przed akcją, szczególnie gdy wszystko się sypie i musisz potem być na nogach przez 24h albo dłużej.

Ustawiając sobie budzik, wstała około godziny przed czasem domniemanego dolotu. Była już po śniadaniu, porannej kawie i oporządzeniu. Nie wiedziała do końca w co się pakuje, dlatego wolała za w czasu być przygotowana do akcji. Słysząc komunikat na kanale wspólnym, po prostu udała się w stronę mostka. Szła jak do siebie, miała w tym pewne przyzwyczajenie i nie brała pod uwagę, że ktoś mógłby ją zatrzymać, co o dziwo się nie wydarzyło. Trzymała się lekko z tyłu, ale słysząc, że Horyzont nie odpowiada, nabrała podejrzeń i zbliżyła się. Co prawda planeta znajdowała się poza jurysdykcją Przymierza, jednak to wciąż ich rodacy, a brak kontaktu z kolonią był sam w sobie interesujący.
Inni mieli swoje teorie na ten temat, ale cokolwiek to było, nie było przypadkowe, nie wierzyła w takie rzeczy. Pytanie tylko, czy miało to związek z ich misją, a może działo się tu coś więcej. Wszystko się jednak wyjaśniło kiedy się zbliżyli.

Była żołnierzem, wiele w życiu widziała ale to? Nikt nie porwałby się z kilkuosobową ekipą porwać na Destiny Ascension, a co dopiero na tak ogromny statek Zbieraczy. Tak, to wariactwo, czyste i prawdopodobnie zabójcze...

...ale, ktoś musiał, prawda? Po pierwsze zaatakowali ludzką kolonię, a po drugie, nikt zapewne po za nimi o tym nie wiedział. Tylko ona była tu z Przymierza i musiała działać, zdobyć informacje czy cokolwiek dla dowództwa. Nie była byle szeregowym, że mogłaby to sobie odpuścić, była komandorem porucznikiem i kandydatem na Widmo, ucieczka byłaby równoznaczna z przekreśleniem wszystkiego czego dokonała. I nawet gdyby nikt się o tym nie dowiedział, miałaby takie wyrzuty sumienia, że prawdopodobnie by się z tego nie podniosła. A czy ktoś wspomniał o potrójnej stawce? Tym lepiej. Cóż, jeśli dzisiaj zginie to przynajmniej nie sama. Mimo wszystko żołądek jej się zacisnął, bo to nie tak, że się nie bała, nikt o zdrowych zmysłach nie byłby radosny od wewnątrz na myśl o wejściu do tego czegoś. Z pomocą przyszła "koleżanka" po fachu. Słysząc lekki szelest spojrzała na dłonie Ishy i widząc gumę, spojrzała jej w oczy.
- Masz jedną na zbyciu? - zapytała i nie musiała długo czekać, kiedy asari podsunęła jej opakowanie pod dłonie. Poczęstowała się i dość intensywnie zaczęła męczyć gumę, rozładowując na niej napięcie.

Umysł zbiorowy, to samo w sobie nie wróżyło nic dobrego. Oznaczało szybki czas reakcji wroga w razie wykrycia, a do tego, prawdopodobnie, świetną taktykę.
- Nie możemy dać się otoczyć kiedy nas wykryją, jeśli działają na zasadzie umysłu zbiorowego, to będą szybko adaptować taktykę, ale najważniejsze to nie dać się otoczyć. - rzuciła jedynym co miała do dodania. Nie łudziła się, że ich nie wykryją, ale musiała być pewna, że każdy wie jak działać w razie starcia.

Była skromna w swoich uwagach, było wystarczająco pytań, głosów i konwersacji. Wszystko czego potrzebowała dowiadywała się na bieżąco, a inni wydawali się być wystarczająco ogarnięci. A co SST...to nie był temat na teraz, ich tutaj nie było, mieli natomiast inny problem. Rzeczywiście problemem mógł być sposób dostania się do środka.

- Może po prostu spróbujemy od frontu? Jest szansa, że nie spodziewają się, aby ktoś był na tyle szalony, aby w ogóle iść do nich w odwiedziny. Spacer kosmiczny? Moglibyśmy czekać na nich na orbicie, ale kiedy ruszą to prawdopodobnie zwrócą na nas uwagę. - Nyx niejednokrotnie infiltrowała obiekty wchodząc frontowymi drzwiami, a pomagał jej w tym kamuflaż. Im ktoś jest pewniejszy siebie, tym mniej uwagi przykłada do ochrony wejść, bo nie podejrzewa aby ktokolwiek był na tyle szalony, aby się do niego włamywać. Zbieracze? Mogłaby ich podejrzewać o to samo.
    »   MUSIC THEME    »   
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 272
Rejestracja: 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: W objęciach Kai Lenga
Status: własność Kai Lenga
Kredyty: 35.900
Medals:

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 18:01

Na swoje życzenie, miała zaraz wpakować się w piekło za obietnicę pieniędzy, dobrej opowieści i jeszcze raz pieniędzy. To, czy będzie to uznane za idiotyzm, czy brawurę i pewność siebie , zostanie rozstrzygnięte przez to, czy wyjdzie stamtąd w jednym kawałku i po udanej misji, czy też nie. Już chyba się z tym pogodziła, albo przynajmniej zaakceptowała zmiany w rzeczywistości. Wyszła już żywa z wielu misji, które dla niektórych były albo samobójcze, albo po prostu zbyt ryzykowne. Choćby Nyx przecież takie było - Mila i Crassus wycofali się stamtąd, gdy zaczęła się największa akcja, ale ona, wbrew rozumowi, była skłonna zostać i obalić dyktatora.
Gorzej, że konsekwencją tych czynów było wstąpienie Nyx do SST. To już nie była zbyt dobra rzecz. Może lepiej więc, by o tym nie myślała i nie mówiła. Zresztą, nie miała czasu, by się nad tym zastanawiać, bo została zalana następnymi informacjami, w których zaczęła się gubić. Flota SST. Kupiona od Quarian. SST wiedziało. Jakaś kwarantanna w Wędrownej Flocie. Dużo słów na raz, z czego wszystkie były powiązane z ich sprawą, ale nie bezpośrednio. To nie było tak, że to zignorowała, po prostu doszła do wniosku, że nie ma tu nic do dodania. Zarejestrowała, nie skomentowała, idziemy dalej. Oczekiwane były od niej informacje. Pytanie Crassusa uderzyło ją dość mocno.
- Naturalnie - odpowiedziała mu od razu z dużą pewnością. Wiedziała, o co mu chodziło. To było proste pytanie - jeśli krwawią, mogą umrzeć. A mogą, więc będą umierać. Już oni tego dopilnują. - Ale nigdy nie widziałam, by ból ich osłabiał. Albo są żywi, albo martwi. Zero albo jeden. Strzelają równie celnie, nawet jak odstrzelisz im łapę.
Pęknięcie balona z gumy, którą wcześniej sobie wzięła, częstując też i Nyx, było ostatnim dźwiękiem, który wydała przed rozpoczęciem dosyć porządnego, pseudotaktycznego monologu.
- Jeżeli będziemy lądować, to możemy spróbować złapać ten pojazd naziemny. Podjedziemy nim, może damy radę zrobić jakąś dywersję. Ogólnie to w walce z nimi musimy być szybcy i skoordynowani, bez rozpierdalania się na kilka celów na raz. Mają od nas lepszy sprzęt, nawet od Crassusa i jego Raptora - zaczęła wyjaśniać, dając rady, które z jednej strony były dość łatwe do wykombinowania, a z drugiej sprawdzone - Mogą latać i są naprawdę szybcy, więc będą regularnie zmieniać pozycję. Tak jak wcześniej powiedziałam, mają też umysł zbiorowy, więc albo zaskoczymy wszystkich, albo żadnego. No i będą się dobrze koordynować, więc musimy zagrać w ich grę i komunikować się na podobnym poziomie. No, może nie tak samo, bo nikt z nas nie jest robakiem z połączonym mózgiem, ale... - wzruszyła lekko ramionami. Żart był mierny, ale to było w porządku. Nie musiał być dobry, musiał być jakikolwiek, tak dla poluźnienia atmosfery. - Poza tym, chyba nie muszę tłumaczyć wam jak się strzela. Jesteście na to za dobrzy. Jeśli ktoś ma odjebać taką operację i przeżyć, to chyba tylko my - rzekła już totalnie na poważnie i z wiarą. Nie musiała tego tłumaczyć, czy walić przemowy o tym jak zajebiści są. Wszyscy chyba to wiedzieli.

- Z innej beczki, macie tu ładunki wybuchowe? - zerknęła na Core - Pewnie nie, ale kto pyta, ten się nie gubi, czy jakoś tak
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 11786
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 18:43

[h4]Posiadanie ładunków wybuchowych:[/h4]
Parzyste - są
Nieparzyste - otóż nie tym razem
0
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 11786
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 19:28

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obcy statek wgryzał się w kolonie. Rozstawione szpony, osiadły miękko na ziemi. Kłęby dymu, obejmowały obcą konstrukcje, podlecieli na tyle blisko, aby zachować bezpieczną odległość. Nawet, jeśli wróg nie był nimi w chwili obecnej zainteresowany, przewrotność losu podpowiadała, że lepiej i rozsądniej nie kusić złego; system maskujący, skutecznie zmazał ich obecność z radarów. Nie widzieli wiele, ale gabaryty statku, mimo sporej odległości, rzucały się w oczy nawet z orbity. Pilot, nerwowo bębnił o panel przed sobą. Zastanawiał się nad czymś intensywnie, kiedy wydawało mu się, że nikt na niego nie patrzył, przetarł oczy ze zdumienia.
Zobaczyć, to jedno. Ale usłyszeć z ust asari informacje płynące z doświadczenia i przeżycia spotkania ze Zbieraczami, budziło popłoch w nawet najbardziej karnym, a także dobrze opłacanym pracowniku korporacji.
Zreflektował się jednak, nim doktor Core z ciężkim westchnięciem przeniosła ciężar ciała z jednej na drugą, nieco wysuniętą do przodu nogę. Kłamałaby twierdząc, że nie odetchnęła w ulgą, kiedy usłyszała, że mimo wyjątkowo fatalnych okolicznościach, nikt nie zrezygnował ze zlecenia.
- Możemy przechwycić obraz tego, co dzieje się w kolonii? Albo ośrodku badawczym? - spytała, gestem dając im znać, że słyszała ich, ale...
- Dobre pytanie. Poszukamy otwartego portu, może uda się podpiąć do jakiegoś sytemu, najlepiej monitoringu... - odparł, wklepując polecenia głównie dla pokładowej WI.
Eva przez chwilę przyglądała się mu z boku, szybko jednak podniosła głowę i zwróciła się do pozostałych.
- Słyszeliśmy o tak zwanych Zbieraczach, całych koloniach, które znikały z systemów. Nie sądziłam jednak, że Horyzont i nasze cele są realnie zagrożeni... Jak udało się Wam przeżyć? Uciekliście, czy zabiliście wszystkich ze spotkanych? - niespodziewana zmiana tematu, urwanie monologu, który układała sobie w głowie, zatrzymał wzrok kobiety na asari. D'veve miała cenne doświadczenie. Chętnie wypytałaby ją, zagłębiła się w szczegóły, lecz czas... Cóż. Uciekał im przez palce.
- Oczywiście, że idę z Wami. Od początku do końca zachowujemy też łączność z korwetą, ewakuują nas cokolwiek by się tam nie stało - wskazała przez szerokie okna na złowrogą sylwetkę statku z pewnością kogoś, kto wiedział, że był pewny swoich ludzi.
I za żadne skarby, nie zostanie zdradzony.
- Pani Doktor... - wtrącił pilot, lecz w słowo weszła mu pokładowa WI
- Mam fragment zapisany w chmurze z kamery monitorującej kolonie. Proszę spojrzeć - jeden z ekranów, rozjaśnił się i wczytał zassane dane. Kilka osób biegło na oślep między budynkami kolonii. Otaczał ich rój, insekty, osiadały na ludziach, wczepiały się w krzyczących i próbujących się bronić kolonistów; nie minęło kilka uderzeń serca, a zastygali w bezruchu. Niczym złapani w staze. Dwóch Zbieraczy, odwróciło się w stronę unieruchomionych kolonistów. Chwycili mężczyznę za ręce, jakby ten był figurą, bądź innym posągiem i zaczęli ciągnąć w stronę rzucanego przez statek cienia. Humanoidalne sylwetki, aż za dobrze kojarzyły się Ishy.
- ... Porywają wszystkich? Bez selekcji? - spytała na głos, po czym potrząsnęła głową. Nikt, jeszcze, nie mógł jej dać jednoznacznej odpowiedzi.
- O jakie dokładnie ładunki wybuchowe pytasz? Mamy kilka z pierwiastkiem zero, zdolnych wysadzić solidne, pancerne drzwi, bądź mecha, ale gdyby dobrze połączyć stężenie energii... - urwała, nadal nie wiedząc, do czego byłyby one potrzebne.
- Widzę dwie możliwości. Możemy zaatakować od frontu, wlecieć korwetą do hangaru, wywalczyć sobie drogę do naszych celów, gdziekolwiek by ich nie zabrali, albo... Może to szaleństwo, co teraz powiem, lecz gdyby tak dać się złapać? Wylądować, udać, że jesteśmy kolonistami. W ferworze zamieszania, kilku dodatkowych osób wzbudzi podejrzenie? Nie wygląda, jakby rozbrajali swoje ofiary. A gdybyśmy mieli pod językiem odpowiedni środek, który adrenaliną wyciągnie nas z tego unieruchomienia, kiedy roztopi się jak już będziemy teoretycznie w niewoli... Co myślicie? - absolutnie, nie aspirowała do roli dowódcy. Była ich przewodnikiem, łącznikiem z korporacją. Miała służyć wsparciem, wszelkimi dostępnymi informacjami.
To, jaką drogą pójdą, w jaki sposób wykonają swoją robotę, zależało tylko od nich.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Nyx
Awatar użytkownika
Posty: 29
Rejestracja: 12 mar 2022, o 16:08
Miano: Nyxis T'hami
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: E4 - Komandor porucznik
Postać główna: Hira Cassan
Lokalizacja: Ziemia - RPA
Status: W akcji
Kredyty: 10.000

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 20:33

Oglądając nagranie, Nyx szybko nabrała wątpliwości co do szturmu naziemnego.
- Te insekty, one unieruchamiają ludzi, jakieś pole zastojowe? Miejmy nadzieję, że pancerze je powstrzymają. Tylko jak dostaniemy się do środka, zanim zwiążą nas walką? Dywersja? - wydawało się, jakby mówiła do siebie, wpatrzona uważnie w nagranie. Miało się wrażenie, że coś się kotłuje w jej głowie, szuka planu i możliwości wejścia. Ładunki wybuchowe na pewno się przydadzą, pytanie tylko w którym momencie. Mieli element zaskoczenia i mogli to wykorzystać.
- Jeszcze o nas nie wiedzą, więc wykorzystajmy to jak najdłużej. Na dłuższą metę niemożliwym jest wejść i wyjść niezauważonym, ale może to nam ułatwić wejście. - dopiero teraz się oderwała i spojrzała na Crassusa, cholera wie dlaczego, może przez jego "snajperskie oko".

Gdyby dostała się do środka, mogłaby zdobyć więcej informacji, a tym się w końcu trudniła. Oczywiście wszystko sprowadzało się potem i tak do tego, czy uda im się wyjść w jednym kawałku.

- Musimy też brać pod uwagę, że tych naukowców trzeba będzie nieść, jeśli znowu ugryzą ich te owady w trakcie wyjścia. Nie będą mieli na sobie pancerzy.

Nieznana reszcie kobieta zrobiła się nagle bardziej rozmowna, a nawet wychodziła z inicjatywą. No cóż, skoro mieli tworzyć zespół, to każdy musiał dołożyć swoją cegiełkę do planu, a chciała stamtąd wrócić w jednym kawałku.
Ostatnio zmieniony 8 kwie 2023, o 13:58 przez Nyx, łącznie zmieniany 1 raz.
    »   MUSIC THEME    »   
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Skax
Awatar użytkownika
Posty: 237
Rejestracja: 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 64.301

Re: Daisy

7 kwie 2023, o 21:03

Zbieracze. Bardzo obrazotwórcza nazwa. W połączeniu z tym co się właśnie dowiadywał, nie dziwił się, że takie nazewnictwo przyjęto. W głowie ciągle miał swoją "wizytę" w ExoGenii. Tam też został uprowadzony, w nieco mniej spektakularny sposób, ale wiele spraw wydawało mu się bliźniaczo podobnych. Do chęci odkrycia szczegółów technologii tych całych Zbieraczy, doszło teraz współczucie względem porywanych. Czuł się w obowiązku im pomóc, aby nie zostali oni pozostawieni samym sobie na pastwę losu. Nie był nigdy specjalnie dobrotliwy. Miał swoją moralność, ale zazwyczaj dbał jedynie o siebie. Praca najemnika wymagała podejmowania trudnych decyzji, co uodporniło go na zwyczajowe problemy moralne. Ostatnie wydarzenia zachwiały nieco jego równowagą w tej kwestii. Musiał się otrząsnąć, żeby przez swoje własne błędy nie doprowadzić do katastrofy całej misji. Tego typu słabości trzeba było się wyzbyć. Jak najszybciej. Prościej było to jednak powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, gdy oko w oko stanęło się z taką makabryczną śmiercią.

-Widzę, że polubiłaś quariańskie kontakty- Skax z zaciekawieniem spojrzał w kierunku Mili, która opowiadała o SST oraz ich kontaktach z Flotyllą. Informacja o sprzedaży statków dla Systemów Terminusa była... Interesująca. Żeby nie powiedzieć przełomowa. Quarianie nie pozbywali się tak ograniczonych zasobów w tak prosty sposób. Tutaj na pewno chodziło o coś więcej. Tym bardziej, jeśli sprzedaż nie dotyczyła kredytów, a do tego wplątane w to było ta cała "kwarantanna". Owszem, dla Quarian różnego rodzaju choroby od zawsze był problemem, ale nosili pancerze, które ich przed tym chroniły. Flota posiada ogromną ilość zabezpieczeń oraz procedur dbających o sterylność. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej go to martwiło. Nie miał kontaktu z nikim ze swojego domu od momentu wyruszenia w Pielgrzymkę. Nie docierały też do niego żadne wieści.

Kod: Zaznacz cały

Co dokładnie wiesz o Flocie, ich kontaktach z SST oraz tym całym kontrakcie na sprzedaż statków?

S.
Przesłał wiadomość ze swojego omni-klucza bezpośrednio do Mili, nie poruszając tego tematu w towarzystwie. Mieli na głowie dużo poważniejsze sprawy i pewnie nikt nie miał ochoty słuchać o problemie Floty, gdy stali u wrót ogromnego kryzysu na Horyzoncie. I przyszedł czas, aby ustalić jakiś plan. Wiedza Ishy była tutaj wprost nieocenionym źródłem, z którego trzeba było czerpać. Najwidoczniej w czasie swoich heroicznych podróży wychodziła już nie raz z podobnego gówna.

-A jeśli zwykłe pancerze nie wystarczą, to trzeba się będzie trzymać pojazdów. Macie tutaj może na stanie jakiegoś mecha? Cokolwiek mobilnego z jakąś siłą ognia? Może w samej kolonii się jakiś trafi? Ludzie często lubią w różnych miejscach zostawiać tego typu sprzęty. Nawet w, z pozoru, zwyczajnych laboratoriach...- Bardzo fajnie byłoby mieć dodatkową warstwę pancerza, bo biorąc pod uwagę jak skończyli ci biedacy na planecie, całą ich drużynę mogło szybko spotkać to samo. Co prawda osobiste pancerze pozwalały wiele wytrzymać i chroniły przed znacznie gorszymi rzeczami, ale kto wie czym te dziwne roje są. Kontrola żywych istot. Znów pomyślał o próbach ExoGenii. Zbieracze zdawali się połączeniem najgorszych cech Gethów i Ludzi. Najgorszych dla przeciwników. Prośba o bojowego mecha była rzucona mocno na wyrost. Już sam fakt, że udało im się mieć na stanie nieco ładunków wybuchowych to był po prostu czysty fart.

-Umysł zbiorowy nie pozwoli nam zbyt długo zachować elementu zaskoczenia. Musimy przebić się jak najdalej w jak najszybszy sposób. Chwila zawahania, związanie się walką czy zboczenie z trasy i będziemy mieli ich cały statek na głowie. Można próbować odciągać ich uwagę. Dywersja to bardzo dobry pomysł. Rozproszyć ich siły na jak największym obszarze i wtedy dopiero wlecieć. Jeśli się pospieszymy, damy radę się zwinąć zanim ponownie wszyscy zbiorą się w kupę. Wykryją nas prędzej czy później, ale Isha ma już z nimi doświadczenie. Niewielkie grupki powinniśmy pokonać. Zwłaszcza z taką siłą ognia- Pierwotny plan, który usłyszał wydawał mu się mało rozsądny i cholernie ryzykowny, ale innego nie widział. Szybkie akcje to jedyne co działało na Gethy i jedyne co mogło mieć szansę w starciu ze Zbieraczami. Dołączył też uwagę Nyx o możliwej dywersji. To powinno zadziałać. Jeśli Isha podzieli się dokładnym planem walki, którym była w stanie wygrać, to ich grupa powinna sobie poradzić w małych starciach. Tym bardziej gdy mieli do pomocy Crassusa, na którym Skax przez chwilę zawiesił oko gdy mówił o sile ognia. Ostatnim razem gdy był w potrzebie tej pomocnej dłoni od Turianina nie otrzymał, ale tym razem nie chodzi tylko o jakiś głupi turniej i głupią nagrodę, a o coś znacznie ważniejszego. Jeśli będą współpracować, mają szansę.
ObrazekObrazek
Mila Račan
Awatar użytkownika
Posty: 265
Rejestracja: 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Horyzont
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 895
Medals:

Re: Daisy

8 kwie 2023, o 13:44

Ironią losu było posiadanie ekspertki w zakresie Zbieraczy na pokładzie – w momencie, w którym najbardziej by im się to przydało, właśnie Isha nadeszła z ratunkiem, rozjaśniając kilka kwestii. Jeżeli więc Mila dobrze rozumiała, nie wolno było zostawiać przy życiu nikogo, ani nawet nie pozwolić któremuś z nim uciec – bo w to, że będą walczyć, już nie wątpiła. Nie ma idealnej misji, gdzie wszyscy pozostaną niezauważeni do samego końca. Pytaniem tylko było, jak bardzo ten ich umysł był połączony i czy działa to na zasadzie extranetu, czy intranetu.
W takim razie jaką proponujesz strategię na walkę? Bez tej pewnie prędzej czy później się nie obejdziemy, a jeżeli wiesz już, jak walczą i że potrzebujemy koordynacji, najlepiej będzie ustalić mniej więcej, co robić, czego nie robić. Proponuję też wyznaczyć Crassusa jako naszego polowego taktyka. Ma największe pole widzenia i jest w miarę bezpieczny siedząc na tyle, więc łatwiej będzie mu adaptować nas do zmian w zachowaniu tamtych gnojków. Co ty na to, Crassus? — odezwała się, zerkając na towarzysza, mając wzrok tak poważny, jak chyba nigdy. Warto było mieć kogoś takiego, a siedzący z bezpiecznym tyłkiem na samym końcu Curio mógł ich faktycznie kierować. Nie rządzić, bo Mila doskonale wiedziała, że i turianin wiedział, że ona tego mu nie proponuje, ale podawanie przydatnych sugestii mogło się przydać.
Podczas gdy asari zaczęła żuć swoje gumy, Chorwatka lekko zestresowana wyciągnęła paczkę papierosów i z przyzwyczajenia, jak i zbytniego zaaferowania widokiem na planetę odpaliła tytoń, zaczadzając okolicę, ale zostawiając przynajmniej popiół w paczce. Zerknęła na Skaxa, który skomentował jej ostatnią eskapadę do flotylli i parsknęła pod nosem, dostając zaraz od niego wiadomość. Uniosła brew, czytając ją, ale na razie nie odpisała, tylko odpowiedziała na głos. — Podam ci więcej szczegółów później, Skax. Może jak już się okaże, że nie umrzemy, a te informacje ci się faktycznie przydadzą. Tak jak teraz w sumie ta flota by się teraz przydała — ostatnie zdanie mruknęła pod nosem; sprzedaż sprzedażą, intencje intencjami, ale widok nawet na poły rozleciałych statków spod czerwonego znaku byłoby dla jej oka miłą odmianą. Znaczyłoby, że nie są w tym sami. W tym... kosmicznym horrorze.
Patrzyła na ekran monitora i widziała, jak ludzie zostają zamrożeni w miejscu. Zanadto znała to uczucie – na Nyx ktoś ją tak raz złapał w biotykę i pomimo najszczerszych chęci, nie potrafiła ruszyć nawet mięśniem. Uczucie było przerażające i odrobina empatii wkradła się na jej twarz. Niemoc, paraliż były mocnym przeciwnikiem, bo nawet nie można wtedy do końca dać upustu emocjom, strachowi. Ciarki przebiegły przez jej plecy i gdy doktor Core zaproponowała tak celowe zamrożenie, Mila zaoponowała z wyjątkową werwą. — Bez obrazy pani doktor, ale choćby skały srały, to nigdy nie zgodzę się na takie coś. Wolę być w patowej sytuacji, ale mieć kontrolę chociaż we własnych rękach, niż nie mieć kontroli wcale. — Zdanie Nyxis także nieco ją zmąciło. Przynajmniej w jej oczach ten rój coś wstrzykiwał, dlatego odpowiedziała jedynej nieznajomej najemniczce. — Wyglądają, jakby dziabali, więc jest możliwe, że nie przedostaną się przez pancerz. Z drugiej strony elementy są ruchome, są miękkie części przy stawach, w zgięciach, więc może być tak, że i to nic nie da. Ale możemy wziąć ten środek, o którym wspominała pani doktor, jakby któreś z nas zostało użądlone, czy tam ugryzione.
Pytanie o mecha przyjęła z zaskoczeniem, ale nie komentowała, natomiast próbowała sama wymyślić coś innego, niż wjebanie się całą korwetą do trzewi tego giganta. Z pomocą przyszły jej słowa quarianina i meksykanki, mówiących o dywersji. — Okej, więc jak Isha mówiła, ciężko jest ich zaskoczyć, tak? Więc prędzej czy później dojdzie między nami do jakiejś walki, ale wjeżdżanie do dupy tego statku wywoła moim zdaniem za dużo hałasu i atencji. Nie wiem, co kombinujesz, Isha, ale co, jakby faktycznie pomyśleć o tej dywersji, ale z ładunkami wybuchowymi? Jakbyśmy wiedzieli wcześniej, jak wygląda bezpośrednia okolica, gdzie wylądował ich statek, moglibyśmy pomyśleć o podsadzeniu tych ładunków w jakimś newralgicznym punkcie, żeby zająć czymś okolicę na chwilę, żebyśmy akurat zdążyli się tam zakraść. Tylko mam pytanie, jak tam można wejść? Jest jakaś drabina, czy oni faktycznie wlatują tak wysoko? Jeśli to drugie, to może jakby nas zrzucić gdzieś w dalszej okolicy, my się zakradamy i wysadzamy jakiś punkt, gdzie mogą się zainteresować, potem podlecieć tam korwetą? — Mila w tym momencie głośno myślała, bo przede wszystkim nie widziała okolicy i tego, czy to wszystko ma sens.
ObrazekObrazek
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 223
Rejestracja: 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 52.650
Medals:

Re: Daisy

12 kwie 2023, o 15:57

- Duchom niech będą dzięki. - Curio odsapnął głośno na słowa Ishy jakoby Zbieracze krwawili. Nie odczuwają bólu ale można ich zabić. Wystarczy odpowiednio duże zniszczenie tkanki organicznej. - Rozumiem. - pokiwał głową w kierunku asari. - Może ich nie boli ale bez rąk ciężko strzelać. - zachichotał. - Grunt, że można ich zabić. Czy zauważyłaś może szczególnie wrażliwe miejsca? Zakładałbym, jak w większości istot, że jest to głowa. Umysł połączony czy nie, jeśli z mózgu zostaje tatar to raczej niewiele już zrobią.
Crassus nie miał zielonego pojęcia jak walczyć ze Zbieraczami, byli oni bowiem wielką nieznaną dla turianina. Nawet jeszcze przed jego pracą w Błękitnych Słońcach, Curio był już szkolony na temat innych ras. Kroganie, ludzie, salarianie, asari. Nie miało to znaczenia, żołnierz musiał poznać możliwości swoich przeciwników. Tu? Nie wiedział nawet jak te sukinsyny wyglądają. Połączona świadomość przywodziła na myśl insekty ale czy aby na pewno? Być może sama Isha nie zdawała sobie z tego sprawy ale jej słowa dodały Crassusowi sporo otuchy.
Tak jak i kilka informacji na ich temat, którymi asari się podzieliła. Latają, są szybcy i mają lepszy sprzęt, zaś szansa by ich zaskoczyć jest tylko jedna.
- Od mojego Raptora to się proszę odtego. Jeszcze zobaczysz. A te sukinsyny? Rasa idealna, nie ma co. - pokręcił głową, splatając ręce na piersi. - Nie będę owijał bawełnę. Podchodzimy do tematu jako ta słabsza strona, bez dwóch zdań. Dlatego otwarta konfrontacja i szturm nie wchodzi nawet w rachubę. Jedyne co możemy zrobić to wykorzystać tą jedyną szansę na ich zaskoczenie, i wykorzystać ją maksymalnie. Przygotowany pojazd to zajebisty pomysł. - zgodził się z Ishą. - Wyrówna nam to ich przewagę w mobilności.
Podsumował zebrane informacje i zamilkł, aby dać dojść do głosu innym. Co pięć głów to nie dwie, jak to mówią. Crassus uważnie słuchał słów swoich kompanów oraz doktor Core. Oczywiście, nie byłby sobą gdyby ich nie skomentował.
- Zazwyczaj robię za pogląd pola walki. - odpowiedział Mili z uśmiechem. - Mam kilka sztuczek aby trzymać się z daleka od tych wariatów. Może i latają ale ja sam nie jestem wolny. - faktycznie, nowy sprzęt który wpadł w ręce Curio po jakże chwalebnej walce u Blasto zdawał się być teraz strzałem w dziesiątkę. Turianin szybki był. Jeszcze w parze z Kamuflażem…
Każdy z obecnych dorzucił coś do dyskusji, a opcje podejścia zaczęły się klarować w oczach Crassusa. Może za wyjątkiem “planów” zaproponowanych przez doktor Core. Nie spodziewał się po naukowcu, i to firmy słynącej z osiągnięć medycznych, doświadczenia bojowego. Albo dać się wystrzelać albo dać się złapać, tak widział propozycje Evy. Nie mógł jednak jej odmówić jaj. On by się nie dał złapać nieznanym obcym.
- O to, to. - wskazał palcem na Milę, kiedy ta podzieliła się swoją opinią na temat drugiej opcji. - Z całym szacunkiem, doktor Core, ale skąd pani wie, że to się roztopi? Póki co to mamy minimum informacji o Zbieraczach, to bardzo odważne zakładać, że wie pani jak się obudzić z ich stazy. Nie pójdę na to, choćby nie wiem ile mi płacono. Mogę walczyć ale nie dam się jak dziecko zamienić w biologiczną baterię czy co oni tam robią. - wzdrygnął się na samą myśl o tym. - Frontalny atak natomiast to samobójstwo. Uszkodzona korweta oznacza nas uwięzionych na planecie. Głupota.
Podsumował obydwa plany i westchnął, zanim spotkał się wzrokiem z Nyxis. Ta zaproponowała dywersję, Isha zapytała o ładunki wybuchowe. Mila zaś połączyła obydwa fakty. Curio pstryknął palcami i wskazał na Chorwatkę.
- Aha. Lepiej. Jakby udało nam się dotrzeć do tego pojazdu, nie? Szykujemy tam małą dywersję, małe łubudubu czy coś. Cokolwiek ściągnie zbieraczy, może coś co będzie symulować obecność kolonistów. Ale my? My już będziemy zapieprzać na ich okręt. Nie unikniemy walki, prawdopodobnie, ale zróbmy tak by była ona jak najpóźniej a ich jak najmniej, gdy się zacznie. Kilka ładunków musimy zostawić jednak sobie. - skonstatował na koniec, unosząc palec do góry aby podkreślić wagę tych słów. - Nie mamy zielonego pojęcia jak działa wnętrze ich okrętu i co tam znajdziemy. W razie czego potrzebujemy środków, które pozwolą nam utorować sobie przejście. Z tego co mówi doktor Core to poradzą sobie nawet z solidnymi drzwiami. A jeśli nas użądlą? Cóż. Lepiej aby nie użądlili. - wzruszył ramionami. - Co o tym myślicie?
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Prywatne jednostki”