Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins

Re: Mesa

14 sty 2017, o 18:50

Wyświetl wiadomość pozafabularną


Obiad - cokolwiek by to nie było, jej odpowiadało. Choć nie chciała spać, na pewno chciała coś zjeść i napić się kawy. Przetarła dłonią twarz, pozbywając się resztek zalegającego na niej zmęczenia i poprawiła przylegającą, szarą bluzkę z długimi rękawami, która podczas jej leżenia na łóżku zdążyła się podwinąć, odkrywając jasny bandaż. Chwilę później znaleźli się na korytarzu.
Przez to, jak długo leżała we własnej, ciepłej kajucie, teraz na zewnątrz w jej odczuciu było chłodniej. Jej kajuta nie znajdowała się zbyt daleko od mesy, w której z kolei było jaśniej i znów cieplej. Nie potrzebowała tego, by czuć się lepiej, bo wszystkie miejsca na statku jej odpowiadały, ale, choć nie zmrużyła oka, gdy siedziała z Rhamą, czuła się tak, jakby wyrwano ją ze snu.
Poprosiła mężczyznę, żeby wziął jej cokolwiek z kurczakiem, skoro zajął się odgrzewaniem jedzenia. Sama przeszła do ekspresu, jednocześnie, kątem oka, obserwując Leah. Dziewczyna zmieniła się nie do poznania, choć przecież tylko inaczej się ubrała. A jednak różnica w samym podejściu była piorunująca.
Przeniosła spojrzenie na Rhamę, pytając bez słów czy zrobić kawę również jemu, czy tylko sobie, po czym oparła się o blat, czekając, aż ekspres wykona pracę za nią. Dopiero gdy w dłoni miała kubek z parującym napojem, którego sam zapach poprawiał jej nastrój, opadła na krzesło koło mężczyzny, dziękując mu jednocześnie za podgrzanie.
Zabrała się do jedzenia, które, choć niekoniecznie zostało przyrządzone z miłością w domowych warunkach, smakowało wspaniale po tak długim czasie, w którym jej żołądek zawiązany był na supeł. Nie myślała nawet o tym, by zacząć jakąkolwiek konwersację, zbyt pochłonięta swoim daniem, nim słowa Naeema nie zmusiły jej do podniesienia wzroku znad talerza i spojrzenia na Leah ponownie.
Na ogół poza sobą i własną załogą, Hawkins nie widziała nikogo. Przez wgląd na przeszłość była skłonna przychylniej patrzeć na niewolników i ich próby odzyskania własnej wolności, ale większość osób, nawet tych, z którymi zamieniła dwa słowa, była dla niej nieistotna. Była concierge wpadała w tę kategorię. Ona jednak, całkiem możliwe, że uratowała Jeanette życie, a jednak ta nie czuła żadnej łączącej ich więzi. Trouge sprawiło, że wszelkie pozytywne aspekty ich wizyty na stacji, jak możliwość uratowania concierge z niewoli, zostały przytłumione przez negatywne wspomnienia. Dziewczyna jej tym przypominała.
- Każdy na to zasługuje - mruknęła, wracając do jedzenia, choć z nieco mniejszym zapałem. Dostrzegła kątem oka jego spojrzenie, które z jakiegoś powodu ją skonsternowało. Obróciła rękę, kładąc ją nadgarstkiem w stronę blatu.
Wspomnienia nie były bolesne, ale nie były też teraz istotne. Nawet, gdyby sama przez pewien czas nie znalazła się w podobnej sytuacji, zaoferowałaby concierge wolność w tamtej sytuacji.
Wzruszyła lekko ramionami, wspominając Reda i to, jak zalecał się do dziewczyny cały wczorajszy wieczór, by dziś pozostawać względnie spokojnym.
- Znaleźli razem jakiś kurs, po którym może dostanie normalną pracę. Poza tym będzie miała kredyty - odrzekła, odstawiając na moment jedzenie, bo przez to, jak szybko zaczęła jeść i zapełniać kompletnie pusty żołądek, teraz czuła się pełna choć ledwo dotarła do połowy. Zamiast tego, przysunęła do siebie kubek z kawą, obejmując go obiema dłońmi. Był przyjemnie gorący.
- Kiedy ja się wyrwałam, też trafiłam na kolonię - westchnęła, zerkając jeszcze raz na uśmiechniętą Leah. - Tego by tylko brakowało, żeby też skończyła w Przymierzu, bo nie ma gdzie spać ani za co jeść - dodała, krzywiąc się przy tym, po czym uniosła kubek do ust, upijając jednego, małego łyka wrzącej kawy.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

15 sty 2017, o 01:37

Zauważył jej ruch ręki, więc odwrócił wzrok, skoro sprawiał jej on dyskomfort. Wiedział o jej przeszłości prawie wszystko, więc wiedział też o tym. Musiał wiązać z tym jej działania, to, że uwolniła concierge, zapewniając jej kredyty na przeżycie i pracę. No, to ostatnie pośrednio, bo tym zajął się Stadtford, ale on był jej człowiekiem i zapewne jakiś wpływ na niego też musiała mieć. Dziewczyna uratowała jej życie, ale nie zrobiła tego dobrowolnie. Pewnie gdyby Hawkins nie obiecała jej wolności w zamian za pomoc, teraz leżałaby na Trouge, skatowana przez strażników.
Łatwo było o tym zapomnieć, kiedy patrzyło się na jej rozradowaną twarz, gdy śmiała się z czegoś, co powiedział siedzący naprzeciwko mężczyzna. Predator nie pasował do jej ręki, tak samo jak półprzezroczysta suknia nie pasowała do jej delikatnej, nastoletniej jeszcze twarzy. Tutaj wyglądała lepiej, w dużej bluzie i z kubkiem kawy w dłoniach.
- Myślisz, że źle by na tym wyszła? - Naeem parsknął śmiechem. - Ale chyba nie nadaje się do pracy dla wojska. Ja ją widzę w jakichś papierach, albo w... gastronomii. Gastronomia by się jej ogólnie przydała.
Na pewno miał na myśli jej sylwetkę. Dziewczyna ważyła ze czterdzieści kilo, i to jak zjadła coś ciężkiego. Z jej niedużym wzrostem nie wyglądało to tak źle, dopóki nie naciągnęła na siebie obcisłego kombinezonu. Horyzont mógł być dla niej dobrym startem. Lepszym, niż Omega, na którą lecieli później.
- Red nie ma nic przeciwko zostawieniu jej tam samej? - spytał Rhama. - Wczoraj wydawał się bardzo zainteresowany jej osobą. Spodziewałem się, że będzie bardziej jej... oddany.
Rozmawiał z czerwonowłosą swobodnie, powoli przyzwyczajając siebie i ją do tego, że nie wisiały nad nimi następne rozkazy. I choć ich pierwszym wyborem nie byłoby opuszczenie Omegi i ukrycie się w mniej znanych częściach galaktyki, to jednak łatwiej było pogodzić się z tym, niż z wykonaniem kolejnego zadania dla Iluzji. Przynajmniej z punktu widzenia Hawk. Naeem też nie był całkowicie rozluźniony, jego ramiona wciąż były spięte, a oczy rzadko podnosiły się znad talerza, gdy już je w nim utkwił.
- Poradzi sobie - stwierdził jeszcze, podsumowując tym samym rozmowę o siedzącej nieco dalej dziewczynie.
Resztę posiłku dojadł w milczeniu. Wszystko, co miał do powiedzenia, powiedział jej wcześniej, nie mógł albo nie chciał powiedzieć tego tutaj. Ale z nią na pewno siedziało mu się tu lepiej, niż samemu. Gdy się poruszył, jego kolano dotknęło jej pod blatem stołu, ale szybko zabrał nogę, poprawiając się na krześle. To nie był ten sam Rhama, który wczorajszego wieczoru pozwalał sobie na znacznie więcej, ryzykując wiele, tylko dlatego, że alkohol krążył w jego żyłach w nietypowej dla niego ilości. Teraz jego myśli nie krążyły tylko wokół Hawk, choć decyzja, która teraz zaprzątała jego głowę, w całości była od niej uzależniona. Milczał, dopóki w mesie nie pojawiła się Vinnet, której kroki rozpoznał z daleka.
- Jak brzuch? - spytała lekarka, wrzucając coś do śmieci i przysiadając się do jedzącej dwójki. - I jak ręka?
- Ujdzie - odparł Naeem krótko i cicho westchnął.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

15 sty 2017, o 05:54

Ciężko było jej ocenić, czy dobrze, czy źle wyszłaby była concierge na dołączeniu do Przymierza. Nie potrafiła obiektywnie ocenić wpływu, który wojsko miało na jej życie - z jednej strony widziała morze plusów, z drugiej adekwatną ilość minusów, by nie potrafiła opowiedzieć się za żadnym stanowiskiem.
- Nie pasuje do wojska - mruknęła, marszcząc brwi, gdy patrzyła na dobrą, wychudzoną dziewczynę. - Może gdyby była dokarmiana to zmieniłabym zdanie. Wyglądała, jakby miała zemdleć na widok krwi wcześniej.
Albo zwymiotować, ale tego nie dodała na głos. Uśmiechnęła się pod nosem, zgadzając w duchu z gastronomią- choć pasowało wszystko, byleby tylko przestała wyglądać jak anorektyczka. Po miesiącu pewnie zmieni się nie do poznania, po raz kolejny, bo dwie godziny wystarczyły, by już Hawkins to zauważała.
- Też myślałam, że chodziło mu o coś więcej, niż przelecenie jej i wspólne śniadanie - westchnęła, kontynuując jedzenie po odstawieniu kawy. - Może utrzymają kontakt, może nie. Nie wiem.
Wzruszyła lekko ramionami - ich związek, istniejący czy nie, jej nie interesował. Przytaknęła mężczyźnie, który stwierdził, że była concierge sobie poradzi - musiała. Może otrzymać od nich dobry start, ale to, czy przeżyje bez powrotu w niewolę zależało tylko od tego, czy da sobie na Horyzoncie radę.
Dokończyła powoli swój obiad, po kilku minutach odsuwając od siebie talerz i znów przysuwając kubek, który złapała w dłonie, obserwując nadchodzącą Veronique. Nie uszło jej uwadze natychmiastowe wycofanie nogi przez Naeema, gdy ta dotknęła jej własnej przez przypadek, ale w żaden sposób tego nie skomentowała. Niewiele miał czasu na zaadaptowanie się do nowej sytuacji, raczej nie mógł traktować już teraz Wraitha jako domu i w pełni się odprężyć. Ale z czasem to przyjdzie.
- Ujdzie - powtórzyła po Rhamie, choć do niej Vinnet skierowała pytanie najpierw. - Jak wszyscy inni? Jak Leah, badałaś ją?
Wątpiła, by dziewczyna miała dobre usługi medyczne zapewnione na Trouge.
- Jak wszystko - westchnęła, rzucając mało konkretnym zdaniem, które obrazowało to, jak się czuła - nie miała żadnych datapadów w dłoni, nie rozmawiała z wszystkimi osobami. Nie wiedziała, co z większością działo się na stacji. - Ktoś wrócił z jakimiś obrażeniami?
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

15 sty 2017, o 13:27

Veronique skinęła głową, przenosząc spojrzenie na Leah. Dziewczyna wydawała się nie zauważać nikogo poza swoim rozmówcą, choć jej dłonie wciąż uporczywie obracały kubek w miejscu. Lekarka przyglądała się jej przez moment w milczeniu, zresztą to samo robił Naeem.
- Ogólnie wszystko z nią jest w porządku - odparła w końcu. - Nie ma żadnych chorób, jakich można by się było spodziewać po jej trybie życia tam. Nie zaraziła się niczym od gości, ani od innych niewolników. Jest niedożywiona i może mieć lekką anemię, ale odmawia przyjęcia kroplówki, która na szybko podniosłaby ją trochę na nogi. Boi się igieł, bardziej chyba, niż czegokolwiek innego. Rozpłakała się, kiedy pobierałam krew.
Westchnęła i pokręciła głową. Na Trouge leczenie niewolników nie mogło być zbyt troskliwe i ostrożne, pewnie stawiali ich na nogi bez zastanawiania się, jak to na nich wpłynie. Silne leki, duże dawki. Mogły ogłupiać i powodować skutki uboczne, a i tak były podawane, bo nie można było pozwolić sobie na niedyspozycję. I na pewno nie wysilano się na jakąś delikatność. Ale strach przed igłami był dość powszechny, nawet Rhama się do niego przyznawał, u Leah był on po prostu dużo silniejszy, albo ona była słabsza.
- Kilku się pobiło z kimś na stacji, więc jak pani zobaczy kogoś ze złamanym nosem, to proszę się nie zdziwić. Ale tak to wyszliśmy z Trouge bez szwanku. Prawie wszyscy.
Nie mówiła o tych, którzy brali udział w obiedzie, albo ostatecznej walce w apartamentach Ovesena. Nie mówiła też o Mousie. Miała na myśli resztę załogi, która nadal była przekonana, że ostatnie dwa dni były tylko nieudanymi wakacjami na stacji szaleńca. Sama Vinnet trzymała się nieźle, choć na pewno martwy Volker jej nie uszczęśliwiał. Była przyzwyczajona do śmierci, taka zdarzała się i w jej rękach. Pomagała żywym, opłakiwała zmarłych, ale to ostatnie nie przy ludziach.
- Chciałam z panią porozmawiać - powiedziała nagle, unosząc na nią wzrok. Krótko zerknęła na Rhamę. - Na osobności, jeśli to nie problem. Proszę wpaść do ambulatorium, jak będzie pani miała wolną chwilę.
Wstała i ruszyła do dyspozytora napojów, bo właściwie po to tutaj przyszła, ale na moment przysiadła przy stole, widząc przy nim ich dwójkę. Nalała sobie jakiegoś soku i skinęła do nich głową na pożegnanie, o ile nie chcieli od niej niczego więcej. Naeem uniósł pytająco brwi, ale nie doczekał się odpowiedzi ze strony Veronique, więc zaskoczone spojrzenie przeniósł na Hawk. Kobieta jasno dała do zrozumienia, że nie chce, by on był przy rozmowie. Nie brzmiało to dla niego zbyt optymistycznie, choć może teraz to w nim budziła się paranoja, która nie miała racji bytu. Lekarka lubiła go, od początku nie była nastawiona przeciw niemu, więc nie miał się czego obawiać z jej strony. Ale teraz jego życie na Wraithcie zaczynało się od nowa. Musiał zdobyć zaufanie całej załogi, jeśli miał tu zostać i to nie miało być łatwe. Może lepiej będzie po Omedze. Westchnął i uruchomił omni-klucz, bez słowa łącząc się z Cerberusem, żeby coś sprawdzić.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

15 sty 2017, o 15:45

Aż dziwne, że była niewolnica nie miała żadnych chorób. Szczególnie, jeśli concierge była od jakiegoś czasu i Stadtford nie był jej pierwszym partnerem, który zapewnił jej jednocześnie ciepłe łóżko zamiast pryczy w znacznie mniej luksusowych częściach pracowniczych stacji. Skinęła tylko głową, dziękując Vinnet za krótkie sprawozdanie - dziewczyna miała dobrze. Nawet, jeśli bała się igieł, to pobranie krwi musiało być akurat takim rodzajem bólu i przerażenia, do którego będzie musiała przywyknąć, a przynajmniej co jakiś czas go powtarzać.
- Dojdzie do siebie - odparła, zerkając na dziewczynę, o której rozmawiali, a która chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Nawet bez kroplówki Leah wyglądała na szczęśliwą. Musiało jej być dobrze, sama myśl o odmianie życia potrafiła tak podnieść na duchu, by zmęczenie fizyczne nie było aż tak widoczne. - Dobrze.
Prawie wszyscy. Podniosła kubek, by upić kilka łyków gorącego napoju i móc obserwować znad naczynia resztę mesy. Podświadomie szukała członków załogi, którzy wyglądali na pobitych, o których wspomniała Vinnet. Nie było to zbyt istotne, ale Hawk i tak wolała wiedzieć, co się z nimi stało - trochę z troski, trochę z ciekawości dotyczącej tego, jak inni spędzili wieczór na stacji. Nie musząc martwić się o wszystko to, o co musiała ona. Nie czując poczucia winy z braku opracowanego planu. Wezwani na statek na wieść o przykrym wypadku Volkera, bez przebitego brzucha czy stresu o własne życie.
Wzdrygnęła się na samą myśl chwilę przed tym, gdy kobieta wytrąciła ją z zamyślenia. Zmarszczyła brwi, spoglądając na nią pytająco. Z jednej strony chciała powiedzieć, że może mówić przy Naeemie - z drugiej nie była pewna tego, czego Veronique chce i wolała nie ryzykować, że będzie chciała omówić kwestię Rhamy. Lub jakąkolwiek inną, ale przykrą. Jean również nie spodziewała się dobrych wieści.
Spojrzała na siedzącego obok mężczyznę, gdy kobieta wyszła z mesy. Wpatrywała się w jego profil dłuższą chwilę, po czym westchnęła, widząc, jak sprawdzał coś usilnie na omni-kluczu, nie planując w kontynuowaniu rozmowy na jaki temat. Skoro znalazł sobie coś do roboty, wstała, łapiąc za swój talerz w drugą dłoń.
- Pójdę z nią porozmawiać, zostawiłam tam pancerz tak czy siak - mruknęła, odwracając się, by wrzucić naczynia do zlewu, nie dbając na razie o ich umycie. - Dzięki za obiad.
NIe miała za co dziękować, ale nie wiedziała też, co ma innego mu powiedzieć. Lekarka chwilowo pochłonęła jej myśli, więc, uśmiechając się lekko na pożegnanie, odwróciła się i skierowała ku wyjściu z mesy, by dotrzeć do ambulatorium.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

15 sty 2017, o 23:07

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

21 kwi 2017, o 14:41

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Prysznic dobrze jej zrobił, tak jak towarzystwo, które pod nim miała. Ciepła woda spłukiwała z niej część rozterek wraz z poczuciem wymęczenia po poprzedniej nocy, co sprawiało, że nie chciała z łazienki wychodzić. Niepierwszy raz, zresztą. Prędzej czy później musiała jednak z niego wyjść, zerknąć w lustro, osuszyć się ręcznikiem i pozbyć choć odrobiny wody z włosów, nim wyszła na zewnątrz przebrać się w świeżą parę czarnych spodni i zieloną bluzkę z długim rękawem.
Odwzajemniła jego pocałunek, a także uśmiech, gdy pożegnał się z nią i wyszedł z kajuty, standardowo nie pozostawiając po sobie niczego, co ona musiałaby sprzątnąć. Mimo wszystko poprawiła pościel, wyrzuciła do odpowiedniego zsypu wczorajsze ubrania, zmieniła wyświetlany na wizjerze obraz na odzwierciedlenie tego, co działo się na zewnątrz, robiąc z niego okno. Rozczesała, z trudem, włosy i odgarnęła je z twarzy, przy której, mokre, były mocno niewygodne. Na końcu wciągnęła wysokie, wojskowe buty, nie mając ochoty nawet na najniższy z obcasów i poświęciła pięć minut na bawienie się z Fenrisem, który szwendał się za nią po kajucie gdy ona ogarniała wszystko wokół. Kazała mu iść za sobą i wyszła do chłodnego korytarza chwilę później, z mechanicznym psem podążającym za nią.
Weszła do mesy, która przypomniała pomieszczenie szpitalne pełne umierających. Co rusz docierały do niej jakieś jęki, niektórzy mówili niemal szeptem, z pozdzieranymi gardłami od wrzasków, którymi raczyli swoich kolegów, usiłując przekrzyczeć głośną muzykę Zaświatów. Opadła na jedno z miejsc, trzymając ze sobą butelkę wody zabraną z kajuty. Pies usiadł obok, wiernie, obserwując jednocześnie otoczenie z zaciekawieniem, o ile można tak było powiedzieć o mechanicznym zwierzęciu.
Na widok blondyna uniosła lekko brwi do góry, ale też nie mogła się nie uśmiechnąć. Fakt, jak upojna noc poprawiła mu humor i jak rezolutny się wydawał w przeciwieństwie do wszystkich innych, wydawał się być komiczny.
- A to z jakiej okazji? - parsknęła śmiechem, odbierając danie, które jej przyniósł i zaglądając do środka. Nie wiedziała do końca co to jest, a jego opis też nie dawał jej pewności, ale chwyciła za sztućce by spróbować. Dopiero wtedy dotarło do niej jego pierwsze pytanie, ale póki nie skończył mówić, nie zabrała głosu, zamiast tego jedząc jakieś mięsne placki, które okazały się być smaczne. - Też chcę się stąd wynieść jak najszybciej. Każ Q sprawdzić, czy wszyscy dotarli. Niech Vinnet się też upewni, czy przeżyją podróż - dodała z nutą ironii, gdy ktoś obok znów jęknął.
Przerwała na chwilę jedzenie, unosząc butelkę wody. Migrena powoli puszczała, choć wrażenie lekkiego otumanienia lekami nasennymi wciąż się jej trzymało.
- Po tym ruszaj. W trakcie drogi chciałabym jeszcze raz sprawdzić statek. Niech Sykes weźmie wszystkich techników, jakich mamy, a których nie potrzeba w maszynowni, żeby przejść po całym statku i przeskanować wszystko - dodała, wracając do powolnego jedzenia. - Przezorny zawsze cośtam - powtórzyła po nim.
Rhama sprawdził statek i systemy, ale nie zaszkodzi im nic w sprawdzeniu go jeszcze raz. I jeszcze. Nie da jej to pewnie żadnej pewności ani nie rozwieje wątpliwości, które nie miały racji bytu, ale wciąż szamotały się w jej głowie, ale mogli to zrobić.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

21 kwi 2017, o 17:33

Deuce skinął głową i przez chwilę jeszcze obserwował, jak Hawkins je. Nie wiedział chyba co odpowiedzieć na pytanie dotyczące okazji, z jakiej otrzymała świeże, niepaczkowane śniadanie, więc rzucił jakiś żart o rozdawanych za darmo posiłkach z mięsa varrena i nie powiedział nic więcej. Danie było jednak pyszne i zdecydowanie mięso varrena nawet obok niego nie stało. Doskonałe połączenie ziół i innych składników typowych dla kuchni asari sprawiało, że o dziwo bez najmniejszego wysiłku dało się to zjeść w ciężki poranek, taki jak ten. Nawet człowiek lepiej czuł się po takim śniadaniu.
W końcu Adams postawił przed nią kubek świeżej kawy - też nie wiadomo dlaczego i skąd wzięła mu się ta empatia. Może chciał zrekompensować swoje wczorajsze upierdliwe zachowanie, a może po prostu starał się podzielić swoim humorem z czerwonowłosą. Posłał jej szeroki uśmiech i poszedł, wykonywać rozkazy. Vinnet nie musiał zaczepiać, bo lekarka słyszała, co ma do zrobienia, więc też za chwilę opuściła mesę, by przejść się po pokładach i upewnić się, że przymierających po wczoraj nie jest zbyt wielu - ewentualnie rozdać leki, które choćby częściowo postawiłyby ich na nogi.
Rhama mówił, że spotkają się w mesie, ale wciąż go tutaj nie było, ani przez najbliższe dziesięć minut, które poświęciła na jedzenie, ani przez następne kilka. Nic nie napisał, więc raczej nic się nie stało, może po prostu został przez kogoś zaczepiony, albo dostał informację o czekającej na niego kajucie i postanowił od razu zająć się przenosinami, by możliwie jak najszybciej uruchomić sprzęt, którego potrzebował do ich ucieczki.
Jakiś czas później za to do mesy weszła Nadia i dwóch starszych techników, by przeskanować ściany i podłogi w poszukiwaniu ewentualnych pozostałości po czujnikach. Prawdopodobieństwo, że jakieś znajdą, było niewielkie, biorąc pod uwagę jak bardzo Naeem rozwalił wcześniej kadłub, by dogrzebać się do tych wsadzonych najgłębiej. To nie przeszkadzało im jednak wykonać rozkazu, profilaktycznie sprawdzić statku jeszcze jeden, ostatni raz.
- No to lecimy - odezwał się Deuce z głośników i statek drgnął, gdy systemy ruszyły. Chwilę później dok Omegi wypuścił ich w przestrzeń, a powietrze wypełnił szum Wraitha, do którego po kilkudziesięciu sekundach można było się już przyzwyczaić. To znaczyło, że wszyscy byli na pokładzie, na poważnie biorąc informację swojej kapitan, mówiącą, że choćby się waliło i paliło, to rano opuszczają stację. Została ona za nimi, daleko za plecami. Nie było czasu na pożegnania, na oglądanie się za plecy, po prostu lecieli dalej, zacząć nowe życie i przede wszystkim skończyć ze starym, które ostatnimi czasy nie należało do najlepszych.
Trochę czasu jej zajęło ogarnięcie wszystkiego, gdy już skończyła jeść i ruszyła do CIB. Nephiett czekał tam na nią z bieżącymi informacjami i decyzjami, które wymagały podjęcia. Było tego sporo, począwszy od przykrywki, pod którą mieli wylądować na Arvunie, przez rzeczy które zostały już wprowadzone w życie, ale wciąż wymagały jej oficjalnej zgody, jak chociażby przeniesienie Naeema do innej kwatery i podpięcie jego sieci komputerów pod Wraitha, po plan na najbliższe dwa dni i pierwsze chwile po lądowaniu. Chciał dowiedzieć się czy jest coś, co wymagało zrobienia w tym momencie i czy nie chciałaby, żeby ktoś jeszcze skoczył promem po jakieś zapasy, o których nie pomyśleli wcześniej. Przedstawił jej wykaz tego, co zabrali z Omegi, łącznie z liofilizowanymi posiłkami, zapasem amunicji i prototypowymi elementami, które można było wypróbować we Wraithcie, ale nie było to konieczne. Sporo tego, co zazwyczaj robiła na bieżąco, a teraz spadło to na nią wszystko na raz.
Nawet nie zauważyła,kiedy weszli w przekaźnik. Wtedy też dostała wiadomość od Naeema.
Przepraszam, trochę mi zeszło, zapomniałem o śniadaniu. Przeniosłem się już i zaraz będę instalował się z całym sprzętem. Nadia przyjdzie mi pomóc (popilnować). Zjem chyba później. Możesz wpaść w wolnej chwili.
R.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

21 kwi 2017, o 18:32

Gdy położył przed nią świeżo zaparzoną kawę, spojrzała na niego podejrzliwie, długo nie odwracając spojrzenia. Może faktycznie chciał ją zarazić tym entuzjazmem, który wydawał się sam odczuwać. Podziękowała krótko i przysunęła kubek bliżej, sięgając jednak po butelkę wody, bo kawa przecież była jeszcze gorąca.
Dokończyła śniadanie w spokoju, zabierając się od razu do picia kawy. Jakoś nie przeszkadzało jej to, że Rhamy tu nie było, choć też zastanawiała się, z jakiego powodu. Przypomniało jej to o czymś innym. Szybko włączyła omni-klucz by napisać wiadomość.
Daj znać jeśli odwiedzi cię Rhama, chcę wtedy przyjść.

Wiedziała, że Naeem może jej nie powiedzieć o pójściu na badania. I gdyby tak było, to pewnie od Vinnet dowiedziałaby się tylko tyle, że powinna pogadać z Rhamą. A nie miała ochoty na wyciąganie od mężczyzny przez pół godziny wszystkich informacji, które on uważał za nieistotne, bo i tak pewnie nic z tym nie zrobią w danej chwili.
Wreszcie, potem, przeszła do CIB, w którym poczuła się odrobinę lepiej. Brakowało jej tej mobilizacji, którą pilot zarażał. Choć sama nie czuła jej tak mocno jakby tego chciała, widać ją było po zmarnowanych, skacowanych twarzach niektórych osób, które mijała. Poza tym, skupienie się na wszystkim, co podrzucali jej ludzie, pozwoliło jej na oderwanie się od wszystkiego innego.
Wreszcie, gdy już lecieli z prędkością nadświetlną, przeszła do kokpitu.
- Powiem wszystkim kiedy już dotrzemy do systemu - mruknęła do pilota, nie siląc się na żadne inne wstępniaki do rozmowy.
Będą musieli przelecieć jeszcze kilka układów nim trafią do tego docelowego. Wolała nie zapeszać, kiedy jednocześnie czuła, jakby coś było nie w porządku, a przed nimi jeszcze godziny drogi.
- Dzięki za śniadanie. I kawę - klepnęła mężczyznę w ramię, odwracając się i powoli ruszając w stronę przeciwną. - Będę u siebie.
Odebrała wiadomość Naeema, ale nie czuła potrzeby przechodzenia od razu do jego kajuty. Z CIB zgarnęła kilka rzeczy na własne datapady, po czym zeszła z powrotem na inny poziom, do mesy, w której przygotowała sobie drugą kawę. Komunikatorem przesłała prośbę o aktualny raport o stanie statku do kilku techników, a potem wróciła do Deuce'a, chcąc, żeby przesłał jej trasy przygotowane przez nawigatorów, jego i Rhamę.
Po tym zamknęła się w swojej kajucie, tracąc poczucie czasu przy biurku zawalonym papierami, podczas gdy stare zdjęła z biurka i obojętnie rzuciła na łóżko.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

23 kwi 2017, o 19:23

Naeem westchnął ciężko i zamknął oczy, gdy Hawk przyciągnęła go do siebie. Przez chwilę widocznie nie był z tego zadowolony, jakby jej dotyk był niebezpiecznie blisko tej litości, której tak bardzo nienawidził. Chwilę później jednak rozluźnił się i oparł głowę o jej brzuch, nie podnosząc powiek. Objął ją za to, by potem długo jej nie puścić. Chciał trwać w tej pozycji, dopóki nie uspokoił się nieco, bo najwyraźniej pomagało mu to bardziej, niż umartwianie się w samotności. W końcu miał tutaj ją, a ona była wobec niego bardziej szczera, niż ktokolwiek inny w całym jego życiu. Przynajmniej z tego, co zdążył jej o sobie opowiedzieć. Do niedawna był przekonany, że jakkolwiek drastycznych sposobów działania nie miałby Cerberus, to zawsze stał za Rhamą murem. Teraz się okazywało, że ten mur był tylko atrapą. Beznadziejną do tego. A sam Naeem nie mógłby być bardziej naiwny. To ostatnie musiało go boleć najbardziej.
- Zobaczymy - powtórzył i wstał, uśmiechając się przy okazji do psa, który wciąż leżał na plecach, czekając aż pogłaska go którekolwiek z nich. Mężczyzna poklepał go po brzuchu i wyprostował się, po długim, głębokim oddechu wracając do dawnego siebie. Szybko zniknął Rhama, który rozpadał się na kawałki i nie potrafił się pozbierać, ten którego załamał wynik badania i który czekał tylko na ataki bólu, gdy przerzuci się na inne leki. Wskazał czerwonowłosej drzwi i ruszył za nią, po drodze wygaszając ekrany. W kajucie zapadł przyjemny półmrok, ale został za ich plecami.
Mesa wyglądała już trochę mniej jak wylęgarnia zombie. Wracała do życia razem z załogą, która częściowo zmieniła miejsce pobytu, a częściowo wróciła po wypełnieniu swoich obowiązków. Na kanapie siedział rozwalony Red, pijąc jakiegoś energetyka. Dwie kobiety plątały się przy szafkach, robiąc porządek w pakowanych posiłkach. Mieli teraz trzy rodzaje jedzenia - jedno z zapasów, drugie załatwione od Cerberusa i trzecie, które zabrali teraz z Omegi. Z tych wszystkich najlepsze było jednak to, które na statek wniósł Naeem, ale licząc wszystko, wciąż mieli spory zapas. Q robił kawę w przerwie od czegokolwiek, czym teraz się zajmował i skinął tylko głową do Hawk, ale nie miał nic do zareportowania, więc razem z kawą chwilę późnej opuścił mesę. Trudno teraz było mówić o jakichkolwiek ważnych decyzjach. Tkwili w zawieszeniu, dopóki nie wyskoczą z przekaźnika w Rozpadlinie Kalestona, nie wylądują na Arvunie i nie będą musieli jakoś zacząć nowego życia. Każdy więc trochę robił to, co powinien, trochę plątał się bez sensu, trochę szukał towarzystwa.
- Dziwnie wygląda bez Leah - stwierdził cicho Naeem, wskazując rudego. Fakt, dziewczyna była do niego przyklejona przez kilka dni, zanim dotarli na Omedze. Może to jej brak sprawił, że spił się do tego stopnia, że teraz wyglądał jakby uszło z niego powietrze. I połowa krwi.
Rhama wyjął sobie posiłek, wrzucając go do odgrzania razem z tym, co wybrała sobie Hawkins, jeśli zdecydowała się szybko. Potem usiadł z nim przy stole i skupił się na jedzeniu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

23 kwi 2017, o 19:41

Nie czuła skierowanej do niego litości. Nie sądziła, że w ogóle może to odczytywać po jej gestach czy słowach, więc nie wiedziała, co może go powstrzymywać, póki tego nie zwerbalizował. Nie wątpiła, że poradzi sobie, z operacją lub bez, z nowym implantem czy starym, po prostu wolała jakoś mu w tym ulżyć, niż z odległości patrzeć na to, jak przez wszystko przechodzić musi sam.
Było w tym sporo hipokryzji. Jako osoba, która własne problemy chowała głęboko w sobie, niczym wstydliwy sekret, do którego nie dopuszczała nikogo, jednocześnie nie chciała, by Rhama zachowywał się w ten sposób. Nie skłaniało ją to do refleksji - po prostu jego przypadek był inny od jej. I tyle. Łatwiej myślało się w ten sposób.
Fenris ruszył za nimi, gdy oni dotarli do mesy. Szybko przesunęła po niej spojrzeniem, dostrzegając od razu Reda. Widząc za to, jak Q robi sobie kawę, niemal automatycznie uniosła własny kubek do ust, żeby upić małego łyka.
Wzięła sobie to samo, co Naeem, zajmując jedno z miejsc. Podążyła za wzrokiem mężczyzny, docierając do rudego, po czym wzruszyła lekko ramionami. Rhama nie znał go zbyt długo i przez większość czasu, z jego punktu widzenia, faktycznie towarzyszyła mu Leah. Ale Hawkins zbyt wiele o niej nie myślała. Biorąc pod uwagę to, jakie znaczenie ona mogła mieć w życiu niedoszłej niewolnicy, sama zachowywała bezpieczny dystans, tak jak w przypadku Mary. Z jakiegoś powodu wolała oddalać się od osób, dla których była najwspanialszą osobą na świecie przez fakt, jak bardzo im pomogła. Przypomniała jej się wiadomość, którą od Sones dostała.
Dalej nie zamierzała na nią odpisywać. Dobrze, że dziewczyna dochodziła do siebie, może wkrótce wróci do tej dziury, w której nie było dla niej przyszłości pozbawionej krwi i bólu. To była jej decyzja. Hawkins nie była już potrzebna w jej życiu, ani duchem, ani ciałem. Da sobie radę.
- To dlatego, że tak krótko go znasz - odparła obojętnie, powoli jedząc swoją porcję. Choć była głodna, jednocześnie nie wrócił jej apetyt, więc szło jej to opornie.
Napiła się kawy w krótkiej przerwie od jedzenia, zerkając na Fenrisa, który przysiadł obok i rozglądał się po pomieszczeniu.
- Widziałam, że niczego nie znaleźli na statku, jako poprzednio - rzuciła, przypominając sobie o swoim poleceniu wydanym wcześniej, w mesie. - Wszyscy też wrócili na statek. Względnie żywi, ale bez śmiertelnych uszkodzeń. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem - dodała ciszej, ale nie ukrywając tego, o czym rozmawiali. Załoga przecież wiedziała mniej więcej co się dzieje, tylko Hawkins czuła opór przed wydawaniem oficjalnego oświadczenia póki nie dotrą do Arvuny. Na razie musiało im wystarczyć to, że długo na Omegę nie powrócą.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

23 kwi 2017, o 20:16

- Być może - odpowiedział Rhama. Najpierw nie najlepiej dogadywali się z Redem, a gdy faktycznie zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać, za mężczyzną wszędzie plątała się niewolnica. Może dlatego teraz według niego wyglądał dziwnie, nienaturalnie, bez uczepionego go rzepa.
Trudno było określić co właściwie jedli, danie było czymś w rodzaju potrawki zapieczonej w placku. Wyjątkowo smaczne, jeśli lubiło się ostre jedzenie. Naeemowi wyraźnie smakowało, ostrość w niczym mu nie przeszkadzała. Skinął głową, znów zbyt zamyślony, by wdawać się w rozmowę. Wrócił w tryb milczącego człowieka, z którego ciężko było wyciągnąć choćby dwa zdania. Nie był już wściekły, na siebie, na Vinnet, na nikogo, ale nie potrafił wykrzesać z siebie tej beztroski, którą widać w nim było jeszcze kilka godzin temu. Ale cały ten dzień był dla nich wszystkich owocny. Zarówno dla Hawk, która nadrobiła zaległości w dokumentacji, jak i dla Naeema, choć dla niego chyba bardziej - przeniósł się, rozłożył, podłączył do Wraitha, zamontował sprzęt na ścianach, pewnie zdążył już zaplanować rozbudowę i aktualizację systemów statku. Musiał się czymś zająć, bo nie potrafił funkcjonować bezczynnie w chwilach takich, jak te.
Po obiedzie też wrócił do siebie, zapraszając Hawkins, jeśli miała ochotę, ale nie namawiając, bo miał co robić. Dopiero wieczorem wpadł do kajuty kapitańskiej i spędził tam resztę dnia, tym razem jednak na noc wracając do siebie, niezależnie od tego, jak przekonująca by czerwonowłosa nie była.
Następnego dnia wieczorem Deuce odezwał się z kokpitu, informując o tym, że Arvuna pojawiła się w zasięgu wzroku. Na początku była jedynie niewielką kropką na tle pustki, ale z chwili na chwilę stawała się coraz większa. Granatowy glob, wyglądający równie obiecująco, co obco, zbliżał się do nich, budząc niepokój i nadzieje. Nie we wszystkich, bo chyba nie każdy zdawał sobie sprawę z tego, że zostaną tu na tak długo, jak planowali, ale na pewno w niektórych. Naeem w chwili zbliżania się do księżyca o dziwo siedział w kokpicie, na miejscu drugiego pilota, z jakiegoś powodu nie wyrzucony z niego przez Adamsa. Rozmawiali o czymś cicho, a Rhama miał uruchomiony omni-klucz, choć nie robił niczego ważnego, a jedynie przeglądał extranet. Gdy Hawkins weszła do środka, obaj odwrócili głowy w jej kierunku i obaj uśmiechnęli się do niej synchronicznie. Zupełnie jak na vidach.
- Zobacz jakie ładne - rzucił pilot, dłonią wskazując granatową kulę. Teraz była już wielkości jabłka. - Nie wiem gdzie to ma jakiś kawałek lądu. Podlecimy bliżej to może nam podeślą jakieś dane nawigacyjne.
- Muszą. Masz tu zgodę na dokowanie, jakby pytali. Mieli nam przydzielić dok jak dolecimy - przesłał mu coś. Blondyn skinął głową.
Minęli gazowego olbrzyma, zostawiając go gdzieś po lewej stronie i stopniowo zbliżali się do księżyca. Obaj mężczyźni milczeli, czekając na odzew ze strony kolonii, bo przecież nie mogli tak po prostu wylądować na środku oceanu.
- Podajcie swoje sygnatury i cel wizyty - odezwał się nagle damski głos. Wraith w tej chwili nie miał sygnatur żadnych, wyczyszczony do zera tuż po wylocie z Omegi, by nikt nie rozpoznał go na radarach. Deuce przesłał zgodę na lądowanie, na co odpowiedziała mu cisza.
- Podajcie cel wizyty - powtórzył głos.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

23 kwi 2017, o 20:33

THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

12 wrz 2022, o 14:44


Sub Silentio
Mistrz Gry: :vexsquint:
Gracze: Hawg


“Qui tacet consentire videtur.
He who is silent, is taken to agree.”


Wyświetl wiadomość pozafabularną


W chwili w której Wraith wślizgnął się w tunel Przekaźnika, wydarzenia na Mindoir stały się przeszłością. Błękitna, stożkowata fala promieniowania Cherenkova otulała Wraitha niczym delikatna pierzyna, gdy ten mknął środkiem pozbawionego masy korytarza, ku najbliższemu punktowi docelowemu, o zaledwie minuty unikając blokady Przymierza i drobiazgowej, potencjalnie bardzo problematycznej inspekcji. Dźwięki rozmów odbywających się na bankietowej sali, pobrzdękiwanie kieliszków oraz okazjonalne wybuchy fałszywego śmiechu zostały zastąpione przez znajomy pomruk systemów klimatyzacji fregaty, niemal niewyczuwalne drżenie podłogi pod stopami oraz przytłumione odgłosy rozmów innych załogantów, przerywane od czasu do czasu siarczystym przekleństwem lub o wiele bardziej szczerym wybuchem wesołości. Załoga Wraitha nie była lśniącym diamentem śmietanki towarzyskiej, ale z pewnością stanowiła bliższą sercu grupę piratki; nie było tu fałszywych masek, sztucznych uśmiechów i udawanej galanterii, która za ciepłymi słowami chowała podwójne znaczenia, ukryte ostrzeżenia czy zawoalowane groźby, a przechadzając się korytarzami okrętu nie trzeba było oglądać się za siebie lub udawać kogoś, kim się nie jest.
Nie było tu też szampana.
- Kurwa, nie wierzę. Czy naprawdę nie zostało już żadnej ziemskiej whisky?
I najwyraźniej również whisky.
Odgłosy otwieranych i zamykanych szafek, mieszające się z mamrotanymi przekleństwami, dobiegły do uszu Hawkins, gdy przechodziła obok mesy kilka godzin podróży później. W środku było stosunkowo pusto, jeżeli nie liczyć postawnego blondyna, który z frustracją otwierał jedne po drugiej drzwiczki schowków na ścianie przestrzeni jadalnej, zaglądając do każdego po kolei oraz drugiego, ciemnowłosego mężczyzny, siedzącego na kanapie i stukającego coś na datapadzie.
- Rum, rum, armali, wódka, rum, wódka, rum... Po chuj nam tyle rumu? Ja wiem, że jesteśmy piratami i w ogóle, ale to już nawet nie jest śmieszne. Co za ochlejtusy wypiły całą whisky? Czy w tym przybytku żaden porządny alkohol się nie uchowa? - Deuce przesuwał palcami po kolejnych butelkach, obracając je, żeby móc przeczytać etykiety i bluźnił przy każdym nowym odkryciu. W pewnym momencie jego pasmo wyzwisk zamilkło, gdy natrafił na nowy trunek, schowany głębiej na tyle szafki. - No dobra, cofam co powiedziałem. Najwyraźniej nasza stylówa to rum, tania wóda i dwudziestoletnia brandy. No, ale na bezrybiu...
- To butelka Veronique. - Rivero nie podniósł wzroku znad swojego datapada, wpisując coś na holograficznej klawiaturze. - Musiała trafić tu przez pomyłkę zamiast do jej gabinetu.
Deuce przestał próbować przeliterować pod nosem calvados z etykiety i jęknął głucho, po czym odstawił butelkę na swoje miejsce.
- No i chuj, nie jestem samobójcą. Q, co z ciebie za kwatermistrz? Jak kontrolujesz poziom zapasów witalnych do przetrwania załogi tego okrętu? Słowo daję, że...
- Dzień dobry, pani kapitan. - Rivero jako pierwszy dostrzegł Hawkins stojącą w progu, gdy podniósł na chwilę wzrok znad swojego elektronicznego notesu. Deuce również obrócił głowę w jej stronę i machnął ręką, po czym złapał jedną z butelek rumu z pokonanym wyrazem twarzy.
- Chciałem zgłosić oficjalny, anonimowy donos na karygodne braki w naszym zaopatrzeniu - mruknął pod nosem, zaczynając teraz szukać szklanki.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

16 wrz 2022, o 14:26

Na przestrzeni ostatnich wydarzeń, nie miała pojęcia czy bardziej wymagające okazały się zakrapiane szampanem rozmowy na Mindoirze, czy śnieżna nieprzychylność podstępnych lodowych pól na Gellix.
Nie wnikała w powody, dla których Przymierze do tego stopnia zaktywizowała się w systemie, ani w argumenty, jakie posiadał ich kontakt przeciwko pojawieniu się na gali. Ta paranoiczna część jej umysły podejrzewała podstęp, pułapkę - widziała swoją osobę w centrum wojskowych działań, tak, jak widziała na sobie podejrzliwe spojrzenia ochroniarzy przemieszczających się po sali bankietowej. Obecność Widma, jakkolwiek ryzykowna sama w sobie, poniekąd oferowała jej fortel, którego potrzebowała by kupić sobie więcej czasu - fortel, który okazał się równie bezsensowny, jak jej wycieczka do gniazda os, jakim była ludzka kolonia.
Gdy fregata mknęła w kierunku Przekaźnika, na długie wiele minut przed uroczystym odsłonięciem nowych kosmicznych doków, Hawkins zamknęła się w swojej kajucie. Ze stukotem odrzuciła biżuterię do jednego z leżących na biurku pudełek, po drodze do łazienki tracąc też buty, które wylądowały w okolicach łóżka. Wiedziała, że w razie jakichkolwiek problemów, zostanie o nich pierwsza poinformowana - nie czuła więc potrzeby do tkwienia w kokpicie gdy Wraith wchodził w tunel Przekaźnika. Czekała jedynie na ten moment, na mrugnięcie świateł, ledwie wyczuwalną zmianę w powietrzu wokół i ciszę dezaktywowanych silników.
W lustrze napotkała znajome spojrzenie zupełnie obcych oczu.
Ciemne, brązowe włosy wydawały się kartą wspomnień wyjętą ze schowanego we wnętrzu jej głowy folderu. Elementem przeszłości, nad którą nie lubiła zbyt wiele myśleć, duchem schowanym w szafie, z którym nie planowała spotykać się w najbliższym czasie. Odwzajemniała to spojrzenie jedynie chwilę, wodząc nim tam, gdzie po syntetycznej skórze jej nowych rysów wędrowały opuszki jej palców. Nowa twarz nie była idealna - była tymczasowa. Coś, co pozwalało na jedno, wiarygodne przedstawienie, nic permanentnego. A jednak czuła się nieswojo, widząc tę inną, starą, a jednocześnie młodszą wersję samej siebie.
Swoje krótkie chwile zwątpienia zmyła w oparach gorącej wody. Być może przeszłość tkwiła tam, gdzieś w tyle jej głowy, odzywając się wściekłością w głosie lub poczuciem winy, którego źródła świadomość nie potrafiła zlokalizować. Ale dla czerwonowłosej nie liczyło się w tych czasach nic więcej poza tu i teraz. Tu - na pokładzie statku, który umykał przed czymkolwiek, co działo się w systemie Baldr. Teraz - gdy wychodziła spod prysznica, spinając ociekające wodą, czerwone włosy klamrą z tyłu głowy. Wszystko inne, co należało do wczoraj i dziś, pieczołowicie wciskała do wnętrza ostatniej, wypełnionej chaosem losowości życia szuflady z tyłu własnej podświadomości.
- Obawiam się, że tabelki w notesie Q nie obejmują twojego postępującego alkoholizmu, Adams - odrzekła miękko, wsuwając się do ciepłej, znajomej atmosfery mesy. Jej twarz była już jej własną, a na ciele spoczęły ubrania tak znajome, że ich charakterystycznego zapachu już nie czuła. Zignorowała głód, który podsycił wypity niedawno, specyficzny szampan, zamiast po jedzenie kierując się w stronę ekspresu do kawy. - Gdybym wiedziała, przywiozłabym ci trochę tych szczynów, które serwowali na Mindoirze.
Oparła się tyłem o blat, gdy pomieszczenie wypełniło buczenie pracującego urządzenia, a w powietrzu poczuła charakterystyczny, pobudzający zapach kawy. Kolejna okazja do dobicia targu okazała się przesunięta w czasie przez anomalię w postaci działań Przymierza.
- Cały plan diabli wzięli. Po ostatniej farsie na Gellix zaczynam dostrzegać w tym tendencję - prychnęła, wyciągając z ekspresa poszczerbiony kubek wypełniony czarną ambrozją. - Coś się działo, gdy mnie nie było?
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

17 wrz 2022, o 19:16

Było coś pokrzepiającego w zostawieniu za plecami swojej przeszłości, w zmyciu jej gorącą wodą i obserwowaniu jak znika w odpływie prysznica, zabierając za sobą wszystkie wspomnienia odległych wydarzeń, ludzi i czynów, które teraz równie dobrze mogły należeć do innej osoby. I być może właśnie tak było. Ciemnowłosa, młoda Hawkins spoglądająca z lustra była nie więcej niż zapomnianym echem - cichym szeptem czasów, które minęły i które przedstawiały kogoś innego, kogoś kto znajdował się przed twardą, poszarpaną granicą wytyczoną przez doświadczenia, zmiany oraz upływające lata. Była wspomnieniem zepchniętym na dno podświadomości - permanentnie lub wystarczająco głęboko, by jego wydostanie się było trudniejsze niż tylko pod wpływem krótkiego impulsu nostalgii lub odbicia w lustrze. Tamta Jeanette miała swoje życie, a ta swoje. Tu i teraz.
- Alkoholizm to takie brzydkie słowo. Preferuję entuzjastycznie zaangażowany w podtrzymywanie dobrego morale w załodze - poprawił ją Deuce nonszalanckim tonem, odsuwając sobie krzesło przy stole i rozsiadając się na nim wygodnie z butelką w jednej dłoni oraz szklanką w drugiej. Jego buty ze stuknięciem wylądowały na krześle obok. - Co też czynię całkowicie bezinteresownie i z poświęceniem własnego zdrowia, dźwigając na barkach ten trudny obowiązek. Bohatersko, niektórzy mogliby rzec.
Zapach świeżo zaparzonej kawy wypełnił wnętrze mesy, gdy tylko ekspres rozpoczął swoją pracę. Blondyn śledził czerwonowłosą kobietę spojrzeniem, gdy napełniała sobie kubek ciemnym, parującym płynem.
- Zastanawiam się czy wolałem cię w ciemnych włosach, czy w czerwonych - wypowiedział na głos własne myśli nim ktokolwiek go o nie spytał, unosząc do ust szklankę, żeby upić łyk alkoholu.
- Chwilowe pasmo niepowodzeń. Nic z czym byśmy sobie nie poradzili, jestem pewien. - Rivero podniósł wzrok znad datapada, również przypominając sobie o kubku z jego własną kawą, która czekała na niego przy stole i zdążyła już nieco przestygnąć. - Brakuje nam nieco zapasowego sprzętu do konserwacji systemów Wraitha i mam całą listę komponentów do zakupu od dzieciaków z maszynowni, więc dodatkowe fundusze z pewnością byłyby mile widziane, ale myślę, że dam radę pozyskać wszystko i bez nich. Kto nie miałby ochoty na małe wyzwanie od czasu do czasu.
- Jezu, pasmo niepowodzeń? Wiesz jak blisko byliśmy od przechwycenia przez służby pilnujące układu? - Deuce westchnął ciężko. - Gorszego miejsca na spotkanie to sobie nie można było wymyślić. Od samego początku miałem złe przeczucia co do tej akcji - dodał, machnąwszy ręką i niemal rozlewając przy tym zawartość szklanki. Krzesło zaszurało po podłodze, gdy odchylił się lekko do tyłu, balansując na dwóch tylnych nogach.
- Niewiele. Voodoo i Kirył założyli się o coś i siłowali się na rękę, ale nie wiem kto wygrał i o co się założyli. Fascynujące, wiem - stwierdził, odpowiadając na jej pytanie. - Red odezwał się też ze swojej "przepustki" na Omedze. Ponoć dostał cynk, że ktoś próbuje skontaktować się z Wraithem, ale moim zdaniem w najlepszym wypadku to pułapka, a w najgorszym praca. Powiedziałem mu, że oddzwonisz jak wylecimy z Przekaźnika, bo akurat ochrona zaczęła się miotać jak stado szerszeni. Wiemy w ogóle co się tam odjebało?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

19 wrz 2022, o 12:45

Przywykła do tego, że Wraith wypełniały głosy. Miało to dwie strony medalu - z jednej strony było komfortem, białym szumem w tle, jak pracujące systemy podtrzymywania życia czy włączony klimatyzator w upalnym, ciasnym wnętrzu mieszkania na Omedze. Z drugiej jednak w chwilach takich jak ta, w które odsuwała się do wnętrza własnych rozmyślań i z wolna popijała kawę w nadziei na to, że przywróci ją z powrotem do rzeczywistości, natłok słów Adamsa trafiał do niej trzy po trzy.
Jedno jednak dotarło do niej bardzo wyraźnie.
- Odpierdol się, Deuce.
Wspomnienie brązowych włosów wzbudziło w niej irytację, której się nie spodziewała. W końcu te myśli spoczywały na dnie zamkniętej szuflady, odsunęła je tak daleko, jak była w stanie - odcięła gwałtownie, ostro. Nie lubiła, gdy niepokorne myśli wyzwalały się z więzów, którymi trzymała je w miejscu, wpływając z powrotem do jej świadomości.
Nie lubiła przypominania o tym, o czym nie chciała myśleć, tak samo jak nie lubiła złości, która natychmiast pojawiała się w jej głowie gdy to się działo.
Upiła łyk gorącego napoju. Kiedyś lubowała się w piciu zimnej kawy całymi dniami, ale ostatnio ten napój musiał parzyć ją w usta - w innym wypadku przestawał jej smakować, gdy ostygał do normalnej temperatury.
- W ostateczności sprzedamy graty Adamsa, żeby zarobić na sprzęt. Prawda? - uśmiechnęła się pod nosem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Kofeina powoli wypierała lekki ból głowy wywołany zbyt wysokiej jakości alkoholem jak na jej gusta. - Mamy też ten pieprzony artefakt, który dalej zalega. Ale ja nigdzie już nie lecę sama, jeśli w pobliżu ma być ta przeklęta planeta.
Westchnęła cicho, gdy jej ramiona odruchowo drgnęły w górę - nie miała dla nich żadnej odpowiedzi. Cokolwiek stało się na Mindoirze, zostawili to daleko za sobą, a teraz, w tunelu Przekaźnika, pozbawieni byli jakiejkolwiek komunikacji ze światem zewnętrznym.
- Ochrona na gali zaczęła coś węszyć, ale nikt nie miał za wiele pojęcia o tym, co się dzieje. A ja nie zamierzałam przedłużać mojej wizyty ze zwykłej ciekawości - odrzekła, w przerwie między łykami kawy. Jeszcze żadne z nich nie miało świadomości tego, jak wiele udało im się uniknąć, gdy zadecydowali o natychmiastowej ewakuacji. Nauczyła się polegać na paranoicznej intuicji Adamsa - równoważył jej lekkomyślność, którą z biegiem lat zaczęła w sobie tępić. - Może to część ich durnego przedstawienia, które wymyślił sobie premier.
Wolną ręką uruchomiła omni-klucz, łącząc się z ich wewnętrzną siecią, w której czekały na nią raporty. Piracka łajba nie była źródłem organizacji i wojskowej dyscypliny, dlatego doceniała tych ze swojej załogi, których nie opuściły przyzwyczajenia z Przymierza. Bez kilku filarów takich jak Q i Vinnet, ludzie pokroju Adamsa czy jej zaginęliby we własnym gównie na pokładzie tego statku.
- Oddzwonię do Reda jak dotrzemy do układu - potwierdziła, wracając do poprzednich słów Adamsa. - Do tego czasu ogarnę to, co nazbierało się gdy mnie nie było, jeśli nie masz żadnych więcej anegdotek, którymi chciałbyś się ze mną podzielić - dodała, uśmiechając się pod nosem w stronę pilota znad krawędzi ubitego kubka.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

20 wrz 2022, o 20:36

Jej gwałtowna reakcja sprawiła, że Deuce uniósł ręce w obronnym geście, na krótki moment nawet przestając bujać się na fotelu - być może gdyby nagle okazało się, że musi uciekać. Najwyraźniej potrafił wyczuć różnicę między jej jedną inwektywą, a drugą, wiedząc którą może zlekceważyć, a przy której mieć się na baczności. Coś w głosie kobiety musiało sprawić, że od razu zakwalifikował jej odpowiedź do tej drugiej kategorii.
- Okej, drażliwy temat. Nic nie mówiłem - rzucił, ze stuknięciem stalowych nóżek krzesła pochylając się do przodu.
Rivero natomiast roześmiał się cicho po jej słowach dotyczących sprzętu blondyna i niemal teatralnym gestem zaczął stukać palcami po swoim datapadzie.
- Doskonała sugestia, pani kapitan. Będę pamiętał, żeby to uwzględnić przy następnym podsumowaniu wydatków.
- A wiedziałem, że powinienem zostawić ją na Mindoir. - Deuce westchnął ciężko, kręcąc bezmyślnie szklanką i pozwalając by złoty płyt skakał od jednej ścianki do drugiej. - Zrobiło się gorąco i musieliśmy uciekać. Naprawdę nie chciałem tego robić, ale kazała mi ratować Wraitha, słowo honoru. Płakałem i prosiłem, ale nie mogłem po nią wrócić. Będziemy ją ciepło wspominać... - wymruczał, przedrzeźniając własny głos i sprawiając że Q mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
Datapad ciemnowłosego bosmana przygasł, gdy mężczyzna wygasił go i odłożył na stół przed sobą, najwyraźniej kończąc to co wcześniej robił. Upił łyk kawy z kubka, ale po jego zamyślonym spojrzeniu i następnych słowach łatwo było poznać, że gest był zaledwie symboliczny.
- Zawsze możemy spróbować go sprzedać. Artefakt, nie Adamsa - odezwał się. - Musielibyśmy tylko znaleźć kogoś kto go obejrzy i wyceni.
- I może razem z nim sprzedamy swoje pasmo niepowodzeń. Byłby numer jakby się okazało, że to ten syf jest przeklęty, a nie tylko planeta. - Deuce dopił w jednym łyku zawartość szklanki, po czym sięgnął po butelkę, żeby uzupełnić sobie zawartość naczynia.
Jej omni-klucz posłusznie połączył się z siecią Wraitha, od razu wyłapując czekające na nią kilka wiadomości. Jedna z nich było krótkie zestawienie zapasów amunicji od Kiryła, a jeszcze inną podsumowanie stanu dronów, które wysłał Voodoo, załączając do akceptacji spis części, które wymagają wymiany. W skrzynce znajdował się również raport nad którym chwilę wcześniej pracował Q, a który pojawił się tam zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej i który, jak się okazało, zawierał pełne podsumowanie oczekujących ich wydatków - między innymi w oparciu o pozostałe dwa zestawienia oraz prawdopodobnie garść innych, które musiały trafić do niego wcześniej w o wiele mniej koherentny, zorganizowany sposób, od tych załogantów, którzy ponad sformalizowane raporty preferowali składać swoje zamówienie pod postacią barwnych komentarzy o treści "Q, zjebał się konwerter napięcia w komorze akceleratora, weź zamów". Sprawozdanie bosmana zbierało to wszystko w jedną całość, sortując w hierarchii sugerowanej ważności i będąc opatrzone jego własnymi komentarzami, a także zostawiając jej miejsce na akceptację.
Co ciekawe, jedną z najnowszych pozycji zajmował wpis o lakonicznej treści "butelka whisky, ziemska".
Deuce milczał przez kilka sekund, przetrawiając jej ostatnie pytanie i nieświadomie stukając palcem po krawędzi szklanki.
- Nie, żadnych anegdotek. Wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach czekając na twój powrót - odezwał się w końcu, decydując się na chwilę odsunąć maskę pozornego luzu i ujawniając ukryte pod nią napięcie, które odbiło się w jego spojrzeniu - a przynajmniej jego wspomnienie sprzed zaledwie kilkudziesięciu minut, które teraz skutecznie złagodziła jedna szklanka rumu oraz bezpieczny powrót czerwonowłosej. - Ja, dla przykładu, spędziłem godzinę gapiąc się na wyświetlacz radaru, zastanawiając się co mam kurwa zrobić, jeżeli któraś z trzydziestu fregat Przymierza stwierdzi, że jednak losowo przeskanuje i sprawdzi Wraitha. Albo gdy na pasmach komunikacji ochrony usłyszymy wiadomość, że na powierzchni planety schwytano groźną piratkę.
Przez uderzenie serca stukał jeszcze palcami o szklankę, nim w końcu uniósł ją w geście niemego salutu w jej stronę.
- Miałbym wtedy Wraitha całego dla siebie - dokończył, już ponownie pogodnym tonem. - Ale no. Pasmo niepowodzeń to pasmo niepowodzeń.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Mesa

6 paź 2022, o 15:30

Kawa orzeźwiała. Już sam jej zapach pobudzał zmysły, lecz dopiero pierwsze łyki gorącego napoju sprawiły, że świat wokół stał się nieco bardziej znośny. Przesuwała spojrzeniem po plikach, które czekały na jej sprawdzenie, choć jeszcze nie w pełni przyswajała zawarte w nich informacje. Słuchała tego, co mężczyźni mówili między sobą, lub do niej, sącząc nektar bogów. Odbite w lustrze spojrzenie dalej przemykało się pomiędzy jej myślami, tak jak skryty w jej kajucie artefakt, który z powrotem przywiozła ze sobą z Gellix.
Lubiła myśleć, że jej umysł był pragmatyczny - nawet, jeśli w wielu chwilach zupełnie się w tę definicję nie wpisywał. Przekleństwo ciążące na nimi pozostawiała więc w sferze żartów, tak samo jak jego rzekome źródło, przywiezione z mroźnej planety, na którą trafiła już dwukrotnie.
- Byłbyś wspaniałym kapitanem. Może tam wrócę? - parsknęła śmiechem, gdy sens jego słów dotarł do niej z lekkim opóźnieniem. Adams nigdy nie potrafił jej irytować wystarczająco długo, by coś z tym faktem zrobiła. Zawsze potrafił się odkupić, trafiając jednym z dziesięciu wypluwanych przez siebie żartów na każdą minutę. Niektórzy nazywali to urokiem osobistym - ona widziała w tym swobodę. Coś, czego nigdy nie posiadała. Deuce zawsze dogadałby się z kimkolwiek, kto stał akurat obok, zawsze wypełniał ciszę, która pojawiała się w pomieszczeniu. Zawsze potrafił ją rozbawić, choć niekiedy potrzebował większej ilości prób, niż zwykle.
Interakcje zawsze przychodziły jej z trudem. Nie roztaczała wokół siebie tej charyzmy, która przyciągała do niej wszystkich wokół. Miała wąską grupę ludzi, do których czuła się przywiązana, lecz nawet pośród jej załogi wątpiła, by wszystkim, bez ani jednego wyjątku, odpowiadała jej osobowość. Tylko ich zdanie się dla niej liczyło, ale miała świadomość tego, że zyskałaby wiele, gdyby była tak naturalną dyplomatką, jak John.
- Następnym razem ciebie wyślę na galę - skwitowała pogodnie, kierując się do wyjścia z mesy, skoro wzywały ją obowiązki.
Lub też, sama się do nich wzywała.
Nie lubiła opuszczać pokładu jeśli wracała z pustymi rękami. Nie dość, że uważała to za marnowanie czasu, to jeszcze czuła, jak przygniatają ją zaległości. Jeśli było coś, czego nienawidziła z całego serca w wychodzeniu z Wraitha, to świadomość tego, że czas wcale nie zwalniał na pokładzie statku. Życie toczyło się dalej, tak samo jak praca, a choć starała się nie wtrącać w sprawy załogantów, którym powierzyła konkretne zadania, lubiła mieć świadomość dokładnie tego, co działo się na statku pod jej nieobecność.
Spędziła więc czas w swojej kajucie. Dopiła kawę, gdy ta już ostygła. Załatwiła to, co musiała, a w wolnym czasie zgarnęła rozrzucone przez siebie ubrania z ziemi, upychając je po szafkach lub wciskając do kosza w ścianie łazienki. Gdy wylecieli z Przekaźnika Masy, z powrotem weszła do mesy, z pustym naczyniem w dłoni.
Gwizdnęła, gdy wiadomości napłynęły na jej omni-klucz.
- Może jednak nie mamy takiego pecha - mruknęła, do kogokolwiek, kto stał w tej chwili w mesie.
Z jakiegoś powodu to, że opuścili układ Baldr w ostatniej chwili, nie wzbudzało w niej głębokich emocji. Wiedziała jednak, że jej obojętność jest tylko pozorna, nieprzyjemna - czuła się odrętwiała, wyłączając napływ aktualizacji o terrorystycznym ataku. Zamiast tego znalazła sobie ustronne miejsce, możliwie wracając z powrotem do kajuty i wybrała na komunikatorze Stadtforda.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2527
Posty fabularne: 39
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 22:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 107.987
Medale: 16
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Urodzony przywódca (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1) Fanatyk Miłości (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Mesa

10 paź 2022, o 21:58

Adams wykonał w jej stronę bliżej nieokreślony gest, gdy ruszyła do wyjścia z mesy, zataczając koło ręką trzymającą szklankę.
- Zastanowię się! Takie przyjęcia mają trochę za niskie standardy jak na moją osobę! Może przy oficjalnym, pisemnym zaprosze... - krzyknął za nią, pozostając na swoim krześle, ale jego ostatnie słowa zagłuszył syk zasuwanych drzwi pomieszczenia. Kiedy znalazła się na korytarzu, powitał ją wyłącznie szum systemów podtrzymywania życia oraz wiszące nad ramieniem widmo czekających ją obowiązków.
A te, chociaż przyjęte dobrowolnie na własne barki, nie były przez to ani trochę mniej prawdziwe.
Wraith miał się dobrze pod jej nieobecność, ale siedząc w swojej kajucie i przeglądając raporty, potrafiła dostrzec powoli zarysowujący się kontur konsekwencji ostatnich kilku wypadów. Implikacje wracania z misji z pustymi rękami nie były wyraźne, ale ich ślad można było dostrzec między wierszami kolejnych podsumowań oraz w cieniu rzucanym przez nieznacznie zwiększające się listy zapotrzebowania czy uwag jej załogantów potrzebujących czegoś do wykonywania swoich obowiązków. Nic groźnego, nic kującego w oczy, nic co mogłoby spowodować pojawienie się desperacji... ale jednak tam było, być może możliwe do dostrzeżenia wyłącznie przez spojrzenie perfekcjonisty lub świadomość ciążącej odpowiedzialności. Czas nie zwalniał pod jej nieobecność. A Wraith, niczym żywy organizm, również poddawał się jego upływowi.
Ostatnie kilkadziesiąt minut do wyjścia Przekaźnika Masy upłynęło szybciej niż mogłaby to sugerować wskazówka zegara. Trzy minuty przed opuszczeniem tunelu na jej omni-klucz - podobnie jak na omni-klucze pozostałych załogantów - przyszło powiadomienie od Deuce'a, który widać wrócił w międzyczasie do kokpitu, a gdy w końcu do tego doszło, statkiem ponownie targnęły znajome wibracje pracującego silnika. Fregata wróciła w szorstkie objęcia praw fizyki, wyrywając się z błogiego, bezpiecznego lotu w pozbawionej masy przestrzeni gdzie nie mogły dosięgnąć jej żadne problemy zewnętrznego świata - zarówno te uzbrojone w działa oraz torpedy, jak i te bardziej metaforyczne.
Czas nie zwalniał nie tylko, gdy Hawk schodziła z pokładu swojego okrętu. Gdy wskoczyli w tunel Przekaźnika w systemie Baldr, opuszczali znajomą rzeczywistość, ale gdy wylecieli z niego z drugiej strony w Mgławicy Omega, okazało się, że trafili do zupełnie innego świata.



Setka wiadomości oraz komunikatów, które zalały jej omni-klucz, gdy wchodziła do mesy, nie była tym którekolwiek z nich mogło oczekiwać. Extranet pulsował informacjami na tylko jeden temat - eksplozji, która miała miejsce kilkanaście godzin temu w miejscu, z którego nie tak dawno uciekli. Wieści na temat tego co się wydarzyło na Mindoir rozprzestrzeniły się po sieci niczym wirus lub ogień trawiący pajęczynę - mknąc z prędkością błyskawicy po każdej nitce, wypalając każdą odnogę i zostawiając po sobie pasmo chaosu, paniki, niepewności, wściekłości, niedowierzania, apatii. Zniszczenie całego systemu oraz pojawienie się nowej, niespodziewanej siły w galaktyce było wydarzeniem na miarę ostatniego ataku na Cytadelę, wypełniając każdy zakamarek extranetu wiadomościami, trendującymi newsami, wywiadami, artykułami, statystykami, przewidywaniami, debatami, lamentem, manifestami... na jeden tylko temat. Galaktyka nie zdążyła otrząsnąć się z ostatniego szoku, by brutalnie zostać wepchniętą w następny.
- Yebena mat... - Szept Kiryła, który akurat znajdował się w mesie, musiał wyrwać się z jego ust wbrew jego woli. Mężczyzna niemal nie usłyszał jej słów, również będąc w trakcie przeglądania wiadomości na swoim omni-kluczu; posiłek, który podgrzewał sobie w mikrofali, przestał się obracać i oznajmił piknięciem gotowość do spożycia, ale Rosjanin nie zareagował. Jego wzrok przesuwał się po kolejnych artykułach, które przerzucał jeden po drugim, próbując na szybko zrozumieć co się stało.
I nie był jedyny.
Gdy wyślizgnęła się z mesy, wracając odrętwiałym krokiem z powrotem do swojej kajuty, na jej omni-klucz spłynęły nowe powiadomienia - tym razem nie z extranetu, a z wewnętrznej sieci Wraitha.
Nephiet napisał(a):Sprawdź wiadomości, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś. PILNE.

Deuce napisał(a):Ja pierdolę.

Podobnie jak kilka godzin temu po extranecie, tak teraz wieści rozprzestrzeniały się po wnętrzu Wraitha. Niewiele z nich przedarło się jednak przez jej pancerz zobojętnienia, gdy odcięła się od nadchodzących bodźców. Mesa z pewnością miała stać się lada moment centrum towarzyskim pełnym pytań bez odpowiedzi, wiec powrót do własnej kajuty był najbezpieczniejszą z opcji jeżeli potrzebowała prywatności. Stalowe drzwi odcięły ją od reszty okrętu, ponownie witając w znajomych czterech ścianach.
Gdy wybrała numer Stadtforda, nie musiała długo czekać na reakcję.
- Hawkins. - Rudowłosy mężczyzna wyświetlił się na ekranie jej omni-klucza po kilku sekundach połączenia. - Cudownie, wychodzi na to, że jednak nie jestem bezrobotny.
W ustach mężczyzny tlił się papieros, a za jego plecami widać było przyćmione światła jarzeniówek jakiegoś baru. Przepustka Reda była przepustką tylko w żartobliwej, kpiącej formie, którą mężczyzna sam jej nadał, w rzeczywistości wylatując na Omegę, żeby zaciągnąć języka odnośnie potencjalnej roboty, do której mógł się nająć Wraith lub jego załoga, wybierając powrót na stare śmieci ponad bezczynne czekanie na statku w trakcie trwania gali.
- Powiedz mi proszę, że Baldr to nie nasza sprawka, bo nigdy sobie nie wybaczę, że to ominąłem. - Wyraz twarzy rudowłosego był połączeniem obojętnego rozbawienia i znudzenia, ale przez uderzenie serca w jego spojrzeniu błysnęło coś, co szybko zniknęło.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wraith

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron