Otwarta zaledwie kilka tygodni temu, Elysium Arena jest wspólnym - finansowym i naukowym - przedsięwzięciem Armax Arsenal, Rady Serrice oraz Kassa Fabrication, a także nowym źródłem rozrywki dla mieszkańców Cytadeli. Arena mieści się w eleganckim, nowoczesnym budynku w bocznej części Okręgu Kithoi i jest otwarta dwadzieścia cztery godziny na dobę, zapewniając dostęp do symulatora pola bitwy oraz strzelnic.
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 286
Rejestracja: 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Tajemna Placówka Cerberusa
Status: Uwięziona przez Cerberusa
Kredyty: 40.900
Medals:

Trybuny

23 mar 2022, o 17:42

Po zakończeniu trzeciego etapu Areny

Zwycięstwo było rzeczą słodką i przyjemną, zwłaszcza kiedy było ono szybkie, decyzyjne i niedyskusyjne. Skax został pokonany w przeciągu czterech serii z karabinu i dwóch ataków biotycznych, co składało się na może...dwadzieścia? Trzydzieści sekund? Oczywiście nie była osobą, która będzie szczególnie się chełpić, miała na tyle przyzwoitości (zwłaszcza, że wcześniej to Quarianin pokonał ją), ale nie można było powiedzieć, że było to coś, z czego by się nie radowała. Z drugiej strony jednak, może nie zamierzała znęcać się nad Skaxem bo tym razem przegrał, ale bardzo chętnie pokorzysta sobie z przywilejów bycia zwyciężczynią. Ktoś chce autograf jednej z walczących? Jasne! Mają tu alkohol? Wcześniej nie piła, ale teraz w sumie może, bo to był finał! Nie sprawdzała jeszcze jak poszło reszcie walczących. Jeśli ktoś będzie z nią gadał, chętnie to odwzajemni. Zresztą, musi robić PR swojej firmie.

Wymyła się szybko z raczej niewielkiej (w porównaniu do poprzednich etapów) ilości potu, po czym dziarskim krokiem podeszła pod szatnię dla mężczyzn, czekając tam na Skaxa i chcąc go zaczepić.
- Nieźle sobie poradziłeś, choć dalej chuj ci w dupę za próbę użycia siatki.- rzuciła pokrzepiająco, niczym sojuszniczka do sojusznika.- Jak chcesz, to będę w barze, stawiam ci drinka, nawet najdroższe, Turiańskie gówno. Jednego, bo kieszeń trochę boli. I znajdź najlepiej Fulvi, jej też się należy.- zaprosiwszy kolegę, by poszedł się z nią napić, opuściła go i bardzo szybko wkroczyła do baru.

Nie musiała już mieć ze sobą swojego bojowego sprzętu, więc wyszła po prostu w luźnej koszulce i dżinsach, wchodząc do knajpy, w której już wcześniej była. Szybko spostrzegła Strikera, który oglądał akurat walki przy blanciku, ale bez żadnego towarzystwa. Nie uznała więc, że Charles będzie miał coś przeciwko, jeśli się przysiądzie. Zamówiła sobie ciemne piwko i podeszła do stolika, przysiadając się szybko do krzesła na przeciwko, odsuwając je wpierw szurająco-posuwistym ruchem.
- Siema. Jak tam, już po finale, czy cię nie wpuścili i siedzisz samotny? Widziałeś moją walkę? - na twarzy miała raczej luźny, zadowolony uśmiech, a ton sugerował rozluźnienie. Wcześniej trochę się ograniczała, bo nie wiedziała, kiedy znowu będzie walczyła. Teraz nie miała po co.
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: Trybuny

23 mar 2022, o 22:54

Oglądanie na monitorach kolejnych walk było nawet ciekawym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Nawet jesli mogl robic cos zwiazanego z praca lub nastepnymi zlecenia to wolal siedziec tutaj. Strasznie dusił go ten korporacyjny wystrój w firmie by tam wracać. A do tego miec placone od każdej spędzonej tu godziny. Nie wychodził na tym nawet tak źle.
Pierwsza skończona walka należała do Ishy i Skaxa. Kilka razy nawet wypuścił szybciej powietrze z nosa podczas oglądania tego cyrku. Szczególnie momenty, gdzie chłopak tak sie zaplatal w swetrze, ze nie byl w stanie wyprowadzić żadnego celnego ataku. Jak na Neidusie, tak i tutaj. Ważne, że dalej próbuje korzystać z większej broni. Niestety jeszcze troche mi zajmie nauczenie sie biegania z wiekszym obciazeniem.
- Niestety. Moim zleceniodawcom wystarczyło to, że prawie sam zatłukłem Atlasa w pierwszej walce więc wyciągnęli mnie z walk. - Zaciągnął się swoim skrętem i oparł wygodniej na swoim dość wygodnym siedzisku. - Do tego oglądanie tego co się odwala na Arenach jest dość potężne.
Przepchnął w jej stronę jakiś datapad na którym był rozpisany cały ten etap. Kto z kim walczy i cala reszta informacji, w tym jakie są stawki u bukmacherów. Tym razem nie bawił się w obstawianie. Oczywiscie byla to szybka zabawa, a czasem nawet zarobek. Pamiętał jednak o tym, że nie może już rzucać tak pieniędzmi na lewo i prawo. Miał wydatki, a był już przyzwyczajony do wygodnego życia. Dlatego tez, musial troche przycinać to na idiotyzm ach i zachciankach.
- Nie pytalem wczesniej, bo nie chciałem przy wszystkich. Jak twoje rany po Neidus? - W jego głosie chyba pierwszy mozna bylo uslyszec jakies wieksze zainteresowanie. O tym jak naprawianie swojego ciala uprawial Karajev, akurat słyszał dosc czesto na czacie. Nie wiedzial skad tamten bierze na to energię.ź
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 286
Rejestracja: 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Tajemna Placówka Cerberusa
Status: Uwięziona przez Cerberusa
Kredyty: 40.900
Medals:

Re: Trybuny

24 mar 2022, o 16:00

Pozycja Ishy była nieco inna, niż Strikera. Ona była tu bardziej atrakcją, niż...w sumie czym dokładnie był Striker? Walczył w pierwszej walce, zrobił swoje, teraz nie dopuszczali go nigdzie indziej, bo widocznie nie mieli komu go dać. Nie był to jednak jej interes, nie miała zresztą po co dopytywać, wcześniej tak o zagadała. Szybko chwyciła za datapada i przejrzała go po kolei. Wcześniej nie interesowała się tym kto z kim walczył, wiedziała tylko kiedy ona ma walkę, z kim ona będzie się biła i kogo będzie miała po swojej stronie.
- Viktor widzę ma farta do tej laski-lekarki.- prychnęła lekko pod nosem, widząc, że znowu na nią trafił. Sama w sumie nie była jakoś bardzo zainteresowana zakładami czy oglądaniem innych walk - robiła to wcześniej, ale dlatego, by móc zobaczyć jak radzą sobie inni, jakie mają style, jak może wykorzystać ich słabości...no i by wiedzieć, z kogo się śmiać.

Zapytana o rany, wpierw wzięła solidnego łyka piwa (który był bardzo taktyczny - bo dzięki temu mogła dłużej zastanowić się nad odpowiedzią), po czym szybko wymyśliła jak ma na to odpowiedzieć. Udawać, że to żaden problem. W sumie nawet nie musiała udawać, jakoś bardzo nie rozpatrywała Neidus.
- Nooo...wtedy było krucho, ale po misji odwiedziłam solidnego lekarza i po jakimś czasie byłam jak nowa. Obyło się bez komplikacji, na szczęście medycyna w tych czasach jest zajebista. Wyobrażasz sobie żyć w świecie, w którym dostajesz jedną kulę i leżysz parę miesięcy w łóżku?
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 419
Rejestracja: 15 sie 2016, o 21:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medals:

Re: Trybuny

10 kwie 2022, o 13:40

Zeszła z areny jako ostatnia, powoli idąc w kierunku szatni. Nie uśmiechała się, nie machała w kierunku kamery, nie zachowywała się jak zwycięski wojownik schodzący z pokazowej walki przed publicznością. Była zmęczona i w głębi ducha cieszyła się, że właśnie zakończył się trzeci etap. Owszem, była z siebie dumna, że udało jej się przez wszystkie przetrwać, ale nie był to przecież powód do tego, żeby zachowywać się jak jakaś celebrytka, prawda? Dla niej samej Arena była sprawdzianem - umiejętności, woli walki i samej siebie.

Nieśpiesznie zdjęła i spakowała swój sprzęt, oglądając każdą część żeby dostrzec ewentualne uszkodzenia i zanieść je później do naprawy, do tej samej torby wrzuciła pistolet, pozostałe pakiety żelu, pochłaniacze i generator tarcz. Przez jakiś czas najprawdopodobniej nie będzie z nich korzystać, a ponieważ turniej dobiegł końca, wszystkie należącej do niej rzeczy chciała zabrać ze sobą i wrzucić do hotelowego pokoju, który wynajmowała od czasu Glitcha.

Po spędzeniu więcej niż to było potrzebne czasu pod prysznicem przebrała się w zwykłą, prostą sukienkę i stanęła przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Przystępując do turnieju była pełna wigoru i energii i liczyła, że jej wyniki pozwolą podjąć decyzję dotyczącą jej przyszłości - teraz, wiedząc, że nie tylko udało jej się przetrwać wszystkie rundy, ale przede wszystkim - nie zginąć symulowaną śmiercią podczas żadnej z nich, nie była pewna czy osiągnęła to, co zamierzała i czy uda jej się tak łatwo powrócić do normalności. Czy faktycznie minęła się z powołaniem? Czy podjęta decyzja o opuszczeniu wojska i zajęciu się medycyną była faktycznie tym najlepszym sposobem na życie? Przez chwilę przed oczyma stanęła jej twarz Iryny, przyjaciółki, z którą razem wstąpiły do Akademii. Straciła z nią kontakt jakiś czas temu, wymieniały zdawkowe wiadomości tak rzadko, że nawet nie wiedziała, co przyjaciółka robi i gdzie się znajduje. W tej chwili Tori brakowało jakiejś przyjaznej duszy, która mogłaby ją wysłuchać, wyśmiać, ofuknąć czy po prostu razem się urżnąć w trupa...

Łyknęła tabletkę Advilu popijając wodą z kranu, po chwili zastanowienia poprawiła drugą - tak na wszelki wypadek. Czas iść do baru i uzupełnić straconą w walce energię, poza tym chciała jeszcze zamienić słowo z Karajevem - miała wrażenie, że po Glitchu zostało między nimi trochę niedomówień i zwykłych “kwasów”, a z racji tego, że z woli Athame jakimś dziwnym trafem czy przypadkiem ostatnio dość często na niego wpadała, chciała wyjaśnić sytuację i wyczyścić ewentualne niedomówienia. Dodatkowo, chciała poczekać tam na zakończenie wszystkich walk i oficjalne ogłoszenie wyników - z czystej, próżnej ciekawości.

Z torbą w ręku przemierzyła znajome już sobie korytarze docierając do sali wspólnej - trybun, miejsca zgromadzeń, baru czy jakkolwiek by go nazwać. Rozejrzała się poszukując sylwetki Viktora, po czym skinęła głową w kierunku kilku dostrzeżonych znajomych twarzy i podeszła wprost do baru, stuknięciem kłykciami palców o blat zwracając na siebie uwagę obsługi. Zamówiła coś do jedzenia - nauczona wcześniejszym doświadczeniem nie spodziewała się wysokiej jakości dania, ale przezornie nie zamówiła ryby, nie chcąc ryzykować powtórki z ostatniego posiłku - oraz szklaneczkę berrwika by uświętować zwycięstwo i ostatecznie pozbyć się resztek kaca, po czym zajęła się posiłkiem, starając się nie koncentrować na jego walorach smakowych.
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev
Awatar użytkownika
Posty: 228
Rejestracja: 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medals:

Re: Trybuny

10 kwie 2022, o 14:23

Nie śpieszył się. Każdą czynność wykonywał spokojnie, niemal z namaszczeniem. Wciąż parując po prysznicy, wytarł się dokładnie, następnie uczesał brodę i włosy. Czując, że ma suchą skórę, sięgnął po balsam, który opatrznie spakował do torby.
I tak czysty, odświeżony, ubrał się ponownie w mundur. Musiał przyznać, ciekawiło go co Tori od niego chciała, lecz nie miał pojęcia o co mogło chodzić. Zapewne gdyby poświęcił temu więcej uwagi, czy jak czasem żartobliwie określał, pamięci operacyjnej, być może wpadłby na jakiś trop, niemniej nie miał teraz ochoty na analizy. To, na co miał chęć to usiąść w spokoju i ciszy i się napić.
Herbaty, oczywiście.

No cóż, o ciszy mógł sobie pomarzyć. Bar nie był teraz spokojny, a sami uczestnicy walk świętowali wygrane lub zapijali porażki. Wybrał stolik na uboczu, by nie wpaść na swoją ekipę. Jeśli miała to być prywatna rozmowa, lepiej, by reszta nie była jej świadkami.
Herbata była gorąca i mocna, idealna na pobudzenie. Był teraz nieco zmęczony, znużenie i niechęć panowały w jego umyśle. Kiwną jednak, gdy ujrzał na horyzoncie Tori, by subtelnie zaznaczyć swoją obecność w przypadku, gdyby go wypatrywała. Gdy wreszcie dosiadła się, skinął lekko ponownie.
- Witaj ponownie- rzucił, po czym pociągnął łyk z kubka- Chciałaś porozmawiać. O co chodzi?
ObrazekObrazek
Muza
Mood
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 419
Rejestracja: 15 sie 2016, o 21:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medals:

Re: Trybuny

10 kwie 2022, o 15:00

Pochłonięty w ekspresowym tempie posiłek mile zaciążył w żołądku - zrobiła to, czego organizm się domagał, resztą niech zajmie się on sam. Może jakość jedzenia nie była najwyższych lotów, ale nie o delektowanie się smakiem w tej chwili chodziło, na ewentualne kulinarne przyjemności przyjdzie czas później. Ze szklaneczką ciemnoniebieskiego alkoholu w dłoni ruszyła w kierunku Viktora, siadając na jednym z krzeseł. Zlustrowała szybkim wzrokiem kubek sierżanta gdy wyczuła aromat herbaty, po czym spojrzała mężczyźnie w oczy z lekkim uśmiechem.

- Herbata? Psuje pan moje wyobrażenie o spędzaniu czasu wolnego przez żołnierzy Przymierza, sierżancie - uniosła ku niemu swoją szklankę w niemym toaście i pociągnęła łyczek alkoholu, a paląca słodycz spłynęła jej do żołądka, przyjemnie rozgrzewając gardło. O ile o jakości kuchni w tym przybytku nie można było powiedzieć wiele dobrego, o tyle zaopatrzenie baru było całkiem niezłe, a sam fakt, że dysponowali nawet dość unikatowym i drogim alkoholem jakim był berrwik świadczył, że zaopatrzenie zostało przygotowane na każdą kieszeń i pod kątem różnych wymagań.

- Ostatnio Athame często splata nasze losy - uśmiechnęła się do niego, dopiero po chwili konstatując, że nawiązanie do własnej religii niekoniecznie musi być zrozumiałe dla innych ras. Miała nadzieję, że sierżant pojmie jednak sens słów i zrozumie o co jej chodziło - Ale mam wrażenie, że nasze... pożegnanie podczas ewakuacji z budynku w trakcie Glitcha nie przebiegło w przyjaznej atmosferze i pozostawiło trochę niedomówień. Dlatego chciałam pana przeprosić, jeśli zrobiłam coś, co pana uraziło. I spróbować wyczyścić atmosferę między nami, jeśli to możliwe. Jeśli nasze losy będą splatać się tak często jak ostatnio, możliwe, że prędzej czy później znów będziemy musieli na sobie w jakimś stopniu polegać, a gdy któreś z nas będzie żywiło urazę, może to nie być do końca możliwe.

Przez chwilę czekała na jego odpowiedź , ale nim mężczyzna zdążył się odezwać odezwała się ponownie, starając się sprecyzować, o co jej chodzi. Wcześniej, gdy myślała o tym, żeby porozmawiać z Karajevem, jakoś nie widziała w tym problemu, teraz - być może przez własne słowa o bogini - nagle zdała sobie sprawę, że tą różnicą, przyczyną niedomówień między nimi mogło być zwykła, prosta różnica kulturowa - pochodzili z różnych światów, byli wychowani w zupełnie inny sposób, mieli inny światopogląd i spojrzenie na rzeczywistość. Co nie znaczyło jednak, że nie dałoby się nawiązać dialogu.

- Proszę mówić śmiało, przyjmę każdą krytykę - przełknęła jeszcze jeden łyk berrwika i odstawiła szklankę na stolik - Nie miałam dotychczas zbyt wielkiego kontaktu z ludźmi. Co nie znaczy, że chcę, by tak to zostało. I nie chcę mieć w panu wroga, ale - kto wie, może uda się zawiązać jakąś nić porozumienia. Wydaje mi się, że do pewnego momentu nawet nieźle nam się wspólnie pracowało?
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev
Awatar użytkownika
Posty: 228
Rejestracja: 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medals:

Re: Trybuny

10 kwie 2022, o 17:28

Uniósł nieco brew na pierwszą uwagę. Opalizujący płyn w ręku Tori jaśniał intensywnym niebieskim kolorem.
- Widocznie spotkałaś niewłaściwych żołnierzy. Jest nas w sumie sporo- znów pociągnął z kubka- I proszę, znasz moje imię. Nie jesteśmy na kawce u radnej, by wymieniać tytuły.
Tori wyjaśniła wreszcie co jej leżało na sercu. Viktor nie przypuszczał, że mogło chodzić o to, o wydarzenia, które wydały mu się teraz tak odległe... Tym bardziej nie przeszło mu przez myśl, że asari wciąż trzyma w pamięci te wspomnienia.
Nie przerywał jej jednak, słuchając uważnie każdego słowa. Doczekał się nawet przeprosin! To prawda, był na nią zły w chwili zdarzenia, uważał bowiem, że awantura wyszła znikąd i była niepotrzebna. Tak jak z resztą ta rozmowa.
- To prawda, często wpadamy na siebie. Najwyraźniej kosmos jest za mały na nas dwoje!- uśmiechnął się lekko, ale tylko na chwilę- Nie wydaje mi się, żeby słowa tutaj były potrzebne. Było, minęło, ja już zapomniałem o sprawie. Jeśli potrzebowałaś potwierdzenia, że nie żywię urazy, oto ono.
Łyknął herbaty. Była czarna, na taką dziś miał ochotę. Mało kto wiedział, bowiem w sytuacji misji operacyjnej nie było okazji napić się porządnego naparu, ale Viktor był starym herbaciarzem, toteż nie przepuścił okazji gdy takowa się nadarzyła.
-Jeśli Bóg tak zarządzi- znów uśmiechnął się lekko na wspomnienie następnego spotkania- Postaram się lepiej przegotować. Muszę kilka rzeczy przemyśleć.
ObrazekObrazek
Muza
Mood
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 419
Rejestracja: 15 sie 2016, o 21:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medals:

Re: Trybuny

17 kwie 2022, o 10:43

- Faktycznie, jak do tej pory nie spotkałam ich wielu - uśmiechnęła się, przyjmując nieco bardziej swobodną pozę - Pomijając kilku pacjentów, generalnie z ludźmi jak do tej pory miałam niewielką styczność... - zawiesiła na chwilę głos i spojrzała na niego - Viktorze.

Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek przechodzili na “ty”, ale widocznie wśród ludzi generalnie takie “rozluźnienie obyczajów” i zwracanie się do siebie bezpośrednio było czymś naturalnym i oczywistym, o czym świadczyły chociażby niedawne przytyczki przy wcześniejszym spotkaniu przy stoliku i w większym gronie. Kolejna rzecz, o której powinna pamiętać, żeby znów nie być oceniana jako dziwaczka. Teraz, słysząc odpowiedź mężczyzny na jej wcześniejsze pytanie skinęła lekko głową, po czym ponownie sięgnęła po swojego drinka i upiła łyk.

- Cieszę się zatem. Co prawda zapewne w podobnej sytuacji postąpiłabym raz jeszcze tak samo, ale zawsze to miło wiedzieć. Jakie wnioski po turnieju? Spełnił pana... - zacięła się na chwilę uświadamiając sobie, że jej przyzwyczajenia będą trudne do wyplenienia, ale szybko odezwała się ponownie - Spełnił twoje oczekiwania? Przepraszam za tą lewitację w ostatnich walkach, ale wolałam nie dopuszczać groźnego przeciwnika na odległość omni-ostrza. Widziałam... twój pojedynek z tym turianinem, Curio. - tym razem przerwa w wypowiedzi była niemal niezauważalna - I odczułam także na sobie skutki takiego ciosu. Starałam się po prostu nie dopuścić do powtórki z tej sytuacji. I choć cieszę się, że turniej się już zakończył i faktycznie był niezłą lekcją, to muszę przyznać, że w chwili obecnej sama jestem nieco w kropce.

Po kolejnym łyku odstawiła szklankę na stół i westchnęła lekko. Uśmiech zniknął z jej twarzy, przez chwilę obserwowała kołyszący się w naczyniu niebieski alkohol, po czym podniosła ponownie wzrok na Viktora.

- A jakie ty masz plany? - spytała, jakby nawiązując do jakiegoś niewypowiedzianego zdania - Znaczy na przyszłość. Jeśli to nie jest jakaś wojskowa tajemnica czy coś... Planujesz zostać na Cytadeli czy raczej... - machnęła dłonią w nieokreślonym kierunku - służyć na jakimś statku i śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek?
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev
Awatar użytkownika
Posty: 228
Rejestracja: 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medals:

Re: Trybuny

23 kwie 2022, o 19:28

Rozsiadając się wygodnie, Viktor próbował odczytać mowę ciała Tori. Miał z tym trudność, nie był w tym wybitny, zaś dodatkowo dochodziła bariera gatunkowa. Asari były bądź co bądź tajemniczą rasą. Sam przybrał postawę rozluźnioną, ton zaś miał uprzejmy.
- Nie ma powodu, by przepraszać. Ot, taka jest wojna. Lepiej dostać taką lekcję w kontrolowanych warunkach, niż w bojowej sytuacji.
Słuchał jej. Póki co nie widział miejsca na dłuższe przemowy, raczej na krótkie, zwięzłe wypowiedzi. Nie wynikało to, broń Boże, z braku szacunku czy zainteresowania rozmową. Ot, po prostu, to jego rozmówczyni pragnęła zrzucić najwyraźniej balast z serca. On nawet nie zdawał sobie sprawy z istnienia problemu.
- Och? Czemuż to? Czy turniej ukazał ci coś, co wprawiło cię w wątpliwość?.
Tori westchnęła, obserwował pewną zmianę w jej postawie. Celowe działanie, czy naturalna reakcja? Znów ich oczy spotkały się.
- Mam kilka dni wolnego. Złapię oddech. Dowództwo póki co nie powierzyło mi kolejnego zadania, więc po prostu... czekam.
Zdziwiło go jego własne wyznanie, dotychczas nie zdawał sobie sprawy z bierności, jaką się kieruje. Czy faktycznie jego życie to misja, jedna po drugiej, poprzerywane jedynie oczekiwaniem na kolejną?
- W każdym razie na pewno nie zostaję tu na długo. Wiesz jak to jest, służba nie drużba. Nie usiedzę w jednym miejscu za długo. Za chwilę znowu trafię tam, gdzie powieje mnie wiatr. Zobaczę nowe miejsca, możliwe, że poznam nowych ludzi... Prawie jak nomad XXII wieku.
ObrazekObrazek
Muza
Mood
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 419
Rejestracja: 15 sie 2016, o 21:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medals:

Re: Trybuny

24 kwie 2022, o 19:21

- To akurat nie była wojna. Sama nie wiem jak to nazwać... Ćwiczenia? Trening? - jednym haustem dopiła zawartość szklanki i skinęła w kierunku baru, unosząc puste naczynie, w niemy sposób zamawiając następnego drinka - Na pewno się nie skusisz? - pytająco uniosła brew patrząc ponownie na sierżanta. Ból głowy ustępował, choć sama nie wiedziała, czy był to efekt łykniętych tabletek czy wypitego alkoholu - i usmiechnęła się lekko na tą myśl. Gdyby od kogokolwiek usłyszała o zapijaniu jakichkolwiek tabletek alkoholem, z pewnością przynajmniej by go zganiła, albo wręcz wygłosiła piękną mowę na temat lekkomyślnego zachowania. Tymczasem... sama postępuje w dość nieodpowiedzialny sposób. Ciekawostka.

- Choć muszę przyznać, że gdyby sale treningowe w Akademii korzystały z takich symulatorów, zdecydowanie byłyby ciekawszą lekcją i dawałyby większą dawkę... Sama nie wiem. Adrenaliny? Na pewno umiejętności. Fajna technologia swoją drogą. Sponsorzy się chyba nielicho wykosztowali na tą zabawkę.

Nim odpowiedziała na kolejne pytanie sierżanta minęło kilka chwil ciszy. Tori przyjęła przyniesionego jej drinka, ale tylko wpatrzyła się w stojącą na stole szklankę, jakby starając się dostrzec coś w niebieskim płynie.

- Powiedzmy, że... turniej dał mi do myślenia. Zastanawiam się, czy nie wrócić na Thessię, do wojska. I nie ukończyć szkolenia, albo wręcz cisnąć ze szkoleniem dalej. Obawiam się, że arena dała mi emocje i pozwoliła skorzystać z umiejętności, o których niemal zdążyłam zapomnieć, bo podczas pracy w Huercie jakoś z nich nie korzystałam i... No nie będę ukrywać, spodobało mi się to.

- Nie męczy cię to? - podniosła wzrok na Viktora, pozornie zmieniając temat - To wykonywanie rozkazów innych, brak własnej inicjatywy, to, że rzucają tobą z miejsca na miejsce? Tak... od przydziału do przydziału? Wierzyć w to, co ci mówi dowództwo i ślepo wykonywać polecenia? Misja, czekanie, kolejna misja... I tak w kółko? Nie myślałeś żeby gdzieś zapuścić korzenie, a nie trafiać tylko tam, gdzie jak mówisz “powieje cię wiatr” na te kilka chwil wystarczające na wykonanie zadania?
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev
Awatar użytkownika
Posty: 228
Rejestracja: 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medals:

Re: Trybuny

3 maja 2022, o 21:24

Na propozycję drinka Viktor spuścił nieco wzrok, wbijając go w blat stolika.
- Nie powinienem...- mruknał- Może innym razem.
Myślą szybko wspomniał cały turniej. W istocie, technologia, jaką dysponowała Arena była imponująca. Karajev był zdania, że Przymierze powinny zainwestować w tego rodzaju wysokorealistyczne symulatory, by stale podnosić kompetencje swoich żołnierzy. Ponadto spopularyzowanie tego rodzaju rozrywki na Ziemi mogłoby relatywnie niezłym kosztem przeszkolić większą liczbę obywateli. Przymierze nieoficjalnie było przez inne nacje Cytadeli określane jako "śpiący gigant", bowiem zaledwie 3% populacji pełniło czynną służbę wojskową, wliczając w to etaty cywilne i tak dalej. Dobrze by było rozbudować rezerwy, bowiem wszechświat był niebezpiecznym miejscem i nigdy nie było wiadomo kiedy nadejdzie potrzeba masowej mobilizacji.
- Zdacydowanie imponująca technologia. Każde siły zbrojne skorzystałyby na treningach, które mieliśmy okazję doświadczyć razem.
W konwersacji przyjął postawę reaktywną, odpowiadał na pytania, wtrącał krótkie uwagi, lecz póki co nie przejawiał większej inicjatywy. Robił to automatycznie. Dlaczego? Nie umiał powiedzieć. Być może to zmęczenie, być może wciąż czuł dystans dzielący go od asari. Miał jednak w sobie opory przed wyrzuceniem z siebie kotłujących myśli. Właściwie nie tyle myśli, co emocji, niesprecyzowanych, niedających się opisać słowami odczuć. Zastanowiwszy się nad nimi chwilę, stwierdził tylko, że nie dotyczą one Tori per se. Były czymś... innym.
Słowa asari jednak poruszyły nim w pewnym stopniu, jej wspomnienie o planach.
To dla ciebie zabawa? Zastrzyk adrenaliny w długim, trwającym wieki życiu?
Odczuł swego rodzaju rozczarowanie, niemniej poczuł się źle z faktem, że ocenia ją. Skoncentrował się na jej kolejnym pytaniu, by nie popadać w kolejną spiralę samopotępienia.
- Podoba mi się ten stan, brak inicjatywy. Dowództwo zdejmuje z moich barków ciężar rozważań jak powinienem przeżyć kolejny dzień, rok, dając jednocześnie okazję na uczynienie czegoś dobrego dla kosmosu. Gdybym musiał rozważać, planować co powinienem uczynić ze swym życiem, chyba bym się...
Nie dokończył, czując nagły lęk przed słowem, którym miał zakończyć zdanie.
- Wynajmuję małe lokum na Cytadeli, by mieć gdzie przenocować pomiędzy misjami. Wychodzi tanio, nie narzekam. Nie traktuję tego jednak jako "zapuszczenia korzeni", jak to określiłaś. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, że gapię się w te same puste ściany dzień w dzień, zamykając się przed ludźmi każdego wieczora po skończonej pracy. Wolę iluzję zmian, oglądając za każdym razem inny krajobraz podczas kolejnych misji.
Westchnął cicho. Rozważał, czy nie powiedział nawet za dużo. Spuścił nieco głowę. Czuł, jak rozluźnienie spowodowane walką powoli ustępuję, jak jego wnętrze ogarnia spięcie. Wiedział, że powoli dociera do limitu swoich możliwości towarzyskich.
ObrazekObrazek
Muza
Mood
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 419
Rejestracja: 15 sie 2016, o 21:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medals:

Re: Trybuny

4 maja 2022, o 19:45

Zmrużyła oczy i przechyliła głowę w bok, przysłuchując się słowom Viktora. Jej badawcze spojrzenie błądziło po jego twarzy i sylwetce gdy analizowała jego wypowiedź, przez chwilę na jej ustach zagościł nawet cień uśmiechu. Uniosła po raz kolejny szklankę z drinkiem, ale zanim szkło dotknęło jej warg, ręka zatrzymała się w powietrzu. Przez chwilę jeszcze obserwowała mężczyznę znad drinka, po czym uśmiechnęła się krótko, samymi ustami. Jej oczy pozostały poważne, gdy zdecydowała się jednak upić odrobinę alkoholu. Nie odstawiła szklanki na stolik, trzymała ją wciąż w ręku, opierając łokieć o podłokietnik krzesła.

- Iluzja zmian? - spytała cicho, spuszczając wzrok na chwilę, by sekundę czy dwie później znów świdrować go spojrzeniem zielonych oczu - Niechęć do stabilizacji. Akceptowalny brak własnej inicjatywy. Jest pan ciekawym człowiekiem, starszy sierżancie Viktorze Karajev. Trudno cię rozgryźć, w przeciwieństwie do większości ludzi. Przed czymś uciekasz? Czy raczej... boisz się zatrzymać, bo coś może cię dogonić? Osoba? Wspomnienia? Dlatego pozwalasz, żeby rozkazy miotały tobą po całej Galaktyce? - Kolejny łyk berrwika i tym razem szklanka wylądowała z powrotem na stoliku, a asari uśmiechnęła się przepraszająco - Wybacz. Nie moja sprawa. Ale tego się właśnie obawiam. Że jeśli wrócę do wojska, stracę iluzję kierowania samą sobą i własnym losem. Że będę jak liść przeganiany na wietrze. Nie wiem, czy mi to odpowiada... I jest jeszcze coś - pochyliła się naprzód, łokciami opierając się na blacie stolika, a dłońmi ujmując szklankę z berrwikiem. Przez chwilę przyglądała się falującemu wewnątrz alkoholowi, po czym, nie podnosząc głowy, kontynuowała - Boję się popełnienia błędu. Albo tego, że sama moje czyny uznam za błąd...

Zapadła chwilowa cisza, po czym Tori powoli uniosła głowę. Mężczyzna był wyraźnie spięty - widziała to nawet mimo jej słabej umiejętności “czytania” ludzkich emocji. Przez głowę przeleciała jej myśl, że nie powinna była go zapraszać na tą rozmowę. Nie znała go niemal zupełnie. Fakt, wpadali na siebie ostatnio dość często, ale nie znaczyło to, że byli przyjaciółmi, ani nawet choćby znajomymi. Przez chwilę zatęskniła za obecnością Iryny - we dwie ruszyłyby w Cytadelę, urżnęły jak świnie, obtańczyły wszystkich kandydatów starających się im dotrzymać w tańcu kroku i tempa i poczuły, że są prawdziwymi królowymi nocy i najważniejszymi osobami na całej Cytadeli. A potem mogłyby nawzajem wyrzucić z siebie co im na wątrobie leżało, dzieląc się najgłębszymi sekretami. Zamiast przyjaciółki miała jednak przed sobą człowieka, którego nie rozumiała, nie znała i nie była pewna czy w ogóle powinna z nim rozmawiać.

- Zabiłeś kiedyś kogoś? - spytała po chwili milczenia, podczas której dawała mu szansę, by odszedł. Gdyby wstał i wrócił do swojego towarzystwa, swojego światka i życia nie miałaby w tym momencie nic przeciwko temu, zaś ona sama zostałaby przy stoliku z... zapewne pierwszym drinkiem z kilku. Albo nawet więcej niż kilku... Ale wciąż tu siedział, a Tori zadała w końcu chyba właśnie to pytanie, które wciąż gryzło ją w środku - Znaczy... Wiem, jesteś żołnierzem, walczysz z wrogiem. Jak trzeba to zabijasz, ranisz czy robisz to, co ci rozkazy dyktują. Ale czy kiedyś zastanawiałeś się, czy dobrze zrobiłeś pociągając za spust? Nie miałeś wyrzutów sumienia nawet, jeśli wiedziałeś - a przynajmniej zdawało ci się - że to była jedyna możliwość? - kontynuowała, nie dając mu dojść do słowa. Jeśli już zadała to pytanie chciała, żeby ją zrozumiał. Czy wykręci się z odpowiedzi, czy ją wyśmieje - to już nie miało znaczenia. Pytanie zostało zadane - Jakiś czas temu byłam na... No mniejsza z tym. Niewielki oddział, głównie najemnicy, choć trafił się tam również pewien przystojny Widmo. Ale ja nie o tym - uśmiechnęła się przelotnie - Byliśmy zamknięci w ograniczonej strefie. Fizycznie nie mieliśmy możliwości wyjścia i mogliśmy tam zostać na zawsze. Pokłóciliśmy się o to, jak otworzyć wyjście i jeden z członków zespołu zaczął być agresywny. Odbiło jej... groziła pozostałym bronią. Mało brakowało, a mogłoby dojść do czegoś poważnego... Uznałam, że jest zagrożeniem dla pozostałych i... - nabrała głęboko powietrza, po czym sięgnęła po szklankę i wychyliła jej zawartość jednym, dużym łykiem, odstawiając ją potem ze stukiem na blat - Zastrzeliłam ją. Choć do dzisiaj nie wiem, czy zrobiłam dobrze. Może właśnie trzeba było jej zaufać i posłuchać tego, co miała do powiedzenia? To jest właśnie druga z rzeczy których się boję jeśli chodzi o wojsko. Że ktoś mi powie “strzelaj” a ja będę musiała strzelać nawet, jeśli potem będzie mnie to gryzło po nocach. Albo że zrobię coś źle myśląc, że robię dobrze. Albo popełnię błąd, który będzie kosztować życie innych.

Odepchnęła się łokciami od stolika i opadła na oparcie krzesła, wciąż wpatrując się w mężczyznę.

- Jak ty dajesz sobie z tym radę bez alkoholu?
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev
Awatar użytkownika
Posty: 228
Rejestracja: 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 25.015
Medals:

Re: Trybuny

4 maja 2022, o 21:14

Kolejne pytania przenikały go jak przechodzące przez ciało kule. Nie znał jej prawie wcale, przecież nie musiał się wdawać w tak osobiste w jego mniemaniu przemyślenia. Czemu więc brnął w to dalej? Nie był pewien. Być może długo nierozpoznana potrzeba rozmowy z kimkolwiek? Na misjach przecież nie było na to miejsca, a po niej... Tylko szara pustość czterech ścian. Viktor nie należał do tych co udzielali się towarzysko, nawet sprzed akcji na pograniczu Terminusa. Z resztą z tego powodu w starym oddziale nosił przezwisko "Happy"- rzadko wtedy bowiem się uśmiechał czy dzielił życie towarzyskie. Przez myśl mu teraz przeszło, że nikt już go tak nie nazywał.

Spojrzenie zielonych oczu wciąż go świdrowało. Czuł się jak na spotkaniu z psychoterapeutą, a przynajmniej tak mu się zdawało, bowiem nigdy na terapii nie był.
- Przed niczym nie uciekam- zaprzeczył powoli- Po prostu...
Zamyślił się. Nie mógł znaleźć powodu, dla którego wciąż parł naprzód, wiedziony kolejnym rozkazem z dowództwa. Twierdził zawsze, że czynił wszechświat lepszym, lecz czy był to wystarczający argument?
- ... tak wyszło najwyraźniej.- dokończył.

Wtedy padło kolejne pytanie Tori. W jednej chwili, gdy przebrzmiały raptem trzy słowa, coś w Viktorze się zmieniło. To spięcie blokujące w nim słowa jak tama na rzece zaczęło pękać. Uniósł wzrok, dotąd wbity w blat stolika, pogrążając spojrzenie w intensywnie zielonych oczach asari.
- Czy żałuję? Nie wiem... Robię już to tak długo, że straciłem poczucie czy to co nie pozwala mi zasnąć w nocy to wyrzuty sumienia, żal po utracie towarzyszy broni czy zwykła samotność. Gdy pada rozkaz lub gdy sam podejmuję decyzję o odebraniu komuś życia, to nie mogę myśleć wtedy, czy ten ktoś ma kochającą rodzinę, czy jest dobrym mężem lub dobrą żoną, matką czy ojcem. W pewnych przypadkach zapewne tak było. Każdy chce zbudować szczęście. Największy zbrodniarz może wstawać rano, ucałować dzieci i żonę, pobawić się z psem, poczytać poranne wiadomości w rodzinnej atmosferze. A potem zabije dwieście osób.
Zacisnął pięść lewej dłoni, bezwiednie.
- Rzadko się wahałem. Zawsze w pamięci miałem to, co chronię. Biliony obywateli Przymierza i Cytadeli śpią spokojnie, tak sobie powtarzałem. Pamiętam jednak każdą trudną decyzję. Kiedyś, dawno temu doszło do wypadku podczas szkolenia. Śluza okrętu rozszczelniła się w wyniku usterki, trzeba było zamknąć jedną sekcję. Inni mówili, że to ktoś przypadkiem coś zepsuł w statku, nie wiem. Ważne jest co inengo. Zatrzasnąłem drzwi bezpieczeństwa patrząc, jak dwójka naszych wciąż pozostaje w strefie zagrożonej. Nie miałem wyboru, dalsza zwłoka byłaby śmiercią dla nas wszystkich.
Odetchnął głębiej.
- Widziałaś kiedyś jak ktoś umiera w próżni? Można łatwo poznać kto wstrzymał oddech. Ich klatki piersiowe wybuchają niemalże, rozerwane przez rozprężające się powietrze jak trafiona na zabawie urodzinowej piñata. Tak skończył szeregowy Doves. Szeregowa Delacoroix wiedziałą, by zrobić wydech. Patrzyłem jak umiera przez półtorej minuty. Spuchła cała, jakby dostała anafilaksji po użądleniu przez pszczołę. Próbowała krzyczeć pod koniec, ale nie było w tym dźwięku. Krwawiła, a krew jej wrzała, jakby było tam tysiąc stopni, a nie zero.
Odruchowo szukał paczki papierosów, drżącą dłonią wydobywając zeń jedną sztukę. Odpalił, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Tori ani na chwilę.
- Innego razu byliśmy na pograniczu Terminusa, działając na zamieszkałej przez różne gatunki planecie. Sporny kawał skały w kosmosie pomiedzy Hegemonią a Przymierzem. Ludność mieszana. - odetchnął, zaciągając się dymem- Byliśmy w wiosce batarian, szukaliśmy kontaktu, który by sypnął informacjami o batariańskim terroryście. Rebelianci zaatakowali nas podczas wizyty w wiosce. Część cywili przyszła im z pomocą, inni pochowali się, chcąc jedynie przeżyć. Nie dbali o to jaki rząd wbił flagę w ich planetę. Chcieli po prostu żyć.
- Był tam jeden dzieciak, na oko odpowiednik dziesiecio, może trzynastolatka. Widziałem, jak podchodzi do trupa jednego z rebeliantów, jak podejmuje karabin z ziemi. Wymierzył w jednego z naszych chłopaków.
Wypuścił dym. Milczał przez chwilę.
- Skosiłem go serią z rkm-u.- powiedział wreszcie.
- Na ostatniej misji miałem do czynienia ze zdrajcą. Nie mogę zdradzić szczegółow, ale jeden z cywilnych pracowników stacji badawczej okazał się być kretem. Nawet nie wiesz jaką miałem ochotę wpakować jej kulę w łeb. Nie zrobiłem tego jednak. Musiała zeznawać, odpowiedzieć za to co zrobiła przed sądem. Robiłem co mogłem, by utrzymać ją przy życiu. Bywało tak, że mniej mogłem zrobić dla brata w mundurze... Taka sprawiedliwość w tych pieprzonym wszechświeice!
Uderzył w stół pięścią na podkreślenie ostatnich słów, po czym oparł ciężko głowę na lewej dłoni. Przymknął na chwilę oczy. Nagle zdjął go wstyd, że wyrzucił o z siebie podczas gdy powinien zamknąć to dokładnie w sobie na tuzin kluczy, zakopując to tak głęboko, że żadne światło antaresa nie odnajdzie tego. Mleko jednak już się rozlało.
- Ledwo- rzucił tylko smętnie na ostatnie pytanie rozmówczyni.
ObrazekObrazek
Muza
Mood
Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Elysium Arena”