Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

[LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

16 lis 2023, o 15:01

Dała mu chwilę intymności. Sam na sam ze wspomnieniami, które nim zawładnęły zachęcone do tego słowem, ale też niejako czynem. Obserwowała porucznika z boku, na tle pobladłych planet. Nie mogła się oprzeć wrażeniu, że w pewnym sensie James również był reliktem przeszłości -odkurzony tak, jak ta sala, kiedy znowu stała się potrzebna. Wygrzebane gdzieś z dna szafy, gdzie teoretycznie służył i choć chciała go spytać o tak wiele niuansów, elementów, które nie pasowały jej do układanki zasłużonego dla Przymierza biotyka, uznała, że to jednak nie czas i nie miejsce, aby rozliczać Ashforda z jego zawodowego dorobku, bądź robić pierwsze przymiarki do wiwisekcji duszy. Brakowało kawy, atmosfery, ale również wzajemnego zaufania. Gdzieś z tyłu głowy, wciąż pobrzmiewały jej słowa admirała, z którym odbyła rozmowę na krótko przed opuszczeniem Cytadeli. Nie odezwał się, choć znajdowała się już od kilkunastu godzin w Drodze Mlecznej i ziemskiej strefie czasowej. Coś go zatrzymało? Ktoś? Przemknęła jej przez natłok innych, równie gorących myśli, że być może powinna to sprawdzić, szybko jednak swoją podejrzliwość zrzuciła na barki paranoi podsycanej skrupulatnie od powrotu z Układów Terminusa. Śmierć premiera, następnie admirała bezpośrednio z nim powiązanym byłaby trudna do wytłumaczenia. Słuchając więc głosu rozsądku założyła, że ten ma sporo obowiązków na swojej głowie i być może nawet osobiście nadzoru wizytę Radnej Fel w kolejnym, ziemskim miejscu.
Zamrugała oczyma, otrząsnąwszy się z rozważań, które dla postronnych mogły wiązać się z estetyką murala, przed którym oboje nadal stali.
Bardzo powoli obróciła się przodem do mężczyzny, słuchając jego wyważonych słów. Mówił z powagą, nie zaś z drapieżnym błyskiem w oku. Nie obracała niczego w żart, nie próbował zmienić wagi słów, choć sam wydawał się nie być nimi przytłoczony. Odetchnęła ledwo zauważalnie, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Chciałabym kiedyś mówić o tych wydarzeniach z taką lekkością jak Pan, obawiam się jednak, że długa droga przede mną - podsumowała, po raz pierwszy zdradzając się z prawdziwymi uczuciami, a nie z tym, czego oczekiwano po niej i co powinna powiedzieć Radna.
Skrzywiła usta, nie dając mu tak po prostu odwrócić się napięcie i odejść. Zrobiła krok, wchodząc w słowa i niejako jego przestrzeń osobistą.
- Wręcz przeciwnie. Rzadko kiedy ktoś chce przy mnie wygłaszać swoją opinie bez wcześniejszego przygotowania się. Usłyszenie jej byłoby czymś nowym, ale także i miłym - z naciskiem na ostatnie słowo, wycofała się. Przeszła te kilka kroków na środek, krzyżując ze sobą ręce.
- Tak. Proszę mi mówić, co mam robić - nie wiedziała czego się spodziewać. Podświadomość podsuwała jej przed oczy obrazy z Grimssona, uznała jednak, że nie powinna być zdziwiona, jeżeli ten jednak każe jej okrążyć sale dziesięć razy.

@MistrzSeller
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

27 lis 2023, o 21:16

Wejście kobiety w jego przestrzeń osobistą nieco wybiło go z jego rytmu. Zatrzymał się, nie odchodząc w swoją stronę tak, jak planował to zrobić wcześniej - obrócił głowę w jej kierunku, mierząc ją wzrokiem pełnym zaskoczenia. Nie musiała spędzać z nim wiele czasu by widzieć, że nie jest to coś, do czego był przyzwyczajony - w końcu Ashford był żołnierzem. Nie wydawał się wiele starszy od niej, ale nie był też od niej młodszy. Jeśli nadal piastował wysoką pozycję w armii jak na Furię, musiał mieć za sobą grubo ponad dziesięć lat służby i sprawnie poruszał się w łańcuchu dowodzenia. Zgodnie z nim, Fel była jego przełożoną, była w dodatku honorowym i istotnym gościem Ilercu, z którym nie powinien pozwalać sobie na zbyt luźne pogawędki. A jednak Iris zaskakiwała swoim kompletnie innym podejściem niż to, do którego był przyzwyczajony.
- Ciężko się dziwić - odrzucił lekko zmieszany, uśmiechając się do niej. - Jest pani jedną z najbardziej wpływowych osób w galaktyce. Może to lepiej, że zastanawiają się zanim coś powiedzą.
Mrugnął do niej porozumiewawczo, ruszając torem, który wytyczył sobie wcześniej - do szafki stojącej przy ścianie. Dotarłszy do mebla, wyciągnął z kieszeni kluczyk i wsunął w zamek, otwierając szafkę jakby znajdowały się w niej jakieś wartościowe przedmioty, choć znajdowali się na sali treningowej.
- Zaczniemy od samych podstaw, żeby móc określić, jak wypada pani biotyka odkąd przestała pani z niej korzystać - zadecydował. Gdy przeszli od luźnej rozmowy o miękkim wydźwięku do szkolenia, które było jego pracą, jego ton głosu stał się twardszy, bardziej zdecydowany. Sięgnął do szafki i wyjął z niej małą piłkę, którą doskonale pamiętała ze swojego dzieciństwa - okrągły ciężarek miał może kilogram i był pierwszą rzeczą, jaką adepci uczyli się manipulować na szkoleniach. - Dobrze, że nie używamy już szklanek - dodał z rozbawieniem, prostując się. Podrzucił metalową piłkę w dłoni, zmierzył Fel wzrokiem i wskazał jej środek sali, miejsce, które powinna zająć.
Ruszył w jej stronę, zatrzymując się w połowie drogi. Położył piłeczkę na ziemi i odsunął się o kilka kroków, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Zacznijmy od podniesienia celu - zadecydował, wskazując podbródkiem piłeczkę i spoglądając na Fel wyczekująco.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

27 lis 2023, o 21:48

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Dostała wszystkie, potrzebne informacje podsunięte pod nos na srebrnej tacy. Wystarczył jeden, zdecydowany krok, zepchnięcie rozmowy na tory, po których poruszała się z gracją baleriny, kiedy do taktu grała polityka. Nie rozumiał tego. Nie potrafił. Było mu to obce. Widziała po profilu Ashforda aż nadto, że jeszcze nie wiedział, jak zinterpretować jej zachowanie, jej osobę. Przekrzywiła delikatnie głowę, postanawiając nie ciągnąć tej napiętej struny dalej choć pokusa była silna. Puściła ją, nie nadwyrężając cierpliwości mężczyzny. Tracąc pióra polującego jastrzębia. W ostatecznym rozrachunku, to on jej sprawiał przysługę. Mógł iść za tym każdy, przekonywujący argument, od pozycji, którą pełniła na arenie międzygalaktycznej, a kończąc na poczuciu służby i oddania ludzkości, nie mniej Fel ceniła sobie fakt, że bez obrzydzenia mogła jeszcze patrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Parsknęła, a jej perlisty, uwolniony chichot, zniknął gdzieś między planetami.
- Nie na tyle, aby Starbuck był gotów przysłać mi tutaj kawę. Nie dowożą na księżyc. Sprawdzałam, przez pośrednika - dodała, na wypadek gdyby James miał wątpliwości co do tego, czy poważnie traktuje swój pobyt na stacji. Odprowadziła go z błyskiem w oku, jej uwagę od razu przykuł klucz, który znalazł się w dłoniach mężczyzny nie wiedzieć dokładnie kiedy. To jakaś sztuczka? Podobna wyciąganiu monety zza nosa?
- Interesujące. Naprawdę zamki w tej szafie są na kłódkę? - musiała zapytać. Ta myśl nie dawałaby jej spokoju, dekoncentrowałaby ją. Gdzieś w międzyczasie, ustawiła się na wskazanej jej pozycji pośrodku hali, splatając ze sobą dłonie i przyglądając się trenerowi, który zbliżał się do niej z piłką w ręku z wilczym uśmiechem. Jej podświadomość mimochodem budowała skojarzenia, a Iris była zbyt wolna i nie do końca skupiona, aby ją przed tym podtrzymywać. Ciekawość mieszała się z poddenerwowaniem, na końcu języka czuła znajomy posmak frustracji, gdy po raz enty piłka odmówiła posłuszeństwa, a przecież tylko miała ją unieść na wysokość oczu. Cierpliwość nie była jej mocną stroną, długo uczyła się pokory, a także tłumienia zazdrości względem bardziej utalentowanych rówieśników umieszczonych tak jak ona w Akademii Grissoma.
Dotąd nie zastanawiała się, czy ktoś z Akademii, z jej rocznika, był teraz w szeregach Furii?
- Jest Pan z pokolenia tych, którzy kruszyli naczynia? - tak było łatwiej. Balansować na granicy swobodnego humoru, maskować to, jak bardzo zżerała ją obawa przed podniesieniem ręki i zmuszeniem piłki do ruchu.
Strzepnąwszy niewidzialny pyłek z ramienia, powędrowała spojrzeniem na porzuconą piłkę. Cokolwiek się nie zdarzy... Nie mogła go skrzywdzić, prawda? Ani siebie. Choć promienie Czerenkowa wracały do niej we śnie, nie widziała na własne oczy swojej biotyki od czasu przedziwnych obrazów, które utkał jej umysł w Cicero najprawdopodobniej nie wiedząc, jak inaczej poradzić sobie ze świadomością nieuchronnego końca. Bez dwóch zdać, w tamtym momencie coś straciła. Zyskała jeszcze więcej, ale poczucie straty było nie do zastąpienia. Zagryzając od środka policzki, wykonała ruch ręką. Sięgnęła do pamięci mięśniowej, gestu, który dla kogoś z jej wykształceniem powinien być nie więcej, niż pstryczkiem w nos. Tym razem jednak ładunkiem zmuszającym piłkę do lewitacji. Na obiecane rozsmarowywanie trenera przyjdzie jeszcze czas.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

28 lis 2023, o 11:50

zachowanie biotyki
A<10<B<30<C<60<D<80<E
Rzut kością 1d100:
59


tajny rzut MG
20%
Rzut kością 1d100:
42
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

28 lis 2023, o 13:17

Kluczyk pozostał w zamku szafki, którą mężczyzna zostawił chwilowo otwartą. Na jej pytanie zerknął na szafkę, jakby przez chwilę nie wiedząc o jaką kłódkę jej chodzi i parsknął śmiechem gdy się zorientował.
- Nazwałbym to bardziej staromodnym zamkiem - odrzekł, wskazując na znajomy, choć już rzadko spotykany mechanizm. - Ilerc jest dość stary, jak pani już wie. Zakładam, że te szafki stoją tu dłużej, niż posiadamy omni-klucze, przynajmniej te nowoczesne.
Stare ściany sali treningowej otulały ich szczelnie, oddzielając od nieprzyjacielskiego kosmosu. Sala była biotykoodporna - nie było żadnych słabszych punktów, przez które mogłyby przebić się pociski i rozhermetyzować wnętrze. Przez to poza muralem, Fel nie miała na czym zawiesić oka - ani okien, ani dekoracji. Proste, twarde ściany i sprzęt rozłożony we wnętrzu.
- To zależało od złośliwości instruktora - odrzekł, pół żartem, pół serio. Splótł dłonie ze sobą za swoimi plecami, przyglądając się, jak Fel zajmuje miejsce naprzeciw swojego celu. - A pani?
Kulka była mała - niewiele większa od piłki tenisowej. Mieściła się w dłoni dość wygodnie i z daleka nie wyglądała na tak ciężką, jak była naprawdę. Odznaczała się od ciemnej podłogi swoją metalową powierzchnią pełną rys i niedoskonałości, które odcisnął na niej czas. Podniesienie jej było czymś prostym, czymś, co powinno być dla Fel odruchowe.
Zaczerpnięcie biotyki było niczym wzięcie haustu powietrza po długim czasie spędzonym pod wodą, jak i stworzenie wyrwy w tamie, za którą czekał szalejący żywioł. Gdy jej umysł zdjął narzuconą blokadę, a myśli powędrowały ku wyćwiczonym przez laty ruchom, znajome wrażenie owładnęło jej ciałem od czubka głowy aż po koniuszki palców. Budząca się w jej wnętrzu energia krążyła niespokojnie, jak zwierzę, które wydostało się ze swojej klatki - szukając ujścia, szukając celu. Wyczuwała ją z pomocą swoich zmysłów, w sposób niemożliwy do opisania dla kogoś, kto nigdy w życiu tego nie doznał.
Sięgnęła ku studni tej mocy tak, jak zawsze - tak, jak uczono ją, gdy była młodą dziewczyną, jak robiła tysiące razy odkąd u podstawy jej czaszki zamocowano implant. Natychmiast owładnęło nią niespokojne wrażenie, jakby nie wszystko było takim, jak je zapamiętała. Dno, które zawsze tak wyraźnie dostrzegała, nie znajdowało się na swoim miejscu. Spoglądając wgłąb siebie, wgłąb energii, którą mogła zagarnąć i wykorzystać, na próżno szukała zwykłych limitów, które zawsze migały na jej horyzoncie. Zupełnie tak, jakby z jej ograniczonej ilości biotyki, z której w ciągu dnia mogła korzystać, mała sadzawka przekształciła się w ocean. Niewidzącym wzrokiem zerkając ku jego czeluści, nie widziała granic, nie widziała limitów - biotyka była nieskończona, była nieograniczona jej ciałem i jej możliwościami, była - tutaj, dla niej, do zawładnięcia.
Zafascynowana zniknięciem barier, które niegdyś trzymały jej umiejętności w okowach, nie dostrzegła łapczywości tego oceanu. Gdy jej dłoń pochwyciła część energii w pięść, by z jej pomocą unieść piłkę, błękitne smugi ożyły, wijąc się wokół jej palców jak węże - mknąć w górę, po jej nadgarstku, po łokciu, ulatując ze studni w stronę światła dziennego, łapczywie, zachłannie, biorąc z niej tyle samo, ile ona chciała zabrać od nich.
Język biotycznego ognia przeciął powietrze, łapiąc małą, ciężką piłkę leżącą na ziemi zgodnie z intencją Fel, lecz kobieta nie potrafiła określić, na ile to ona pokierowała swoją energią, a na ile energia kierowała sama sobą. Piłka wystrzeliła w górę niczym pocisk, wbijając się w twardy sufit z hukiem, od którego Ashford cofnął się do tyłu, umykając przed zerwanymi fragmentami stropu, które spadły na ziemię.
Fel zapamiętała biotykę jako źródło swojej mocy - paliwo, z którego mogła czerpać do pewnego limitu i przekształcać z jego pomocą rzeczywistość. W tej chwili, biotyka przypominała coś żywego. Bezkształtną, pozbawioną granic bestię. Gdy wyciągnęła ku niej rękę, chcąc zagarnąć jej mocy dla siebie, biotyka oddała jej więcej niż cząstkę. Wbijając kły w jej dłoń, użyła jej ręki jako mostu, by wydostać więcej siebie do świata, by znaleźć ujście dla kotłującego się w jej wnętrzu ciśnienia.
Ashford gwizdnął.
- Dobrze, że nie celowała pani we mnie - parsknął śmiechem, cofając się znów, gdy piłka, po dłuższej chwili, oderwała się od sufitu i spadła na ziemię, odbijając się od podłogi. Na suficie pozostało intensywne wgłębienie w miejscu, w którym się zatrzymała. - I co pani czuje?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

28 lis 2023, o 16:17

To tylko piłka. Niepozorna, stara i sfatygowana. Ciekawiło ją, czy Ashrod, przyglądając się metalowej kulce, także wracał do wspomnień, gdy sam zaczynał, ucząc się korzystać z biotyki i współpracować z własnym ciałem. Nie zapytała jednak o to na głos, wciąż zerkając na piłkę z ukosa, nieco podejrzliwie, jakby oczyma wyobraźni już widziała, jak wyrastają jej zęby i zaczynają kąsać.
Jedna, mała piłka. Dla wyćwiczonego biotyka kaprys. Ledwo pstryknięcie palcami.
- Nie. Nie było na moich salach treningowych szklanych przedmiotów. Słyszałam jednak, że byli tacy nauczyciele, którzy lubili dyscyplinować przy pomocy szklanek, bądź tych kul, które kiedy się potrząsa, zaczyna padać śnieg... Rozpraszasz mnie - wtrąciła niespodziewanie, a jej usta rozciągnęły się w niewymuszony uśmiech.
Obawiała się rzeczy irracjonalnych. Że za jednym, płynnym ruchem, wywoła serie niefortunnych zdarzeń. Strach powstrzymywał ją przed używaniem biotyki, dyscyplinował do trzymania jej na wodzy, zepchniętej w kąt najdalszych czeluści umysłu. Otumanionej tabletkami, które zażywała dwa razy dziennie jeszcze w trakcie pobytu w Huercie. Pierwsza myśl, która pojawiła się w jej głowie, jak tylko otworzyła zaciśniętą w pięść dłoń i zachłysnęła się powietrzem brzmiała niepotrzebnie. Na wyrost, przeszacowane.
Prawdziwe przerażenie nadeszło z kolejnym uderzeniem serca. Gdy tylko zdała sobie sprawę, ze jej biotyka nie prezentuje już więcej znajomej formy oraz rozmiaru. Stanęła w oko w oko z bestią, czymś niepojętym i nieokiełznanym, najczystszą postacią żywiołu, który swobodniej przepływał przez jej ciało i gdy szarpnęła ręką, z nieproporcjonalną siłą do zamierzonego efektu, wbił piłkę w sufit. Aż stęknął strop.
Z szeroko otwartymi oczyma spojrzała na efekt podniesienia dwu kilogramowego przedmiotu. Dopiero głos Ashforda, w pierwszych słowach dochodzący do niej jak pod wodą, otrzeźwił ją na tyle, że zdołała szarpnąć dłoń i wyrwać ją z ostrych kieł bestii. Rozwiała się dookoła niej biotyka, która otuliła ją swoimi już nie delikatnymi płomieniami, a mackami. Zamrugała oczyma, odruchowo łapiąc się za rękę i sprawdzając, czy na skórze nie pozostały ślady po zębach, z którymi wydawało się jej, że w pewnym momencie musiała się siłować, aby nie cisnąć piłki głębiej. Prosto na drugą stronę.
Spojrzała na Jamesa, na znowu leżącą u jej stóp, niepozorną piłkę. Prychnęła.
- Dobrze, że nie zrobiłam tego na Cytadeli, czy gdziekolwiek indziej - powtórzyła za nim, wymownie wskazując gestem na dziurę w suficie. Efekty podniesienia krzesła na statku kosmicznym mogły być opłakane.
- Dziwnie. Jakbym sięgała do mocy, która nie jest moja i naginała ją do rzeczy, których wcale nie ma ochoty robić. Za które trzeba płacić. To jest... znajome i obce jednocześnie. Robię to, co przecież umiem i potrafię, ale efekty są inne. Mam wrażenie, że to nie jest już biotyka, tylko... coś więcej. Coś nieokiełznanego, nieopisanego. Szalejącego i nieprzewidywalnego. Nie szukam energii wewnątrz siebie, a we wszystkim co jest dookoła. Przepływa przeze mnie bez kontroli, nie umiem jej powiedzieć dość - przelanie myśli i odczuć dla kogoś, kto operuje słowem, nie powinno być trudne. A jednak Fel zmuszona została do wyartykułowania doświadczeń, których dotąd nie znała. Z którymi stykała się po raz pierwszy. Miała nadzieję, że jej nacechowane emocjonalnie opisy, dla kogoś, kto sam był furią, nie brzmią aż tak abstrakcyjnie, obserwowała reakcje Ashforda, nie tyle przyglądała mu się, co jawnie i intensywnie wbijała wzrok a jego mięśnie mimiczne, zastanawiając się, czy będzie z nią szczery.
Nawet, jeżeli oszalała, wolała usłyszeć to od niego tu i teraz.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

29 lis 2023, o 14:30

Dziura w stropie była głęboka a sufit znajdował się tak wysoko, że trudno było ocenić, jak głęboko wbiła się piłka. Tylko utrzymana hermetyka sali treningowej wskazała im, że pocisk nie przebił powierzchni na wylot. Pomieszczenie, które zaadaptowano do treningów musiało być dodatkowo wzmocnione względem nieprzyjaznych warunków panujących na Księżycu, lub zwyczajnie Ilerc był tak stary, że zbudowano go z grubych, twardych materiałów - niekoniecznie efektywnych cenowo w kosmosie.
Ashford nie wydawał się być przerażony obrażeniami, których doznał sufit, co również było dobrym wskaźnikiem tego, że nic wielkiego się nie stało. Z uwagą słuchał jej odpowiedzi, a ona mogła z łatwością dostrzec w jego spojrzeniu skupienie. Skinął głową, jakby wyrażając zadowolenie - jakby spodziewał się tego, co usłyszy, lub odpowiedziała poprawnie, choć na takie pytanie nie było poprawnej odpowiedzi.
- Moje pierwsze wrażenia były podobne - uśmiechnął się lekko, zerkając na leżącą na ziemi piłeczkę. - Żaden biotyk nie jest przyzwyczajony do takiego wzrostu mocy. Po osiągnięciu pełnego pułapu w rozwoju, znamy dobrze swoje ograniczenia i możliwości. Tymczasem te ograniczenia znikają, a możliwości stają się... inne. Na logikę, kilka węzłów pierwiastka zero więcej sprawi, że będziemy nieco silniejsi, wytrwalsi - nic więcej.
Zatrzymał się, choć dostrzegła, że coś więcej czaiło się w tym zdaniu - jego zdanie, które musiało być odmienne z logiką.
- Ludzkie ciało nie jest przyzwyczajone do takiej mocy. Dlatego musimy zaczynać od samych podstaw. Od początku - westchnął, sięgając w jakieś miejsce wspomnieniami. - Moja koleżanka połamała sobie ręce, gdy biotyka dała jej więcej siły, niż mogły znieść jej kości. Sam byłem niewiele lepszy. A to było w dzieciństwie.
Obrzucił ją badawczym spojrzeniem.
- Nie spotkałem się jeszcze z kimś, kto stałby się taki jak my w dorosłości - dodał. - Może czuć się pani unikatowa.
Uśmiechnął się pod nosem, wyciągając dłoń zza swoich pleców. Błękitny kosmyk biotyki pomknął wzdłuż jego przedramienia aż do palców, wystrzeliwując w stronę ciężkiej piłki. Był inny, niż te, które widziała zwykle. Jakby pod niebieskością chowały się drobne, czarne iskierki, skwierczące w powietrzu, które tak dobrze wyczuwała mimo stania w pewnym oddaleniu.
Odłożył piłkę na swoje miejsce, pomiędzy nimi i zerknął na nią pytająco.
- Jeszcze raz.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

29 lis 2023, o 14:47

Odetchnęła. Reakcja mężczyzny, spokojna i wyważona, była dla Fel niejakim ukojeniem, a także gwarantem, że nic nie wymknęło się spod kontroli. Że wcale nie musi być to tak beznadziejne, jak się jej wydawało, gdy oceniała szkody i szacowała z jakąś siłą musiała uderzyć, choć była przekonana - i dałaby sobie za to rękę uciąć - że tak naprawdę wykonała niedbały gest dłonią. Podobną do tego, który strzepywała okruchy z datapadu, bądź pyłki ze swoim ramion.
Odwróciła się ku mężczyźnie, słuchając uważnie jego słów. Miał doświadczenie, żył w ciele furii już tyle lat, iż musiał mówić prawdę. Niekoniecznie ubraną w najładniejsze i najłatwiejsze dla odbiory słowa.
- Tak jest naprawdę? - zapytała, odszukawszy jego oczy i zatrzymując spojrzenie Jamesa na sobie.
- To faktyczny wzrost siły i wytrzymałości, czy tylko obłuda, coś, w co mamy wierzyć, aby chcieć więcej, a tak naprawdę doprowadzimy swój organizm na skraj, na którym nie wytrzyma długo nie ważne ile treningów będzie za Tobą? - potrzebowała granic. Jakiś szablonów, które rozrysuje w myślach, gdy znów stanie oko w oko z bestią. Nie umiała - na ten moment - zdecydować jak do niej podejść. Brać pod włos, próbować się dogadać i oswoić. Już samo brzmienie tego stwierdzenia w jej myślach brzmiało tak irracjonalnie, że Fel nie podzieliła się nim z Ashfordem.
Powiedzenie, że w każdym drzemie bestia, w kontekście biotyków furii nabierało dla niej nowego, nieznanego dotąd znaczenia.
- Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś treningi z furiami? - odrzuciła gładko konwenanse, robiąc ten przysłowiowy krok w stronę Ashforda.
Uniosła brew, najwyraźniej ważąc jego słowa. Zanim cokolwiek powiedziała, potrząsnęła głową, dusząc chichot.
- Potraktuje to jak komplement, mimo wszystko - podkreśliła, chcąc, aby jedno było jasne i klarowne - nie prosiła się o to. Nie chciała większej mowy, zdolności furii, gdyby tylko wybór był po jej stronie, pozostawiłaby sprawy po staremu. Z każdym ograniczeniem i niedoskonałością. Daleka była od zachłyśnięcia się możliwościami, o których wspomniał Ashford.
Poczucie, że jakąś część w niej nie jest nią dawała się jej szczególnie we znaki, gdy ponownie jej spojrzenie skupiło się na piłce.
Kątem oka widziała, jak James swoją wytresowaną biotyką popycha kulę ponownie na pozycje. Czerń wśród błekitu kuła ją w oczy, zagryzła jednak zęby i policzki. Tym razem kulka się podniesie. Na wysokość jej oczu. Posłusznie i karnie. Przekonywanie samej siebie, iż da radę i to zrobi, nie wydawało się takie skomplikowane oraz niemożliwe.
Powiedzenie bestii siad, bądź waruj jakkolwiek by nie zabrzmiało w świadomości również, w tej konkretnej sekundzie, wydawało się Fel wykonalne. Stał za nią upór i niezachwiana pewność siebie.
Lubiła także swoje ręce. Nie chciała zniekształcać dłoni, wyginać kości. Kto za nią będzie parzył kawę?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

4 gru 2023, o 18:08

zachowanie biotyki
A<10<B<30<C<60<D<80<E
Rzut kością 1d100:
93


tajny rzut MG
50%
Rzut kością 1d100:
5
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

5 gru 2023, o 12:52

Mistycyzm otaczający Furie nie pomagał w uzyskiwaniu konkretnych odpowiedzi. Doktor Shaw miała dla Fel statystyki, teoretyczne założenia i właśnie przez nie niechętnie dzieliła się z nią informacjami, które uważała za niepewne. Ashford był kimś, kto przeżył to na własnej skórze - kto mógł zaoferować jej praktykę, nawet jeśli nie zgadzała się z tym, co powinny pokazywać wykresy.
W końcu już jej wyniki odstawały od normy. Była w tym miejscu właśnie dlatego, że nic się nie zgadzało.
- I tak, i nie - odpowiedział po chwili namysłu, bo najwyraźniej nawet ta kwestia była zagmatwana. - Pani biotyka stanie się wytrzymalsza, silniejsza. Bardziej plastyczna. Zwiększą się pani umiejętności i możliwości - dodał, a ale zawisło w powietrzu na krótką chwilę. - Nie zmienią się jednak ograniczenia pani ciała. Nawet zwykli biotycy odczuwają efekty uboczne tej mocy każdego dnia, a ona tylko wzrosną wykładniczo do pani możliwości.
Zwiększone zapotrzebowanie kaloryczne było tylko wierzchołkiem góry lodowej, o czym Fel doskonale wiedziała. Niektóre efekty uboczne, jak zmęczenie czy migreny, były skutkami implantów, a inne brały się u samego źródła mocy każdego biotyka. Granica często była rozmyta, trudna do zlokalizowania.
- Dwadzieścia - odrzekł z nieco większą swobodą, gdy natura pytania stała się mniej skomplikowana niż poprzednia. - W porównaniu do tego, jak wyglądało to kiedyś, to naprawdę niebo a ziemia.
Jego wzrok ześlizgnął się na piłeczkę, która tkwiła idealnie pomiędzy nimi na ziemi. Zamilkł w oczekiwaniu, zerkając to na skupienie na twarzy Fel, to na obiekt, który usilnie próbowała podnieść - nie zbyt mocno, nie zbyt słabo, w sam raz.
Tląca się w jej wnętrzu energia wirowała, przeplatając przez jej palce gdy usiłowała ją chwycić. Jej powierzchnia falowała, a głęboko pod nią, Iris nie potrafiła dostrzec końca - jakby ktoś usunął granicę, która zawsze znajdowała się na swoim miejscu. Gdyby naprawdę chciała, mogłaby zaczerpnąć wszystkiego, lecz instynkt podpowiadał jej, że nie skończyłoby się to dla niej dobrze. Chwyciła odrobinę - zaledwie strzęp, którego potrzebowała by podnieść ten kilogramowy ciężar, lecz biotyka okazała się lepka. Zachłanna. Nie pozwoliła jej oderwać fragmentu siebie - otoczyła jej zaciśniętą pięść, wspięła się na jej przedramię. Jakby Fel była jedynie przekaźnikiem, łącznikiem ciemnej energii z otaczającym ją światem, jakby była jedynie narzędziem dla szalejącego żywiołu.
Żywiołu, którego nie mogła się pozbyć.
Gdy tylko zetknęła się ze źródłem swej mocy, biotyka pomknęła przez jej ciało jak prąd. Jej kończyny wygięły się same, piłeczka uniosła w górę, otoczona błękitną chmurką, w której wnętrzu tliły się czarne błyskawice. Ciężar pomknął do przodu niczym pocisk, prosto w stojącego obok Ashforda. Dostrzegła jedynie zaskoczenie na jego twarzy, gwałtowny ruch dłoni w górę - wyćwiczony, znajomy. Jego sylwetkę spowiła biotyka, ręka odbiła nadlatujący pocisk - a może trafił prosto w niego? - a postać odskoczyła do tyłu. W uszach, Fel słyszała jedynie huk grzmotu.
Czerwień wypełniła jej pole widzenia. Czerwone światło alarmowe skąpało mural karmazynowym światłem, wymagając od niej reakcji, ucieczki - wzmagając panikę, która zakradła się do jej umysłu. Lecz ciało nie było posłuszne. Nawet, gdy pocisk wystrzelił do przodu, nawet gdy wypełniła swój cel, zrobiła to, do czego potrzebowała swojej biotyki, energia trzymała ją w swoich ryzach. Na ułamek sekundy dostrzegła rzucającego się w jej kierunku Ashforda, nim zniknął - a wraz z nim, zniknęła czerwień.
Ból wypełnił jej klatkę piersiową, jakby coś rozdzierało ją od środka. Do nozdrza wdarł się zapach ozonu, powietrze wydawało się naelektryzowane, a zarazem zupełnie obce. Świat wokół niej stał się czernią, ściany ośrodka szkoleniowego zniknęły - zamiast nich, atłas nieba wypełniały błękitne smugi promieniowania i odległe pulsary.
Nie mogła się ruszyć. Nie mogła nawet otworzyć ust i zakrzyczeć. W zawieszeniu, w limbo, w którym się znalazła, gdzieś pomiędzy światami, jej klatka piersiowa ścisnęła się pod naciskiem wszystkich działających na nią sił.
A obok siebie, dostrzegła małą, wijącą się w okręgu smugę błękitu unoszącą w górze, na wyciągnięcie ręki.


@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

5 gru 2023, o 13:55

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Była na to gotowa. Liczyła się z pewnym poświęceniem, które musiała zaakceptować w obliczu nowej rzeczywistości. Ze zmiany, jakie następowały szybciej, niż mogłaby się z nimi oswoić. Nic nigdy nie dostawało się za darmo. Nawet, jeżeli był to podarunek, o który nie prosiła, finalnie został wepchnięty w jej ręce wraz z konsekwencjami.
To one w głównej mierze były składową, która doprowadziła ją do tego miejsca.
Uniosła brew, słysząc odpowiedź Ashforda. Z góry założyła, że nastąpiło to wcześniej, kiedy był dzieckiem, bądź nastolatkiem. Nie wiedziała, ile dokładnie miał lat, ten brak danych w najbliższym czasie najchętniej uzupełniłaby zadając kolejne, intymne pyta nie w bardziej sprzyjających okolicznościach niż ponura sala treningowa, nie mniej, patrząc na niego, widziała żywe świadectwo, iż wszystko się może ułożyć. Był odzwierciedleniem szansy, że i ona sobie poradzi z natłokiem czarnej materii, z nieokrzesaną mocą, która przepływała przez jej ciało.
Da radę. Nie ma innego wyjścia. Jeżeli chce zachować stary porządek, musi zagryźć zęby i okiełznać bestię.
A tymczasem, po prostu podnieść piłkę.
Gest nie różnił się od wcześniejszego ruchu ręki. Zaczerpnęła jednak mniej, przynajmniej starała się, pilnując postawy ciała i własnych myśli. Nie była jednak gotowa na to, że kiedy zanurzy rękę w biotyce, aby zaczerpnąć z jej siły oraz możliwości, ta zacznie rwącymi strumieniami przelewać się przez jej palce.
Nagle, a oka mgnieniu, znalazła się w potrzasku. Zastoju. Błękitne języki przeplatane czarnym akcentem oplotły ją i otuliły, niczym najmiększe futro. Nie zorientowała się z początku, jak mocno ten mistyczny i naelektryzowany materiał zaciska się na jej ciele, aby równie niepostrzeżenie, wbić się w skórę.
Nie zdążyła zaprotestować. Powiedzieć nie. Postawić jakąkolwiek granicę. Jej dłonie same, posłusznie, skierowały się ku Ashfordowi, wystrzeliwując kawałek lekkiego metalu prosto w mężczyznę. Była katalizatorem. Cicero. Wróciły do niej teksty, które czytała na stacji. Widziała przed oczyma napisy, a także hasła ze ścian. Czy tak właśnie wyobrażali sobie potęgę? Czy stała się odzwierciedleniem siły, do której każdy, kto brał udział w projekcie, chciał dążyć i po nią sięgnąć? Panika krzyczała w jej myślach, ale zaciśnięte usta, nie potrafiły się otworzyć i cokolwiek wyartykułować.
Wydawało się jej początkowo, że patrzy się na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej, lecz ogrom doznań, ból, który przeszywał najmniejszą komórkę w ciele, szybko sprowadził ją z powrotem do skorupy, przez która płynęła biotyka w najczystszej postaci. Było w tym coś pięknego, czym można byłoby się zachłysnąć, gdyby tak, jak Fel, nie tonęło się w danym momencie i w danej chwili.
Zdawała sobie sprawę, że rozbrzmiały syreny alarmowe, a Ashford przemieścił się i próbował do niej sięgnąć, lecz za żadne skarby na świecie, nie potrafiła opuścić ręki, bądź choćby sięgnąć ku niemu. Biotyka jej na to nie pozwalała. Pozostawała głucha na jej krzyki, rozkazy, na to, co chciała, aby się stało. Dość.
Wystarczy.
Nie tak. Nie w ten sposób. Nie takim kosztem.
Z trudem łapała powietrzę. Zdawała sobie sprawę, że jeżeli teraz się podda i pozwoli rzucić na kolana, nie będzie możliwości powrotu. Szansy na podniesienie się, zatrzymania tej niszczycielskiej siły. Resztkami sił, postarała się uspokoić. Z uporem maniaka zatrzymać przepływającą energię, chwycić ją i nie puścić. Zepchnąć w czeluści umysłu, tam, gdzie nie mogła uciec. Skąd nie potrafiłaby się urwać.
Gdyby jednak brakowało jej sił, a ból zaczął rozrywać żebra, nie mając innego wyjścia, nie widząc innej opcji, ani też możliwości, aby wystać pośrodku tej czerni, zrywem adrenaliny, bądź ostatnim przebłyskiem zdrowego rozsądku, zamierzała się wspiąć na palce i zmuszając mięśnie do wyprostowania niczym cienka strunka, złapać błękitny ognik.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 18:38

opanowanie biotyki - iris
A<10<B<30<C<70<D<90<E
Rzut kością 1d100:
75


tajny rzut MG
50%
Rzut kością 1d100:
99


spostrzegawczość
30%
Rzut kością 1d100:
3
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 19:18

Moc wokół niej była równie nieskończona, co sunące nad nią smugi odległego promieniowania na tle czerni kosmosu. Ciemność mogła być komfortowa dla tych, którzy odnajdywali w niej potrzebną samotność i dyskrecję, lecz mrok, który zawładnął światem Fel był obcy, duszący. Wzmagał poczucie osamotnienia, porzucenia w tym dziwnym wszechświecie, do którego nie należała, podczas gdy wszyscy, których znała i kochała pozostali tam, gdzieś indziej.
W świecie żywych.
Biotyczny płomyk wydawał się punktem równie odległym, jak migający ponad jej ramieniem pulsar. Na tym pustkowiu, zbyt trudne było oszacowanie jej odległości - nie było ścian ani podłogi, nie było punktów odniesienia. Ognik mógł wisieć w powietrzu kilka centymetrów od jej twarzy, a mógł też znajdować się gdzie indziej - setki, tysiące kilometrów dalej.
Sięgnięcie w jego kierunku kosztowało ją ostatni oddech, ostatnie zmuszenie swoich mięśni do posłuszeństwa. Na jego tle dostrzegła własne palce, rozwierające się by pochwycić utraconą cząstkę jej biotyki. Jej siebie. Ale ognik był zbyt daleko. Migotał w oddali, jak zgubiony klucz połyskujący za kratkami kanalizacji.
Przejmujący chłód zawładnął jej ciałem, gdy brak tlenu chwycił jej rozedrgane mięśnie jak imadło. Każda sekunda zmieniała się w godzinę, w dzień, w kroplę nieskończoności, gdy próbowała dosięgnąć do czegoś, co podświadomie czuła, że było wyjściem - ucieczką z tego okrutnego miejsca, tak znajomego i obcego jednocześnie.
Wydawało się, że minęło tyle czasu, jakby wszechświat zdążył zginąć i narodzić się na nowo, gdy ognik mrugnął. Jak złudzenie optyczne lub błysk odległego pulsara. Eksplodował, uwalniając biotyczne smugi skłębione w jego wnętrzu, rozszerzając się dalej i dalej, rosnąc do rozmiaru arbuza, nim z wnętrza wysunęła się męska dłoń. Mocne palce odnalazły jej skostniałą rękę i zacisnęły, szarpnięciem ciągnąc ją w swoją stronę.
W stronę wolności.
Zanim ognik, teraz przypominający zamglone, błękitne przejście, przysłonił je pole widzenia, Fel dostrzegła coś jeszcze. Znajomy błysk błękitu daleko, na horyzoncie, od którego powierzchnia świata zdawała się falować. Nie mogła wiedzieć, czy widziała to naprawdę, czy to wymysł jej agonicznego stanu lecz nie zdążyła się o tym przekonać - męska dłoń pociągnęła ją mocno do siebie, wyrywając ze szponów miejsca, do którego nie należała.
Prosto w oblicze innej, znajomej ciemności.

(...)
Budząc się we wnętrzu kapsuły medycznej, Fel czuła wyłącznie chłód i zmęczenie. Nie było bólu, który towarzyszył jej ostatnim razem, ani smrodu antyseptyków. Kapsuła była otwarta, a gdy kobieta uchyliła powieki, spostrzegła istny tłum ludzi w sali szpitalnej, w której się znalazła.
- Och, obudziła się! Obudziła się! - zawołał znajomy głos zza dwójki ubranych w kitel lekarzy, który wcześniej przeprowadzali z nią badania. Drobna postać Duval przepchnęła się łokciami pomiędzy nimi, dobiegając do kapsuły Fel. Nachyliła się do niej konspiracyjnie. - Co on pani zrobił? Już dzwoniłam do prawników. Nic nie powiedziałam, oczywiście, ale cały sztab jest w gotowości. Niech pani powie tylko jedno słowo.
Koło asystentki niemal od razu zmaterializowała się doktor Shaw. Jej włosy były upięte, kitel narzuciła na turkusowy golf i trzymała w dłoni datapad.
- Panno Duval, nie może pani przebywać w tej sali - chrząknęła kobieta, stając po drugiej stronie kapsuły z Fel w środku. Zmarszczyła brwi, zerkając na grymas na twarzy asystentki i jej niechęć do ruszenia się z miejsca, lecz gdy obróciła głowę do pacjentki, jej spojrzenie złagodniało. - Pani Fel, jak się pani czuje?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 19:51

Była Radną. Przywódcą. Wydawała rozkazy, podejmowała decyzję, dyrygowała całym sztabem i ustalała następstwa wydarzeń.
Ale nie tutaj.
Nie teraz.
Na nic nie miała wpływu. Do niczego nie mogła zmusić siebie, a już tym bardziej otoczenie. Po błękitnej biotyce, w której tonęła, pozostała ciemność. Czarne szpony dosięgnęły do jej oczu, odcinając kolejne bodźcem, sprawiając, że dusiła się o motała po omacku, na oślep próbując - bo przecież nie mogła zmusić rąk do ruchu, zaciśnięcia się w pięść - walić pięścią w tę pustkę, w której utknęła.
Nie wiedziała, czy to kwestia nie docenienia Cicero i potęgi, którą przejęła, czy to zwykła słabość ludzkiego ciała. Może wzięła nad nią górę bestia, może zwyczajnie wywęszyła emocje, do których się nie przyznawała nikomu otwarcie. Wyczuła wściekłość, która była w niej obecna odkąd wróciła na Cytadelę i zdała sobie sprawę, jak została potraktowana. Co jej bezpowrotnie odebrano. Do czego zmuszono.
Gdzieś wśród tych rozbieganych myśli i panicznej podświadomości, że tym razem nie było ucieczki, choć żadna śmierć nie czaiła się w rogu, w której oczy mogłaby zostać, sprawiając, ze była po prostu tylko ona, przedzierała się do czegoś - kogoś - znajomego. Zanim jednak uzmysłowiła sobie i zmaterializowała do końca imię, a wraz z nim twarz i sylwetkę, czyjaś dłoń zacisnęła się na jej ciele, poruszając zimną i dawno nie dającą żadnej odpowiedzi propriocepcje, a następnie pociągnęła ku sobie. Chciała krzyknąć. Coś. Cokolwiek. Ale błękit szybko przerodził się w ciemność.
A ona spadała dalej. W objęcia, które nie zdążyły ją złapać.
Wyrwano ją z nicości równie nagle i bezdyskusyjnie, jak wcześniej wepchnięto w sam środek pustki. Mrużąc oczy, spojrzała na oślepiające, ostre światło, następnie na rozmyte, jeszcze nie do końca wyraźne sylwetki w tle. Patrzyła na obce ściany, potrzebowała dłuższej chwili, aby umysł uspokoił się i potwierdził, że znajduje się najprawdopodobniej w skrzydle medycznym.
A już na pewno pod opieką doktor Shaw.
Obróciła głowę ku znajomemu głosowi, napotykając zatroskane spojrzenie Clarissy.
- Ja... To... - słowa grzęzły jej w gardle. Odchrząknęła, jakby nie była przyzwyczajona do odzyskanej kontroli nad własnym ciałem.
- To była tylko... Tylko mała piła. Ćwiczenie... Ćwiczenie dla adeptów. Nic... Nic trudnego - zdołała wykrztusić, wodząc oczyma od Clarrisy do Adrianne i z powrotem. Po ich twarzach starała się rozczytać to, o czym jej nie mówiły. Jak długo tu leżała? W jakim znaleziono ją stanie?
Jak tu trafiła?
Spróbowała się podnieść. Chociaż usiąść, jeżeli wszechświat był wspaniałomyślny i nie zaatakował ją zawrotami głowy.
- Jakbym przebiegła maraton. Porucznik Ashord? Czy on...? - Urwała, nie wiedząc, jak właściwym będzie sformułowanie tego pytania. Nic mu nie jest? Przeżył?.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 20:29

Wokół siebie, Fel zauważyła obok siebie oprócz Shaw i Duval łącznie siedem osób, wśród których większość stanowili lekarze. Ludzie mieli kompletnie różne reakcje na jej przebudzenie się - niektórzy pośpieszyli do kapsuły medycznej, sprawdzając odczyty urządzenia, a inni wręcz przeciwnie - umknęli pod jej wzrokiem, nie chcąc się gapić i wracając do swoich zadań, które, o ironio, również skupiały się na niej, tylko nie bezpośrednio.
- Trafne porównanie - uśmiechnęła się kobieta w reakcji. Shaw nie powstrzymała jej, gdy próbowała się podnieść, lecz zerknęła na stojącą przy kapsule lekarkę, szukając aprobaty w jej wyrazie twarzy gdy ta odczytywała wyniki. - Od tego zdarzenia minęły trzy godziny, więc nie musi się pani martwić. Nie straciła pani dużo.
Podniesienie się wyżej skutkowało lekkimi zawrotami, lecz zdołała utrzymać się w pozycji siedzącej. Jej ciało nie bolało, lecz czuła się odrętwiała, przez co mogła domyślić się, że podano jej leki przeciwbólowe. Najbardziej doskwierał jej chłód, a w jej głowie ćmiło, jakby zbliżała się migrena. Nadal miała na sobie ubranie treningowe, które założyła wcześniej, a dodatkowo przykryto ją kocem lecz mimo miękkiego, pluszowego materiału, jej skórę dalej pokrywała gęsia skórka.
Doktor Shaw i Duval stanowiły idealne przeciwieństwa względem ich reakcji na to, co się stało. Clarissa była wstrząśnięta. Jej twarz pobielała, palce zaciskały się w pięści, szok mieszał ze złością w jej mimice. Nie uważała tego, co się wydarzyło, za normalne, choć Iris nie wiedziała, co dokładnie jej powiedziano. Z kolei Adrianne uśmiechała się lekko, spokojnie. Jeśli uważała sytuację za poważną, nie dawała tego po sobie poznać.
- Żaden sensowny nauczyciel nie doprowadziłby do czegoś takiego. Żądam zmiany trenera - wcięła się, gdy tylko padło nazwisko Ashforda. - Najlepiej komandora. Lub majora.
Shaw zacisnęła usta w wąską linię nim powrócił na nie ten sam, uprzejmy uśmiech, który pokazywała wcześniej.
- Porucznik Ashford wyszedł ze skrzydła medycznego godzinę temu. Nic poważnego mu się nie stało - zapewniła Fel, za wszelką cenę udając, że nie słyszy domagania się Clarissy.
- Jemu? A co nas on interesuje? - prychnęła asystentka, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Nie jesteśmy tu nawet doby, a radna Cytadeli znowu leży w szpitalu! To wszystko jego wina, ot co.
Shaw splotła dłonie za swoimi plecami, skupiając się w pełni na Fel.
- Porucznik Ashford panią wyciągnął - odrzekła, kierując słowa do Iris i jedynie nacisk w jej głosie wskazywał na to, że doskonale zdaje sobie sprawę z zarzutów, którymi strzela wokół Clarissa. - Oraz ewakuował z sali treningowej, w której doszło do rozhermetyzowania na skutek uszkodzenia jednej ze ścian.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 20:49

Małymi krokami. Miała już doświadczenie w odnajdywaniu się na nowo po przebudzeniu w kapsule medycznej, bądź jak wtedy - na Cytadeli - w łóżku w wykrochmalonej pościeli. Kiedy więc wszechświat nie zaprotestował, a z tyłu głowy nie odezwał się pulsujący, nieprzyjemny ból, Iris przerzuciła najpierw jedną, następnie drugą nogę i podobnie jak doktor Shaw, spojrzała pytająco na kobietę, która odczytywała wyniki, jakie w danym momencie wypluwała kapsuła skanując jej ciało, implant i aktywność mózgową.
Minął moment, w zależności od reakcji lekarki dłuższy, bądź krótszy, nim wróciła oczyma, a także uwagę do Adrianne.
- Co się właściwie stało? - wydarzenia następowały po sobie w przyspieszonym tempie, mogła poskładać z nich ciąg przyczynowo - skutkowy, lecz brakowało jej pojedynczych elementów. Detali, które wychwycić mogła wyłącznie osoba z zewnątrz, nie będąca bezpośrednim uczestnikiem, który obiektywnie patrzył na to, co działo się dookoła niego. Biorąc pod uwagę jej ciało, przeszywające zimne i odzywające się okolice skroni, podejrzewała, że musiał przepłynąć przez nią ładunek, z którym nie poradziła sobie i najprawdopodobniej nie mogła tego zrobić.
Potarła pokryte gęsią skórką ramiona. Waleczna postawa Duval była godna podziwu, choć ku rozczarowaniu asystentki, nie mogła się z nią zgodzić. Leżała tutaj, z nimi, dzięki Ashfordowi. Nie przez niego.
- Obawiam się, że nikt nie mógłby zareagować lepiej i powstrzymać to w porę. Stałam nad jeziorem... - kontynuowała, próbując postawić stopę na zimnej posadce.
- Pochyliłam się, aby zanurzyć dłoń i zaczerpnąć z biotyki, ale tak po prostu wpadłam do wody, a ta nie miała dna - doktor Shaw była specjalista w swojej dziedzinie, a jednak poznała ją wyłącznie z czysto teoretycznej strony. Nie miała pewności, czy to, w jaki sposób opisywała swoje doświadczenia, były dla Adrianne zrozumiałe i czytelne, przyglądała się jej więc, szukając zrozumienia.
U Ashforda odnajdywała je bez trudu.
Ściągając usta, postanowiła dłużej nie zrywać niepotrzebnie hardej i opatuliła się miękkim kocem, na moment przed dreszczem zimna. Była gotowa wstać i wyjść stąd w szczelnym kokonie, o ile podłoga nagle nie uciekła jej spod nóg.
- Chciałabym porozmawiać z porucznikiem Ashrodem. Gdzie go znajdę? - dokończyła, nawet, jeżeli Clarissa odważyła się zaprotestować nim wybrzmiało całe pytanie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 21:38

Kobieta stojąca przy kapsule wyczuła na sobie spojrzenie Fel i, po krótkiej chwili, przytaknęła, zgadzając się na podniesienie się przez pacjentkę. Iris, poza odrętwieniem, chłodem i wrażeniem niepokoju, nie odczuła dodatkowego dyskomfortu przy zmianie pozycji. Prawdopodobnie mogłaby nawet wstać, choć zawirowania w jej głowie mogłyby wymusić na niej chwycenie się czegoś.
- To, czego się spodziewaliśmy - westchnęła. Jedna odpowiedź od razu pokazała blondynce powód, dla którego Shaw była taka spokojna. - Pani biotyka jest wysoce niestabilna, nawet na standardy tego programu. Podejrzewamy, że jest to kwestia wieku, w którym wznowił się u pani wzrost węzłów piezo. Większość furii zaczyna objawiać się w latach dojrzewania.
Duval wściekle przeklikiwała coś w swoim omni-kluczu, niezainteresowana technicznymi szczegółami. Być może odwoływała armadę powołanych przez siebie prawników i uspokajała wszystkich, u których podniosła alarm.
- Jezioro? Na co tutaj, w bazie, jezioro? - mruknęła, zbyt zdenerwowana na personel ośrodka by utrzymywać pozory i uprzejmą formę, z którą zawsze porozumiewała się z Fel. Dopiero gdy Iris wyjaśniła, kobieta zaczerwieniła się lekko ze wstydu. - Ach.
Widząc, że Fel nic nie jest, rozejrzała się jeszcze wokół, gotowa odsunąć od ich konwersacji, z której niewiele rozumiała.
- Czy czegoś pani potrzebuje, radno Fel? - spytała jeszcze, unosząc datapad - swój nieodłączny element - i wycofując lekko, ku uciesze lekarzy wokół. - Zaczekam na panią przy wyjściu.
Shaw wsunęła dłonie do kieszeni kitla, przyglądając się swojej pacjentce z uwagą. Gdzieś za plecami, pośród innych lekarzy mignęła Iris znajoma, pokładowa pani doktor - machnęła jej ręką z uśmiechem, nim pochłonęła ją rozmowa z tłumaczącym coś pracownikiem ośrodka.
- Później pani z nim porozmawia. Umiejętności rozwijają się u pani zbyt szybko. Niech pani spojrzy. Aktywność węzłów wrosła o dwanaście procent od pani pierwotnego badania na Cytadeli. Obecnie wynosi już dwieście trzynaście procent normy. Pani ciało nie jest do tego przyzwyczajone - skomentowała Adrianne, gdy Duval wycofała się już w stronę wyjścia. Podała Fel datapad z jej wynikami, podobnymi do tych, które uzyskała na Cytadeli, lecz panele badań były zdecydowanie bardziej rozbudowane. Przypominały blondynce pracę przy biotycznych implantach. - Z reguły, gdy wykrywamy anomalie wśród dzieci lub osób młodych, procesy rozwoju ich biotycznych umiejętności nie są zakończone, a ich ciała są elastyczne. Dostosowują się łatwiej, szybciej. Używając kiepskiego porównania, to jakby stuningowała pani stary speeder nie wymieniając silnika.
Uśmiechnęła się krzywo, nie radząc sobie z odpowiednią metaforą.
- W tym tempie, pani serce długo nie wytrzyma.
@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 21:57

Za szybko, za późno, za dużo. Swojego wieku nie mogła przeskoczyć. Nie było na to fizycznych możliwości. Odpadały jakiekolwiek ustępstwa, próby oszukania biotyki siłami, którymi materialnie nie dysponowała. Żaden implant nie pomoże jej opanować mocy, od natłoku której nie wytrzymają narządu. Akurat tej oczywistości nie musiała jej doktor Shaw tłumaczyć i fakt, że tego nie próbowała, Iris przyjęła z wdzięcznością.
Westchnęła, chowając zmarznięty czubek nosa w miękkim kocu. Przez moment, wsłuchiwała się w pikanie aparatury, aż pytanie Duval skierowane bezpośrednio do niej, tak naiwnie i ufnie zarazem ignorujące sytuacje, beznadziejny moment, bagno, w którym zwyczajnie tonęła, lekko nie otrzeźwiło Fel. Nie wyrwało ze szponów namolnych myśli, z których żadna nie była optymistyczna.
- Tak. Czy mogę prosić kawę? - odparła, siląc się na delikatny uśmiech, którym mogłaby choć odrobinę zelżyć niepokojowi Clarissy. Czuła, że jest bacznie obserwowana przez asystentkę, która gotowa była ją stąd zabrać i wywieźć z powrotem na Cytadelę, gdyby tylko nabrała podejrzeń, że Fel grozi tutaj więcej niebezpieczeństwa, niż ryzyko byłoby tego warte.
- Chciałabym również, abyś sprawdziła dla mnie kontakt do jednej osoby. Mogę? - wskazała na jej datapad, a gdy kobieta się zgodziła i podała jej urządzenie, zapisała na nim imię oraz nazwisko. Aleena Maketarii.
Poznana w Hirano Tower lekarka. Współracująca z SST z własnej, nieprzymuszonej woli. Formalnie niezrzeszona, przynajmniej na tamten moment.
Odprowadziła Clarisse wzrokiem, walcząc z pokusą, aby przedłuż ten moment i następujące po nim to, co nieuniknione w czasie. Ostatecznie, nie zwlekała z powrotem z uwagą do doktor Shaw. Wysłuchała, co kobieta miała jej jeszcze do powiedzenia. Spojrzała na ekran, przesuwając palcem kolejne wyniki oraz obrazowania. Wyłapując dane, których sens przygniatał ją do kapsuły, na której wciąż siedziała owinięta w koc.
- Jakie mam możliwości, doktor Shaw? - spytała więc wprost. Bez wstępu. Zbędnych ceregieli. Mogła dobierać ładne słowa, lecz jaki sens było w strojeniu brzydkiej prawdy? Fel patrzyła się do bólu trzeźwo w swoją przyszłość, a tak, biorąc pod uwagę kolejne badania, nie malowała się dla niej jak mogłaby sobie życzyć i żyła długo, i szczęśliwie. Spojrzała ponad urządzeniem na Adrianne spokojnie. Bez wyrzutu. Bez złości.
- Istnieje sposób, abym nad nią zapanowała? Co więcej mogę zrobić? To jest ten moment, kiedy powinniśmy dobrze zważyć ryzyko i pomóc o możliwości odcięcia się od biotyki? To w ogóle możliwe? Bądź ze mną szczera, Adrianne. Co mam robić? - musiała wiedzieć. Czy była jeszcze nadzieja? Dla niej, dla dalszej służby? Nie mogła być Radną, będąc jednocześnie niestabilną furią.
Po cichu obawiała się, że właściwie to nie wiedziała, czy potrafiłaby funkcjonować dalej, nie będąc ani jednym, ani drugim.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12267
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 22:28

Clarissa przytaknęła, od razu, grzecznie kłaniając się i odwracając, by ruszyć do wyjścia, gdy lekarka nadzorująca kapsułę medyczną Fel uniosła rękę. Duval, jak oczarowana, zatrzymała się w miejscu bezwiednie, czując podświadomie, że ten gest skierowany był do niej. Lekarka była stosunkowo młoda - a przynajmniej na taką wyglądała - miała krótkie, czarne włosy i okulary z grubą ramką na nosie.
- Żadnej kawy - zadecydowała tak dobitnie, że wzrok Clarissy od razu odszukał spojrzenie Iris i pojawiło się w nim zwątpienie. - W kafeterii jest herbata. Tylko biała.
Shaw odchrząknęła w taki sposób, w jaki politycy pokroju Irissy wkraczali w konwersację innych ludzi chcąc załagodzić narastającą sytuację.
- Jest już dość późno, powinna pani udać się na spoczynek - zaczęła Shaw, całkiem niewinnie, jakby chciała osłodzić kobiecie tę informację. - Ale będzie pani musiała ograniczyć kawę. Przynajmniej na razie.
Duval uśmiechnęła się przepraszająco i kiwnęła głową, umykając w stronę drzwi. Gdy Fel wysłała jej nazwisko, nieświadoma konsekwencji potwierdziła, że się tym zajmie. Po chwili otrzymała odpowiedź.
Clarissa Antoinette Duval pisze:Moja kawa może przypadkiem znaleźć się w pani kajucie, jeśli sobie pani tego życzy.
Doktor Shaw skinieniem głowy wskazała coś lekarce o czarnych włosach i równie czarnych oprawkach okularów. Lekarka odwróciła się, ruszając do stojącej przy ścianie armady szafek i szuflad w poszukiwaniu czegoś konkretnego.
- Tak jak mówiłam, pani przypadek jest rzadki, ale nie jest niespotykany. Rozpoczniemy tę walkę z dwóch frontów - wyjaśniła, wracając spojrzeniem do Fel. - Przede wszystkim, wdrożymy terapię farmakologiczną, którą od lat stosujemy na furiach. Stanowi ona poszerzoną wersję tego, co otrzymała pani na Cytadeli. Powinna zmniejszyć aktywność węzłów w pani ciele i proces powstawania nowych, lecz na efekty trzeba czekać.
Czarnowłosa wróciła do kapsuły, trzymając małe urządzenie opakowane hermetycznie w dłoni. Schowanymi w rękawiczkach dłońmi rozerwała opakowania i wyjęła urządzonko z wnętrza.
- Właśnie dlatego istotny będzie trening. Musimy wzmocnić pani ciało, zarówno pod kątem ogólnorozwojowym, jak i kontrolowaniem przepływu ciemnej energii - kontynuowała. - Wiem, że może to się wydawać sprzeczne z pani odczuciami, ale jutro z rana powinna pani znów stawić się na sali treningowej.
Lekarka nachyliła się, zgarniając bezpardonowo wierzch jej koca w dół. Sięgnęła rąbka koszulki, którą Fel miała na sobie i wsunęła urządzenie pod materiał. Chłodna powierzchnia przykleiła się do jej skóry, tuż nad sercem.
- Musimy monitorować pani parametry życiowe - rzuciła tylko, nic nie robiąc sobie z tego, że nie spytała nawet radnej Cytadeli o zdanie przed zamocowaniem do niej urządzenia. - Może się pani w tym kąpać. Proszę tego nie zdejmować.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2097
Rejestracja: 10 maja 2012, o 17:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Ksienszyc
Kredyty: 86.760
Medals:

Re: [LUNA] Ośrodek szkoleniowy I.L.R.C.

7 gru 2023, o 22:49

Ton głosu i ta niezachwiana pewność siebie zmusiła także Fel, aby obrócić głowę w stronę młodej lekarki, która strofowała Duval odgrzebując wspomnienia ze szpitalnych sal, na których w swoim życiu przepracowała kilka lat. Czując na sobie badawczy wzrok Clarissy, odpuściła, nie będąc i nie chcąc być roszczeniową pacjentką nie szanującą zdania swoich lekarzy. Co prawda nad jej zdrowiem piecze trzymał cały zespół, a do dyspozycji oddano cały ośrodek, nie zmieniało to jednak faktu, że w obliczu niepodważalnej diagnozy, każdy był tylko człowiekiem.
Chcącym żyć. Przeżyć.
Po prostu.
- Biała herbata nie brzmi tak źle - stwierdziła, płynnie kłamiąc. Nie drgnęła jej nawet powieka.
Zachowała posągową maskę w oczekiwaniu na odpowiedź Shaw. Podświadomie czuła, że to właśnie ten moment. A jednak, najgorsze nie padło z ust Adrianne. Początkowo wpatrywała się w kobietę, czekając na ale, bądź te najgorsze wiadomosci, których przyjęcie lekarka chciała złagodzić lżejszym kalibrem początkowego wywodu. Nic jednak takiego nie nastąpiło. Nie usłyszała najczarniejszego scenariusza, wyroku, który przypieczętować mogła zapewnieniem, że zrobią wszystko, co tylko będzie w ich mocy...
Jeszcze przez moment mierzyła Adrianne wyjątkowo nieoczywistym spojrzeniem, po czym przytaknęła zmniejszając dystans.
- Tak zrobię - zapewniła doktor Shaw odnośnie jutrzejszej obecności w sali treningowej i oddała jej datapad. Już chciała wstawać, ale pojawienie się czarnowłosej przy kapsule medycznej, zatrzymało Fel. Teraz, gdy młoda kobieta była tak blisko, podpinając elektrody, spojrzała na jej profil, prześlizgując się po kościach policzkowych, aż do oczu. Nie widziała jej wcześniej, nie wykluczone jednak, że mogła nie zwrócić uwagi na cały zespół. Był liczny, z kilkoma lekarzami i pracownikami instytutu mijała się w korytarzu, kafeterii, pojedyncze jednostki były wcześniej na pierwszych, porannych badaniach. Pozostawiła Adriannie wolną rękę co do doboru współpracowników, wierząc, że ściągnie na Lunę tych, których uważała za najlepszych. Kłamałaby twierdząc, że nie zainteresowało ją co tak młoda osoba robiła w zespole specjalistów. Wyróżniała się czymś wybitnym w toku swojej edukacji? Pracowała pod okiem innego lekarza z instytutu?
- W porządku. Będę uważać, a w razie problemu, domyślam się, gdzie przyczepić czujnik - uśmiechnęła się, nim przeniosła ciężar ciała na dotykające ziemi nogi i wstała, stawiając pierwsze kroki badawczo. Ostrożnie. Dopiero, gdy nabrała pewności, że równowaga utrzyma ją w pionie, a zawroty głowy i migrena nie położą z powrotem, ruszyła do wyjścia ciągnąc koc za sobą.
- Dziękuję. Porucznik Ashford jest w swoich prywatnych kwaterach? - spytała Adrianne w drzwiach.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Ziemia”