Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Stacja medyczna

21 sty 2024, o 00:45

Vinnet przyglądała się Hawk w milczeniu, unosząc jedną brew, gdy piratka zaczęła jej opowiadać ostatnie wydarzenia - a raczej te, do których zdawali się zmierzać. Wciąż nie zdjęła maseczki, więc większość jej mimiki skrywała się pod ochronną warstwą materiału i dzielnie pracujących wymienialnych filtrów, ale jej jej oczy były wystarczająco ekspresyjne przy bez słów przekazać swój całkowity brak zainteresowania tym tematem. A także wiedzy o nim.
- Nie wiem kim jest Kestrel i mam bardzo mgliste pojęcie o tym czym jest Czarna Straż, Jeanette - wypaliła niemal od razu, ale jeżeli czerwonowłosa chciała jej to wyjaśnić, to tylko uniosła lekko dłoń, żeby zatrzymać ją w pół słowa. Nie wyglądało na to, żeby była zainteresowana zmianą tego stanu rzeczy. - Cokolwiek planujecie, to liczę tylko, że część z tych dwóch milionów zamierzacie poświęcić na uzupełnienie moich zapasów oraz konserwację sprzętu medycznego, bo o ile brak kroplówek witaminowych oraz kapsułek na zatrucie alkoholowe stanowią problem mniejszej wagi, tak szwankujący separator komórkowy już nie, jeżeli chcemy trzymać odpowiednie poziomy krwi do transfuzji po waszych mniej... udanych powrotach na statek.
Gdy urządzenie za jej plecami piknęło cicho, sięgnęła do niego dłonią i stuknęła jakiś przycisk na holograficznym wyświetlaczu, sprawiając, że ten z powrotem przygasł. Blade światło jego ekranu zgasło, przestając podświetlać kobietę od tyłu, gdy terminal przeszedł w tryb czuwania, a ona sama odsunęła się od niego i przeszła kilka kroków do swojego biurka.
- Ale jeżeli miałabym zgadywać, to tak, z mojego punktu widzenia również wygląda to na próbę modyfikacji obcej technologii - dodała, siadając na krześle i obracając się tak, by móc obserwować Hawk. Jej pytanie sprawiło, że między jej brwiami pojawiła się niewielka zmarszczka, gdy obracała je w głowie, rozważając jego implikacje.
- Nie sądzę. Rozpad DNA w dostarczonej próbce miał przebieg niemal wykładniczy, ale podejrzewam, że nawet w pierwszej fazie jest śmiertelny dla nosiciela. Rozerwanie wiązań wodorowych na poziomie komórkowych, jeżeli wystąpiłoby w małej ilości, z początku zapewne byłoby niedostrzegalne albo pomijalne - ot, bóle mięśniowe, zawroty głowy, osłabienie, objawy chorobowe - ale z każdą kolejną chwilą prowadziłyby do coraz gwałtowniejszego zniszczenia w organizmie, krwotoków wewnętrznych, osłabienia kośćca, wybroczyn, udaru. Myśl w kategoriach choroby popromiennej, ale o wiele bardziej przyspieszonej - wyjaśniła z westchnięciem, próbując ująć swoje słowa w coś bardziej przyswajalnego. - Jeżeli zaś chodzi o rozpoczęcie samego procesu, to nie wiem nawet gdzie zacząć szukać takiej odpowiedzi z tym co na razie wiem. Może ten związek jest samowystarczalny i turianin zaaplikował go sobie przed spotkaniem z wami, a może istnieje jakiś inny związek chemiczny, który rozpoczyna całą reakcję, gdy wymiesza się go z podstawowym. Może też cały proces zaczyna się, gdy znajdzie się w określonej temperaturze - na przykład tej, do której ochładza się ciało po śmierci - dodała, po czym zerknęła w stronę wyłączonego urządzenia, a Hawk rozpoznała w tym spojrzeniu nutę żalu. Zapewne lekarka nie wpadła wcześniej na to, żeby zweryfikować jak próbka zareaguje na potraktowanie ją różnymi bodźcami, a teraz było już za późno, gdy z resztek turianina zostało coś całkowicie rozłożonego.
- Nie wiem, mam za mało informacji.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

21 sty 2024, o 02:57

Wieści po okręcie zwykle rozchodziły się w tempie ekspresowym, a jednak Jean często umykał fakt separacji stacji medycznej od reszty pokładów. Vinnet miała dobre kontakty z każdym z ludzi, którzy doskonale wiedzieli z kim współpracowali i jakie zlecenia wykonywali - z góry założyła, że Nephiett podzielił się z nią informacją, a jeśli nie on, to ktoś inny.
Zapomniała tylko, że kobieta prawdopodobnie ów informacjami w ogóle nie jest zainteresowana.
- Kestrel to nasza zleceniodawczyni. Czarna Straż to elitarne jednostki Hierarchii Turian, a... - urwała, uciszona jej uniesioną dłonią. Westchnęła lekko, zgadzając się z nią skinieniem głowy. Doskonale rozumiała jej brak zainteresowania. Gdyby była na jej pozycji, również nie interesowałoby jej co dokładnie wykonują inni członkowie załogi - interesowałoby ją tylko jej małe królestwo.
- Obiecuję, że dostaniesz priorytet. Zakładając, że przeżyjemy atak na placówkę elitarnych jednostek - westchnęła, z łatwością obiecując coś, czego nie wiedziała, czy w ogóle dożyje. Kwestia placówki Czarnej Straży była dla niej odległa - głównie dlatego, że skupiła się na tym, co miało nadejść najpierw, odstawiając ten problem na później. Nawet nie wiedziała, czy przyjmie drugie zlecenie, a już dysponowały budżetem, którego nie było.
Wspomnienie bólu mięśni gwałtownie przywróciło jej rozważania na obecne tory. Próbowka w koszu na śmieci zaczęła jej ciążyć równie mocno, jak obolałe uda od chodzenia w pancerzu i ramiona od noszenia uniesionego w górę karabinu. Im bardziej zaczęła zastanawiać się nad tym, czy faktycznie będzie w stanie rozpoznać czy coś jest nie tak - gdy zawsze coś było nie tak czy w postaci zakwasów, czy kaca po imprezie - tym bardziej rozeźlona czuła się kawałkiem waty i plastiku.
- Bóle mięśni, co? - mruknęła, przyswajając połowicznie wszystko inne, co powiedziała jej Veronique. Najbardziej dotarło do niej tylko to, że nie miała wystarczającej ilości informacji. - To czego potrzebujesz? Gdybyśmy znaleźli kolejnych takich turian na statku, jeszcze zanim wybierzemy się do ich placówki.
Kierowana czystym przymusem i strachem zakorzenionym przez koszmary, które okradły ją z wypoczynku, ruszyła do szafki, z której wcześniej lekarka wyjęła próbówkę. Nie dbając o rękawiczki, które kobieta miała wcześniej na sobie, wyjęła próbówkę i zerwała z niej folię wściekłym ruchem. Ostrożnie wyjęła patyczek z jej wnętrza i wsadziła sobie do ust. Miękka wata nie miała żadnego smaku, gdy ocierała się o jej policzek.
- Obrzydlistwo - warknęła wściekle, wsadzając patyczek do próbówki i wyciągając w stronę Vinnet.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

21 sty 2024, o 21:12

Ciało rozstające się z adrenaliną opuszczającą jego zakończenia nerwowe zawsze oznajmiało to szeregiem symptomów, które stanowiły żywe, bolesne wspomnienie wydarzeń, które zmusiły je do podjęcia tego działania. Znał to każdy żołnierz, każdy pirat, a nawet każdy cywil, który kiedykolwiek brał udział w jakimkolwiek na tyle stresującym akcie, by zmusiło go to do być lub nie być - zarówno z powodu faktycznego zagrożenia dla zdrowia lub życia, jak i tych dotykających innych stref egzystencji. Rwące mięśnie, dreszcze, zmęczenie... Jeden zastrzyk energii pozwalającej działać szybciej niż były w stanie zareagować myśli miał swoją cenę, która niewiele różniła się od zaczątków choroby lub potreningowych zakwasów.
Coś, co dla Vinnet mogło być z pozoru wyraźnymi objawami postępującego skażenia, dla Hawk oraz jej podobnym było codziennością. Było czymś, co niemal nauczyła się już ignorować lub co brała za pewnik za każdym razem, gdy wracała z wyprawy na ulice Omegi lub z abordażu innego okrętu. Pewnik, który miał zostać podważony, gdy w jej ciele mogły krążyć potencjalnie śmiertelne związki, ukrywając swoje stopniowe pożeranie jej DNA pod maską codzienności.
- Trzymam cię za słowo - odparła lekarka, patrząc na nią uważnie. Gdy temat prześlizgnął się ponownie po próbkach, które Hawk dostarczyła wcześniej, pokręciła lekko głową. - Ciężko powiedzieć. Każda próbka, którą mi przeniesiecie, ma swoje ograniczenie czasowe, więc nawet jeżeli dostarczycie mi ich więcej, będę miała tylko określoną ilość minut na rozpoczęcie badań, nim wszystkie w końcu staną się bezużyteczne. Jeżeli aktywator ma formę implantu lub podskórnego wszczepu, to zapewne powinien znajdować się gdzieś w ciele tych żołnierzy, nawet jeżeli to zostanie już całkowicie... upłynnione - dodała z ociąganiem, szukając odpowiednio delikatnego słowa, które w rzeczywistości oznaczało grzebanie w organicznej kałuży, szukając elementów, które nie uległy rozkładowi pod wpływem działania podejrzanego związku chemicznego. - Ale jeżeli aktywator jest stricte chemiczny lub termiczny, to nie znajdziecie w nich niczego. Może gdybym miały żywy okaz i odpowiednio czuły sprzęt, to byłabym w stanie coś wymyślić metodą prób i błędów, na przykład pobierając krew lub szpik przed i po rozpoczęciu procesu, ale obawiam się, że nawet wtedy szansa na to byłaby bardzo niewielka. Nie jestem w stanie sprecyzować bardziej, przykro mi.
Dziedzina, którą Vinnet próbowała rozgrzebać, zdawała się znajdować poza jej zasięgiem - przynajmniej w chwili obecnej. Nawet pomimo specjalistycznego sprzętu, który posiadał Wraith, nie wyglądało na to, by jego projektanci uwzględniali w przeszłości nawet tak dokładne i specyficzne cele. Stacja medyczna była przede wszystkim miejscem do składania żołnierzy, a jedynie częściowo służyła również za stację naukową - na tyle, na ile po tych wszystkich latach Vinnet utrzymała tą formę, gdy ich priorytety się przesunęły w inną stronę.
Gdy Hawk niespodziewanie podeszła agresywnym krokiem do szafki, przekuwając swoją niechęć i przymus w sfrustrowane pobranie próbki, lekarka tylko obserwowała ją bez słowa - ale czujnie niczym sokół. Być może wyczuła zmianę nastawienia u piratki i nie chciała zburzyć tej delikatnej szansy, a być może spięła się, gdy ręce piratki zbliżyły się do jej sprzętu medycznego, ale gdy czerwonowłosa pobrała próbkę, a następnie wyciągnęła w jej stronę próbówkę, uśmiechnęła się lekko pod maską, w geście który sięgnął jej oczu. Wstała z fotela i wzięła od niej pojemnik, po czym podeszła do terminalu, który wcześniej wyłączyła.
- Nie przesadzaj - odparła pod nosem, odbijając jej wcześniejsze słowa. Zabrała z biurka nowy, świeży zestaw rękawiczek chyba z czystego przyzwyczajenia, a z jednej z szafek szkiełko laboratoryjne, na które nałożyła odrobinę próbki z końca wymazówki. Pracowała szybko i rutynowo, jak przy czymś co wykonywała już wielokrotnie. Informacje na urządzeniu zaczęły się zmieniać, gdy wsunęła próbkę do umieszczonego z boku podajnika, a chwilę później na wyświetlaczu pojawiła się nowa, podwójna helisa. Kobieta obserwowała przez kilkanaście długich sekund spływające dane, czytając różne parametry i przełączając inne; cisza zaczęła ciążyć w pomieszczeniu, ale jak na złość wszystkie odczyty urządzenia nie miały kolorystycznego zabarwienia, nie pozwalając dostrzec czy wyniki były poprawne, czy też nie.
Upłynęły ponad trzy, nieznośne minuty, nim Vinnet w końcu skinęła oszczędnie głową i sięgnęła do twarzy, ściągając maseczkę i poprawiając niesforny kosmyk ciemnych włosów, który opadł jej na twarz.
- Wszystko w porządku - wydała werdykt, odwracając się do Hawk. Na jej usta wpłynął cień uśmiechu. - Możesz wziąć sobie cukierek z miseczki na biurku.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

21 sty 2024, o 21:41

Wtedy nie miała pojęcia co sprawiło, że ciało turianina uległo zmianie. Nie zamierzała ryzykować, że stał za tym jakiś zakaźny wirus, więc i nie kazała nikomu grzebać w zwłokach. Nie wątpiła, że jakieś urządzenie, które mogło to wywołać, mogło gdzieś tam zostać w głębi jego pancerza, ale równie dobrze to wszystko mogło być wywołane z poziomu komórkowego. Vinnet miała rację - miały za mało informacji. A jakkolwiek chciałaby móc lepiej przygotować się na potencjalne spotkanie z przyjaciółmi turiańskiego żołnierza, na razie mogła jedynie zdobyć wiedzę o tym, czy jej nic nie było.
Tylko tyle i aż tyle.
Ze skrzyżowanymi na piersi ramionami przyglądała się, jak Vinnet umieszcza jej próbkę w maszynie. Nie skwitowała jej przedrzeźniania, zbyt dogłębnie wstrząśnięta tym, że ostatecznie musiała to zrobić. Czuła nieprzyjemny posmak na języku, choć patyczek był zakończony tylko kawałkiem waty. Napięcie zmroziło jej sylwetkę w miejscu, z wzrokiem utkwionym w ekranie, z którego nic nie potrafiła wyczytać. Niecierpliwość nieomal zmusiła ją do pośpieszenia lekarki, ale instynkt samozachowawczy odwiódł ją od tego pomysłu.
Gdy werdykt zapadł, jej usta wykrzywiły się w grymasie niezadowolenia.
- Świetnie - prychnęła pod nosem, poirytowana tym, że dała się zmusić do przeprowadzenia badania, które ostatecznie było do niczego nie potrzebne. Na swój mało racjonalny sposób, poczułaby się w tej kwestii lepiej, gdyby Vinnet coś znalazła.
Oczywiście w milionie innych kwestii poczułaby się nieporównywalnie gorzej.
- Nasz postój na Omedze będzie krótki. Zaznacz na liście dla Anthony'ego rzeczy, które potrzebujesz na już, a które będą mogły zaczekać gdy zawiniemy gdzieś na dłużej - poleciła jej, ignorując sugestię wzięcia sobie cukierka z miski na jej biurku. Nie lubiła cukierków. I nie lubiła czuć się jak pacjent. Nie podzielała jej poczucia humoru. - Jeśli spotkamy więcej tych turian, zbierzemy dla ciebie próbki i spróbujemy dostarczyć je jak najszybciej. Z żywym pewnie będzie problem.
Skierowała się do wyjścia, czując niesmak tego inwazyjnego badania, które okazało się niepotrzebne. Jedynie w przejściu zatrzymała się na chwilę, obracając do kobiety.
- I dziękuję, Veronique.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

28 lis 2024, o 18:01


Nephiett skinął głową, przyjmując jej wyjaśnienia do wiadomości, ale jego wzrok zatrzymał się na niej odrobinę dłużej niż zwykle. Być może dostrzegł jej gonitwę myśli, która przekładała się na półobecny w konwersacji umysł, a być może zastanawiał się czy obrażenia które otrzymała nie są poważniejsze, niż dawała po sobie poznać. Nie wypowiedział jednak własnej opinii na głos, prawdopodobnie decydując się nie poruszać jej na mostku, gdy okręt znajdował się w trakcie przygotowywania do translacji międzyprzekaźnikowej oraz gdy napięcie jeszcze do końca nie zeszło - zarówno z Hawk, jak i z oficerów, którzy oczekiwali na jej powrót.
- Wysłałem polecenie jego przeniesienia. Będzie na miejscu, gdy wrócisz ze skrzydła medycznego - odpowiedział, nie przerywając wydawania komend na terminalu i nie patrząc w jej kierunku, ale jego głos był spokojny. - Idź. Mam tu wszystko pod kontrolą.
Opuszczając CIB, Hawk ścigała się ze swoją opadającą adrenaliną. Ciało broniło się przed powrotem do zwykłego trybu funkcjonowania, ale pobudzający związek opuszczał zakończenia włókien nerwowych układu współczulnego, wycofując się i pozostawiając po sobie znajome mrowienie i tępy ból. Zgnieciona paczka papierosów była tylko jednym z objawów niekontrolowanego drżenia zmęczonych mięśni, a zapalniczka jak na złość gdzieś zniknęła, chociaż piratka była pewna, że sprawdziła każdą z ładownic przynajmniej dwa razy. Lekko krzywy, zimny papieros w jej ustach, popędzał pragnienie, ale brzydkie podejrzenie, że urządzenie musiało wyślizgnąć się gdzieś w trakcie kosmicznej szamotaniny i teraz dryfowało pośród reszty kosmicznego śmieci, zaczęło zapuszczać macki do wnętrza jej umysłu.
Odgłosy stacji medycznej zaczęły do niej docierać z opóźnieniem, gdy pochłonięta poszukiwaniami w końcu się w nim znalazła. Pomieszczenie było wyjątkowo ruchliwe. Zwykle wypełniały je dźwięki pracujących maszyn, przyciszone rozmowy innego personelu medycznego czy okazjonalne skrzypienie fotela na kółkach, na którym przesiadywała Vinnet, ale generalnie świat głównej lekarki stanowił miejsce spokoju i ciszy, których nawet jej asystenci nie chcieli psuć, gdy akurat wymagała ich obecności. Ostatni kwadrans najwyraźniej był jednym z takich przypadków - pomiędzy łóżkami medycznymi przeciągnięte były kurtyny, które oddzielały poszczególnych pacjentów, a poza Veronique w sali kręciła się jeszcze dziewczyna, która pełniła zarówno funkcję młodszego technika w maszynowni jak i pielęgniarki pod przyuczaniem Vinnet, oraz turianin, wykonujący obowiązki drugiego doktora - gdy nie pracował akurat w kuchni. Pierwsza właśnie doglądała siedzącej na jednym z łóżek Ryany, skanując jej wyciągniętą rękę, a drugi rozmawiał o czymś z leżącym Remym, który odburkiwał mu coś pod nosem i osłaniał oczy przedramieniem. Stadtforda nigdzie nie było widać, podobnie jak Rhysa, chociaż nie widziała wnętrza wszystkich alkow.
- Muszę najpierw cię obejrzeć, Jeanette. - Vinnet nie odwróciła się od razu od terminala przy którym oglądała jakieś wyniki, ale gdy w końcu to zrobiła, jej wzrok zatrzymał się na Hawk. Twarz lekarki była nieprzenikniona, ale jej ton głosu, chociaż zdawkowy i z pozoru spokojny, przebrzmiewał chłodną, nieugiętą nutą; Vinnet znajdowała się w trybie wykonywania swoich obowiązków lekarza, który Hawk napotykała wielokrotnie wcześniej - za każdym razem, gdy do jej Królestwa trafiali po bitwach różni członkowie Wraitha. Powiedzenie, że jest przyzwyczajona do walki z niechętnymi pacjentami, byłoby w przypadku załogantów fregaty niedopowiedzeniem.
- Ryana i Red opowiedzieli mi co się stało, a widząc ich stan, nie wydam ci nic, dopóki nie przeskanuję twoich obrażeń i nie upewnię się, że nie masz krwotoku wewnętrznego albo jakiegoś złamania - rzuciła, bezkompromisowo wskazując na ostatnie z łóżek w rzędzie, pod samą ścianą. Kontynuowała niemal od razu, przerywając jej, jeżeli zamierzała zaprotestować. - Dziesięć minut cię nie zbawi, a oszczędzi nam obojgu niezręcznych plotek, jeżeli ktoś z twoich załogantów będzie potem zmuszony przetransportować cię na noszach przez cały pokład z twojej kajuty lub jakiegokolwiek innego miejsca, w którym akurat postanowisz stracić przytomność.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

28 lis 2024, o 18:33

Jej irytacja rosła z każdą chwilą, powoli osiągając poziom, którego nie mogłaby z czystym sercem nazwać racjonalnym. To była tylko zapalniczka. A jednak sam fakt tego, że ten przedmiot był w jej ładownicy, a nagle nie była w stanie wymacać go opancerzonymi dłońmi, powoli zasiewał ziarenko furii w jej sercu. Furii, która choć nie była spowodowana brakiem narzędzia do odpalenia trzymanego w ustach papierosa, w tej chwili w tej czynności znajdowała ujście.
Minęło tak wiele lat odkąd porzucili błękitne barwy, a statek SSV Neptun korzystając z nielegalnej autoryzacji wyleciał z doku na Cytadeli. To życie, które wiedli kiedyś, było tak odległe, że czasem wspomnienia zacierały się w jedno, pozwalając, by natura upływającego czasu wygładzała pozostawione na duszy blizny. Choć chciałaby powiedzieć, że od tamtej chwili nigdy nie oglądała się za siebie, początki ich nowego życia były pełne sprzeczności, żalu i trudnych decyzji, których nie chciała podejmować. Dopiero z czasem nauczyła się odcinać przeszłość grubą kreską od teraźniejszości, grzebiąc pod grubą warstwą ziemi wszystkie wspomnienia - te złe wraz z tymi dobrymi. Przymierze w jej codzienności i mundur, który nosiła, przekształciły się w pustkę wewnątrz jej serca i tylko czasem, w chwilach takich jak te, coś w tej pustce dzwoniło, uderzało o jej ściany, boleśnie przypominając o jej istnieniu.
Nigdy nie poddawała w wątpliwość lojalności Vinnet. Lekarka podjęła swoją decyzję nie tylko ze względu na Hawkins, ale też własne wnioski i osobiste pobudki. Ale Jean miała świadomość, że o ile wiele osób na Wraithcie odcięło się od przeszłości tak, jak zrobiła to ona, Veronique ze swobodą wspominała tamte czasy. Utrzymywała kontakt z niektórymi znajomymi, nadal przebywającymi na służbie.
Z trudem uniosła wzrok na kobietę. Nie spodziewała się dostrzec w jej oczach nic poza chłodnym profesjonalizmem, który przejawiał troskę tylko w chwilach oddechu, w trybie nie-pracowym, w którym była teraz. A jednak choć zostawiła przeszłość za sobą, Vinnet była jedną z tych osób, z którymi nie chciała mieć teraz nic do czynienia.
Wypuściła powietrze z ust, czując ból rozchodzący się w jej klatce piersiowej. Każde ze słów wypowiadanych przez lekarkę było dla niej niczym formułka - ta sama, co zwykle, którą koniec końców udawało jej się ignorować z różną skutecznością. Nie zamierzała położyć się w tej chwili na łóżku i spędzić więcej, niż dziesięciu minut w stacji medycznej. Ale brak obcych w zasięgu wzroku w połączeniu z trafnym argumentem utraty przytomności na korytarzu sprawił, że prychnęła pod nosem, podchodząc do znajdującego się najbliżej wyjścia łóżka. Nie zamierzała doprowadzać do sytuacji, w której członek jej załogi napotkałby ją leżącą na wznak na podłodze, a choć chciałaby zaprzeczyć temu, że kiedykolwiek to by się stało, jej obolałe ciało nie potrafiło jej takiego zapewnienia dostarczyć.
Usiadła na nim, nie mówiąc ani słowa, ale odruchowo sięgając do omni-klucza by sprawdzić status statku, jak blisko są o Przekaźnika i czy nikt nie wysłał jej wiadomości pod jej nieobecność. Wszystko, byle umysłem nie pozostać tutaj.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

28 lis 2024, o 20:26

Vinnet przyjęła jej milczącą kapitulację bez słowa, ale też bez śladu satysfakcji czy zadowolenia. Jej twarz pozostała nieprzenikniona i chłodna, gdy zdjęła z blatu terminalu datapad i podążyła za Hawk, jednocześnie odganiając gestem wolnej ręki swoją asystentkę, która skończyła skanować rękę Telvos i spojrzała w ich stronę, otwierając usta, żeby zapewne zaproponować przejęcie diagnostyki kapitan Wraitha. Lekarka wiedziała lepiej kiedy mogła wyręczyć się swoją pomocą medyczną, a kiedy zająć się pacjentem osobiście - szczególnie takim, który prychał przy każdej sugestii leczenia i który chętniej skakał w ogień walki, niż poddawał się badaniom.
- Pancerz - powiedziała tylko zdawkowo, gdy Hawk usiadła na łóżku. Jej czujne tęczówki obrzuciły całe ciało kobiety uważnym, analitycznym wzrokiem, które niemal od razu wykluczyły obrażenia rąk i nóg jako zagrażające życiu kobiety, ale nalegała na obejrzenie żeber, które przyjęły na siebie podwójny cios w trakcie całej wizyty na Valorze. Vinnet była jednak słowna - i zmieściła się w czasie wyznaczonym przez swoje polecenie, najpewniej domyślając się, że każda minuta, która go przekroczy, będzie niczym iskra nad rozlanym jeziorem benzyny. W trakcie tych dziesięciu minut, podczas których zmusiła Hawk do zdjęcia górnej części uzbrojenia, przeskanowała brzuch piratki za pomocą urządzenia podłączonego bezpośrednio do swojego omni-klucza, a także tam gdzie odkryta skóra nieosłonięta przez materiał zaczynała już robić się sina - a takich powoli rozkwitających krwiaków Hawk miała coraz więcej, ujawnianych przy każdym kolejnym, nieodczuwalnym smagnięciu jej skóry promieniem skanera. Każdy cios odłamkiem, każde zderzenie z elementem krążownika, każdy przyjęty pocisk... Wszystko co mogło zakończyć jej życie, wysłużony pancerz zamienił w mniejszą niedogodność, która będzie przypominała jednak o sobie przez kolejne dni, stopniowo zmieniając kolor ku żółtemu spektrum i boląc tępym bólem przy każdym ruchu.
Omni-narzędzie Hawk niestety nie niosło zbyt wiele ukojenia umysłowi, który próbowal znaleźć sobie zajęcie. Wraith zmierzał coraz szybciej w stronę Przekaźnika, którego dzieliła od nich odległość nie więcej niż kwadransa. Jej skrzynka odbiorcza milczała, a systemy statku działały bez zarzutu. Stan alarmowy został zmniejszony i teraz nad systemami broni czuwała tylko część załogi, skupiając się na transferze do bezpiecznego tunelu. Anathema utrzymywała od nich stały dystans i wyglądało na to, że ich systemy uzbrojenia również odwróciły się od Wraitha, skupiając się na przejściu w przestrzeń między układami gwiezdnymi.
Po trzech minutach badań dostała za to krótką wiadomość, która pozbawiona była tematu, ale gdy ją otworzyła, jej oczom ukazał się obrazek salariańskiego lekarza stojącego nad pacjentem leżącym na medycznym stole, z dopiskiem "Proszę się nie martwić! Wykonywałem ten zabieg już tysiąc razy. W końcu musi się udać.". Wiadomość była od Telvos.
- Trzy pęknięte żebra, ale żadnych złamań. Brak większych obrażeń wewnętrznych - oznajmiła Vinnet, gasząc swój omni-klucz gdy dziewiąta minuta dobiegała końca. Wyciągnęła z kieszeni fartucha drobną latarkę i przesunęła jej światłem po oczach Hawk parę razy, badając reakcję źrenic. Cokolwiek w nich dostrzegła, musiała uznać za akceptowalne.
- Możemy dopisać to do rachunku jednego z twoich dziewięciu żyć - dodała lakonicznie, gasząc latarkę i wsuwając ją z powrotem do kieszeni. Pomimo swoich słów, w jej tonie na chwilę pojawiły się łagodniejsze nuty, gdy maskowane zimnym profesjonalizmem zatroskanie na uderzenie serca prześlizgnęło się na powierzchnię, by zaraz z powrotem pod nią zniknąć. Vinnet oznaczyła coś na datapadzie i sięgnęła dłonią do drugiej kieszeni, wyciągając z niej trzy plastikowe słoiczki, które następnie wcisnęła w dłonie Hawk, wywołując grzechot siedzących w środku tabletek.
- Białe na ból, raz dziennie po jednej. Niebieskie dwa razy dziennie po dwie przez co najmniej tydzień. Te są krytyczne, bo to na napromieniowanie, więc nie zapomnij o nich. Biało-pomarańczowe raz dziennie przez cztery tygodnie, na regenerację tkanki kostnej i chrzęstnej. Dostaniesz pełną listę na swoją skrzynkę - poinstruowała ją, ale gdy kapitan chciała cofnąć dłonie, przytrzymała je lekko w swojej i spojrzała jej w oczy z naciskiem. - Jeżeli coś się będzie działo, daj mi znać.
Po tych słowach puściła jej ręce, a następnie wcisnęła jej w dłonie dodatkowo rolkę elastycznego bandaża. Najwyraźniej nie wszystko dała radę zrobić w obiecane dziesięć minut.
- Ma być ciasno, ale nie na tyle, żebyś nie mogła oddychać - powiedziała, wsuwając dłonie do kieszeni fartucha, ale już je tam zostawiając. - Powiedziałabym, żebyś oszczędzała się przez następne osiem tygodni, ale mam przeczucie, że robiłabym to niepotrzebnie - dodała, przyglądając się kobiecie.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

28 lis 2024, o 21:17

Polecenie lekarki, choć zgodne z tym, czego mogła się spodziewać, znów wywołało w niej opór. Zaprzestała poszukiwań swojej zapalniczki, zamiast tego przenosząc wzrok na zaczepy mocujące części ze sobą. Czasem wydawało jej się, że ceramiczna zbroja otulająca jej obolałe ciało była najbardziej potrzebna w chwilach takich jak te - w których przyszło jej zmierzyć się ze skalą obrażeń, których doznała tam, na zewnątrz. Pancerz był jak stalowe rusztowanie, podtrzymujące ją w pionie i utrzymujące w działaniu, ale i błogiej niewiedzy tego, co działo się pod spodem. Wycieńczenie i ból zwykły zlewać się w jeden, stały puls, w którym nie sposób było odróżnić, czy ktoś wbił jej ostrze w plecy czy kopnął w brzuch. Przy automatycznych systemach podtrzymywania życia, czasem warstwa medi-żelu była tak gruba, że różnica stawała się nieistotna.
Wypuściła powietrze przez nos, nim wstrzymała oddech zdejmując z siebie kolejne elementy. Wcześniej usztywniona tkanka teraz zawyła, przekształcając puls w eksplozję rozdzierającą jej obolałe mięśnie na pół. Zacisnęła zęby, zrzucając kawałki ceramiki obok siebie pośpiesznie, jak zrywało się plaster w nadziei na to, że zminimalizuje to ból.
Tyle, że ból nie znikał.
- Świetnie. Zostało mi jeszcze z sześć - odrzuciła mruknięciem, niewidzącym wzrokiem obserwując poczynania kobiety, gdy w jej głowie myśli pędziły jedna za drugą, żadna nie zamierzając się zatrzymać.
Kącik jej ust sam drgnął w górę na widok wiadomości od Telvos. Choć rysunek nie był w stanie przebić się przez całość gówna, które absorbowało teraz jej umysł, dziesięć minut wymuszonej cierpliwości i oczekiwania, aż lekarka skończy pracę, uspokoiło nieco rytm jej oddechu. Wymuszone zatrzymanie wbrew jej woli przyniosło pozytywny efekt, niemniej gdy tylko kobieta skończyła i wyjęła leki, Hawkins jak sprężyna podniosła się na nogi - przypłacając to rozlewającym się po jej boku pożarem.
Dotyk jej dłoni sprawił, że zawahała się, choć tylko na chwilę. Przytaknęła, odbierając od niej leki i pochylając się ostrożnie, zbierając elementy swojego opancerzenia i ruszając do wyjścia z cichym dzięki wyrzuconym przez ramię.
Dopiero na korytarzu odetchnęła, kierując się do swojej kajuty, ale też sięgając do omni-klucza by przekazać kobiecie wiadomość, której nie chciała wypowiadać głośno w obawie o pary uszu ukryte za zasłonami.
Gdy skończysz z resztą, przekaż mi ich status. Łącznie z Anathemą.
W sali przesłuchań jest trzeci załogant Anathemy. Nic jej nie jest, ale możesz przekazać jej tabletki na napromieniowanie.
Wchodząc do wnętrza znajomej kajuty, odruchowo rzuciła części opancerzenia na ziemię, wzrokiem odszukując dron Kestrel. Choć nieaktywny, był dla niej niczym sól w oku, jak gdyby kobieta siedziała teraz przy jej biurku lub na kanapie, korzystając z gościny.
Irytacja znów przemknęła po jej podświadomości. Odkręciła buteleczki, które przekazała jej Vinnet i wysypała prawidłową ilość tabletek na dłoń, wrzucając do ust we wściekłym geście. W spierzchniętym, spragnionym gardle miękkie tabletki były jak kamienie o ostrych krawędziach, jedynie zwiększające jej dyskomfort.
Schowała tabletki do komody w biurku, opadając na krzesło. Instynkt podpowiadał jej, że prysznic, przebranie się w coś, co nie będzie pancerzem i skrywającym siną skórę kombinezonem, przyniesie jej ukojenie i może właśnie przez to zignorowała jego podszepty. Zamiast tego, omni-kluczem aktywowała drona należącego do Kestrel, nawiązując połączenie.
Nawet dyskomfort mógł być narzędziem.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 00:33

Minęło może dwadzieścia minut nim opuściła parujące wnętrze prysznica i skierowała się do wyjścia. Pozwoliła rozpuszczonym włosom opaść falami na swoje plecy gdy kolejne ich spięcie groziło nadchodzącym bólem głowy. Odświeżona, choć ani trochę nie bardziej wypoczęta niż wcześniej, wsunęła na siebie czarne spodnie i szary sweter, przeciwdziałający zmęczeniu napełniającym jej ciało chłodem. Stukot jej butów na niewysokim obcasie odbijał się od ścian korytarzy Wraitha gdy wędrowała prosto do mesy, spoglądając na statek z zupełnie innej, lepszej perspektywy teraz, gdy nie walczyła o każdy oddech. Jego wnętrze wydawało się większe, bardziej przestronne, mniej przytłaczające - nawet jeśli obwiązane bandażem żebra nadal rwały przy każdym zetknięciu jej podeszwy z podłogą.
Nalała do swojego kubka zwyczajową porcję czarnej kawy, tym razem z potrzeby bardziej niż z poszukiwania radości w jej smaku. Przed pójściem do CIB zamierzała zahaczyć w inne miejsce, spodziewając się zastać jednego z gości przytomnego.
Powód chęci poznania nazwiska Rhysa był jedną z tych rzeczy, które zaliczała do drobnych przyjemności. Choć dla niej wydawał się prosty, straciłby swoją magię wypowiedziany na głos.
Imiona uczłowieczały.
W Terminusie zwykła porozumiewać się za pomocą nazwisk lub pseudonimów. Niewiele osób poza członkami jej załogi nazywała po imieniu - wydawało jej się to osobiste, personalne. Nawet jej własne imię brzmiało obco na ustach kogoś, kogo nie darzyła zaufaniem lub szacunkiem. Rhysa nazywała imieniem wyłącznie z konieczności i choć z pewnością nie czuł się z tego powodu ani trochę lepiej, ona zamierzała wyjąć tę drzazgę z własnego palca.
Sprężystym krokiem bezwiednie nadanym jej przez kawę, weszła do stacji medycznej kierując się prosto do dwóch, zasłoniętych łóżek. Osobiście wybrałaby to bliżej wyjścia, dlatego też jego zasłonę odsłoniła jako pierwszą - w nadziei na to, że nie zastanie po drugiej stronie nic traumatyzującego. W takim miejscu zależałoby jej na prywatności, dlatego nie zamierzała jej gościom oferować. Odnajdując brata Kestrel, odczuła echo swojej wściekłości na fixerkę, która z góry założyła po niej najgorsze podczas gdy on korzystał z jej gościny w najlepsze.
- Niestety nie znalazłam w Valorze Hitlera - oznajmiła na przywitanie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Ale od biedy możesz być ty, Castell.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 14:35

Veronique will remember that. młot vs kowadło
A < 10 < B < 50 < C
Rzut kością 1d100:
24


ann < 50 < dariax
Rzut kością 1d100:
65
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 17:46

Długi prysznic łagodził efekty zmęczenia oraz napiętych od adrenaliny mięśni, ale ulga była powierzchowna i tymczasowa. Ciało oswoiło się już z myślą powrotu na bezpieczny pokład okrętu i jego bariery obronne stopniowo zaczynały się kruszyć, poddając postępującemu zmęczeniu, które piratka próbowała trzymać na odległość ramienia swoją siłą woli. Obolałe żebra, pulsujące tępym rwaniem ilekroć się obracała lub próbowała pochylić, stanowiły bicz, który strzelał groźnie ilekroć ospałość i rozluźnienie próbowały zakraść się do umysłu kobiety, pomagając jej zachować trzeźwość umysłu. Pierwszy łyk gorącej kawy natomiast dorzucił do nowe worki z piaskiem do budowanej zapory, ułatwiając utrzymanie palisady i pobudzić myśli, a także pozwalając otulić ciało wrażeniem ponownej świeżości i gotowości do pracy. Nawet jeżeli tylko powierzchownie.
Odpowiedzi na jej wysłane wiadomości przyszły oddalone od siebie dziesięciominutowymi przerwami. Joram niemal od razu wysłał krótkie potwierdzenie, że priorytetowo wyśle kogoś po jej sprzęt, natomiast odzew na jej prośbę do skrzydła medycznego przyszedł już dopiero, gdy kończyła zalewać sobie ciemny napój w mesie. Dariax, drugi lekarz który wspierał Veronique, bez żadnego komentarza załączył do swojej wiadomości dwa raporty lekarskie. Ann nie odpisała, nie dając znaku życia czy w ogóle odczytała jej rozkaz.

Dariax Passerius pisze:#2186_AllardR_01
Wyświetl wiadomość pozafabularną

#2186_CastellR_01
Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wnętrze skrzydła medycznego przywitało ją tym samym przyćmionym światłem jarzeniówek oraz zapachem płynów antyseptycznych i syntetycznej woni innych medykamentów. Vinnet siedziała przy swoim komputerze, wystukując coś na holograficznej klawiaturze, a z pozostałych lekarzy poza nią w pomieszczeniu była jeszcze tylko Ann, która notowała coś na swoim datapadzie. Obie kobiety podniosły wzrok na dźwięk odsuwanych drzwi, ale to spojrzenie młodszej dziewczyny jako pierwsze niemal od razu uciekło spłoszone gdzieś na bok. Veronique przyglądała się w milczeniu jak Hawk rusza w stronę łóżek. Te natomiast ułatwiły jej zgadywanie - tylko jedno z nich było zasłonięte i nie było to to, w którym znajdował się kapitan Anathemy.
Mężczyzna leżał na plecach, a elementy jego pancerza leżały na podłodze przy łóżku, ułożone w zgrabny kopczyk. Ktoś musiał mu dostarczyć jakieś ubranie na zmianę, bo zamiast kombinezonu miał na sobie szare spodnie cargo oraz rozpinaną koszulę spod której wyglądały mnogie ilości bandaży, którymi miał opatuloną klatkę piersiową. Podobne zdobiły jego przedramiona.
Zasłona jego loży była częściowo uchylona, pozwalając mu obserwować resztę sali - lub być obserwowanym przez obie lekarki - a gdy Hawk odsunęła ją szarpnięciem na bok, spojrzenie jasnych tęczówek zatrzymało się na niej w oczekiwaniu.
- Już nie jesteśmy po imieniu, Jean? Ranisz mnie - odsarknął na jej komentarz. Jego wzrok był przytomny i pozbawiony mgiełki otumanienia, która towarzyszyła mu wcześniej - najwyraźniej podane mu środki przeciwbólowe również zrobiły to co powinny - ale na jego dnie pojawiły się iskierki rozbawienia wywołane jej słowami. Ból wrócił jednak, gdy mężczyzna poruszył się ze stęknięciem, zrzucając nogi na podłogę, żeby usiąść. - Myślałem, że jest już poza godzinami odwiedzin.
Jeżeli nie liczyć drugiego łóżka, które było wciąż zasłonięte, a na którym najpewniej leżał biotyk z Anathemy, w sali nie było pozostałych pacjentów. Hawk znała ich jednak wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że Ryana zapewne zwiała od razu jak tylko Vinnet jej pozwoliła, a Stadtford wytrzymał obijanie się w szpitalnym łóżku tylko tak długo, na ile pozwoliła mu potrzeba zapalenia papierosa - coś, czego ich naczelna lekarka nie pozwoliłaby mu zrobić w ich okrętowym szpitalu.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 21:37

Dostrzeżenie stanu, w którym obecnie był mężczyzna, stanowiło dla niej pociechę - a przynajmniej dla tej nieco płytszej części podświadomości, która radowała się w świadomości, że nie było z nią wcale najgorzej. Potencjalny uśmiech z ust starła jej jednak racjonalność i fakt tego, że nieubłaganie zbliżali się do Argos Rho, gdzie mężczyzna spodziewał się znaleźć ich cel - z potencjalną kolejną obstawą.
A jeśli mieli tam lecieć wspólnie i dalej podążać drogą wytyczoną przez Kestrel, żadne z nich nie mogło pozwolić sobie na bycie w tym stanie.
- Nigdy nie byliśmy - odrzuciła beztrosko. Imię wypowiedziane jego głosem brzmiało obco. Uniosła kubek z kawą, upijając łyk gorącego napoju w nadziei na to, że wykrzesa z niego jeszcze więcej energii. Przyglądając się, jak mężczyzna z trudem siada na krawędzi łóżka, nie potrafiła wyobrazić sobie jak w niecałe dziesięć godzin dojdzie do siebie i z powrotem założy leżący na ziemi pancerz. - Wyglądasz jak gówno - dodała z lekkością, której nadała jej wyłącznie przewaga w sytuacji, w której się znaleźli.
Gdyby ich role były odwrócone, a ona obudziła się na pokładzie Anathemy z jej kapitanem radośnie rozpoczynającym godziny odwiedzin, prawdopodobnie rzuciłaby w niego własnym naramiennikiem.
- Przekazałam twojej siostrze, że moja załoga pocięła cię na kawałki i wystawiła organy na aukcji - westchnęła, bębniąc palcami o ściankę kubka. - Przyjęła to całkiem nieźle.
Nieźle było w tej chwili użyte zdecydowanie na wyrost, ale choć nie mogła powstrzymać się przed zgryźliwością, inne słowa cisnęły się na jej usta i wypowiedziała je w następnej kolejności.
- Dlaczego chciałeś przylecieć na Wraitha, Castell? - wycedziła, ignorując potencjalnego załoganta Anathemy tkwiącego na łóżku obok. Jeśli mężczyzna wolał przenieść tę rozmowę gdzie indziej, byłoby to dla niej odpowiedzią samą w sobie.

@Mistrz Areny
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 22:17

Mężczyzna przyglądał się jej w milczeniu i przez chwilę wyglądał jakby chciał wstać, ale ostatecznie tego nie zrobił - prawdopodobnie albo ze względu na swój stan, albo z powodu czujnego spojrzenia Vinnet, które Hawk czuła na swoich plecach. Piratka wystarczająco znała lekarkę, by wiedzieć, że gdy wchodziło w grę życie pacjentów, nieistotny znajdował się ich przydział czy pochodzenie. Zasady wpojone z czasów Przymierza oraz jej studiów medycznych wciąż były w niej żywe, co odróżniało ją od zdecydowanej większości medyków, których można było zatrudnić na rubieżach galaktyki i poza systemami Rady.
- Nigdy nie czułem się lepiej - odparł Rhys, wyzywająco odwzajemniając jej spojrzenie, chociaż było to oczywiste kłamstwo. - Nie wierz lekarzom, zawsze przesadzają.
Za ich plecami Ann podeszła do biurka starszej lekarki i zaczęła rozmawiać z nią przez chwilę o czymś, a po parunastu sekundach Vinnet odprawiła ją machnięciem ręki. Dziewczyna odłożyła datapada, zdjęcia z siebie biały kitel, odwieszając go na haczykach przy wejściu, po czym wymknęła się na zewnątrz, zapewne kończąc swoją zmianę i albo wracając do tej, która zaprzątała jej drugą część dnia, lub po prostu idąc coś zjeść.
Rhys nie odpowiedział od razu na zaczepkę Hawk, ale z jego gardła wyrwało się lekceważące parsknięcie.
- Nie wątpię - rzucił, chociaż w jego wzroku pojawił się cień zamyślenia. Poruszył palcami jednej z rąk, zginając je i prostując, jakby sprawdzał czy obolałe mięśnie nadal działają tak jak powinny. Bandaże na jego przedramieniu napięły się lekko, a kawałek koszuli na barku zsunął się na bok, odsłaniając fragment tatuażu pod jego lewym obojczykiem: czarną piątkę otoczoną niezidentyfikowanymi zawijasami, stanowiącą jednak element czegoś nieco większego, co ukrywało się pod materiałem. - Czyli zaczęłaś znowu z nią rozmawiasz. To dobrze.
Ostre słowa, które kobieta wysyczała w jego kierunku, odbiły się od niego bez efektu. Przyglądał się jej w milczeniu przez długie kilka sekund, nim pokręcił lekko głową.
- Przecież ci powiedziałem. To mój plan przejęcia Wraitha. Właśnie go realizuję, nie widzisz? - zakpił, unosząc rękę i omiatając nią swoje najbliższe otoczenie, jakby chciał zaprezentować swoje postępy. Ten gest jednak musiał sprawić, że coś się w nim naderwało lub odpowiedziało bólem, którego nie były w stanie stępić środki przeciwbólowe, bo skrzywił się lekko nim zdążył to ukryć i opuścił ramię. - Nie miałem żadnych ukrytych powodów, Hawkins - odrzucił, tym razem już normalnym tonem, w który wdały się nuty zmęczenia. - Wydało mi się to praktyczniejszym rozwiązaniem. Uratowaliśmy sobie życie, więc uznałem, że mogę ci chociaż trochę zaufać, a jestem pewien jak chuj, że ty nie zaufałabyś mi pierwsza. Uznaj to za gest pojednania z mojej strony. Mówiłem też prawdę, gdy powiedziałem, że chciałem tym oszczędzić czas. Gdy wchodziliśmy na Valora, to wszystko wskazywało na to, że nie będziesz chciała więcej gadać z Kestrel, więc ustalenie jakiegokolwiek sensownego planu musiałoby poczekać na wylot po drugiej stronie Przekaźnika.
Rhys poruszył się nieznacznie na łóżku. Hawk znała ten podświadomy gest z autopsji - próżna próba człowieka, który usiłuje znaleźć taką pozycję, która bolałaby mniej niż wszystkie pozostałe.
- Poza tym widziałem w plikach godziny odlotu Crusadera i wydawało mi się, że mamy mniej czasu na jego pojawienie się w systemie, więc chciałem oszczędzić nam tej przyjemności. Mogę ratować cię przez krążownikami Hawkins, ale pancernik jednak przekracza moje kompetencje i zainteresowanie - dodał lekkim tonem, któremu towarzyszył prowokacyjny błysk w spojrzeniu.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

6 sty 2025, o 23:15

Nic tak nie odzierało człowieka z osobowości jak godziny intensywnego wysiłku fizycznego i bezpośrednie starcie z kilkutonową konstrukcją w objęciach kosmosu. Odczuła to na własnej skórze, wchodząc na pokład promu jako szkielet własnej siebie, nieskory do przekomarzania się i dalszych złośliwości. Niestety zauważyła, że tak, jak godzinna regeneracja wpłynęła pozytywnie na jej usposobienie i naładowała jej bateryjki odrobiną energii, tak uczyniła dokładnie to samo z siedzącym przed nią mężczyzną.
Z każdym kolejnym wypowiadanym przez niego słowem przypominała sobie o irytacji, którą wzbudzał jego nieznośny charakter. Uniosła kubek do ust by powstrzymać się przed kolejną, ciętą uwagą, ale gorzki posmak napoju nie zmył jadu, który cisnął się na jej usta na dźwięk jego słów.
- Radziłam sobie dość nieźle - wtrąciła lekko, niezdolna do powstrzymania się jak osoba pogryziona przez komara nie była zdolna powstrzymać się przed ciągłym drapaniem. - Dobrze wiedzieć, że nie jest to związane z twoją mieszaną załogą - dodała naśladując jego beztroski ton. - Słyszałam same dobre słowa o Val. Brzmiała na skłonną do kooperacji dowódczynię.
Coś w jej wnętrzu aż zadrżało z budzonej do życia furii. Nie znała drugiego człowieka, który nawet przykuty do łóżka potrafił doprowadzić ją do szewskiej pasji w ułamku sekundy, w kilka nadwyżkowych słów, które nie powinny zostać wypowiedziane. W głębi ducha wiedziała, że najlepszą metodą na jego złośliwość była cisza. Nie było skuteczniejszej broni niż okazywanie braku zainteresowania przeciwko komuś, kto szukał wyłącznie zaczepki.
Ale jej cichy głosik rozsądku natychmiast tonął we wspomnieniach bitwy, która odbyła się w Maskim Xul. Bitwy, którą on zaproponował, i w której jego okręt nie miałby najmniejszych szans bez podstępu opracowanego przez nią, bez przejęcia systemów przez jej okręt i wsparcia jej dronów. Nie mówiąc o strzale w plecy dodanym dla wiarygodności.
Zduszenie w sobie każdego z tych oskarżeń kosztowało ją więcej, niż podejrzewała. Gdy uśmiechnęła się ostentacyjnie, kącik jej ust zadrżał w braku posłuszeństwa.
- Nie wiem, gdzie bylibyśmy teraz gdyby nie twój szlachetny ratunek - przyznała teatralnie, ignorując kosmyki włosów, które wyślizgnęły się zza jej ucha przy jej energicznym potaknięciu. Pochyliła się w jego stronę, zmniejszając dystans komfortowy dla ich obojga. - Myślę, że powinieneś nabrać sił - dodała z udawaną troską, gdy jej dłoń powędrowała do jego lewego ramienia. Pchnęła je do przodu z całą siłą, jaka została w jej uszkodzonym barku, mając nadzieję, że lądowanie na twardym, szpitalnym materacu będzie dla niego równie niekomfortowe, jak dla niej życie z tą wściekłością w sercu. - W końcu będziemy cię znów potrzebować.
Wyprostowała się, mocniej zaciskając dłoń na swoim kubku z kawą. Pokusa by odwrócić się i wyjść w tym momencie była niemal przytłaczająca, ale zamiast tego westchnęła ciężko.
- Moja załoga zajmie się analizowaniem danych pozyskanych przez Valora - oznajmiła pogodnie, zerkając na swój omni-klucz jakby czekało ją tam coś interesującego. - Przekażę ci skróconą wersję gdy już wydobrzejesz.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

7 sty 2025, o 18:31

Rhys parsknął pod nosem, zadzierając brodę wyżej, żeby móc na nią patrzeć z dołu. Nie wyglądało na to, żeby komentarz o mieszanej załodze trafił na podatny grunt - albo po prostu maska kapitana Anathemy była lepsza niż ta, którą przywdziewała jego siostra. Nietypowa załoga jego okrętu stanowiła odbicie Terminusa, ale nie tego, który stanowił kolebkę chaosu, wolności i własnych zasad, a tego nowego tworu, który wyłonił się z cienia swojego poprzednika, dojrzewając i ewoluując w nim poza zasięgiem osób z zewnątrz. Frakcje SST dogadywały się ze sobą bo musiały, ale chociaż przedstawiały wspólny front, to Hawkins znała prawdę - zarówno tą, którą wyjawiała jej czasami Kestrel, jak i tą, którą było słychać w szeptach na ulicach Omegi, pijackich opowieściach ludzi, którzy popili zbyt bardzo, by trzymać język za zębami, czy też w zwykłych plotkach krążących od ust do do ust, powstając z dymu i mitów.
- Świetnie. Może w takim razie pozwoli ci dołączyć do Anathemy - odparował bez zawahania, wytrzymując jej spojrzenie i oddając od razu cios w niemal naturalnym odruchu, robiąc to jeszcze nim umysł zarejestrował impuls powstały po usłyszeniu odpowiedzi swojej rozmówczyni. Kiedy pochyliła się w jego stronę, on wbrew wszelkiemu rozsądkowi zrobił dokładnie to samo - jak człowiek, który przysuwa się do rozprzestrzeniającego się ognia zamiast się cofnąć, rzucając mu wyzwanie. Ignorując instynkt przetrwania, który sugerował coś odwrotnego, na rzecz wojowniczego zarzucania swojej rozmówczyni blefu, pustej groźby, której nie będzie w stanie spełnić albo wręcz drażniąc ją, żeby spróbowała. W jego jasnych tęczówkach iskrzyły prowokacyjne nuty, a po ustach błąkał się kpiący uśmiech, gdy niemal zetknęli się nosami. Z tak bliskiej odległości po raz pierwszy dostrzegła, że jego tęczówki stawały się tym jaśniejsze, im bliżej środka oka się znajdowały; przy samej krawędzi czarnej źrenicy błękitne włókna były niemal białe, tworząc skomplikowaną, niemal fraktalową koronę dookoła niej.
Dopiero, gdy niespodziewanie "przyznała mu rację", w jego oczach na sekundę pojawiło się zaskoczenie i wręcz cień rozczarowania. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zdążył. Kiedy położyła na jego ramieniu dłoń, poczuła pod palcami i pod materiałem koszuli jak jego mięśnie napinają się w zaskoczeniu lub bardziej naturalnej, bojowej reakcji. Nagłe pchnięcie sprawiło, że w jego ciele musiał odezwać się ból, który popchnął go do tyłu, tak jak planowała. Jej własne ramię odezwało się podobnym, pulsującym rwaniem, ale osiągnęła to co miała osiągnąć.
A przynajmniej częściowo.
Rhys, podobnie jak ona, był żołnierzem. A niektóre odruchy wychodziły poza granicę tych, które mógłby przesłonić ból czy zaskoczenie. Kiedy pchnęła go na materac, mimowolnie sięgnął do przodu - być może żeby czegoś się złapać lub żeby odpowiedzieć atakiem na atak, gdy pamięć mięśniowa wzięła górę nim reszta myśli zdążyła nadążyć za umysłem otulonym lekami i zmęczeniem. Jego palce zacisnęły się na materiale pierwszej rzeczy, którą znalazł. Jej szarego swetra.
Łóżko zatrzeszczało w proteście, gdy niespodziewanie poczuło na sobie wagę dwóch osób, nie będąc do tego przystosowanym. Pęd Hawk i większa masa mięśniowa kapitana Anathemy zrobiły swoje, gdy na krótką chwilę oboje zostali zalani przez impulsy bólu naderwanych mięśni i obolałego ciała. Rhys stęknął, gdy piratka na nim wylądowała, wbijając mu łokieć w ranne ramię; jej własne żebra zawyły w proteście, gdy jej ciało poruszyło się zbyt agresywnie niż planowało, lądując na mężczyźnie i odbierając na chwilę dech.
Gdzieś w trakcie tej krótkiej szamotaniny pusty kubek Hawk zniknął z jej dłoni, upadając na posadzkę i tocząc się pod łóżko.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

7 sty 2025, o 23:10

Wiadomość od fixerki była niczym bożonarodzeniowy prezent, który odnalazł drogę prosto pod jej choinkę. W niestabilnym okresie, jaki do Terminusa przyniosło rozpoczęcie wojny, spełniała wszystkie kryteria gwiazdki z nieba. Obrzydliwie bogata i skłonna zapłacić ekstra za dyskrecję i możliwie najlepsze wykonanie zlecenia. O ugodowym usposobieniu, dzięki któremu współpraca z nią mogła być wręcz przyjemna - w przeciwieństwie do wielu innych. Cerberus był drzazgą w jej palcu, a Neptun ciosem prosto w serce. Jednak choć każda myśl wędrująca w tamtym kierunku wywołała w niej wściekłość, wiedziała, że jak wszystkie te niepożądane, z biegiem czasu zaczęłaby trzymać je na wodzy. Wdrażać plan przekształcający Wraitha w coś nowego, coś lepszego, co - w przeciwieństwie do niej - nie targałoby już przeszłości za sobą jak opuszczonej kotwicy.
Kestrel była łagodna, ceniąca wartościową współpracę ponad pieniędzmi. Wiedziała, że byłaby w stanie owinąć ją sobie wokół małego palca z biegiem czasu. Gdyby nie on.
Arogancki, nieskory do jakiejkolwiek kooperacji, podejrzliwy, oceniający ją najgorszą miarą dotychczasowych doświadczeń w Terminusie, nieposłuszny swojej siostrze i komukolwiek innemu. Castell był cierniem w jej boku od pierwszej ich interakcji, każdy oddech wykorzystywał na złośliwość bądź prowokację, jakby jego usta nie były stworzone do niczego innego. Nawet ich współpraca była przepychanką, w której jak na złość zawsze dostrzegał na horyzoncie granicę, nigdy jej nie przekraczając. Był jak boska kara, przeciwwaga dla idealnego zleceniodawcy i przekształcająca proste czynności w utrapienie.
Jej otumanione zmysły nie spostrzegły męskiej dłoni wystrzeliwującej w jej stronę, mózg nie zarejestrował jej nawet gdy palce zacisnęły się na materiale swetra. Jej ciało pomknęło do przodu a wszystkie epitety, którymi w myślach obrzucała mężczyznę, zniknęły pod wpływem zaskoczenia.
Pozostał z nich tylko bezczelny.
Ból w żebrach wydarł dech z jej piersi tak nagle, że nawet nie dostrzegła zmiany swojego położenia. Gwałtownie nabierając powietrze do płuc skrzywiła się, dusząc jęk bólu poszukujący ujścia. Jej mięśnie podświadomie napięły się w reakcji na ogień płonący na powrót w trzewiach podczas gdy przerażająca świadomość tego, co przed chwilą się stało, przedarła się przez barierę szoku.
Zamarła w miejscu, wściekle zadzierając głowę do góry by móc na niego spojrzeć. Jakikolwiek chłód, który czuła wcześniej, wyparował instynktownie przepędzony przez gorejącą w środku złość. Zastanawiając nad tym, jak dziecinnym i nieznośnym człowiekiem musiał być, powiodła wzrokiem po męskiej twarzy. Twarzy, która znalazła się zdecydowanie zbyt blisko w kontekście oszczerstw, które zapragnęła w jej stronę kierować. Gdy ciało zastygło szukając wyciszenia w niespodziewanej fali bólu, jej spojrzenie błądziło po ostrych rysach. Drobnych bliznach, których dziesiątki podobnych zdobiły jej własną skórę. Oczach przypominających korony górskich szczytów na tle błękitnego nieba lub błyskawicy oglądanej za dnia. Podczas gdy jej umysł przebierał w epitetach zastanawiając się, którym z nich obdarować go w pierwszej kolejności, jej wzrok zatrzymał się na ustach obok.
- Jesteś najgorszą rzeczą, jaka mnie spotkała - wściekle wydusiła w ich stronę. Napięcie, które ją ogarnęło, jedynie wzmagało pulsowanie w żebrach. Dmuchnięciem odsunęła kosmyk włosów, który uparcie wpadał jej w oko i poderwała się z miejsca. Nie uczyniła mu przy tym łaski wsparcia na materacu czy ramie łóżka - odepchnęła się od jego obandażowanego ciała tak, jak na nim leżała. Dopiero gdy jej nogi znów znalazły się na podłodze, odetchnęła głęboko, ignorując lament potłuczonych żeber i rwące doznania w barku.
- To był bardzo drogi kubek. Dorzucę twojej siostrze do rachunku - rzuciła ironicznie, ignorując bębnienie serca w otłuczonej klatce, w której było schowane.
Kubek prawdopodobnie kosztował całe pięć kredytów.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

8 sty 2025, o 20:29

Czas niemal zatrzymał się na tą krótką chwilę, która wypełniła wnętrze skrzydła medycznego nienaturalną ciszą. Nawet ciche mruczenie szpitalnych urządzeń zamarło na uderzenie serca, jakby wszystkie wstrzymały oddech w szoku lub oczekiwaniu na nadchodzącą eksplozję. Z gardła mężczyzny wyrwało się krótkie stęknięcie bólu, które również zostało ucięte w połowie, gdy jego własny umysł także podgonił fakty oraz to co się wydarzyło. Piratka czuła pod sobą jak jego mięśnie się napinają, a ciało zamiera, gdy wbrew zwyczajowym reakcjom na zagrożenie, tym razem zaskoczenie było zbyt wiele i sparaliżowało je zamiast pobudzić do działania. Pod palcami jednej z dłoni wyczuwała przez jego koszulę materiał bandaża, którym miał opatuloną klatkę piersiową, a także echo bicia serca, które teraz również zatrzymało się w miejscu, gubiąc jednolity rytm.
Kiedy podniosła na niego wzrok, napotkała jego własny. Gdy ona przyglądała mu się przez te kilka boleśnie długich sekund, rozpaczliwie szukając odpowiednich epitetów, on robił to samo; zamarł w bezruchu i nawet jego pierś nie unosiła się od oddechu, podczas gdy jego wzrok przesunął się po jej tęczówkach, nim opuścił się niżej.
- A ty jesteś... - Niemal widziała jak tryby w jego głowie pracują, próbując desperacko znaleźć jakąś odzywkę, która odpowiednio by ją podsumowała. Jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych, błyskawicznych odszczeknięć, teraz ta nie nadeszła od razu. - ...niemożliwa.
A gdy nadeszła, nie była o wiele lepsza.
W spojrzeniu Rhysa błysnęła skonfundowana frustracja tym faktem, jak tylko sobie go uświadomił, ale tą niemal od razu zastąpił ponowny błysk bólu, gdy czerwonowłosa odepchnęła się od niego, zyskując kilka sekund oraz możliwość wstania. Mężczyzna wymruczał coś niecenzuralnego i spróbował usiąść, również ignorując swoje obrażenia; ostatecznie jednak podparł się tylko na jednym ramieniu, sztyletując ją spojrzeniem z poziomu łóżka.
- Sama go sobie zbiłaś - odparował w tym samym tonie.
Cisza wypełniająca pomieszczenie nie zniknęła, a jakimś cudem wręcz stała się jeszcze głębsza. Sprzęt medyczny pracował cicho, ale nieśmiały szmer wydawał się wymuszony, nienaturalny. Za zasłoną drugiego łóżka ktoś się poruszył; nawet krótki szelest materaca wydawał się ostrożny, jakby bał się przerwać zmieszane milczenie. Rhys odkaszlnął w końcu, jakby napierająca cisza zaczęła mu doskwierać.
- Jeżeli chcesz, to sam ci go odk... - zaczął mówić, ale urwał, gdy na ich oboje padł cień od strony zasłony. Vinnet stanęła w progu, trzymając przed sobą luźno datapad i zatrzymując kamienne spojrzenie na Hawk, nim przesunęła je na Rhysa, a potem z powrotem na swoją kapitan.
- Jeanette. Panie Castell. - Jej przywitanie było lakoniczne i neutralne, ale niosło w sobie cień niewypowiedzianej groźby. - Czy mam wam obojgu przypomnieć, że w mojej rekomendacji wyraźnie zaznaczyłam brak wszelkiej aktywności fizycznej w najbliższym czasie?
Wyraz jej twarzy był nieprzenikniony i surowy, ale gdy wzrok lekarki na chwilę zatrzymał się na Hawk, ta mogła przysiąc, że coś w jego wnętrzu błysnęło rozbawione. Gdyby nie wiedziała lepiej, to można byłoby odnieść wrażenie, że groźba nie była tylko groźbą, ale uniesiony kącik ust był zbyt delikatny, by wziąć go za pewnik, a nie za wymysł wyobraźni. Vinnet niemal od razu skrzyżowała ramiona, spoglądając wyczekująco i z wyraźnym naciskiem na Hawk.
- Dano mi do zrozumienia, że będziemy lecieć co najmniej dziesięć godzin. Oboje potrzebujecie odpoczynku, a ja również chciałabym w końcu stąd wyjść i coś zjeść, zamiast pilnować żeby zapasy, które zużyłam na naszych niespodziewanych pasażerów oraz załogantów, włączając w to ciebie, nie poszły na marne. Wasze przesłuchania mogą poczekać.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

9 sty 2025, o 10:12

Zaledwie chwilę wcześniej miała na końcu języka komentarz na każdą potencjalną zaczepkę, a tym bardziej zachowanie niezależnie od bólu rozchodzącego się po jej żebrach i mięśniach. W tej chwili, choć gorąco rozprzestrzeniało się po jej ciele ze skutecznością leśnego pożaru, w głowie dźwięczała jej pustka. Przyczyna utkwiła gdzieś pomiędzy tępym, pulsującym bólem w żebrach a szaleńczym dudnieniem serca, a kobieta poderwała się zbyt szybko by choćby spróbować ją zlokalizować.
- Elokwentne - skwitowała kpiąco, choć sama wydusiła z siebie niewiele więcej. Pośpiesznie rozprasowała materiał szarego swetra ręką, jakby spodziewając się na nim śladów dłoni. Echo nadchodzących kroków docierało do niej zza grubej zasłony gdy spoglądała na wymierzone w nią błękitne tęczówki. Mierząc go wzrokiem czuła, jak jej klatka piersiowa unosi się w górę i opada w dół w tempie nieadekwatnym do zwykłego stania w stacji medycznej - a żebra pulsują w tym nieznośnym rytmie.
Odwróciła się w stronę Vinnet, natychmiast przypominając o obecności kobiety i drugiego pacjenta schowanego przed zasłoną. Znużenie, które wzięło jej ciało we władanie - a które próbowała usilnie przepędzić kawą - zniknęło jak za ruchem magicznej różdżki. Jej mięśnie szarpały pomimo połkniętych tabletek przeciwbólowych, a jednocześnie rozsadzała ją energia. Sweter stał się zbyt gruby, zbyt gorący, płonęła w jego wnętrzu i zwalczyła instynkt, by zerwać go z siebie zamieniając na cokolwiek cieńszego.
- Czuję się świetnie - warknęła w odpowiedzi do Vinnet. Jej bark szczypał tak mocno, jakby ktoś przed sekundą go nastawił. Ignorując zdrowy rozsądek, wyprostowała się dumnie jak struna. Z bólu aż zaschło jej w gardle, a cala wilgoć napłynęła do oczu póki nie przepędziła jej kilkoma mrugnięciami. - Ale skoro szykujesz się do wyjścia, powinnaś rozważyć przykucie pana Castella do łóżka.
Odgarnęła splątane włosy z powrotem do tyłu, nabierając ogłady, która z jakiegoś powodu na krótką chwilę zupełnie ją opuściła. Obróciła głowę w jego kierunku, leniwie przesuwając wzrokiem po jego leżącej sylwetce.
- Dla jego własnego bezpieczeństwa - dodała, uśmiechając się lekko w jego kierunku nim wyminęła lekarkę, ruszając w stronę wyjścia.
Starała się nie dostrzegać sprężystego kroku i odrętwienia, które nadal krążyło w jej ciele. Nie brakowało jej już kawy, wcześniej ledwo pobudzającej ją do stawiania kroków przed siebie. Ignorując zagubiony gdzieś pod łóżkiem kubek, który ktoś inny z pewnością podniesie, ruszyła prosto do sali odpraw by streścić wszystko to, co powiedziała Kestrel, pozostałym.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13243
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

10 lut 2025, o 14:44


Adrenalina - podobnie jak kofeina - potrafiła podtrzymywać ciało tylko do pewnego stopnia. Gdy zaczynało jej braknąć, mury powstrzymujące zmęczenie naprężały się i w końcu puszczały. Bezpieczna sala odpraw i siedzenie w towarzystwie swoich zastępców oraz znajomego, gryzącego zapachu papierosów, stanowiły mieszankę, która sygnalizowała ciału, że może się rozluźnić, dezaktywować swoje systemy obronne i zluzować wyjący czerwony alarm, którzy narzucał nieustanną czujność oraz poczucie zagrożenia. Nawet w trakcie konwersacji, którą odbywali, piratka czuła jak przez szczeliny wywołane postępującym działaniem środków przeciwbólowych zaczyna przebijać się wyczerpanie. Każde uderzenie, które otrzymała zarówno na pokładzie Valora jak i w kosmosie poza nim, teraz pulsowało leniwie pod znieczulającą maską leków, coraz mocniej popychając umysł w stronę zmęczonego otępienia.
Może dlatego, gdy wyczekiwała spojrzenia od strony Nephietta, otrzymała nie jedno - a dwa. Mężczyźni zerknęli na siebie, po czym spojrzeli na Hawk.
- Masz na myśli Sykesa, prawda? - poprawił ją delikatnie Scott po chwili milczenia, po czym również odsunął swoje krzesło. Jeżeli jej pomysł nie był najrozsądniejszy, to jej zastępca postanowił to na razie przemilczeć, a zamiast tego tylko skinął głową, dając znać, że się tym zajmie.
- Faktycznie idź odpocząć, Hawk. Tylko dlatego, że wyglądasz okropnie, daruję ci żarty o tym, że po tylu latach też nadal nie wiesz jak Scott ma na nazwisko - rzucił John, ale nie wrzucił w swoje słowa zbyt wiele serca. Machnął im na pożegnanie, znikając na korytarzu; Nephiett wyszedł z sali razem z Hawk, towarzysząc jej przez kilka pierwszym skrzyżowań, nim również odbił w swoją stronę, zostawiając ją w samotności na ostatni odcinek jej podróży.
Po przekroczeniu progu jej kajuty, jej organizm zwyczajnie się poddał, oddając lejce w ręce autopilota. Nie zarejestrowała kiedy znalazła się na łóżku, ale zmęczenie niemal od razu wepchnęło ją w objęcia snu - co okazało się zarówno niezwykle potrzebne, jak i w pewnym sensie zbawienne. Koszmary przegrały z jej wyczerpaniem i jeżeli tej nocy ich doświadczała, to żaden z obrazów nie pozostał w jej głowie po przebudzeniu, poza świadomością ciągłego spadania oraz zaciskającej się dookoła niej lodowatej czerni. Ta jednak zaczęła wykruszać się z jej pamięci, gdy tylko otworzyła oczy, a ciało odezwało się tępym, pulsującym bólem, którego już nie powstrzymywały środki przeciwbólowe.
Światło omni-klucza raziło ją w oczy niemal w taki sam sposób, jakby cierpiała na alkoholowego kaca i chociaż krótki sen pozbawił ją największego zmęczenia, to był zdecydowanie niewystarczający do pełnego odświeżenia. Jej organizm czuł się poturbowany, co z pewnością było w równym stopniu jednym z efektów promieniowania, którego doświadczyła, co i bycia bombardowanym mikroodłamkami Valora, gdy ten rozpadł się dookoła nich. Jej skrzynka pocztowa okazała się jednak zawierać kilkanaście różnych wiadomości - większość z nich miała niski priorytet i dotyczyła ogólnego stanu okrętu, raportów oraz jej ogólnych obowiązków jako kapitana, ale kilka ostatnich było od Adamsa - rozdzielone były mniej więcej trzydziestominutowymi odcinkami czasu, a ostatnia byłą datowana na dwie godziny temu.

John pisze:Jestem przekonany, że lodowa królewna jest lesbą.
John pisze:Remy sprzedał mi swoją historię życia. Nie wiem czy cokolwiek z niej jest istotne, ale cała załoga Anathemy pochodzi z Terminusa i to w dodatku z różnych frakcji. Mają tam u siebie niezły cyrk, ale według niego wszyscy są lojalni Kestrel.
John pisze:Jednak nie wszyscy są z Terminusa. Rememu wymsknęło się, że Lodowa Królewna służyła w linii E. I jednak potrafi mówić.
John pisze:Tyle gadania i jednak Remy gówno wie o ich misji. Mam wrażenie, że Królewna też, bo chociaż ignorowała nas przez większość czasu, to gdy sprowadzałem do tego temat, zaczynała patrzyć czujnie jak jastrząb.

Pośród wiadomości znajdowała się również pojedyncza od Nephietta, krótko potwierdzająca, że rozmawiał z Voodoo i jej pomysł wypuszczenia drona nie jest wykonalny oraz druga, od Virictusa, o naprawieniu jej pancerza, który znalazła pod swoimi drzwiami jak tylko ogarnęła się i wyszła na korytarz. Zbrojmistrz zajął się jej uzbrojeniem i nawet, gdy odkładała go do pokoju, dostrzegła, że po uderzeniach odłamków oraz ciosie fragmentem stalowych drzwi, nie ma na nim śladu. Wgięte elementy zostały wyklepane i uzupełnione, a zdarty lakier poprawiony - chociaż gdy przesuwała po nim palcami, wciąż wyczuwała lekkie, powierzchniowe nierówności, stanowiące echo wielu napraw i jeszcze większej ilości uszkodzeń.
Kiedy dotarła do skrzydła medycznego, leki przeciwbólowe wreszcie zaczynały powoli działać. Drzwi rozchyliły się przed nią, a w środku zastała znajome pomieszczenie oraz sterylny zapach medykamentów, który uderzył w nią jak tylko przekroczyła próg. Już po pierwszym rzucie oka zauważyła, że w środku nie ma Vinnet - jej miejsce zajęła jej pomocniczka, która z początku nawet nie zauważyła jej nadejścia, zbyt skupiona na przeklikiwaniu jakichś danych na ekranie lekarskiego terminalu.
Od razu zauważył ją za to kapitan Anathemy, który siedział półleżąco na swoim łóżku z poduszką podciągniętą pod plecy i czytał coś na swoim omni-kluczu. Jego wzrok od razu podniósł się znad ekranów, gdy drzwi się rozsunęły, a gdy dostrzegł piratkę, wygasił swoje omni-narzędzie. Na szafce obok jego łóżka stały trzy puste opakowania po posiłkach oraz do połowy pełna szklanka z wodą.
- Posiłki w twoim hotelu pozostawiają wiele do życzenia, Hawkins - rzucił ku niej na powitanie. Jego wzrok pozostawał jednak czujny, gdy śledził ją jak podchodziła; otaksował ją wzrokiem, być może oceniając jej stan lub nastrój. - Ile zostało nam czasu do Argos Rho?

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2958
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 185.987
Medals:

Re: Stacja medyczna

11 lut 2025, o 13:57

Nie spodziewała się, by Adams wyciągnął zbyt wiele z załogantów Anathemy i nie zaskoczyła się zbyt mocno czytając jego wiadomości. Odnotowała w swojej głowie, że Kimye należała kiedyś do linii E - co potwierdzało jej przypuszczenia, które wysnuła na pokładzie Valora, jakoby ich dwójka z Rhysem należała kiedyś do Przymierza. Odróżnienie żołnierza od wychowanego w Terminusie najemnika nie należało do zbyt trudnych zadań.
Przeniosła swoje opancerzenie do kajuty, zaciskając zęby gdy któryś z ruchów okazał się zbyt gwałtowny. Błyszcząca powierzchnia ceramiki stanowiła małe pocieszenie - jeśli będzie jej potrzebować, ma ją do dyspozycji od razu. Małe zadanie zapisane w jej podświadomości zostało odhaczone jako wykonane.
W drodze do stacji medycznej, zahaczyła o mesę. W oczekiwaniu na swój kubek kawy, odpisała krótkie potwierdzenie Adamsowi i Nephiettowi. Przez myśl przeszło jej, by wziąć kawę również dla Castella - i niemal tak szybko, jak wleciała jej do głowy z jednej strony, wyleciała z drugiej. Sama idea tego, że za dwie godziny miałaby wkładać pancerz i rzucać się do walki z pancernikiem wprawiała ją w złość - a całość tej idei przypisywała jemu.
Przed snem, zmęczona i na swój sposób przekształcona tym zmęczeniem w bardziej ugodową, była gotowa chwycić za butelkę alkoholu i spróbować porozmawiać z nim nad nim. Nad ranem, gdy jej mięśnie były obolałe, a czas do celu kurczył się coraz bardziej, skłaniała się bliżej w stronę przykucia go do krzesła w sali przesłuchań i wyszarpania odpowiedzi.
- Przykro mi - odpowiedziała nieszczerze, przystając w pewnej odległości od jego łóżka, wiedziona instynktem samozachowawczym, którego poprzedniego wieczora jej zabrakło. Uniosła kubek z napojem do ust, zastanawiając się chwilę, czy drugi nadal leżał gdzieś pod jego łóżkiem. - Zaoferowałabym ci kawę, ale zaręczam, że jest jeszcze gorsza - dodała beztrosko, w tej kwestii całkowicie kłamiąc, i ruszyła do wolnego stanowiska któregoś z asystentów Vinnet, podbierając mu krzesło. Przysunęła sobie mebel nieopodal jego łóżka, opadając na siedzenie.
- Niecałe dwie godziny - odrzuciła, z trudem tłamsząc w sobie potrzebę konfliktu już na samym początku ich rozmowy. Uruchomiła omni-klucz, zerkając jeszcze raz na dane wyciągnięte z Valora przez Sayię - a później machnięciem ręki rzucając je w stronę jego urządzenia. - To naszej techniczce udało się wyciągnąć z pakietu danych, który pobraliśmy z mostka.
Rozsiadła się wygodniej, zakładając kostkę nogi na kolano drugiej. Gorący napój stanowił jakiś komfort, ale czuła mrowiący u podstawy czaszki ból głowy, z którym rozpoczynały walkę przeciwbólowe od Vinnet.
- Widziałeś tam coś jeszcze? - dodała, czekając, aż mężczyzna zaznajomi się z treścią.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Wróć do „Wraith”