Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.
Stosunkowo niepozorny wieżowiec położony na rubieżach Nos Astry zawdzięcza swoją nazwę firmie, której stanowi siedzibę. Ten dość niski jak na swoją okolicę dwudziestopiętrowiec otoczony jest wyznaczoną, małą zamkniętą przestrzenią powietrzną mającą na celu zabezpieczenie siedziby przed szpiegostwem przemysłowym. Większość jego pięter posiada przeszklone okna, lecz są one barwione i nieprzejrzyste, odbijając zamiast tego obraz świata zewnętrznego jak jak weneckie lustra. Budynek posiada dwa lądowiska - jedno, dostępne dla pracowników i położone na parterze, oraz drugie, prywatne na dziewiętnastym piętrze. Obu lądowisk i każdego wejścia strzeże wynajęta ochrona.
Kamaris jest jedną z wielu biotechnologicznych firm na Nos Astrze. Powszechnie znany w swojej branży jako twórca podzespołów wykorzystywanych do protez i wszczepów, jednocześnie nie posiada bezpośredniego połączenia z konsumentem, co dla postronnych obserwatorów czyni firmę dość anonimową. Wewnątrz jej siedziby opracowywana jest nowa technologia, ale według extranetu, produkcją części zajmują się fabryki położone w innej części planety.
Wieżowiec posiada niecodzienną na Illium architekturę i niekonwencjonalne rozwiązania nawiązujące do Ziemskiej historii. Z daleka podziwiać można jego pokaźne tarasy, przekształcone w małe ogrody z fontannami będące do dyspozycji pracowników w ich wolnym czasie.
Nos Astra była dokładnie taka, jaką ją zapamiętała.
Śluza wypuściła ich do jednego z małych, prywatnych doków o otwartym układzie. Deptak lądowiska nie miał sufitu, dzięki czemu ciepły, letni wiatr wsunął się pod kaptur Fel, ogrzewając jej zmarznięte policzki. W powietrzu unosił się zapach miasta, rozgrzanego betonu i wyperfumowanych wnętrz, których zapach wydostawał się z okien wprost na wolne powietrze.
Nie dane było im przejść do wyjścia, prowadzącego do głównego gmachu doków. Oddział żołnierzy Sojuszu ruszył do zaparkowanej na lądowisko, prywatnej taksówki. Niczym nie wyróżniała się od innych środków transportu, które widywała na Illium. Być może nieraz przemknął obok niej prom wiozący opancerzonych terrorystów, jak nazwałyby ich tabloidy, a ona nie miała kompletnie pojęcia.
Atmosfera w oddziale, a później wewnątrz promu, różniła się w zależności od członka zespołu. Część osób, w tym Cassian, na twarzach miało powagę, a ich spojrzenia czujnie rozglądały się dookoła. Barczysty mężczyzna, który odeskortował ją do sali odpraw - z rozmów wynikło, że nazywał się Barnes - żartował w najlepsze z towarzyszem. Dobry humor udzielał się również Lexi. Gdy Fel dokończyła swoją kawę i została z problemem kubka, którego nie było gdzie położyć, zaoferowała swoją pomoc.
- Daj, ja się tym zajmę - rzuciła lekko, wyciągając kubek z dłoni blondynki i, gdy Cassian nie patrzył w jej stronę, przerzuciła go przez ramię - za barierkę deptaka, prosto w otchłań niższych kondygnacji doków, gdzie prawdopodobnie nawet mocny kompozyt miał nie przeżyć spotkania z ziemią kilkaset metrów dalej.
Spojrzenie Daharisa momentami uciekało w jej stronę - wtedy, gdy sama nie spoglądała w jego kierunku. Choć nie była w stanie tego stwierdzić, wyczuwała na sobie intensywny wzrok szaroniebieskich tęczówek, który umykał jeśli tylko chciałaby spróbować go odwzajemnić - czego pewnie nie zamierzała robić.
Miasto błyszczało w złotych promieniach słońca daleko pod nimi gdy mknęli jednym z korytarzy powietrznych do ich celu. Lexi wyjaśniła jej pod nosem, że lecieli na spotkanie w siedzibie firmy, którą zarządzała Aaliyah - a zarazem jednego z frontów Orchis. Reszta nie mówiła na temat ich celu kompletnie nic.
Kamaris nie wyróżniał się na tle innych wieżowców - przynajmniej nie z daleka. Dopiero gdy prom obniżył swój lot, kierując się do wysokiego lądowiska na przedostatnim piętrze budynku, spostrzegła zieleń wyzierającą gdzieniegdzie z balkonów. Ściany wieżowca były przeszklone, ale szkła wyglądały na weneckie, ciemne - odbijały świat na zewnątrz, nie przepuszczając wścibskiego wzroku na drugą stronę.
Na okrągłym lądowisku dostrzegła szóstkę białych figur, tkwiących w równych odstępach wokół perymetru płyty. Wyglądali na gotowych na przyjęcie ich promu.
- Lexi - warknięcie Cassiana przeszyło prom, gdy ten zniżał się do lądowiska. Dopiero wtedy Iris dostrzegła, że kobieta ma w ustach różowego lizaka - coś, co z pewnością odróżniało ją od siedzącej obok Fel.
Westchnęła ociężale, z cichym no już, już, sięgnęła do kieszeni. Miały wyglądać jednakowo - więc wyciągnęła drugiego lizaka w stronę blondynki, uznając to za sprawę załatwioną. Jeśli Iris odmówiła, zdruzgotana wyjęła go z ust i przykleiła do ściany promu bez większych skrupułów.
Kamaris miało swój charakter - dostrzegła to już od samego początku. Lądowisko było ogrodzone zdobną, białą balustradą, przy której ustawiono stylizowane donice wypełnione kwiatami. Białe pancerze ochrony były schludne, miały złote zdobienia na naramiennikach i hełmach, które przykrywały spojrzenia szóstki mężczyzn. Wyjście z lądowiska stanowiły drzwi, do których prowadziło kilka szerokich schodków - i drzwi te otworzyły się szeroko gdy ostatni z członków oddziału Sojuszu wyszedł na zewnątrz.
Przez drzwi przeszła kobieta o oliwkowej skórze, połyskującej w blasku słońca. Była wysoka, a jej szczupłą sylwetkę okalał elegancki uniform, bardziej przypominający szaty dyplomaty niż strój szeregowego naukowca. Był biały, o złotych panelach umieszczonych wzdłuż żeber, a jej ramiona miały zaostrzony kształt schowanych pod spodem poduszek. Brązowe loki spływały po plecach kobiety, muskane przez wiatr.
- Cassian! - zawołała od progu, wyginając usta w szerokim uśmiechu. - Dawno się nie widzieliśmy. Jak miło, że postanowiłeś nas odwiedzić.
Zeszła po stopniach w dół, zachowując się, jakby nie otaczał jej korowód ponad dziesiątki opancerzonych ludzi. Daharis zmierzył ją spojrzeniem, nie podzielając swobody, z którą kobieta starała się go przywitać.
- Całkiem niedawno - zaprzeczył, odkładając dłoń na kaburę pistoletu. - Czy już nie pamiętasz, kiedy sprzedałaś mnie Maelstromowi?
Kobieta obruszyła się, krzyżując ręce na klatce piersiowej. W jej zielonym spojrzeniu błysnął prawdziwy charakter - był drapieżny i nieustępliwy.
- Sam się sprzedałeś. Ja tylko zrobiłam czego ode mnie oczekiwano - odrzuciła lekko, z odrobiną jadu sączącą się z głosu. - Nie stójcie tak. Porozmawiajmy w środku, jak ludzie.
Odwróciła się połowicznie, wskazując im drzwi. Jej wzrok zatrzymał się na Fel, jakby była w stanie dostrzec prosto przez jej obsunięty kaptur i zauważyć blond włosy uplecione w koronę.
- Twoja świta też może wejść - mruknęła, jakby niezadowolona z ich obecności.
- Wyobraź sobie, że żaden oddział Przymierza nie zaprosił mnie jak dotąd do udziału w ich grupie szturmująco-desantowo-zwiadowczej. Co za nietakt - skomentowała z nutą ironii.
Była przyzwyczajona do tego, że na co dzień otaczała ją grupa ludzi. Profesjonalistów, specjalistów w swojej wąskiej dziedzinie, szczwanych dygnitarzy i innych, twardych zawodników. Towarzyszyli jej, służyli radą, załatwiali pomniejsze sprawy. Wiedzieli, jak się zachować w każdej sytuacji, co powinni skomentować, a co lepiej przemilczeć. Co nie potrzebowało słów.
Lexi była inna.
Absolutnie nie powinna się do tego przyzwyczajać.
Mało dyskretnie przewróciła oczyma, kiedy zatrzymały się we dwie przed ekspresem do kawy, a ta szczebiotała dalej, niczym nie zrażona brakiem odpowiedzi z jej strony.
- Istnieją pewne szczególne okoliczności, które pozwoliłby mi wręczyć Ci order, pomijając większość formularzy i procesu legislacyjnego... - rzuciła od niechcenia, tylko czekając na to, aż jej wtrącenie wybije różowowłosą z pantałyku. Kiedy tylko wróciła do niej spojrzeniem, Iris nie trwoniła czasu. Wymierzyła w jej drobną osobę palcem.
- Zabraniam Ci umierać, dopóki nie przedstawisz mi Reksia, a także nie dasz się upić, abym mogła bezkarne wyciągnąć z Ciebie skąd bierzesz te lizaki - wymieniła dwa, abstrakcyjne powody, z którymi trudno byłoby kobiecie tu i teraz się wykłócać. Odebrała kawę z bladym uśmiechem, który chociaż podjął próbę, aby prześlizgnąć się przez trzymające ją w ryzach napięcie.
Zdążyła upić łyk, może dwa, kiedy padł komunikat pełnej gotowości. Już miała odłożyć filiżankę z niedopitą kawą, ale Lexi pociągnęła ją za sobą, nie dbając o to, że wynosi z mesy kubek.
Jeżeli miał to być pretekst, aby zwróciła go po wszystkim osobiście, nie doceniła kobiety i jej przebiegłości.
Sprawdziła przyczepy, następnie naciągnęła na głowę kaptur, kiedy trwał proces dekontaminacji. Poddenerwowanie nie opuszczało ją na krok. W ostatniej chwili powstrzymała nieodparte pragnienie, aby bębnić o naczynie z kawą opuszkami palców, kiedy oczekiwanie na otwarcie się śluzy wydawało się nie mieć końca.
Złapała się na tym, że wstrzymała oddech, kiedy stawiała pierwsze kroki na powierzchni. Choć spodziewała się... Sama do końca nie wiedziała czego, Nos Astra niczym jej nie zaskoczyła. Była taka, jak zawsze. Niewzruszona jej obecnością. Myśl ta nie uspokoiła jednak Fel. W normalnych okolicznościach, obejrzałaby się na odlatujący z doku statek, musiała jednak pamiętać, że miała tu rolę do odegrania. Trzymała się Lexi oraz reszty członków oddziału, odnajdując pewien rytm w ich krokach.
Po zajęciu miejsca w taksówce, dopiła kawę. Kołysała kubkiem w ręku, kiedy lecieli nad strzelistymi budynkami i innymi drapaczami chmur. Przyglądała się miejscom, które widywała już wcześniej, to i naczynie, na którym mogła zaciskać palce, aż te pod rękawicami nie pobladły, pozwalały jej względnie trzymać się w ryzach. Ale kolorowe, neonowe reklamy, tylko pozornie zajmowały jej myśli.
Czuła na sobie jego spojrzenie. Była pewna, iż te wwiercające się w jej przygarbione plecy oczy musiały należeć do Cassiana. Początkowo je ignorowała, ale szybko zdała sobie sprawę, że ten upór wyłącznie drażni jej frustracje. Nie rozumiała, skąd to całe zainteresowanie, skoro wczoraj postawił sprawę jasno. Wyraźnie wyartykułował swoje stanowisko. Początkowo oglądała się za siebie dyskretnie, polowała na jego wzrok, kiedy leniwie sunęła swoim po twarzach innych członków oddziału, albo wymieniała nieme uwagi z Yasmin, udając, że nie wie nic o żadnym napięciu, którego się doszukiwała. Ostatecznie, bardzo otwarcie wbiła w mężczyznę dwukolorowe tęczówki, unosząc przy tym brwi, a także nie protestując, kiedy Yasmin wysunęła z jej ręki kubek. Lekko drgnęła, uświadamiając sobie, że filiżanka wyleciała przez okno szybciej, niż Fel nawet pomyślała, że nie widziała tutaj, w środku transportu, żadnego kosza na śmieci. Pokręciła głową, ponownie zapatrując się na dachy budynków.
Łapiąc się każdego detalu otoczenia, świecących punktów na horyzoncie, dosłownie wszystkiego, byleby tylko nie wyszukiwać w szybie po woli zakradających się do niej oczu Cassiana.
Nikt nie uwierzyłby jej gdzie była i z kim. Powinna potraktować ten czas, jak irracjonalny epizod, który nie miał prawa się wydarzyć. Dlatego też z cichym westchnięciem otworzyła lizaka, który podała jej Lexi, naśladując jej ruchy, których być może nie była do końca świadoma, aby w sytuacjach kryzysowych nie zastygnąć w bezruchu narażając siebie, ale przede wszystkim innych.
Nie uprzedzono jej, czego powinna się spodziewać, ale w tym obcym, pełnym wrogów miejscu była osamotniona wyłącznie przez chwilę. Odezwa się instynkt, tembrem jej rzeczowego ojca przypominający jej, aby nie rozglądała się dookoła siebie, tak jakby była tu po raz pierwszy. Przecież to któraś z kolei wizyta, jaką składał ich kapitan. Towarzyszyła mu już.
Trzymaj głowę prosto. Nie gub rytmu kroków. Prychnij momentami pod nosem, jak Lexi, będąc nie cierpliwą, a wręcz przeciwnie. Znudzoną ceregielami.
Stała w szyku, widząc kobietę zza pleców innego żołnierza Sojuszu. Jej głos nie pasował do łagodnej twarzy, ruchy zdradzały pewność siebie i władzę, którą lubiła. Z łatwością skupiła się na pozawerbalnych komunikatach, rozszyfrowując niejaką Aalyah, o której wiedziała tyle, co innych. W momencie, w którym uwaga kobiety zatrzymała się w sposób naturalny na jej osobie, wydawało się Fel, iż jest na to gotowa.
Leniwie poruszyła plastikowym patyczkiem od lizaka, uznając słodycz bardziej interesujący, niż rozmowę jej i Daharisa.
A nawet całe to miejsce.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)
Lexi wydawała się na bardzo zadowoloną z wyboru podjętego przez Fel. Sięgnęła do ładownicy przy swoim pasie, wydobywając z niej różowego lizaka w kształcie serduszka. Gdy to robiła, blondynka zauważyła, że kobieta miała ich dość dużo przy sobie, prawdopodobnie opróżniając kieszeń z innych, potencjalnie wartościowych rzeczy by zrobić na nie miejsce.
Cassian przyglądał jej się ukradkiem, gdy zdejmowała z niego foliowe opakowanie. Jego brew, naznaczona wciąż świeżą, jasnoróżową linią i trzema szwami, uniosła się w górę gdy kobieta wetknęła sobie lizaka do ust. Kącik jego ust drgnął w górę w niemal niezauważalnym rozbawieniu, ale zaraz później odwrócił wzrok i na jego twarz powróciła powaga.
Aaliyah z uwagą przyglądała się Iris, śledząc spojrzeniem kształt kaptura przykrywającego górną połowę jej twarzy, następnie wodząc nim po sylwetce szarego pancerza. Chwilę po tym jej wzrok przeniósł się na stojącą obok Lexi - podobnie jak udająca ją Fel, ta wydawała się bardziej zajęta słodyczami niż słuchaniem rozmowy, którą kobieta prowadziła z Daharisem. Jakby na potwierdzenie tego, zasiorbała pod nosem, niemal dławiąc się lizakiem, na co brunetka odwróciła od niej spojrzenie, zdegustowana i ruszyła do środka.
Cassian nie zwrócił na nich uwagi. Widziała, jak jego czujne spojrzenie przesunęło się po białych pancerzach świty kobiety nim wykonał ruch ręką, wskazując reszcie by ruszyła za nim. Jego dłoń nadal spoczywała na kaburze pistoletu gdy wchodzili po niskich schodkach, zaproszeni do wnętrza Kamaris.
Znaleźli się w pomieszczeniu przypominającym wielki, okrągły salon. Przeszklony na samym jego środku sufit wpuszczał do środka złote światło dnia. Filary podtrzymywały sufit i wyższą kondygnację, obiegającą świetlik. Środek pomieszczenia był obniżony, a na dole tkwiły dwie, kremowe kanapy i minibarek. Przy ścianach pomieszczenia Fel dostrzegła kolejnych sześciu żołnierzy - każdy z nich opancerzony, każdy z hełmem na twarzy.
Daharis dyskretnie rozejrzał się wokół, z pewnością ich licząc.
- A więc plotki o twoim przeżyciu okazały się prawdziwe - powiedziała leniwie, schodząc na obniżony środek, wprost do barku przy jednej z kanap. Cassian podążył za nią, podczas gdy jego ludzie stanęli na krawędzi jednego schodka obniżającego platformę. - Niezmiernie mnie to cieszy.
Mężczyzna zmarszczył brwi, przyglądając się, gdy Aaliyah sięgała do jednej z butelek stojących na barku.
- Przestań pieprzyć - warknął, w kontraście do subtelności, którą obdarzała go kobieta. Jej brwi uniosły się w górę, wzrok natychmiast nabrał drapieżności. - Myślisz, że jak on zareaguje gdy dowie się, co zrobiłaś?
Kobieta odwróciła się do nich tyłem, nalewając sobie alkoholu do kryształowej szklanki. Gdy odwróciła się ponownie, jej twarz miała nieprzenikniony wyraz, jakby słowa mężczyzny nic dla niej nie znaczyły.
- Wykonywałam swoją powinność, Cass - odpowiedziała lekko, opierając się tyłem o blat barku. - Coś, czemu ty najwyraźniej nie podołałeś.
- Twoja powinność nie jest wobec Maelstromu - odparował natychmiast, zbliżając się do kobiety o pół kroku. W jego głosie przebrzmiała groźna nuta, na którą kobieta wreszcie zrzuciła maskę obojętności ze swojej twarzy.
- Rozzłościłeś mnie - rzuciła wściekle, jakby było to wystarczającą wymówką. - Wszystkie nasze plany posypały się w jednej chwili. I na co? Na co ci to było?
Odstawiła szklankę z alkoholem na blat z hukiem.
- Nie uwierzę ani na chwilę w bajkę o tym, że radna uciekła ci sprzed nosa - wycedziła. - Planujecie coś za moimi plecami. Myślisz, że jesteś w stanie orżnąć mnie i nawet się nie zorientuję? Widzę wszystko bardzo dokładnie.
Oderwała się od blatu, ruszając w stronę mężczyzny, który stał zwrócony plecami do Iris.
- Widzisz rzeczy, które chcesz widzieć, Aaliyah - odparował i ani nie drgnął, gdy podeszła blisko niego, wściekle wyciągając w jego stronę oskarżycielski palec. - Kwestia radnej cię nie dotyczy. Miałaś swoje zadanie.
Końcówka jego zdania utonęła w pustym parsknięciu śmiechem kobiety.
- Nie dotyczy mnie? Myślisz, że on zwierza się tylko tobie? Że to jakiś wasz mały, pieprzony sekret? - sapnęła ze złością, w jej głosie zabrzmiała złośliwa nuta. - Zadziałało, prawda?
Uśmiechnęła się w sposób, który zmienił atmosferę w pomieszczeniu. Wyczuła napięcie wśród swoich opancerzonych towarzyszy, Lexi przestąpiła z nogi na nogę.
- Zabierz to gówno z mojej głowy. - słowa Daharisa były wypowiedziane głosem zaskakująco spokojnym, ale Iris znała go na tyle dobrze, by usłyszeć w nim niebezpieczną nutę - nutę, która najwyraźniej trafiła również do brunetki, bo ta cofnęła się o krok. Złośliwy uśmiech nie zniknął z jej twarzy.
- Biedny - westchnęła, przełamując lodową figurę, w którą na moment zmieniło się jej ciało. - Ile już nie śpisz, bojąc się, że ktoś przejmie kontrolę?
W swoim życiu grała liczne, pierwszoplanowe role na deskach politycznego teatru. Bywała twardym, nieustępliwym negocjatorem. Kokietującą dyplomatką. Podstępną żmiją, a także naiwną kobietą, która swoją pozycje zawdzięczała wyłącznie nazwisku oraz koneksjom nieżyjącego już ojca. Nauczyła się osiągać to, co chciała, za pomocą odpowiednich słów oraz wcieleń. Wydawało się jej więc, iż odnajdzie się w skórze żołnierza ze świty Terminusa bez większego problemu.
Nic bardziej mylnego.
Prawdziwym wyzwaniem nie okazało się to, aby trzymać szyk, zachowywać się nienaturalnie, wyczekiwać ustalonych sygnałów, a ta przeklęta bierność. Zmuszona była stać i obserwować, wyłącznie patrzeć na wydarzenia, które rozgrywały się na jej oczach. Cały ciężar dźwigał Cassian, nie mogła zrobić nic, aby go wesprzeć.
Westchnęła pełna frustracji w duchu, przygryzając zębami lizaka. Spojrzała na kobietę uważniej, dopiero kiedy ta obróciła się napięcie, idąc szybkim krokiem do środka. Nawet, jeżeli już wcześniej, miała przyjemność wymienić z nią uprzejmości, bądź porozmawiać bardziej otwarcie, twarz Aaliyah zlewała się w jej pamięci z setkami innych poznanych na szczytach.
Dusząc inne, głośne myśli, podążyła za oddziałem. Idąc, nie patrzyła pod nogi, nie rozglądała się też dookoła, choć widok zapierał dech w piersi. Architektura była piękna, wnętrza urządzone ze smakiem. Zamiast podziwiać roślinność, odszukała w pośpiechu zapisany na jej omni-kluczu kontakt do Lexi, do której wysłała krótką wiadomość na tyle dyskretnie, na ile mogła, bawiąc się nierozpuszczonym do końca lizakiem.
Ekscelencja pisze:Jak myślisz, jak dobre mają tu zabezpieczenia systemów przed potencjalną kradzieżą danych?
Zatrzymała się obok różowowłosej, patrząc z góry na kobietę, która odpowiadała na oskarżenia Cassiana z nonszalancją. Stał do niej tyłem, odwrócony plecami, lecz nie potrzebowała widzieć twarzy Daharisa, aby domyślać się, jakie emocje walą pięścią w jego mur. Potrafiła usłyszeć echo frustracji oraz wściekłości w tembrze jego głosu. Sam dobór słów także nie był przypadkowy. Nerwowo zacisnęła palce w pięść za swoimi plecami, szybko jednak upomniała samą siebie i swobodniej opuściła ręce, świadoma, że choć była tłem, każdy detal mógł chcąc nie chcąc przykuć wzrok.
Zwłaszcza jadowitej żmii.
Wstrzymała oddech, kiedy oboje mierzyli się wzrokiem. Nie umknęło jej uwadze, że zarówno mężczyzna, jak i Aaliyah wspomnieli o tajemniczej personie, która jak dobrze zrozumiała była głównym zainteresowanym jej zaciągnięciem do Hirano Tower. Ktoś, kto stał na czele Orchisu? Przedstawiciel jeszcze innego ugrupowania, z którego zszyto SST? Pierwsza myśl chciała ją uspokoić, zapewniła, że przecież później będzie jeszcze okazja, aby dopytać Cassiana o szczegóły. Wyciągnięcia z mężczyzny w końcu choć szczątkowej prawdy.
Druga jednak roześmiała się jej prosto w twarz. Nie będzie żadnego później, czy potem.
Ich wspólna droga kończyła się tu. Na Illium. Zaraz po pomyślnym wyciągnięciu z głowy Daharisa ustrojstwa oraz upewnieniu się, że nie ma żadnych komplikacji.
Przeniosła ciężar z jednej nogi na drugą. Nerwowa atmosfera kazała jej być gotową na dosłownie wszystko. Aaliyah kąsała, celnie trafiając we wrażliwe miejsca. Daharis wyglądał jak ktoś, kto nie zmrużył oka odkąd przestał działać środek nasenny podany mu, aby mogły razem z Yasmin zabrać mężczyznę z walącego się Hirano Tower. Implant był też powodem, dlaczego trzymał się od niej z daleka i choć rozsądek pochwalał zachowawczość mężczyzny, do końca nie mogła się z nim zgodzić.
Wstrzymała oddech. Jeszcze kilkanaście dni temu, musiała trzymać na wodzy czarną materię wrzeszczącą w jej żyłach. Teraz, zmuszona była pilnować siebie całą. Zbyt nastroszoną i przejętą tym, że Cassian zaraz może zostać obezwładniony przez implant w swojej głowie, nad którym kobieta być może miała jakąś kontrolę.
Wahała się, czy większą ochotę miała zrobić krzywdę kobiecie zagrażającej Daharisowi, czy jemu samemu, za wymuszenie na niej bezczynności.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)
Niemożność zrobienia czegokolwiek sfrustrowałaby każdego. Gdyby nie kaptur, jak i napięcie, które owładnęło wszystkimi członkami oddziału Daharisa, Fel byłoby trudniej ukryć swoje emocje. Pośród pozostałych była jednak lodową figurą, może nawet mniej przykuwającą swoją uwagę niż Lexi, wiercąca w miejscu nieustannie. Ukradkiem zerknęła na jej omni-klucz, sprawdzając wiadomość od Fel. Pośpiesznie wystukała odpowiedź.
Ekscelencja 2 pisze:Nie chcesz sprawdzać.
Cassian zadarł głowę. Stanowił całkowite zaprzeczenie tego, do czego zmuszona została Iris. Pod kpiącym oskarżeniem ze strony kobiety uniósł podbródek, nie chowając podbitych zmęczeniem oczu, wręcz spoglądając na nią z nich z góry.
- Nie chcesz wchodzić na tę ścieżkę, Aaliyah - odpowiedział po chwili. W jego głosie zabrzmiał złowieszczy pomruk, groźba schowała się w jego głębi i rezonowała echem od ścian pomieszczenia. Jadowity uśmiech kobiety nie zniknął z jej twarzy, lecz zbladł nieco gdy spoglądała na niego z dołu.
Odwróciła się, z udawaną swobodą ruszając z powrotem do barku, lecz Fel dostrzegła nową sztywność w jej ruchach. Sięgnęła po szklankę, w której wnętrzu tkwił alkohol o jaskrawozielonej barwie. Jej włosy zafalowały gdy odchyliła głowę do tyłu, wypijając zawartość jednym haustem.
- Nie boję się ciebie, Daharis - odrzuciła, choć jej głos stracił na śmiałości, której nabrał pod wpływem złości jeszcze chwilę temu. - Ani jego.
Ochroniarze kobiety jak jeden mąż sięgnęli do swych zaczepów magnetycznych przy pasie, kładąc dłonie na przywartych do nich pistoletach gdy Cassian ruszył w stronę kobiety. Jego ruch był nagły, gwałtowny - w dwóch, długich krokach znalazł się przy niej. Zaskoczona cofnęła się, a szkło butelek stojących na barku zabębniło o siebie gdy uderzyła plecami o ladę.
- Wszystko co masz zawdzięczasz jemu. I mnie - wycedził wściekle, nic nie robiąc sobie z ochrony wokół. - Myślisz, że trudno mu będzie ci to odebrać?
Aaliyah zawahała się przed odpowiedzią. Odstawiła swoją szklankę na blat, odsuwając się o lady, na którą chwilę wcześniej padła. Uniosła głowę, strzepując brązowe włosy na plecy.
- Nie mogę ci pomóc. Maelstrom nigdy mi na to nie pozwoli - powiedziała wprost, ale Fel widziała zbyt wielu oportunistów w swoim życiu by nie dostrzec błysku w jej oczach. Daharis najwyraźniej również go dostrzegł - nie odpowiedział, czekając, aż kobieta doda to, co czekało na końcu jej języka. - Chyba, że znajdziesz sposób, by mi to wynagrodzić.
- Czego chcesz? - spytał pośpiesznie, zniecierpliwiony, sfrustrowany i ewidentnie szykujący na odpowiedź, która mu się nie spodoba.
- Jej. - uśmiechnęła się pod nosem, karmiąc jego frustracją. - Chcę Fel.
Uniosła brew, widząc wiadomość na swoim omni-kluczu. Zadarła nieco głowę, zerkając w stronę Lexi, manewrując tak kątem pochylenia, aby jak najwięcej dostrzec w równie skrytym obliczu kobiety. Podpuszczała ją? To była jakaś zawoalowana sugestia, aby drążyła? Próbowała udowodnić, że jak to tak? Przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Nie dla niej. Zawładnęła systemem całego statku, odcinając ich jak gdyby nigdy nic w mesie. Nie doczekawszy się jednoznacznej odpowiedzi, przeniosła spojrzenie na środek pomieszczenia i skupiła na coraz bardziej zaostrzonej rozmowie Cassiana ze żmiją.
Wyłapywała echa zduszanych emocji. Analizowała drobiazgi, którymi oboje odsłaniali się w tej dyskusji, zwłaszcza kiedy tak blisko było pójścia na noże. Odnotowywała skrzętnie w pamięci, jakie zachowanie wytrącało Aaliyah na tyle skutecznie, aby zdarzyło się jej potknięcie. W jaki sposób broniła się, atakując mężczyznę. O kim - bądź o czym - słowa rezonowały najdłużej, odbijając się echem od wymuskanych ścian.
W momencie, w którym ochrona kobiety wyraźnie się spięła, popatrzyła na żołnierzy Sojuszu. Jeżeli i oni zrobili krok do przodu, sięgając po broń, zrobiła to samo. Daharis bez dwóch zdań używał argumentu siły. Przytłaczał kobietę, na swój sposób osacza. Był momencie, kiedy wyczekiwała, aż chwyci ją za kłaki i wywlecze z ośrodka na statek.
Być może byłoby to najrozsądniejsze wyjście z sytuacji.
Zwłaszcza po tym, co za moment miało paść z jej muśniętych czerwienią ust.
Miała nieodpartą, ogromną ochotę roześmiać się w głos. Abstrahując już od tego, iż Cassian wyraźnie zapytał c o chciałaby dostać, a nie k o g o, życzenie Aaliyah wybrzmiało pobożnie. Naprawdę wierzyła, że Daharis dysponował środkami, siłą oraz możliwościami, aby tak po prostu zapukać do jej gabinetu w Wieży Cytadeli, a następnie zaprosić na wycieczkę w jedna stronę na Nos Astre?
Chyba że Aaliyah miała swoją wizję wydarzeń z ostatniego miesiąca i w głębi swojej ciemnej duszy tkwiła w nieomylnym jak na swoje widzimisię przekonaniu, że Fel nigdy nie opuściła Układów Terminusa. Została schowana przez mężczyznę przed wszystkimi w tylko mu znanym interesie, który miał wkrótce zatrząsnąć w filarach SST. Opuściła Cytadele bardzo szybko, lecąc na księżyc. Zachowywała pozory, ale miłośnicy teorii spiskowych słusznie obstawali, że to nie prawdziwa Radna gości na Ziemi, bywa na przyjęciach, rozmowach z oficjelami.
Zamrugała, nagle zdając sobie sprawę, że pełna napięcia wyczekuje reakcji mężczyzny. Jego słów. Jakaś część Fel była gotowa tu i teraz wystąpić, zedrzeć z głowy kaptur i wprost zapytać kobiety, co niby takiego ma jej do zaoferowania, iż powinni przystąpić do negocjacji.
Inna zaś nakazywała jej tkwić dalej w miejscu, w ciszy oraz w tle, pokornie czekać, jak rozegra to Daharis.
Był też z nią przez cały czas gdzieś z tyłu jej głowy cichy, ale pewny swojego szept. Faktycznie brała udział w przedstawieniu, tyle że ta cała mistyfikacja nie miała na celu zapewnienia jej bezpieczeństwa, tylko prowadziła Iris na rzeź.
Jak wtedy na Ilos.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)
Odpowiedź Cassiana nadeszła natychmiastowo.
Nie musiała na nią czekać. Okienko było tak wąskie, że nie otrzymała nawet okazji na stosowną reakcję, gdyby zechciała wystąpić z szeregu i odezwać się za niego.
- Nie. - głośne warknięcie uderzyło w kobietę z taką siłą, że jej brew drgnęła ku górze. Aaliyah należała do spostrzegawczych osób. Tempo, w którym to jedno słowo opuściło usta mężczyzny było tak zawrotne, że odnotowała ten fakt w głowie nim jej usta wygięły się w grymasie niezadowolenia.
- Dlaczego? - syknęła wściekle, mierząc go spojrzeniem zielonych oczu, w którego wnętrzu zapłonął ogień. - Co takiego ta blond suka na ciebie znalazła, że pozwoliłeś jej uciec?
Fel dostrzegła, jak dłoń mężczyzny zacisnęła się na broni schowanej w kaburze, palce wczepiły instynktownie w metal pistoletu gdy zwalczał palącą potrzebę reakcji. Widziała jak jego plecy uniosły się i opadły w głębokim oddechu, jakby z trudem chwytał opanowanie po słowach wypowiedzianych przez kobietę.
- Wybierz coś innego - odpowiedział jedynie, twardo, głosem osoby, która nie nawykła do przekonywania kogoś do swojej racji - nawykła do żądania, bądź wydzierania sobie przewagi siłą.
Kobieta podchwyciła jego złość. Drżenie furii skryte pomiędzy oszczędnymi słowami. Jej uśmiech nabrał jadowitej barwy, upodabniając się do przywodzącego truciznę, zielonego spojrzenia. Jak drapieżnik, odnajdujący słaby punkt w swoim przeciwniku, uderzyła celnie.
- Nie chcę niczego innego. Chcę jej - odparowała - jak dziecko, które również dostawało to, co chce zawsze gdy o to poprosiło. - Wiem, że ją ukrywasz. Widziałam materiały z Hirano. Była tam. Zabrała dzieci z kliniki. Dlaczego wróciła? Co knujesz, Daharis?
Przekonanie kobiety być może wybiło Cassiana z równowagi, ale nie cofnął się gdy podeszła bliżej, z przebiegłym wyrazem twarzy przyglądając mu się otwarcie.
Tryumf błysnął w jej oczach. Fel widywała go często w spojrzeniach innych - przeświadczenie o wygranej w bitwie, która nadal się rozgrywała. W zielonych tęczówkach Aaliyah był niepokojący.
- To nie musi być takie trudne, wiesz? - jej palce musnęły omni-klucz, pobudzając urządzenie do działania w subtelnym akcie agresji. - Możesz wyśpiewać mi wszystko w tej chwili.
Lexi drgnęła, podobnie jak pozostała piątka opancerzonych żołnierzy. W jednej chwili, jedno zdanie i groźba kobiety sprawiły, że wszyscy sięgnęli za broń. Barnes zrobił to jako pierwszy. Sięgnął do karabinu na zaczepie magnetycznym, dobywając go, w reakcji na co każdy ochroniarz w białym pancerzu zrobił dokładnie to samo. Lawina potoczyła się, kończąc na Lexi, której omni-klucz aktywował się jako ostatni - jak gdyby stanowił jej pierwszy wybór oręża, a nie pistolet, który miała przy sobie.
- Zrób to - syknął mężczyzna, pochylając się nad stojącą przed nim Aaliyah. - A wtedy wszyscy zginiemy.
Zastanawiała się przez ułamek sekundy, co takiego było w niej cennego oraz wyjątkowego, że kobieta uparcie domagała się dostania jej w swoje oślizgłe łapy. Miała władze. Była częścią Rady Cytadeli. Filarem rządów całej Przestrzeni Rady. Ale przecież Rada mogła ją z łatwością pozbawić tytułów. Być może już to zrobiła, w odpowiedzi na jawne odwrócenie się Fel od swoich zobowiązań i wybranie serca. Nie rozumu.
Była neurochirurgiem. Specjalistą w swojej wąskiej dziedzinie. Pracowała z implantami i innymi wszczepami. Rozumiała sieć neuronalną, zależności, symbiozę urządzenia z biorcą. Gdyby nie kilka niespodziewanych decyzji sprzed kilkunastu latu, teraz być może stałaby na czele organizacji takiej jak Orchis mając nieograniczone fundusze i perspektywy, aby przekraczać kolejne granice w medycynie.
Była też bezczelną suką, która na przekór całej operacji, wymknęła się Sojuszowi. Uosobieniem porażki. Niespełnionych ambicji. Być może personalnego rozczarowania, z którym Aaliyah i jej podobni musieli się pogodzić, dowiedziawszy się, że Fel z dnia na dzień nie znajdowała się już na trzydziestym trzecim poziomie Hirano Tower, choć Sojusz zainwestował nieproporcjonalnie wiele w jej doprowadzenie na Korlus.
Chciała wyrównać rachunki po upokorzeniu, którego doświadczyła?
Równie dobrze, była tylko i wyłącznie narzędziem, do policzenia się z Cassianem.
Przeklęła w duchu, orientując się, jak wiele świadomie bądź nie do końca mężczyzna odsłonił przed żmiją. Aaliyah musiała to dostrzec; zobaczyła i wykorzystała, nie wahając się.
Kolejne bezpruderyjne słowo odbiło się echem w jej głowie. Przeniosła ciężar ciała na wysuniętą do przodu nogę. Odruchowo chciała sięgnąć po pistole, ale kątem oka zauważyła, że Lexi nie wyciągnęła broni przypiętej do magnetycznego paska, tylko uruchomiła swój omni-klucz. Miały być jednością. Swoim lustrzanym odbiciem. Nie do końca przekonana, czy to właściwe posunięcie, tak, jak różowowłosa, aktywowała omni-klucz, choć technologiczne programy były w jej rękach tak samo użyteczne, co czarna materia na potencjalnych rozkazach Lexi.
Będzie improwizować.
Nie po raz pierwszy.
Choć nigdy tak bardzo w osamotnieniu. Z jednej, jak i z drugiej strony otaczali ją ludzie Sojuszu. Nie miała tu przyjaciół. Nie powinna o tym zapominać.
Nie wiedziała, czy to już ten moment, w którym cały plan pospał się i muszą na gwałt zmieniać priorytety. Kątem oka popatrzyła na inżynier, następnie na Yasmin, szukając w ich profilu cokolwiek, co dałoby Fel i jej nerwom wytłumaczenie co ma robić. Jak się zachować. Czy wolno jej będzie rozsmarować Aaliyah na ścianie jeżeli dojdzie co do czego?
Nie zamierzała patrzeć, jak Cassian jest torturowany na jej oczach.
Jej palce zacisnęły się na nieśmiertelniku spoczywającym w kieszeni pancerza. Wspomnienia, jak i emocje Aeris były w niej nadal żywe. Zbyt dobrze pamiętała jego szeroko otwarte oczy, kiedy husky przyciskały go do podłogi, a banshee brała zamach, aby wydrzeć z Fel wnętrzności.
Niemy protest, kiedy wchodziła do tunelu prowadzącego do Cicero. Do ostatniego momentu nie chciał jej puścić.
Nigdy nie wypowiedziane na głos, ale tlące się w stalowym spojrzeniu emocje, obejmujące jej twarz w otwartej kapsule medycznej.
Powinnam mu go oddać już dawno temu. Kiedy jeszcze miała okazje.
A zamiast tego, jego ciężar ciągnął Fel do posadzki, szczerze i boleśnie świadcząc, że już dawno porzuciła rozum i słucha wyłącznie głosu głupiego serca.
Być może zasługiwała, aby widzieć, jak ludzie przez to i przez nią cierpią.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)
Napięcie owładnęło całą salą, przekształcając uzbrojonych żołnierzy w marionetki. Jak gdyby sterowane jedną ręką pociągającą za wszystkie sznurki na raz, dobywali broni jeden po drugim, przyjmując bojowe pozycje. Powietrze stało się gęste, parne. Trudno było zaczerpnąć oddechu i każdy zerkał po sobie w poszukiwaniu odpowiedniego sygnału.
Cassian i Aaliyah długo mierzyli się wzrokiem. Uśmiech na twarzy kobiety był tylko fasadą, podtrzymywaną zwyczajem lub czystą złośliwością. Daharis nie sięgnął po broń, ale jego uścisk na schowanym w kaburze pistolecie był żelazny, sylwetka sztywna. Nie widziała jego twarzy, ale mogła domyślić się gdzie uciekał jego wzrok - do dłoni kobiety, zawieszonej bezpośrednio nad omni-kluczem.
Może jeden ruch dzielił ich od zakończenia tej konwersacji i startu katastrofy.
Złość wykwitła w głębi zielonych tęczówek gdy brunetka zrozumiała, że wyciągnięcie z niego siłą informacji nie było warte strzelaniny, która rozpoczęłaby się w Kamaris. Jej omni-klucz zgasł, a ramiona uniosły w górę, krzyżując na klatce piersiowej gdy formułowała odpowiedź.
- Zawsze taki poważny - westchnęła, choć jej głos zdradzał napięcie. - Rozluźnij się, Cass.
Odwróciła się z powrotem do barku, przy którym stała. Iris podejrzewała, że ów ruch nie był potrzebą zwilżenia gardła bądź znieczulenia się w tej konwersacji, a dał kobiecie kilka sekund, których desperacko potrzebowała. Niemal widziała z daleka trybiki obracające się w jej głowie.
Cassian w milczeniu przyglądał jej się, gdy nalewała sobie więcej alkoholu. Nie powtarzał swojego pytania, jakby świadom tego, że Aaliyah szuka wyjścia z tej sytuacji.
- Masz szczęście. W Maelstromie tylko jedna osoba upiera się, żeby uczynić z ciebie przykład - powiedziała beztrosko, odwracając się z powrotem w jego stronę. Mężczyzna przekrzywił głowę w oczekiwaniu na dalszą część jej zdania, a Aaliyah zdawała się upajać jego oczekiwaniem. - Breznev.
Ciche warknięcie wydobyło się z jego gardła niemal natychmiast.
- Dogadałaś się z Breznevem? - pogarda w jego głosie sprawiła, że kobieta mimowolnie wyprostowała się, wypinając pierś w górę.
- Zaoferował mi złote góry w zamian za załatwienie implantu - syknęła w odpowiedzi. - A ja byłam na ciebie zła.
- I gdzie twoje złoty góry? - odrzucił z niepohamowaną drwiną przebrzmiewającą w głosie. Kobieta umilkła, upijając łyk ze swojej szklanki nim zdecydowała się odpowiedzieć.
- Breznev okazał się problematyczny - przyznała niechętnie. - Więcej z niego szkody niż pożytku. Gdyby ktoś... wyeliminował dla mnie ten problem, byłabym skłonna mu pomóc.
Lexi rozluźniła się nieco. Opuściła dłoń z omni-kluczem jako pierwsza, choć reszta członków oddziału nadal celowała z broni prosto w stojącą schodek niżej Aaliyah.
- Breznev jest otoczony ludźmi. Nie będzie łatwo go zabić - zauważył ostrożnie, podchwytując chęć kooperacji z kobietą gdy tylko ją wyraziła, ale też będąc sceptycznym co do jej planu.
Doświadczała deja vu. Była już w takiej sytuacji, więcej razy, niż powinna. Kiedy wystarczyła wyłącznie iskra, aby pomieszczenie eksplodowało. Tyle że jak dotąd, jej miejsce było tam; na samym środku, w idealnym punkcie dla celowników wyciągniętych broni. Po raz pierwszy stała z boku, w tłumie żołnierzy podporządkowanych komendom, rozkazom oraz strategiom. Gdyby jej spojrzenie mogło przeszyć na wylot metal hełmu, bądź chociaż materiał naciągniętego na twarz kaptura, rzuciłaby Yasmin albo Lexi rozpaczliwe spojrzenie trzymaj mnie, bo zaraz zrobię coś bardzo głupiego.
Nie czuła dumy z powodu wytrzymanego napięcia, ani też nie dania się sprowokować podbramkowej sytuacji. Mimo to, odetchnęła w duchu bardzo głęboko i bardzo głośno. Nie czekał na nich na lądowisku żaden statek, który mógłby zabrać ich z dachów wieżowca, gdyby zmuszeni byli uciekać stąd z zakładniczką w postaci żmii.
Zagryzając od środka policzki, spojrzała na jej wyprostowane oraz sztywne plecy, kiedy stała przy barze, udając niezdecydowaną w wyborze alkoholi. Miała pobożne życzenie, aby najlepiej udławiła się którymś z fancy kolorowych drinków. Nie potrzebowali jej żywej, wyłącznie informacji, które najprawdopodobniej trzymała zapisane na swoim omni-kluczu, danych potrzebnych do unieszkodliwienia urządzenia w głowie Daharisa, a najlepiej to wyłączenia go bezpowrotnie.
Dojście do tym podobnych wniosków nie napawało Fel dumą, ale dało chwilową satysfakcje.
Nie będąc do końca pewną, czy to najlepszy pomysł, zmusiła się, aby na moment skupić spojrzenie i zatrzymać swoje skryte w cieniu kaptura oczy na Cassianie. Jak bardzo... Dość. Balansowała na granicy, czego zbyt dobrze miała świadomość. Skupienie się na tym, co kryło się tak naprawdę za twardą postawą mężczyzny absolutnie nie pomoże jej dotrwać w tej roli do końca.
A wydawałoby się, że w końcu są bliżej, niż dalej.
Oderwała wzrok od pleców Daharisa, przeskakując po każdym ze strażników żmii. Breznev. Słyszała już gdzieś to nazwisko. Nie brzmiało obco, ale też nie potrafiła przypisać je do żadnej twarzy, czy konkretnego wydarzenia, bądź sytuacji.
Człowiek z Melstromu. Zapewne jak jeden z tych, którzy w Hirano Tower zabili Septimusa oraz Kelly, a następnie próbowali uprowadzić Finna.
Chyba że... Byli to ludzie Aaliyah.
Odcięła się od natłoku myśli, które już napierały na jej świadomość. Rozważania, czy to ona nasłała morderców na dzieci, również do niczego dobrego ją nie zaprowadzą.
Idąc w ślady Lexi, opuściła rękę, wygaszając omni-klucz. Pocierała zaciśnięte o siebie palce w pięść, czuła nieodpartą część, aby wyjść stąd tu i teraz.
Naprawdę mieli kogoś zamordować na życzenie tej żmii?
Trzymała w ryzach rosnąć w niej panikę, jak robiła to wielokrotnie z wzburzoną, czarną materią u źródła swojej biotyki.
Jeżeli miała jakiekolwiek wątpliwości, iż faktycznie jest na terenie SST, właśnie została z nich beznamiętnie obdarta.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)
Atmosfera w pomieszczeniu znów zmieniła się nie do poznania. Powietrze stało się lżejsze, jakby niosło ze sobą więcej zbawiennego tlenu. Sylwetki żołnierzy rozluźniły się nieco, lufy ich broni skierowały w dół, choć te nie powróciły do swoich zaczepów magnetycznych.
Brunetka machnęła ręką, jej włosy zafalowały gdy zaprzeczyła niemal od razu.
- Zabij Brezneva a tylko umocnisz Maelstrom w przekonaniu, że powinni cię zatłuc. Jego trzeba unieszkodliwić.
- Zakładam, że masz plan.
Uśmiechnęła się drapieżnie. Opuszczenie broni przez pozostałych z powrotem natchnęło w jej ciało swobodę. Jej ruchy stały się płynne, natchnione elegancją, nawet spojrzenie zelżało lekko gdy spoglądała na mężczyznę spod swoich długich rzęs. Odpowiedź na pytanie Cassiana wymalowała się na jej twarzy od razu - jakby Breznev, kimkolwiek był, faktycznie stał się dla niej uprzykrzeniem.
- Widzisz, ten stary głupiec udaje, że przeżył jakąś zmianę po Mindoirze. Nagle ma się za ideowca. Nyxeris go słucha, a jego pomysły są niebezpieczne. Tyle, że Breznev wcale się nie zmienił. Schował swoją operację głęboko pod powierzchnię, ale sukinsyn dalej handluje ludźmi, o których rzekomo dba. - przytaknęła, mówiąc powoli, leniwie, jakby rozkoszowała się napięciem, które nie umknęło z ciała Daharisa i jego oddziału. - Nie musisz go zabijać. Wystarczy, że reszta zorientuje się, że jego przemiana ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Niech straci posłuch.
Westchnienie mężczyzny było tak głośne, że bez trudu dotarło do stojącej nieopodal Fel. Wydawał się zmęczony krążeniem wokół tematu, które z dziką satysfakcją uskuteczniała Aaliyah. Zniecierpliwiony oczekiwał konkretnego polecenia, konkretnego wymogu, który miał przybliżyć go do wolności.
- W jaki sposób mam tego według ciebie dokonać? - spytał wprost, nie siląc się na własną inwencję w miejscu, w którym ewidentnie Aaliyah miała własny plan.
- Dzisiejszego wieczora odbędzie się przyjęcie. Breznev jest zaproszony - powiedziała słodko, uśmiechając się do mężczyzny. - Wszystkie dowody są na jego omni-kluczu. Przynieś mi urządzenie, a usunę twój implant.
Z początku odpowiedziała jej cisza. Daharis przyglądał jej się przez dłuższą chwilę, a Fel mogła wyobrazić sobie procesy decyzyjne, odbijające się w jego spojrzeniu błękitnych tęczówek.
Wreszcie, po nieznośnie długich, kilku sekundach, mężczyzna przytaknął, a Aaliyah klasnęła.
- Widzisz? Nie jestem taka zła - zaszczebiotała, a jej ludzie schowali bronie z powrotem na zaczepy magnetyczne.
Dopracowanie szczegółów zajęło im kolejne pół godziny - pół godziny, podczas których Fel nie mogła ów szczegółów poznać. Aaliyah zaprosiła mężczyznę do pokoju obok, pozostawiając obsługę, ochronę i jego ludzi w atrium, w którym początkowo ich przyjęła. Gdy drzwi się za nimi zamykały, brunetka obdarowała go tak szerokim uśmiechem, jak gdyby przed chwilą wcale nie rzucali sobie nawzajem gróźb.
Gdy trzydzieści minut później Daharis wyszedł, skinął głową do Yasmin, stojącą najbliżej wyjścia. Wszyscy ruszyli na lądowisko, na którym tkwił ich prom. Lexi odetchnęła z ulgą gdy znaleźli się w środku.
- No i zajebiście - ucieszyła się, klepiąc Iris po ramieniu. - Poszło lepiej, niż się spodziewałam.
Przymknęła oczy. Naciągnięty na twarz kaptur dawał jej względna prywatność, wystarczającą, aby zmierzyć się z mętlikiem w swojej głowie. Odwróciła się plecami do zamkniętych drzwi, za którymi zniknęła A. razem z Daharisem w celu dopracowania planu, na który mężczyzna musiał się zgodzić.
A nie powinien.
Przyjęcie jej pierwotnej oferty oszczędziłoby im wszystkim czasu, jak i fatygi. Cassian miał przed sobą całe życie, Fel jedynie wyliczone miesiące. Nie zamierzała walczyć o nie jak lwica. Trudny dla niej proces pogodzenia się z rzeczywistością rozpoczęła jeszcze w ośrodku. Cassian wciąż uparcie wierzył, że był gdzieś we wszechświecie lek na całe zło. Do pewnego momentu przyznałaby mu rację, obecnie jednak wyzbyła się złudzeń i zaprzestała karmienia fałszywa nadzieja.
Obietnicą, która jej złożył, ciążyła kobiecie jak nieśmiertelnik w kieszeni pancerza. Przeklinała swoją bierność, powinna w tamtej chwili wcisnąć mu w ręce zarówno blasze, jak i życzenie, aby nie składał obietnic bez pokrycia.
Ciszę atrium odbierała jak sztuczny, nienaturalny twór. Tkwiła tam, gdzie stała przez całą dyskusje, wyłącznie opuściła swobodniej ramiona wzdłuż ciała i bardziej przygarbiona, wpatrywała się w bliżej nieokreślony punkt natury wplecionej w wystrój budynku. Nie umiała skupić swojej uwagi na estetycznych walorach budynku, choć na moment jej oczy przykuł wazon z bukietem egzotycznych kwiatów. Skinęła do Lexi, sugestywnie wskazując na ozdobę, w niemej prośbie, aby kobieta ją kryła.
Drgnęła, jak tylko drzwi otworzyły się z cichym sykiem. Obejrzała się przez ramię na maszerującego w ich stronę mężczyznę. Bez słowa zebrała się z resztą oddziału, powłócząc nogami obok Lexi. Emocje wrzały w niej jak gotujące się woda. Resztkami sil trzymała się w ryzach. Opadła ciężko na fotel, milcząc nada uparcie, ignorując słowa, które powiedziała do niej Lexi. Była odmiennego zdania, ale kobieta nie była niczemu winna, aby usłyszeć szczera odpowiedź z jej ust.
W przeciwieństwie do 'kapitana'.
- Czy mogę...? - niemalże wyrwała z rąk kobiety lizaka w kształcie serduszka. Obracając go w ręku, niemalże krusząc, w pewnym momencie, gdzieś nad dachami Nos Astry pod ich nogami, wstała i bezceremonialnie pomaszerowała w stronę Cassiana, mało delikatnie przesuwając osoby postronne, które celowo bądź nie, znalazły się na jej drodze.
- Kaz mi jeszcze raz stać bezczynnie i patrzeć, a obiecuje Ci, że zainterweniuje bynajmniej nie po to, aby ratować Ci skórę - wymierzyła w jego osobę oskarżycielsko lizakiem, nie dbając o widownie na pokładzie promu.
@Mistrz Gry
Ostatnio zmieniony 18 lut 2025, o 17:40 przez Iris Fel, łącznie zmieniany 1 raz.
+20% do tarcz +20% do obrażeń biotycznych +10% do obrażeń przeciwpancernych, zdolność penetracji ścian i osłon
szansa na powodzenie umiejętności biotycznych 90%
TARCZE FENIKS 870 * 1.20 = 1040
koszt odnowienia 10 PA Podpala wszystkich w zasięgu, zadając 100 obrażeń z początkiem każdej tury aż do ugaszenia
PANCERZ 700
Precyzyjny aplikator: gdy pancerz spadnie poniżej 25% wartości, aplikator odnawia go do poziomu 75% raz w ciągu walki (1 omni-żel; brak kosztu akcji i PA).
N7 HURAGAN
Typ: samoczynna
Obrażenia: 630
Celność: 15
Odrzut: 10
Szybkostrzelność: 4 PA
Pojemność: 40 / 240 (seria 10 pocisków na strzał)