Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 22:56

Jeszcze przez krótki moment trwała w miejscu, jakby próbowała wyryć w pamięci jego sylwetkę – postać stojącą w cieniu, otuloną zimnym blaskiem miasta. Część niej wciąż łudziła się, że mogłaby podejść, złapać go za rękę i powiedzieć chodź. W innym świecie, nie tak pokiereszowanym jak ich własny, może naprawdę by to zrobiła. Wsiadłaby z nim do promu Przymierza, nie spoglądając już więcej za siebie. Pokazałaby Ashfordowi swoje ulubione miejsca na Cytadeli – cichą kawiarnię na szczycie wieżowca w Prezydium, zapomniany ogród botaniczny na obrzeżach stacji, chłodne alejki Dziesiątego Poziomu, gdzie po raz pierwszy poczuła, że naprawdę może oddychać. A potem… potem może nawet byliby szczęśliwi. Bez Hirano. Bez Daharisa. Bez tej całej sieci, która oplatała ją coraz ciaśniej.
Oderwała się w końcu od ściany, prostując powoli, z wysiłkiem, jakby każdy mięsień w jej ciele musiał jeszcze przed decyzją zadać pytanie czy aby na pewno. Zrobiła krok w jego stronę, ostrożnie, z wyczuwalną niepewnością. Potem drugi. Trzeci. Zatrzymała się blisko, ale nie za blisko. Jej spojrzenie – głębokie, miękkie, pełne tych wszystkich niewypowiedzianych uczuć, których nie była już w stanie nazwać – zatrzymało się na jego oczach. Przełknęła ślinę.
Dziękuję – wyszeptała cicho, tak, jakby tylko to jedno słowo miało jej jeszcze zostać. Właśnie tyle i ani sylaby więcej. Ale to jedno wystarczyło, by w jej spojrzeniu, na moment, pojawiło się zrozumienie. I smutek. Tak głęboki, jakby wszystko, co było między nimi, właśnie rozpadało się na cząstki, które już nie da się ułożyć od nowa.
Zrobiła jeszcze dwa kroki, w stronę miejsca dla pasażera. Westchnęła cicho, jakby ciężar tego wszystkiego był zbyt duży, by dźwigać go dłużej. A potem, głosem ledwie słyszalnym, równie kruchym jak ona sama w tej chwili, odezwała się ponownie.
Nie mogę cię o to prosić. Już wystarczająco wiele zrobiłeś wbrew sobie.
Za jej plecami Nos Astra tonęła w nocnym świetle. Wieżowce znikały pod kocem ciemności, rozświetlonym przez niekończące się pasma neonów. Gwiazdy gasły powoli w świetle reklam, ale jedna z nich – okrutnie znajoma – pulsowała wciąż gdzieś w tle. Wojenny kanał. Ta sama prezenterka, teraz mówiła o czymś innym. Jakby na chwilę zostawiono Iris w spokoju.
Zamiast skupić się na bilbordach, wróciła do niego spojrzeniem. Na jego twarz zanurzoną w cieniach i światłach, na jego dłonie zaciśnięte zbyt mocno na kolanach. Do jego milczenie, tak ciężkiego, że aż odbierało jej dech w piersiach.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 23:17

W innej rzeczywistości może ten świat dałoby się naprawić.
Pomimo wszystkiego, co zrobiła, występując nie tylko przeciw Radzie, ale i własnym przekonaniom, Ashford odnalazł ją na drugim końcu świata. Pośród falujących tłumów na gali w samym sercu Sojuszu, chwycił ją za dłoń i wyciągnął na zewnątrz - ku świeżemu powietrzu, ku szarej strefie i dystansie, w którym mogła spojrzeć z odpowiedniej perspektywy na swoje wybory i swoje czyny. Nawet, gdy zabrnęła tak daleko, by odwrót nie wydawał się już możliwy, dotarł do niej, wciąż oferując to, o czym mówili na Lunie.
Jego przeniesienie na Cytadelę. Wspólne spacery i pokazywanie mu wszystkich miejsc, które z biegiem lat stały się jej ulubionymi. Życie, w którym obydwoje mogli skupić się na tu i teraz, starając odnaleźć rozwiązanie na datę wymalowaną z tyłu ich głów. W którym nadal mogła piastować pozycję Radnej, stawiać się na zgromadzeniach i planować działania wojenne.
Ale była to też rzeczywistość, w której zamykała oczy na tę część galaktyki, którą poznała w ciągu ostatnich tygodni. Tą, w której dobre serca dokonywały okrutnych czynów w imię idei, które nie zawsze podzielały. W której desperacja popchnęła najbiedniejszych do zawierzenia się tyranom, a ból zadawali ci, którym nikt w życiu nie pokazał niczego innego.
Rzeczywistość, w której musiałaby ignorować niewidzialną nić łączącą ją z innym człowiekiem, będącym zarazem jej lustrzanym odbiciem w krzywym zwierciadle.
Ashford nie miał możliwości pojąć tego wszystkiego - nie w słowach, które mu przekazała. Zawód, który odczuwał, otaczał jego ciało niczym bariera. Gdy zbliżyła się, dziękując i łaknąc jego bliskości zarazem, on jedynie zesztywniał. Zadarł głowę, wpatrując się w spojrzenie jej dwukolorowych oczu przez dłuższą chwilę nim przytaknął, kiwając głową.
- Chociaż tyle mogę zrobić - zakwestionował jej słowa, nie ustępując i dopiero gdy podała mu adres lądowiska w pobliżu odpuścił, wstukując go w system taksówki.
Podróż mogła ciągnąć się w nieskończoność zważywszy na jego milczenie, ale zamiast tego błysnęła niepostrzeżenie. Przecięli przez miasto pogrążone w weekendowych zabawach bądź śnie i dopiero gdy zbliżali się na miejsce, mężczyzna poruszył się w miejscu.
- Nie wyrzucaj tego omni-klucza - poprosił, wskazując urządzenie, które dała jej Lexi. - Będę spokojniejszy wiedząc, że masz do mnie jak zadzwonić jeśli coś ci się stanie.
Prom osiadł nieopodal apartamentowca. James poruszył się, otwierając przed nią drzwi, ale widziała, że pożegnanie sprawia mu ból. Nie patrzył na nią gdy wysiadała - nie zbliżył się też, by jej dotknąć a jeśli zrobiła to sama, cofnął się, nie odwzajemniając gestu. Gdy drzwi się za nią zamknęły, czuła na sobie jego spojrzenie gdy prom podrywał się do lotu.
Docierając do właściwego budynku odkryła, że korytarz wynajęty przez jej towarzyszy był zupełnie pusty i cichy. Dźwiękoszczelne drzwi nie przepuszczały niczego na zewnątrz, nikt też nie próbował skomunikować się z nią przez omni-klucz czy słuchawkę. Gdy znalazła się przed drzwiami apartamentu należącego do Daharisa, zastukała o jego powierzchnię, lecz odpowiedziała jej głucha cisza.
Nikogo nie było w środku.
@Iris Fel

Wróć do „Nos Astra”