Wang ulegał wpływom Strikera znacznie bardziej niż sam Chińczyk by kiedykolwiek przyznał. Pierw to cholerne zioło, za które jeszcze kilka lat temu by mu chętnie odpalił w łeb ale akt legalizacyjny związał mu ręce. Teraz ten cholerny wrestling. Na samym początku Baozhen ni cholery nie rozumiał o co tu chodzi ani czym się tak jarać ale wraz z kolejnymi minutami zrozumienie przychodziło samoistnie. Wang, jak większość mieszkańców Chin, był wychowany w kulturze teatralnej, pełnej pokazowych ruchów i ciężkich choreografii. To samo widział właśnie w wrestlingu, z tymże wyjątkiem, że może nieco mniej choreografii a więcej czystej odporności na ból. Jasne, sprawne oko adepta sztuk walki z łatwością dostrzega, że ruchy wrestlerów były wymierzone i wykonane we współpracy z przeciwnikiem. To co urzekało w ich pracy to poziom kondycji, wysportowania jak i wyuczenia poszczególnych ruchów. Jednak nawet to wszystko nie mogło sprawić, by zwykłe walnięcie o glebę nie bolało.
Baozhen, jako absolwent Ogrodu Rozwoju, podziwiał ludzkie możliwości i odporność na ból. Sam w końcu był w tym całkiem niezły.
Skończywszy blanta, Bao wpatrywał się w galę wrestlingu, pałaszując do końca swoje chipsy. Wkręcił się do tego stopnia, że nawet zaczął kibicować Salariańskiemu Joe! I akurat wtedy też musiało przerwać połączenie. Wzburzony szturmowiec zerwał się ze swojego miejsca, wskazując na ekran.
- 那个该死的废物! - zdenerwował się po chińsku i dopiero po głębszym oddechu usiadł z powrotem. - Co za gówno. - skwitował.
Na całe szczęście po jakimś czasie udało im się odnaleźć wyniki na Extranecie. Ku jego zdziwieniu to nie był Salariański Joe tylko ten zasraniec, Krog Breakker. Jednak Charles ewidentnie nie był zaskoczony takim wynikiem, podsumowując to z całkiem niezłym profesjonalizmem. Problem polegał na tym, że Wang nic z tego nie zrozumiał.
- Co? No ale tak. Muszę przyznać, Striker, że to jest nawet warte obejrzenia. Wciąga. W taki odmóżdżający sposób. - zamilkł na chwile, sięgając po papierosy. Po chwili jednak dodał: - I kim jest, kurwa, Pentagon Piąty i Sami Zane?!
Nie wiedział. A musiał się dowiedzieć, dlatego resztę wieczoru spędził na przeglądaniu Extranetu na temat wrestlingu. Nawet fajne to było.
Poranek za to nie był wcale fajny. Jak to zwykle bywało w rutynie Chińczyka, Wang powstał z łóżka wartko i od razu przeszedł do krótkiej serii ćwiczeń na rozbudzenie. Nie przejmował się za bardzo innymi - poza tym, jego prywatny budzik był ustawiony 15 minut wcześniej z tego właśnie powodu. Po tej rozgrzewce ruszył do łazienki aby wziąć prysznic i ogarnąć się szybko zanim ruszy do mesy na żarcie. Zdecydował się na proteiny w proszku ulepszone przez element smakowy - drobno pokruszone, ostre chipsy. W połączeniu z herbatą, aczkolwiek nie za dobrą dla kogoś z kolebki herbacianej dobroci, ale przeżył to. W końcu i tak ten dzień miał się stać gorszy to nie było co wymyślać już na samym początku.
I miał rację. Wraz z innymi pojawił się na mostku chwilę przed wejściem w okolice ich celu. Był już po herbacie i jedzeniu, Bao raczej nie guzdrał się w tych kwestiach. Stanął obok Strikera, splatając ręce za plecami, wyczekując. I się doczekał - raport, który do nich przyszedł nawet nie wzbudził zbytniego zdziwienia w Chińczyku. Pewien niepokój? Tak.
- Mamy kilka opcji. - zauważył od razu, zaraz po tym jak Striker wydał swoje polecenia. - Albo statek tu był i ktoś go ruszył. Albo był to wabik specjalnie dla nas, cholera wie po co. Albo coś sprawia, że nasze czujniki i skanery nie mogą go wykryć. Wolałbym, aby inżynierowie się wypowiedzieli w tej kwestii. - zerknął na Alexa, czekając na jego opinię. Po chwili jednak dodał:
- Czy mamy szanse na potwierdzenie wizualne? Domniemam, że jesteśmy za daleko by dostrzec nawet taki obiekt gołym okiem. - wzruszył ramionami.
@Mistrz Gry
















