Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Apartamentowiec Vespera

5 lip 2025, o 19:36

Gdyby spoglądała na Nos Astrę oczyma siebie samej sprzed kilku miesięcy, bądź kilku lat, widziałaby w niej przeciwieństwo spokoju, który dostrzegała teraz. Znajdujący się w Terminusie hub słynął z nieprzestrzegania wielu praw i regulacji ustanowionych na Cytadeli i pewnego przyzwolenia na bezprawie w rozumieniu polityka ze stolicy. To stacja w Mgławicy Węża posiadała znamiona tej bezpiecznej przystani, w której mogła odetchnąć i nie rozglądać się wokół.
Tymczasem teraz świat wywrócił się do góry nogami i nie było bardziej błogiego miejsca od zamkniętej sypialni, z rześkim, chłodnym wiatrem muskającym jej rozgrzaną od snu skórę.
- Jesteśmy u źródła. Zamówiłem pod drzwi. - żachnął w odpowiedzi, upijając łyk swojej czarnej kawy. - Ale być może.
Fioletowa barwa niosła ze sobą znajome aromaty i smaki, których spróbowała pierwszy raz na Korlusie. Nie przypominała żadnej innej kawy, którą piła wcześniej - pewnie przez charakterystyczne ziarna, z których była prażona, a które musiały rosnąć w zupełnie odmiennych od Ziemskich warunkach. Na Illium, podobnie jak na Thescii, występowało większe skażenie pierwiastkiem zero i z pewnością zawędrował on do gleby.
- Minimalna obstawa została z nami. Reszta ma czas wolny - oznajmił, opierając się o framugę drzwi prowadzących do łazienki póki nie odwróciła się w zapraszającym geście. Gdy opatulał ją miękkim materiałem szlafroka, czuła na sobie męskie spojrzenie, a z tyłu ciepło bijące z jego ciała. Mrugnął, jakby z trudem wracając do wątku, o którym zaczął mówić - i nie wcześniej niż wtedy, gdy obwiązała szlafrok miękkim paskiem. - Podejrzewam, że Lexi jeszcze śpi, a Yasmin poleciała na zakupy. Minęło trochę czasu odkąd przebywali w... cywilizowanym miejscu.
Kąciki jego ust zadrżały w lekkim uśmiechu na wspomnienie pokładu Mirage, lub powierzchni Korlusu skąpanej w kwaśnym deszczu padającym z nieba.
- Potrafisz gotować? - odrzucił niewinnie, pozwalając jej bawić się swoimi palcami, choć jego wzrok podążał za jej spojrzeniem. - Nie robi tego za ciebie służba? - droczył się gdy wyminęła go, ruszając do łazienki. - Możemy zamówić śniadanie do pokoju i zjeść je na balkonie - dodał, jako, że w jej apartamencie aneks oferował jedynie podgrzewacz do jedzenia oraz ekspres do kawy.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

5 lip 2025, o 20:06

Nie patrzyła już na Nos Astrę oczyma tej zorganizowanej, chłodnej, o krok zawsze przed emocjami Radnej Fel. Oglądała ją z filiżanką fioletowej kawy w dłoniach i gorącymi wspomnieniami zeszłej nocy, które pieściły jej odsłonięte fragmenty skóry. Z nim, Illium wydawało się najbliższym odpowiednikiem domu, na jaki mogła sobie pozwolić.
Może dlatego, że tu nikt niczego od niej nie oczekiwał.
Wstała z wyraźnym ociąganiem, jakby walczyła z myślą, czy aby nie jest na tyle wcześnie, by usprawiedliwić chęć ponownego zakopana się pod kołdrą. Rzuciła pustej filiżance tęskne spojrzenie, po czym zgarnęła włosy na jego ramię, czekając, aż narzuci na jej ciało miękki materiał. Iris westchnęła cicho, rozkoszując się chwilą i czymś zupełnie nowym. Czego nie czuła wcześniej. Jego bliskość nie rozpraszała. Wręcz przeciwnie – scalała rozedrgane wątki jej myśli. Obróciła się na palcach, tak, aby stanąć do Cassiana przodem. Zadarła nieco głowę, a następnie chwyciła jego dłonie, zatrzymując mężczyznę w miejscu obok siebie. Nie dalej, niż na wyciągnięcie ręki.
- Mam nadzieję, że Yasmin jest zakupoholiczką, z kolei Lexi ma w zwyczaju spać do południa... - dodała niewinnie, najprawdopodobniej podzielając z Daharisem wizje jak chcieliby oboje, aby wyglądał ten poranek.
Cicho parsknęła, przewracając oczyma w odpowiedzi na jego sugestię.
- Oczywiście, że potrafię. Tylko że nikt nie wierzy, dopóki nie spróbuje - kreśliła leniwie esy i floresy na szorstkiej skórze wnętrzu jego dłoni. - Ale nie dziś. Dziś mam zamiar pić kawę, udawać, że nie istnieję i zjeść z Tobą śniadanie z widokiem na świt - przyciągnęła go do siebie bliżej, trącając nosem jego nos.
Podobnie jak Daharis, także potrafiła się na niego zapatrzeć, aż roziskrzone refleksy zdominowały spokojny błękit tęczówek. Niechętnie, odsunęła się od mężczyzny, wymijając go w drodze do łazienki.
- Zamów proszę to, na co masz ochotę... Tylko nie zapomnij o kawie. Jedynej słusznej - podkreśliła, posyłając mu szeroki uśmiech, nim zniknęła za drzwiami.
Była przyzwyczajona do szybciej, porannej toalety. Nie potrzebowała wiele czasu, aby wziąć szybki, zimny prysznic, spleść wilgotne od wody loki w luźny warkocz oraz przebrać się w cokolwiek, co pierwsze chwyciła w ręce. Za dużą koszulkę z logiem jakiegoś lokalnego zespołu wcisnęła w spodnie bez refleksji, czy były to rzeczy, które podrzuciła jej Lexi, czy te znalezione przez Yasmin. Rzuciła tylko jedne, przeciągłe spojrzenie w stronę lustra. Nie uległa podszeptom, ani zdradzieckim myślom. Uciekła im, z zamiarem dołączenia do Cassiana na balkonie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

7 lip 2025, o 15:58

Była w tej sytuacji pewna niezręczność - ale nie z rodzaju tych, przez które pragnie się wyjść z sytuacji i zatrzasnąć za sobą drzwi. Jeszcze dobę temu tego typu bliskość byłaby ostatnim, na co obydwoje mogli sobie pozwolić. Patrząc na ich relację przez obiektyw chłodnej, racjonalnej logiki, nie wiedzieli o sobie zbyt wiele - czy też ona nie wiedziała zbyt wiele o Daharisie. Pomiędzy krótkimi momentami wyrwanymi z codzienności, w której zbyt wiele zdawało się ich dzielić by kiedykolwiek mogli się do ciebie zbliżyć, nie spędzili zbyt wiele czasu na osobności. Nie w ten sposób.
A jednak w tej chwili panowała swoboda. Jakby nie znali się od kilku tygodni, z których większość panowała w rozłące. Obydwoje rozumieli się bez słów i gdy jedno sięgało ręką do przodu, drugie odruchowo odpowiadało, ciągnięte tą samą nicią losu.
- Mamy szczęście - odrzucił z rozbawieniem, ujmując jej dłonie. - Yasmin będzie męczyć ekspedientów do południa, a Lexi prawdopodobnie sama będziesz musiała obudzić.
Pochylił się, składając na jej czole krótki pocałunek gdy ustalili plan na następną godzinę. Odnotowując jej krótkie, choć konkretne wytyczne, uśmiechnął się pod nosem i odprowadził ją spojrzeniem gdy ruszyła do łazienki.
Vespera być może i była dziuplą, zaufanym miejscem dla oddziału Sojuszu Systemów Terminusa, ale nie ujmowało to jej prestiżu. Apartamentowiec posiadał wszystkie udogodnienia, jakich mogła potrzebować zatrzymując się w galaktycznej kolebce handlu, jaką było Nos Astra. W łazience znalazła pełen zestaw kosmetyków dostosowanych do ludzkich potrzeb, podgrzewacz do ręczników i komplet hotelowych, jedwabnych piżam łącznie z miękkimi pantoflami. Szybki prysznic mógł być utrudnieniem przez wszystkie dodatkowe funkcje, jakich nie byłaby w stanie doświadczyć na statku kosmicznym - łącznie z przełącznikami pary i osuszarką.
Gdy wreszcie wyszła na zewnątrz przebrana w ubrania podrzucone jej przez Lexi, pokój był pusty. Dopiero po chwili dostrzegła sylwetkę mężczyzny za jasnymi firankami przykrywającymi wyjście na zewnątrz.
Balkon przynależący do jej mieszkania był spory, a zarazem kameralny. Stanowił odrębną platformę niepołączoną z żadnym innym. Z prawej strony, w miejscu, gdzie znajdował się balkon należący do apartamentu obok, stała wysoka ścianka w pełni porośnięta bluszczem o drobnych, błękitnych kwiatach. Był narożny, toteż z lewej i z przodu nic nie przysłaniało widoku na miasto - Vespera znajdowała się blisko centrum i z tak bliskiej odległości, inne wieżowce wydawały się otulać ich z każdej strony.
Na środku balkonu stał mały stolik z dwoma krzesłami. Nakryty, wypełniony był po brzegi naczyniami i przyniesionymi przez obsługę daniami. Wszystkie, na razie, były przykryte by nie wystygły. Obok obydwu talerzy dostrzegła puste filiżanki.
Daharis odwrócił się, podchodząc do jednego z krzeseł. Wbrew luźnej koszulce z zespołem, którą miała na sobie, odsunął przed nią krzesło jak gdyby znaleźli się w eleganckiej restauracji.
- Choć popieram pomysł nierozmawiania o tym, co nas czeka i cieszenia się chwilą, powinniśmy ustalić niektóre rzeczy - zaczął zdawkowo gdy zajmowała miejsce. - Rozmawiałem z Aayliah.


@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

7 lip 2025, o 16:53

Była w tej sytuacji pewna niezręczność, lecz nie z rodzaju tych, które palą policzki i każą uciekać spojrzeniem. Wręcz przeciwnie. To było jedno z tych niecodziennych spięć rzeczywistości, gdy człowiek uświadamia sobie, że coś - ktoś - stał się nieodwracalnie bliski, choć pozornie nie miał na to czasu ani przestrzeni. Fel nie znała jego ulubionego dania. Nie wiedziała, jaki kolor kolor koszul przeważa w jego szafie, ani nawet, czy wolał deszcz czy słońce. Ale znała ciężar jego spojrzenia, gdy milczał zbyt długo. Czuła napięcie w jego ramieniu, zanim odezwał się słowem. I wiedziała, że z jakiegoś powodu te wszystkie drobiazgi znaczyły więcej niż pełna dokumentacja personalna.
Daharis był bliżej niż ktokolwiek inny. I choć mogła się temu opierać, nie potrafiła. A może po prostu nie chciała.
Zamknęła za sobą drzwi łazienki i od razu poczuła chłód kafelków pod stopami. Z początku planowała szybki, zimny prysznic - nawykowy gest, który miał zmyć resztki snu i przywrócić jej bieg codzienności. Ale gdy tylko weszła pod strumień wody, a ciężkie krople zaczęły spływać po karku, to napięcie, którego nawet nie była świadoma, odpuszczało. Czuła wręcz, jak jego palce coraz lżej trzymają jej kark.
Zmywała z siebie Cytadelę, protokoły, zbyt dokładne wspomnienia i napięcie, które przez tyle miesięcy nosiła jak zbroję. Woda była gorąca, otulająca. Nie parzyła, tylko koiła. Zamknęła oczy, pozwalając sobie na luksus bycia tylko tu i teraz. Bez planów, bez analiz, bez konieczności stawiania czoła czemukolwiek. Po raz pierwszy od dawna nie musiała niczego udowadniać - ani sobie, ani nikomu innemu.
Nie wiedziała, jak długo tam stała, zanim w końcu wyłączyła strumień. Gorące powietrze otuliło ją natychmiast, a dotyk podgrzanego ręcznika był niemal absurdalnie przyjemny. Przebrała sie w zostawione jej ubranie - proste i cywilne, lekkie jak nowa skóra. Z uśmiechem błąkającym się po jej ustach wyszła z sypialni. Balkon był większy, niż sądziła. Przestronny, ale odizolowany. Przez krótką chwilę zapatrzyła się na panoramę. Miasto jeszcze nie wpadło w swój pełny rytm - poranek był spokojniejszy od tych, do których była przyzwyczajona. Z tej wysokości inne wieżowce wydawały się raczej otulać ich, niż górować nad nimi. Wyciągnęła rękę, jakby chciała je dotknąć, ale czując na sobie spojrzenie mężczyzny, chrząknęła i udała, że poprawia włosy.
- Zadbałeś o każdy szczegół - zauważyła z uznaniem. Musnęła jego dłoń, kiedy dotykał oparcia jej krzesła. Oparła się wygodniej, skupiła spojrzenie na Cassianie, lekko sie krzywiac, kiedy wspomniał o żmiji.
[In]50/[in]- Co ustaliliście? Możesz dokładnie zacytować co ci powiedziała? - tak, jak do porządku dziennego przeszła z jego obecnością w chwili obudzenia sie, tak teraz swobodnie mówiła o rzeczywistości, ktora nadal widziała ich po przeciwnej stronie barykady.
- Chcesz zapytać o Brezneva albo Jamesa?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 lip 2025, o 18:30

Przeskok do rzeczywistości powinien być gwałtowny - jak powrót do pracy po weekendzie tak wspaniałym, że zapomniało się o jego istnieniu. Ich powrót przypominał stopniowe wejście do chłodnej wody w gorący dzień wakacji. Wskoczenie do niej na główkę wywołałoby falę nieprzyjemności, ale ostrożne zanurzanie się w głębinach rozkładało dyskomfort tak, by nie doskwierał zbyt mocno.
- Dosłownie zacytować? - powtórzył z nutą rozbawienia, jakby nie przywykł do widzenia tej jej strony - zorganizowanej, konkretnej i gotowej do przejścia do działania bez żadnej rozgrzewki. - Czy to twoja potrzeba kontroli, czy nie ufasz mojemu streszczeniu? - dodał, drocząc się.
Gdy zasiadł naprzeciwko, sięgnął do pierwszego naczynia, zdejmując z niego przykrywkę. W środku znalazła pieczywo - było świeże, miękkie w środku i chrupkie na zewnątrz choć miało niecodzienny, lekko zielonkawy kolor. Gdyby zbliżyła się i je powąchała, wyczułaby ziołowy aromat schowany wewnątrz.
Jej nagłe, ostatnie pytanie wyrwało go z zamyślenia, w którym kontemplował od czego rozpocząć streszczanie jej rozmowy, którą odbył. Wspomnienie imienia mężczyzny sprawiło, że subtelny cień przemknął po jej spojrzeniu - ale był tak szybki, że nie zdołała dostrzec które z imion wywołało ten efekt.
- Czy powinienem? - zapytał, sięgając do kolejnego naczynia. Odkrywając wazę, ujawnił na zewnątrz jej kolorową zawartość - była jakiegoś rodzaju zupą lekką zupą, w której pływały fantazyjne warzywa o kształtach, z których tylko niektóre kojarzyła z innych potraw z kuchni asari. - Wróciłaś. Tylko to ma dla mnie znaczenie - dodał ciszej, wzrok przenosząc na talerz z pieczonym mięsem pokrojonym na plastry. Odkładał pokrywki jedna na drugiej, nagle skupiony na śniadaniu bardziej niż rozmowie, którą prowadzili.
Odchrząknął, rozmywając negatywne emocje z twarzy szybciej, niż powiew wiatru zdążył rozwiać jej włosy.
- Jak poszło z Breznevem? - dodał, skupiając się na wydarzeniach poprzedniej nocy nim przejdą do rozmowy na temat żmii. - Wrócił wściekły na galę, ale nie widziałem śladów walki.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 lip 2025, o 19:18

Daharis nigdy nie widział Fel jako Radnej. Nie w pełni. Nie w jej politycznej masce, w perfekcyjnie skrojonym garniturze funkcji, za chłodną logiką argumentów i wyważonym tonem, który nie pozostawiał miejsca na emocje. Znał ją z innej strony - tej, którą mogło zobaczyć niewielu. Widział ją zmęczoną, przygniecioną ciężarem misji, zamyśloną w śladach po bitwie, rozbawioną w nieodpowiednich momentach. Ale nie jako bezwzględnego negocjatora. Nie jako dyplomatkę, która potrafiła jednym zdaniem zamknąć dyskusję w sali pełnej oponentów.
Jego Fel była tą z porannego światła, z mokrymi włosami i zaparowaną filiżanką w dłoniach. Tą, która teraz prostowała się przy stole i wypowiadała się swobodnym tonem, choć rzeczywistość uparcie o sobie przypominała w dochodzących do nich z wiatrem odgłosach budzącego się o poranku miasta.
Cmoknęła, przekrzywiając głowę i posyłając mu nie mniej zaczepne spojrzenie.
- To moja potrzeba ugrania jak najwięcej w konfrontacji z Aayliah - imię kobiety jakoś prześlizgnęło się przez rozciągnięte w lekkim uśmiechu wargi Iris.
Sięgnęła po pieczywo. Było to doskonale wymierzone i celowe; jej palce musnęły dłoń Cassiana, kiedy sam częstował się kromką. Puściła mu perskie oczko, przełamując chrupiący wypiek. Spróbowała środka pieczywa, które pachniało jednocześnie znajomo, i zupełnie inaczej, niż to, co jadała zazwyczaj w różnych zakątkach galaktyki. Kwestia przyprawy?
Jeszcze skutecznie dusiła w sobie myśli uciekające do Jamesa. Jego gorzkie słowa, trafiły w czuły punkt i choć Fel odsuwała je od siebie, nie mogła i nie potrafiła im zaprzeczyć. Pozostawało jej jedyne odkładać je w czasie na później. Jak wiele innych spraw, czy kwestii pomijanych przez nią od zeszłej nocy.
Jednego była jednak absolutnie i bezdyskusyjnie pewna. Niczego nie żałowała. Żadnej, najmniejszej decyzji, która doprowadziła ich do tego śniadania jedzącego wspólnie na balkonie apartamentowca na Nos Astrze.
- Nie musisz - odparła, pozostawiając temat otwarty, jeżeli jednak było coś, o co chciałby zapytać. Spojrzenie Iris złagodniało. Było jak to bezchmurne niebo nad ich głowami, odbijające pełne słońce, jakie imitowały wplecione w poszycie stacji lampy. Sięgnęła po chochle i spojrzała pytająco na Daharisa; jeżeli przytaknął, nalała najpierw jemu odrobinę zupy, a następnie sobie. Zapewne zauważył, jak jej palce momentalnie zaciskają się mocniej na rączce chochli.
- Nie wiem, jakim to robi mnie człowiekiem, ale... Nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, aby miało być inaczej - wyznała, nagle zawstydzona własną szczerością.
Odchrząknęła, ponownie łamiąc pieczywo i maczając je w aromatycznej zupie.
- To było... Zaskakująco łatwe - zaczęła, skubiąc środek z kromki. Podniosła oczy na Cassiana, dostrzegając refleksy własnego spojrzenia w jego tęczówkach. - Nie miałam konkretnego planu. A on w oka mgnieniu zinterpretował tę wyzwanie jak grę, w której musiał zaznaczyć swoją dominacje. Jak wiesz, wyciągnęłam go bez trudu kawałek dalej od ochrony - kontynuowała, opierając pieczywo o talerz. Nie mając co zrobić z rękoma, po prostu splotła palce ze sobą, a ten prosty gest zakotwiczył jej myśli tu i teraz. Nie chciała prawdę mówiąc pamiętać ze szczegółami tej konfrontacji. Jego cierpkiego oddechu na swoim policzku.
- Chciał mnie pocałować. Zamknął oczy, więcej nie potrzebowałam do szczęścia. Zerwałam mu z nadgarstka omni-klucz i słysząc w słuchawce uciekaj, używałam czarnej biotyki, aby przeskoczyć poza jego zasięg... Chyba próbował mnie gonić - w tamtej chwili, a dokładniej ułamku sekund, ani razu nie obejrzała się za siebie, czując, że gdyby tylko obróciła głowę i zerknęła przez ramię, straciłaby tę cenną, wywalczoną własną odwagą przewagę.
- Jakaś część mniej trochę żałuje, że nigdy się nie dowie, kogo prawie pocałował na tej rampie - dodała cichej, pod nosem, tylko na pozór lekkim tonem. Chyba nie musiała dodawać, że była gotowa się posunąć o krok dalej, gdyby tylko miało to zapewnić mu zdobycie omni-klucza i spełnienie żądań żmii.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

17 lip 2025, o 13:22

Żadne z nich nie znało się od tej strony, od której wydawał się znać ich cały świat. Fel była wcześniej radną - większość osób, gdyby miała przywołać jej obraz z pamięci widziałaby ją w oficjalnych ubraniach, z datapadem w ręku i omni-kluczem w drugiej. Widziałoby maskę na jej twarzy, przykrywającej emocje pod grubą warstwą profesjonalizmu. Nienagannie ułożone, lecz spięte włosy nieprzeszkadzające jej w długich posiedzeniach. Spokojny ton głosu, niezdradzający tego, co naprawdę miała na myśli o swoim rozmówcy.
Widziała przebłysk tego, jaki był Daharis. Zniekształcony obrazem z kamer, odziany w pancerz od stóp do głów, wydający rozkaz przed wejściem do doków w kolonii na Mindoirze. Widziała efekt, jaki tworzył wokół siebie - na korytarzach w Hirano Tower, gdy nawet Aileena umykała przed jego spojrzeniem i starała się za wszelką cenę nie stanąć zbyt blisko. Na swój sposób, odczuła to na swojej skórze - wtedy, gdy wysłany przez Sojusz impuls nakazał mu ruszyć do walki. Widziała morderczą precyzję i brak zawahania, jakby pozbawienie kogoś życia nie było aktem wymagającym przemyślenia - a czynnością, do której nawykł, którą wyszlifował niczym każdą inną umiejętność a stos trupów leżący u jego stóp na szczycie wieży był tego dowodem.
Teraz, na anonimowym balkonie w jednym z tysiąca apartamentowców Vespery, nie mogli być dalej od tych wyobrażeń. Ze swobodą i luzem, z którym Fel wyszła odprężona spod prysznica, zrzucając swój profesjonalizm na rzecz bycia sobą. Z miękkością, której nabrały gesty i ruchy Cassiana, z emocjami, które migotały w jego oczach gdy spoglądał na nią.
Przerwał, zaskoczony jej drobnym wyznaniem. Jego dłoń zawisła na moment na kolejnym z zamkniętych pojemników - podłużnym, wysokim, który po odkryciu okazał się dzbankiem jakiegoś napoju. Przypominał wodę z owocami, bądź lemoniadę. Podniósł go, nalewając zawartość do zdobionej szklanki stojącej obok jej filiżanki z kawą.
Gdy odstawiał dzbanek na miejsce, dostrzegła, jak uścisk jego dłoni wzmógł. Jego szczęka napięła się gdy opowiadała o swoim spotkaniu z Breznevem, spojrzenie pociemniało odrobinę, jakby walczył o zachowanie tego, co udało im się osiągnąć - spokoju, relaksu. Utrzymania tej twarzy, którą chował przed resztą świata i niewracanie do tej, która przychodziła mu z łatwością.
- Lepiej, żeby nie wiedział. Nie ma powodu, żeby jeszcze bardziej próbował cię znaleźć - mruknął, puszczając dzbanek i przez roztargnienie wywołane jej słowami - a raczej tym, do czego niemal doszło poprzednego wieczora - zapomniał nalać sobie. - Powinnaś zrzucić go z tamtego mostu. Gnój na to zasługiwał.
Dostrzegła zamyślenie w jego oczach, jakby nadal analizował jej słowa - bądź zastanawiał się, co mógł z tym faktem zrobić.
- Gdy wrócił na galę, udawał, że nic się nie stało, ale jego ludzie ruszyli cię szukać. Zrobiło się gorąco, jeden rozpoznał Yasmine - kontynuował, sięgając po pieczywo. - Musieliśmy się ewakuować. Martwiłem się, co się z tobą stało. Nie wiedziałem, z kim wyszłaś. No, nie na początku - westchnął. - Pozostali założyli, że nie wrócisz. Złapałaś szansę na ucieczkę więc zniknęłaś.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

17 lip 2025, o 19:40

Nie wiedziała, jak wyglądała w jego oczach. Ale domyślała się, że tamta wersja Radnej Fel była jej paradoksalnie obca. I może lepiej.
Bo i ona nie znała jego. Nie w ten sposób, który pozwalałby jej mówić o nim pewnie, odruchowo, bez namysłu. Znała jego dossier, widziała dziesiątki zdjęć satelitarnych oraz zapisy wideo. Znała jego głos przez komunikator, krótkie rozkazy rzucane przed wejściem do akcji; ale nie wiedziała, co go budziło nad ranem ani co sprawiało, że przeklinał pod nosem po cichu, żeby nikt nie słyszał.
A jednak właśnie to sprawiało, że był jej tak bliski.
Bliski w sposób, który ignorował klasyczne ramy poznania, bo nic nie było tak znajome jak jego obecność. To, jak przemieszczał się po jej przestrzeni, jakby istniał w niej od zawsze. Jak nie musiał nic mówić, żeby powiedzieć wszystko. Jak znał jej rytm oddechu i umiał przewidzieć moment, w którym na nowo założy maskę.
Ujęła szklankę z napojem, który przed chwilą nalał jej do połowy. Przez chwilę tylko obracała ją w dłoni, pozwalając kroplom osadzić się na skórze. Spojrzała w jego stronę - nie wprost, nie jak ktoś szukający potwierdzenia, ale jakby chciała się upewnić, że to wszystko naprawdę się wydarza. Że spokój nie był tylko chwilowym stanem.
Bo mimo nieprzyjemnego, pozostawiającego posmak goryczy tematu przy stole, naprawdę chciała oddychać dzisiejszego poranka pełną piersią.
- Radna Fel przebywa na Ziemi. Nie ma powodów, aby nie wierzyć wiadomością galaktycznym, prawda? - zapytała a przekąsem, wprawiając w ruch trzymaną w ręku szklankę. Kołysała ją leniwie, prosta czynność pozwalała jej zakotwiczyć myśli na tym, co tu i teraz. Nie wybierać zbyt daleko. Nie błądzić po orbicie.
- Gdybym miała mniej szczęścia, być może tak właśnie musiałabym zrobić... Ale szok, który odmalował się na twarzy Breznieva wystarczy, aby oddalić się od niego wystarczając i nie dać się złapać. To dlatego Yasmin krzyknęła w słuchawce, abym uciekała? - bez słowa, odstawiła swoją szklankę i chwyciła porzucony dzbanek, aby napełnił szkło stojące przed Cassianem. Uśmiech, który błąkał się po jej ustach, nieznacznie przygasł.
- Nie chciałam z nim wychodzić i się rozdzielać, ale pozostanie w środku groziło katastrofą - wyznała. Odstawiła dzbanek na stół z łoskotem, krusząc kolejną kromkę pieczywa i wrzucając je do zupy, aby namokło. - James był przekonany, że nie jestem tu z własnej woli i prowadzi misje ratunkową... Rozczarowałam go tym, że nie wracam z nim na Cytadelę. I najwyraźniej będę musiała też rozczarować pozostałych, że nadal tu jestem.
Myśl, że bardziej przejmowała się tym, iż spowodowała zawód wśród jego ludzi niż porucznika powinien budzić w niej wstyd, lecz co najwyżej ze wstydem Fel mogłaby stwierdzić, że nic takiego nie nastąpiło. Z powodów z jednej strony oczywistych, a z drugiej nadal abstrakcyjnych, na ten moment zależało jej bardziej na zdaniu zaufanych osób Daharisa, niż kogoś, kto mógłby...
Zamrugała, w porę się reflektując. Lekko zadarła nos, wystawiając twarz do słońca.
- Co teraz? Co musisz zrobić dzisiaj? - doprecyzowała. Bardziej gotowa nie będzie na spotkanie z bezlitosną rzeczywistością.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

7 sie 2025, o 18:55

Kreacja, którą Fel założyła na organizowany przez Sojusz bal z pewnością nie ułatwiła jej identyfikacji. Nie mogła mieć pewności, czy Breznev aby na pewno jej nie rozpoznał wtedy, gdy znaleźli się blisko siebie na moście łączącym dwie wieże Dantius - ale wiedziała, że jak na razie świat nie eksplodował. Nie obudziły jej komunikaty wysyłane na jej nowy omni-klucz, ani Daharis z grobową miną pokazujący jej jej własne zdjęcia upublicznione w extranecie. Jeśli choćby jedna osoba wiedziała, że w tamtym miejscu, w tamtym czasie w gnieździe żmii znalazła się była radna Cytadeli, nikt nie pisnął na ten temat publicznie - i ani prasa, ani pluton egzekucyjny nie towarzyszyły jej śniadaniu z Cassianem.
- Udało nam się wydostać bez rozlewu krwi - potwierdził, jednocześnie ją uspokajając. Wyglądało na to, że to jej zniknięcie wzbudziło w nim najwięcej emocji - nie fakt bycia rozpoznanym przez ludzi, którzy nie życzyli mu zbyt dobrze. - Dobrze zrobiłaś - dodał, ciszej, jakby był to fakt, któremu nie chciał przyznawać racji. Opuszczenie gali z Ashfordem spotkało się z jego natychmiastowym sprzeciwem wtedy, gdy się dokonywało, ale z perspektywy czasu musiał dostrzegać w tym ten sens, który widziała i ona. Mogła jedynie podejrzewać, że gdyby nie wróciła tej nocy do Vespery i nie zastała go w swoim apartamencie, czekającego na nią, ten obecnie dobry plan stałby się w jego oczach najgorszym możliwym. - Dzięki temu byłaś bezpieczna.
Usłyszała nutę goryczy w jego głosie - krótką, ulotną, przepitą łykiem równie gorzkiej kawy, która wyzbyła się cienia z jego szarych tęczówek. Zabranie jej na galę było spełnieniem życzenia Fel, a zarazem postawienia jej w śmiertelnym niebezpieczeństwie - nietrudno było dostrzec, że obwiniał się o to, w jaki sposób skończyła się jej rozmowa z Breznevem.
A raczej o te wszystkie warianty ich konfrontacji, które kończyły się dla niej znacznie gorzej - bo choć wiedziała, na co pisze się wkraczając tamtej nocy do wieży Dantius, poza sprytem musiała mieć też po swojej stronie szczęście, które mogło nie zjawić się na żądanie.
- Przymierze z pewnością już wie, gdzie jesteś oraz co robisz - zauważył trzeźwo, a jego widelec zatrzymał się w połowie drogi do talerza ze skropionymi dressingiem warzywami. - Jak cię znaleźli? - dodał, marszcząc przy tym brwi gdy dostrzegł dziurę w planie, który z pewnością prześwietlał na tysiące sposobów.
Dostrzegła, że ta myśl i wątpliwość pochłonęła go na tyle, że nawet nie zdał sobie sprawy z zadanego przez nią pytania, zamiast tego usiłując odnaleźć dziurę w ich obronie - a później szybko i skutecznie ją załatać. Jego dłoń mimowolnie sięgnęła do omni-klucza, w nawyku, który doskonale znała - potrzebie kontroli, sprawdzenia, czy wszystko jest na swoim miejscu, czy w ciągu ich kilkuminutowej rozmowy nie wybuchł kolejny pożar, którym musiał się zająć.
Jakby nawet chwila spokoju była czymś kruchym, co mogło zniknąć na wietrze.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

7 sie 2025, o 19:35

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz była bezpieczna.
Nie chodziło o to, czy ktoś mierzy do niej z broni, czy czyjeś nazwisko pojawia się w depeszach przesyłanych z politycznym pośpiechem; to bezpieczeństwo miało głębszy ciężar. Znaczyło coś innego. Nieobecność napięcia w karku, które zwykle towarzyszyło jej jak cień. Ciszę w głowie, która nie rozkładała wszystkiego na opcje, zagrożenia, czy rozkazy.
Prawdziwe bezpieczeństwo nie przychodziło z kodem dostępu, nie było efektem odpowiednio wykupionych kontraktów ochronnych. Było stanem, który pozwalał nie myśleć o jutrze z drżeniem.
Tutaj, na tym balkonie, z zapachem kawy unoszącym się pomiędzy nimi i rozleniwionym ciepłem sztucznego słońca na Illium muskającym jej ramiona, przez krótką chwilę mogła wmówić sobie, że ten stan naprawdę istnieje. Że dotyczy też jej. Że dotyczy ich.
I wtedy padło to pytanie.
Cassian zamilkł, a wszystko, co jeszcze chwilę temu wydawało się kruche, ale prawdziwe, pękło pod naciskiem dwóch sylab. Ashford.
Fel nie musiała nic mówić, żeby wiedzieć, że wrócił. Wrócił tam, gdzie zawsze jest krok od decyzji. Do punktu dowodzenia, do kanałów komunikacyjnych w swoim omni-kluczu, do miejsca, w którym zaufanie zawsze jest walutą, a każda niewypowiedziana informacja może kosztować życie.
Omni-klucz rozświetlił jego twarz pomarańczowym blaskiem. Palce mężczyzny poruszały się szybko, precyzyjnie. Znała ten gest. Widziała go wcześniej - nie u niego, ale u siebie. Wyuczone ruchy, podyktowane potrzebą działania, kiedy wszystko inne zdawało się wymykać spod kontroli. Zawahała się przez ułamek sekundy, zanim sięgnęła dłonią w jego stronę. Jej palce delikatnie musnęły wnętrze nadgarstka Daharisa. Nie było w tym nacisku - wyłącznie ciepło. Ugruntowanie w tym co tu i teraz, a nie gdzieś na horyzoncie.
- Cassian - wypowiedziała jego imię miękko. - Możesz to sprawdzić za chwilę. Wiem, że nie jesteśmy ludźmi, którzy zostawiają sprawy samym sobie, ale nie wszystko rozwiążesz w tym momencie - dodała z naciskiem.
Nie odpuściła. Cofnęła dłoń, dopiero kiedy oderwał oczy od urządzenia i podniósł je na nią, a także gdy wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce, aby opuszki jej palców zatrzymały się na jego kości łokciowej.
- Nie jestem pewna, czy Asfhord jest tutaj z rozkazu Przymierza. Raczej w to wątpię biorąc pod uwagę czas - nie zapytała go wprost. Nie uznała za stosowne, w tamtym momencie, w potoku tak wielu gorzkich słow, ostatnie, co przyszło jej do głowy, to żądać wylegitymowania się oraz podania personaliów przełożonego. Zmarszczyła nos, uciekając od rozpraszających ją myśli oraz skupiając się na tęczówkach mężczyzny, który siedział naprzeciwko.
- James był moim nauczycielem w ośrodku Przymierza. Poprosiłam go, aby udał się ze mną na Cytadelę i objął dowodzenie nad moją ochroną... Zanim moje życzenie autoryzowała admiralicja, dostał rozkaz wylotu... Nie patrz się tak na mnie. Sam mi wytknąłeś, że nie dbam należycie o osobistą obstawę - wypomniała mu otwarcie, a kąciki jej ust drgnęły. Jakby chciała wierzyć, że jeszcze będzie potrafić rozładować nieprzyjemne rosnące napięcie przed drugą, a zarazem pierwszą filiżanką kawy przy śniadaniu.
Zamilkła na chwilę, pozwalając słowom opaść między nimi. Popatrzyła na niego tak, jakby próbowała zatrzymać go w tej chwili. Bezpiecznym, intymnym momencie, który nie musiał jeszcze znać odpowiedzi.
- Pozwól nam to zachować. Choćby do końca kawy.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

8 sie 2025, o 15:21

Trudno było pozostawić rzeczywistość za drzwiami tarasu, na którym się znajdowali. Omni-klucz zdobyty przez nią poprzedniego dnia był kolejnym elementem posuwającym ich do przodu - i nawet teraz, gdy na moment chcieli po prostu usiąść, zatrzymać się w miejscu, przypominał o wszystkim co czekało ich na zewnątrz. Nawet leniwy poranek nie był w stanie zmyć świadomości poruszającego się naprzód świata. James mógł już dawno nie przebywać na Illium, mógł udać się do portu jeszcze poprzedniej nocy i zgodnie z jej życzeniem, opuścić planetę w pojedynkę. To, co usłyszał i czego się dowiedział, pozostawało przykryte całunem tajemnicy. Nie mogła wiedzieć, czy ufał jej na tyle by nie zgłaszać zdrady, której się dopuszczała pozostając tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli. A nawet jeśli przekazał tę informację dalej, nie wiedziała, czy Przymierze ją upubliczni - czy też skieruje to do własnych baz danych, zastanawiając się nad krokami, które mogli podjąć by sprowadzić ją z powrotem.
Widziała, jak macki rzeczywistości oplatają się wokół Daharisa. Niezależnie od tego, jak drastycznie zmieniła się atmosfera pośród nich, jak dobre było serwowane przez Vesperę śniadanie i zamówiona przez niego kawa, nie był w stanie w pełni odciąć się od czyhającego na nich niebezpieczeństwa.
Dopiero dotyk kobiecej dłoni na jego własnej sprawił, że palce zawisły nieruchomo nad omni-kluczem. Jego barki rozluźniły się lekko, powoli - jakby uświadomiła mu w tym, że w ogóle się napięły, ale teraz musiał równie świadomie je rozluźnić. Westchnął cicho, z pewnym wahaniem przytakując nim dezaktywował urządzenie. Pomarańczowy blask zniknął, pozostawiając wokół nich jedynie promienie porannego słońca powoli wspinającego się po niebie.
- Jeśli znalazł cię raz, może zrobić to drugi. Sam, albo z całym Przymierzem - podkreślił, wyjaśniając swoją reakcję - coś, czego zwykle nie robił wcześniej, nie czując potrzeby tłumaczenia swoich działań. Musnął jej dłoń, nieświadomie własną pozostawiając w miejscu - drugą zaś sięgając po filiżankę kawy. - Rozumiem, że masz z nim... bardziej osobistą relację. Ale wciąż jest żołnierzem Przymierza. Jeśli wie o twoim położeniu i nie przekaże tej informacji dalej, grozi mu dyscyplinarka.
Niewypowiedziane pytanie zawisło między nimi gdy umilkł, upijając łyk ciemnofioletowej kawy. Czy Ashford ufał jej na tyle, bądź czy uważał ją na tyle ważną dla siebie, by ryzykować swoją karierą w Przymierzu tylko ze względu na podjętą przez nią decyzję?
Cassian odłożył widelec na pusty talerz, usatysfakcjonowany śniadaniem przenosząc swój wzrok na siedzącą naprzeciw Fel.
- Aaliyah chce omni-klucza. W zamian za niego, wyciągnie implant z mojej głowy - odezwał się, uświadamiając blondynce, że usłyszał jej ostatnie pytanie - i zamierzał do niego wrócić. - Zaproponowała termin. Dziś w nocy, w jednej z klinik należących do Orchis- dodał, nachylając się lekko w jej stronę - jakby to gorzkie przypomnienie tego, co ich czekało, chciał natychmiast zmyć czymś słodszym. - Mamy cały dzień. Pomyślałem, że może chciałabyś zobaczyć Illium od innej strony.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

8 sie 2025, o 16:09

Wyświetl wiadomość pozafabularną Kiedy jego palce zawisły nad omni-kluczem, obserwowała go uważnie, wychwytując drobne napięcie w barkach, to prawie niezauważalne zmrużenie oczu, gdy myślami wracał do czegoś, co znajdowało się poza tym tarasem. Położyła dłoń na jego; bez nacisku, bez pośpiechu. Gest miał w sobie ciszę, która nie wymagała wyjaśnień oraz miękkość, która rzadko bywała jej bronią.
Milczała, gdy mówił o Ashfordzie, choć każde jego słowo ważyło w jej myślach więcej, niż chciałaby przyznać. Nie ufała Przymierzu. Nie wierzyła, że James działał z czystego impulsu, bez czyjegoś przyzwolenia. Jeśli naprawdę wiedział, gdzie jest, a mimo to milczał - był to być może akt odwagi, ostatnia przysługa podyktowana wizją, jakby mogło wyglądać teraz jej życie, gdyby w tamtej chwili oraz w tamtym momencie, podjęła inne decyzje.
Albo też znak, że planował coś, czego jeszcze nie potrafiła odgadnąć.
Wciąż milcząc, obróciła wolną rękę filiżankę, która napełniła kawę, w stronę Daharisa. Drugą, splotła z jego palcami. Trzymanie go za rękę nie przeszkodziło jej ani dokończyć śniadanie, ani sięgnąć po kolejną kawę.
- Mam bardzo dobrą pamięć, o czym Przymierze doskonale wie. Wysyłanie tu delegacji i stawanie mnie w sytuacji, w której niewiele mam już do stracenia... Wątpię, aby ktokolwiek podjął ryzyko i odważył się na ten krok. Tym bardziej po ich porażce na Korlusie.
Słońce wspinało się coraz wyżej, odbijając się od szkła balustrady i tworząc na jego skórze plamy światła. Przyglądała się temu, wiedząc, że lada moment znów ześlizgną się w rozmowy, które będą pachnieć nie kawą, a stalą i bronią. Teraz jednak pozwoliła sobie utrzymać jego uwagę na sobie - choćby przez kilka oddechów dłużej, nim blask omni-klucza całkiem zniknął.
Gdy wspomniał żmiję, jej palce odruchowo zacisnęły się na porcelance filiżanki oraz jego dłoni. Nazwa Orchis wypełniła jej myśli chłodem - nie tym prostym, fizycznym, ale tym, który przychodził wraz z poczuciem, że każdy krok w stronę rozwiązania był jednocześnie krokiem w głąb kolejnego, grząskiego gruntu.
Westchnęła, marszcząc nos.
- Dzisiaj w nocy? Jak zamierzasz zabezpieczyć się przed tym, aby wyciągając Ci jeden implant, nie umieściła w Twojej głowie innego? - znał ją na tyle, aby nie oczekiwać, że powie na głos coś tak oczywistego. Coś, co wyrażało wbite w niego spojrzenie nieco zachmurzonych, dwukolorowych tęczówek. Ktoś powinien patrzeć się Aaliyah na ręce. I tym kimś powinna być ona.
Odsunęła od siebie myśli, te, które nieustannie zamartwiały się o Cassiana i biorąc pod uwagę jego położenie, tym razem miały bezdyskusyjną racje. Oparła czoło o jego czoło, zmuszając mężczyznę do bliższego pochylenia się nad stołem.
- Za ile wychodzimy?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

13 sie 2025, o 12:56

Wydarzenia na Korlusie, choć dla każdego z nich były w inny sposób traumatyczne i pozostawiły po sobie stos leżących w zgliszczach Hirano trupów, przykryły Przymierze cieniem - cieniem, z którego mogli skorzystać. Wojsko miało w tej chwili znacznie poważniejsze problemy niż jedna była radna Cytadeli, która umknęła do Terminusa. Wiedza, którą posiadała czyniła jej przebywanie w towarzystwie Sojuszu niebezpiecznym, ale jednocześnie okoliczności jej znalezienia się tutaj nie były w pełni jasne. Gdyby wprost określiła swoje działania jako zdradę, być może ktoś posłałby za nią oddział mający na celu zaciągnięcie jej z powrotem na Cytadelę. Tak długo, jak Ashford milczał, Przymierze mogło się domyślać - ale nie wiedziało na pewno czy była tutaj w roli więźnia, czy w roli gościa.
Zresztą, ta niewiadoma obejmowała również sam Sojusz. Jeśli admiralicja posiadała szpiegów w szeregach SST, ci również nie mieli pojęcia gdzie jej szukać, wiedzieli zaś o rozkazie jej pojmania i potencjalnej egzekucji.
in]50[/in] - Można powiedzieć o Aaliyah dużo, ale dotrzymuje układów, które zawarła. Zwykle - mruknął, wiedząc, że nie jest to tak komfortowe zapewnienie jakby tego chciał. - Ale zostawię omni-klucz Brezneva w waszych rękach. Dostanie go dopiero po tym, gdy obudzę się i wszystko będzie dobrze. Na nim zależy jej najbardziej.
Noc wydawała się odległa - teraz, gdy świat skąpany był w promieniach porannego słońca. Mężczyzna rozluźnił się nieco, w ten sam ekspercki sposób, który znała, odsuwając to co miało nadejść daleko od siebie. Wciąż czekało ich wiele godzin, które mieli spędzić wspólnie na Illium. Perspektywa jej gotowości przywróciła rozluźnienie również do jego mimiki. Kąciki jego ust uniosły się lekko w górę, przysłonięte kubkiem, który uniósł by dopić swoją fioletową kawę.
- Dziesięć minut? - rzucił beztrosko, spoglądając na jej reakcję. Wiedziała, że jeśli będzie potrzebować więcej czasu, bez problemu go otrzyma - nie mieli innego terminarza poza tym, co sami dla siebie określili. - Masz wygodne buty? - dodał przebiegle, opadając na oparcie krzesła. Jego wzrok prześlizgnął się po jej sylwetce, z pewnością wspominając elegancką kreację z poprzedniego wieczora i zastanawiając, czy pierwszym punktem ich programu nie musiały być zakupy.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

13 sie 2025, o 15:23

Powiązania z Przymierzem zawsze były dla niej czymś stałym, jak cienka, ale wciąż wyczuwalna linka biegnąca gdzieś w tle. Aż do teraz. Po raz pierwszy w życiu miała wrażenie, że ta nić poluzowała się tak bardzo, że mogłaby zniknąć zupełnie… i o dziwo, nie czuła z tego powodu ani lęku, ani straty. Może odrobinę ulgi. Na Korlusie wydarzyło się zbyt wiele, by wracać do dawnego porządku, a cień, jaki Przymierze rzuciło na samo siebie, był teraz ich parasolem.
Jeżeli Cassian miał jakiekolwiek wątpliwości, wyraz jej twarzy rozwiał je w oka mgnieniu. Iris nie ukrywała przed nim tego, co myślała, choć zrobiłaby to z łatwością. Wykrzywione usta zduszały słowa to za mało, a irytacja mąciła spokojne, błękitne tafle jej oczu.
- Ufam Ci, ale nie ufam jej... Chcę, aby jej personel medyczny na bieżąco raportował i dostarczył nam całą Twoją dokumentacje medyczną na potwierdzenie, że zabieg został przeprowadzony zgodnie ze sztuką, a Ty wybudziłeś się cały, zdrowy, bez uszkodzonej pamięci i świadomości zanim faktycznie ktoś jej ten omni-klucz przekaże.
Wiedział - musiał wiedzieć - że lista życzeń Iris była o wiele dłuższa, niż ta, wyłożona mu przy śniadaniu, łącznie z jej obecnością na sali i patrzeniem się chirurgom na ręce, aczkolwiek miała w sobie na tyle pokory, aby nie żądać od niego takiego pozwolenia przed południem.
- Jak myślisz, co takiego ważnego znajduje się na omni-kluczu Brezneva, że żmija uznała, że warto się targować…? - zapytała tonem bardziej ciekawskim niż podejrzliwym, skubiąc jeszcze kilka listków zieleniny z kolorowych dodatków do śniadania.
Kiedy wspomniał o butach, spojrzała na niego tak, jakby właśnie zasugerował coś zupełnie absurdalnego. Cmoknęła.
- Zależy co rozumiesz przez wygodne - odparła bez chwili zawahania, a kąciki jej ust drgnęły z rozbawieniem. - Moje ulubione na obcasie są bardzo wygodne, niestety zostały na Cytadeli... Sprawdzę, czy wśród rzeczy przyniesionych przez Yasmin znajdą się jakieś odpowiednie. Rozumiem, że nie każesz mi biegać po mieście w pancerzu?
Nie dopiła kawy - zamiast tego wstała, sięgając po filiżankę i kierując się ku drzwiom prowadzącym do wnętrza apartamentu z porcelaną w ręku. Zatrzymała się jednak na moment przy jego krześle, nachylając się, by musnąć usta mężczyzny i złożyć na nich szybki, przelotny pocałunek. Taki, by poczuł jej obecność, ale nie zdążył jej zatrzymać.
Potem zniknęła w środku, zostawiając go samego z kubkiem fioletowej kawy i niedopowiedzianą odpowiedzią na pytanie, ile właściwie potrwa jej dziesięć minut.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

19 sie 2025, o 23:44

- Całą dokumentację medyczną? - wbrew wszystkim, słusznym wątpliwościom, jakie nią targały, Daharis uśmiechnął się do niej szelmowsko w odpowiedzi. - Jesteś zaborcza.
Pomimo rozbawienia wymalowanego na jej twarzy, dostrzegała w nim zrozumienie - Fel była specjalistką w swojej dziedzinie. Posiadała wiedzę dużo większą od wszystkich z jego oddziału na temat procedury, która miała zajść w klinice Orchis - wszak sama przeprowadzała podobne zabiegi wielokrotnie, choć implanty miały inną naturę. Wiedziała też przez to o znacznie większej ilości komplikacji, które mogły wyniknąć w trakcie. Wszystkich, które mogły zetrzeć ich chwilę szczęścia w drobny pył, a ją znów pozostawić dryfującą w kosmicznej pustce płatającego jej figle umysłu.
- Dowody na to, jakim jest skurwysynem - wyznał krótko, choć szczerze. Nie na wszystkie pytania odpowiedź musiała być skomplikowana i najwyraźniej Daharis w tej kwestii nie dostrzegał głębszego dna. - Od czasu wybuchu wojny Breznev prowadzi kampanię wybielającą się. Udaje, że wszystko, co robi, robi dla większego dobra teraz, gdy może coś na tym politycznie zyskać. Dużo osób podejrzewa, że to bujda, ale nikt nie ma dowodów.
Gdy tylko jej krzesło odsunęło się od stołu, zauważyła jak zadarł głowę, uważnie śledząc ją wzrokiem gdy podchodziła. Nachylając się, dostrzegła, jak kącik jego ust drgnął ku górze nim złożyła na nich pocałunek. Odwzajemnił go natychmiast, prostując się w swoim siedzeniu - jego dłoń wystrzeliła do przodu, ruszając do kobiecej talii, która nagle znalazła się na wyciągnięcie ręki.
Mruknął coś z niezadowoleniem gdy wyprostowała się, by ruszyć do wnętrza pokoju i przygotować się do drogi.
- Jeśli masz obcasy nadającej się do wspinaczki w naturze, proszę bardzo - rzucił za nią gdy wychodziła, z wyraźnym rozbawieniem wyobrażając sobie tę kwestię. - Ale myślę, że zatrzymamy się na zakupy zanim polecimy dalej.


@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

20 sie 2025, o 07:16

- Profesjonalizm, Cassian - odpowiedziała miękko, nie kryjąc uśmiechu, który muskał kąciki jej ust. - Nie zaborczość. No... Może odrobinę - dodała ciszej, pod nosem.
Była specjalistką jeszcze zanim przyszło jej pełnić funkcję radnej. Neurochirurgia, wszczepy biotyczne - świat, w którym nie było miejsca na błędy, bo najmniejszy detal decydował o czyimś zdrowiu, a często i życiu. To tam wykuwał się jej charakter; bezkompromisowa dbałość o szczegóły, brak tolerancji dla fuszerki i gotowość, by oceniać innych surowiej, niż oni ocenialiby samych siebie. Polityka nauczyła ją giętkości w słowach i chłodnej dyplomacji, ale rdzeń pozostał niezmienny. A skoro w tym wszystkim chodziło o niego, jej spojrzenie na Orchis miało być jeszcze ostrzejsze. Nie pozwoli im na żaden błąd. Nie w jego przypadku.
Zatrzymała się na moment, kiedy jego dłoń zaskakująco szybko zagarnęła ją ku sobie. Uśmiechnęła się, musnęła nosem jego nos, jakby testowała granice tego nagłego gestu i wcześniejszej deklaracji mężczyzny. Dziesięć minut.
- Sojusz, Cytadela, Cerberus… Polityka wszędzie jest taka sama - mruknęła z rozbawieniem, ale i z cieniem rezygnacji, jak ktoś, kto poznał jej wszystkie oblicza i już się nie łudził, że gdziekolwiek wygląda to inaczej.
W środku apartamentu Yasmin zostawiła jej starannie spakowane walizki. Fel kucnęła przy jednej z nich, rozpinając zamek i przesuwając palcami po schludnie ułożonych rzeczach. Kolejne pary szpilek i botków przewijały się pod jej spojrzeniem, aż natrafiła na jedyną, która łamała schemat - buty na najbardziej płaskiej podeszwie, jakie miała w całym bagażu. Wzruszyła ramionami z lekkim, ironicznym uśmiechem, odkładając elegancję na rzecz pragmatyzmu.
Odsunęła walizkę na dywan i przykucnęła obok niej, przesuwając palcami po starannie ułożonych ubraniach, które Yasmin spakowała z typową dla siebie dokładnością. Westchnęła cicho, odkładając kolejne pary, które nadawałyby się raczej na posiedzenie Rady niż na coś, co Daharis z lekką beztroską nazwał „zobaczeniem Illium od innej strony”.
Zawahała się, gdy jej dłoń natrafiła na parę płaskich butów, prawdopodobnie wciśniętych tu przez Yasmin bardziej z rozsądku niż z faktycznej potrzeby. Były wygodne, proste, niemal rażąco zwyczajne na tle reszty jej garderoby. I może właśnie przez to, gdy wsunęła je na stopy, poczuła coś, czego nie doświadczała od dawna - lekkość. Próbowała przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz po prostu wychodziła gdzieś w nowym miejscu tylko dla samej przyjemności, nie mając na barkach spotkań, obrad czy obowiązków. Na Cytadeli każde wyjście miało cel, agendę, polityczny ciężar. Nawet odpoczynek był skrupulatnie wpleciony w terminarz. A tutaj… To było tylko wyjście. Wycieczka. Myśl, że nie musi niczego reprezentować, nikogo przekonywać ani niczego negocjować, była niemal absurdalna.
I w dziwny sposób odświeżająca.
Zamiast klasycznej garsonki sięgnęła po coś wygodniejszego; lekki kombinezon w neutralnym kolorze, który bardziej pasował do spaceru po targach czy skwerach niż do gabinetów politycznych. Związała włosy w kitkę, po czym przez moment zerknęła na swoje odbicie w lustrze. Nie przypominała siebie sprzed lat w całości, ale dostrzegała fragment tamtej kobiety, która mogła sięgnąć po prostotę bez strachu, że zostanie to odczytane jako słabość.
Gdy wyszła do przedpokoju, zajęło jej to niecałe dziewięć minut. Oparła się nonszalancko o framugę drzwi, bawiąc się końcówką związanych włosów, jakby zupełnie nie przejmowała się kontrastem pomiędzy dawną Radną Cytadeli a kobietą, która po prostu czekała na swojego towarzysza, gotowa ruszyć w nieznane miasto.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

27 sie 2025, o 09:34

Yasmin przygotowała potencjalną garderobę dla Fel na tyle dobrze, na ile była w stanie. W pakowaniu blondynka dostrzegła jej skrupulatność, jak i pewną wątpliwość co do tego, co Iris mogła preferować. Znalazły się tam eleganckie stroje, jak i luźne T-shirty, w których prawdopodobnie mogła z wygodą spać bądź spędzać czas w ich tymczasowym mieszkaniu. Większość rzeczy była neutralna, pozbawiona kolorów bądź pstrokatych dodatków - zarówno w wyrazie ostrożności dotyczącej preferencji byłej Radnej Cytadeli, jak i świadomości tego, że nie powinna ona zwracać na siebie uwagi.
Gdy wyszła z łazienki, dostrzegła przez uchylone na zewnątrz drzwi, że pozostałości śniadania zniknęły ze stolika uprzątnięte przez Cassiana. Sam mężczyzna stał na balkonie, oparty plecami o barierkę - jego głowa zwieszona była nad aktywowanym omni-kluczem, w którym, prawdopodobnie, dopinał szczegółów jak robił to zwykle, korzystając z chwili jej nieobecności.
Gdy stanęła w drzwiach łazienki, natychmiast uniósł ku niej spojrzenie. Oderwał się od barierki, ruszając z powrotem do wnętrza jej małego apartamentu. Uśmiech zamigotał na jego ustach gdy omiótł wzrokiem jej sylwetkę - w kombinezonie, płaskich butach i włosach upiętych w kitę nie przypominała osoby, którą znał świat nawet bez maski na twarzy. Zatrzymał się na chwilę w tarasowych drzwiach, ale chwila ta była krótka - uległ własnej, wewnętrznej potrzebie i podszedł bliżej, przechwytując ją w przejściu.
- Tego nie pokazują w extranecie - mruknął, oplatając ramieniem jej talię i przysuwając ją do siebie. Powietrze znów wypełniła bergamotka gdy pochylił się, składając na jej ustach krótki, żarliwy pocałunek - jakby pomimo planów, które stworzył wcześniej, pozostanie w pokoju było równie interesującym wariantem, który na poważnie rozważał. - Pozwoliłaś sobie przywieźć takie buty? Jestem pod wrażeniem - dodał z rozbawieniem, odsuwając się z wyraźnym trudem. - Byłem przekonany, że będę musiał cię nieść.
Ruchem podbródka wskazał jej drzwi wyjściowe - te, w których wcześniej pozostały ich rzeczy, a teraz suknia i elegancka koszula tkwiły przewieszone przez ramię stojącego nieopodal fotela. Huragan, który pozostawili po sobie, zdawał się być trochę uporządkowany przez mężczyznę pod jej nieobecność.
- Czy masz jakieś życzenia? - zapytał gdy ruszyli do wyjścia, choć podejrzewała, że i bez nich, miał już przygotowane własne propozycje. Na jego twarzy pojawił się przebiegły wyraz. - Coś, co chciałabyś zobaczyć, zanim zabiorę cię poza miasto?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2369
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.410
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

30 sie 2025, o 19:15

Nie była tu w żadnej służbowej roli. Właśnie dlatego eleganckie garsonki czy dopasowane kostiumy pozostawały nietknięte, a Iris nawet nie miała zamiaru ich szukać w swojej garderobie. Byłyby zbytnią deklaracją – rolą, w którą teraz nie musiała wchodzić. Na Illium mogła pozwolić sobie na odrobinę anonimowości, choć zdawała sobie sprawę, że dla osoby o jej pozycji słowo to zawsze będzie względne. Wystarczyła jedna para oczu, które ją rozpoznają, a wszystko mogłoby się z łatwością posypać. A jednak… Myśl, że może przejść ulicą jak zwykła kobieta, w prostym kombinezonie i płaskich butach, dodawała jej skrzydeł. I budziła ekscytacje.
Na moment zatrzymała się, kiedy jej spojrzenie padło na Daharisa pochylonego nad pulsującym, pomarańczowym blaskiem aktywnego omni-klucza. Przyłapała się na tym, że śledziła go wzrokiem z większym zainteresowaniem, niż zamierzała, a kiedy jego spojrzenie niespodziewanie uniosło się i trafiło wprost na nią, Fel puściła mu bezczelne, perskie. Uśmiech, który przy tym pojawił się w kąciku jej ust, mówił sam za siebie. Tak. Gapiła się na niego i nie zamierzała się wypierać prawdy.
Roześmiała się cicho, perliście, gdy ten przyciągnął ją do siebie. Zadarła nieco głowę, roziskrzone, dwukolorowe tęczówki spojrzały na Cassiana ze szczerym rozbawieniem. W ciągu minionej doby, abstrahując od okoliczności, które ich u ściągnęły, śmiała się prawdziwie i niewymuszenie w jego towarzystwie o wiele częściej, niż na przestrzeni ostatnich, długich miesięcy.
- Oczywiście, że nie pokazują. Jeszcze ktoś byłby gotów uwierzyć, że jestem zwykłym człowiekiem i co wtedy?- mruknęła niemalże prosto w jego usta. Skradła mu jeszcze jeden pocałunek, balansując na tej niebezpiecznej granicy, za którą kryło się nienasycenie... I nim uległa zwodniczym myślom, obróciła się w jego objęciach niczym w tańcu, wyplątując się z ramion Cassiana i puszczając jego dłoń po dwóch krokach na przód. Odetchnęła pełną piersią, chłonąc unoszącą się w powietrzu woń bergamotki.
- Bez obaw. Jeszcze mogę je zgubić gdzieś w górach, czy na szczycie i nie będziesz zmuszony zmieniać swoich planów pokazywania mi Illium nosząc mnie na barana - stwierdziła pół żartem, pół serio. Przechodząc przez niewielki korytarz, dyskretnie przesunęła nogą parę porzuconych drobiazgów pod ścianę, aby dla kogoś postronnego, miejsce to choć odrobinę mniej kojarzyło się ze zbrodnią, której absolutnie nie żałowała.
Obejrzała się przez ramię, kiedy jej dłoń dotknęła panelu dotykowego drzwi.
- Tylko jedne - stwierdziła od razu, nie dając sobie nawet chwili na namyśl. Jakby i ona przemyślała wspólne wyjście i miała pomysł, bądź propozycje.
- Uruchomisz omni - klucz. Wpiszesz w extranet co warto zobaczyć na Illium bądź podobną frazę i... Pierwsze, co się pokaże, to będzie miejsce gdzie wypijemy kawę przed opuszczeniem miasta. Co Ty na to? - spojrzała na niego, ciekawa, czy podejmie się rzuconego przez nią wyzwania.
Bo kiedy, jak nie teraz, będzie miała szansę stanąć w najbardziej przereklamowanym miejscu na Nos Astrze jako Iris Fel, a nie Radna Fel czy... ktokolwiek inny?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

5 wrz 2025, o 22:28

Atrakcje turystyczne Illium
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością 1d10:
7

a niech będzie, dam drugą opcję
Rzut kością 1d9:
3
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13373
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

5 wrz 2025, o 23:28

Prysznic był niczym przerwa, która nagle zresetowała atmosferę panującą w apartamencie z powrotem do tej, która przywitała Fel wraz z pierwszymi promieniami słońca. Tak samo, jak wczorajszego dnia pozostawili problemy czekającej na nich rzeczywistości za drzwiami, tak teraz pozostały one przy pustym już stoliku na balkonie. Plany, które mieli na drugą połowę dnia mogły zaczekać - i jak za odjęciem magicznej różdżki, bliskość Fel sprawiła, że do postawy i mimiki mężczyzny wkradło się rozluźnienie. Ich losy dopiero teraz splotły się ciasno ze sobą, lecz więź, która wytworzyła się pomiędzy nimi tkwiła na swoim miejscu od dłuższego czasu - przez to w spojrzeniu Daharisa dostrzegała nie tylko tęsknotę, ale i desperacką potrzebę skorzystania z tej chwili normalności, której wyczekiwali od tylu tygodni.
Której być może mieli nie otrzymać ponownie.
- Często gubisz buty? - odbił piłeczkę, podobnie jak ona z trudem odrywając od niej dłonie gdy wymsknęła się z jego ramion, ruszając powoli do korytarza prowadzącego do wyjścia. - Myślałem, że przecież nie jesteś księżniczką.
Gdy odwróciła się w jego stronę zerkając przez ramię, dostrzegła szelmowski uśmiech na ustach, z których wydostał się przytyk. Określenie to zawsze wzbudzało w nim rozbawienie i tym razem nie było inaczej.
Rozgardiasz panujący w apartamencie był odrobinę bardziej opanowany niż w nocy - ale niewiele. Te jej rzeczy, które wylądowały na ziemi zostały przez niego pozbierane i rzucone na fotel w kącie pomieszczenia, ale Daharis nie tknął stosu kosmetyków, toreb i opakowań po zamówionych przez nią rzeczy, które pozostawiła wychodząc pośpiesznie na galę. Nie wydawał się być też specjalnie przejęty chaosem, który zostawiali za sobą - uznając, że w razie potrzeby mogą zamówić sprzątanie pokoju, a i tak nikt nie planował do niego wchodzić.
- Znając Nos Astrę to może być burdel - ostrzegł ją, pół żartem, pół serio wyciągając omni-klucz by wpisać zaproponowaną przez nią frazę. Stanął obok niej w korytarzu, przeglądając wszystkie wyniki z extranetu.
- Wygląda na to, że obowiązkowym punktem na mapie jest kompleks świątynny poświęcony Athame. - przeczytał, unosząc wzrok na Fel. - Ale dalej na liście widzę jakąś kawiarnię, jeśli nie masz nastroju na religijne uniesienia - dodał z rozbawieniem, nachylając się do przodu.
Sprawiał wrażenie, jakby zamierzał złożyć na jej ustach pocałunek - ale zamiast tego sięgnął do panelu, koło którego stała, otwierając drzwi prowadzące na zewnątrz i odsuwając się z przebiegłym wyrazem twarzy.

@Iris Fel

Wróć do „Nos Astra”