Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Świątynia Athame

8 paź 2025, o 15:06

Terminus zawsze jawił jej się jako mozaika sprzeczności – ziemia niczyja, w której każdy mógł coś sobie wziąć, ale nikt nie mógł zatrzymać tego na długo. A jednak właśnie ta płynność, ten brak struktur, był dla wielu namiastką wolności. Może dlatego Przestrzeń Rady nigdy nie zdołała ich całkowicie ujarzmić; w istotach żyjących tu od pokoleń zakorzeniła się nieufność wobec jakiejkolwiek władzy, nawet tej, która chciała przyjść z pomocą.
Rozumiała gniew, o którym mówił Daharis. Wiedziała bardzo dobrze, jak łatwo było skierować frustrację przeciwko w r o g o m - Radzie, biurokratom, decyzjom wydawanym z daleka. Tylko że ta „sprawiedliwość”, o której wspominał, miała zbyt wiele twarzy. Jedna z nich należała do wygłodniałych rodzin, które marzyły o bezpieczeństwie. Druga – do dowódców, którzy potrafili używać tych marzeń jak broni. A trzecia, najgorsza, należała do ludzi takich jak ona – tych, którzy mogli jednym podpisem odciąć całe światy od nadziei, tłumacząc to zimną logiką strategii.
- Niechętnie to przyznaje, ale kunszt ich podporządkowania sobie innych organizacji w Terminusie jest godny uznania. Zrobili to bardzo umiejętnie i jak rozumiem bezproblemowo trzymają resztę za mordę co zapewnia im bardzo wygodną pozycje - cmoknęła cicho.
Przyglądała się kwiatom na straganie, ich delikatnym płatkom, dziwnie kontrastującym z brutalnością tematów, jakie poruszali. Jakby natura z drwiną przypominała, że świat potrafi tworzyć piękno nawet tam, gdzie człowiek pozostawia tylko popiół.
- Tu nie było przypadków, a wyłącznie chłodna kalkulacja - odparła, mijając kolejny stragan. Mindoir. Wysadzenie przekaźnika. Puszczony w eter manifest. Lawina wydarzeń, która zaczęła się raptem od jednej kostki pchniętego domina. Nabrała przekonania, jak wiele zostało przewidziane w momencie, w którym uzmysłowiła sobie, że bankiet, na którym szukali Brezneva, dedykowany był wielkiemu zwycięstwu.
I jeszcze ambitniejszym planom na przyszłość.
Nie zapytała nigdy wprost, komu bezpośrednio podlegał. Miała swoje domysły, mniej czy bardziej potwierdzone przypuszczenia, biorąc pod uwagę wydarzenia i ich konsekwencje. Także te, które dotknęły bezpośrednio Cassiana. Był to temat, który prędzej czy później zmuszona będzie z nim poruszyć, ale dzień był jeszcze młody. A oni wypili dopiero drugą kawę.
Obróciła się leniwie, spełniając jego prośbę. Czy słowa, które padły w cieniu pradawnej świątyni nabierały większej mocy? Być może. Cokolwiek nie przyniesie wieczór, a także kolejne dni, podświadomie czuła, że to mogła być jedyna, właściwa ścieżka, aby zachować kawałek dawnej siebie i jednocześnie zaakceptować nową. Nieco dziką, nie do końca ujarzmioną. Jakby nie tylko jej biotykę czekała wymuszona zmiana.
- Właśnie takie tryby dawały początek rewolucjom - mruknęła pod nosem, wiedząc - i c z u j ą c - że Cassian usłyszał jej ciche słowa. Z urwanym westchnięciem, odchyliła głowę do tyłu, jakby chciała znaleźć się bliżej mężczyzny, zatrzymać tę subtelną pieszczotę na dłużej.
- Przyznaj, że byłabym w tym naprawdę niezła - dodała z zaczepną nutą w absolutnie poważnym tonie. Oczyma wyobraźni potrafiła zobaczyć mimikę mężczyzny po samym jego prychnięciu, czy zdławionym uśmiechu. Domyślała się, że najprawdopodobniej pozwolił sobie na subtelne uniesienie kącika ust, albo całkiem śmiałe przewrócenie oczyma. - Radę? Musielibyśmy się poważnie zastanowić jak wielu powinna mieć przedstawicieli, uwzględniając wasz wybuchowy charakter i upór godny... - mnie miała na końcu języka, lecz ta oczywistość rzecz jasna nie wybrzmiała. Pozostały jedynie refleksy oraz iskry rozbawienia w jej spojrzeniu, które mógł widzieć, kiedy zadarła niego głowę, aby spojrzeć na Cassiana niemalże od razu po tym, jak miękkie obróciła się na palcach ku niemu.
Patrząc się wciąż w jego pogodne tęczówki, dotknęła opuszkami do delikatnego łańcuszka, wędrując wzdłuż niego dalej, z zafascynowaniem badając sploty, aż zahaczyła o zawieszkę. Wyczuła jej kształt, domyśliła się pierwowzoru, gdyż zdradzały go echa emocji odbijające się w tafli wzroku.
- Jest piękny. Dziękuję - szepnęła, rozciągając usta w szczerym uśmiechu. Rzadko nosiła biżuterię, jej medialny, surowy wizerunek nie zdradzał przywiązania do ozdób. Wyciągnęła się ku niemu, całując Daharisa w kącik ust i - ponieważ tak naprawdę miała zachłanną naturę - wtulając policzek w jego własny, aby ukraść jeszcze moment tylko dla siebie nim cudze chrząknięcie zmusi ich do odsunięcia się na bok i przepuszczenia w kolejce do bibelotów.
- Powinnam sobie jeszcze kupić jakiś tandetny kubek. Taki, który będzie tylko mój i który zostawię na Twoim statku, aby nie zastanawiać się na przyszłość, czy sięgam po coś, co mogłoby być używane w niewiadomych celach... - wymamrotała w jego ramię.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

9 paź 2025, o 22:35

Rząd Cytadeli wydawał się tak drastycznie odmienny od plemiennego sposobu organizacji Sojuszu Systemów Terminusa, że ich dyskusja nie miała szans na bycie praktyczną. Tkwiący na jej szczycie Maelstrom z pewnością powitałby Fel z otwartymi rękami, ale nie w taki sposób, o którym obecnie rozmawiali. Zróżnicowanie pomiędzy ugrupowaniami umożliwiało jej zachowanie swojej wolności i spacerowanie deptakiem świątyni w blasku dnia, a Daharisowi dawało szansę na odzyskanie tej, którą utracił.
Zamykając ją w kapsule i posyłając prom prosto do świetlistych bram Cytadeli.
- Byłabyś. I to chyba przeraża mnie najbardziej - odrzucił rozbawiony, nie zwlekając przed przyznaniem jej racji. Piastując pozycję radnej kobieta udowodniła swoją wartość na przestrzeni ostatnich lat, a jednym z jej atutów była zdolność do przystosowywania się do swojego otoczenia. Nawet teraz, tkwiąc w wichrze chaotycznych wydarzeń i życiowych zmian, które wydawały się ostateczne i permanentne, potrafiła w odpowiedni sposób nastawiać własną optykę. - Nie wiem, czy Terminus jest gotowy na twoje rządy, księżniczko. Chociaż chciałbym zobaczyć, jak podporządkowujesz sobie najemników.
Łobuzerski błysk jaśniał w jego oczach gdy odsuwał się odrobinę, na wypadek, gdyby nadużywane przez niego określenie poskutkowało otrzymaniem łokcia. Powrócił do niej dopiero gdy łańcuszek z kwiatem znalazł się na jej szyi, zdobiąc jasną skórę i mieniąc się w słońcu.
Gdy wspięła się na palce by pocałować go w kącik ust poczuła, jak jego ramię odruchowo oplotło jej talię, zaś głowa zdradziecko obróciła się, zmieniając trajektorię jej ruchu. Gdy odwzajemnił jej pocałunek, męska dłoń zacisnęła się lekko na materiale jej kombinezonu, jakby wypuszczenie jej z objęć przychodziło mu z większą trudnością, niż powinno.
- Najwyraźniej ten kwiat nazywa się Orsalia. Uznajmy to za zbieg okoliczności - westchnął, wyczytując na zdobionym pudełku w dłoni nazwę gatunku tak zbliżoną do nazwy ugrupowania, które miało przyjść im z kosztowną pomocą tego wieczoru.
Splótł ich dłonie ze sobą, rozglądając się wokół by zlokalizować punkt taksówek, choć pomimo skończenia ich drugiej kawy, nie wydawał się śpieszyć.
- Obiecuję, że w żadnym nikt nie trzyma smarów. Co najwyżej może przewinąć się rynkol - parsknął, ruszając powoli w stronę punktu taksówkarskiego przez targ, na którym wylądowali. - Upoluj dla siebie kubek i znikajmy, zanim dopadnie nas horda turystów umówionych na wycieczkę o równej godzinie.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

10 paź 2025, o 17:48

Myśl, że mogłaby odnaleźć się w bezwzględnym układzie Terminusa, przyszła jej zaskakująco łatwo – i właśnie to budziło w niej niepokój. Ten świat nie miał w sobie miejsca na półtony ani subtelność, wszystko sprowadzało się tu do siły, przewagi i konsekwencji, które należało umieć ponieść. A jednak, gdzieś pod skórą, wiedziała, że jej upór i zdolność do naginania się do realiów mogłyby sprawić, że stworzyłaby w tym miejscu rolę dla siebie szybciej, niż chciała przyznać. W salach Rady mówiła językiem polityki, gdzie każde zdanie było bronią, w ogrodach świątyni pozwalała sobie na śmiech, lekki i szczery, jakby nigdy nie dźwigała żadnego ciężaru. Tutaj zaś, pośród barwnych straganów, zachowywała się jak zwykła turystka, ciekawska i pełna ironii. Dlaczego więc nie miałaby opanować także brutalnej logiki Terminusa, skoro do tej pory zawsze potrafiła dopasować się do miejsca, w którym przyszło jej żyć? Na samą myśl o tym zakpiła w duchu – ona, Radna Cytadeli, przywódca oraz dyplomata jako przeciwniczka klanów i watażków, którym niełatwo byłoby narzucić swoje zasady. Jej upór nie pozwoliłby złożyć broni od razu, a elastyczność – nawet jeśli czasami przypominała jej o niebezpiecznym balansie między siłą a utratą siebie – dawała przewagę, której tutejsi gracze nie spodziewaliby się po kimś takim jak ona.
W obliczu tych wszystkich, absurdalnych rozważań, należałoby sobie zadać pytanie, czy to ona nie była gotowa na Terminusa, czy Terminus na nią?
Echa urwanych myśli tańczyły w jej jasnych tęczówkach. Dotąd, miała je za budzące rozbawienie anegdotki. Gdybanie. A jednak każdy chichot, a także sugestia, że mogłaby, że byłaby i właściwie nawet pociągała ją wizja rzucania co po niektórych tutaj na kolana, oswajało ją chcąc nie chcąc z myślą, że sukcesywnie, małymi krokami, zbliżała się do tego rozstaju dróg, gdzie nawet będąc obdartą z długiej przyszłości, mogła jeszcze zmienić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni.
- Księżniczko? Proszę Cię. Kazałabym się tytułować co najmniej cesarzową - odparła, władczo zadzierając głowę i mierząc Daharisa z góry. Był od niej o wiele wyższy, jednak Fel miała w sobie coś, co z łatwością sprawiało, że jej spojrzenie stawało się intensywniejsze, wręcz miażdżące.
- Najemnicy nie są tacy straszni. Przynajmniej niektórzy – dorzuciła w końcu, półgłosem, a jej kącik ust drgnął, jakby wbrew sobie. Domyśliła się, dlaczego zrobił unik pod byle pretekstem i może właśnie dlatego nie dała Cassianowi satysfakcji. Jakąkolwiek jednak nie szykowała zemstę odłożoną w czasie, przestała mieć ona znaczenie w chwili, w której poczuła dotyk chłodnego metalu na skórze, gdy zapinał łańcuszek na jej szyi.
Zdusiła śmiech, oddając pocałunek z nawiązką i zamiast odsuwać się od mężczyzny, gdy ten niechętnie poluźnił uścisk, pociągnęła go za sobą w poszukiwaniu odpowiednio kiczowatego kubka. Nie kryła się z tym, że jej palce co chwilę, odruchowo muskały zawieszony kwiat, jakby chciała się upewnić, że ten ze złota jest tak samo prawdziwy, jak ten wpięty w jej włosy.
- A kiedy ostatnio w ogóle zaglądałeś do szafki z wyposażeniem kuchennym? Wybacz, ale przynajmniej na samym początku wolę trzymać ten... piękny kubek w twojej kajucie bezpiecznie zamknięty przed innymi - decyzję podjęła niemalże od razu, widząc seledynowo-miętowo-fieletowy kubek z napisem: Kawa: błogosławieństwo Athame ozdobiony tanim brokatem, który po kilku użyciach pewnie zacznie się kruszyć. Nie był wart swojej ceny, ale Fel nie zamierzała się targować. Wręczyła pakunek Daharisowi z błyskiem w oku.
- Mamy... dziesięć minut do zmasowanego ataku. Idziemy?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

17 paź 2025, o 22:38

- Znasz wielu najemników? - odparł beztrosko, ale dostrzegła zainteresowanie w jego spojrzeniu gdy zerknął na nią ukradkiem. Fel miała dość bogatą historię nawet jak na radną ludzkości reprezentującą niegdyś swój gatunek w samej stolicy Galaktyki i choć z pewnością wiedział na jej temat dużo, nie wiedział jednak wszystkiego.
Tylko to, czego potrzebował by wykonać zadanie.
Nawet pałając się zawodem najemnika, trudno było nie dostrzec wyraźnej różnicy między Daharisem a innymi przedstawicielami tego zawodu w Terminusie. Widziała go w walce, w której jego ciało przekształcało się w dobrze działającą, sprawną maszynę. Pochodziła z wojskowej rodziny, sama odbyła służbę i znała tylu żołnierzy by zawsze rozpoznać skrytą w kimś musztrę. Nawet wnętrze jego statku przypominało czystsze, bardziej ułożone niż to, jak mogła sobie wyobrażać inne łajby operujące w obrębie Sojuszu Systemu Terminusa.
Cassian jednocześnie zdawał się obcy tam, gdzie Omega naznaczyła jego duszę bliznami, oraz całkowicie bliski i znajomy.
Odnalezienie kiczowatego kubka nie stanowiło żadnego wyzwania na straganie, na którym się znaleźli. Prawie co drugie stanowisko oferowało obszerną kolekcję ceramicznych naczyń, jak i tych wykonanych z metalu czy szklanych. Nie wszystkie były zalecane do kupna na statki kosmiczne, ale ten, który wybrała, prawdopodobnie miał zostać zniszczony przez zmywarkę zanim stłucze się w kosmicznej batalii.
- Wspaniały - skwitował z przekąsem, odbierając od niej pakunek. Kubek tkwił w środku kartonowego pudełeczka, którego jedna ściana była przeźroczysta, pozwalając oglądać go nawet bez wyjmowania ze środka. - Zadowolona?
Splótł palce dłoni z jej gdy skierowali się do postoju taksówek, mijając coraz większe ilości turystów przemykających wokół nich. Powoli zbliżało się południe, a wraz z nim budzący się do życia mieszkańcy Nos Astry oraz przyjezdni, chętni przyjrzeć się z bliska kulturze asari.
- Będziemy wylatywać na obrzeża miasta - ostrzegł ją, machnięciem dłoni pobudzając panel na parkującej przed nimi taksówce i uchylając przed nią drzwi. - Jeśli chcesz jeszcze coś zobaczyć, albo, na przykład, odwiedzić jakiś burdel, to masz na to ostatnią szansę.
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

19 paź 2025, o 19:56

Uniosła brew w wyrazie, który balansował gdzieś pomiędzy wyzwaniem a rozbawieniem.
- Znam... kilku najemników - przyznała na głos, zerkając na niego przelotem, a błysk w jej oku, który towarzyszył tym kilku bardzo dobrze przemyślanym przed dobraniem słowom zdradzał, że za tym wszystkim kryły się dłuższe historie. Takie, które w odpowiednim miejscu i czasie, mogłaby mu zdradzić. Były trochę jak zachęta, odrobinę jak obietnica. Jeszcze - kiedyś - do tego wrócą. Na inne stacji, w innych ogrodach.
Może w jakiejś obdartej spelunie na szarym końcu korytarza serwisowego, gdzie na pewno wcześniej jej noga nigdy nie stanęła.
- Żaden jednak nie miał na tyle tupetu, aby próbować mnie uprowadzić. Choć jednemu, a właściwie jednej, zawdzięczam życie. Wyniosła mnie z sali w Wieży, w którą wbił się samolot... - wzruszyła ramionami, jakby fakt, że wielokrotnie spoglądała śmierci w oczy, nie był aż tak straszny.
Zerknęła w bok, jakby chciała ukryć własne myśli w blasku południowego słońca odbijającego się od białych balustrad. W świetle, które wydobywało z jej włosów miodowe refleksy, trudno byłoby odgadnąć, że w tym samym momencie kalkulowała, jak bardzo miał rację. Bo tak, znała najemników - nie w sposób, w jaki znał ich Daharis, ale wystarczająco dobrze, by rozumieć, że rządzi nimi ta sama mieszanka pragmatyzmu i instynktu, co każdym politykiem.
Znała ich również z raportów. Z nazwisk, które przewijały się w jej dokumentach, z kontraktów zatwierdzanych w salach, w których biurokracja przybierała postać wojny toczonej atramentem zamiast kul. Wiedziała, że dla wielu z nich Cytadela była tylko dobrze płatnym zleceniem, a nie symbolem czegokolwiek większego.
Dyskretnie, przesunęła spojrzeniem po jego profilu, próbując odczytać w nim to, co tak starannie ukrywał. Miał w sobie coś, co kłóciło się z obrazem najemnika, jakiego znała do tej pory - precyzję, jakby każdy jego krok, gest, czy słowo było częścią jakiegoś wewnętrznego regulaminu, który nigdy nie przestał w nim obowiązywać. W świecie, w którym większość działała z desperacji, on działał z przekonania. To było niepokojące.
I… Przyciągające.
Szeroki uśmiech rozciągnął jej usta w wyrazie zadowolenia samej z siebie. Była dumna z kubka, który nabyła i zamierzała umieścić na jego statku jako kolejne potwierdzenie na gotowość na kolejne, wspólne doświadczenia. Wsunęła swoją dłoń w jego, muskając mimochodem wnętrze dłoni Cassiana, kiedy ten prowadził ją szybszym, sprężystym krokiem w stroję postoju dla taksówek. Byli tylko kolejnymi turystami spieszącymi się do odhaczenia następnego punktu wycieczki na Illium.
- Orientujesz się w tutejszych burdele i możesz wydać rekomendacje? - odparła zaczepnie, opierając głowę na jego ramieniu i bezczelnie zerkając z tym swoim uśmieszkiem w jego wilcze tęczówki. - Obawiam się, że jeżeli wpadniemy w odwiedziny do jednego takiego, może nam zabraknąć czasu na wycieczkę poza miastem. Następnym razem.
Puściła mu perskie oczko. W jej zachowaniu, ale także w momentach ciszy, kiedy po prostu wystawiała twarz do słońca i chłonęła otoczenie zwykłego życia na Nos Astrze, nie było śladu poważnym tematów, czy tej namiętnie pomijanej odpowiedzialności, która przecież prędzej czy później ich doścignie, wymuszając konfrontacje z rolami, które choć porzucili, nadal ich definiowały.
Mogła sobie jeszcze poczekać. Tak długo czekała na ten dzień, że wszystko inne - bezwzględnie! - skazane było dzisiaj na oczekiwanie na swoją kolej.
Bez ociągania weszła do środka, zerkając kątem oka na koordynaty, o ile te jej cokolwiek mówiły.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Nos Astra”