W jednej chwili pomieszczenie ogarnął prawdziwy chaos wystrzałów i biotycznych błysków. Oprócz obu stron konfliktu i zamienionego w tarczę Dżakala, wokół walczących zaroiło się od wypełzających niczym karaluchy z cieni i z zakamarków więźniów, którzy zdawali się nie brać niczyjej strony - atakowali wszystkich jak popadnie, agresywnie ale i bezskutecznie, okupując swoją brawurę krwią i powiększając ilość nieruchomych ciał na podłodze. Grupa do której należała Tori skoncentrowała ataki na wytatuowanym więźniu i nieuniknione stało się tylko kwestią paru chwil - wielkolud trafiany raz po raz zachwiał się, opadł na kolana, po czym runął na ziemię. Misja została wykonana. Niebezpieczny więzień nie opuści „Czyśćca”. Zbierając się z ziemi po niedawnej szarży biotyczki z SST, Tori spojrzała w kierunku Whittakera i odetchnęła z ulgą widząc, że naukowiec przebija się w ich kierunku.
Starcie jednak się jeszcze nie zakończyło. Na polu walki pozostały już tylko dwa wrogie oddziały i choć nie było już celu o który walczyli, konflikt wciąż narastał. Tori ruszyła powoli w kierunku Skaxa i zbliżającego się ku nim Anthony’ego, gotowa zapewnić naukowcowi ochronę. Nie przewidziała jednak, że atak najemników SST skupi się nie na dezerterze z ich oddziału, ale na quarianinie.
Ogień na chwilę umilkł, a oplątany jarzącym się lassem, które wgryzało się w jego pancerz powodując kolejne uszkodzenia, Skax spoczął nieruchomo pod nogami mężczyzny, będącego chyba dowódcą przeciwnego oddziału. Czy żył? Nawet jeśli tak, uszkodzenia pancerza i infekcje mogą okazać się tragiczne w skutkach. Tori miała ochotę skoczyć w jego kierunku, odepchnąć pozostałą trójkę z SST, ale wiedziała, że mogłaby to być ostatnia decyzja w jej życiu. Dokładnie taki błąd popełniła przecież chwilę temu - i cudem uniknęła najgorszego. Tym razem może nie mieć tyle szczęścia.
Tori rozejrzała się wokół, jej wzrok przeskakiwał pomiędzy leżącymi wokół ciałami. Czy tylko w ten sposób potrafiły porozumiewać się strony konfliktu? „Czyściec” stał się areną walk. O pieniądze, o władzę, wolność, o sprawiedliwość, o życie więźnia, o to, która ze stron ostatecznie zdominuje pozostałych. I nie wydawało się, że konflikt dobiegł końca - ta chwila teraz była jak oko cyklonu, nabranie oddechu przed ostatecznym uderzeniem. Po jej lewej stronie Whittaker wykrzykiwał oskarżenia i przekleństwa do byłych członków swojej grupy, po drugiej strony Hearrow i Luna próbowali jeszcze negocjacji, ale widać było, że gotowi są do odwrotu. Taki był w końcu plan - wycofać się, wrócić na prom. Ale wycofanie się w tej chwili oznaczało utratę rannego towarzysza i narażenie się na pościg - i choć dysponowali sporą siłą ognia, ucieczka z przeciwnikiem depczącym po piętach i strzelającym przy każdej okazji zdecydowanie była niebezpieczna. Gwarancję bezpieczeństwa i czas na wycofanie trzeba było kupić. Albo rannym Skaxem, albo pozostawiając za sobą Anthony’ego. Koniec misji nie oznaczał zatem, że obejdzie się bez dalszych ofiar i obrażeń.
Albo…
Aktywowała omni-klucz i zrobiła szybki skan otoczenia, licząc, że będzie to wystarczający dowód na śmierć ich celu, po czym postąpiła krok naprzód w stronę Strikera i leżącego przy nim Skaxa. Przypięła pistolet do kabury na biodrze, a otaczająca ją poświata błękitnej bariery zgasła.
- Pan chyba dowodzi waszą grupą? - odezwała się do mężczyzny, zerkając kątem oka na Milę i Kiru. Kobiety i yaghanki nie znała, jedynie twarz mężczyzny budziła jakieś echa w jej pamięci. I choć zupełnie nie wiedziała, czego się może spodziewać po bandzie straceńców będących na usługach terrorystów, postanowiła zaryzykować - Obawiam się, że nie mamy już o co walczyć, raczej nie będziecie w stanie uratować waszego więźnia. Nie ma sensu kontynuować walki. Tak samo, jak nie ma sensu dręczenie tego quarianina. Wie pan, że każde uszkodzenie jego pancerza wystawia jego zdrowie na poważne ryzyko? Zapewne sam pobyt w „Czyśćcu” przypłaci infekcją, a przy tych obrażeniach… Proszę pozwolić mu odejść z moją grupą. I doktorowi Whittakerowi. I pozostałym członkom z mojego oddziału - przerwała na chwilę, jeszcze raz się zastanawiając, czy podejmuje dobrą decyzję. A co, jeśli przeceniła przeciwników? Jeśli ich żądza krwi i zemsty okaże się silniejsza od rozsądku? - W zamian za mnie - dokończyła po chwili. - Pan… był kiedyś człowiekiem, prawda? Odwołuję się zatem do pańskiego wspomnienia ludzkich uczuć. Wymiana. Ja za gwarancję, że pozwolicie im odejść i nie będziecie kontynuować walki.
Odpięła swój omni-klucz z nadgarstka i rzuciła go Marshallowi licząc, że uwieczniony na nim zapis skanu będzie dla zleceniodawczyni wystarczającym dowodem wykonania misji, po czym odwróciła się ponownie do Strikera.
- To jak będzie?

















)











-
-
- 