Czyściec jest niegdysiejszym statkiem-arką zaprojektowanym do przewozu zwierząt hodowlanych przekształconym w mobilne więzienie. Będący w posiadaniu Błękitnych Słońc, słynie nie tylko z przetrzymywania jednych z najgroźniejszych więźniów w Galaktyce, ale też... pobierania opłat od rządów społeczności, z których pochodzą pod groźbą wypuszczenia ich na wolność. Pomimo tych "brudnych" praktyk, umożliwia to finansowanie całości przedsięwzięcia. Dziś, Czyściec posiada populację około pięciu tysięcy osób, ulokowanych w trzydziestu blokach więziennych. Posiada również strefy administracyjne, moduły mieszkalne i rekreacyjne dla pracowników oraz osobne skrzydło o zaostrzonym rygorze.

Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Posty: 495
Rejestracja: 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 50.880
Medals:

[CZYŚCIEC] Sektor centralny

24 lis 2025, o 20:26

W jednej chwili pomieszczenie ogarnął prawdziwy chaos wystrzałów i biotycznych błysków. Oprócz obu stron konfliktu i zamienionego w tarczę Dżakala, wokół walczących zaroiło się od wypełzających niczym karaluchy z cieni i z zakamarków więźniów, którzy zdawali się nie brać niczyjej strony - atakowali wszystkich jak popadnie, agresywnie ale i bezskutecznie, okupując swoją brawurę krwią i powiększając ilość nieruchomych ciał na podłodze. Grupa do której należała Tori skoncentrowała ataki na wytatuowanym więźniu i nieuniknione stało się tylko kwestią paru chwil - wielkolud trafiany raz po raz zachwiał się, opadł na kolana, po czym runął na ziemię. Misja została wykonana. Niebezpieczny więzień nie opuści „Czyśćca”. Zbierając się z ziemi po niedawnej szarży biotyczki z SST, Tori spojrzała w kierunku Whittakera i odetchnęła z ulgą widząc, że naukowiec przebija się w ich kierunku.

Starcie jednak się jeszcze nie zakończyło. Na polu walki pozostały już tylko dwa wrogie oddziały i choć nie było już celu o który walczyli, konflikt wciąż narastał. Tori ruszyła powoli w kierunku Skaxa i zbliżającego się ku nim Anthony’ego, gotowa zapewnić naukowcowi ochronę. Nie przewidziała jednak, że atak najemników SST skupi się nie na dezerterze z ich oddziału, ale na quarianinie.

Ogień na chwilę umilkł, a oplątany jarzącym się lassem, które wgryzało się w jego pancerz powodując kolejne uszkodzenia, Skax spoczął nieruchomo pod nogami mężczyzny, będącego chyba dowódcą przeciwnego oddziału. Czy żył? Nawet jeśli tak, uszkodzenia pancerza i infekcje mogą okazać się tragiczne w skutkach. Tori miała ochotę skoczyć w jego kierunku, odepchnąć pozostałą trójkę z SST, ale wiedziała, że mogłaby to być ostatnia decyzja w jej życiu. Dokładnie taki błąd popełniła przecież chwilę temu - i cudem uniknęła najgorszego. Tym razem może nie mieć tyle szczęścia.

Tori rozejrzała się wokół, jej wzrok przeskakiwał pomiędzy leżącymi wokół ciałami. Czy tylko w ten sposób potrafiły porozumiewać się strony konfliktu? „Czyściec” stał się areną walk. O pieniądze, o władzę, wolność, o sprawiedliwość, o życie więźnia, o to, która ze stron ostatecznie zdominuje pozostałych. I nie wydawało się, że konflikt dobiegł końca - ta chwila teraz była jak oko cyklonu, nabranie oddechu przed ostatecznym uderzeniem. Po jej lewej stronie Whittaker wykrzykiwał oskarżenia i przekleństwa do byłych członków swojej grupy, po drugiej strony Hearrow i Luna próbowali jeszcze negocjacji, ale widać było, że gotowi są do odwrotu. Taki był w końcu plan - wycofać się, wrócić na prom. Ale wycofanie się w tej chwili oznaczało utratę rannego towarzysza i narażenie się na pościg - i choć dysponowali sporą siłą ognia, ucieczka z przeciwnikiem depczącym po piętach i strzelającym przy każdej okazji zdecydowanie była niebezpieczna. Gwarancję bezpieczeństwa i czas na wycofanie trzeba było kupić. Albo rannym Skaxem, albo pozostawiając za sobą Anthony’ego. Koniec misji nie oznaczał zatem, że obejdzie się bez dalszych ofiar i obrażeń.

Albo…

Aktywowała omni-klucz i zrobiła szybki skan otoczenia, licząc, że będzie to wystarczający dowód na śmierć ich celu, po czym postąpiła krok naprzód w stronę Strikera i leżącego przy nim Skaxa. Przypięła pistolet do kabury na biodrze, a otaczająca ją poświata błękitnej bariery zgasła.

- Pan chyba dowodzi waszą grupą? - odezwała się do mężczyzny, zerkając kątem oka na Milę i Kiru. Kobiety i yaghanki nie znała, jedynie twarz mężczyzny budziła jakieś echa w jej pamięci. I choć zupełnie nie wiedziała, czego się może spodziewać po bandzie straceńców będących na usługach terrorystów, postanowiła zaryzykować - Obawiam się, że nie mamy już o co walczyć, raczej nie będziecie w stanie uratować waszego więźnia. Nie ma sensu kontynuować walki. Tak samo, jak nie ma sensu dręczenie tego quarianina. Wie pan, że każde uszkodzenie jego pancerza wystawia jego zdrowie na poważne ryzyko? Zapewne sam pobyt w „Czyśćcu” przypłaci infekcją, a przy tych obrażeniach… Proszę pozwolić mu odejść z moją grupą. I doktorowi Whittakerowi. I pozostałym członkom z mojego oddziału - przerwała na chwilę, jeszcze raz się zastanawiając, czy podejmuje dobrą decyzję. A co, jeśli przeceniła przeciwników? Jeśli ich żądza krwi i zemsty okaże się silniejsza od rozsądku? - W zamian za mnie - dokończyła po chwili. - Pan… był kiedyś człowiekiem, prawda? Odwołuję się zatem do pańskiego wspomnienia ludzkich uczuć. Wymiana. Ja za gwarancję, że pozwolicie im odejść i nie będziecie kontynuować walki.

Odpięła swój omni-klucz z nadgarstka i rzuciła go Marshallowi licząc, że uwieczniony na nim zapis skanu będzie dla zleceniodawczyni wystarczającym dowodem wykonania misji, po czym odwróciła się ponownie do Strikera.

- To jak będzie?
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

25 lis 2025, o 12:09

Cisza, która nastała gdy ostatni więzień padł na ziemię pozbawiony życia, nie niosła ze sobą poczucia ulgi. Nie rozluźniała spiętych bitwą mięśni, nie opróżniała krwiobiegu z nadwyżek adrenaliny. Choć walka dobiegła końca, powietrze wciąż przesycone było emocjami, gęste, parne. Ograbiany z żeli quarianin przypominał kolejnego nieboszczyka, którymi usłana była podłoga Czyśćca.
Arka była więzieniem, a jednak zachowywali w niej swoją więź ze światem zewnętrznym. Prom czekający w odpowiednim miejscu. Pilot Błękitnych Słońc, gotowy udzielić im wsparcia. Dopiero tutaj, w strefie maksymalnego rygoru, spostrzegli, że więź ta została ucięta. Żadne sygnały nie opuszczały omni-klucza Reyes gdy wzywała pomoc. Wiadomości odbijały się od wygłuszonych ścian serca więzienia, z pewnością zabezpieczonego na wypadek, gdyby któremuś z najgroźniejszych więźniów udało się ukraść strażnikowi omni-klucz.
By wydostać się na zewnątrz, musieli zdać się na siebie.
Szmer dobiegał do nich z góry, a na balkonie dostrzegli pojedyncze, skurczone cienie. Ci więźniowie, zbyt ostrożni, bądź też zbyt przerażeni by dołączyć do walki, teraz plątali się na wyższym poziomie. Nie wiedzieli, czy szukali dla siebie kryjówek, wiedząc, że sytuacja na dole może doprowadzić do dalszego rozlewu krwi, czy też szukali wyjścia - tam, w górze.
Wiedzieli jednak, że poza strefą maksymalnego rygoru nadal było ich mnóstwo, a ucieczka z Czyśćca nie będzie łatwa.


Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1591
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

25 lis 2025, o 20:49

Wzdrygnął się na słowa Mili. Cieszył się, że miał hełm na głowie bo nie wiedziałby jak inni mogliby zareagować na to jaką miał teraz minę. Rozumiał gniew, ale to było chyba troszkę za dużo. Trochę za blisko słońca w kwestiach bycia groźnym. Nie za bardzo rozumiał co chciała przekazać, ani dlaczego zabrzmiało to jak dziwny fetysz.
- Ta. - Rzucił cicho pod nosem, ale potem odezwała się Luna. - Ta. - To już było głośniejsze. Zmęczone. Teraz to hasło o babie z chujem zaczynało nabierać sensu. Dwie właśnie chciały się pozabijać. Następnie okrzyk Anthonego sprawił, że zmrużył oczy i musiał ściszyć odbiór dźwięków w hełmie. Nie wiedział czy zaczynała go boleć głowa od tego hałasu czy odwodnienia.
Dokładnie przez to prawie nie usłyszał tego co szeptał Skax. To co do niego docierało brzmiało jak smutno-dramatyczne kwilenie o zespole, który dalej stał obok. Nawet go nie zostawili samego z nimi. Plus gdyby chciał go zabić to rozpruł by go jak rybę na tym stole, a pieprzone omni po prostu zabrał ze sobą. Rozumiał powagę sytuacji, ale chyba nie było potrzeby na taki dramat. Odłożył na stół medykamenty.
- Skax, my ich kurwa nawet nie przetrzymujemy. - Obrócił mu głowę w stronę jego zespołu i pokręcił własną. Na swój sposób przypominał mu Ishę sprzed Mindoiru. Pełna smutku pizda, która chce się zabić w najbardziej bohaterski sposób. Zawsze miał słabość do podobnych sobie.
- Po prostu prześlij mi ten jebany dossier, który dostaliście. Proszę. - To ostatnie słowo wypowiedział już twardo i przez zęby. Robił się naprawdę zmęczony tym całym socjalizowaniem się. Nie chciał ich zabijać bo byłoby to pójściem na łatwiznę. Już zbyt długo kończył problemy w prosty i definitywny sposób. Nie przynosiło to pozytywnych efektów.
Po prostu stał z dłońmi opartymi na biodrach obserwując ciąg dalszy cyrku jaki się dział na jego oczach. Jego nowy ulubiony emerytowany klown postanowił zacząć jaki pierwszy. Nie miał problemu z jego zdradą. Zdarza się. Do tego nie walił im w plecy jak ostatni cham. Do tego wybrał drogę serca. Chciał się popisać. Mógł to wybaczyć. Nie jeden wpadł w te sidła. Za to na argumenty mężczyzny odpowiedział krótko.
- Pierdolenie. - Machnął ręką i spojrzał w sufit. Wypuścił ciężko powietrze z płuc. Chyba pierwszy raz trafił na zespół jako takich dobrych ludzi, którzy zgubili się w drodze na misję pokojową. Za długo przebywał z socjopatami i naprawdę zapomniał jak wygląda to bardziej białe moralnie spektrum. Albo przynajmniej te co chciało za takie uchodzić.
- Odjebałeś Jace’a. Uratowałeś własne dupsko. - Powoli przeniósł wzrok z sufitu na mężczyznę na celowniku Mili. - Nie uratowałeś nam wypłaty tylko ją obniżyłeś. Nie byłoby problemu z nim. Bo jakby się miotał to bym mu przyciął rdzeń kręgowy na wysokości pasa i śmiałbym się z ludzkiego ślimaka.
Zarechotał na samą myśl. Wielki typ zmuszony do chodzenia na rękach ciągnąc za sobą nogi był absurdalnym obrazem. Nie mówiąc już o tych wszystkich groźbach śmierci.
- Złotousty Tony, proszę cię, w dupie mam co by robił w SST. Pracuje dla nich, bo to ten sam pracodawca tylko w innym przebraniu. - Wzruszył ramionami. Wszystko co tutaj się wydarzyło i tak nie miało znaczenia w większym obrazie nadchodzących wydarzeń. Proces już się zaczął. Striker po prostu chciał być na bieżąco z działaniami na znacznie wyższych szczeblach.
Na co mu był Skax nawet nie odpowiedział. Po prostu patrzył na Anthoniego bez żadnego ruchu. Gapił się jak kretyn. Za cholerę nie mógł zrozumieć tego pytania. Przecież właśnie przez to przestali się wymieniać ogniem? Potrzebował chwili żeby to przetrawić więc pozostawił to pytanie bez odpowiedzi. Dawno nie spotkał w tej robocie kogoś tak bardzo nie pasującego do sytuacji w jakiej się znajdował.
- Skoro jego śmierć była bezsensowna, to po co go było zabijać?! - Wydarł się z wyrzutem do Marshalla rozkładając ręce. Jego oddech zaczynał przyśpieszać. Zaczynała go coraz bardziej denerwować ta całą sytuacja. Gdy nagle dostrzegł ruch Tori w ich stronę. Dokładnie w jego stronę. Widok jej dłoni kierującej się do omni-klucza wyglądało jak spełnienie wszystkich jego marzeń. Jedyna osoba, która rozumiała czego wymagała ta transakcja.
- Ale my się znamy. Okay. - Rzucił pod nosem na tyle cicho, że nie miało to prawa przerwać jej wywodu. Słuchał tego co miała do powiedzenia, jednak nie wiedział do czego zmierzała. Przecież powiedział czego chce. Nie rozumiał gdzie było tam ukryte zapotrzebowanie na Asari. Więc gdy finalnie zdjęła omni-klucz i rzuciła nim w stronę Hearrowa to coś w nim pękło. Jego oddech przyśpieszył, a jego dłonie zaczęły się to zaciskać to otwierać. W pewnym momencie jednym zrywem zerwał z głowy hełm i przywalił nim na stół zaraz obok Skaxa. Po chwili jednak odwrócił z wyćwiczonym uśmiechem na twarzy.
- Jest okay, wszystko jest okay. Już czuje się dobrze. - Wziął ze stołu medykamenty i wsadził je w ręce Tori. - Zacznij go składać, a ja sobie skopiuje te dane jak mi ich nikt jeszcze nie wysłał. Dobrze? Dziękuje.
Pokiwał głową i ruszył w stronę stołu. Zrzucił z niego trupa tak aby udostępnić sobie miejsce do siedzenia gdzieś w okolicach ręki Quarianina. Wyciągnął z kieszonki pancerza papierosa i natychmiast go odpalił lekko drżącymi z irytacji dłońmi. Przed chwilą zamordowali razem z czternastu więźniów jakby to był zwykły czwartek. Średnio mu pasowało gadanie o człowieczeństwie, kiedy przed chwilą człowieka przerobili na mielonkę.
- Skax jest wasz, Whittaker leci z nami. - Zanim jednak dał komukolwiek dojść do słowa uniósł rękę w geście nie przerywania mu. - Jeśli wrócimy bez niego SST będzie zadawać niewygodne pytania, które mogą źle wpłynąć na naszą reputację. Nie dostaniemy jego działki, bo w kontrakcie jest napisane, że martwemu nie przysługuje nic. Przekażemy Sojuszowi, że Dżakal zdechł jeszcze przed naszym przybyciem. Tony będzie w naszej pięknej sieci kłamstw i będzie pamiętał przysługę jaką dostał.
Zaciągnął się papierosem czekając, aż moze tym razem, przetrawią to co do nich mówił.
- Jeśli poleci z wami to może uda wam się urobić jakoś pracodawcę, że był po waszej stronie. Zrobi mu to jednak wrogów w bardzo dużej części galaktyki, których by raczej nie chciał. Nie mówię tu tylko o SST. - Upadek Omegi był dla Przymierza bardzo wygodny. Do tego mogli to zrobić łapami SST. Wywalenie Arii z gry było wymogiem dla zabezpieczenia regionu. - Nie wiem czy jesteś gotowy wkurwiac taką siłę Tony.

@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Anthony Whittaker
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 23 lis 2019, o 21:18
Miano: Dr Anthony Whittaker
Wiek: 47
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemny "konsultant naukowy"
Lokalizacja: Nieznana
Status: Pozoruje swoją śmierć, poszukiwany przez ExoGeni i G-Novę, monitorowany przez Cerberusa
Kredyty: 28.145
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

26 lis 2025, o 18:35

Anthony zdecydowanie docenił pragmatyczne podejście Kiru. Nie można powiedzieć, że się tego nie spodziewał, ale niemniej nie było to pewne, a było dobrze tego doświadczyć.

Wydął usta podnosząc brwi i przechylając głowę w geście zrozumienia, zgody na słowa Strikera skierowane do niego odnośnie Dżakala. Nie wchodził w dyskusję - Anthony sam nie rzucił wcześniejszym tekstem, bo w to wierzył, albo dlatego, że jego samego obchodził dalszy los SST. Rzucił go jako wygodną wymówkę na zabicie Dżakala dla reszty drużyny, która ostatecznie w świetle sposobu rozumowania Charlesa nie była potrzebna, jak się okazało. No i po części aby odpyskować Mili – wciąż nie potrafił pozwolić sobie się opanować i czuł wewnętrzną potrzebę kontry słysząc takie teksty jak jej słowa. Prawdziwy powód zabicia Dżakala wciąż natomiast wolał pozostawić dla siebie, dlatego nie odpowiedział, tylko przechylił krótko głowę - „też prawda”. Striker faktycznie zaintrygował go i Whittakerowi spodobało się jego elastyczne, ale jednocześnie jasne podejście. Szkoda, że poznał go tak późno i w takich okolicznościach.

Również ze strony Tori, nie rozczarowała go jej odpowiedź. Przynajmniej do pewnego momentu, bo słowa, które padły po pauzie którą zrobiła spowodowały, że ręce mu opadły, mieszając na mimice jego twarzy zdezorientowanie i zaskoczenie z frustracją. W pierwszej sekundzie myślał, że asari nie mówi na poważnie, ale nie – wszystko wskazywało na to, że to, co oferowała było prawdą - Kuuurwa, ludzie - złapał się wolną dłonią za hełm, zażenowany, nie mogąc powstrzymać się od komentarza. Najpierw Skax, teraz ona. Nawet on już zdążył załapać, że nikomu nie chodziło o nikogo i o nic, poza interesami i minimalizacją strat. Dlaczego wszyscy mieli nagle taką potrzebę poświęcania się? Jeszcze jak by była potrzeba albo jakaś wartość w tym poświęceniu… Nie dziwił się reakcji Strikera, nic a nic, mimo tego, że sam nie zachowywał się najprofesjonalniej. Tori, weź czasem oprzytomnij... - pomyślał, zachowując jednak to przemyślenie dla siebie.

Wyprostował się, zaskoczony następną propozycją Strikera, na tyle, że nawet nie przyszło mu do głowy, żeby to zaskoczenie kryć przez cały czas jak ten przedstawiał swoją wizję powrotu. Miało to jak najbardziej sens – było wręcz optymalnym rozwiązaniem dla wszystkich – nie podejrzewał jednak, że ktokolwiek z drużyny SST będzie skłonny w ogóle poddać to pod rozważanie w obliczu jego „zdrady” i emocji jakie tu panowały. A jednak. Wypuścił głośno powietrze - Z pewnością wolałbym uniknąć… „Niesmaku” wobec mojej osoby u SST. Nie miałem natomiast zamiaru też w ogóle spotykać się z ich zleceniodawcą, nie jestem głupi, miałem zamiar wysiąść po drodze - spojrzał się na Marshalla i pozostałych - Z racji, że wiem, że Tori, Lunie i Skaxowi mogę w tej materii ufać, że nie zabiorą mnie czart wie gdzie – dlaczego on ciągle pakował się w takie sytuacje, w których co chwila musiał się zapadać pod ziemię na jakiś czas, pozostawało dla każdego do oceny indywidualnej, czy to brak doświadczenia, pech, brawura czy głupota - Ciebie nie znam, więc nawet nie rozważałem, że bylibyście skłonni w ogóle wpuścić mnie na statek - mówiąc to zerknął na Milę, wciąż trzymającą strzelbę w niego skierowaną - Wciąż tego nie wiem. Byłoby to lepsze dla wszystkich, owszem, jeśli wszyscy przytrzymalibyśmy się wszyscy jednej wspólnej wersji. Pytanie, czy mogę wierzyć, że ty i reszta cenicie moją wdzięczność i przyszłą przysługę bardziej, niż przerwanie mi rdzenia kręgowego na statku i dodatkowe punkty u SST - skinął głową w kierunku Charlesa i pozostałych. Wszystkich pozostałych - Czasem prościej jest powiedzieć, że Whittaker zginął a z Czyśćca nic nie pozostało - pierwsze jest solidne, bo to moje ostatnie zlecenie, a drugie za chwilę będzie i tak zgodne z prawdą - wzruszył ramionami i skierował spojrzenie na Milę, oceniając, czy ta ściągnie go ze swojego celownika podobnie jak pozostali z SST i pozwoli mu odejść - Hmm? - po czym przekierował je na Lunę, chyba wciąż w Milę celującą.
Dane telemetryczne i specyfikacja procesora bojowego:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

ObrazekObrazek
Ekwipunek niestandardowy
Soundtrack | Ringtone | Formal Wear
Skax
Awatar użytkownika
Posty: 371
Rejestracja: 16 paź 2021, o 23:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 148.001
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

27 lis 2025, o 15:36

Kolejny raz Asari staje w jego obronie. Kolejny raz Asari chce się "poświęcić" (jakkolwiek szeroko rozumując to pojęcie), aby obronić jego dupę. Skax już wielokrotnie miał przyjemność poznać się po przedstawicielkach tej rasy i za każdym razem był równie zaskoczony co poprzednim razem. Kiedyś uważał je za pompatyczne, zadufane i takie, które za bardzo zadzierają nosa. I w sporej części ten pogląd sobie zostawił, bo rzeczywiście do wielu z Asari taki opis pasował, a jednak równie dużo na swojej drodze spotykał takich jak Tori czy Isha. I w tym momencie również wydał się zaskoczony nagłą propozycją.

-Nie- Wydobył z siebie to jedno słowo chcąc jednoznacznie odrzucić propozycję wymiany siebie samego na Asari. Kiru kazała mi nie zgrywać herosa, ale chyba bardzo przyziemnym odczuciem było to, aby nie pozwolić wymienić siebie na kogoś innego, nawet w stanie w jakim obecnie znajdował się Quarianin.

-NIE!- Rozmowa poszła dalej, a Skax starał się walczyć o każdy oddech, ale gdy padła KOLEJNA propozycja, aby go za kogoś wymienić - zareagował natychmiastowo. Gest dłonią, aby uciszyć dalsze narzekanie nie był potrzebny. Quarianin równie szybko jak wybuchł, tak szybko musiał próbować złapać oddech i nie pozwolić sobie na utratę przytomności. To była niezbyt widowiskowa, wręcz żałosna, walka. I mimo tych wszystkich okoliczności, on w dalszym ciągu się nie poddawał. Nie miał praktycznie prawa głosu, nie mógł się ruszyć, nie byłby w stanie nawet dostrzec czegokolwiek na swoim omnikluczu, o podjęciu jakieś próby walki nie wspominając, a mimo to próbował stawiać warunki. Nie można mu było odmówić chęci, ale poziom adrenaliny, który pozwalał mu jeszcze trzymać się na nogach, odbierał mu zdolność logicznego myślenia i chłodnej analizy sytuacji.
ObrazekObrazek
Luna Reyes
Awatar użytkownika
Posty: 320
Rejestracja: 16 gru 2021, o 11:01
Miano: Luna Reyes
Wiek: 27
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Błękitne Słońca
Lokalizacja: -
Kredyty: 47.205

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

27 lis 2025, o 17:16

Zachowanie Tori, po tym co odwaliła z więźniami jakąś dobrą chwilę temu, już nawet nie zdziwiło za bardzo Lunę. Możnie nie spodziewała się takiego zachowania po Asari, ale i nie było to jakoś niesamowicie zaskakujące. Mogła tylko przechylić głowę lekko na bok, słuchając jej słów. Zapamięta na pewno z tej misji tyle, że pomysły Tori to było coś przed czym najlepiej się trzymać z daleka jeśli nie chce się zginąć głupio i bezsensowne. Albo przynajmniej nie zostać porwanym gdzieś wbrew swojej woli.

Jeżeli informacje to wszystko co chcą, albo przynajmniej najważniejsze żądanie to nie było tak źle. Potrafiła to zrozumieć. Czy istniała możliwość, że tyle jednostek, tyle indywidualności ustali i ustrzyma jedną wspólną wersję, której się będą trzymać? Wyglądało na to, że reprezentują różne strony i organizacje. Czy Skax, który prezentował się dosyć kiepsko wyjdzie z tego mniej więcej w jednym kawałku?

Whittaker chyba mówił najsensowniej. Prawdą było, że jeżeli pójdzie z jej grupą, to trafi tam gdzie chce, jednak później może go dosięgnąć zemsta. Anthony chciał sfingować własną śmierć. Decyzja odważna, ale chyba najlepsza w tym wypadku. Nie pozostało nic jak tylko pokiwać głową z uznaniem. Wyglądało na to, że sytuacja wygląda lepiej niż przed chwilą i nie czeka ich druga runda zabawy z bronią. Nie celowała już Akolitą w plecy Mili, skoro to było coś czego Whittaker chciał i cofnęła się bardziej w tyłu, do swoich. -Dobrze by było jakby Błękitne Słońca odzyskały kontrolę nad tym co tutaj się dzieje. Jak tylko dotrzemy do promu, wyślę wiadomość, że potrzebne są posiłki
ObrazekObrazek Statystyki:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Marshall Hearrow
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 690
Rejestracja: 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 96.600
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

28 lis 2025, o 20:39

Marshall nie sięgał po broń.
Zresztą, po co miałby to robić? Słowa Strikera przeszyły powietrze, ale Hearrow tylko oparł się barkiem o ścianę i obserwował zaistniałą sytuację.
Powietrze w sali nie rozrzedziło się po walce. Stało w miejscu, zawieszone gdzieś między potem, krwią, a tym dławionym napięciem, które czekało tylko na nowy zapalnik. Spoglądał powoli po zgromadzonych, po trupach, po zaciśniętych szczękach, po tych, którzy mieli jeszcze dość siły, by rzucać spojrzenia pełne przekonań i po tych, co już nie mieli nic do powiedzenia.
I co, to wszystko? — rzucił cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Zrobił kilka kroków w stronę centrum pomieszczenia, omijając krwawy ślad biegnący od jednego z rozbitych ciał.
Słuchajcie, ja już nie mam siły tego rozkładać na czynniki — powiedział cicho, spokojnie i bez pustych obietnic, po czym zwrócił się do Whitakera — Mamy miejsce na promie. Możesz z nami lecieć. Możesz iść z nimi. Możesz też tu zostać. Decyzja należy do ciebie. Striker ma rację, nie jesteśmy sobie wrogami więc nie mam powodu mu nie ufać. Po prostu znaleźliśmy się w złym miejscu o złym czasie.
Wzruszył lekko ramionami.
Dla mnie nie ma różnicy. My i tak lecimy dalej.
Spojrzał na Charlesa bez złości.
Tylko zmęczone oczy człowieka, który widział za dużo rozwałki, żeby jeszcze się czymkolwiek podniecać. Nie powiedział więcej. Nie przekonywał. Jeszcze raz spojrzał na Whitakera. Tym razem bez słowa. W oczach nie było triumfu ani wdzięczności.
Obrócił się. Powoli. Bez pośpiechu.
Skax. Sprawdź, co z wyjściem. Zrobiliśmy to, po co tu przyszliśmy.
I ruszył w stronę wyjścia.
OUTFIT -- UNIFORM -- ARMOR -- VOICE -- MAIN THEMEObrazekObrazekObrazek-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu- Obrazek
Tori Te’eria
Awatar użytkownika
Posty: 495
Rejestracja: 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 50.880
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

1 gru 2025, o 20:36

Drgnęła, gdy Striker najpierw huknął w pobliski stół swoim hełmem, a następnie wcisnął w jej dłonie całą garść medykamentów. Czyli co, groźby pod adresem Skaxa nagle przestały obowiązywać? To po cholerę mężczyzna najpierw atakował Skaxa, doprowadził niemal do jego zapaści, zmasakrował mu pancerz i używał jako karty przetargowej w debilnych negocjacjach? Po to, żeby chwilę później pozwolić poskładać quarianina do kupy i pozwolić mu odejść? Dla jakiegoś pokręconego show? Dla chęci pokazania kto tu rządzi? Przez chwilę grymas złości odmalował się na twarzy Tori, a jej ręka trzymająca jeden z pakietów żelu powędrowała do góry, jakby asari chciała z rozmachem cisnąć medykamentami prosto w głowę Strikera. Powstrzymała się jednak i sapnęła tylko gniewnie, po czym szybko ukucnęła przy leżącym na ziemi quarianinie, zaczynając nerwowo sprawdzać jego pancerz. Jej myśli błądziły przez chwilę jeszcze wokół Strikera, gdy zastanawiała się, jak potężne dawki leków by były potrzebne, żeby choć odrobinę ustabilizować dotkliwie rozchwiany umysł tego człowieka, ale szybko skoncentrowała się na pracy.

Mogła się odwdzięczyć Skaxowi za wcześniejsze ratowanie jej samej, choć musiała się przyznać sama przed sobą, że nie była do końca przekonana, co dokładnie powinna zrobić. Z tego co wiedziała, pancerze quarian stanowią praktycznie zamknięte ekosystemy, a naruszenie ich szczelności prowadzi do ogromnego ryzyka, w skrajnych przypadkach nawet do zagrożenia życia. Zatem odpinanie uszkodzonych segmentów pancerza aby opatrzyć jego rany - zwłaszcza w takich warunkach, jakie panowały wokół - dałoby zapewne skutek odwrotny do zamierzonego, a Tori zamiast pomóc rannemu, mogłaby doprowadzić do zdecydowanego pogorszenia stanu pacjenta. Drugą informacją na temat pancerzy quarian, którą gdzieś od kogoś słyszała był fakt, że ich systemy podtrzymywania życia miały układy adaptacyjne, które reagowały automatycznie w przypadku jakiejkolwiek nieszczelności, aplikując antybiotyki i immunostymulanty i w razie potrzeby niemal zalewając nimi uszkodzone sektory. Musiała więc zaufać, że i tym razem mechanizmy obronne zadziałają jako pierwsze, a opatrzenie obrażeń będzie musiało poczekać lepszych warunków - gorączkowo zatem rozpakowywała kolejne pakiety medi- i omni-żelu, aplikując je na najbardziej uszkodzone miejsca, starając się zabezpieczyć uszkodzenia kombinezonu Skaxa i odizolować go od otoczenia.

- Doktor Whittaker jest na tyle dorosły, że może decydować o sobie samym  - kończąc swoją pracę zerknęła w kierunku Strikera - Miło, że chce pan minimalizować jego ryzyko, ale ostateczna decyzja raczej nie należy do pana, tylko do niego - podniosła się z ziemi trzymając w dłoniach opróżnione pakiety żelu. Rozejrzała się wokół, jakby szukając pobliskiego śmietnika, w końcu z rezygnacją rzuciła opakowania na pobliski stół i pochyliła się, pomagając Skaxowi wstać i służąc mu swoim ramieniem jako oparciem - A dane? No cóż, wymiana informacji nie zawadzi. Domyślam się, że wytyczne naszej misji mogą być dla was interesujące albo cenne, ale to działa w obie strony. Ja z chęcią dowiedziałabym się o szczegółach waszego zlecenia, jeśli doktor Whittaker pójdzie z nami, jest szansa, że się nimi podzieli. Jeśli nie, możemy zrobić transakcję. Pakiet danych za pakiet danych. 

Podpierając Skaxa i pomagając mu stawiać kolejne kroki, zaczęła się wycofywać w kierunku Marshalla, zerkając jednak na członków oddziału SST. Nie ufała im, była gotowa zareagować na jakikolwiek agresywny ruch z ich strony. Dowodzący nimi mężczyzna wyglądał na mniej więcej tak samo mentalnie stabilnego jak niedawno poległy Dżakal, reszta mogła mieć podobnie namieszane pod kopułą… Kto przy zdrowych zmysłach z własnej woli pracuje z terrorystami? Zmiana frontu w wykonaniu Anthony’ego była czystym przykładem tego, że kto zdrów na umyśle nie będzie chciał mieć z nimi wiele wspólnego… Dodatkowo, dochodzące z wyższych poziomów, coraz wyraźniejsze i głośniejsze odgłosy świadczyły o tym, że czas na dyskusje zaczyna dobiegać końca. Jeśli chcą dotrzeć do promu i uniknąć przebijania się przez gromady agresywnych, podnieconych możliwością ucieczki więźniów, była na to najwyższa pora.

- Wynośmy się stąd jak najszybciej - mruknęła do Hearrowa i Luny, spoglądając pytająco w kierunku Anthony’ego. To był jego moment - moment decyzji z kim idzie czy zostaje.
Statystyki dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Mila Račan
Awatar użytkownika
Posty: 394
Rejestracja: 1 cze 2021, o 11:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmować Muszę Albo Się Uduszę
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Horyzont
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 23.895
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

1 gru 2025, o 21:29

Skax - jęczący, zgrywający nie wiadomo po co i z jakiego powodu, skoro Striker wszystko mu wyłożył zgrabnie, bohatera, wił się nadal na stole, obwiązany, podczas gdy Mila obserwowała Whittakera, a po chwili i pierdolącą coś Lunę. Jej hełm na krótką chwilę przekręcił się w stronę kobiety, kiedy analizowała potencjalnie niebezpieczeństwo z jej strony, ale kiedy stwierdziła, że może jej gówno zrobić, ponownie skupiła swoją uwagę czysto na facecie. — Ciebie Dżakal potrącił w głowę, nim go uwaliłeś? Jakiego bohatera próbujesz w ten sposób zgrywać, jełopie jeden, bo jak na twój łebski łeb to chuja widzę tej logiki. To nie pierwsze i nie ostatnie zadanie, w którym dwa cele żrą się między sobą. Kasy nam ujebałeś, cel zajebałeś, generalnie zjebałeś. Ale co ja ci będę mówić, chcesz zgrywać bohatera, to zgrywaj. Widzę to jakaś cecha wspólna — mruknęła pod koniec, spoglądając chwilę na Strikera, który również go beształ.

Ponownie, jej zdenerwowanie wynikało głównie z tego, że jeśli ktoś podpisuje umowę o cel, jako najemnik należy albo dowieźć zadanie, albo chociaż się nie wtrącać, jeśli moralność nie pozwala. Z jej perspektywy - Anthony był jajogłowym, który pomyślał, że zabawi się w złego chłopca, przyjął misję od SST, ale kiedy przyszło co do czego to się zesrał, a teraz to ona miała się z tym użerać. Spust ją kusił, by nauczyć go, jak się kończy zabawianie w wielkiego złego najemnika, ale nawet ona nie miała na tyle namieszane w głowie, by to robić. Nawet, jeśli zasłużył.

Czując, że atmosfera przerzedza się, Mila spojrzała wilkiem ostatni raz na Whittakera, po czym z wyraźnym ociąganiem opuściła strzelbę. Powoli, jakby ją miała przylepioną do rąk, zawiesiła ją na hakach, po czym mruknęła na głos, poprawiając rękawice: — Trwałej nauczki ci oszczędzę. I tak drugi bohater już dostał nauczkę na długie lata.

Jeśli więc Anthony stwierdzi, że wraca ze swoimi wspaniałymi przyjaciółmi, Mila nie zamierzała mu odpuścić nauczki, bo w przeciwieństwie do Skaxa żadnej nie dostał. Dlatego mijając go, zaiskrzyła jej biotyka, i wpakowując całą możliwą moc w swoją pięść, zatrzymała go za ramię i wpakowała ową naładowaną błekitem pięść w jego brzuch. Tak, żeby zgiął się w pół, żeby poczuł przez pancerz. Żeby poczuł konsekwencje zabawy w bohatera.
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [CZYŚCIEC] Sektor centralny

5 gru 2025, o 09:29

Wyświetl wiadomość pozafabularną Wydostanie się z Czyśćca było zarówno prostsze, jak i trudniejsze niż mogli się tego spodziewać.
Opanowany buntem okręt wydawał się w nieprawdopodobnie złym stanie w kontekście tego, ile czasu minęło odkąd Błękitne Słońca utraciły kontrolę. Gdy wychodzili ze stacji o maksymalnym rygorze, na zewnątrz zastali pobojowisko. Nie wszystkie światła działały, część paneli była zerwana ze ścian, jakby w ich wnętrzu ktoś spodziewał się odnaleźć coś wartościowego. Część mijanych przez nich cel była zamknięta, w środku majaczyły sylwetki tych nieszczęśników, którym nie pomogły ani systemy stacji, ani wypuszczeni na zewnątrz, tymczasowo wolni jej mieszkańcy.
Większość więźniów uformowała grupy. Nie napotkali już pojedynczych jednostek, unikających ich spojrzenia bądź wyzywająco odpowiadając na nie własnymi. Jeśli wcześniej na Czyśćcu istniały jakieś gangi, jeśli miały w ogóle szansę się uformować w tak regulowanej przestrzeni, teraz działały z pełną mocą. Natrafili na takie ugrupowania, uzbrojone w prowizoryczną broń lub tą ukradzioną martwym już strażnikom. Większość osób na widok ich oddziału unosiła obronnie ręce, wycofywała się ograniczając wyłącznie do rzucanych pod nosem oszczerstw i splunięć na podłogę.
Nie każdy jednak ustępował. Niektórzy dostrzegali okazję do obłowienia się, naciskając na spust. Inni poszukiwali sposobu na ucieczkę, oferując im wszystko - od pieniędzy, przez służbę, aż po spełniającą się groźbę. Ostatni widzieli ich obrażenia i w przypływie okrucieństwa dostrzegali w nim łatwiejszy cel. Byli w błędzie.
Gdy wreszcie dotarli do promów, magazynki ich broni były puste, a w ciała wdarło się zmęczenie. Spełniali jednak marzenie wszystkich tych, których spotkali po drodze.
Opuszczali Czyściec.
Wyrok tyzyfone Loża Arii tonęła w fioletach i czerwieniach, ciężkim świetle hologramów i dymie z przypalonego, ostroniebieskiego pyłu. Ochroniarze nie patrzyli na najemników - patrzyli przez nich - jak przez tymczasową niedogodność, której Aria jeszcze nie zdecydowała się usunąć. Marshall, Luna, Tori i Skax siedzieli naprzeciw królowej Omegi, a ona, oparta niedbale o podłokietnik, przyglądała im się z nieokreślonym znużeniem.
Słuchając raportu o śmierci Dżakala, nie przerwała ani razu.
Dopiero gdy zapadła cisza, Aria powoli uniosła spojrzenie znad nagromadzonych na pulpicie danych. Kącik jej ust drgnął; nie był to uśmiech.
- Zabiliście Dżakala - stwierdziła chłodno. - Doceniam skuteczność.
Jej ton nie zmienił się ani o milimetr, ale powietrze w loży wyraźnie zgęstniało.
- Problem w tym, że… poprosiłam o coś jeszcze. O dyskrecję.
Przesunęła palcem po interfejsie. Na ekranie zmaterializowały się zapisy transmisji SST: dane, którymi podzielili się z drugą grupą najemników. Aria obróciła hologram jednym ruchem dłoni, tak aby odbił się światłem na ich twarzach.
- I co ja mam z tym zrobić? - zapytała, choć odpowiedź była oczywista i wcale ich od nich nie oczekiwała. - SST wie. Wie, bo im oddaliście swoje dane z jak mi byli uprzejmi wspomnieć własnej, nieprzymuszonej woli. Cóż za hojność.
Nie podniosła głosu. Nie musiała.
- Niekompetencja jest drogą zabawką na Omedze - oznajmiła, wstając. - Więc zapłacę wam proporcjonalnie do waszej wartości.
Jednym, niedbałym ruchem ręki wprowadziła korektę w kredytach tak brutalnie niską, że niemal była policzkiem, gdyby w ogóle przejmowała się tym faktem.
- Resztę honorarium możecie sobie wyobrazić. Może nawet wam to wyjdzie lepiej niż wykonywanie rozkazów. Chociaż szczerze w to wątpię.
Aria odwróciła się od nich, zmieniając kierunek spojrzenia na panoramę Omegi.
- Opuśćcie moje Zaświaty. Teraz.
Ochrona zrobiła krok naprzód, jakby na potwierdzenie rozkazu. Tuż zanim najemnicy ruszyli w stronę wyjścia, Aria rzuciła jeszcze w ich stronę nie odrywając spojrzenia od wizjerów.
- Zadbam o waszą reputację. Nie martwcie się. Na Omedze wszyscy szybko się dowiedzą, że nie potraficie utrzymać języka za zębami. Żegnam.
Odwróciła się całkowicie, jakby zapomnieli już, że istnieją.
Dla Marshall, Luny, Tori i Skaxa stało się jasne - przez długi czas na Omedze nie znajdą żadnego zlecenia.
--- gniew alekto Eji przywitał ich ze swoim klasycznym entuzjazmem. Zastali statek w tylko trochę gorszym stanie, niż gdy pierwszy raz na niego wsiadali. Choć załoga nieco się powiększyła, to obyło się bez bójek i dalszych walk. Dalatrasa uniosła się i opuściła hangar. Potem opuściła też system i przekaźnik.
Księżyc, na który ich zabrał, był szary i nijaki, oraz pozbawiony budynków czy stacji, za wyjątkiem jednej chaty. Nie mogli tu zdjąć hełmów, by porządnie odetchnąć, bo nie było nawet czym. Zastali jednak cztery statki SST oraz stojących tam żołnierzy Sojuszu. Karabiny w ich rękach nie były w nich wycelowane.
Ze zgromadzenia wyszedł Anto.
- Wszyscy? - Anto zliczył więźniów. - Nie. Nie wszyscy - powtórzył to, jak przywitał ich na początku tej misji.
Wysłuchał ich. Wszystko, co powiedzieli, spotykało się z ciszą, która nie zdradzała tego, jak reaguje i co myśli. W międzyczasie doszło do przekazania więźniów. Ian awanturował się nieco, ale zamilkł, gdy kolba karabinu uderzyła go w tył głowy. Wada była taka, że trzeba go było nieść. Kojot zaś wyszedł z szeregu i dość chętnie poddał się dobrowolnemu przekazaniu.
- Kurwa - pojedyncze słowo wydostało się spod hełmu Korragana. - Płaciłem za trzech.
I tak zresztą mieli w kontrakcie. Płatność od każdego więźnia na głowę. Zebrali ich dwóch z trzech, co stanowić powinno sukces. Korragan nie wydawał się jednak być szczególnie zadowolony i ciężko było mu się dziwić. Podszedł na parę kroków i skrzyżował ramiona na piersi.
- No ale nie mogliśmy przewidzieć cholernego buntu. Ani tego, że Aria postanowi uderzyć teraz - pokręcił głową. - Klauzule o rozdzielaniu kasy zmarłych są kretyńskie, bo motywują najemników do buntowania się. Ale tym razem zrobimy wyjątek. Skoro brakuje wam jednego, to za dane zapłacę wam wszystkich po równo z jego wypłaty. To jest najlepsza oferta, jaką tu dostaniecie.
- Jeśli wy powiedzieliście mi o nich, to oni na pewno wspomną o was Arii. Radzę unikać Omegi. A przynajmniej tych niezależnych jej części - Anto zamilkł na chwilę. Łypnął spod byka na niewielkiego Quarianina stojącego koło niego. - No, już, przelej im pieniądze. Dostają taką płacę, jaką wykonali robotę.
Czyli nienajgorszą, patrząc na okoliczności.
Batarianin aktywował omniklucz. Wysłał kilka wiadomości. Nie słyszeli nic w trakcie tego, żadnych szarpanin i dialogów, żadnych planów i konspiracji. Po chwili otrzymali przelewy od Quarianina. Zleceniodawca uniósł swoje wszystkie oczy, jakby lekko zaskoczony, że dalej tu są.
- Skończyliśmy tu. Jeśli będziecie kiedyś szukać roboty, to myślę, że coś się dla was znajdzie.
Anto obrócił się na pięcie i zagestykulował do swoich żołnierzy w tył zwrot. Wraz z więźniami udali się do swoich statków.
Ktoś musiał ich stąd odwieźć i widocznie SST się nie kwapiło.
- Pewnie. I tak nic nie robiłem - słyszeli go co prawda tylko przez komunikator, lecz byli pewni, że Eji przewrócił oczami. O ile Salarianie mieli taką zdolność.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry

Wróć do „Czyściec”