Jej zmęczony umysł był jak uśpiona bestia, która powoli zaczynała budzić się do życia. Wyczuwała jej ostre szpony, zagłębiające się w duszy wraz z narastającą obawą. Widziała błysk wysuwających się kłów, gdy najgorsze myśli zaczynały wysuwać się na przód, pompując w jej obolałe ciało adrenalinę. Choć jeszcze chwilę temu z trudem odrywała się od oparcia fotela, teraz tkwiła w nim wyprostowana jak struna, jakby brak kontaktu z Wraithem pociągnął tkwiący w jej wnętrzu sznurek, przestawiając ją z powrotem do trybu operacyjnego.
Zmarszczyła brwi na widok holograficznego obrazu wyświetlanego przed nimi. Jej wzrok przemknął po twarzy obcej kobiety, okalającej ją jasnych włosach i mocnym makijażu, dochodząc do pierwszego, krótkiego wniosku - obca. Cień irytacji przemknął przez zielone spojrzenie gdy Valentina mówiła, a choć Hawkins chłonęła jej słowa z uwagą, ów uwaga nie przenosiła się w pełni na osobę, która je wypowiadała. Nie dbała o to, z kim miała do czynienia, kim była Val, o której słyszała wcześniej - w jej sercu pojawiła się pierwsza iskierka złości przez sam fakt tego, że nie była jej załogą.
To ze Scottem powinna teraz rozmawiać. Z konkretnym, o d p o w i e d z i a l n y m Scottem, który natychmiast wyjaśniłby jej sytuację w krótkich, oszczędnych słowach, zamiast tłuc się wokół tematu, owijając to, co desperacko chciała usłyszeć, w tysiące nieistotnych samogłosek.
Zapewnienie o bezpieczeństwie Wraitha zamknęło jej usta, przynajmniej na krótką chwilę. Dzięki niemu nie przerwała kobiecie, nie kazała jej przestać pierdolić i wyjaśnić, dlaczego j e j statek znalazł się w miejscu, w którym desperacko nie chciała go widzieć. Dlaczego Wraith nie czekał na nich w ich końcowej destynacji, a zamiast tego znalazł się w gnieździe węży, z którego udało jej się wydostać. Wydała im konkretne instrukcje i trzymała się kurczowo myśli, że musieli mieć dobry powód, żeby je zignorować.
Nie wiedziała co było gorsze - myśl, że coś złego stało się na pokładzie, zmieniła się sytuacja pod jej nieobecność i jej załoga była zagrożona, czy to, że powodu nie było żadnego i podjęli wyłącznie głupią decyzję.
Zapewnienie Valentiny utrzymywało jej kotłującą się, wrzącą krew w ryzach. Tak długo, jak Wraith miał pojawić się w systemie za chwilę, nie zamierzała tracić kontroli przy o b c e j osobie. Pamiętała wspomnienie załogi Castella o tym, jakoby Val była bardziej lubiana na pokładzie Anathemy. Przebłysk wewnętrznych problemów i spięć, który natychmiast zanotowała sobie w głowie.
Nie zamierzała dawać im tego samego.
Jej furia pozostała zaklęta w jej ciele, gdy nawet zmęczenie nie było w stanie zniszczyć pieczęci jej wyrobionego przed lata profesjonalizmu.
- Twoja siostra wisi mi prom, Castell - odpowiedziała tylko gdy dostrzegła powiadomienie na swoim omni-kluczu, nie dołączając się wcześniej do ich dyskusji. - Ten wraca do nas.
Aktywowała swój omni-klucz, przyjmując połączenie z Nephiettem - czekając, aż odezwie się pierwszy.
@Mistrz Gry






