Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Centrum Informacji Bojowych

31 sty 2026, o 21:18

Nawet przez warstwę zmęczenia i niepokoju byłaby w stanie dostrzec subtelną zmianę, jaka zaszła w atmosferze okrętu pod jej nieobecność. Powód, dla którego Wraith znalazł się w systemie, w którym nie powinien, był jak kiepsko ukrywany sekret - słoń stojący w rogu pomieszczenia, o którym nikt nie mówił, ale ku któremu każdy co chwilę zerkał licząc na to, że kapitan pirackiej łajby go nie zobaczy.
A był jedynym, na czym potrafiła skupić w tej chwili swój wzrok.
Śledziła wzrokiem oblicze swojego zastępcy, dostrzegając pęknięcia na starannie wypracowanej fasadzie i usiłując dojrzeć schowaną pod nimi tajemnicę. Krew w jej żyłach, ta, która wcześniej wrzała od zwykłej złości już dawno zgęstniała, przeistaczając się w coś innego, znacznie zimniejszego.
Zawód, brak zaufania, może nawet z d r a d ę.
W milczeniu pozwalała, by słowa Adamsa odbijały się od ścian pomieszczenia, trącając kotłujące się w niej emocje. Jak kij uderzały w środek paleniska, wzniecając w powietrze iskry, od których wkrótce mógł zająć się cały las.
- Wyłącz głośnik z kokpitu. - odpowiedziała krótko, a choć jej głos się nie uniósł, w jego cichym brzmieniu nie chowała się prośba lub sugestia. Gdy tylko rozkaz padł, jej wzrok przeniósł się na technika, który miał go wykonać, zapamiętując dokładnie jego twarz i potencjalne zawahanie, gdyby je dostrzegła. - Jeśli Adams chce oferować swoje wytłumaczenia, może to zrobić twarzą w twarz.
Tutaj, gdzie był w zasięgu, gdzie nie był schowany za czterema ścianami swojego małego królestwa mogąc wypluwać do komunikatora kłamstwa, których nie miałby czelności powtórzyć patrząc jej prosto w oczy.
Jej wzrok leniwie prześlizgnął się po ekranie, który wskazywał Nephiett. Mapa systemu nie wskazywała żadnych zagrożeń, co nie oznaczało, że nie czekały na obrzeżach ich radaru, bądź nadciągały tunelem Przekaźnika. Była doskonale świadoma zarówno bliskości z przestrzenią Rady, jak i wściekłości pozostawionych z tyłu żołnierzy Przymierza, do których odwrócili się teraz plecami.
- Dlaczego, Scott? - odrzuciła z początku, z sarkazmem przesączającym się do każdego jej słowa. - Czyżbyś odczuwał dyskomfort związany z ryzykiem, na które wystawiony jest w tej chwili Wraith?
Jej wzrok przestał wędrować po Centrum Informacji Bojowych i siedzących jak na szpilkach załogantach, skupiając się na stojącym przed nią mężczyźnie.
- Nie ruszymy się z miejsca, dopóki nie wytłumaczysz mi, dlaczego wbrew moim rozkazom, zabrałeś statek do Hydry.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

1 lut 2026, o 16:22

Jej pierwsze słowa przebrzmiały we wnętrzu pomieszczenia, wywołując w głośnikach transmitujących z kokpitu przekleństwo Adamsa. Technik na którego spojrzała, był jednym z żołnierzy, którzy latali z nią jeszcze na Neptunie - mający czterdzieści kilka lat, gęstą brodę poprzecinaną pierwszymi nitkami siwizny oraz bystre, niebieskie oczy otoczone drobnymi zmarszczkami. Rzadko kiedy się odzywał, ale był raczej pogodną osobą i wzorowym żołnierzem. Zajmował się komunikacją na okręcie zarówno na długo przed tym jak opuścili przestrzeń Rady, jak i na długo po tym, nigdy nie kwestionując jej rozkazów, ani nawet nie protestując, gdy dołączyła do nich o wiele młodsza od niego techniczka z Terminusa, szybko awansująca na głównego technika i odsuwając go na drugi plan. Nigdy wcześniej nie widziała u niego zawahania - ani gdy wydawała polecenia w trakcie bitwy, ani poza nią, nieważne czy dotyczyło to zestrzelenia bezbronnych kapsuł ratunkowych czy ogłoszenie odwrotu.
A jednak dostrzegła je teraz.
Trwało zaledwie sekundę i ostatecznie jej rozkaz został wykonany, przerywając protest Deuce'a w połowie zdania, ale jednak tam było.
- Tak. - Odpowiedź Nephietta przyszła niemal od razu, gdy odwzajemnił jej wzrok bez mrugnięcia okiem. Głos miał spokojny, niemal łagodny, ale kontrastowało to z jego jastrzębim, czujnym spojrzeniem. - To właśnie zawsze robimy, Jean, prawda? Wybieramy tylko to ryzyko, które jest absolutnie niezbędne do przetrwania Wraitha oraz ludzi na jego pokładzie. Uważam, że pozostawanie w tym systemie, jest ryzykiem niepotrzebnym.
Wytrzymał jej wzrok, nie cofając się z miejsca. W oddali, od strony dziobu fregaty, słyszała szelest odsuwanych drzwi, co oznaczało, że zapewne Adams jest w drodze. Pozostali oficerowie na mostku nie odzywali się i zdecydowanie unikali spoglądania w stronę rozmawiającej pary, udając, że skupiają się na swoich monitorach oraz wskazaniach systemów.
Jej pytanie, zadane otwarcie, zawisło w powietrzu między nimi wszystkimi.
- Ponieważ było to niezbędne dla przetrwania jego załogi. - Nephiett nie zawahał się nawet na uderzenie serca, odpowiadając zdawkowo i wprost. Jego szare tęczówki nie drgnęły nawet na milimetr, wpatrując się w jej własne, zielone. - Wraith nigdy nie opuścił Hydry, pozostając w maskowaniu i na minimalnym poziomie energii. Obserwując.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

7 lut 2026, o 17:01

Wyświetl wiadomość pozafabularną Zawód był podstępnym uczuciem.
Po raz pierwszy uderzał schowany pod warstwą podświadomości. Zagnieżdżał się w jej trzewiach, w tym charakterystycznym wrażeniu żołądka zwijającego się w słupek, w czymś ciężkim opadającym na jego dno. Mieszał z tysiącem innych odczuć, zarówno fizycznych jak i emocjonalnych, chowając gdzieś między zmęczeniem a bólem, złością a strachem. Z początku niemożliwy do wyśledzenia, rósł z każdą chwilą, z każdym zawahaniem dostrzeżonym u członków jej załogi, z każdym słowem wypowiadanym przez mężczyznę, któremu powierzyła swój okręt, któremu ufała.
Gdy przekroczył granicę jej nieświadomości, z wolna wypierał wszystko inne, co buzowało w tej chwili w jej głowie i żyłach. Panikę o los Wraitha, który znalazł się tam, gdzie nie powinien. Rozdzierające wyczerpanie w jej mięśniach, zlepionych ze sobą medi-żelem, którego wartości przeciwbólowe już dawno wyparowały, przekształcając go w zwykły klej trzymający rozerwaną tkankę ze sobą.
- I co zmierzałeś zrobić, gdyby maskowanie Wraitha okazało się niewystarczające? Gdyby mnie wykryto, oraz pojmano i wsadzono do jednego z aresztów? Albo na pokład statku lecącego prosto na Ziemię? Kazałbyś Sayi zhakować całą flotę Przymierza? A może pozwoliłbyś Adamsowi ruszyć do środka systemu wierząc, że żaden z tych dziesiątek akceleratorów masy was nie trafi? - jej głos obniżał się z każdym słowem, gdy złość podjęła walkę, nie pozwalając narastającej goryczy na wzięcie nad nią kontroli. - Jaki był twój plan, Nephiett? - wycedziła, odkładając swój hełm na jedno ze stanowisk, zmęczona ciągłym trzymaniem czegoś, co w tej chwili straciło dla niej na znaczeniu.
Mięśnie w jej nogach zaprotestowały, ceramiczne płyty zazgrzytały o siebie nawzajem gdy wykonała krok naprzód, wgłąb Centrum Informacji Bojowych, w stronę wolnego miejsca na środku otoczonego przez rzędy konsoli i pracujących przy nich techników. Jej złość obniżyła się wraz z głosem, ustąpiła rozczarowaniu, które rozepchało się w jej sercu łokciami, tłumiąc wszystko inne, co czuła względem otaczających ją osób.
I tej stojącej naprzeciw niej.
- Wiem, że Terminus zmienił nasze zwyczaje. Stępił niektóre zęby, usunął sztywne protokoły. Dodał wam swobody, pozbawił uniformów i oficjalnych tytułów. - jej wzrok przemknął po siedzących za konsolami nawigatorach, zatrzymując się na obliczu tego technika, który zawahał się, nim wykonał jej rozkaz. Wodziła spojrzeniem po rysach jego twarzy, po faktach na jego temat, po jednym z dysków, na których zapisane było jego życie, schowanym w pudełku wewnątrz jej kajuty. Zapamiętała jego nazwisko, mieląc je w myślach, lecz nie pozwalając mu dotrzeć do ust. Nie on jeden był odpowiedzialny za to, co się stało. Był tylko symptomem, nie powodem. - Nie myślcie jednak, że na pokładzie zapanowała przez to demokracja. Że pod moją nieobecność możecie zwyczajnie zagłosować nad tym, co zrobicie następne.
Jej zimne słowa przecięły ciepłe powietrze Centrum Informacji Bojowych, a wraz z nimi spojrzenie czerwonowłosej przeniosło się z podwładnych jej ludzi do stojącego naprzeciw mężczyzny. Jeśli Nephiett usiłował jej przerwać, jej dłoń nie musiała unosić się w górę by go powstrzymać - zrobiło to pełne wściekłości i zawodu spojrzenie.
- To jest mój statek - zagrzmiała, po raz pierwszy - i ostatni w tej konwersacji unosząc swój głos. Słowa, które padły następne, były już znacznie cichsze, choć niemniej dosadne. - Wydałam ci rozkaz, którego nie wykonałeś.
Na m a r n e.
Jej poświęcenie, jej samobójcza misja, jej pieprzony błękitny pancerz i brązowe włosy, wszystkie te rzeczy nagle wydawały się żartem, zupełnie niepotrzebną dramaturgią, głupotą kapitan, której załoga z n ó w musiała lecieć na ratunek, ryzykując przy tym wszystkim co mieli.
- Możesz odejść* - wycedziła, a cały kalejdoskop emocji buzujących w niej wcześniej teraz skrył się za maską zimnego profesjonalizmu, do którego tak przywykli oboje jeszcze dziesięć lat temu. Odwróciła wzrok, odnajdując następnego w hierarchii mężczyznę - stojącego na czele nawigatorów. - Brewer, przejmujesz mostek.
Jej wzrok odsunął się od tego, którego w tej chwili nie chciała nawet widzieć, przenosząc ku jednemu ze swoich podwładnych. Utkwiła drapieżne spojrzenie w dowódcy nawigacji, oczekując natychmiastowego potwierdzenia.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

10 lut 2026, o 15:08

Zawód był podstępnym uczuciem.
A zaufanie z reguły było jego pierwszą ofiarą.
Być może to właśnie świadomość tego ciosu na to wspólnie wypracowane zaufanie było powodem tak wielu odwracanych spojrzeń oraz tego dziwnego wrażenia, które towarzyszyło jej od powrotu na pokład Wraitha. Radość z powrotu prawowitej kapitan okrętu oraz ulgi, która otwarcie wypełniała spojrzenia dawnych żołnierzy służących pod jej komendą mieszała się z czymś, co w obliczu słów wypowiedzianych na mostku musiało być zwykłym poczuciem winy - wywołanym świadomością podjętej decyzji, która stała w bezpośrednim zaprzeczeniu do wydanego rozkazu. Ceną, którą w swoich oczach musieli zapłacić, jeżeli chcieli mieć nadzieję na potencjalne uratowanie swojej kapitan od samobójczej misji, na którą się wybrała.
Nie byłby to jednak pierwszy raz, gdy złamali bezpośredni rozkaz wydany przez ich przełożonych. Dla niej.
Próbując robić to samo, co ona próbowała zrobić dla nich, ale tym samym nieświadomie nieustannie przesuwając jej granicę niespłaconego długu ilekroć próbowała się do niej przybliżyć.
- Obserwować i wrócić do Morza Cienia przy pierwszym podejrzeniu bycia wykrytym - odpowiedział otwarcie Nephiett na jej przesycone jadem pytania, nie odwracając wzroku. W przeciwieństwie do pozostałych, w jego spojrzeniu nie było speszenia ani poczucia winy - a przynajmniej nie na tyle wyraźnych, jak u innych, by mogła je dostrzec. Jej zastępca zawsze potrafił zachować kamienną maskę i tym razem nie było inaczej. Pierwsze rysy wywołane wybuchem Adamsa, który zapewne stanowił zmienną, której Scott się nie spodziewał, zostały załatane i na spojrzenie, które wytrzymywało zimną, pulsującą złość Hawk było na powrót nieprzeniknione. - Nic mniej, nic więcej.
Drzwi łączące Centrum Informacji Bojowych oraz kokpit Wraitha otworzyły się cicho, wpuszczając do środka jasną czuprynę Adamsa, akurat gdy Hawk rozpoczęła swoje zimne ostrzeżenie. Pilot nie odezwał się jednak ani słowem, trzymając się na pograniczu, ale przez cała długość pomieszczenia widziała emocje i gromy buzujące w jego jasnym spojrzeniu, które w nią wbił. Tak jak Nephiett był nieporuszoną skałą, tak Deuce wyglądał jak wulkan gotowy do wybuchu, którego powstrzymywały wyłącznie lodowate fale wysyłane przez piratkę.
Technik komunikacji, na którym na dłużej zawiesiła wściekły wzrok, odwrócił spojrzenie. Edgar Hill, lat 44, starszy sierżant. Informacje na jego temat napłynęły do niej bez żadnego wysiłku, tak jak byłoby to w stosunku do każdego innego członka jej załogi. Chociaż mężczyzna nie był zbyt towarzyski i preferował izolację, zawsze był lojalny i lubiany przez innych. I tak jak inni, miał swoją odpowiednią rubrykę w datapadzie, który zostawiła Nephiettowi - zapełnioną wiele lat temu, podczas jednego z luźniejszych momentów, gdy cała załoga Wraitha w mniejszym lub większym składzie korzystała z dobrodziejstw wolnego czasu w jednym z portów Terminusa. W czasach, gdy chwila wspólnego braterstwa rozluźniła język technika, robiąc to czego nie był w stanie zrobić alkohol, którego mężczyzna nie pijał, ujawniając, że gdy po raz ostatni wylatywali z Cytadeli te parę lat temu, zaledwie parę dni później jego żona urodziła mu małą córeczkę Annę. Córeczkę, której jeszcze nie miał okazji zobaczyć na żywo przez ostatnie siedem lat, ale której zdjęcia i nagrania Sayia pomagała mu pozyskiwać od czasu do czasu. Hill wciąż żył myślą o tym, że kiedyś będzie miał okazję to zrobić.
Ale jego żona z córką żyły na Cytadeli.
Niektóre życzenia były trudniejsze do spełnienia od innych.
Cisza, która zapadła po jej ostatnich słowach, wypełniła mostek niczym gęsta, namacalna melasa. Scott przyglądał się jej w milczeniu przez kilka długich chwil, ale nie powiedział ani słowa. Nie próbował też jej przerwać - ani teraz, ani wcześniej. Stał w bezruchu z dłońmi zaplecionymi za plecami, wysoko podniesionym podbródkiem i spokojnym wzrokiem człowieka, który wiedział na co się pisał i który tego oczekiwał, a który teraz przyjmował konsekwencje swoich czynów bez cienia protestu. Bez słowa uniósł dłoń do czoła, salutując jej krótko, tak samo jak za czasów, gdy wciąż latali pod błękitną banderą.
Gdyby nie krew pokrywająca jej niebieski pancerz i ciemne, barwione włosy, przez pojedyncze uderzenie serca można było pomyśleć, że nic się nie zmieniło i wciąż żyli w tamtych czasach.
- Gówno. - Ostre słowa Adamsa przerwały ciszę na CIB. Pilot zrobił krok do przodu, patrząc na piratkę ze złością. - Dokładnie to zrobiliśmy - zagłosowaliśmy. Jak chcesz ukarać Scotta za niesubordynację, to będziesz musiała zrobić to samo z resztą okrętu. Wystarczył jeden głos przeciwko i wrócilibyśmy zgodnie z planem, zostawiając cię na pastwę losu. Jeden głos - podkreślił z agresywnym naciskiem. - Chcesz wiedzieć jaki był wynik? Nie zamierzam pozwolić, żeby Nephiett zgarnął na siebie całą winę, tak jak nie zamierzałem pozwolić, żebyś ty jedna ryzykowała swoim życiem w pojedynkę za nasze. Nie zgadzam się ze Scottem w prawie każdej sprawie, ale to ja go przekonałem do głosowania.
Główny nawigator, którego wywołała, podniósł się z fotela bez chwili zwłoki po jej słowach, a jego wzrok padł na nią po wybuchu Johna - nie z ociąganiem, ale w oczekiwaniu na rozkazy. Brewer był twardszym i bardziej zdecydowanym mężczyzną niż Hill, a w jego ruchach nie było wątpliwości.
Albo jego wzrok lepiej je maskował przed jej własnym.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

10 lut 2026, o 16:27

Wściekłość buzująca z jej pilota docierała do niej przez całą długość Centrum Informacji Bojowych. Na każdym innym okręcie nie byłoby na nią miejsca - nie bez powodu Adams miał tak wiele problemów w Przymierzu, tak wiele szpecących akta reprymend i ostrzeżeń wpisanych przez zirytowanych jego luźną gębą oficerów. W tym zawsze różnił się od niej - musztra wepchnęła jej furię głęboko za fasadę profesjonalizmu i chłodnej obojętności, której upust mogła dawać wyłącznie na polu walki, z charakterystycznym odrzutem karabinu atakującym jej mięśnie. Pozbawiony wentyla, odnalazł się dopiero na Neptunie - pod wodzą kogoś, kto doceniał szczerość idącą za jego sposobem wyrażania się, a którego załoga doceniała przynoszoną przez niego, luźniejszą atmosferę.
Nie wiedziała, czy to ta wściekłość podążająca za znajomym, starym mechanizmem, czy to błękitny pancerz na jej ciele sprawiał, że z wolna cofała się siedem lat wstecz. Dostrzegała absurd tej sytuacji, ogniste słowa pilota własnego okrętu, wykłócającego się ze swoją kapitan na mostku zamiast w kokpicie oczekiwać na rozkazy. Nigdy wcześniej nie zwracała na to aż takiej uwagi, ponieważ Deuce nie był tylko pilotem. Stanowił idealną przeciwwagę do jej pierwszego oficera, elementem, dzięki któremu odnaleźli się tak dobrze w nowym środowisku, osobą, której zdanie zawsze brała pod uwagę - i która niejednokrotnie ją w tym zdaniu zaskakiwała.
Posmak goryczy w jej ustach pozbawiał ją tej perspektywy. Sprowadzał mężczyznę do roli tylko pilota w jej oczach - pilota, z którym nie zamierzała się kłócić na oczach wszystkich innych członków załogi. Ale mechanizmy utrzymujące jej złość na wodzy były zardzewiałe, niektóre części stare, wymagające przeglądu. Zamiast odprawić go krótkimi słowami, zamiast neutralnie uciąć rozmowę, która miała nie mieć miejsca, ruszyła w stronę mężczyzny.
Wymijając Nephietta, nie patrzyła w jego kierunku. Liczyła na to, że odprowadzi się do wyjścia z mostku - nie po to, by stracić na zawsze swoje miejsce, nie po to by tkwić w areszcie, ale po to, by chwilowo nie musiała go w i d z i e ć.
- Dlaczego twoim zdaniem po tylu latach dalej żyjemy komfortowo w Terminusie? Dlaczego operujemy jako okręt, kiedy z każdej strony mamy potencjalnych przeciwników? Kiedy zleceniodawcy bywają gówno warci, a pieniądze nigdy nie są pewne? - przekroczyła długość CIB, powoli zbliżając się do stojącego po drugiej stronie Johna. Poza złością, w jej oczach błyszczał zawód - ten sam, z którym wcześniej oglądała Nephietta. Ten sam, który teraz łypał w stronę drugiego mężczyzny. - Wiesz, co odróżnia nas od niektórych zwierząt, z którymi musimy czasem mieć do czynienia na Omedze?
Jej zesztywniałe od zmęczenia i walki mięśnie protestowały gdy stanęła naprzeciw niego, nie pozwalając swoim barkom na ugięcie się, klatce piersiowej na opadnięcie w dół. Siedem lat było okresem zbyt krótkim, by nawykła do stania na baczność sylwetka ugięła się pod jego ciężarem.
- Zasady - kontynuowała twardo, wiedząc, że jeśli zwłoka między jej słowami będzie zbyt duża, Adams wciśnie w nią swoją odpowiedź. - Nie każę wam nosić mundurów. Nie musicie rozmawiać ze sobą, ani ze mną, w oficjalny sposób. Nie mamy na statku żadnego, pieprzonego regulaminu, który w jakikolwiek sposób mógłby was ograniczać. - wbiła spojrzenie w stojącego naprzeciw pilota, któremu każda z tych rzeczy w Przymierzu musiała przeszkadzać. - Ale to nie znaczy, że nie mamy zasad. Struktury dowodzenia, której macie się trzymać. Dyscypliny, która odróżnia nas od tych wszystkich łajb, które padają po jednym roku, albo unicestwiają się od środka. Głosujcie sobie ile tylko chcecie, ale schodząc ze statku, powierzam go swojemu pierwszemu. Jego wybory, jego odpowiedzialność.
Jej głos odruchowo brzmiał głośno, donośnie, tak, by jej słowa rozbijały się po całym Centrum Informacji Bojowych, trafiając za każdą konsolę, za każde stanowisko - do uszu, które mogły je usłyszeć. Ale gdy urwała, śledząc wzrokiem stojącego naprzeciw niej oficera, osobę, dla której z radością przyjęłaby wycelowaną weń kulę, na masce jej twarzy pojawiły się pierwsze pęknięcia.
- Jeśli nie zgadzasz się z decyzją, którą podejmuję, możesz zawsze przyjść do mnie wcześniej. Nie widziałam cię w hangarze protestującego, Adams. Nie słyszałam, żebyś rozwalał mi skrzynkę na omni-kluczu, odmawiając dalszej pracy - dodała zimno, ciszej, gdy jej słowa były tym razem skierowane wyłącznie do niego - choć nie wątpiła, że w pustce dźwiękowej, która zapadła wokół, dotrą do wszystkich innych. - Jeśli rozkazuję wam pod żadnym pozorem nie wlatywać do Przestrzeni Rady, a wy decydujecie się to zrobić pod moją nieobecność, to możesz nazywać to troską o mnie ile chcesz. Ja za to znalazłabym na to inne słowo.
Zdrada chowała się w cieniu jej zielonego spojrzenia gdy odwróciła się od Johna, nie chcąc kontynuować tej rozmowy - nie tutaj, nie teraz i przy wszystkich. Była zmęczona, w sposób, którego nie była w stanie odczuć wewnątrz Bulwarka - taki, któremu nie pomoże nic wizyta u Vinnet i osiem godzin snu.
- Brewer, skieruj nas do tunelu Przekaźnika - rozkazała, odwracając się tyłem do tkwiącego przy niej mężczyzny i powoli ruszając w stronę wyjścia. - Jeśli ten pilot odmówi wykonania rozkazu, obudźcie drugiego.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

12 lut 2026, o 12:41

Adams nie cofnął się przed jej słowami, a jego złość, skierowana w jej stronę nie zelżała, gdy kobieta ruszyła ku niemu. Podczas, gdy Nephiett opuścił w milczeniu mostek, nie protestując przed wydanym mu poleceniem, pilot Wraitha nie wyglądał jakby miał się zastosować do jakiegokolwiek rozkazu. Jej obydwaj zastępcy stanowili dwa przeciwieństwa, co oferowało ogromną zaletę w pozyskiwaniu dwóch zupełnie odmiennych punktów widzenia, gdy chodziło o codzienne życie lub sprawy strategiczne, ale miało również i swoje wady. Teraz jedna z nich wyszła na powierzchnię - tam gdzie Scott oferował dyscyplinę oraz sztywne ramy, na których stałych fundamentach można było polegać, tam John dawał elastyczność i improwizację, która jednak nie była tak łatwa do kontroli, gdy była nieproszona.
- Zabawne - parsknął ze złością w odpowiedzi na jej słowa, gdy zakończyła swoją wypowiedź skierowaną do wszystkich. - Zadałem dokładnie te same pytania Nephiettowi, gdy rozmawialiśmy przed waszym wylotem. Ale w przeciwieństwie do ciebie, on znał właściwą, prawdziwą odpowiedź. W tej jednej rzeczy się zgadzamy i być może tylko w tej. Znałem okręty, które miały zasady oraz dyscyplinę, a teraz rdzewieją na stalowych cmentarzyskach - dodał, wypluwając z siebie słowo zasady jakby wypowiadał jakieś przekleństwo albo coś niesmacznego.
Kiedy zniżyła głos, on zmrużył tylko oczy. Ale gdy rzuciła cicho swoje oskarżenie, te na powrót się rozszerzyły w zaskoczeniu - jak gdyby właśnie otrzymał bolesny cios, którego nadejścia się nie spodziewał, a który na uderzenie serca wytrącił go z podtrzymującej jego emocje złości, sprawiając że zastygł w bezruchu.
Tylko po to, żeby od razu wepchnąć go w jeszcze większą wściekłość.
- Może gdybyś nie zasłoniła się Nephiettem, posyłając go na mnie, zamiast samej mieć odwagę powiedzieć mi o swoim samobójczym planie, to byś widziała i słyszała moje protesty - warknął, wyrzucając na bok wszelkie pozory oficera rozmawiającego ze swoim przełożonym i nie kwapiąc się z opuszczaniem głosu. Na każdym innym okręcie Przymierza, jego kariera zapewne zakończyłaby się w właśnie w tym miejscu - i zresztą tak właśnie było nim trafił na Neptuna, zwiedzając więcej brygów na pokładach fregat niż barów w koloniach przy których się zatrzymywali. Nie ograniczało się to wręcz do Przymierza - była pewna, że zarówno w Hierarchii jak i Republice sprawa wyglądałaby identycznie.
Nie mówiąc już o pirackich statkach, które po prostu musiałyby szukać sobie nowego pilota, bo nagłej śmierci obecnego.
Deuce fuknął, gdy się odwróciła. Ktoś inny pewnie powstrzymałby się od dalszych komentarzy, ale Adams nie byłby sobą, gdyby potrafił kontrolować swoje impulsy w najmniej akceptowalnych sytuacjach. Brewer za to skinął oszczędnie głową, krzyżując ramiona na piersi i patrząc na resztę oficerów.
- Rozkaz, pani kapitan - odpowiedział zdawkowo, ignorując całą wymianę zdań między nią, a pilotem. - Słyszeliście wszyscy. Trevor, rozpocznij kalkulacje. Zhing, aktywując sekwencję kontaktu z systemami Przekaźnika. Johh...
Adams pod nosem, ale zanim zdążyłby wrócić do kokpitu lub ruszyć za nią, Hawk rzuciła swoje ostatnie słowa, które równie dobrze mogły być wydanym rozkazem - o ile planowała osiągnąć przeciwny efekt do zamierzonego. Znajome ogniki zamigotały w tęczówkach mężczyzny.
- Tak, Brewer, słuchaj pani kapitan i obudź Evansa - odrzucił ze złością, chociaż odmowa wykonania rozkazu była w tej chwili bezsensowna, gdy ten rozkaz i tak dotyczył tego co planowali zrobić i po prostu wskoczyć w bezpieczne objęcia Przekaźnika. - Ten pilot to pierdoli i idzie na przerwę. Bierzcie przykład z waszej kapitan i poradźcie sobie sami - rzucił, odwracając się na pięcie.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

26 maja 2026, o 00:52

Czuła na sobie intensywność spojrzenia Adamsa, tkwiącego w dość wyraźnym pokazie swojego stanowiska pod ściana. Wiedział,a że wciąż był na nią wściekły i choć ona miała równie dużo powodów by być wściekłą na niego, zmęczenie i napięcie towarzyszące nadciągającej misji skutecznie ją z niej wyprało. Nie czuła jednak potrzeby naprostowania ich sytuacji w tym momencie - wiedziała, że pilot prędzej czy później zostanie udobruchany pieniędzmi, które zdobędą w trakcie zlecenia bądź czas zagoi rany powstałe w jego sercu.
W ostateczności, jego złość nie będzie dla niej problemem gdy wyląduje na planecie, bo może całkowicie będzie ich już wyzbyta.
Zatrzymała się w progu sali odpraw pod wpływem impulsu wysłanego na jej omni-klucz. Jej brwi zmarszczyły się gdy sięgnęła do komunikatora i zamarła, wpatrując w wypisane na urządzeniu słowa. Nadesłana jej wiadomość wzbudziła miriadę różnych emocji, które przetoczyły się przez jej umysł jedna po drugiej.
Na swój sposób wiadomość była pokrzepiająca. Była potwierdzeniem tego, że wciąż gdzieś tam był, minuty świetlne przed nimi, szykując się do zejścia na planetę. Świadomość tego, że był tak blisko, wzbudzała w niej specyficzne poczucie komfortu, które groziło rozlaniem się ciepła po jej klatce piersiowej gdyby nie powstrzymała go złość zrodzona z tej samej wiadomości. Z tego, że planował kontynuować swój samobójczy plan wbrew temu, że wszyscy się temu sprzeciwili. Z tego, że tym samym zmuszał ją do zrobienia tego samego i dalszego pogłębiania rozłamu z najbliższymi z jej załogi.
I z tego, że w ogóle przez myśl przeszło mu, że mogłaby w tej sytuacji myśleć o Kestrel.
Fixerce, która posiadała nieograniczone środki i możliwości, usadowionej w jakimś wygodnym gniazdku z dala od niebezpieczeństw, które mogłyby zmusić ją do ubrudzenia sobie rąk. Osobie, która przyczyniła się do rozpadu całego życia, jakie prowadziła wcześniej, przez którą Terminus stał się jej domem i jedyną opcją na przetrwanie. W jej oczach najgorszym, co mogło się przydarzyć Kestrel w chwili obecnej to utrata schematów pożądanych przez Sojusz.
Znacznie gorsze rzeczy mogły przydarzyć się jemu.
Trzydzieści minut później wkroczyła do mesy z żołądkiem cięższym od jedzenia i tego nieprzyjemnego wrażenia, które towarzyszyło jej przy wszystkich misjach, które komplikowały się od samego początku. Wspomnienie awantury, która wydarzyła się w tym miejscu na poprzedniej zmianie wciąż unosiło się w powietrzu, zalegało w kątach pomieszczenia. Ignorując je, zajęła swoje miejsce w CIB.
- Od ilu minut oddział naziemny jest na planecie? - westchnęła, nim skinieniem głowy nakazała im nawiązanie połączenia z Anathemą.
Licząc na to, że tym razem obędzie się bez niespodzianek i Kestrel sama wymusi posłuszeństwo na swoich ludziach - nawet, jeśli miałaby wystawić fixerkę i zrzucić to zadanie w całości na nią. Jeśli koniec końców ich fundowała, miała żelazne argumenty, z którymi nawet jej kreatywność nie mogła konkurować.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

1 cze 2026, o 13:33

Nephiett rzucił przelotne spojrzenie na godzinę wyświetloną na jednym z ekranów, nim odpowiedział.
- Około trzydziestu minut temu z Anathemy wyleciał prom i skierował się w stronę planety. - Mężczyzna zaplótł dłonie za plecami, a jego wzrok prześlizgnął się po wskazaniach okrętu. Biorąc ich obecną odległość, to dawało im czterdzieści pięć minut różnicy, jeżeli ruszyliby do lądowania dokładnie w tym momencie.
- Nie odpowiadają. - Sayia, siedząca przy swoim stanowisku, odchyliła lekko słuchawkę z ucha i obróciła twarz w stronę Hawk. - Dalej mają wyłączone całe odbieranie. Przechodzimy na morse'a i wysłamy im kod podany przez Kestrel?
Gdy piratka potwierdziła, techniczka obróciła się z powrotem do swoich ekranów i wystukała jakąś komendę. Ta, jak się okazało, nie była jednak żadnym fragmentem kodu ani zautomatyzowanym procesem, a krótką wiadomością i to skierowaną po wewnętrznej sieci. Po przesłaniu, Sayia uniosła dłoń do ucha i nacisnęła coś przy nim.
- Dostałeś, John?
- Ta. Zaczynam transmisję. - Głos pilota rozległ się w głośnikach zarówno przy stanowisku dowodzenia, jak i samej techniczki. Upłynęło kilkanaście sekund, ale nic widzialnego ani wyczuwalnego się nie zadziało i dopiero, gdy Nephiett powiększył jedno ze wskazań na ekranach, wyjaśniło się co Adams miał przez to na myśli - pulpit sterowania światłami pozycyjnymi oraz reflektorami Wraitha włączał się i wyłączał na przemian, gdy mężczyzna dosłownie mrugał oświetleniem fregaty, nadając sygnał w przestrzeń. - Witamy z powrotem w XIX wieku, ludzie.
Upłynęła kolejna minuta, a potem następne pięć. Adams powtórzył nadawanie jeszcze kilka razy, ale Anathema dalej tkwiła bez ruchu w swoim punkcie na orbicie HEX-213. Sayia podparła policzek na pięści, marszcząc brwi i wpatrując się w kropkę na radarze.
- Może nas nie widzą? - rzuciła z powątpiewaniem.
- Może Kestrel przeceniła swoje zdolności perswazji - odpowiedział po chwili milczenia Nephiett. Zerknął przelotnie w stronę Hawk. - Albo kapitana Anathemy.
- No to co robi... - Techniczka przerwała niespodziewanie, gdy jej ekran rozbłysnął szeregiem nowych komunikatów, a z boku jej komputera wydostał się cichy sygnał alarmowy. - Anathema budzi się do życia!
Scott błyskawicznie przełączył jeden z pulpitów na ekranie, by pokazywać wskazania ich własnych sensorów. Energetyczna sygnatura fregaty rzeczywiście zaczęła się zmieniać, a kolejne jej odczyty zaczęły rosnąć.
- Aktywują uzbrojenie i obracają się w naszą stronę. - Adams mówił spokojnie, ale w jego głosie pojawił się cień znajomego napięcia - lub raczej gotowości.
- Ale dalej nic nie odbierają! Nie będą w stanie nas namierzyć w tym stanie. - Sayia zaczęła stukać palcami pospiesznie na klawiaturze, nim zamarła na krótką chwilę. - Mamy nadchodzące połączenie z Anathemy. Odebrać?
Obróciła się lekko w fotelu, patrząc w stronę Hawk i Nephietta. Gdy któreś z nich potwierdziło, sięgnęła do pulpitu i przełączyła jeden z przycisków, a chwilę później na ekranie przed Hawk pojawiła się znajoma twarz kobiety, którą piratka przelotnie widziała kilkanaście godzin temu, na omni-kluczu Rhysa. Tym razem jednak Valentina się nie uśmiechała, a jej spojrzenie było skupione i chłodne; chociaż było widać fragment jej osoby, wyglądało na to, że nadal siedzi w kokpicie, a dłonie ma na przełącznikach.
- Nie wiem skąd znasz te słowa, Hawkins, ale masz dziesięć sekund, żeby powiedzieć czego chcesz - powiedziała bez ogródek na wstępie. - Jeżeli mój technik zobaczy chociaż pojedynczy, podejrzany bit w transmisji między naszymi okrętami, będziemy musiały sprawdzić kto będzie szybszy - wasze hakowanie czy nasze systemy namierzania.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

2 cze 2026, o 18:15

Czterdzieści pięć minut było wystarczającym czasem by oddział lądujący na planecie rozbił się promem na jej powierzchni lub przedarł przez wszystkie zabezpieczenia. Gdy uda im się dołączyć do Castella, ten może być od dawna martwy lub w trakcie wykradania schematów, którymi nie zamierzał się z nimi podzielić. Jej usta zacisnęły się w wąską linię gdy analizowała wszystkie możliwości, świadoma tego, że czas nie był im w tej sytuacji na rękę.
A ona nie mogła zrobić nic by zniwelować tę różnicę.
W milczeniu wpatrywała się pracy Centrum Informacji Bojowych. Jej wzrok prześlizgnął się po tych, którzy byli świadkami jej powrotu z Acherona i tym, których tam nie było. Wsparła głowę na opartym na podłokietniku ramieniu i w napięciu oczekiwała jakiejkolwiek reakcji Anathemy - i gdy ta nie nadchodziła, już aktywowała przytaszczonego drona by poskarżyć się poradzić się Kestrel.
Gdy wreszcie doczekała się pobudzenia do życia drugiego okrętu, ten zrobił to w sposób, którego bardzo nie chciała widzieć.
Wściekłość rozbudziła się w jej sercu na widok alertów uruchamianych w CIB i podtrzymała się gdy na ekranach wreszcie pojawiła się twarz Valentiny. Przez myśl przeszło jej, że wcale nie musieli sprawdzać kto będzie pierwszy, ponieważ Wraith nie musiał niszczyć drugiego okrętu. Wystarczyło, żeby go uszkodził na tyle długo, by turianie zdążyli sprzątnąć na dole wszystko, co wartościowe zanim Anathema będzie zdolna odebrać swojego kapitana.
- Męczą mnie wasze gierki, Valentina - westchnęła jednak, przez te same, zaciśnięte zęby nie pozwalając, by wyszło zza nich to, co naprawdę miała ochotę powiedzieć. - Jestem tu ponieważ wykonuję polecenia Kestrel - dodała z naciskiem, nie odrywając podbródka od dłoni, o którą się wspierał. - W przeciwieństwie do was.
Ruchem ręki wskazała obecnego obok drona, nie mając fizycznej postaci fixerki do wypchnięcia w stronę kamery, ale mogąc w inny sposób zwrócić na nią ich uwagę.
- Zakładam, że Castell was okłamał. Inną alternatywą jest zdrada - jej ramiona drgnęły lekko, choć kątem oka zerkała na gotowość Wraitha do potencjalnej potyczki. Odwróciła głowę w stronę fixerki. - Pracują dla ciebie. Załatwcie to między sobą.
Chyba, że mieli sprawdzać kto będzie pierwszy.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Centrum Informacji Bojowych

4 cze 2026, o 14:32

Valentina obserwowała ją ze zmrużonymi oczami, gdy odpowiadała, ale sama milczała. Jej wzrok błądził po twarzy Hawk, szukając... czegoś. Może wypatrywała w niej kłamstwa lub jakiegoś fortelu, albo próbowała doszukać się w jej słowach podstępu, ale gdy Hawk wspomniała zdradę, zacisnęła usta w wąską linię. W jej tęczówkach pojawił się cień czegoś niezidentyfikowanego, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Kestrel - która zmaterializowała się w ciszy, gdy piratka aktywowała drona - wystąpiła naprzód.
- Val. To prawda. - Fixerka mówiła spokojnie, trzymając dłonie złączone za plecami, ale jej twarz była poważna. Spojrzenie zastępczyni Rhysa przeniosło się na hologram i po raz pierwszy pojawiło się w nim zawahanie. - Cokolwiek powiedział ci Rhys, jakiekolwiek dał wyjaśnienie zerwania współpracy z Wraithem, było to kłamstwem.
Dziesięć sekund, które kobieta wyznaczyła na granicę konwersacji, upłynęło i nic się nie wydarzyło. Anathema dalej tkwiła w bezruchu, z działami skierowanymi w stronę nadlatującej fregaty Hawk, ale Valentina nie rozłączyła się ani nie wydała żadnego rozkazu.
- Ostrzegał nas, że... - zaczęła mówić po chwili, ale przez jej głos przebił się cień wątpliwości, który sprawił, że nie dokończyła zdania. Hawk mogła obserwować jak przez twarz pilotki w czasie rzeczywistym przepływają myśli, gdy analizowała coś w głowie, być może roztrząsając poprzednie wydarzenia lub ponownie analizując coś, co dopiero teraz zaczęło nabierać sensu. Jej wzrok przesunął się po hologramie Kestrel z powolnym namysłem, nim jej usta skrzywiły się niechętnie, dochodząc do jakichś własnych wniosków.
- Idź do jego kajuty i aktywuj drona. Będziesz miała pewność - poprosiła fixerka miękko. - Pewnie zablokował dostęp do pokoju, ale...
- Array już się tym zajmuje. Daj mi trzy minuty - ucięła Valentina, najwyraźniej podejmując jakąś decyzję. Nie wyglądała na zadowoloną. Spojrzała przelotnie na Hawk, po czym bez słowa rozłączyła transmisję. Kestrel westchnęła cicho i obróciła się w stronę piratki, również unosząc rękę do własnego wyłącznika.
- Przygotuj prom i ludzi do zejścia. Każę Anathemie dostarczyć kopię modułu - powiedziała niemal przepraszającym tonem, nim również się rozłączyła.
Anathema tkwiła w tej samej pozycji jeszcze przez pięć kolejnych minut, nim Sayia potwierdziła, że ich sygnatura energetyczna ponownie zaczyna wygasać. Uzbrojenie okrętu przeszło w stan spoczynku, a ich sensory ponownie zostały uruchomione, co techniczka przekazywała na żywo, odczytując wskazania na swoim terminalu. Upłynęło następne trzy minuty, po których system transmisji znowu odezwał się nadchodzącym połączeniem, a gdy odebrali je ponownie, przed Hawk znowu wyświetliła się twarz zastępczyni Rhysa. Valentina tkwiła w pozycji półleżącej, ze skrzyżowanymi na piersi ramionami i nie wyglądała już na wściekłą - ale na naburmuszoną.
- Jezu, co za gówno - powiedziała bez ogródek na wstępie. Przeczesała palcami grzywę włosów w poirytowanym geście, nim wydała z siebie sfrustrowane westchnięcie i podciągnęła się w fotelu. - Kestrel wyjaśniła nam co zaszło. Nasza reakcja nie była osobista, okej? Z tym namierzaniem i tak dalej - rzuciła, co chyba musiało się równać jakiejś formie przeprosin.
Terminal Hawk piknął cicho, informując o nadejściu nowego pakietu danych. Sayia podniosła dłoń z kciukiem uniesionym do góry, nie obracając się w fotelu.
- Wysłałam wam kopię współrzędnych ścieżki podejścia, którą zgraliśmy z tego odzyskanego grata - dodała. - Nasi technicy wyciągnęli ją z modułu. Powinno dać się ją teraz normalnie wgrać do dowolnego systemu nawigacji. Prawie. Chyba, że macie jakiegoś batariańskiego łazika, to wtedy może być problem, bo ich architektura wewnętrzna jest bardzo z dupy i niekompatybilna z większością cywilizowanego świata... - zaczęła mówić, nim skrzywiła się lekko i machnęła ręką. - Nieważne zresztą.
Fotel pilota zaskrzypiał cicho, gdy kobieta pochyliła się nieznacznie w stronę kamery.
- Lecicie na dół, prawda? Kestrel mówiła, że nie chcecie wsparcia, ale jeżeli jednak znalazłoby się u was w promie miejsce na kilka osób, to mamy chętnych - powiedziała wprost. - Parę osób chciałoby przekazać pewnemu dupkowi co o nim myśli.

@Hawk

Wróć do „Wraith”