Zawód był podstępnym uczuciem.
A zaufanie z reguły było jego pierwszą ofiarą.
Być może to właśnie świadomość tego ciosu na to wspólnie wypracowane zaufanie było powodem tak wielu odwracanych spojrzeń oraz tego dziwnego wrażenia, które towarzyszyło jej od powrotu na pokład Wraitha. Radość z powrotu
prawowitej kapitan okrętu oraz ulgi, która otwarcie wypełniała spojrzenia dawnych żołnierzy służących pod jej komendą mieszała się z czymś, co w obliczu słów wypowiedzianych na mostku musiało być zwykłym poczuciem winy - wywołanym świadomością podjętej decyzji, która stała w bezpośrednim zaprzeczeniu do wydanego rozkazu. Ceną, którą w swoich oczach musieli zapłacić, jeżeli chcieli mieć nadzieję na potencjalne uratowanie swojej kapitan od samobójczej misji, na którą się wybrała.
Nie byłby to jednak pierwszy raz, gdy złamali bezpośredni rozkaz wydany przez ich przełożonych. Dla niej.
Próbując robić to samo, co ona próbowała zrobić dla nich, ale tym samym nieświadomie nieustannie przesuwając jej granicę niespłaconego
długu ilekroć próbowała się do niej przybliżyć.
-
Obserwować i wrócić do Morza Cienia przy pierwszym podejrzeniu bycia wykrytym - odpowiedział otwarcie Nephiett na jej przesycone jadem pytania, nie odwracając wzroku. W przeciwieństwie do pozostałych, w jego spojrzeniu nie było speszenia ani poczucia winy - a przynajmniej nie na tyle wyraźnych, jak u innych, by mogła je dostrzec. Jej zastępca zawsze potrafił zachować kamienną maskę i tym razem nie było inaczej. Pierwsze rysy wywołane wybuchem Adamsa, który zapewne stanowił zmienną, której Scott się nie spodziewał, zostały załatane i na spojrzenie, które wytrzymywało zimną, pulsującą złość Hawk było na powrót nieprzeniknione. -
Nic mniej, nic więcej.
Drzwi łączące Centrum Informacji Bojowych oraz kokpit Wraitha otworzyły się cicho, wpuszczając do środka jasną czuprynę Adamsa, akurat gdy Hawk rozpoczęła swoje zimne ostrzeżenie. Pilot nie odezwał się jednak ani słowem, trzymając się na pograniczu, ale przez cała długość pomieszczenia widziała emocje i gromy buzujące w jego jasnym spojrzeniu, które w nią wbił. Tak jak Nephiett był nieporuszoną skałą, tak Deuce wyglądał jak wulkan gotowy do wybuchu, którego powstrzymywały wyłącznie lodowate fale wysyłane przez piratkę.
Technik komunikacji, na którym na dłużej zawiesiła wściekły wzrok, odwrócił spojrzenie.
Edgar Hill, lat 44, starszy sierżant. Informacje na jego temat napłynęły do niej bez żadnego wysiłku, tak jak byłoby to w stosunku do każdego innego członka jej załogi. Chociaż mężczyzna nie był zbyt towarzyski i preferował izolację, zawsze był lojalny i lubiany przez innych. I tak jak inni, miał swoją odpowiednią rubrykę w datapadzie, który zostawiła Nephiettowi - zapełnioną wiele lat temu, podczas jednego z luźniejszych momentów, gdy cała załoga Wraitha w mniejszym lub większym składzie korzystała z dobrodziejstw wolnego czasu w jednym z portów Terminusa. W czasach, gdy chwila wspólnego braterstwa rozluźniła język technika, robiąc to czego nie był w stanie zrobić alkohol, którego mężczyzna nie pijał, ujawniając, że gdy po raz ostatni wylatywali z Cytadeli te parę lat temu, zaledwie parę dni później jego żona urodziła mu małą córeczkę Annę. Córeczkę, której jeszcze nie miał okazji zobaczyć na żywo przez ostatnie siedem lat, ale której zdjęcia i nagrania Sayia pomagała mu pozyskiwać od czasu do czasu. Hill wciąż żył myślą o tym, że kiedyś będzie miał okazję to zrobić.
Ale jego żona z córką żyły na Cytadeli.
Niektóre życzenia były trudniejsze do spełnienia od innych.
Cisza, która zapadła po jej ostatnich słowach, wypełniła mostek niczym gęsta, namacalna melasa. Scott przyglądał się jej w milczeniu przez kilka długich chwil, ale nie powiedział ani słowa. Nie próbował też jej przerwać - ani teraz, ani wcześniej. Stał w bezruchu z dłońmi zaplecionymi za plecami, wysoko podniesionym podbródkiem i spokojnym wzrokiem człowieka, który wiedział na co się pisał i który tego oczekiwał, a który teraz przyjmował konsekwencje swoich czynów bez cienia protestu. Bez słowa uniósł dłoń do czoła, salutując jej krótko, tak samo jak za czasów, gdy wciąż latali pod błękitną banderą.
Gdyby nie krew pokrywająca jej niebieski pancerz i ciemne, barwione włosy, przez pojedyncze uderzenie serca można było pomyśleć, że nic się nie zmieniło i wciąż żyli w tamtych czasach.
-
Gówno. - Ostre słowa Adamsa przerwały ciszę na CIB. Pilot zrobił krok do przodu, patrząc na piratkę ze złością. -
Dokładnie to zrobiliśmy - zagłosowaliśmy. Jak chcesz ukarać Scotta za niesubordynację, to będziesz musiała zrobić to samo z resztą okrętu. Wystarczył jeden głos przeciwko i wrócilibyśmy zgodnie z planem, zostawiając cię na pastwę losu. Jeden głos - podkreślił z agresywnym naciskiem. -
Chcesz wiedzieć jaki był wynik? Nie zamierzam pozwolić, żeby Nephiett zgarnął na siebie całą winę, tak jak nie zamierzałem pozwolić, żebyś ty jedna ryzykowała swoim życiem w pojedynkę za nasze. Nie zgadzam się ze Scottem w prawie każdej sprawie, ale to ja go przekonałem do głosowania.
Główny nawigator, którego wywołała, podniósł się z fotela bez chwili zwłoki po jej słowach, a jego wzrok padł na nią po wybuchu Johna - nie z ociąganiem, ale w oczekiwaniu na rozkazy. Brewer był twardszym i bardziej zdecydowanym mężczyzną niż Hill, a w jego ruchach nie było wątpliwości.
Albo jego wzrok lepiej je maskował przed jej własnym.
@Hawk