Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13446
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Prywatny Apartamentowiec

25 sty 2026, o 17:11

Obrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13446
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

25 sty 2026, o 17:28


Impresja

Mistrz Gry: Ajris
Gracze: Marshall Hearrow, Ekaterina Morozova
„W czasach powszechnego kłamstwa mówienie prawdy staje się aktem rewolucyjnym.”


Drzwi otworzyły się niemal bezgłośnie, reagując na uprawnienia SOC. Wnętrze przywitało Ekaterine znajomą mieszanką luksusu i chłodnej funkcjonalności; jasne panele ścienne, panoramiczne okno z widokiem na centralny park z jeziorem, minimalistyczne meble zaprojektowane bardziej pod wrażenie prestiżu niż wygody. Na pierwszy rzut oka wzystko było na swoim miejscu.
Ciało kobiety leżało na środku salonu, tuż obok niskiego stolika.
Ludzka kobieta na oko trzydziestokilku letnia, ubrana w domowy strój, bez śladów walki, ani też widocznych obrażeń. Jej twarz była spokojna, niemal neutralna - jakby zasnęła w niewłaściwym miejscu. Ekaterine widziała już wiele zgonów w Prezydium. Samobójstwa, wypadki, czasem zbyt ciche „nieszczęścia”, które kończyły się szybciej w raportach niż w rzeczywistości. To jednak było inne. Instynkt śledczej podpowiadał jej to natychmiast.
Medyk, który klęczał przy ciele, powoli przesunął skanerem swojego omni-klucza po klatce piersiowej ofiary. Jego ruchy były precyzyjne, ale napięcie zdradzało, że wyniki nie zgadzały się z procedurą.
- Doktor Elyra Voss. Konsultant Rady Cytadeli. Brak urazów zewnętrznych. Brak toksyn w podstawowym spektrum. Żadnych śladów ingerencji biotycznej - powiedział w końcu, prostując się i spoglądając na Ekaterine. - Oficjalnie nagłe zatrzymanie akcji serca. Nieoficjalnie… Ktoś bardzo się postarał, żebyśmy na tym poprzestali.
Systemy bezpieczeństwa apartamentu były wyłączone. Nietknięte. Nie zhakowane brutalnie. Po prostu dezaktywowane z poziomu użytkownika. Rejestry wskazywały, że stało się to kilka minut przed śmiercią. Ktoś znał kody. Albo ktoś sprawił, że ofiara sama je podała.
Kilka metrów dalej, przy bocznej ścianie, terminal osobisty kobiety wciąż był aktywny. Przygaszone holo pulsowało spokojnym światłem, zatrzymane na niedokończonej wiadomości. Tekst urywał się w połowie zdania:
„Jeśli coś mi się stanie, to nie był wypadek. Sprawdź—”
Ekaterine nie zdążyła jeszcze zdecydować, czy czuje satysfakcję, czy frustrację, gdy za jej plecami rozległ się dźwięk kolejnych otwieranych drzwi.
Marshall wszedł do apartamentu z postawą kogoś, kto zbyt długo poruszał się w strefach operacyjnych, by dać się zwieść estetyce Prezydium. Rozkaz - a konkretniej polecenie służbowe - przyszedł z samego rana. Przymierze poinformowano o znalezieniu ciała doktor Elyry Voss, która pełniła rolę doradczyni technologiczna przy jednej z komisji Rady Cytadeli. Z wiadomości wywnioskował, że jej obecność na Cytadeli budziła kontrowersje nawet wewnątrz Admiralicji. Zbyt dużo wiedzy, zbyt blisko Rady, zbyt mało nadzoru. Jej ciało na podłodze apartamentu było prawdopodobnie sygnałem. I ostrzeżeniem. Przymierze życzyło sobie, aby stał się łącznikiem pomiędzy nimi, a SOC. Miał dowiedzieć się prawdy, zanim zrobią to śledczy Rady i niezwłocznie skontaktować się z admiralicjom, zanim raport trafi przed Radę.
Medyk łypnął na żołnierza, mało dyskretnie komentując jego wejście. Nikt z obecnych w środku piątki funkcjonariuszy SOC nie pofatygowali się, aby wyjść mu na przeciw, bądź wprowadzić w odbyte już procedury.
- A ten tu czego?
Drzwi apartamentu zamknęły się za Hearrowem, odcinając ich od sztucznego spokoju Cytadeli.

@Marshall Hearrow @Ekaterina Morozova
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Ekaterina Morozova
Awatar użytkownika
Posty: 38
Rejestracja: 6 lis 2022, o 18:15
Miano: Ekaterina Morozova
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Młodszy Aspirant SOC
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 1.695

Re: Prywatny Apartamentowiec

26 sty 2026, o 00:07

Dzień nie zaczął się dobrze. Najpierw przespała budzik - obudziła się dobre dwadzieścia minut po alarmie i widząc jak jest już późno zerwała się z łóżka z łomocącym sercem i ciśnieniem podniesionym tak, jakby wypiła na raz trzy mocne kawy. Z samą kawą też był problem - naturalnie od prawie tygodnia codziennie widziała jak jej zapasy kawowych ziaren się drastycznie kurczą i obiecywała sobie, że w drodze do domu zajdzie do sklepu i zrobi zakupy, ale na niespełnionych obietnicach się kończyło. W efekcie teraz wygrzebywała resztki ziaren z pojemnika i liczyła na to, że pół dawki kofeiny zadziała i pozwoli przejść z porannego “trybu zombie” w tryb w miarę normalnego funkcjonowania. Lurowatą kawę siorbała jednocześnie robiąc sobie szybki makijaż i ubierając się, rozczesując włosy i zamawiając taksówkę. Do swojego posterunku nie miała daleko, ale w świetle coraz bardziej realnego spóźnienia się na poranną odprawę nie miała wyboru - musiała posiłkować się czymś szybszym niż promowany przez zarządy okręgów transport publiczny albo podróż piechotą. Zamówiona taksówka z kolei z jakichś dziwnych przyczyn zamiast pod jej adres podleciała pod budynek oddalony przecznicę dalej, więc Katia straciła kolejne minuty na sprint do miejsca postoju pojazdu - mogła co prawda zgłosić reklamację i się wykłócać, ale czy to przyspieszyłoby jej podróż na posterunek? Z pewnością nie, więc pozostawało jedynie zacisnąć zęby i postarać się zminimalizować opóźnienie.

W efekcie do sali odpraw wślizgnęła się tuż po rozpoczęciu odprawy i starając się nie zwracać na siebie uwagi, na palcach dotarła do pierwszego z brzegu wolnego miejsca i rozsyłając porozumiewawcze spojrzenia do kilku znajomych funkcjonariuszy, opadła na twarde krzesło, wsłuchując się w monotonie jednostajny niczym bzyczenie komara głos szefa, który podsumowywał rezultaty wczorajszych przydziałów i omawiał nowe punkty dzisiejszego dnia. Zagubiona w rozbiegających się na wszystkie strony myślach przegapiła moment w którym wywołana została przydzielona jej sprawa i dopiero sygnał odebranej przez jej omni-klucz wiadomości z materiałami sprawił, że jej umysł skupił się na rzeczywistości.

I natychmiast ją otrzeźwił. Znalezione dzisiejszego ranka zwłoki w prywatnym apartamentowcu Okręgu Prezydium, ekipa techniczna już została wysłana na miejsce, wymagane standardowe procedury: oględziny, zabezpieczenie śladów, przesłuchania świadków, identyfikacja, analiza, ocena. SOC musiało być faktycznie zawalone robotą, że takie sprawy trafiały do takich szaraczków jak ona. Nie miała nic przeciwko - zdecydowanie była to miła odmiana od zgłoszeń o nieobyczajności i propagowaniu pornografii, stalkingu czy namierzaniu drobnych dealerów czerwonego piasku czy innego świństwa. Papierologia i przegląd zgód, nakazów i zezwoleń na chwilę przystopował ją przy jej biurku, przybiła “piątkę” z kilkoma kolegami umawiając się na wieczorne piwo w pobliskim pubie zwanym przez lokalnych SOC-ialsów “Centralą”, w końcu była gotowa by opuścić posterunek. Wiedziała, że do służbowej kuchni nie było już sensu zaglądać - o tej porze ekspres do kawy był już opróżniony do sucha, a przygotowanie i czekanie na kolejną porcję kawowego eliksiru było zdecydowaną stratą czasu. Zwłaszcza, że znając dostępne w kuchni produkty, rezultatem czekania byłby produkt w smaku co najwyżej kawopodobny, choć wysokokofeinowy. I choć ten drugi atrybut był zdecydowanie kuszący, Katia wolała nie kazać ekipie techników czekać na jej skromną osobę, więc po podpisaniu stosownych formularzy i przyklepaniu wniosku o rozpoczęcie procedury, skorzystała z nadarzającej się okazji podwózki jednym z radiowozów i opuściła posterunek, kierując się w stronę eleganckiej i bogatej dzielnicy Cytadeli.

Holograficzna taśma blokująca dostęp do wnętrza apartamentu rozpoznała sygnał nadawany przez odznakę Katii i przepuściła kobietę bez wszczynania alarmu (mały sukces dnia dzisiejszego). Wchodząc do apartamentu potoczyła wzrokiem wokół - mieszkanie nie było zbyt duże (choć i tak większe od jej służbowej kawalerki), ale już na pierwszy rzut oka czuć było w nim klasę i pieniądze. Ceny apartamentów w tej okolicy potrafiły przyprawić o udar mózgu, więc ich wielkość przestawała mieć znaczenie - co innego, jeśli chodziło o wyposażenie. Na ścianach kilka obrazów prezentujących różne konfiguracje różnokolorowych figur geometrycznych - Katia nie potrafiła określić, czy były to reprodukcje czy oryginały, ale zważywszy na fakt, że dzieła wyglądały na totalne bohomazy, musiały kosztować małą fortunę. Umeblowanie apartamentu skromne, ale utrzymane w tym znajomym już guście dysfunkcyjnego przepychu, jakby krzyczące, że właściciel mieszkania ma wystarczająco dużo pieniędzy, żeby nie zawracać sobie głowy wygodą mebli. Gigantyczne, panoramiczne okno z widokiem na park i jeziorko - widok, który sprawił, że Katia niemal jęknęła z zachwytu. Skąd ludzie biorą pieniądze wystarczające na zakup mieszkania z takim widokiem? Pozwoliła sobie na kontemplację widoku przez całą minutę, potem westchnęła lekko, obciągnęła bluzę munduru munduru wygładzając minimalne zmarszczki materiału i weszła głębiej, witając się z pracującą ekipą. Jeden z techników analizował zapisy w terminalu, sprawdzając prywatne pliki i korespondencję, inny pracował przy centralce zabezpieczeń. Kolejny przy użyciu ręcznego skanera analizował każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia, szukając śladów daktyloskopijnych i DNA, a przy leżących niemal na środku pomieszczenia zwłokach pracował medyk, starając się wycisnąć wszelkie możliwe dane ze skanów nieboszczki. Wydawał się spięty, jakby już na wstępie pracy wyczuwał, że coś tutaj nie grało.

- Hej Norman... - zatrzymała się przy medyku, taksując spojrzeniem leżące na ziemi zwłoki kobiety. Wyglądała tak spokojnie, naturalnie, jakby zasnęła albo odpoczywała, zupełnie niepomna sztabu ludzi kręcących się wokół niej - Konsultantka Rady... wiemy jakie sprawy konsultowała? Nad czym pracowała ostatnio? - medyk na jej widok rzucił krótkie podsumowanie, które wywołało kolejne pytania. Katia skierowała je do technika grzebiącego w terminalu - Czy odbijemy się od ściany utajnienia danych przez kancelarię Rady? Jacyś znani współpracownicy? Jesteś w stanie coś wydłubać? - ostatnie zdanie medyka sprawiła, że Katia ponownie spojrzała na zwłoki kobiety, a następnie zerknęła ku mężczyźnie - Wykluczasz przyczyny naturalne? Sądzisz, że... ktoś jej pomógł odejść? - podejrzenie morderstwa zmieniało kwalifikację zdarzenia. To już nie było tylko stwierdzenie zgonu, sprawa zmieniała właśnie profil na zdecydowanie kryminalny. A sam fakt, że ofiara była w mniejszym lub większym stopniu powiązana z Radą, nadawał całej sytuacji masę pikanterii - Mamy jakichś świadków? Kto znalazł zwłoki? A nagrania z kamer z okolicy?

- Zobacz - technik pracujący przy terminalu przywołał ją gestem i wyświetlił treść niedokończonej i niewysłanej wiadomości.

- Szlag... - syknęła, ale nim zdążyła cokolwiek dodać, odwróciła się na pięcie, słysząc syk otwieranych drzwi wejściowych.

- Genialne pytanie... - mruknięciem skomentowała pytanie technika. W dostarczonych jej materiałach nie było wzmianki o żadnym obserwatorze czy osobie spoza SOC przydzielonej do zbadania sprawy. Sam fakt, że na miejscu pojawił się ktoś "z zewnątrz" świadczył, że nazwisko denatki wzbudziło gdzieś mały alarm - była ona na tyle ważna lub kontrowersyjna, że sprawa jej śmierci musiała być sprawdzona przez kogoś z zewnętrznej agencji - W końcu to konsultantka Rady, musieli przysłać kogoś od siebie... - mruknęła cicho w kierunku technika. Nieznajomy przeszedł przez holograficzną taśmę bez wzbudzania jazgotliwego alarmu, więc musiał posiadać upoważnienie. A jednak nie wyglądał na SOC, więc kim mógł być? To była jej sprawa, zatem powinna się zainteresować, kim był nieznajomy.

- Przepraszam pana - postąpiła krok naprzód i przechyliła lekko głowę, serwując mężczyźnie służbowy uśmiech - Czy mogę w czymś panu pomóc? To strefa zamknięta, dochodzenie SOC. Pomylił pan piętra?
ObrazekObrazek
Marshall Hearrow
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 690
Rejestracja: 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 96.600
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

27 sty 2026, o 17:58

Powrót na Cytadelę miał być rutyną. Kontrola sprzętu, meldunek, kilka formalnych spotkań i jeśli los byłby łaskawy dzień zamknięty bez niespodzianek. Marshall znał ten schemat na pamięć i zwykle działał w nim jak dobrze naoliwiona część większej maszyny.
Wezwanie z Przymierza przyszło w najgorszym możliwym momencie. Krótka depesza, jak zwykle oficjalny ton bez ozdobników.
Śledztwo. Łącznik. SOC.
Nie był śledczym. Był zwykłym żołnierzem od trzymania karabinu i walk w polu. Jego praca zazwyczaj zaczynała się tam, gdzie kończyły się raporty, a nie przy ciałach i niedokończonych zdaniach. Przez chwilę zastanawiał się, czy to pomyłka ale rozkaz to rozkaz, a Przymierze rzadko myliło adresatów.
Apartament w Okręgu Prezydium tylko potwierdził, że ten dzień nie zamierzał trzymać się planu. Luksus aż bił po oczach, ten specyficzny rodzaj przepychu, który miał imponować, a nie służyć do życia. Marshall przesunął spojrzeniem po wnętrzu, po funkcjonariuszach SOC wykonujących swoją robotę, aż w końcu zatrzymał wzrok na ciele leżącym na podłodze. Leżała tam bez śladów widocznej przemocy. Zbyt spokojnie, jak na naturalną śmierć.
Świetnie - pomyślał. - Dokładnie ten typ sprawy.
Nie skomentował półgłosem rzuconego pytania technika. Nie był tu, żeby się tłumaczyć każdemu, kto na niego spojrzał. Zatrzymał się tam, gdzie należało nie wchodząc w przestrzeń dochodzenia, ale też nie cofając się ani o krok.
Dopiero gdy kobieta zwróciła się do niego bezpośrednio, uniósł lekko głowę i skupił na niej wzrok.
- Porucznik Marshall Hearrow. Przymierze - przedstawił się, wyświetlając na omni-kluczu identyfikator i uprawnienia. — I nie, nie pomyliłem pięter. Pani?...
Spojrzał pytająco na Ekaterinię po czym przerzucił spojrzenie w stronę denatki.
- Zostałem oddelegowany jako łącznik między Przymierzem a SOC. Stosowne dokumenty poświadczające powinnście już otrzymać - dodał sucho, po czym znów spojrzał na Ekaterine.
- Państwa interesuje przyczyna śmierci. Mnie powód, dla którego ktoś bardzo chciał, żeby wyglądała na coś zwyczajnego. Wyłączone zabezpieczenia, brak śladów ingerencji i niedokończona wiadomość nie biorą się znikąd.
Jego wypowiedz była pozbawiona emocji, ale rozglądał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, co SOC mogło przeoczyć.
- Nie zamierzam wchodzić wam w drogę ani dyktować procedur. Będę obserwował i zbierał własne wnioski. Jeśli pojawi się coś, co nie powinno czekać na raport końcowy, wymienimy się informacjami.
Spojrzał na Ekaterinę. Był tam, bo tak chciało dowództwo i zamierzał doprowadzić sprawę do końca, niezależnie od tego, jak bardzo zepsuła mu poranną rutynę.
OUTFIT -- UNIFORM -- ARMOR -- VOICE -- MAIN THEMEObrazekObrazekObrazek-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu- Obrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13446
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

29 sty 2026, o 20:23

Apartament zdawał się reagować na obecność kolejnych osób pogłębieniem ciszy. Jakby każde wypowiedziane słowo osiadało w powietrzu ciężej niż poprzednie, zamiast je rozpraszać. Technicy SOC pracowali dalej, ale uważniejszy obserwator mógłby zauważyć drobne mankamenty - mniej rozmów półgłosem, więcej spojrzeń rzucanych w stronę Marshalla, jeszcze więcej ostrożności w gestach.
Medyk - Norman - po krótkiej wymianie zdań wrócił do skanerów. Linie danych przesuwały się powoli, niemal niechętnie, a mężczyzna wzdychał zniecierpliwiony, jakby tym samym mógł pośpieszyć procedury.
- Przyczyny naturalne coraz mniej mi się tu spinają - mruknął w końcu, bardziej do siebie niż do kogokolwiek konkretnego. - Doszło do zatrzymania akcji serca, ale wzorzec impulsu przed śmiercią jest nieregularny. Jakby coś je… Oszukało. Zmuszało do pracy, a potem nagle odcięło. To nie wygląda na klasyczną arytmię.
Nie padło słowo morderstwo, ale już zawisło w powietrzu.
Technik przy centralce zabezpieczeń odsunął się o krok, wyświetlając dodatkowe okna diagnostyczne. Na hologramie pojawiła się oś czasu.
- Ciało znalazł serwis techniczny budynku - oznajmił rzeczowo. - Konserwator od systemów klimatyzacji. Zgłoszenie przyszło dziś o 07:42. Rutynowa kontrola, kwartalny przegląd filtrów powietrza.

Na holo pojawiło się zdjęcie identyfikacyjne - Rell Varin, turianin w średnim wieku, pracownik firmy obsługującej kilka obiektów w Prezydium.
- Miał ważne uprawnienia serwisowe, ale tylko do stref technicznych. Twierdzi, że drzwi były zamknięte, otworzył je swoim kluczem służbowym po uprzednim zatwierdzeniu przez administrację budynku. Gdy wszedł… - technik zawiesił głos na moment, szukając potwierdzenia w zebranych danych. - … Kobieta leżała już na podłodze. Nie dotykał niczego. Wycofał się i wezwał ochronę.
Nagrania z korytarza potwierdzały jego wersję. Brak nerwowych ruchów, prób ucieczki, żadnych dodatkowych osób. Konserwator wyglądał raczej na zszokowanego niż na kogoś, kto spodziewał się tego, co zobaczył.
- Jeśli chodzi o współpracowników, to oficjalnie pracowała jako zewnętrzna konsultantka technologiczna przy jednej z komisji Rady. Nie była przypisana na stałe do żadnej ambasady, ale jej kalendarz i korespondencja sugerują regularny kontakt z biurem doradczym przy Ambasadzie Rady Cytadeli. Spotkania, briefingi, wymiana danych. Część nazwisk jest już zablokowana przez klauzule poufności.
Lista kontaktów prywatnych była znacznie krótsza. Kilka nazwisk, oznaczeń bez zdjęć profilowych, w większości komunikacja rzadka i lakoniczna. Jedno nazwisko powtarzało się częściej niż inne - asari, pracownica administracyjna przy jednej z agend Rady. Status kontakt zaufany. Ostatnia rozmowa została przeprowadzona przez panie dzień przed śmiercią.
- Rodzina? - dodał ktoś z boku. Technik pokręcił głową.
- Brak zarejestrowanych bliskich na Cytadeli. Najbliższe osoby według systemu to współpracownicy zawodowi. Wygląda na to, że jej życie prywatno było bardzo wąskie.
Medyk podniósł wzrok znad skanów, jakby ważył kolejne słowa.
- Jeśli pytacie mnie, komu zależało na jej ciszy, to odpowiedź raczej nie leży w tym apartamencie. Zbyt czysto. Zbyt sterylnie. To pachnie decyzją podjętą gdzieś wyżej.
- Zabezpieczenia dezaktywowane ręcznie - kontynuował technik, tym samym potwierdzając dotychczasowe przypuszczenia bez zawahania. - Żadnego zdalnego włamania, ani też śladu obejścia systemu. Kod właścicielski. Albo ktoś, kto miał pełen dostęp. Co ciekawe… - zawahał się na moment, zerkając na Ekaterinę, jakby szukał w niej potwierdzenia, że może mówić otwarcie przy mundurowym. - ... Nie zostały wyłączone wszystkie funkcje. Monitoring wewnętrzny został wygaszony, ale czujniki środowiskowe działały dalej. Ktoś chciał prywatności, a nie ciemności.
Drugi technik, ten, który pieczołowicie zbierał ślady biologiczne, podniósł głowę znad skanera oraz stolika kawowego.
- Śladów jest mało. Nienaturalnie mało. Oprócz ofiary praktycznie brak obcego DNA. Jakby ktoś był tu bardzo krótko. Albo bardzo ostrożnie. Jedno z dwojga na pewno. Wiedział, co robić, aby nie zostawiać po sobie śladu.
Terminal Elyry Voss pozostał otwarty. Niedokończona wiadomość była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Przy pobieżnym przeglądzie katalogów widać było liczne pliki oznaczone wielopoziomowym szyfrowaniem, z czego część nosiła znaczniki pochodzenia spoza standardowych cywilnych sieci Cytadeli. Niektóre metadane wskazywały na dostęp przez kanały używane przez Przymierze - czyli zamknięte, wojskowe, rzadko spotykane w apartamentach konsultantów Rady.
Co więcej, ostatnia aktywność terminala miała miejsce kilkanaście minut przed śmiercią. Dane sugerowały intensywną pracę taką jak przeglądanie plików, otwieranie raportów, kasowanie fragmentów historii. Jakby Elyra Voss czegoś szukała. Albo czegoś się bała.
Holograficzna taśma przy drzwiach wejściowych pulsowała spokojnie, rejestrując każde wejście i wyjście. Logi wskazywały jasno: nikt obcy nie przekroczył progu apartamentu od kilku dni. A jednak coś - albo ktoś - był tutaj z nią.

@Ekaterina Morozova @Marshall Hearrow
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Marshall Hearrow
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 690
Rejestracja: 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 96.600
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

31 sty 2026, o 11:37

Hearrow przez dłuższą chwilę nie odezwał się ani słowem. Stał nieruchomo, jakby apartament był polem minowym, a każdy dźwięk mógł uruchomić coś, co jeszcze spało. Jego spojrzenie krążyło powoli od hologramów, przez techników, po ciało Elyry Voss. Zatrzymał się na niej na ułamek sekundy dłużej, niż pozwalała na to służbowa obojętność. Zbyt spokojna. Zbyt czysta. Zbyt… uporządkowana.
- Dobrze - odezwał się w końcu, spokojnie, ale już nie neutralnie. - Mamy śmierć, która według papierów chce być naturalna, ale według wszystkiego, co tu widzę, ktoś włożył sporo pracy, żeby tylko tak wyglądała.
Przesunął się o krok omiatając wzrokiem pomieszczenie.
- To, co mówisz o impulsach… - zwrócił się do medyka bez formalności, ale z wyraźnym uznaniem - to nie brzmi jak biologia. Bardziej jak coś, co udaje, że nią jest. Czy to coś zostawia ślad po sobie? Czy możemy mieć do czynienia z technologią, która znika razem z efektem?
Nie naciskał, ale pytał jak żołnierz, który wie, że odpowiedź może brzmieć "nie wiem" i to też będzie cenna informacja. Potem odwrócił głowę w stronę technika przy centralce.
- Kody właścicielskie - powtórzył wolniej. - Chcę wiedzieć, jak zostały użyte. Ktoś mógł ją skłonić, żeby sama go wpisała?
Terminal Elyry Voss przyciągał uwagę jak otwarta rana. Marshall nie podszedł bliżej, ale wystarczyło jedno spojrzenie na dane, żeby poczuł znajome ukłucie niepokoju.
- Te kanały - powiedział ciszej, już bardziej do Ekateriny niż do reszty. - To nie są zabawki. Jeśli konsultantka Rady korzystała z wojskowych ciągów danych Przymierza, to albo miała bardzo szerokie uprawnienia albo ktoś je jej nadał.
Uniósł wzrok na techników. W końcu zwrócił się do Ekateriny.
- Z twojego punktu widzenia to zabójstwo. Z mojego informacja. Ktoś chciał, żeby ta kobieta zniknęła cicho i czysto - skinął głową w stronę terminala. - Ale ona wiedziała, że coś jest nie tak i wiedziała wystarczająco dużo, żeby zacząć się bać.
Przez chwilę milczał, ważąc kolejne słowa.
- Ta asari z kontaktów zaufanych… to dobry początek. Czasem ludzie nie piszą najważniejszych rzeczy, ale mówią je komuś, komu ufają.
Odetchnął wolno.
- Ja zajmę się resztą. Sprawdzę, kto w Przymierzu wiedział o jej pracy, kto mógł mieć dostęp do tych kanałów i komu jej milczenie było na rękę - spojrzał jeszcze raz na ciało. - Jeśli to było ostrzeżenie, to warto wiedzieć kto jeszcze jest z tym powiązany. Wolę wiedzieć o tym teraz, a nie przy kolejnym "nagłym zatrzymaniu akcji serca".
Zrobił parę kroków w stronę wyjścia. Trzeba było działać, tutaj już niczego więcej się nie dowie. Pracę na miejscu zbrodni należało pozostawić technikom.
- Dajcie znać, kiedy coś zacznie się naprawdę nie zgadzać - dodał i wyszedł kierując się w stronę placówki Przymierza.
OUTFIT -- UNIFORM -- ARMOR -- VOICE -- MAIN THEMEObrazekObrazekObrazek-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu- Obrazek
Ekaterina Morozova
Awatar użytkownika
Posty: 38
Rejestracja: 6 lis 2022, o 18:15
Miano: Ekaterina Morozova
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Młodszy Aspirant SOC
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 1.695

Re: Prywatny Apartamentowiec

2 lut 2026, o 13:56

- Aspirant Ekaterina Morozova - skinęła głową i przedstawiła się mężczyźnie gdy usłyszała jego nazwisko. Przez chwilę wyglądała, jakby przy tym chciała podać mu dłoń, ale po chwili wahania zrezygnowała i aktywowała swój omni-klucz żeby potwierdzić uprawnienia Marshalla.

Nie zdarzyło jej się dotychczas współpracować z Przymierzem, ale pojawienie się ich delegata oznaczało kłopoty. Po pierwsze sam fakt, że chcieli mieć swoje oczy i uszy w śledztwie oznaczał, że doktor Voss z nimi współpracowała, a teraz będą starali się upewnić jakie informacje o tej współpracy znajdą się w oficjalnym raporcie. Po drugie zaś, łącznik, czy może raczej “wtyczka” w postaci osoby porucznika, może skutecznie cenzurować pracę SOC lub wręcz zastopować śledztwo, gdyby zaczynało dotykać zbyt niewygodnych informacji, faktów lub ludzi. No i serio, porucznik? Dość wysoka szarża jak na “łącznika”...

Skinięciem głowy potwierdziła przyjęcie do wiadomości roli mężczyzny w dochodzeniu i westchnąwszy lekko skupiła się na pracy. Na jej omni wciąż spływały uaktualnienia raportów techników i medyka, ona sama starała się raczej im nie wchodzić w drogę, skupiając się na obserwacji i poszukiwaniu czegokolwiek, co łączyłoby ze sobą oderwane strzępki informacji. Porządkowała też dokumentację - jeśli faktycznie okaże się, że śmierci pani doktor nie będzie można sklasyfikować jako naturalnej, całość trzeba będzie przekazać komuś z kryminalnego. A coraz więcej na to wyglądało - słowa Normana i jego skonfundowana mina świadczyły o tym, że medyk niechętnie skłaniał się raczej ku wysunięcia tezy o morderstwie.

- Czy denatka ma jakieś implanty, które mogły wywołać taki efekt? Może coś zakłóciło ich pracę albo zaszwankowały i... - odezwała się niepewnie, słuchając wymiany zdań o dziwnych zapisach i zatrzymaniu akcji serca - Co może wymusić zatrzymanie akcji serca? Jakiś impuls elektryczny? Ale albo by musiał być bardzo lokalny, albo podobne objawy miałaby połowa mieszkańców tego budynku. Widziałeś kiedyś coś podobnego, Norm? Możesz ustalić mniej-więcej kiedy nastąpił zgon? Może damy radę z tego czasu znaleźć coś podejrzanego na nagraniach z monitoringu z okolicy... - przyjrzała się danym turiańskiego konserwatora który znalazł zwłoki. Szczęśliwym trafem dostępne było także nagranie z tego momentu, ukazujące reakcję mężczyzny. Katia pokręciła powoli głową, wpatrując się w zapis z kamery - To przypadkowy świadek, raczej to nie on. Można go będzie kontrolnie jeszcze raz sprawdzić, ale nie wydaje mi się... Ale nagranie z tej kamery - podniosła wzrok na technika - Możesz je później sprawdzić czy nikt przy nim nie manipulował mniej-więcej w okolicy momentu zgonu? Żadnych śladów edycji, zagłuszenia, brakującego fragmentu? Albo tajemniczego gościa? To samo trzeba zrobić z jej terminalem. Może uda się odzyskać coś z danych, które przed śmiercią próbowała usunąć?

Skupiła się na swoim omni-kluczu, jednym uchem słuchając dalszych podsumowań i wymiany zdań wiedząc, że te informacje tak czy siak trafią do raportów i do centrali. Jej własny raport był już wstępnie wypełniony, upstrzony odnośnikami do raportów jej kolegów, nagrań, zdjęć wnętrza apartamentu, zaleceń i wniosków. Jej rola powoli tutaj się kończyła - dochodzeniówka ma za zadanie pozbierać dane, ocenić jak zaklasyfikować sprawę i zapewnić materiał do pracy komuś, kto poprowadzi właściwe śledztwo. Raczej nie liczyła na to, że po domknięciu wszystkich wątków jej skromna osoba wciąż będzie miała coś tu do powiedzenia. Nie żeby nie chciała - całość zaczynała wyglądać jednocześnie tajemniczo i ekscytująco, a intryga mogła się rozwinąć w zupełnie nieprzewidywalny sposób, ale obawiała się, że jej kompetencje mogą tutaj być nieco zbyt małe. Wciąż miała jednak jeszcze parę kwestii do sprawdzenia i przeanalizowania: pozostawała kwestia kontaktów doktor Voss z biurem doradczym przy Ambasadzie i ta asari z zaufanych kontaktów. No i wojskowe szyfrowanie dokumentów, które mogło być najtrudniejsze do ogarnięcia, chyba, że Przymierze zechce się podzielić posiadanymi informacjami. Przesunięciem palca wysłała wszystko do chmury. Faktycznie, tutaj, w mieszkaniu, niewiele więcej można było już zrobić. Sprawie przyjrzą się bardziej doświadczeni i wyżsi rangą oficerowie, zapewne ktoś z szefostwa dochodzeniówki w celu analizy raportów albo od razu ktoś z kryminalnych żeby otworzyć śledztwo.

- Zatem albo nikogo tutaj nie było, a naszej pani doktor pikawa stanęła z powodu stresu w pracy, albo był tu duch, który zamordował w tajemniczy sposób i się ulotnił nie zostawiając śladów, DNA ani nagrań, albo ktoś, kto wiedział co robić i bardzo dokładnie po sobie posprzątał, żeby nie można było niczego ze śmiercią powiązać... - podsumowała i zastanowiła się jeszcze nad czymś - Panie poruczniku! - powstrzymała żołnierza zanim ten dotarł do wyjścia - Pańskie kontakty w Przymierzu mogą okazać się bardzo przydatne, ale osobiście na razie zbyt dużo o tym szyfrowaniu i kanałach komunikacyjnych Przymierza bym nie mówiła - powoli ruszyła w jego stronę, marszcząc czoło i rozważając kolejną możliwość - Najpierw trzeba sprawdzić, czy faktycznie pracowała dla Przymierza. Z jednej strony może być i tak, że faktycznie miała uprawnienia i zajmowała się czymś ściśle tajnym. Z drugiej - może być zupełnie odwrotnie. Może do tych danych nie miała oficjalnego dostępu, może zdobyła je... no, nie do końca legalnie. W takim przypadku wszystko, czego się dotknęła będzie otoczone klauzulą tajności jako dowód w przestępstwie i nic się nie dowiemy. Albo... wie pan co? Zabiorę się z panem. Skoro jest pan łącznikiem między SOC a Przymierzem, znaczy, że Przymierze chce współpracować - więc zobaczymy w czym nam pomogą. A potem proponuję odwiedzić tą asari, zobaczymy co ona powie.
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13446
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

6 lut 2026, o 12:21

Norman zerknął na ich dwójkę znad swojego omni-klucza. Obrócił urządzenie tak, że zobaczyli wyświetlacz. Warstwy danych nałożyły się na siebie ukazując holoprojekcie układu nerwowego, krwionośnego i limfatycznego.
- Implanty są - potwierdził. - Standardowe. Cywilne. Nic biotycznego, ani nietypowego. I co ważniejsze... - zawahał się, przesuwając znacznik i upewniając się w wynikach. …żaden z nich nie wykazuje awarii. Nie zawiesiły się. Ale zostały przeciążone jednocześnie.
Na omni-kluczu pojawił się wykres; krótki, gwałtowny pik sygnału, a potem cisza.
- To wygląda tak, jakby coś wysłało impuls, który zmusił układ do pracy ponad normę, a potem odciął synchronizację. Organizm próbował się ratować, ale nie miał jak. Jeśli pytacie, czy to zostawia ślad… - spojrzał w stronę Marshalla - …to tak. Zostawia. Tylko nie taki, jaki potrafimy łatwo przypisać do narzędzia. To bardziej podpis metody niż urządzenia.
- Kody właścicielskie zostały wprowadzone ręcznie. Sekwencja jest czysta, bez śladów automatyzacji. Jeśli ktoś ją zmusił… Zrobił to poza systemem. Rozmową. Groźbą. Albo zdobytym zaufaniem - wtrącił technik badający zabezpieczenia.
Monitoring z korytarzy i stref wspólnych potwierdzał wcześniejsze przypuszczenia Ekateriny. Nagrania były kompletne, nieskażone edycją, bez przerw sygnału. Żadnych obcych sylwetek, żadnych podejrzanych wizyt w interesującym przedziale czasowym. Ostatnią osobą, która oficjalnie przekroczyła próg apartamentu przed konserwatorem, była sama Elyra Voss, wracająca wieczorem poprzedniego dnia.
Terminal, choć częściowo wyczyszczony, zdradzał jeszcze więcej przy dokładniejszym spojrzeniu. Usunięte dane nie zniknęły w panice, tylko zostały selektywnie oznaczone i nadpisane. Ktoś wiedział, co kasować. I co zostawić, aby dla kogoś, kto opieszale wykona swoje obowiązki, nawet nie wykryje nieprawidłowości.
Kanały komunikacyjne Przymierza, o których wspomniał Marshall, rzeczywiście nie były przypadkowe. Metadane wskazywały na dostęp nadany czasowo, z ograniczonym zakresem - coś pomiędzy pełnym upoważnieniem a użyczonym kluczem. Taki dostęp, jak doskonale wiedział to Hearrow i mogła się domyślać Ekaterina, musiał zostać zatwierdzony przez kogoś wyżej. Albo… podsunięty.
Lista kontaktów prywatnych nie zmieniła się, ale jeden szczegół stał się wyraźniejszy - asari z kontaktów zaufanych była oznaczona nie tylko jako rozmówczyni, lecz jako pewna stała. Ktoś, do kogo Elyra Voss zwracała się dość często, nie zawsze oficjalnymi kanałami. Ostatnia próba połączenia - nieodebrana - miała miejsce kilka godzin przed śmiercią.
Słowa Morozov, jak i taśma policyjna, zatrzymały Marshalla w progu.
Ściany były gładkie, jasne, niemal bezszwowe - położono na nie materiał kompozytowy o delikatnym, perłowym połysku, tłumiący dźwięki kroków do ledwie słyszalnego echa. Wbudowane pasy oświetlenia prowadziły wzrok wzdłuż korytarza jak pas startowy - równe, spokojne, zaprogramowane na nocny tryb. Powietrze było świeże, filtrowane, pozbawione zapachu… poza jednym, ledwie wyczuwalnym śladem; metaliczną nutą ozonu, która nie miała prawa tu być. Zbyt słabą, by uruchomić alarmy. Wystarczającą, by ktoś przyzwyczajony do pól energetycznych ją zauważył.
Po lewej stronie korytarz ciągnął się w stronę wind, po prawej skręcał ku strefie rekreacyjnej poziomu. Kilkanaście metrów dalej stał niski stolik serwisowy - jeden z tych, które zazwyczaj ignoruje się całkowicie. Teraz jednak coś w nim przyciągało uwagę mężczyzny, a dokładniej fakt, że był on przesunięty o kilka centymetrów względem oznaczenia na podłodze, jakby ktoś zahaczył go w pośpiechu albo celowo odsunął, by zyskać więcej przestrzeni.
Tuż obok, przy listwie przypodłogowej, migał na moment mikroskopijny refleks światła. Nic oczywistego. Żaden przedmiot. Raczej pozostałość - drobna nieregularność w strukturze powierzchni, ślad po krótkotrwałym oddziaływaniu pola masy lub energii. Coś, co istniało tu tylko przez ułamek sekundy… i zniknęło.
Monitoring korytarza działał. Kamery były widoczne, aktywne, ich diody sygnalizacyjne świeciły stabilnie. Żadnych martwych stref, żadnych oczywistych ingerencji. Idealnie.
Zbyt idealnie.
Kilka drzwi dalej ktoś właśnie opuszczał swój apartament - salarianin w roboczym uniformie administracji, pochłonięty własnym omni-kluczem. Rzucił krótkie, obojętne spojrzenie w stronę Marshalla i taśmy SOC, po czym ruszył dalej, bez oznak ciekawości czy niepokoju.
Przy windach wyświetlała się cicha projekcja informacyjna; pogoda w sztucznym parku, harmonogram wydarzeń kulturalnych, komunikat o planowanych pracach serwisowych w najbliższym tygodniu. Wszystko działało. Wszystko było normalne.

@Ekaterina Morozova @Marshall Hearrow
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Ekaterina Morozova
Awatar użytkownika
Posty: 38
Rejestracja: 6 lis 2022, o 18:15
Miano: Ekaterina Morozova
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Młodszy Aspirant SOC
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 1.695

Re: Prywatny Apartamentowiec

9 lut 2026, o 23:43

Przez chwilę przyglądała się obrazom wyświetlanym na omni-kluczu Normana, ale nie mogła dostrzec niczego nietypowego czy odbiegającego od normy. Dla jej niewprawnych oczu medyczne holoprojekcje wyglądały jak typowy obraz na który mogła natrafić w sieci czy w jakichś opracowaniach. Cokolwiek szczególnego i nietypowego mogło przykuć uwagę medyka, pozostawało poza granicą jej percepcji. Nieco ciekawiej prezentował się za to zapis sygnału, który przeciążył implanty doktor Voss - impuls był krótkotrwały, lecz wystarczająco silny, by elektronika implantów które dotychczas współgrając, wspomagały organizm ich właścicielki zwariowała, tracąc synchronizację i doprowadzając do całkowitego rozpadu swoich funkcji.

- To ty jesteś ekspertem - skomentowała jego wypowiedź - Ale jak na razie ten impuls to jedyna konkretna poszlaka. Prześlesz mi jego parametry? Częstotliwość, szacunkowa moc? A może... Nie sądzę żeby to było możliwe, ale czy tego typu implanty można zhakować? Może sam impuls nie był przyczyną ale skutkiem przeciążenia?

Cała sprawa coraz mniej trzymała się kupy i była daleka od tego, co Katii zdarzało się do tej pory widywać. Mimo braku jakichkolwiek śladów mogących wskazywać na morderstwo, stopniowo coraz więcej zaczynało wskazywać na fakt, że o śmierci z przyczyn naturalnych można było zapomnieć. Powiązania doktor Voss z Radą i z Przymierzem dodawały jej śmierci nutki tajemniczości i pikanterii, które sprawiały, że rozbudzona wyobraźnia Katii zaczynała niebezpiecznie dryfować w kierunku zupełnie nierealnych scenariuszy - spiski, szpiegostwo, tajne projekty i tajemnice opatrzone klauzulą “ściśle tajne”, morderstwo jako jedyna możliwość uciszenia doktor Voss, która odkryła jakąś tajemnicę, spisek mogący zagrozić status quo Rady... Katia z wypiekami na twarzy przysłuchiwała się słowom kolejnych techników, a wszystkie niemal zasłyszane informacje zdawały się łączyć w niesamowity obraz sprawy, która diametralnie odbiegała od codziennej rutyny i szarości pracy w SOC. Odkryty przez technika fakt selektywnego kasowania danych i nadpisywania ich celem uniemożliwienia analizy. Protokoły komunikacyjne Przymierza, które w rękach cywilnego współpracownika wydawały się być nie na miejscu. No i sam fakt, że Przymierze przysłało do “pomocy” swojego przedstawiciela. Kim był porucznik Hearrow? Miał pomagać w śledztwie? Obserwować, czy SOC się za bardzo nie zbliży do prawdy? A może miał za zadanie skierować dochodzenie na zupełnie ślepe tory, by prawda nie ujrzała światła dziennego?

Gdy uświadomiła sobie, jak daleko zawiodła jej gonitwa własnych myśli, potrząsnęła głową przerywając nakręcającą się spiralę domysłów. Niemałego wysiłku woli wymagało od niej zdystansowanie się do własnych, galopujących myśli i spojrzenia krytycznie na tworzoną przez siebie teorię spiskową. “Obserwacja faktów, analiza, wnioskowanie” - mruknęła do siebie wystarczająco cicho, by nikt jej nie usłyszał - a przynajmniej taką miała nadzieję. Przypomniała sobie zajęcia na akademii, gdzie na ćwiczeniach dochodzeniówki powtarzano studentom wielokrotnie, żeby nie budowali teorii ani hipotez zanim zgromadzą dowody. ”Pamiętaj o brzytwie Ockhama...” - zganiła w myślach samą siebie. Jakkolwiek atrakcyjne i kuszące by nie były jej teorie spiskowe, musiała skupić się na analizie i łączeniu faktów. Może jej wymysły były prawdziwe, może nie - ale wiedziała, że zakładając na starcie pewien scenariusz, będzie próbowała dopasować do niego wszystkie klocki układanki, starając się potwierdzić własną hipotezę, a tymczasem może przeoczyć najprostsze wytłumaczenie.

Niemniej jednak postanowiła uważnie przyglądać się poczynaniom Hearrowa. Jego udział w dochodzeniu z jednej strony był sensowny - mógł zarówno ułatwić, jak i utrudnić dostęp do koniecznych informacji bezpośrednio z dowództwa Przymierza, z drugiej - jeśli wojsko przysłało swojego delegata, mogło się czegoś obawiać. Czy Katia powinna mu zatem ufać? No cóż, na razie nie znała go zupełnie, wolała więc ostrożnie go obserwować.

- Z całym szacunkiem panie poruczniku, ale może jednak najpierw powinniśmy się udać do tej asari z kontaktów doktor Voss? - spojrzała na Hearrowa gdy wyszli już z apartamentu i ruszyli korytarzem - Wydaje się, że obie współpracowały dość blisko. Możliwe, że wie tyle samo co nasza pani doktor, a jeśli to faktycznie było morderstwo, być może i ona jest w niebezpieczeństwie. Dodatkowo, informacja o śmierci pani doktor mogła jeszcze do niej nie dotrzeć, więc będzie można ocenić jej reakcję gdy jej to powiemy. Jej odpowiedzi będą bardziej spontaniczne, może emocjonalne... Przymierze nie zając, nie ucieknie, na razie trzeba zabezpieczyć zeznania i zgromadzić fakty

Rozejrzała się po wnętrzu korytarza, zatrzymując wzrok na chwilę na dostrzeżonych kamerach, przelotnie spojrzała na wychodzącego z pobliskiego apartamentu salarianina. Luksusowy kompleks apartamentów w dobrze usytuowanej części Cytadeli. Miejsce w teorii tak bezpieczne i chronione jak to tylko możliwe, a jednak pod czujnym okiem kamer stało się tutaj coś, czego jak na razie nie potrafili wyjaśnić - a przynajmniej Katia nie potrafiła. Zerknęła ponownie na delegata Przymierza - Mogę zadać prywatne pytanie, poruczniku? Dlaczego został pan oddelegowany do tego śledztwa? Pracuje pan w policji wojskowej? Słyszałam, że wojsko ma własne struktury dochodzeniowe które pracują nad sprawami w które zaplątali się żołnierze Przymierza... Czy tak jest i w tym przypadku?
ObrazekObrazek
Marshall Hearrow
Awatar użytkownika
Narrator
Posty: 690
Rejestracja: 4 mar 2014, o 19:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 96.600
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

10 lut 2026, o 10:17

Hearrow przyjrzał się na wyświetlacz Normana bez wchodzenia mu w przestrzeń. Nachylił się tylko na tyle, żeby zobaczyć wykres.
- Przeciążone jednocześnie… - powtórzył półgłosem, bardziej do siebie. - Czyli nie awaria jednego elementu, który pociągnął resztę, tylko cios całość. Brzmi jak ktoś, kto robił to wcześniej i doskonale wiedział co robi.
W oczach Marshalla mignęło coś znajomego, zawodowa czujność i może trochę ciekawości. Takiej, którą po latach patrzenia na „wypadki", każde podsunąć myśl, że są one zbyt wygodne.
- Norman, sprawdź parametry impulsu. Wszystko, co masz. Jeśli to podpis, to może da się go zestawić z czymś, co już widzieliśmy… — Zawahał się przez moment, po czym dodał: - gdziekolwiek. To wygląda jak precyzyjna detonacja, nie dłubanie w kodzie.
Gdy technik od zabezpieczeń potwierdził ręczne wprowadzenie kodu, Hearrow drgnął minimalnie.
- Czyli weszło gładko - wziął spokojny wdech. - W takim razie nacisk był na człowieka, nie na system. To mi się nie podoba bardziej niż elektronika. Elektronika działa w przewidywalny sposób. Ludzie… nie.
Ostatnia część raportu dotycząca kanałów Przymierza sprawiła, że Hearrow przez moment zastanawiał się nad konsekwencjami tego działania.
- Ktoś czyścił terminal jak profesjonalista. Nie kasował w panice, tylko decydował, co ma zniknąć, a co ma zostać jako, powiedzmy, dekoracja - spojrzał na Ekaterinę. - To jest różnica.
Wyprostował się i spojrzał na technika.
- I dobrze, że monitoring jest idealny. Tak idealny, że aż podejrzany - urwał, bo nie zamierzał rzucać teorii bez oparcia, ale widać było, że w głowie układa mu się kilka scenariuszy.
Kiedy wyszli na korytarz, odruchowo zwolnił krok. Przesunął wzrok po pasach oświetlenia, po gładkich ścianach i po stoliku serwisowym przesuniętym o te kilka centymetrów. Spojrzał na oznaczenie na podłodze, potem na sam stolik. Tak, jakby ktoś go przestawił w pośpiechu… albo żeby coś zasłonić, albo żeby zyskać dojście.
Zatrzymał się przy listwie przypodłogowej i przykucnął, nie przekraczając taśmy, ale na tyle blisko, by zobaczyć nieregularność powierzchni. Złapał kąt światła tak, żeby refleks znów mignął.
- Widzisz to? - rzucił do Ekateriny cicho, wskazując bez dotykania. — To nie wygląda jak zadrapanie. Bardziej jak… Jakby coś tu było przez sekundę, a potem zniknęło. Warto to zbadać.
Wstał i spojrzał na kamery, które świeciły stabilnie. Idealnie. Zbyt idealnie.
- Jeśli ktoś potrafi robić rzeczy w taki sposób, to kamery są dla niego tylko elementem scenografii - przeniósł wzrok na salarianina przechodzącego obojętnie obok. — A mieszkańcy tego miejsca są tak przyzwyczajeni do luksusu, że nawet taśma SOC ich nie rusza. To też jest osłona. Nikt nie pyta, bo to nie ich sprawa, ale warto zapytać sąsiadów czy niczego podejrzanego nie widzieli bądź nie słyszeli. A czasem brak odpowiedzi to też odpowiedź.
Ekaterina zaproponowała wizytę u asari i tym razem Hearrow skinął bez wahania.
- Tak. Zgoda. Najpierw asari - w jego głosie pojawiła się nuta aprobaty. - I masz rację co do reakcji. Świeża informacja daje prawdę zanim wejdzie w tryb autopilota. Jeśli ona coś wie, dowiemy się szybciej z jej pierwszych dwóch zdań niż z godzinnego protokołu.
Ruszył powoli korytarzem w stronę wind, ale wciąż kontrolował otoczenie kątem oka. Stolik, listwę, kamery, nawet rytm świateł. Jakby szukał kolejnego mikro-odstępstwa od perfekcji.
Potem padło pytanie osobiste. Nie obraził się. Uśmiechnął się ciepło, tak jak nie uśmiechał się już od bardzo wielu lat.
- Możesz i dobrze, że pytasz.
Zatrzymał się na chwilę przy projekcji informacyjnej przy windach, jakby sprawdzał ją tylko mimochodem, a w rzeczywistości dawał sobie sekundę na dobranie słów.
- Nie jestem policją wojskową i nie jestem tu po to, żeby wam podcinać skrzydła - spojrzał jej prosto w oczy. — Zostałem oddelegowany, bo w terminalu tej kobiety są ślady kanałów Przymierza. To oznacza, że gdzieś po naszej stronie ktoś dał jej dostęp. Legalnie, półlegalnie albo pod stołem, a jeśli ktoś z Przymierza jest zamieszany, to dowództwo chce wiedzieć. To polityka. Twarda, brudna i nieprzyjemna.
Wszedł do windy i zamilkł na moment badając spojrzeniem funkcjonariuszkę, po czym znów się uśmiechął.
- Ale ja na szczęście nie jestem politykiem.
Rzucił ostatnie spojrzenie na korytarz, jakby jeszcze cokolwiek miało rzucić mu się w oczy zanim drzwi od windy zamkną się za nimi.
- Moja rola jest prosta: zobaczyć to, co możecie uznać za nie wasze i przetłumaczyć to na język, który Przymierze zrozumie, zanim ktoś w dowództwie wpadnie na genialny pomysł, żeby coś wygładzić - zrobił krótką pauzę. — I druga rzecz. Jeśli to, co zabiło Elyrę, miało związek z kanałami Przymierza, to może się powtórzyć. A ja wolę zatrzymać to zanim powtórzy się na kimkolwiek innym. Tyle.
Wzruszył ramionami jakby w jego obecności przy tym "wypadku" nie było niczego odstępującego od normy.
- Jeśli w którymkolwiek momencie uznasz, że próbuję coś zamiatać, to powiedz mi to wprost. Nie w raporcie, nie przełożonym. Prosto w oczy - Hearrow może i był dziwną zmienną w tym śledztwie, do którego Ekaterina mogła nie przywyknąć, ale zawsze stawiał na uczciwość. Nawet kosztem własnej kariery. - A jeśli ja zobaczę, że ktoś próbuje zasłonić ci oczy klauzulą poufności, powiem ci to samo. Może nie wszystko będę mógł powiedzieć na głos, ale nie będę udawał, że tego nie ma.
Kiedy winda cicho zasygnalizowała gotowość, Hearrow zrobił krok do przodu.
- Chodźmy do tej asari - powiedział już krócej. - I zanim wejdziemy, nie zakładajmy, że jest winna. Zakładajmy, że ktoś mógł chcieć, żeby była następna. Dlatego robimy to szybko i czysto.
OUTFIT -- UNIFORM -- ARMOR -- VOICE -- MAIN THEMEObrazekObrazekObrazek-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu- Obrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13446
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Prywatny Apartamentowiec

12 lut 2026, o 10:12

Norman nie odpowiedział od razu. Wyłączył jedną z warstw holoanatomicznych, zostawiając jedynie wykres impulsu i siatkę danych z implantów. Dopiero wtedy spojrzał na Ekaterinę, z wyraźnym spokojem kogoś, kto wie, gdzie kończy się teoria, a zaczyna praktyka.
- Dostaniesz wszystko, co się da. Pełne parametry impulsu, zakres częstotliwości, amplitudę, czas trwania, sposób narastania i wygaszania. Już teraz mogę ci powiedzieć jedno, to nie było coś z sieci. Tych implantów nie da się zhakować w taki sposób, o jakim myślisz.
Przywołał dodatkowy schemat, tym razem techniczny, uproszczony.
- One są pasywne. Nie mają interfejsów zewnętrznych zdolnych do przyjęcia obcego sygnału sterującego. Można je zasilić, zakłócić pole, przeciążyć… Ale nie przejąć kontroli. A jeśli ktoś próbowałby je spalić od środka, skończyłoby się to lokalnymi uszkodzeniami tkanek. Oparzeniami. Martwicą. Tutaj tego nie ma. Ani śladu.
Wskazał na gładkie projekcje narządów.
- Gdyby coś takiego ją usmażyło, zobaczylibyśmy to od razu. To był czysty, precyzyjny impuls z zewnątrz. Krótki. Wystarczający. Jak pstryknięcie palcami w złym momencie.
Dokończył obrazowo i nie zatrzymywał ich już dłużej. Marshall stanął ze śledczą przy miejscu, które wcześniej zwróciło jego uwagę. Listwa przypodłogowa, idealnie spasowana z panelem ściennym, miała drobną nieregularność. Nie rysę, raczej mikroskopijne zaburzenie struktury, jakby materiał na ułamek sekundy znalazł się pod wpływem obcego pola. Tuż obok stolika serwisowego, przesuniętego minimalnie, ale wystarczająco, by wyłamać się z idealnej symetrii Prezydium. Nie pasował na ślad buta ani uderzenia. Bardziej jak miejsce, w którym coś stało. Albo coś się pojawiło i niemalże od razu zniknęło, zanim systemy uznały to za problem.
Kamery nad nimi świeciły stabilnie, ich obiektywy były czyste, nienaruszone. Żadnych śladów ingerencji. Perfekcja aż bolała w oczy.Winda po niespełna dwóch minutach pojawiła się na ich piętrze. Drzwi otworzyły się, a na panelu ściennym mogli wybrać parter, skąd szybką koleją udać się do Wieży Cytadeli.

Wróć do „Krąg Prezydium”