Norman zerknął na ich dwójkę znad swojego omni-klucza. Obrócił urządzenie tak, że zobaczyli wyświetlacz. Warstwy danych nałożyły się na siebie ukazując holoprojekcie układu nerwowego, krwionośnego i limfatycznego.
-
Implanty są - potwierdził. -
Standardowe. Cywilne. Nic biotycznego, ani nietypowego. I co ważniejsze... - zawahał się, przesuwając znacznik i upewniając się w wynikach. …żaden z nich nie wykazuje awarii. Nie zawiesiły się. Ale zostały przeciążone jednocześnie.
Na omni-kluczu pojawił się wykres; krótki, gwałtowny pik sygnału, a potem cisza.
-
To wygląda tak, jakby coś wysłało impuls, który zmusił układ do pracy ponad normę, a potem odciął synchronizację. Organizm próbował się ratować, ale nie miał jak. Jeśli pytacie, czy to zostawia ślad… - spojrzał w stronę Marshalla -
…to tak. Zostawia. Tylko nie taki, jaki potrafimy łatwo przypisać do narzędzia. To bardziej podpis metody niż urządzenia.
-
Kody właścicielskie zostały wprowadzone ręcznie. Sekwencja jest czysta, bez śladów automatyzacji. Jeśli ktoś ją zmusił… Zrobił to poza systemem. Rozmową. Groźbą. Albo zdobytym zaufaniem - wtrącił technik badający zabezpieczenia.
Monitoring z korytarzy i stref wspólnych potwierdzał wcześniejsze przypuszczenia Ekateriny. Nagrania były kompletne, nieskażone edycją, bez przerw sygnału. Żadnych obcych sylwetek, żadnych podejrzanych wizyt w interesującym przedziale czasowym. Ostatnią osobą, która oficjalnie przekroczyła próg apartamentu przed konserwatorem, była sama Elyra Voss, wracająca wieczorem poprzedniego dnia.
Terminal, choć częściowo wyczyszczony, zdradzał jeszcze więcej przy dokładniejszym spojrzeniu. Usunięte dane nie zniknęły w panice, tylko zostały selektywnie oznaczone i nadpisane. Ktoś wiedział, co kasować. I co zostawić, aby dla kogoś, kto opieszale wykona swoje obowiązki, nawet nie wykryje nieprawidłowości.
Kanały komunikacyjne Przymierza, o których wspomniał Marshall, rzeczywiście nie były przypadkowe. Metadane wskazywały na dostęp nadany czasowo, z ograniczonym zakresem - coś pomiędzy pełnym upoważnieniem a
użyczonym kluczem. Taki dostęp, jak doskonale wiedział to Hearrow i mogła się domyślać Ekaterina, musiał zostać zatwierdzony przez kogoś wyżej. Albo… podsunięty.
Lista kontaktów prywatnych nie zmieniła się, ale jeden szczegół stał się wyraźniejszy - asari z kontaktów zaufanych była oznaczona nie tylko jako rozmówczyni, lecz jako pewna stała. Ktoś, do kogo Elyra Voss zwracała się dość często, nie zawsze oficjalnymi kanałami. Ostatnia próba połączenia - nieodebrana - miała miejsce kilka godzin przed śmiercią.
Słowa Morozov, jak i taśma policyjna, zatrzymały Marshalla w progu.
Ściany były gładkie, jasne, niemal bezszwowe - położono na nie materiał kompozytowy o delikatnym, perłowym połysku, tłumiący dźwięki kroków do ledwie słyszalnego echa. Wbudowane pasy oświetlenia prowadziły wzrok wzdłuż korytarza jak pas startowy - równe, spokojne, zaprogramowane na nocny tryb. Powietrze było świeże, filtrowane, pozbawione zapachu… poza jednym, ledwie wyczuwalnym śladem; metaliczną nutą ozonu, która nie miała prawa tu być. Zbyt słabą, by uruchomić alarmy. Wystarczającą, by ktoś przyzwyczajony do pól energetycznych ją zauważył.
Po lewej stronie korytarz ciągnął się w stronę wind, po prawej skręcał ku strefie rekreacyjnej poziomu. Kilkanaście metrów dalej stał niski stolik serwisowy - jeden z tych, które zazwyczaj ignoruje się całkowicie. Teraz jednak coś w nim przyciągało uwagę mężczyzny, a dokładniej fakt, że był on przesunięty o kilka centymetrów względem oznaczenia na podłodze, jakby ktoś zahaczył go w pośpiechu albo celowo odsunął, by zyskać więcej przestrzeni.
Tuż obok, przy listwie przypodłogowej, migał na moment mikroskopijny refleks światła. Nic oczywistego. Żaden przedmiot. Raczej pozostałość - drobna nieregularność w strukturze powierzchni, ślad po krótkotrwałym oddziaływaniu pola masy lub energii. Coś, co istniało tu tylko przez ułamek sekundy… i zniknęło.
Monitoring korytarza działał. Kamery były widoczne, aktywne, ich diody sygnalizacyjne świeciły stabilnie. Żadnych martwych stref, żadnych oczywistych ingerencji. Idealnie.
Zbyt idealnie.
Kilka drzwi dalej ktoś właśnie opuszczał swój apartament - salarianin w roboczym uniformie administracji, pochłonięty własnym omni-kluczem. Rzucił krótkie, obojętne spojrzenie w stronę Marshalla i taśmy SOC, po czym ruszył dalej, bez oznak ciekawości czy niepokoju.
Przy windach wyświetlała się cicha projekcja informacyjna; pogoda w sztucznym parku, harmonogram wydarzeń kulturalnych, komunikat o planowanych pracach serwisowych w najbliższym tygodniu. Wszystko działało. Wszystko było normalne.
@Ekaterina Morozova @Marshall Hearrow
Wyświetl uwagę Mistrza GryDeadline 9/02 włącznie