Kestrel od samego początku była enigmą, czym wzbudziła jej zainteresowanie. Z początku było ono małe - zaledwie zalążek ciekawości, z powodu którego poprosiła Scotta o przyjrzenie się jej symbolowi, a załodze o popytanie o jej pseudonim wśród znajomych. Powiązanie z Handlarzem Cieni i ogromne fundusze uczyniły z fixerki tajemniczą zagwozdkę, która sporadycznie pojawiała się w myślach czerwonowłosej. Ale zlecenia dla niej miały być szablonowe - na tyle, na ile jakakolwiek robota w Terminusie mogła wpasowywać się w określone ramy. Nie potrzebowała wiedzieć zbyt wiele o swoich zleceniodawcach, dlatego też nie interesowała się osobą Kestrel na tyle, by zadawać jej osobiste pytania bądź dociekać jej przeszłości. Ta sama zasada tyczyła się jej opryskliwego, starszego brata.
Shield of Valor rozerwał te umowne ramy, w które wpasowało się przejęcie Quebui i odzyskanie chipu, napełniając serce Jean desperacką potrzebą informacji. Dowiedzenia się wszystkiego, czego tylko mogła zarówno o Kestrel, jak i mężczyźnie, który wylądował w jej stacji medycznej, planując kolejne posunięcia. Ponieważ choć nie spodziewała się
Amerykańskiego snu, krążownik przekroczył granicę bezpieczeństwa, za którą czuła się komfortowo trzymana w ciemności, której zwykle od niej wymagano. Gdy stawka przebiła sufit, w myślach krążyła wokół wszystkich, drobnych rzeczy, którymi podzieliła się fixerka i każdej, zaobserwowanej przez siebie ciekawostki na temat jej brata. Chłonęła każdą jego odpowiedź, spijając słowa z ust, od których dzieliły ją zaledwie centymetry. W poszukiwaniu przewagi, zabezpieczenia, planu awaryjnego na czas, w którym to wszystko niechybnie eksploduje i zostanie wystawiona, bądź zostawiona sama sobie z konsekwencjami.
Nie znajdowała w jego ognistej reakcji przewagi. Pomiędzy językami płomieni spowijającymi ich sylwetki błyszczało niebezpieczeństwo. Dostrzegła jego zdradliwy połysk zbyt późno, wznosząc wokół siebie barierę, nie chcąc, by jego słowa przedzierały się na drugą stronę. Tak desperacko żądna odpowiedzi, teraz nie chciała ich słyszeć. Nie chciała znać jego perspektywy, nie chciała poznać jego przeszłości, dostrzegając w niej bolesne podobieństwa. Rozpaczliwie starała się przepuścić jego odpowiedzi przez swój umysł bez śladu, ale każda z nich zagnieżdżała się w jej podświadomości, malując zupełnie inny obraz od tego, który tak skrzętnie pielęgnowała w swojej głowie.
Miał rację. Niczego o nim nie wiedziała. I tak długo, jak spodziewała się odkryć za prawdą warstwę zgnilizny, pragnęła to zmienić. Ale to pragnienie wyparowało z niej natychmiastowo, jak kropla wody w zderzeniu ze ścianą ognia naprzeciw. Ponieważ jego słowa przekształcały rzeczywistość, w którą wierzyła, tworząc zupełnie inną.
Rzeczywistość, w której jego szorstkie usposobienie i wrodzona nieufność posiadały wytłumaczenie, które mogłaby zrozumieć. W której przeszłość przepleciona jadowitymi operacjami Iluzji przyniosła ze sobą cenę, której mogłaby mu współczuć. W której miejsce, do którego wspiął się wraz ze swoją siostrą, osiągnięte zostało pracą, która wzbudziłaby w niej szacunek. W której przepaść, która jak dotąd ich dzieliła, przepleciona była mostami podobieństw, a za jego wygiętym w złości grymasie mogłaby dostrzec człowieczeństwo.
Wzbraniała się przed tym, walcząc z podstępnymi myślami jak układ odpornościowy z intruzem. Zaganiając je z powrotem za mur, za którym mogłaby sprowadzić go do roli, którą pełnił w jej życiu wcześniej, starała się być ślepa na tę inną rzeczywistość i inny świat.
Ten, w którym mogłaby zastanawiać się, jakie wrażenie pozostawiłyby po sobie skąpane szkarłatem dłonie gdyby znalazły się na jej skórze.
Wzdrygnęła się, nagle boleśnie świadoma dzielącej ich odległości. Odsunęła jak oparzona od cofającego mężczyzny, ignorując huk, w jaki przekształciło się bicie jej serca, urywany oddech, który z trudem zaczerpnął powietrza. Złość wróciła na jej oblicze gdy zbędne myśli wreszcie poddały się jej woli, umykając tam, gdzie nie musiała ich dłużej znosić. Przez krótką chwilę milczała, nie wiedząc, jaką obelgą powinna się posłużyć, tym bardziej zirytowana własną niemożnością sformułowania odpowiedzi.
-
Pieprz się - wydusiła wreszcie, ignorując to, jak chłodne stało się wnętrze stacji medycznej gdy wrócił na łóżko. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia z twardym postanowieniem, by nigdy więcej nie podchodzić do mężczyzny na mniej niż metr. W morzu targających nią uczuć wyczuwała granicę, w której zaczynała i kończyła się wściekłość - i nie podobał jej się obszar, do którego została skurczona.
Ani to, co zaczęło jej towarzyszyć.
Bezwiednie ruszyła do swojej kajuty, nie zatrzymując się na rozmowę z nikim. Dopiero gdy znalazła się wewnątrz, odstawiła kubek kawy na blat biurka i wyciągnęła drona Kestrel z szafy.
-
To udało się odzyskać z mostka Valora i przeanalizować z pomocą mojej techniczki - rzuciła na wstępie, ignorując drżenie swojego głosu. Odchrząknęła, wiedziona nagłą szczodrością przesyłając jej również dane w nieprzetworzonej, surowej formie. -
I oryginalna paczka bez naszej ingerencji, jeśli miałoby to coś zmienić.