Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Stacja medyczna

12 lut 2025, o 20:25

tajny rzut
<30
Rzut kością 1d100:
88
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

12 lut 2025, o 20:45

Kapitan Anathemy śledził ją spojrzeniem, gdy podchodziła, a gdy uniosła do ust kubek z kawą, spojrzał przelotnie w jego stronę.
- Niestety dostałem kategoryczny nakaz lekkostrawnych posiłków przez następne kilka dni. Dano mi do zrozumienia, że kawa się do nich nie zalicza - odparł w nieco podobnym, niefrasobliwym tonie, chociaż z nutą przekąsu. Podciągnął się na łóżku, siadając prosto i podkurczył jedną nogę. Opakowania leżące na szafce nocnej obok jego łóżka faktycznie nosiły etykiety w stylu "DIETETYCZNY, LEKKI KURCZAK Z RYŻEM" czy "RYŻ Z WARZYWAMI NA PARZE, ULTRA DELIKATNY", które sugerowały, że jego sarkastyczny wydźwięk słów wbrew pozorom nie był do końca żartem. Nie były to co prawda porcje wojskowe, a nabyte w jednej ze stacji Terminusa, w których ich zaopatrzeniowiec akurat postanowił hurtowo uzupełnić zapasy dla załogi, ale mężczyzna raczej sam nie zawędrował do ich mesy, więc ktoś musiał mu je przynieść i przygotować. Nie trudno było jednak zgadnąć winowajcę.
Gdy Hawk usiadła i przerzuciła pliki na jego omni-klucz, przekrzywił lekko głowę, przyglądając się jej przez uderzenie serca w czymś co było mieszanką zamyślenia i kalkulacji, po czym uruchomił swój personalny komputer, zaczynając przeglądać co mu wysłała.
- W takim razie, gdy będziemy kiedyś na Anathemie, przypomnij mi, żebym pokazał ci jak smakuje prawdziwa kawa - odezwał się po chwili, trochę odruchowo, a trochę w zamyśleniu, gdy jego uwaga skupiła się na plikach. Jego wzrok przebiegał po wyświetlanych załącznikach, marszcząc brwi przy niektórych, a inne od razu odrzucając gdzieś na bok, nie poświęcając im zbyt wiele uwagi. Na dłużej zatrzymał się za to nagraniu; Hawk nie widziała jego ekranu, ale ciche słowa z wideo popłynęły z omni-klucza mężczyzny, niosąc się po wnętrzu skrzydła medycznego, aż zostały zakończone nagłym przerwaniem transmisji.
- To pierwszy raz, gdy widziałem Langstona próbującego załagodzić sytuację i zaniechać walki - mruknął po dłużej chwili Rhys, robiąc krótką przerwę, gdy dotarł do niego całokształt sytuacji. - I wychodzi na to, że po raz ostatni.
Słowa, chociaż nie były raczej skierowane do czerwonowłosej piratki, sprawiły, że Rhys pokręcił głową. Podniósł na nią wzrok, odwzajemniając jej spojrzenie.
- Nie. Tylko fragmenty w trakcie zgrywania, takie jak ten o Argos Rho - odpowiedział, opierając głowę na poduszce. Chociaż przyglądał się Hawk, to widać było, że zastanawia się nad czymś intensywnie. Po chwili opuścił wzrok z powrotem na swój omni-klucz, żeby ponownie wywołać udostępniony dysk i przejrzeć kilka innych plików. - Moja siostra odezwała się z jakimiś nowymi informacjami?

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

13 lut 2025, o 14:40

Lekkostrawne posiłki - a raczej opakowania po nich leżące na stoliku przy mężczyźnie - przypomniały jej, że poza kawą, prawdopodobnie powinna jeszcze zabrać coś dla siebie z mesy. Stres i nieustanny ból w żebrach przytępiony lekami przeciwbólowymi skutecznie obdzierały ją z głodu, przekształcając go w tylko kolejny dyskomfort na liście, przykryty falą innych.
Wyczuła spojrzenie niebieskich tęczówek na sobie i uniosła własne, odwzajemniając je. Jego wzrok sprawił, że napięcie znów, podświadomie zakradło się do jej ciała, a dłoń zacisnęła na kubku z kawą nim wymusiła jej rozluźnienie. Ostatnie, czego potrzebowała, to pokazywać mu, że wzbudzał w niej jakiekolwiek emocje.
Choć nie sposób było ukryć tych negatywnych. W głębi ducha czuła, że jego słowa miały być jakąś formą przyjacielskiej gadki, standardowej formułki, którą rzucało się odruchowo do ludzi, których nie porównywało się do Hitlera. Ale jej usta bezwiednie uniosły się w ironicznym uśmiechu, a wnętrze zagotowało się jak woda w ekspresie, z której powstała jej gorsza kawa. Bo choć z ust Jean padło kłamstwo na temat jakości kawy na Wraithcie to naturalnie, że było ono dla niego oczywiste i łatwe do przyswojenia. Podejrzewała, że wszystko na jego wspaniałej Anathemie było lepsze, droższe, czystsze, posiłki miały pięć gwiazdek w extranecie, łóżka były miękkie, poduszki chłodne nocą, a...
- Chętnie zobaczę, za jakie ziarna zapłaciła twoja siostra - odrzuciła, zanim zdążyła ugryźć się w język i było to jedyne, co przerwało potok irytujących myśli, które coraz bardziej wytrącały ją z równowagi. Uśmiechnęła się do niego słodko, choć uśmiech ten nie dotarł do ciskających gromu oczu i uniosła kubek ze swoją gorszą kawą, upijając wielki łyk tylko po to, by nie powiedzieć nic innego.
W końcu mieli współpracować.
Przyglądała mu się gdy wertował zawartość omni-klucza. Dostrzegła zamyślenie błąkające się w jego mimice, może zalążek myśli, a może zwykłe rozczarowanie tym, jak mało udało się im wydostać. Pamiętała za to obrazy, o których mówił. Sięgnęła wspomnieniami do chaotycznych sekund spędzonych na zgrywaniu informacji z systemów Valora. Chleb w dłoni na Omedze, planetę otoczoną cylindrycznymi stacjami kosmicznymi, mnóstwo innych.
Spodziewała się, że obrazy zachowają się w jakiejś formie w paczce danych, którą zgrała. W tej chwili nie widziała, w jaki sposób mogłyby jej pomóc.
- Jeszcze z nią nie rozmawiałam. Pomyślałam, że któryś z tych plików oznaczonych przez moją techniczkę mówi ci coś więcej - odpowiedziała krótko, z nutą rozczarowania orientując się, że mężczyzna prawdopodobnie nie widzi w tych plikach niczego więcej ponad to, co widziała Saiya. - Ale jeśli wizja Argos Rho to jedyne, co mamy, pozostaje mi tylko zadzwonić do niej.
Upiła łyk kawy, pozwalając, by uniesiona wcześniej noga opadła z powrotem na podłogę.
- Minęło sześć godzin. W ten czy inny sposób Przymierze na pewno zorientowało się, że coś poszło nie tak. Sygnał alarmowy może i nie opuścił Valora, ale musieli mieć ustalone godziny raportowania o sytuacji - dodała, prostując się nieco, gdy samo pochylenie się wywołało ukłucie bólu w jej żebrach. - Nie zamierzam rzucać się na pancernik - dodała, jakby sugestia mogła nie być wystarczająca dla Castella.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

13 lut 2025, o 21:17

Wzrok Rhysa podniósł się znad omni-klucza, gdy słowa Hawk przebrzmiały w powietrzu i wbił w nią w milczeniu. Ton jej wypowiedzi najwyraźniej nie umknął jego uwadze, ale nie odpowiedział od razu, jakby również zastanawiał się czy podchwycić przynętę i podsycić ogień z którego strzeliła w jego stronę ta pojedyncza iskra, czy też odpuścić. Do tej pory odpowiedź na to zwykle była oczywista i natychmiastowa, ale tym razem po krótkiej chwili ciszy mężczyzna tylko parsknął kpiąco pod nosem i opuścił wzrok z powrotem na dane.
- Każdy bunt zaczyna się od kiepskiej kawy - odparł zamiast tego. Przesunął palcem po ekranie, wywołując jeszcze raz, któryś z plików, który zwrócił jego uwagę. Upłynęło kilka sekund, po których jednak najwyraźniej samokontrola mężczyzny się wyczerpała, uwalniając jego naturalne instynkty, bo dorzucił sarkastycznym tonem: - Pamiętaj o tym, gdy będziesz szukała sobie następnego okrętu i będziesz składała CV na Anathemę.
Temat jego siostry przesłonił na chwilę rozmowę, ale był na tyle blisko związany z ich celem na końcu podróży, że naturalnie przeszedł z jednego w drugi. Rhys poprawił się lekko na łóżku, przyjmując jej słowa z lekkim uniesieniem brwi, po czym pokręcił głową.
- I tak jestem zaskoczony, że udało się uzyskać aż tyle - odparł, błądząc wzrokiem po wyświetlaczu. Blask omni-klucza odbijał się w jego tęczówkach, rzucając na twarz nienaturalne światło, które odsłaniało kilka mniejszych zadrapań. - Nawet jeżeli moja siostra nic nie znajdzie, to mamy jakieś poszlaki. Wiemy skąd Valor przyleciał. - Odchylił ramię z omni-kluczem, żeby pokazać Hawk to co oglądał, ale ten ruch musiał być niewygodny dla jego obolałych ramion, więc zamiast tego przysunął się nieco w jej stronę i przełączył wyświetlacz w tryb ogólnego hologramu, który zawisł nad jego dłonią. Obraz pokazywał pliki z sekcji nawigacyjnej, które Sayia podzieliła na daty; szereg cyferek i bitów nic Hawk nie mówił, ale widać było, że Rhys nie do tego dążył. - Hydra, Iera, Maskim Xul. Systemy z Przekaźnikami kolejno w Argos Rho, Morzu Cieni i Gromadzie Nimnah, z którymi łączyły się systemy Valora. Te same przez które właśnie przelatujemy, ale w odwrotnej kolejności. Nie wiem czym jest stacja Acheron, ale jeżeli wasz John ma rację i to faktycznie są pliki nawigacji wewnątrzsystemowej, to Valor wyleciał właśnie z niej. Razem z pancernikiem - dodał, podłapując wzrok Hawk.
Jej komentarz odnośnie składania okresowych raportów sprawił, że mężczyzna skinął nieznacznie głową, zgadzając się z jej tokiem rozumowania. W jego spojrzeniu, które zawiesił na niej na dłużej, pojawił się cień zamyślenia wymieszany z czymś jeszcze - jakby jej słowa przypomniały mu, że Hawk również była żołnierzem Przymierza, znającym te same tradycje i standardy, które wiązały wszystkie okręty ludzkiej floty. I nie tylko ludzkiej, ale posiadającej coś, czego brakowało w Terminusie - dyscyplinę.
- To działa na naszą korzyść. Może właśnie się z nimi mijamy - stwierdził po chwili milczenia. - Poza tym... Może nie będziesz musiała, nawet jeżeli będą na miejscu.
Jego wzrok opadł z powrotem na wyświetlacz swojego omni-klucza, wpatrując się w zgrane pliki.
- Jak dużo macie puszek z niebieskim lakierem?

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

13 lut 2025, o 23:04

W każdej innej sytuacji słowa mężczyzny wzbudziłyby w niej jeszcze większą złość, ale tym razem nie odnalazły podatnego gruntu. Niezależnie jaką kawę by serwowała - a ta na Wraithcie naprawdę była dobra, choć nie z jej zasługi - wiedziała, że załoga nie wszczęłaby buntu na jej pokładzie. Jej ludzie nie byli dla niej pracownikami, ani nawet partnerami w prowadzonym przez nią biznesie. Miała różne odczucia względem wielu z nich, ale koniec końców to ich wolałaby mieć obok siebie każdego dnia. Pod tym względem przypominali rodzinę, a nie zlepek Terminusowskich kawałków, tworzących wadliwy i skazany na porażkę prędzej czy później system.
Już raz rzucili się za nią w ogień, kładąc na jej ramionach ciężar, którego nic nie potrafiło zdjąć. Ten sam ciężar sprawił, że w głębi ducha poszukiwała w Terminusie nie tylko upragnionej wolności, ale też sposobu, by mogła im wynagrodzić coś, co w jej odczuciu miało wartość większą niż jakiekolwiek kredyty.
Z innej za to strony, miała dość niskie zdanie o kapitanie Anathemy. Poczynając od załogi stworzonej z Terminusowskich kawałków, przez jego puszczenie statku samotnie gdy spotkał się z nią na Omedze, aż po insynuacje Kestrel i lubianą przez wszystkich Val - dostarczył jej więcej niż jednego powodu by mogła sądzić, że cieszy się mniejszą popularnością na swoim okręcie od niej na własnym. Podejrzewała też, że gdyby złożyła CV na Anathemę, dokonałaby z pomocą jego okrętu znacznie więcej od niego.
Wszystkie te myśli skutecznie wygłuszyły jej złość, pozostawiając tylko złośliwy uśmieszek na ustach pozbawiony źródła.
- Dużo promieniowania jak na kilka nagrań i poszlaki - odrzuciła pod nosem, nie zamierzając w tej kwestii się kłócić - głównie dlatego, że pomimo swojego stwierdzenia, ciekawiło ją to, co znalazł. Zerkając na zawartość swojego kubka, zastanawiała się nad jego słowami.
Stacja kosmiczna w przestrzeni Rady była jej bardzo nie na rękę.
- John nigdy się nie myli - odrzuciła głosem pełnym uczucia i ciepłych emocji - o Adamsie, który mylił się bardzo-kurwa-często, ale jakimś niesamowitym zrządzeniem losu zawsze naprawiał swoje pomyłki nim doprowadziły do katastrofy, lub zostały przez nią dostrzeżone. - Widziałam w konsoli obraz planety o cylindrycznych stacjach kosmicznych na orbicie.
Westchnęła, wplatając palce we włosy i przeczesując opadające na jej twarz kosmyki. Pytanie mężczyzny z jakiegoś powodu wydawało jej się niemniej absurdalne, jak koncepcja zaatakowania pancernika.
- Może znajdą się ze dwie jeśli chciałbyś przemalować swojego psa - odrzuciła kąśliwie, unosząc na niego wzrok. - Ale jeśli myślisz o przebraniu Wraitha w jednostkę Przymierza, to jest to kurewsko zabawne. I niewykonalne w sposób, który nie wymagałby od nas ogromnego ryzyka z listy powodów, którą mogłabym przez następne pół godziny recytować. Zaczynając chociażby od tego, że stacje kosmiczne mają pieprzone okna.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

15 lut 2025, o 14:17

Rhys skinął lekko głową, gdy Hawk wspomniała stację kosmiczną i bez słowa przerzucił pliki na jedno z nagrań, które uchowało się pośród zgranych danych. Krótki, zapętlony i zaledwie dwusekundowy obraz z kamery Valora mógł być równie dobrze i pojedynczą, nieruchomą klatką, bo zarówno odległość dzieląca okręt od widocznych na wideo obiektów jak i ich rozmiar, sprawiały, że wszystko wydawało się być nieruchome. Cylindryczne stacje, które wspomniała piratka, unosiły się w pewnej odległości od planety, która była niewyraźna i trudna do zidentyfikowania na częściowo uszkodzonym nagraniu, skryta pod warstwą wirującej atmosfery i spiętrzonych chmur gazowych. Trzy widoczne na nagraniu obiekty wyglądały niemal na nieukończone - odkryte pierścienie stali oraz łuków o nieznanym przeznaczeniu obracały się tak powoli, że kilkusekundowe nagranie niemal nie pozwalało tego uchwycić, a unoszące się między nimi drobne punkciki mogły być zarówno elementami w trakcie budowy, jak i mniejszymi okrętami roju robotników lub ochrony.
Kapitan Anathemy przyglądał się przez chwilę stacjom, nim zminimalizował obraz, najwyraźniej również nie będąc w stanie nic z niego wyciągnąć.
- Tym bardziej wiemy, że mają jakąś bazę albo dok. Żołnierz na Valorze oraz ten co go przesłuchała twoja załoga, mówili że Crusader ma po nich wrócić - przypomniał półobecnym tonem, opierając potylicę o poduszkę i przez chwilę błądząc wzrokiem po opustoszałej stacji medycznej. Nie licząc Hawk oraz Anne, która zajmowała się w ciszy raportami na jednym z terminali, sala była cicha i pusta. - Nie pilnowaliby wraków, gdyby nie mieli w tym jakiegoś celu.
Kiedy uniosła wzrok na Rhysa, dostrzegła, że mężczyzna przyglądał się jej, gdy nieświadomie przeczesywała palcami włosy, nadając czerwonej burzy trochę ładu. Jego spojrzenie niemal od razu wróciło z powrotem do omni-klucza, kiedy ich tęczówki zderzyły się na uderzenie serca; jej kąśliwy komentarz sprawił, że potrząsnął głową, na tyle zamyślony lub skupiony, by nawet nie zauważyć jej prztyczka lub by go zignorować.
- Nie Wraitha. Nadążaj, Hawkins - sarknął po chwili, od razu udowadniając, że jednak go zauważył i postanowił odbić. Jego palce przesunęły się po wyświetlaczu urządzenia, wywołując jeden z katalogów, który Sayia gdyby miała więcej czasu, to z pewnością oznaczyłaby serduszkami. Na holograficznym nagraniu pojawiły się listy certyfikatów - w większości niekompletnych i fragmentarycznych, ale i w pewnej części odzyskanych. - Dwie puszki wystarczą na przemalowanie promu desantowego. Szczególnie, gdy ktoś posiada już najpopularniejszy model Kodiaka wykorzystywany przez Przymierze, który idealnie wtopiłby się w tłum pozostałych - dodał, wpatrując się w Hawk wyczekująco. Jego palce ponownie przesunęły się po klawiaturze omni-klucza, gdy dwoma kliknięciami otworzył inny folder z tej samej sekcji bezpieczeństwa, którą udało się im odzyskać.
- I może na przemalowanie dwóch pancerzy.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

15 lut 2025, o 16:29

Zbieranie wraków z systemu przez Charona i eskortującego go Crusadera wydawało się jej zarówno specyficzne, jak i, na swój sposób, zrozumiałe. Operowanie pancernikiem było kosztowne, zdecydowanie zbyt drogie by Przymierze hobbystycznie zbierało wszystkie, pokonane przez siebie łajby w Trawersie. Z drugiej strony, nie wiedziała jakie założenie dokładnie miała inicjatywa Krucjata, a wojna z Sojuszem mogła zmienić bardzo dużo w błękitnych szeregach. Równie dobrze mogli natrafić na coś wartościowego - i mieć pełną świadomość tego, co przewoził Conflagration - jak po prostu działać zgodnie z nowymi rozkazami, powstałymi w niecodziennych okolicznościach.
W jej głowie błąkało się zbyt wiele teorii, by mogła wyłowić choćby jedną. Niektóre z nich były im bardziej przychylne od innych. Jeśli Crusader wyciągnął z Conflagrationa moduł, który interesował Kestrel, oraz odkrył jego przeznaczenie i potencjalny kąsek schowany w bazie Hierarchii Turian - jakkolwiek nieprawdopodobne jej się to wydawało - to mogli pożegnać się ze zleceniem tak, jak fixerka mogła pożegnać się ze swoimi koordynatami.
Propozycja Castella, ku jej ogromnej zgrozie, przemawiała do jej listy priorytetów i racjonalnego spojrzenia na ich sytuację. Nie była skłonna wlatywać Wraithem prosto w układ z pancernikiem Przymierza, w przestrzeni Rady Cytadeli, wprost na samobójczą misję dla kredytów oferowanych jej przez Kestrel. Czym innym było jednak dla niej zaryzykowanie samą sobą. Żyła w bardzo śmiałym przeświadczeniu, że wpadła w swojej przeszłości w tak głębokie dziury pełne gówna, że niezależnie od tego ile będzie go w następnej - prawdopodobnie poradzi sobie w ten czy inny sposób. Będąc na pokładzie pirackiej łajby, wśród ludzi, których uważała za swoją rodzinę i za których czuła się odpowiedzialna, stawała się bardzo ostrożną i wykalkulowaną osobą. Bez poczucia zagrożenia, które jej działania mogły przynieść dla całego jej świata, czuła znacznie większą swobodę działania, przestrzeń do oddechu, do popełnienia błędu i odrobiny lekkomyślności.
Ale zupełnie innego rodzaju napięcie wkradło się do jej ciała pod wpływem jego słów. Słów, które rezonowały w jej pragmatycznej części umysłu, z którymi być może była skłonna się zgodzić. Słów, które otarły się niebezpiecznie blisko tej zaryglowanej szuflady w głębi jej duszy, do której upchała całe morze emocji i żalu, i do której nigdy w życiu nie zamierzała zaglądać.
- Chcesz wlecieć do Argos Rho podając się za dwójkę ocalałych żołnierzy z Valora? - spytała z powagą, która obdarła ją z jakiejkolwiek złośliwości i humoru. Nagła, paląca potrzeba w jej sercu wprawiła jej umysł na zupełnie inne obroty, poszukując każdej dziury w planie, która mogła pozwolić jej wyrzucić go do kosza jeszcze zanim wykiełkuje. - Gdy tylko wejdziemy na stację, potwierdzą naszą tożsamość. Przy optymistycznym założeniu, że w inicjatywie Krucjata luźniej podchodzą do swoich obowiązków i nie sprawdzą naszych danych biometrycznych, będziemy musieli zdjąć hełmy - dodała. Nie uważała się za gwiazdę w szeregach Przymierza, ale widziała zbyt wiele swoich listów gończych by przyjąć, że na całej stacji raportującej o ich powrocie nikt nie rozpoznałby jej twarzy. - Jeśli mielibyśmy podać się za kogokolwiek innego, potrzebowaliśmy wiedzieć cokolwiek na temat tej inicjatywy poza tym, czego dowiedzieliśmy się na pokładzie Valora. A dowiedzieliśmy się niewiele.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

16 lut 2025, o 01:13

Rhys wzruszył nieznacznie ramionami po jej pytaniu, jakby zdawał sobie sprawę jak to brzmi. Jego wzrok pozostawał jednak uważny, gdy przyglądał się Hawk. Na jego ustach również nie znajdował się już uśmiech, jakby cała powaga sytuacji tego co proponował, mu nie umknęła - zarówno ta dotycząca piratki z jej przeszłością, jak swoja własna. Anathema była fregatą, która należała kiedyś do Przymierza, w tej czy innej formie, a to nie rozstawało się łatwo i chętnie ze swoimi statkami. Przeszłość Rhysa stanowiła niewiadomą w nieco mniejszej części niż jego siostry, ale cokolwiek się w niej znajdowało, również nie mogło dawać mu powodów do lekkiego wkraczania na terytorium swoich dawnych towarzyszy.
- Mamy wszystko co do tego potrzeba. Włącznie z dobrym alibi - odparł po chwili milczenia, wskazują lekko dłonią najpierw w stronę żeber Hawk, a potem w swoją własną. Ich stan zdrowotny pozostawiał wiele do życzenia, ale mógł stanowić dobrą podkładkę pod jakąkolwiek historię próbowaliby sprzedać. - Słyszałem jak poradziłaś sobie z Quebui i widziałem jak działa twoja taktyka w zaskoczeniu Valora. Jesteś dobra w takie rzeczy, Hawkins.
Słowa mężczyzny były wypowiedziane neutralnym tonem, a jego mina nie uległa zmianie, chociaż podejrzewała, że ostatnie zdanie kosztowało go nieco więcej wysiłku niż pozostałe - o ile powaga sytuacji oraz potencjału jego planu, nie sprawiły, że zdecydował się na nieco więcej szczerości niż zwykle.
- Dane biometryczne można oszukać, włosy przefarbować. - Omni-klucz Rhysa zgasł, gdy kapitan Anathemy go wygasił. Podsunął bliżej pod siebie nogę i pochylił się lekko do przodu, obserwując Hawk. W jego głosie nie było już ani kpiny, ani sarkazmu, a jego skupienie było pełne. Niemal odruchowo podchwycił jej bombardowanie tego planu i wyszukiwanie dziur, płynnie dołączając do tej burzy mózgów jako naturalna przeciwwaga - ta która próbuje znaleźć rozwiązania tam, gdzie ona testowała wytrzymałość ich pomysłu oraz braki. - Z dostępem do części będę w stanie zrobić coś, co zakłóci na krótką chwilę czujniki. Jeżeli chodzi o wygląd, to nie mamy czasu na rekonstrukcję Łazarza, ale zmiana barwy włosów i fryzury, może nawet dodanie jakiegoś siniaka, powinny wystarczyć. Resztę załatwi rozsądek - dodał, przekrzywiając lekko głowę. - Nawet jeżeli ktoś skojarzy nasze twarze z listami gończymi, to kto uwierzy w to co widzi, zamiast założyć zwykłe podobieństwo? Kto pomyśli, że poszukiwana piratka faktycznie znajduje się w samym sercu stacji Przymierza, po drugiej stronie galaktyki od Terminusa, ubrana w żołnierski pancerz i idąc sobie radośnie korytarzem bez pirackiej obstawy? Gdybyś ty dostrzegła asari podobną do Radnej w sercu Zaświatów, ubraną w strój tancerki i wywijającą biodrami, to założyłabyś, że nakryłaś Radną w jej sekretnym hobby, czy że niektórzy wyglądają podobnie?
Rhys cofnął się lekko i oparł plecami z powrotem o poduszkę, marszcząc lekko brwi. Skrzywił się lekko, być może w następstwie jakiegoś ze swoich obrażeń, a być może po prostu ze świadomości o czym rozmawiają.
- To prawda - mruknął, przyznając jej rację pod kątem ich ograniczonej wiedzy. - Dlatego musimy porozmawiać z moją siostrą. Sześć godzin to wystarczająco wiele czasu, żeby coś udało jej się wygrzebać.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2025, o 13:31

Ruch dłoni mężczyzny, wskazujący jej żebra i sugerujący nieidealny stan, w którym się znalazła, wywołał w niej bezwiedną, obronną reakcję. Zmrużyła oczy spoglądając na niego, prostując nieznacznie jakby miało jej to w jakiś sposób pomóc, a jemu udowodnić, że wcale nie było z nią tak źle. Nie miała żadnego problemu w kreowaniu własnych słabości w celu ich wykorzystania - ale myśl, że mógł na nią spoglądać i widzieć tą prawdziwą wprawiła ją w złość.
- Patologiczne kłamstwa stoją zaraz obok mojej kiepskiej higieny osobistej - odrzuciła kąśliwie, przekształcając komplement w obelgę w ciągu jednego uderzenia serca. Gdzieś z tyłu głowy miała świadomość tego, że mężczyzna tym razem nie zamierzał jej obrazić, że być może ten komplement prześlizgnął się w jego słowach w formie argumentu, ale brzmiał tak obco w jego ustach, że odruchowo w niego nie uwierzyła.
Włosy przefarbować.
- Nie. - odpowiedź wydarła się z jej ust tak szybko, jak tylko mężczyzna zakończył słowo - tak szybko, że zaskoczyła nawet nią samą.
Nie było w tej odpowiedzi niczego racjonalnego. Zaledwie kilka godzin temu Wraith z pomocą Anathemy zniszczył krążownik Przymierza. W skali ostatnich wydarzeń, przefarbowanie tymczasowe włosów wydawało się śmiesznie proste. Jeszcze kilkanaście dni temu poruszała się po kolonii w Mindoirze, a jej długie włosy okalały jej twarz brązowym całunem. Już wtedy, spoglądając w lustro czy słysząc komentarze Adamsa, nieprzyjemne wrażenie zagnieżdżało się w jej trzewiach. Była skłonna to zrobić, tak samo jak potrafiła zdusić to wrażenie głęboko w sobie i nie poświęcać tamtym wydarzeniom ani jednej, zbędnej myśli z perspektywy czasu. Przefarbowanie włosów wydawało się najprostszym i najmniej inwazyjnym sposobem na uwiarygodnienie planu, który, ku jej przerażeniu, miał szansę powodzenia.
Ale nie wtedy, gdy jej pancerz miał przybrać błękitną barwę. Gdy miała wsiąść na pokład przemalowanego Kodiaka i wmaszerować prosto na stację, podając się osobę, którą była kiedyś nie była. Czuła wzbierające w sobie zaprzeczenie, stosunkowo małą wątpliwość, która z każdym jego zdaniem rosła do panicznego zapierania się nogami o ziemię. Jeszcze kilka minut temu wzięła jego propozycję za kolejny, szalony plan, który mogłaby skontrować własnym, znacznie lepszym i sensowniejszym. Gdy dotarło do niej, że on już nie kiełkował, a przebijał się przez sufit Wraitha prosto do zagrzebanych w nim systemów Neptuna, jej serce przyśpieszyło gwałtownie.
- Nie pisałam się na to. Na żadną z tych rzeczy. Kestrel mówiła, że ryzyko dla nas jest niskie. Że cokolwiek zrobimy, wróci najwyżej do niej, do jej klientki, ale nie do nas. Tymczasem rozwalamy krążowniki i wpakowujemy się do przestrzeni Rady - warknęła, czując, jak jej głoś unosi się, słowa przyśpieszają. Jej palce zacisnęły się na kubku z kawą. - Nie pisałam się na walczenie z Przymierzem i angażowanie w waszą popieprzoną wojenkę. Po co w ogóle jest wam Wraith? Po co wam jestem ja? Sojusz rozpierdala całe systemy, ale potrzebuje Kestrel, a Kestrel potrzebuje pirackiej łajby? Co w ogóle jest w tej jebanej placówce Czarnej Straży? - syknęła, mierząc go spojrzeniem. Jej noga, wcześniej założona na drugą, zjechała w dół, but uderzył o podłogę. - Po co przebierać się w żołnierzyków i tam wchodzić? Twoja siostra powiedziała, że jeśli umrę, wyciągniesz sobie z wraku Wraitha jej chip. Rozwalcie stację w drobny mak i wybijcie wszystkich w środku. Przylecę i wyciągnę dla twojej siostry moduł ze stosu ich trupów.
Nie zorientowała się, kiedy wstała, a drżenie wkradło się do jej głosu tak, jak czerwone kosmyki zakradły na przód, przysłaniając jej wzrok. Odsunęła je wściekle, gdy nieprzyjemne wrażenie w jej trzewiach błogo zniknęło w targających nimi płomieniach.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2025, o 20:36

Nagłe zaprzeczenie sprawiło, że Rhys podniósł na nią wzrok i zmarszczył brwi, nie będąc pewnym do którego z punktów jego planu się odnosi. W miarę jednak jak jej złość i napięcie rosły, a atmosfera w pomieszczeniu uległa zmianie, musiało do niego dotrzeć, że jej wściekły protest dotyczył całości - o wiele większej niż tylko to, co czekało ich na końcu wylotu z tunelu między Przekaźnikami. Zmrużył lekko oczy, ale nie przerwał jej, gdy warknęła pierwsze swoje pytanie, a potem kolejne, wylewające się z niej jak gdyby coś zburzyło trzymające ją tamę. Dostrzegła jak jego własne ciało odpowiada podobnym napięciem; mięśnie mężczyzny napięły się pod koszulką, głowa lekko opadła, a szczęka zacisnęła, jak gdyby spodziewał się, że wraz z uderzeniem buta kobiety o podłogę, ta rzuci się na niego w nagłym ataku. W jego spojrzeniu błysnęła irytacja, ale także coś jeszcze, coś co na krótką chwilę powstrzymało go od odruchowej riposty.
- To Terminus, Hawkins. Nie ma tu czegoś takiego jak niskie ryzyko - odsarknął na jej słowa po chwili milczenia, gdy podniosła się gwałtownie z krzesła. Uniósł głowę, żeby móc na nią spoglądać, po czym obrócił nogi i spuścił je na podłogę. - A na co się pisałaś? Na łatwy zarobek, orżnięcie pracodawcy przy pierwszej lepszej okazji i zarobieniu jak najwięcej jak najmniejszym kosztem? Amerykański sen w wydaniu Terminusa?
Łóżko zatrzeszczało cicho, gdy mężczyzna się podniósł. Zrobił to powoli i skrzywił się lekko, gdy pomimo jego rozdrażnienia, ból obrażeń najwyraźniej przebił się do jego umysłu na tyle, że żadna maska nie potrafiła go powstrzymać, ale i tak wyprostował się i obrócił w stronę piratki. Jego spojrzenie opadło na nią, odwzajemniając jej ciskający gromy wzrok na tym samym poziomie. Mniej więcej.
- Co chcesz ode mnie usłyszeć? Że Kestrel załatwi wam anonimowość, że nikt was z tym nie powiąże? - zapytał, już spokojniejszym tonem, w którym wciąż jednak pobrzmiewała irytacja. - Musisz o tym pogadać z nią, a nie ze mną. Ja nie mogę dać ci odpowiedzi na żadne z tych pytań. Ale jakbyś nie zauważyła, to wszystko się spierdoliło już od samego początku. Nasza robota miała polegać tylko na poleceniu ze mną do placówki Czarnej Straży, ni mniej, ni więcej - warknął, również w nagłym przypływie frustracji, która wyrwała się ponad jego trzymane z trudem w ryzach emocje. - Ale plany pierdolą się w Terminusie codziennie. Nic nowego.
Za ich plecami zatrzeszczał cicho fotel. Pomocnica Vinnet, wycofała się dyskretnie, udając, że zabiera jakieś datapady w stronę drzwi, ale na jej twarzy odbijała się słabo ukryta nerwowość oraz obawa przed znalezieniem się w sercu czegoś, co nie było ani bezpieczne, ani zdrowe.
- Myślisz, że ja mam ochotę tam lecieć? Albo zabijać żołnierzy Przymierza? - rzucił zimno, machnąwszy ręką w stronę ściany. - Nasza popieprzona wojenka już się zaczęła. Jak myślisz, ile czasu minie nim Przymierze rzuci się na Terminusa? Sojusz wysadził cały pieprzony system gwiezdny! Ile czasu biurokratyczna taśma będzie powstrzymywać ludzi, nim okolice Omegi zaroją się od statków takich jak Crusader albo Valor? Gdy takich potyczek i statków jak Wraith walczących z krążownikami każdego dnia będzie kilkadziesiąt? Gdy nigdzie nie będzie bezpiecznie? Conflagration znajdował się poza przestrzenią Przymierza, a patrz jak skończył. Granice już się przesuwają.
Opuścił dłoń i zacisnął szczękę. Jego klatka piersiowa również unosiła się nieco szybciej, ale wciąż stał sztywno i wpatrywał się w kobietę.
- Zanim przylecimy tu ze statkami floty, drugiego chipu może już dawno nie być albo możemy go rozjebać przypadkiem w trakcie niszczenia i wybijania wszystkich w drobny mak. Nie mówiąc już o cholernym pancerniku, z którym, wyobraź sobie, ja też nie planuję walczyć. Chcesz więcej kredytów? Albo zrezygnować? Gadaj z moją siostrą - powiedział oschle. - Nie mam jak cię do tego zmusić. Ale wejście na tą stację, to nasza jedyna szansa, żeby odzyskać chip zanim będzie za późno i zanim to wszystko pójdzie na marne. Jeżeli będę musiał, to zrobię to sam.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2025, o 21:09

Słowa mężczyzny odbijały się echem nie tylko od ścian mesy, ale i od niej samej. Śledziła spojrzeniem jego sylwetkę gdy zsuwał się z łóżka, z trudem prostując pomimo doznanych obrażeń. Wściekłość chwyciła jej ciało w swoje objęcia, przekształcając je w kamienną figurę. Zaciskając palce na trzymanym przez siebie kubku, jednocześnie zapomniała o jego istnieniu. Szmer nerwowo poruszającej się asystentki Vinnet ledwie przedarł się przez huk, który wypełniał jej czaszkę.
Gdzieś w głębi duszy odnajdywała w tym komfort. Namiastkę spokoju podobną do tego wrażenia, gdy w morzu ciemności natrafiało się na coś znajomego. Płomienie spalające ją od wnętrza na popiół zastąpiły uczucia, które pojawiły się na myśl o włożeniu błękitnego pancerza i przefarbowaniu włosów. Napięcie i ból, które im towarzyszyły, przekształciły je w zaledwie blade wspomnienie, upchane z powrotem do miejsca, które nie miało nigdy ujrzeć światła dziennego. Złość była łatwa, znajoma.
Przede wszystkim jednak, złość wypierała wszystko inne.
Nie oczekiwała od niego odpowiedzi na żadne wyrzucone przez siebie pośpiesznie pytanie. Zdawała sobie sprawę z tego, że równie dobrze mogła wykrzyczeć je prosto w ścianę, a mężczyzna nie był odpowiedzialny za to zlecenie, jedynie jego siostra. Był tylko postronną ofiarą, gdy wykiełkowany plan przedarł się do miejsca w jej duszy, do którego nic nie powinno mieć dostępu. Jej umysł wyrwał się z okowów, rozpaczliwie poszukując powodów, dla których mogłaby odmówić zrobienia tego, czego od niej oczekiwał. Gdy nie znalazł racjonalnych, przyparty do muru sięgnął po broń.
- Dlaczego cię to w ogóle obchodzi? - warknęła w odpowiedzi, słowa same zatańczyły na jej języku, domagając się ujścia. - Nieustannie powtarzasz jaki jest Terminus. W każdej pieprzonej konwersacji wyrażasz swoje zdanie na ten temat. Skąd miałbyś to wiedzieć, Castell?
Jego załoga być może reprezentowała przekrój Sojuszu, ale Kestrel i jej brat zdawali się tak odmienni od niego, jak tylko się dało. Fixerka swoim podejściem, próżnym idealizmem i spokojnym usposobieniem. Jej brat wszystkim innym - jego charakter nadętego dupka przeświadczonego o swojej wyższości nad otoczeniem wpasowałby się idealnie, gdyby nie to, że ów wyższość nad resztą mieszkańców Terminusa naprawdę posiadał.
Co w jej oczach czyniło go tym bardziej niemożliwym do zniesienia.
- Myślisz, że jesteś jego częścią? Ze swoją bogatą siostrą, która sprawiła ci błyszczący okręt? Ze swoim najlepszym sprzętem i, podejrzewam, kurewsko drogim psem? Myślisz, że reprezentujesz jakąkolwiek część Terminusa? Że rozumiesz, jak to jest w nim żyć i pracować? - czerwone lampki zapaliły się jej z tyłu głowy gdy wystąpiła o krok naprzód, zadzierając głowę by nie przerywać kontaktu wzrokowego z mężczyzną, który stał się samym środkiem jej wściekłości. - Terminus jest robieniem podłego gówna tylko po to, by zarobić na swoje utrzymanie. Jest codzienną walką o przetrwanie pomiędzy gównianymi warunkami życia, gorszymi klinikami z brakiem dostępu do leków i ludźmi wykorzystującymi każdą twoją słabość.
Jej nadgarstek zaswędział w miejscu, w którym spod rękawa wychylał się wytatuowany kod kreskowy.
- Gówno wiesz o Terminusie, Castell - syknęła ze złością, która przekształcała jej ból w żebrach w pieszczotę. - To, że wypierdolili cię z Przymierza, Cerberusa czy innego gówna, w którym byłeś wcześniej, nie zmienia cię w jednego z tych, którzy żyją tu od lat bez nieskończonego źródełka pieniędzy do dyspozycji.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2025, o 22:35

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Tęczówki mężczyzny wydawały się błyszczeć w bladym, nienaturalnym świetle jarzeniówek, ale widoczna w nich irytacja była nie mniej widoczna. Po tym jak emocje piratki zerwały się z uwięzi, wyrzucając z niej kolejne słowa, ta irytacja jednak zaczęła coraz bardziej płonąc o wiele jaśniejszym i gorętszym ogniem - jakby pożoga w duszy kobiety oraz strzelające z niej iskry wpadały do jego własnych myśli, podsycając czający się tam żar i zamknięte własne demony. Być może to ból sprawił, że jego lont stał się jeszcze krótszy niż zwykle, a maska łatwiejsza do zerwania, bo z jego krtani wyrwało się warknięcie tak gardłowe, że niemal przypominało to, które mogło należeć do prawdziwego - mechanicznego czy nie - wilka.
- Myślisz, że tego nie wiem? Myślisz, że skoro żyjesz tu o rok dłużej, to znaczy, że doświadczyłaś już wszystkiego co ten kurwidoł ma do zaoferowania, a reszta nie wie o czym mówi? - Jego ciało ruszyło się do przodu, gdy niemal nieświadomie zrobił krok ku niej, zmniejszając dzielącą ich odległość w lustrzanym odbiciu jej własnego gestu. Był wyższy od niej o pół głowy, ale gdy stali tak niemal nos w nos, mierząc się pełnymi furii spojrzeniami, ta różnica zdawała się gdzieś zniknąć.
Żadne z nich nie zarejestrowało cichego szumu zasuwanych drzwi skrzydła medycznego, za którymi zniknęła pospiesznie przestraszona Anne, najwyraźniej uznając, że jakiekolwiek praktyki robiła u Vinnet, to nie były one warte znajdowania się w jednym pomieszczeniu z dwoma siłami nastawionymi na agresję.
- Bardziej niż ty - syknął od razu na jej zarzut, jak pies który rzucił się do przodu pomimo trzymającego go łańcucha. Jego dłonie zaciskały się w pięści, napinając bandaże na przedramionach i z pewnością wywołując w nich ból. Niewielka, blada plama szkarłatu zaczęła się przebijać przez jeden z nich. - Chełpisz się swoją walką o przetrwanie i parszywym losem, ale to gówno prawda. Twój start nie mógł być łatwiejszy. Uciekłaś do Terminusa mając swój statek, swoją załogę. Nawet swoją renomę. Chcesz się licytować na gówniane warunki do życia? Na to co trzeba robić, żeby tu przeżyć?
Jego ciało zadrżało, ale nie z powodu bólu, który musiał czuć stojąc wyprostowany jak struna, a wściekłości, która go napędzała. Ogień, identyczny do tego, który płonął we wnętrzu Hawk, lśnił w jego oczach, gdy pochylił się ku niej jeszcze bardziej, niemal stykając się nosem z jej własnym.
- Próbowałaś żyć na ulicy obcej stacji bez ani jednego kredytu przy sobie, bojąc się pościgu w każdym cieniu? Musiałaś wyrzucić do rynsztoka swoje własne przekonania i zasady, żeby zarobić chociaż na pół kromki chleba, wiedząc, że i tak nie będziesz jej mogłaś zjeść? Żegnałaś swój okręt na cmentarzysku stali, patrząc jak jego resztki rdzewieją i niszczeją? Grzebałaś przyjaciół, których sama musiałaś zabić, żeby przeżyć? - Niski warkot, który wydobywał się z płuc mężczyzny, obniżał temperaturę pomieszczenia. Cichy szum sprzętu medycznego ginął w tle bzyczącego roju myśli, który teraz zdawał się otaczać ich dwójkę. - To źródełko jest zbudowane na takiej ilości krwi, brudu i wyrzeczeń, że mam prawo mówić co mi się podoba o Terminusie.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2025, o 23:32

Gdzieś przez chmurę, która wraz z furią przysłoniła jej trzeźwość myślenia, przedostał się wątły blask zaskoczenia. Mężczyzna nie ustępował jej kroku w każdej mikroagresji, która wykwitała między nimi przy każdej sposobności, ale ten rodzaj ognia był powierzchowny. Był chwilowym uderzeniem nerwów, które znikało w ułamku sekundy, rozładowane kąśliwym komentarzem czy zawoalowaną obelgą. Do samego końca nie spodziewała się, że zdoła naprawdę wyprowadzić go z równowagi.
Nie sądziła, że i ona z niej wypadnie.
Nie spostrzegła gdy zostali sami, pozostawieni przez asystentkę lekarki, która, w przeciwieństwie do Veronique, nie zamierzała przerywać ich kłótni i siłą upychać Castella do łóżka. Jej serce przyśpieszyło nieznacznie gdy wściekłe spojrzenie napotkało jej własne. Z ust wyrwało się krótkie, drwiące prychnięcie na dźwięk jego słów. Nie znalazły podatnego gruntu. Nie znalazły się nawet w pobliżu struny, o którą mogłyby zawadzić. Wszystko co mówił było tak dalekie od prawdy, że drwiąca odpowiedź wydostała się z jej ust porywem instynktu. Niedorzeczność jego stwierdzeń przysłoniła nawet światło, którego odrobina padła na jego przeszłość, choć podświadomie zanotowała każdy detal, chłonąc informacje na jego temat jak gąbka.
Był ostatnią osobą na tym okręcie, któremu musiałaby cokolwiek udowadniać. Opinia mężczyzny na jej temat była tak daleka od obszaru jej zainteresowań, że nie widziała żadnego powodu, dla którego powinna mu odpowiadać. Nie tłumaczyła się przed ludźmi jego pokroju. Nie potrzebowała, by spojrzeli na nią nie przez pryzmat reputacji i treści listów gończych. Wręcz przeciwnie. Słowa Castella rysowały obraz, który własnoręcznie stworzyła, który podtrzymywała i pieczołowicie pielęgnowała, nie wyprowadzając nikogo z błędu. Widziała wartość w sposobie, w jaki postrzegali ją ludzie. W kimś, komu życie w Terminusie przyszło z łatwością, kto wyszarpał dla siebie miejsce przy wodopoju nie przelewając własnej krwi i nie tracąc zbyt wiele potu.
Nie było żadnego powodu, dla którego miałaby rujnować ten obraz w tej chwili.
- Miałam szesnaście lat kiedy wylądowałam na Omedze z obrożą na szyi - wycedziła wbrew sobie, nie wiedząc, gdzie zacierała się linia między jej rozgrzaną skórą a bijącym od męskiego ciała ciepłem. Powietrze stało się rzadsze, gorące, wymuszało pośpieszny oddech, jak gdyby w dystansie między nimi nie było na nie miejsca. - Mój statek? Reputacja? Poświęciłam całe cholerne życie żeby to zbudować własnymi rękami. Nie masz pojęcia, ile krwi musiałam przelać i do kogo należała. Niczego o mnie nie wiesz.
Jej przeszłość przykrywał błękit munduru, ale nakreślenie różnicy między nimi przez pryzmat idącego za tym bohaterstwa nie przeszło jej nawet przez myśl. Spędziła wiele lat w wojsku. Nie walczyła gdy należało się zamknąć. Odwracała wzrok, gdy tego od niej wymagano. Była perfekcyjna.
Instynkt podpowiadał jej, by odsunęła się na racjonalny dystans. Ale odległość między nimi stała się jakąś idiotyczną grą, której nie zamierzała przegrywać. Przekrzywiła głowę, ignorując ułamek sekundy, w którym jej nos otarł się o drugi. Słowa, które pojawiły się w jej głowie, zmieniły temperaturę z jednej skrajności w drugą, nadając zieleni jej tęczówek jadowicie chłodnego odcienia.
- Założę się, że twojej siostrze rozpierdolenie tego zajęło mniej, niż jeden wieczór - syknęła zimno w reakcji na ciepły, męski oddech muskający jej usta. - Terminus zmusza cię do wyrzucania przekonań do rynsztoka, ale zgaduję, że Iluzja nieźle za to płaci.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

18 lut 2025, o 12:58

spostrzegawczość
<30 + 10 [reasons] = 40
Rzut kością 1d100:
28
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

18 lut 2025, o 13:22

Złość Catella przypominała jej własną, pulsując naprzemiennie miedzy stanami gorącego, parzącego ognia, którego agresywne języki groziły rozprzestrzenieniem się dookoła i spalenie wszystkiego na swojej drodze, a zimną furią, która potrafiła pokryć lodem słów i spojrzenia całą najbliższą okolicę. To co jednak do tej pory było tylko smagnięciem kilku iskier z daleka lub objawem odkładającego się szronu, teraz przypominało pożogę napierającą na coraz słabsze mury lub zamieć uderzającą o okna budynku z wyciem i siłą grożącą zerwaniem dachu. Jego dłonie zaciskały się z taką siłą w pięści, że jeden z bandaży zdążył już przesiąknąć czerwienią, ale żadne z nich nie wydawało się tego zauważać. Brak osoby trzeciej, która mogłaby ich powstrzymać, zdawał się tylko potęgować to uczucie. Jeżeli mężczyzna zorientował się, że był to pierwszy moment, gdy naprawdę zostali sami, to była to myśl, która ledwo mogła się przedrzeć przez jego wściekłość oraz wyprowadzoną równowagę.
Coś jednak się przedarło.
Słowa Hawk musiały trafić w jakiś obszar jego myśli, który sprawił, że ogień w jego oczach nieco przygasł. Cień emocji, która mogła być zaskoczeniem lub czymś jeszcze innym, prześlizgnął się po jasnych tęczówkach, lawirując między płomieniami i zmniejszając ich intensywność. Wystarczająco, by dłonie mężczyzny się rozluźniły, a on sam by zmrużył lekko oczy.
Nie wystarczająco jednak, by powstrzymać jego odruchy.
- Widzę dlaczego by ci się przydała ponownie. Szczególnie z kagańcem - odsarknął ostro, nie odwracając wzroku. Jeżeli zdał sobie sprawę z ich głupiej gry, to ten sam upór nie pozwolił mu się odsunąć i dać jej wygrać, mimo że ich bliskość graniczyła na ostrzu noża między wyzwaniem, a przejściem do rękoczynów. Jego tęczówki zdradziły go jednak jako pierwsze, odrywając się od jej gorejącego spojrzenia, by opaść niżej, kiedy ich nosy zderzyły się na czas krótszy niż uderzenie serca. Płomienie w jego oczach przygasły, niemal niezauważalnie zmieniając swój taniec, jak gdyby ktoś nagle poruszył karmiące je węgle, zmieniając ich niekontrolowany ruch w nowy, inny.
- Nie masz pojęcia o czym mówisz. Ty też niczego o mnie nie wiesz - odwarknął, ale zrobił to o pół tonu ciszej, jakby jego myśli na krótką chwilę zajmowało coś innego. Jego wzrok przesunął się po bliźnie przecinającej jej brew, po jej ustach, którymi niemal się stykali; jego wzrok nie wrócił do góry, chociaż mężczyzna sprawiał wrażenie, że usilnie próbuje z tym walczyć. Jej zimne syknięcie rozżarzyło na chwilę ponownie furię w jego oczach, ale ta przygasła od razu, jak gdyby został narzucony na nią jakiś limit. - Myślisz, że przed kim ukrywaliśmy się w tym rynsztoku?
On również wstrzymał oddech. Pomimo swojej ostrej wypowiedzi, której poziom ledwo wybił się ponad szum maszyn, jego głowa przekrzywiła się nieznacznie, w przeciwną stronę od tej, w którą zrobiła to Hawk. Mężczyzna pochylił się do przodu o milimetr, dwa, nieświadomie, jak gdyby przyciągany naturalną grawitacją, nim drgnął niespodziewanie i gwałtownie się wyprostował.
Jakaś część z jej słów musiała jednak trafić w coś miękkiego, bo w jego tęczówkach ponad złością, pojawiło się coś innego - tak jakby ta wściekłość została na ułamek sekundy przykryta przez gorycz i skierowana w inną stronę, znajdując cel inny niż czerwonowłosa piratka. Jakby pierwsza sugestia Hawk, chociaż rzucona po omacku, nie trafiła dokładnie w to co planowała, ale w coś wystarczająco blisko, by jej słowa poruszyły jakąś ukrytą, głęboko zagrzebaną nutę i odnalazły nieprzyjemną lukę w pancerzu. Mieszając wypowiedzianą na głos prawdę z czymś więcej, tak jakby uchwyciła wierzchołek lodowej góry i próbując nią potrząsnąć, zorientowała się, że jej o wiele większa część jest ukryta pod powierzchnią wzburzonej, targanej sztormem wody.
- Zakładaj i zgaduj sobie co chcesz, Hawkins. To co sobie myślisz interesuje mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg - odpowiedział chłodno, odsuwając się od niej o krok. Łóżko zatrzeszczało ponownie, gdy usiadł na nim z powrotem; poruszył dłonią, której bandaż zabarwił się szkarłatem, a którego pojedyncze krople zdobiły podłogę tam gdzie wcześniej stali. - Idź dowiedzieć się z czym mamy do czynienia, zanim dolecimy na miejsce i będzie za późno.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

18 lut 2025, o 14:41

Kestrel od samego początku była enigmą, czym wzbudziła jej zainteresowanie. Z początku było ono małe - zaledwie zalążek ciekawości, z powodu którego poprosiła Scotta o przyjrzenie się jej symbolowi, a załodze o popytanie o jej pseudonim wśród znajomych. Powiązanie z Handlarzem Cieni i ogromne fundusze uczyniły z fixerki tajemniczą zagwozdkę, która sporadycznie pojawiała się w myślach czerwonowłosej. Ale zlecenia dla niej miały być szablonowe - na tyle, na ile jakakolwiek robota w Terminusie mogła wpasowywać się w określone ramy. Nie potrzebowała wiedzieć zbyt wiele o swoich zleceniodawcach, dlatego też nie interesowała się osobą Kestrel na tyle, by zadawać jej osobiste pytania bądź dociekać jej przeszłości. Ta sama zasada tyczyła się jej opryskliwego, starszego brata.
Shield of Valor rozerwał te umowne ramy, w które wpasowało się przejęcie Quebui i odzyskanie chipu, napełniając serce Jean desperacką potrzebą informacji. Dowiedzenia się wszystkiego, czego tylko mogła zarówno o Kestrel, jak i mężczyźnie, który wylądował w jej stacji medycznej, planując kolejne posunięcia. Ponieważ choć nie spodziewała się Amerykańskiego snu, krążownik przekroczył granicę bezpieczeństwa, za którą czuła się komfortowo trzymana w ciemności, której zwykle od niej wymagano. Gdy stawka przebiła sufit, w myślach krążyła wokół wszystkich, drobnych rzeczy, którymi podzieliła się fixerka i każdej, zaobserwowanej przez siebie ciekawostki na temat jej brata. Chłonęła każdą jego odpowiedź, spijając słowa z ust, od których dzieliły ją zaledwie centymetry. W poszukiwaniu przewagi, zabezpieczenia, planu awaryjnego na czas, w którym to wszystko niechybnie eksploduje i zostanie wystawiona, bądź zostawiona sama sobie z konsekwencjami.
Nie znajdowała w jego ognistej reakcji przewagi. Pomiędzy językami płomieni spowijającymi ich sylwetki błyszczało niebezpieczeństwo. Dostrzegła jego zdradliwy połysk zbyt późno, wznosząc wokół siebie barierę, nie chcąc, by jego słowa przedzierały się na drugą stronę. Tak desperacko żądna odpowiedzi, teraz nie chciała ich słyszeć. Nie chciała znać jego perspektywy, nie chciała poznać jego przeszłości, dostrzegając w niej bolesne podobieństwa. Rozpaczliwie starała się przepuścić jego odpowiedzi przez swój umysł bez śladu, ale każda z nich zagnieżdżała się w jej podświadomości, malując zupełnie inny obraz od tego, który tak skrzętnie pielęgnowała w swojej głowie.
Miał rację. Niczego o nim nie wiedziała. I tak długo, jak spodziewała się odkryć za prawdą warstwę zgnilizny, pragnęła to zmienić. Ale to pragnienie wyparowało z niej natychmiastowo, jak kropla wody w zderzeniu ze ścianą ognia naprzeciw. Ponieważ jego słowa przekształcały rzeczywistość, w którą wierzyła, tworząc zupełnie inną.
Rzeczywistość, w której jego szorstkie usposobienie i wrodzona nieufność posiadały wytłumaczenie, które mogłaby zrozumieć. W której przeszłość przepleciona jadowitymi operacjami Iluzji przyniosła ze sobą cenę, której mogłaby mu współczuć. W której miejsce, do którego wspiął się wraz ze swoją siostrą, osiągnięte zostało pracą, która wzbudziłaby w niej szacunek. W której przepaść, która jak dotąd ich dzieliła, przepleciona była mostami podobieństw, a za jego wygiętym w złości grymasie mogłaby dostrzec człowieczeństwo.
Wzbraniała się przed tym, walcząc z podstępnymi myślami jak układ odpornościowy z intruzem. Zaganiając je z powrotem za mur, za którym mogłaby sprowadzić go do roli, którą pełnił w jej życiu wcześniej, starała się być ślepa na tę inną rzeczywistość i inny świat.
Ten, w którym mogłaby zastanawiać się, jakie wrażenie pozostawiłyby po sobie skąpane szkarłatem dłonie gdyby znalazły się na jej skórze.
Wzdrygnęła się, nagle boleśnie świadoma dzielącej ich odległości. Odsunęła jak oparzona od cofającego mężczyzny, ignorując huk, w jaki przekształciło się bicie jej serca, urywany oddech, który z trudem zaczerpnął powietrza. Złość wróciła na jej oblicze gdy zbędne myśli wreszcie poddały się jej woli, umykając tam, gdzie nie musiała ich dłużej znosić. Przez krótką chwilę milczała, nie wiedząc, jaką obelgą powinna się posłużyć, tym bardziej zirytowana własną niemożnością sformułowania odpowiedzi.
- Pieprz się - wydusiła wreszcie, ignorując to, jak chłodne stało się wnętrze stacji medycznej gdy wrócił na łóżko. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia z twardym postanowieniem, by nigdy więcej nie podchodzić do mężczyzny na mniej niż metr. W morzu targających nią uczuć wyczuwała granicę, w której zaczynała i kończyła się wściekłość - i nie podobał jej się obszar, do którego została skurczona.
Ani to, co zaczęło jej towarzyszyć.
Bezwiednie ruszyła do swojej kajuty, nie zatrzymując się na rozmowę z nikim. Dopiero gdy znalazła się wewnątrz, odstawiła kubek kawy na blat biurka i wyciągnęła drona Kestrel z szafy.
- To udało się odzyskać z mostka Valora i przeanalizować z pomocą mojej techniczki - rzuciła na wstępie, ignorując drżenie swojego głosu. Odchrząknęła, wiedziona nagłą szczodrością  przesyłając jej również dane w nieprzetworzonej, surowej formie. - I oryginalna paczka bez naszej ingerencji, jeśli miałoby to coś zmienić.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

16 lut 2026, o 16:52

Jak w fali kolejnego przypływu, stłumiona w głębi siebie złość znów wychodziła na powierzchnię na dźwięk słów jej przyjaciela. Słów pozbawionych filtra, których desperacko potrzebowały - by nie pogarszać sytuacji, która w jej głowie już osiągnęła poziom punktu zapalnego. Wszystkie cięły powietrze, choć tylko niektóre z ich ostrych końcówek sięgały do schowanego pod wieloma warstwami emocji serca.
Tak, jak adrenalina powstrzymywała jej umysł przed odczuwaniem w pełni doznanego w walce bólu, tak złość stanowiła wspaniałą zasłonę przed ranami, które zadać mogły wyłącznie słowa. W złości wydawały się płytkie, niczym drobne skaleczenia, które mogła zignorować, skupiając się na odwecie.
- Nephiett kazał ci nie protestować i posłuchałeś? Nie wiedziałam, że takie z ciebie potulne zwierzątko, Deuce - zaszydziła, wiedząc, że ostrze, którym władała, miało więcej niż jedną krawędź. - Nie brzmisz na łatwego do uciszenia w tym momencie. Czy może zaplanowaliście to za moimi plecami zanim jeszcze opuściłam ten pokład?
Jego zarzutów było zbyt wiele - a może zbyt mało, ale zbyt konkretnych - by była w stanie zwerbalizować swoją odpowiedź. Nie dlatego, że nie miała na nią pomysłów, wręcz przeciwnie. Odpowiedzi mknęły przez jej umysł jedna za drugą, podpowiadanych przez różne emocje, wiecznie ewoluujące i zmieniające się jedna w drugą, jak etapy jakiejś pokręconej żałoby.
Część z nich podyktowana była jej furią. Pragnęła zarzucić mu, że jego największy problem nie tkwił w jej planie, w ryzyku, które brała na siebie - ale w tym, że nie zapytała go o zdanie. Że wytłumaczyła swoje intencje i zamiary wyłącznie Scottowi, wiedząc, że przekonanie go będzie prostszym zadaniem, a ona nie chciała w tamtej chwili męczyć się niemożliwym zadaniem wyjaśniania zawiłości swojego myślenia Johnowi. Tkwiąc naprzeciw pilota swojego okrętu, była gotowa nazwać go egoistycznym i małostkowym.
Ale wciąż dostrzegała w jego emocjach coś znajomego.
Coś, co zaatakowało ją samą, kiedyś, w przeszłości - gdy znalazła go poza pokładem Wraitha, z karabinem w dłoni gotowego dołączyć się do walki, którą uznali za przegraną. Nazwałaby to strachem o jego dobro, ale zbyt graniczyło z oburzeniem jego bezczelnością.
Bezczelnością w zrobieniu czegoś głupiego, na co nigdy by nie przystała ze zwykłej obawy, że mogłaby go stracić.
Dlatego jej usta zacisnęły się w wąską linię, podczas gdy cisza między nimi przyciągnęła potwierdzenie wstającego oficera, obecnie przejmującego mostek.
- A jednak wciąż tu jestem - wycedziła na koniec, nim którekolwiek z nich ruszyło się do wyjścia. - Może powinieneś zostawić ocenę samobójczego ryzyka mi, a samemu skupić się na utrzymaniu pozostałych czterdziestu sześciu osób przy życiu zamiast szafować nim według swojej woli.
Nie biegła, by zdążyć wyjść przed mężczyzną. Odwróciła się, a wraz z nią odwrócił się jej wzrok. Przeniosła go na Brewera i skinęła mu głową, utwierdzając go w przekonaniu, że postępuje dobrze. Nim sama skierowała się do wyjścia, przystanęła, w połowie obrócona w stronę technika - Edgara Hilla. Jej wzrok prześlizgnął się po jego twarzy gdy zastanawiała się, w jaki sposób skomentować jego wahanie. Odpowiednie słowa nie napłynęły i zaprzestała ich szukania, zamiast tego, po kilku sekundach cichego napięcia, ruszyła do wyjścia.
- Wyjść - warknęła do personelu stacji medycznej gdy weszła do środka, odnajdując wzrokiem Vinnet. Miała wiele szacunku dla lekarki, oddając jej tę przestrzeń pod władanie - ale dziś, w jej pociemniałym spojrzeniu chowała się czekająca konfrontacja. Veronique była jedyną osobą, którą była w stanie znieść w swoim bezpośrednim otoczeniu - toteż nawet jeśli lekarka zaprotestowała, nie ruszyła do wskazanego przez nią miejsca póki pozostali nie przerwali swojej pracy, wychodząc na zewnątrz.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

17 lut 2026, o 18:29

Cisza, którą zostawiła za sobą na mostku, gdy wychodziła na korytarz, była ciężka i gęsta. Podążyła za nią na zewnątrz, ciągnąc się za nią niczym ciemny dym, który krążył dookoła jej głowy i wypełniał każdą wolną przestrzeń, którą napotkał na swojej drodze. John jej nie odpowiedział, a technik, który zawinił swoim wahaniem, odwrócił wzrok na bok pod jej napiętym spojrzeniem, tylko potwierdzając swoje poczucie winy, które dostrzegła wcześniej na dnie jego tęczówek. Kiedy zasunęły się za nią drzwi do CIB, miała niemal pewność, że milczenie będzie trwało jeszcze długie minuty, nim ktoś postanowi je złamać. Wraith nieczęsto był świadkiem sytuacji, która miała miejsce - a przynajmniej nie publicznie, nie gdy krew wciąż wrzała w żyłach u jednych, a zamarzała u innych.
Odnieśli sukces. Według każdych miar, powinni się cieszyć - cenny moduł został odzyskany, wszyscy wrócili na statek cali i zdrowi, nie mieli na ogonie pościgu.
Więc dlaczego smakował tak gorzko?
Poczuła mocniejsze drżenie pod pokładem dopiero, gdy docierała do skrzydła medycznego. Silniki fregaty zwiększyły ciąg i cały okręt się obrócił, informując o tym, że albo drugi pilot przejął główny fotel, albo Adams zmienił zdanie i wrócił do kokpitu. Po korytarzu wciąż kręcili się pozostali członkowie załogi, nieświadomi dyskusji, która miała miejsce chwilę wcześniej w głównym punkcie dowodzenia Wraitha, ale zapewne ta niewiedza nie mogła trwać wiecznie. Wieści i plotki rozchodziły się szybciej niż prawda, i pod tym kątem żołnierska fregata była niewiele lepsza od podrzędnego targu na dowolnej kolonii. Wkrótce jej obsługa miała przejść w tryb szkieletowy i czas wolny zastąpi obowiązki, umożliwiając to jeszcze bardziej. Odległe wibracje maszynowni rozchodziły się po całym statku, kierując go w stronę Przekaźnika, zgodnie z jej rozkazem.
O ile postanowili go tym razem wykonać.
Wnętrze stacji medycznej przywitało ją znajomym blaskiem białych jarzeniówek oraz lekko wyczuwalnym zapachem chemikaliów, który unosił się w każdym gabinecie lekarskim lub szpitalnym. Poza Vinnet, która siedziała przy biurku i notowała coś na swojej konsoli, znajdowała się tutaj również jej pomocnica, która kończyła dezynfekować ostre narzędzia wyłożone na jedwabnej szmatce. Kiedy Hawk wparowała do środka, Veronique podniosła wzrok, a Ann podskoczyła zaskoczona - zimne warknięcie sprawiło natomiast, że dziewczyna bez zawahania porzuciła swoje zajęcie w połowie ruchu, zerknęła w strachu na główną lekarkę, po czym czmychnęła na zewnątrz po dużym łuku, omijając swoją kapitan.
- Jeanette. - Vinnet wygasiła urządzenie i odsunęła fotel, podnosząc się. Nie wyglądała ani na zaskoczoną, ani na zdziwioną jej zachowaniem, chociaż Hawk dostrzegła w jej oczach niebezpieczny błysk irytacji - niemal odruchowy, błyskawicznie stłumiony, ale taki, który mógł mieć tylko ktoś, kto nie lubił jak jego porządek lub domena była zakłócana. Bez względu na jego źródło.
- Czego mam się spodziewać? - zapytała tylko, wskazując jej na jedno z łóżek, żeby na nim usiadła; jej wzrok błądził z uwagą po zakrwawionym pancerzu Hawk, szukając zapewne tego czy ta należała do Hawk, czy kogoś innego, podczas gdy ona sama ruszyła do najbliższej szafki, wyciągając sterylne rękawiczki. Jej tęczówki na chwilę zatrzymały się na opatrunku skrytym między włosami, niewerbalnie notując jego obecność.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3041
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Stacja medyczna

19 lut 2026, o 11:15

Wściekłość ulatniała się z niej w miarę oddalenia od Centrum Informacji Bojowych. Wkraczając do stacji medycznej, pozostały w niej wyłącznie jej resztki, z pomocą których pozbyła się zbędnego tłumu z pomieszczenia. Bez niej, w jej ciele pozostało wyłącznie odrętwienie.
Dostrzegła pełen irytacji błysk w spojrzeniu Vinnet - dostrzegła go i, tak, jak lekarka postanowiła go nie adresować. W zdecydowanej większości ich wspólnej pracy nie wkraczała na jej terytorium i pozwalała jej rozporządzać nim w taki sposób, jaki uważała za słuszny.
W tej chwili jednak jej tolerancja na członków własnej załogi znalazła się w krytycznie niskim punkcie. Była wyczerpana, zarówno fizycznie i emocjonalnie i nie chciała na sobie żadnych spojrzeń poza tym, do którego przywykła na przestrzeni ostatnich wielu lat. Vinnet była z nią niemal od samego początku.
A jednak jej wzrok też stawał się uciążliwy.
- To, co zawsze. - w jej odrętwiałym ciele czuła się obco, nie będąc nawet pewną tego, co chowało się pod ceramicznymi płytami pancerza. Ból zlewał się w jedno doznanie, którego źródła mogła wskazać z lekkim przybliżeniem, ale nie wiedząc, co stanowiło jego przyczynę.
Umknęła przed spojrzeniem Vinnet, podchodząc do jednej z szafek - zwykle wypełnionych sprzętem, lekami, całym zaopatrzeniem stacji medycznej. Wiedziała jednak, że w tej jednej podwładni Veronique zawsze chomikowali butelkę alkoholu dla własnej konsumpcji, nim ten rozleje się podczas którychś biesiad w mesie. W połowie otwarta butelka wódki była bardzo żałosnym pocieszeniem, ale gdy znalazła się w jej dłoni, była lepsza niż nic.
Odkręciła butelkę i upiła jednego, sowitego łyka nim odstawiła butelkę na stolik obok. Gorzki płyn rozlał się na jej języku, paląc w gardło, oferując doznanie inne niż to, których miała już dość. Zwlekała, wiedząc, że jej pancerz był niczym szkielet, podtrzymujący ją w tej chwili w pionie. Nie była pewna, czy byłaby w stanie w nim pozostać bez niego.
- Załatwmy to szybko - mruknęła pod nosem, sięgając do ceramicznych zaczepów - licząc na to, żę Veronique nie zatrzyma jej rozmową, na którą nie miała w tej chwili najmniejszej ochoty.

@Mistrz Areny
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13455
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Stacja medyczna

26 lut 2026, o 21:20

Vinnet nie skomentowała jej uraczenia się wódką schowaną na prywatny użytek, być może będąc zbyt pochłoniętą opracowywaniem planu bojowego na zajęcie się pacjentką, a być może po prostu wyczytując między wierszami stan mentalny Hawk i przymykając na to oko. Gdy piratka usiadła z powrotem na wskazanym miejscu, w milczeniu pomogła jej zdejmować pancerz - czyniąc to jednak o wiele delikatniej i wolniej niż w normalnych warunkach, gdy szybko się okazało, że kompozytowa konstrukcja częściowo utrzymuje obrażenia Hawk w jednym kawałku, a częściowo wręcz zespoliła się z nią za pomocą ostrych wgłębień, zaschniętej krwi oraz zesztywniałego medi-żelu - szczególnie tam gdzie przeciwpancerny kaliber wystrzelonego z Bulwarka pocisku rozerwał jej pancerz na łączeniu naramiennika z barkiem, wgniatając metal oraz węglowe drzazgi w ciało. Wspólnie, w akompaniamencie syków oraz okazjonalnych jęków bólu, pozbyły się z niej najpierw rękawic, potem naramienników, a na samym końcu napierśnika i reszty, pozostawiając ją w ciemnym kombinezonie, który w wielu miejscach był o wiele ciemniejszy niż powinien.
Vinnet nie odzywała się przez większość czasu, pomijając okazjonalne, lakoniczne polecenia, skupiona w pełni na swojej pacjentce. Hawk niemal podświadomie wychwyciła, że to co zawsze wyjątkowo nie pokryło się z oczekiwaniami lekarki - kiedy pełny przekrój obrażeń Hawk ujrzał światło dzienne, Veronique na kilka uderzeń serca zwolniła, obserwując jej rany; jej spojrzenie nabrało poważniejszej głębi, a brwi zmarszczyły się mocniej, ale nie wyraziła swoich obaw ani opinii na głos.
Minęła prawie godzina, nim Vinnet w końcu z nią skończyła. W czasie całego procesu zaaplikowała jej przynajmniej dwa koktajle medykamentów o przeznaczeniu, którym się nie podzieliła, ale przynajmniej jeden z nich musiał zawierać środki przeciwbólowe, bo cierpienie - które nasiliło się dziesięciokrotnie po opuszczeniu sztywnego pancerza - ponownie zaczęło ustępować otępieniu. Ręcznym skanerem zbadała jej obrażenia, zszyła i oczyściła te rany, które mogła, usunęła też rój stalowych odłamków po pociskach, które przebiły się przez kompozytowe warstwy pancerza, a rozpadły w trakcie, wgryzając w jej żebra i mostek. Zdjęła też na chwilę opatrunek na jej głowie, żeby sprawdzić jaką robotę wykonał Rhys, ale efekt chyba musiał być marginalnie akceptowalny, bo Vinnet nie skomentowała go w żaden sposób i założyła z powrotem na swoje miejsce, co samo w sobie było jej znakiem akceptacji.
Finalny efekt składał się bandaża, który poprzecznie owijał ciasno klatkę piersiową piratki, skrywając drobne rany po szrapnelu, drugi który opatulał jej żebra oraz trzeci, który założony krzyżowo na ramieniu i barku, skrywał zszytą ranę po największym pocisku, pęknięcie obojczyka oraz ogromny, rozpływający się na ćwierć jej ciała siniec.
Chociaż Vinnet wyraziła swoją opinię, że Hawk powinna zostać w skrzydle medycznym i odpoczywać, to sam fakt, że piratka mogła nadal chodzić i normalnie funkcjonować, sprawiał, że była to opinia pusta i zapewne bez szansy na spełnienie - i wyglądało na to, że lekarka zdawała sobie z tego sprawę, więc nie powstrzymywała jej przed opuszczeniem szpitala, a jedynie wcisnęła jej kolejne dwa pojemniki z lekami, które kazała jej brać razem z tymi z poprzedniej wizyty. Zwiększyła jej również dawkę jednego z wcześniejszych, na regenerację tkanki kostnej. Po wszystkim Hawk, niczym nie niepokojona, mogła wrócić do swojej kajuty. Korytarze powoli się wypełniały innymi żołnierzami, a okręt już od jakiegoś czasu sunął bezgłośnie przez tunel Przekaźnika - przechodząc do niego jakoś w połowie jej wizyty w stacji medycznej.
Piratka dotarła pod swoje drzwi bez żadnych niespodzianek i problemów, ale tam niespodziewanie natknęła się na jedną, która odróżniała się od zwykłej codzienności.
Pod drzwiami, ustawione dyskretnie z boku niczym paczka zostawiona przez kuriera, leżało niewielkie, wyświechtane, drewniane pudełko po herbacie - jedno z wielu, które zamawiali masowo na Omedze lub innych stacjach, gdy uzupełniali zapasy dla okrętu. To konkretne musiało żyć już na Wraithu cale lata, zapewne znajdując się w jednej z szafek w mesie i po prostu będąc co jakiś czas uzupełniane o nową zawartość. Jego krawędzie były nadkruszone, liściaste, tanie wzorki na bokach częściowo zatarte, parę inskrypcji winorośli się wykruszyło, a jeden zawias był nieznacznie przekrzywiony, przez co samo pudełko nie domykało się do końca. W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że ktoś zostawił pod jej drzwiami śmieć, ale prawda okazała się nieco inna, gdy uchyliła wieczko.
Zwykle wewnątrz pudełka mieściło się ponad sto torebek herbaty (oraz okazjonalne saszetki z innymi substancjami, które niektórzy załoganci tam ukrywali czy też przetrzymywali), które czasami ktoś wymieniał, ale obecnie jego zawartość była zupełnie inna. Po uchyleniu wieczka przez jej oczami ukazał się stos zwykłych, drobnych karteczek - każda z nich była zagięta przynajmniej raz, a część nawet dwa lub trzy razy. I na każdej wyrysowany był - różnymi charakterami pisma i różnymi długopisami - zwykły, prosty znak X.
Nie musiała liczyć, by wiedzieć, że w środku było ich czterdzieści siedem. I każda miała ten sam symbol.

@Hawk
Wyświetl uwagę administratora

Wróć do „Wraith”