
Labyrinthine
Mistrz Gry: Isha
Gracze: Luna Reyes, Skax, Jeanette Hawkins, Charles Striker Wyświetl wiadomość pozafabularną Mogło się wydawać, że na Nos Astrze ciężko jest uciec od błysku kamer. Że nieważne, gdzie by się nie poszło i nie odwróciło, jakiś system cię spostrzeże, jakiś dron nagra, a minięty dron-kurier ma przy okazji idealne systemy wykrywania twarzy. Taka była cena bezpieczeństwa na tej planecie i większość korporacji i turystów - głównego targetu tego miejsca - zdawała się ją akceptować. Znalezienie się w cieniu nie należało do łatwych zadań.
A jednak, to w cieniach się spotkali. W końcu gdyby ukrycie się było całkowicie niemożliwe, to jak inaczej korporacje mogłyby robić interesy? Nie można było zalegalizować dosłownie wszystkiego. Inaczej byłoby się Terminusem, a Ilium lubiło mówić o sobie, że jest mostem pomiędzy przestrzenią Rady, a tymi bardziej nieokrzesanymi stronami galaktyki. Najlepszym z dwóch światów, możnaby rzec. Dla niektórych pewnie nawet była to prawda.

Pierwsze ich kroki w hotelu pewnie zostały przyjęte bez entuzjazmu, ale nie było to nic szczególnie dziwnego, bo gdy dotarli, był już późny wieczór, co znaczyło, że imprezowi turyści nie zdążyli jeszcze wrócić z miasta, a ci normalniejsi już szykowali się do snu. Personel przy recepcji przyjął ich cicho i dyskretnie, jednocześnie jednak reagując na informację kogo dokładnie szukali ze swego rodzaju niepokojem, jeśli nawet nie nazwać tego niechęcią. Spotkali się pewnie dopiero w środku, chyba, że ktoś z nich podróżował razem.
Ich zleceniodawca witał ich po kolei nerwowymi skinieniami głowy. Stał oparty o kompletnie zaciemnioną za pomocą programu szybę okna o długości całej ściany. Nie mogli stwierdzić, że jest nieładny, ale ostatnie godziny ewidentnie nie były dla niego łaskawe. Zagadka jego stanu psychicznego była łatwa do rozwiązania, patrząc na jego zabrudzone włosy, koszulę, oraz...cały pokój. Widocznie zaprosił ich tu, gdzie spał, a i nawet gdyby tu posprzątać, to nie żył w zbyt komfortowych warunkach. Wziął chyba taki pokój, na jaki było go stać.
- To chyba wszyscy, którzy się zjawią. - Lekko odbił się spod szyby i wyprostował plecy i barki, by wyjść na bardziej postawnego. Choć przy Strikerze nie mógł za takiego uchodzić, to nie był wcale niski. - Znaczy się, wszyscy. Nikt inny się nie odezwał - parsknął.
W jego śmiechu dostrzegli pole walki między desperacją a potrzebą wyglądania tak, jakby nadal miał kontrolę nad sytuacją. Patrząc na to, że ledwo co sprawiał pozory, albo poddał się w tej bitwie, albo był do niej bardzo słabo wyposażony. Prowadziło to jednak do jednej konkluzji - ich zleceniodawca był cywilem.
- No cóż, skoro tak, to zaczynajmy - chrząknął. - Nazywam się Colm Qualley i trzy dni temu, do mojego domu ktoś się włamał. Dzień przed tym, mój partner zaginął. Jak... - Zniżył wzrok, obracając między dłońmi kubek kawy. ...idzie się pewnie domyślić, Służby Porządkowe Nos Astry nie były zbyt pomocne.
Zatrzymał się na chwilę, chyba bardziej z niepewności, niż czegokolwiek innego.
- Jestem naukowcem. Jules, w sensie, mój chłopak też. Pracujemy dla Fundacji Delta Pavonis, to sektor kolonizacyjny.
Delta Pavonis było w większości ludzką korporacją. To nie było nic niesłychanego, by operowali na Ilium, w końcu formalnie nie była to planeta Asari, a kolonia korporacyjna, ale na pewno nie mieli tu wielkich wpływów i Striker, jako weteran takich spraw, był o tym całkiem przekonany.
- Mówię wam to dlatego, że to mogło być porwanie, nie zaginięcie. Albo morderstwo. Chcę, byście to ustalili. Znaleźli go, nieważne, co z nim jest. Dam wam...wszystko, czego możecie do tego potrzebować, jeśli to mam.
Jego niski głos nabrał pewnej siły, gdy to mówił. Mogli mieć sporo pytań i teraz nadszedł czas, by w ogóle zacząć je zadawać. Skinął głową ku ekspresowi do kawy. Mogli się poczęstować, jeśli chcieli.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
@Charles Striker @Skax @Luna Reyes @Hawk
















