Kłamstwo rzeczywiście byłoby wygodniejsze oraz prostsze. Jedno z tych eleganckich, dobrze skrojonych zdań, które rozwiązywały napięcie zanim to zdążyłoby się rozwinąć; coś, czym mogłaby zaspokoić instynkt żołnierza i jednocześnie zachować iluzję kontroli po swojej stronie. A jednak ostatnie wydarzenia pokazały jej, że najskuteczniejsze decyzje rzadko bywały tymi najłatwiejszymi.
Patrząc na Barnesa, chcąc nie chcąc widziała znajomy, niemal bolesny schemat towarzyszący jej na każdym kroku przez ostatnie lata. To samo zawieszenie pomiędzy obowiązkiem a bezradnością. Choć formalnie nie była już nikim - nic z tego nie zniknęło. Zmusiła się, aby w końcu oderwać spojrzenie od pleców oddalających się mężczyzn i skupić na Lexi oraz jej wesołym szczebiotaniu, które kotwiczyło ją w roli, jaką sobie narzuciła na dzisiejszy wieczór.
Cmoknęła w odpowiedzi, błądząc spojrzeniem po ścianach oraz wystroju, który cieszył oko estety.
- To najmniej prawdopodobna możliwość. Prędzej spodziewałabym się tam kolejnego żołnierza Przymierza, czy Widma na usługach Rady... - kąciki jej ust drgnęły, dławiąc przeczucie, iż mogła być bliższa prawdy, niż chciałaby być. - Nasza znajomość została ucięta, jak tylko wyszły na jaw jego powiązania z tą organizacją. Dzisiaj spłaca swój dług, musi być świadomy, że nie jestem już na pozycji, z której wycisnąłby więcej, dlatego nie uważam, że to on wysłał mi zaproszenie.
W oszczędnych słowach opowiedziała skomplikowaną relacje, która, gdyby tylko miała szansę rozwinąć się, być może ustawiłaby Fel na zupełnie innej pozycji na bieżącej szachownicy. Nie czuła jednak sentymentu do czegoś, co ledwo kiełkowało, bez trudu więc odcięła się od pewnych namolnych myśli, idąc w ślad za różowowłosą. Musnęła dłonią ciężki atlas, który oddzielał ich od tajemniczej komnaty marzeń.
- W porządku. Udam, że bardzo dogłębnie analizuje i zastanawiam się nad każdym pytaniem, abyś miała odpowiednio dużo czasu, gdyby jednak system stawiał opór... - mruknęła, przytrzymując materiał w miejscu, kiedy obie prześlizgiwały się na drugą stronę.
- ... Powinnaś unikać skorpionów - dodała rzeczowym tonem Celene, przekroczywszy próg.
Nie miała wyobrażeń na temat tego, co zastaną na miejscu. Coś, co miało być efektem wow, w jej wyobraźni nie miało konkretnego kształtu, być może dlatego nie poczuła rozczarowania po wejściu do kolejnego pomieszczenia kompatybilnego z resztą Domu Luster. Rozejrzała się po holu, na dłuższą chwilę zatrzymując spojrzenie na zamkniętych drzwiach, za którymi obecnie trwała sesja. Przemknęło jej przez myśl, czy oferują coś mocniejszego dla kurażu, ale nim podzieliła się z Valentiną swoją potrzebą, rozległ się głos kobiety zapraszający ich do wolnej kabiny.
- Baw się dobrze - rzuciła do Valeinte, chcąc jej w przelotnym spojrzeniu, którym obdarzyła kobietę przekazać, że gdyby tylko coś poszło nie tak, wystarczy, że krzyknie, a bez trudu pokona dzielącą ich ścianę. Zaczekała, aż ta pierwsza wejdzie do środka, po czym nabrała do płuc powietrza i pchnęła drzwi przed sobą.
Nie miała w zwyczaju obawiać się żadnego posiedzenia. Dlaczego więc brakowało jej pewności siebie, gdy wchodziła do miejsca, mającego być preludium obiecanej przyjemności?
@Mistrz Gry




