Wraz z ujawnieniem się Zoe z tym, że nie jest wcale idiotką, nieco odpowiedzialności spadło z Ishy, która wcześniej czuła się tak, jakby musiała zarządzać absolutnie wszystkim, ciągle. Wyglądało jednak na to, że w ostatnich chwilach została lekko odciążona. Pozwoliła sobie znowu odegrać rolę ochroniarza - kogoś, kto po prostu podąża za gwiazdą wieczoru i wygląda groźnie. Wbiegły na prom i bardzo szybko pozbyły się kogokolwiek, kto dokładnie tam siedział - to jest, Zoe się pozbyła.
- Ehe. Och, kurwa - "odpowiedziała" jakże elokwentnie. Już wcześniej skonfrontowała się z rozmiarem tej operacji. Obiecała sobie, że jeśli będzie mogła realnie coś zrobić przeciwko tej tragedii, to postąpi właśnie tak. Wyglądało na to, że Isha D'veve nie była niesłowna. Uniosła ręce wyżej, gotowa, by zacząć rozsadzać biotyką zamki po kolei, lecz została wyręczona przez o wiele bardziej praktyczną Kiru. Nie zamierzała oponować.
- Dzięki - chrząknęła. - Ochrona jeszcze jest w rozsypce! Macie szansę, wiejcie! Walczcie!
Nie była mówcą motywacyjnym i ich nie zostanie. Może ktoś bardziej charyzmatyczny przemówiłby do ludu, został nowym Spartacusem i poprowadził ich ku zwycięstwu przeciwko korporacyjnym, bogatym panom.
Ale nie ona. Isha mogła co najwyżej dać im szansę na wolność. Tyle i aż tyle. Chciałaby móc zrobić więcej, ale Wygoda była nieuczciwą panią, która żądała od niej...skupienia się na własnej pracy.
Godzinny lot minął jej bez większych rewelacji. Oparła się ciężarem całej głowy o fotel i przesiedziała tak całą podróż.
Weszli do środka. W przeciwieństwie do reszty, wiedziała już, czym jest paczka, bo została o tym wcześniej poinformowana. Skonfrontowanie się z realiami ich misji wcześniej nie znaczyło jednak, że zaskoczenie całkowicie ją ominęło. To, jak przywitała ją Gauthier, sugerowało pewną koneksję między dwójką.
- To naprawdę nie bolałoby zleceniodawcy, by kiedyś poinformować o jakimkolwiek je...o jakimkolwike szczególe - wypowiedziała znużonym tonem. - Gdzie Striker?

]














