W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Mila Račan
Awatar użytkownika
Posty: 394
Rejestracja: 1 cze 2021, o 11:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmować Muszę Albo Się Uduszę
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Horyzont
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 23.895
Medals:

[Nexus Hadesu -> Hekate] Hemera

31 lip 2026, o 23:05

Jest twoim przyjacielem. Powinien się jakoś nazywać — odparła Mila, patrząc na dziewczynkę z coraz mniej ukrywanym żalem. Ciężko było jej patrzeć na dziecko, które tak bardzo było okrojone z doświadczenia świata i z niewinności. Ponownie przypominała sobie swoje dzieciństwo i chociaż wiele żali wylewała do Przymierza, to miała w miarę normalne te pierwsze lata, zabrała ze sobą ciepłe wspomnienia i normalne wzorce. Tutaj nawet nie była pewna, czy to nie było dziecko z probówki, czy innego eksperymentu, patrząc po zdobytych informacjach.

Na statku usadowiła Rue w mesie, po czym spróbowała wstać i odejść kawałek. Widząc, jak dziewczynka trzyma się jej kurczowo, zrezygnowała ze świerzbiącej potrzeby zapalenia, osuwając się niżej na kanapie. Hełm odstawiła obok siebie, przesunęła nieco prowadnice, by broń nie przeszkadzała jej w opieraniu się. Czekała w milczeniu, czując coraz większy nacisk na ramiona i duszność w klatce piersiowej. Smuga na hełmie, która była prawdopodobnie jej własną zaschniętą krwią, na jedno mrugnięcie oka stała się czymś więcej, a zakrzep zamienił się w kawałek mózgu, który wylądował jakiś czas temu w podobnym miejscu. Wciągnęła głośniej powietrze, prostując się, ale smuga była tylko tym, małym brudem od jej palców. Kątem oka spojrzała na Rue, trochę ciemniejąc w oczach. Dopiero jej pytanie wyrwało ją z niebezpiecznej zadumy.

— [color=#804000)Striker… został posprzątać. Dołączy do nas nieco później, nie musisz się o niego martwić. Ze wszystkich poznanych osób on sobie poradzi najlepiej[/color] — odpowiedziała, uśmiechając się do dziewczynki, chociaż przychodziło jej to coraz ciężej. I nawet nie miała zbyt wielu myśli w głowie, które by ją przytłaczały. Po prostu po zejściu z niej adrenaliny, w spokojnym otoczeniu, nachodziły ją demony, przypominające bardziej niż zwykle o jej traumach, ale też o tym, kim była Lyssa. Kłamliwym padalcem, który za każdym razem wykorzystywał ją i mamił. Słyszała historie o tym, że wcale dużo lepiej na Nyx się nie stało po przejęciu przez nią władzy, a skoro już raz okazała się być gorszym wyborem, to teraz tym bardziej istniało ryzyko, że odwali coś znacznie paskudniejszego.

Na pytanie Zoe drgnęła, wyraźnie w gorszym humorze. Przez chwilę zastanawiała się, co zrobić, nawet przemknęła jej przez myśl pewna głupia idea, zanim wymazała ją z pamięci, przypominając sobie o tym, że nie nadaje się na kogoś... takiego. Rodziny były pisane jej braciom, nie jej. Za dużo bagażu i za dużo paskudnych myśli aktualnie latających po jej głowie, by w ogóle zastanawiać się nad czymś takim. Jedyne, co mogła, to dopilnować, by odpowiednie osoby dostały to, na co zasłużyły. A już szczególnie Lyssa, która chyba specjalnie już ją oszukiwała.

Wyjęcie implantu to priorytet, w końcu to na nim wszystkim zależy. Ale mam jedną... prośbę. Chcę być przy zabiegu i po nim. — Spojrzała na Rue, na sekundę topniejąc, zanim w jej oczach ponownie zalęgła się zimna determinacja i zalążki pewnego planu. — A potem... porozmawiam sobie z Lyssą. Raz a porządnie.
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Nexus Hadesu -> Hekate] Hemera

13 sie 2026, o 23:40

Wyświetl wiadomość pozafabularną posiadłość gauthier Scena, która nagle rozgrywała się we wnętrzu posiadłości była pod wieloma względami kuriozalna.
Z niegdyś luksusowego domu wykupionego przez Gauthier zostały wyłącznie ruiny. Stół, przy którym znaleźli swoje miejsce przykrywały szczątki sufitu, fragmenty zerwanych w eksplozjach lamp i osmolone resztki szkła z naczyń, które stały na nim wcześniej. Wszędzie wokół podłogę pokrywały ciała, ich smród wypełniał powietrze pomimo tego, że nie zdołały jeszcze ostygnąć. Fetor śmierci był znajomy dla zaprawionego w boju najemnika i Veronica również nie wydawała się być nim specjalnie przejęta. Założyła nogę na nogę, sięgając do filiżanki gdy wyciągnął ją w jej stronę.
- Hemerę możemy uznać za połowiczy sukces - przyznała, kąciki jej ust uniosły się w wyrazie rozbawienia wywołanego słowami, które obydwoje wiedzieli, że były wyłącznie miłą przykrywką do prawdy. - Ale to nie ja dostanę za niego wpierdol. To nie moja operacja - dodała, unosząc filiżankę w górę. - Ja tu tylko sprzątam, Charlie.
Upiła łyk herbaty, spoglądając na niego znad krawędzi filiżanki. Jej własna przewaga w tej chwili nie była tak oczywista - byli blisko, byli podobni sobie doświadczeniem i umiejętnościami. Tego typu starcia w zwarciu niekiedy były brudne, zależne od szczęścia bardziej niż indywidualnych zdolności. Każde z nich wciąż mogło zginąć, gdyby drugie otworzyło ogień.
Jej przewaga leżała gdzie indziej.
W ludziach powoli wsuwających się na to piętro. Niektórzy schodzili z góry, przyglądając im się kontrolnie. Inni wchodzili przez zbite okna tarasu, kontrolnie omiatając spojrzeniem i lufami broni całość domostwa. Liczba agentów z jednego, trzech, pięciu nagle powiększyła się do ośmiu. Niektórzy mieli na sobie pancerze charakterystyczne dla ochroniarzy Hemery, inni te same, które widywał wcześniej, szare, pozbawione oznaczeń.
- Kto wie? - cmoknęła, odstawiając filiżankę na zabrudzony blat. - Może jeśli założysz coś swojego, dam się skusić? - dodała, wodząc palcem po jej krawędzi, z figlarnym uśmiechem błądzącym na ustach.
- Kończ to, kurwa, wreszcie - warknął któryś z mężczyzn, pochodzący nieco bliżej kuchnnego blatu. Jego strzelba natychmiast skierowała się w stronę palącego Strikera, a wyraz niezadowolenia przemknął przez twarz blondynki, która wypuściła powietrze z ust.
Wyciągnęła ku niemu rękę, niemo pytając, czy i ona mogła zapalić.
- Może w innym świecie zapolujemy razem - zaoferowała, zaciągając się dymem, jeśli został jej zaoferowany, po czym oddała mu skręconego papierosa. - Albo w innym czasie.
Przeciwnicy zbliżyli się, wyczuwając zmianę w jej tonie, w jej postawie gdy wyprostowała się przy kuchennej wyspie bądź zwyczajnie tracąc cierpliwość do tego, co musieli postrzegać jako prowadzoną przez nią grę. Pierwszy z nich chwycił Strikera za ramię - i ramię to zostało przez niego wykręcone przez najemnika.
Wszystko następne zlało się w jednym, wielkim chaosie walki, której nie miał prawa wygrać.
- Niejeden z nas chciałby się ciebie pozbyć - westchnęła blondynka gdy ciało najemnika wypełniał już ból, a pośród powalonych przez niego agentów Cerberusa został zepchnięty na klęczki, trzymany pod muszką broni. - Ale ja uważam, że to straszne marnowanie potencjału - dodała, pochylając się. Jej dłoń sięgnęła do jego skroni, palec zakończony długim paznokciem przesunął po szkarłatnej powierzchni jego skóry. - Myślę, że jeszcze się zobaczymy, Charlie.
Zbroczony krwią palec wsunął się do jej ust, wygiętych w lekkim uśmiechu wiążącej ich obietnicy gdy któreś uderzenie w tył jego głowy, jedno zbyt wiele, wreszcie pozbawiło go przytomności.
vesna Wnętrze okrętu wypełniał cichy szum pracującego silnika gdy Vesna przemierzała układ. Wyczuwali zmianę w pracy okrętu gdy ten zwolnił nieco, z pewnością napotykając wystawiony korowód ochrony, z którym następnie ktoś z załogi zaczął pertraktować. Dyskusja nie trwała długo, chwilę później zmierzali już w stronę przekaźnika masy, a status i położenie statku widoczne było cały czas na umieszczonych w mesie ekranach.
- Staj-ker! - zaprotestowała dziewczynka, nieusatysfakcjonowana odpowiedzią i wyjaśnieniem. Choć była młoda i wyraźnie wychowywała się poza normalnym środowiskiem, które mogłoby powoli uczyć ją niuansów życia codziennego, najwyraźniej wyczuwała obecną w mesie atmosferę.
Atmosferę, w której wszyscy byli świadomi tego, że mężczyzna, który ją uratował, nie mógł już do nich dołączyć. Że został na stacji, na której prawdopodobnie nie czekało go żadne, dobre zakończenie, choć przecież nikt z nich nie wypowiadał tego głośno. Nawet subtelne napięcie na twarzy Gauthier wskazywało, że zdawała sobie z tego sprawę, gdy jej wzrok błądził bezmyślnie po sylwetce dziecka.
- Jak uda mi się dowiedzieć czegoś na temat... jej - westchnęła, wypowiadając ostatnie słowa niemo, ruchem podbródka wskazując na dziecko. - Albo tego implantu, dam wam znać. I pewnie - uśmiechnęła się nerwowo, przenosząc swoje zamyślone spojrzenie na Račan. Niezidentyfikowana emocja przemknęła po jej twarzy nim została zastąpiona przez zwyczajowy wyraz wyuczonej obojętności. - Jak dla mnie byłoby nawet lepiej, gdyby któreś z was to ogarnęło.
Cisza na okręcie dała im znać o wejściu w tunel przekaźnika. Chwilę po tym, Rue zasnęła na kanapie, wycieńczona ciężarem wszystkich dzisiejszych doświadczeń.
Żadne z nich nie dostało już wiadomości od Strikera.
Ani wtedy, gdy wychylili się wiele godzin później w innym systemie, ani wtedy gdy wreszcie dotarli na Cytadelę, a Rue znalazła się w wybranej przez Milę klinice. Implant wyjęty jej z głowy został zabrany przez Gauthier, która obiecywała, że zna od tego specjalistę, który pomoże jej zidentyfikować jego działanie. W szpitalu, dziewczynka odrobinę oderwała się od Račan, do której wcześniej była przyssana - obecność innych dzieci pomogła jej wychylić się ze swojej skorupy i po kilkunastu dniach została umieszczona w zaproponowanym przez Gauthier sierocińcu, w którym miała wyczekiwać normalności.
Gdy wrócili na Omegę, Lyssy nie było.
Nie pojawiła się w miejscu, do którego ją zaprosili. Nie znaleźli ją w tych barach, w których według niektórych bywała, ani też nie udało im się jej zlokalizować innymi środkami. Gdziekolwiek była, opuściła Omegę, znikając gdzieś w głębinach Terminusa, poza ich zasięgiem.
Do czasu.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry

Wróć do „Galaktyka”