W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

[Hawking Eta -> Thorne] Lethe

8 lip 2026, o 23:23

Na tle wulkanicznej skały ciemny pancerz mężczyzny odznaczał się jak jedna ze szczelin, zbyt płytka by zdołała wypełnić się błyskiem lawy. Nieprzenikniona powierzchnia hełmu odbijała gwieździste niebo Lethe, niemal pozbawione zabarwienia wypełniającej je atmosfery. Trudno było określić, w jaką stronę spoglądał mężczyzna - jego głowa była zwrócona w górę, ani na Viyo, ani na towarzyszących mu sojuszników. W chwili, w której stracił swoją broń, najwyraźniej opuściła go również wola walki.
Imię Kevina przecięło przestrzeń między nimi, nie wywołując w pojmanym żadnej reakcji. Gdyby nie to, że jego klatka piersiowa wciąż unosiła się w górę i w dół, Widmo mógłby mieć problem z określeniem, czy w ogóle dalej żył i był w stanie go usłyszeć. Dopiero gdy dłoń turianina powoli zaczęła kierować się do kabury po schowany w środku pistolet, jego ciało stężało lekko, wyczuwając nadciągającą zmianę.
- Możliwe, że i tak niczego nie wie. Tacy jak on są do odstrzału, dlatego go tu posłali - kontemplował Ugarr, podczas gdy niebieskowłosa zbliżyła się nieco. Za wizjerem hełmu jej brwi zmarszczyły się, oczy ze skupieniem podążały za skrytą twarzą mężczyzny.
Gdy kucnęła, przyglądając mu się z bliska, mężczyzna drgnął lekko. Obrócił ku niej głowę, jakby dopiero teraz orientując się w jej obecności - światło Mnemosyne wypełniającej nieboskłon i perspektywa leżącego być może skutecznie zasłaniały jej twarz, już przysłoniętą wizjerem. Teraz jednak zdawał się ją rozpoznawać.
- Wróciłaś po więcej? - wycedził z ironią, unosząc się lekko, choć nie na tyle, by sprowokować but Viyo do działania. - Za późno. Już niczego nie ma.
Mężczyzna szarpnął nagle, wznosząc się na łokciach w gwałtownym geście, w którym powinny być znamiona próby odzyskania własnej wolności - zamiast tego, skryta pod wizjerem twarz znalazła się przy samej lufie wycelowanej przez turianina broni. Naparł naprzód, opierając się czołem o błyszczący metal broni w nagłej prowokacji.
- Już jestem martwy - warknął i nawet mimo jego zasłoniętej twarzy, Viyo wiedział, że spoglądał prosto na niego. - Równie dobrze możesz to dokończyć.
Niebieskowłosa poruszyła się w polu widzenia turianina gdy tylko mężczyzna kończył swoje zdanie. Dostrzegł w jej sylwetce napięcie, tego rodzaju złość, która zwykle eksplodowała błękitem przeciętym pasmami czerni. Teraz, wzięła we władanie jej ciało - kobiece ramię wystrzeliło do przodu, chwytając leżącego za osłoniętą ceramiką szyję.
- Wie - rzuciła wściekle, mężczyzna wierzgnął, zaskoczony siłą, z którą jej palce zacisnęły się na jego gardle - siłą, która nie powinna drzemać w jej niepozornej sylwetce, a której źródło tkwiło w inżynierii genetycznej jej ramion. - Wiesz, że tu byłam, skurwielu.
Jej uścisk nie był wystarczająco silny by go udusić - nie z warstwą pancerza oddzielającą ją od miękkiej tkanki. Był jednak wystarczający by utrzymać mężczyznę gdy szarpnęła, przesuwając go po wulkanicznej, skalnej powłoce w stronę głębszej szczeliny, w której ciemność rozbijała się pod wpływem błysku lawy.
- Na kulę w łeb możesz sobie zasłużyć - prychnęła, szorując mężczyzną po ziemi aż jego głowa znalazła się za krawędzią szczeliny wypełnionej magmą. W jej głosie chowała się furia, od której stojący obok Ugarr przeniósł swój wzrok na turianina, wyraźnie zastanawiając się nad tym, czy powinien ją powstrzymać. Gdy pchnęła, popychając kark i głowę żołnierza w dół, ten uniósł w reakcji swoje ręce, chwytając kobietę za jej ramiona. - W innym wypadku, zobaczymy, jak szybko topi się ceramika.

@Vex
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2070
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

13 lip 2026, o 22:42

Vex skinął lekko głową na słowa Raika, zgadzając się z nim w milczeniu. Też był zdania, że schwytany mężczyzna niewiele będzie w stanie im powiedzieć, bo najprawdopodobniej był zwykłym żołnierzem przydzielonym do ochrony placówki i odpowiadającym za pilnowanie jej zewnętrznych okolic. W najlepszym wypadku mógł znać jakieś fragmenty podsłuchanych rozkazów albo opowiedzieć im o wnętrzu bazy lub jej zabezpieczeniach, ale to wymagałoby dłuższej rozmowy i chęci współpracy z jego strony - co przekreślał fanatyzm charakteryzujący żołnierzy Castora. Kiedy to się potwierdziło, awansował z potencjalnego źródła drobnych informacji na stratę czasu, która próbowała ich zatrzymać przed dalszą drogą i dawała cenne minuty jego towarzyszom na przygotowanie obrony lub skasowanie z serwerów wartościowych danych. A na to było tylko jedno rozwiązanie.
Kiedy żołnierz przycisnął czoło do lufy jego broni, turianin przekrzywił lekko głowę, przyglądając się mu ponad pistoletem. Nie czuł oporów przed dokończeniem tego, co rozpoczęła ich zasadzka. Zarówno ta zimna część jego osobowości, jak i ta lepsza, powoli powracająca do życiu z popiołów i zgliszczy, wyjątkowo zgadzały się w tym temacie. Pochwycony mężczyzna nie był ani bezbronnym cywilem, ani człowiekiem, który stał po drugiej stronie barykady z pobudek po prostu sprzecznymi z ich własnymi poglądami lub misją. Prawdopodobnie nie był również potworem na miarę Abrahama lub Reeda, ale wiedział na co się pisze.
Gdyby nie Maya, Vex nacisnąłby spust uderzenie serca po tym jak żołnierz zakończył swoje warknięcie, spełniając jego życzenie. Niespodziewane pojawienie się eks-biotyczki, która chwyciła mężczyznę za gardło i odciągnęła go na bok, sprawiło jednak, że turianin cofnął pistolet i powiódł za nią spojrzeniem. Jego wzrok błądził po profilu kobiety, skrytym częściowo pod kapturem jej nowego stroju, analizując jej wściekłość, ale nie zaprotestował, gdy zaczęła wlec swoją ofiarę w stronę otworu wypełnionego lawą.
Gdy Ugarr spojrzał w jego stronę, uniósł nieznacznie dłoń, powstrzymując go przed zainterweniowaniem.
Maya była czymś więcej niż tylko niepohamowaną furią, która wyłączała wszystko inne, gdy złość brała nad nią kontrolę. Pamiętał więcej niż jedną sytuację, gdy potrafiła ją wykorzystać - nie tylko jako broń, ale też jako blef oparty na tym, jak inni ją postrzegali. Te kilka miesięcy temu, po tym wszystkim co razem przeszli, podejrzewał, że powstrzymałaby się przed torturowaniem człowieka, żeby osiągnąć to co potrzebuje - szczególnie takiego, który zapewne niewiele wie. Jej wściekłość oraz bezradność na to co jej się przydarzyło z rąk Reeda mogły to zmienić, ale z perspektywy jej postrzegania czasu był to upadek o wiele gwałtowniejszy, niż ten który trwał powoli i nieubłagalnie przez sto trzynaście dni. Dlatego teraz tylko ją obserwował jak ciągnie żołnierza w stronę magmy, nie interweniując - sprawdzając ile z tego to blef, a ile faktyczne gotowość do torturowania żołnierza, żeby dać ujście swojej złości.
Jego własne odczucia w tej kwestii były... zaskakująco klarowne i spokojne. Przyglądając się jak Maya wykręca ręce żołnierzowi i zbliża powoli powłokę jego wizjera do bulgoczącej, czerwonej powierzchni lawy, jego myśli krążyły po czarnej plaży na Wyspach Owczych oraz wymianie zdań, którą odbył wtedy z Etsy. Tamta godzina przed domem Abrahama oraz późniejsza rozmowa z niebieskowłosą na szczycie francuskiego wieżowca sprawiły, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, jego umysł wreszcie doznał spokoju, gdy to co jątrzyło mu serce i duszę wreszcie znalazło ujście na zewnątrz. Wcześniej jego jedna część była gotowa przesuwać granicę w nieskończoność w jedną stronę, a druga uparcie zapierała się nogami i próbowała kompensować całe to okrucieństwo, ciągnąc ją w przeciwnym, niemal chorobliwie pacyfistycznym kierunku, które finalnie przysparzało równie dużo problemów.
Czarna plaża zniszczyła ten impas. Obie części doszły do konsensusu.
Torturowanie wroga, żeby wyciągnąć z niego informacje, które mogły uratować tysiące istnień lub powstrzymać o wiele większe zło, gdy ten świadomie dążył do konfrontacji lub odpowiadał za inne okrucieństwa, nie było ani chwalebne, ani słuszne, ale stało się ceną, którą był gotów zapłacić. Było tą brudniejszą, szarą strefą jego życia, którą musiał w końcu zaakceptować. Ale torturowanie wroga, który prawdopodobnie nic nie wiedział i robienie tego, żeby dać ujścia własnej frustracji, było czymś innym. Było przystawieniem pistoletu do potylicy Gunnarssona na życzenie okrutnego starca, żeby zagłuszyć własny ból i chaos, a nie żeby zrobić coś dobrego.
Dlatego obserwował tylko Mayę w milczeniu i zareagował dopiero, jeżeli jasnym się stało, że ta nie blefuje i gdy ceramika na hełmie mężczyzny rzeczywiście zaczęła się topić.
- Maya. - Nie podniósł głosu, ale wbił wzrok w profil kobiety. - Nie jest tego warty. Po prostu próbuje kupić czas.
Dał biotyczce pare sekund na reakcję, obserwując jej twarz w milczeniu. Jeżeli jednak kontynuowała wciskanie mężczyzny w zbiornik magmy, bez słowa podniósł pistolet i strzelił mu w potylicę, kończąc to za nią.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

14 lip 2026, o 00:52

a może jednak
A<10<B<50<C
Rzut kością 1d100:
10
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

14 lip 2026, o 01:33

Wyświetl wiadomość pozafabularną Sto trzynaście dni było długą przeprawą przez grząskie pole moralności turiańskiego Widma. Przeprawą, która w jednej chwili trzymała go płonnej nadziei na to, że istniała wyższa wartość w trzymaniu się własnych przekonań wyłącznie by w następnej wrzucić go w najgłębsze zakamarki swojej pragmatycznej duszy. Droga, którą przebył, była nieporównywalna do skomplikowanych, lecz paru dni świadomości posiadanych przez niebieskowłosą, która w tym czasie pozostawała pod wpływem działania wszczepionego jej implantu.
Ale jej kręgosłup moralny od samego początku ich wspólnej znajomości był skrzywiony.
Od chwili, w której ją poznał, jej barki uginały się pod ciężarem doświadczeń. Nosiła swoją przeszłość nie tylko w śladach na skórze - pamiątkach po chwilach, w których nie była wystarczająco szybka - ale też w swojej psychice. Psychice, która również przekształciła cynicznego, lecz idealistycznego porucznika Przymierza w osobę, która wbrew jego woli nacisnęła na spust na którymś z poziomów klubu Hex.
W innym miejscu, innym czasie to Volyova tkwiła na grząskim polu. I to on był obok, pomagając jej w manewrowaniu po jego powierzchni. Przejmując część ciężaru z jego barków na siebie po to, by ona mogła odetchnąć. Przypominając to, kim była nim lód z AZ-102 pochłonął jej duszę tak, jak czarna materia chłonęła jej ciało.
W sto trzynaście dni zamienił się z nią miejscem, będąc tym, któremu trzeba było wskazać właściwy kierunek.
W sto trzynaście sekund niebieskowłosa o własnym zapomniała.
Biotyka nie była wyłącznie metodą na utrzymanie się na nogach bądź sianie pożogi w walce - była możliwością, sposobem na sięgnięcie po to, po co desperacko pragnęła sięgnąć. Ujściem dla zgromadzonych emocji, rozlewających się czarną błyskawicą po ziemi, po której stąpała. W zgodzie z zapachem ozonu przecinającym powietrze, w którym występowała, ciemna energia była jej uziemieniem.
Bez niego pozostała jej wyłącznie frustracja.
I z tą frustracją Maya trzymała dłoń na gardle człowieka, który nic nie wiedział. Którego nie zdołała wyeliminować nim ten oddał strzały w kierunku obecnego za nią Widmo. Do którego nie zdołała nawet d o b i e g n ą ć nim dopadł go wspomagany siłą napędu rakietowego Viyo.
I pomimo słów Widma, znacznie cichszych i spokojniejszych niż te, które wypowiedział przed chwilą, z tą frustracją pchnęła jego głowę w kierunku wulkanicznej powierzchni.
Wrzask mężczyzny poniósł się przez rzadkie powietrze Lethe, docierając nawet do stojącego nieco dalej Raika, który odwrócił się w jego stronę. Ceramiczna powłoka hełmu spotkała się z płynnym ogniem w akompaniamencie wściekłych iskier tryskających wszędzie wokół, jego pięści wymierzających ślepe uderzenia, z których jedno trafiło kobietę w ramię.
- Przestań, przestań! - krzyknął, jego okute pancerzem buty drapały wulkaniczną glebę. - Droga. Znam drogę - wycharczał, chwytając dłońmi jej ręce, starając się odciągnąć je od własnej szyi lecz, w widoku, który nie powinien mieć racji bytu, nie będąc w stanie - pomimo pozorów wskazujących na to, że nic nie powinno stać mu na przeszkodzie w odrzuceniu znacznie drobniejszej od siebie kobiety.
Volyova zawahała się, pozwalając mu unieść głowę ponad powierzchnię lawy na chwilę.
- Główne wejście jest zaminowane - wycharczał z wyraźnym trudem, jakby już fragment jego hełmu był stopiony, powierzchnia Lethe przedzierała się do wnętrza hełmu choć Viyo wiedział, że gdyby tak było, nie byłby w stanie mówić w ogóle. - Nigdy nie przejdziecie na drugą stronę - dodał, każde słowo wypowiadane coraz szybciej jakby bał się, że niebieskowłosa zmieni zdanie. - Jest boczne wejście. Dla nas. Żebyśmy mogli wyjść. Wiem, gdzie jest.
Każde zdanie wypowiadane przez mężczyznę było krótkie, konkretne - w sytuacji, w której się znalazł, każde słowo miało większą wartość. Ugarr stojący obok zerknął na turianina w ten charakterystyczny sposób, oczekując cichego polecenia, wyrażając gotowość w przejęciu od niebieskowłosej trzymanego przez nią, wrogiego żołnierza.
Dłoń Volyovej zacisnęła się na jego szyi, jego głowa drgnęła ku wulkanicznej powierzchni pełnej paniki reakcji mężczyzny. Na ułamek sekundy, to, co powiedział, wydawało się niewartościowe w świecie rządzonym przez jej frustrację, przez ciężar przygniatający jej barki i głowę uparcie zwróconą w stronę trzymanej ofiary, ignorującej tkwiącego obok turianina.
Ale ułamek sekundy minął.
Dłoń Mayi rozluźniła swój chwyt, umożliwiając mężczyźnie podniesienie się, a Ugarrowi wkroczenie na jej miejsce. Podniosła się z klęku na nogi, odsuwając w milczeniu od szamoczącego się żołnierza gdy kroganin chwytał go za pancerz i podnosił w górę.
- Jeśli to prawda, byłoby miło - rzucił, trzymając mężczyznę za fraki. Gdy ten stanął na nogach, tył jego hełmu był aż nadto widoczny - stopiony, zniekształcony pod wpływem gorąca. - Ja na jego miejscu powiedziałbym wam to, czego chcecie usłyszeć.

@capie popraw hangar wraitha
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2070
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

21 lip 2026, o 11:45

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Krzyk żołnierza sprawił, że turianin obrócił powoli głowę w stronę Mayi, ale nim zdążył zareagować, mężczyzna zaczął mówić. Żar magmy topiącej kompozytowe sploty pancerza oświetlał jego głowę pomarańczową aureolą, a rzadka atmosfera falowała tuż nad bulgocącą powierzchnią, załamując i tak już blade światło. Ciosy jego pięści były desperackie i chaotyczne, ale napędzana frustracją wściekłość eks-biotyczki była niczym żelazny mur, który powstrzymywał zarówno błagania człowieka, jak i jej własne opory.
Byli popsuci. Te niecałe cztery miesiące, które ich rozdzieliły, sprawiły, że oboje stoczyli się w przepaść własnego upadku moralnego - on po raz pierwszy, znacząc swój charakter świeżą pajęczyną pęknięć oraz ponurych, pragmatycznych introspekcji, a Maya po raz kolejny, zrywając z siebie te warstwy, które zdążyły się zaleczyć podczas ich wspólnych podróży oraz jego wcześniejszych prób przywrócenia jej tym kim była kiedyś, przed AZ-102, przed linią B. Cordova i łąka pokryta błękitnymi kwiatami wydawała się teraz niczym idealistyczny sen, który nigdy się nie wydarzył. Niczym wspomnienie pozytywnego, przekolorowanego filmu, który oglądali, a nie rzeczywistych wydarzeń, które faktycznie miały miejsce i w których oboje uczestniczyli. Tak jakby dotyczyła kogoś zupełnie innego i była zbyt piękna, by kiedykolwiek mogła być prawdziwa, bo rzeczywistość składała się krzyków torturowanego żołnierza oraz milczącego przyzwolenia, a nie delikatnego szumu wiatru oraz zapachu niezapominajek.
Paniczne słowa mężczyzny zawisły w powietrzu. Widmo wpatrywał się Mayę, widząc jak drgnęła, gdy frustracja zaczęła walczyć w niej z rozsądkiem, a sekundy zaczęły się dłużyć. Kiedy jednak w końcu puściła szyję żołnierza, przeniósł wzrok na Raika i skinął oszczędnie głową.
- Podnieś go.
Gdy kroganin wykonywał prośbę i przejął jeńca od niebieskowłosej, Vex wsunął pistolet z powrotem do kabury i chwycił ponownie karabin. Jego wzrok błądził przez chwilę po jego stopionym hełmie oraz nieprzezroczystym wizjerze, który chował zarówno jego twarz, jak i obrażenia. Ugarr miał rację. Tortury rzadko kiedy sprawdzały się w praktyce - w pewnym momencie, gdy umysł poddawał się bólowi ciała, zaczynał mówić cokolwiek, byleby tylko przerwać cierpienie.
- W takim razie miejmy nadzieję, że jednak mówi prawdę - odezwał się po chwili zdawkowo. - Dla jego własnego dobra. Jest wiele innych szczelin z lawą po drodze. Następnym razem pozwolę Mayi wrzucić go do jednej w całości. Prowadź.
Ostatnie polecenie rzucone było w stronę obezwładnionego żołnierza. Vex odwrócił się po tym do niego plecami i ruszył w stronę bocznej skarpy, tylko na krótką chwilę zwalniając, by położyć na ramieniu niebieskowłosej dłoń. Jego palce zacisnęły się lekko na jej elastycznych elementach pancerza, w tym krótkim geście przekazując więcej niż jedno słowo.
Przypomnienie. Ostrzeżenie. Uspokojenie.
Potem minął ją i odpalił napędy, krótkim skokiem wznosząc się z powrotem ku najbliższemu wzniesieniu, żeby tak jak wcześniej kontynuować podróż równolegle do swoich towarzyszy tak długo, jak dotrą do bocznego wejścia wskazanego przez mężczyznę.
- Zapytajcie go kim był ten martwy żołnierz, którego znaleźliśmy wcześniej - rzucił po dłuższej chwili przez komunikator, gdy już ruszyli.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

24 lip 2026, o 20:22

perswazja - maya
30% [trudny test] + 20% [psycho mode] = 50%
Rzut kością 1d100:
70


vex - spostrzegawczość
50%
Rzut kością 1d100:
54
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

24 lip 2026, o 22:46

Wyświetl wiadomość pozafabularną Drobny uścisk na kobiecym ramieniu był gestem, który obserwowany przez osoby postronne nie mógł znaczyć zbyt wiele - ale pod grubą warstwą dwóch, ceramicznych pancerzy, wyczuł pod swoimi palcami zmianę w ułożeniu jej sylwetki. Wyprostowała się nieco, jakby przypominając o swoich ugiętych pod ciężarem tej chwili plecach, jej wzrok oderwał od podnoszonego przez kroganina mężczyzny i powiódł w bok, po stojącym obok niej turianinie. Za wizjerem hełmu, z drugiej jego strony nie spoglądały ku niemu złote tęczówki - w czerni, która je zastąpiła, odbijało się światło wypełniającego niebo Mnemosyne.
Volyova skinęła lekko głową w krótkim geście potwierdzającym to, że wróciła, choć przecież ani na chwilę ich nie opuściła. Gdy Ugarr jako pierwszy ruszył z poszkodowanym, bezwiednie ruszyła za nim, być może w nagłym przekonaniu, że jeśli pozwoli sobie na zwłokę, tak szybko już ich nie dogoni - nie tak, jak wcześniej. Kroganin przerzucił sobie mężczyznę przez ramię, w drugiej dłoni trzymając z powodzeniem strzelbę, której ani Volyova, ani prawdopodobnie też Viyo nie byliby w stanie sprawnie operować z użyciem wyłącznie jednej kończyny. Zduszony jęk wydostał się z jego lekko stopionego hełmu przy tym gwałtownym ruchu, który być może uznałby też za uwłaczający - gdyby nie to, że przynajmniej oferował mu pewien dystans od wulkanicznych szczelin wypełnionych obietnicą powtórki tego, przed czym udało mu się umknąć.
- Dawno nie dźwigałem zakładników - rzucił pod nosem, bardziej do siebie niż do innych, choć jego głos przebił się przez pustkę komunikacyjną w słuchawce Viyo. - Przypominają mi się lepsze czasy.
Volyova mocniej zacisnęła dłoń na swoim pistolecie, wyciągając go lekko przed siebie. Nawyki z Przymierza wracały do niej ospale - jak umiejętność, o której się zapomniało na dłuższy czas lecz gdy wreszcie wracała, stawało się to niemal odruchowo. Jej pozycja zmieniała się, ciało układało w inny sposób, lufa broni unosiła przed siebie gdy przemierzali wulkaniczny krajobraz.
- Znaleźliśmy po drodze trupa - rzuciła, jej głos również wybrzmiał w komunikatorze, głośniejszy niż wcześniej gdy odezwała się bezpośrednio do mężczyzny taszczonego przez Ugarra, walcząc z rzadką atmosferą kiepsko roznoszącą dźwięki. - Miał inny pancerz od ciebie. Dlaczego?
- Nie wiem - wyrzucił z siebie mężczyzna, jego głos ledwie docierał do Viyo, zniekształcony i odebrany przez mikrofon Volyovej. - Nie ja go ubierałem.
Niebieskowłosa uniosła lekko broń, jakby w pierwotnym instynkcie zamierzała zamachnąć się i wymierzyć uderzenie prosto w jego nadtopiony hełm, jednak coś zatrzymało ją w połowie tego ruchu. To, z jaką mocą zacisnęła szczęki by nic nie odpowiedzieć tworzyło niewidzialną siłę, która przedostała się do tkwiącego nieco dalej Vexariusa. Obrazek Widmo dostrzegł bazę jako pierwszą.
Czarny moloch wyrastał ze ściany wulkanicznej skały, zawieszony tuż nad błyszczącą, pomarańczową przepaścią. Rzadkie powietrze falowało pod wpływem tkwiącej w głębi szczeliny magmy, moloch Mnemosyne zdobił niebo - choć jego rozmiar nie miał prawa ulegać zmianie, im więcej czasu spędzali na powierzchni Lethe tym bardziej umysł Widma przybliżał ich do gazowego giganta.
Wielkie drzwi prowadzące do bazy nie posiadały żadnej drogi, która mogłaby do nich prowadzić.
Zupełnie tak, jakby nad przepaścią niegdyś tkwił most zwodzony bądź wytyczona w skale ścieżka, ale te upadły rozpadowi na przestrzeni lat wulkanicznej aktywności Lethe - lub ktoś im pomógł, znacznie szybciej, w znacznie krótszym czasie. Dla Viyo dostanie się na miejsce nie stanowiłoby problemu, choć widział, że drzwi były zamknięte. Przedarcie się tam dla reszty jego towarzyszy było zupełnie innym orzechem do zgryzienia.
- Tam - sapnął mężczyzna, unosząc dłoń by wskazać boczną alejkę wchodzącą między skały, która wydawała się nie prowadzić zupełnie do miejsca, do którego mieli trafić. Dodatkowo, zagłębiała się w jedną ze skał sprawiając, że nawet przewaga wysokości nie oferowała turianinowi przewagi większej niż parę metrów nad swoimi uziemionymi w gruncie towarzyszami. - Tam jest wejście. Potrzebujecie mnie, żeby dostać się do środka.
Niebieskowłosa odwróciła głowę, szukając wzroku Widma. Bez słów mógł odczytać, że poddawała komunikaty mężczyzny w wątpliwość, jednak postanowiła tego nie zwerbalizować. W tym czasie, Ugarr zerknął na ciasną alejkę, którą im wskazywał - stanowiła jedyną możliwą drogę poza zamkniętymi drzwiami  zawieszonymi nad wulkanicznym jeziorem.
- Dobre miejsce na pułapkę - skwitował krótko, zostawiając Widmo z tym przemyśleniem.

@rocket boy
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2070
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

28 lip 2026, o 13:26

Przemykanie między wulkanicznymi szczytami i skakanie między jedną bazaltową półką, a drugą, podczas gdy jego towarzysze szli drogą poniżej, zapewniało swojego rodzaju odosobnienie i dystans, którego nie spodziewał się znaleźć. Spieczony, poprzecinany ognistymi żyłkami krajobraz Lethe nie zachęcał do kontemplowania jej walorów, naturalnie popychając umysł do introspekcji i tylko tlące się w mięśniach napięcie świadomości potencjalnego ataku przeciwników, utrzymywało go na powierzchni i zmuszało do wypatrywania między onyksowymi głazami niebezpieczeństwa. Natomiast to, że żadnego nie widział, tylko jeszcze bardziej go niepokoiło.
- Te, w których nosiłeś swój szykowny, pomarańczowy pancerz? - odrzucił do komunikatora po chwili milczenia na uwagę Raika, niemal odruchowo i dla samej zasady wyrzucając z siebie pojedynczą, ciekawską mackę. - Zaczynam żałować, że nie zostałem piratem. Wszystko z pewnością byłoby o wiele łatwiejsze.
Przeszłość kroganina, chociaż wciąż była otoczona w większości przypadków nimbem tajemnicy, pozostawiała wystarczająco odkrytych fragmentów, by nie był zaskoczony, że Raik swego czasu nosił zakładników na rękach. Ponad czternaście wieków było czasem wystarczająco długim, by Ugarr miał nie jedną tożsamość, a dziesiątki. Listy gończe, o których kiedyś wspomniał podczas jednej z ich rozmów, zapewne należały zaledwie do ostatnich, które wciąż nie były przeterminowane.
Gdy ich ścieżka się poszerzyła i niespodziewanie doprowadziła nad jezioro bulgocącej magmy, Vex przycupnął na krawędzi jednego ze wzniesień i przesunął wzrokiem po ognistej, falującej powierzchni, aż natknął się na masywne drzwi w strukturze ukrytej we wnętrzu skały. Nie oczekiwał, że ukryta baza powita ich otwartymi drzwiami i zaproszeniem do środka, ale jakaś jego część uznała, że jednak dobrze się stało, że zachowali przy życiu swojego jeńca. Nawet jeżeli nadal nie był skory do rozmowy oraz rozwiania niektórych ich pytań.
Potrzebowaliby promu, żeby dostać się na drugą stronę.
Albo wyjątkowo ognioodpornej łódki.
- Bo gdyby było inaczej, to twoja przydatność by się właśnie skończyła? - zapytał mężczyzny osobiście, lądując obok nich. Wyprostował się i poprawił uchwyt na karabinie, nie przenosząc spojrzenie na wąskie przejście. Jego pytanie było retoryczne - żołnierz nie był głupi, a jezioro lawy było wystarczająco blisko, by mogli go po prostu do niego wrzucić i mieć problem z głowy. Musiał zdawać sobie z tego sprawę.
Przytaknął krótko na uwagę Raika, zgadzając się z nią bez słowa.
- Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy byli obserwowani. Nie widziałem żadnych kamer, ale raczej patrzą na swoje podwórko. Szczególnie po tym jak ich zwiadowcy przestali odpowiadać - powiedział tylko. - Niech nasz gość idzie na przedzie, potem ty, potem Maya, a ja będę zabezpieczał tyły.
Podniósł wzrok na sklepienie tunelu, szacując swoje szanse. Wysokość nie była wystarczająca, żeby uzyskać przewagę, ale powinna wystarczyć, żeby mógł dostać się na początek procesji, gdyby przyszło co do czego. Zakładając, że zasadzka nadeszłaby od przodu, co do czego nie był jednak przekonany.
Dzięki temu ich jeniec nadal mógł być przydatny, nawet jeżeli próbował ich okłamać lub czegoś im nie mówił. Jako tarcza przed pociskami lub żywy wykrywacz min.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

29 lip 2026, o 21:39

Przeszłość Ugarra była tak odległa, że nawet jeśli chowały się w niej tajemnicze problemy wynikające z jego stylu życia, mało który z nich miał szansę przetrwać upływ czasu. Poza jego ukochaną, utraconą bronią zdawał się wspominać o nich z nutką nostalgii w głosie - nawet, gdy rozmawiał o swoim odwiecznym rywalu, wiecznie drepczącym mu po palcach.
- Doceniałem możliwość robienia tego, na co miałem w danej chwili ochotę - przyznał przez komunikator, jako jedyny będąc w nastroju na wdawanie się w pogawędki w trakcie przemierzania wulkanicznego terytorium zajętego przez wrogów. - Chociaż z tego co widzę, praca Widma wydaje się polegać na dokładnie tym samym. W końcu jesteśmy teraz na jakimś zadupiu szukając...
- Ugarr - syk kobiety przedarł się przez łączę, choć powiedziała to na głos, nie włączając przy tym komunikatora. Jej ręka wystrzeliła by szturchnąć go, powstrzymać przed mówieniem ale - jak większość wykonywanych przez nią gestów - zatrzymała się w połowie, gdy instynkt został dogoniony przez ostrożność wiedzioną ich zepsutymi relacjami.
Kroganin wzruszył ramionami, w reakcji na co mężczyzna przerzucony przez jedno z nich jęknął, gdy ranne tkanki otarły się o siebie pod kompozytową barierą.
- Spokojnie, niebieska - zarechotał w ten paskudny sposób, od którego wijąca się w jego uścisku ofiara zesztywniała na moment. - Przecież i tak nie dożyje, żeby komuś o tym opowiedzieć, nie?
Znajdując się blisko jeziora lawy, Viyo dostrzegł pozostałości mostu, który niegdyś łączył hangarowe wrota bazy z resztą stabilnego podłoża. Nie sposób było powiedzieć jednoznacznie, kiedy droga ta została zniszczona i w jaki sposób, ale z pewnością placówkę zaplanowano z myślą o poruszaniu się w terenie nie tylko z pomocą promów.
Zrzucony na nogi mężczyzna stracił równowagę i wpadł na tkwiącego obok Ugarra, który pod wizjerem błysnął zębami, odwracając ku niemu lufę swojej strzelby. Niechętnie, powoli, ruszył wgłąb przejścia, każdy krok stawiając z lekkim trudem.
- Czegokolwiek tu szukacie, spóźniliście się - syknął gdy wkraczali do zadaszonej części korytarza, wydrążonej w wulkanicznej skale jaskini. Panujący w niej półmrok rozświetlały cienkie żyłki magmowej skały, przeplatającej czarną, spękaną glebę. - Już nic tu nie zostało.
Korytarz nie był tak długi, jak mogli się spodziewać - zaledwie po paru zakrętach na końcu dostrzegli równomiernie gładką powierzchnię metalu, rzucającą się w oczy w kontraście do ostrych odłamków skały. Zamknięta śluza miała na sobie staromodny panel z fizycznymi przyciskami, ku któremu mężczyzna ruszył bezwiednie - po to, by zostać zatrzymanym przez kroganina.
- Muszę wpisać kod - warknął ze zniecierpliwieniem, wskazując głową panel. Niebieskowłosa podeszła bliżej, jej broń uniosła się w górę, lufa znalazła tuż przy stopionej ceramice osłaniającej jego potylicę, palec zatrzymał się niepokojąco blisko spustu.
- A może ostrzec kolegów po drugiej stronie? - syknęła w odpowiedzi, lecz nawet jej głowa zwróciła się w stronę Viyo w oczekiwaniu na rozkazy.

@Vex
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2070
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

2 sie 2026, o 16:29

Słowa Raika zawisły w powietrzu między nimi. Robienie tego na co miało się ochotę było zarazem bardzo odległe od jego rzeczywistości Widma, jak i bardzo bliskie temu, jak to faktycznie wyglądało. Chociaż ostatnie miesiące praktycznie podążał za własnymi tropami, to wszystko zaczęło się od polecenia Rady i w pewien sposób dalej jej służyło, nawet jeżeli naciągał ten obraz do granic możliwości. Reed stanowił problem nie tylko jego, a również służb Cytadeli - szczególnie po jego ostatnim ataku na samą Wieżę w sercu stacji, którym nieświadomie wyrządził mu drobną przysługę, gdy chodziło o umocnienie jego pozycji do tropienia łowcy i przesuwając uwagę Radnych w inną stronę. Irissa wyraźnie narysowała granicę, gdy rozpoczęła się wojna, ostrzegając go, że jego samowolka nie będzie trwała wiecznie i nakazując mu pospieszyć się ze swoimi sprawami, gdy myśli pozostałych Radnych skierowane były ku Systemom Terminusa, ale wiedział, że poniekąd to co robił, służyło również i im.
Przynajmniej do czasu. I dopóki jego śledztwo nie rozgrzebywało starych trupów pogrzebanych pod dywanem, co również zaczynało majaczyć na horyzoncie.
Rozumiał jednak punkt widzenia kroganina. Wojownik nie był obecny przy jego rozmowach z Radną Asari, przy ostrych dyskusjach, niewypowiedzianych groźbach, obietnicach i oszczędnych pochwałach, które ukrywały w sobie dalsze ostrzeżenia. Werbalny taniec z Irissą przypominał ruchy metronomu, gdy do tej pory na zmianę zyskiwał u niej duże ilości punktów, by potem równie dużo ich stracić. Więcej niż raz zastanawiał się czy uważa swoją inwestycję w niego za opłacalną, czy wciąż nie może się zdecydować.
Tak jak jego bardziej pragmatyczna strona zastanawiała się ile z tego jest wykalkulowanym zabiegiem doświadczonego polityka i manipulanta, by tą niepewnością trzymać go na odpowiednio krótkiej smyczy, a ile faktycznym stanem rzeczy.
- A ty ze swoimi kumplami przylecieliście tu na wakacje, tak? - odpowiedział zamiast tego na słowa ich jeńca, wodząc spojrzeniem po przejściu, którym szli. - Dużo zachodu z waszej strony jak na pilnowanie niczego.
Gdy dotarli do końca i na ich drodze stanęły zamknięte drzwi, rzucił okiem w stronę panelu wspomnianego przez mężczyznę. Staromodna klawiatura sprawiła, że przekrzywił nieznacznie głowę, oceniając czy byłby w stanie ją rozmontować i samemu otworzyć przejście. Po chwili przytaknął jednak zezwalająco na wzrok Mayi.
- Trzymaj go mocno Raik - rzucił tylko. - Na wypadek, gdyby planował otworzyć drzwi i wskoczyć do środka, a nas zostawić tutaj. Jaki jest kod?
I tak nie mieli zbytniego wyboru, jeżeli chcieli dostać się do środka tym przejściem. Za ciężkimi drzwiami mogli już na nich czekać kolejni żołnierze albo automatyczne wieżyczki, wycelowane prosto w wejście. Nie sądził, żeby tunel nie był chroniony - szczególnie jeżeli pozwalał uniknąć głównej drogi.
- Co znajduje się po drugiej stronie? - zapytał wprost, jeszcze nim żołnierz zaczął wprowadzać kod.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

14 sie 2026, o 00:10

Wyświetl wiadomość pozafabularną Lethe wydawało się jedynie wzmacniać atmosferę wspólnej wrogości, wypełniającą przestrzeń pomiędzy nimi. Półmrok panujący w korytarzu malował mocnymi cieniami sylwetkę żołnierza gdy ten wreszcie stanął o własnych siłach przed nimi, oświetlony wyłącznie odbitą czerwienią lawy i wątłym blaskiem staromodnego panelu kontrolnego na drzwiach. Masywna sylwetka kroganina górowała nad nim gdy Ugarr wziął sobie słowa Widma do serca i podszedł, skracając ten krótki dystans, który mężczyzna usiłował stworzyć.
- Się robi, szefie - potwierdził, ze swoim potężnym ramieniem sięgającym w jego stronę by chwycić go za kark, wokół którego krogańskie palce owinęły się z łatwością. Wrogi agent podskoczył lekko, zatoczył się, gdy Ugarr poruszył ten obszar jego ciała, który wcześniej trawiła lawa i na krótkie parę sekund ten uścisk zdawał się być jedyną siłą, która trzymała go w pionie.
- Czy ja wiem? Temperatura idealna, a koszty są niskie - sarknął w odpowiedzi, powoli podchodząc do zamkniętych drzwi, co skutecznie utrudniał mu kroganin zwlekający z ruszeniem za nim. - Szkoda, że inni turyści do dupy.
Gdy ten sięgał do panelu na drzwiach, niebieskowłosa przesunęła się dyskretnie za plecami jego i Ugarra. Jej dłoń nadal dzierżyła pistolet, jego lufa wycelowana w tył czaszki przeciwnika, wzrok na nim skupiony, lecz ciało znalazło drogę do tkwiącego obok Widma, koło którego się zatrzymała.
Na jedną chwilę, głowa kobiety odwróciła się w jego stronę - dostrzegł odbicie własnej sylwetki w wizjerze jej hełmu gdy zastanawiała się nad tym, co chciała powiedzieć, bądź szukała właściwych słów. Chwila jednak okazała się krótka, ulotna, bowiem ich wojenny jeniec wpisał z wprawą właściwy kod, otwierając im drzwi do środka.
A później bardzo wiele rzeczy wydarzyło się w bardzo krótkim odstępie czasu.
Grzmot wystrzału przedarł się przez rzadką atmosferę Lethe. Nie był potęgą nadciągającej salwy ogniowej, był jednym, krótkim stuknięciem, które wydarło się zza otwierających wrót, przebiło przez generator tarcz i utkwiło prosto w odginającej się w tył czaszce stojącego przy panelu mężczyzny.
Ugarr odskoczył, wciąż trzymając go za kark gdy ciało porwanego przez nich mężczyzny nagle zwiotczało w jego uścisku. W miejscu, w którym wcześniej tkwiła nadtopiona ceramika, teraz znajdowała się wyrwa po pocisku, który przebił się przez jego tarcze, pancerz, kości i mózg nim zatrzymał na tarczach kroganina, trzymającego go nadal w ramach ludzkiej tarczy bardziej niż zagrożenia, którym musieli się zająć.
Śluza rozchyliła się, ukazując im średniej wielkości śluzę. Same wrota miały trzy metry szerokości i nie wiedzieli, jak daleko sięgały wszerz - widzieli zaś, że na naprzeciwległej ścianie tkwiło wyjście prowadzące dalej i ono znajdowało się co najmniej pięć metrów od tkwiącego najbliżej stojącego wyjścia Ugarra.
A pomiędzy nimi, a drzwiami z zieloną kontrolką, tkwiła wycelowana w ich stronę broń.
Czwórka uzbrojonych przeciwników przesuwała się w środku, ich sylwetki były schowane w cieniu. Pośród nich, na samym środku tkwiła kobieta - jej dłoń dzierżyła pistolet, z którego wydobył się pocisk przebijający czaszkę ich jeńca. Zamiast hełmu, miała na sobie wizjer, który oplatał polem ochronnym całą jej głowę, pozwalając długim, spiętym blond włosom falować gdy uniosła podbródek, przenosząc swój wzrok z denata na trzymającego go kroganina, a później - na tkwiącego obok turianina.
- Widmo Viyo - odezwała się głośno, jej głos został podłapany przez komunikator Widma i wzmocniony w jego słuchawce. Po znajomej mu twarzy przebiegł nieokreślony wyraz, przypominający niezadowolenie bądź zawód. - Cóż za niespodzianka.

Wróć do „Galaktyka”