W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.
Informacje: ⊳ HEX-213 został odkryty i nazwany na cześć ekspedycji Hoshichiri Heavy Industries w 2166 roku. Jest to jedyna planeta w systemie Asphodel.
⊳ Planeta porusza po krótkiej, ale bardzo eliptycznej orbicie, która momentami przybliża ją bardzo blisko słońca systemu. Okres orbitalny trwa zaledwie 19 dni, co sprawia, że HEX-213 w trakcie jednej, trwającej 36 dni doby, na zmianę bardzo nagrzewa jedną stronę, a potem ochładza.
⊳ W dalekiej przeszłości planeta była intensywnie wulkaniczna, co spowodowało wyrzucanie do atmosfery selenu i krzemu oraz opadanie ich na jej powierzchnię. Wulkany dawno umarły, ale powierzchnia planety stała się bogata w selenek. Obecność przewodzącej powierzchni oraz półprzewodników w powietrzu, w połączeniu z bardzo wysokim ciśnieniem atmosferycznym oraz oraz cyklicznym, szybkim nagrzewaniem i ochładzaniem planety, sprawia, że HEX-213 nieustannie jest okryty ekstremalnymi burzami, a sama atmosfera posiada ogromne pole elektryczne, które uniemożliwia funkcjonowanie większości urządzeń.
⊳ Powierzchnia planety to mieszanka ogromnych pustkowi oraz terenów pokrytych metalicznymi, wielokilometrowymi iglicami.
⊳ Na planecie nie zanotowano istnienia żadnej flory ani fauny.
Temperatura minimalna:
20°C Temperatura średnia:
314°C Temperatura maksymalna:
630°C
Blondynka przeniosła wzrok na Hawk po jej słowach, po czym oszczędnie skinęła głową i podniosła się na nogi, żeby przejść do kokpitu. Kestrel spojrzała na piratkę, podłapując jej spojrzenie na kilka uderzeń serca, nim przytaknęła bezgłośnie i zniknęła, dezaktywując swój hologram na czas podróży. Dron, przytwierdzony bezpiecznie pasami do podłogi, przygasł wyłączony. - Lepsza niż ta z którą zaczynała - odezwała się Telvos, bez protestu robiąc miejsce w fotelu pilota i zajmując drugie obok. Chociaż przeważnie to ona pilotowała ich promy, robiła to z braku innej osoby, którą mogliby zabierać na misje bojowe i jednocześnie wykorzystać dodatkowo jako pilota. Widać w tym przypadku nie miała problemu z oddaniem sterów. - Chociaż Krwawa Serenada miało swój lokalny urok.
- Ty naprawdę jesteś fanem - rzucił Stadtford, unosząc brew wyżej. Strzepnął papierosa i wygasił go o metalową ścianę Bulwarka, zostawiając na nim pierwsze, okrągłe przypalenie oraz popiół, nim pstryknął na podłogę, między oczka krat na posadzce. Ryana obróciła się w fotelu, opierając ramię o zagłówek.
- Posiadanie hobby jest zdrowe, Red. I uprzedzając, chlanie wódy w barach i przepalanie wszystkich kredytów na hazard, to nie hobby.
Przeszukując własne wspomnienia, Hawk nie potrafiła definitywnie stwierdzić czy widziała lub słyszała już wcześniej którykolwiek z przydomków pilotki. Wyścigi organizowane w Terminusie wielokrotnie przewijały się na ekranach mesy, ale zawsze stanowiły dla niej tło. Kojarzyła, że niektórzy załoganci wciągali się w oglądanie ich i kibicowali swoim faworytom lub grupom faworytów, ale jakoś nigdy nie było to coś, co wypływałoby częściej na powierzchnię i pojawiało się w rozmowach, w których uczestniczyła. Ekrany mesy odtwarzały najróżniejsze widowiska, bo i załoga Wraitha była najróżniejsza - poczynając od programów kulinarnych, którymi interesował się Q, przez transmisje militarnych symulacji Armax Arsenal oglądanych przez Virictusa, a na zwykłych wiadomościach, na które przełączała Vinnet zawsze gdy pojawiał się na posiłek, kończąc. Hawk kojarzyła nawet, że ktoś kiedyś włączył wyścigi pyjaków.
- Dla wiadomości... To widownia wybiera ksywki, nie kierowca - mruknęła blondynka, przesuwając palcami po pulpicie pojazdu, zapoznając się z lokalizacją przycisków, pokręteł oraz dźwigni.
Jedyne co Hawk kojarzyła, to że wyścigi organizowane w różnych częściach Terminusa niemal zawsze były różne. I niemal zawsze pełne ofiar śmiertelnych. Czasami dziesiątki pojazdów kołowych pędziło na złamanie karku kanionami skalistych planet, czasami wodne ścigacze mknęły po morskich falach między dzikimi wyspami, a czasami w próżni kosmosu ścigały się myśliwce, próbując nie rozbić się między ciasno rozmieszczonymi asteroidami oraz innymi, skonstruowanymi pułapkami. Nie były związane również zbyt wielką ilością zasad.
- Nie wiedziałem, że celebryci również służą w Sojuszu - zauważył Kirył, opierając na kolanach hełm. Siedzący naprzeciwko niego quarianin przekrzywił lekko głowę.
- Służyć to ty sobie możesz w nocy swojemu chłopakowi - rzucił kpiąco, mimo że był prawie o głowę niższy od żołnierza. Mężczyzna spiął się od razu, a atmosfera we wnętrzu pojazdu zmieniła się o parę stopni. - Praca dla Sojuszu jest opłacalna. Widać bardziej niż ryzykowanie życia ku uciesze tłumu. Chociaż dla widowni, to Serene by nawet obciąg...
Masywna rękawica opadła na ramię quarianina, gdy siedzący obok niego wojownik obrócił się w jego stronę. Jego dłoń była wielkości głowy technika.
- Laam - odezwał się niemal łagodnym tonem olbrzym, w którym przebrzmiały niebezpieczne nuty. - Stul mordę.
- Wszyscy stulcie. Jedna minuta. - Głos Adamsa ponownie poniósł się po wnętrzu pojazdu, a kilka sekund później Wraith zadrżał wyraźnie. Miękkie sunięcie przez pozbawiony oporu kosmos zaczęło przechodzić w coraz większe drżenie, gdy statek opuszczał stopniowo bezpieczną przestrzeń i schodził coraz niżej w atmosferę planety. Dopiero to sprawiło, że wszyscy obecni przestali rozmawiać, chociaż mowa ciała quarianin jeszcze przez chwilę sprawiała wrażenie jakby był gotowy rzucić się na swojego dwa razy większego towarzysza. Wnętrze Bulwarka wypełniło się szelestem odpinanych i nakładanych hełmów, gdy każdy po kolei nasuwał na głowę osłonę i sprawdzał szczelność pancerza.
- Ja pierdolę, macie szczęście, że tego nie widzicie. - W tonie Adamsa przebrzmiewało napięcie, którego Hawk dawno nie słyszała w głosie pilota, gdy był za sterami Wraitha. - Nie wiem czy to był dobry pomysł. Spróbuję was wyrzucić jak najniżej, ale lepiej się czegoś trzymajcie.
Brak okien we wnętrzu promu oszczędzał im widoku spienionej atmosfery Hexa, ale nawet przez wiele warstw pancerza ablacyjnego oraz osłon Wraitha, wyczuli gdy przekroczyli jej granicę.
W jednej chwili wszyscy siedzieli spokojnie na swoich miejscach, a w następnej pojazdem zatrzęsło tak, jak gdyby znajdowali się na zewnątrz hangaru, a nie wciąż w jego wnętrzu. Przez korpus fregaty przeszło trzeszczenie, a Hawk poczuła na ustach posmak ozonu od którego aż mrowiły zęby.
Przez następne sekundy było tylko gorzej. Wraithem trzęsło jakby wlecieli w pole asteroid, a w pewnym momencie z głośników wyrwało się przekleństwo Adamsa i nagle prom przesunął się ze zgrzytem po powierzchni hangaru, gdy cała fregata przechyliła się na bok, jak gdyby unikając czegoś co niespodziewanie wyrosło z chmur na ich drodze.
- Zboczyliśmy nieznacznie z wyznaczonego kursu, ale spróbuję was z powrotem naprowadzić! - zakomunikował pilot. - Dziesięć sekund do wyrzutu!
Wnętrze pomieszczenia, w którym stacjonował Bulwark, niespodziewanie wypełniło się hukiem i wirami powietrza, gdy klapy hangaru opuściły się ze zgrzytem, który utonął w nawałnicy atakującej ich atmosfery. Hawk widziała wszystko z daleka przez niewielkie okienko w kokpicie, które mogła obserwować między ramieniem Ryany oraz Serene, które chwyciły teraz z napięciem stery. Prom zawibrował własnym zasilaniem, podnosząc się do góry. Siedzący na przeciwnej ławie wielki wojownik oparł dłonie na udach i zaczął nimi rytmicznie uderzać, nucąc coś pod nosem basowo.
Na sygnał Adamsa, główna pilotka przesunęła stery do przodu i Bulwark wyskoczył na zewnątrz.
Siły, które uderzyły w nich na zewnątrz, od razu porwały ich w swoje objęcia. Tylne światła Wraitha widoczne były przez zaledwie ułamek sekundy, nim cały widok z kokpitu został przykryty przez chmurę huraganu, a pojazdem zaczęło rzucać na boki. Mięśnie Hawk, wciąż przytłumione lekami od Vinnet, odezwały się od razu bólem, gdy ich prom wierzgał i to opadał, to wznosił się pod naporami wichury. Powietrze było tak naelektryzowane, że wizjer jej hełmu od razu zaczął pokazywać błędy i fałszywe wskazania, a dźwięk komunikatorów w uszach ustał z głośnym piskiem protestu.
Huk pierwszej błyskawicy, która trafiła w Bulwarka, ogłuszył ich wszystkich i sprawił, że żarówki we wnętrzu pojazdu eksplodowały, pogrążając go w ciemności. Statek zaczął gwałtownie opadać w dół, jakby pomimo wszystkich zabezpieczeń, które na szybko próbowali przygotować technicy Wraitha, stracił całe zasilanie, ale chwilę później znowu poderwał się w górę.
Parę sekund później trafiła go kolejna błyskawica.
A potem kolejna.
Huk uderzeń i gwałtownych błysków zaczął zlewać się w jeden szum, gdy pomimo hełmów na głowach, wszyscy w środku pojazdu zostali ogłuszeni. Hawk widziała przed oczami ostrzegawczą czerwień, ale nie była pewna ile z tego jest spowodowane powidokami po piorunach rozcinających ciemność niczym ciosy nożem, a ile wskazaniami z ekranów z kokpitu. Nie była w stanie powiedzieć ile czasu lecieli, ale każda sekunda wypełniona była drżeniem oraz jękami metalu. W pewnym momencie wydawało jej się, że słyszy krzyki z kokpitu, ale równie dobrze mogło to być zawodzenie wiatru. W którejś minucie promem rzuciło na bok, o wiele bardziej gwałtownie niż pod naporem wiatru, a potem pojazdem wstrząsnęło i ściana na jego boku - wielowarstwowa, przeciwpancerna stal - wygięła się gwałtownie do środka na kilka centymetrów, gdy najwyraźniej w coś uderzyli. Ktoś krzyknął ponownie, ale tym razem był to męski głos.
A potem niespodziewanie uderzyli o ziemię.
Lądowanie było agresywne i długie. Hawk czuła pod butami, że pojazd szoruje po skale i obraca się dookoła własnej osi, zwalniając ze zgrzytem metalu i rykiem kruszonej skały, ale wytrzymał i nie zaczął koziołkować. Sunął tak przez kilkanaście długich sekund, nim w końcu gwałtownie się zatrzymał i osiadł. Światła nie zapaliły się ponownie, ale Hawk zorientowała się, że ryk burzy zniknął, gdy stopniowo wracający słuch ujawnił na zewnątrz zaledwie odległe wycie i dalekie grzmoty.
Wszyscy zaczęli się podnosić niepewnie, jakby każdy z obecnych zastanawiał się czy żyje. Virictus stęknął i poruszył sztywnym ramieniem; kawałek dalej quarianin kręcił głową skonfundowany, a na jego przesłonie widniało pionowe pęknięcie. Ona sama również czuła się otumaniona, ale nic jej nie bolało, chociaż mogła przysiąc, że w trakcie lotu walnęła bokiem w ścianę Bulwarka. Wyglądało jednak na to, że reszta wyszła z grubsza bez szwanku z lądowania.
Znaleźli się na powierzchni planety. Gdzieś.
Pierwszy wstrząs podążający kadłubem przez całą długość okrętu i wkradający się na pokład promu zacisnął się na jej klatce piersiowej jak imadło. Mocniej chwyciła się uchwytów zamontowanych przy siedzeniach, jakby to w jakikolwiek sposób mogło uchronić ją przed perspektywą potencjalnej klęski.
W duchu zaś odliczała chwile, których potrzebowali do wydostania się na zewnątrz.
W ten abstrakcyjny i niezdolny do wytłumaczenia racjonalnie sposób chciała, by najbezpieczniejsza dla nich chwila lotu minęła im jak najszybciej. By Wraith wypluł ich w stronę przeznaczenia, które czekało na powierzchni burzowej planety i nie ścierał się z jej nieustannymi zagrożeniami bezpośrednio. Pustka kosmosu może groziła jej potencjalnym wyrokiem ale pozostawała obiektywnie dużo bezpieczniejsza dla kosmicznego okrętu.
Podczas gdy resztki konwersacji dogasały wewnątrz Bulwarka, Hawkins usiłowała skupić się na wypowiadanych przez pozostałych słowach byle tylko nie słyszeć każdego zgrzytu metalu, każdego jęku wysłużonego kadłuba i każdego, choćby urwanego przekleństwa docierającego do niej z kokpitu przez łącze komunikatora.
Jak we wnętrzu małej bitwy kosmicznej, mogła jedynie zacisnąć zęby i ignorować zalewającą wizjer jej hełmu falę czerwieni - w dodatku takiej, której niekoniecznie mogła zaufać. Gdy okręt, a wraz z nim prowizorycznie osłonięty przed wyładowaniami prom wtargnął do burzowej atmosfery HEX-213, elektronika jej pancerza przestała funkcjonować prawidłowo, odczuwając skutki nowego środowiska jako pierwsza.
Jako drugie - zrobiło to jej ciało.
Leki wydane jej wraz z rundą narzekań przez Vinnet wydawały się w pełni wystarczające gdy największym obciążeniem jej mięśni było przemieszczenie się z punktu A do B z przystankiem na kawę w mesie. Teraz jednak, trzymając się z całej siły swojego miejsca podczas gdy okręt i prom walczyły o utrzymanie integralności strukturalnej, zastanawiała się, czy podobnej walki nie odbywał jej układ kostny i połamane żebra.
Powietrze wreszcie wydarło się z jej płuc gdy Bulwark wydostał się z hangaru Wraitha - jej głowa odruchowo odchyliła, tęsknie zerkając w stronę okna. Utkwiła wzrok w czarnej masie okrętu, lakierze poszatkowanym przez poprzednie bitwy i tysiące drobnych kamieni zmielonych w gwiezdny pył. Jej serce targnęło się w piersi w jego stronę nim zniknął w kłębach burzowych chmur, pozostawiając samotnie w promie pędzącym prosto na spotkanie z planetą, która bardzo nie chciała ich przyjąć.
W chwili, w której zderzyli się z miękką atmosferą Hex serce podeszło jej do gardła na wzór górskiej kolejki z wysokoprocentową szansą niedojechania do punktu końcowego. Nie opuściło ani na centymetr gdy ich pilotka o krzykliwym pseudonimie walczyła o utrzymanie ich na niebie w bitwie tak nierównej, że nie wiedziała, kogo powinna przeklinać mocniej - Castella za to, że pozbawił ich sensownego promu czy siebie samą, ze podjęła tak idiotyczną decyzję.
Szala jej decyzji przechyliła się we własnym kierunku gdy uderzyli w ziemię, a jej ramię spotkało się z mocnym metalem wnętrza Bulwarka. Szybko jednak, gdy prom zatrzymał się w swojej jałowej wędrówce po powierzchni, do której przemierzania nie został zaprojektowany, powróciło do niej zdrowe przeświadczenie, że wszystko to było winą kapitana Anathemy.
- Dlaczego nazywają cię Feniks? - stęknęła do pilotki, licząc na to, że przeżyła tę podróż. - Czy zawsze się tak rozpierdalasz i wstajesz z popiołów?
Z zaciśniętymi zębami, powoli, ostrożnie podniosła się do pozycji pionowej i wyjrzała za okna, chcąc zorientować się czy wylądowali w sensownym miejscu czy też byli w bezpośrednim stanie zagrożenia i nie mieli czasu na pogawędki.
- Wszyscy cali? - rzuciła, rozglądając się wokół i zatrzymując swój wzrok na pękniętej szybie bezczelnego quarianina. - Poza Karmiczną Sprawiedliwością?
@dej
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Wszyscy we wnętrzu pojazdu podnosili się powoli i niepewnie, jak gdyby każdy najpierw musiał sprawdzić czy aby na pewno wciąż żyje i jest w jednym kawałku. Pilotka roześmiała się na słowa Hawk, a chociaż w tym śmiechu przebrzmiewało głównie napięcie, była w nim również naładowana adrenaliną radość, gdy kobieta podparła się ręką o fotel i wstała. Jej oczy błyszczały za przesłoną hełmu, stanowiąc kontrast do raczej stonowanej, nerwowej postawy, gdy wcześniej weszła na pokład Wraitha i salutowała Hawk.
- Jak już wspomniałam... To widownia wybiera przydomek - odparła, oddychając ciężko, ale można było wyczuć, że uśmiecha się pod hełmem.
- WięcejSzczęściaNiżRozumu było już zajęte - charknął quarianin, chociaż wciąż brzmiał na trochę oszołomionego. Potrząsnął głową, po czym drżącymi dłońmi sięgnął do aplikatora omni-żelu, zaczynając powoli, ale wprawnie nakładać jego cienką warstwę na swoją maskę; Hawk widziała na jego wizjerze odwrócone, czerwone symbole, które zapewne mówiły o nieszczelności, ale te stopniowo znikały. - I spierdalaj - dodał niewyraźnie, tym razem do Hawk, ale chyba już tylko dla samej zasady.
- Mniej lub bardziej. Będziemy żyć - odparł jedyny obecny turianin, poruszając ostrożnie ramieniem, które chyba wykręcił sobie na trzymających ich w miejscu blokadach, gdy prom niefortunnie wykonywał jeden z fikołków. Podniósł blokadę fotela i podniósł karabin, przyciskając go do ramienia, a następnie poruszając nim parę razy na boki, sprawdzając czy niewielkie obrażenie utrudni mu funkcjonowanie, ale jego sprawdzenie chyba musiało być akceptowalne, bo skinął tylko głową do Hawk, dając znać, że wszystko jest dobrze. Pozostali jej załoganci kolejno potwierdzili, że również są cali.
Widok za oknem stanowił wstęp do nowego rodzaju piekła, ale nie wyglądało na to, żeby groziło im bezpośrednie zagrożenie. Teren rozpościerający się poza Bulwarkiem był względnie płaski i z punktu, z którego patrzyła, wyglądało na to, że wylądowali na skraju równiny, ale ciężko było stwierdzić coś więcej ze względu na wszechobecną noc oraz lśniącą, pulsującą mgłę, która wiła się między postrzępionymi skałami i po powierzchni, której przemykały elektryczne wyładowania. Nawet ciemność nie była tu do końca ciemnością - nieustanna liczba uderzających na niebie oraz w pobliżu piorunów sprawiała, że błyski niemal cały czas rozświetlały teren dookoła, robiąc to jednak w różnych punktach horyzontu. Obserwacja powierzchni Hexa przypominała oglądanie filmu z niską liczbą klatek na sekundę i to w dodatku nierównomiernie naświetlonych.
- Zboczyliśmy nieco z kursu, ale jakimś cudem nie aż tak daleko - odezwała się Ryana obok Hawk, bez entuzjazmu próbując różnych przycisków promu. Chociaż Bulwark pogrążony był w mroku bez działającego światła, to ekranowanie silnika oraz innych systemów musiało działać, bo wciąż czuli pod butami mruczenie jego napędów. Wszystkie ekrany jednak mrugały i pokazywały losowe obrazy, nie nadając się do niczego. - A przynajmniej tak sądzę. Powinniśmy być nie więcej niż dwa, może trzy kilometry od celu.
- To jaki mamy teraz plan? - Bjarne pojawił się w progu drzwi do kokpitu, przesłaniając niemal całe wejście, gdy pochylił się żeby też zerknąć na zewnątrz.
Chciałaby móc powiedzieć, że ogrom doświadczenia w podróżowaniu po Galaktyce szedł w parze z przygotowaniem na wszystko, co mogła mieć do zaoferowania.
Walczyła już w każdym rodzaju środowiska, które mogła sobie wyobrazić - z grawitacją i bez, w temperaturach zdolnych roztopić ceramikę jej pancerza i w tych, w których pęcherzyki płucne zamarzały w kontakcie ze światem zewnętrznym w ułamku sekundy. Przystosowała się do polegania na własnym pancerzu i izolacji, którą gwarantował, jednocześnie przystosowując się płynnie do wszystkiego, co mogło ją czekać na kolejnej planecie.
A i tak bywała zaskakiwana.
Powierzchnia ciemnej planety przypominała festiwal na pół godziny przed zamknięciem obiektu. Poza nimi, nie było wokół żywej duszy - jedynie pusty parkiet i błyski świateł przecinające nieskończoną ciemność dookoła. Nie zachęcała do wychodzenia na zewnątrz, sprawiając, że wnętrze Bulwarka wydawało się dużo atrakcyjniejsze niż wcześniej nawet, jeśli chwilę temu marzyła o tym, by wreszcie z niego wyjść.
- Jak z naszym ptaszkiem? - spytała kontrolnie, zerkając na swój omni-klucz i sprawdzając odruchowo, czy była w stanie cokolwiek z niego wykrzesać. - To było pytanie do blondi - dodała, jedno uderzenie serca później, ze skwaszoną miną podnosząc wzrok na wszystkich zgromadzonych wokół mężczyzn. Przebywała zbyt długo na pirackiej łajbie by nie spodziewać się oczywistej odpowiedzi - lekkie obrażenia nie były w stanie wytłuc z piratów humoru.
Na szczęście, bądź, w zależności od okoliczności - niestety.
- Słyszałeś - odparła na pytanie Bjarne, choć jej głos nie miał w sobie złośliwej nuty. - Dwa, trzy kilometry do celu. Musimy się tam dostać.
Westchnęła, odrywając się od miejsca, w które wciąż, uparcie wczepiona była jej dłoń choć dawno już wylądowali. Pobieżnie sprawdziła stan swojego pancerza i upewniła się, że była w stanie opuścić hermetyczne środowisko Bulwarka gdyby zaszła ku temu potrzeba - w razie potrzeby, skorzystała z omni-żelu, uzupełnionego na pokładzie.
- Wolałabym to zrobić promem, choćby dupą szorując po ziemi - mruknęła, zerkając kontrolnie na pilotkę. - Ale jeśli to niemożliwe, zostanie nam piechota.
@Vex
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Środowisko Hexa pozbawione było wszelkiego życia. Na powierzchni całej planety nie było ani flory, ani fauny, bo żadna z nich nie przeżyłaby warunków, które na niej panowały. Trująca atmosfera skutecznie uniemożliwiała rozwój organizmów, a bardzo krótkie cykle podróży spieczonego globu dookoła swojej gwiazdy wypalały te resztki, które miałyby jakąkolwiek szansę na utworzenie życia, nie gwarantując nawet stabilnych okresów bezpieczeństwa. Planeta, sprintująca przez przestrzeń kosmiczną, przypominała okrągły magnes, który ktoś co chwilę przysuwał do rozpalonej cewki indukcyjnej, za każdym razem wywołując na jego powierzchni coraz to nowsze wyładowania i iskry.
Wyglądając przez przednią szybę, odnosiło się podobne wrażenie. Ziemia była skalista i popękana, ale w wielu miejscach lśniła metalicznie. Wzniesienia i wystające z podłoża skały błyszczały na krawędziach słabym błękitem, tam gdzie kryształy selenu zbierały na ostrych kantach największy ładunek elektryczny, od czasu do czasu oddając go do otoczenia jasną błyskawicą. Nawet powietrze tutaj pulsowało - wszechobecna, rzadka mgła nie utrudniała aż tak widzenia, ale stanowiła nośnik dla wyładowań koronowych, które przeskakiwały po niej i strzelały iskrami. Atmosfera była tak naładowana potencjałem elektrycznym, że Hawk czuła to w ciele pod pancerzem i na opuszkach palców.
Gdy aktywowała omni-klucz, zgodnie z oczekiwaniami powitał ją czarny ekran, po którym tylko raz na jakiś czas przepływały przypadkowe kolory i kształty, gdy emitery nie dawały sobie rady ze zjonizowanym powietrzem. Nawet wskazania na hełmie balansowały na granicy śmierci i halucynacji, bo przez większość czasu ich nie było, tylko by pojawiać się przypadkowo na ułamki sekund, wskazując losowe cyfry oraz litery. Robiąc dalszy przegląd ekwipunku, dostrzegła że to samo dosięgło również wskazań dostępnej amunicji na wyświetlaczach karabinów oraz samego generatora tarcz, który raz pokazywał pełne naładowanie, a raz puste akumulatory.
Po jej pytaniu przez pojazd przeszły ciche parsknięcia, a pod hełmami pokazały się pojedyncze uśmiechy. Wszyscy zaczęli się podnosić ostrożnie z foteli i dobywać broni. Zapewne również do pozostałych powoli zaczynało docierać, że przeżyli pierwsze niebezpieczeństwo, które rzuciła na nich planeta.
- A to blondi też ma ptaszka? - odrzucił Stadtford z przekąsem, podnosząc się na nogi. Telvos wygasiła bezużyteczne ekrany Bulwarka i podniosła głowę, spoglądając na widok za oknami kokpitu. Na ich powierzchni zaczęły tańczyć ognie świętego Elma, rzucając zarówno na jej twarz, jak i twarz pilotki białe rozbłyski.
- Żyje - powiedziała z wahaniem Serene, ignorując słowa rudowłosego i dotykając dłonią panelu jakby sprawdzała puls, chociaż tak naprawdę próbowała wybadać drżenie silnika. Po chwili podparła się dłonią o zagłówek, podnosząc z fotela. - Dajcie mi chwilę, muszę zobaczyć jak to wygląda na zewnątrz. Silnik wciąż równo chodzi, ale mocno przywaliliśmy o ziemię. Bjarne, przesuń żeś się. Wielki żołnierz odsunął się posłusznie na bok, gdy o połowę mniejsza pilotka przecisnęła się do wnętrza kabiny, ruszając do drzwi. Obrócił głowę do Hawk i skinął głową, opierając ciężki karabin na ramieniu.
- Prosty plan - odpowiedział, śmiejąc się gardłowo. - Podoba mi się.
Do wnętrza promu nagle wpadło powietrze Hexa, gdy Serene pociągnęła za dźwignię otwierania drzwi i szarpnęła nimi na bok, z niemałym trudem otwierając je manualnie, a potem bez namysłu znikając na zewnątrz. Mrowienie całego ciała nasiliło się u Hawk, a w ustach poczuła metaliczny smak i zapach ozonu, chociaż była pewna, że jej pancerz nadal jest hermetycznie szczelny. Przytłumiony huk grzmotów nagle przestał być przytłumiony. Virictus stanął w progu, jakby chciał ubezpieczać kobietę, która wyszła na zewnątrz, ale zawahał się wyraźnie na uderzenie serca na widok na zewnątrz.
- W takiej atmosferze raczej nie będą działać żadne metody wczesnego wykrywania - powiedział. - Jeżeli obserwują okolicę bazy, to niemal na pewno tylko poprzez patrole lub rozmieszczonych zwiadowców. O ile w ogóle - poprawił się po chwili, krzywiąc się wyraźnie, gdy nieopodal uderzyła błyskawica z takim hukiem, że aż wszyscy we wnętrzu promu odruchowo się skulili.
- Polecimy jak będzie trzeba. - Serene pojawiła się niespodziewanie z powrotem w progu Bulwarka. Za wizjerem jej hełmu było widać jak jej blond włosy są nastroszone i przylegają do wnętrza materiału, łaknąc ładunku statycznego. - Dwa napędy boczne są rozwalone i mamy wgniecenie w ożebrowaniu kadłuba, ale poszycie wygląda na nieuszkodzone pomimo naszego lądowania. Nie wiem tylko czy to dobry pomysł - dodała. Próbowała odruchowo złapać się dłonią framugi przy wchodzeniu, ale gdy zbliżyła do niej dłoń, między metalową ramą, a jej kompozytową rękawicą przeskoczyło wyładowanie łukowe, które sprawiło że odskoczyła jak oparzona. - W obecnym stanie będziemy raczej w stanie wrócić na orbitę, ale nie wiem czy to się nie zmieni, jeżeli dostaniemy jeszcze parę razy piorunem. A na pewno tak się stanie, gdy będziemy próbować lecieć nad ziemią. Nasz ptaszek potrafi wytrzymać porządnego łupnia, ale lecąc działa jak wielki, niezgrabny odgromnik.
- A czy my nie będziemy działać jak wielkie, niezgrabne odgromniki, gdy będziemy szli piechotą? - zapytała z powątpiewaniem Ryana.
Blondynka wzruszyła wymownie ramionami, nie mając na to odpowiedzi.