
Liar
- part two -
Mistrz Gry: Iris
Gracze: Anthony Whittaker, Emilia Östberg
Pierwsze dni po audiencji przed Radą upłynęły im w sposób drastycznie różny, jakby Cytadela postanowiła wynagrodzić jednemu z nich wielkie wydarzenia ostatnich godzin chwilą względnego spokoju, drugiemu zaś przypomnieć, że nawet najważniejsza decyzja polityczna nie zwalnia człowieka z konieczności wypełnienia odpowiedniej liczby formularzy.
Anthony miał więc okazję uczyć się stacji nie z przewodników ani oficjalnych map, lecz metodą obserwacji, pomyłek i kolejnych prób zrozumienia jej osobliwego rytmu; poznawał transport publiczny, rozmieszczenie poszczególnych sektorów, zwyczaje mieszkańców, różnice między Prezydium a pozostałymi częściami stacji, a także tę niepisaną zasadę, że na Cytadeli można przejść kilkaset metrów i znaleźć się w zupełnie innym świecie, mimo że wszystkie te światy dzieliły od siebie zaledwie kolejne drzwi, korytarz albo szyb komunikacyjny.
Emilia w tym samym czasie nie miała podobnego luksusu. Cytadela wciągnęło ją w swoją własną wersję walki pozycyjnej, prowadzonej nie przy pomocy broni, lecz podpisów, autoryzacji, klauzul poufności, raportów i kolejnych urzędników, którzy najwyraźniej uznali, że skoro Widmo wróciło z misji żywe, oznacza to doskonały moment, aby przekazać jej jeszcze kilka dokumentów do zatwierdzenia. Papierologia rozrosła się do rozmiarów godnych osobnego śledztwa, a każdy zakończony formularz zdawał się rodzić dwa następne, przez co dni mijały pod znakiem ekranów, elektronicznych pieczęci i krótkich rozmów z ludźmi, których największą bronią była znajomość właściwej procedury.
Mimo wszystko znajdowali czas na krótkie spotkania. Nie były to długie rozmowy, podczas których można było spokojnie przeanalizować wszystkie wydarzenia ostatnich dni. Ich wspólny harmonogram wypełniały obowiązki, a nad nimi obojgiem wisiała świadomość, że wieczorny bankiet w Szpitalu Huerty nie będzie zwykłym spotkaniem towarzyskim. Przed wyjściem ustalili więc przede wszystkim podstawowe kwestie dotyczące samego wieczoru oraz to, czego należało spodziewać się po wydarzeniu organizowanym przez placówkę medyczną o takiej randze. Reszta miała przyjść później, już na miejscu.
A miejsce rzeczywiście robiło wrażenie.
Najwyższa kondygnacja Szpitala Huerty została tego wieczoru całkowicie przeznaczona na potrzeby bankietu. Zwykle sterylna, podporządkowana funkcjonalności przestrzeń została niemal całkowicie odmieniona; chłodne powierzchnie medycznego kompleksu połączono z miękkim, ciepłym oświetleniem, subtelnymi dekoracjami i wysokimi taflami szkła, przez które rozciągał się widok na nocną panoramę Cytadeli. Odległe światła Prezydium odbijały się w ogromnych oknach, a poniżej, daleko pod nimi, widać było fragmenty iluminowanego jeziora i charakterystyczną geometrię zabudowy, która z tej wysokości przypominała bardziej skomplikowany układ naczyń krwionośnych niż dzielnicę ogromnej stacji kosmicznej.
W głównej sali ustawiono kilka rzędów niewysokich stolików, pomiędzy którymi pozostawiono szerokie przejścia dla obsługi i gości. Na stołach czekały eleganckie przekąski przygotowane z myślą o przedstawicielach różnych gatunków, a organizatorzy zadbali nawet o szczegóły, które dla większości ludzkich gości mogłyby wydawać się zupełnie nieistotne. Turianie otrzymali dania odpowiednio przygotowane pod kątem ich biologii i charakterystycznego sposobu odżywiania, podczas gdy przy części przeznaczonej dla przedstawicieli ras lewo- i prawoskrętnych zastosowano osobne zestawy naczyń, sztućców i sposób podania, tak aby nawet tak pozornie banalna rzecz jak degustacja potraw nie wymagała od gości pamiętania o różnicach anatomicznych.
Wśród półmisków znalazły się zarówno drobne, wyrafinowane przekąski, jak i większe porcje przygotowane dla tych, którzy potraktowali bankiet bardziej jako kolację niż okazję do rozmowy. Aromaty mieszały się ze sobą w powietrzu, tworząc zaskakująco przyjemną kompozycję, w której słone, korzenne i słodkie nuty przeplatały się z zapachem świeżych ziół oraz win, których etykiety pochodziły z kilku różnych galaktyk.
Nad wszystkim unosiła się muzyka.
W niewielkiej części sali przygotowano miejsce dla kwartetu smyczkowego, którego skład sam w sobie stanowił subtelny ukłon w stronę charakteru całego wydarzenia. Przy pulpitach zasiedli przedstawiciele czterech ras Rady Cytadeli - człowiek, asari, salarianin i turianin - a ich instrumenty pozwalały muzyce płynąć przez przestrzeń bez konieczności podnoszenia głosu. Melodie były spokojne, eleganckie i celowo nienachalne, stanowiąc raczej tło dla rozmów niż próbując je zagłuszać.
Wieczór został przy tym zaplanowany z niemal medyczną dokładnością. Po części powitalnej i pierwszym poczęstunku przewidziano serię krótkich wystąpień specjalistów związanych ze Szpitalem Huerty. Pierwsza prelekcja miała dotyczyć nowoczesnych metod rekonstrukcji neurologicznej stosowanych u pacjentów po ciężkich urazach, druga poświęcona była nowym sposobom diagnozowania i leczenia chorób genetycznych występujących u przedstawicieli wielu ras, natomiast trzecia - ta, która dla Emilii i Anthonego miała mieć zdecydowanie bardziej osobisty charakter - dotyczyła syndromu, z którym zmagała się sama Widmo.
Prelekcję miała prowadzić osoba, której obecność na tym wydarzeniu nie była przypadkowa. Była przyjaciółką Anthonego, a jednocześnie lekarką zajmującą się problematyką tego konkretnego syndromu. Organizatorzy zapowiadali jej wystąpienie jako jedno z ważniejszych wydarzeń wieczoru, nie dlatego, że miało mieć charakter sensacyjny, lecz dlatego, że zamierzano przedstawić najnowsze wyniki badań, obserwacje kliniczne oraz możliwe kierunki dalszej terapii. Sam temat, choć przedstawiany profesjonalnie i bez niepotrzebnego epatowania osobistymi historiami, siłą rzeczy miał dla części obecnych znacznie większą wagę niż pozostałe punkty programu.
Po wejściu do sali Anthony i Emilia nie musieli długo czekać na pierwsze powitanie. Jeden z pracowników obsługi, ubrany w formalny, lecz pozbawiony przesadnej sztywności strój, podszedł do nich z tacą pełną kieliszków. Znajdowały się na niej zarówno lekkie alkohole, jak i mocniejsze trunki przeznaczone dla tych gości, którzy najwyraźniej nie zamierzali ograniczać się do symbolicznego toastu. Pracownik zaoferował im wybór z uprzejmością człowieka przyzwyczajonego do obsługiwania ludzi reprezentujących bardzo różne środowiska, a następnie, gdy upewnił się, że oboje zostali odpowiednio przywitani, zerknął na identyfikatory i od razu przypomniał sobie o jeszcze jednym szczególe organizacyjnym.
-
Doktorze Whittaker, Widmie Östberg - powiedział, wskazując dłonią w stronę głównej części sali. -
Zarezerwowaliśmy dla Państwa miejsca w pierwszym rzędzie podczas wystąpienia pani doktor. Organizatorzy poprosili, żeby dopilnować, abyście państwo nie musieli później szukać wolnych miejsc.
Na dalszym końcu sali, przed niewielkim podestem przeznaczonym dla prelegentów, rzeczywiście znajdowały się dwa przygotowane miejsca. Tabliczki z nazwiskami pozostawały jeszcze puste dla osób, które miały zająć pozostałe krzesła, ale dwa stanowiska przeznaczone dla nich zostały już wyraźnie oznaczone.
Wokół powoli gromadzili się kolejni goście. Lekarze, przedstawiciele administracji Cytadeli, naukowcy, członkowie personelu szpitala oraz zaproszeni przedstawiciele polityczni kilku ras mieszali się ze sobą w pozornie swobodnym tłumie, który jednak, jak każdy tłum złożony z ludzi posiadających określone stanowiska, kontakty i interesy, posiadał własną niewidzialną strukturę. Rozmowy toczyły się przy stolikach, kieliszki unosiły się w geście powitania, a muzyka kwartetu nadal spokojnie płynęła ponad głowami zgromadzonych.
@Anthony Whittaker @Emilia Östberg
Wyświetl uwagę Mistrza GryDeadline 27/09 włącznie