Prawdę mówiąc, Emilia nie miała zielonego pojęcia po co Salarianin próbował nawiązać z nią jakąkolwiek konwersację. Oczywiście, mógł po prostu mówić do siebie, choć nie zyskiwał tym w żaden sposób jej sympatii. Widocznie recepcjoniście zabrakło talentu do czekania, który Emilia dawno temu odkryła w sobie, czy też raczej musiała odkryć, patrząc na to, jak zajęta była Rada. Nawet dla niej, Widma. Kwestie niecierpiące zwłoki okazywały się jednak nie być takie pilne częściej, niż można by to sobie wyobrazić. Konieczność czekania nie raniła jej dumy.
To, co jednak ją raniło, to przekonanie pomniejszych biurokratów i tego typu personelu, że skoro są z nią w jednym pomieszczeniu, to zasługują na jej czas. Szybko doszła bowiem do wniosku, że Salarianin pewnie chciał wywrzeć na nią jakiś wpływ, świadomie lub nie, by może to ona, korzystając ze swoich autoryzacji, doprowadziła do jakiejś zmiany. Jego niedoczekanie.
Nie planowała mu odpowiadać, choć musiała w pewnym momencie ugryźć się w język, by nie kazać mu się przymknąć. Nagła fala frustracji "pomogła" jednak nie myśleć o aktualnych sprawach, co wcale nie okazało się być korzystne. Musiała ułożyć sobie wszystko w głowie przed audiencją.
Audiencją, która nadeszła oczywiście w swoim czasie. Rada była gotowa na swoje Widmo, a Emilia wstała od razu, z wyczekiwaniem.
Jeśli korytarz prowadzący do sali rady miał być przedsionkiem świątyni, to czy Emilia była kapłanką? Nie, to byłaby rola Rady, jako najwyższego religijnego autorytetu. Östberg miała by w sobie coś z rycerza, czy innego świętego zakonnika. Myśl ta była dla niej zabawna, choć ostatecznie ją odrzuciła. Emilia nie była osobą zbyt uduchowioną, lecz wierzyła w pewien inny porządek świata. Naturalne prawa oraz te, które organiczni stworzyli sobie sami.
Została przywitana przez całą Radę. Spodziewała się, że zastanie jedynie Irissę, albo może Quentiusa, lecz sprawa musiała być naprawdę poważna. Emilia rzadko miała do czynienia ze wszystkimi na raz. Nie była Shepardem. Jakiejś części jej jaźni cała ta sprawa schlebiała.
Zniżyła głowę. No właśnie, czy miała coś, co chciała powiedzieć od razu? Dostała szansę, by ustanowić ton tej audiencji i musiała z niej skorzystać.
- Sądzę, że tak - zaczęła grzecznie. - Cała ta... sytuacja jest atakiem na mnie, personalnie, oraz na Doktora Whittakera. Za dużo wysiłku poszło na to, by wyeliminować i śledzić nas oboje.
Co oczywiście było dla Emilii bardzo wygodne, jako dla osoby, która chciała pozostać przy całym tym śledztwie.









)

Ludzka radna obserwowała Emilię z rękami splecionymi na blacie. Obok niej asari zachowywała charakterystyczny dla swojej rasy niemal absolutny spokój, który trudno było odczytać jako przychylność lub chłód. Salarianka Radna miała już przed sobą otwarty terminal, na którym błyskawicznie przesuwały się kolejne raporty. Z kolei turianin siedział nieruchomo, opierając przedramiona o poręcze fotela.
Nie zdążyła wybrzmieć ostatnia sylaba, gdy głos zabrała asari.
Nie było w tym zdaniu ani aprobaty, ani dezaprobaty. Wyłącznie chłodna obserwacja. Ludzka radna skinęła nieznacznie głową.
-