- Chciałabym być tak pewna swoich umiejętności jak ty - mruknęła Suyrrae pod nosem, w odpowiedzi na zaczepkę. Będąc asari, powinna być również biotykiem. Natura jednak postanowiła ją skrzywdzić i odebrać jej dostęp do tego, do czego powinna go mieć od urodzenia, zaszczycając ją bolesnym, ale efektownym wybuchem nabudowanej biotyki raz na bardzo długi czas. Może była w stanie stanowić jakieś wsparcie ratunkowe, albo przy odgruzowywaniu okolicy, ale to by było na tyle. W tym mógł pomóc każdy, nawet Tommy. - Martwią się tylko o ciebie - odezwał się ostrożnie Tommy, ruszając w stronę jednego z wyjść z plaży, tego prowadzącego na postój taksówek. - Nie denerwuj się na nich.
- Nie mów tak, bo się tylko wkurzy - mruknęła do niego cicho Suyrrae, po raz pierwszy w sumie odzywając się do chłopaka. Momentalnie zorientowała się, że to zrobiła, choć chyba nie planowała i wycofała się, zatrzymując na moment, by wylądować gdzieś za ich plecami. Rudzielec jednak zerknął na nią przez ramię, uśmiechając się lekko.
- Jestem Tommy - rzucił. - A ty?
- Su... Suyrrae.
- Cześć, Susuyrrae.Asari mruknęła coś po cichu i wsunęła ręce w kieszenie pożyczonej bluzy, skupiając się na Brandy, podskakującym teraz obok niej z zadowoleniem. W pysku trzymał mokry patyk z kawałkiem fioletowego glona uwieszonym na jego końcu. Najwyraźniej planował zabrać go ze sobą do domu.
- Kto to ten Khari? Jest spoko? - spytał Tommy, odwracając się z powrotem do Jaany i ignorując wszystkie jej ewentualne wcześniejsze pretensje i wylewane żale. - Może poproś żeby napisał za dwadzieścia minut, że jesteś. Ja mam lepszy pomysł.
Otworzył przed nimi drzwi taksówki, a sam zajął miejsce przed panelem sterowania. Brandy wskoczył, naturalnie, obok niego, zostawiając dziewczynom tylne siedzenia. Chłopak stęknął, poprawiając się w miejscu i obrócił się do Ritavuori.
- Myślałem, że moglibyśmy polecieć od razu. Główne lądowisko jest po drugiej stronie budynku niż plaża. Taksówka nas tam dowiezie nawet bez łamania zabezpieczeń systemu. To znaczy... ee... - podrapał się nerwowo w tył głowy, orientując się poniewczasie, że może nie powinien o takich rzeczach rozmawiać z nieznajomymi. - No, albo możemy polecieć na ten wasz statek, jak chcecie się przebrać w coś suchego i porozmawiać z tym Kharim, a potem dopiero z powrotem. Nie musisz robić wszystkiego co ci mama powiedziała.
Sięgnął do panelu i aktywował systemy taksówki, wybierając ten adres, na jaki zdecydowała się Jaana.
- Swoją drogą, wygląda mega młodo. Jak cię urodziła musiała mieć jakieś... - zamilkł, bo matematyka nie do końca mu się zgadzała. - Czekaj...



