Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

SSV Higgs

19 wrz 2022, o 22:45

Obrazek

Mała, diabelsko szybka korweta pościgowa, stanowiąca trzon floty okrętów przeznaczonych do dyskretnych operacji, które należy przeprowadzić sprawnie. Zdolna pokonywać długie odległości w pustce wyłącznie z pomocą swojego silnika FTL, stanowi uniwersalne narzędzie dla linii E, S lub B.
Korweta rozmiarem przypomina pokaźny prom. Choć większość jej powierzchni podzielona jest na maszynownię, pokój wspólny i sypialnie przewożonej załogi, na przodzie statku umieszczono jeszcze mały kokpit, który służy również za centrum komunikacji.
Nie posiada uzbrojenia, które dodawałoby jedynie ciężaru, nie zwiększając szans na przetrwanie w wypadku, w którym doszłoby do poważnej walki. Obleczona pancerzem Silaris, posiada potężne tarcze kinetyczne, które z reguły pozwalają jej na przetrwanie kilku uderzeń, kupując czas, którego potrzebuje, na ucieczkę.
Korwetę utrzymywać może załoga trzech osób, lecz w szczególnych wypadkach wystarczy uzdolniony pilot, by w pojedynkę pokierować ją w stronę celu - zakładając, że nic nie zepsuje się po drodze.
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 18:58

- Zrozumiano.
Baozhen westchnął pod nosem. Klauzula tajności często bardziej komplikowała sprawy, tak jak i teraz. Co prawda kilka godzin nie robi aż takiej różnicy, mogło się jednak nieco rzutować na skuteczność. Ale po to wysyłali zawodowców, a nie najbliższy oddział trepów. Delikatny uśmieszek zagościł na twarzy szturmowca jako odpowiedź na swoje myśli, po chwili skupił się jednak ponownie na Wyricku i otoczeniu, słuchając co mają do powiedzenia. Wyluzował nawet nieco, rozsiadając się wygodniej w swojej “szkolnej” ławce. Dwadzieścia godzin lotu to całkiem dużo czasu na przygotowania. Być może zdąży nawet nieco poćwiczyć i się zdrzemnąć przed samą akcją. W sumie nie było aż tak źle.
Po skończonej odprawą, Wang podniósł swoje szanowne cztery litery i zabrał je do wyjścia wraz z resztą ludzi z E. Po drodze sięgnął po beret aby ponownie przyozdobić nim swoją głową ze staranną dokładnością. Humor Bao nie opadł za specjalnie na widok komandora. Nie pałał do niego olbrzymią złością, pomimo raportów składanych przez pana oficera, po prostu uważał Santorro za słabego i nienadającego się na swoje stanowisko. W Przymierzu było takich zadziwiająco wielu w porównaniu do ChALW. Oczywiście w ogóle nie zmieniało to faktu, że pozbyłby się komandora. Najlepiej osobiście, na zlecenie pewnych sfer. Gdyby nie był ateistą to by się za to pomodlił. A może warto było zapalić kadzidło w świątyni podczas ostatniej wizyty w Szanghaju?
- Komandorze. - odpowiedział, gdy nadeszła jego kolej, wykonując raz jeszcze poprawny salut. Honory oddawał randze, nie osobie. Baozhen wolałby inny przydział ale nie jemu było decydować. Uśmieszek jednak pozostał, ot by nieco zdenerwować Santorro. - To zaszczyt znów razem pracować. SSV Higgs, zrozumiano.
Każdy z obecnych mógł odczytać nutę ironii w jego głosie, bo i sam Bao zupełnie nie silił się na ukrywanie tego. Kiedy mieli już odejść jego myśli odbiegły do paczki chipsów, którą zaraz zamierzał schrupać. Był już nieco głodny… Dopiero po chwili zrozumiał, że komandor Luca się go uczepił. Zamrugał i uśmiechnął się szeroko, nienaturalnie dla siebie szeroko. Energicznym skinieniem głowy przyznał “rację” oficerowi, widząc, że ten nie zamierza go słuchać. Jeszcze przez moment wpatrywał się w plecy komandora, tym razem już mniej przyjaźnie.
- 贱女人. - mruknął pod nosem w swoim ojczystym języku, nawiązując do samicy psa, i odwrócił się aby ruszyć w przeciwną stronę.
Dwie godziny to wystarczająco dużo czasu aby przygotować się do odlotu. Po skompletowaniu całego oporządzenia oraz istotnych rzeczy osobistych jak zapas fajek, chrupek, szczoteczka do zębów i świeża bielizna. Wszystko zapakowane w prostą, czarną torbę podróżną, a pancerz na samego Wanga. Po prostu tak było łatwiej transportować to cholerstwo. Z torbą przerzuconą przez ramię, słuchając muzyki i wsuwając swoje ulubione, ostre chrupki Baozhen ruszył w kierunku doków.
Rozkojarzony wszystkimi bodźcami i własnymi myślami nawet nie zauważył swojego pobratymca, który na niego wpadł. Resztka chipsów wystrzeliła z torebki, spadając na ziemię ku wielkiemu niezadowoleniu Wanga.
- 操你媽! - krzyknął popularne przekleństwo z nadzieją, że kolega Chińczyk usłyszy. Teraz to się zdenerwował. W lewej pięści zacisnął pustą paczkę, na moment jeszcze spoglądając na rozsypane chipsy z cichym westchnieniem. Nie będzie przecież kręcił burdy przed wylotem.
Z żalem w sercu podszedł do śmietnika aby wyrzucić zgniecioną paczkę i ewentualnie śmieci z kieszeni. Wtedy też odkrył coś nietypowego. Dysk, którego zdecydowanie być nie powinno. Dziwne, być może, ale nie dla Bao. Szybko zrozumiał, że był to sposób bezpiecznego kontaktu. Może niepotrzebnie wyzywał tamtego typa?
Stojąc na uboczu odpalił omni-klucz aby odczytać dysk i zawartą na nim wiadomość. Ta była równie tajemnicza jak sposób jej dostarczenia, chociaż widząc od kogo ją dostał, Baozhen zrozumiał o co chodzi. I poczuł się z tym cholernie dobrze.
Kilka razy przeczytał całą wiadomość, potem samo hasło aby wszystko dobrze zapamiętać. Upewniwszy się, że wyryło się w jego pamięci dobrze, Bao wysunął dysk aby następnie połamać go na kilkanaście drobnych kawałeczków i wyrzucić go do śmietnika.
Żyjemy w ciekawych czasach, pomyślał w swojej drodze na SSV Higgs, i bardzo dobrze.

Korweta była jedną z maszyn, do których się już przyzwyczaił. Szybkie jednostki jak ta pozwalały na lepszą insercję oddziałów infiltracyjnych. Słuszny wybór, chociaż miał jeden minus. Przynajmniej dla Wanga. Jej mały rozmiar sprawiał, że nie było tam za wiele miejsc osamotnienia i kontakty międzyludzkie stawały się nieco bardziej regularne. Nie zawsze jest dzień dziecka, jak zwykł mawiać jego dawny przyjaciel Xi Peng.
Po wejściu na pokład SSV Higgs, Baozhen zameldował swoją obecność nań, a następnie udał się do szatni aby zająć swoją szafkę. Do środka trafił jego bagaż i wkrótce sam pancerz, nie było w końcu potrzeby noszenia go przez następne dwadzieścia godzin. Korzystając z chwili wolnego zasiadł na ławce pod ścianą szatni, wyposażony w paczkę Chuanghwa jak i swoich chipsów aby wykorzystać chwilę spokoju. Odpalił fajka, postanawiając się pierw dotlenić zanim zarzuci kilka dodatkowych kalorii.
Ostatnio zmieniony 20 wrz 2022, o 19:37 przez Wang Baozhen, łącznie zmieniany 1 raz.
ObrazekObrazek
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 19:16

Te przeloty niszczyły jego biedny i tak już nadwyrężony przez życie kręgosłup. Nie mówiąc o tym, że nie posiadając prywatnego transportu skazywał się jeszcze na wszystkie odprawy i przeszukania. Oczywiście przez swój dość idiotyczny wygląd przyciągał wzrok ochrony w portach zawsze jako pierwszy. Nawet wracając na Ziemię z Omegi trafił na osobistą. Do tego jeszcze czas odpraw. Dlatego właśnie tym razem przepłacił za jakiś pakiet premium dzięki któremu jego lot miał odbyć w największym komforcie jego życia.
I dokładnie tak było. Nawet mógł stać w lepszych kolejkach gdzie odprawa trwała dosłownie chwile. Lądując w Vancouver też był traktowany jak VIP. Właśnie w takich momentach nawet cieszył się z tego, że żyje. Jednak nie trwało to dość długo. Oczekiwanie w deszczu na taxi szybko przywróciło jego typowy humor.
W końcu kiedy udało mu się dostać do ciepłego wnętrza pojazdu wskazał cel na centralę. Oparł głowę o zimne szkło patrząc jak świat zwykłych ludzi idzie w nieznanym mu całkowicie kierunku. Nawet nie miał już pewności jak bardzo wypadł już z obiegu, a pakowanie się znowu w dokładnie to samo nie napawa optymizmem w kwestii zmiany tej sytuacji.
Na miejscu zgłosił się do recepcji czekając, aż go ktoś odbierze i zabierze do hangaru. Dobrze, że już tutaj bywał to przynajmniej mieli jego dokumentację w systemie więc to go chociaż omijało. W końcu odebrał swój identyfikator i dotarł na miejsce.
Odmeldował się tylko kapitanowi, który był jego wstępem na statek i załadował się do środka. Ruszył za linią na ziemi prowadzące do szatni. Musiał się przebrać w swój sprzęt.
Wchodząc do środka dojrzał jakiegoś chińczyka, który rozkoszował się chwilą z papierosem. Rozumiał to więc od razu skinął do niego głową nie odzywając się nawet słowem. Nie było sensu przeszkadzać.
Podszedł do jednej z wolnych szafek rozkładając swój sprzęt w środku. Jego pancerz był ledwo co naprawiony i miał już dosyć, że co misja to musi je wręcz naprawiać od podstaw. Odpalił więc papierosa, a potem do środka odłożył swojego szpona. W końcu mógł sobie pozwolić na chwilę relaksu.
Zaciągnął się papierosem i spojrzał na swojego towarzysza.
- Striker.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 21:48

Gdy Striker dotarł na pokład Higgsa, szybko okazało się, że był ostatnim, na którego czekano. Porucznik Cantos schowana była w wybranej przez siebie koi, czytając coś na omni-kluczu dla odstresowania się - odziana jedynie w mundur, wcześniej chowając wszystkie elementy swojego wyposażenia pieczołowicie na miejsce w zajętej przez siebie szafce. Podporucznik Foxwell tępo wpatrywał się w niedziałający ekspres do kawy i, zamiast się poddać gdy maszyna zakrztusiła się po raz kolejny, począł rozkładać go na części z własnej, zawodowej ciekawości, bądź też uporu nie pozwalającego mu odejść bez kubka gorącego napoju. Ich komandor, Luca Santorre, stał w kokpicie, krok po kroku przechodząc przez ustalony plan działań z ich pilotem i dopiero gdy śluza za Strikerem się zamknęła, wsunął się do pokoju wspólnego i łypnął na nich spojrzeniem. Odziany w swój mundur, przypominał niemal plakatowego żołnierza Przymierza, z dumnie wypiętą ku sufitowi piersią i dłońmi złączonymi za plecami.
- Wang - kiwnął mu głową, wypowiadając jego nazwisko z tą samą, obojętną intonacją, jakby pokazanie mu choćby odrobiny czegoś pozytywnego lub negatywnego zaburzyło balans, który starał się utrzymać. - Charles, miło mi cię poznać.
Przysunął się bliżej, wyciągając do Strikera rękę. Błogo nieświadom równie socjopatycznych zapędów bruneta, potrząsnął jego ręką w uścisku mocnym, pewnym, wcale nie kompensującym sobie niczego.
Widząc nowo przybyłego, Foxwell zaprzestał na chwilę swojej pracy i stanął w przejściu z kuchni, kiwając mu głową. Gdzieś zza otwartych drzwi kajut dobiegło ich Siema, wyrzucone w przestrzeń przez Josephine Cantos. Sartorre, słysząc to, wpatrywał się w przejście przez chwilę, wyraźnie domagając się jej pojawienia się w przejściu we własnej osobie, lecz, nie doczekując się niczego, zmuszony był cmoknąć tylko, z niezadowoleniem.
- Charles Striker dołączy do naszego zespołu na czas trwania tej misji, zgodnie z rozkazami dowództwa - poinformował ich głośno, upewniając się, że dotrze to do koi, na której wygodnie umościła się porucznik. - Jest nas za mało w Vancouver, by przeprowadzić tą operację bez wsparcia zewnętrznego. Miej pewność, Striker, że będziemy traktować cię jak swojego.
Odchrząknął lekko, zerkając w stronę swojego omni-klucza, by przeczytać fragment ostatniego, otrzymanego przez siebie raportu.
- Naszym celem jest fregata SSV Tarain. Po przybyciu do Mgławicy Półksiężyc otrzymamy nazwiska osób, które będziemy musieli wyprowadzić - dodał, rozglądając się po pozostałych. - Statek jest za mały, by móc przemknąć jego korytarzami niezauważenie. Będziemy musieli przedstawić się otwarcie. Gdy zostaniemy zapytani, powiemy, że naszym celem jest rozpoznanie i przechwycenie jednostek posądzonych o współpracę z SST przed przylotem statków ewakuacyjnych.
Po krótkiej chwili Higgs zamruczał pod działaniem pilota, a silniki manewrowe wyprowadziły ich z ciasnego doku, kierując wprost do Przekaźnika Masy.
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 22:59

- Też miło mi poznać. Nigdy nie spodziewałem się, że przyjdzie mi pracować z linia E. - Uśmiechnął się szczerze i uścisnął dłoń mężczyzny starając się ignorować trochę dziwną siłą włożoną w tę czynność. W środku już czuł, że przyszło mu pracować z harcerzykiem. Miało to swoje plusy. Nie musiał się już martwić, że zacznie go o coś podejrzewać. Wygodnie.
Do reszty załogi skinął głową. Nie za bardzo był teraz czas na small talki czy wyciągnięcie jakiś ciekawych historii. Przyjdzie im tu spędzić kilkanaście godzin więc równie dobrze mógłby się zakumplować z załogą. Na dłużej lub krócej. Zależy jak pójdzie misja.
- Miło to słyszeć.
Tutaj już ledwo udało mu się nie prychnąć śmiechem. Bo zawsze niezmiernie go bawiło to piękne coachowe pierdolenie. Pewnie jak robił briefingu to mówił wszystkim. “Dzień Dobry! Co tak cicho? Jeszcze raz. Dzień dobry!”. Pokręcił głową, kiedy Luca na niego nie patrzył starając się nie pęknąć.
Po skończonym briefingu wiedział już, że dostał dokładnie to samo info co prawie reszta załogi. Jak zawsze musiał się cieszyć ochłapami wywiadu. Przez chwilę zbierał się na powiedzenie czegoś, ale uznał że w tym wypadku lepiej będzie zamilknąć. To nie Karajev. Tu nie miał co dawać propozycji bo materiał do pracy na tym statku wymagał zbyt dużo pracy.

Po starcie i briefingu zabrał ze sobą energetyka którego kupił jeszcze w strefie celnej na Nos Astrze. Usiadł sobie wygodnie w fotelu w pokoju wspólnym. Wyciągnął przy okazji papierosy i zapalniczkę.
Odpalił swój omni-klucz. Miał naprawdę dużo dla siebie więc chciał go wykorzystać. Pierwsze co zrobił to odpalił jedną ze swoich karcianek po czym westchnął pod nosem widząc, że jego ulubiony turianin już niestety był w jakiejś grze więc zaczął swoją. A, miał ochotę sprawdzić czy coś dobrego wyciągnął w ostatnich pakietach.
Otworzył puszkę, a po chwili odpalił papierosa. Tak można było lecieć. Jeszcze tylko podłączył słuchaweczki, ładując od razu jedną do ucha drugie zostawiając puste. Nigdy nie wiadomo czy zaraz nie pojawi się ktoś z pytaniami. Miał nadzieje, że nie.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 23:33

Chwile spokoju mają to do siebie, że nie trwają za długo. Kilka kłujących w płuco buchów później do szatni wszedł nowy. Wang usłyszał kroki chwilę przed pojawieniem się… No właśnie. Całkiem sporego gościa. Oczy Chińczyka wylądowały pierw w okolicach pasa Strikera i zmuszony był odchylić głowę do tyłu aby spojrzeć na twarz mężczyzny. Sukinsyn serio był wysoki. I zupełnie mu nieznany. Brak munduru momentalnie zdradził brak przynależności do szeregów Przymierza. Prywatny kontraktor? Tutaj? Góra była naprawdę zdesperowana. Westchnął pod nosem, łącząc to z dymem opuszczającym jego płuca.
Jednak ku jego zaskoczeniu, Striker nie przeszkodził mu w drobnym rytuale “dotleniania” swoich płuc. Szanował takie podejście jak i doceniał spokój, którego Charles nie zakłócił. Odwrócił się więc aby dalej patrzeć w przysłowiowe nic i skupił się na swoim papierosie. Nowy zrobił to samo. I dobrze. Fajnie było sobie z kimś pomilczeć dla odmiany.
Skończywszy swojego papierosa, skiepował fajkę o metalową część pod ławką i podniósł się ze swojego siedzenia. Dopiero teraz skierował wzrok na najemnika. Na skinienie odparł własnym, tak samo z nazwiskiem.
- Wang. - po czym udał się do najbliższego śmietnika aby wyrzucić niedopałek. Czystość na okręcie to podstawa.
Wkrótce po tym znad kubła rozległ się specyficzny szelest i trzask otwieranej paczki wypełnionej powietrzem i chipsami. Wracając na pozycję, Baozhen już zdążył wpakować pierwszą porcję do ust. Akurat na czas by przywitać Santorro głośnym chrupnięciem swoich Calbee. Przyspieszył proces gryzienia i po chwili przełknął większość powstałej masy.
- Komandorze. - odpowiedział, jednocześnie sięgając po kolejnego chipsa. Już dziś Luca dostał swoje honory. Zanim ponownie wchłonęły chrupka, usta Wanga wykręciły się w uśmieszku na reakcje Cantos. A raczej jej brak. Spryciula zdążyła się już skitrać na koi.
Baozhen często miał rację, tak przynajmniej myślał. Teraz jednak utwierdził się w swoich przekonaniach, bowiem poprawnie odgadł dwie sprawy. Charles Striker, jak nowy miał się nazywać, faktycznie był prywatnym kontraktorem zatrudnionym przez Przymierze. Czyli dowództwo było zdesperowane, nie mogli sobie pozwolić na ściągnięcie całej E do Vancouver. To akurat nic dziwnego. Miał też rację, że Santorro za cholerę nie nadaje się do tej roboty. Widząc i słysząc z jaką energią witał Strikera, Bao aż pokręcił głową. Nie skomentował nic, zamiast słów zdecydował się na głośne chrup.
Odezwał się dopiero gdy korweta zadrżałą pod ich stopami, uruchamiając swoje silniki. Lubił to uczucie.
- Tutaj wszyscy jesteśmy jak jedna wielka rodzina. - dorzucił ironicznie i zarzucił kolejnego chipsa. - Pod warunkiem, że nie mamy kretów na fregacie to powinno być łatwo. Dostaniemy plany fregaty przed czasem?
Nie miał zbytnio pytań poza tym jednym. Skoro i tak czekali na dossier oraz znał ich cel, pozostało tylko dowiedzieć się jak mieli się po nim poruszać. Znajomość środowiska w którym miało się operować była istotna.

Po zakończonej odprawie nie zamierzał siedzieć dłużej w szatni. Zabrał dodatkową paczkę Calbee do prawej kieszeni ładownej swoich bojówek i ruszył wzdłuż głównego korytarza korwety, chcąc się nieco rozejrzeć po łajbie w której przyjdzie mu spędzić niemal dobę. Nie przeszkadzał pozostałym członkom z E na koi czy nie, jednakże jak tylko zauważył postać najemnika we wspólnym…
Być może ku niezadowoleniu Strikera, Baozhen dołączył do niego. Chińczyk zasiadł na kanapie na wprost Charlesa, opierając wygodnie plecy. Jego dłoń zanurkowała w paczce raz jeszcze, szeleszcząc niemiłosiernie w trakcie próby zebrania resztek chrupek. Dopiero po kilku sekundach udało się tego dokonać i, niczym towarowy żuraw, przenieść ją do jego ust. Przez większość czasu wzrok Wanga pozostawał na najemniku. Był ciekaw czy ta kupa mięśni to tylko przykrywka czy nie.
Zgniecioną po chwili paczkę odłożył obok siebie, a w zamian wyciągnął krwiście czerwone opakowanie Chuanghwa. Wyciągnął zeń jednego papierosa ale jeszcze nie sięgnął po zapalniczkę, zamiast tego bawił się fajkiem, obracając go między palcami.
- Big Man. - odezwał się w końcu, nieco żartobliwie, nieco prześmiewczo. - Skąd ty się tu w ogóle wziąłeś, co?
ObrazekObrazek
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

20 wrz 2022, o 23:57

Musiał przyznać, że nie spodziewał się tak zaciekłego spojrzenia już na start operacji. Nawet pracując z najgorszymi mętami to tak go nie traktowano. To było nowe, całkiem ciekawe dla niego. Dlatego też brnął w tą pocieszną grę z lekkim uśmiechem na twarzy.
Dopiero jak potężne dłonie jak imadła jego chińskiego towarzysza zaczęły zgniatać paczkę chipsów ten przestał mu być dłużny. Wziął ze stołu puszkę napoju rozpoczynając cholernie długiego i głośnego siorba z puszki że prawie zagłuszył jego oblizywanie palców. Zdziwił go też widok Chuanghwa. Ostatni raz widział te fajki kiedy szabrował ciało jakiegoś korpo-żołnierza kiedy potrzebował nikotyny.
- Zabłądziłem w drodze na studia. - Odpowiedział idiotycznym żartem. - Pracuje dla Przymierza ale na kontrakcie bo lepiej na tym wychodzę.
Wzruszył ramionami odpowiadając całkowicie szczerze. Dopóki nie dostanie umowy na czas nieokreślony z linią B to mógł dalej mówić, że robi dla ATF bo oficjalnie tak było.
- Do tego to całe mindoirowe mambo jumbo zepsuło mi moje plany na jakiś spokojny przydział, zamiast robić w ewakuacji jakiś ważniaków. - Zaciągnął się papierosem. - Jakim cudem oni tego kurwa nie znaleźli to jest jakiś kurwa żart. Ciekawe czy ten zdechły pismak miał może racje z tymi swoimi teoriami.
Wrócił wzrokiem do gry. Niesamowite było uczucie znać całą prawdę zwiazaną z tym wydarzeniem, ba, grać nawet z jednym z whistleblowerów w jakieś extranetowe gierki. To był po prostu najdziwniejszy moment w jego życiu. Gdyby wiedział, że tak wyglądają wszystkie te porachunki na samym szczycie to szybciej by spieprzał do cywila. Tam przynajmniej było spokojniej.
- Co ten Luca taki cięty na ciebie? - Wyjrzał zza wyświetlanego przed twarzą ekranu. - Wyglądacie na szczęśliwą liniową rodzinkę.
Parsknął śmiechem przesuwając kartę na planszy by po chwili ją stracić przez RNG.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

21 wrz 2022, o 00:31

O chuj twardy, nie odpuszcza. Przeszło Wangowi przez myśl kiedy dwóch mężczyzn mierzyło się wzrokiem. Najemnik okazał się wytrzymalszym wojownikiem niż Chińczyk założył, a przyszło mu pojedynkować się na chłodne spojrzenia kilka razy. Ten pojedynek przeniósł się na dźwięki, głośny siorb Strikera szybko spotkał się z odpowiedzią - Wang stworzył mała poduszkę powietrzną z resztek paczki i klasnął energicznie, strzelając głośno. Co jak co, ale tutaj musiał mieć ostatnie słowa.
- To źle wylądowałeś. Komandor woli mieć samych prymusów w swojej klasie. - wsadził papierosa do ust, nieodpalonego. Jeszcze. - A, umowa o dzieło czy co tam. Czyli dla pieniędzy.
Pokręcił głową w dezaprobacie, mrużąc nieco oczy. Jednak spodobało mu się, że Striker nie był miękki w uszach. Wystarczająco by wysłuchać najemnika i jego skarb. A być może i odpowiedzieć na jego pytanie. Póki co musiał się zgodzić z Charlesem, Przymierze dało dupy na Mindoir. Przynajmniej według tego co wiedział sam Wang. Baozhen nigdy nie krył swojego zdania na temat Przymierza, pomimo, że w nim służył.
- Na moje to brakuje organizacji i twardej ręki. No i trochę dali ciała. - odpowiedział, jednocześnie wciskając prawą rękę w kieszeń spodni w poszukiwaniu swojej zapalniczki. - Jak dla mnie to przynajmniej coś się dzieje. Nie lubię siedzieć na dupie non stop. A i kiedy ostatni raz była wojna w Drodze Mlecznej, he?
Zrobił małą przerwę aby odpalić swojego fajka. Dopiero po kilku próbach wydobył płomień od którego mógł się zaciągnąć. Wypuścił dym przed siebie, tworząc lipną zaporę dymną na linii wzroku obydwu.
- Lubi pisać na mnie raporty. Jemu się nie podobają metody za to przełożonym podobają się efekty więc wiesz co on może? - zaśmiał się krótko i wziął kolejnego bucha. Pewność siebie Wanga nie była niczym nowym ani wyjątkowym. Ci co znali go pewnie już zdążyli przywyknąć.
ObrazekObrazek
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: SSV Higgs

21 wrz 2022, o 01:39

Pojawienie się Santorre było równie niespodziewane, jak nagła i szybka kiła.
Mężczyzna praktycznie wyrósł za ich plecami w trakcie ich pojedynku i sprawnej wymiany zdań. Gdy podparł biodra dłońmi, jego klatka piersiowa napięła się tak mocno, że zarys jego imponujących mięśni pojawił się pod grubym materiałem munduru.
- I co mogę, Wang? - zagadnął, z błyskiem w oku, którego Bao prawdopodobnie nigdy nie chciałby w swoim życiu widzieć. - Mogę przedyskutować z tobą twoją potwornie nieodpowiedzialną dietę.
Westchnął ostentacyjnie, wskazując na opakowanie chipsów, które było jego elementem rozpoznawczym. Tam, gdzie Santorre trzymał przy swoim sercu krzyż, tam Wang wypełniał tę pustkę znaną marką wspaniałości skrytej w foliowym opakowaniu.
- Ile to w ogóle ma białka? Pewnie nic. Dlatego z ciebie takie chuchro - cmoknął, odkrywając prawdę fałszem nieskalaną. - Nic dziwnego, że nie rośniecie.
Odchrząknął, natychmiast zmieniając temat. Rozejrzał się ostentacyjnie, dostrzegając Cantos, która teraz siedziała na ziemi, w przejściu, czytając swoją książkę, po czym przenosząc wzrok na Foxwella. Ekspres, nad którym pracował, wydawał się mieć już dziesięciokrotnie więcej części, niż wcześniej.
- CZOŁEM ZAŁOGA! - krzyknął, sprawiając, że jego podwładni podskoczyli w miejscu. - Zaczniemy od pochwały dla korpusu logistycznego, który całymi statkami dowozi nam sprzęt i amunicję. Super!
Foxwell nieśmiało zasalutował, jedną dłonią uwaloną w ziarnach kawy, które wyglądały mało zachęcająco.
- Na drugim miejscu przypomnijmy sobie o BEZPIECZEŃSTWIE - ryknął, jakby co najmniej tysiąc osób go w tej chwili słuchało. - Pamiętajcie zawsze, że na statku biegać nie wolno gdyż może to stworzyć kolizję w ruchu pieszym, co może doprowadzić do wypadku, a NAWET urazów fizycznych!
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

22 wrz 2022, o 14:20

Zadowolony z siebie Wang rozsiadł się jeszcze wygodniej. Był przekonany, że Striker załapał aluzję o możliwościach komandora Santorro, które, według Bao, ograniczały się do metaforycznych genitaliów. Uśmieszek wykwitł na jego ustach na moment przed złapaniem kolejnego bucha swojego Chuanghwa. Zdaje się jednak, że nie wszyscy podzielali jego zdanie. W trakcie rozmowy nawet nie usłyszał komandora, który niczym kuna czy też inny jenot zakradł się do nich. Słysząc głos Santorro wymawiający swoje pytanie, Baozhen aż zakrztusił się dymem, który właśnie wciągnął. To była ta cholerna wada mniejszych jednostek - taki dupek jak Luca mógł się zjawić obok w każdej chwili.
Chińczyk szybko odzyskał rezon, bywał w gorszych sytuacjach niż ta. Wyprostował się szybko na swojej pozycji, odwracając w kierunku komandora dopiero jak kolorki nieco zeszły z twarzy Bao.
- Wszystko, panie komandorze. Może pan wszystko. - Na przykład wyrzucić się przez śluzę. Baozhen zmusił się do szerokiego uśmiechu. Ten jednak zniknął wraz z kolejnymi słowami oficera. Mimowolnie spojrzał na swoją pustą paczkę po Calbee, zastanawiając się jak ktoś może się przypieprzać do tak cudownie ostrej wspaniałości. To już była prywatna obraza, tak jak i wycieczka na temat jego wzrostu lub, co gorsza, jego krajan w ogóle. Santorro chyba naprawdę chciał przerodzić ten mały smrodek między nimi w coś bardziej osobistego. Nie odpowiedział nic na zaczepkę, ograniczając się do kolejnego strzała w płuco. Ale, cholera, zapali te zasrane kadzidło modląc się o zlecenie na komandora.
Gdy Santorro przeszedł do kolejnych tematów, czyli podziękowań dla zaopatrzenia i rozprawki o BHP na korwecie. Do zadań specjalnych. Pełnej operatorów jednostek specjalnych. Baozhen westchnął, maskując to papierosem i pokręcił głową. Spojrzał na nowego wzrokiem pełnym zrezygnowania. Teraz i kontraktor musiał siedzieć w tym samym gównie, co nieco dodawało otuchy. Strzepnął popiół z papierosa do resztek paczki po chipsach, zamykając ją później w dłoni. Dla podtrzymania pozorów udawał, że słuchał komandora mimo myśli, w których już zdążył opracować kilka sposób na wyłączenie chłopa.
W końcu wstał aby podejść do kubła na śmieci, gdzie wyrzucił trzymane w ręku śmieci. Paczkę z Chuanghwa schował wraz z zapalniczką, odwracając się do komandora.
- Przepraszam na moment, muszę pójść do toalety. - oznajmił spokojnie i nie czekając na nic opuścił świetlicę.
Faktycznie udał się do kibla ale nie po to by się załatwić. Przed toaletą dokończył papierosa w spokoju, a następnie obmył twarz w umywalce. Zimną wodą. Że też jemu przyszło robić z takim frędzlem.
Kilka minut później ponownie znalazł się w szatni, gdzie przeszedł do codziennej serii ćwiczeń fizycznych. Chipsy należało spalić, a dbanie o swoją tężyznę fizyczną było dobrą wymówką aby nie słuchać pana komandora. Taką przynajmniej miał nadzieję.
ObrazekObrazek
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

22 wrz 2022, o 19:02

Wyglądał jak zza Wanga wyłania się figura Santorego. Musiał przyznać, że jego nowo poznany towarzysz niedoli musiał miał kurewskiego pecha ze swoim przełożonym. Nawet nie potrafił ukryć na twarzy lekkiego zaskoczenia sytuacją jakiej był świadkiem. Takie nie zdarzają się często, trzeba się było nimi delektować.
Znacznie mniej już delektował się tym jak powinien dziękować logistyce, która tak naprawdę w dzisiejszych czasach klika guziki i podsyła roboty do wykonania ciężkiej pracy.
- Muszą cię tutaj kochać.
Powiedział do Santorrego ze szczerym uśmiechem. Akurat granie człowieka zainteresowanego wychodziło mu dość łatwo ze względu na bierny wyraz twarzy, który dawał mu jakiejś aury skupienia. Nie była to prawda. To była tylko twarz. Niestety. Skupienie akurat by mu się przydało.
- Powodzenia.
Rzucił do Wanga, gdy ten udał się do toalety zostawiając go z resztą załogi. Mógł w sumie teraz wejść w swoją rolę, a może nawet wyciągnąć trochę informacji o zleceniu.
- Komandorze Santorre. - Zaciągnął się papierosem i spojrzał na dowodzącego. - Czy twoi ludzie kiedykolwiek mieli jakąkolwiek akcje w tym stylu? Wiadomo, ekstrakcja brzmi prosto ale mówimy tutaj o kilku spośród pewnie ponad setkę lub jeszcze więcej pasażerów którzy raczej nie będą zadowoleni z tego, zabieramy tylko kilka osób. - Kolejne zaciągniecie i powolne wypuszczenie dymu z płuc. - Prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia z wściekłym tłumem. Robiliście kiedyś coś takiego?
Rozejrzał się po reszcie załogi dookoła siebie. Niestety on robił i wiedział czym to się je. Pewnie Wang wiedział, pochodzi przecież z kraju gdzie są królami w tej kwestii. Nie wiedział jak reszta. Drugi wściekły tłum w przeciągu miesiąca nie brzmiał zachęcająco. Szczególnie jeśli będą tam jeszcze ludzie z SST.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: SSV Higgs

23 wrz 2022, o 15:48

Podczas gdy Wang udał się gdziekolwiek, byle tego nie słuchać, Sartorre przyglądał się jego plecom, gdy ten wychodził. Mężczyzna, jakkolwiek w pełni wyszkolony w doglądaniu ludzi pod swoimi rozkazami i posiadający podstawową umiejętność uważnej obserwacji, wydawał się kompletnie ignorować niechęć Bao do ich zacieśniających więzy ćwiczeń.
Cantos i Foxwell wymienili znaczące spojrzenia, gdy mężczyzna wyszedł. Widzieli, że coś jest nie tak, ale żadne z nich nie ośmieliło się spytać o to nabuzowanego energią komandora.
Sartorre przysiadł z nimi, przyglądając się Strikerowi gdy ten odezwał się po raz pierwszy, przerywając tę drętwą ciszę, która nastała.
- Spanikowanym, może. Ale jeśli rozwścieczymy tłum, to zrobiliśmy coś źle, Charles - odrzekł spokojnie, zajmując miejsce na krześle. Pozostali, z wolna, wrócili do swoich zajęć, nawet jeśli nadal przysłuchiwali się ich rozmowie i temu, co Sartorre miał do powiedzenia.
- Hej, przyszliśmy uratować tych ważniejszych od was, odsuńcie się, proszę - odezwała się przedrzeźniająca samą siebie Cantos. Skoro już do nich przyszła, siedziała teraz blisko wyjścia, z omni-kluczem wciąż wyświetlającym strony z czytanej przez siebie książki. - Nie wiem czemu mieliby się wkurwić.
Luca wzruszył lekko ramionami, wyraźnie mając co innego na myśli.
- Nie jesteśmy statkiem ewakuacyjnym, tylko małym oddziałem wysłanym by zabezpieczyć potencjalnie niebezpieczny teren - odrzucił, uśmiechając się lekko. - Na tyle, na ile wiemy, flota ewakuacyjna jest tuż za naszymi plecami, gotowa zabrać wszystkich gdy tylko usuniemy problematyczne jednostki.
Foxwell zaklął pod nosem, gdy część ekspresu wypadła mu z dłoni i ze stukotem uderzyła o podłogę. Odchrząknął, pochylając się i szybko ją podnosząc, ale zwracając na siebie uwagę w ten sposób, poczuł się w odpowiedzialności dołączenia do ich rozmowy.
- Politycy na pewno nie docenią oskarżenia ich o konszachty z wrogiem - zauważył trzeźwo, na co Luca parsknął śmiechem, w którym pobrzmiewała pogarda.
- Połowa tych ludzi to gówniani urzędnicy średniego szczebla, którzy wkupili się w łaski kogoś, kto sporządzał listę. Chyba przeżyję ich wkurwienie - odrzucił. - To mała cena za specjalne traktowanie i wyciąganie ich kilka dni wcześniej.
Foxwell wzruszył lekko ramionami, a Cantos nie odezwała się już słowem.
Pośród ciszy i sporadycznych konwersacji, ćwiczeń Baozhena i palenia Strikera, upłynęły im godziny podróży do przekaźnika w Mgławicy Półksiężyc. Gdy fregata wyleciała po drugiej stronie tunelu, statek ożył, łącząc się z boją komunikacyjną i extranetem. Ich omni-klucze zalały wypływające artykuły na temat wydarzeń, które rozegrały się podczas ich krótkiej nieobecności z wielkiego, cyfrowego świata. Polityków, cywili, a nawet wojskowych nadal ogarniała panika. Póki statki z Mindoiru nie zostaną ewakuowane, nie miało zadziać się nic innego, o czym mogłyby rozpisywać się media.
- Mamy nasza listę - poinformował ich Sartorre, wchodząc z powrotem do części wspólnej po jego krótkiej naradzie z dowództwem. Pośród nagłego ruchu w systemie, statek właśnie zatrzymywał się przy stacji paliw przed wyruszeniem do rubieży - w stronę głębokiego kosmosu. - Trzy cele. Najważniejszym jest senator Corvin Rocheford. Poza nim to dyplomata, Mila Beleni i komandor Pierce Crawford.
Przesłał im nazwiska, oraz zdjęcia każdego z celów.
- Będą pewnie ulokowani w różnych częściach fregaty. Rocheford jest najwyższym rangą politykiem, będzie potraktowany honorowo. Komandor będzie wśród personelu wojskowego, a dyplomatka wciśnięta z resztą pasażerów zabranych na gapę.
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

25 wrz 2022, o 13:43

Krótka chwila bez Santorre i jego pieprzenia była zbawienna. Pozwoliła Wangowi odsunąć myśli o skapiszonowaniu twarzy oficera i ukierunkować je na bardziej korzystne dla wszystkich tory. Tak jak swoja codzienna dawka ćwiczeń. Co prawda korweta była za mała na w pełni wyposażoną siłownię ale i bez tego dało radę coś zrobić. Jak tylko upewnił się, że ma odpowiednio dużo miejsca wokół siebie, Baozhen zrzucił z siebie bluzę mundurową, wciąż pozostają w stylowym t-shircie Przymierza, założył słuchawki i przeszedł do rozgrzewki. Na spokojnie, stopniowo zwiększając zasięg ruchu i rozciągliwość. Aż do momentu, w którym mógł zrobić pełny szpagat. Nabyta potem, łzami i kijem umiejętność wymagała codziennego rozciągania aby po prostu nie zaniknąć. Po minucie albo dwóch w tej pozycji mógł przejść do głównej serii ćwiczeń. Pompki, brzuszki, przysiady i na co tam wyposażenie Higgsa pozwoliło. Przez brak swojego manekina musiał obyć się bez treningu technicznego. Zdarza się, przy odrobinie szczęścia poćwiczy w trakcie roboty.
Dopamina wytworzona w trakcie ćwiczeń pozostawiła Chińczyka w całkiem dobrym nastroju. Z Santorre czy bez, szli robić robotę. Ba, Wang miał swoją własną. Przez chwilę rozmyślał o piwonii, czy też jak to miało się rozegrać. Agentura lubiła tworzyć rzeczy wręcz poetycko zagmatwane, po prawdzie nie bez powodu. Wewnątrz umysłu Bao pojawiła się nawet myśl, że prywatny kontraktor mógł mieć coś wspólnego z tym wszystkim. To jednak wyjaśni się jak będą wreszcie na miejscu.
W ramach odpoczynku po treningu, Baozhen zaparzył sobie nieco herbatki, bez cukru, i zasiadł w ciszy aby się nią delektować. Nijak się miała do prawdziwej herbaty z Chin ale lepsze to niż kawa klasy B, która królowała w wojsku. W ciągu tych kilku godzin lotu zdążył jeszcze się zdrzemnąć i obejrzeć coś na omni-kluczu. Chwila lenistwa przed akcją była potrzebna. Striker miał rację, gdzie jak gdzie ale w Państwie Środka często musieli liczyć się z tłumem ludzi. Wang doskonale wiedział czym to groziło i był niemalże pewny, że wystąpią jakieś drobne problemy. Nic czego biotyka i napędzane efektem masy pociski nie mogą rozwiązać, oczywiście. Zgodnie z chińską tradycją.
Kolejne nadejście Santorre przeszkodziło Wangowi w trakcie seansu jednego ze swoich ulubionych filmów - Legendę Pijanego Mistrza II. Po prawdzie oryginał był po kantońsku, który Bao uważał za szczekanie naciągaczy, ale kino wushu nieco ich rehabilitowało w oczach Baozhena. Natomiast dla komandora było już za późno, chociaż szturmowiec z ciekawością przysłuchiwał się przyniesionym wieściom. W końcu były istotne.
Tylko jedno nazwisko jakkolwiek obiło się Chińczykowi o uszy. Pan senator, jak to bywa z politykami, przewinął się przez któreś wiadomości. Nawet nie pamiętał jakie, Baozhen nie dawał polityce aż tak dużej uwagi. A przynajmniej jej elementom, które nie dotyczyły samego mężczyzny. Reszta była mu kompletnie nieznana. Powtórzył w myślach wszystkie trzy nazwiska aby pomóc sobie ich zapamiętać, jak i ich twarze, które wyświetlił na swoim omni-kluczu.
Najmniejszego oporu spodziewał się po komandorze Crawfordzie. Może nie słusznie ale zakładał, że wojska Przymierza mają chociaż tą odrobinę dyscypliny i karności by podporządkować się rozkazom bez zbędnego marudzenia. Tym bardziej, że główna flota ratunkowa była już w drodze. Senator Corvin był o stopień wyżej w tabeli trudności Wanga. Politycy czasem lubili robić głupie rzeczy i kręcić drakę. Pani dyplomatka natomiast zdawała się najbardziej problematyczna. Panika wśród cywili szybko potrafiła przerodzić się w chaos.
- Jaki plan w takim razie, komandorze? - odezwał się w końcu, unosząc wzrok na Santorre. - Wyciągamy pierw Rocheforda i Crawforda - coś dużo fordów się zebrało - a potem Belleni? Chyba wszyscy się zgodzimy, że otoczona cała choło… Zgrają pasażerów stanowi najbardziej problematyczną część “cichej” ekstrakcji. Działamy całym zespołem czy dzielimy się na mniejsze, skoro to nasz okręt?
Ostatnia opcja jawiła mu się jako najlepsza. Pomijając szybkie rozwiązanie zadania, pozostawiało to Wangowi nieco więcej wolności w kwestii piwonii.
ObrazekObrazek
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

25 wrz 2022, o 14:16

To, że pewność siebie Santorre nie dało mu wziąć pod lupę opcji wściekłego tłumu, sprawiało niewielkie zwątpienie w umiejętności obecnego tutaj mężczyzny. Ktokolwiek odezwał się po nim miał rację. To chyba była Cantos. Ludzie bardzo szybko przechodzili z trybu przerażenia do trybu ataku.
- I właśnie ci średniego stopnia są najbardziej niebezpieczni. - Zaciągnął się papierosem. - Użerałem się z takimi na kilku zleceniach. Najgorszy przypadek. Jeszcze nie sama góra, ale już się czują jak ten jeden procent.
Zgasił papierosa w popielniczce i wrócił do tego co robił wcześniej. Przeglądał więc dalej extranet słuchając muzyki i starając się lekko odciąć od wszystkiego co się działo wokół niego na statku. W pewnym momencie uniósł lekko wzrok ponad wyświetlany tekst na ścianę przed sobą.
Nie wiedział w którym momencie wrócił do siebie. Może to było wyjście z tunelu, a może głośniejsze zachowanie kogoś z załogi. Nawet nie poczuł tych godzin, które właśnie mu uciekły spędzone nawet na niewiadomo czym. Pokręcił głową starając się przywrócić jeszcze bardziej do rzeczywistości. Sięgnął do jednej z kieszeni spodni by wyciągnąć opakowanie z tabletkami. Szybko popił jedną resztką energetyka i wyciągnął słuchawki z uszu.
Gdy Santorre ogłosił listę do wywozu odwrócił się w jego stronę słuchając z kim będą mieć do czynienia. Znał się na polityce, ale tylko Crawforda kojarzył. Reszta już była typowym niezrozumiałym mu wyborem. Nawet zbytnio nie chciał się zastanawiać nad tym kto ich na ową listę wsadził. Jak widać, każdy zawsze miał swojego patrona.
Chińczyk brzmiał dobrze. Widać, że w państwie środka naprawdę trenowali ich w kontroli ludzi. Zresztą nie powinno go to nawet dziwić. Nie podobał mu się za to zamysł całej operacji by wykonać ją całkowicie po cichu bez wykorzystania jakiejkolwiek taktyki kontroli przepływu środków ludzkich na statku.
- Powinniśmy zablokować cały statek. Komunikat od pilotów, że następuje rutynowe przeszukanie statków opuszczających Mindoir na wypadek agentów SST wśród ludności cywilnej. - Rzucił odpalając papierosa. - Będziemy mogli zamknąć ludzi w pomieszczeniach w których się znajdują i wykonać przeszukanie każdego po kolei co zwiększyłoby wykrywalność, a do tego mielibyśmy na głowie mniejsze ilości cywilów na głowie.
Podrapał się po głowie przyglądając się fregacie. Czas raczej nie grał, aż takiej roli. Do tego bez problemu mógłby też znaleźć ich człowieka i w razie czego go nawet stamtąd wyprowadzić bez większych problemów. Wiedział jednak gdzieś głęboko w duszy, że to wszystko chuj, bo Luca wybierze najmniej efektywny plan. Pewnie rozdzielenia się, nie wykorzystania ludzi Przymierza na miejscu i na sam koniec ogłosi jeszcze swoją gadkę o statkach co zaraz przylecą. To wcale nie wkurwi pasażerów.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: SSV Higgs

25 wrz 2022, o 17:13

Sartorre był stosunkowo spokojny - cele, które otrzymali, były jasne i klarowne. Nie wiedzieli tylko, w których miejscach statku mogą się spodziewać i jak ciężka będzie ekstrakcja przy otaczającym ich tłumie - ale tego nie mieli prawa się dowiedzieć póki nie trafią na miejsce. Higgs niósł ich w stronę celu, powoli i nieubłaganie, ale pakiet informacji przesłany im przez dowództwo był ostateczny i zawierał wszystko, co Przymierzu udało się zorganizować.
Czyli praktycznie nic.
Mknące przez głęboką pustkę statki zarówno Przymierza, jak i inne, należące do umownie nazwanej floty ewakuacyjnej, znajdowały się w ogromnej odległości od jakichkolwiek boi komunikacyjnych. Większość z nich polegała na staromodnej komunikacji, co opóźniało wymianę informacji nie o godziny, a całe dni. Co poniektóre podobno posiadały kontakt z komórkami w innych częściach galaktyki za pomocą splątania kwantowego, ale o tym krążyły jedynie pogłoski.
- Naszym pierwszym celem będzie komandor - zadecydował Sartorre, niemal przerywając Bao w połowie zdania. - Ze względu na jego pozycję i rozeznanie w terenie, ułatwi nam lokalizację pozostałych.
Odchrząknął lekko, klikając coś w swoim omni-kluczu. Higgs właśnie zakończył tankowanie i zmieniał swoją pozycję, kierując się w stronę odległego o wiele lat świetlnych układu Baldr. Blask jego śmierci dotarł już do Mgławicy Półksiężyc, lecz pośród widocznych gołym okiem kropek na nieboskłonie, wydawał się tylko jedną z gwiazd, która za kilka godzin zgaśnie.
- Okręty ewakuacyjne brały na pokład tyle ludzi, ile były w stanie przyjąć. Tarain jest przeładowany, nie zmieszczą wszystkich w kajutach - odparł na propozycję Strikera. - Jesteśmy w stanie zamknąć poziomy względem siebie. To niewiele, ale wystarczająco.
Gdy pozostali podeszli bliżej, przyglądając się dowódcy, ich statek rozpoczął podróż, która miała potrwać kolejne dziesiątki godzin.
- Najpierw zabezpieczymy komandora. Wyobrażam sobie, że nawet w kryzysowej sytuacji, cywile nie są dopuszczani do sektorów fregaty, w których operuje załoga. Powinien być łatwiej dostępny - zakomunikował. - Gdy do niego dotrzemy, pójdziecie dwójkami po pozostałych. Foxwell i Cantos odnajdą senatora - skinął im głową, nim wrócił spojrzeniem do mniej szczęśliwej dwójki. - A wy wyciągniecie z tej hołoty Beleni.
Dezaktywował omni-klucz, jakby symbolizując niezmienność podjętej przez siebie decyzji.
- Ja zajmę się ogarnięciem tego pierdolnika tak, by potem premier nie ujebał nam głowy za zeszmacenie jego podwładnych.
Wang Baozhen
Awatar użytkownika
Posty: 74
Rejestracja: 24 sie 2022, o 18:16
Miano: Wang Baozhen (王葆桢)
Wiek: 35
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator E-2
Postać główna: Crassus Curio
Lokalizacja: Szanghaj
Kredyty: 10.095
Medals:

Re: SSV Higgs

26 wrz 2022, o 14:30

Nowy, aka Big Man/Charles Striker, wydawał nie być się aż takim frędzlem za jakiego wziął go na samym początku Wang. Drobny banter, który mieli nawet przypadł Chińczykowi do gustu, tak jak i ich pojedynek spojrzeń oraz dźwięków. Teraz zdążył nawet zaimponować Bao, kierując rozsądną propozycję do Santorre. Kontrola tłumu była niezbędna do wykonania ich zadania, tym bardziej, że Baozhen spodziewał się dodatkowych pasażerów, których udało się ewakuować przed zamachem na Baldr. Co zresztą Luca potwierdził w swoich słowach kilka chwil później, niemal wpadając mu w słowo. Tym razem Baozhen olał sprawę, wolał się skupić na robocie. Karma wróci do Santorre.
Komandor również nieco zaimponował Bao wybierając na pierwszy cel swój odpowiednik na fregacie, niczym przedszkolak chwalący się tacie, że wreszcie zrozumiał jakąś oczywistą sprawę. Przejęcie oficera dowodzącego Tarain jak i samego mostka było wręcz kluczowe, potrzebowali zarówno informacji jak i kontroli nad fregatą.
- Domyślam się, że jest na mostku. Jak nie to trochę lipny z niego dowódca. - krótko skomentował sprawę, rozsiadając się wygodniej na swoim miejscu. Dobre wrażenie, które stworzył Santorre wyparowało wraz z kolejnymi słowami. Brak pełnego lockdownu mógł przysporzyć nieco problemów ale powinni sobie poradzić. Jednak rozdzielenie się?
Wzrok Wanga powędrował na prywatnego kontraktora, rzucając mu beznamiętne spojrzenie. To Bao będzie musiał pilnować najemnika, oczywiście. I, oczywiście, to Baozhen będzie musiał zająć się tłumem. Do głowy Chińczyka przyszła nawet myśl, że Luca specjalnie tak sformował zadania dla grup. Może chciał aby Baozhen się wypieprzył? W końcu dybał na szturmowca niemalże od początku jego służby w linii E. Biotyk prychnął cicho pod nosem, bardziej do siebie niż do kogoś innego. Niedoczekanie. Tak jak zawsze, tak i teraz Wang dociągnie zadanie do końca. Jeśli tylko Striker nie będzie przeszkadzał. Chłop był jedyną niewiadomą wewnątrz ich zespołu, resztę znał i wiedział, czego po nich oczekiwać.
Uśmieszek rozkwitł na twarzy szturmowca kiedy ten ponownie spojrzał się na komandora. To Santorre nazwał cywili hołotą, przynajmniej głośno, co niezwykle spodobało się Bao. Jeśli miała być to próba przytyku to miała dokładnie przeciwny efekt.
- Pani Beleni jest nasza, w takim razie. - te słowa już skierował do Charlesa, samemu będąc ciekaw następnych kilkudziesięciu godzin. Po prawdzie to pasowało mu takie rozdanie kart. W razie jakichkolwiek problemów śmierć prywatnego kontraktora bolała mniej niż członka oddziału. Być może, jeśli Wang miał szczęście, to Duży Chłop nie będzie się mieszał do spraw, które Chińczyk musiał załatwić. Nie mógł być tego pewny ale szansa była większa niż w przypadku Cantos lub Foxwella. Czas pokaże.
Zapewne pokaże też, że komandor wcale nie zapanuje nad fregatą. Tego się spodziewał. I zamierzał być na to gotowy.
ObrazekObrazek
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1380
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.800
Medals:

Re: SSV Higgs

26 wrz 2022, o 16:51

Patrząc na Komandora z którym miał teraz przyjemność, wątpił by ten docelowym statku był lepszy. Chyba zaczynał rozumieć czemu woleli go wysyłać z najemnikami. Ci przynajmniej znali się na swojej robocie. A, do tego nie siedzieli na dupie przez większość życia czekając na jakąś misje. Niestety tak wyglądało życie na etacie, a nie na zlecenie. Minimalnie zazdrościł bo mógłby siedzieć na tyłku. Różnica była tylko taka, że pewnie by nie usiedział za długo.
- Nie jest źle, nie jest dobrze. - Cmoknął niezadowolony z odpowiedzi Santorre ale rozumiał też trochę bardziej sytuacje. Ludzi na pokładzie mogło być od cholery, kiedy ich była tylko piątka. Nawet nie wiedzieli ile jest porządkowych na pokładzie. Nie zapowiadało to zbyt łatwych łowów na ich cel. Charles jednak odnajdywał się w otaczającym chaosie. Wykonanie jego priorytetowego celu zapowiadało się za to znacznie prostsze. Poruszanie się w takim tłumie powinno załatwić robotę w kwestii problemów ze śledzeniem.
- Czy mamy zezwolenie na przejęcie kontroli nad okrętem gdyby się okazało, że Pan Komandor nie ma żadnej kontroli nad sytuacja?- Zaciągnął się papierosem. Nie wątpił w umiejętności żołnierzy Przymierza przecież z nimi współpracował. Wątpił jednak w to, że ktokolwiek z nich kiedykolwiek musiało radzić sobie z taką sytuacją. Nawet dla Strikera była to nowość bo nigdy nie widział takiej ewakuacji. To mogło trochę przytłoczyć nawet najlepszych dowódców.
- Słuchaj w takim razie módlmy się o to, że Premier będzie miał większe problemy na głowie. - Zaśmiał się lekko wiedząc, że i tak żadne konsekwencje na niego nie spadną. - Nie ma problemu, Luca. Ja i Pan Bułeczka damy radę. W razie czego go utemperuje.
Ostatnie zdanie brzmiało mocno ironicznie. Jeśli miał być szczery to Wang był najlepszą opcją ze wszystkich na tym statku. Miał prywate z dowódcą, nie socjalizował się z resztą załogi, a do tego był chińczykiem. Opcja zabicia go albo przekabacenia na swoją stronę nie brzmiała zbyt trudno. Co do reszty jeszcze nie miał planów. Jedyne co na pewno musiał na ten moment przemyśleć to jak wywalić z powłoki cielesnej komandora. Wątpił, że od tak mu da wyprowadzić ze statku szpiega z B. Cóż najpierw go musiał znaleźć.
Po całej rozmowie udał się na szybkie przebranie się w swój osprzęt. Jeśli miał jakkolwiek się wyróżniać z tłumu to sam jego osprzęt robił to wyjątkowo dobrze. Nawet ułatwił pracę przyszłemu agentowi mając na ramieniu typowe oznakowanie dla ATG, a ci jak wiadomo dorabiali sobie u B.
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 12257
Rejestracja: 1 cze 2012, o 21:04
Medals:

Re: SSV Higgs

28 wrz 2022, o 15:22

Jeśli okazali po swoich twarzach jakiekolwiek niezadowolenie, Sartorre i tak udawał, że kompletnie go nie widział. Ich preferencje względem tego, w jaki sposób powinna potoczyć się ta misja, nie były dla niego istotne - szczególnie, jeśli pochodziły od Baozhena, który zdaniem komandora powinien być na wszelki wypadek odsunięty od wysokiej klasy polityków, by zminimalizować ryzyko popełnienia przez nich faux pa.
- Komandor nie jest kapitanem statku - podkreślił, być może wyczuwając w tej kwestii wątpliwość u pozostałych. - Każdy z naszych celów to cargo. Załapali się na Taraina w trakcie przyśpieszonej ewakuacji. Żadne z nich nie należy do oryginalnej załogi statku.
Pozostali nie mieli wielu pytań - podobnie jak ich dwójka. Cantos i Foxwell kiwali głowami, słuchając słów dowódcy, tak, jak oczekiwano od nich jako przykładnych żołnierzy. Gdy ich krótka odprawa się zakończyła, Sartorre skinął im głową i, tak jak już wcześniej robił, udał się do kokpitu. Może lubił nadzorować pracę pilota, czy też oglądać kosmos zza wielkich wizjerów, które były tam umieszczone. A może zwyczajnie nie miał ochoty przebywać z podwładnymi przez dłuższy czas, ceniąc sobie święty spokój przede wszystkim.
Przez następne godziny ich lotu, życie wyglądało tak samo. Higgs nie był na tyle dużym statkiem, by funkcjonowało w nim oświetlenie dzienne i nocne, nie posiadał też załogi, która operowałaby na swoich zmianach. Sami ustalali wszystko, wchodząc w wyuczony przez lata szkoleń rytm. Same kwatery załogi były wiecznie wyciemnione, oferując wygodne warunki do spania w pryczach, gdy chodzili do nich zamiennie - w systemie, który wykształcił się w naturalny sposób. W mesie grała muzyka puszczana przez Foxwella, a gdy udało mu się naprawić ekspres do kawy, w powietrzu unosił się jej gorzki zapach.
Podróż poza tunelami przekaźnika była inna, specyficzna. Z reguły, chwile tranzytu pomiędzy układami były błogie, ciche, wyjęte spoza czasu i przestrzeni. Tym razem jednak towarzyszył im głośny pomruk stale działających z pełną mocą silników, który ucichł jedynie na chwilę, gdy Higgs dostosowywał swoją pozycję w drugiej części lotu. Gdy wyglądali na zewnątrz, nie witały ich błękitne smugi promieniowania, przykrywające odległe, czarne dziury i błyskające pulsary - świat wyglądał normalnie, zwyczajnie wręcz, jakby podróżowali wewnątrz układu, który w praktyce pozostawili daleko, daleko za sobą.
Gdy pozostała im ostatnia godzina drogi, wszyscy się zaktywizowali - niczym pasażerowie długiej podróży w pociągu, wstający ze swoich miejsc pomimo tego, że do stacji pozostało jeszcze prawie dwadzieścia minut. Gdy Sartorre wsunął się z powrotem do mesy, Cantos piła ostatnie, mdłe espresso, a Foxwell grzebał przy swoim pancerzu, naprawiając coś.
- Gotowi? - padło pytanie, retoryczne, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Gdy okręt, którym podróżowali, wreszcie umilkł, pozostawiając w ciszy jedynie odległy szum pracujących systemów podtrzymywania życia, stanęli przed śluzą, gotowi do wyjścia na zewnątrz.

Wróć do „Przymierze Układów”