W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

[Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

23 cze 2024, o 18:35

Gdy obserwowała taniec dronów na ekranach przed sobą, słowa kapitana Anathemy powoli zlewały się w ten sam szum, który wypełniał wnętrze Centrum Informacji Bojowych. Nie interesowały ją jego tłumaczenia. Tam, gdzie Rhys dostrzegał ich współpracę i chęć pomocy zaawansowanej fregacie, chęć osłaniania jej podczas jej szarży na krążownik, Hawkins widziała jedynki i zera tworzące sumę jej decyzji.
Była zbyt świadoma tego, jak bardzo jej serce pragnęło zobaczyć, jak Anathema płonie w tamtej chwili, by odpowiadać, czy wchodzić w zbędna polemikę. Mniejsze straty fregata zawdzięczała wyłącznie żelaznej logice trzymającej jej rozszalałe emocje w okowach, a nie zaskakującej dobroci serca odnalezionej we wnętrzu pirata.
Obróciła głowę do Nephietta, gdy drony podjęły decyzję - lub ludzie stojący za ich ruchami. Jedna z kapsuł ratunkowych kręciła się w chaotycznym ruchu, być może nieświadoma tego, jak mało brakowało do jej unicestwienia.
- Sprawdź co wiedzą - zarządziła, wiedząc, że sama będzie niedługo w śluzie, a pokojowe pertraktacje i spokojne rozmowy były specjalnością Nephietta. - Co było ich zadaniem w tym systemie, co stało się z pozostałymi statkami, czy odzyskiwali coś z tego, który został. Zasugeruj im, że część załogi Shield of Valor przetrwała, jeśli będą potrzebowali argumentu. Obiecaj, że zostawimy ich w spokoju i że będzie dane im zaczekać na ekipy ratunkowe jeśli będą współpracować.
Odwróciła głowę z powrotem do hologramowej twarzy mężczyzny. Jej brwi mimowolnie zmarszczyły się, gdy wspomniał o rozdzieleniu na dwa zespoły. Wiedziała, że było to sensowne rozwiązanie. Przytaknęła, gdy zasugerował, by podzielili załogi i zmieszali zespoły.
- W porządku - odrzuciła, sięgając po kubek po kawie. Resztki czarnego płynu krążyły po jego dnie, zbyt zimne i podłe w smaku by móc ją zainteresować. - Ale ty idziesz ze mną.
Ich współpraca była iluzją. Pierwsze starcie, do którego dotarli, wyłącznie potwierdziło jej sceptyczne nastawienie do Anathemy. Teraz, gdy któreś z nich miało odnaleźć podzespół, lub newralgiczne informacje, doskonale wiedziała, że liczyło się to kto je odnajdzie.
Jeśli kapitan Anathemy znajdzie je pierwszy, uratowanie danych będzie dla niego priorytetem. Jeśli w systemie pojawią się wrogowie, bez zawahania rzuci Wraitha na pożarcie byle tylko ocalić to, na czym zależy Kestrel. Nie mówiąc o tym, że jeśli ich już problematyczna relacja osiągnie punkt wrzenia, zwyczajnie zwróci się przeciwko pirackiej łajbie - posiadając to, po co przyleciał, nie będzie już jej potrzebował.
A przynajmniej zrobiłaby dokładnie to zrobiłaby Hawkins.
Kto znajdzie informacje będzie rozdawał karty.
- Moi ludzie są gotowi do drogi.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

27 cze 2024, o 18:38

Rhys ponownie skrzyżował ramiona i uniósł nieznacznie jedna brew w wyrazie kpiącego rozbawienia.
- To miło, że tak się o mnie martwisz - odrzucił, chociaż sądząc po jego spojrzeniu, jego myśli podążyły podobnym torem co te czerwonowłosej. - Niech będzie. Ale w takim razie polecimy na Valora, na wypadek jeżeli wrak okazałby się jeszcze bardziej niestabilny niż podejrzewamy. Druga grupa może zająć się którymś z pozostałych okrętów.
Dłoń mężczyzny zbliżyła się do terminala, zawisając nad wyłącznikiem.
- Podlecimy w pobliże Wraitha za dziesięć minut. Wezmę ze sobą szóstkę ludzi - dodał, nim skinął głową na jej słowa i przerwał połączenie.
Wrak Valora stanowił ciemny kształt na wyświetlaczu czujników energetycznych oraz cieplnych, ale od czasu do czasu przez jego powierzchnię przebiegały jaśniejsze punkty oraz rozbłyski, stanowiące echo obrażeń, które otrzymał - pośmiertne drgawki, które targały wciąż jeszcze stygnącym ciałem. Nephiett bez słowa przystąpił do nadzorowania przejęcia kapsuły ratunkowej, pozostając na linii między Sykesem, który przejął sterowanie nad dronami, a wytypowanym przez niego bojowym oddziałem, który miał przywitać ostatnich ocalałych na pokładzie Wraitha.
- Uważajcie tam na siebie. Większość załogi powinna być martwa, ale na tej wielkości okrętu prawdopodobnie część sekcji mogła zostać odcięta przed pełną utratą integralności kadłuba - rzucił tylko przez ramię, gdy Hawk ruszała w stronę wyjścia z CIB. - Będziemy monitorować okolicę na wypadek jakby ktoś jeszcze postanowił pojawić się na radarze zanim wrócicie.
Przygotowanie się przez Hawk i dotarcie do hangaru zajęło tylko kilka minut. Wnętrze Wraitha było ciche, jeżeli nie liczyc nieustającej pracy systemów okrętu oraz okazjonalnie przewijających się załogantów fregaty, ale w inny sposób niż dane było jej zapamiętać z każdego dokowania w bezpiecznym porcie lub podczas nocy spędzonych na podróżach między Przekaźnikami. Tych swoich towarzyszy, których mijała, cechowało skupienie i nietypowa powaga, która wychodziła na powierzchnię wyłącznie w takich chwilach jak ta - tuż przed walką lub tuż po niej, gdy emocje powoli opadały, ale wyłącznie do pewnego stopnia. Bezpośrednie zagrożenie być może minęło, ale organizm ludzki niełatwo porzucał płynącą przez jego żyły adrenalinę, nawet gdy z pozoru byli już bezpieczni. Niektórzy skupiali się na weryfikacji systemów biorących udział w walce, przeprowadzając liczne testy i analizy, które mogły potwierdzić dalszą funkcjonalność Wraitha; inni wciąż tkwili na stanowiskach bojowych, gotowi do dalszej walki, gdyby tylko pojawił się taki rozkaz lub nowe zagrożenie. Ci, którzy nie brali udziału w zarządzaniu systemami okrętu - członkowie oddziału desantowego, ludzie odpowiedzialni za zaopatrzenie, personel medyczny - pozostawali w swoich kajutach lub na stanowiskach, czekając na sygnał powrotu do własnych zajęć lub inne rozkazy. Takich osób nie było jednak zbyt wiele, bo pirackiej łajbie daleko było do posiadania pełnego składu personalnego typowego dla jednostek Przymierza lub innych, oficjalnych, wojskowych okrętów i znaczna część osób pełniła więcej niż jedną funkcję, nie mogąc pozwolić sobie na bezpieczną redundancję oraz odpowiadanie za tylko pojedynczy element tego funkcjonującego organizmu.
Gdy Hawk dotarła do hangaru, Kodiak czekał już przyszykowany do drogi. Ich prom desantowy mruczał cicho, wciąż tkwiąc jeszcze na stalowej posadzce pomieszczenia, ale jego boczne skrzydła uniesione były do góry, czekając na wytypowanych przez Hawk pasażerów oraz nią samą. W pobliżu kręciła się para mechaników, którzy upewnili się, że pojazd jest zdatny do lotu, gdy tylko otrzymali powiadomienie z mostka Wraitha.
- Z Anathemy wyleciał mały prom i zmierza w naszą stronę - poinformował ją Adams, niespodziewanie odzywając się w głośniku jej komunikatora. - Na pewno nie chcesz, żebym go teraz zestrzelił? - dodał z przekąsem i cieniem nadziei w głosie. - Powiemy, że to błąd systemu. Albo, że Sayia wcisnęła enter zamiast spacji i tak jakoś wyszło.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

27 cze 2024, o 21:18

Jej wzrok mimowolnie przetoczył się po suficie na dźwięk jego słów, których nie zdecydowała się skomentować. Otrzymawszy potwierdzenie, oraz potrzebne informacje, zakończyła swoje połączenie z kapitanem Anathemy nie czując potrzeby dodania do niego czegoś od siebie. Odkąd wiadomym stało się, że niedługo wyjdą na zewnątrz - prosto do wciąż gorących trzewi Valora - jej ciało stało się niespokojne. Mrowiło w kontakcie z fotelem kapitana, w którym nagle poczuła się uwięziona. Rwała się do przodu, do akcji, do chwycenia po broń i wejścia do wnętrza krążownika.
- Daj mi znać, jeśli wyciągnięcie coś z ludzi w kapsule - poinformowała tylko Nephietta, w reakcji na jego ostrzeżenie. Skinęła mu głową. - Jesteśmy w kontakcie. Dobra robota.
Wysunęła się z Centrum Informacji Bojowych, zapominając o kubku, który zostawiła na swoim podłokietniku. Jej myśli od razu skierowały się do załogi, do ludzi, których planowała zabrać ze sobą oraz przydzielić do zbadania reszty.
Na Valora zabrała Reda i Ryanę, choć nie tylko z tego powodu, że byli z nią na Quebui. Nie zamierzała zabierać tam nikogo, kogo łączyło Przymierze. Znała dobrze gulę, która potrafiła pojawiać się w jej przełyku na znak niebieskich mundurów, znała wspomnienia, których nie dało się wymazać. Żaden z jej członków załogi nie miałby problemu ze strzelaniem do żołnierzy Przymierza, ale jeśli miała możliwość oszczędzenia im tego nieprzyjemnego uczucia na języku, które czasem pojawiało się w zdradziecki sposób, zamierzała to zrobić.
Poza tym, lubiła Stadtforda i Telvos. Lubiła trzeźwość umysłu asari i kompletne przyzwolenie, niemal zachętę do brutalności mężczyzny. Przy nim nigdy zbyt długo nie wpatrywała się w oczy osoby, do której strzelała.
Pozostałą czwórkę do drugiej ekipy wydzieliła w zależności od ich umiejętności i potrzeby bycia na Wraithcie w tym momencie.
- Zrobiłbyś dla mnie taki prezent? - uśmiechnęła się pod nosem, stawiając w hangarze z Deucem w swoim komunikatorze. - Sprzątnijcie przy tym Anathemę, a dopiszę twoją ulubioną flaszkę do comiesięcznego uzupełniania zapasów.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

27 cze 2024, o 23:54

Odpowiedź z komunikatora przyszła niemal natychmiast.
- Dla mojej ulubionej Smoczej Królowej? Zawsze. - Przez pokład Wraitha przeszło delikatne drżenie, które poinformowało wszystkich obecnych, że fregata poruszyła się na swojej pozycji, wykorzystując napędy manewrowy. - I bez większego problemu. Widziałem jak lata ich pilot i muszę powiedzieć, że nie jestem pod wrażeniem.
Gdzieś w tle kokpitu rozległ się cichy, wysoki sygnał namierzania, ale nie minęły dwa uderzenia serca, a został zagłuszony gwałtownie przez o wiele głośniejszy pisk systemów ostrzegawczych - przed byciem namierzanym. Deuce parsknął pod nosem.
- I najwyraźniej nie ma żadnego poczucia humoru - skwitował to krótko. Wszystkie wysokie dźwięki zniknęły, a drżenie ponownie przeszło przez strukturę Wraitha, gdy fregata wróciła do poprzedniej pozycji, zdejmując swoje namierzanie ze zbliżającego się do nich promu. - Chociaż uważam to trochę za uwłaczające, że skierowali na nas tylko jedną trzecią swoich akceleratorów. Może jednak jakieś ma.
Gdy Hawk zatrzymała się przy Kodiaku, do środka hangaru zaczęli wchodzić pozostali wybrani przez nią załoganci. Pancerz Telvos wciąż nosił ślady uderzeń, które otrzymała na pokładzie Quebui, ale już wyłącznie pod postacią zdartego lakieru i farby - najwyraźniej pokładowy kwatermistrz tego jednego nie uznał za stosowne naprawić, gdy zajmował się jej opancerzenem w czasie ostatniego lotu przez Przekaźnik; asari miała za to przewieszony przez plecy zdobyczny karabin, najwyraźniej na dobre pozbywając się swojej strzelby lub odstawiając ją na lepsze czasy.
- Najpierw wybuchający frachtowiec, a teraz wybuchający krążownik. Naprawdę zabierasz nas w najlepsze miejsca - rzuciła, podchodząc do promu i przewracając oczami. Zajrzała do środka, po czym widząc, że ten jeszcze jest pusty, złapała się krawędzi dachu i wsunęła zwinnie na miejsce pilota.
Pozostała czwórka piratów dołączyła do nich niewiele później, zajmując kolejne miejsca we wnętrzu desantowego promu. Pochód zamykał Red, który bez słowa pstryknął papierosem przed wejściem do promu, posyłając go na beton w pobliżu masywnych drzwi wylotowych i samemu również zajął miejsce.
- Dobra, dostaliśmy koordynaty. Drugi prom czeka w pobliżu Wraitha - rzuciła asari, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi promu. Wystukała coś na wyświetlaczu, przeglądając zarówno informacje systemowe Kodiaka, jak i wiadomości z mostka Wraitha; Hawk mignął na nim przez chwilę tag komunikatora Sayi, która podrzucała Ryanie jakieś dane, nim była komandoska złapała za stery i dała sygnał do systemów hangaru. Czerwone światła zalały wnętrze pomieszczenia, migając ostrzegawczo, gdy poziom atmosfery zaczął się gwałtownie obniżać, będąc wypompowywany przez ciężko działające układy pneumatyczne w akompaniamencie cichego alarmu. Wszyscy we wnętrzu przedziału desantowego zaczęli w milczeniu nakładać hełmy i upewniać się, że wszystko jest szczelne - lot nie był długi, a część z nich czekała rychła przesiadka.
Pustka kosmosu zawitała do hangaru kilka minut później, gdy masywne wrota w końcu się otworzyły, ukazując ich oczom bezkres czerni upstrzonej pojedynczymi gwiazdami. Telvos podniosła delikatnie ich prom, a następnie wyprowadziła na zewnątrz, oblatując toporny kształt pirackiej fregaty i dołączając do drugiego pojazdu, który oczekiwał już na nich niewiele dalej. Ten, jak się okazało, gdy reflektory ich promu padły przez chwilę na jego sylwetkę, również należał do klasy U-47 Kodiak - ale tylko częściowo. Smukły prom został poważnie zmodyfikowany i nawet bez specjalistycznej wiedzy różnice było widać na pierwszy rzut oka. Światło ich lamp padało przez chwilę na dodatkowe płyty pancerza, które czyniły pojazd nieco bardziej masywnym z przodu, co jednak nijak nie odwracało uwagi od wydłużonej rufy, która w normalnym modelu składała się z czterech napędów odrzutowych, a w tym posiadała jeszcze miedzy nimi jakiś dodatkowy, zabudowany moduł, który łączył się z nimi masywnymi przewodami oraz okratowanymi panelami skrywającymi wymienniki ciepła; ceramiczne, żarzące się na pomarańczowo układy chłodzące, nadawały mu nieco wygląd szerszenia.
Gdy Kodiak Wraitha zrównał się z drugim promem, jego boczne drzwi otworzyły się do góry, a w progu pojawiła się sylwetka Rhysa. Kapitan Anathemy przytrzymał się jedną ręką uchwytu przy wejściu, a jego hełm śledził ich powolne podejście. Kontrolka w hełmie Hawk najpierw odebrała częstotliwość do bliskiej komunikacji radiowej, a potem nadejście połączenia, gdy mężczyzna otworzył kanał do rozmowy między ich omni-kluczami.
- Przesłaliśmy waszej techniczce schematy najbardziej prawdopodobnych modułów, których szukamy - poinformował zdawkowo Hawk w ramach powitania, gdy oba promy zatrzymały się obok siebie i Ryana również otworzyła boczne drzwi z ich strony. Jego głos brzmiał metalicznie przez komunikator, a także w otoczeniu bezdźwięcznej pustki, która wypełniała przestrzeń między nimi. - W mojej grupie jest dwóch techników, ale podejrzewam, że wasi również będą chcieli wiedzieć czego szukamy.
Ryana kiwnęła głową twierdzącą ze swojego fotela, odchylając się na nim nieznacznie, a jeden z czwórki piratów, którzy mieli dołączyć do przeszukiwania wraków obstawy Conflagrationa - będący równocześnie jednym z inżynierów Wraitha - również potwierdził te słowa krótkim przytaknięciem, unosząc wzrok znad swojego omni-klucza.
- Świetnie. Róbmy przesiadkę zanim wszystko we wraku szlag trafi - odrzucił niecierpliwie Rhys, po czym przesunął się w progu i skinął do wnętrza. - Remy, Kimyie - ze mną. Reszta - bądźcie mili dla naszych nowych współpracowników - dodał z cieniem chłodnego rozbawienia, zwracając się do wnętrza promu. W środku, na tle świateł bocznych Kodiaka, mignęła masywna sylwetka kroganina, który uniósł dłoń do góry, pokazując kciuk.
- Cudownie - mruknął pod nosem Red. Rhys spojrzał na Hawk, oczekując od niej potwierdzenia, że mogą już przechodzić między promami, po czym jeżeli je otrzymał, odsunął się na bok i przepuścił obok siebie swoich dwóch załogantów. Pierwszym z nich był znajomo wyglądający mężczyzna z irokezem - teraz schowanym jednak pod hełmem - który przeskoczył wprawnie metr dzielący oba pojazdy od siebie i wylądował we wnętrzu Kodiaka Hawk, przytrzymując się krawędzi drzwi. Rozejrzał się wpatrzonych w niego oczach zebranych w środku piratów po czym uniósł dłoń do skroni, salutując niedbale.
- Siema - przywitał się. - Przepraszam, czy ten prom leci może na Omegę?
Zanim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć, musiał odsunąć się na bok, bo obok niego wylądowała zwinnie drobna kobieta i bezceremonialnie odepchnęła go na bok. We wnętrzu jej hełmu mignęły ciemne, azjatyckie oczy, którymi przesunęła po pasażerach Kodiaka, ale w przeciwieństwie do swojego towarzysza, nie odezwała się nawet słowem i po prostu usiadła na najbliższym wolnym miejscu.
Rhys dołączył do nich jako ostatni, już gdy czwórka piratów z Wraitha także zamieniła się miejscami i przesiadła na prom Anathemy. A wraz z nim jego mechaniczny wilk.
- Gotowi - rzucił krótko mężczyzna, gdy tylko wylądował we wnętrzu Kodiaka. Jego stalowy towarzysz wylądował obok niego chwilę później; przez powierzchnię promu przeszedł głuchy, ale znajomy dźwięk metalu przylegającego do metalu, gdy mech płynnie obszedł swojego właściciela, nic sobie nie robiąc z braku grawitacji, ale stukając z każdym krokiem, gdy magnetyczne łapy przywierały do pokładu.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

28 cze 2024, o 01:29

Komunikaty wysyłane jej przez Deuce'a pozostawiły jej usta wygięte w uśmiechu, choć nawet nie zorientowała się w chwili, w której do tego doszło. Napięcie powoli opuszczało jej ciało - jakkolwiek irracjonalne i nielogiczne byłoby to. Świadomość tego, że była w ruchu, że każdy krok, każda chwila przybliżały ją do celu, była ukojeniem dla jej zszarganych zmysłów. To siedzenie w Centrum Informacji Bojowych i oczekiwane na wyrok było dla niej trudniejsze niż chwycenie za broń i skierowanie się do hangaru.
- Smoczej Królowej? - skrzywiła się, niemal z obrzydzeniem powtarzając jego słowa. - Uważaj, bo założę buty na obcasie i zostaniesz moim Wiernym Krasnalem.
Zachowanie załogi dobrze oddawało jej emocje, przynajmniej powierzchownie. Wszystko inne pozostawiło po sobie tylko echo, odbijając się od konkretnych myśli bądź słów. Jej wzrok prześlizgnął się po pancerzu Ryany nim kiwnęła jej głową, za nią wsuwając się do wnętrza promu.
- W tym tempie, za rok może zaatakujemy samą Cytadelę - mruknęła pod nosem, zasiadając na jednym z miejsc.
Nadejście promu Anathemy obudziło w niej tę iskierkę złości, która pozostała z nią z Centrum Informacji Bojowych. Za strzał oddany w kierunku Wraitha powinna obdarzyć policzek jej kapitana własną pięścią, ale dzięki odniesionemu przez nich zwycięstwu, na razie u sterach tkwiła jej logiczna cząstka. A ta uważała, że nadszarpnięcie tarcz kinetycznych w imię sprawy, nawet z zaskoczenia, nie warunkowało rozpoczęcia strzelaniny wewnątrz promu.
Z uwagą obrzuciła wzrokiem prom, który nadleciał w ich stronę. Z przekąsem stwierdziła, że nawet prom mieli bardziej dopakowany od pirackiego, co tylko umocniło ją w przekonaniu, że Kestrel posiada absurdalną ilość pieniędzy - taką, którą zdecydowanie powinna się podzielić, zważając na jej zdradziecką i gówno wartą przeszłość.
Wspomnienie Kestrel sprawiło, że złość znów zagościła w jej podświadomości. Na tyle mocna, by zignorowała słowa wchodzącego mężczyzny z irokezem, nie witając się z nim, ani z resztą ekipy mężczyzny, w żaden sposób. Obrzuciła spojrzeniem kapitana Anathemy gdy ten wsunął się do środka. Z niezadowoleniem stwierdziła, że nie wykonał żadnego ruchu, ani nie wypowiedział żadnego słowa, które mogłoby ją zirytować, ale dzień był jeszcze młody. Nie wątpiła, że odnajdzie pożywkę dla swojej wściekłości.
- Ruszamy - odpowiedziała, komunikując się z Ryaną u sterów. - Jaki sektor Valora nas interesuje? Gdzie możemy się tych schematów spodziewać, jeśli je pozyskali? - spytała i choć kierowała słowa do kapitana Anathemy, jej wzrok z uwagą śledził mechanicznego psa, który wszedł do środka za swoim właścicielem.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 14:38

Mężczyzna nazwany Remym również odsunął się w końcu na bok i zajął miejsce obok milczącej Azjatki.
- Okej, trudna publiczność. Ale pracowałem z trudniejszymi - rzucił pod nosem, opierając dłonie na kolanach, gdy nikt nie odpowiedział na jego powitanie. Rhys przytrzymał się uchwytu na ścianie, zwracając wzrok ku Hawk, a drzwi za jego plecami zasunęły się, gdy Telvos wydała odpowiednie polecenie na swojej konsoli; napęd Kodiaka wydał z siebie głośniejszy pomruk, gdy prom porzucił swoje miejsce w kosmosie i ruszył w stronę dogorywającego krążownika. Patrząc nad ramieniem asari ze swojego punktu w przedziale desantowym, Hawk widziała na radarze pojazdu, że drugi prom również nie zwlekał i także zaczął się przemieszczać. Jego ścieżka prowadziła jednak w o wiele chłodniejsze miejsce układu, tam gdzie czarne wraki okrętów ledwo odcinały się na tle zimnego kosmosu.
- Jeżeli chodzi o informacje odnośnie tego co się wydarzyło, to mamy trzy opcje - ściągnąć dane bezpośrednio z terminali oficerskich lub z którejś z czarnych skrzynek. Krążownik klasy Valora ma dwie czarne skrzynki, które powinny zawierać zapisy ostatnich godzin z modułów nawigacyjnych oraz komunikacyjnych. Jedna znajduje się na dziobie, a druga w centralnej części, tuż pod mostkiem. Celowa redundancja - pierwsza ma większe szanse na przetrwanie w przypadku zniszczenia okrętu podczas bitwy, druga podczas rozbicia na planecie - odpowiedział Rhys, przesuwając spojrzeniem po twarzy Hawk. Towarzyszący mu mech przysiadł przy jego nodze i również się w nią wpatrywał; płonące błękitem ślepia nie wyrażały niczego, stanowiąc dwa lśniące punkty w słabo oświetlonym wnętrzu Kodiaka. Podobny blask pełgał i pulsował nieznacznie między szczelinami jego smukłego pancerza, który pokrywał jego ciało niczym nachodzące na siebie stalowe łuski, przypominając nieco syntetyczne bicie serca.
- Jeżeli natomiast przejęli moduł z Conflagrationa, to prawda jest taka, że może być wszędzie - mruknął po chwili, kręcąc lekko głową. - Głównodowodzący oficer najpewniej przekazałby go do laboratorium technicznego albo do magazynu, jeżeli nie wiedział z czym ma do czynienia. Jeżeli jednak zaatakowali Conflagrationa właśnie z jego powodu, to moduł może być również w kajucie kapitana, na mostku albo gdziekolwiek indziej. Gdzie ty byś przechowywała coś ważnego do czasu powrotu do portu? - odpowiedział zamiast tego, zawieszając na niej wzrok, nim kontynuował.
- Napęd piezo Valora uległ zniszczeniu w trakcie bitwy, więc cała rufa jest rozerwana i skażona promieniowaniem. Biorąc pod uwagę, że z reguły przeważnie znajduje się tam również przestrzeń magazynowa i wspomniane laboratorium, miejmy nadzieję, że nasz moduł tam nie trafił. Moja propozycja jest taka, żeby spróbować wejść przed jedną z dziur po pociskach Anathemu lub twoich dronów - dodał zdawkowo. - Największa znajduje się w centralnej części kadłuba, względnie niedaleko mostka.
- Czyli nie dość, że wybuchający, to jeszcze napromieniowany - mruknął pod nosem Red, zwracając na siebie uwagę pozostałych.
- Powinieneś się cieszyć. Może zyskasz jakieś supermoce - odrzuciła Ryana, nie odwracając się; przekręciła nieznacznie ster, zmieniając trasę.
- Tak, moc rzygania dalej niż widzę.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 17:00

Gdy prom wyruszył w drogę w kierunku konającego krążownika, odruchowo chwyciła jedną dłonią za zaczep przymocowany na ścianie. Nie spodziewała się akrobacji ani nagłych zmian ciążenia, ale nawyk nie pozwalał jej nigdy odprężyć się w swoim siedzeniu jeśli ciało schowane było wewnątrz pancerza. Ceramiczna osłona nie tylko gwarantowała jej bezpieczeństwo i stanowiła pierwszą osłonę w trakcie bitwy - przestawiała też tryb, w którym operował jej mózg, przygotowując się na każdy, nieważne jak nieprawdopodobny scenariusz.
Poza wrakiem, szczątkami kapsuł ratunkowych i jednej, której chwilowo pozwolili obracać się w pustce przestrzeni, w Maskim Xul przebywały tylko siły sojusznicze. Prawdziwego niebezpieczeństwa powinni spodziewać się dopiero na miejscu, lecz mimo tego, jej wzrok czujnie omiatał mechaniczne zwierzę siedzące u boku swojego pana. Nie podobał jej się błysk jego ślepi.
- Powód, dla którego tutaj byli, przebieg ich operacji w systemie i to, co udało im się wyciągnąć z Conflagrationa. Każdy z tych elementów układanki musiał przejść przez mostek - odpowiedziała, powracając do wspomnień, w których sama odwiedzała podobne jednostki. Różnił się ich rozmiar w obrębie Przymierza, ale procedury pozostawały takie same.
Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na jego pytanie. Hipotetycznie, gdzie mogłaby schować ważny dla niego oraz Kestrel chip, którego posiadanie dawało jej przewagę i gwarancję przetrwania wobec uzbrojonej po zęby Anathemy?
- Wzięłabym go ze sobą i nie spuściła go z oka - odparła rześko, jakby faktycznie w jednej z jej ładownic mógł teraz się znajdować. W jej głosie zaczaiła się prowokacja, choć nie umieściła jej w nim celowo.
Zastanawiała się, czy po odzyskaniu modułu, mężczyzna pokusi się o próbę odebrania jej tego, na czym mu zależało.
W głębi siebie, niemal chciała by tak się stało. Potrzebowała tylko pretekstu.
- Telvos, skieruj nas do największej dziury w centralnej części. Zaczynamy od mostka. - zakomunikowała do pilotki siedzącej u sterów promu. Uniosła wzrok, kierując go na Stadtforda siedzącego nieopodal. - Pigułki antyradiacyjne zaczekają w domu.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 20:21

Rhys przyglądał się jej przez chwilę, nim skinął głową.
- Zgadzam się. Terminale oficerów na mostku dają nam największą szansę - rzucił krótko.
- O ile którykolwiek z nich wciąż działa - wtrącił się Stadtford obojętnym tonem, zwracając na siebie uwagę mężczyzny.
- Każdy terminal posiada wbudowaną baterię pamięci dynamicznej, niezależną od centralnych serwerów i dysków pamięciowych. Wystarczającą, żeby przechować echo ostatnich kilku godzin danych, które przez nie przechodziły, szczególnie gdy utrata zasilania była nagła i niekontrolowana. Tak długo jak ich kondensatory statyczne nie zostaną opróżnione lub przeładowane, tak długo będziemy mogli się do niej dostać. - Tęczówki kapitana Anathemy przesuwały się po twarzy Reda, który uniósł tylko powątpiewająco jedną brew.
- Przeładowane, powiedzmy, na przykład niestabilnym zasilaniem umierającego statku będącego pod ostrzałem? - odparował sarkastycznie, na co Rhys wzruszył tylko ramionami.
- Na przykład.
W pojeździe zapadła cisza, gdy Red nie raczył już skomentować ostatnich słów mężczyzny. Rhys przeniósł wzrok z powrotem na Hawk, odwzajemniając jej pogodną odpowiedź na temat przechowywania własnych sekretów, milczącym spojrzeniem. Przez chwilę przypatrywał się jej jakby walczył z pokusą podłapania prowokacyjnego tonu, nim powoli i wymownie opuścił wzrok wzdłuż jej ciała, spoglądając na jej ładownice przy pasie, nim podniósł go z powrotem ku jej tęczówek.
- W takim razie tym większą mamy szansę znaleźć go na mostku, gdzie najpewniej ich dowódca zakończył życie.
Kodiak mknął przez pustkę kosmosu przez kilka następnych minut, po których musiał nieco zwolnić, gdy dotarli w zasięg pierwszych szczątków oraz stalowych pozostałości oderwanych od okrętu. Fragmenty pancerza, okablowania, elementy struktury i poszycia Valora tworzyły dookoła niego sztuczny pas asteroid, zarówno złożony z elementów o wielkości pojedynczej śrubki, jak i wygiętych płyt wielkości Kodiaka, wciąż wirujących z dużą prędkością.
- To musi być dla was niezłe wydarzenie, co? - przerwał ciszę po dłużej chwili jeden z załogantów Rhysa. Poruszył się w swoim fotelu, wywołując zgrzyt płyt swojego pancerza; czerwone logo Maelstromu, które miał na ramieniu, znajdowało się również na napierśniku jego azjatyckiej towarzyszki - niewielkie, umieszczone pod lewym obojczykiem. - Znajome korytarze, znajomy okręt... Wszystkie statki Przymierza są pewnie takie same, nie? To prawie jak powrót do domu. Założę się, że jak tylko wejdziemy, to oboje będziecie od razu "o, tam jest mesa, zawsze podawali nam w niej okropne obiady, pamiętam ten rozwodniony ryż i okropne, pozbawione smaku kiełbaski..." albo "na lewo znajdziemy kajuty, wciąż pamiętam jakie twarde i niewygodne były tam łóżka...". Tak będzie, Kimi?
Ani azjatka, ani Rhys się nie odezwali, więc Remy obrócił twarz w stronę Stadtforda i Hawk.
- A wy jak? Nasza pilotka pewnie nie służyła w Przymierzu, nie ten kolor skóry - bez urazy. A ty byłaś wielkim Widmem, nie? Czy Widma też służą na takich statkach, czy każde lata na swoim, jedząc pięciogwiazdkowe potrawy i śpiąc w jedwabiach?
- Remy. - Spokojny głos Rhysa przerwał mężczyźnie, zmuszając go do spojrzenia w stronę kapitana Anathemy.
- Tak, szefie?
- Stul pysk.
Żolnierz SST uniósł ręce w geście kapitulacji, ale nie zdążył się odezwać, bo promem lekko zatrzęsło, gdy któryś z większych odłamków odbił się od jego zewnętrznej powierzchni. Telvos mruknęła coś pod nosem niecenzuralnego, kwitując tym stan otoczenia wraku Valora.
- Powoli dolatujemy. Ale lepiej czegoś się złapcie, bo pobliże Valora wygląda chujowo - rzuciła przez ramię.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 20:49

Patrząc na to, co pozostało z Valora, mogli równie dobrze rzucić kością na to, czy znajdą tam coś wartościowego, czy też usmażyło się razem ze sprzętem i załogą podziurawionego krążownika. Wolała jednak myśleć, że dzięki skali okrętu, nawet przy ilości obecnych w jego kadłubie dziur ostał się przynajmniej jeden terminal, z którego będą mogli skorzystać. Nie wiedzieli, ile mieli czasu w systemie - Przymierze z pewnością poinformowało swoich o odniesionej przez siebie porażce, a oni nie mieli pojęcia ile systemów dalej znajdą się potencjalne posiłki. Ale mieli nie jeden, a trzy trupy do zbadania, co dawało jej nadzieję na to, że mimo wszystko, nie tylko z bitwy wyjdą zwycięsko, ale też ze swojego przeszukania.
Jej spojrzenie zatrzymało się na kapitanie Anathemy na dłuższą chwilę. Na moment dotarł do niej absurd tego, że znajdowali się w jednym promie, oboje opancerzeni, uzbrojeni, a zarazem z tym samym celem - przynajmniej na chwilę. Jeszcze czterdzieści osiem godzin temu była skłonna oderwać mu głowę od reszty tułowia.
Zresztą, jeszcze pół godziny temu również. Podświadomie wyliczała, ile minut będzie musiało upłynąć, nim Rhys znów zapragnie zrobić coś, od czego krew zagotuje się w jej żyłach. Posiadał przewagę mechanicznego psa, który wydawał się mieć ostrzejsze zęby od swojego właściciela.
Nim będzie musiała zająć się w pierwszej kolejności, jeśli dojdzie do potyczki.
Słowa człowieka z irokezem odwróciły jej uwagę od własnych rozmyślań, tak samo, jak sam mężczyzna skupił na sobie jej wzrok. Lata temu sięgała po broń przy każdej osobie, która wykorzystała jej przeszłość w formie oszczerstwa. Lata temu takie żarty i ironia odnajdywały w niej podatny grunt, natychmiast budząc jej furię. Ale w pewnym momencie, żyjąc na Omedze, musiała do nich przywyknąć. Przestały rozpalać ją wściekłością, pozostały jednak irytujące.
Choć Omega stała się jej domem, a Red, uliczny szczur siedzący obok niej był jej bliższy niż którykolwiek żołnierz z Przymierza, patrząc w irytujące, małe oczka Remy'ego miała mniejszą ochotę utożsamiać się z Terminusem, niż z Widmami. Podziękowała też sobie w duchu za to, że wszystkich członków załogi powiązanych z Przymierzem pozostawiła za sobą - w innym oddziale, lub na pokładzie Wraitha. Wiedziała, że nie wszyscy potraktowaliby jego uwagi obojętnie.
- Miałam wielki, lśniący statek, który pocałowała na szczęście sama radna - odpowiedziała słodko, czując, jak jej usta wyginają się w uśmiechu w kierunku siedzącego naprzeciw mężczyzny. - Ale nie musisz się martwić. Wygodniej mi w Terminusie.
Pochyliła się lekko w jego stronę, ignorując krótką uwagę jego kapitana jakby nigdy nie padła wewnątrz promu. Logo Maelstromu na jego piersi niemal wyryło się w polu jej widzenia.
- Wybiłam w nim już tyle robactwa, że prawie przywykłam do waszego smrodu - dodała lekko, nim uwaga Ryany przerwała ich krótką konwersację. Mocniej chwyciła się za zaczep, pozwalając, by jej plecy znów opadły na oparcie fotelu.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 21:42

bad stuff
A < 30 < B < 80 < C
Rzut kością 1d100:
4
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 22:14

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Remy odsunął się nieznacznie, gdy pochyliła się ku niemu, ale po jej słowach kiwnął lekko głową jakby dokładnie takiego wyznania się spodziewał. W jego oczach, które dostrzegała przez wizjer hełmu, nie było jednak sarkazmu, którego mogła się spodziewać, jadu lub śladu prowokacyjnej próby doprowadzenia jej do furii swoimi wcześniejszymi słowami - mężczyzna wydawał się wręcz nieco skonsternowany jej reakcją, a także nagłym zbliżeniem się w niewypowiedzianej groźbie.
- Nieźle. Przydałby nam się taki statek. Takie pocałunki Radnej to pewnie niezwykle wartościowy towar, no, może poza tą z Przymierza, bo słyszałem, że jest całkiem rozwią-
Promem ponownie rzuciło, gdy Ryana musiała wykonać gwałtowny skręt. Gdzieś przed przednią szybą mignął im ogromny fragment pancerza, który rozpadł się na dwoje, tylko cudem mijając ich pojazd bez większych uszkodzeń.
- Po pierwsze: auć, to było bardzo raniące - zauważył mężczyzna, wznawiając swoją odpowiedź. - A po drugie: nie martwię się. Wszyscy wiedzą, że nie jesteś już Widmem. Wraith jest całkiem znany, nie? Jak dla mnie to płynie w tobie więcej krwi Terminusa, niż w niektórych, którzy się tu urodzili - dodał, wzruszając nieznacznie ramionami. - Byłem ciekawy. Nigdy nie spotkałem Widma. Nawet byłego.
Gdy odsunęła się z powrotem na swoje miejsce, odkaszlnął i ponownie się wyprostował. W pewnej chwili odwrócił głowę w stronę Rhysa i wyglądał jakby chciał znowu coś powiedzieć, ale twardy wzrok kapitana Anathemy sprawił, że porzucił ten pomysł, milknąc na dobre. Kilka chwil później możliwość rozmowy i tak się skończyła, po promem zaczęło trząść i telepać, gdy Ryana prowadziła go przez cmentarz szczątków okrętu, podlatując równolegle do masywnego cielska Valora; gdzieś nieopodal nich niespodziewanie na radarze eksplodowały wskazania energetyczne, gdy jedna z sekcji krążownika nagle wybuchła, rozrzucając na boki świeży szrapnel, ale refleks asari uchronił ich prom przed uszkodzeniem, gwałtownie kładąc stery i mknąc promem ku niższym pokładom.
- Trzymajcie się! - krzyknęła, wstukując dodatkowe komendy na terminalu. Wnętrzem promu desantowego zatrzęsło jak gdyby wpadli w tornado, gdy Kodiak niespodziewanie wykonał spiralę między oderwanymi elementami poszycia Valora, po czym obrócił się dookoła własnej osi w karkołomnym zrywie i przez chwilę leciał bokiem; po pancerzu pojazdu zazgrzytały metalowe odłamki, żołnierz z irokezem walnął potylicą o ścianę sekcji desantowej, a Rhys zaklął pod nosem, ale asari jakimś cudem ominęła języki rozgrzanej plazmy, które wystrzeliły z rozdartych rur paliwowych i które usiłowały spalić ich prom, jak gdyby sam Valor wyciągał ku nim swoje szpony w śmiertelnym, ostatecznym geście. Chwilę później wystrzelili poza chmurę szrapnela i płynnie wlecieli do poszarpanej rany z boku krążownika, chowając się w niej na kilka sekund przed tym jak stalowe noże przemknęły przez pustkę na zewnątrz struktury statku, wywołując kolejne reakcje łańcuchowe.
Kodiakiem szarpnęło i wszystko gwałtownie ucichło, gdy nienaruszony prom osiadł ciężko na posadzce we wnętrzu spalonego korytarza, który wyglądał jak droga łącząca ze sobą dwie różne sekcje - gdyby nie to, że jedna jego część była wyrwana i otwarta na pustkę kosmiczną.
- Ja pierdolę - rzuciła Telvos, przerywając ciszę. Sięgnęła do panelu w kokpicie i aktywowała zaczepy magnetyczne; głośny trzask poinformował ich, że Kodiak przyległ do powierzchni korytarza. Najwyraźniej we wnętrzu Valora nie było grawitacji. - Dobra, jesteśmy na miejscu. Wysiadka.
- Twoja załoga potrafi latać - powiedział po chwili Rhys, podnosząc się powoli na nogi. Rozprostował powoli palce, które wcześniej miał zaciśnięte na bocznym uchwycie przy ścianie. Remy potrząsnął głową i obmacał tył swojego hełmu jakby szukał w nim dziury, a Stadtford bluźnił cicho pod nosem, pocierając przedramię, które przyjęło cały nacisk pasów zabezpieczających. Tylko azjatka wstała bez słowa, odpinając własne blokady i ruszając do unoszących się drzwi promu.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

29 cze 2024, o 22:44

Słowa Remy'ego sprawiły, że zdusiła w sobie westchnienie. Przez myśl przeszło jej, by spytać, czy z jego głową było wszystko w porządku, ale podobnie jak chęć zaczerpnięcia powietrza, zatrzymała to pragnienie głęboko w sobie. Być może nie potrafił się komunikować, być może był po prostu idiotą. Nie zakładała, że to ona jest przewrażliwiona - akurat w Terminusie, trudno było o kogoś, kto nie był. Z logiem Maelstromu na piersi, choćby nawet był przyjemnym i czarującym człowiekiem, nie zamierzała w jego towarzystwie zabawiać zbyt długo.
Choć, prawdę powiedziawszy, Maelstrom miał do tego mniej niż zwierzchnik mężczyzny, siedzący naprzeciw niej.
Nie skomentowała jego słów, opadając z powrotem na oparcie fotela. Mocniej chwyciła za wystające ze ścian zaczepy, mimowolnie czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła gdy zbliżyli się do otaczającego krążownik, morderczego pola.
Z rozerwanego kadłuba krążownika wydostały się jego trzewia, ale w przeciwieństwie do tych ludzkich, te miały ostre końce i wielki pęd. Usłyszała zgrzyt swoich rękawic gdy z całej siły chwyciła za zaczepy. Złapała się na wstrzymaniu oddechu, na tym samym, paraliżującym uczuciu, którego nienawidziła w trakcie bitew, siedząc w fotelu kapitana.
Poczucia braku władzy nad własnym losem. Świadomości tego, że wystarczy jeden odłamek, jeden płomień plazmy padający pod złym kątem, by wszystkie jej wspomnienia, myśli, przyszłe plany przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Pomimo paraliżu, czasem odnajdywała w tym pewien komfort. Ale dopiero gdy prom wsunął się do wnętrza jamy wyrwanej przez działo akceleratora masy Anathemy, zaczerpnęła powietrza do płuc. Kolejnej chwili potrzebowała do rozewrzenia zaciśniętych na zaczepach palców.
- Dobra robota, Telvos - odezwała się głośno, sięgając do pasów bezpieczeństwa. Zerknęła na Stadtforda i, dopiero upewniając się, że i on nie obił sobie łba, wstała, szykując się do wyjścia.
Jej wzrok znów zatrzymał się na mechanicznym psie. Jego uchwyty magnetyczne trzymały go przy podłodze z wystarczającą mocą, by nawet nie drgnął w czasie koziołkowania promu. Wyminęła zwierzę mecha, ruszając do unoszących się drzwi promu.
- Potrafi - odpowiedziała krótko, czując przebłysk irracjonalnej złości w głębi siebie. Nienawidziła kapitana Anathemy za jego przebiegłość, chamstwo i wybujałe ego, ale z jakiegoś powodu jego uprzejme słowa irytowały ją jeszcze bardziej. Nie pasowały do zdania, które wyrobiła sobie na jego temat i z którym czuła się bardzo komfortowo.
Wyskoczyła na zewnątrz, wydobywając swój karabin szturmowy. Krótkie muśnięcie palców po wierzchu omni-klucza aktywowało przypisane do szybkiego dostępu programy amunicji dysrupcyjnej i skoku adrenaliny, bez których nie ruszała się z miejsca.
- Wracają wspomnienia - dodała ironicznie, patrząc na Remy'ego gdy pozostali wyszli na zewnątrz. Walnięcie się w łeb prawdopodobnie nie zmieniło statusu jego neuronów w żaden sposób. Sięgnęła do komunikatora, nawiązując połączenie z Centrum Informacji Bojowych, jednocześnie podsyłając im swoją lokalizację. - Weszliśmy do Valora. Wokół w cholerę odłamków, ale Telvos przeprowadziła nas bez szwanku. Dajcie znać, jeśli kapsuła zmienią zdanie, albo drugi oddział coś znajdzie. Jesteśmy w kontakcie.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

30 cze 2024, o 00:27

Wnętrze korytarza w pewien sposób rzeczywiście było znajome. Jasne panele przesłaniały skryte za nimi moduły, a posadzkę stanowiły stalowe okratowania, które osłaniały dostęp do korytarzy technicznych oraz luków serwisowych, natomiast w suficie tkwiły jarzeniówki, które normalnie wypełniały ten odcinek trasy sztucznym światłem. Przejście przypominało nieco korytarze, którymi Hawk wielokrotnie przechadzała się po pokładzie Wraitha - całe lata temu, gdy wciąż jeszcze były lśniące i piękne, a nie jak w obecnych czasach, gdy wiele tych elementów zostało zmodyfikowanych przez dostępne na czarnym rynku zamienniki oraz inwencję twórczą mechaników wykorzystujących to co mają dostępne, żeby nowoczesny statek mógł dalej latać i działać w stu procentach swojej efektywności.
A przynajmniej częściowo.
Połowa korytarza była rozerwaną raną, otwartą na pustkę kosmosu. Krawędzie posadzki oraz sufitu kończyły się ostrymi odłamkami stali oraz kompozytu, pośród których wiły się urwane przewody i wyrwane rury, których zawartość już dawno wyparowała lub zamieniła się w lód; tam gdzie wystrzał z akceleratorów masy Anathemy przebił się w głąb okrętu, tam krawędzie struktury kadłuba kończyły się nadtopionym, gładkim spoiwem, utworzonym pod wpływem ogromnej temperatury. Po środku tego wszystkiego natomiast zaparkował ich Kodiak, równolegle do ściany korytarza i w połowie drogi między zamkniętymi drzwiami oraz niknącym w mroku krążownika skrzyżowaniem.
- Chciałabym wziąć za to pełną odpowiedzialność, ale nie jestem pewna czy mogę - odrzuciła asari, zgrabnie wyłuskując się z pasów fotela pilota i przechodząc do części desantowej. - Nie każcie mi tego powtarzać.
- Dobrze byłoby, żebyś powtórzyła to jeszcze w drodze powrotnej. Chociaż może bez tych turbulencji - mruknął Red, zeskakując z progu promu i lądując w korytarzu. W jego rękach tkwiła już strzelba, odbezpieczona i gotowa do strzału.
- Zastanowię się. - Ryana złapała się krawędzi drzwi i odbiła lekko od posadzki, wyciągając na zewnątrz; w przeciwieństwie do pozostałych, nie aktywowała magnetycznych zaczepów i pozwoliła sobie na krótki dryf przez część długości korytarza. Jej ciemne spojrzenie we wnętrzu hełmu czujnie przesuwało się po okolicy.
- W porządku. - Odpowiedź Nephietta nadeszła niemal od razu. - Druga grupa dotarła do wraków obstawy Conflagrationa kilka minut przed wami. Nie zgłaszali żadnych problemów. My wciąż ściągamy kapsułę do wnętrza Wraitha, ale dam ci znać jak czegoś się dowiemy.
Rhys wyszedł z promu jako ostatni. Jego wzrok błądził przez chwilę po przestrzeni kosmicznej widocznej na zewnątrz Valora; chmura odłamków przesłaniała widok na gwiazdy oraz odległego Wraitha, rzucając długie cienie na bok krążownika. Miedzy niektórymi fragmentami metalu co jakiś czas przeskakiwały wyładowania, gdy pole statyczne wywołane przypadkowymi wybuchami statku pobudzały jony na naruszonych krawędziach pogiętych płyt.
- Widzisz? Mówiłem - podsumował jej słowa Remy tonem kogoś, kto właśnie poczuł się usprawiedliwiony we wszystkim co wcześniej mówił.
- Kimyie. Dwadzieścia metrów przed nami, otwarta komunikacja - odezwał się w końcu kapitan Anathemy, przenosząc wzrok na azjatkę. W jego rękach również znajdował się już karabin, chociaż lufę trzymał skierowaną w dół; wzrok Hawk niemal od razu dostrzegł, że broń mężczyzny jest niemal bliźniaczym odbiciem jej własnej.
Drobna kobieta skinęła oszczędnie głową, po czym w milczeniu sięgnęła do omni-klucza i coś przełączyła. Po powierzchni jej pancerza przemknęło delikatnie drżenie, które rozeszło się falą od czubka jej hełmu aż do butów, rozmywając jej sylwetkę w osłonie taktycznego kamuflażu, aż w końcu całkowicie zniknęła. Tylko drobne zawirowania unoszącego się w próżni pyłu poruszyły się w lekkim tańcu, gdy niewidzialna zwiadowczyni przemknęła wzdłuż korytarza, kierując się w głąb statku.
- Wygląda na to, że jesteśmy dwa poziomy poniżej mostka - kontynuował Rhys, patrząc na Hawk, po czym także ruszając do wnętrza okrętu. Jego mechaniczny wilk ruszył przy jego boku, a kawałek za nimi Remy.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

30 cze 2024, o 01:13

Rzadko kiedy pojawiała się na statkach Przymierza. Wojskowe okręty w Trawersie z reguły oferowały wysokie ryzyko i niską nagrodę, nie przewożąc cennego cargo a jedynie patrolując okolicę bądź eskortując istotny personel. Jeśli byli w stanie, Wraith unikał błękitnych punktów na mapie i dlatego choć jasne, gładkie korytarze były dla niej znajome, wspomnienia sięgające nich były dość odległe.
Przypominały powrót do domu - domu, który opuściło się w niezgodzie, wiele lat temu. Choć jego zapach mógł być znajomy, choć niektóre kąty wzbudzały pewną dozę nostalgii, jednocześnie wiązał się z pewną wersją siebie, którą już się nie było. Na którą spoglądało się z perspektywy lat z mieszanką uczuć pozytywnych i negatywnych, zbyt skomplikowaną by ją wytłumaczyć lub opisać słowami.
Przyjęła komunikat Nephietta krótkim piknięciem komunikatora. Zerknęła na ich tymczasowych towarzyszy podróży - na niemą Kimye i zdecydowanie zbyt wygadanego Remy'ego. Nie wyobrażała sobie w jaki sposób ktoś, kto stawał się niewidzialny w walce mógł jednocześnie być niemową więc pozostawało jej liczyć na to, że potrafiła się komunikować, tylko nie chciała. Remy za to w pełni odpowiadał jej na tyle - ale nie wystarczająco, by nie ustawić między sobą, a nim, Stadtforda.
- Telvos, idziesz przodem. Stadtford, za mną - rzuciła krótko, zerkając na towarzyszącego im kapitana Anathemy.
Jej umysł natychmiast rozpoznał znajomy wzór w półmroku otwartego na kosmiczną pustkę pomieszczenia. Błotniak był niczym kolejna skaza na obliczu mężczyzny, jakby było ich obecnie zbyt mało. Doskonale pamiętała oficera Cerberusa, z którego truchła zdjęła broń na brudnej uliczce Omegi. Od tego czasu, Błotniak był przedłużeniem jej ręki, nie ruszała się bez niego nigdzie, traktując jako dumne trofeum błyszczące u jej boku.
W jego rękach, jedynie umacniał u niej wrażenie, że nie tylko siostra pracowała niegdyś dla Iluzji.
- Dużo wojskowego żargonu jak na bandę z Terminusa - skomentowała, oglądając się za ramię by dostrzec jego twarz przez wizjer hełmu. Choć na jego piersi nie widniał czerwony symbol, ludzie, do których się zwracał, z dumą nosili odznaczenia Sojuszu, który choć przejawiał elementy zorganizowane, to wcale z nich nie słynął. - Też czujesz się tutaj jak w domu?
Uśmiechnęła się ironicznie, co dało się wyczuć w jej głosie, lecz gdy zwróciła głowę w kierunku, w którym się poruszali, nie sposób było dojrzeć to na jej twarzy.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

30 cze 2024, o 15:37

Ryana skinęła głową, przyjmując do wiadomości jej polecenie i aktywowała własne buty magnetyczne, lądując na okratowanej posadzce, po czym ruszając również w głąb korytarza. Stadtford odwrócił wzrok osmalonego panelu, któremu się przyglądał i bez słowa do niej dołączył, trzymając się kilka kroków za jej plecami.
- I czasami wciąż zbyt mało - odezwał się zdawkowo Rhys po jej słowach. Gdy spojrzała przez ramię, podłapał jej spojrzenie i odwzajemnił je własnym, ale nie raczył odpowiedzieć na jej drugie pytanie; jego jasne tęczówki przebijały się przez oszklony wizjer, ale pełgające po powierzchni hełmu światło Maskim Xul, przerywane co jakiś czas wirującymi w próżni odłamkami, uniemożliwiały wyczytanie z niego wiele więcej.
- My, krew z krwi Terminusa, nie jesteśmy przyzwyczajeni do waszej sztywnej dyscypliny, szefie. - We wnętrzu ich hełmów rozległ się głos Remy'ego. Mężczyzna odsunął końcówką pistoletu kable zwisające z sufitu, które znajdowały się na ich drodze; długie przewody przypominały węże wylegujące się na stalowych gałęziach lub wyprute tępym nożem wnętrzności. - Nie potrzebujemy kija od łopaty w dupie, by znać się na swojej robocie. Przymierzaki, takie jak ty czy Kimi, mają problemy ze zrozumieniem tego. Bez urazy. - Głowa żołnierza obróciła się nieznacznie, gdy spojrzał przez ramię na Hawk i Stadtforda. - Waszej też.
Im głębiej wchodzili do wnętrza Valora, tym większa ciemność zapadała. Światła krążownika nie działały, spowijając jego przejścia w gęstym mroku; okazjonalne rozbłyski wyładowań pomiędzy przewodami oraz blask pojedynczych żarówek sugerował, że jakaś część zapasowego zasilania wciąż miała w sobie wystarczającą ilość napięcia, ale przypominało to bardziej stygnięcie martwego ciała, niż jego dalszą walkę o życie. Telvos jako pierwsza włączyła latarkę na ramieniu, omiatając wąskim pasmem światła opalone ściany i zdarte panele.
- Czy ty zastanawiasz się czasem nad tym co wychodzi z twojej jadaczki? - odrzucił Red obojętnym tonem, przez który przebiły się jednak pierwsze nuty irytacji.
- Po prostu mówię jak jest.
- Ja pierdolę, jakbym słyszał Sykesa. - Ciche mruknięcia Stadtforda było nie głośniejsze od szeptu, ale dotarło do Hawk, gdy mężczyzna przeskakiwał nad zapadniętą częścią posadzki.
Valor nie umierał w ciszy. Gdy przemierzali kolejne korytarze, przez ściany i podłogę co chwilę przebiegały drżenia oraz echo odległych wstrząsów; dwa razy musieli zmienić trasę, gdy na swojej drodze napotykali zablokowane, ciężkie drzwi odcinające niektóre sekcje i pomieszczenia od siebie; statek umierał wystarczająco długo pod ostrzałem dronów i Anathemy, by jego systemy zdążyły częściowo wykonać swoją pracę i próbować załatać niespodziewaną dekompresję.
Pierwsze ciało napotkali po pięciu minutach ostrożnego przemieszczania się do przodu.
Żołnierz Przymierza - jego błękitny pancerz z charakterystycznym symbolem na ramieniu nie pozostawiał co do tego wątpliwości - unosił się w próżni, muskając plecami jeden z rogów korytarza. Na jego ciele nie było obrażeń, jeżeli nie liczyć strzaskanego wizjera; pokryta lodem twarz była wykrzywiona w ostatniej emocji, która bardziej przypominała szok niż strach, a usta otwarte z zaskoczenia lub krzyku. Wyłamany panel, którego siła eksplozji jednego z modułów elektronicznych musiała wyrwać z bezpiecznych obejm, unosił się tuż obok niego, a jeden z jego narożników był ciemniejszy niż inne - tam gdzie ceramit napotkał szkło oraz ludzkie ciało.
Ryana ominęła zwłoki nie poświęcając im żadnego spojrzenia, podobnie jak Stadtford; Remy popchnął ciało lekko palcem, gdy je mijał, wpuszczając je w powolny, obrotowy ruch dookoła własnej osi. Wzrok Rhysa zatrzymał się na dłużej na martwym żołnierzu, ale jego twarz nie wyrażała niczego, skryta częściowo pod hełmem.
- Chyba idziemy w dobrym kierunku - odezwała się Telvos, przerywając ciszę. Światło jej latarki padło na niewielką tabliczkę informacyjną zamocowaną na ścianie; znajdował się na niej symbol schodów oraz oznaczenie S-A3/2. Pod nią znajdowały się równoległe, wielokolorowe linie, które prowadziły w tym samym kierunku co korytarz. Żadna z nich nie była nazwana, ale Hawk momentalnie rozpoznała standardowe oznaczenia Przymierza. Na statkach tej wielkości, odnalezienie właściwej drogi tam gdzie chciało się dostać, potrafiło stanowić wyzwanie, co w przypadku potencjalnego abordażu miało swoje plusy, ale w przypadku codziennej egzystencji mogło stać się problemem. Dlatego też wiele okrętów Przymierza posiadało dyskretne oznaczenia kolorystyczne i numeryczne, które nic nie znaczyłyby dla potencjalnego przeciwnika, ale dla wyszkolonych żołnierzy mogły stanowić wskazówki w trakcie ataku, utraty zasilania czy zwykłej pracy - wystarczyło wtedy podążać za odpowiednim kolorem sekcji i prędzej czy później dotarło się tam gdzie chciało.
Biała linia przeważnie oznaczała mostek, żółta sekcję techniczną, niebieska skrzydło medyczne, czerwona przedziały uzbrojenia... i tak dalej, i tak dalej. Omiatając własnym światłem znak wskazany przez Telvos, Hawk dostrzegła cztery takie szlaki - jeden biały, jeden żółty z trzema oznaczeniami M, LT_R, ST oraz dwa niebieskie, oznaczone jako SM-R1 oraz SM-R2.
- Klatka schodowa. Prawdopodobnie między poziomem trzecim, a drugim - odezwał się Rhys, stając obok Hawk i asari, zawieszając wzrok na symbolu schodów. Gdy czerwonowłosa spojrzała za niego, dostrzegła, że ciało martwego żołnierza z Przymierza już się nie obraca. - Możemy ją wykorzystać i...
- Zawalona. Niewykonalne. - Cichy, kobiecy głos rozległ się w ich komunikatorach, przerywając jego wypowiedź. Słowa azjatki, zniekształcone przez głośniki, były zdawkowe i nieco ochrypłe. - Sprawdzam szyby wind.
Kapitan Anathemy stuknął palcem komunikator, krótkim piknięciem dając znać, że przyjął do wiadomości słowa ich zwiadowczyni, po czym spojrzał z powrotem na Hawk i resztę. Przez pokład okrętu przeszedł metaliczny jęk, który poczuli nawet po swoimi butami.
- Jak myślicie, ile mamy czasu zanim to wszystko pierdolnie? - odezwał się neutralnym tonem Stadtford, unosząc wzrok na korytarz dookoła nich. Płyty pancerza zazgrzytały nieznacznie, gdy Rhys wzruszył ramionami, ale nie zdążył mu odpowiedzieć.
- Wróg. Dziewięć osób. Lewa odnoga skrzyżowania.
Głos Kimyie przerwał ich rozmowę, zmuszając do spojrzenia w głąb korytarza. Dwadzieścia metrów przed nimi znajdowało się skrzyżowanie w kształcie litery T, którego zarysy ledwo widzieli jednak w mroku spowijającym korytarze krążownika. Nigdzie nie było widać azjatki, ale z lewej odnogi skrzyżowania faktycznie można było dostrzec światła; blask latarek pełgał po ścianach przejścia, zbliżając się tempem sugerującym szybki marsz.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

1 lip 2024, o 11:39

Przynależność kapitana Anathemy do Przymierza, kiedyś, w przeszłości, nie wywołała w niej zdziwienia. Remy miał rację, choć nie w sposób, na jaki miał nadzieję - krew z krwi Terminusa tak nie wyglądała. Gdyby postawić Rhysa obok jego podwładnego z Maelstromu, albo choćby koło Stadtforda, różnica była wyczuwalna. Jakby należeli do dwóch, innych gatunków, nawet jeśli budowa ich ciał była zbliżona, a teraz wszyscy znaleźli się w Valorze w jednym oddziale.
Podejrzewała, że tę różnicę czuć było też w niej. W zależności od towarzystwa i zlecenia, które wykonywała, bywało to dla niej przewagą, jak i słabością, którą musiała pokonać żeby dostać się do celu.
Odwróciła wzrok od mężczyzny, nie komentując słów Remy'ego w żaden sposób. Na swój sposób, świadomość tego, że dla mężczyzny przebywanie tutaj może wiązać się z mieszanymi uczuciami poprawiało jej własne samopoczucie. Spoglądanie na to, w jaki sposób przyswajał przechadzanie się trzewiami dogorywającego trupa Przymierza skutecznie odwracało jej myśli od przyswojenia wagi miejsca, w którym się znalazła.
Wciąż do końca nie uwierzyła w to, że udało im się zdjąć krążownik, w dodatku bez co najmniej jednej dziury w poszyciu Wraitha. Przemierzając puste, czarne korytarze, omiatała snopem latarki znajomo wyglądające ściany, rejestrując wszystkie, nieważne jak dyskretne oznaczenia. Gdyby nie Anathema, nigdy nie pokusiłaby się choćby o spróbowanie ale podejrzewała, że jej kapitan mógłby powiedzieć to samo. W starciu jeden na jeden, bez przewagi zaskoczenia i wirusa tłoczonego w ocynkowane żyły Valora, nawet tak nowoczesna fregata miałaby niskie szanse na przetrwanie.
Zarejestrowała unoszące się ciało, nie przyglądając mu się szczególnie. Wystarczył jeden rzut oka - upewnienie się, że mężczyzna jest martwy, sprawdzenie w jaki sposób stracił życie. Nie zamierzała odczytywać jego oznaczeń ani spoglądać w jego strzaskany wizjer. Nie potrzebowała nadawać ludzkiej twarzy żołnierzom, których przekształciła w dryfujące ciała.
- Wystarczająco - odrzuciła jedynie Stadtfordowi, zbyt skupiona by wdawać się w pogawędkę. Czym innym było podróżowanie korytarzami Quebui, czym innym przemierzanie cmentarzyska krążownika Przymierza. Napięcie wzmacniało uścisk jej dłoni na karabinie. Jej wzrok prześlizgnął się po unoszącym trupie zatrzymanym w powietrzu nim zatrzymał na kapitanie Anathemy. - Powinniśmy...
Komunikat Kimye przerwał jej nim zwerbalizowała myśl. Odwróciła się, natychmiast kierując w stronę skrzyżowania, w którego centrum dostrzegła promienie latarek.
- Niech twoja niewidzialna wróżka sprawdzi stopnie na ich pancerzach - mruknęła przez komunikator, wiedząc, że Kimye słyszy jej słowa, choć skierowała je do Rhysa. - Najwyższego rangą niech oznaczy i zachowajmy go przy życiu. Może odpowie na kilka pytań.
Jej omni-klucz błysnął gdy, zagłębiając się w korytarz, wyrzuciła przed siebie barykadę. Schowała się za osłoną, czekając, aż oddział wejdzie w zasięg strzału. Przewaga zaskoczenia skłaniała ją do nawiązania walki - wielokrotnie musieli już zmieniać swój kierunek przez utrudnienia na dogorywającym krążowniku. Stanowili zbyt dużą grupę by sensownie się ukrywać, jednocześnie szukając drogi do mostka.
Gdy w przejściu pojawiły się osoby maszerujące, wybrała pierwszą z nich na cel i nacisnęła spust.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

1 lip 2024, o 20:17

meta-gaming
w prawo < 50 < też w prawo
Rzut kością 1d100:
51


sneaky
<60
Rzut kością 1d100:
87


ambush round
Rzut kością 1d3:
1


efektywność ognia zaporowego vs piradzki firepower
Swarm Przymierza, Team Jaszczomp +40 [arbitralne bo same przekoxy]
Rzut kością 2d100:
3, 16

Jeżeli Swarm: brak ofiar
Jeżeli Team Jaszczomp: 2d3 ofiar
Rzut kością 2d3:
2, 2
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

1 lip 2024, o 21:51

Azjatka nie odezwała się na jej słowa, ale Hawk mogła mieć pewność, że jej polecenie zostało usłyszane przez ich otwarte łącze. Wszyscy w korytarzu błyskawicznie zajęli pozycje, kierując broń w stronę skrzyżowania; Stadtford przykucnął przy przeciwległej od Hawk ścianie, unosząc strzelbę w lustrzanym odbiciu do Telvos, która złapała pewniej karabin i przycisnęła go do ramienia; Remy wcisnął się za nieco wystający ze ściany moduł, który oferował minimum osłony i sam również wycelował z pistoletu w stronę skrzyżowania.
- Mają rannych.
Zdawkowy komunikat przerwał pełną napięcia ciszę, którą wypełniały tylko zgrzyty umierającego okrętu, odgłos wielu zbliżających się kroków, stukających metalowo na zakratowanej posadzce korytarza oraz głuchego, przytłumionego chrobotania wydawanego przez przesuwające się płyty pancerza.
- Zaczekajcie - odezwał się niespodziewanie Rhys. Też przykucnął za barykadą rzuconą przez Hawk, również trzymając broń skierowaną w stronę w stronę skrzyżowania, ale opuścił nieznacznie lufę. Jego oczy za wizjerem hełmu zmrużyły się lekko, gdy coś kalkulował w swojej głowie. - Zgaście latarki. Może pójdą dalej.
Stadtford i Ryana zerknęli przelotnie na Hawk, oczekując od niej potwierdzenia. Kapitan Anathemy, widząc ich zawahanie, zwrócił twarz w stronę piratki.
- Na krążowniku takiej klasy załoga potrafi liczyć do dwustu osób. Nawet jeżeli założymy, że zginęło sześćdziesiąt procent z nich... - powiedział na tyle cicho, że ledwo było go słychać przez komunikator. - Mostek nie wyglądał na uszkodzony. Jeżeli zorientują się, że są w trakcie abordażu i zabarykadują się zanim tam dotrzemy albo zaczną nas aktywnie szukać...
Jego wzrok świdrował twarz Hawk. Ryana i Red ponownie spojrzeli na swoją dowódczynię i dopiero gdy ta wydała przyzwolenie, sięgnęli do swoich latarek; korytarz zalały jeszcze głębsze ciemności, gdy pięć wąskich źródeł światła zniknęło jeden po drugim.
W mroku przerywanym jedynie przez okazjonalne eksplozje iskier z bocznych paneli oraz kabli pod sufitem, dźwięki dogorywającego Valora zdawały się być jeszcze głośniejsze. Kroki zbliżających się żołnierzy Przymierza niosły się po wypełnionym próżnią korytarzu, bardziej wyczuwalne jako jednostajne, narastające drżenie pod ich butami, niż faktyczny dźwięk.
Upłynęło zaledwie kilkanaście sekund, gdy pierwszy z żołnierzy wyłonił się zza rogu, a za nim kolejny. Wszyscy mieli na sobie znajome barwy, nosząc lekko błękitne pancerze z charakterystycznymi symbolami, które teraz wydawały się Hawk wspomnieniem tak odległym, jakby stanowiły element jakiegoś dawno obejrzanego filmu, a nie fragmentu jej życia. Żaden z nich nie miał dobytej broni. Karabiny - standardowe wydanie klasycznego Mściciela - trzymali zapięte na zaczepach na plecach, omiatając drogę przed sobą światłem z latarek oraz aktywowanych omni-kluczy. Trzeci z żołnierzy, który pojawił się na skrzyżowaniu, był kobietą, a na jej ramieniu opierał się czwarty, ciężko powłócząc nogą; jego pancerz był osmalony z boku.
Pierwszy mężczyzna nie spojrzał nawet w głąb korytarza, w którym znajdowali się piraci. Idąc na przedzie oświetlał ścianę przejścia, wodząc snopem latarki wzdłuż identycznych, wielokolorowych linii, które wcześniej dostrzegła Ryana w ich odnodze. Szczęście odwróciło się od nich jednak przy drugim żołnierzu - mężczyzna sprawdzał coś na swoim omni-kluczu i zatrzymał się na chwilę na środku skrzyżowania, klnąc cicho pod nosem. Nie było żadnego powodu dla którego mógłby spojrzeć w ich stronę - nikt z nich nie wydał żadnego dźwięku, nikt nie zaalarmował go nagłym ruchem, nikt nie popełnił błędu. Być może w mężczyźnie odezwał się jakiś wrodzony, nabyty na polu bitwy instynkt, być może podpowiedziało mu to przeczucie... a być może po prostu mieli pecha. Gdy podniósł wzrok znad omni-klucza, jego spojrzenie zatrzymało się na mroku zalegającym we wnętrzu korytarza, wpatrując się prosto w Hawk, chociaż nie mógł jej zobaczyć.
Do momentu, w którym jeden z paneli nad ich głowami nie strzelił cicho garścią iskier, wydając z siebie ostatnie tchnienie i rzucając tym samym tą niewielką drobinę światła, która odkryła przycupnięte pięć, ledwo odcinających się na tle mroku, sylwetek.
Żołnierz nie zdążył krzyknąć i ostrzec swoich towarzyszy. Hawk podejrzewała, że pewnie do jakiegoś stopnia nie zdążył nawet zarejestrować co dokładnie widzi, ale wiedziała, że w przeciągu następnych paru sekund by to do niego dotarło. Niestety nie miał następnych paru sekund. Jej seria z karabinu ścięła go w miejscu, trafiając w klatkę piersiową i zabijając tam gdzie stał. Pozostali żołnierze Przymierza odwrócili się gwałtownie, ale spadła na nich kanonada pocisków, gdy cała reszta piratów oraz załogi Anathemy otworzyła ogień.
Nie było krzyku żołnierzy, nie było odgłosu wydawanych rozkazów. Salwy latających pocisków, które rozbijały się na ich tarczach, przemykały przez próżnię w nienaturalnej ciszy, która kończyła się stłumionymi przez kosmos łupnięciami; chociaż tylko jedno ciało unosiło się teraz bezwładnie na środku korytarza, wciąż przytwierdzone za pomocą magnetycznych butów do podłoża, Hawk była pewna, że pozostała dwójka została raniona przez ich zmasowany atak. Cała grupa rzuciła się za osłonę korytarza, znikając za nią uderzenie serca później.
Rhys warknął pod nosem i przeładował karabin, a Stadtford wychylił się zza swojej szczątkowej osłony z wiszących kabli z zamiarem ruszenia do przodu i zmniejszenia odległości od skrzyżowania, żeby zrobić użytek ze swojej strzelby, ale niemal natychmiast musiał się za nią z powrotem schować, bo żołnierze Przymierza zareagowali z podziwu godną szybkością: wnętrze korytarza, w którym przycupnęła grupa Wraitha i Anathemy, wypełniły mknące pociski, gdy trzech żołnierzy wychyliło się niespodziewanie zza rogu, osłaniając czwartego, który rozstawił identyczną barykadę jak czerwonowłosa piratka. Nie wyglądało jednak na to, żeby zamierzali angażować się w walkę, chociaż brak naturalnych osłon, z których mogliby skorzystać piraci, z pewnością działał na ich korzyść - gdy trzech żołnierzy kładło ogień zaporowy na odwzajemniających ostrzał przeciwników, pozostała ruszyła pochylona biegiem do prawej odnogi korytarza. Nawet z tej odległości Hawk widziała, że część z nich ma pogięte lub osmalone pancerze, a niektórzy są podtrzymywani przez swoich towarzyszy.
Celność i ostrzał lepiej uzbrojonych oraz bardziej doświadczonych piratów była jednak zbyt wielka, by ich manewr obył się bez ofiar. Nieco poniżej połowy żołnierzy udało się przebiec przez nawałnicę na skrzyżowaniu; Telvos ustrzeliła celnym strzałem w głowę jednego z żołnierzy osłaniających swoich towarzyszy, a warstwa śrutu ze strzelby Reda rozerwała napierśnik drugiemu, gdy ten niespodziewanie został wyciągnięty zza osłony poprzez biotyczny uścisk, którego źródłem okazał się załogant Anathemy z irokezem. Trzeciego i czwartego zabiła Hawk - jednego w trakcie biegu, gdy próbował przekroczyć skrzyżowanie, a drugiego, gdy kończył przeładowywać i zaczynał wychylać się zza barykady.
Pozostała czwórka zniknęła jednak w prawej odnodze korytarza, nie nawiązując walki.
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

1 lip 2024, o 23:38

Nie natrafili na armię.
Bardziej zgraję niedobitków, rannych żołnierzy wspieranych przez niewielu, którym udało się zachować sprawność fizyczną. Potrafiła wyobrazić sobie to, co musieli czuć. Na przekór losowi, który im nie sprzyjał, pomimo śmierci dziesiątek towarzyszy, wciąż stali o własnych nogach w miejscu, które nie miało prawa już istnieć. Bez kapsuł ratunkowych, które mogłyby ich zabrać. Bez wsparcia jednostek Przymierza, które wkroczyłyby do systemu ratować swoich.
Co zabije ich pierwsze? Jedna z pośmiertnych konwulsji umierającego krążownika, obnażająca jego ostre krawędzie? Promieniowanie z uszkodzonego napędu piezo, rozlewające się po jego rufie? Rany, które otrzymali w trakcie ataku? Kończący się zapas tlenu z ich wybrakowanych zbiorników, gdy Wraitha i Anathemy już dawno tutaj nie będzie?
Ich los był przesądzony, a jednak parli do przodu, zbierali się w grupę, wspierali siebie nawzajem. W sytuacji, w której najlogiczniejszym byłoby się poddać, wybrać śmierć mniej bolesną, na własnych warunkach, posuwali się naprzód, z jednej dziurawej sekcji krążownika do drugiej. Prymitywny, ludzki mózg napędzał do działania w chwilach, w których to działanie nie miało żadnego sensu.
Wyłączyła latarkę, nie mówiąc ani słowa. Ale jej wzrok pozostawał utkwiony w skrzyżowaniu i gdy pierwsza osoba zorientowała się w ich obecności, nacisnęła na spust i nie zdjęła z niego palca tak długo, jak widziała poruszające się cele w oddali. Tym byli - celami.
Świadomość tego, że umrą w tym miejscu tak czy inaczej, skutecznie zagłuszała to nieprzyjemne ukłucie z tyłu głowy, które pojawiało się gdy dobijała ludzi, którzy nie stanowili dla niej wielkiego zagrożenia.
- Valor wypuścił kilkanaście kapsuł ratunkowych. Jeśli choćby połowa zginęła w bitwie i co najmniej jedna trzecia załogi zdołała się ewakuować przyjmując minimalne obsadzenie krążownika, nie powinniśmy mieć wielkiej armii na swoich karkach - odezwała się, wysuwając zza barykady gdy tylko ustał ostrzał. Natychmiast ruszyła w stronę skrzyżowania. - Jeśli chcesz spróbować zachować dyskrecję, musimy ich dobić.
Odwróciła głowę, spoglądając na kapitana Anathemy podczas gdy jej dłonie odruchowo przeładowały karabin szturmowy pozwalając, by zużyty pochłaniacz pomknął przez pustkę do tyłu.
- Są ranni. Twoja ukryta agentka powinna móc załatwić sprawę, skoro siedzi na przodzie - pochyliła głowę, zerkając na mechanicznego towarzysza mężczyzny. - Albo twój pies.
Nie miała pojęcia jakie możliwości miała maszyna, ale podejrzewała, że musiała być szybsza od człowieka - a przynajmniej jeśli faktycznie miała w sobie coś z wilka, na którego wyglądała.
- W innym wypadku, możemy ich olać i udać się jak najszybciej w stronę mostku - dodała, pozwalając podjąć mu decyzję.
Częściowo będąc ciekawą jego potencjalnego oporu przed dobijaniem uciekających, rannych, jeśli taki miał się pojawić. Częściowo dlatego, że jej nie robiły dwa te wyjścia znaczącej różnicy w miejscu tak nieprzewidywalnym jak to. Tak czy inaczej, pozostawała w ciągłym ruchu i gotowa była rzucić się w prawą odnogę korytarza za uciekającymi.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13498
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Gromada Ninmah -> Maskim Xul] Przestrzeń kosmiczna

2 lip 2024, o 22:31

Okręty wielkości Valora rzadko kiedy umierały szybko. Jeżeli statek został wyeliminowany od ilości otrzymanych obrażeń, rozpoczynała się jego powolna śmierć - większość systemów wyłączała się z powodu braku zasilania, po korytarzach szalały pożary, pustka wysysała powietrze z nieszczelnych przedziałów, padały te moduły, które wciąż jeszcze pracowały na niezależnych bateriach. Czasami wróg przyspieszał ten proces, nie przestając ostrzeliwać dogorywającego okrętu tak długo, aż pozostały po nim wyłącznie unoszące się w próżni fragmenty i ciała, ale czasami los decydował inaczej. Valor, nawet rozerwany w połowie długości i z wysadzoną wewnętrzną eksplozją rufą, nadawał się już tylko na złom, ale jego korytarze były długie, a przedziały i pomieszczenia liczne. Pozostawieni sami sobie, ci którzy przetrwali wybuchy, nagłą utratę atmosfery oraz każdy inny rodzaj śmierci, którym wypełnione były ostatnie chwile krążownika, mieli tylko jedną nadzieję - liczyć, że pomoc nadejdzie szybciej niż głód, brak powietrza, niepowstrzymane zimno próżni czy wyczerpanie organizmu otrzymanymi ranami.
Albo że nadejdzie w ogóle.
Żołnierze Przymierza nie przypominali jednak piratów czy mieszkańców Omegi. Nie zostawiali swoich i nie pozwalali by bezradność lub instynkt przetrwania wzięły górę nad świadomością bezsensu czy mikroskopijnych szans na przeżycie. Hawk nie wiedziała co popchnęło ich do przemierzania korytarzem, który niefortunnie natknął ich na abordażowy oddział Wraitha i Anathemy - czy była to próba szukania innych ocalałych, szukanie ratunku lub czy coś jeszcze innego - ale wyglądało na to, że żadne z nich nie miało dotrwać do końca.
Gdy ostrzał ustał, Rhys również przeskoczył przez osłonę. Jej słowa sprawiły, że zmrużył lekko oczy, a przez jego twarz przemknął cień irytacji.
- Jeżeli jakakolwiek część wewnętrznej sieci Valora wciąż działa, to może być na to za późno - odrzucił tylko sucho, również biegnąc w stronę skrzyżowania. Ani Stadtford, ani Ryana, ani Remy nie czekali na pozwolenie; cała trójka rzuciła się do przodu, ale to asari wysforowała się na przód, będąc najszybszą z tego grona. Jeżeli Hawk spodziewała się oporu po kapitanie Anathemy, to ten nie nadszedł; mechaniczny wilk mężczyzny wystrzelił do przodu jeszcze nim czerwonowłosa skończyła mówić, porzucając miejsce przy nodze swojego pana, który również biegł ku krzyżującym się korytarzom.
Jeszcze nim dotarli do zakrętu, zza niego wypadły pociski. Bezgłośne smugi rykoszetowały po ścianach, krzesząc iskry i rozbijając te panele, które wciąż jeszcze trzymały się na swoich miejscach. Dobiegając do rogu i wyglądając zza niego, dostrzegli, że z czwórki uciekających, dwójka zatrzymała się niecałe dwadzieścia metrów dalej i osłaniała serią pocisków trzeciego z żołnierzy, który ciągnął za sobą czwartego - ciągnięta kobieta miała wyłączone buty magnetyczne i unosiła się powietrzu, a ze świeżo rozciętego pancerza na jej łydce wyciekała krew, zostawiając za sobą nierówne, zakrzepnięte krople, którym było bliżej do granatowej czerni niż jasnego szkarłatu, gdy zostały wyeksponowane na próżnię. W jej dłoniach tkwił jednak karabin, którym chaotycznie strzelała po korytarzu, dając się holować przez swojego towarzysza - jednak gdy na skrzyżowaniu pojawili się piraci, skierowała lufę w ich stronę, podobnie jak pozostali.
Parę pocisków odbiło się od pancerza mechanicznego wilka, który jako pierwszy wysforował się przed całą grupę, nie czyniąc mu jednak większej krzywdy, inne zaś spadły na tarcze Ryany, która biegła niedaleko za nim. Żołnierze zdążyli wystrzelić po jednej serii, nim czworonożny mech skoczył na dwójkę opieszałych, wpadając z taka siłą na tego, który ciągnął swoją ranną towarzyszkę, że jego buty magnetyczne oderwały się od podłoża i oboje, wirując, zaczęli lecieć dalej. Ciało Telvos natomiast otoczyła znajoma mgiełka biotyki, zamieniając ją na uderzenie serca w błękitną smugę, która przemknęła przez tunel, niezainteresowana rannymi, i wpadła w jednego z tych, którzy próbowali osłaniać swoich kompanów.
Walka między niedobitkami z Valora, a załogą Wraitha oraz Anathemy, nie była uczciwa. Ani długa.
Pierwszy zginął żołnierz, którego dosięgnął mech, gdy stalowe zęby zacisnęły się na pancerzu osłaniającym jego szyję i ścisnęły się na nim z taką siłą, że ten zazgrzytał i wygiął się do środka, zgniatając tchawicę człowieka; drugiego powaliło omni-ostrze Ryany, trzeciego wystrzał z karabinu Rhysa. Po kilkunastu sekundach przy życiu pozostała tylko ranna kobieta, której w trakcie walki Remy biotycznym szarpnięciem wyrwał karabin, a którą obecnie przyciskał butem do podłogi Stadtford, trzymając lufę strzelby przystawioną do jej czoła; twarz kobiety za wizjerem była trupio blada, a jej klatka piersiowa unosiła się szybko i urwanie, z trudem łapiąc te resztki powietrza, które wciąż zostały w jej uszkodzonym kombinezonie.
Oznaczenie na jej naramienniku sugerowało stopień oficerski, a plakietka na napierśniku nazwisko. Porucznik. T. Davis.
- Zadawaj swoje pytania - rzucił zdawkowo Rhys, stając obok Hawk i patrząc nieprzeniknionym wzrokiem z góry na obezwładnioną przeciwniczkę. Jego mech przeszedł bezgłośnie obok i zajął ponownie miejsce przy jego boku, gdy kapitan Anathemy przyklęknął i zerwał z ramienia porucznik jej omni-klucz, zamierzając przejrzeć jego zawartość.
Niecałe dwa metry dalej powietrze zafalowało i z półmroku korytarza wyłoniła się azjatka. Zwiadowczyni zignorowała wszystkich obecnych, minęła leżącą kobietę i przyklęknęła z powrotem przy panelu masywnych drzwi windy, które były wkomponowane w ścianę zaledwie kilkanaście kroków za rozwidleniem. Ich zdjęta osłona była pozbawiona zasilania, a kable wyciągnięte; szmaragdowe omni-ostrze kobiety wsunęło się z powrotem do wnętrza przedramienia, zastąpione zwykłym narzędziem, gdy bez słowa wróciła do grzebania w ich elektronicznych wnętrznościach.

Wróć do „Galaktyka”