Odpowiedź z komunikatora przyszła niemal natychmiast.
-
Dla mojej ulubionej Smoczej Królowej? Zawsze. - Przez pokład Wraitha przeszło delikatne drżenie, które poinformowało wszystkich obecnych, że fregata poruszyła się na swojej pozycji, wykorzystując napędy manewrowy. -
I bez większego problemu. Widziałem jak lata ich pilot i muszę powiedzieć, że nie jestem pod wrażeniem.
Gdzieś w tle kokpitu rozległ się cichy, wysoki sygnał namierzania, ale nie minęły dwa uderzenia serca, a został zagłuszony gwałtownie przez o wiele głośniejszy pisk systemów ostrzegawczych - przed byciem
namierzanym. Deuce parsknął pod nosem.
-
I najwyraźniej nie ma żadnego poczucia humoru - skwitował to krótko. Wszystkie wysokie dźwięki zniknęły, a drżenie ponownie przeszło przez strukturę Wraitha, gdy fregata wróciła do poprzedniej pozycji, zdejmując swoje namierzanie ze zbliżającego się do nich promu. -
Chociaż uważam to trochę za uwłaczające, że skierowali na nas tylko jedną trzecią swoich akceleratorów. Może jednak jakieś ma.
Gdy Hawk zatrzymała się przy Kodiaku, do środka hangaru zaczęli wchodzić pozostali wybrani przez nią załoganci. Pancerz Telvos wciąż nosił ślady uderzeń, które otrzymała na pokładzie Quebui, ale już wyłącznie pod postacią zdartego lakieru i farby - najwyraźniej pokładowy kwatermistrz tego jednego nie uznał za stosowne naprawić, gdy zajmował się jej opancerzenem w czasie ostatniego lotu przez Przekaźnik; asari miała za to przewieszony przez plecy zdobyczny karabin, najwyraźniej na dobre pozbywając się swojej strzelby lub odstawiając ją na lepsze czasy.

-
Najpierw wybuchający frachtowiec, a teraz wybuchający krążownik. Naprawdę zabierasz nas w najlepsze miejsca - rzuciła, podchodząc do promu i przewracając oczami. Zajrzała do środka, po czym widząc, że ten jeszcze jest pusty, złapała się krawędzi dachu i wsunęła zwinnie na miejsce pilota.
Pozostała czwórka piratów dołączyła do nich niewiele później, zajmując kolejne miejsca we wnętrzu desantowego promu. Pochód zamykał Red, który bez słowa pstryknął papierosem przed wejściem do promu, posyłając go na beton w pobliżu masywnych drzwi wylotowych i samemu również zajął miejsce.
-
Dobra, dostaliśmy koordynaty. Drugi prom czeka w pobliżu Wraitha - rzuciła asari, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi promu. Wystukała coś na wyświetlaczu, przeglądając zarówno informacje systemowe Kodiaka, jak i wiadomości z mostka Wraitha; Hawk mignął na nim przez chwilę tag komunikatora Sayi, która podrzucała Ryanie jakieś dane, nim była komandoska złapała za stery i dała sygnał do systemów hangaru. Czerwone światła zalały wnętrze pomieszczenia, migając ostrzegawczo, gdy poziom atmosfery zaczął się gwałtownie obniżać, będąc wypompowywany przez ciężko działające układy pneumatyczne w akompaniamencie cichego alarmu. Wszyscy we wnętrzu przedziału desantowego zaczęli w milczeniu nakładać hełmy i upewniać się, że wszystko jest szczelne - lot nie był długi, a część z nich czekała rychła przesiadka.
Pustka kosmosu zawitała do hangaru kilka minut później, gdy masywne wrota w końcu się otworzyły, ukazując ich oczom bezkres czerni upstrzonej pojedynczymi gwiazdami. Telvos podniosła delikatnie ich prom, a następnie wyprowadziła na zewnątrz, oblatując toporny kształt pirackiej fregaty i dołączając do drugiego pojazdu, który oczekiwał już na nich niewiele dalej. Ten, jak się okazało, gdy reflektory ich promu padły przez chwilę na jego sylwetkę, również należał do klasy U-47 Kodiak - ale tylko częściowo. Smukły prom został poważnie zmodyfikowany i nawet bez specjalistycznej wiedzy różnice było widać na pierwszy rzut oka. Światło ich lamp padało przez chwilę na dodatkowe płyty pancerza, które czyniły pojazd nieco bardziej masywnym z przodu, co jednak nijak nie odwracało uwagi od wydłużonej rufy, która w normalnym modelu składała się z czterech napędów odrzutowych, a w tym posiadała jeszcze miedzy nimi jakiś dodatkowy, zabudowany moduł, który łączył się z nimi masywnymi przewodami oraz okratowanymi panelami skrywającymi wymienniki ciepła; ceramiczne, żarzące się na pomarańczowo układy chłodzące, nadawały mu nieco wygląd szerszenia.
Gdy Kodiak Wraitha zrównał się z drugim promem, jego boczne drzwi otworzyły się do góry, a w progu pojawiła się sylwetka Rhysa. Kapitan Anathemy przytrzymał się jedną ręką uchwytu przy wejściu, a jego hełm śledził ich powolne podejście. Kontrolka w hełmie Hawk najpierw odebrała częstotliwość do bliskiej komunikacji radiowej, a potem nadejście połączenia, gdy mężczyzna otworzył kanał do rozmowy między ich omni-kluczami.

-
Przesłaliśmy waszej techniczce schematy najbardziej prawdopodobnych modułów, których szukamy - poinformował zdawkowo Hawk w ramach powitania, gdy oba promy zatrzymały się obok siebie i Ryana również otworzyła boczne drzwi z ich strony. Jego głos brzmiał metalicznie przez komunikator, a także w otoczeniu bezdźwięcznej pustki, która wypełniała przestrzeń między nimi. -
W mojej grupie jest dwóch techników, ale podejrzewam, że wasi również będą chcieli wiedzieć czego szukamy.
Ryana kiwnęła głową twierdzącą ze swojego fotela, odchylając się na nim nieznacznie, a jeden z czwórki piratów, którzy mieli dołączyć do przeszukiwania wraków obstawy Conflagrationa - będący równocześnie jednym z inżynierów Wraitha - również potwierdził te słowa krótkim przytaknięciem, unosząc wzrok znad swojego omni-klucza.
-
Świetnie. Róbmy przesiadkę zanim wszystko we wraku szlag trafi - odrzucił niecierpliwie Rhys, po czym przesunął się w progu i skinął do wnętrza. -
Remy, Kimyie - ze mną. Reszta - bądźcie mili dla naszych nowych współpracowników - dodał z cieniem chłodnego rozbawienia, zwracając się do wnętrza promu. W środku, na tle świateł bocznych Kodiaka, mignęła masywna sylwetka kroganina, który uniósł dłoń do góry, pokazując kciuk.

-
Cudownie - mruknął pod nosem Red. Rhys spojrzał na Hawk, oczekując od niej potwierdzenia, że mogą już przechodzić między promami, po czym jeżeli je otrzymał, odsunął się na bok i przepuścił obok siebie swoich dwóch załogantów. Pierwszym z nich był znajomo wyglądający mężczyzna z irokezem -

teraz schowanym jednak pod hełmem - który przeskoczył wprawnie metr dzielący oba pojazdy od siebie i wylądował we wnętrzu Kodiaka Hawk, przytrzymując się krawędzi drzwi. Rozejrzał się wpatrzonych w niego oczach zebranych w środku piratów po czym uniósł dłoń do skroni, salutując niedbale.
-
Siema - przywitał się. -
Przepraszam, czy ten prom leci może na Omegę?
Zanim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć, musiał odsunąć się na bok, bo obok niego wylądowała zwinnie drobna kobieta i bezceremonialnie odepchnęła go na bok. We wnętrzu jej hełmu mignęły ciemne, azjatyckie oczy, którymi przesunęła po pasażerach Kodiaka, ale w przeciwieństwie do swojego towarzysza, nie odezwała się nawet słowem i po prostu usiadła na najbliższym wolnym miejscu.
Rhys dołączył do nich jako ostatni, już gdy czwórka piratów z Wraitha także zamieniła się miejscami i przesiadła na prom Anathemy. A wraz z nim jego mechaniczny wilk.
-
Gotowi - rzucił krótko mężczyzna, gdy tylko wylądował we wnętrzu Kodiaka. Jego stalowy towarzysz wylądował obok niego chwilę później; przez powierzchnię promu przeszedł głuchy, ale znajomy dźwięk metalu przylegającego do metalu, gdy mech płynnie obszedł swojego właściciela, nic sobie nie robiąc z braku grawitacji, ale stukając z każdym krokiem, gdy magnetyczne łapy przywierały do pokładu.