Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Hangar

11 lis 2024, o 16:53

<tu będzie opis może, a może nie, morze głębokie i szerokie>
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

11 lis 2024, o 16:54


Jeszcze nim prom wylądował we wnętrzu znajomego okrętu, na omni-klucz Hawk dotarło potwierdzenie od Nephietta, że już czekają na jej rozkazy. Ich pojazd osiadł ciężko na stalowej powierzchni, lądując z mało eleganckim zgrzytem oraz tąpnięciem, gdy Telvos wyłączyła silniki. Wyrównanie atmosfery w hangarowej śluzie dla pojazdów trwało kilka minut, po których właściwa część pomieszczenia stanęła dla nich otworem. Wnętrze Kodiaka również napełniło się powietrzem, pozwalając jego pasażerom na zdjęcie hełmów; krew na twarzy Rhysa zdążyła już zaschnąć, tworząc ciemnoszkarłatny strup z boku jego głowy oraz na policzku, ale chociaż mężczyzna dalej z trudem utrzymywał się w pionie, to jego wzrok był czujny. Adrenalina, z pewnością krążąca po jego żyłach, gdy znalazł się na wrogim okręcie, skutecznie odsuwała tymczasowo na bok otrzymane obrażenia, sprawiając że, gdy wychodzili z promu, szedł o własnych siłach, tylko jedną dłoń opierając na ramieniu zwiadowczyni.
Na zewnątrz czekał na nich Kirył w towarzystwie piątki innych załogantów Wraitha - wszyscy uzbrojeni po zęby i pełnych pancerzach. Ich broń opuszczona była swobodnie w dół, poza Rosjaninem, który trzymał swój karabin oparty o ramię i wycelowany w sufit.
- Ładny orszak powitalny, Hawkins - odezwał się jako pierwszy Rhys, gdy wszyscy zeszli z promu. Cała trójka załogantów Anathemy mierzyła podejrzliwie czekających na nich ludzi. Remy oparł dłoń na pistolecie, a Kimiye chociaż nie wykonała żadnego ruchu, to wyglądała jakby gotowała się do skoku albo dobycie broni.
Kirył zbliżył się do ich grupy i spojrzał na Hawk.
- Wszystko jest gotowe - rzucił neutralnym tonem. - Czy mamy odprowadzić naszych gości do skrzydła medycznego?
Chociaż żołnierz mówił spokojnie, jego wzrok przesunął się po piratce, a potem po Ryanie oraz Redzie. Każde z nich wyglądało jakby przeszło przez mielarkę do mięsa, chociaż w obecnej chwili absolutnie wszyscy starali się wyglądać na w pełni zdrowych i gotowych do działania. Niewypowiedziane pytanie "i was też?" zawisło w powietrzu.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

14 lis 2024, o 23:24

Potrafiła wymyślić tysiąc różnych sposobów na naradzenie się, które nie wiązałyby się z przyjściem załogi Anathemy na Wraitha.
Mogli przeskoczyć do jednego systemu dalej. Te cztery, pięć godzin wystarczyłyby na połatanie się na ich statkach, i prawdopodobnie na nic więcej. Wróciliby wystarczająco odświeżeni, by móc kontynuować planowanie - zakładając, że takie w ogóle miało się odbyć, ale podążała logiką Rhysa - a jednocześnie nie odwlekliby tego w czasie zbyt mocno.
Rhys posiadał komunikator kwantowy łączący go z Kestrel. Jego siostra mogła służyć za osobisty router, choćby ustawiając ich dwa komunikatory przed sobą by mogli się komunikować. Nie była pewna, czy z technicznego punktu widzenia jakiekolwiek bezpośrednie połączenie było możliwe, ale przecież równie dobrze mogli krzyczeć do siebie w gabinecie Kestrel.
Krótkim ruchem głowy przytaknęła, pozwalając Telvos na skomunikowanie się z Anathemą. Nie było powodu, żeby tego nie robić - szczególnie, że w innym wypadku prawdopodobnie okręt zacząłby dopominać się o swojego kapitana. W tej kwestii było to spójne z jej własnymi celami, które przeczuwała, że mogą być inne od celów Rhysa.
Gdy Kodiak osiadł we wnętrzu hangaru, ból w barku i trzewiach rezonował na wytężone od pracy mięśnie i wracał do zmęczonej od ciągłej adrenaliny głowy. Dopiero gdy prom ze zgrzytem wylądował na lądowisku, do środka zostało wtłoczone powietrze, a ciążenie uderzyło w jej przyzwyczajone do ostatnich kilkudziesięciu minut pustki kości, naprawdę odczuła czerwone lampki podpalone przez jej organizm.
Sięgnęła do zaczepów hełmu. Potrzeba powietrza była nielogiczna, gdy pancerz dostarczał jej go nad miarę, a wnętrze statku nie oferowało innego od cyrklowanego, ale mimo tego zdarła z głowy osłonę gdy tylko miała okazję.
Na widok orszaku powitalnego, irytacja natychmiast błysnęła w jej głowie. Nie bez powodu rozkazała, żeby uzbrojeni ludzie czekali blisko hangaru, a nie w nim. Pozwoliła, by negatywna emocja rozbłysnęła na jej twarzy nie powstrzymując emocji za maską, którą zwykle przywoływała - bo choć jej irytacja miała inny kierunek, chciała, by mężczyzna ją zauważył i wysnuł swoje - błędne - wnioski, jakoby ją też zaskoczyła reakcja załogantów.
- Dwie godziny temu twój statek strzelił w nasz bez żadnego ostrzeżenia - odparła zgryźliwie, podchodząc do Kiryła i wymieniając z nim krótkie, neutralne spojrzenie. Liczyła na to, że domyśli się i nie będzie okazywał zaskoczenia. - Moja załoga chowa urazę jeszcze dłużej, niż ja.
Czuła, jak część czerwonych włosów wysunęła się z koka, w który je splotła. Niektóre kosmyki przylgnęły do jej mokrego od potu czoła i uniosła opancerzoną dłoń, odgarniając te, które zawadzały o rzęsy, zbliżając się niebezpiecznie do oka.
- Jesteście na moim okręcie a wasz kapitan wielokrotnie dał mi do zrozumienia, że nie ma do mnie żadnego zaufania. Nie wiem, dlaczego ja miałabym mieć jakieś względem was - dodała twardo, mierząc kapitana Anathemy spojrzeniem. - Otrzymacie opiekę medyczną i miejsce do spania, jeśli będziecie go chcieli. Ale cały wasz sprzęt i broń mają zostać w hangarze - wyprostowała się, mimo zmęczenia czując, jak jej ciało znów sztywnieje, w gotowości na sprzeciw z ich strony. Dłoń mocniej zacisnęła się na hełmie, który trzymała. - Łącznie z tym.
Podbródkiem wskazała złożonego psa, przymocowanego do pleców mężczyzny.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

16 lis 2024, o 19:46

Rhys przyglądał się Kiryłowi oraz czekającym załogantom Wraitha w milczeniu, słuchając jednocześnie słów Hawk. Rosjanin podchwycił jej spojrzenie, ale ciężko było powiedzieć czy zrozumiał jej niewypowiedziana sugestię, czy po prostu byli przyzwyczajeni do niekonwencjonalnych rozkazów i z takim też nastawieniem przybyli do hangaru, oczekując dalszych poleceń od swojej dowódczyni, gdy już znajdą się na miejscu. Na jego twarzy nie pojawiło się zaskoczenie; przeniósł za to ciężar ciała na tylną nogę, odchylając się nieco i oparł wolną dłoń na ładownicy przy pasie.
- Wolimy dmuchać na zimne, pani kapitan - powiedział neutralnie, kierując swoje słowa w równej mierze do Hawk, jak i do mężczyzny, którego mierzył wzrokiem. - Szczególnie, że od ostatnich czterdziestu minut wasza pilotka przerzuca się z naszym pilotem bardzo barwnymi inwektywami. Wszyscy są nieco... na krawędzi.
Rhys odwzajemniał jego spojrzenie przez chwilę, nim przeniósł swoje na czerwonowłosą. Wytrzymał jej wzrok, kilka sekund nie odzywając się, nim w końcu uniósł rękę i odpiął taktyczny zaczep przy ramieniu, sprawiając że mechaniczny plecak na jego pancerzu zsunął się i wylądował z brzdękiem na ziemi. Pozostali załoganci Anathemy zawahali się, ale po chwili również zaczęli się rozluźniać.
- Zrobiłbym to samo. Nie musisz się przede mną tłumaczyć, Hawkins - rzucił Rhys, a chociaż próbował mówić z ironią, to przez jego głos przebiło się zmęczenie. Mech-aniczny plecaki zalśnił błękitem, po czym rozłożył się niespiesznie i wstał na cztery łapy, które rozłożył się ze swoich slotów, w kilka sekund formułując w znajomą sylwetkę wilka. Przekładnie i zębatki pracowały z cichych zgrzytem, gdy kolejne elementy robota wskakiwały na swoje miejsce, niemal dziesięciokrotnie zwiększając jego rozmiar; ostatnim elementem były powłoki zewnętrznego pancerza, teraz powyginane i poszarpane od kul oraz odłamków, które nasunęły się na resztę konstrukcji niczym metaliczne łuski, gdy mech przybrał swoją pełną formę. Wilczy łeb, wcześniej schowany we wnętrzu bardziej skompresowanej wersji, teraz ponownie zwrócił swój pysk w stronę Hawk, gdy zwierzę usiadło przy nodze swojego pana. Niebieskie światło biotyki przesączało się zarówno przez jego ślepia, jak i zdarty fragment pancerza przy policzku, który odsłaniał jedną czwartą rzędu stalowych kłów.
- Nie będziemy sprawiać kłopotów. W końcu jesteśmy tutaj gościnnie - powiedział już bardziej dyplomatycznym tonem. - Gdzie mamy zostawić swoje rzeczy?
Kirył spojrzał przelotnie na Hawk, po czym skinął bez słowa na najbliższy stół warsztatowy. Jeden z towarzyszących mu piratów zgarnął ramieniem zalegające tam narzędzia oraz części zamienne, które któryś z techników musiał zostawić po jakiejś naprawie, zapominając po sobie posprzątać, i wrzucił je do najbliższej skrzyni. Rhys w milczeniu zdjął z pleców swój karabin, po czym odłożył go na stół, a jego załoganci podążyli za jego przykładem. Obok Błotniaka znalazł się smukły pistolet z tłumikiem azjatki oraz ciężki, oklejony kolorowymi nalepkami pistolet biotyka.
- Lepiej żeby to wszystko znajdowało się na miejscu, gdy będziemy wracać - burknął Remy, kierując swoje słowa ni to do Kiryła, ni to do Hawk, ni to do Rhysa.
- Tak, bo wszyscy tylko czają się na twojego grata, Remy - odrzuciła Telvos, wymijając całą grupkę. Chwilę wcześniej dyskretnie zajęła miejsce za plecami załogantów Anathemy, również opierając dłoń na swoim karabienie, ale teraz, gdy sytuacja się rozluźniła, najwyraźniej jej cierpliwość się skończyła i asari nie zamierzała dłużej gnić w hangarze. Stadtford bez słowa sięgnął do ładownicy, wyłuskując z niej paczkę papierosów, niespiesznie zaczynając raczyć się jednym, gdy ich nowi goście zostawiali swój sprzęt we wskazanym miejscu.
Kapitan Anathemy spojrzał przelotnie na swojego mecha. Ten poruszył się powoli, opuszczając swoje miejsce przy jego nodze i podchodząc do stołu, po czym obrócił się w miejscu i usiadł przy nim na tylnych łapach, nie przestając wpatrywać się w czerwonowłosą kobietę. Gdyby nie to, że był mechanicznym tworem, można byłoby powiedzieć, że robi to niemal ostentacyjnie.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

17 lis 2024, o 12:58

W jej pełnym sprzeczności umyśle, zgoda na kooperację wydawała się wręcz niepożądana. Echo wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin, z każdą chwilą wzrastało do coraz większego poziomu. Przekształcało się huk, odbijający od ścian jej czaszki, niemożliwy do zignorowania, utrudniający skupienie. Krążownik, który zniszczyli. Żołnierze Przymierza, których zastrzelili. Wszystkie te obrazy z pobranych z konsoli danych. Kestrel, sprzedająca ją jak bydło Cerberusowi.
Miała wrażenie, że tym razem nie tonie w problemach - tonie w okazjach, które powinna wykorzystać. Załoga Anathemy - ta najbardziej wartościowa - była teraz na jej pokładzie. Mogła wykorzystać Rhysa jakkolwiek tylko chciała, wymuszając na Kestrel posłuszeństwo. Mogła też spieniężyć każde zagrożenie, z którym się starli. Mogła pierwsza sprawdzić, jakie dane udało im się pobrać i o co w tym wszystkim w ogóle chodziło.
Ale gdy jej mięśnie rwały, ból w barku i klatce piersiowej stawał się trudny do zniesienia, jedynym, czego chciała w pierwszej kolejności, był papieros, po który sięgnął Stadtford.
Zignorowała tę chęć, spoglądając jak pies układał się w miejscu. Jego błękitne ślepia wprawiały ją w niepokój. Pozostawiony tutaj nie był nieaktywnym karabinem o zerowej wartości bez swojego właściciela. Był strażnikiem uzbrojenia, które pozostawili, a jednocześnie dziką kartą, którą kapitan Anathemy z pewnością mógł wezwać do siebie gdyby coś poszło nietak.
- Widziałam, jak to coś rozerwało gardło opancerzonego żołnierza jakby był szmacianą lalką - powiedziała krótko, odwracając wzrok od mechanicznego stworzenia i przenosząc go na mężczyznę. - Dezaktywuj to, albo dla bezpieczeństwa mojej załogi, podróż przez Przekaźnik odbędzie zamknięte w śluzie.
Zakładając, że mężczyzna - z większym lub mniejszym zaangażowaniem - spełnił jej prośbę, skinęła głową na Kiryła.
- Zabierzcie tę dwójkę do stacji medycznej. Pozostała trójka zostaje tutaj - zarządziła, wskazując dwójkę osób z ich oddziału, oraz Reda i Telvos. Może i ranni, ale nadal byli w stanie eskortować nieuzbrojonych załogantów Anathemy. Kimye nie wyglądała na ranną i nie zamierzała skupiać ich w jednym miejscu. Spojrzała na azjatkę. - Zwolnimy dla ciebie kajutę na czas podróży. Odeskortują cię do niej, gdy będzie gotowa.
Resztki adrenaliny utrzymywały ją w pionie gdy czekała, aż pozostali wyjdą z hangaru. Ruszyła za nimi nieśpiesznym krokiem, nie zamierzając wchodzić do stacji medycznej - przynajmniej na razie. Obrzuciła czujnym spojrzeniem Kimye i tamtą trójkę wychodząc i praktycznie od razu skierowała się do Centrum Informacji Bojowych.
- Jakiej części obok hangaru a nie w nim nie rozumiecie? - prychnęła pod nosem, nie na tyle głośno, by rozeszło się po całym mostku, ale nie potrafiąc powstrzymać swojej irytacji. Spojrzała na Nephietta. - Przenieście drona Kestrel do mojej kajuty i zamknijcie azjatkę z hangaru w sali przesłuchań.
Nie zamierzała trzymać jej obok uzbrojenia i tamtego psa ani chwili dłużej.
- Co mnie ominęło? - dodała, w następnej kolejności chcąc dowiedzieć się wszystkiego, co wydarzyło się pod jej nieobecność.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

18 lis 2024, o 23:06

Rhys westchnął po słowach Hawkins, a w jego wzroku pojawiła się nuta zmęczonego rozdrażnienia.
- Jeżeli nie będą próbowali grzebać w naszych rzeczach albo próbować rozłożyć go na części, to nie mają się czego obawiać - odparł z irytacją, ale pomimo swoich słów blask mechanicznego zwierzęcia zaczął przygasać. Kapitan Anathemy nie zrobił żadnego gestu w jego stronę, ale wyglądało na to, że wykonał jej polecenie - niebieska poświata wypełniająca wilka zniknęła, pozostawiając robota w tej samej pozycji, w której tkwił wcześniej, niczym stalową, nowoczesną rzeźbę na straży uzbrojenia załogantów drugiego okrętu. Jego pysk dalej był zwrócony w stronę piratki, ale gdy się przesunęła, zaczynając wydawać rozkazy swoich podkomendnym, już za nią nie podążył.
Żaden z towarzyszy Rhysa nie zaprotestował na chwilowe rozdzielenie. Kimiye również tego nie zrobiła, ale też i nie odpowiedziała - po prostu usiadła w milczeniu na najbliższej skrzyni, podkurczając jedno kolano i wbijając wzrok w swoją ochronę. Brak Kestrel wraz ze swoim biotykiem zostali odprowadzeni na korytarz i do skrzydła szpitalnego, a kobieta została sama w towarzystwie trójki piratów, którzy przyglądali się jej podejrzliwie, gdy Hawk również wychodziła poza hangar. Cokolwiek zostało im przekazane, najwyraźniej nie wyjaśniało w pełni czego mogą spodziewać się po ich niespodziewanych gościach, ale polecenia wydane przez czerwonowłosą były wyraźne.
Wnętrze Wraitha tętniło życiem w porównaniu ze zgliszczami Valora, ale była to atmosfera wypełniona wyczuwalnym napięciem. Gdy kobieta przechodziła szybkim krokiem przez kolejne pokłady, mijała niewielu pozostałych mieszkańców fregaty. Ci, którzy akurat znajdowali się na korytarzach, przemierzali je z celowością charakteryzującą ludzi pochłoniętych obowiązkami, które nie powinny czekać, a ci którzy nie spali, wciąż obsadzali swoje posterunki w gotowości na rozkazy. Kiedy dotarła do serca Wraitha, którym było Centrum Informacji Bojowych, powitał ją znajomy szum pracujących systemów, stukających palców na wyświetlaczach holograficznych i przyciszonych rozmów, na które składały się wymiany komunikatów, raportów oraz danych między stanowiskami, kadrą oficerską oraz rzeszą techników operujących okrętem.
Nephiett obrócił nieznacznie twarz w jej stronę, gdy pojawiła się w przejściu. Jego wzrok prześlizgnął się po jej pancerzu oraz śladach zostawionych przez odłamki Valora, ale niemal od razu wrócił do wskazań radaru oraz komunikatów spływających z zewnątrz statku.
- Nie możesz winić swojej załogi za niecierpliwość do spotkania się ze swoją zaginioną kapitan - odrzucił spokojnie, nie odwzajemniając jej irytacji. Jego uwaga była skopiona na wskazaniach, a spojrzenie częściowo zamyślone, ale widziała po nim, że mężczyzna pracuje w pełnym trybie gotowości bojowej.
Podobnie jak Wraith.
Wystarczyło jej jedno spojrzenie na ekrany przed swoim zastępcą, by dostrzec znajomy wzór dwóch celujących w siebie okrętów i odbezpieczonych systemów gotowych do strzału; nawet Sayia siedziała pochylona na swoim fotelu i nerwowo obracała w palcach jakąś bransoletkę z koralików, którą musiała ściągnąć z nadgarstka.
- Niewiele. Po tym jak generator piezo Valora uległ przeciążeniu, cała okolica została napromieniowana, a eksplozja sprawiła, że w kierunku drugiego wraku lecą odłamki i niewykluczone, że lada moment będziemy mieli powtórkę z tego co doświadczyłaś. Ograniczona komunikacja z wami pozwoliła nam zachować spokój, ale wygląda na to, że Anathema nie posiada równie dobrego sprzętu co Wraith i ich załoga przez ostatnią godzinę była pozbawiona jakichkolwiek wieści od swojego kapitana. Dodaj do tego, że Adams zaczął pyskówkę z ich pilotem, która przerodziła się w otwarte groźby oraz fakt, że nagle zostali poinformowani, że ich kapitan jest ranny i że zabieramy go na swój pokład, a będzie to już dzisiaj drugi cud, że jeszcze nikt nie pociągnął za spust. Gdyby nie to, że pierwsza oficer z Anathemy wydaje się być o wiele bardziej rozsądna od pozostałych i że załoga drugiego promu była równie skonfundowana co my, to udało nam się jakoś dogadać i utrzymywać status quo aż daliście znak życia.
Ekrany po jego lewej stronie zamigotały lekko, domagając się jego uwagi. Przysunął do siebie wyświetlacz, powiększając zaznaczone trzy bursztynowe punkty na radarze na skraju systemu, po czym przerzucił je na inne stanowisko.
- Mamy ruch na krawędzi układu, ale wygląda na dwa cywilne promy oraz jedną barkę górniczą. Sayia wyłapała w eterze komunikacyjnym zwiększoną ilość transmisji przez boję, więc pewnie tubylcy zaczynają się interesować bitwą, która się tu rozegrała oraz niedawną eksplozją. - Scott zamilkł na chwilę, sprawdzając coś na odczytach, nim kontynuował. - Moore nie przeżył przesłuchania. Nasz więzień - dodał lakonicznie, jeżeli kobieta nie skojarzyła nazwiska żołnierza, którego złapali. - A Vinnet kazała ci przekazać, że wszyscy którzy znajdowali się na Valorze, muszą jak najprędzej pojawić się w skrzydle medycznym, jeżeli nie chcą spędzić następnych dni z objawami choroby popromiennej. To chyba wszystko.
Wyprostował się lekko i spojrzał przelotnie na Hawk.
- A nas?

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

22 lis 2024, o 19:40

Mechaniczny towarzysz kapitana Anathemy był pierwszą rzeczą, jaką najchętniej pozwoliłaby swoim ludziom rozebrać na części. Interesowało ją na jego temat zbyt wiele - w jaki sposób działał, jak mężczyzna przekazywał mu swoje rozkazy, ile był wart? Nawet bez dogłębnej znajomości tej technologii potrafiła stwierdzić, że musiała być wartościowa, ale na razie musiała zostawić kwestię wilka na później - podobnie jak dziesiątki innych problemów, piętrzących się w jej głowie i domagających uwagi.
Jedno spojrzenie na Centrum Informacji Bojowych z powrotem przywróciło ją do stanu gotowości. Odrętwiałe z napięcia mięśnie zaprotestowały, tępy ból w kościach wzmógł, jakby zmęczenie krążące w jej ciele dewastowało je z równą wprawą do choroby popromiennej, która miała nadejść.
Nim przeniosła wzrok na Nephietta, sprawdziła odczyty na najbliższych ekranach. Dopiero upewniając się, że nic im bezpośrednio nie grozi, pozwoliła sobie skupić się na słowach, które miał jej do przekazania mężczyzna.
- Nie mamy czasu do stracenia, musimy skierować się do Przekaźnika - oznajmiła, odkładając swój hełm na pustą przestrzeń przy stacji roboczej mężczyzny. - Przełącz mnie do nich, jeśli im się to nie spodoba. Brat Kestrel sam chciał tutaj przylecieć. Uznał, że ułatwi nam to planowanie dalszych kroków.
Uśmiechnęła się krzywo, unosząc dłoń z omni-kluczem by zerknąć do katalogu zgranych przez nich danych. Instrukcje Vinnet w tej chwili interesowały ją w niewielkim stopniu.
- Kobieta z jego zespołu nie rusza się z sali przesłuchań, póki Vinnet nie skończy ogarniać tamtych - zaprotestowała, nie odrywając wzroku od omni-klucza. - Nie zamierzam gromadzić ich w jednym miejscu. Przynajmniej na razie.
Odwróciła się, opierając tyłem o krawędź blatu. Wątpiła, by beznadziejna komunikacja umożliwiła jej przesłanie wszystkich danych z Valora do Wraitha, dlatego natychmiast przygotowała się do ich zgrywania.
- Zaraz wszystko wyjaśnię - uspokoiła mężczyznę, nie chcąc, by uznał, że go ignoruje. - Saya, udało nam się zgrać paczkę danych z mostka Valora. Część usiłowałam wam przestać zdalnie, ale nie sądzę, żeby w tym syfie komunikacyjnym dużo przeszło. Stwórz jakieś wyizolowane miejsce na te pliki u siebie. Chcę, żebyś na nie zerknęła jak najszybciej. - spoglądając na kobietę, mignęła swoim omni-kluczem, sygnalizując gotowość do przekazania wszystkich plików od razu.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

23 lis 2024, o 23:19

Nephiett skinął nieznacznie głową, częściowo przyjmując do wiadomości jej słowa, a częściowo dając znać, że z niektórych zdaje sobie sprawę. Jego wzrok prześlizgnął się po jednym z bocznych monitorów, gdy wywołał jednocześnie jakąś komendę.
- Dostaliśmy przed paroma minutami dane nawigacyjne do wykonania wspólnego skoku w stronę Morza Cieni. Ale czekałem z tym na ciebie - potwierdził. - Anathema została uświadomiona w obecnej sytuacji i wygląda na to, że również zamierzają się dostosować. Aczkolwiek nie są zadowoleni - dodał neutralnym tonem, ale w jego spojrzeniu, które na krótką chwilę zwróciło się w stronę czerwonowłosej kapitan, dostrzegła cień zrozumienia. Prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że gdyby sytuacja była odwrotna, to ich postępowanie mogło być zupełnie inne. Sądząc po napięciu między obydwoma okrętami, nastroje drugiej załogi nie były raczej zbyt radosne - ich dowódca znajdował się na wrogim okręcie, ranny, a na potwierdzenie obecnej sytuacji mieli tylko jego słowa, które równie dobrze mogły być wymuszone pod lufą pistoletu. Bojowa fregata zmieniła kurs i podążała obok Wraitha, również powoli lecąc w stronę Przekaźnika, ale ich palący wzrok luf dział był niemal wyczuwalny, nawet pomimo tego, że część systemów została już wygaszona w trakcie transferu energii do systemów odpowiedzialnych za aktywację procesu skoku przez Przekaźnik.
- Dam znać Veronique - odpowiedział tylko, gdy Hawk zaprotestowała na przeniesienie azjatki do skrzydła medycznego. Znała swojego zastępcę wystarczająco, by wiedzieć, że w tej kwestii polegał na jej osądzie - tak jak jej dane z godziny swojej nieobecności były niepełne, tak i on nie miał pełnego obrazu sytuacji na ich misję na pokładzie Valora. Jeżeli uważała, że oddzielenie jednej kobiety z oddziału Rhysa było ważne, nie zamierzał tego kwestionować.
Sayia obróciła się w fotelu i spojrzała na omni-klucz Hawk, po czym aktywowała swój własny, żeby nawiązać połączenie. Nałożyła bransoletkę z powrotem na nadgarstek i od razu pokręciła przecząco głową.
- Nic do nas nie doszło - przyznała, skupiając się jednak na transferze danych. - Większość naszej uwagi poświęcała obserwacja okolicy, potem przygotowywania się do walki z Anathemą, a potem... no, szukanie ciebie - dodała niepewnie. - Przebicie się przez tą chmurę zakłóceń i utrzymanie łączności z promem wymagało wiele wysiłku. Zabiorę się za to od razu - obiecała, już nie podnosząc wzroku znad urządzenia i obracając się z powrotem w fotelu.
- Czy Vinnet powinna również zająć się tobą? - przerwał im spokojnie Scott. Nie patrzył w ich stronę, zajmując się wysyłaniem kolejnych poleceń, ale z pewnością nie umknął mu stan pancerza Hawk oraz zalecenia ich lekarki. Ona sama czuła jak jej ciało walczy z adrenaliną; mięśnie pulsowały tępym bólem od otrzymania uderzeń zarówno tych, których nie udało jej się uniknąć, jak i tych z których nawet nie zdawała sobie sprawy.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

28 lis 2024, o 00:00

Pierwsze słowa Nephietta zarejestrowała, przytaknęła nawet, oczami wyobraźni widząc, że pierwszy, potencjalny pożar jest już ugaszony. Tak długo, jak pozostają w ruchu, poruszają się do przodu bez groźby strzału ze strony drugiej fregaty, nie marnowali ani odrobiny czasu, którego czuła, że nie mieli zbyt wiele.
Ale tylko część jej świadomości rejestrowała wszystkie inne odpowiedzi. Kiwnęła głową, nie oczekując od Sayi tłumaczeń - a być może je otrzymując? - po prostu przekazując jej całość danych, które udało jej się zgrać - ponownie, nie chcąc marnować ani sekundy. Jakby właśnie teraz pościg mknął przez układ za ich okrętem, jakby znów znalazła się na mostku Valora, walcząc z postępującym rozkładem jego zniszczonego rdzenia.
Byli bezpieczni. Osiągnęła wszystko, co chciała. Zniszczyli przeciwnika, wydobyli z jego stygnącego truchła potrzebne informacje, powrócili na pokład pomimo destrukcji, która nim zawładnęła. Kapitan Anathemy był na pokładzie jej statku, niejako oddając swój los w ręce jej zachcianek. A jednak im bardziej rozluźniało się obolałe ciało, tym szybciej galopowało jej pędzące do przodu serce. Czuła, jak szpony paniki powoli zaciskają się na jej klatce piersiowej, jak każdy oddech zwiastuje kolejne ziarenko przesypujące się jej przez palce, jak upływający czas wzmaga natłok jej myśli.
Zniszczyli pieprzony krążownik Przymierza.
Od chwili, w której Wraith wyleciał z tunelu Przekaźnika Masy, nie miała ani chwili by zastanowić się nad tym, czego stała się częścią. Od ponaglania kapitana Anathemy, który zapragnął rzucić się na Shield of Valor, aż przez wylądowanie w jego rozpadającym się wnętrzu i bolesną ucieczkę z niego, operowała na trybie, w którym zbędne myśli nie miały szans przedostać się na front. Planowała, wydawała rozkazy, analizowała, kontemplowała wyłącznie te kwestie, które miały pomóc osiągnąć jej sukces - a jej ludziom przeżycie. W tym zerojedynkowym trybie przetrwania ani przez chwilę nie zatrzymała się by pomyśleć o tym co właściwie robili w tym cholernym systemie.
Zgodziła się na podjęcie tego zlecenia, tak samo jak zgodziła się zaatakować Valora. Naciskała na spust będąc w jego wnętrzu i wydawała zezwolenie na torturowanie żołnierza, by wydobyć z niego potrzebne informacje. Wszystko to odbywało się za jej przyzwoleniem, a jednak jakiś irracjonalny fragment w jej sercu, ten sam, który desperacko obijał się w ścianach pustego wnętrza gdy błękitne pancerze dryfowały bezwładnie w korytarzach, czuł się oszukany. Wrobiony. Jakby osiągnęła wszystko to, czego chciała od niej Kestrel, a nie miała nawet chwili by zastanowić się nad tym, czy sama tego chce.
- Tak zrobię - odpowiedziała, nie dbając o to, że prawdopodobnie nie było to dobrą odpowiedzią na pytanie, z którego usłyszała tylko Vinnet. - Dron Kestrel jest już u mnie? - dodała, sięgając po swój hełm. - Ogarnę się i gdy wlecimy do tunelu Przekaźnika, przyjdźcie z Deuce'm do sali odpraw. Wszystko wam wyjaśnię i zdecydujemy co dalej.
Odwróciła się na pięcie, ruszając do wyjścia z CIB, do którego tak chętnie chciała się dostać. Jej pancerz nie wskazywał na to, by była w dobrym stanie fizycznym, za to hałas myśli w głowie mógł poddawać w wątpliwość ten drugi. I choć to nie boleść w trzewiach czy ramieniu sprawiła, że odroczyła rozmowę z resztą na później, stanowiła doskonałą wymówkę.
Musiała usiąść. Pomyśleć. Znaleźć optymalne rozwiązanie z tej sytuacji i zastanowić się nad tym, co powinni robić dalej. I choć ufała swojej załodze bezgranicznie, nie zamierzała nikomu pokazać swojego oblicza gdy nie miała tego poukładane w głowie i choćby dwóch planów na przyszłość zapasem.
I z pewnością nie zamierzała się kłaść w stacji medycznej z nim na łóżku obok.
Wydobywając paczkę papierosów z ładownicy, podświadomie zgniotła kartonowe pudełko przez grube, ceramiczne rękawice. Klnąc pod nosem, wetknęła jednego do ust, usilnie starając się znaleźć zapalniczkę gdy przekroczyła próg stacji medycznej.
- To co zwykle - rzuciła do lekarki, nie ustając w poszukiwaniach i nie patrząc w jej stronę. Nie wątpiła, że nie uniknie przeleżenia w stacji medycznej swojego, ale wiedziała, że przeciwbólowe i popromienne doraźne leki utrzymają ją na nogach wystarczająco długo.
By mogła pomyśleć.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

12 mar 2025, o 20:18


Nephiett śledził ją spojrzeniem, ale nie reagował na jej pojedyncze wybuchy złości oraz ostrzejsze słowa, gdy napięcie wychodziło z nich pod postacią gorących iskier i krótkich jak mgnienie oka smagnięć języków płomieni. Jego mur logiki i niezachwianego spokoju pozostawał niezmienny, pozwalając znaleźć oparcie w chwilach, które wydawały się irracjonalne lub pozbawione sensu, ale posiadał też obustronne ostrze, którym można było się skaleczyć, gdy było obecne w chwilach, w których zdawało się niepotrzebne. Tam gdzie rozsądek i upraszczanie sytuacji dawało chłodne ukojenie w chwilach rozgorączkowania, tam to samo wydawało się zimne, nieprzystępne i nieczułe, gdy problem stawał się bardziej złożony, by dało się go objąć ramionami zwykłej logiki. Gdy wynikał nie z bezpośredniego zagrożenia mającego swoje źródło w świecie rzeczywistym, a z tego, które czaiło się na dnie zamkniętych w jej wnętrzu klatek - i które łypały ku niej z zamkniętej garderoby czy zapomnianych szuflad.
Upłynęły całe lata odkąd opuścili Przymierze i Scott z pozoru niewiele się zmienił - przynajmniej pod względem charakteru - ale prawda mogła okazać się nie inna. Jej zastępca zawsze był opoką rozsądku dla Wraitha i przeciwwagą dla Adamsa, ale czasami wychodziło jak bardzo ta opoka stwardniała na przestrzeni czasu, który upłynął podczas ich pobytu w Systemach Terminusa. Mężczyzna nigdy nie mówił zbyt wiele o swoich emocjach oraz tematach, które nie dotyczyły bezpośrednio ich sytuacji lub samego okrętu, a patrząc po jego opanowanym, niezłomnym nastawieniu można by stwierdzić, że jakąkolwiek ma opinię na temat ich sytuacji oraz tego co się wydarzyło, to już dawno się z nią pogodził, dostosował i pozbył wszelkich wątpliwości.
- Jeżeli pójdzie coś nie tak, to żołnierze Przymierza i Rady dadzą ci większe szanse na przeżycie niż gdybyś rzucała się na infiltrację kartelu lub gangu z Omegi. Więzienie jest lepszą alternatywą niż śmierć - odezwał się po chwili milczenia, przyglądając się jej, gdy szła do biurka. - Wolę skupić się na tym problemie, Jean, bo nie jest finalne. I tylko na tym - dodał neutralnym tonem.
Kiedy zabrała swój hełm, odsunął się lekko, nie blokując jej w przejściu. Przesunął pudełko pod ramię, żeby jego zawartość nie wyślizgnęła się na ziemię, nie zdejmował też przy tym dłoni z jego zamknięcia.
- Wiem - powiedział zdawkowo po dłuższej chwili milczenia, gdy wspomniała swoje własne pobudki. - Wszyscy wiemy. Dlatego tak nam się to nie podoba.
Drzwi zasunęły się z sykiem za jej plecami. Nephiett przyglądał się jej jeszcze przez chwilę, ale w końcu jego wzrok uciekł na bok, gdy mężczyzna bez słowa przytaknął na jej rozkaz i ruszył w swoją stronę korytarza - prawdopodobnie zmierzając do swojej kajuty w drodze na mostek.

Droga do hangaru powinna być szybka i bezpośrednia, ale tym razem tak nie było. Jadąc windą na najniższy poziom Wraitha oraz idąc korytarzami, czuła na sobie spojrzenia pozostałych członków załogi. I o ile Scott zachowywał dyskrecję, skupiając się tylko na stojących przed nimi problemami, tak pozostali załoganci mieli mniej taktu lub oporu - mijani przez nią byli żołnierze Przymierza obracali głowy, śledząc spojrzeniami swoją kapitan ubraną w pełny, błękitny pancerz, który wszyscy porzucili tak dawno temu, nie komentując tego w żaden sposób - lub nie mogąc, gdy jej własne napięcie rozchodziło się dookoła niej niczym wirus, wyciągając z kobiet i mężczyzn ich własne, pogrzebane wspomnienia, które dławiły jakiekolwiek komentarze w ich gardłach. Ci członkowie załogi, którzy wywodzili się z Terminusa lub Trawersu, byli natomiast nieco mniej taktowni. Rozmowy milkły, a potem się wznawiały cichszym tonem kiedy Hawk znalazła się poza zasięgiem słuchu, nie pozwalając jej zrozumieć poszczególnych słów, ale wciąż oferując kontekst oraz temat zmienionych konwersacji - o ile nie podpowiadała go jej paranoja, która lubiła szeptać swoje trujące kłamstwa w chwilach największego napięcia.
Goniące ją głosy umilkły, gdy przekroczyła w końcu próg hangaru. We wnętrzu przestronnej sali napotkała nieco większe zgromadzenie niż można by sądzić - oprócz Rhysa, który pochylał się nad stołem z rozrzuconym rozmaitym sprzętem elektronicznym, znajdowała się tu również trójka załogantów Wraitha z niższego szczebla, którzy kręcili się w pobliżu, pozornie niezainteresowani tematem, ale jednak czujnie obserwując mężczyznę oraz azjatkę, która ze skrzyżowanymi ramionami opierała się plecami o ich Kodiaka. Obok stołu warsztatowego, na zamkniętej skrzyni, którą ktoś jej tu przysunął, siedziała Sayia, przeklikując coś na swoim omni-kluczu i obserwując reakcje na urządzeniu do którego była podłączona kablem, a nad którym pracował brat Kestrel, a kawałek dalej kręciła się Telvos, wciąż obracając w dłoniach pustą puszkę z błękitnym sprayem.
- Uwaga załogo, oficer na pokładzie - przywitał ją głos Stadtforda, który dostrzegł ją jako pierwszy i uniósł do skroni dłoń w kpiącym geście salutu. Rudowłosy kucał przy skrzynce z narzędziami, a połowicznie wypalony fajek zwisał mu z kącika ust. Jego słowa sprawiły natomiast, że pozostali także skierowali wzrok w jej stronę.
- Jesteśmy prawie gotowi! - zakomunikowała Sayia głośno, wracając niemal od razu ku swojemu ekranowi.
Castell nie odezwał się, ale jego wzrok zatrzymał się na Hawk i podążał za nią, gdy się zbliżała. Jego własny pancerz również został odmalowany i odświeżony w boleśnie znajome, błękitne barwy; mężczyzna również nosił miał na twarzy niewielki opatrunek, ale poza tym jego zarost został lekko przystrzyżony, a włosy znajdowały się w mniejszym nieładzie. Zmiany były nieznaczne i jeżeli nie liczyć jego spojrzenia w którym czaił się niemal niedostrzegalny, ponury cień, którego wcześniej nie było w skrzydle szpitalnym, to w zestawieniu z pancerzem pozbawionym starych rys oraz wgnieceń, prezentował się niczym wzorowy oficer floty Przymierza.
Podobnie jak ona sama.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

13 mar 2025, o 10:50

Słowa Nephietta odbijały się w jej głowie gdy ruszyła korytarzem w stronę windy. Wyjście z kajuty natchnęło jej ciało nową energią, zmuszając je do wyprostowania, zadarcia podbródka w górę i schowania resztek niepewności malujących się na twarzy. Jej załoga nie potrzebowała zmartwienia w widoku kapitan czującej się nieswojo w błękitnych barwach - a ona nie potrzebowała emocji, które na ten widok mogłyby pojawić się w ich spojrzeniach.
Dlatego też je ignorowała.
Odetchnęła lekko w windzie, gdy cztery ściany kabiny odgrodziły ją od tętniącego życiem pokładu Wraitha, by z kolei znów przywdziać maskę wychodząc. Gdy wkroczyła do hangaru, obrzuciła szybkim spojrzeniem wszystkich zgromadzonych wokół przemalowanego Kodiaka. Widok promu w innej, oryginalnej barwie sprawił, że coś w jej wnętrzu zamruczało gniewnie, ale starała się nie poświęcać mu zbyt wiele uwagi.
Jej wzrok mimowolnie otaksował pochylonego nad czymś mężczyznę. W błękitnym opancerzeniu, ogolony i z ułożonymi włosami Castell przypominał żołnierza bardziej, niżby się tego po nim spodziewała widząc go w innej wersji. Może to jego język i pełne wzgardy usposobienie malowały obraz uprzywilejowanej szui z Terminusa bardziej niż jego wygląd, bo zmiana nie była tak drastyczna z powierzchownego punktu widzenia.
Podejrzewała, że to samo mogliby powiedzieć o niej.
- Dobrze - odpowiedziała Sayi, nie komentując ani spojrzeniem, ani słowem ironicznego zawołania Stadtforda, niewiele różniącego się od tych, które faktycznie kiedyś wywoływało jej wejście. Nie miała najmniejszej ochoty na spędzanie czasu we własnym hangarze, w obcej skórze i to odbiło się zarówno na jej niechęci do pogawędek, jak i potrzebie przyśpieszenia tej operacji maksymalnie. - Przelećmy przez wszystko od początku.
Potrzebowała wyłącznie skupić się na planie.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

14 mar 2025, o 23:18

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rhys wyprostował z westchnięciem, cofając ręce z blatu stołu warsztatowego i krzyżując je na piersi. Jego wzrok zatrzymał się na Hawk, ale jego wyraz twarzy był nieprzenikniony.
- Cały plan możemy praktycznie podzielić na trzy części: pierwsza to dostanie się do głównej stacji dowodzenia, druga to odnalezienie modułu, a trzecia jego odzyskanie - mruknął, ociągając się nieco z odpowiedzią. Na jego ramiona padł nieznaczny, ale znajomy blask, gdy zza jego pleców wysunęła się ostatnia uczestniczka całego spotkania, która do tej pory znajdowała się poza zasięgiem wzroku wchodzącej Hawk, zasłonięta przez ciało brata.
- Mogę rzucić wam nieco światła na to pierwsze - odezwała się Kestrel, zaplatając dłonie za plecami. Jej ciało nieznacznie prześwitywało i w dobrym oświetleniu hangaru, niemal nie było widać małego drona, który kamuflował się za jej plecami, transmitując jej obraz do wnętrza Wraitha. Wyglądało na to, że podobnie jak Hawk, poświęciła ostatnie godziny na nieco odpoczynku, bo cienie pod jej oczami były mniej widoczne, a jej chwilowe zawahanie gdzieś zniknęło pod maską uprzejmego uśmiechu i pewności siebie bijącej ze spojrzenia. Albo również znalazła chwilę na sen, albo niespodziewane zapewnienie czerwonowłosej piratki tknęło w jej ciało nowy zastrzyk entuzjazmu i zdecydowania, które teraz sprawiały, że kobieta bardziej przypominała tą samą fixerkę, która powitała ją po raz pierwszy na mostku Wraitha. Jej krótką kurtkę zastąpiła szara, rozpięta kamizelka narzucona na świeżą, białą koszulę z długimi rękawami i tylko skórzane, przylegające spodnie z nacięciami na jednym kolanie wciąż były te same.
- Według tego co udało mi się dowiedzieć, to Acheron składa się z kompleksu siedmiu mniejszych stacji - jednej stacji wydobywczej, jednej stacji centralnego dowodzenia oraz pięciu stacji rozbiórkowych. Prawdopodobnie nie wszystkie są jeszcze sprawne oraz przywrócone do działania - kontynuowała Kestrel, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając się Hawk. - Wszystkie orbitują dookoła ostatniej planety w Hydrze - Syby. Certyfikaty bezpieczeństwa, które udało wam się odzyskać i które wyciągnęła wasza utalentowana techniczka, odnoszą się do przestrzeni kosmicznej otaczającej Sybę i wytaczają swojego rodzaju strefy dostępu przez które będziecie musieli przelecieć. Szczęśliwie wasz prom ma uprawnienia do wszystkich.
Sayia odkaszlnęła lekko po otrzymanym komplemencie, zerkając niepewnie na holograficzną fixerkę, nim wróciła wzrokiem ku Hawk, przytakując.
- Nasz Kodiak to teraz oficjalnie Knight 13. Przetransferowaliśmy ustawienia jego transpondera z odzyskanych danych, a także wszystkie certyfikaty zabezpieczeń, więc pod każdym względem jest idealną kopią oryginału. Nie do wykrycia, chyba że zaczną w nim fizycznie grzebać i sprawdzać numery seryjne części - dodała. - Nie powinien mieć problemu z przeleceniem przez każdą z tych stref.
- Pierwsza strefa zaczyna się na wysokiej orbicie Syby. To zapewne pierwsza granica gdzie was wykryją i zwrócą na was uwagę. Druga to przestrzeń otaczająca stację centralnego dowodzenia na orbicie geosynchronicznej Syby, a trzecia znajduje się już we wnętrzu samej stacji. - Kestrel obróciła lekko głowę, spoglądając w stronę Rhysa. Jej brat przyglądał się jej w milczeniu, górując nad nią niemal o całą wysokość głowy, ale niczego nie komentował. - Nie wiemy jak dokładnie działają ich procedury, ale z pewnością skontaktują się z wami od razu jak tylko dotrzecie do pierwszej strefy. Rozpoznają w was prom Valora, a to zapewne będzie oznaczało wiele pytań, biorąc pod uwagę, że ten znajduje się poza układem.
- Jeżeli... ekhm, gdy wylądujecie już na stacji, wasze nowe tożsamości powinny być już wyposażone w odpowiednie certyfikaty, żebyście mogli względnie swobodnie poruszać się po jej wnętrzu. - Sayia przeklikała coś na swoim omni-kluczu, po czym przesłała dwa zaproszenia do pobrania pliku - jedno sprawiło, że omni-klucz Hawk zapikał cicho, a drugie zrobiło to samo z narzędziem na przedramieniu Rhysa. Techniczka odchrząknęła z zakłopotaniem. - Udało się uratować po dwie różne. Możecie sobie wybrać. Nie żeby robiło to różnicę, bo cała czwórka znajdowała się w tym samym katalogu oficerskim i mają te same uprawnienia, ale jeżeli wolicie jakieś inne imię, to...
- Razem z uprawnieniami dostaliście również to co udało mi się znaleźć na temat tej czwórki w extranecie i pośród moich kontaktów. - Kestrel łagodnie przerwała nadchodzący potencjalny słowotok hakerki, wskazując zdrową dłonią w stronę omni-klucza Hawk. - Niestety nie jest tego wiele, biorąc pod uwagę czas oraz tereny znajdujące się poza moją... ekspertyzą, ale powinno wystarczyć na potrzeby jakiegoś wstępnego wywiadu. Przebieg służby, odznaczenia, poprzednie jednostki - tego typu informacje, które w razie czego mogą pomóc wam utrzymać fasadę.
Nazwiska, które znalazły się na omni-kluczu Hawk, były tylko powierzchownie znajome - obydwa znajdowały się pośród odzyskanych certyfikatów, ale nie mówiły jej nic ponad to.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Rhys nie spojrzał nawet na swój omni-klucz, nie przestając również obserwować Hawk.
- Dostanie się na stację to najłatwiejsza część - odezwał się w końcu, przerywając milczenie. - Jak już będziemy na miejscu, będziemy musieli namierzyć do której stacji rozbiórkowej zabrali Conflagrationa i czy moduł nadal znajduje się na jego pokładzie, czy został gdzieś przeniesiony. A potem musimy go jeszcze jakoś odzyskać.
- I wrócić.
Cichy głos Kestrel ledwo przebił się ponad szum hangarowej wentylacji, stukania puszki po sprayu, którą bawiła się Telvos oraz odgłosów pracy pozostałych mechaników i innej załogi obecnej w przestronnej sali, ale zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

17 mar 2025, o 13:18

Jej wzrok prześlizgnął się z mężczyzny na schowaną za nim fixerkę gdy tylko ujawniła swoją obecność. Przez cały okres ich współpracy kobieta wzbudzała w niej szereg coraz to innych emocji. Przed wylotem z Omegi i proszeniem Castella na samą myśl o rozmowie z nią złość znów brała ją w swoje władanie. Teraz jednak, pośród całego ciężaru emocjonalnego wiążącego się z tym zleceniem, jej obecność niemal wzbudzała w niej spokój. Była namacalną holograficzną obietnicą miliona kredytów, które miały na nią czekać po powrocie.
Potrafiła myśleć selektywnie. Wmawiała to sobie nieustannie, wchodząc do windy oraz chwilę później wkraczając z niej na pokład niżej i ruszając do hangaru. Powtarzała teraz jak mantrę, skupiając na konkretnych zadaniach do wykonania, na planie, który choć prosty w założeniach, upstrzony był tysiącem elementów, które mogły zepsuć się po drodze. Pamiętała o tej marchewce przytakując cicho, ignorując barwę swojego pancerza i nowe oznaczenie ich promu. Granica pomiędzy wejściem na stację Przymierza, a wejściem na stację ras Rady podając się za członka Przymierza, była bardzo cienka, ale trzymała się jej kurczowo jak najgrubszej liny zabezpieczającej ją przed upadkiem.
Niezależnie od stanu emocjonalnego, jej umysł łapczywie chwytał każdy, mały fakt dotyczący ich misji, notował go i katalogował. Przedostanie się na stację samo w sobie podejrzewała, że będzie bardzo proste - w ostateczności w roli więźniów, jeśli obsługa będzie bardzo podejrzliwa. Ale zakładając, że uwierzą w ich tożsamość, czeka ich gruntowne przesłuchanie, po którym albo zostaną odprowadzeni do konkretnej kajuty i w niej zamknięci na wszelki wypadek, albo do stacji medycznej - w której również pozostaną pod obserwacją. Wyrwanie się na zewnątrz tak, by nie wzbudzić alarmu, wydawało jej się w tej chwili trudne, ale z błyskiem miliona kredytów obok była skłonna zostawić ten problem na później.
Przemknęła wzrokiem po dwóch propozycjach. Jedna z nich od razu wydawała jej się bardziej atrakcyjna od drugiej. Jej wiedza na temat łączności czy analizy danych wyniesiona z akademii Przymierza była podstawowa i choć wątpiła, by w trakcie przesłuchania ktoś zrobił jej quiz, zgrywanie specjalisty w dziedzinie, w której nie posiadało się odpowiedniej wiedzy, wydawało jej się ryzykowne. Drugim elementem zagrożenia był młodszy brat - nie wiedziała, jaką relację z Thomasem miała Cassandra, ale jeśli była bliska to nawet pomimo rzadkich przepustek i zaklasyfikowanych akt ktoś z personelu mógłby obdarować ją możliwością zapewnienia brata, że żyje i ma się dobrze - coś, czego zrobić nie była w stanie.
- Abigail Tern - odrzuciła krótko, wyłączając omni-klucz. Odkąd napięcie ogarnęło ją w kajucie gdy postanowiła zgodzić się na to zlecenie, nie opuściło jej na tyle, by miała ochotę na wdawanie się w dyskusję. Przeniosła wymowny wzrok na Castella stojącego obok oczekując, że również zdradzi jej swoją przykrywkę. - Musimy ustalić wersję wydarzeń. Jeśli dostaniemy się do stacji głównej, wezmą nas na przesłuchanie. Niewykluczone, że osobno.
Odrętwiała odwróciła się, by skinąć lekko głową D Hawan świadoma tego, że dziewczyna wykonała kawał dobrej roboty - ale zbyt pochłonięta tym, co ich czekało, by należycie to docenić.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

23 mar 2025, o 14:46

Castell nie odpowiedział od razu, ale jego spojrzenie pozostawało zamyślone i zdystansowane. Jego siostra wyręczyła go jednak, zanim zdążył się odezwać, a na jej twarzy pojawiło się zaniepokojenie i zatroskanie, gdy Hawk poruszyła dość istotny element ich planu.
- Prawdopodobnie tak właśnie będzie. Ale tu zaczyna się pewien kłopot - zaczęła, zerkając w stronę Rhysa. Niemal niedostrzegalne napięcie szczęki, które pojawiło się na jego twarzy, było efektem zaciśnięcia przez mężczyznę zębów. - Shield of Valor i Sword of Kurinth to krążowniki bezpośrednio podległe Crusaderowi. Jest spora szansa, że... admirał będzie chciał was przesłuchać osobiście. A Rhys...
- Obie moje przykrywki służyły na SSV Elbrusie - odezwał się w końcu mężczyzna ostrym, napiętym tonem. Uniósł przedramię, aktywując swój omni-klucz i jednym machnięciem dłoni przesyłając do Hawk pliki swoich tożsamości. - Na tym samym okręcie, na którym służył Kalevala, zanim został przetransferowany na Crusadera. Na mostku.
Szybki rzut oka na pliki potwierdzał słowa Rhysa. Obie tożsamości, które udało się odzyskać z danych, miały wpisane w swoich wcześniejszych aktach służbę na pancerniku. Kapitan Anathemy zaznaczył tą, na którą się zdecydował - jego nowa tożsamość nazywała się Michael Aspey i była głównym oficerem kontroli stanu zasilania, która nie wyróżniała się niczym szczególnym poza faktem, że miała kryształowo czystą karierę pozbawioną nagan i brała wcześniej udział w patrolowaniu granic Przestrzeni Rady.
- Jeżeli admirał postanowi przesłuchać mnie osobiście, może poznać, że coś jest nie tak, jeżeli znał prawdziwego Aspeya - podsumował wprost, gdy Hawk przejrzała pliki i uniosła z powrotem głowę.
- Jest szansa, że Crusadera nie będzie w systemie - podsunęła niepewnie Sayia, ale w jej głosie nie było zbyt wiele przekonania. - Jeżeli Wraith zostałby w Argos Rho, mogłabym też spróbować zdalnie dostać się do systemów stacji i zmienić dane w bazie zanim ktokolwiek się zorientuje, ale ktoś musiałby najpierw lokalnie wgrać moje rootkity, żebym w ogóle miała szansę to zrobić. No i trochę by to trwało.
W ich grupie zapadła chwilowa cisza. Kestrel poruszyła nieświadomie sztuczną dłonią, prostując i zginając palce w nerwowym geście, podczas gdy jej brat wpatrywał się w Hawk z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. W tle Telvos wyrzuciła pustą puszkę po spray do jakiejś przypadkowej skrzyni, po czym przysiadła na krawędzi Kodiaka, w odsuniętych drzwiach pojazdu. Stadtford podniósł się na nogi i strzepnął popiół z papierosa na ziemię.
- Możesz być jedyną ocalałą. - Kimyie jako pierwsza niespodziewanie przerwała milczenie, sprawiając, że wszyscy zwrócili wzrok w jej stronę. Azjatka skrzyżowała ramiona na piersi pod nagłym ostrzałem zainteresowania, ale jej ciemne spojrzenie wbijało się w Hawk.
- Nie ma takiej opcji. Nie puszczę jej samej. - Słowa Rhysa wyrwały się z jego gardła nagle i gwałtownie, a mężczyzna zrobił krok do przodu. Gdy wszyscy na niego spojrzeli, kapitan Anathemy mruknął coś pod nosem, dostrzegając jak mogło to zabrzmieć i od razu się poprawił. - To nie jest robota dla jednej osoby.
Zwiadowczyni kiwnęła nieznacznie głową, zgadzając się.
- Możemy przemycić cię wewnątrz struktury Kodiaka. Kiedy cała uwaga skupi się na Hawkins, wślizgniesz się do stacji niezależnie.
Kestrel zmarszczyła lekko brwi zza pleców brata, obracając w głowie słowa Kimiye.
- Jeżeli przesłuchanie pójdzie po naszej misji, odnajdziecie się na stacji i będziecie mogli kontynuować zadanie - dodała z ociąganiem, ale jej spojrzenie uciekło ku Hawk. Pytająca i niepewne. - A jeżeli coś poszłoby nie tak, będziesz miał większe szanse, żeby wyciągnąć ją z więzienia.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

23 mar 2025, o 23:14

Miała pewność, że problemy lub dziury w ich planie pojawią się prędzej czy później, ale zdecydowanie miała nadzieję na później. Widząc napięcie na twarzy mężczyzny z początku zrzuciła je na karb mało przyjemnej perspektywy ubrania pancerza Przymierza, z którym w nieznanych okolicznościach się rozstał. Dopiero gdy zaczęli mówić, komplikacja przedarła się przez zbudowane wokół niej bariery, starające się trzymać w głębi zaszyte emocje.
Jej umysł poruszył się z ociąganiem, jakby ostatnie dwie godziny przykryły trybiki rdzą. W innych okolicznościach przyjęłaby problem do rozpracowania niemal z ulgą, szybciej wracając swoim skupieniem do chłodnej logiki, z którą podchodziła do planowania każdego zlecenia. Tym razem ku jej irytacji ich słowa jedynie wzbudziły w niej falę kolejnych, sprzecznych uczuć.
Myśl, że miałaby sama wkroczyć do brzucha bestii mocniej zacisnęła pazury na jej trzewiach - choć Castell nie był człowiekiem, któremu ufała, którego choćby tolerowała. Jeśli Valor pokazał im cokolwiek, jego brak kooperacji był jedynie utrudnieniem i potencjalnym problemem, przez który cała ich operacja mogła rozpaść się na kawałki. W każdej innej sytuacji, w której ich celem byłoby przeniknięcie za linie wroga i nie dotyczyłaby ona zwykłej siły ognia w trakcie walki, Hawkins rozważałaby, że być może mężczyzna ze swoim charakterem stanowiłby większą przeszkodę niż zaletę.
Ale na myśl o znalezieniu się tam samej jej serce przyśpieszyło lekko, wzrokiem omiatając oblicze jedynej, drugiej osoby, która wiedziałaby, kim była naprawdę.
Przynajmniej dopóki ta osoba nie otworzyła ust.
Jego słowa początkowo wzbudziły w niej zaskoczenie, nim z jej własnych ust wydobyło się prychnięcie. Rozumiała jego potrzebę towarzyszenia jej na stacji - sama była skłonna zaryzykować zostając na mostku rozpadającego się okrętu tylko po to, by móc patrzyć mu na ręce. Cokolwiek mogła osiągnąć na Valorze, stanowiło potencjalną przewagę, a udowodniła już, że jej słowa bywały niewiele warte.
Umilkła, zmuszając mózg do skupienia się na decyzji do podjęcia i wyciszeniu wszystkiego poza tym.
- Czy ich skanery nie wykryją człowieka schowanego w środku promu? - zapytała z początku, na próżno starając się znaleźć pociechę w oderwaniu myśli od tego, co ich czekało na rzecz analizy problemu. - I czy musimy podejmować decyzję teraz, czy możemy schować Castella w środku z wnętrza Kodiaka po tym, gdy sprawdzimy czy pancernik jest w układzie?
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, unikając spojrzeniem błękitnej barwy promu gdy zerknęła ponad ramieniem siedzącej w wejściu Telvos do jego wnętrza.
- Jeśli odkryją, że nie jestem tym, za kogo się podaję, w walce przyda mi się większa siła ognia. Jeśli kupią moją historię, ale przyłapią ciebie wyłażącego z promu albo kręcącego się w okolicy to udupisz nas oboje - kontynuowała, nie patrząc w jego stronę. - Z drugiej strony jeśli pójdziemy razem będziemy mieli mniej możliwości. Jeśli nas przejrzą, wrzucą nas do osobnych cel a jeśli nie, oboje będziemy obserwowani i tak czy siak wsadzeni do tego samego miejsca.
Wzruszyła ramionami, nie dostrzegając w żadnej opcji większej przewagi, widząc za to dziury w każdej.
- Żadna z opcji nie wydaje mi się dużo lepsza od drugiej - dodała, wreszcie przenosząc spojrzenie przygaszonych tęczówek na mężczyznę. - Ty ryzykujesz bardziej, ty wybieraj.

@Mistrz Areny
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

25 mar 2025, o 12:09

Jej pytanie sprawiło, że tym razem zanim Sayia zdążyła otworzyć usta, odezwał się Stadtford.
- Nie, jeżeli poleci w naszym schowku - odparł bezceremonialnie, przyglądając się kapitanowi Anathemy i taksując go jakby próbował ocenić czy postawny mężczyzna zmieści się do pirackiej skrytki. Rhys odwzajemnił jego spojrzenie beznamiętnie. Hawk wiedziała co rudowłosy ma na myśli - sama nigdy nie korzystała z przemytniczego, wyłożonego specjalnym kompozytem schowka, który znajdował się pod podłogą Kodiaka, ale wiedziała, że się tam znajduje już od wielu lat. Na Omedze nie było problemu z przemytem, ale inne stacje, które odwiedzali, miały inne zasady i inne reguły. Ukryte miejsce na nieco mniej legalny bagaż na promie był jedną z pierwszych modyfikacji, które przeprowadziła jej zaradna załoga, która nie wywodziła się z Neptuna.
- Można do niego wejść od środka - dodała Ryana, odchylając się do wnętrza Kodiaka i poklepując podłogę pod jedną z ław, w miejscu które nie wyglądało wcale inaczej niż wszystko dookoła. - Ale dobrze by było, żeby to zrobił przed tym jak was przeskanują.
Kestrel otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale niemal od razu je zamknęła. Nie wyglądała na przekonaną - wyglądała za to na zaniepokojoną. Marszczyła lekko brwi i ciągle zmieniała pozycję, jakby nie mogła usiedzieć w miejscu, ale również nie chciała zaczynać chodzić po hangarze. Skrzyżowała ramiona na piersi, spoglądając to na Rhysa zza jego pleców, to na Hawk, to na resztę zebranej załogi.
- Polecę w schowku - odezwał się po długiej chwili milczenia Rhys. Słowa Hawk wywołały w jego jasnych tęczówkach cień zaskoczenia, który przebił się nawet przez jego myśli, gdy kobieta oddała mu decyzję. Jego wzrok oderwał się od jej twarzy i prześlizgnął się po miejscu wskazanym przez asari, ale widać było po nim, że on również intensywnie się zastanawia nad ich opcjami. Tak jak w spojrzeniu czerwonowłosej widać było przygaszenie ciężarem nadchodzącej misji, tak jego całe ciało było napięte jak postronek. Mężczyzna tkwił w miejscu niczym kamienna, nieporuszona rzeźba albo dzikie zwierzę przyczajone do skok. - Jeżeli coś pójdzie nie tak, da nam to więcej możliwości - nawet jeżeli niezbyt dobrych. Jeżeli nam nie uwierzą, gdy będziemy razem lub już w karcerze, to będziemy całkowicie w dupie - mruknął, zgadzając się z jej własną dedukcją.
- A jak zamierzacie wrócić? - odezwała się Telvos, opierając łokciami na podłodze Kodiaka za sobą.
- Będziemy nad tym myśleć na miejscu. - Kapitan Anathemy potrząsnął głową, gdy zobaczył, że jego siostra próbuje zaprotestować. - Nie ma sensu teraz gdybać. I tak nie wiemy co zastaniemy na stacji i jakie będziemy mieli opcje.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

25 mar 2025, o 12:42

Skinęła głową w ramach niemego przytaknięcia, nie wnikając w decyzję mężczyzny. Schowek ich Kodiaka był dobrym rozwiązaniem, jeśli Castell miał być ich ukrytym cargo.
Podczas gdy ona będzie pilotować prom w pojedynkę.
Przemknęła spojrzeniem po pełnej zmartwienia Kestrel i jej spiętym bracie. Troska kobiety jedynie wzmogła jej własną niechęć do przebywania w hangarze i przedłużania ich przygotowań. Być może gdyby była w innej sytuacji, rozkoszowałaby się ostatnimi minutami wśród swoich, w czterech ścianach swojego opancerzonego domu, ale podczas gdy jej emocje zamknęły się za szczelną barierą, napięcie powoli rozsadzało ją od środka.
- Jeśli stracimy naszego Kodiaka, doliczę go sobie do rachunku - odrzuciła półżartem pozbawionym większej wesołości, odwracając głowę w stronę wchodzącego do hangaru technika. Błysk błękitnych broni w jego dłoniach sprawił, że jej własne bezwiednie zacisnęły się w pięści.
Wnętrze hangaru zaczęło ją przytłaczać. Uważne spojrzenia jej własnych ludzi na swojej sylwetce, okutej w pancerz, którego nie powinna już nosić. Utrapienie w oczach fixerki, uparcie usiłującej podchwycić wzrok stojącego obok mężczyzny. Świadomość tego, na co się porywali, wypełniała powietrze wokół jak fetor. Potrafiła udawać, że go nie czuje tak długo, jak inni nie marszczyli nosa.
Skróciła dystans do technika, zabierając od niego uzbrojenie. Nie patrząc na broń, zarzuciła ją na swój zaczep magnetyczny i odwróciła się, mierząc wzrokiem mężczyznę.
- Miejmy to z głowy - warknęła, rzucając mu drugi egzemplarz. Z tyłu głowy wiedziała, że powinna chłonąć to - chłonąć wygląd tego hangaru, atmosferę domu, do której przez lata nawykła, a której być może już nigdy nie odczuje. Oblicza ludzi, które kiedyś możliwie pozostaną jedynie wspomnieniem w jej głowie, o ile przeżyje na tyle długo by móc je ze sobą nosić. Powinna pożegnać się ze statkiem w należyty sposób, a z każdym z nich chociażby zamienić słowo, ale czuła sprzeciw na samą myśl o tym. Wiedząc, że zamierza uciąć sobie nogę nie zamierzała podziwiać zdrowej tkanki, która miała zaraz zniknąć i nadzieja na to, że kończyna odrośnie, w niczym jej nie pomagała.
- Scott, okręt jest twój. - rzuciła do aktywowanego omni-klucza, krótko, oszczędnie, nim ruszyła w stronę promu gotowa wejść do środka, schować Castella i ruszyć gdy tylko będą mieli taką możliwość - nie oglądając się przy tym za siebie.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

25 mar 2025, o 14:24

Atmosfera w hangarze prezentowała wszystkie odcienie emocji, poczynając od załogi Wraitha niższego szczebla, która kręciła się po pomieszczeniu w tle ich konwersacji w liczbie kilkunastu techników oraz zwykłych nosicieli sprzętu, targających skrzynie, robiących inwentaryzację zapasów czy naprawiających różne urządzenia przyniesione z innych poziomów okrętu na przegląd i rozłożone na stołach warsztatowych podobnych do tego przy którym stali sami, a kończąc na ich małej, wtajemniczonej grupie. Stadtford jak zwykle zdawał się nieprzejęty wszystkim dookoła, jakby wyprawa Hawk była po prostu jedną z wielu rutynowych głupot na które się porywali, a jego niezmącona obojętność tliła się leniwie niczym końcówka jego wiecznie obecnego paierosa zwisającego mu luźno z ust. Jeżeli Ryana była zaniepokojona, to maskowała to ciekawością i pozornym rozluźnieniem, gdy przyglądała się kolejno wszystkim pozostałym i od czasu do czasu kontemplowała holograficzna postać Kestrel, sama będąc rozwalona na progu Kodiaka niczym leniwie czekający, szary, cętkowany tygrys. Sayia z kolei stanowiła jej kompletene przeciwieństwo, któremu bliżej było źle maskowanemu napięciu Kestrel - hakerka nerwowo tłamsiła końcówki rękawów, zerkając ku Hawk oraz rodzeństwu i co jakiś czas sprawdzając coś na omni-kluczu, co jednak było po prostu niespokojnym tikiem, bo jej różowy blask ekranu ujawniał, że po prostu odświeżała co chwilę odliczanie do wylotu z Przekaźnika, mimo że to samo aktualizowało się co sekundę.
- Jeżeli powrót z promem będzie ryzykowny, nawet się nad tym nie zastanawiajcie. Zwrócę wam za niego całe koszta - odezwała się od razu Kestrel tonem w którym niemal przebijała się ulga, jakby wreszcie było to coś, co było pewne i w czym się dobrze czuła.
Rhys złapał w milczeniu rzucony mu karabin i zważył go w rękach. W przeciwieństwie do niej, gdy założyła broń na plecy, nawet na nią nie patrząc, on zawiesił wzrok na swojej na nieco dłużej. Nie wydawało się, żeby ktokolwiek zwrócił na to uwagę, ale Hawk, nastawionej obecnie wyłącznie na odbiór tych samych wibracji, które nadawało jej ciało, nie umknął fakt, że w oczach mężczyzny coś się zmieniło na uderzenie serca. Znała to spojrzenie, które zagościło na chwilę w jasnych tęczówkach, nim kapitan Anathemy obrócił karabin i również przypiął go na swoich plecach.
Widywała je u siebie za każdym razem, gdy spoglądała oczami wyobraźni na swój mundur skryty w najdalszym zakątku szafy.
Odpowiedź od Nephietta nadeszła niemal od razu. Jej zastępca wyświetlił się nad omni-kluczem, ale jego spojrzenie było spokojne. W tle za jego plecami widać było mostek Wraitha - Scott stał na jej miejscu, łącząc się ze stanowiska kapitańskiego.
- Tak jest, pani kapitan. - Chociaż wzrok mężczyzny pozostawał skupiony, na jego usta wpłynął oszczędny uśmiech, który zaraz zniknął. - Został nam niecały kwadrans do wylotu z Przekaźnika. Po tym jak Wraith wyrzuci was w systemie, wracamy od razu do Morza Cieni gdzie będziemy na was czekać przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny, po których zajrzymy do Argos Rho pod innymi oznaczeniami transpondera, jeżeli nie pojawicie się do tego czasu. W razie czego wypatrujcie handlowej fregaty o oznaczeniu Stellata.
Kiedy Hawk ruszyła ku promowi, przez wzrok Nephietta przemknęło po raz pierwszy widoczne napięcie.
- I Jean... wracajcie cali - powiedział pół tonu ciszej, tak żeby jego głos nie poniósł się bardziej pośród pozostałych.
Za jej plecami wszyscy poza Telvos i Kimiye odsunęli się od promu. Asari wskoczyła do środka, pokazując Castellowi jak otworzyć schowek - zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Azjatka oderwała się od boku pojazdu i z wahaniem wyciągnęła dłoń, kładąc ją na uderzenie serca na ramieniu kapitana Anathemy.
- Bez śladu, bez dźwięku, bez błędu - powiedziała cicho, podnosząc wzrok na Hawk i po chwili jej również skinęła głową w niemym geście powodzenia. Odsunęła się od wejścia, robiąc im miejsce i przepuszczając ich do środka.
- Włączcie Kodiaka tylko na najniższych obrotach. Gdy wylecimy z Przekaźnika i otworzymy hangar, użyj tylko tyle mocy, żeby wypchnąć was poza obrys Wraitha, a potem wyłączcie wszystkie systemy i pozwólcie sobie dryfować przez przynajmniej pół godziny, nim znowu je włączycie - poinformowała ją niepewnie Sayia, zsuwając się ze stołka i wsuwając dłonie do kieszeni. Odprowadzała ją wzrokiem, gdy wsiadała do pojazdu. - Kodiak jest mały, zakłócenia Przekaźnikowe powinny was ukryć przed ogólnym skanowaniem. I no... powodzenia.
Chociaż Hawk starała się ich unikać, to spojrzenia jej załogi - oraz załogi Anathemy i wciąż holograficznej Kestrel - odprowadzały ją tak długo, aż rozdzieliły ich drzwi Kodiaka, które zamknęły się z cichym sykiem. Jedyny wzrok, który nie zniknął, był ten należący do Rhysa. Mężczyzna usiadł powoli na ławie w pobliżu luku przemytniczego, po czym podniósł wzrok na piratkę, ale nie powiedział ani słowa.
Byli gotowi. Na tyle na ile było to możliwe.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3050
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

25 mar 2025, o 14:49

Przyjmowała ich instrukcje bądź polecenia z lakonicznym potwierdzeniem. Planowanie kontaktu z Wraithem po powrocie ze stacji wybiegało zbyt daleko w przyszłość, która pozostawała dla niej niewiadomą by chwyciła się tego jako kotwicy. Pogrążona we własnych rozmyśleniach, przyjęła nazwę okrętu do wiadomości nie wiedząc do końca, czy w ogóle jej się przyda. Jej zwykle niezachwiana pewność siebie i naiwne wręcz przekonanie o tym, że ze wszystkiego co rzuci w nią życie wyjdzie zwycięsko, wyparowało z niej wraz z przemalowaniem pancerza na błękitne barwy. Jej umysł nie potrafił poradzić sobie z natłokiem wszystkich informacji i, porzucając zwykle przyjemną i pożądaną dozę obłudy, przestawił się permanentnie w tryb walki o przetrwanie nawet, gdy ciało wciąż pozostawało w bezpiecznych trzewiach hangaru.
Słowa Nephietta niespodziewanie uderzyły w jakąś strunę w jej sercu, pod wpływem której zakończyła połączenie gdy mężczyzna kończył ostatnie słowo. Maskę, pod którą skryła swoje emocje pielęgnowała przez całą drogę do hangaru i ciche słowa Scotta wdrapały się w nią pazurami, krusząc powierzchnię zbudowanego przez nią muru, na co nie chciała im pozwolić. Podejście Stadtforda czy Telvos wydawało jej się teraz najbardziej pożądane nie tylko dla własnego samopoczucia, ale też wszystkich innych. Jeśli ona nie miałaby pewności porywając się na to zlecenie, kto miałby mieć je za nią?
Kiwnięciem głowy przyjęła słowa Sayi do wiadomości nim weszła do środka promu, wymijając Telvos, która wcześniej zalegała w przejściu przyglądając się ich ustaleniom. Nie potrafiła wykrzesać z siebie pozorowanego rozluźnienia, wolała więc nie mówić niczego.
A przede wszystkim jak najszybciej zrobić to, na co się zgodziła, wmawiając sobie milion kredytów jak mantrę powtarzaną pod nosem przez całą drogę.
Gdy drzwi się za nimi zamknęły, wyczuła na sobie obce spojrzenie. Jej zielone tęczówki mimowolnie skierowały się w stronę mężczyzny gdy zostali wewnątrz promu sami. Emocje migoczące na jego twarzy czy w głębi wzroku wskazywały, że decyzja o przywdzianiu pancerza Przymierza też nie była dla niego łatwą. Ale plan - niezależnie od tego, że był to jedyny ich plan, a ona wyraziła na niego zgodę - powstał w jego głowie i w jej gestii wszystko to, na swój sposób, było zwyczajnie jego winą. Wspomnienie ich budzącej wściekłość rozmowy w stacji medycznej, czy też każdej innej prowadzonej odkąd zmuszeni zostali ze sobą współpracować, wydawało jej się odległe i stare. Przez krótką chwilę usiłowała wykrzesać z siebie nienawiść, którą żywiła do niego wcześniej, ale gdy sięgała do zwykle pełnej studni w głębi samej siebie tym razem napotykała tylko głuchą pustkę.
Dlatego odwróciła wzrok, ruszając do fotela na przodzie promu.
Było prawdopodobnie wiele rzeczy, które mogłaby w tej sytuacji powiedzieć, ale emocje w jej wnętrzu były zbyt rozległe i skomplikowane, by potrafiła je odcyfrować. Przypominały jeden, wielki i bolesny kłębek, z którego wystawało kilka nitek, ale szarpnięcie którejkolwiek zacieśniało go zamiast rozluźniać. W milczeniu odwzajemniła własne spojrzenie - zielonych tęczówek odbijających się od wypolerowanej, jasnej ramy kokpitu nim odwróciła wzrok, ze złością dostrzegając okalające je, ciemne włosy i skupiła się na systemach Kodiaka.
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13488
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

20 sty 2026, o 19:39


Sądząc po trwającym o pół sekundy dłużej ociąganiu w odpowiedzi, liczba mnoga użyta nie umknęła Nephiettowi w ostrzejszych słowach Hawk. Skinął lekko głową.
- Tak przekażę - odpowiedział neutralnym tonem. - W takim razie przygotowujemy się do odbioru promu.
Rhys milczał przez ich całą wymianę zdań, a gdy Scott się rozłączył, również się nie odezwał. Oddał stery z powrotem w ręce Hawk i tylko skrzyżował własne, przenosząc swój ciężar na oparcie fotela. Być może podświadomie wyczuwał emocje buzujące w ciele piratki, rozgrzewające na nowo ciało i pożerające zachomikowane zapasy energii w nowym celu, a być może jego myśli na krótką chwilę uciekły ku jego własnemu statkowi, który powoli przechodził na kurs przechwytujący z Wraithem. Jego wzrok najpierw błądził po wskazaniach na terminalu, obserwując prace Hawk, nim przesunął się w końcu na ekrany przetwarzające obraz z zewnętrznych kamer, tam już pozostając.
Cień Wraitha padł na nich zaledwie kilka minut później, gdy podlecieli Bulwarkiem pod zbliżającą się powoli fregatę. Okręt z zewnętrz również wyglądał tak samo jak go zapamiętała - nie było nowych śladów trafień, nie było dymu ciągnącego się za uszkodzonymi fragmentami statku, nie było niepokojących rozbłysków energii na starych panelach. Hangar otworzył się przed nimi i przywitał ich jak dawno stęskniony pies, wpuszczając ich do znajomego wnętrza - nawet jeżeli poruszali się nieznajomym pojazdem.
Bulwark wylądował na miejscu Kodiaka ciężko i z mniejszą gracją, chociaż mogło to być tylko wrażenie lub jej własne zmęczenie mięśni sterujących promem. Kiedy wyłączyła silniki, cisza która zapadła była niemal ogłuszająca w porównaniu z ostatnimi kilkoma godzinami; metal i kompozyty otaczające pojazd osiadły na posadzce z naturalnym zgrzytem, który do złudzenia przypominał zmęczone westchnięcie zwierzęcia, któremu dane było się w końcu położyć i odsapnąć. Rhys już w trakcie podchodzenia do lądowania podniósł się z fotela i przeszedł do sekcji desantowej, a teraz otworzył przejście, gdy tylko systemy poinformowały ich, że ciśnienie i atmosfera na zewnątrz dorównują tym w środku promu. Zdobyczny moduł otwarcie wisiał mu przy biodrze, zaczepiony do pasa.
Orszak, który czekał na nich w hangarze, był nawet większy niż ten, gdy załoga Anathemy po raz pierwszy pojawiła się na ich pokładzie, ale tym razem było w nim o wiele mniej widocznej broni. Kiedy Hawk przekroczyła próg Bulwarka, dostrzegła, że czeka na nich ponad dwa tuziny osób, chociaż z nich tak naprawdę otwarcie czekała tylko czwórka: Stadtford i Ryana, którzy jako pierwsi zbliżyli się do okrętu oraz podążająca za nimi Kimiye oraz Remy. Piątym, jeżeli też można było go liczyć, był wilk Castella, który trzymał się przy nodze Azjatki i poruszał się z wyraźnym trudem, chociaż nie było na nim widać żadnych wyraźnych uszkodzeń.
- Nie byliśmy pewni czy jeszcze was zobaczymy - przywitała ich Ryana, jeszcze nim Hawk zdążyła zejść na pokład. Oparła dłoń na biodrze, przyglądając się jej z mieszaniną fascynacji, ulgi i zadowolenia. - Chyba po raz pierwszy nie mogę doczekać się odprawy.
- Wyglądacie jak gówno. - Stadtford zatrzymał się obok asari, przyglądając zarówno piratce jak i kapitanowi Anathemy, kontemplując ich uszkodzone pancerze, ślady po kulach oraz działaniu próżni i ognia. - Powiedzcie chociaż, że się udało i że ten cały cyrk był tego warty?
Na pozostałe dwadzieścia osób w hangarze składali się mechanicy oraz technicy Wraitha, z których część od razu zaczęła kierować się do Bulwarka, zapewne wiedziona mieszaniną ciekawości jak i obowiązku zajęcia się pojazdem. Hawk była jednak pewna, że przynajmniej połowa z obecnych jest nie na tej zmianie co potrzeba, a niektórzy z nich nawet nie udawali, że przyszli tu do roboty, a wiedzeni czymś zupełnie innym. Powitalny szmer, który przeszedł przez rozpierzchnięty po sali tłumek po pojawieniu się ich pani kapitan, był jednak dyskretniejszy - zapewne z powodu obecności obcych.
- Przywieźliście nam jakieś prezenty? - Asari przeniosła wzrok na stojącego za ich plecami Bulwarka, przekrzywiając lekko głowę. - To znaczy jeszcze inne prezenty?
Rhys zatrzymał się obok Hawk, ignorując zarówno pytania Ryany jak i Stadtforda. Po głośnikach poniosła się automatyczne informacja od pokładowej WI o zbliżaniu się drugiego promu.
- Kontakt przez Kestrel, gdy wlecimy w tunel Przekaźnika? - rzucił do Hawk zdawkowo. Nawet przez maskę neutralności przebijało się w jego słowach zmęczenie.

@Hawk

Wróć do „Wraith”