W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.
Hemera to ukryta głęboko w trzewiach Trawersu Attykańskiego stacja kosmiczna, która zyskała sobie przydomek Attykańskiego Diamentu - nie tylko przez słynny na całą galaktykę splendor, który oferuje, ale też niesamowicie rzadką szansę na to, by ktokolwiek z przeciętnych obywateli Drogi Mlecznej miał okazję ujrzeć ją na własne oczy. Powszechnie uważana za klub dla najbogatszych, oddzielona jest od reszty świata trzema barierami. Barierą zamożności oddziela 99% mieszkańców od możliwości znalezienia się w jej wnętrzu. Barierą znajomości odrzuca niezaufanych, obcych ludzi, którzy chcieliby wykupić na niej posesję. Ostatnią, najważniejszą barierą - osobistej ochrony i małej floty statków kosmicznych, oddziela stację i jej bywalców od problemów świata zewnętrznego, pirackich najazdów i targającej Drogą Mleczną wojny.
Zbudowana przed pięćdziesięciu laty, służy za ostoję oraz wakacyjny punkt zamożnych i wpływowych mieszkańców galaktyki. Oferując własne środowisko nie ustępujące wierności oddania od Cytadeli, szczyci się najdroższymi posesjami w galaktyce. Metr sześcienny powierzchni na Hemerze według plotek sięga zawrotnej ceny stu tysięcy kredytów, a i tak jest niemożliwy do kupienia dla ludzi z zewnątrz, nieposiadających odpowiednich znajomości wśród obecnych mieszkańców. Słynna dziennikarka United Channel, Jolene Adams, nazwała Hemerę Galaktycznym Hamptons, w którym śmietanka towarzyska galaktyki znajduje ucieczkę od problemów, ukojenie dla nerwów i mięśni, a także uciechy wszelkiej maści.
Hemera pozostaje stacją niezależną, utrzymywaną przez zarząd i chronioną przez własną, prywatną ochronę. Nie opowiedziała się po żadnej stronie w wojennym konflikcie.
Hangar był pełen ludzi, jak gdyby wszyscy załoganci Vesny niepotrzebni do procedury lądowania zeszli przygotować ładunek do wypakowania na stację. Charles jako pierwszy wszedł do środka, za nim wsunęli się pozostali. Wbrew intencji Strikera, wewnątrz pomieszczenia ich oddział zastał niemal całkowitą ciszę. Załoganci pracowali w milczeniu, podając sobie niekiedy uszkodzone i na szybko zespawane skrzynie, przesuwając wszystko według ustalonej przez kogoś kolejności. Gdy podchodzili do lądowania, każda skrzynia znajdowała się na wyznaczonym miejscu.
Zauważyli, że nie tylko nikt się do nich nie odzywał - nikt też nie spoglądał w ich stronę, a na próby pogawędki czy zaczepki słowne reagowano oszczędnie, nie wchodząc w większą dyskusję.
W hangarze znajdował się za to mały ekran w rogu, przekazujący najnowsze informacje z Centrum Informacji Bojowych. Gdy zerknęli na jego zawartość, zauważyli zaskakujący obraz z radaru. Hemera tkwiła jako złoty punkt na jego środku, otoczony całą masą kropek - większość z nich oznaczona była na czerwono. Lyssa nie przesadzała wspominając o pokaźnej flocie stacji.
Zoé nie skierowała się do hangaru. Gdy statek osiadł, pochwycony przez zaczepy magnetyczne i drżenie pokładu ustało, zabrała Milę do śluzy, którą obie wyszły na zewnątrz. Różnica w wyjściu była marginalna, podkreślała jedynie ich status. Gdy wyszły na platformę doku, zauważyły, że zaledwie kilkanaście metrów dalej zaczęto wyładowywanie skrzyń i na zewnątrz wyszła reszta ich oddziału.
Nawet tutaj, Hemera robiła wrażenie nieporównywalne do innych stacji kosmicznych. Dok, podobnie jak na Cytadeli, był podłużną halą otwartą z tyłu na pustkę kosmiczną. Vesna lśniła w jej centrum, pochwycona przez zaczepy magnetyczne, kotwicę w próżni. Oplatał ją zgrabny, biały mostek o wypolerowanych barierkach, na których łączeniach w odstępach wygrawerowano ten sam symbol, przypominający promienie słońca. Powietrze, odgrodzone barierą od kosmicznej pustki, nie przypominało hermetycznej, jałowej mieszanki obecnej na każdej stacji, na której postawili stopę - było lekkie, rześkie. Unosił się w nim przekonujący, lekko kwiatowy aromat, a jego chłód dawał wrażenie znalezienia się na górskiej polanie.
- Wasza czwórka, za mną - zarządziła Gauthier, ostentacyjnie zadzierając podbródek. Chwyciła Milę pod ramię i, wskazując na pozostałych, ruszyła w stronę czekającego na nich mężczyzny.
Kamerdyner oczekujący na nich na szczycie niskich schodków odziany był w drogi garnitur o prostym kroju, w którego detalach łatwo było dostrzec kunszt projektanta. Przywitał się z rudowłosą kłaniając tak nisko, że niemal dotknął głową własnych kolan. Przedstawił się jako John - opiekun Gauthier na Hemerze.
- Proszę dopilnować, żeby wszystkie skrzynie trafiły do moich kwater, John - upomniała go kobieta, tonem osoby troszczącej się o swój dobytek. - Im szybciej się tam znajdę, tym lepiej. Podróż niemożliwie mnie zmęczyła.
Przechodząc przez drzwi do punktu kontroli, znaleźli się w innym świecie.
Do ich nozdrzy dotarł słodki, delikatny zapach, przywodzący na myśl świeże wypieki. Gładkie ściany mieniły się od zawieszonych u sufitu, żółtych lampek - każda z nich była świetlistą, drobną śnieżynką, nadającą nawet zwykłemu punktowi ochrony festiwalowego klimatu.
Punkt ochrony posiadał trzy stanowiska. Przy każdym z nich znajdował się skaner osobisty, skaner przewożonego bagażu, oraz strażnik. Ochrona Hemery odziana była w eleganckie, białe uniformy, ale przy pasie każdego z nich dostrzegli pistolet.
- Panno Gauthier, proszę tutaj - zarządził wysoki, czarnowłosy mężczyzna o szerokich barkach. Powiódł wzrokiem po ich zgromadzeniu. Ten przemknął przez Milę uwieszoną ramienia Zoé, przez Strikera trzymającego się obok, aż nie zatrzymał się na ochronie. Uniósł brwi w górę. - Jak rozumiem to jest pani ochrona? Ich pancerze są dość... nietypowe.
- Naturalnie - zaszczebiotała, wypuszczając Milę z objęć. Ostentacyjnie rozłożyła ramiona, jakby szykując się na rewizję, choć skaner wcale tego od niej nie wymagał. Spojrzała na mężczyznę wyczekująco. - Zamierza mnie pan przeszukać?
Kobieta obsługująca trzecie stanowisko, niewysoka blondynka o włosach spiętych w kok, ruchem rąk nakazała Strikerowi podejście do jej stanowiska. Chudy, wysoki turianin zajmujący stanowisko pierwsze poprosił za to o podejście Ishy.
- To nie będzie konieczne - odchrząknął mężczyzna stojący przy Zoé, ale jego wzrok nie odrywał się od Kiru. - Według protokołu jednak, bestia będzie musiała nosić odpowiednie oznaczenie. Zostanie jej też odebrane uzbrojenie na czas pobytu w....
- Bestia? - fuknęła Zoé, oburzona, na co mężczyzna zareagował z nutą obronności.
- W takim razie co to jest?
- To jest wielmożna Kiru Heidr Varah. Nie słyszę respektu w twoim głosie, panie... - pochyliła się do niego, mężczyzna odruchowo cofnął się odrobinę. - Colbert.
- Każdy gość panienki ma mój respekt. Ale z pewnością istnieją... lepsze opcje na rynku pracy.
- Czyżby? - Gauthier wyprostowała się, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Na własne oczy widziałam, jak powaliła trójkę krogan w walce. Okażesz mojej wojowniczce należyty szacunek - warknęła przejmująco, nie pytając przy tym Kiru o zdanie - jakby wcale w tej chwili nie stała tuż obok. Odwróciła się, szukając wzrokiem Karajeva. - Viktorze? Czy jako odznaczony żołnierz Przymierza, oraz, oczywiście, biały mężczyzna, możesz objaśnić temu rasistowskiemu pracownikowi stacji, że Kiru nie jest bestią, a twoim oddanym towarzyszem broni?
Choć mężczyzna o nazwisku Colbert poczerwieniał, jego wzrok skierował się na chorążego. W tym czasie, przy stanowiskach numer jeden i dwa, ochroniarze wyraźnie napięli się lekko. Atmosfera w pomieszczeniu zgęstniała, a ich spojrzenia stały się czujne.
- Jesteś dobrze zbudowany - zauważyła blondynka, prosząc Charlesa by przeszedł przez skaner. - Nie pomyliłeś się z tamtą miejscami? Lepszy byłby z ciebie ochroniarz niż... - zerknęła do omni-klucza. - kucharz.
Ruchem podbródka wskazała Ishę, której w tym czasie turianin również kazał ruszyć naprzód i przejść przez skaner.
- Gdzieś cię już chyba widziałem - rzucił z roztargnieniem, przyglądając jej się otwarcie. - Nie jesteś z Terminusa?
Zwyczajowa dla siebie wybrał typowo angielskie wyjście. Nawet nie słuchał co miała do powiedzenia reszta. Po prostu chciał się zająć pracą, a potem rozsiąść w kolejnej kuchni. Póki co najlepsze zlecenie na jakim był. Do tego miał jedną z najbardziej spokojnych ról w całym zespole. To naprawdę były wakacje w porównaniu z ostatnimi tygodniami.
Kolejny jednak raz z tego pięknego snu wyrwała go załoga tego statku. Ich zachowanie było dla niego dość dziwne. Coś mu się gryzł ich profesjonalizm. Byli zbyt dobrzy jak na załogę kogoś ze starego rodu. Nawet nie udało mu się wejść z nimi w żadną większą interakcję. Nie pachniało to cywilami. Ewentualnie tak długo nurkował w gównie, że zapomniał już jak wygląda prawdziwy profesjonalizm.
Wyładował się na zewnątrz od razu jak tylko wylądowali. Musiał zapalić, a póki co cholera wie, kiedy będzie mógł znowu. To w jak wielkim bogactwie zdarzyło mu się właśnie wylądować mógł nawet wyczuć w dymie. Nie miał tego kwaśnego posmaku gównianego generatora powietrza, który ledwo żyje. Nie było źle. Paliło się wyjątkowo gładko i przyjemnie. Przymknął nawet oczy na chwilę delektując się tą chwilę. Niestety wszystko musiał zepsuć głos Gauthier.
- Idę.
Wypuścił dym z płuc. Zanim jednak ruszył zawiesił na chwilę wzrok na symbolu, który się dość mocno powtarzał w otoczeniu. Nie był może specem od symboliki, ale siedząc w Ruskim pierdlu widział go zbyt wiele razy. Każdy z nich wyznawca Peruna czy innego chuja, a każdy i tak darł mordę “Boże mój” jak dostał kosę pod żebra. Cokolwiek to jednak zapowiadało tutaj, jak zawsze, nie napawa go optymizmem.
Ustawił się w kolejce za resztą zespołu. Czuł się wyjątkowo dobrze z tym, że był na samym dole drabiny hierarchii. Był kucharzem. Mógł tylko w ciszy obserwować sytuację i odgrywać swoją rolę najlepiej jak potrafił.
Starał się nie parsknąć śmiechem, kiedy ochroniarz skomentował ich pancerze. Pozwolił sobie tylko na szybsze wypuszczenie powietrza z nosa. Zakrył to jednak ręką udając, że drapie się po nosie. No cóż, teraz było za późno na dobieranie kolorów klubowych. Gdy został wezwany do okienka, zrobił to od razu bez większego zbierania się do zajęcia.
Wsłuchiwał się w dyskusję, która działa się w okienku obok. Wsłuchiwał się w tą pięknie odgrywaną sceną. Widział ją kilkanaście godzin wcześniej naprawdę złą. Teraz po prostu bawiła się ochroniarzem i pewnie Viktorem, biorąc pod uwagę, że został przywołany do tablicy. Zaśmiał się w duszy, że pewnie Karajewa bolał tyłek, że to nie o niego chodziło, kiedy ochroniarz mówił o “bestii”.
- Dziękuje, ty też. - Odpowiedział z prawie niezauważalnym uśmiechem na twarzy. - Czy ja wiem? Słyszałem, że przeżyła postrzał w klatę z pancernika Zbieraczy, a potem wskoczyła do środka i uratowała porwanych kolonistów. Ponoć chcą jej pomnik postawić.
Powiedział to dość konspiracyjnie. Brzmiał też tak sucho, że trudno było ocenić czy kłamał w żywe oczy, czy było w tym ziarno prawdy. Ruszył w stronę skanera, mając nadzieje, że wszystko pójdzie gładko. W razie pytań o implanty zawsze mógł kłamać w żywe oczy.
Stacja robiła wrażenie.
Elegancka i smukła jak pałac, potężna jak forteca, otoczona flotą, jaką nie powstydziłaby się niejedna frakcja Cytadeli. Czas, jaki Vesnie zajął przybicie do doku nie pozwolił Viktorowi ocenić dokładnej liczby, ale była ona spora.
- Ciekawe jak to się ma do traktatu z Farixen - mruknął pod nosem, z pewną wesołą nutą nawet- Turiańskiej admiralicji zdecydowanie się to by nie spodobało.
Jako, iż dokładna ocena sił zgrupowanych nie była możliwa, poświęcił te kilka chwil na podziwianie dalekich sylwetek okrętów. Było w tym coś majestatycznego, romantycznego niemal w wyobrażeniu sobie potężnych dreadnoughtów wymieniających salwy w kosmicznej pustce, gwałtownych atakach niszczycieli, zwinnych manewrach fregat i korwet czy wreszcie, zasypanie wroga myśliwcami i bombowcami z pokładów lotniskowców.
Dokowanie wybiło go z tych myśli. Delikatny wstrząs jaki towarzyszył uruchomieniu zaczepów magnetycznych dał im sygnał, iż mogli bezpiecznie zejść na pokład stacji.
- No dobra ekipa, powodzenia wszystkim- rzucił- Z nami Boh
Pierwsze co zwróciło jego uwagę, to nie eleganckie wykończenia korytarzy w pewnym burżuazyjnym, niemal korporacyjnym stylu, czy nawet nie oczekujący na nich już człowiek. Słowiańska dusza Karajeva zaraz wychwyciła symbol Kolovratu, nieco zaskakując do przy tym co tenże tu robi.
- Ładne- skwitował tylko- Nadawałoby się na tatuaż.
Hipotetycznie rozważył lokalizację, nie pasowało mu bowiem umieszczanie na plecach, tuż przy widniejącej już tam cerkwii.
- Tak jest- rzucił umiarkowanie luźnym tonem do Zoe. Od tego miejsca nie było mowy o publicznym przekomarzaniu się z nią, przynajmniej nie teraz, na wejściu. To będzie jebana gra ze strony wszystkich, a jemu i Ishy przypadła rola ułożonych psów obronnych. Szczekaj jak pani da sygnał, ale tak to waruj.
No cóż, na okazję do szczekania nie musiał czekać długo.
Pierwsza sytuacja miała miejsce przy punkcie ochrony. Nie nazwałby tego konfliktem, raczej... niedopełnieniem konwenansów towarzyskich. Zdaje sie, że Gauthier chciała pokazać ochroniarzowi, że coś znaczy.
- Tak jest- odparł Zoe, może troszkę za sztywno, gdy nakazała swemu psu zaszczekać- Sir, myślę, że jak najbardziej zrozumiałe są propozycje pewnych środków bezpieczeństwa, tak komentowanie doboru kolorystycznego umundurowania, a tym bardziej stosowanie mało wyszukanych epitetów dla naszej osoby ochroniarskiej jest wysoce nieprofesjonalne. Kiru jako profesjonał nie odpowie równie obelżywymi odzywkami, niemniej proszę zachować kulturę osobistą w kontaktach z nią. Pan i pańscy koledzy po fachu. Sir.
Całość tej przemowy wygłosił tonem sztywnym, wojskowym, jakby zgłaszał uwagi do kogoś nieprofesjonalnego, lecz wyższego stopniem. Zdecydowanie nie chciał na wstępie nikogo antagonizować, ostatnie co należało zrobić, to awantura, jednak jeśli teraz pozwolą ochronie wejść sobie na głowę, to znacznie utrudnią sobie życie na stacji.
- Czy wymagane są jakieś dodatkowe protokoły bezpieczeństwa? Czy możemy już ruszać do należnej nam desynacji?
Stacja wyglądała całkiem ładnie, gdy Mila stała w sali obserwacyjnej, chociaż pustka kosmiczna nieco ją mierziła i wolała stać z dala od tak cienkiego, tak podatnego na kosmiczne okruchy szkła. Mimo tego spoglądała na prywatną, zamkniętą stację, po chwili z zaskoczeniem czując splatające się z jej palce Zoe. Nie musiała tego robić, chyba że dla przyzwyczajenia do roli. Z drugiej strony, pewnie i tak była do tego przyzwyczajona, nie musiała wczuwać się, dlatego wyraźne zaskoczenie było na twarzy kobiety, która w odosobnionym pomieszczeniu poczuła się lekko dyskomfortowo, nie wiedząc nagle, co ze sobą zrobić. Zerknęła tylko na kobietę, uśmiechnęła się lekko i wróciła do gapienia się na stację, woląc dyskomfort pustki kosmicznej. — Wykonana z gracją — odrzuciła, z ulgą przyjmując głos w głośnikach. Idąc, została teraz totalnie zaskoczona pytaniem. W pierwszej chwili chciała rzucić kimś innym, ale postanowiła dać drugi wybór, bardziej pod bojowym kątem, niż emocjonalnym. Nie wiedziała, w co gra bogaczka. — Striker. Skąd takie pytanie? — zapytała, idąc obok i obserwując Zoe.
Sama stacja wyglądała bardzo... swojsko, kolorowo i festiwalowo wręcz, z zapachem przywodzącym na myśl galerie handlowe w okresach świątecznych. Mila starała się nie rozglądać na lewo i prawo jak turysta w Chinach, ale musiała przyznać, że ciężko jej to przychodziło. Skupiła się więc na zerkaniu co jakiś czas na Zoe i trzymaniu fasady towarzyszki, a może nieco bardziej opiekuńczej, jeśli już majętna panna tak się jej wieszała, jakby była wieszakiem. Mimochodem zerkała też na ochronę, zauważając pistolety i eleganckie pancerze... po czym zerkała na ich grupę i widziała kolory, jakby szli na paintball. Parsknęła na tę myśl cichutko pod nosem.
Afera o Kiru zdawała się być dla niej niemal wyreżyserowana, a przynajmniej okazja została wykorzystana, przywołana została twarz Karajeva dodatkowo do akcji, tylko gdzieś z boku pozostała dwójka widać odbywała pogawędki. A gdy skończył ten pierwszy mówić, Mila niemal ostentacyjnie, ręce zakładając na siebie, przejechała wzrokiem przeszukującego go ochroniarza, dorzucając od siebie: — Co najmniej jedną trzecią można byłoby tutaj ochrony zredukować, gdyby znalazło się tutaj parę Kiru. A nie dość, że zaprawiona, to jeszcze dusza artystki, wiersze sama pisze i potrafi nimi umilić wieczory! — może i trochę przesadziła, ale i tak już ochroniarz został osaczony wystarczająco, by pewnie odpuścić i ich przepuścić.
Według najlepszej tradycji zleceń najemniczych, pierwsze problemy zaczęły się już przy odprawie, gdzie ochrona miała wyraźnie dużo do powiedzenia odnoście ich umundurowania i pochodzenia.
O ile była wdzięczna z próby wzięcia jej honoru w obronę to nie była pewna czy przedstawianie jej jako maszyny do zabijania nie przyniesie efektu odwrotnego do zamierzonego. Raczej nikt nie chciałby żeby ktoś rozrywający na strzępy trzech krogan czy biorący na klatę strzał z pancernika biegał wolno po stacji, nawet jeśli te opowieści miałyby być nieco podkoloryzowane. -Chociaż faktycznie byłam na Horyzoncie, to wygląda na to, że ta opowieść zaczyna żyć własnym życiem. - zdawało się, że świat stanął na głowie skoro to ona musiała podjąć próbę załagodzenia sytuacji. Jednak nie wyglądało na to by miała zbyt duży wybór, skoro mieli grać rolę profesjonalnych, dbających o reputację pracodawcy ochroniarzy. A wszczęcie pyskówki już przy odprawie na pewno by tej reputacji nie pomogło. Viktor najwyraźniej doszedł do tych samych wniosków, ale z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem słysząc o "osobie ochroniarskiej"- Niestety nie mogę oddać sprzętu, ponieważ uniemożliwiłoby mi to wypełnienie zobowiązań wobec panny Gauthier. Moja propozycja jest taka, żebyśmy po zapomnieli o całej sprawie i ruszyli dalej z odprawą – oddanie sprzętu od początku nie wchodziło w grę. Znaczy pewnie dałoby się go później odzyskać, ale po co komu niepotrzebne komplikacje. Co do oznaczania, to mogłaby się nawet zgodzić dla świętego spokoju, gdyby nie to że najpewniej oznaczało to jakiegoś rodzaju lokalizator; czyli w praktyce wykluczenie z dalszej misji.
Jeśli nie było już dalszych obiekcji, po prostu czekała na swoją kolej do skanowania.
Tarcze; 1044, koszt odnowienia 10 PA
Omni: Bonus do tarcz 15%, premia tech 20%
Pancerz: 800
+5% do tarcz
+5% od obrażeń od mocy
+7% do obrażeń od mocy technologicznych
szansa na powalenie zmniejszona o 5%
+10% do obrażeń przeciwko pancerzom
+10% do obrażeń od broni
+5% do celności broni
Nagrody:
Często tu przychodzisz? Powinieneś. Otrzymujesz kupon na zakupy w sklepie SyncTech w wysokości 5.000 kredytów.
Zwinne dłonie to podstawa każdego sukcesu. Otrzymujesz darmowy sukces rzutu wymagającego twoich umiejętności: hakowania, włamywania się, pokazu sił, i innych.
Nie stworzono cię do walki, tylko do miłości. Otrzymujesz jednorazowy przerzut rzutu na trafienie bronią wręcz w trakcie walki.
Nie miała za dużo do gadania. Za to do obserwacji? Cóż, tak, tego było więcej. Flota była naprawdę imponująca, choćby liczbowo. Zwłaszcza, gdy obserwowało się radar, to z perspektywy takiej jednej kropki...cóż, łatwo było przypomnieć sobie jak malutkim i bezbronnym naprawdę się było.
Choć wolała nie patrzeć, wzrok często jej tam skakał. Cicho odetchnęła z ulgą, gdy już wlecieli do doku, jakby zestresowała się tym, czy losowo ich nie zestrzelą, (czemu mieliby?) nieważne jak bardzo nie mieli do tego powodu.
Gdy jednak wyszła na pokład i zobaczyła dok, cicho zagwizdała. Nawet tutaj prezentowało się to wszystko jakoś...lepiej. Powietrze, wystrój, mostek...aż cicho zagwizdała, choć raczej nie było tego słychać spod hełmu. Gdy została zawezwana przez jej "szefową", posłusznie skinęła głową i ruszyła za nią od jej prawej strony. Nie musiała wchodzić z nikim w interakcje, co może było i lepsze...
Cóż, przynajmniej do etapu kontroli. Wszystko szło z górki, tak, jak Gauthier mówiła. Poruszyli kwestię pancerzy, ale nie wyglądało na to, by musieli to poruszać. Choć ominęła ją afera o Kiru (najwidoczniej zostało to zostawione białemu samcowi), tak czekała ją jej własna. Ktoś ją rozpoznał. Ale czy ona rozpoznała go? Miała dobrą pamięć do twarzy...albo przynajmniej tak myślała. Aż nagle okazało się, że nie ma, bo nie mogła przypomnieć sobie skąd jest ten gość.
- Czy ktokolwiek jest z Terminusa? - spytała krótko, ale niekoniecznie w sposób zbywający, bardziej...przebiegły, cwaniacki. - Raczej po prostu ludzie się tam znajdują i w pewnym momencie decydują, że to ich miejsce. Ale nie, nie jestem. - przecząco pokręciła głową, trzymając na nim swoje spojrzenie. Skąd oni się...
Gdy Račan zadała swoje pytanie, Gauthier kierowała się już do wyjścia. Celowo bądź nie, nie zdążyła jej na nie odpowiedzieć gdy wyszły do mesy, w której już krzątała się załoga. Z pewnością jednak zapamiętała odpowiedź, której udzieliła jej Mila.
Wyczuwalne napięcie pomiędzy ochroniarzami pojawiło się w punkcie kontrolnym na Hemerze. Człowiek, który stał przy środkowej bramce, ewidentnie posiadał najwyższy stopień w tutejszej ochronie, ponieważ wszyscy co jakiś czas zerkali na niego.
Kobieta przy stanowisku Strikera machnęła ręką w ten sam sposób, w który znużeni pracownicy przy okienku zapraszali cię, byś podszedł bliżej. Nie komentując jego słów, spojrzała tylko z powątpiewaniem na Ishę i pozwoliła mu przejść przez skaner. Laser omiótł jego sylwetkę z obu stron, a zielona lampa w jego wnętrzu upoważniła go do przejścia dalej.
Colbert skrzyżował ręce gdy Viktor podszedł do stanowiska na prośbę Gauthier. Jego twarz z początku nie wyrażała przekonania, ale bardzo szybko żołnierz dostrzegł, jak ramiona ochroniarza opadły z sił, a jego ręka uniosła się w górę by potrzeć bolące skronie.
- Osoby ochroniarskiej...? To jedni z tych - westchnął pod nosem i odchrząknął. - Nie, dodatkowa kontrola nie będzie konieczna. Proszę przejść przez skanery. Wasze... ochroniarcze może zachować swoją broń i cały sprzęt, panno Gauthier.
Zoé pokiwała głową, choć nie okazywała zadowolenia - bardziej irytację wywołaną tym, że przez choćby sekundę było to podważane. Podczas gdy kobieta przy drugim stanowisku zaprosiła Milę do przejścia przez skaner, nie zadając jej żadnych pytań, turianin spojrzał na Ishę bez przekonania.
- No, nie wiem, może miliony osób, które się w nim rodzą każdego roku? - zapytał, nie kupując jej argumentacji i gdy pozostali przeszli już bezpiecznie na drugą stronę, Gauthier podeszła bliżej D'veve.
- To się nazywa metafora - wyjaśniła, uśmiechając się do turianina jadowicie nim odwróciła głowę by spojrzeć na Colberta. - Rozumiem wasz strach przed yahgiem, ale czy będziemy będziemy mieli problemy przez sposób, w jaki moi ochroniarze się wypowiadają?
Colbert machnął ręką, a turianin umożliwił Ishy przejście przez skaner.
Gdy wszyscy byli po drugiej stronie, John poprowadził ich korytarzem. Choć był kamerdynerem i opiekunem panny Gauthier, oraz wyznaczał im kierunek, jednocześnie szedł kilka metrów do przodu by nie zostać posądzonym o podsłuchiwanie.
- Widzicie? Mówiłam, że pójdzie jak z płatka! - rudowłosa klasnęła w dłonie zachwycona gdy dotarli do obszernych par drzwi. Mrugnęła porozumiewawczo do chorążego. - Lepiej bym tego nie wymyśliła, Viktorze.
Kamerdyner wskazał im jedne z drzwi prowadzących do windy, samemu udając się do drugiej.
Zoé niemal pisnęła gdy weszli do środka. Trzy ściany windy były metalowe, ale ta naprzeciwległa do wejścia była w całości przeszklona - bądź wykonana z jakiegoś przeźroczystego tworzywa. Cicha, świąteczna muzyka wydobywała się z głośników gdy kabina niemal nieodczuwalnie wyruszyła do góry.
- Zachwycająca - westchnęła Zoé, przepychając się by móc wlepić się w szybę. Po drugiej stronie, pustka kosmosu migotała do nich gwiazdami. W oddali, mały punkt ukazywał najbliższą planetę - miał zielono-żółtą barwę i prawdopodobnie był Asterią. - Przejdźmy do moich kwater mieszkalnych. Tam zastanowimy się wspólnie, co dalej i ułożymy jakoś plan dnia, by wszystkich zadowolić - zaproponowała, gdy kabina mknęła w górę, do głównego pierścienia Hemery.
Winda zatrzymała się, wypuszczając ich na zewnątrz.
Choć każde z nich postawiło kiedyś stopę na Cytadeli, z ust Gauthier wydostało się westchnienie. Wychodząc z kabiny na wzniesiony na platformie podest, nagle odkryli błękitne niebo nad swoimi głowami. W powietrzu niósł się śpiew ptaków, a w oddali dostrzegali połacie zieleni poprzecinane zbudowanymi infrastrukturami.
Okręg mieszkalny Hemery był ogromny - wydawał się wręcz zbyt duży jak na populację, którą posiadała. Sztucznie pompowana atmosfera miała delikatny zapach kwiatów, a oddalone drzewa szumiały lekko, jakby targane wiatrem, którego przecież na stacji nie było. Prezydium na sterydach, podobnie jak na Cytadeli, było piętrowe. Obecnie znajdowali się na chodniku mknącym od wind do małego atrium, w którym położona była stacja szybkiej kolei. W dole, za barierkami, widzieli tryskające fontanny i zbiorniki wodne, oraz szersze lub węższe alejki, którymi przechadzali się cywile.
- Dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam - westchnęła Gauthier, mocniej ściskając za rękę Milę i ruszając w stronę atrium, w którym czekał na nich już John.
Zagłębiając się w alejkę spostrzegli, że Hemera była również przyozdobiona. Tysiące złotych gwiazdek zwisały z sufitów nad barierkami, połyskując nawet w półmroku. Złote i srebrne łańcuchy pięły się po barierkach jak węże, a sporadycznie na błękitnym niebie, zza którejś chmury wysuwał się napis szczęśliwego nowego roku!.
W przejściu do atrium - zwieńczonym wysokim łukiem pod sufitem - niespodziewanie pojawiło się kilka postaci a Gauthier zwolniła, uścisk jej dłoni wzmógł. - Zoé, cóż za miła niespodzianka! - wysoki mężczyzna ruszył ku rudowłosej, która przystanęła, przybierając fałszywy uśmiech na swojej twarzy.
- Cześć Alex - odezwała się beztrosko, choć wyczuli akcent położony na jego imieniu. - Dobrze wyglądasz. Schudłeś?
Mężczyzna uśmiechnął się kwaśno, stając naprzeciw Gauthier. Miał niesamowicie intensywne, błękitne oczy, którymi leniwie przemknął spojrzeniem po pozostałych. Był odziany w czarne, eleganckie spodnie i równie ciemną koszulę wetkniętą do spodni. Ta była jednak uchylona na pierwszych kilka guzików, odsłaniając błyszczący, srebrny łańcuszek, na którego końcu zawieszony był mały dysk z danymi. Rudowłosa udawała, że kompletnie go nie zauważa, choć prezentowany był w ten sposób by być zauważonym.
- Dobrze, że w końcu przybyłaś - odrzucił, ignorując jej pytanie. Jego spojrzenie zatrzymało się na stojącej obok Mili - przekrzywił lekko głowę, jakby dostrzegł coś, czego się nie spodziewał. - Widzę, że twój gust oberwał najmocniej w naszym rozstaniu.
- Mój gust ma się bardzo dobrze - odrzekła lekko, podbródkiem wskazując na dwie kobiety kulące się za nim. Wyglądały niemal identycznie. Obie o blond, długich włosach zaplecionych w skomplikowany warkocz zaczynający się od czubka głowy. W ekstrawaganckich szatach, które składały się na złote obręcze opasane wokół ciała, z których zwisał półprzeźroczysty, niebieski materiał. W tym świetle szaty ukazywały zdecydowanie zbyt dużo, niż powinny. - To twoje kuzynki?
Mężczyzna zacisnął usta w drobną linię.
- Nie - odpowiedział krótko, unosząc dłoń do naszyjnika, którym ni stąd, ni zowąd, zaczął się bawić.
Ich omni-klucze piknęły, aktualizując paczkę danych nadesłaną przez Lyssę.
⌥ Hemera składa się z trzech okręgów otaczających jeden rdzeń. ⌥ Pierwszy, największy okręg podzielony jest na dwa segmenty. Wewnętrzny segment pełni rolę okręgu mieszkalnego. Zbudowany na podobnej zasadzie jak Prezydium, posiada zaprogramowany cykl dnia i nocy, przestrzeń publiczną oraz działki wydzielone w przestrzeni mieszkalnej, podzielone na dzielnice pod kątem zamożności. ⌥ Drugi segment okręgu [1] konstrukcyjnie zamocowany jest do pierwszego z zewnątrz, stanowi doki przechowujące statki kosmiczne. Lądowiska Hemery znajdują się u dołu rdzenia i służą do wypakowania towarów oraz gości, następnie okręty dokują permanentnie w okręgu [1] przez załogę, autonomiczne systemy bądź obsługę stacji. ⌥ Drugi okręg przechowuje wszystkie miejsca użyteczności publicznej oraz stanowi główną rozrywkę dla mieszkańców. Skompresowany, podzielony jest na dzielnice, w których każde miejsce ma własną atmosferę i klimat. Drugi okręg w niektórych dzielnicach również posiada sztuczne niebo, ale jest znacznie bardziej zwarty i kompaktowy niż przestrzenny okręg numer jeden. ⌥ Trzeci okręg jest najmniejszy, mają do niego dostęp wyłącznie pracownicy Hemery, rada nadzorcza oraz ochrona. ⌥ Między okręgami podróżuje dwadzieścia wind umieszczonych w rdzeniu stacji. ⌥ Wasz cel prawdopodobnie znajduje się w okręgu [2], ale po przybyciu na stację powinniście umieć znaleźć jego dokładne położenie z użyciem lokalizatora. ⌥ Niczego nie rozpierdolcie. Pozdrawiam, Lyssa.
Przechodząc przez skaner, na krótką sekundę serce Mili zabiło mocniej, ale ku jej zadowoleniu skaner nie wykrył ani jej implanta biotycznego, ani przyspieszającego. Oczekując na resztę, obserwowała, jak Isha wyjątkowo sobie nie poradziła za dobrze z wygadaniem się - z lekkim zaskoczeniem, bo asari swoją paplaniną potrafiłaby normalnie zdziałać cuda. Afera o Kiru się zakończyła płynnie, Striker dawno widziała już przeszedł, więc pora było na dalszą drogę. Krótka wędrówka po korytarzu zakończyła się przed windą, w której zostali sami. Tyle tylko, że po otworzeniu drzwi, kiedy Zoe pisnęła, by przecisnąć się do przodu, Mila z niewyraźną miną weszła tam jako ostatnia, natychmiast opierając się plecami o metal i prawdopodobnie taktycznie stając za szerokimi barkami Strikera,Karajeva lub Kiru, preferując nawet ich wszystkich naraz, byle tylko łatwo mogły jej zasłonić widok. W tak ciasnej przestrzeni, tak blisko wyjąkowo cienkiego w jej mniemaniu szkła, zrobiło jej się trochę gorąco, więc odliczała do zatrzymania się windy. Po otwarciu drzwi wysunęła się błyskawicznie, oddychając świeżym, kwiecistym powietrzem.
Dopiero po paru sekundach rozglądnęła się przytomnie, wchłaniając błękitne niebo, wyjątkowo naturalnie brzmiące odgłosy ptaków i szum drzew. Przypominało to Prezydium, ale kilka razy większe i pełne niezagospodarowanej przestrzeni. Na kilometr czuć było snobizmem, ale i tak widok był na tyle ładny, że chwilowo można było zapomnieć nawet o misji.
Przyjmując dłoń Zoe, Mila ruszyła dalej, z ciekawością rozglądając się po stacji i ozdobach świątecznych, kiedy ktoś im zagrodził drogę. Pierwsze słowa i poza kobiety wyjaśniły ich sytuację szybko, podobnie zresztą, co chamsko wywieszony dodatkowy cel ich podróży tutaj. Jeżeli snobizm można byłoby wyczuć, to Alex dominował bukiet zapachowy okolicy. Ewidentnie będąc tutaj nie przypadkiem, biło od niego arogancją, którą znając życie, mógł w każdej chwili zamienić w urok osobisty. Tę arogancję wyobrażała sobie właśnie Mila, jak ściera mu pięścią z twarzy, kiedy postanowił zaatakować ją osobiście. Oczywiście nie mówiąc do niej, bo po co, ale nadal.
Zmrużyła oczy, wpatrując się mocniej w jego twarz - w jej mniemaniu, nienaturalną, szczególnie oczy. Objęła w talii Zoe, przyciągając ją do siebie bliżej, uśmiechnęła się litościwie, jakby było jej szkoda mężczyzny, po czym rzuciła: — Tyle tu czekałeś biedaku na swoją byłą, że aż fizycznie jebie od ciebie desperacją — Po sekundzie, gdy Alex zaczął zabawiać się ich celem, dyskiem danych, już bardziej szyderczo uśmiechnęła się: — Przypominasz sobie jak to jest mieć jaja, czy co ty robisz? — A jeśli cokolwiek zaczął odpowiadać, Mila już całkiem, świetnie się bawiąc, pociągnęła nosem, niby niewinnie, niby imitując zasmarkany po płaczu nos, przekrzywiając przy tym głowę i wpatrując się prosto w sztuczne źrenice. Jeśli metoda na "ukradnę ci z zazdrości twoją kochankę" nie zadziała, to wyprowadzenie go z równowagi powinno pójść szybciej.
Przyglądał się jak kolejne osoby przechodzą na drugą stronę. Ich brak subtelności dawał mu perfekcyjną rozrywkę. Do tego zwracali na siebie od cholery uwagi. Jak dla niego była to świetna wiadomość. Nikt nie będzie się gapił na niego, a przy tak kolorowej grupie był najmniej ciekawą postacią. Jak dobrze pójdzie to może nawet nikt zapamięta, że tutaj nawet był.
To, że poszło dość gładko było dla niego mimo wszystko pozytywnym zaskoczeniem. Dobrze, że ochrona nie była bardziej znudzona pracą. Mogli by być wtedy bardziej dociekliwi. To dawało mu już jakiś obraz czegoś się spodziewać po lokalnych siłach. Pewnie mieli jakiś specjalsów ale póki co brakowało mu od cholery informacji. Póki co starał się wszystko obserwować. Dziurę w ochronie można znaleźć w każdym miejscu.
Władował się za resztą do windy. Dopiero teraz zarejestrował, że musiał być już okres świąteczny. Może po. Gdzieś w tych okolicach. Nie za bardzo rejestrował jaki był dzień. Od jakiegoś czasu liczył czas od jakiś traumatycznych wydarzeniach. Kalendarz wydawał się być zbędny w jego życiu. Zresztą nie patrzył nigdy tak daleko w swoją przyszłość by się przejmować czymś takim jak upływ czasu.
- Naciesz się tym widokiem za nim wszystko się spierdoli. - Rzucił ironicznie do Gauthier gdy ta zachwycała się widokiem dość . Nie chciał dodawać, że pewnie się spierdoli dzięki nim. Zastanawiał się czy i tutaj doprowadzą do lokalnych zamieszek.
Po wyjściu z windy szedł jakieś dwa lub trzy metry za nimi. Była to dość bezpieczna odległość dla służby. Do tego mógł się zawsze chować za rozmiarami Kiru. To dawało mu czas na dalszą obserwację stacji.
- Ja pierdole. - Rzucił pod nosem widząc splendor stacji. Nie dlatego, że mu zaimponowała. Po prostu był zaskoczony. Wykonywał roboty w różnych miejscach, w tym naprawdę bogatych. Takiego absurdu jeszcze nigdy nie widział. Naprawdę był coraz ciekawszy tego co przyniesie to zlecenie. Może nawet spotka tutaj ludzi ze sfer, które dobrały mu się do dupy. Spierdolenie komuś dnia w ramach zemsty zawsze było w cenie.
I to jednak nie była święta. To był sylwester? Albo już po? Czy przed? Nie wiedział, pewnie w mieszkaniu będzie jakaś staroświecka ulotka. Tak bogaci ludzie mogli sobie pozwolić na takie marnotrawstwo. Pewnie ich mieszkanie to też będzie jakiś kiczowaty high techowy pałacyk imitujący stare dobre czasy. Był gotowy na poświęcenie w postaci ukrywania się w nim.
Gdy grupa się zatrzymała wyjrzał z tyłu sprawdzić co zatrzymało ich korowód. Pojawił się niespodziewany cel poboczny. Ocenił go od góry do dołu, odczuwając lekkie obrzydzenie. Ledwo udało mu się je powstrzymać na twarzy. Musiał to być efekt Zayne’a. To był już drugi raz, kiedy musiał dealować z jakimś pierdolonym twinkiem z megalomanią. Gdyby nie to, że Gauthier zabroniła im go zabić, to pewnie zatłukł by go tasakiem w ramach proxy odbicia sobie za wydarzenia Zhangjiajie.
Zamiast tego wpadł jednak na genialny pomysł. Widząc jak zachwycał się swoją zdobyczą, to pewnie rzadko ją zdejmował. Trzeba było podmienić wisiorek. Najłatwiejszy sposób i chyba jedyny który nie zakładałby bardziej agresywnych rozwiązań. Do tego mógłby coś tam zrobić dla siebie. Jak wgranie na dysk jakiś tajnych danych. Najlepiej takich które mogłyby ściągnąć na niego dużo problemów. Akurat takich Striker miał ostatnio pod dostatkiem. Chętnie by zobaczył jak Alex tłumaczy się Chińskiej tajnej policji ze zdobytych informacji.
Przyglądał się tej wymianie zdań, a potem atakowi Mili. Co jak co, ale po takim ataku raczej szybko skończy się ta rozmowa. Szkoda mu było tylko tych dziewczyn z nim. Bo to na nie poleci cały gniew.
- Czyli siostry. - Rzucił pod nosem i parsknął śmiechem. Nie mógł sobie pozwolić na więcej. Nie chciał się, aż tak rzucać w oczy. Inaczej będzie miał oczy dookoła głowy jak tylko się ktoś pojawi z tego zespołu. Wolał żeby Alex był tak dalej tempo pewny siebie kiedy przyjdzie na niego pora. To znaczy pora na oddanie dysku.
Rzut oka na wnętrze Hemery wystarczył żeby domyślić się, jaka wizja przyświecała projektantowi stacji. Można ją było streścić w jednym słowie "bardziej". Bardziej ekstrawagancko, bardziej nowocześnie. Każdy mijany przez nich element otoczenia zdawał się krzyczeć z niewidzialnych głośników, że na tej stacji nie ma czegoś takiego jak ograniczenia budżetowe.
Oczywiście wszechświat by się zawalił gdyby po drodze nie spotkali celu podocznego, zwanego równie "ex Gauthier" w towarzystwie dwóch partnerek? Prostytutek? Niewolnic? Ubranych w coś co faktycznie przypominało półprzezroczystą zasłonkę ukradzioną z jakiegoś burdelu.
Zdaje się że nie miała na tyle doświadczenia w związkach damsko-męskich by zrozumieć jaki rodzaj gry prowadzi między sobą ta dwójka. Mężczyzna najpewniej opłacał kogoś w porcie skoro zjawił się tak szybko, znaczy że musiało mu zależeć by jak najszybciej spotkać się ze swoją ex. Bo w przypadkowe spotkanie Kiru nie wierzyła.
Z kolei wisiorek, cel ich robótki na boku, był tak doskonale wyeksponowany że aż niemożliwy do ukradnięcia. Znaczy znalazłyby się sposoby, z których co najmniej kilka zakładało szybki wpierdol w bocznej uliczce, ale w tym wypadku mieli przecież działać subtelniej. Może pojednawcza kolacja, podczas której Striker domieszałby mu do żarcia czegoś z prawoskrętnymi aminokwasami? Gdy już wreszcie znajdą się z kwaterach mieszkalnych będą mogli na spokojnie obgadać tę kwestię.
W każdym razie jak przystało na porządnego ochroniarza, Kiru postanowiła po prostu stać z boku i się nie wtrącać. Niech Gauthier i Mila wezmą na siebie ciężar tej interakcji, a ona będzie podziwiać rozwój tej akcji niczym z brazylijskiego vidu.
Tarcze; 1044, koszt odnowienia 10 PA
Omni: Bonus do tarcz 15%, premia tech 20%
Pancerz: 800
+5% do tarcz
+5% od obrażeń od mocy
+7% do obrażeń od mocy technologicznych
szansa na powalenie zmniejszona o 5%
+10% do obrażeń przeciwko pancerzom
+10% do obrażeń od broni
+5% do celności broni
Nagrody:
Często tu przychodzisz? Powinieneś. Otrzymujesz kupon na zakupy w sklepie SyncTech w wysokości 5.000 kredytów.
Zwinne dłonie to podstawa każdego sukcesu. Otrzymujesz darmowy sukces rzutu wymagającego twoich umiejętności: hakowania, włamywania się, pokazu sił, i innych.
Nie stworzono cię do walki, tylko do miłości. Otrzymujesz jednorazowy przerzut rzutu na trafienie bronią wręcz w trakcie walki.
Widząc, że jej wymijająca odpowiedź niczego nie zdziałała, wydała z siebie niepocieszony wydech, po czym odpowiedziała:
- Metafora - mój punkt? Nie, nie jestem z, ale szanse, że się minęliśmy nie są zerowe. Bo...ludzie podróżują?- wzruszyła ramionami, zastanawiając się czemu to miał w sumie być problem. To nie jest tak, że sprawdzali jej całą historię, czy robili jej jakiś dziwny background check. Była zatrudnionym ochroniarzem, niczym więcej. To skąd była i co robiła nie miało za dużego znaczenia. Przynajmniej nie powinno.
I nie miało - choć Zoe postanowiła zainterweniować, tak na szczęście poradzili sobie bez tego. Dała się zeskanować, ale nie mieli czego znaleźć, tak więc przeszła bez problemu.
Tak szybko, jak mogła, wróciła do noszenia hełmu, nie zamierzając świecić tu facjatą. Nie chciała też, by ludzie widzieli gdzie leci jej spojrzenie...a póki co latało wszędzie. Po ładnych widokach. Bogatych jak cholera widokach. Czuła się biedna przy każdym spojrzeniu. Taka...mała. Nie kupiłaby tu nawet najmniejszej mikro-kawalerki o rozmiarze ubikacji. Lyssa miała rację - trzeba było zacząć pakować zastawę do siaty i spierdalać. Zostać milionerem jednym prostym trikiem. Kradzieżą czegoś, czego nawet nie zauważą.
Eh, to i tak nie miało znaczenia. Przepiłaby to w parę tygodni. Albo przegrała na automatach, to...też się zdarzało, niestety. Była...takim pieprzonym bałaganem.
Wykrywając nadchodzące złe myśli, wydała z siebie cichy pogwizd zachwytu nad Hemerą, a potem skupiła się na ważniejszych rzeczach.
- Wow. Po prostu...wow. - wysapała tylko gdzieś po drodze, chyba bardziej do siebie, niż do innych.
Po drodze do sekcji mieszkalnej, zaczepił ich Alex. Nie sądziła, że spotkają się tak szybko, ale gdy tylko go "zidentyfikowano", od razu skupiła na nim swój wzrok. Nie na dwóch panienkach, one nie były dla niej na początku ważne, tylko na nim. I na naszyjniku. Dalej myślała o tym jak go zwinąć, ale na razie nie miała pomysłów. Mila, za to, wyjątkowo dobrze odnalazła się w tej grze dwóch rozpieszczonych dzieci (Isha ostatnio zachowywała się jak oni jakieś...dwadzieścia-kilka lat temu. Teraz? Ona by nigdy). Wykorzystała to, że spojrzenia były skupione na innych, i w końcu zerknęła na dwie kobiety. Czy wyglądały na groźne? Nie, raczej nie, ale może były jakimiś...dziwnymi zabójczyniami? Może "ten głupi gnojek" też miał coś za sobą? A może Isha miała już paranoję...
Piknięcie omni-klucza wyciągnęło ją z jej zastanawiania się. Spojrzała na to, co nadeszło, ale szybko zgasiła klucz, uznając, że lepiej nie przeglądać takich rzeczy publicznie. Zajmie się tym później, gdy będą w nieco bardziej skrytej przestrzeni.
Pierwsza przeszkoda, jaka natrafiła się po wejściu na stację została dość łatwo pokonana. Głupia gadka miała na celu zniechęcić ochroniarzy do dalszych zaczepek i wnikliwszych kontroli, jednak bez stwarzania poczucia zagrożenia. Plan się udał, a Kiru otrzymała swobodę poruszania się po stacji, przynajmniej taką relatywną, jaką cieszyli się pozostali członkowie zespołu. Karajev wątpił jednak, by ochrona zacznie ich lekceważyć i uznać za niegroźnych. Za duże pieniądze zostały wydane i selekcja zapewne była dokładnie przeprowadzona, toteż spodziewał się, że rozpoznali mniej więcej potencjał bojowy Ishy, czy jego samego. Kiru mimo wszystko była dziką kartą, toteż pewnie zachowają przy niej ostrożność, jeśli choć trochę znają się na fachu.
Cóż było rzec, zwracali uwagę. Stanowili barwną grupę, zarówno wizualnie, jak i osobowościowo. Przez myśl chorążego przeszło czy Lyssa wiedziała na co się piszę wybierając taką a nie inną drużynę, która była wprost kwintesencją teorii chaosu w praktyce. Musiała być zdesperowana.
Uśmiechnął się lekko na docenienie Zoe.
- Dziękuję- rzucił krótko- Póki co nieźle. Co prawda uznali nas za zdywersyfikowaną bandę indywiduów, do której nabór zapewne odbywał się dzięki parytetom, ale myślę, że póki co trzymajmy się tego. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale sądzę, że na Hemerze znaleźć można więcej takich kolorowych osobowości i celebrytów?
Zaśmiał się w duchu, bo zgodnie z przyjętą na brakmach ochrony linią ktoś mógłby się srogo obrazić za stwierdzenie o "kolorowych osobowościach". Ot, niuasne nowomowy.
Wnet jednak umknęły przemyślenia o zaimkach, tożsamości płciowej i dywersyfikacji rasowej, gdyż oczom Viktora ukazał się przepych. Na kimś, kto dorastał w biednej dzielnicy, takie zjawisko było dlań mniej realne niż oglądanie na żywo wybuchu supernowej. Co prawda bywał w Prezydium w celach oficjalnych, z rzadka, ale jednak. Odwiedział radną Fel w jej biurze. Jednakowoż było coś w budowie, wystroju Hemery, że zatykała dech w piersiach.
- Christos Pantokrator- rzucił, spoglądając na drugi najlepszy widok w okolicy. Sztuczne niebo, zieleń, to wszystko takie żywe, intensywne, obecne... Czuł to mimo pewnego odizolowania w postaci pancerza czy hełmu. A jednak pewna irytacja zaraz zrodziła się w nim, pewne poczucie braku sprawiedliwości. Wspomniał biedne dzielnice miejsc takich jak Omega, gdzie najbiedniejsi musieli walczyć z codziennością by zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Fakt, że ktoś miał to wszystko, to co roztaczało się przed jego spojrzeniem tylko dlatego, że miał kasy jak lodu.... Irytowało go to. Delikatnie mówiąc.
Tymczasem pierwszy najlepszy widok na Hemerze całkiem przypadkiem, a może niekoniecznie, natrafił na poboczny cel misji.
Złośliwa stychomytia szybko przeszła z pojedynku indywidualnego w grupowy roast Moneauxa. Karajev nie brał w nim czynnego udziału. Słuchał. Obserwował. Uczył się zachowań i reakcji ich celu. Zastanawiał się, jak mogli w stanie odebrać dysk z danymi od Alexa. Miał kilka pomysłów, ale Zoe prosiła wyrażnie, by przejęcie odbyło się mało inwazyjnie. Milczał więc, póki co grając rolę sztywnego służbisty na warcie.
Spojrzenie Alexa z trudem oderwało się od stojącej przed nim rudowłosej. Nie skłoniła go do tego obecność jej świty, ani nawet fakt bezpośredniego zwrócenia się w jego stronę - jak słów Charlesa, które kompletnie zignorował. Tym, co skłoniło go do zwrócenia uwagi na towarzyszkę Gauthier, była drwina wyczuwalna w jej głosie.
Jego usta zadrżały, wyginając się w uśmiechu ale i zdradzając, że bezpośredniość wzbudziła w nim konsternację. Fasada, pokerowa twarz, którą podtrzymywał, zafalowała na powierzchni nim powróciła do tego samego wyrazu, który miał wcześniej.
- Na miłość boską, znalazłaś ją w rynsztoku? - cmoknął, spoglądając na Račan z góry - dosłownie i w przenośni. Rudowłosa odruchowo uścisnęła kobietę lekko, uspokajająco - nie chcąc, by chorwatka wzięła słowa mężczyzny do serca.
- Ależ skąd! - zaszczebiotała, machnięciem ręki kwitując jego pytanie jak najlepszy żart. - Nie ryzykowałabym, że cię tam napotkam. A teraz jeśli pozwolisz...
Wymownie wskazała przejście do atrium, do którego zasłaniał im drogę. Alex uśmiechnął się uprzejmie, jakby wcale nie zamierzał blokować im drogi.
- Oczywiście. Widzimy się na balu, złotko. - postąpił o pół kroku naprzód, zatrzymując się na widok czegoś tak subtelnego, że tylko stojąca obok Mila dostrzegła ułamek sekundy zawahania na twarzy Zoé. Moneaux zrobił zdziwioną minę, choć jego oczy rozbłysły satysfakcją. - Och, nie wiedziałaś...?
Kobieta zdmuchnęła kosmyk rudych włosów opadający jej na twarz, unosząc podbródek w górę z godnością.
- O balu noworocznym? Otrzymałam zaproszenie jeszcze zanim przybyłam na Hemerę, ale dziękuję ci za twoją troskę - odpowiedziała bez zająknienia, posyłając mężczyźnie szeroki uśmiech. - Nie mogę się doczekać, aż zobaczę twoją kreację - dodała, lustrując jego sylwetkę z ledwo skrywaną złośliwością. - Lepszą od tej, mam nadzieję.
Cmoknęła w przestrzeń, posyłając mężczyźnie buziaka i wyminęła jego napięte od złości ciało. Gdy przechodzili obok pana Moneaux, dostrzegli złość, która nagle pojawiła się na jego twarzy - zupełnie jakby musiał ukrywać ją wyłącznie przed Gauthier, a jej pracownicy nie różnili się w żaden sposób od powietrza, którym oddychał. Uniósł dłoń do wisiorka zawieszonego na szyi, bawiąc się nim bezwiednie.
Jedna z bliźniaczo wyglądających blondynek drgnęła, obracając głowę. Jej wzrok zawiesił się na Strikerze, w niebieskich tęczówkach błysnęło zainteresowanie nim prawie natychmiast zwiesiła podbródek, a jej spojrzenie na powrót utkwiło w podłodze.
Tylko Račan dostrzegła, jak mocno spotkanie z Alexem wytrąciło rudowłosą z równowagi. Jej oczy zeszkliły się, z upokorzenia, złości bądź smutku - emocja była zbyt szybka, by Chorwatka była w stanie ją przeanalizować. Jedno uderzenie serca później, radość powróciła do spojrzenia Gauthier a jej usta wygięły się w drwiącym uśmiechu.
- Alex Moneaux, we własnej osobie - prychnęła, gdy wkraczali do pięknie przyozdobionego atrium, którego sufit mienił się gwiazdami. Niektóre błyszczące punkty zwisały niżej, tworząc trójwymiarowy efekt kosmicznej pustki. - Nadęty dupek. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy go widzę, podkręca sobie jeszcze bardziej te oczy. Ma świra na punkcie niebieskiego - dodała, z roztargnieniem zerkając w stronę Ishy, jakby przez myśl przeszedł jej pewien pomysł, z którego szybko się wycofała.
Ich kamerdyner, John, przystanął przy punkcie szybkiej kolei, muskając palcami terminal by przywołać prom do ich rezydencji. Zoé stanęła w pewnym oddaleniu, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Pieprzony bal - mruknęła pod nosem. - Wygląda na to, że mamy na wieczór zajęcie. Zorganizuję nam zaproszenia. Będą jeszcze potrzebne kreacje... - westchnęła, patrząc na mknącą ku terminalu taksówkę - smukłą, elegancką i z pewnością drogą.
Ich omni-klucze piknęły, odbierając pozycję lokalizatora ich celu. Lokalizator oferował im dwie informacje - odległość wyrażoną w metrach, jak i ogólny kierunek góra/dół. Strzałka, jak i rozległa odległość, wskazywały na to, że ich paczka oczekiwała w zupełnie innym kręgu niż ten, w którym znajdowali się teraz.
↗ 8,982m
- Co tam macie? - Gauthier nachyliła się nad ramieniem Karajeva, z zaciekawieniem spoglądając na jego omni-klucz. Ruch ten był tak dyskretny i szybki, że jeśli chorąży planował schować przed nią lokalizator, to nie miał ku temu okazji.
Na twarzy miał delikatny uśmiech. Obrażanie go nie miało sensu, ale za to drwiny działały jak powinny. Trochę go to smuciło, bo oznaczało, że dla własnego dobra powinien dość mocno zamknąć mordę oraz pozwolić sobie na bardzo trudne do wykrycia docinki. Słysząc jednak odpowiedź Alexa z trudem zachowywał neutralny wyraz twarzy. Dlatego postanowił popatrzeć na swoje pięknie wypolerowane kucharskie buty.
Zapomniał już jak to jest przebywać w takich miejscach. Okazywało się, że lata szkolenia stania w miejscu z twarzą posągów z wyspy wielkanocnej chyba przestawały działać. Nie potrafił już brać tej pracy tak na poważnie jak za młodu. Szczególnie ludzi takich jak jednostka przed nimi. Zedong przynajmniej miał rozmach. Alex co najwyżej mógł machnąć się na lepszego stylistę.
W końcu uniósł głowę gdy temat przeniósł się na wieczorny bal. Naprawdę zapomniał, że dzisiaj był sylwester. To raczej nie był dobry znak, ale postanowił zostawić ten problem na później. Jak sobie znowu przypomni. Postanowił wykorzystać resztę tego spotkania na rozejrzenie się za jego ochroną. Nie miał też tego dziwnego uczucia, że ktoś ich obserwował. Wątpił więc, że ktokolwiek korzysta z maskowania. Wychodziło więc na to, że te dwie kobiety to jego ochrona. Zakładał też biotykę. Profil mężczyzny pasował też do takiego stylu swojej świty. To mogło dość mocno utrudnić kradzież jego największego skarbu. Nawet nie chciał wiedzieć jak ten kajdan błyszczał pod światłem ultrafioletowym.
Za to jego gniew był pyszny. Jak dziecko, które nie dostało tego co chciało. Przepiękny widok. Biedny nawet nie wiedział jeszcze jak bardzo spierdolą mu ten dzień. Przy okazji pewnie też będzie chciał spierdolić ten dzień im. Głównie Zoe, ale to wciąż był problem, który trzeba było brać pod uwagę. Szybko przeniósł wzrok na jedną z kobiet, gdy ta na niego spojrzała. Jej reakcja nie była do końca naturalna. Uśmiechnął się jednak kordialnie za nim zdążyła wrócić do patrzenia na buty.
Teraz już domyślał się gdzie jego ochrona szukała najsłabszego ogniwa żeby im dojebać. Karajev odpadał bo z kilometra dało się od niego wyczuć, że dla rudej dałby się poćwiartować. Został więc on.
W swoim życiu szukał kobiety, która będzie w stanie go pokochać lub zabić. Miał nadzieję, że chociaż w tym drugim będzie dobra.
Gdy już pojawili się w Atrium spojrzał na Zoe z lekkim zdziwieniem. To całe gadanie o kolorach sprawiło, że zmrużył lekko oczy zastanawiając się nad czymś dość długo. Postanowił się jednak nie dzielić tą myślą. Wątpił, że kogoś będzie bawić absurd kolorystyki ex-kochanków. Za to zapytał o coś całkowicie innego.
- Zoe, czy ty specjalnie chciałaś babe żeby mu jeszcze bardziej dopierdolić? - Zapytał bez większych ceregieli. Nie chciał dodawać, że obrona jaką dokonała Mila była godna samca alfa. Na takiego Alex tylko pozował. - Bo jeśli tak to zaczynam szanować Panienkę coraz bardziej.
Uśmiechnął się do niej mając nadzieję, że to prawda. Dawno nie widziałby takiego poziomu bezpardonowego ataku. To by też tłumaczyło, aż taki gniew mężczyzny.
- Kurwa ile? - Rzucił widząc odległość od celu. Nie skomentował też szybkości do wpierdalania się w nie swoje sprawy ich inwestora.
Pierwszą konfrontację mieli za sobą i to szybciej, niż przypuszczał. Typowy scenariusz spotkania dwójki byłych kochanków. Słuchał tej pojebanej stychomytii niemalże w bezruchu, jak na warcie, nie wtrącając się ni słowem, ni ruchem większym nie zdradzając chęci włączenia się w tę rozmowę. I choć jego aparycję skrywał hełm, a pod nim jego fizjonomia była niewzruszona, to tak naprawdę czuł niesmak i odrazę. Pozory w pozorach, fałsz i zgryźliwości. Mdło mu się robiło, gdy był zmuszony słuchać tej groteskowej wymiany zdań. Był w nim obecny mocny pierwiastek prostego, poczciwego chłopa, który woli nieskomplikowane zasady obcowania. O dziwo przydawało mu to raczej mniej niż więcej sympatii, przynajmniej pośród ludzi, którzy się liczyli.
Alex wydał mu się szczególnie obrzydliwym typem. Prezentował przy tym pewien klasyczny kanon mężczyzny popularnego pośród kobiet, z twarzą i sylwetką niczym model, dzięki czemu podświadomość żołnierza tym łatwiej go antagonizowała.
Nie był pewien w jakim stopniu ta wymiana zdań była autentyczna emocjonalnie ze strony Zoe. Wydawała się opanowana, zgryźliwa, ale trzymająca emocje na wodzy. Przez moment przeszła mu jednak myśl, niczym foliowa czapka założona na głowę, iż to teatrzyk, że Alex jest starym współpracownikiem, a cała ta historia z ex-kochankiem to teatrzyk. Jaka jednak rola przypadła Moneaux teraz, w domniemanej operacji black ops Gauthier?
Nie, takie teorie lepiej, by wysnuwał Striker. On był dobry w te klocki. Za dużo widział, za dużo wiedział i nie dziwne, jeśli kiedyś ktoś odpali Charliego z zaskoczenia, jeśli pierwsza nie dopadnie go nerwica, zespół lękowy czy inna przypadłość baniaka. Póki co ten stary drań jednak funkcjonował. Jakoś.
On sam zaś? Viktor był dobry w działania wojskowe. Nieregularne, partyzanckie, antyterrorystyczne, szturmy, miał szeroki arsenał, ale to nie on zajmował się rozszyfrowywaniem motywów ludzi. Potrafił poznać, że batariański cywil szykuje szykuje zamach, że pod ubraniem ma pas Szachida, ale nie przenikał motywów podejrzanych. W takich misjach jak ta zawsze tęsknił za Eagle Eye. Cóż, ktoś jednak chyba ufał jego ocenie sytuacji, że posyłał go na taką robotę. Już drugi raz.
- Bankiet?- zdziwił się lekko- I to dziś? Ech, mam nadzieję, że stroje wieczorowe obowiązują tylko gości, a nie ich, hmmm... Dwór i rycerzy, hehe.
Zaśmiał się lekko, nieco sztucznie. Jakoś nie miał ochoty być na balu. Bale wprawiały go w depresję. Akceptowalnym wymiarem było stróżowanie w pełnym rynsztunku bojowym, ale coś przeczucie mu mówiło, iż nie wchodziło to w grę. Najchętniej rozejrzałby się po stacji, ale wiedział, że to również nierealne- zapewne było od zatrzęsienia monitoringu.
- Myślę, że...- reszta nie dowiedziała się co myśli, gdyż właśnie oddziałowe omni-klucze ożyły. Viktor spoważniał nieco, widząc strzałkę lokalizatora, i co gorsza, odległość. Byli zdecydowanie zbyt daleko od celu.
- Zaraza...- mruknął w komentarzu na dystans- zarówno ten dzielący go od celu, jak i ten dzielący go od Zoe. Rudzielec po prostu nagle niemal przykleiła się do niego, zaglądając mu w omni. Na próby ukrycia przed nią danych było za późno.
- Odległość do najbliższego monopolowego- rzucił spokojnym, choć nieco szyderczym tonem- Chyba nie chcesz iść na bankiet na trzeźwo. Trzeba zrobić jakiś porządne before party, co nie drużyna?
Akcja przed mini rozwijała się tak wartko, że Kiru prawie żałowała, że nie może poprosić by poczekali chwilę aż skoczy po jakiś popcorn. A jeśli starczyłoby czasu, można byłoby zawrzeć z przechodniami szybkie zakłady czy ta dwójka wydrapie sobie oczy już teraz czy poczekają do noworocznego balu. Cokolwiek się między nimi wydarzyło, musiało być bardzo nieprzyjemne, jednak chociaż ciekawość zżerała, trzeba było zachować choć pozory profesjonalizmu.
Prawie zaklęła widząc odległość jaką musieli pokonać do ich celu. Wyglądało na to, że będą musieli zdobyć jakiś pojazd, którym będą mogli się swobodnie poruszać gdyż nie była to odległość jaką z chęcią pokonuje się na piechotę. Postanowiła również wrzucić dane z lokalizatora do omniklucza by zobaczyć, czy zdoła pokazać na mapie Hemery bardziej dokładne położenie ich celu. Taka informacja na pewno byłaby pomocna, skoro musieli ułożyć jakiś plan działania. - No ba, poza tym nie wypada ot tak wpaść na imprezę z pustymi rękami. - rzuciła na komentarz Karajeva odnośnie monopolowego i balu, jednocześnie zastanawiając się czy mieliby szansę doprawić alkohol ex czymś ciekawym. Niezależnie od tego czy narkotyki i inne takie były na stacji legalne, bogacze na pewno mieli swoje źródła. A efekty niektórych dragów były podobno naprawdę niesamowite.
Tarcze; 1044, koszt odnowienia 10 PA
Omni: Bonus do tarcz 15%, premia tech 20%
Pancerz: 800
+5% do tarcz
+5% od obrażeń od mocy
+7% do obrażeń od mocy technologicznych
szansa na powalenie zmniejszona o 5%
+10% do obrażeń przeciwko pancerzom
+10% do obrażeń od broni
+5% do celności broni
Nagrody:
Często tu przychodzisz? Powinieneś. Otrzymujesz kupon na zakupy w sklepie SyncTech w wysokości 5.000 kredytów.
Zwinne dłonie to podstawa każdego sukcesu. Otrzymujesz darmowy sukces rzutu wymagającego twoich umiejętności: hakowania, włamywania się, pokazu sił, i innych.
Nie stworzono cię do walki, tylko do miłości. Otrzymujesz jednorazowy przerzut rzutu na trafienie bronią wręcz w trakcie walki.
Musiała przyznać, Gauthier była niezła w gębie. To jest, jej riposta nie była niczym wyjątkowo odkrywczym, ale zasłużyła sobie na trofeum "Isha powiedziałaby to na jej miejscu", więc parsknęła cichym śmiechem, który został raczej stłumiony przez hełm, ale dostrzeżony, jeśli ktoś akurat na nią patrzył...właśnie, jeśli. Póki co była tylko akcesorium, do którego nikt się nie odzywał - tak jak do Mili, ale bardziej, bo ją chociaż można było poobrażać. Nie miała jednak złudzeń - na obrażanie D'veve czas pewnie też nadejdzie, jeśli tylko znajdzie się do tego pretekst, a z pewnością się znajdzie.
Na nieszczęście dupków z Hemery, jednak, nie mogła przejmować się tym mniej. Jeśli wszyscy byli jak ten Alex, to mogła mieć absolutnie wywalone, trzymać głowę nisko, i udawać, że jest jej bardzo przykro.
Ponownie, zaciekawiły ją bliźniaczki. Jedna chyba zerknęła raz na Strikera, ale poza tym były nieruchome i pasywne. Ciekawe, czy miały podobną rolę, co Mila, tylko na serio, czy tu też była jakaś historia.
- Wydawał się być ekstremalnie...czarującym mężczyzną, na którego bardzo łatwo było polecieć - parsknęła, gdy byli już na tyle daleko, by miała "prawo" się odzywać. Czemu Gauthier na niego poleciała? Nie miała pojęcia. Pewnie się nie dowie. Nie wiedziała nawet, czy chce wiedzieć. - Cóż, mógł zainwestować w coś zwiększającego obroty w mózgu, a nie oczy... - rzuciła jeszcze, kończąc ten wątek. Z jej perspektywy, Zoe i ten gość byli tacy sami, ale ona używała wymówki bycia w stadzie wron, by wyjść na lepszą. Zupełnie tak, jakby nie było tak, że praktycznie każdy używa tego samego argumentu, by potem usprawiedliwiać się samemu przed sobą. "Jestem inna niż wszystkie", rzekła, robiąc dokładnie to samo co wszystkie, ale z melancholią. Depresyjnie.
- Bal? - spytała. - Jesteśmy zaproszeni? My, pospólstwo, w sensie? - po co ona niby miała tam być? Jeśli mieli trochę czasu wolnego, to mogli zająć się paczką, a jeśli ktoś był tam potrzebny, to Mila mogła tym się zająć. Nie ochrona i nie kucharz.
Zoe szybko zainteresowała się lokalizatorem. Wybornie...
- Stawiam co najmniej ze dwa piętra... - rzuciła do Strikera. - Wyjąłeś mi to z ust...
Widok łamanej fasady cwaniaczka tylko podbił ego Mili, która zrozumiała, że nie słowa, jakkolwiek pewnie by nie były wykwintne (a w nich najprościej pewnie było tamtemu się obywać), a pogarda z jej strony i umniejszanie go w jej oczach. Nie musiała nawet odpowiadać, nawet gdyby Zoe nie interweniowała, bo wystarczyło odwzajemnić spojrzenie i spoglądać nań z góry, by zmiażdżyć go. Maska, chociaż odpadła na chwilę, szybko powróciła, wraz z przetykami i dziwnymi spojrzeniami, których w ogóle nie mogła zidentyfikować. Na słowa o balu zaś starała się nie wyglądać na zaskoczoną, chociaż głównie to po sekundzie, czy dwóch poczuła się poirytowana, że dostając rolę twarzy ich drużyny będzie pewnie musiała kręcić się po całej sali takich Alexów. Aby na razie o tym nie myśleć, spojrzała na bliźniaczki, taksując je bardziej uważnie spojrzeniem, zastanawiając się, czy są one biotyczkami, bądź czy nie mają innych ukrytych bojowych zdolności. Jeśli były tylko lalkami, to nawet Mila nie wiedziała, co o tym myśleć. Udało jej się za to wychwycić zainteresowanie jednej z nich ich kucharzem, więc jeśli chcieli ukraść ten wisior, ona była potencjalnym punktem wejścia.
Starając się wychwycić różnice w ich wyglądzie, po ich odejściu Mila skupiła się znów na Zoe, mogąc też samej nieco odetchnąć i przywrócić naturalną mimikę twarzy. Widząc burzę emocji na twarzy kobiety, instynktownie uścisnęła ją mocniej w geście empatii, nie komentując tego zajścia dalej. W atrium, gdzie można powiedzieć formalnie go przedstawiła, na jej komentarz o kolorach kobieta uniosła brew wyżej, gapiąc się na milionerkę. — To tak trochę byłaś mniej w jego typie — skomentowała, sugerując się raczej jej włosami i siadając na jakiejś ławce, niemal nie rozgraczając się, jak zwykły człowiek. Z pełną świadomością musiała więc skrzyżować nogi, aby wyglądało to chociaż trochę elegancko.
— Znowu mam się przebierać? — jęknęła tuż po tym, przerażona faktem, że w ciągu doby będzie mieć na sobie trzy różne sukienki galowe. Jej poirytowanie tym faktem przerwało piknięcie - i komentarze na ten temat. — Ma sens, wszystkie usługi są ściśnięte w innym kręgu, tutaj tylko prywatne apartamenty i wille — rzuciła, przypominając sobie jeszcze, ale nie mówiąc już na głos, że ktoś chyba wspominał o tym, że ich cel znajduje się niedaleko domu aukcyjnego. Albo jej się pomyliło, już nie pamiętała.
— A tak w ogóle, co to znaczy "nam" zaproszenia? Za późno dostałaś zezwolenie na pobyt? — być może spojrzenie jej ex zostało wyjaśnione, a jej szybka reakcja była po prostu... szybka. I nie miała nic wspólnego ze stanem faktycznym.