OKRĄG ROZRYWKOWY - ZAPLECZE SCENY
Rozpędzona osoba przekształcała się w pocisk, który trudno było zatrzymać. Z odpowiednim dystansem do pokonania i siłą włożoną w każdy krok, nie mówiąc o szczelnym, twardym, ceramicznym pancerzu, ich szarża miała prawo się udać. Mogły przemknąć między stojącymi w przejściu ochroniarzami i zwyczajnie kontynuować swoją ucieczkę, mając tym razem kilka osób więcej na swoim ogonie. Nie wiedziały, gdzie dokładnie znajdowała się reszta ich zespołu, miały wyłącznie sygnał na ich omni-kluczach, prowadzący je gdzieś w jakimś kierunku, ale równie dobrze mogły natrafić na ścianę. Ucieczka wydawała się jedynym rozwiązaniem, ale wiązała się z ogromnym ryzykiem. Bez znajomości rozkładu zaplecza sceny, jeden zły skręt mógł sprawić, że zatrzymają się w zaułku, albo w zamkniętym pomieszczeniu i pozostały oddział ochroniarzy je dogoni, zmuszając do walki - nie o zwycięstwo, ale o zwykłe przetrwanie.
Szarżujący człowiek mógłby przebiec dalej. Czym innym była jednak szarżująca yahganka.
Gdy Kiru ruszyła naprzód, rozpędzając się w gwałtowny, szybki sposób, sam widok jej pędzącej przez korytarz, którego zajmowała ponad połowę szerokości, wzbudził w ochroniarzach konsternację. Widziała, jak zatrzymali się, rozważając, czy nie powinni posłuchać jej uprzejmej prośby i usunąć się w bok. Któryś z nich jednak przywrócił ich do porządku, krzykiem wymusił zostanie na swoich pozycjach. Yahganka widziała, jak unoszą swoje karabiny. Usłyszała, jak naciskają na spust - huk wystrzału rozległ się w korytarzu, jej tarcze błysnęły, odbijając pędzące w jej stronę pociski.
Zbyt późno.
Korytarz nie był długi, ale był wystarczający. Mknąca nim kobieta skróciła dystans do drzwi w zaledwie dwie sekundy - odcinek czasu, w którym ochroniarzom udało się oddać tylko jedną salwę, zatrzymaną z łatwością przez jej generator tarcz. Gdy wpadła do przejścia, jej ciało przekształciło się pod wpływem impetu w niszczycielską siłę. Wpadła na mężczyznę stojącego na samym środku - odrzuciła go w tył, niczym szmacianą lalkę, która uderzyła z hukiem o naprzeciwległą ścianę. Zatrzymując się na niej, yahganka wyczuła, jak jego kości łamią się pod ceramiczną osłoną, a powietrze przeszył krzyk.
Jej bark zaś trafił drugiego. Mężczyzna usiłował się odsunąć, ale nie zdążył - ramię Kiru trzasnęło go prosto w klatkę piersiową i wyczuła, jak jego ludzkie, kruche kończyny wyginają się od uderzenia gdy spadał na ziemię. Trzeci z nich, ostatni, odskoczył, usiłując się ratować. Jego Kiru dopadła pół sekundy później, odsuwając się od opadającego po ścianie ciała by zamachnięciem się ręki powalić trzeciego z nich, pozbawiając go przytomności.
Miały mało czasu, choć kupiły go sobie więcej tą szaleńczą szarżą. Ruszając w stronę sygnału, plątały się korytarzami aż wreszcie wyszły do strefy hangarowej.
W której dostrzegły Ishę.
D'veve tkwiła na środku hangaru, powoli zmierzając w stronę jednego z promów. Z ich perspektywy źródło sygnału musiało być wewnątrz niego, lub za nim - to drugie wydawało się bardziej prawdopodobne. W strefie hangarowej panował chaos, strażnicy biegali za więźniami, którymi udało się wydostać - niektórzy wydawali głośno rozkazy, inni wyłącznie starali się zrobić coś, by opanować sytuację.
W tym rozgardiaszu coś zwróciło ich uwagę - inne sylwetki, które pozostawały statyczne, gdy reszta biegała. Isha widziała jednego z agentów Cerberusa przy samym promie - teraz ten odwrócił się ku niej. Poza nim dostrzegli czwórkę innych, zbliżających się w ich stronę. Wszyscy byli opancerzeni.
W jednym z nich, MIla dostrzegła osobę, która wcześniej zabrała jej omni-klucz.
Źródło sygnału przemieściło się nieco, oddalając od nich.
Wyświetl uwagę Mistrza Gry











]









