Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Apartamentowiec Vespera

13 maja 2025, o 23:23

Znała jego oblicze lepiej, niż ktokolwiek inny.
Dostrzegała maski, które przywdziewał każdego dnia. Pierwszą z nich poznała wtedy, na Ilos, gdy jego sylwetka zalśniła pośród zniszczonego sklepienia świątyni. Jej obraz podświadomie wyrył się z tyłu jej głowy i nigdy już nie była w stanie jej zignorować. Widziała ten miraż, który przysłaniał jego emocje gdy podróżował korytarzami Hirano Tower, z niechęcią odprawiając umykającą przed nim w strachu Maketari. Dostrzegała fałsz gdy kiwał głową tkwiącymi przy drzwiach do jej mieszkania ochroniarzom. Iluzję, z którą przedstawiał Aeris jako bezosobowe miejsce, z którym nie miał żadnego, osobistego połączenia.
Każda maska wyłaniała się w kontraście przebłysków prawdy, którymi obdarzał ją w chwilach, w których nikt inny nie mógł ich dostrzec.
W uśmiechu na szczycie Lavoisier i w niemal odruchowym geście wyciągnięcia do niej ręki gdy wdrapywała się na dach promu by wspólnie z nim spoglądać na kolorowe konstelacje wirujące w atmosferze Korlusu. W desperackim zaprzeczeniu, gdy skierowała się do wąskiego korytarza prowadzącego prosto do wściekłego serca tajemniczego artefaktu i w smutku, w którym musnął jej skórę gdy leżała w objęciach kapsuły medycznej promu - promu, który zamierzał wysłać na Cytadelę, wbrew jej woli wybierając dla niej wolność kosztem własnej.
Tam, gdzie inni dostrzegali jedną, beznamiętną twarz osoby zdystansowanej, odsuniętej emocjonalnie od wszystkiego, co działo się wokół, ona widziała ich setkę.
A teraz, nie dostrzegła przed sobą żadnej maski - jedynie prawdę, z którą spoglądał na nią z góry. Uwielbienie w jego oczach, tak intensywne, błyszczące, że na moment nawet pożądanie schowało się przy nim do cienia. Jej potrzeba zaprzeczenia była zbyt jałowa, by próbował w nią uwierzyć, by w ogóle ją dostrzegł. Pochylił się, lgnąc do niej, przysłaniając granatowe cienie i fioletowe blaski padające na sufit, przysłaniając świat, w którym ich dwoje nigdy nie miało dla siebie miejsca. Gdy jego usta odnalazły jej, nawet szum wiatru zniknął - rzeczywistość ucichła, skurczyła się do ich własnego, małego zakątka Galaktyki.
Gorący oddech pozostawiał ślad gęsiej skórki na drżącym ciele gdy mężczyzna przesunął się niżej, a jego palce bezwiednie wsunęły w rozrzucone jak kaskada na ciemnej pościeli jasne loki. Wędrując wzdłuż malowanych cieniem krzywizn, pozostawiał po sobie ślad swojego oddechu. W jego pragnieniu poznania jej całej, dostrzegła potrzebę wynagrodzenia im obojgu czasu, który upłynął i decyzji, które podjęli.
Racjonalnych, prawidłowych, a jednocześnie zabarwionych fałszem.
Gdy jego dłonie wędrowały wzdłuż kobiecych ud, usta pozostawiały pocałunki - jeden za każdą furtkę, przez którą wyszli, choć żadne z nich tak naprawdę nie chciało. Jeden za drugim, ciągnęły się w nieskończoność, każdy zmywając żal podjętych decyzji, zastępując go antycypacją.
Nie protestował, gdy przyciągnęła go z powrotem do góry, rozpinając stojący im na drodze pasek eleganckich, czarnych spodni. Adoracja i uwielbienie szybko stopiły się w ogniu jego niecierpliwości, w którym jego ruchy stały się szybsze, bardziej szorstkie. Gdy jej ciałem przeszedł pierwszy dreszcz, męskie dłonie zacisnęły się na jej skórze, wargi pozostawiły na jej własnych gwałtowne pocałunki.
W ich małym świecie nie było już miejsca na wojnę tak, jak nie było w nim miejsca na fałsz. Wnętrze ciemnego apartamentu mieściło tylko ich, letni wiatr wpadający do środka i odległy błysk gwiazd nocnego nieba. Sekundy zlały się w minuty, minuty zdawały się przekształcać w godziny, w czystą nieskończoność - której i tak byłoby mało, zbyt mało by nadrobić każdą chwilę, którą spędzili osobno. Gdy z jej ust wreszcie wydarło się westchnienie, ramiona mężczyzny oplotły ją ciaśniej. Zdawała się pasować do nich idealnie - jakby każde z nich powstało, by odnaleźć w swoim życiu to drugie.
Jakby należeli do siebie od samego początku.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

14 maja 2025, o 07:48

Nie próbowała już uciekać.
Nie próbowała tłumaczyć ani rozważać. Wszystkie mechanizmy, które przez lata chroniły ją przed tym, co mogłoby zranić, jeden po drugim zawiodły; a może po prostu w końcu ustąpiły. Bo on był właśnie tym wyjątkiem, na którego żadna z tych osłon nie działała. Tym, który widział ją wyraźnie, nawet wtedy, gdy sama wolała patrzeć przez palce.
Zatonęła. Bez lęku. Bez oporu.
W nim. W jego obecności, która wypełniała każdy zakamarek pomieszczenia, przesiąkała tkaniny i wnikała pod skórę. W jego spojrzeniu pełnym intensywności, która potrafiła stopić najgłębsze warstwy chłodu. W jego dotyku - pewnym, zdecydowanym, a jednocześnie delikatnym, jakby każdy gest był świadomym wyborem, a nie impulsem. Gdy pochylał się nad nią, czuła, że świat wokół nich już ich nie dotyczy. Że neonowe światła miasta, szept wiatru i migotliwe rozbłyski statków na niebie przestały istnieć. Zgasły w zetknięciu z płomieniem tego, co działo się między nimi.
Spojrzała mu w oczy. Jej własne, roziskrzone, rozświetlone tym, co istniało tylko teraz - w chwili, która pochłaniała ich całych. Każda myśl, każdy oddech, każde drgnienie nerwu zdawało się prowadzić tylko do jednego. Do niego.
I wtedy to poczuła. Z taką siłą, że aż wstrzymała oddech.
Dom.
Nie miejsce. Nie stacja, baza, czy znany system.
Tylko on.
Znała jego oblicze lepiej, niż ktokolwiek inny. Dostrzegała maski, które przywdziewał każdego dnia. Ale wiedziała. Wiedziała, że to wszystko tylko zasłona i dla niej - tylko dla niej - te mury czasem opadały. W momentach takich jak ten mogła patrzeć na niego nie przez pryzmat żelaznej konsekwencji, z jaką kiedyś go odtrącała. Nie jako własne wspomnienie, które odwiedzało ją w snach. Nie jako widmo wyboru, który rozdarł jej duszę i wypełnił wyrwę twardym przekonaniem, że nie miała prawa sięgać po więcej.
Tylko on. Prawdziwy. Bliski. Jej.
Z jego spojrzeniem, pełnym uwielbienia tak intensywnym, że nawet pierwotne instynkty zdawały się być zmuszone chwilowo cofnąć w cień, zawstydzone. Nie dostrzegał już żadnych wymówek, żadnych zaprzeczeń. Fel też nie próbowała ich wypowiadać.
Gdy jego usta znów odnalazły jej własne, świat zniknął całkiem.
Jej ciało wyginało się lekko ku niemu, szukając jego dotyku, pragnąc więcej – więcej wszystkiego, co tylko byłby jej w stanie dać. Oddech urwał się gwałtownie na jej ustach, gdy jego dłoń przesunęła się wzdłuż jej uda, wspinając się coraz wyżej, palcami zataczając nieme, znaczące ścieżki po kolejnych wrażliwych i stęsknionych fragmentach. Kiedy wrócił ustami do jej twarzy, szukając jej warg z nową siłą, z nową namiętnością, ich pocałunki nie były już miękkie. Nie zadawały pytań.
Były żądaniem. I odpowiedzią.
Nie pamiętała momentu, w którym czas się zatrzymał. Nie pamiętała, kiedy dokładnie jej dłonie zaczęły błądzić po jego plecach, odnajdując znajome linie blizn i napiętych mięśni naprężających się przy każdym jego ruchu. Jak szybko i coraz bardziej niecierpliwie, jej palce przemieszczały się niżej, prowokując. Ucząc się jego odpowiedzi. Wyznaczając kierunek. Ale pamiętała to, co czuła - ciepło, jakiego nie znała od lat. Bliskość, która nie wynikała z potrzeby, tylko z pełni.
Jego oddech przesuwał się po jej skórze z siłą obiecanej burzy - ledwo uchwytny, a jednak zostawiający za sobą tropy, których nie dało się zapomnieć. Które chciała pamiętać już zawsze.
Kiedy jego palce wplątały się w jej włosy, rozsypane jak promienie na ciemnej pościeli, westchnęła. Cicho, jakby w obawie, że dźwięk mógłby ich obudzić z czegoś, co wydawało się snem. Ale to nie był sen. To była rzeczywistość. Ich własna, wywalczona ciszą, uporem, rozdarciem.
Każdy jego dotyk zdawał się mówić Jestem tu.
Każdy jej oddech odpowiadał Zawsze na ciebie czekałam.
Nie walczył z tym, co w niej rosło. Nie próbował tego ujarzmić ani zdefiniować. Po prostu był. Obecny w pełni. Z czułością, z intensywnością, z rozpalonym sercem ukrytym pod powłoką, którą potrafiła rozpoznać tylko ona.
W tym zbliżeniu nie było brutalności. Była tęsknota. Za sobą nawzajem. Za tym, co mogli mieć, a czego się wyrzekli. Za każdą rozmową, której nie odbyli, i za każdym dotykiem, który odkładali na później.
Ciała prowadziły się nawzajem, bez walki o dominację. Z synchronizacją, która nie musiała być ćwiczona - była naturalna. Tak, jakby pamiętali siebie z innego życia.
A gdy przyszła fala - cicha, rozedrgana, głęboka - jego ramiona oplotły ją mocniej. Bez słowa. A ona przyciągnęła go całego do siebie, pragnąć tak samo jak Cassian, również zamknąć go w swoich objęciach.
Po prostu trwali.
Sekundy zmieniały się w minuty. Minuty w godziny. A wszystko to mogłoby trwać wiecznie, a i tak byłoby zbyt krótkie.
Kiedy odetchnęła głęboko, pozwalając jego obecności osadzić się w niej jak ciepło tuż po burzy, wiedziała jedno.
Nie była już zagubiona. Nie musiała się szarpać ze światem. Bo wróciła. Do jedynego miejsca, które kiedykolwiek było jej domem. Do niego.
Po raz pierwszy od lat nie czuła lęku przed tym, co nadejdzie. Bo jeśli świat miałby się skończyć - chciała, by zastał ich właśnie tak. W bliskości, w prawdzie, w ramionach, które znały ją najlepiej.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

19 maja 2025, o 21:57

Noc przybrała inne kolory gdy zastygli w rozrzuconej, gorącej pościeli. Czerń granatu nie wydawała się już tak intensywna, blask fioletowych neonów nie raził już w oczy. Wszystko rozmyło się do przyjemnych, delikatnych kontrastów, otuliło ich niczym pierzyna, zespalając z rzeczywistością, z chwilą obecną i światem, który zostawili po drugiej stronie.
Choć w ich ruchach pożądanie wzbudzało pośpiech, a pragnienie dotyku napędzało gonitwę pocałunków, żadnemu z nich nie śpieszyło się do powrotu. W miarę, gdy oddech się uspokajał, a letni wiatr rozrzucał drobne kosmyki lepiące się do jej skroni, nadeszła świadomość. Granica, którą przekroczyli oboje, a która wcześniej wydawała się końcem świata, teraz nagle stała się prawdą, nie snem przychodzącym pod osłoną nocy.
Wyczuła poruszenie się materaca gdy mężczyzna obrócił się na bok, a jego dłoń, mimo wszystko, chętnie powróciła do leżącego obok, kobiecego ciała. Gdy jedną ręką wsparł się na łokciu, przyglądając jej z góry, palce drugiej zataczały leniwe kręgi na jej skórze. Przez długi czas się nie odzywał - nie przerywał ciszy, która nastała między nimi, jakby nie chciał, by nieodpowiednie słowa zniszczyły tę chwilę.
Nie było w nim już widać wahania. W jego oczach nie czyhało pytanie co teraz?, ani nie czaił się w nim żal za to, że obydwoje do tego doprowadzili. Choć w przejściu, pośród ich rozrzuconych ubrań leżał omni-klucz Brezneva, cel ich dzisiejszego wieczoru drastycznie się zmienił w chwili, w której przeszła przez próg apartamentu i Daharis nie wydawał się śpieszyć do wyjścia z bańki, w której zamknęło się ich łóżko.
- Skąd to masz? - mruknął, z zainteresowaniem wodząc opuszkami palców wzdłuż długiej blizny na jednym z jej żeber, pozostawionej przez omni-ostrze. Choć ich oddechy wróciły do normy, a temperatura w powietrzu wróciła do przyjemnego, orzeźwiającego lata, wciąż wydawał się nienasycony. Jego dłonie bezwiednie wędrowały po damskiej skórze, kreśląc niewidzialne symbole w miejscach, które odwiedzały - jakby nie wystarczało mu dostrzeganie, a zamiast tego pragnął poznać i zapamiętać każdy jej szczegół.
Po raz pierwszy od dawna w panującym wokół nich półmroku dostrzegła błysk zadowolenia w jego niebieskich tęczówkach, w których zwykle chowała się ostrożność, rezerwa i świadomość niechybnie zbliżającego zagrożenia. Wszystkie te, negatywne emocje zostały w progu - koło jego rozrzuconej koszuli, zielonej sukni i furtki, która bezpowrotnie już się zamknęła.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

19 maja 2025, o 22:58

Leżała bez ruchu, chłonąc ciszę, jak i jego namacalną bliskość Cassiana. Czuła przesiąknięty bergamotką oddech, nieco cięższy niż zwykle, wirujący po jej ramieniu niczym ciepły strumień. Dłoń, którą prowadził po jej ciele, nie była już ciężka od obowiązku ani chłodna od dystansu, który wcześniej potrafił wybudować między nimi jak mur. Teraz była inna. Swobodna. Niewymuszona. Obecna.
Sama nie wiedziała, co bardziej skłaniało ją do refleksji - fakt, że znalazła się w jego objęciach, czy to, że nie czuła się tam obco. Może przez fakt, że nigdy tak naprawdę nie odsunęła się od niego dalej, niż na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli przez długie tygodnie próbowała wmówić sobie coś innego. Kiedy jego palce przesuwały się leniwie wzdłuż starej blizny, przyglądała się mężczyźnie otwarcie. Jego ciało, choć znane, teraz odsłaniało się przed nią z innej perspektywy - nie tej, która skupiała się na funkcji, ruchu, czy walce. Jej wzrok błądził głownie po jego twarzy, jakby chciała wyryć ją sobie pod powiekami na zawsze. Usta, które wykrzywiał w wilczym uśmiechu, układały się w rozluźniony półuśmiech. Brwi, które często marszczyły się w sceptycznym wyrazie, uniósł łagodnie. Oczy - te szaroniebieskie, ostrożne oczy - rozświetlało prawdziwe ciepło.
Przez dłuższą chwilę tylko na niego patrzyła. Jakby pierwszy raz mogła to robić bez wstydu, bez obawy, że spojrzy za długo i zostanie na tym przyłapana. Czuła, że i on się jej przygląda. Obserwuje z zainteresowaniem całokształt. Nie tylko drobną sylwetkę na tle wielkiego łóżka, ale całą historie, jej ból, decyzje wyżłobione w mlecznoperlistych śladach na skórę, nawet te, których skrycie żałowała. I że niczego z tego nie odpycha. Musnęła grzbietem dłoni refleksy na jego twarzy, odgarnęła przydługi kosmyk, który wpadał do oczu Daharisa, przeczesując włosy palcami w sposób pieszczotliwy.
Mogłaby tu zostać. Z nim. Dokładnie w tym miejscu, apartamencie, nie dbając o nic, co nieśmiało próbowało o sobie przypomnieć, ale całe szczęście jeszcze przygniatały je zrzucone ubrania i rozkopana pościel.
- Z otwarcia Empyreusa. Reprezentowałam Radę na oficjalnej gali. To miał być jeden z tych razów, kiedy po prostu przecinam wstęgę i prowadzę kurtuazyjne rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Tego dnia wszyscy biznesmen i i aspirujący politycy chcieli być obecni na Kosh na szczycie najwyższego wieżowca w galaktyce - mruknęła cicho, jej słowa zniekształcała poduszka, o którą oparła zaróżowiony policzek, aby lepiej widzieć jego profil.
- Wśród gości był terrorysta. Wstał i zażądał natychmiastowego zwolnienia z więzienia oraz oczyszczenia z zarzutów swojego brata. Żądanie wystosował zarówno do właściciela zakładu karnego obecnego oczywiście wśród gości bankietu, jak i do mnie, wierząc, że mogę od tak machnąć ręką i wszystko będzie po jego myśli - odepchnęła zdecydowanie wspomnienia, które cisnęły się przed jej oczy. Minęło kilka lat, blizna stała się ledwo widocznym śladem na skórze, bardziej wyczuwalnym kiedy wodził po niej opuszkami palców, niż do zarejestrowania, gdy sukienka odsłaniała fragmenty skóry, bądź - tak jak teraz - widział wyraźnie każdą krzywiznę jej ciała w nocnym świetle.
- Nie podjęłam negocjacji, odmówił także dyrektor więzienia. To była chwila. Po prostu wbił mi omni-ostrze i stwierdził, że ma czas na zmianę swojego zdania dopóki się nie wykrwawię na oczach innych gości i kamer cały czas transmitujących to pompatyczne wydarzenie. Na szczęście nim dyrektor wyszedł z szoku, wtrąciło się Widmo, wprowadzone do sali dzięki zachowaniu zimnej krwi przez jednego z biznesmenów... Mogłam ją usunąć. Miałam wiele okazji, ale ostatecznie uznałam, że chce pamiętać - położyła dłoń na jego, z fascynacją obserwując, jak idealnie jej drobna dłoń mieściła się w ręce Daharisa, gdy ten obrócił ją przodem do jej i pozwolił na moment spleść ich palce.
- Szkoda, że nie zapytałeś o ślady po oparzeniach. Historia ucieczki z turiańskiego kompleksu przed oszalała SI jest ciekawszą przygodą niż kolacja w Empyreusie - kąciki jej ust drgnęły, kiedy Fel pozwoliła sobie na zaczepny uśmiech. Znał zasady. Historia za historię. Nie zdradzała niczego na kredyt, aczkolwiek nigdy dotąd nie prosił. Ani też nie wymuszał zmiany reguł.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

22 maja 2025, o 14:46

Od chwili jej postawienia stopy na Ilos jej życie przekształciło się ze względnie standardowego - na tyle, na ile życie polityka na Cytadeli w trudnych czasach panujących w Galaktyce mogło być standardowe - w ciągły, nieustanny chaos. Wrzucona w sam środek konfliktu, który wcześniej oglądała z bezpieczeństwa sali posiedzeń w Prezydium, nie miała chwili na oddech - a gdy świat jej tę chwilę podarował, odrzuciła ją, wracając z powrotem na Korlus.
Z powrotem do niego.
Patrząc na każdą chwilę, którą dzielili wspólnie od momentu poznania, to ten wieczór, ta noc jako jedyne wydawały się namiastką normalności. Leniwy dotyk na skórze, obowiązki pozostawione za pod drzwiami wraz z uniformami, które wcześniej mieli na sobie. W miękkiej pościeli wszystkie przeciwności, którymi usłany był ich wspólny los nagle znikały, ustępując pod prozaicznością, w której zamknęła ich niewidzialna bańka.
Jego brwi zmarszczyły się gdy opowiadała, docierając do chwili, w której omni-ostrze przebiło jej skórę. Pochylił się, odsuwając dłoń, którą splótł z jej, ale na jej miejsce przesuwając usta. Musnął nimi nierówną powierzchnię blizny, osładzając gorzkie wspomnienia pocałunkiem.
- Masz beznadziejną ochronę - mruknął, unosząc z powrotem głowę by na nią spojrzeć. Na jego twarzy błąkał się uśmiech gdy przeciągnął się lekko, opadając na rozrzuconą poduszkę obok. W półmroku dostrzegła drobne, ciemne plamki na jego ciasno owiniętych bandażach, które ostatnie kilkadziesiąt minut zmierzwiło, lecz nie rozwiązało. Plamy nie były wielkie - szwy musiały być nadwyrężone, a skóra lekko uszkodzona, ale żaden z nich nie puścił.
- Niewiele osób wróciłoby po czymś takim do swojej pracy - zauważył cicho, trzymając jej dłoń własnej. Kciuk muskał jej wierzch odruchowo, bezmyślnie. - A pozostali wykorzystaliby to w swojej kampanii, wnosząc o zaostrzenie praw, które już brutalnie traktują ludzi.
Jego kciuk zatrzymał się nagle, jakby zdał sobie z czegoś sprawę. Przyciągnął ją lekko w swoją stronę, a w podejrzliwym spojrzeniu chowało się rozbawienie.
- Nielegalna Sztuczna Inteligencja w turiańskim ośrodku? - powtórzył za nią z udawaną powagą. - Dlaczego nie czytałem o tym w nagłówkach w extranecie?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

22 maja 2025, o 15:42

Od chwili, gdy znalazła się na Ilos, wszystko nie tyle się zmieniło, co rozpadło na kawałki, by złożyć się na nowo w coś zupełnie innego - mniej przewidywalnego. Bardziej dzikiego. Prawdziwszego. Właściwszego.
Nie istniała już tamta Fel - polityk ze sterylnych korytarzy Prezydium, kobieta w schludnym garniturze, debatująca o reformach w dusznych salach, w których pachniało metalem, nerwem i napięciem, nie opuszczająca Sali Posiedzeń aż wspólnie, w czwórkę, nie doszli do konsensu. Fel, która znała protokoły lepiej niż własne lęki i recytowała je w myślach nawet wtedy, gdy rzeczywistość wymykała się spod kontroli.
Tamta Fel została gdzieś w fotelu z widokiem na Cytadelę. Tę, która wróciła z Aeris - która leżała teraz w półmroku apartamentu, owinięta ciepłem jego ramienia i własnych myśli - pochłonęła wojna, niepewność i on.
Daharis.
W każdej innej rzeczywistości ta noc nie powinna mieć miejsca. W świecie, w którym podejmowała słuszne decyzje, gdzie moralność była prostą linią, a nie poplątaną siecią przeczuć, czułości i bólu - nie powinna być tutaj. Nie z nim. Nie tak.
A jednak nic wcześniej nie wydawało się tak logiczne.
Wspólna cisza, dotyk jego dłoni sunących po jej skórze z nieśpieszną troską, ciepło jego ciała przylegające do niej pod cienką warstwą pościeli - to wszystko nie miało prawa istnieć. A jednak było. Namacalne. Prawdziwe. Jakby wszechświat wreszcie przymknął oko na ich przewinienia i pozwolił im na tę jedną, wspólną chwilę.
Była tak bardzo inna niż wszystkie dotychczas. Przesiąknięta prozaicznością, zwyczajnością, jakiej nie znała od miesięcy, może nawet i lat. Wszystko, co wydawało się istotne i ważniejsze od ich dwójki - Cicero, odpowiedzialność, Cytadela, Breznev, SST - zniknęło na moment w miękkiej ciszy nocy. W oddechu, który już nie musiał być urwany.
Nie spodziewała się, że akurat on stanie się tą stałą, do której będzie wracać. Ale każda chwila, którą z nim dzieliła, potwierdzała jedno - wracała nie przez przypadek.
Bo może Korlus był zbyt brutalny, a ich wybory zbyt brzemienne. Może świat jeszcze ich dosięgnie. Konsekwencje nie odpuszczą. Ale ten wieczór... Ta noc...
Nie była snem.
Nie była pomyłką.
Była ich cichym, pełnym oddechem domem.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując, gdzie dotknął rozgrzanymi ustami. Jej głos zawiązał się w gardle, utkwił gdzieś między wzruszeniem a zaskoczeniem - nie tyle jego gestem, co delikatnością, z jaką się go dopuścił.
- Miałam. Wzięłam sobie do serca Twoją sugestię odnośnie mojej ochrony. Stąd między innymi incydent na przyjęciu...
Popatrzyła na niego zza kaskady opadających na jej policzki i nos włosów, które odrzuciła zamaszystym ruchem, nim pochyliła się, na moment przysłaniając mężczyźnie cały wszechświat. Dostrzegł zapewne, jak lekko zmarszczyła nos, kiedy kątem oka zauważyła z bliska wyraźne ślady na bandażach. Przytrzymała go na łóżku ich splecionymi dłońmi, a drugą ręką, ostrożnie, badawczo, sprawdziła każdy bandaż i pojedynczy szew. Była w tym uparta oraz skrupulatna. Nim wymknąłby mu się komentarz, czy inne niepotrzebne mruknięcie, ucałowała kącik jego ust, bezceremonialnie wytrącając Cassianowi jakikolwiek powód do marudzenia z rąk.
- Nie jestem pierwszym lepszym ambasadorem, choć przyznam, że na niektóre sytuacje chyba nikt nie może być przygotowany - jak wtedy, gdy podniosła oczy na popołudniowe niebo w jednej z sal konferencyjnych w Wieży Cytadeli w pamiętnym dniu zamknięcia się stacji dosłownie kilka sekund przed tym, jak wahadłowiec wbił się w nią klinem. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, domagając się bezgłośnie, aby kontynuował przerwaną pieszczotę.
- Wtedy wydawało mi się, że nie ważne co by się wydarzyło, będę wracać zawsze. Długo zajęło mi wyleczenie się z syndromu wiecznego zadowalania ojca, nie ważne, że przecież nie żył od kilku dobrych lat.
Bez ostrzeżenia roześmiała się głośno i perliście. Rozbawione oczy zatrzymały się na jego twarzy, Fel zawisła nad nim ma tyle blisko, że swobodnie mogła trącić swoim nosem nos Daharisa. Zrobiła to dwukrotnie, nie pozwalając Cassianowi na rewanż.
- Oficjalnie nic takiego nigdy nie miało miejsce. Ale gdyby wpisać jedno, konkretne hasło w wyszukiwarkę, być może natknąłbyś się na ślad... - zabębniła opuszkami palców o jego tors, zaintrygowana, czy będzie drążył, a następnie ułożyła głowę na wyciągniętym jak zinterpretowała po swojego zapraszającym geście ramieniu, wtulając się w mężczyznę.
- Opowiedz mi o miejscu, w którym dorastałeś. Jestem ciekawa, czy czy cokolwiek, co powiesz, pokryje się z moją wyobraźnią na ten temat - poprosiła, moszcząc się w jego objęciach wygodniej.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

27 maja 2025, o 22:30

W żadnej innej rzeczywistości ta noc nie miałaby racji bytu - i nie tylko ona była tego w pełni świadoma. Widziała to w spojrzeniu, którym błądził po jej twarzy, studiując ją w półmroku. Ziarenko niedowierzania, jedyna rzecz odstająca od tego komfortu, w jakim znaleźli się oboje. Jak gdyby nie znali się kilku tygodni, a całe życie łączyła ich splątana nić, która wreszcie miała szanse się naprostować. W ich rozmowie brakowało niezręczności, a choć to, co wydarzyło się tej nocy mogło stworzyć tysiące nowych problemów, ta świadomość nie miała szans przebić się przez kokon, którym owinęli się oboje.
- Nie jesteś - mruknął, niemal z niezadowoleniem, którego źródło z pewnością znalazło się w chwilowej uwadze, którą przeniosła na oplątujące go bandaże. Nie była zwykłym ambasadorem - może gdyby była, nic z ostatnich miesięcy nie miałoby prawa się wydarzyć. Może dalej prowadziliby swoje życia, nieświadomi łączącej ich więzi, która nigdy nie miała szansy się skrócić. Ona rozpoczynałaby każdy dzień filiżanką kawy i lawiną spotkań, ciesząc nieustannie doskonałą pogodą w Prezydium.
On pozostałby kolejnym, nienazwanym oficerem sił wroga, którego obserwowałaby na nagraniach pozyskiwanych przez Widma - jak to, które oglądała w drodze na Księżyc.
- Twój ojciec chciał, żebyś została radną? - odrzucił, zmuszając się do skupienia na słowach gdy jej jasny śmiech mimowolnie sprawił, że jego własne kąciki uniosły się w górę. - Nie pochodzisz przypadkiem z wojskowej rodziny?
Konflikt między służbą a polityką znalazł swoją esencję w walce między Udiną a Andersonem, której świadkiem na salach Prezydium była jeszcze kilka lat temu. W tamtych czasach niechęć między tymi dwoma odłamami ludzkiego rządu była namacalna, choć wojna zdecydowanie zbliżyła wszystkich ku sobie, skupiając ich na wspólnym przeciwniku.
Jej pytanie sprawiło, że ciało mężczyzny odrobinę się napięło. Chwila potrwała zaledwie ułamek sekundy, ale wystarczająco, by leżąca w jego objęciach blondynka zdała sobie z tego sprawę. Jego dłonie, wcześniej luźno muskające jasną skórę, zatrzymały się na moment - nim jedno z ramion dyskretnie wsunęło pod jej talię.
- Teraz musisz mi opowiedzieć o tych wyobrażeniach - odrzucił z rozbawieniem, podnosząc ją lekko - wcześniej wygodnie umoszczoną na poduszce. Chwycił ją w ramiona, przyciągając w swoją stronę tak, że jej ciało przetoczyło się, lądując na nim. - Gdzie się według ciebie wychowałem? - zapytał beztrosko, bawiąc się jasnymi kosmykami, które musnęły mu policzek gdy znalazła się na górze. - W rynsztoku na Omedze? Sprzedany przez bat ariańskich łowców najemników, ale wywalczyłem sobie wolność?
Uśmiechnął się szelmowsko, sunąc dłońmi wzdłuż jej talii. Dostrzegła, że wyciągnięcie od niego odpowiedzi nie będzie łatwe.
- Czy urodziłem się w nudnym miasteczku na Ziemi z nudną rodziną, i postanowiłem poszukać przygód w Galaktyce? - dodał lekko, ale w jego oczach pojawił się przebiegły błysk. - Dobrze, że znalazłem księżniczkę.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

27 maja 2025, o 23:08

Pozwoliła sobie na chwilę oddechu, którą niosło ze sobą coś więcej niż tylko ulgę - to było prawdziwe, nienachalnie szczęśliwe bycie tu i teraz. Jej oczy błądziły po twarzy Cassiana, chłonąc każdy cień i refleks światła tańczącego na jego skórze, dostrzegając w nim coś, czego nie potrafiła nazwać, ale czuła, że to coś, co kruszyło bezpowrotnie mury wokół nich obojga. Ta noc była jak oddech świeżego powietrza w świecie pełnym gęstego dymu i ciężaru codzienności, a ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Mogłaby tu zostać. W tej chwili zawieszonej między czasem a przestrzenią, gdzie świat zewnętrzny tracił znaczenie, a liczyła się tylko obecność drugiego człowieka. Ta wyrwa od codzienności była dla niej jak bezpieczne jezioro, które często wracało do niej we śnie - spokojne, ciche, niezmącone falą konfliktów i trosk. Z nim, tak blisko, na wyciągnięcie ręki, mogła na zdecydowanie dłużej niż na chwilę zapomnieć o wojnie, politycznych zmaganiach i ciężarze decyzji, które nieustannie spoczywały na jej barkach. Tutaj, w miękkości pościeli i półmroku, byli po prostu oni - bez masek, bez ról, bez konieczności udawania.
Nigdy wcześniej nie czuła takiego pragnienia ucieczki od wszystkich i wszystkiego, jak teraz. Wszystkie obowiązki, niepewności i konsekwencje wydawały się odległe, niemal nierealne w tej bezpiecznej bańce, którą stworzyli wokół siebie. Chciała zatrzymać tę chwilę na zawsze, zawiesić ją pomiędzy światem, który dzielił ich na zobowiązania, a tym, co było prawdziwe, wyjątkowe, niepodważalne. Ta noc dawała jej coś, czego wcześniej nie znała - poczucie spokoju, które kusiło ją tak bardzo, że gotowa była na moment porzucić wszystko, co dotąd definiowało jej życie.
Uśmiech, który tak bardzo go rozpraszał, dosięgnął jego oczu, kiedy tylko zorientowała się, że gubi słowa.
- Mój ojciec chciał, abym poszła w jego ślady, została żołnierzem, a z czasem zajęła jego miejsce w Admiralicji - przyznała z cichym westchnięciem. Upłynęło wiele lat, a echa dawnych kłótni, wiecznych pretensji i niespełnionych ambicji potrafiły wrócić do niej rykoszetem, odnajdując głębokie żłobienia w świadomości, która nie chciała pamiętać, odpychając kolejne wspomnienia z czasów, kiedy jeszcze słowa admirała Fel potrafiły ranić, nie napotkawszy dystansu, który nabrała z doświadczeniem.
- Medycyna była ciężko wypracowanym kompromisem. O ile można tak to nazwać, jeżeli wziąć pod uwagę, że kończyłam Akademie Przymierza. Uciekłam na Cytadelę, nim ojciec sprezentował mi przydział na jednym z okrętów. Potem przerzucił uwagę na mojego brata, choć skłamałabym, że nie czułam jego oddechu za sobą. Moje nazwisko musiało być kartą przetargową dla niektórych polityków, kiedy dyskutowano nad kandydaturą pierwszego, ludzkiego Radnego, ale... Przynajmniej uniknęłam życia z przydziałem kawy i okropnymi racjami żywności na końcu wszechświata - dodała pół żartem, pół serio, a palce, które kreśliły esy i floresy na jego ramionach, torsie, zaczepnie zjeżdżając w najmniej spodziewanym się przez niego momencie na mięśnie brzucha, zatrzymały się. Dostrzegła tę nagłą zmianę. Miał szczęście - albo wręcz przeciwnie - że niewiele był w stanie ukryć przed nią. Rozcapierzone palce objęły mostek, pochyliła się, owiewając ciepłym oddechem wrażliwe miejsce w zagłębieniu jego szyi.
- Jesteś mi winny butelkę wina - przypomniała mu z błyskiem w oku.
Roześmiała się. Perlisty śmiech uciekł w głąb pokoju oraz z wiatrem na taras, kiedy Fel spojrzała z góry na Daharisa. Dopasowała się wygodnie do jego ciała, omijając ciężarem te miejsca, które w większości zakrywały szwy oraz bandaże. Oparła swoje dłonie z powrotem na jego klatce piersiowej, a na nich brodę. Patrzyła prosto w jego oczy, lekko mrużąc swoje. Błękit jej tęczówek przypominało bezchmurne, słoneczne popołudnie. Jedne z wielu, jakie naprawdę chciała z nim spędzić. Poczuć. Doświadczyć.
- Przyznaje, niezła próba, ale... Nie. Nie. I.... Też nie - cmoknęła. Po jej minie bez trudu odgadł, iż Fel absolutnie nie jest przykro, że ani razu nie udało mu się trafić. Nie był nawet blisko wytworów jej bujnej wyobraźni.
- Nie strzeliłeś celnie ani razu. Wstydź się, Cassian - trąciła nosem jego nos, otwarcie przeciągając strunę.
- Skoro masz same pudła, Twoja kolej. Słucham Cię bardzo uważnie - intensywność jej spojrzenia była tego potwierdzeniem. Grała nieczysto, a on nie pozostawał jej dłużny. - To rozkaz.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

6 cze 2025, o 17:49

Pomimo dystansu, który pieczołowicie podtrzymywali między sobą w przeszłości, jeden wieczór pozbył się go w zupełności. Nie zastąpiła go niezręczność, czy też powolne, ostrożne poznawanie siebie nawzajem. Gdy blondynka znalazła się z powrotem u góry, a męskie dłonie spoczęły na jej talii, w ruchach ich obojga pojawiła się swoboda. Jakby nie potrzebowali tego, co cechowało inne pary ludzi - ostrożności, taplania się w płytkiej wodzie przed wejściem na głębiny. Ich ciała dopasowywały się do siebie, jakby ich krzywizny dopasowywały się niczym idealna układanka.
Wyzwanie w jej słowach wywołało parsknięcie śmiechem mężczyzny. Wydawał się niemal nie dostrzegać swobody, która znalazła się między ich dwójką - komfortu, który czerpali z własnej bliskości po tym, gdy odmawiali jej sobie tak długo.
- Kto powiedział, że jej nie mam? - spytał z zawadiackim błyskiem w oku, a jego dłonie przesunęły się na kobiece plecy gdy ta przylgnęła do jego ciała, niezrażona zmianą układu. Częściowo wyplątana z kołdry, częściowo dalej nią przykryta, mogła poczuć rześki powiew wiatru na swojej skórze i gorąc emanujący z mężczyzny pod nią.
Na jego twarzy pojawiło się zamyślenie gdy wydała swój rozkaz. Poczuła, jak jego palce chwytają jeden z odstających w nieładzie kosmyków, bawiąc się jasnym lokiem. Po raz pierwszy odkąd weszła do apartamentowca z omni-kluczem Brezneva w dłoni, znów dostrzegła to wahanie w jego oczach, które towarzyszyło mu zwykle gdy zadawała mu osobiste pytania.
A z nimi pewną ostrożność, przezierającą przez relaks i zadowolenie.
- Urodziłem się na Ziemi - przyznał z pewnym wahaniem, nawet jeśli to zdanie w żadnej innej sytuacji nie byłoby niczym szczególnie interesującym czy odkrywczym. Elementy jego przeszłości, podobnie jak prawdziwe uczucia drzemiące w jego wnętrzu wydawały się pilnie strzeżoną tajemnicą, do której odkrywania nie przywykł. - Zaciągnąłem się do wojska, wylądowałem w Terminusie. Nie ma w tym nic szczególnie ciekawego - dodał, wydając się bardziej zainteresowanym jej blond lokiem niż opowieścią na swój temat. Szelmowski uśmiech znów wsunął się na jego usta po krótkiej chwili. - Nie przeszkadzały mi racje żywnościowe. Moje plebejskie kubki smakowe nie mają zbyt wielu wymagań.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

6 cze 2025, o 18:50

To było naturalne. Tak bardzo oczywiste. Nie było w niej wątpliwości. Ten układ – ich dwójka, świat za drzwiami – nie wydawał się już chwilowym złudzeniem, tylko prawidłowością. Czymś, co powinno było mieć miejsce od dawna. Ich rozmowa, śmiech, dotyk, cisza, którą dzielili bez potrzeby jej zapełniania. To wszystko miało sens tylko wtedy, gdy byli razem – tylko wtedy, gdy nie musieli udawać, że ich drogi biegną równolegle, a nie przecinają się raz po raz, coraz boleśniej.
Oparła wygodnie brodę o jego klatkę piersiową, obserwując jak półmrok tańczy po policzkach Daharisa, jak chłód nocy akcentuje kontrast cienia i światła w zagłębieniach jego żuchwy czy sięgających ku niej ramion. Nie przeszkadzało jej, że temperatura spadła; wręcz przeciwnie. Ten delikatny chłód podkreślał ciepło jego skóry, jego obecności, pozwalając jej zatrzymać się na nim jeszcze dłużej. Każdy detal zdawał się ważny. Każdy ruch był zapamiętywany przez jej dłonie – przesuwające się po nim bez pośpiechu, z nienasyconą uwagą, z jaką śledzi się ukochany fragment książki, mimo że zna się go już na pamięć.
Nigdy wcześniej nie chciała uciec. Ani z Prezydium, ani przed odpowiedzialnością, czy rzeczywistością, która przecież była jej wyborem. Ale teraz? Teraz nie chciała wracać. Żadne przemówienie, żadne głosowanie, żaden rozkaz nie miały znaczenia. Nie tu. Nie teraz. Nie w tej wyrwie, która istniała jak jezioro z jej snu – spokojna tafla, na której nic nie rzucało cienia. Nie było przyszłości ani przeszłości. Tylko oni. Po raz pierwszy w życiu gotowa była zamknąć wszystkie drzwi i nie oglądać się za siebie.
- A masz? - jej palce zabębniły o jego brzuch, rozrzucone w nieładzie, przeczesywane jego dłońmi, a także wiatrem pukle, w połowie maskowały rozciągnięte w zadowolonym uśmiechu wargi.
- Muszę Cię zobowiązać do czegoś jeszcze, tak na wszelki wypadek...
Zamiast wyliczać, skupiła swoją uwagę na Cassianie. Dała mu czas, tyle, ile potrzebował do sformułowania odpowiedzi. Znał ją na tyle, aby wiedzieć, że pomimo uporu, odpuściłaby, gdyby tylko dał jej do zrozumienia, że definitywnie nie chce o tym mówić; nie tu i nie teraz. W jej jasnych, spokojnych jak znajdujace się nad ich głowami nocne niebo, dostrzegał wyłącznie ciepło. Dziesiątki uczuć, które nie potrzebowała nazywać. Którymi nie dzieliła się chętnie.
Ale jemu gotowa była oddać je wszystkie. Bez względu na to, kim był wcześniej. Musiał się pogodzić z porażką. Nie posłuchała go, choć lojalnie ją ostrzegał. Czy żałowała? Absolutnie. Wetknęłaby stopę w furtkę, która próbował jej zatrzasnąć przed nosem ponownie.
- Naprawdę? - zmarszczyła nos. Już wiedział, że w jej wyobrażeniach, ta opowieść zaczynała się zupełnie inaczej, a mimo to nie sprawiała wrażenia rozczarowanej. - ... Ale nie byliśmy sąsiadami? - przekrzywiła lekko głowę. Lok, który owijał wokół swojego palca, przypominał elastyczną sprężynkę. Kiedy potrząsnęła głową, tłumiąc parsknięcie, połaskotał go w czubek nosa podobnie jak kilka obok.
- Oczywiście. Mówi to osoba, na której statku Lexi poczęstowała mnie cannelloni... Powiedz mi. Ile znasz okrętów, na których możesz wybierać czy dzisiaj na kolacje zjesz coś włoskiego, czy może jednak azjatyckiego? - ucałowała kącik jego ust, urywając odpowiedź mężczyzny w połowie, ponieważ już sobie przyznała racje. Po omacku, sięgnęła za siebie, aby opatulić się jego rękoma, ignorując kołdrę, która zsuwała się z jej ciała.
- Chciałabym, abyśmy sobie coś wyjaśnili już na wstępie i dzięki temu uniknęli na przyszłość nieporozumień - dotknęła do jego twarzy, uciekając palcami, nim zdążyłby wargami musnąć jej opuszki, bądź kłykcie.
- Nie wiem, do jakich byłeś przyzwyczajonych standardów, ale ja... Nie chce między nami niedomówień - pochyliła się, a kurtyna z jej włosów przysłoniła ponownie cały ich świat. Kiedy mówiła, ciepły oddech rozbijał się o jego usta, lekko wyciągnęła szyje, aby móc patrzeć w jego piękne oczy, odpowiadać na zaczepny błysk, czy poruszenie kącikiem niczym lustro.
- Nie chcę, abyś wahał się przed zadawaniem pytań. Nie chce też, abyś się musiał więcej zastanawiać, czy jeszcze wrócę, albo abym ja miałam podobne rozterki. Uszanuje, jeżeli nie chcesz się dzisiejszego wieczoru odsłaniać, ale tak jak ja pokazałam Ci swoje bliznę, tak samo chce poznać Twoje kiedy będziesz na to gotowy - odsunęła się, choć nie dalej, niż na wyciągnięcie ręki. Śledziła wzrokiem każdy gest Cassiana, z niegasnącym zachwytem, który nie miał nic wspólnego z chwilowym zauroczeniem. To było coś znacznie głębszego – podziw przemieszany z wdzięcznością, że mógł istnieć ktoś, kto przetrwał tak wiele i nadal był zdolny do tego, by patrzeć na nią tak, jakby tylko ona miała znaczenie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 cze 2025, o 22:39

Rozbawienie na jego twarzy sprawnie przeganiało wszystkie demony, które trzymały w swych szponach odpowiedzi - odpowiedzi, których pragnęła. Elementy układanki, której nie potrafiła sama rozwiązać, ale które wydawały się nie pasować na swoje miejsca gdy próbował układać je za nią ktoś inny. W raportach Widm Daharis nie był niczym innym, jak skutecznym przywódcą wrogich sił. W oczach admirała Stovorei był kolejnym terrorystą, którego bezwzględność była zbyt obrzydliwa by przywoływać ją w słowach. Każdy z tych obrazów był na swój sposób prosty - pasował do ram, które znała i które sama własnoręcznie tworzyła w trakcie swojej politycznej kariery.
A jednocześnie z bliska niektóre elementy gryzły się z innymi. Wyczuwała je zmysłami, jak puzzle, które choć powinny pasować, tworzyły na swoich łączeniach brzydkie zgrubienia. Z daleka układanka wydawała się kompletna, pozbawiona dna, ale z bliska nabierała faktury i głębi, która opowiadała inną historię.
- No jak to? Nie pamiętasz mnie? - rzucił natychmiast, po krótkim odchrząknięciu, a w jego głosie pojawił się mocno naciągany, brytyjski akcent. - Mieszkałem ulicę obok.
ego ramię instynktownie sięgnęło jej ciała gdy tylko skierowała dłoń w jego stronę. Skóra mężczyzny nadal wydawała się gorąca w dotyku, podczas gdy jej powoli ostygła w miarę, gdy emocje uleciały w tę ciepłą, letnią noc. Nie miała jednak prawa czuć drzemiącej w swym sercu słabości - nie dostrzegała czających się, lodowatych igiełek szukających dogodnego momentu, by zaatakować. Tak samo, jak nie czuła ciężaru tabletek w głębi swojej kieszeni - już niewielu, zachowanych na cięższy moment.
- Sojusz nie zna takich głupot jak racje żywnościowe czy sensowne dysponowanie budżetem - odrzucił z żartem, chętnie uciekając w humor gdy wodzili wokół grząskich gruntów jego przeszłości. - A ja jestem na dość uprzywilejowanej pozycji. Moi ludzie robią trudną robotę, więc nie chcę, żeby jedli proteinowe bryły.
Odwrócił głowę, kradnąc jej pocałunek gdy ona, po złożeniu własnego w kąciku jego ust, podniosła głowę by móc na niego spojrzeć z góry.
- Brzmi bardzo poważnie - przekomarzał się, podczas gdy jej palce błądziły po jego policzku. Wyczuła pod nimi zgrubienie drobnej blizny pozostawionej z boku nosa, której nigdy wcześniej nie widziała - pamiątki po złamaniu, które zrosło się nadzwyczaj dobrze.
Jej słowa pozostawiły na jego twarzy ślad. Widziała ich cień, przesuwający się w szarym spojrzeniu gdy kurtyna blond włosów odgrodziła ich od świata na zewnątrz. W tej jednej chwili, przez łączącą ich więź, obydwoje wyczuli jeden, niepodważalny fakt.
Daharis wiedział wiele, ale nie chciał na ten temat mówić.
- Moje blizny znasz aż zbyt dobrze - mruknął pod nosem - Opowiedz mi o sobie - dodał, unosząc własną dłoń by musnąć jej policzek, pochwycić odrobinę złotej kaskady spływającej ku kołdrze i schować jej skrawek za jej uchem. - Prawdziwej sobie. Nie tej, którą znam z raportów i extranetu.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 cze 2025, o 23:56

Parsknęła pod nosem, słysząc ten wymuszony akcent, który nie miał w sobie ani grama autentyczności, a jednak – w jakiś przedziwny sposób – pasował do niego równie dobrze jak wszystkie inne tożsamości, które mógłby przyjąć. Nie pamiętała go z sąsiedztwa. Oczywiście, że nie. Ale nagle ta historia – ta niby-żartobliwa wersja, tak absurdalna w swoim założeniu – wydała się równie prawdopodobna co każda inna.
Bo przecież mogła go spotkać gdzieś wcześniej. Minąć. Spojrzeć i nie dostrzec. Ich drogi mogły przecinać się wielokrotnie, zawsze o krok za blisko, o moment za późno.
- Pamiętam, że ulicę obok mieszał pewien piegowaty, wysoki jak tyczka Artur... - zmrużyła oczy, wbijając uważne spojrzenie w profil mężczyzny, jakby istniał cień szansy, że kiedyś Daharis mógł mieć rude włosy oraz upstrzony piegami nos.
Jej dłoń powędrowała instynktownie ku jego skórze, a gdy poczuła ciepło jego ramienia, niemal wstrzymała oddech. Jakby jego temperatura była kotwicą – namacalnym dowodem, że on tu naprawdę był. Że wszystko to nie było złudzeniem wywołanym zmęczeniem, tabletkami, przeciążeniem zmysłów, czy czarną materią. Nie myślała o nich – o lekach, których całe dwie sztuki nadal miała przy sobie, zbyt dobrze znając wagę ich obecności. Nie myślała też o słabości – tej krążącej jak cień wokół kręgosłupa, która pojawiała się po każdej bezsennej nocy i po każdym dniu, kiedy musiała być ponad wszystko. Tutaj, z nim, nie było na nią miejsca. Nie dopuszczała jej do siebie – ani chłodu ciała, ani chłodu myśli. Wszystko, czego potrzebowała, znajdowało się pod jej dłonią. W dotyku. W jego cichym żarcie, który rozproszył ciemność i skrócił dystans.
Uderzyła ją świadomość, jak łatwo przychodziło mu to wszystko; ten śmiech, który zakorzeniał się w niej mimo własnej woli; to rozbrajające przyznanie się do uprzywilejowanej pozycji, przemycone pod pozorem humoru, które miało odwracać jej uwagę. Ale znała ten mechanizm. Widziała, jak unikał pytań, chowając się za uśmiechem – i choć mogła go z tym skonfrontować, nie zrobiła tego. Nie teraz. Jeszcze nie. Zamiast tego pozwoliła sobie po prostu patrzeć – chłonąć jego obecność, przemykające przez twarz cienie myśli, migoczące iskry rozbawienia i zmęczenia, które oparły się na jego brwiach.
- Bez obaw. Podejrzewam, że pierwsze cięcia uderzą w te nieziemsko miękkie ręczniki w łazience - wymruczała prosto w jego usta, nie pozwalając mu być zachłannym i po raz drugi zgarnąć coś dla siebie.
Rozcapierzone palce objęły perliste ślady i bruzdy na jego żuchwie. Spojrzenie, które odwzajemnił, wyraziło wszystko; jego niechęć oraz jej zrozumienie. Mimo to, z nieukrywaną czułością przesunęła po śladzie, który na pierwszy, pobieżny rzut oka chirurga oceniła jako potencjalnie najświeższy.
- Znasz z ekstranetu? Przeszukiwałeś fora na mój temat? Magazyny plotkarskie? - przekrzywiła głowę, tak że cała dłoń mężczyzny utonęła w złotych falach. Widział błysk w jej oczu i nie było to odbicie światła, a refleksy oraz ciepła, którym sam nią otaczał.
Nie odpowiedziała od razu. Uśmiech, który jeszcze chwilę wcześniej igrał w kącikach jej ust, stopniowo przygasł – nie dlatego, że jego słowa były ciężkie, ale dlatego, że uderzyły we fragment jej samej, który zbyt długo pozostawał ukryty. Cichy, zepchnięty pod fasadę obowiązków, tytułów, wizerunku, który musiała utrzymywać nie tylko dla innych, ale i dla siebie. Cassian wpatrywał się w nią z uwagą, która rozbroiłaby każdego – i właśnie ta uwaga sprawiła, że poczuła się… naga. Nie fizycznie, gdyż po prawdzie już bardziej być nie mogła. W tej jednej chwili rozbrojenie było całkowicie wewnętrzne.
- Uwierzyłbyś mi, gdybym ci powiedziała, że prawdziwa ja jest po prostu kobietą, która w swoim życiu zmuszona była do podjęcia kilku poważniejszych decyzji, a potem pogodzenia się z ich konsekwencjami co nie zawsze szło w parze z uporem?
Palce na jego profilu zatrzymały się, zaciskając delikatnie, jakby chciała się upewnić, że jeszcze może sięgać po ten kontakt – że jeszcze nie przesunęli się zbyt daleko. Bo słowa, których od niej oczekiwał, nie były lekkie. Nie były anegdotami ani uśmiechami w półmroku. Były prawdziwe – a prawda bolała. Zawsze. Nie dlatego, że była straszna, ale dlatego, że przez większość życia nikt o nią nie pytał. Nie o nią. Tę bez filtra, bez pieczołowicie dobranych słów, bez politycznych niuansów. Nie odsunęła się. Nie uciekła, choć zbyt długo to właśnie robiła. Wzięła głębszy oddech, pozwalając, by cisza wybrzmiała między nimi – i by niepokój rozmył się w cieple jego obecności. Oparła się lekko o jego klatkę piersiową, zginając palce na jego skórze, jakby wciąż uczyła się jej topografii.
- Miałam przyjaciółkę, którą znałam praktycznie od... zawsze. Bawiłyśmy się w jednej piaskownicy. Kiedyś, miałyśmy może siedem, na pewno nie więcej niż dziesięć lat, stchórzyłam i nie wsiadłam na ogromną, jak mi się wtedy wydawało, karuzelę... Obiecałyśmy sobie, że następnym razem się na pewno z nią przejadę i wiesz, że do dzisiaj tego nie zrobiłam? - westchnęła cicho, a ciepłe powietrze musnęło jego żebra. Zamiast okryć się kołdrą, wykorzystała rękę mężczyzny.
- Kiedyś, kiedy jeszcze miałam na to czas, lubiłam gotować. Oglądać wschody słońca. Wylegiwać się w łóżku z książką... Nie mam szczęścia w kartach, więc zazwyczaj unikam tego typu gier na salonach. Są piosenki, które tak wchodzą mi w głowę, że momentami na posiedzeniach Rady słyszałam je, a nie petentów. Nie jestem do końca pewna, czy w niektórych wypadkach, nie okazało się to właśnie zbawienne.
Znał jej tytuł. Znał jej stanowisko. Znał decyzje, które podejmowała – te, które przynosiły efekty, i te, które miały swoją cenę. Ale nie znał tej, która zamarzała w środku z każdym kolejnym zawodem; tej, która codziennie wybierała odpowiedzialność zamiast siebie.


@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

13 cze 2025, o 21:31

Tyczkowaty, piegowaty Artur prawdopodobnie wpasowywał się urodą w rejony, w których dorastała. Cassian, choć również wysoki, wydawał się tego przeciwieństwem. Jego opalonej skórze sprzyjało słońce, w czarnych włosach chowała się głębia. Wiedziała, że skoro urodził się na Ziemi, musiał pochodzić z rejonów leżących bardziej na południe niż jej pochmurna Anglia.
- Cięcia? - jego dłonie niby przypadkiem zsunęły się po jej talii w dół, zatrzymując w zachłannym geście. Wyczuła bardziej niż dostrzegła grymas rozbawienia tańczący na jego ustach, oddalonych o jej zaledwie o milimetry. - Polityk trafił na pokład i już planuje?
Pomimo swojego rozbawienia, dostrzegł zmianę na jej twarzy - subtelną, niekoniecznie negatywną, ale podobnie jak on wcześniej, zmuszającą do spojrzenia na własne życie z innej perspektywy. Ich emocje tonęły w głębi, ale słowa przesuwały się dotychczas po płyciźnie - muskając niezbadane terytoria, badając, na ile druga osoba mogła sobie pozwolić, gdzie mogła się wybrać. Nim któreś z nich zatonie.
- Dowiedzenie się wszystkiego na twój temat leżało w moich obowiązkach - przypomniał jej rzeczowo, ale w jego oczach pozostał błysk. - W magazynach plotkarskich było kilka ciekawych rzeczy.
Przyglądał jej się gdy emocje wirowały na jej mimice. Jego dłoni znów powróciły w górę - jedna została na jej plecach, druga powoli sunęła w stronę jej ramienia, muskając jasną skórę i pozostawiając po sobie ścieżki gęsiej skórki. Gdy dotarła wystarczająco daleko, pochwycił jej własną, splatając ich palce ze sobą - stając się tą linią, kotwicą trzymającą ją przy tu i teraz gdy jej umysł wskoczył we wspomnienia.
Wyczuła jak jego ciało rozluźnia się nieco, a do wzroku wkrada się nagromadzone zmęczenie, choć kąciki jego ust pozostały uniesione ku górze gdy mówiła.
- Wstawanie tak wcześnie to barbarzyństwo - odrzucił zdecydowanie, przekręcając się lekko i tym samym obracając ją lekko, choć nie wypuszczając ze swoich ramion. - Ale nauczę cię grać w karty - dodał, pół żartem, pół serio, ale widziała, że każde chłonął każdy fakt, którym się z nim dzieliła.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

15 cze 2025, o 22:06

Polityk nie planuje, polityk przewiduje – odpowiedziała w końcu, prostując zgarbione ramiona, aby jego dłoń siłą grawitacji zjechała jeszcze niżej. Zdecydowanie nie chciała, aby odrywał od niej rąk choćby na sekundę. Wystarczająco długo trzymał je przy sobie, aby tu i teraz odmawiać sobie, a także jemu przyjemności z czułego muskania miękkiej skóry.
Jego uwaga o magazynach plotkarskich nie zbiła jej z tropu, choć uniosła kącik ust w półuśmiechu - nieco szyderczym, odrobinę zawstydzonym, jakby przegryzła coś słodkiego i nie do końca legalnego. Czuła, jak jego dłonie rysują mapę po jej ciele, zatrzymując się na punktach, które znał już lepiej niż ktokolwiek inny, a mimo to badał je z taką samą ostrożnością, jakby nie chciał niczego pominąć. Ten drobny gest - złączenie palców - miał w sobie coś niemal intymniejszego niż pocałunek.
- Nie powinieneś wierzyć we wszystko, co przeczytasz w ekstranecie. Zwłaszcza na temat mój i turiańskiego Radnego - dodała, kręcąc głową.
Nie bałaby się utonąć. Nie z nim.
Gdy jego dłonie splatały się z jej palcami, a wzrok ślizgał się po niej z tą samą intensywnością, co za pierwszym razem - jakby widział ją na nowo, a każda linia jej ciała była mapą, którą chciał poznać bez pośpiechu zrozumiała, że mogłaby pozwolić sobie na więcej. Mogłaby odrzucić ostrożność, do której zmuszały ją miesiące obowiązków, lojalności, służbowych pozorów. Mogłaby zaryzykować wejście w tę głębię, z której nie było już powrotu, nie oglądając się przez ramię. Nie dlatego, że ufała mu bezgranicznie - nie, jeszcze nie - ale dlatego, że jego obecność, bliskość, dotyk, miały w sobie coś, co obiecywało, że jeśli już mieliby zatonąć, to razem. Bez szarpaniny, bez ucieczki, bez żalu.
Z nim nie bała się ciszy, nie bała się siebie.
Zadarła niego głowę, aby dobrze widzieć jego twarz - zmęczoną, ale wciąż gotową chłonąć każdą jej odpowiedź, każdy cień jej emocji. Ciepło w jego ramionach kontrastowało z chłodem bijącym od otwartego okna tarasowego, a w tej sprzeczności odnalazła spokój, jakiego dotąd nie znała.
- To zależy. Są takie miejsca, które tylko o tej porze mając swój urok. Na przykład na Cytadeli... - urwała. Zmrużyła oczy, ugodzona jedną, głośną myślą, z którą nie zamierzał dyskutować nawet jej upór. Rozciągnęła usta w spokojniejszym uśmiechu, trącając nosem jego polik. - Nie. Nie pokaże Ci moich ulubionych miejsc na Cytadeli. Znajdziemy inne, razem, które będą tylko nasze - postanowiła za ich dwójkę, szukając w spojrzeniu Cassiana zgody. Przesunęła się, robiąc mu miejsce na poduszce, a właściwie to w całości oddając ją mężczyźnie; sama wolała wtulić się w jego ramiona i ciało, dopasowując do miejsc, które nie oplatał bandaż.
- Nauczysz mnie grać w karty, czy nauczysz mnie dobrze kłamać podczas gry w karty? - po sposobie, w jakim to ujęła, słusznie mógł zakładać, że blefowała; niczym rasowy pokerzysta, którym rzekomo nie była. Błysk w jej oku równie dobrze mógł odbijać refleksy hologramów na horyzoncie, jak i zdradzać rozbawienie, które współgrało z jego odprężeniem oraz ogólnym momentem beztroski. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni mogła się tak po prostu z kimś śmiać oraz cieszyć się z czyjej obecności.
- Po której stronie łóżka lubisz spać? - zapytała, bawiąc się ich spleciony w warkocz palcami.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

18 cze 2025, o 12:58

Wyświetl wiadomość pozafabularną Nie była w stanie dostrzec wyrazu jego twarzy w półmroku i przytulonej pozycji, w której zastygli. Ale mogłaby przysiąc, że jego ciało drgnęło w wyrazie zaskoczenia gdy wspomniała o plotkach dotyczących turiańskiego radnego. Przez krótką chwilę milczał, mieląc informację, którą mu przekazała w głowie - nim wreszcie pokręcił nią na boki, nie łapiąc zarzuconej przez nią wędki.
Najwyraźniej uznał, że leżało to zbyt daleko od jego wyobrażenia na jej temat, by miał traktować to w pełni na poważnie.
Gdy zadarła podbródek, zauważyła senność w jego spojrzeniu - tą samą, której odmawiał sobie tak długi czas z powodów, dla których w ogóle znaleźli się na Illium. Jeśli zauważył jej zawahanie, bądź podzielał jej sceptycyzm dotyczący Cytadeli, nie dał tego po sobie poznać. Musnął dłonią jej włosy, przeczesując splątane, blond kosmyki okalające jej twarz.
Daharis nie miał wstępu na Cytadelę. Nie był anonimowym żołnierzem Sojuszu, któremu mogłaby nadać inne miano i prześlizgnąć się z nim do doków. Widziała raporty Widm i wiedziała, że systemu SOC natychmiast rozpoznałyby jego oblicze - a po ostatnich wydarzeniach, ataku exile oraz rozpoczętej wojny i ataku terrorystycznego w Prezydium, Cytadela przypominała najeżoną kolcami pułapkę, w której zwykła maska czy zakłócenie kamer nie wystarczyłyby do ominięcia zabezpieczeń.
Zresztą, czy w tej chwili w ogóle ona miała prawo wrócić do stolicy Galaktyki?
- Możemy zacząć od Illium - mruknął pod nosem, układając się wraz z nią w chłodnej już pościeli. Jego ramię odruchowo oplotło jej ciało - jakby wróciło na miejsce, do którego należało od samego początku. Wyczuła, że pomimo własnej senności, walczy ze zmęczeniem i nie pozwala powiekom zamknąć się choćby na chwilę. - To jest jedno i to samo - żachnął się w odpowiedzi na jej pytanie dotyczące kart. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć.
Gdy bawiła się ich złączonymi palcami, wyczuła jak obraca głowę w jej stronę, wtulając w rozrzuconą na poduszce burzę włosów. Jego druga ręka muskała jej skórę, obejmując ją i trzymając ją blisko siebie.
- Tu jest w sam raz - mruknął rozbawiony, co zaskoczony jej pytaniem. Wyczuła wygięcie się kącików jego ust nawet, gdy nie dostrzegła w półmroku uśmiechu. - Powinnaś iść spać. Mamy jutro długi dzień przed sobą - dodał, niemalże z nutą rozczarowania w głosie.
Tym, że jutro nadejdzie, a oni będą musieli stawić mu czoła.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

18 cze 2025, o 14:56

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Cytadela była jej domem. A przynajmniej przez bardzo długi czas tak o niej myślała. Tam piła pierwszą służbową kawę jako pełnoprawna przedstawicielka ludzkości, tam toczyła najważniejsze negocjacje, zapadała się w chłód granatowych foteli sal Prezydium, uczyła się języka polityki ostrzejszego niż jakiekolwiek omni-ostrza. To w gabinetach, gdzie powietrze pachniało ceramiką, stalą i ozonem, kształtowała się kobieta, którą widziano w holo-przekazach i cytowano w przemówieniach. Ale tamta Fel zdawała się być coraz odleglejsza - równie realna, co duch z przeszłości.
A teraz? Teraz Cytadela nie była niczym więcej jak twierdzą, która mogła zamknąć się przed nią tak samo łatwo, jak zrobiła to przed nim. I Fel nie była już pewna, czy nadal mogłaby do niej powrócić. Może i miała w posiadaniu wszystkie dawne kody, ale świat się zmienił - a wraz z nim ona sama. Jej nazwisko mogło zacząć pojawiać się w kontekście decyzji, które pozostawiały konsekwencje, a jej twarz mogła z łatwością znaleźć się tuż obok Daharisa w tych samych raportach - nie jako obserwator, lecz współuczestnik. Ironia losu; on nie mógł tam wrócić z powodu swojej przeszłości, ona - być może - z powodu teraźniejszości.
Gdy leżała wtulona w jego ciało, czuła coś, czego nie znalazła nawet w marmurowych korytarzach Prezydium. Spokój. Cichy, ciepły, niewymagający. I z zaskakującą jasnością uświadomiła sobie, że ten pokój, ta noc i jego obecność stały się bliższe temu, czym powinien być dom, niż Cytadela kiedykolwiek była.
- Możemy - zgodziła się, kreśląc esy i floresy wewnątrz jego dłoni. - Tak naprawdę niewiele widziałam na Ilium poza główną częścią Nos Astry - dodała, zrzucając na bok kołdrę, gdyż nie chciała, aby jakakolwiek, zbędna pościel oddzielała ich od siebie.
Na moment podniosła głowę, rozglądając się po skąpanym w półmroku pomieszczeniu. Przeszło jej przez myśl, że być może wypadałoby pozbierać zrzucony na ziemię omni-klucz oraz ich ubrania, ale było jej w objęciach Cassiana tak dobrze, że końcem końców uznała, iż niewielka jest szansa, aby ktokolwiek wszedł tu zanim się obudzą i ujrzał dowody zbrodni.
Skinęła głową, zgadzając się z przebłyskiem racjonalnego myślenia, który wypowiedział na głos. Popatrzyła na niego, zanim skradła mężczyźnie buziaka i ponownie - kiedy z ociąganiem oderwała usta od jego warg. - Obiecałeś mi kawę kiedy będzie już po wszystkim. Zamierzam ją pić bardzo długo, dlatego postaramy się, aby inne sprawy nie zajęły nam całego dnia... Będziesz tu, kiedy się obudzę, prawda?
Dopiero, kiedy mężczyzna przytaknął bądź w jakikolwiek sposób zapewnił ją, iż nie obudzi się w pustym łóżku, schowała głowę w zagłębieniu jego szyi. Szepnęła ciche dobranoc blisko jego ucha. Zamknęła oczy, wsłuchując się w jego oddech, coraz wolniejsze bicie serca, a także stłumione odgłosy nocnego miasta. Cicho szeleszczące na wietrze liście, przelatujący w oddali transport. Chciała zaczekać, aż zaśnie, pieszczotliwie gładząc rękę, którą ją objął i dopiero, kiedy upewniła się, że sam skusił się na odpoczynek, pozwolić sobie odpłynąć.
Cokolwiek nie czekało na nich jutro, myśl, że stawią temu czoła razem, dodawała jej odwagi.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 cze 2025, o 15:15

Jeszcze kilkanaście minut wcześniej jej ciało wydawało się zbyt przepełnione energią by chciała myśleć o spaniu. Gdy jednak jej głowa dotknęła miękkiej, chłodnej powierzchni poduszki, objęcie ramion mężczyzny i ich ciężar natychmiast stały się kojące. W ich wnętrzu świat na zewnątrz - a także wszystkie problemy, które w nim czekały - tracił na znaczeniu. Wbrew wiecznie pędzącemu umysłowi, jego obroty wreszcie zaczęły zwalniać otulone nagłym kożuchem bezpieczeństwa.
Nie wiedziała kiedy dokładnie sen nadszedł, przytępiając jej zmysły i wyciszając natłok myśli. W pewnym momencie podmuch ciepłego wiatru wpadającej do środka, letniej nocy zmienił się jedynie w szmer tańczący na jej skórze. Pustka nie była tak straszna jak każdej innej nocy. Tym razem nie znalazła się na brzegu jeziora pod przykryciem wszechświata prezentowanego przez mroczny obiektyw. Nie błąkała się po korytarzach Cicero, ścigana przez energię artefaktu jak i odległe głosy wszystkich, których zawiodła. Żadne oczy nie spoglądały na nią w ciemności - i być może dlatego, wreszcie, ta okazała się błoga. Spokojna.
Poranek niepostrzeżenie wdarł się pod jej powieki. Gdy zmysły orientowały się w przestrzeni, wyczuła obolałość mięśni po potyczce z poprzedniego wieczora i aktywnym jego zakończeniu jakiś czas później. Tymczasowy omni-klucz nie dzwonił serią budzików lub powiadomień tak, jak robił to jej służbowy, dzięki czemu nikt nie wyrywał jej z procesu powolnego dobudzania się.
Pościel była przyjemnie ciepła w dotyku. Musiało wciąż być wcześnie, gdyż żar nie wdzierał się przez otwarte okno balkonowe do środka. Jednak czegoś brakowało - kogoś. Gdy sięgnęła dłonią obok siebie natrafiła wyłącznie puste miejsce tam, gdzie wcześniej leżał Daharis.
- Dzień dobry - mruknął w jej stronę głos, jakby jego właściciel dostrzegł wyciągniętą rękę bądź wyczuł jej obawę.
Mężczyzna wyglądał inaczej w świetle dnia. Złociste promienie słońca wydawały się czynić jego ostre rysy miększym gdy spoglądał w jej stronę, podchodząc do łóżka i przysiadając na jego krawędzi. W przeciwieństwie do niej miał już na sobie ubrania - biel koszulki odznaczała się od jego ciemniejszej karnacji i żadne, szkarłatne krople nie zaburzały jej powierzchni. Jedynie jego zmierzwione włosy i chowające się w spojrzeniu zmęczenie zdradzały ślady poprzedniej nocy.
Tam, gdzie błądziła chwilę wcześniej w poszukiwaniu jego ciała, nagle znalazła się filiżanka. Aromat kawy wypełnił przestrzeń łóżka, otaczając ją zupełnie innego rodzaju kożuchem komfortu.
- Dobrze spałaś? - zagadnął, spoglądając na nią w nieodgadniony sposób. Dostrzegła, że w drugiej ręce trzymał własną kawę. Gdy zerknęła do swojej filiżanki, zauważyła kolor napoju - fioletowy.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 cze 2025, o 16:09

Jej oddech był powolny, niemal leniwy. Tak rzadko pozwalała sobie na ten stan, że przez długą chwilę trwała bez ruchu, nie otwierając jeszcze oczu. Przez zamknięte powieki czuła delikatne światło przedzierające się przez zasłony i ciepło, które otulało jej ciało niczym druga skóra. Nie było alarmów, powiadomień, drgań omni-klucza, ani nerwowych przypomnień o spotkaniach na Cytadeli. Nie było dzwoniącego interkomu, ani wyświetlacza projektującego harmonogram na ścianie. Tylko ona i ten niepokojąco cudowny brak pośpiechu.
Pościel, miękka i ciepła, otulała ją swoim kokonem. Potarła dłonią materiał w poszukiwaniu chłodniejszych miejsc, jakby sprawdzając, czy to naprawdę się dzieje - czy to nie kolejny sen ukryty pod pozorami rzeczywistości. W końcu uchyliła lekko powieki. Pokój nie był znajomy, ale już nie obcy. Przesunęła wzrokiem po blacie z niedopitą szklanką, koszuli przewieszonej przez poręcz krzesła, cienkiej warstwie kurzu na dolnej krawędzi lustra, która jakoś umknęła uwadze; detalach, które ułożyły się w wczorajszy wieczór. Wspomnienie jego dotyku, jego głosu, spojrzenia, gdy świat zniknął, a pozostała tylko ich dwójka.
Zanim jeszcze zdążyła się uśmiechnąć, coś zakuło ją gdzieś pod mostkiem. Świadomość pustego miejsce obok. Zimna kołdra, który powinien być wciąż ciepły od ciała Cassiana. Podniosła się lekko na łokciu, a jej dłoń sięgnęła instynktownie do miejsca, gdzie zasypiała wtulona w jego ramię. Serce zabiło odrobinę szybciej. Na moment zbyt znajoma była ta nagła pustka, zbyt podobna do wszystkich innych poranków, w których zostawała sama.
I wtedy, jakby usłyszał jej myśli, rozproszył wątpliwości jednym prostym dźwiękiem.
Wyraźnie odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się pod pod nosem, pozwalając sobie opaść z powrotem na poduszkę. Jeszcze przez chwilę nie chciała się ruszać. Jeszcze przez moment pragnęła tylko oddychać tym spokojem, zanim znów ruszy świat.
- Dzień dobry - mruknęła wciąż zaspanym głosem. Mim to, jej spojrzenie utkwiona w jego profilu było przytomne, a na spokojnej, błękitnej toni, odbijały się refleksy porannego słońca. Zlustrowała sylwetkę mężczyzny, zauważając widoczne zmiany. Przez moment zastanawiała się, czy mimo faktu, że zdążył już wziąć poranny prysznic, byłaby w stanie namówić go podstępem, aby wziął jeszcze jeden razem z nią, lecz jakiekolwiek sensowne, układające się w jej myślach wnioski, zakłóciło pojawienie się kawy. Charakterystyczny aromat skradł jej całą uwagę, Iris podniosła się leniwie, spoglądając na filiżankę ustawioną na szczycie pościeli.
- Czy to...!? - urwała, porywając bez zbędnego trwonienia cennych sekund w ręce naczynie z najczystszą, wręcz dziecięcą radością. Przyjrzała się z bliska napojowi, pełną piersią wdychając zapach tej jednej, konkretnej, wyjątkowej kawy.
I tylko jedna rzecz była w stanie powstrzymać ją przed napiciem się jej tu i teraz.
A konkretniej osoba.
Przysunęła się, całując policzek Cassiana. Była wdzięczna, jak wiele zapamiętał, a także wzruszona, że pomyślał o niej i o czymś tak... zwyczajnym. Normalnym. Ulubiona kawa o poranku w towarzystwie nowego, ulubionego mężczyzny.
- Dziękuję. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spałam tak dobrze... A ty? Wyspałeś się? - popatrzyła na Daharisa znad parującej filiżanki.
- Czy inni....? - wykonała gest ręką. Byli za drzwiami? Wrócili do apartamentu na noc? Cokolwiek widzieli? Zauważyli? Domyślili się?

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

2 lip 2025, o 18:14

Wspomnienie wydarzeń poprzedniej nocy walało się wszędzie wokół - od rozkopanej pościeli, częściowo okrywającej ją a częściowo zwisającej z krawędzi łóżka, przez ich rozrzucone na ziemi ubrania aż po szklance z niedopitą whisky, pozostawioną na barku. Mężczyzna, choć wstał zdecydowanie wcześniej od niej, najwyraźniej nie uznał za priorytet sprzątania w pierwszej kolejności.
Zamiast tego - inny priorytet tkwił w ich dłoniach.
- Nos Astra - odrzucił, przytakując. Nim jeszcze uniósł filiżankę do ust, pochylił się, by złożyć na jej ustach pocałunek. Krótki, prosty gest, a zdawał się nieść cały ładunek emocjonalny dnia poprzedniego ze sobą. Zawahał się - ale nie przed nim, a po. Jakby z trudem podnosił się do pionu, wracając do konwersacji, którą teraz odbywali. - Stąd pochodzą ziarna kawy, którą piliśmy w Lavoisier.
Upił łyk - jego kawa miała znacznie ciemniejszy, głębszy odcień fioletu, nierozrzedzona żadnym mlekiem. Uśmiechnął się do niej znad krawędzi kubka, ale jego spojrzenie potwierdzało to, o czym myślała sama - pamięć. Pamiętał ich wspólnie spędzony czas na Korlusie ze wszystkimi szczegółami.
- Mniej więcej - mruknął wymijająco, odstawiając kubek na własne udo. - Wyśpię się, kiedy to cholerstwo zniknie z mojej głowy.
Westchnął lekko, podnosząc się z łóżka. Materac uniósł się lekko, a kawa w jej filiżance zafalowała.
- Inni? - powtórzył jej pytanie, wsuwając się za uchylone drzwi łazienki ze swobodą osoby, do której należał ten pokój - choć wynajęty był dla niej. Zniknął w niej na krótką chwilę a gdy wyszedł na zewnątrz, w dłoni trzymał długi, damski szlafrok. - Co byś chciała wiedzieć? - droczył się, podchodząc z powrotem do łóżka. Wyciągnął w jej stronę odzienie - miało miękki, przyjemny materiał i choć wydawał się bardzo cienki, nie był prześwitujący. Na pierwszy rzut oka musiał sięgać jej za kolano.
- Jest jeszcze wcześnie. Zanim inni dobiją się na nasze omni-klucze, pomyślałem, że zjemy śniadanie - dodał, tym razem z lekkim wahaniem - jakby nie był pewien, czy miała na to ochotę. Gdy zerknęła na zegarek, spostrzegła, że nie było jeszcze siódmej rano w czasie Illium.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

2 lip 2025, o 22:38

Wspomnienie wczorajszej nocy widoczne było w błąkającym się pod jej nosem uśmiechu oraz w wyraźnym rozluźnieniu mięśni, które – choć odrobinę obolałe – niosły w sobie więcej przyjemnego zmęczenia niż rzeczywistego bólu. W sposobie, w jaki jej palce bezwiednie przesuwały się po krawędzi filiżanki, jakby szukały dotyku jego skóry. W spojrzeniu, które raz po raz odnajdywało jego sylwetkę – jakby dla pewności, że wciąż tu jest, że to wszystko nie było snem.
Zamiast chaosu Cytadeli – spokój. Zamiast niekończącej się listy obowiązków – cisza poranka przerywana jedynie odgłosem jego kroków. I choć nie należał do tego miejsca, ani ono do niego – jakimś cudem, tu i teraz, wszystko wydawało się na miejscu. Nawet jeśli tylko na chwilę.
Musiał wyczuć, jak rozciągnęła usta w szerszym uśmiechu, kiedy jego wargi zetknęły się z jej. Chwyciła go za koszulę, nim wyprostował się, aby skraść jeszcze jeden, a w ostatecznym rozrachunku nawet dwa pocałunki.
- Trzymasz te ziarna w każdej swojej kryjówce? - drążyła temat, śledząc jego profil i zdradliwe mięśnie mimiczne.
Zerknęła z ciekawości na taflę w kubku, który obejmowały jego palce, porównując z kawą, którą sama piła. Delektowała się jej smakiem oraz bezpiecznym kokonem, na który składała się jego obecność, a także odcięcie od świata zewnętrznego. Choć drzwi do apartamentu nie sprawiały na pierwszy rzut oka bardzo wytrzymałych, skutecznie ograniczyły bodźce z rzeczywistości, pozwalając jej na zachowania czysto egoistyczne.
- Mniej więcej? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że leżałeś i patrzyłeś się na mnie jak śpię? - zabębniła palcami o to samo udo, o które oparł kubek. - Musimy dopisać do dzisiejszego planu dnia popołudniową drzemkę - dodała, oglądając się przez ramię, kiedy wędrował do łazienki. Przeciągnęła się leniwie, nagle uświadamiając sobie swobodę, z jaką piła kawę w na wpół zagrzebana w pościeli. Niespecjalne przeszkadzał jej fakt, jak niewiele ciała zakrywał materiał, dochodząc do wniosku, że już za późno, aby przejmować się wstydem. Mimo to, z wdzięcznością przyjęła szlafrok, który do niej wyciągnął. Zahaczyła o palce, które sam zaciskał na materiale, nieznacznie zadzierając głowę.
- Na przykład to, czy inni są w ogóle teraz w tym apartamencie...? - dopiła kawę, odstawiając pustą filiżankę obok łóżka. Zgarnęła włosy, odwracając się do niego i oczekując, że opatuli ją miękkim szlafrokiem. A kiedy materiał rozlał się po jej ciele, wstała, pomagając sobie ręką, która Cassian za sprawą jej wcześniejszych działań wyciągnął w jej stronę.
- Z przyjemnością zjem z Tobą śniadanie - chwilę bawiła się jego palcami, przygryzając kącik ust, udając niezdecydowaną, czy w ogóle puści jego dłoń. - Daj mi dziesięć minut na szybki prysznic i przebranie się, a dołączę do Ciebie w kuchni i pomogę kroić, albo smażyć... Tu w ogóle jest jakiś aneks kuchenny? - zastanawiała się na głos, w drodze do łazienki.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Nos Astra”