To, co dostrzegła w rozświetlonym promieniami porannego słońca apartamencie, po którym wodziła wzrokiem, utkwiło jej w myślach mocniej, niżby chciała przyznać. Iris uświadomiła sobie, że choć oboje próbowali odkładać na bok sprawy większe od nich, wszystko, co budowali w tej chwilowej bańce, podszyte było świadomością nadchodzącego końca. Nie takiego definitywnego, lecz końca tej ciszy, tej codzienności, która pachniała kawą i intensywną bergamotką. Normalność - słowo, które dla innych było oczywistością – dla niej od dawna pozostawało luksusem. Patrząc w jego twarz, rozpoznawała w nim to samo pragnienie, które ją niosło.
By zatrzymać się tu, choć na chwilę, wbrew rozsądkowi, wbrew temu, co wiedzieli, że nadejdzie.
Więź, która połączyła ich ze sobą, nie potrzebowała oficjalnych słów ani definicji. Była czymś wyrosłym z niedopowiedzeń, przeciągłych, wymownych spojrzeń, ciężaru ryzyka, które oboje znali aż za dobrze. I właśnie dlatego desperacja, którą czytała w Cassianie, odbijała się echem w niej samej – w świadomości, że każde dotknięcie, każdy uśmiech, każdy krótki żart mógł być tym, którego później będą się kurczowo trzymać, gdy normalność znów zniknie w chaosie obowiązków i zagrożeń.
A jednak, mimo tej świadomości, Fel nie potrafiła przyjąć tego z rezygnacją. Wrodzony upór, który niegdyś pchał ją do godzin spędzanych nad mikroskopem i salą operacyjną, następnie w towarzystwie pozostałych Radnych na najwyższych poziomach Wieży, teraz podsycał w niej potrzebę sprzeciwu. Nie godziła się, by początek i koniec tego, co ich do siebie ostatecznie zbliżyło, miał się zawrzeć w jednym miejscu. W jednej stacji, nawet tak olśniewającej jak Illium. Ich historia nie mogła zostać ograniczona do kilku dni i kilku uśmiechów, które zgasną wraz z odlotem. Czuła w sobie nie tylko pragnienie chwytania tych chwil, ale i walki o nie; z losem, który zwykle odbierał jej zbyt wiele, by teraz mogła bez słowa poddać się jego kaprysom. Gdy patrzyła na Cassiana, wiedziała, że ta potrzeba nie jest tylko zachcianką serca; była czymś więcej, instynktownym, niemal brutalnym sprzeciwem wobec tego, by przyszłość mogła im odebrać to, co wreszcie zaczęło rodzić się w teraźniejszości.
Mimo to zmusiła się do rozluźnienia palców, które zacisnęły się na framudze. Obejrzała się przez ramię i spojrzała na niego spod półprzymkniętych powiek, unosząc brew w udawanym oburzeniu.
– Och, Cassian. Wiesz dobrze, że księżniczki w bajkach tracą buty tylko dlatego, że ktoś inny je dla nich projektował, albo na siłę próbować wciskać na nogę. Ja swoje wybieram sama – odparła miękko, układając usta w zaczepny grymas. Po burzliwych, intensywnych jak wczorajsze wydarzenia odbijające się na porządku apartamentu myślach nie było już nawet śladu w dwukolorowych tęczówkach.
Przysunęła się do niego, niby przypadkiem trącając ramieniem jego ramię. Wspięła się na palce, zaglądając na ekran jego omni-klucza, kiedy załadował stronę w extranecie.
- W burdelu jeszcze nie piłam kawy - przyznała w podobnym do niego, żartobliwym tonie, a kiedy przekręciłaby głowę w jej stronę, stanowczo obróciłaby ją z powrotem do hologramu. Była zbyt ciekawa wynikiem wyszukiwania, a także podekscytowana swobodą po raz pierwszy od dawna nieograniczoną żadnym protokołem.
- Atheme? Cóż za niespodzianka - cmoknęła, powiększając fotografie świątyni - Kiedyś, przy okazji wizyty na Lirze, gościłam w Sanktuarium Matki Victorii i przyznam, że było to... - urwała, widząc ruch Daharisa. Wstrzymała oddech, pewna, że ten celowo rozproszył jej myśli. A kiedy mężczyzna tak po prostu otworzył przed nią drzwi, zamiast... Prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem. Jeden zero dla niego, ale nie na długo. Wcisnęła Cassianowi do rąk wizjer, nie mając pojęcia, czy będzie im dzisiaj potrzeby w tłumie turystów, po czym ruszyła pierwsza.
- Zobaczmy świątynie, a kawę zamówimy na wynos na dalszą drogę? - zaproponowała, wychodząc na korytarz, który łączył jej apartament z innymi pokojami. Rozejrzała się, próbując wyłapać, czy inni wrócili do swoich apartamentów, czy wciąż korzystali z wolnego jaki dał im Daharis na jeszcze kilka najbliższych godzin.
@Mistrz Gry





alarmu i chowała się po drugiej stronie, gotowa interweniować na wypadek, gdyby spotkanie z kobietą nie przeszło po ich myśli.
postanowiła z niej zadrwić, otwarcie zastanawiając się nad tym, w którym kierunku powinna ją zabrać.