Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Apartamentowiec Vespera

6 wrz 2025, o 10:41

To, co dostrzegła w rozświetlonym promieniami porannego słońca apartamencie, po którym wodziła wzrokiem, utkwiło jej w myślach mocniej, niżby chciała przyznać. Iris uświadomiła sobie, że choć oboje próbowali odkładać na bok sprawy większe od nich, wszystko, co budowali w tej chwilowej bańce, podszyte było świadomością nadchodzącego końca. Nie takiego definitywnego, lecz końca tej ciszy, tej codzienności, która pachniała kawą i intensywną bergamotką. Normalność - słowo, które dla innych było oczywistością – dla niej od dawna pozostawało luksusem. Patrząc w jego twarz, rozpoznawała w nim to samo pragnienie, które ją niosło.
By zatrzymać się tu, choć na chwilę, wbrew rozsądkowi, wbrew temu, co wiedzieli, że nadejdzie.
Więź, która połączyła ich ze sobą, nie potrzebowała oficjalnych słów ani definicji. Była czymś wyrosłym z niedopowiedzeń, przeciągłych, wymownych spojrzeń, ciężaru ryzyka, które oboje znali aż za dobrze. I właśnie dlatego desperacja, którą czytała w Cassianie, odbijała się echem w niej samej – w świadomości, że każde dotknięcie, każdy uśmiech, każdy krótki żart mógł być tym, którego później będą się kurczowo trzymać, gdy normalność znów zniknie w chaosie obowiązków i zagrożeń.
A jednak, mimo tej świadomości, Fel nie potrafiła przyjąć tego z rezygnacją. Wrodzony upór, który niegdyś pchał ją do godzin spędzanych nad mikroskopem i salą operacyjną, następnie w towarzystwie pozostałych Radnych na najwyższych poziomach Wieży, teraz podsycał w niej potrzebę sprzeciwu. Nie godziła się, by początek i koniec tego, co ich do siebie ostatecznie zbliżyło, miał się zawrzeć w jednym miejscu. W jednej stacji, nawet tak olśniewającej jak Illium. Ich historia nie mogła zostać ograniczona do kilku dni i kilku uśmiechów, które zgasną wraz z odlotem. Czuła w sobie nie tylko pragnienie chwytania tych chwil, ale i walki o nie; z losem, który zwykle odbierał jej zbyt wiele, by teraz mogła bez słowa poddać się jego kaprysom. Gdy patrzyła na Cassiana, wiedziała, że ta potrzeba nie jest tylko zachcianką serca; była czymś więcej, instynktownym, niemal brutalnym sprzeciwem wobec tego, by przyszłość mogła im odebrać to, co wreszcie zaczęło rodzić się w teraźniejszości.
Mimo to zmusiła się do rozluźnienia palców, które zacisnęły się na framudze. Obejrzała się przez ramię i spojrzała na niego spod półprzymkniętych powiek, unosząc brew w udawanym oburzeniu.
Och, Cassian. Wiesz dobrze, że księżniczki w bajkach tracą buty tylko dlatego, że ktoś inny je dla nich projektował, albo na siłę próbować wciskać na nogę. Ja swoje wybieram sama – odparła miękko, układając usta w zaczepny grymas. Po burzliwych, intensywnych jak wczorajsze wydarzenia odbijające się na porządku apartamentu myślach nie było już nawet śladu w dwukolorowych tęczówkach.
Przysunęła się do niego, niby przypadkiem trącając ramieniem jego ramię. Wspięła się na palce, zaglądając na ekran jego omni-klucza, kiedy załadował stronę w extranecie.
- W burdelu jeszcze nie piłam kawy - przyznała w podobnym do niego, żartobliwym tonie, a kiedy przekręciłaby głowę w jej stronę, stanowczo obróciłaby ją z powrotem do hologramu. Była zbyt ciekawa wynikiem wyszukiwania, a także podekscytowana swobodą po raz pierwszy od dawna nieograniczoną żadnym protokołem.
- Atheme? Cóż za niespodzianka - cmoknęła, powiększając fotografie świątyni - Kiedyś, przy okazji wizyty na Lirze, gościłam w Sanktuarium Matki Victorii i przyznam, że było to... - urwała, widząc ruch Daharisa. Wstrzymała oddech, pewna, że ten celowo rozproszył jej myśli. A kiedy mężczyzna tak po prostu otworzył przed nią drzwi, zamiast... Prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem. Jeden zero dla niego, ale nie na długo. Wcisnęła Cassianowi do rąk wizjer, nie mając pojęcia, czy będzie im dzisiaj potrzeby w tłumie turystów, po czym ruszyła pierwsza.
- Zobaczmy świątynie, a kawę zamówimy na wynos na dalszą drogę? - zaproponowała, wychodząc na korytarz, który łączył jej apartament z innymi pokojami. Rozejrzała się, próbując wyłapać, czy inni wrócili do swoich apartamentów, czy wciąż korzystali z wolnego jaki dał im Daharis na jeszcze kilka najbliższych godzin.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

9 wrz 2025, o 13:56

Określenie, które przykleiło się do niej we wszystkich tych chwilach, w których łatwo było dostrzec dzielące ich różnice, nadal wyraźnie Daharisa bawiło. Zastanowił się nad jej odpowiedzią, kontemplując słowa i argumenty, których użyła - nim jego ramiona drgnęły lekko, nie chcąc się w tej kwestii spierać.
- Nie oglądałem zbyt wielu bajek - przyznał, choć w jego oczach pojawił się ten sam, łobuzerski błysk co zwykle. - Ale podejrzewam, że znalazłby się inny przykład.
Wizja wypicia kawy w burdelu, jakkolwiek dyplomatycznie stworzona przez niemówiącą "nie" Iris, nie została przez niego odebrana w sposób poważny - prawdopodobnie nawet dla niego wydawała się zbyt absurdalna. Na Cytadeli Nos Astra słynęła właśnie z takiej specyfiki klimatu - klubów nocnych, wiecznie otwartej giełdy, targów, na których można było zakupić pomoc przymusową. Jeśli planeta posiadała jakąś dobrą stronę poza wspaniałą kawą i ładnymi widokami, musiałaby najpierw przebrnąć przez jej mocno określoną fasadę i najwyraźniej do tego dążył dzisiejszego dnia Cassian.
Tak długo, jak mieli na to czas.
- Matka Victoria brzmi bardzo interesująco - mruknął, dzieląc się tym bezczelnym kłamstwem gdy na chwilę przestrzeń między nimi skurczyła się niemal do zera. Panel za jej plecami piknął i dostrzegła jego zieleń, odbijającą się w chłodnych, niebieskich tęczówkach jego oczu. - Opowiesz w drodze.
Gdy drzwi rozsunęły się, wypuszczając ich na korytarz, Vespera wydawała się cicha. Drzwi były szczelne więc nie miała pojęcia, czy pozostali członkowie oddziału dalej śpią, czy też powoli budzą się do życia - wiedziała tylko, że żaden z nich nie przebywał na zewnątrz gdy szli do windy, która z kolei miała zaprowadzić ich na dach i do zaparkowanego tam promu.
- Wokół świątyni jest kilka miejsc, w których możemy ją zdobyć - zaproponował, omni-kluczem łącząc się z systemem taksówki, która miała zabrać ich na miejsce.
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

18 sty 2026, o 16:02

Nos Astra była skąpana w złotym świetle popołudniowego słońca.
uch w mieście był jeszcze intensywniejszy niż wcześniej, gdy część osób skończyła swoje zmiany i kierowała się na pośpieszne zakupy. Ich prom leniwie sunął po niebie w jednym z korytarzy powietrznych, tworząc swojego rodzaju wycieczkę krajobrazową. Przez okna promu widziała odległą strukturę świątyni, w której byli wcześniej, ale też wystawne muzea, galerie sztuki i obiekty kultu. Ciemne plamy na szczytach niektórych wieżowców ukazywały zielone parki, porośnięte bujną roślinnością, ubogacające miejski krajobraz.
Zejście z góry trwało łudząco długo, za to podróż powrotna promem ciągnęła się w nieskończoność. Dopiero gdy usiadła, odczuła zmęczenie w swoich kończynach po trudną wędrówką. Jej ciało wtopiło się w miękkie siedzisko, wewnątrz promu było przytulnie - bez wiatru szamoczącego jej włosy, z optymalną, ciepłą lecz nie za wysoką temperaturą.
- Ile potrzebujesz czasu? - zagadnął gdy Vespera majaczyła gdzieś z przodu, z trudem odróżnialna od innych wieżowców, lecz system promu pokazywał im, że zbliżali się do celu. - Piętnaście minut? - dodał przebiegle, jakby przemiana z ich wspinaczki na elegancką kolację nie mogła potrwać zbyt długo. Choć rzucił jej wyzwanie, wiedziała, że nie mieli żadnego odgórnego terminu, ani godziny do której musieli się wyrobić.
Do czasu.
Omni-klucz Daharisa piknął złowieszczo, choć przecież komunikator nie miał prawa posiadać własnego charakteru. Natychmiast wyczuła zmianę w powietrzu, jego sylwetka stężała, wzrok stał się napięty. Odwrócił głowę, zerkając przez okno na zewnątrz. Szyby były wyciemnione, oferując im prywatność w środku i nikt z zewnątrz nie był w stanie ich dojrzeć, oni zaś widzieli świat znakomicie.
Dostrzegła to wtedy, co on.
Na lądowisku Vespery czekał prom. Nie posiadał krzykliwych oznaczeń, ale sama czerwień jego lakieru dla Fel wyglądała krzykliwie. Jakby Sojusz stawał się coraz bardziej zuchwały, coraz mniej zwracał uwagi na dyskrecję, zamiast tego z wolna rozpościerając swoje pawie piórka poza własnym terytorium.
A obok promu dostrzegła kobiecą sylwetkę, obracającą się w ich stronę gdy dojrzała nadciągający transporter.
- Zostań w środku, niezależnie od tego, co się stanie - powiedział twardo, odwracając głowę ku niej po to, by upewnić się, że zrozumiała. - Obiecaj.
Aaliyah zadarła głowę, przyglądając się ich transportowi jak gdyby była w stanie dojrzeć przez przyciemniane szyby, spoglądając prosto na pasażerów schowanych w środku.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

18 sty 2026, o 17:01

Nie potrzebowała jego pomocy przy zejściu z góry; wiedziała o tym równie dobrze jak on. Jej krok był pewny, środek ciężkości wyćwiczony latami balansowania po znacznie mniej wybaczających przestrzeniach niż górskie schody na Illium. A jednak, mimo tej świadomości, pozwalała mu być blisko. Korzystała z ramienia podsuwanego przez mężczyznę w odpowiednim momencie, z dłoni, która zaciskała się pewniej, gdy żwir osuwał się spod jej butów, z tej cichej obecności, która nie narzucała się, a po prostu była; jakby miejsce Daharisa było od zawsze przy niej.
Schodząc, pozwoliła sobie na luksus, na który wcześniej rzadko się godziła - nie musieć być jedynym punktem oparcia dla samej siebie. Dotąd zawsze radziła sobie sama. Z konieczności, z przekonania, ale też z przyzwyczajenia. Samotność bywała funkcjonalna, pozwalała szybciej podejmować decyzje, nie oglądać się na innych, nie tłumaczyć nikomu z własnych wyborów. Cassian jednak, konsekwentnie i bez wielkich deklaracji, uczył ją czegoś zupełnie innego; że siła nie traci na wartości tylko dlatego, że zostaje podzielona. Że można iść obok kogoś, nie tracąc kontroli. Że nie musi w tym wszystkim być sama i - co równie istotne - że to wcale nie oznacza słabości.
Kiedy straciła równowagę na pozornie niegroźnej ścieżce, jej instynkt zareagował szybciej niż myśl, ale to jego ramię było tym, które znalazło się dokładnie tam, gdzie trzeba. Zbyt blisko, by nazwać to przypadkiem oraz zbyt naturalnie, by protestować. Uniosła na niego spojrzenie, w którym błysnęło rozbawienie w dwukolorowych tęczówkach.
- O deserach bardzo konkretnych - odparła lekko, pozwalając, by przez moment nie oddalał się ani o krok. - Takich, które mają porcje większe niż rozsądek by sugerował zjeść.
Ostatnie słowa odcisnęła na jego ustach, podobnie jak krótki, ulotny pocałunek. Pociągnęła mężczyznę dalej, parsknęła cicho, szturchając go żartobliwie w ramię i na chwilę przytrzymując jego dłoń, jakby chciała zatrzymać nie tylko gest, ale i to uczucie beztroski.
- Mam całą szafę sukni i eleganckich strojów odpowiednich na przyjęcia o każdym, możliwym charakterze. Znajduje się ona jednak co najmniej trzy przekaźniki masy stąd, więc dzisiaj będę improwizować - puściła mu oczko, oglądając się przez ramię. Słońce stało już wysoko, a dzień - ten wyjęty z kalendarzy i obowiązków - zdawał się mieć własny rytm, nieprzejmujący się zegarkami ani konsekwencjami. Zabrała ze sobą tę beztroskę, którą oddychała pełną piersią w górskich szczytach, wchodząc na pokład promu i choć zaciśnięte usta podzielały wiele obaw mężczyzny, nieśmiałe iskierki odbijały się refleksem w jej oczach, dając nadzieje, że może tym razem wszechświat będzie dla ich dwójki choć odrobinę łaskawszy.
- Właśnie tego się obawiam - spojrzała na niego, zatrzymując się w wąskim korytarzu.
- Że to nie będzie tylko wejdziesz i wyjdziesz. Ufam, że wiesz co robisz, ale tej żmii nie ufam za grosz. Chciałabym wiedzieć, jak się zachować, kiedy coś pójdzie nie tak. Tylko proszę, nie mów, że mam wracać na Cytadelę, bo to nie nastąpi. Nie zostawię Was w tym syfie samych - podkreśliła, dając wyraz swojego uporu, który już nie raz ścierał się z uporem mężczyzny. Nie była żołnierzem, ale nie brakowało jej ducha walki, zwłaszcza, kiedy sprawa zdawała się być dla niej bardzo ważna. Jeszcze przez moment mierzyła się z Cassianem spojrzeniem, aby następnie z cichym westchnięciem zająć miejsce pasażera.
Dopiero w promie, gdy miasto rozlało się pod nimi złotem popołudniowego światła, a zmęczenie dogoniło ją bez ostrzeżenia, pozwoliła sobie oprzeć głowę o jego ramię oraz na chwilę zamknąć oczy. Było ciepło. Bezpiecznie. Zbyt spokojnie jak na ich rzeczywistość... i może właśnie dlatego, kiedy ponownie otworzyła oczy, prom zbliżał się do celu, czyli lądowiska przy apartamencie. Zamrugała, wtulając się w niego jeszcze na chwilę, bez żalu kradnąc kolejną sekundę tylko dla nich.
- Piętnaście minut? - powtórzyła, podnosząc na niego spojrzenie. - Jesteś optymistą. Ale doceniam wiarę, którą we mnie pokładasz. Wstaw wino do chłodzenia, a ja...
Ucięła, gdy piknięcie jego omni-klucza przecięło bańkę jak nieproszony dźwięk w ciszy. Nie potrzebowała słów wyjaśnień, by zrozumieć zmianę w jego postawie; widziała ją w napięciu ramion, w spojrzeniu, które natychmiast przestało być miękkie. Podążyła wzrokiem za jego oczyma i dostrzegła to samo - jaskrawoczerwony prom. Pawie pióra Sojuszu rozłożone bez wstydu.
A pod nimi kobiecą sylwetkę.
Gdy Cassian odwrócił się do niej i kazał zostać w środku, przez ułamek sekundy chciała zaprotestować, albo chociaż zaproponować mu, że mogliby zrzucić żmiję z platformy. Widział to wyraźnie w jej oczach, odruch, który zdusiła w sobie wbrew głosowi rozsądku, który domagał się starego porządku. Zamiast tego wyciągnęła dłoń i zacisnęła ją na jego palcach.
- Zostanę - mruknęła cicho, patrząc mu prosto w oczy. - Ale wróć do mnie, dobrze?
Strach, który czaił się w jej spojrzeniu, absolutnie nie dotyczył Iris. Bała się o niego. O Cassiana, stojącego na styku światów, które zbyt chętnie pożerały własnych ludzi, gdy ci przestawali pasować do układanki. O to co Sojusz mógł chcieć jeszcze odebrać, jak daleko był gotów się posunąć i jak wysoką cenę mógł zażądać; a przede wszystkim o to, że Daharis, wierny swojej naturze, mógłby spróbować zapłacić ją sam. I właśnie to przerażało ją najbardziej; nie zagrożenie widoczne na lądowisku, lecz możliwość, że znów stanie między nią a niebezpieczeństwem, jakby było to jedyne miejsce, jakie znał.
Puściła jego dłoń dopiero, kiedy musiała i niemalże automatycznie zacisnęła palce, aby ukryć przed mężczyzną drżenie swoich rąk. Aaliyah wciąż patrzyła w ich stronę, jakby wiedziała dokładnie, gdzie są. Odchyliła się w fotelu, nie mogąc znieść świadomości, że ta krucha normalność właśnie zaczyna pękać.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

20 sty 2026, o 14:11

Zamyślenie wtargnęło pomiędzy nich w trakcie ich podróży w dół zbocza - a wraz z nim, niepokój związany z tym, co miało nadejść. Daharis przytaknął na jej słowa, lecz zrobił to z pewnym ociąganiem, jakby i on nie chciał oddać ani odrobiny tej normalności, którą udało im się wywalczyć, na rzecz racjonalnego planowania - oraz przygotowywania się na najgorsze.
- Ustalimy wszystko zanim tam pójdę. Razem - podkreślił, zapewniając ją tym samym w kwestii, która była najbardziej stresująca. - W razie potrzeby Yasmin zajmie się wszystkim pod moją nieobecność. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, ona ci pomoże.
Czas okazał się jednak luksusem, na który nie było ich już stać.
Gdy prom wylądował miękko na lądowisku, dostrzegła w oddali poruszenie. W drzwiach prowadzących do środka budynku znalazła się sylwetka mężczyzny, w której rozpoznała Barnesa. Był w pełni opancerzony, oparł się o framugę drzwi bokiem, udając niezainteresowanego. Trzymał w dłoni jakiś owoc i nóż, odkrawając sobie kawałki, jakby zwyczajnie odczuł potrzebę przewietrzenia się, choć Fel widziała w jego obecności symbol. Reszta prawdopodobnie została już postawiona w stan alarmu i chowała się po drugiej stronie, gotowa interweniować na wypadek, gdyby spotkanie z kobietą nie przeszło po ich myśli.
Drzwi promu uchyliły się z drugiej strony i mężczyzna wysunął się na zewnątrz, pozwalając im natychmiast zamknąć się za sobą.
- Cassian. - nawet zamknięte drzwi promu nie stłumiły jej jedwabnego głosu gdy kobieta odwróciła się ku niemu, a na jej twarzy pojawił się perlisty uśmiech. - Twój widok to zawsze przyjemność.
Choć Daharis zwrócony był do Fel tyłem, dostrzegła napięcie w jego barkach gdy mierzył Aaliyah spojrzeniem.
- Czego chcesz? - spytał krótko, ścierając uśmiech z jej ust, choć jakiś jego blady cień pozostał, podtrzymywany kurtuazyjnie.
- Zmiana planów. Po wczorajszej gali Breznev zrobił się nerwowy. Zbiera się do opuszczenia planety, a moje ptaszki świergoczą, że skontaktował się ze swoimi ludźmi w Terminusie. Zaciera ślady - wyjaśniła, tonem wyzutym z poprzedniej uprzejmości. - Jego omni-klucz może szybko stać się bezwartościowy, Daharis. Chcę go. Natychmiast.
Drżenie podłogi jej promu nagle wzmogło się gdy zasilanie przeniosło się do silników. Miała zaledwie ułamek sekundy ostrzeżenia nim drzwi zablokowały się, a na panelu błysnęło potwierdzenie nowego przejazdu.
Siedziała w taksówce - taksówce, która nie była najwyraźniej już potrzebna w tym miejscu. Jej prom szykował się do odlotu.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

20 sty 2026, o 20:07

Przez ułamek sekundy nie zrozumiała, co się dzieje. Ten moment zawieszenia - jakby rzeczywistość odsunęła się o pół kroku - był wystarczający, by panika uczepiła się w niej pazurami wbijanymi głęboko w kark. Dopiero wibracje pod stopami, nienaturalnie równe, zbyt mechaniczne, wyrwały ją z odrętwienia. Drżenie promu nie było przypadkowe. To nie był wiatr ani zmiana obciążenia, tylko silniki. Aktywne. Gotowe do startu.
Jej wzrok błyskawicznie powędrował ku drzwiom, dokładnie w tej samej chwili, w której panel rozjarzył się chłodnym światłem, a blokada zamknęła się z bezdźwięczną ostatecznością. Metaliczny klik był cichy, niemal uprzejmy i właśnie dlatego tak bardzo ją przeraził.
Nie!
Serce uderzyło jej w piersi z brutalną siłą, jakby chciało się wyrwać i pobiec pierwsze. Zerwała się z miejsca, dłonie niemal instynktownie opadły na ścianę przy drzwiach, jakby sama siła woli mogła je zmusić do ustąpienia. Powietrze w kabinie nagle zrobiło się zbyt gęste i zbyt ciepłe. Oddech ugrzązł jej w gardle. Uderzyła ręką w metal.
Prom zaraz odleci.
Ta myśl nie była jeszcze zdaniem, którego sens docierał do niej z brutalną prawdą; raczej impulsem, krzykiem układu nerwowego. Zaraz potem przyszła druga, ostrzejsza, bardziej świadoma.
Cassian zostaje. Odlatuje sama.
Jej spojrzenie gorączkowo przeskoczyło na panoramiczne okno. Lądowisko. Otwarta przestrzeń. Zbyt dobrze widoczna. Każdy metr był wystawiony na spojrzenia, a każdy cień zdradliwy. Jej umysł pracował w szaleńczym tempie, przeszukując teren jak mapę taktyczną - krawędzie platform, konstrukcje nośne, przestrzenie pomiędzy promem a budynkiem. Gdziekolwiek. Cokolwiek. Czarna biotyka pulsowała w niej odruchowo, jak napięty mięsień gotowy do skoku. Wiedziała, że mogłaby się przenieść. Jeden impuls. Jedno skupienie. Krótki błysk nicości, który wyrwałby ją z wnętrza promu i rzucił na lądowisko, bliżej niego.
Ale niemal jednocześnie odezwała się bezczelna świadomość.
Aaliyah.
Kobieta z SST stała tam, spokojna, pewna, obserwująca. Iris widziała ją wyraźnie, zbyt wyraźnie. Każdy gwałtowny ruch, każdy biotyczny ślad byłby jak flara odpalona prosto w jej stronę. Nie mogła ryzykować. Nie mogła dać się zauważyć. Nie mogła stać się pretekstem.
Palce zacisnęły się w pięści tak mocno, że aż zabolało, kiedy paznokcie wbijały się w jej skórę znacząc ją śladami półksiężyców. W jej głowie kłębiły się myśli, potykając się o siebie nawzajem.
Taksówka nie mogła odlecieć ot tak.
Cassian dawał jej piętnaście minut na przygotowanie się w apartamencie.
Wymusił na niej obietnicę, że bez względu na wszystko, nie wyjdzie z promu.
Zawód uderzył nagle, ciężki i lepki, osiadając się w żołądku. Nie na niego - jeszcze nie - ale na samą siebie. Na to, że przez chwilę pozwoliła sobie uwierzyć, że cokolwiek tutaj dzieje się przypadkiem. Że to tylko zły zbieg okoliczności.
Przecież to on musiał odesłać prom.
To było jedyne, sensowne wytłumaczenie dlaczego ta konkretna taksówka miała nowy kurs, choć przez ostatnie kilkanaście godzin bezczynnie czekała na nich w porcie w górach.
Myśl była jak ostrze, cienkie i bezlitosne. Czy w tej jednej, krótkiej chwili, kiedy świat przyspieszył, Cassian zdecydował się odzyskać kontrolę kosztem danego jej słowa? Odepchnąć ją na bezpieczną odległość, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, zgodnie z tym, co rozsądne?
A może…
Jej gardło ścisnęło się boleśnie. Oparła się plecami o ścianę promu, jakby tylko twardy metal mógł ją utrzymać w pionie. Bezsilność była obezwładniająca - nie spektakularnie, czy dramatycznie, lecz cicho, dusząco, tak, że wpełzała pod skórę i sprawiała, że nawet myśli zaczynały boleć.
Była tu. Zamknięta. Z kursem wbitym w wewnętrzną sieć promu. Bez szans, aby się wydostać nie narażając się na konfrontacje ze żmiją.
A on tam - na widoku, pomiędzy Aaliyahą, swoimi oraz jej ludźmi i planami, które właśnie przestały być ich wspólne.
Trzeba było zepchnąć żmiję kiedy jeszcze mieli moment zaskoczenia.
Przymknęła oczy na ułamek sekundy, biorąc drżący oddech, jakby mogła w ten sposób zatrzymać prom, czas, los, cokolwiek. Biotyka w niej pulsowała niespokojnie, odpowiadając na chaos emocji, ale ona zmusiła ją do ciszy. Teraz nie mogła pozwolić sobie na błąd. Nie mogła się też rozsypać.
Nie wtedy, gdy wszystko, co czuła, krzyczało jedno.
Nie tak miało być.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

22 sty 2026, o 09:16

Zablokowane drzwi natychmiast zmieniły sposób, w jaki mogła spoglądać na prom. Wcześniej transportowiec, który pokazał im piękno Illium i zabierał we wskazane miejsca nagle przekształcił się w więzienie. Ściany metalowego kadłuba napierały do środka w miarę, gdy silnik budził się do życia i wyczuwała jego drżenie. Pobudzały błękitne języki ognia i schowane na ich końcach, czarne iskierki gdy te próbowały wydostać się spomiędzy jej palców.
Uwolnić na zewnątrz.
Dwie figury pozostały na lądowisku gdy jej prom szykował się do odlotu. Zauważyła, jak Aaliyah leniwie zerka w jej stronę. Jej wzrok znów zdawał się przenikliwy, jakby przyciemniane szyby i oferowana przez nie zasłona prywatności w niczym jej nie przeszkadzały w dojrzeniu radnej w środku. Daharis stał zwrócony do promu tyłem - jego plecy nadal były napięte, sylwetka wyprostowana, ale nie próbował spojrzeć przez ramię, dojrzeć jej w środku. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że prom szykuje się do wylotu, było to coś niemożliwego do nieusłyszenia.
W przeciwieństwie do następnych słów kobiety. Fel widziała, jak podparła dłońmi biodra, przekrzywiła głowę. Szum pracujących silników zdusił jej słowa sprawiając, że nie dotarły do uszu blondynki.
Nie było już odwrotu.
Sięgając do panelu promu by przejąć nad nim kontrolę, Iris napotkała bariery. Urządzenie kompletnie jej nie słuchało, a gdy próbowała połączyć się z nim nadpisując przyjęty cel lotu, ignorowało jej omni-klucz bądź wyświetlało bezczelną wieść o zablokowanym dostępie. Pojazd uniósł się ponad płytę lądowiska, powoli, leniwie, jakby pozbawiona duszy maszyna postanowiła z niej zadrwić, otwarcie zastanawiając się nad tym, w którym kierunku powinna ją zabrać.
Gdy Daharis i towarzysząca mu Żmija stali się zaledwie odległymi sylwetkami, ciemnymi plamami na jasnej płycie lądowiska, prom włączył się do ruchu jednego z korytarzy powietrznych. Cisza, która nastała w środku, była ogłuszająca, dzwoniła w uszach zdesperowanego pasażera, walczącego z instynktami własnej biotyki i z głęboką potrzebą znalezienia rozwiązania.
Aż wreszcie przedarł się przez nią znajomy głos.
- Jesteś tam? - w słowach Lexi zabrzmiała nuta niepewności gdy wydobyły się z wnętrza głośników znajdujących w promie. - No, mało brakowało!
W promie nagle rozległ się odgłos pełnego ulgi westchnienia.
- Ta siksa czekała do ostatniej chwili aż wrócicie, wyobrażasz sobie? - jęknęła, nieświadoma całego kalejdoskopu emocji, który przemykał przez umysł Fel w tym momencie. - Ledwo zdążyliśmy zareagować.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

22 sty 2026, o 11:26

Nie zauważyła momentu, w którym strach płynnie przeszedł w panikę; poczuła tylko, jak coś w niej pęka, jak napięta do granic wytrzymałości nić puszcza. Tak po prostu. Zamknięte drzwi były jak wyrok. Jak powrót do miejsca, do którego obiecywała sobie już nigdy nie wracać.
Prom przestał być środkiem transportu. Stał się klatką.
Metalowe ściany zdawały się zbliżać, choć wiedziała, że to niemożliwe. Każda wibracja kadłuba rezonowała w jej klatce piersiowej, zsynchronizowana z przyspieszonym pulsem. Biotyka odpowiedziała natychmiast; zbyt instynktownie, zbyt gwałtownie. Błękitne impulsy rozbiegły się po jej skórze, a czarne iskry tańczyły na końcach palców, jak drapieżne zwierzęta, które wyczuły słabość strażnika.
Wypuść nas.
To nie była myśl. Tylko żądanie.
Obraz lądowiska rozmazał się jej przed oczami, a jego miejsce zajęło inne wspomnienie - zimniejsze, ostrzejsze. Białe światło. Zapach środków dezynfekujących oraz przesiąkniętych krwią bandaży. Zablokowane drzwi stacji medycznej, które zamknęły się za nią z tą samą bezduszną uprzejmością. Tam też nie było ucieczki. Tam też była sama, oddarta z kontroli, zamknięta w miejscu, w którym nawet krzyk odbijał się bez echa.
Bezsensowna walka. Bezsilność. Świadomość, że nie ma gdzie uderzyć, bo każda ściana należy do kogoś innego.
Jej oddech urwał się, a potem wrócił gwałtownie, zbyt płytki i zbyt szybki. Biotyka uderzyła w panel sterowania jak żywy organizm - smugi energii rozlały się po interfejsie, powodując lawinę błędów, ostrzegawczych ikon i zniekształconych projekcji. Przez krótką, przerażającą chwilę miała wrażenie, że straci nad nią kontrolę, że pozwoli jej eksplodować, rozerwać wszystko dookoła, byle tylko tu nie być.
Zacisnęła zęby do bólu.
Nie. Wystarczy.
Zebrała energię z powrotem, wciągając ją w głąb siebie jak ogień pozbawiony tlenu. Drżała cała, czuła to w napiętych, gdy wbijała palce w krawędź konsoli, aż pobielały jej knykcie. Biotyka nie zniknęła, tylko przywarła do niej, rozjuszona, niespokojna, gotowa rzucić się ponownie przy najmniejszym pęknięciu koncentracji.
Świat dźwięków wracał powoli, jakby przez grubą szybę albo spod wody. Najpierw szum silników. Potem własny oddech, nienaturalnie głośny. A na końcu głos - zniekształcony, odległy, docierający z opóźnieniem.
- Jesteś tam?
Mrugnęła, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ktoś do niej mówi. Lexi. Znajomy ton, który normalnie przyniósłby ulgę, teraz ledwie przebijał się przez chaos w jej głowie.
Jestem. Jestem tutaj. Zamknięta.
Nie odpowiedziała od razu. Potrzebowała jeszcze chwili, żeby zebrać myśli, upewnić się, że głos, który wyjdzie z jej ust, nie zdradzi drżenia. Że nie zabrzmi jak wtedy, gdy prom wylądował na dachu Hirano Tower i żołnierz SST wywlókł ją na zewnątrz.
- …Tak - odezwała się w końcu, z wyczuwalnym opóźnieniem, jakby słowo musiało przebyć dłuższą drogę. - Jestem.
Pociągnęła nosem, pozwalając sobie puścić konsolę i bardzo powoli opuścić ręce wzdłuż ciała. Odsunęła się od ściany, o którą dotąd opierał się cały ciężar jej ciała oraz potarła dłońmi twarz.
- Mam nadzieję, że się udławi tym omni-kluczem.
Nie sprecyzowała, kogo miała na myśli. W obecnej sytuacji to nie było aż tak oczywiste.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 sty 2026, o 13:15

Ściany promu napierały coraz mocniej na zamkniętą w środku kobietę. Sprzeczne myśli rozbijały się w jej głowie, walcząc ze zwykłym, ludzkim instynktem - ale też z czymś znacznie potężniejszym, skrytym w jej żyłach wraz z błękitną energią. Racjonalność podpowiadała jej, że prom nie kierował się w kosmiczną pustkę, nie był zresztą do tego w pełni przygotowany - był zwykłą taksówką, która za chwilę odstawi ją w jakieś miejsce, z którego będzie mogła zawrócić do Vespery. Jednocześnie potrzeba przetrwania walczyła ze stoickim siedzeniem w środku, zasiewała w jej sercu ziarno paniki, które kiełkowało z każdą chwilą. Podpowiadała jej, że metalowe ściany promu stały się jej więzieniem, że nie ma już żadnego wpływu na to, co jej się stanie.
Ciemna energia zaś szeptała do ucha, że metal można było zagiąć. Rozerwać. Że żadne pręty, które usiłowały trzymać ją w zamknięciu, nie były niezniszczalne. Że mogła się uwolnić tutaj, teraz.
Musiała tylko pozwolić tej niszczycielskiej energii wydostać się na zewnątrz.
- Udławić to się może jeszcze przy okazji setką ku... - słowa Lexi urwały się, zniekształcone, zastąpione jakimś ostrzeżeniem wydanym przez system promu, nad którym przejęto zdalną kontrolę. - Nie dostanie na razie tego omni-klucza. Ale najwyraźniej nasze wieczorne plany się przesunęły.
Westchnęła głośno i prom zwolnił nieco. Fel zauważyła, że taksówka nie oddalała się już od centrum miasta - zatoczyła leniwe koło, mknąc po pewnym korytarzu powietrznym, który je otaczał.
- Nie ma za co, tak w ogóle - sarknęła Lexi, najwyraźniej nie wyczuwając w oszczędnych słowach Fel paniki, która chwilę wcześniej nią władała. - Vespera nie jest już chyba bezpieczna. Zaczekamy, aż siksa zniknie i wrócimy na chwilę, żebyś wzięła omni-klucz Brezneva. I swoje rzeczy, czy coś.
Iris znała improwizację - potrafiła ją rozpoznać w brzmiących do niej słowach. Nikt nie spodziewał się przybycia Aaliyah i najwyraźniej Lexi wymyślała na poczekaniu to, co powinni zrobić.
- Czeka nas niebezpieczna druga połowa dnia.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 sty 2026, o 14:02

Jeszcze przez chwilę stała nieruchomo, jakby każdy ruch mógł ponownie rozhuśtać to coś, co z trudem udało jej się w sobie zdławić. Następnie, powoli - z przesadną wręcz ostrożnością - cofnęła dłonie od panelu i pozwoliła, by napięcie w ramionach opadło o ułamek. Oparła się plecami o fotel pasażera i w końcu usiadła, czując pod sobą miękką, stabilną powierzchnię, tak różną od wspomnień o zimnym metalu stołów i ścian. Zamrugała, skupiając się na rytmie oddechu; wdech liczyła do czterech, wydech do pięciu. Błękitna energia cofnęła się niechętnie, ale wciąż czuła, jak muskały jej opuszki poczerniałe iskry. Zignorowała szept, skupiając się zamiast na obietnicy to na zdecydowanie ludzkim głosie rozsądku, który przypominał jej, że ten prom nie był narzędziem egzekucji, a jedynie środkiem transportu; maszyną, którą ktoś - a dokładniej Lexi - zaprogramował.
To nie klatka.
Ani innego rodzaju więzienie.
Choć sposób w jaki...
Dość.
Poprawiła się nerwowo w fotelu, obserwując, jak prom zatacza krąg, płynnie włączając się w tunel i zlewając z innymi promami, które krążyły nad wieżowcami zawożąc pasażerów na wytyczone kursy. Ta mnogość kropek, czyli innych środków transportu, wyciszał kolejny, nerwowy głos pełen obaw, jaki próbował przedrzeć się do jej uwagi.
Nie mogła być tu bezpieczna.
Szansa, że kiedykolwiek będzie gdzieś bezpieczna wynosiła przy optymistycznych prognozach zaledwie...
- Odleciała już, czy nadal próbuje negocjować? - zdecydowanym ruchem odsunęła od siebie resztki uczepionej jej niczym rzep psiego ogona paniki, skupiając się na konkretach. Fakt, że przemilczała komentarz inżynier, było najlepsze co mogła zrobić siedząc w promie, nad którym nie miała żadnej kontroli.
- Widziałam, jak uważnie przygląda się tej taksówce... Jaka jest szansa, że zaraz podąży moim śladem? - jak zawsze, wolała na początku usłyszeć te złe wieści, aczkolwiek po tonie Lexi, podejrzewała, że nie miała w zanadrzu dobrych informacji. Zapadła się bardziej w fotelu, odwracając twarz w stronę głośnika komunikatora.
- Nie zostawiłam w apartamencie nic, czego bym potrzebowała... Co masz na myśli, Lexi? Aaliyah wywiąże się ze swojej części umowy? Jakie dostaliście rozkazy? Jak długo mam krążyć bez celu?
Urwała, zdając sobie sprawę, że zasypuje kobietę lawiną pytań. Potrzebowała o wiele więcej odpowiedzi, ale z uwagi na grunt, który usypywał się spod ich nóg, musiała chwilowo zadowolić się tym, co było już wiadome tu i teraz.
Reszta przyjdzie z... Drgnęła, gdy jedna głośna myśl odbiła się echem w jej głowie. Kiedy tak swobodnie zaczęła planować dalsze kroki już nie z jednym oficerem SST, tylko całym jego oddziałem? Zerknęła kątem oka na swoje odbicie w monitorze. Patrzyła na tą samą kobietę, co zawsze, a jednak nie do końca rozpoznawała swoje własne odbicie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 sty 2026, o 15:44

Chwila ciszy, która wybrzmiała po pytaniach zadanych przez Fel była dość znacząca. W tonie głosu Lexi trudno było znaleźć ślady manipulacji czy ostrożnego dobierania słów - wręcz przeciwnie, dziewczyna wydawała się alergicznie nastawiona do jakiegokolwiek przemyślenia tego, co miało wydostać się z jej ust. Każda myśl pojawiająca się w jej głowie natychmiast znajdowała w ujście, nie zatrzymując się w niej zbyt długo.
- Jeszcze gadają. Spokojnie, mam wszystko ogarnięte. A ten, no... omni-klucz? - zapytała nerwowo, jakby słowa blondynki otwierały możliwość, że nie była w jego posiadaniu. - Cassian mówił, że ty go masz. Upierał się zresztą, żeby został z tobą, więc teraz Yasmin panikuje.
Zdolność do paplania różowowłosej była wysoce zaawansowana - nawet w sytuacjach, które absolutnie tego nie wymagały. Choć teoretycznie miały czas, a prom zdążył odlecieć od Vespery na tyle, żeby potrzebowała co najmniej kilku minut by wrócić do apartamentowca, organizm i tak działał na najwyższych obrotach wyczuwając ostatnie ziarenka piasku przesypujące się przez klepsydrę.
- Plan pozostaje bez zmian tylko wygląda na to, że został gwałtownie przyśpieszony - westchnęła kobieta po drugiej stronie łącza. Na pulpicie promu, Fel dostrzegła, jak prom powoli obiera kierunek powrotny. - Aaliyah pojawiła się, żeby zabrać Daharisa i odzyskać omni-klucz. Nie mogła mieć pewności, że siedzisz w tym promie, ale ta żmija na pewno coś podejrzewa. W innym wypadku nie fatygowałaby się tu osobiście. Przyznaję, że trochę spanikowałam, ale uznałam, że tak będzie bezpieczniej.
Głos Lexi stał się odrobinę nieobecny, jakby zaczytała się jednocześnie w coś na swoim omni-kluczu, albo obserwowała z uwagą rozwój sytuacji, w której pozostała w miarę bezpośrednio uwiązana.
- Oni odlecą, twój prom wróci na lądowisko, obiecuję - urwała, a w jej głosie pojawiła się odrobina skruchy. - Powinnam cię pewnie ostrzec, sorki. Mam... mało kulturalne odruchy robienia natychmiast, kiedy pomysł wpadnie mi do głowy.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

25 sty 2026, o 16:24

Kontrast pomiędzy nimi był uderzający, niemal bolesny w swojej oczywistości; Lexi mówiła tak, jak oddychała - impulsywnie, bez filtra, z emocjami wypływającymi na powierzchnię szybciej, niż zdążyła je ocenić czy ułożyć w bezpieczne kształty. Iris tymczasem całe życie spędziła na ważeniu słów, na obracaniu ich w myślach z każdej strony, zanim pozwoliła im ujrzeć światło dzienne; każde zdanie było decyzją, a każdy ton narzędziem. Tam, gdzie Lexi reagowała odruchem, Fel budowała wypowiedzi jak konstrukcje obronne, świadoma ich ciężaru i konsekwencji. I może właśnie dlatego ta bezpośredniość dziewczyny była dla niej jednocześnie dezorientująca i kojąca; jak rozmowa z kimś, kto nie zna gry, w której ona od lat brała udział.
- Cassian powiedział, że ja mam omni-klucz Brezneva? Och... - d o s k o n a l e pamiętała, gdzie wylądował omni-klucz, który wytrącił jej Daharis z rąk kiedy... Potrząsnęła głową. Zdecydowanie nie powinna tu i teraz wracać do wspomnień minionej nocy. Nie powinna również zdradzać zbyt wiele, ponieważ Lexi, a już na pewno Yasmine, zdolne byłyby połączyć niefortunnie zbyt wiele kropek. Nie była gotowa skonfrontować się sama ze sobą w sprawie swoich uczuć, a co dopiero z dwójką kobiet w mundurze SST. Z cichym jęknięciem, które miała nadzieję, że zostanie wytłumione przez ruch jej rąk, schowała twarz w dłoniach.
- Oddałam mu wczoraj ten omni-klucz, ale wiem, gdzie do schował, więc skoro twierdzi, że ja go mam, jednak muszę wrócić się do apartamentu po niego.
Popatrzyła w przestrzeń przez rozcapierzone palce. Wieczorem, kiedy uciekła od Ashforda i dotarła do apartamentowca, nie było w środku nikogo poza Cassianem. W pewnym jednak momencie przestała zwracać uwagę na to, co było za drzwiami. Pozostało jej mieć tylko nadzieję, iż nikt nie zorientował się, jak bardzo wszystko z Daharisem skomplikowali.
Albo - jak wolała o tym myśleć - w końcu uporządkowali.
- Cassian poleci ze żmiją, tak? - domyślała się odpowiedzi, aczkolwiek chciała mieć pewność. Plan, z którym musieli improwizować, nabierał dla niej powoli kształtów.
- Czy zostało ustalone, że przyniesiemy jej omni-klucz Brezneva, kiedy Cassian będzie już po zabiegu? Powiedz mi, proszę, że nie zapomniał wynegocjować, aby ktoś z jego lekarzy pokładowych upewnił się, że wszystko przebiegło pomyślnie, a żmija niczego nie kombinowała... I że Wasz lekarz jest ludzką kobietą bez dziwnego akcentu, który nie będę umiała naśladować? - dodała, absolutnie nie martwiąc się tym, że mogła wytrącić Lexi ze skupienia nad kolejnym lvlvem gry, w który zwykła grać i dla zabicia czasu, i dla zebrania myśli. Pochyliła się nad panelem, w myślach pospieszając prom, który jak na jej gust zbyt leniwie sunął do przodu.
Słysząc wyznanie kobiety, uderzyły w nią wyrzuty sumienia. Zacisnęła palce na wisiorku i nabrała powietrza w płuca.
- Myślałam, że to Cassian - przyznała nad wyraz szczerze. - Kazał mi obiecać, że nie wysiądę z tego promu i kiedy zaczął odlatywać, pomyślałam... Byłam gotowa powiedzieć mu, co o nim i jego działaniach myślę, ale skoro to nie on zaprogramował kurs, chyba nie powinnam go dalej o to oskarżać - wbiła spojrzenie w boczną ścianę, czekając na reakcje Lexi.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

29 sty 2026, o 20:18

Podczas gdy Fel dochodziła do swoich wniosków, Lexi mamrotała coś pod nosem - czy też do siebie, czy do kogoś, kto w tej chwili znajdował się obok, gdziekolwiek nie była. Prawdopodobnie wciąż tkwiła w Vesperze, może w swoim pokoju wiedząc, że reszta pilnuje rozmowy między Aaliyah i Cassianem, a może i ona stała przy wyjściu na płytę lądowiska, wypatrując rozwiązania sytuacji.
- Twierdzi, że go... Czekaj, to masz go, czy nie masz? - zapytała nagle, jakby dopiero zorientowała się, że Iris zaczęła jej odpowiadać, czy też uciszyła osobę, która mówiła jej do drugiego ucha. - To miejmy nadzieję, że wciąż tam jest. Zaraz zawrócę prom i będziesz mogła poszukać, dobra?
Prom w istocie już powoli kierował się w stronę Vespery, ale robił to bardzo okrężnie, w sposób niezwracający na siebie uwagi gdyby ktoś przypadkiem obserwował go na radarach.
- Niepokoi mnie liczba mnoga w twoim zdaniu, wielmożna eks-radno - zażartowała Lexi, a w jej głosie przebrzmiała odrobina nerwowości. Najwyraźniej znała Fel na tyle, by dostrzec w jej słowach potencjał na komplikację, gdyby Iris postanowiła wręczyć ten omni-klucz SST własnoręcznie. - Ty będziesz miała inne zadanie. Ale tak, jesteśmy umówieni, że Żmija dostaje swój omni-klucz gdy tylko Cassian wróci do nas cały i zdrowy. Swoją drogą, bardzo mi się podoba to określenie. Musimy tak częściej nazywać osoby.
Prom skręcił łagodnie w kierunku wieżowca, który pojawił się z powrotem jako cel ich podróży na masce rozdzielczej.
- Aaliyah zgodziła się, żeby procedurę wykonała lekarka, którą znamy i której Cassian ufa. Tyle udało mi się podsłuchać, właśnie odlatują. Nasi ludzie lecą z nimi - zameldowała, a prom przyśpieszył, jak gdyby w reakcji na jej słowa, choć w praktyce Lexi cały czas sterowała promem manualnie.
- Przeceniasz jego umiejętności. Myślisz, że przejąłby zdalnie sterowanie nad obcym promem, włamując się do systemów taksówek i obchodząc wszystkie zabezpieczenia konkretnego pojazdu i zrobiłby to w zaledwie minutę czy dwie po tym, gdy wylądowaliście? - prychnęła, a w jej głosie brzmiała odrobina dumy - oraz idąca z nią w parze pewność siebie. Odchrząknęła dyplomatycznie. - Chciałabym popatrzeć, jak próbuje.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

29 sty 2026, o 21:00

Gdy fala paniki wreszcie opadła, a puls przestał dudnić w skroniach, Iris niemal fizycznie poczuła, jak wchodzą na swoje miejsce stare, dobrze znane mechanizmy. Te same, które latami ratowały ją na posiedzeniach w Prezydium, gdy negocjacje rozpadały się na jej oczach, a plany Rady traciły sens szybciej, niż zdążono je zapisać. Myśli uporządkowały się w znajomy schemat - oddech, dystans, selekcja faktów. Emocje zeszły na dalszy plan; nie zniknęły, ale zostały odłożone na półkę, oznaczoną mentalną etykietą do późniejszej analizy. Teraz liczyło się tylko to, co wiedziała oraz to, czego jeszcze nie wiedziała, a co należało uzupełnić.
- Nie mam go przy sobie - uściśliła, nie wchodząc w niewygodne szczegóły. - Ale wiem, gdzie go zostawił. Będę potrzebować tylko dostępu do apartamentu, który zajmowałam i dla pewności do tego, który zajmował Cassian. Powinnam wyrobić się w dziesięć minut od wejścia - zameldowała oficjalnie, na wypadek, gdyby nie tylko Lexi była podłączona do tego kanału i w tej chwili ją słuchała.
Chrząknęła cicho, ale nie weszła kobiecie w słowo. Jedynie zasygnalizowała fakt, że w potoku jej słów, wyłapała kilka kwestii do dalszego omówienia. Tu i teraz, bądź niebawem, w szerszym gronie. Wysłuchała Lexi do końca, pozwalając sobie na blady uśmiech w pierwszej reakcji. Entuzjazm inżynier przypadł jej do gustu i choć powinna zachowywać dystans, Lexi miała w sobie coś, co nie pozwalało przechodzić obok niej zupełnie obojętnym. Chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że polubiła różowowłosą.
- Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek uzgadniał ze mną zakres moich obowiązków - stwierdziła pół żartem pół serio, podnosząc wzrok na panoramiczne okno i w końcu zmieniającą się okolice, przez którą leciała taksówka. Cierpliwość ostatnio była u niej towarem deficytowym.
- Nie muszę jej osobiście wręczać tego omni-klucza, ale chciałabym mieć potwierdzenie czarno na białym przeprowadzonej procedury. Jak nazywa się chirurg, która będzie przeprowadzać zabieg? - szansa, że znała to nazwisko, wynosiła mniej niż pół procenta, a jednak chciała wiedzieć. Musiała. Pewne nawyki były dla niej już tak oczywiste, jak filiżanka kawy na dzień dobry. I kolejna, do śniadania.
- Zakładają, że ile im to zajmie? Ktoś od Was będzie przez cały ten czas z Cassianem? - zdusiła w sobie głos protestu. Pozbawiono jej szansy, aby powiedzieć Daharisowi to, co powinien od niej usłyszeć przed operacją. Niesprawiedliwość kipiała w Fel, balansując na cienkiej granicy spokoju, który odnalazła w racjonalnych myślach, na dodatek podburzana językami czarnej materii. Poprawiła kwiat we włosach, nerwowo wciskając go za ucho.
- Myślę, że jest uparty tak samo jak ja, chociaż jego ego nie pozwala mu tego przed kimś przyznać, dlatego podejrzewałam go o wszystko, łącznie o ukryty talent hackerski, ale... Naprawdę dokonałaś tego wszystkiego w niespełna sześćdziesiąt sekund?
Jednak, nieśmiała myśl szepnęła jej do ucha na tyle wyraźne, że pewna nadzieja pozwoliła sobie na wykiełkowanie. Dała jej moment, nie dłuższy niż pojedyncze uderzenie serca, nim rzeczywistość odbierze jej i to.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

8 lut 2026, o 13:49

Prom leniwie wracał do swojej pierwotnej destynacji - tej, do której udało mu się dotrzeć nim natrętna hakerka wtargnęła do jego systemów, nadpisując wyznaczone mu przez omni-klucz Daharisa cele. Z góry, Fel widziała, że niebo przybierało cieplejszej barwy - na jednym z horyzontów jego fiolet przechodził w róż, zwiastujący czyhającą niebawem czerwień zachodu. Wciąż mieli cieszyć się światłem dnia przez kilka następnych godzin, ale odkąd wrócili z górskich szczytów, słońce jakby przyśpieszyło w swojej wędrówce po nieboskłonie.
- Nikt nie tykał waszych apartamentów - potwierdziła tylko cicho Lexi, bardziej by utwierdzić siebie w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, niż by zrobić to z Fel. - Ee... nie wiem. Do obu tych pytań. Zobaczę, czy uda mi się czegoś dowiedzieć. Yasmin jest strasznie wkurwiona - jej głos nagle zszedł do szeptu, jakby wspomniana przez nią kobieta stała tuż obok i różowowłosa bardzo nie chciała, by usłyszała ich rozmowę. - Ona w sumie zawsze jest wkurwiona. Ale teraz trochę bardziej.
Odchrząknęła znacząco, jakby wypowiedziane przez nią cicho słowa były jedynie pyłkiem, który utknął na tle jej gardła, a którego musiała się pozbyć. Ostatnie pytanie Fel wybrzmiało gdy dostrzegła na horyzoncie Vesperę - znajome lądowisko majaczyło w oddali, nienaturalnie opustoszałe.
- W czterdzieści - poprawiła ją, a w jej głosie przebrzmiała duma. Ewidentnie doceniła rzucony jej komplement, którym było zaskoczenie jej umiejętnościami. - Błagam cię, takie promy to łatwizna. Mam wrażenie, że ich budżet na zabezpieczenia wynosi sześć i pół kredyta. Każdy głupi z omni-kluczem, generatorem kluczy uwierzytelniających i bramką systemów ruchu miejskiego w tym okręgu byłby w stanie zrobić to samo. A poza tym... O, jesteś!
Prom podleciał znacznie bliżej niż wcześniej - nie kierując się na środek lądowiska, ale pod samo wejście prowadzące do Vespery. Fel dostrzegła w nim kobietę - Lexi machnęła wolną ręką, w drugiej dzierżąc aktywny omni-klucz. Jej przerwa trwała tylko chwilę, po której dziewczyna kontynuowała tłumaczenie tego, co udało jej się osiągnąć i w jaki sposób - posługując się technicznym żargonem, który dla Fel brzmiał niczym obcy język.
Nim prom wylądował, jej własny omni-klucz pingnął wiadomością.
Nieznany pisze:Bądź grzeczna.
- No, widzisz? - zabrzmiała Lexi na żywo gdy Fel wysunęła się z promu. Jej pytanie było skierowane do kogoś innego. - I nic się nie stało. Mówiłam ci, że nic się nie stanie.
Wsuwając się do korytarza, Fel dostrzegła, że różowowłosa mówiła do Yasmin. Ciemnowłosa kobieta przypominała chmurę gradową. Zamiast sukienki, którą miała na sobie zeszłej nocy, znów nosiła swój pancerz - naprawiony, odmalowany po wydarzeniach w Hirano i w którym zdawała się czuć znacznie swobodniej.
- Musimy porozmawiać - powiedziała twardo, wskazując Fel windę. - Klucz Brezneva? - dodała pytająco, powtarzając to samo, o co pytała wcześniej Lexi.
Różowowłosa, wyraźnie niezadowolona z tego, że nie dokończyła swojego wywodu, podreptała za nimi.
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

8 lut 2026, o 15:08

Ten wieczór miał wyglądać inaczej.
Miał pachnieć winem o konkretnym roczniku, śmiechem tłumionym gdzieś między stolikami i tą cichą, kruchą iluzją normalności, którą pozwolili sobie nazwać randką. Zamiast tego znów dostali metal w twarz obecnością SST, jakby wszechświat z wyjątkową konsekwencją pilnował, by nie zapomnieli, kim są i w jakiej rzeczywistości funkcjonują. Czuła ukłucie rozgoryczenia nie tylko wobec losu, ale też wobec samej siebie; za to, że przez moment uwierzyła, że im wolno. Że coś tak zwyczajnego jak kolacja i powrót do hotelu mogło nie skończyć się alarmem, blokadą drzwi i rozdzieleniem. Wszechświat znów zadrwił, brutalnie przypominając, że ich potem zawsze przegrywa z cudzym teraz.
Gdyby nie jej wrodzony upór, bliska byłaby zwątpieniu.
Parsknęła pod nosem w odpowiedzi na osobisty komentarz Lexi, na który inżynier pozwoliła sobie prawdopodobnie pod wpływem potrzeby wentylowania emocji. Domyślała się, że jej chwilowa nieobecność z Daharisem skomplikowała już i tak napięte relacje ze żmiją, aczkolwiek za to na pewno nie zamierzała przepraszać.
- Powiedz mi, łamałaś już zabezpieczenia w Przestrzeni Rady? Ile zajęłoby Ci nawiązanie połączenia z kimś na przykład na Cytadeli, gdyby ten ktoś dał ci zdalny dostęp przez swój omni-klucz albo podpiąłby się do jakiegoś wskazanego przez Ciebie węzła dostepu? - weszła w słowo różowowłosej, chcąc uzyskać jeszcze tę jedną odpowiedź, zanim kolejne rozkazy zajmą ich i skierują dalej. Poderwała się z miejsca, rozpoznając wieżowiec Vespera, do którego zbliżał się prom. Stała przy oknie panoramicznym, niecierpliwie wyczekując lądowania.
Uniosła brew, odczytując treść wiadomości, którą odebrał jej omni-klucz. Prychnęła pod nosem, niewiele myślą, ani kalkulując, odpisała na nią:
Mama powtarzała mi, aby nie rozmawiać z nieznajomymi.
A już na pewno ich nie słuchać.

Wysunęła się z promu z wyprostowanymi plecami i spokojem, który był w znacznej mierze wyuczony; tym samym, którym przez lata maskowała niepewność na salach obrad Rady Cytadeli. Tym razem jednak brakowało jednego stałego punktu odniesienia. Cassiana. Jego obecność zwykle działała jak cichy bufor, niewidzialna linia oddzielająca ją od ostrza sytuacji. Teraz tej linii nie było, a ona po raz pierwszy miała znaleźć się w samym środku struktur SST sama, bez jego obecności, spojrzenia, pozbawiona możliwości wymiany jednego, krótkiego gestu porozumienia. Świadomość ta kuła ją na każdym kroku. Każdy żołnierz w charakterystycznym pancerzu stawał się potencjalnym przypomnieniem, że to właśnie ci ludzie - ich procedury, rozkazy - kiedyś odebrali jej kontrolę nad własnym losem. Rozsądek podpowiadał, że to inna sytuacja, a już na pewno inny kontekst, tyle że jwj pamięć nie akceptowała niuansów.
Gdy Lexi z typową dla siebie lekkością rozbrajała napięcie słowami rzuconymi w przestrzeń, rejestrowała wszystko wokół z chłodną czujnością; lądowisko, Yasmin w gotowości, jej postawę i napięte mięśnie mimiczne. Pomimo piętrzących się w niej wątpliwościach, nie pozwoliła sobie na zawahania, ani też zwolnienie kroku.
Czy będzie potrafić utrzymać kontrolę bez Daharisa u boku? Czy jej pozycja stała się wystarczająca? Czy zdoła oddzielić teraźniejszość od wspomnień, które wciąż czaiły się pod skórą?
- Jest w moim apartamencie. Pod łóżkiem. Pójdę po niego- odparła zgodnie z prawdą, obracając się napięcie w stronę wind. Wiatr targał jej swobodnie rozpuszczonymi włosami na lądowisku, przytrzymała kwiat we włosach, nie chcąc go gubić tutaj, ani nigdzie indziej.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 lut 2026, o 16:17

Brwi Lexi wędrowały coraz wyżej w miarę, gdy Fel przedstawiała jej swoje pytanie - w którym z pewnością dziewczyna dostrzegła ukrytą prośbę. Powód jej zdziwienia mógł wydawać się blondynce oczywisty, ale kiedy tylko się odezwała, natychmiast okazało się, że dostrzegła problematykę w miejscu, którego Iris nie planowała.
- Uf, myślałam, że mówisz o łamaniu zabezpieczeń w dokach i przejażdżce na Cytadelę Wiesz, trudne to do zrobienia, ale teoretycznie da się, jeśli ma się odpowiednio dużo wolnego czasu. - pewność siebie w jej głosie zdradzała, że gdyby to ona otrzymała odpowiednią ilość czasu, pewnie udałoby jej się nawet przemknąć na stację. - Telefon to żaden problem. To znaczy, odkąd ten haker namieszał na stacji to zwiększyli swoją ochronę, ale wystarczy zmienić tożsamość dzwoniącego zanim sygnał złapią boje komunikacyjne. Jakbyś chciała gdzieś zadzwonić, daj znać.
Mrugnęła do niej porozumiewawczo gdy ruszyły wgłąb korytarza - a tam, napotykając Yasmin, wkroczyły do windy, która miała znieść je w krótkiej drodze w dół. W tym czasie omni-klucz kobiety cicho zasygnalizował otrzymanie wiadomości.
Nieznany pisze:A co mama mówiła ci o zadawaniu się z typami spod ciemnej gwiazdy?

Napięcie Yasmin było bardzo wyczuwalne. Choć kobieta była w pełni opancerzona, Iris wiedziała, że nie spodziewała się takiego obrotu spraw - podobnie jak ona i Cassian. Jej wzrok utkwiony był w omni-kluczu blondynki, ale nawet gdyby była w stanie odczytać wiadomość, nie wydawała się nią zainteresowana. Oferował jakiś punkt przestrzeni, na którym mogła zawiesić swoje spojrzenie.
Powrót do jej apartamentu był niczym kubeł zimnej wody spadający na głowę.
Ich rzeczy nadal były rozrzucone po pomieszczeniu - ubrania rzucone na fotel, szklanka po niedopitej whisky na barku. Torba z jej rzeczami, zamówionym poprzedniego dnia. Zmierzwiona pościel, z której wygramoliła się zaledwie kilka godzin wcześniej po otrzymaniu filiżanki z kawą. Wszystko to zdawało się być pamiątką innego życia, należącego do obcych jej osób - teraz, gdy rzeczywistość postanowiła wpaść przez obszerne, balkonowe drzwi. Po chwili szukania odnalazła omni-klucz należący do Brezneva. Nie był już na ziemi, ale leżał na stoliku po jej stronie łóżka - najwyraźniej Daharis zostawił go tam, gdy szykowała się w łazience do wyjścia.
Kobiety wpuściły się do jej pokoju, czy też bezmyślnością Lexi, czy uporem i zdenerwowaniem Yasmin. Różowowłosa odetchnęła na widok omni-klucza, rozglądając się jednocześnie z ciekawością po rozrzuconych wokół rzeczach. Świadomość tego, że były tutaj ubrania należące zarówno do Fel, jak i do Cassiana, najwyraźniej w ogóle do niej nie docierała. Yasmin zaś przyglądała się urządzeniu w dłoniach Iris, niezainteresowana niczym innym.
Nieznany pisze:Słuchaj się Yasmin. Ją znasz.
Jakby świadoma treści wiadomości, którą otrzymała Fel, kobieta stanęła naprzeciw niej. Coś ją wyraźnie trapiło - coś więcej, niż sam fakt zniknięcia Cassiana. Czaiło się w jej oczach, dostrzegane wyłącznie przez wprawioną w obserwacji, byłą radną.
- Musimy porozmawiać - powtórzyła z naciskiem, podnosząc wzrok z omni-klucza w rękach Fel ku jej twarzy. - Usiądź, proszę.
Lexi, zbyt zapatrzona w coś w apartamencie, nieświadomie opadła na najbliższą powierzchnię fotela, jakby ta prośba skierowana była do niej.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

10 lut 2026, o 17:29

Na obawy Lexi odpowiedziała lekkim uśmiechem, nie zdradzając, czy pierwsze, o czym pomyślała różowowłosa, nie było aby tożsame z kolejnym pytaniem na jej osobistej liście.
- Jasne, dzięki, tylko... Będąc tam, raczej trudno byłoby mi dać Ci najpierw znać, że chce takowy telefon wykonać - dodała, uważnie obserwując inżynier, czy aby zrozumiała ukrytą między słowami aluzje, czy jednak zmuszona byłaby powiedzieć bardziej wprost gdyby tylko okoliczności były sprzyjające, aby kontynuować rozmowę.
Z cichym westchnięciem oparła się plecami o ścianę windy. Przyglądała się liczbie pięter zmieniającej się na wyświetlaczu oraz kolorowym lampkom przy przyciskach sterującymi windom. Resztki samokontroli powstrzymały ją przed zadaniem pytań tu i teraz, a także kolejna wiadomość, którą odebrał jej omni-klucz. Parsknęła pod nosem, wystukując odpowiedź.

Że łobuz kocha najbardziej?
Nie. Chwila. To powiedziałby raczej mój ojciec, gdyby zamiast admirałem, był na przykład kapitanem pirackiego statku.

Próg jej tymczasowego apartamentu przekroczyła z wahaniem, jak ktoś, kto spodziewa się uderzenia... - i rzeczywiście, takowe nastąpiło pod postacią wspomnień, które padły na nią natychmiast, bez litości. Obraz rozrzuconych ubrań, niedopitej whisky, zmiętej pościeli nie były czymś neutralnym, a intymnym aż do bólu. Dowody chwili, w której pozwoliła sobie zapomnieć, kim jest i w jakim świecie żyje. Przez ułamek sekundy czuła, jak ściska ją w środku. To pomieszczenie było jak kapsuła czasu prowadząca do wersji rzeczywistości, która już przestała istnieć. Do wczoraj, które jeszcze rano wydawało się tak bliskie.
Nie dała jednak po sobie poznać ani jednego z tych pęknięć. Stare nawyki zadziałały szybciej niż emocje. Z automatyzmem godnym sal obrad w Prezydium zaczęła porządkować przestrzeń; nie naprawdę, lecz wystarczająco, a przynajmniej taką miała nadzieję. Przesunęła kurtkę Cassiana tak, by zniknęła za oparciem fotela, wsunęła jego koszulę między swoje rzeczy, jakby od początku tam należała. Szklanka po whisky zniknęła w jej dłoni i sekundę później stała już na blacie w aneksie, obrócona tak, by nie rzucała się w oczy. Każdy ruch był drobny, dyskretny, niemal niedbały, a jednocześnie precyzyjny. Dowody zbrodni musiały zniknąć. Nie zamierzała tłumaczyć się z czegoś, co i tak już chciano jej odebrać.
Bez słowa podeszła do nocnej szafki i sięgnęła po omni-klucz Brezneva. Potrząsnęła głową, odsuwając od siebie wspomnienie, jak ciepły oddech mężczyzny owiał jej szyję na moment przed... Zacisnęła palce na urządzeniu, pozwalając sobie na sekundę słabości, zanim twarz znów przybrała neutralny wyraz. Obróciła się z urządzeniem w ręku w stronę Yasmin i podała go jej bez słowa.
- Chcesz powiedzieć mi coś, co mi się nie spodoba, dlatego prosisz, abym usiadła?
Nie czekając na odpowiedź, spełniła jej prośbę, przysiadając na skraju łóżku. Widziała wiadomość, którą wysłał jej Cassian, podobnie jak dostrzegała napięcie ściskając każdy, pojedynczy mięsień mimiczy kobiety. Tę pierwszą zignorowała, skupiając się na kobiecie w pancerzu. Podniosła na nie swoje uważne spojrzenie, gotowa na kolejny cios, który niechybnie nastąpi. Znów znalazła się na tym skrawu sinusoidy, kiedy leciała na łeb na szyję w dół.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

12 lut 2026, o 08:14

Aluzja podrzucona przez Fel odbiła się na twarzy Lexi - ale nie w sposób, którego oczekiwała od niej blondynka. Brwi dziewczyny zmarszczyły się, jej usta rozdziawiły lekko gdy analizowała jej słowa. Iris dostrzegła dobrze moment, w którym kobieta chciała odpowiedzieć - prawdopodobnie zaprzeczyć, podważyć sensowność przedostawania się na Cytadelę by na nią zadzwonić, lub zakwestionować słowa, które odebrała w pełni poważnie.
Miała jednak na tyle pomyślunku, by domyślić się, że Fel próbuje jej coś przekazać - dlatego oszczędnie skinęła głową, nie zwracając uwagi na ich rozmowę w towarzystwie Yasmin, która nie wydawała się nią szczególnie zainteresowana bo niczego podejrzanego nie dostrzegła.
Niemal mogła wyobrazić sobie reakcję mężczyzny na wysłaną przez siebie wiadomość, bo tym razem jego odpowiedź przyszła z pewnym opóźnieniem, którego potrzebował by ją dokładnie przeanalizować - lub przeczytać raz, czy pięć.
Nieznany pisze:Czy to jakieś Brytyjskie przysłowie?
Nieznany pisze:Po raz kolejny mówisz o pirackich statkach. Twoje ambicje skręcają w niepokojące miejsca.
Omni-klucz w jej dłoni był pokrzepiająco chłodny w pierwszym kontakcie z jej skórą. Przypominał jej, że był czymś prawdziwym, namacalnym, że pod jej nieobecność nikt nie wtargnął do ich apartamentu i nie pozbawił ich tej przewagi, którą udało im się zdobyć.
Yasmin przytaknęła cicho. Westchnęła, unosząc opancerzoną rękę do twarzy. Potarła zmęczone skronie, jakby dzisiejszy dzień, tak lekki i beztroski dla Fel i Daharisa, jednocześnie przygniatał ciężarem jego podkomendną.
A może zrobił to dopiero po pojawieniu się Żmii.
- Po waszej rozmowie w Kamaris, musimy zakładać, że Aaliyah wie o tobie. Nie wie gdzie jesteś i nie może mieć pewności, czy podróżujesz z nami, czy nie, ale na pewno wie, że jesteś związana jakoś z Daharisem - zaczęła powoli, ewidentnie znajdując najłatwiejszą nitkę do rozpoczęcia tematu, który chciała poruszyć. - A jeśli Aaliyah wie, to spróbuje na tym skorzystać. Pewnie wie już cały Sojusz obecny na Nos Astrze.
Lexi wierciła się w fotelu, na który odruchowo opadła. Dopiero uświadamiała sobie, że przypadkiem siadła na jakichś rzeczach i teraz, mało elegancko, zaczęła je wyciągać spod siebie, odmawiając jednak wstania.
- Sęk w tym, że póki Cassian jest z tobą, przechwycenie cię jest trudnym zadaniem. Wsparcie Maelstromu czy nie, wciąż ma swój statek, załogę i, cóż, siebie. A renomę ma, jaką ma, nie bez powodu - kontynuowała, z uwagą patrząc na Iris, upewniając się, że ta rozumie słowa, które jej przekazuje.
Lexi powoli, jak zahipnotyzowana, wyciągnęła zza poduszki leżącej w fotelu męski pasek do spodni.
- Nie wątpię, że Aaliyah dotrzyma umowy. Ale w tej umowie nie było słowa o tobie, a ona lubi czepiać się słówek - westchnęła brunetka. - Jeśli Cassiana nie ma, jesteś w niebezpieczeństwie.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Apartamentowiec Vespera

12 lut 2026, o 09:46

W ostatniej chwili zreflektowała się i przysłoniła usta dłonią, aby zdusić w sobie chęć parsknięcia śmiechem; nerwowa atmosfera oraz powaga Yasmin kontrastowała z wesołym wydźwiękiem wiadomości, które odbierał jej omni-klucz. Jakby nic się nie stało, a w powietrzu nie czuć było nadciągającej nawałnicy. Chciała wierzyć, że Daharis nie starał się uśpić jej czujności, bądź zamydlić oczu. Jedynie zajmował jej - a także swoje - myśli czymś... zwyczajnym. Codziennym. Co pozwalało im się nadal trzymać jedną ręką kurczowo tej nienaturalnej bańki, z której zmuszona była wyściubić nosa tylko po to, aby na nowo rzeczywistość uderzyła ją w twarz.

O nie. Gdybym miała Ci odpowiedzieć po brytyjsku, to odpowiedziałabym na przykład Not my cup of tea.
A żmii możesz przekazać serdeczne As useful as a chocolate teapot.

Słuchała Yasmin w ciszy, z twarzą opanowaną do granic możliwości, ale w środku narastało w niej oburzenie. Myśl, że Sojusz zaczyna interesować się nią nie jako funkcją, czy nazwiskiem w protokole, lecz jako punktem nacisku, była niemal obraźliwa. Nie była zasobem. Nie była też przynętą. A już na pewno nie była kimś, dla kogo Cassian - oraz jego ludzie - powinni wystawiać się na ryzyko. Sprzeciw pojawił się natychmiast, instynktowy i ostry; nie zgadzała się na to, by stawać się słabością, którą ktoś inny musiałby osłaniać własnym ciałem. Jeśli Aaliyah i Sojusz chcieli grać nią jak kartą, czuła niemal fizyczną potrzebę wyrwania jej z ich talii.
Rejestrowała każde słowo Yasmin z tą chłodną uważnością, która przez lata towarzyszyła jej w Prezydium. Rozumiała logikę - brutalną, ale spójną. Cassian był tarczą. Jego obecność zmieniała rachunek ryzyka. To właśnie bolało najbardziej, bo oznaczało, że jego nieobecność nie była tylko emocjonalną stratą, lecz realnym zagrożeniem. Dla niej, ale przede wszystkim dla nich. To jej życie zyskało datę ważności, nie ich.
Kątem oka zauważyła ruch Lexi. Różowowłosa kręciła się na fotelu, wyciągając spod siebie kolejne rzeczy z rosnącym zakłopotaniem, aż w końcu jej palce zacisnęły się na męskim pasku. Drgnęła ledwie dostrzegalnie. Przesunęła dłonią po podłokietniku, jakby chciała zaznaczyć granicę tej rozmowy, a spojrzenie, które na moment spoczęło na Lexi, było łagodne, lecz znaczące. Nie teraz. Nie tu. Niemalże od razu wróciła uwagą do Yasmin, prostując się minimalnie.
- Do czego zmierzasz? - zapytała, błądząc dwukolorowym spojrzeniem po profilu kobiety.
- Nie chcę, aby ktokolwiek z Was się dla mnie narażał - podkreśliła, zanim pozwoliła Yasmin kontynuować.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Nos Astra”