W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.
Spodziewała się, że ich czas spokoju był krótki, a przesypujących się w klepsydrze ziarenek zostało coraz mniej - a jednak do końca nie spodziewała się, że napotkają przeszkodę w swoim planie już na prostym etapie zaparkowania promu bliżej maszynowni. Zaklęła pod nosem, nie dostrzegając w okolicy niczego, co mogłoby jej się przydać. Prom służył wyłącznie transportowaniu w obrębie kompleksu stacji, a jednak miała w sobie odrobinę nadziei na to, że znajdzie w nim coś interesującego - na przykład ukryty schowek piracki, w którym czekałaby błyszcząca wyrzutnia rakiet.
- Nie - odrzuciła stanowczo przez omni-klucz, choć nie odrzuciła jego propozycji pomocy z powodu dumy, a zwykłej praktyki. - Będziemy potrzebować większej siły ognia. Ja sobie poradzę. To o naszym promie nie mogę powiedzieć tego samego.
Odsunęła się od panelu sterującego gdy wybrzmiał komunikat kierowany przez jeden z promów. Być może udałoby jej się manewrować tak, by oblecieć Conflagrationa unikając pocisków akceleratora masy - ale nie podobały jej się szanse, które miała. Jedno uderzenie prawdopodobnie wystarczyłoby by rozedrzeć kadłub na pół i jeśli cudem udałoby jej się to przeżyć, nie miałaby żadnej możliwości powrotu do wraku, a tym bardziej ucieczki z systemu. Być może też udałoby jej się poradzić sobie z zespołem abordażowym. Wnętrze promu było małe, ciasne, a gdyby skryła się w jego kącie, miałaby dogodną pozycję strzelecką. Posiadała na tyle wysokie zdanie o swoich umiejętnościach by wierzyć, że zdjęłaby co najmniej połowę z potencjalnej dziesiątki członków oddziału uderzeniowego. Tyle, że gdyby jako dowódca posłała piątkę swoich żołnierzy do ciasnego promu i nie wyszliby z tego cało, wycofałaby resztę, cofnęła się i wystrzeliła z akceleratora masy. Odpowiedzi, których miała im udzielić, nie były w jej oczach warte całego oddziału.
Przemknęła spojrzeniem po dwóch sygnaturach bojowych okrętów obok niej.
- Ale ich promy podobają mi się bardziej - mruknęła z zamyśleniem do omni-klucza nim przerwała nadawanie, zamiast tego sięgając do systemów promu. Połączyła się z nimi swoim urządzeniem, odnajdując kod komunikatora należący do wrogich jednostek i otwierając z nimi własne łącze.
- Niezbyt potraficie się targować - odpowiedziała beztrosko, wracając przed śluzę promu i zerkając na dziurę po drugiej stronie. Starcie z oddziałem abordażowym wewnątrz promu wydawało jej się samobójstwem, ale zgubienie ich wewnątrz wraku łajby otwierała jej pewne możliwości. - Co będę z tego miała?
Ich jałowa dyskusja nie miała na celu dania jej żadnej przewagi, ale lubiła myśleć, że tworzyła inne rozmowy wewnątrz innego promu. Uderzyła w przycisk otwarcia śluzy i tak szybko, jak była w stanie, wybiła się z krawędzi promu, wracając z powrotem do czeluści Conflagrationa.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
W odpowiedzi na jej słowa otrzymała milczenie, chociaż szum otwartego kanału podpowiedział jej, że Castel usłyszał jej słowa i wciąż jest po drugiej stronie. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili.
- W takim razie będziemy zastanawiać się nad drogą ucieczki później - odmruknął, najwyraźniej przyjmując jej decyzję. - Ruszam dalej.
Opancerzone promy, które zawisły po obydwu stronach jej pojazdu, były nie tyle jego nowszą wersją, co bliską rodziną. Szybki rzut oka na wyświetlacze wystarczył jej, żeby wygrzebać z pamięci dotyczące ich wspomnienia. BT-24 Bulwark, gdy jeszcze była pełnoprawnym, praworządnym członkiem Przymierza, dopiero wchodził do asortymentu armii Przymierza i nie był wtedy tak popularny jak UT-47 Kodiak, który wykorzystywany był do większości zadań przewozowych floty, ale już zdążył zacząć wyrabiać sobie własną opinię u swoich użytkowników. W przeciwieństwie do Kodiaka, którego model miał z definicji mieć przeznaczenie uniwersalne, jego produkcja od samego początku nastawiona była do warunków bojowych oraz wsparcia przewożonych przez niego oddziałów. Grubszy pancerz, mocniejsze tarcze oraz dedykowane uzbrojenie pod postacią wielolufowych, obrotowych akceleratorów masy większego kalibru przypłacił o wiele mniejszą mobilnością oraz zwrotnością niż jego lżejszy kuzyn, ale w celach desantowych oraz abordażowych był o wiele bardziej preferowany przez siedzących w środku żołnierzy, bo oferował dużo większą przeżywalność.
I naturalnie, o wiele mniej preferowany przez biurokratów odpowiedzialnych za finanse, którzy musieli uzasadniać jego 40% większy koszt, przy zarządzaniu budżetem dywizji.
- Nie jesteście w pozycji do negocjacji - warknięcie, które nadeszło w odpowiedzi na jej słowa, było zimne i zdystansowane. Kiedy uderzyła w przycisk otwarcia śluzy, błyskawicznie otrzymała kolejną reakcję. - Natychmiast wyłącz napęd i zasilanie okrętu, albo otworzymy ogień!
Szybką ucieczkę z promu pokrzyżowały jej nieco oporne drzwi jej Hermesa, które otwierały się wolniej niż by tego chciała, ale łącząc się zdalnie z kokpitem zyskała sekundę przewagi nad operatorami uzbrojenia bojowych promów.
Niestety, ta sekunda okazała się niewystarczająca.
Piloci obydwu promów byli doświadczonymi żołnierzami - co do tego nie było wątpliwości. Każdy był jednak podatny na chwilę zawahania, która mogła przesądzić o sukcesie lub porażce. Operatorzy broni mogli czekać na potwierdzenie rozkazów otwarcia ognia od swojego dowódcy, który wciąż rozmawiał z Hawk, mogli próbować potwierdzić konieczność ataku żeby przypadkiem nie zranić celu zbyt pochopnie lub nie uszkodzić promu, w którym mogły znajdować się jeszcze inne osoby. Każda z tych akcji dałaby jej dodatkowe uderzenie serca. Ale żadna się nie wydarzyła.
Być może żołnierze dostali wyraźne rozkazy i byli na tyle wyszkoleni, by się nie wahać. Być może została już zidentyfikowana i wiedzieli z kim mają do czynienia. Być może napięcia były tak wysokie, że istnienie szpiega w ich bazie, pozbawiało ich wszelkich skrupułów. A być może słyszeli, że uciekając z Acheronu, zraniła lub zabiła jedną z ich towarzyszy - coś, co wszystkie służby porządkowe w galaktyce, brały bardzo personalnie.
A być może po prostu szczęście jej czterolistnej koniczynki ukrytej pod pancerzem, w końcu się wyczerpało.
Próżnia nie oferowała huku wystrzału ani świstów przelatujących pocisków, ale gdy Hawk przekraczała próg, wiedziała już że oba promy otworzyły ogień. W boku Hermesa, którym tu przylecieli, zaczęły pojawiać się otwory wielkości pięści, przez które przesączało się światło Hydry, a przestrzeń dookoła niej wypełniła się kompozytowymi i metalowymi odłamkami; kiedy odbijała się od śluzy, jeden z siłowników podtrzymujących częściowo otwarte drzwi, został wyrwany, a same drzwi odskoczyły za nią jak ranione zwierzę. Jej skok, który nie mógł trwać dłużej niż dwie sekundy, został przerwany gwałtownie w połowie, gdy nagle jej tarcze rozbłysły i niemal całkowicie zostały wyczerpane po spotkaniu z zaledwie paroma pociskami kalibru przeznaczonego do przebijania stalowych ścian, a siła uderzenia zmieniła jej trajektorię, ciskając nią z dala od szczeliny, w którą celowała. Kadłub Conflagrationa szczęśliwie jednak pełen był dziur i rozdarć, więc gdy tylko uderzyła o niego bokiem, ślizgając się niesiona pędem próżni, zdołała się czegoś chwycić, podciągnąć do środka i siłą pędu wskoczyć do korytarza przez inny otwór, w czasie gdy oba promy obracały się by utrzymać ją na celownikach.
Nie mogła jednak nacieszyć się swoim małym sukcesem nawet, gdy wylądowała już z powrotem we wnętrzu wraku. Ledwo jej buty dotknęły posadzki, a promienie światła zaczęły rozcinać pogrążony w mroku korytarz wszędzie dookoła niej, wzniecając w próżnie eksplozje pyłu, stali oraz stopów z każdym uderzeniem pocisku. Żaden z promów nie wstrzymał ostrzału. Kadłub fregaty oferował o wiele większą ochronę przed pociskami, ale zadane mu wcześniej obrażenia oraz postępujące prace rozbiórkowe, które wcześniej zadziałały na jej korzyść, teraz ujawniły drugą stronę swojego ostrza, przepuszczając wiele z nich. Kiedy, nie mając innego wyjścia, ruszyła biegiem przed siebie, jej tarcze eksplodowały chwilę później, a każdy cios spychał ją na bok niczym mocnego uderzenia wiatru.
Gdy pierwszy pocisk trafił w końcu w jej pancerz, uderzenia wiatru zamieniły się w uderzenia taranem.
Siła pocisku cisnęła nią na przeciwległą ścianę, wyrywając z jej płuc całe powietrze jeszcze nim organizm zarejestrował ból. Pęd poniósł ją jednak dalej, a latające dookoła niej odłamki zniknęły, gdy nagle znalazła się w części korytarza, która wciąż jeszcze nie została rozebrana i oferowała pełną osłonę powłoki fregaty. Znajdowała się w korytarzu mniej więcej w połowie długości okrętu, wyświetlacz jej hełmu krzyczał na nią czerwienią o nieszczelności pancerza, a ból zawstydzał wcześniej obite żebra swoją intensywnością, jednak jakaś część jej umysłu podpowiedziała jej, że gdyby trafienie było bezpośrednie lub więcej niż jedno, prawdopodobnie nie stałaby już na nogach. Część jej napierśnika na wysokości lewego ramienia była wgnieciona do wnętrza i miała poszarpane krawędzie, przez które widać było rozwarstwiające się elementy kompozytu oraz czarne krople błyskawicznie zamarzniętej krwi, ale jakimś cudem nic nie wyglądało na złamane albo jej adrenalina była mocniejsza niż sądziła.
Nawałnica pocisków została za jej plecami. Bezpośrednie zagrożenie zniknęło, ale wiedziała, że miną zaledwie sekundy, nim oba promu zaprzestaną ostrzału, a ich drzwi się otworzą, wpuszczając do wnętrza Conflagrationa oddziały desantowe, które będą miały za zadanie sprawdzić czy coś zostało z piratki lub ruszyć za nią w pościg.
Kłamałaby mówiąc, że nie liczyła na sporą odrobinę szczęścia i tym razem. Licząc, że ich prom zaparkowany tak blisko dziury będzie wystarczający, by zapewnić jej chociaż częściową osłonę, pomknęła do przodu. Nie potrzebowała jednak powietrza ani huku by wyczuć, że prom natychmiast rozpoczął ostrzał, kąsając w jej tarcze gdy w tej nieznośnie długiej chwili mknęła przez pustkę prosto do ciemnego wnętrza Conflagrationa.
Najwyraźniej jednak wyczerpała wszystkie jego pokłady przemykając do hangaru wtedy, w Juno - lub nie dając się wykryć gdy przemieszczała się po jej korytarzach.
Zaklęła siarczyście, czując kolejne, tym razem znacznie bardziej dotkliwe kąsanie w swoim boku. Rzucając się biegiem pozwoliła, by magnetyczne buty utrzymywały ją w swoim torze, chcąc jak najszybciej zyskać osłonę - wiedząc, że kwestią czasu będzie pojawienie się oddziałów na pokładzie Conflagrationa.
- Wchodzą na pokład. Co najmniej jeden, może dwa oddziały desantowe - zakomunikowała na wydechu przez omni-klucz, licząc na to, że mężczyzna znalazł już coś wartościowego, co mogło im wspomóc. - Jak z naszą siłą ognia?
Aktywowała skok adrenaliny, rzucając w przejście barykadę. Jeśli miała na to czas, sięgnęła do medi-żelu oraz omni-żelu by załatać ubytek w swoim pancerzu pośpiesznie, zajęła jednak pozycję przy ścianie, gotowa do strzału. Nie miała wiele do dyspozycji, jedynie własną broń i długie korytarze Conflagrationa, w których mogła ich zgubić.
- Zostawiłam prom na chodzie - dodała, intensywnie myśląc nad następnymi poczynaniami. - Jeśli poślę go w wyrwę gdy będą przez nią wchodzić, może zdejmie kilku.
Zerknęła na omni-klucz, sprawdzając, czy nadal jest zdalnie połączona z pojazdem. Odwróciła się przez ramię i zerknęła na windę - jeśli nie widziała jeszcze w korytarzu promieni latarek, spróbowała ją otworzyć by umożliwić zejście w dół ale liczyła na to, że zrobi to Castell.
- Potrzebujemy ruszyć tę łajbę zanim przyślą posiłki, ale potrzebujemy też promu - mruknęła, bardziej do siebie niż do niego - adrenalina w jej żyłach skutecznie tłumiła ból kuli, która przedarła się przez jej osłony. - Mogę odwracać ich uwagę i cię osłaniać, ale przydałoby się ich najpierw przerzedzić.
Jeśli ktokolwiek pojawił się na wyłomie, bez zawahania nacisnęła na spust.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Tymczasowa barykada oddzieliła ją od reszty korytarza, pozwalając złapać oddech, nawet jeżeli tylko przez chwilę. Wiedziała jak działają oddziały desantowe, bo sama brała udział w podobnych akcjach więcej niż raz, a niektóre rzeczy zabrała ze sobą nawet do obecnych czasów. Nie musiała widzieć żołnierzy Przymierza, żeby wiedzieć, że za kilka sekund będą wskakiwać do wnętrza Conflagrationa, czyniąc to jednak wolniej i bardziej ostrożnie niż ona. Wzbudzony w próżnię pył oraz metalowe odłamki tworzyły chmurę, która utrudniała widzenie oraz szybki pościg, istniała więc szansa, że z punktu widzenia odczytów promu, mogli nie wiedzieć czy wciąż żyje i w którą stronę się udała. Wchodząc na pokład wraku, chociaż ten znajdował się w ich systemie oraz podłączony do ich bazy, obecnie wkraczali na nieznany, niegościnny teren, nie mając pełnego poglądu gdzie znajduje się ich uciekający cel - oraz czy rzeczywiście ucieka. Było bardziej niż prawdopodobne, że kilka sekund przeciągnie się w kilkanaście, a może nawet i kilkadziesiąt, podczas których jej pościg będzie stopniowo zajmował, zabezpieczał i odhaczał kolejne sekcje Conflagrationa, wybierając bezwzględną metodyczność zamiast szybkości. W końcu nie musieli się śpieszyć.
W przeciwieństwie do ich celów.
Castell zaklął w jej słuchawce.
- Będzie ich więcej - odrzucił, wypowiadając na głos jej myśli. - Jestem już w kajucie, właśnie otwieram skr-
Nagły trzask, stęknięcie i głuchy szum, który dotarł do głośników jej słuchawki nawet pomimo dzielącej ich próżni, przerwał słowa mężczyzny. Minęło długie kilka sekund nim Rhys ponownie się odezwał, ale tym tym razem jego oddech był ciężki i urywany.
- Warrick, ty skurwiały, śliniący się na fiuta synu zagrzybiałej... - wycharczał niewyraźnie z oszołomioną wściekłością. Warknął pod nosem i coś z w słuchawce Hawk zazgrzytało, a mężczyzna wydał z siebie dźwięk stłumiony jakby się podnosił. Albo zrzucał z siebie metalową płytę. - Plan z większą siłą ognia szlag strzelił. Skrytka była zaminowana.
Pospiesznie nałożony omni-żel zasklepił dziurę w pancerzu Hawk, a rozchodzący się po ciele medi-żel otumanił ciało dookoła rany odrętwiałym chłodem. Gdy skończyła je aplikować, za zakrętem korytarza pojawiły się pierwsze promienie latarek, ale wciąż jeszcze odległe. Snopy światła systematycznie omiatały każdy z kątów przejścia, sprawdzając wszystkie zakamarki oraz szczeliny w strukturze kadłuba. Najwyraźniej oddział desantowy odkrył już, że pośród zgliszczy nie ma jej ciała.
Połączenie jej omni-klucza z promem zajęło nieco dłużej niż by chciała, ale szybkie zerknięcie na jego wyświetlacz na jej omni-kluczu powiedziało jej, że jest gotowe. Na pulpicie pojawiły się miniatury widoku z kamer zarówno wewnątrz Hermesa jak i na zewnątrz, dając jej podgląd na to co się dzieje w tej chwili w otoczeniu promu. I potwierdzając niejako jej domysły.
Jeden z oddziałów desantowych znajdował się już w większości w środku Conflagrationa, a jego ostatnich trzech członków właśnie wsuwało się w szczelinę kadłuba. Drugi natomiast był podzielony - połowa zabezpieczała okolicę wyrwy z zewnątrz, a druga połowa właśnie wchodziła do środka jej promu, omiatając lufami karabinów wnętrze w poszukiwaniu większej ilości szpiegów, którzy mogli zostać na pokładzie podczas gdy ona wykonywała powrotny skok. Jeżeli obydwa oddziały były tej samej wielkości, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami naliczyła dwudziestu żołnierzy. Jej plan z promem z pewnością wyeliminowałby część z nich albo unieruchomił na wystarczająco długo, żeby kupić im kolejny cenny czas.
Zdalne połączenie z Hermesem uświadomiło jednak jej coś jeszcze. Radar promu wciąż działał, wciąż odświeżając najbliższą okolicę Conflagrationa.
A także zbliżające się do niego kolejne trzy, identyczne pojazdy.
- Główny plan się nie zmienił. Idę do generatora - odrzucił Rhys, już normalniejszym tonem, najwyraźniej otrząsnąwszy się z szoku wywołanego tym, cokolwiek go sponiewierało. Hawk kątem oka zauważyła ruch po swojej prawej stronie, a gdy zerknęła w tamtą stronę, dostrzegła brata Kestrel na końcu korytarza, przy windzie; mężczyzna uniósł odruchowo karabin w jej stronę, opuszczając go jednak równie szybko, gdy zorientował się, że za barykadą przycupnięta jest piratka. Jego pancerz był osmolony i powgniatany.
Drzwi windy za jego plecami były otwarte na oścież - albo musiał zrobić to wcześniej, albo zrobił to któryś z inżynierów Acheronu w celu łatwiejszego przemieszczania się po wraku. Rhys nie zwlekając ani nie czekając na jej decyzję, wszedł do środka i podniósł ciężką klapę przejścia technicznego, zsuwając się na dół.
Pod wieloma względami walka w próżni była łatwiejsza od zwykłej - dzierżony sprzęt nie ciążył zanadto, małe odepchnięcie się skutkowało zgrabnym i długim unikiem, zawieszone w przestrzeni trupy tworzyły dodatkowe przeszkody i osłony, których brakowało na co dzień. Ale tam, gdzie nie ciążył jej Błotniak czy strzelba, tam każdy ruch wymagał więcej wysiłku, większej precyzji. Nie lubiła też tej głuchej ciszy, w której nawet urywany oddech nie zagłuszał szaleńczego bicia serca, utrudniając skupienie. Walki w kosmicznych wrakach może i wydawały się schludniejsze, ale zawsze odnajdywała się bardziej w chaosie, w którym inni potrafili się zgubić.
Wypuściła powietrze z ust na dźwięk przekleństw wydobywających się z komunikatora. Zajęta oglądaniem snopów światła wędrujących po ścianach korytarza, nie skomentowała tego ani słowem - nie dlatego, że pozbawiło ją to jakichkolwiek nadziei na wyrównaną walkę, ale dlatego, że w obecnym stanie nie miała w swoim umyśle przestrzeni na skupianie się na rzeczach, które traciły na znaczeniu. Skrytka kogośtam z siłą ognia, z której nie mieli już skorzystać, nie mogła im pomóc.
Wolała więc skupić się na tym, co mieli.
- Nie wiedzą, ilu nas jest, gdzie jesteśmy i co planujemy. Im dłużej tak będzie, tym większe mamy szanse - odrzuciła, sięgając do omni-klucza by połączyć się z promem. Znad urządzenia zerknęła na mężczyznę gdy osmolony wychylił się z kajuty, w której szukał dla nich przewagi. - Zatrzymam ich na tym poziomie tak długo, jak będę w stanie.
Rozejrzała się wokół z użyciem kamer zamontowanych w promie, licząc pod nosem kolejne sylwetki, których było zdecydowanie zbyt wiele. Gorszy był widok radaru i nadciągających posiłków.
- Zostaw mi drona - poleciła mu jeszcze gdy odwrócił się w stronę windy. Dron Kestrel był jedynym, co posiadali, a czego nie miała na sobie - i zamierzała chociaż spróbować z niego skorzystać. - Pośpiesz się, Castell.
Chwyciła za stery promu, do którego była podłączona. Radar był wartościowy, ale nie na tyle, by z niego nie korzystać. Nie potrzebowała wiedzieć, czy pięćdziesiąt, czy sto osób zmierza właśnie w ich kierunku ani czy zjawią się tu za pięć minut, czy za piętnaście.
I bez tego wiedziała, że mają przesrane.
Szarpnęła promem, pobudzając go do życia z maksimum dostępnej mocy. Celowała w wyrwę, wokół której - oraz w której - wciąż znajdowali się członkowie drugiego oddziału desantowego. Jeśli prom przeżył urządzenie i wciąż miała do niego dostęp, w następnej kolejności wycelowała go w jeden z promów bojowych i posłała w jego kierunku, zabierając uwięzionych w środku żołnierzy ze sobą.
Chwyciła drona Kestrel, unoszącego się nad ziemię. Pchnęła go mocno, chcąc, by zatrzymał się w korytarzu, zawisając tam, gdzie padały snopy światła latarek.
- Ani kroku dalej, poruczniku. Chyba, że mam wysadzić tę łajbę z nami na pokładzie - rzuciła przez komunikat, sięgając do łącza, z którym połączył się jej prom wcześniej, a którego adres skopiowała do siebie. - Osobiście nie robi mi to różnicy. Na moje miejsce jest wielu innych we flocie.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Odpowiedź Castella była zwięzła i szybka.
- Zgadzam się. Ale większe szanse mamy też we dwójkę, a nie w pojedynkę - odrzucił już przez komunikator. - Nie zostawaj tu dłużej niż to konieczne. Jeżeli to jest grupa, która została przydzielona do obserwacji naszego promu, to nie wiadomo czy w maszynowni nie będzie ich więcej.
Jeżeli jej prośba o zostawienie drona go zaskoczyła, to nie miała możliwości, żeby to zweryfikować. Mężczyzna nie odpowiedział, ale po dłuższej chwili lśniący błękitem dron podpłynął do niej w powietrzu, unosząc się na jej rozkazy.
- Upewnij się, że zostanie całkowicie zniszczony lub zabierz jego resztki ze sobą - powiedział tylko, gdy światła latarek były coraz bliżej.
Na obrazie z kamer transmitowanych z Hermesa, dostrzegła, że czasu ma coraz mniej. Żołnierze wewnątrz pojazdu właśnie wchodzili do kokpitu, a kiedy okazało się, że ten jest pusty, ale wciąż włączony, mężczyzna na przedzie odwrócił się i kiwnął coś do swojego kompana, przywołując go gestem. W tym samym momencie Hawk wcisnęła przepustnicę do końca i promem szarpnęło; obraz na kamerach przez chwilę pokazywał jak żołnierzami w środku rzuciło na tylną ścianę, ale potem musiała się przełączyć na te boczne oraz przednie, które umożliwiały jej sterowanie. W niewyraźnym, o słabej rozdzielczości wideo, widziała gwałtowne poruszenie oraz panikę, gdy żołnierze Przymierza zorientowali się w nagłym zrywie promu i próbowali odskoczyć na bok, walcząc zarówno z niewygodną pozycją przechodzenia przez szparę w kadłubie, jak i brakiem grawitacji.
Nie dane było jej widzieć efektów swojego podstępu, bo kamera na dziobie Hermesa wysiadła jako pierwsza, gdy prom wbił się w bok Conflagrationa, próbując wcisnąć w wąskie przejście siłą drobnych silników odrzutowych. Nim połączenie zostało całkowicie zerwane, wydawało jej się, że pojazd uderzył w kilku żołnierzy, odrzucając ich na boki, ale nie potrafiła stwierdzić jak poważne zadała im obrażenia. Siłę zderzenia odczuła jednak pod butami, gdy przez podłogę wraku przeszło delikatne drżenie.
Światła latarek zatańczyły chaotycznie, ale równie szybko odzyskały rezon. Jej słowa w komunikatorze spotkały się z syknięciem.
- Powiedziałem ci już, że nie jesteś w pozycji do negocjacji - odezwał się sucho kapitan dowodzący grupą uderzeniową. Promienie latarek skrzyżowały się na dronie, gdy ten wyleciał poza róg skrzyżowania. - Ale dobrze. Przyślij kolejnych. Z przyjemnością przywitamy was wszystkich w ten sam sposób.
Ledwo słowa kapitana przebrzmiały w głośniku, a próżnię przecięły smugi pocisków, w ciszy trafiając w drona i odłupując z niego fragmenty metalu, gdy wiele karabinów otworzyło ogień. Urządzenie zadrżało jak żywe, przyjmując na siebie kilka bezgłośnych serii, nim ostatnia cisnęła nim za przeciwny róg skrzyżowania, sprawiając, że zniknął Hawkins z oczu.
Promienie latarek zaczęły się zbliżać, a chwilę później zza rogu zaczęli wychylać się pierwsi żołnierze - niemal od razu metodycznie zajmując pozycje przy ścianach, otwierając ogień gdy tylko dostrzegli jej zasłonę, a także osłaniając tym kolejnych, którzy pojawiali się za nimi.
Korytarz przecięły pierwsze pociski, bezgłośnie przelatując nad jej głową i w ciszy, którą potrafiła utrzymać tylko pustka kosmosu, rozłupując metal oraz kompozyt dookoła niej.
*Nie mamy strzelb Q2, które by tematycznie mogły być używane przez jednostki Przymierza, więc reskin Adepta, dostępny w eshopie za jedyne 19.99$ lub przy zakupie battle passa
Przeciwnik 7[NIE MA JAK PRZEJŚĆ WIĘC CZEKA] [0 PA]
Wnętrze Conflagrationa pogrążone było w mroku i kompletnej ciszy - warunkach, które mogła dostarczyć tylko śmierć i próżnia. Odkąd oddział desantowy wyłonił się zza roku korytarza i otworzył ogień, te kilkanaście metrów które dzieliło przeciwników od Hawk, nieustannie wypełniały mknące pociski, rozbłyski mikroskopijnych pól redukcji masy we wnętrzach skierowanych w jej stronę luf oraz okazjonalne lśnienie tarcz kinetycznych przyjmujących na siebie uderzenia, które stanowiły jedyne źródło światła w metalowych zwłokach, które zmusiło ją do walki. Błyski błękitu rzucały długie, pojedyncze cienie, gdy napotykały krawędzie modułów wystających ze ścian oraz wiszącego okablowania, tworząc podłużne sylwetki i czarne fatamorgany w tych ułamkach sekund, podczas których światło przebijało się przez mrok.
Czas zlał się w jedno. Z miejsca, w którym się broniła, Hawk nie widziała twarzy swoich przeciwników - a przez mrok oraz oczy nie mogące przyzwyczaić się do ciemności przez nieustanne wpatrywanie się w błyski luf, nie widziała nawet ich pancerzy czy liczby. Widziała tylko sylwetki. A także te chwile, gdy niektóre światła nie pojawiały się ponownie, po tym jak posyłała w ich stronę kolejne, śmiertelne serie z karabinu. Bitwy w próżni różniły się od tych, które prowadzono w warunkach atmosferycznych, ale jeden fakt zawsze pozostawał ten sam: trafienie pociskiem zawsze było tak samo skuteczne, niezależnie od tego czy wystrzelono go na powierzchni planety, w korytarzach stacji kosmicznej czy wąskich przejściach wraku pirackiego okrętu. Nie musiała widzieć swoich przeciwników, by wiedzieć w którym momencie ciało żołnierza wali się na ziemię po tym jak jego wizjer hełmu przecinała nagła linia równych otworów; instynktownie rozpoznawała, które trafienie w pancerz sprawiało, że jej cel padał i zostawał zastąpiony przez następny, a które kończyło się szybką dekompresją oraz odciągnięciem wciąż żywej ofiary za róg przez jednego z jego kompanów; widziała, które błyski tarcz zgasły permanentnie, a które były następnymi, zajmującymi po prostu miejsce ich poprzedniego właściciela.
Walka z żołnierzami Przymierza nie przypominała jednak tych z piratami lub łowcami niewolników. Jej przeciwnicy działali metodycznie, wycofywali się za osłony, by robić miejsce innym i nieustannie prowadzili ostrzał, nawet pomimo strat. Jej tarcze rozbłysły po raz pierwszy, jeden pocisk przedarł się przez ich szczątki i rozbił na jej naramienniku.
Nieszczelność pancerza.
Po drugiej stronie zginął pierwszy żołnierz, potem drugi. Furia nawałnicy pocisków była wręcz namacalna, gdy niemal odruchowo regenerowała własną ochronę, świadoma, że w pojedynkę próbuje utrzymać nadchodzącą lawinę. Trzeci żołnierz upadł na ziemię niemal w tej samej chwili, gdy zrobił to jej pochłaniacz ciepła, dołączając do poprzedniego, który unosił się leniwie przy jej boku. Jej biodro odezwało się bólem, gdy kolejne pociski przegryzły się przez jej pancerz. Podświadomie zauważyła, że szkarłatne światło dołączyło do okazjonalnych błysków błękitu, ale zostało na dłużej - bo znajdowało się we wnętrzu jej wizjera.
Nieszczelność pancerza.
Czwarty żołnierz zachwiał się po otrzymaniu serii pocisków w szyję i bark. Niezidentyfikowane uderzenie wybiło jej własny dech z gardła, gdy inny pocisk przegryzł się przez jej napierśnik, rozpryskując na drobne kawałki w trakcie przebijania się przez stop kompozytowo-węglowy z niewystarczającą siłą, żeby zabić, ale wystarczającą, żeby zranić.
Krytyczna nieszczelność pancerza.
Nagłe drżenie, które przeszło przez podłogę pod jej stopami, było tak silne, że zwróciło na siebie uwagę wszystkich. Mrok przestał być mrokiem - na ścianach zaczęły zapalać się pojedyncze żarówki, na które wciąż jeszcze były w jednym kawałku. W korytarzu między nią, a żołnierzami, eksplodowały iskry z wiszących przewodów oraz wybebeszonych paneli. Część żarówek z powrotem zgasła. Drżenie przerodziło się w niejednostajne, rzężące wibracje, przypominające oddech umierającego.
- ...awkins! - Jakiś dźwięk przedarł się do wnętrza jej hełmu, uświadamiając jej, że słyszy go już od jakiegoś czasu. Może sekund. A może minut. - Jean, do jasnej cholery!
Rzeczywistość wróciła na swoje miejsce wraz z szumem budzącego się statku, a także bólem rozchodzącym się po jej ciele, do tej pory wytłumianym przez szczytowe poziomy adrenaliny. Druga strona zaprzestała chwilowo ostrzału, zapewne zaskoczona nagłym powrotem szczątkowego zasilania, ale nie mogło to trwać wiecznie.
- Generator działa! Jeżeli jeszcze żyjesz, to biegnij do windy! Już! - Głos Rhysa był pełen napięcia, którego nie słyszała w nim wcześniej.
Gdy oderwała się od swojej osłony za rogiem, w miejscu w którym znajdowała się chwilę później, zaczęły ponownie uderzać pociski. Kiedy ruszyła korytarzem w stronę przejścia na niższy poziom, świat dookoła niej zaczął eksplodować od iskier oraz huku powietrza - powietrza! - które systemy podtrzymywania życia próbowały wpompować z powrotem w korytarze Conflagrationa, nieświadome jego niemal pełnej nieszczelności, wypychając strugi błyskawicznie zamarzającej pary przez otwory wentylacyjne. Winda nie była daleko, ale każdy jej krok był ciężki i bolał, szczególnie w biegu.
I stawał się coraz cięższy.
Prawdziwa świadomość tego faktu dotarła do niej, gdy znalazła się na skraju przestrzennego tunelu prowadzącego pionowo w dół - spoglądając przez wejście techniczne w windzie, której panel świecił najczystszą czerwienią i napotykając na dole spojrzenie Rhysa, który spoglądał w górę. Generator grawitacji również wracał do życia - chociaż równie niechętnie i równie niestabilnie co reszta truchła. Czuła to w każdym szarpnięciu błędnika i w każdym zrywie opuszczającej jej ciało lekkości, chociaż tej było wciąż wystarczająco by przekroczyć próg i odbić się w stronę niższego piętra, pozwalając by resztki braku grawitacji doprowadziły ją na dół.
Jeszcze gdy była w powietrzu, Rhys uniósł przedramię, a z jego przedramienia wystrzelił alabastrowy, zostawiający za sobą niewyraźną mgłę, pocisk. Kriogeniczna smuga, a potem druga i trzecia, wyminęły ją i roztrzaskały się gdzieś w pobliżu przejścia technicznego, jedna po drugiej coraz bardziej uszkadzając drabinkę techniczną przymocowaną do ściany tunelu windy.
- Żyjesz. - Rhys obrócił w jej stronę głowę, przyglądając się jej przez uderzenie serca. Ton jego głosu brzmiał jakby do ostatniej chwili nie mógł się zdecydować czy miało to być pytanie, czy stwierdzenie, ale przebijały się w nim dziwne nuty, które brzmiały niemal jak... ulga?
Nie miała szans wyjść z tej walki zwycięsko.
Zdawała sobie z tego sprawę, w tej krytycznej części swojego umysłu, która nieustannie analizowała zmieniające się warunki - i która nie dawała jej spokoju od chwili, w której podjęli decyzję o rozpoczęciu tej misji jeszcze na pokładzie Wraitha. Przyklejona do metalowej ściany wraku Conflagrationa, mocniej ścisnęła swój karabin gdy ostre słowa porucznika kierującego oddziałem rozległy się w jej radiu. Przekleństwo cisnęło jej się na usta, krzywiąc jej w grymasie, którego nie byli w stanie dostrzec. Zdawała sobie sprawę z tego, że mocno nadwyrężała działanie koniczynki na swojej szyi - to, w które przecież nie wierzyła - ale gdy ta przekształciła się w zaciskającą pętlę, i tak wzbudziło to jej zaskoczenie.
Wychyliła się natychmiast, posyłając serię w stronę pierwszego cienia, który wychylił się zza krawędzi ściany - niezależnie od tego, kim był. Dron Kestrel, mający być fortelem, ostatecznie przekształcił się w kolejny śmieć, unoszący się na tym ruchomym złomowisku w warunkach pozbawionych ciążenia. Przestała go dostrzegać gdy rozległa się bitwa, wbrew słowom Castella, który życzył sobie jego unicestwienia.
Ona życzyła sobie wielu rzeczy, których nie miała otrzymać - a dron był już tutaj, gdy przybyli, więc Przymierze tak czy siak weszłoby w jego władanie. Jego eliminacja stała się kolejną, zbędną myślą, która opuściła jej głowę gdy adrenalina krążyła w jej żyłach, a pociski przemykały przez kosmiczną pustkę, w której niegdyś było powietrze - a wraz z nim, życie.
Własnego trzymała się bardzo kurczowo.
Bezwładne sylwetki żołnierzy napawałyby ją satysfakcją w kontekście strzałów, które ci sami oddali do niej gdy wskakiwała do rozwalonej, pirackiej łajby. Poczuciem winy, gdyby natrafiła na nich w korytarzach Juno Caestis i jej dłoń nacisnęłaby na spust w odruchu, który wyprzedzał każdą, jedną myśl.
W tej chwili jednak bezwładny lot ciał, które przeszywały serie z jej karabinu, nie wzbudzał w niej absolutnie nic.
W swojej potrzebie zatrzymania ich jak najdłużej, ale też zwykłego przetrwania, znalazła się w tym stanie, który na swój sposób zapewniał jej spokój ducha, który na swój sposób, czasami, l u b i ł a . Jak zapędzone do rogu zwierzę, nie zaprzątała sobie myśli tym, kim byli strzelający do niej atakujący, a w ciemności panującej we wraku ich błękitne pancerze zlewały się z szarą ciemnością ścian. Były tylko ciemne sylwetki, tylko bronie, których lufy błyszczały ogniem, a jej własna napierała odrzutem na jej ramiona, odpowiadając tym samym.
W tej głuchej ciszy jedynym, co słyszała, był własny oddech, szaleńcze bicie serca - a jednak nawet w tym szmerze, odgłosy wysyłane przez jej pancerz i odległy, męski głos zlewały się w jednostajny dźwięk chaosu, który wolno, leniwie przebijał się do jej świadomości wraz z bólem przebitego pancerza.
Jej wzrok przemknął po sylwetkach w korytarzu, usiłując zliczyć te, które wciąż się poruszały. Ciało wrosło w ziemię nawet bez pomocy magnetycznych butów, trzymających je w miejscu - ponieważ wiedziała, że była w stanie zrobić więcej, zabić więcej. Że ci, których teraz tu zostawi, zejdą na dół, prawdopodobnie ze wsparciem - ale instynkt podpowiadał jej, że musi się ruszyć.
Instynkt i pełen napięcia głos w jej słuchawce.
- Schodzę - sapnęła w odpowiedzi, wycofując się do windy. Na krótką chwilę, zapomniała o obecności mężczyzny, o tym, że ich szaleńczy plan sprowadzał się do czegoś więcej niż przetrwania tej jednej, krótkiej walki - po której miały być następne. Pomknęła przez ożywające truchło pirackiego okrętu, do którego podpięto defibrylator, przymusem wzbudzając w nim ostatnie drgnienie.
Zachwiała się, stając poziom niżej przed mężczyzną. Trzeźwość myślenia wracała do niej opieszale, ale wraz z nią nadchodziła świadomość, że już nie była w tym piekle sama.
- Zdjęłam kilku, trzech, może czterech. Ale reszta tutaj zejdzie, a następni lecą - rzuciła na wydechu, bezładnie wrzucając broń na zaczep magnetyczny by uciszyć sygnały alarmowe pancerza, opatrzyć się i wypełnić ubytki w ceramice pośpiesznie, tymczasowo. - Musimy się ruszyć.
Bez promu Conflagration nie był ich biletem powrotu do domu - był bombą, do której przywiązywali się sznurami. Ta świadomość wzbudzała w niej rozpaczliwy protest na widok blokowania drogi na górę przez Castella, choć wiedziała, że spowolni to oddział na kilka chwil.
- Potrzebujemy promu - dodała twardo, sięgając po broń dopiero gdy względnie doprowadziła się do stanu używalności z pomocą tych żeli, które jej zostały. - Mogę wrócić na górę inną drogą. Spróbować przejąć ich transportowiec i podlecieć do hangaru.
Nawet w jej ustach, zwykle wypowiadających rzeczy z pewnością siebie i pełnym przekonaniem, ten plan brzmiał niedorzecznie - ale pozostanie na dole wydawało jej się takim samym samobójstwem, jedynie w innym odcieniu.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Siłą przebudzony do życia wrak Conflagrationa drżał i warczał dookoła nich, okazjonalnie strzelając iskrami z niemal każdego panelu oraz każdej odsłoniętej wiązki. Paliła się może jedna na dziesięć żarówek, a dwie na dziesięć mrugały i skwierczały; powietrze wtłaczane na siłę w korytarze walczyło z wyciągającą je na zewnątrz próżnią, sprawiając że dotychczasowa, idealna cisza została zastąpiona przez nieustanny huk i wizg, które sprawiały, że nawet rozmawiając przez mikrofony wewnątrz swoich hełmów, musieli przekrzykiwać wszechobecny jazgot. Całkowity mrok został zastąpiony przez nieregularne fragmenty drżącego światła, cienie pojawiające się jak na niepełnej migawce kliszy oraz parę zamarzającej atmosfery, która wiła się po korytarzach gwałtownie, popychana tam gdzie uciekało z wnętrza wszelkie ciśnienie.
- Nie. - Ostre słowa Rhysa przerwały jej własne, gdy tylko zaczęła proponować plan prześlizgnięcia się z powrotem w pojedynkę na wyższe poziomy. - Nie dam rady naprawiać silników i jednocześnie odpierać ataku żołnierzy. Coś wymyślimy później. Może w hangarze zostały jeszcze promy należące do Yao - dodał, chociaż jego ton nie pozostawiał zbyt wiele złudzeń co do tego pomysłu.
Nie czekając aż żołnierze zaczną pojawiać się u szczytu szybu windy, ruszył w głąb korytarza, upewniając się tylko, że Hawk za nim ruszy. Jego wzrok prześlizgnął się ponownie po jej pancerzu oraz ranach, które otrzymała, przyglądając się jej kątem oka, gdy łatała swoje obrażenia.
- Jak poważnie cię trafili? - zapytał wprost, gdy skręcili za róg. Sięgnął do własnej ładownicy i wcisnął jej do rąk pakiet własnego omni-żelu, jeszcze nim skończyła łatać swoje ubytki. Jego pancerz również nosił ślady szybkiej naprawy, chociaż nie tak wymagającej jak jej. Niemal w tej samej chwili wewnętrzne systemy jej pancerza poinformowały ją o wyczerpaniu własnych zapasów.
- Poza tym może nie będziemy musieli szukać tak daleko - dodał ponuro, zatrzymując się tylko na chwilę, żeby odgarnąć dłonią wiszące kable, które zasłaniały plakietkę na ścianie korytarza i upewnić się, że idą w dobrym kierunku. Hawk czuła jak jej błędnik znowu zaczyna szaleć, gdy na krótką chwilę grawitacja pod ich butami zmalała, by parę sekund później ponownie wrócić do normy. Generator pola masy również ledwo zipał. - Żołnierze są też na tym poziomie. Gdy my byliśmy u góry, dwa oddziały ewakuowały inżynierów z tego pokładu. Natknąłem się na kilku ostatnich techników w pomieszczeniu generatora.
Ich wycieczka była o wiele krótsza niż poprzednio. Pół biegnąc, pół idąc, dotarli pod szerokie drzwi silnikowej części maszynowni, które okazały się być otwarte. Rhys oparł się po jednej stronie framugi i zajrzał na szybko do środka, obrzucając wnętrze lufą karabinu, nim przekroczył próg. Centrum Kontroli SIlników okazało się puste - przynajmniej na tyle, na ile byli w stanie ocenić przy wszechobecnym chaosie.
- Ciężko powiedzieć ile będziemy mieli czasu na ucieczkę, gdy odpalę silniki. - Pomieszczenie kontroli składało się z trzech połączonych ze sobą pomieszczeń, służących do sterowania różnymi elementami systemów silnikowych. Rhys odwiesił na plecy karabin, podchodząc do jednego z dwóch paneli sterujących w głównej sali, zamontowanych na boku ogromnych napędów, które stanowiły większą część ścian maszynowni. Lśniący pomarańczowym blaskiem terminal rozświetlił się niechętnie, drżąc pod wpływem niestabilnego przepływu zasilania, gdy mężczyzna zaczął na nim aktywować jakieś funkcje. - Ale myślę, że dość szybko zorientują się gdzie jesteśmy, gdy zacznę to robić.
Głównym celem jest odpalenie obydwu silników Conflagrationa. Żeby to zrobić, każdy z poniższych 6 systemów silników musi być sprawny. Ponieważ nie mają danych z Centrum Operacyjnego, to żeby sprawdzić czy dany system jest sprawny, Rhys musi podejść do każdego terminalu i użyć na nim 1 akcję [SPRAWDZENIE]. Jeżeli system okaże się uszkodzony i trzeba go naprawić, Rhys również musi poświęcić na to 1 akcję [NAPRAWY].
Czas do nadejścia pierwszej fali żołnierzy Przymierza: 4 tury (1 + 3 tury, które Hawk im kupiła we wcześniejszej walce, opóźniając nadejście posiłków - tury, których by nie mieli, gdyby poszli do Centrum Operacyjnego).
Dodatkowe informacje:
Zamknięcie/otwarcie dowolnych drzwi - 1 akcja (na start wszystkie drzwi są otwarte).
Rhys będzie sprawdzał i naprawiał systemy w kolejności A -> A1 -> A2 -> B -> B1 -> B2, chyba że Hawk rozkaże mu inaczej.
Priorytetem Rhysa będzie sprawdzenie i naprawa systemów, chyba że Hawk rozkaże mu inaczej (np. żeby zaatakował XYZ, zamknął drzwi czy wykonał jakąkolwiek inną akcję, itd), ale sam z siebie również będzie atakował, gdy będzie miał okazję.
Uszkodzony generator efektu masy sprawia, że z każdą turą istnieje 50% szans, że w danej turze nie będzie grawitacji. Brak grawitacji pozwala wyłączyć buty magnetyczne i wykonywać ruch bez ujemnych modyfikatorów do ataku, ale każdy strzał lub użycie ofensywnej zdolności dodatkowo odrzuca OBYDWIE postacie (atakującą i trafioną) do tyłu na 1m.
A - główny system aktywacji silnika A
A-1 - system zasilania systemu paliwowego A
A-2 - system kontroli systemu paliwowego A
B - główny system aktywacji silnika B
B-1 - system zasilania systemu paliwowego B
B-2 - system kontroli systemu paliwowego B
Poproszem deklaracje/rozkazy Hawk na najbliższe 4 tury aż do pojawienia się przeciwników.
Krótkowzroczność nie była jej obca, szczególnie odkąd jej prom wleciał do wnętrza Hydry, prosto w żelazne objęcia najeżonego kompleksu stacji. Dewiza przejdziemy przez ten most gdy do niego dotrzemy jak na razie sprawdzała się całkiem nieźle, choć w głównej mierze wiązało się to z napływem ich szczęścia niż z pozbawionym dziur, kompleksowym planem. To raczej bezczelność, której nie spodziewała się tak dobrze dofinansowana i wpływowa inicjatywa, pozwoliła im przebywać w Acheronie tak długo, a później umknąć jednym z promów prosto do Conflagrationa.
W tej chwili jednak krótkowzroczność wydawała jej się trochę zbyt krótka.
- Zabrali z tej łajby wszystko, co przydatne. Niby dlaczego mieliby zostawiać prom? - odpowiedziała, lecz, wbrew temu, zerknęła po raz ostatni na szyb windy i ruszyła za mężczyzną długim, postrzępionym korytarzem.
Sięgnęła do swojego omni-klucza, próbując odnowić połączenie z tym transportem, którym przybyli aż tutaj. Jeśli jej się udało, spróbowałaby tchnąć w niego trochę życia i skierować prosto do hangaru - czy też, tam, gdzie spodziewała się, że hangar mógł się znajdować - i liczyła na to, że systemy promu go rozpoznają.
Długi strzał prosto w pustkę, a ona wątpiła, by miał czymś owocować.
- Przeżyję - mruknęła w odpowiedzi, niedbale - podejrzewała, że nie było to kłamstwem, a stwierdzenie nic mi nie jest już by nim było. Poziom adrenaliny w jej żyłach i medi-żel przywierający do rannej tkanki skutecznie stępiały jej zmysły, nie przepuszczając bólu przez próg znośnego dyskomfortu. Przyjęła mimo tego ofiarowane jej omni-żele - głównie spodziewając się, że mężczyzna, powołując Conflagrationa do życia, będzie skupiony na pracy i względnie osłonięty, za to ona znajdzie się na przodzie, przyjmując na siebie większość uderzenia oddziału.
Pomimo działających świateł i sporadycznych wystrzałów iskier, niegdyś piracka łajba nie przypominała w żadnym stopniu tego, jak musiała wyglądać w swojej świetności. Rozebrana na części, zniszczona pociskami akceleratora masy, naznaczona pozostałymi wyrwami i zwisającym okablowaniem przekształciła się w pobudzonego defibrylatorem trupa, którego prąd zastał na stole w kostnicy, w połowie sekcji zwłok.
Posłanie go na ostatnią podróż wydawało jej się właściwsze wtedy, gdy perspektywą było rozbieranie na części i powolne gnicie w rękach Inicjatywy Krucjata. Teraz jednak, patrząc na iskry eksplodujące z przewodów jak krew z rozerwanych tętnic, nie była już tego taka pewna.
Jej wzrok przesunął się po rozległym pomieszczeniu, w którym się znaleźli nim zatrzymał się na kucającym przy panelu mężczyźnie. Gdy pomarańczowy blask rozświetlał jego sylwetkę, tańcząc na ceramicznej powłoce błękitnego pancerza i odbijając od nieprzeniknionej szybki wizjera, Rhys nie różnił się niczym od żołnierzy, z którymi walczyła niegdyś. W milczeniu przyglądała się, jak zdejmował panel, zerkając do środka usmażonej maszynerii.
Przez krótką chwilę spoglądając na niego nie przez pryzmat temperamentnego charakteru i złośliwych komentarzy, a przez rozmytą soczewkę osoby, przy boku której prawdopodobnie dziś zginie.
Zaskoczyło ją to, jak pokrzepiającym okazało się to uczucie.
- Rób co musisz. Zatrzymam ich tak długo, jak będę w stanie - odpowiedziała krótko, odwracając się z powrotem w stronę otwartych drzwi prowadzących do korytarza, z którego przyszli. - Później znajdziemy ich prom - dodała, sięgając po tę krótkowzroczność, której w tej chwili potrzebowali.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Rhys nie odpowiedział od razu, przesuwając wzrokiem po wnętrzu panelu i przez kilka chwil myślała, że jej nie usłyszał. Minęły całe dwie sekundy nim skinął po prostu głową.
- Później - powtórzył za nią cicho, ale w jego tonie przebrzmiały beznamiętne nuty, które nie do końca współgrały z wiarą w wypowiadane przez nich słowa. Chociaż mężczyzna nie spojrzał w jej stronę, nie odwracając wzroku od ekranu, który to gasł, to zapalał się na chwilę, można było odnieść wrażenie, że przez chwilę po prostu błądzi myślami gdzieś indziej, zamiast zajmować się tym co w tej chwili miało szansę uratować ich życie.
Może również sięgał po niewerbalnie zaproponowaną przez nią krótkowzroczność.
Może to co dostrzegł we wnętrzu częściowo uszkodzonego panelu sprawiło, że dotarła do niego świadomość tego, że właśnie ta krótkowzroczność była ostatnim co im zostało.
A może jego myśli wcale nie różniły się zbytnio od tych, które przemknęły przez głowę piratki co do świadomości, że najprawdopodobniej właśnie będą toczyć ostatnią walkę w swoim życiu ramię w ramię.
- Dobra, zobaczmy ile życia jeszcze zostało w starym Conflagrationie - powiedział chwilę później, przerywając swój bezruch. Determinacja w jego głosie została zagłuszona przez wystrzał iskier, gdy pochylił się do wnętrza panelu i sięgnął gdzieś do środka, zaczynając grzebać przy odsłoniętych elementach.
Żadne z nich nie wiedziało ile mieli czasu, ale sprawdzenie i naprawa pierwszego panelu zajęła im zaledwie kilkadziesiąt sekund. Kiedy Rhys wyprostował się w końcu znad panelu, terminal sterowania lewego napędu okrętu rozświetlił się stabilną, pomarańczową barwą, a na jego pulpicie zaczęły pojawiać się zestawy wykresów oraz wskazań innych modułów. Większość z nich świeciła krwistą czerwienią albo wybrakowaną czernią świadczącą o braku sygnału, ale mężczyźnie wydawało się to nie przeszkadzać.
- Główny system działa, pora na resztę - rzucił, odrywając się od terminalu i ruszając biegiem do sąsiedniego pomieszczenia.
Piasek przesypujący się przez klepsydrę działał na ich niekorzyść, ale sprawdzenie funkcjonalności napędów okazało się szybsze niż można było się spodziewać. Być może czterolistna koniczynka na szyi Hawk postanowiła ponownie się do niej uśmiechnąć, a być może Conflagration był bardziej wytrzymały niż można było o nim sądzić - niczym stary, bezpański pies, który urodził się i wychował w najgorszych zaułkach, a którego ciało zdobiły teraz stare, głębokie blizny oraz świeże rany, które powaliłyby dowolne, inne zwierzę wychowane w lepszych, łatwiejszych warunkach. Przy pomocy piratki Rhys sprawdzał kolejne systemy i te okazały się sprawne, w ten cudowny, nieprawdopodobny sposób, które mężczyzna pod nosem skwitował mruknięciem, niosącym w sobie ciche zaskoczenie jak i iskierki nowo rozpalanego żaru nadziei.
W pewnym momencie kobieta zostawiła maszynownię bratu Kestrel, samej zajmując się zabezpieczaniem drzwi oraz ustawianiem barykady pod obronę. Gdy zamykała główne drzwi, jej wzrok napotkał to co dotąd odwlekał czas - światła latarek po obydwu stronach korytarza prowadzącego do maszynowni. Rhys już był w drugim skrzydle z kontrolą zapasów Hel-4, pracując w milczeniu. Wyświetl wiadomość pozafabularną
Cichy zgrzyt rozsuwanych drzwi był jedynym ostrzeżeniem przed tym, że skończył się im czas. Ale Hawk była na niego gotowa.
Wystrzelona przez nią seria z karabinu po raz pierwszy przebrzmiała prawdziwym, nietłumionym dźwiękiem we wnętrzu wraku i pierwszy z żołnierzy, który zaczął otwierać przejście, zginął jeszcze zanim zorientował się co się dzieje. Uderzenie serca później, walka którą zostawiła za sobą poziom wyżej, dogoniła ją i rozbrzmiała na nowo.
Żołnierze oddziału desantowego byli o wiele bardziej agresywni niż wcześniej. Pociski śmigały nad jej głową, wgryzając się zarówno w jej tarcze jak i w ściany okrętu dookoła niej, gdy atakujący zaczęli wpadać do pomieszczenia, próbując zajmować strategiczne pozycje i swoją liczebnością przytłoczyć ofiarę. Prawdopodobnie doskonale zdawali sobie sprawę z tego co stało się kilka minut wcześniej - może nawet znajdowali się pośród nich niektórzy żołnierze, którzy ocaleli wcześniejsze starcie z nią. Hawk zabiła jednego, potem drugiego i trzeciego z nich nim jej tarcze w końcu ustąpiły, a jej ciało ponownie odczuło uderzenia pocisków.
Tym razem jednak nie była sama.
Omni-klucz Rhysa wystrzelił alabastrowym pociskiem, który trafił jednego z żołnierzy i pokrył jego pancerz warstwą kriogenicznego szronu, pod uderzeniem eksplodując dookoła białym dymem o temperaturze mogącej dorównywać nawet tej panującej na zewnątrz okrętu. Mężczyzna opuścił skrzydło kontroli paliwa, porzucając bezpieczną osłonę drzwi i wychodząc głębiej ku centrum pomieszczenia. Chyba ledwo co skończył naprawy, bo jego karabin wciąż wisiał zawieszony na jego plecach, ale jego omni-klucz żarzył się blaskiem błękitu tak jasnego, że graniczył z bielą lodu pokrywającego pancerze żołnierzy Przymierza, gdy posyłał kolejne pociski w stronę drzwi.
Podobnie jak pancerz technologiczny, który wcześniej taktycznie wygaszony, a teraz rozświetlał go pełną mocą, rzucając długie cienie na resztę pomieszczenia, błyskając za każdym razem, gdy zagłębiały się w nim pociski przekierowanych na niego karabinów.
- Napędy są gotowe! - Komunikat Rhysa dotarł do wnętrza jej słuchawki, gdy mężczyzna zaczął przekrzykiwać huk ostrzału. - Zacząłem procedu- - Jego słowa urwały się w połowie i przeszły w przekleństwo, gdy wystrzelony pocisk wstrząsowy przewrócił go na ziemię i zmusił do odtoczenia się za najbliższy róg pomieszczenia.
Tarcze Hawk odżyły nowym życiem naładowanego generatora, a wystrzelony przez nią pocisk z egzotycznej strzelby gethów zmiótł żołnierza, który chwilę wcześniej strzelił w brata Kestrel. Jej palce napotkały po raz kolejny nowy pochłaniacz ciepła w ładownicy przy pasie, wymieniając go niemal odruchowo w Błotniaku, ale świadomość tego jak coraz bardziej pusty jej zasobnik się staje, przebiła się przez fale zalewającej jej adrenaliny.
Niespodziewany brak grawitacji tylko dołożył się do ogólnego chaosu.
Ponad połowa oddziału desantowego już nie żyła, ale druga połowa nie zamierzała odpuszczać. Dwóch żołnierzy dopadło do Rhysa, zamierzając przenieść walkę na bardziej wyrównany poziom. Dwa omni-ostrza zalśniły pośród iskier - mężczyzna wywinął się od jednego, odbijając dzierżące je ramię na bok, ale drugi ugodził go pod żebra. Niemal w tym samym czasie tarcze Hawkins eksplodowały ponownie, wytrzymując zmasowany ostrzał pozostałych żołnierzy na kobietę tak długo jak były w stanie, kupując jej zaledwie sekundy - ale sekundy były tylko tym co potrzebowała by zabić kolejnego przeciwnika.
Biała eksplozja kriogenicznego pocisku wystrzelonego z bliska rozjaśniła walczących i odepchnęła Rhysa ponownie bliżej środka sali, gdy ten wybił się nogami, w ostatniej sekundzie ustawiając między strzelcem w drzwiach, a Hawk i przyjmując na swoje wzmocnione tarcze serię z karabinu, która miała być wymierzona w nią.
Niemal w tej samej chwili jej własny karabin odpowiedział ogniem, uśmiercając żołnierza, który właśnie miał zamachnąć się omni-ostrzem na jego plecy.
Ledwo zipiący generator grawitacji zakaszlał i ponownie zaczął działać, sprawiając, że oboje wylądowali z powrotem na nogach. Wraz z nimi na ziemię upadły ostatnie ciała żołnierzy, brzdękiem ceramitu uderzającego o stalową podłogę przebijając się ponad syk pracujących maszyn. Rhys obrócił lekko głowę, przez uderzenie serca wpatrując się w Hawk, nim gwałtownie przesunął twarz w stronę wejścia do maszynowni, skąd dobiegł ich zgrzyt kruszonego lodu. Ostatni z żołnierzy oderwał się od ściany i zaczął odwracać się do ucieczki.
- Zaczekaj. - Kiedy Hawk zaczęła unosić karabin, Rhys powstrzymał ją gestem. Oddychał ciężko, ale w jego głosie przebrzmiewało skupienie. - Prom. Zaprowadzi nas do swojego promu.
Niemal w tej samej chwili pokładem pod ich stopami szarpnęło - ale nie w ten sam sposób, którego doświadczali do tej pory, który spowodowany był tylko drżeniem silników, pracami rozbiórkowymi czy nieregularną pracą systemów przebudzonych do życia. To szarpnięcie było większe. Podłoga zadrżała tak silnie, że oboje zachwiali się na nogach, a zgrzyt który temu towarzyszył był tak głośny, że poczuli go nawet przez tony metalu pod butami. Rhys ponownie odwrócił wzrok ku Hawk i tym razem nie musiał nic mówić.
Klamry trzymające Conflagrationa w uścisku Vulturis I zaczęły puszczać.
Później.
W jej próbach odstawienia problemu na później rzadko kiedy pojawiał się cień wątpliwości - była to zdolność, którą na przestrzeni lat opanowała do perfekcji. Tym bardziej niebywałym było, żeby w żaden sposób nie mogła rzucić na niego światła optymistycznego założenia, rozproszyć myślą, która przegna go z powrotem do miejsca, do którego nie sięgał wzrok jej samoświadomości. Gdy zamykała drzwi, spostrzegając w oddali sunące po ścianach promienie latarek, cień jej zwątpienia przywarł już na stałe do jej umysłu. Czarna plama, której ani własne przekonywania, ani słowa towarzyszącego jej mężczyzny nie potrafiły usunąć - wręcz przeciwnie, rozcierały ją, jak sadzę, powiększając z każdą próbą zaprzeczenia sytuacji, w której się znajdowali.
Przywarła do ścian jednego z pomieszczenia - tego, z którego miała najlepszy widok na zamknięte drzwi prowadzące do reszty Conflagrationa. Poczucie odrealnienia towarzyszyło jej od chwili, w której stoczyła bitwę na poziomie wyżej - o ile bitwą można było nazwać desperackie utrzymywanie pozycji po to, by kupić sobie kilka sekund więcej. Może minut, jeśli los miał okazać się dla niej łaskawy. Choć fregata, w której wnętrzu stała została siłą pobudzona do życia, nagłe włączenie jej świateł nie rozjaśniło niczego w czerwonowłosej głowie, która pozostała tak zamroczona, jak wcześniej.
Świadomość konkretnych decyzji, które doprowadziły ją do tego miejsca, wcale jej nie pomagała. Wręcz przeciwnie - dodawała pewnej dozy absurdu do napięcia i przebłysków paniki, które sporadycznie przedzierały się przez jej ogłuszone adrenaliną receptory. Nie była w stanie wskazać nikogo innego, na kogo mogłaby zrzucić winę za to, w jakiej sytuacji się znalazła. Po raz pierwszy też od bardzo dawna zagościła w jej głowie myśl, że być może tym razem dała się porwać własnej ambicji, a Słońce miało ją pożreć nie zważając na trzymaną w dłoniach motykę.
Nie miała jednak czasu by się nad tym poważnie zastanowić.
Huk wystrzału zaskoczył nawet ją samą - wtedy, gdy drzwi zaczęły się rozchylać, a jej ręce powiodły lufę karabinu w szparę pomiędzy dwoma skrzydłami w pełni automatycznie. Odruch, którego genezy, dla odmiany, nie potrafiła wskazać. Nie wiedziała kiedy w trakcie jej służby w wojsku naciskanie na spust stało się równie autonomiczną czynnością jak zaczerpnięcie oddechu. Pewnie wtedy, gdy, podobnie jak oddychanie, stało się nieodłącznym elementem jej dalszego przetrwania.
Żołnierze Przymierza nie przypominali przeciwników, z którymi ścierała się w Terminusie. Nawet gdy ich rozkazy zabarwiła desperacja wywołana nieoczekiwaną reanimacją fregaty, brakowało im tej bezmyślności, w której parli do przodu. Chęci poświęcenia się w imię przytłaczającego ataku. Wkraczali do środka pojedynczo, trzymając się osłon, odpowiadając atakiem na atak.
I równie metodycznie obierała ich za swój cel, kątem oka obserwując wychodzącego im naprzeciw Castella.
Jego przekleństwo sprawiło, że jej własne ciało szarpnęło w kierunku mężczyzny. Echa kłótni, które zakradały się do każdej dzielonej przez nich chwili spokoju zostały całkowicie zagłuszone przez wrzawę bitwy panującej we wnętrzu pirackiej łajby. Jej dłonie niemal wrzuciły Błotniaka na magnetyczny zaczep na plecach, gwałtownie sięgnęły do przytroczonej do pasa strzelby, gdy w głowie, znów, zabłysnęła wściekłość. I choć odwrócona była w stronę mężczyzny, ku któremu kierowała ją zwykle, tym razem jej celem stali się prawdziwie błękitni żołnierze.
Za sam fakt tego, że próbowali jej go odebrać.
W chaosie walki notowała jego pozycję gdy przeciwnicy zbliżyli się, a ona sama wysunęła naprzód, odnajdując w sobie nowe pokłady agresji w stosunku do atakujących. Zaklęła, gdy przysunął się bliżej, przyjmując na siebie uderzenie, które wymierzone było w nią. Niepotrzebnie. Częściowo dlatego, że w swojej krótkowzroczności była przekonana, że być może sama byłaby w stanie jej uniknąć.
Głównie dlatego, że wolałaby sprostać ranie na własnym boku niż pozostać w tym miejscu sama.
Jej palec z trudem zatrzymał się nad spustem gdy lufa karabinu, znów dzierżonego w jej dłoniach, zwróciła się w stronę uciekającego. Napierała na niego złość, nie logika i racjonalność myślenia - przecież wszyscy inni też byli świadomi tego, co się działo. Nie uciekał z niczym wartościowym, żadną informacją, która musiała zostać pogrzebana w tym miejscu.
Przytaknęła, oszczędnie, odrętwiało gdy stojący obok mężczyzna wyjaśnił swoją niechęć do oddania strzału. Prom.
Prawie zapomniała o tym później.
- Wiem - skłamała, obrzucając mężczyznę spojrzeniem, krótkim - na tylko takie było ich w tej chwili stać. Szarpnięcie pod ich stopami gwałtownie uświadamiało, że ich plan wcielał się w życie. Chciała sięgnąć do omni-żelu, który jej podarował wcześniej, ale przez myśl przeszło jej, że nie mieli na to czasu. Nie mieli na nic czasu.
Tysiąc myśli przemknęło jej przez głowę gdy rozchyliła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Skonfliktowana, odwróciła wzrok od rannego Castella, od leżących u ich stóp ciał błękitnych żołnierzy i ruszyła za uciekającym - dbając o to, by wyjść z pomieszczenia pierwsza.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Rozpalenie iskry życia w ciele Conflagrationa było długie i bolesne, a każda kolejna minuta jego rozbudzonej na nowo egzystencji sprawiała, że okręt drżał w proteście. Metalowe podłogi brzęczały, gdy pokład trząsł się niczym w malarycznej gorączce, panele techniczne spadały i strzelały iskrami oraz olejem na podobieństwo otwartych ran przez które nagle zaczęła płynąć krew, a wszystko zasnuwała lodowata, zamarzająca mgła, przypominająca oddech umarlaka wypełniający na nowo zasuszone płuca. To wszystko było jednak niczym, w porównaniu do jęku, który przeszedł przez statek, gdy ten nagle zaczął wiercić się w swojej trumnie, próbując uwolnić od trzymających do olbrzymich klamr.
Stacja Vulturis była przystosowana do przetrzymywania pustych okrętów oraz szkieletów pirackich łajb. Statki, które rozbierano tutaj na części, lata swojej świetności miały już za sobą, ale nawet pomimo tego, podejmowano zawsze niezbędne zabezpieczenia, które miały na celu zminimalizowanie strat oraz ochronę życia pracujących przy nich inżynierów - wyłączenie globalnego zasilania, zablokowanie systemów pompujących niebezpieczne, łatwopalne paliwo, odcięcie automatycznych systemów bezpieczeństwa... Wszystko to jednak przestało mieć znaczenie, gdy dwa główne napędy Conflagrationa - wciąż w jednym kawałku i jakimś zrządzeniem losu tylko nieznacznie uszkodzone - nagle rozpaliły się pełną mocą, próbując wprawić statek w ruch. Vulturis miało trzymać wrak w zawieszeniu, żeby pracująca przy nim załoga oraz drony, nie musiały nieustannie uwzględniać zmian jego położenia wywołanego grawitacyjnymi pływami czy jakąkolwiek inną zewnętrzną siłą.
Vulturis nie było przystosowane do utrzymania ważącej tysiące ton rakiety.
Oboje z Rhysem wybiegli z maszynowni, biegnąc korytarzem za uciekającym żołnierzem. Sylwetka przedstawiciela oddziału desantowego to znikała, to pojawiała się w białej mgle, gdy kierował się w głąb okrętu, ignorując windę, którą tu przybyli. W pewnym momencie Conflagrationem tak zatrzęsło, że cała trójka straciła grunt pod nogami - i nagle grawitacja zaczęła ustępować zupełnie nowej sile. Ta, która poprzednio z trudem utrzymywała ich w pionie, teraz przesunęła się za ich plecy, chwytając ich niewidzialnymi palcami za ramiona oraz nogi, próbując ciągnąć ich słabo z powrotem w stronę maszynowni. Biegnąc korytarzami i mijając poszarpane żebra statku, widać było za nimi to, czego wcześniej mogli się tylko domyślać - gwiazdy dookoła nich zaczęły się przesuwać.
Ostatnia klamra puściła. Gdzieś poza ścianami okrętu, ten zaczął przyspieszać przez czarną pustkę.
Prom do którego biegł śledzony przez nich żołnierz, okazał się być zaparkowany nie w hangarze Conflagrationa, ale w ogromnej dziurze, która kiedyś była pomieszczeniem systemów podtrzymywania życia. Ostatni członek oddziału desantowego przewrócił się na pękających kratach podłoża, gdy przeskakiwał przez próg i ledwo odzyskał równowagę, nim dogoniła go Hawk, a kawałek za nią biegnący Rhys. Widząc po tym jak niespodziewanie zamarł z ręką na framudze ciężkiego promu desantowego, identycznego do tych, które wcześniej próbowały zabić piratkę, można było się domyślić, że dostrzegł ich dopiero w tamtej chwili, wcześniej napędzany pchającą go adrenaliną lub strachem.
Jego ręka sięgnęła po karabin, jakby ten gest miał się zupełnie inaczej skończyć niż zmasowany ostrzał, który prowadzili zaledwie kilkadziesiąt sekund temu, ale nie zdążyła tam dotrzeć. Błękitna poświata otoczyła jego ciało, po czym cisnęła nim przez dziurę w ścianie okrętu, posyłając bezwładnie machającego rękami na zewnątrz.
- Leć! - krzyknął do niej Rhys, gdy oboje wpadli do wnętrza promu, który popychany narastającym przyspieszeniem Conflagrationa, zaczął się ze zgrzytem zsuwać po posadzce pomieszczenia. Mężczyzna musiał założyć, że skoro do tej pory do piratka była tą, która siedziała za sterami, to nie była to pora na zmiany, bo sam chwycił się drążka przy wejściu i aktywował buty magnetyczne, puszczając ją do kokpitu.
Wnętrze Bulwarka było o wiele bardziej przestronne niż ciasny, szybki prom transportowy, jakim był Hermes i nieco mniejsze niż Kodiak, ale układy sterowania były bardzo podobnego tego, którym Hawk przybyła do ich układu. Ponowne uruchomienie go i aktywowanie pól efektu masy, które podniosły go nad ziemię, było dla niej intuicyjnie proste, ale ostatnim kilkunastu sekundom i tak towarzyszył zgrzyt metalu oraz deszcz iskier, gdy prom został bardziej wypchnięty odśrodkową siłą z wnętrza Conflagrationa, niż wyleciał z niego samoistnie. Krawędzie otworu, złożone z nierównych fragmentów płyt oraz wsporników, zderzyły się z bokiem promu, tworząc podłużne wgniecenie na opancerzonej skórze pojazdu, ale nie przeszły na wylot i zamiast tego wyrzuciły go na zewnątrz, pozwalając mu dołączyć do chmary odłamków, które sypały się lecącego okrętu na podobieństwo ogona komety.
Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz, mogli w pełni zacząć podziwiać swoje dzieło.
Lot Conflagrationa wydawał się przeczyć prawom fizyki. Każda nuta rozsądku podpowiadała, że to co zrobili, nie powinno mieć miejsca - a jednak się działo. Poszycie okrętu poszarpane było od prac rozbiórkowych oraz ogromnych szram, które zostawiły po sobie trzymające go klamry Vulturis, a z tych ran sypały się drobne szczątki, kable, metalowe odłamki, urwane panele i tysiące śrubek, podkładek oraz kompozytowych fragmentów. Okręt był niemal w całości czarny, ale gdzieniegdzie jego fragmenty były rozświetlone przez okazjonalne błyski wciąż pracujących systemów, świateł podłączonych do awaryjnych baterii, okablowania, które jakimś cudem przeżyło w jednym kawałku do tej pory. Przy jednym z jego boków ciągnęło się długie, metalowe ramię zakończone klamrą - fragment więzienia, które zabrał za sobą.
Sama stacja rozbiórkowa również otrzymała cios. Tam gdzie kiedyś znajdował się okręt, teraz ziała ogromna dziura otoczona chmurą szczątek i mniejszych sylwetek. Dronów. I być może nie tylko. Stacja była w jednym kawałku, ale nagły ruch przechylił ją nieco i obrócił, wyrzucając ze stabilnej orbity. W przeciwieństwie do Conflagrationa, jej światła były włączone i mrugały agresywnie, gdy zapewne cały ośrodek został postawiony w stan alarmowy.
Nacieszenie się - lub oglądanie z grozą - tej całej chwili nie trwało jednak wiecznie. Cień Conflagrationa mknącego w pustkę dawał im osłonę przed skanerami, a towarzyszący temu chaos przeniósł się na komunikatory w całej flocie, co Hawk słyszała z głośników Bulwarka pod postacią setek głosów, nadchodzących połączeń oraz ogólnej wrzawy na większości częstotliwości radiowych, ale coraz głośniejszy huk uderzających o zewnętrzny pancerz ich promu metalowych odłamków i wnętrzności okrętu testował ich szczęście z każdą kolejną sekundą.
Setki niebieskich punktów na skanerach poruszały się niespokojnie. Conflagration mknął z dala od pozostałych stacji, ale i tak jego przebudzenie wywołało falę w siłach Acheronu. Dwie stacje bojowe obróciły się w jego stronę, podobnie jak kilka większych okrętów oraz dziesiątki mniejszych, które zaczęły płynąć powoli ku nim, pewnie wciąż nie wiedząc co zrobić z tym fantem. Okolica Przekaźnika nadal przypominała gniazdo os - ale teraz to było wzburzone i pełne niepokoju.
Znalazła się w swoim życiu w wielu trumnach, do których, świadomie bądź nie, sama weszła. Nigdy jednak wcześniej jej trumną nie była zniszczona, rozebrana na części piracka łajba, zakotwiczona do stacji rozbiórkowej w samym sercu terytorium wroga.
Poruszenie Conflagrationa przypominało wściekłe zawodzenie denata, który wcale nie chciał powracać z zaświatów. Przedzierając się przez jego poszatkowane ciało, wyczuwała bijącą od metalu wściekłość, koloryzowaną przez jej zmęczony od napięcia umysł. W zgrzycie trzymanego przez klamry pancerza wyczuwała protest, w poszarpanych krawędziach zdartych z jego poszycia płyt widziała zęby, gotowe ukąsić za karę tych, którzy ośmielili się zbudzić właściciela ze spoczynku.
Gwałtowne szarpnięcie osunęło ziemię spod jej stóp gdy któreś z zabezpieczeń Vulturis wreszcie przegrało walkę z nieustępliwą furią kilkuset-tonowego pocisku.
Jej przekleństwo zniknęło w huku, który wypełniał jej hełm - kakofonii dźwięków, od wypełniających pompowane powietrze odgłosów agonalnych fregaty aż po walenie jej własnego serca, niemożliwe do zignorowania. Kątem oka dostrzegała cień drugiej sylwetki mknącego za nią mężczyzny, ale jej wzrok pozostał zafiksowany na członku oddziału desantowego, który próbował im uciec. Nie planowała go zabijać - odkąd Castell powstrzymał jej palec przed naciśnięciem spustu, rozpraszając mgłę jej skupienia, nie widziała sensu w mordowaniu kogoś, kogo mogli wypuścić wolno. Ale teraz, gdy wiedziała, ku czemu zmierzał ich uciekinier, desperacja pchnęła jej nogi do przodu.
Był ich biletem na zewnątrz, odznaczającym się od abstrakcyjnego, rozebranego wnętrza cmentarzyska, po którym w trójkę się poruszali.
Wiedziona instynktem, nie zatrzymała się gdy lufa karabinu skręciła w jej stronę. Działający na pełnych obrotach umysł analizował, że jej tarcze powinny przyjąć na siebie uderzenie - a jeśli nie, nie miała możliwości się zatrzymywać. Bieg był warty ryzyka gdy na szali było jej życie.
Nie zatrzymała się też gdy błękitny blask wypełnił wnętrze korytarza podkreślając wszystkie jego ostre krawędzie.
Dopadła wnętrza promu, nie mając w głowie wystarczająco wolnego miejsca by wydukać z siebie podziękowania. Powiodła wzrokiem po wnętrzu Bulwarka w koci sposób, rejestrując wyłącznie to, co mogło się poruszyć - sprawdzając, czy nie odwraca się do żadnego przeciwnika plecami gdy wreszcie znalazła się u sterów. Błysk iskier stanowił wskazówki przesuwające się po tarczy zegara gdy uruchamiała prom, odruchowo, instynktownie, niewiele myśląc w tej chwili, gdy jej krótkowzroczność ograniczyła się z następnych minut na następne minuty.
Dopiero gdy wypadli na zewnątrz, w stronę znajomego atłasu pełnego gwiazd, zorientowała się, że w tej nieznośnej chwili oczekiwania, nieomal przygryzła policzki od środka do krwi. Nie odetchnęła gdy znaleźli się na zewnątrz - wręcz przeciwnie, oddech, wcześniej raptownie zaczerpywany, teraz zamarł jej w płucach gdy mierzyła wzrokiem skutki tego, co wydarzyło się wewnątrz Conflagrationa. Obraz zniszczonego okrętu przesuwającego się w narastającym tempie przez gwiazdy, cień stacji o wyrwanym boku spowitej chmarą szczątek wypalały się na jej siatkówce, ich formy błyszczały w ciemności gdy zamykała powieki.
- Gdzie on leci? - wydusiła z siebie wtedy, gdy aktualizacja radaru odwróciła jej uwagę od obserwowania tego, co działo się wokół. Częściowo dlatego, że powinni trzymać się w jego cieniu, dostać możliwie jak najbliżej Przekaźnika Masy. Częściowo bo nie chciała w niego trafić. Prawdopodobieństwo trafienia w ten jeden punkt w nieskończoności otaczającej ich otchłani i całym kompleksie stacji na drodze było bliskie zeru, ale w obecnej chwili nie podobała jej się każda cyfra po przecinku - nieważne ile poprzedzało ją zer. Mogła sprawdzić to sama na radarze, wykalkulować miejsce, w które powinien trafić. Ale gdy jej umysł i ciało ograniczyły się do prostego trybu włącz-wyłącz, zapewniającego przetrwanie, skupiła się na prowadzeniu Bulwarka, ślepa na wszystko inne.
@Mistrz Gry
THEME⌎◍ARMOR⌎◍VOICE⌎◍NPC⌎ +10%⌎ do bycia twoją starą◍+20%⌎ do bycia starą twojej starej◍+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej
Trzymanie się w pobliżu powoli rozpędzającego się Conflagrationa z początku było stosunkowo proste, ale w miarę kolejnych upływających sekund stało się jasne, że im bardziej okręt przyspieszał, tym mniejsza była szansa, że mały prom dotrzyma mu towarzystwa. Lecenie w jego cieniu przypominało los małej szprotki próbującej dogonić masywne uderzenia ogona płynącego wieloryba, który każdym swoim ruchem roztrącał na boki potężne fale wody oraz prądów - tyle, że w tym wypadku za jego ogon służyły ogromne napędy, które swoim rozmiarem wielokrotnie przewyższały rozmiar Bulwarka, a fale składały się z tysięcy metalowych oraz kompozytowych elementów, które odrywały się z jego boków oraz wypadały z powstałych dziur.
Rhys nie miał zbytniej możliwości ustawić ani kierunku ruchu statku albo nawet poziomu jego przepustnicy - a przynajmniej jeżeli było inaczej, to o tym nie wspomniał. Gdyby Conflagration był w lepszym stanie, dotrzymanie mu kroku byłoby niemożliwe już po pierwszych trzydziestu sekundach, może nawet minucie - teraz sytuacja wyglądała jednak o wiele inaczej.
Iskra życia w tymczasowo wskrzeszonej fregacie zamigotała i w końcu zgasła. Światło, które rozbłyskiwało we wnętrzu jego ran, przybladło i zniknęło, gdy w końcu coś co trzymało się rozpaczliwie swojej egzystencji, puściło. Być może rozpędzony generator poddał się bez pomocy techników, którzy mogliby kontrolować jego napięcie lub innych systemów, które normowałyby jego skoki zasilania, a być może któryś z luźnych odłamków lub całych sekcji w jego wnętrzu wreszcie oderwały się na tyle, by poprzerywać witalne okablowanie, które przesyłało jego zasilanie w stronę silników. Może nawet same napędy przestały pracować, bo wyczerpały swój limit, ponad który je zaciągnęli siłą. Nie było dane im poznać odpowiedzi na to pytanie, ale efekt pozostał ten sam - Conflagration wydał z siebie pojedynczy, ostatni oddech i zmarł.
Tym razem na dobre, chociaż jego umęczone ciało wciąż mknęło przez próżnię, rozpędzone spalonym paliwem oraz nieuchronnością początkowego pędu, którą potrafiła dostarczyć tylko kosmiczna próżnia.
- Nie tam gdzie byśmy chcieli - odparł Rhys po dłuższej chwili, wpatrując się w coś na swoim omni-kluczu. Jego narzędzie błyszczało, połączone z systemami Bulwarka bardzo podobnie jak wcześniej zrobiła to Hawk z lżejszym Hermesem. - Ale w tym chaosie nie powinno to mieć znaczenia. Spróbujmy podlecieć tak blisko jak będzie się dało, a potem skierować się prosto na Przekaźnik i liczyć, że zostaniemy zignorowani. Wyłączymy systemy i pozwolimy dryfowi zrobić resztę.
Jedno spojrzenie na radar podpowiedziało jej to samo. Conflagration kierował się pod kątem zarówno od samego Przekaźnika jak i głównego serca stacji, wystarczająco jednak, by odległe okręty na jego drodze zaczęły się dla bezpieczeństwa odsuwać. Hawk mogła obserwować na migających ekranach jak setki niebieskich kropek uciekają powoli na boki, tworząc dla nich szlak - albo co bardziej prawdopodobne, woląc uniknąć potencjalnego ryzyka kolizji. Sam Conflagration skierowany był natomiast w pustkę kosmosu, pchany przeznaczeniem, które miało go zaprowadzić z dala od Hydry i pomiędzy czarną przestrzeń między gwiazdami, gdzie będzie dryfował przez następne stulecia lub tysiąclecia.
A przynajmniej tak byłoby, gdyby nikt nie próbował go powstrzymać.
Ostrzegawcze piknięcie automatycznych systemów Bulwarka zbiegło się z gwałtownym wciągnięciem powietrza przez Rhysa. Sygnatury energetyczne obydwu stacji bojowych zaczęły rosnąć, podobnie jak te w stacjonującym między nimi Crusaderze oraz kilku towarzyszącym mu krążownikom, a chwilę później sprzężone z ogólną siecią układy ich promu zaczęły wyć ostrzegawczym tonem o znajdowaniu się w polu rażenia sojuszniczego ognia. Chaos w szeregach Przymierza nie trwał długo i ktokolwiek tam dowodził, najwyraźniej podjął decyzję, która ponownie wtłoczyła w rozproszone oddziały dyscyplinę i porządek. Nawet jeżeli ta decyzja mogła być kontrowersyjna ze względu na bliskość parunastu promów desantowych, które podobnie jak ten w którym znajdowała się Hawk z Rhysem, uciekały z wraku Conflagrationa.
Nie było informacji kto podjął tą decyzję - czy był to komandor, którego Hawkins miała przyjemność spotkać w trakcie swojej ewaluacji, czy admirał dowodzący pancernikiem, czy też ktoś jeszcze inny kogo losy minęły się z jej własnym - ale rozkaz o jak najszybszym opuszczeniu obszaru wyznaczonego przez podane koordynaty pojawił się na monitorze przed oczami Hawk, a kilka sekund później stacje i okręty wystrzeliły.
Do niebieskich punktów na radarze dołączyły białe smugi, które oznaczały tor wyznaczonych torped, pocisków z akceleratorów masy, broni magnetycznej oraz wszystkiego czym dysponowały tamte okręty i stacji, sprawiając że znaczna część mapy została przesłonięta przez zbliżającą się falę sygnałów. Ich prom wciąż znajdował się w warkoczu kometarnym odłamków i uwaga Hawk niemal w całości była skupiona na unikaniu co większych fragmentów, które co i rusz uderzały w ich pojazd, miotając nim na boki i próbując zdmuchnąć ze ścieżki, ale gdy pierwsze uderzenia spadły na Conflagrationa, poczuli to nawet z tej odległości. Wrak okrętu zaczął eksplodować od ciosów i uderzeń, a na jego bokach zaczęły pojawiać się szkarłatne, błękitne i nawet zielone wykwity, rozwijając płatki plazmy niczym rozkwitające kwiaty. Fala wybuchów przepłynęła przez morze szczątków, uderzając w Bulwarka niczym taran; gdzieś za jej plecami Rhys zaklął i stęknął, gdy jego buty magnetyczne oderwały się od podłoża i mężczyzna grzmotnął o ścianę. Nią samą rzuciło w kokpicie, prawie rozbijając jej głowę o boczne ekrany urządzenia i sprawiając, że poczuła coś gorącego i wilgotnego we włosach we wnętrzu hełmu.
I nagle w głośnikach zapadła cisza.
Bulwark wirował, ale jego systemy wciąż działały, chociaż pojazd był mocno obity i ponowne ukierunkowanie go do prostego lotu nie było problematyczne. Pomijając ciche sygnały ostrzegawcze, które nie były nawet w ułamku tak natarczywe jak pozostałe, wszystko na ekranie radaru zamarło. Conflagration - jego szczątki, które już go nawet nie przypominały - nadal leciały w kosmos, teraz zupełnie roztrącone w innym kierunku, ale zarówno okręty jak i stacje bojowe przestały strzelać.
- Wyłącz zasilanie! - wydyszał Rhys, podpierając się na łokciu i unosząc nieznacznie z ziemi. - Skieruj nas w stronę Przekaźnika i wszystko wyłącz, nie będzie lepszej okazji!