W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13478
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

[Hawking Eta -> Thorne] Lethe

8 lip 2026, o 23:23

Na tle wulkanicznej skały ciemny pancerz mężczyzny odznaczał się jak jedna ze szczelin, zbyt płytka by zdołała wypełnić się błyskiem lawy. Nieprzenikniona powierzchnia hełmu odbijała gwieździste niebo Lethe, niemal pozbawione zabarwienia wypełniającej je atmosfery. Trudno było określić, w jaką stronę spoglądał mężczyzna - jego głowa była zwrócona w górę, ani na Viyo, ani na towarzyszących mu sojuszników. W chwili, w której stracił swoją broń, najwyraźniej opuściła go również wola walki.
Imię Kevina przecięło przestrzeń między nimi, nie wywołując w pojmanym żadnej reakcji. Gdyby nie to, że jego klatka piersiowa wciąż unosiła się w górę i w dół, Widmo mógłby mieć problem z określeniem, czy w ogóle dalej żył i był w stanie go usłyszeć. Dopiero gdy dłoń turianina powoli zaczęła kierować się do kabury po schowany w środku pistolet, jego ciało stężało lekko, wyczuwając nadciągającą zmianę.
- Możliwe, że i tak niczego nie wie. Tacy jak on są do odstrzału, dlatego go tu posłali - kontemplował Ugarr, podczas gdy niebieskowłosa zbliżyła się nieco. Za wizjerem hełmu jej brwi zmarszczyły się, oczy ze skupieniem podążały za skrytą twarzą mężczyzny.
Gdy kucnęła, przyglądając mu się z bliska, mężczyzna drgnął lekko. Obrócił ku niej głowę, jakby dopiero teraz orientując się w jej obecności - światło Mnemosyne wypełniającej nieboskłon i perspektywa leżącego być może skutecznie zasłaniały jej twarz, już przysłoniętą wizjerem. Teraz jednak zdawał się ją rozpoznawać.
- Wróciłaś po więcej? - wycedził z ironią, unosząc się lekko, choć nie na tyle, by sprowokować but Viyo do działania. - Za późno. Już niczego nie ma.
Mężczyzna szarpnął nagle, wznosząc się na łokciach w gwałtownym geście, w którym powinny być znamiona próby odzyskania własnej wolności - zamiast tego, skryta pod wizjerem twarz znalazła się przy samej lufie wycelowanej przez turianina broni. Naparł naprzód, opierając się czołem o błyszczący metal broni w nagłej prowokacji.
- Już jestem martwy - warknął i nawet mimo jego zasłoniętej twarzy, Viyo wiedział, że spoglądał prosto na niego. - Równie dobrze możesz to dokończyć.
Niebieskowłosa poruszyła się w polu widzenia turianina gdy tylko mężczyzna kończył swoje zdanie. Dostrzegł w jej sylwetce napięcie, tego rodzaju złość, która zwykle eksplodowała błękitem przeciętym pasmami czerni. Teraz, wzięła we władanie jej ciało - kobiece ramię wystrzeliło do przodu, chwytając leżącego za osłoniętą ceramiką szyję.
- Wie - rzuciła wściekle, mężczyzna wierzgnął, zaskoczony siłą, z którą jej palce zacisnęły się na jego gardle - siłą, która nie powinna drzemać w jej niepozornej sylwetce, a której źródło tkwiło w inżynierii genetycznej jej ramion. - Wiesz, że tu byłam, skurwielu.
Jej uścisk nie był wystarczająco silny by go udusić - nie z warstwą pancerza oddzielającą ją od miękkiej tkanki. Był jednak wystarczający by utrzymać mężczyznę gdy szarpnęła, przesuwając go po wulkanicznej, skalnej powłoce w stronę głębszej szczeliny, w której ciemność rozbijała się pod wpływem błysku lawy.
- Na kulę w łeb możesz sobie zasłużyć - prychnęła, szorując mężczyzną po ziemi aż jego głowa znalazła się za krawędzią szczeliny wypełnionej magmą. W jej głosie chowała się furia, od której stojący obok Ugarr przeniósł swój wzrok na turianina, wyraźnie zastanawiając się nad tym, czy powinien ją powstrzymać. Gdy pchnęła, popychając kark i głowę żołnierza w dół, ten uniósł w reakcji swoje ręce, chwytając kobietę za jej ramiona. - W innym wypadku, zobaczymy, jak szybko topi się ceramika.

@Vex
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2068
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

13 lip 2026, o 22:42

Vex skinął lekko głową na słowa Raika, zgadzając się z nim w milczeniu. Też był zdania, że schwytany mężczyzna niewiele będzie w stanie im powiedzieć, bo najprawdopodobniej był zwykłym żołnierzem przydzielonym do ochrony placówki i odpowiadającym za pilnowanie jej zewnętrznych okolic. W najlepszym wypadku mógł znać jakieś fragmenty podsłuchanych rozkazów albo opowiedzieć im o wnętrzu bazy lub jej zabezpieczeniach, ale to wymagałoby dłuższej rozmowy i chęci współpracy z jego strony - co przekreślał fanatyzm charakteryzujący żołnierzy Castora. Kiedy to się potwierdziło, awansował z potencjalnego źródła drobnych informacji na stratę czasu, która próbowała ich zatrzymać przed dalszą drogą i dawała cenne minuty jego towarzyszom na przygotowanie obrony lub skasowanie z serwerów wartościowych danych. A na to było tylko jedno rozwiązanie.
Kiedy żołnierz przycisnął czoło do lufy jego broni, turianin przekrzywił lekko głowę, przyglądając się mu ponad pistoletem. Nie czuł oporów przed dokończeniem tego, co rozpoczęła ich zasadzka. Zarówno ta zimna część jego osobowości, jak i ta lepsza, powoli powracająca do życiu z popiołów i zgliszczy, wyjątkowo zgadzały się w tym temacie. Pochwycony mężczyzna nie był ani bezbronnym cywilem, ani człowiekiem, który stał po drugiej stronie barykady z pobudek po prostu sprzecznymi z ich własnymi poglądami lub misją. Prawdopodobnie nie był również potworem na miarę Abrahama lub Reeda, ale wiedział na co się pisze.
Gdyby nie Maya, Vex nacisnąłby spust uderzenie serca po tym jak żołnierz zakończył swoje warknięcie, spełniając jego życzenie. Niespodziewane pojawienie się eks-biotyczki, która chwyciła mężczyznę za gardło i odciągnęła go na bok, sprawiło jednak, że turianin cofnął pistolet i powiódł za nią spojrzeniem. Jego wzrok błądził po profilu kobiety, skrytym częściowo pod kapturem jej nowego stroju, analizując jej wściekłość, ale nie zaprotestował, gdy zaczęła wlec swoją ofiarę w stronę otworu wypełnionego lawą.
Gdy Ugarr spojrzał w jego stronę, uniósł nieznacznie dłoń, powstrzymując go przed zainterweniowaniem.
Maya była czymś więcej niż tylko niepohamowaną furią, która wyłączała wszystko inne, gdy złość brała nad nią kontrolę. Pamiętał więcej niż jedną sytuację, gdy potrafiła ją wykorzystać - nie tylko jako broń, ale też jako blef oparty na tym, jak inni ją postrzegali. Te kilka miesięcy temu, po tym wszystkim co razem przeszli, podejrzewał, że powstrzymałaby się przed torturowaniem człowieka, żeby osiągnąć to co potrzebuje - szczególnie takiego, który zapewne niewiele wie. Jej wściekłość oraz bezradność na to co jej się przydarzyło z rąk Reeda mogły to zmienić, ale z perspektywy jej postrzegania czasu był to upadek o wiele gwałtowniejszy, niż ten który trwał powoli i nieubłagalnie przez sto trzynaście dni. Dlatego teraz tylko ją obserwował jak ciągnie żołnierza w stronę magmy, nie interweniując - sprawdzając ile z tego to blef, a ile faktyczne gotowość do torturowania żołnierza, żeby dać ujście swojej złości.
Jego własne odczucia w tej kwestii były... zaskakująco klarowne i spokojne. Przyglądając się jak Maya wykręca ręce żołnierzowi i zbliża powoli powłokę jego wizjera do bulgoczącej, czerwonej powierzchni lawy, jego myśli krążyły po czarnej plaży na Wyspach Owczych oraz wymianie zdań, którą odbył wtedy z Etsy. Tamta godzina przed domem Abrahama oraz późniejsza rozmowa z niebieskowłosą na szczycie francuskiego wieżowca sprawiły, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, jego umysł wreszcie doznał spokoju, gdy to co jątrzyło mu serce i duszę wreszcie znalazło ujście na zewnątrz. Wcześniej jego jedna część była gotowa przesuwać granicę w nieskończoność w jedną stronę, a druga uparcie zapierała się nogami i próbowała kompensować całe to okrucieństwo, ciągnąc ją w przeciwnym, niemal chorobliwie pacyfistycznym kierunku, które finalnie przysparzało równie dużo problemów.
Czarna plaża zniszczyła ten impas. Obie części doszły do konsensusu.
Torturowanie wroga, żeby wyciągnąć z niego informacje, które mogły uratować tysiące istnień lub powstrzymać o wiele większe zło, gdy ten świadomie dążył do konfrontacji lub odpowiadał za inne okrucieństwa, nie było ani chwalebne, ani słuszne, ale stało się ceną, którą był gotów zapłacić. Było tą brudniejszą, szarą strefą jego życia, którą musiał w końcu zaakceptować. Ale torturowanie wroga, który prawdopodobnie nic nie wiedział i robienie tego, żeby dać ujścia własnej frustracji, było czymś innym. Było przystawieniem pistoletu do potylicy Gunnarssona na życzenie okrutnego starca, żeby zagłuszyć własny ból i chaos, a nie żeby zrobić coś dobrego.
Dlatego obserwował tylko Mayę w milczeniu i zareagował dopiero, jeżeli jasnym się stało, że ta nie blefuje i gdy ceramika na hełmie mężczyzny rzeczywiście zaczęła się topić.
- Maya. - Nie podniósł głosu, ale wbił wzrok w profil kobiety. - Nie jest tego warty. Po prostu próbuje kupić czas.
Dał biotyczce pare sekund na reakcję, obserwując jej twarz w milczeniu. Jeżeli jednak kontynuowała wciskanie mężczyzny w zbiornik magmy, bez słowa podniósł pistolet i strzelił mu w potylicę, kończąc to za nią.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13478
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

14 lip 2026, o 00:52

a może jednak
A<10<B<50<C
Rzut kością 1d100:
10
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13478
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

14 lip 2026, o 01:33

Wyświetl wiadomość pozafabularną Sto trzynaście dni było długą przeprawą przez grząskie pole moralności turiańskiego Widma. Przeprawą, która w jednej chwili trzymała go płonnej nadziei na to, że istniała wyższa wartość w trzymaniu się własnych przekonań wyłącznie by w następnej wrzucić go w najgłębsze zakamarki swojej pragmatycznej duszy. Droga, którą przebył, była nieporównywalna do skomplikowanych, lecz paru dni świadomości posiadanych przez niebieskowłosą, która w tym czasie pozostawała pod wpływem działania wszczepionego jej implantu.
Ale jej kręgosłup moralny od samego początku ich wspólnej znajomości był skrzywiony.
Od chwili, w której ją poznał, jej barki uginały się pod ciężarem doświadczeń. Nosiła swoją przeszłość nie tylko w śladach na skórze - pamiątkach po chwilach, w których nie była wystarczająco szybka - ale też w swojej psychice. Psychice, która również przekształciła cynicznego, lecz idealistycznego porucznika Przymierza w osobę, która wbrew jego woli nacisnęła na spust na którymś z poziomów klubu Hex.
W innym miejscu, innym czasie to Volyova tkwiła na grząskim polu. I to on był obok, pomagając jej w manewrowaniu po jego powierzchni. Przejmując część ciężaru z jego barków na siebie po to, by ona mogła odetchnąć. Przypominając to, kim była nim lód z AZ-102 pochłonął jej duszę tak, jak czarna materia chłonęła jej ciało.
W sto trzynaście dni zamienił się z nią miejscem, będąc tym, któremu trzeba było wskazać właściwy kierunek.
W sto trzynaście sekund niebieskowłosa o własnym zapomniała.
Biotyka nie była wyłącznie metodą na utrzymanie się na nogach bądź sianie pożogi w walce - była możliwością, sposobem na sięgnięcie po to, po co desperacko pragnęła sięgnąć. Ujściem dla zgromadzonych emocji, rozlewających się czarną błyskawicą po ziemi, po której stąpała. W zgodzie z zapachem ozonu przecinającym powietrze, w którym występowała, ciemna energia była jej uziemieniem.
Bez niego pozostała jej wyłącznie frustracja.
I z tą frustracją Maya trzymała dłoń na gardle człowieka, który nic nie wiedział. Którego nie zdołała wyeliminować nim ten oddał strzały w kierunku obecnego za nią Widmo. Do którego nie zdołała nawet d o b i e g n ą ć nim dopadł go wspomagany siłą napędu rakietowego Viyo.
I pomimo słów Widma, znacznie cichszych i spokojniejszych niż te, które wypowiedział przed chwilą, z tą frustracją pchnęła jego głowę w kierunku wulkanicznej powierzchni.
Wrzask mężczyzny poniósł się przez rzadkie powietrze Lethe, docierając nawet do stojącego nieco dalej Raika, który odwrócił się w jego stronę. Ceramiczna powłoka hełmu spotkała się z płynnym ogniem w akompaniamencie wściekłych iskier tryskających wszędzie wokół, jego pięści wymierzających ślepe uderzenia, z których jedno trafiło kobietę w ramię.
- Przestań, przestań! - krzyknął, jego okute pancerzem buty drapały wulkaniczną glebę. - Droga. Znam drogę - wycharczał, chwytając dłońmi jej ręce, starając się odciągnąć je od własnej szyi lecz, w widoku, który nie powinien mieć racji bytu, nie będąc w stanie - pomimo pozorów wskazujących na to, że nic nie powinno stać mu na przeszkodzie w odrzuceniu znacznie drobniejszej od siebie kobiety.
Volyova zawahała się, pozwalając mu unieść głowę ponad powierzchnię lawy na chwilę.
- Główne wejście jest zaminowane - wycharczał z wyraźnym trudem, jakby już fragment jego hełmu był stopiony, powierzchnia Lethe przedzierała się do wnętrza hełmu choć Viyo wiedział, że gdyby tak było, nie byłby w stanie mówić w ogóle. - Nigdy nie przejdziecie na drugą stronę - dodał, każde słowo wypowiadane coraz szybciej jakby bał się, że niebieskowłosa zmieni zdanie. - Jest boczne wejście. Dla nas. Żebyśmy mogli wyjść. Wiem, gdzie jest.
Każde zdanie wypowiadane przez mężczyznę było krótkie, konkretne - w sytuacji, w której się znalazł, każde słowo miało większą wartość. Ugarr stojący obok zerknął na turianina w ten charakterystyczny sposób, oczekując cichego polecenia, wyrażając gotowość w przejęciu od niebieskowłosej trzymanego przez nią, wrogiego żołnierza.
Dłoń Volyovej zacisnęła się na jego szyi, jego głowa drgnęła ku wulkanicznej powierzchni pełnej paniki reakcji mężczyzny. Na ułamek sekundy, to, co powiedział, wydawało się niewartościowe w świecie rządzonym przez jej frustrację, przez ciężar przygniatający jej barki i głowę uparcie zwróconą w stronę trzymanej ofiary, ignorującej tkwiącego obok turianina.
Ale ułamek sekundy minął.
Dłoń Mayi rozluźniła swój chwyt, umożliwiając mężczyźnie podniesienie się, a Ugarrowi wkroczenie na jej miejsce. Podniosła się z klęku na nogi, odsuwając w milczeniu od szamoczącego się żołnierza gdy kroganin chwytał go za pancerz i podnosił w górę.
- Jeśli to prawda, byłoby miło - rzucił, trzymając mężczyznę za fraki. Gdy ten stanął na nogach, tył jego hełmu był aż nadto widoczny - stopiony, zniekształcony pod wpływem gorąca. - Ja na jego miejscu powiedziałbym wam to, czego chcecie usłyszeć.

@capie popraw hangar wraitha
Vex
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 2068
Rejestracja: 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Dewastator
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Arae / Cytadela
Status: It's complicated.
Kredyty: 64.710
Medals:

Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe

dzisiaj, o 11:45

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Krzyk żołnierza sprawił, że turianin obrócił powoli głowę w stronę Mayi, ale nim zdążył zareagować, mężczyzna zaczął mówić. Żar magmy topiącej kompozytowe sploty pancerza oświetlał jego głowę pomarańczową aureolą, a rzadka atmosfera falowała tuż nad bulgocącą powierzchnią, załamując i tak już blade światło. Ciosy jego pięści były desperackie i chaotyczne, ale napędzana frustracją wściekłość eks-biotyczki była niczym żelazny mur, który powstrzymywał zarówno błagania człowieka, jak i jej własne opory.
Byli popsuci. Te niecałe cztery miesiące, które ich rozdzieliły, sprawiły, że oboje stoczyli się w przepaść własnego upadku moralnego - on po raz pierwszy, znacząc swój charakter świeżą pajęczyną pęknięć oraz ponurych, pragmatycznych introspekcji, a Maya po raz kolejny, zrywając z siebie te warstwy, które zdążyły się zaleczyć podczas ich wspólnych podróży oraz jego wcześniejszych prób przywrócenia jej tym kim była kiedyś, przed AZ-102, przed linią B. Cordova i łąka pokryta błękitnymi kwiatami wydawała się teraz niczym idealistyczny sen, który nigdy się nie wydarzył. Niczym wspomnienie pozytywnego, przekolorowanego filmu, który oglądali, a nie rzeczywistych wydarzeń, które faktycznie miały miejsce i w których oboje uczestniczyli. Tak jakby dotyczyła kogoś zupełnie innego i była zbyt piękna, by kiedykolwiek mogła być prawdziwa, bo rzeczywistość składała się krzyków torturowanego żołnierza oraz milczącego przyzwolenia, a nie delikatnego szumu wiatru oraz zapachu niezapominajek.
Paniczne słowa mężczyzny zawisły w powietrzu. Widmo wpatrywał się Mayę, widząc jak drgnęła, gdy frustracja zaczęła walczyć w niej z rozsądkiem, a sekundy zaczęły się dłużyć. Kiedy jednak w końcu puściła szyję żołnierza, przeniósł wzrok na Raika i skinął oszczędnie głową.
- Podnieś go.
Gdy kroganin wykonywał prośbę i przejął jeńca od niebieskowłosej, Vex wsunął pistolet z powrotem do kabury i chwycił ponownie karabin. Jego wzrok błądził przez chwilę po jego stopionym hełmie oraz nieprzezroczystym wizjerze, który chował zarówno jego twarz, jak i obrażenia. Ugarr miał rację. Tortury rzadko kiedy sprawdzały się w praktyce - w pewnym momencie, gdy umysł poddawał się bólowi ciała, zaczynał mówić cokolwiek, byleby tylko przerwać cierpienie.
- W takim razie miejmy nadzieję, że jednak mówi prawdę - odezwał się po chwili zdawkowo. - Dla jego własnego dobra. Jest wiele innych szczelin z lawą po drodze. Następnym razem pozwolę Mayi wrzucić go do jednej w całości. Prowadź.
Ostatnie polecenie rzucone było w stronę obezwładnionego żołnierza. Vex odwrócił się po tym do niego plecami i ruszył w stronę bocznej skarpy, tylko na krótką chwilę zwalniając, by położyć na ramieniu niebieskowłosej dłoń. Jego palce zacisnęły się lekko na jej elastycznych elementach pancerza, w tym krótkim geście przekazując więcej niż jedno słowo.
Przypomnienie. Ostrzeżenie. Uspokojenie.
Potem minął ją i odpalił napędy, krótkim skokiem wznosząc się z powrotem ku najbliższemu wzniesieniu, żeby tak jak wcześniej kontynuować podróż równolegle do swoich towarzyszy tak długo, jak dotrą do bocznego wejścia wskazanego przez mężczyznę.
- Zapytajcie go kim był ten martwy żołnierz, którego znaleźliśmy wcześniej - rzucił po dłuższej chwili przez komunikator, gdy już ruszyli.

@Mistrz Gry
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+5% do obrażeń w walce wręcz   
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych
Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Galaktyka”