Re: [Hawking Eta -> Thorne] Lethe
: 8 lip 2026, o 23:23
Na tle wulkanicznej skały ciemny pancerz mężczyzny odznaczał się jak jedna ze szczelin, zbyt płytka by zdołała wypełnić się błyskiem lawy. Nieprzenikniona powierzchnia hełmu odbijała gwieździste niebo Lethe, niemal pozbawione zabarwienia wypełniającej je atmosfery. Trudno było określić, w jaką stronę spoglądał mężczyzna - jego głowa była zwrócona w górę, ani na Viyo, ani na towarzyszących mu sojuszników. W chwili, w której stracił swoją broń, najwyraźniej opuściła go również wola walki.
Imię Kevina przecięło przestrzeń między nimi, nie wywołując w pojmanym żadnej reakcji. Gdyby nie to, że jego klatka piersiowa wciąż unosiła się w górę i w dół, Widmo mógłby mieć problem z określeniem, czy w ogóle dalej żył i był w stanie go usłyszeć. Dopiero gdy dłoń turianina powoli zaczęła kierować się do kabury po schowany w środku pistolet, jego ciało stężało lekko, wyczuwając nadciągającą zmianę.
- Możliwe, że i tak niczego nie wie. Tacy jak on są do odstrzału, dlatego go tu posłali - kontemplował Ugarr, podczas gdy niebieskowłosa zbliżyła się nieco. Za wizjerem hełmu jej brwi zmarszczyły się, oczy ze skupieniem podążały za skrytą twarzą mężczyzny.
Gdy kucnęła, przyglądając mu się z bliska, mężczyzna drgnął lekko. Obrócił ku niej głowę, jakby dopiero teraz orientując się w jej obecności - światło Mnemosyne wypełniającej nieboskłon i perspektywa leżącego być może skutecznie zasłaniały jej twarz, już przysłoniętą wizjerem. Teraz jednak zdawał się ją rozpoznawać.
- Wróciłaś po więcej? - wycedził z ironią, unosząc się lekko, choć nie na tyle, by sprowokować but Viyo do działania. - Za późno. Już niczego nie ma.
Mężczyzna szarpnął nagle, wznosząc się na łokciach w gwałtownym geście, w którym powinny być znamiona próby odzyskania własnej wolności - zamiast tego, skryta pod wizjerem twarz znalazła się przy samej lufie wycelowanej przez turianina broni. Naparł naprzód, opierając się czołem o błyszczący metal broni w nagłej prowokacji.
- Już jestem martwy - warknął i nawet mimo jego zasłoniętej twarzy, Viyo wiedział, że spoglądał prosto na niego. - Równie dobrze możesz to dokończyć.
Niebieskowłosa poruszyła się w polu widzenia turianina gdy tylko mężczyzna kończył swoje zdanie. Dostrzegł w jej sylwetce napięcie, tego rodzaju złość, która zwykle eksplodowała błękitem przeciętym pasmami czerni. Teraz, wzięła we władanie jej ciało - kobiece ramię wystrzeliło do przodu, chwytając leżącego za osłoniętą ceramiką szyję.
- Wie - rzuciła wściekle, mężczyzna wierzgnął, zaskoczony siłą, z którą jej palce zacisnęły się na jego gardle - siłą, która nie powinna drzemać w jej niepozornej sylwetce, a której źródło tkwiło w inżynierii genetycznej jej ramion. - Wiesz, że tu byłam, skurwielu.
Jej uścisk nie był wystarczająco silny by go udusić - nie z warstwą pancerza oddzielającą ją od miękkiej tkanki. Był jednak wystarczający by utrzymać mężczyznę gdy szarpnęła, przesuwając go po wulkanicznej, skalnej powłoce w stronę głębszej szczeliny, w której ciemność rozbijała się pod wpływem błysku lawy.
- Na kulę w łeb możesz sobie zasłużyć - prychnęła, szorując mężczyzną po ziemi aż jego głowa znalazła się za krawędzią szczeliny wypełnionej magmą. W jej głosie chowała się furia, od której stojący obok Ugarr przeniósł swój wzrok na turianina, wyraźnie zastanawiając się nad tym, czy powinien ją powstrzymać. Gdy pchnęła, popychając kark i głowę żołnierza w dół, ten uniósł w reakcji swoje ręce, chwytając kobietę za jej ramiona. - W innym wypadku, zobaczymy, jak szybko topi się ceramika.
@Vex
Imię Kevina przecięło przestrzeń między nimi, nie wywołując w pojmanym żadnej reakcji. Gdyby nie to, że jego klatka piersiowa wciąż unosiła się w górę i w dół, Widmo mógłby mieć problem z określeniem, czy w ogóle dalej żył i był w stanie go usłyszeć. Dopiero gdy dłoń turianina powoli zaczęła kierować się do kabury po schowany w środku pistolet, jego ciało stężało lekko, wyczuwając nadciągającą zmianę.

- Możliwe, że i tak niczego nie wie. Tacy jak on są do odstrzału, dlatego go tu posłali - kontemplował Ugarr, podczas gdy niebieskowłosa zbliżyła się nieco. Za wizjerem hełmu jej brwi zmarszczyły się, oczy ze skupieniem podążały za skrytą twarzą mężczyzny.
Gdy kucnęła, przyglądając mu się z bliska, mężczyzna drgnął lekko. Obrócił ku niej głowę, jakby dopiero teraz orientując się w jej obecności - światło Mnemosyne wypełniającej nieboskłon i perspektywa leżącego być może skutecznie zasłaniały jej twarz, już przysłoniętą wizjerem. Teraz jednak zdawał się ją rozpoznawać.
- Wróciłaś po więcej? - wycedził z ironią, unosząc się lekko, choć nie na tyle, by sprowokować but Viyo do działania. - Za późno. Już niczego nie ma.
Mężczyzna szarpnął nagle, wznosząc się na łokciach w gwałtownym geście, w którym powinny być znamiona próby odzyskania własnej wolności - zamiast tego, skryta pod wizjerem twarz znalazła się przy samej lufie wycelowanej przez turianina broni. Naparł naprzód, opierając się czołem o błyszczący metal broni w nagłej prowokacji.

- Już jestem martwy - warknął i nawet mimo jego zasłoniętej twarzy, Viyo wiedział, że spoglądał prosto na niego. - Równie dobrze możesz to dokończyć.
Niebieskowłosa poruszyła się w polu widzenia turianina gdy tylko mężczyzna kończył swoje zdanie. Dostrzegł w jej sylwetce napięcie, tego rodzaju złość, która zwykle eksplodowała błękitem przeciętym pasmami czerni. Teraz, wzięła we władanie jej ciało - kobiece ramię wystrzeliło do przodu, chwytając leżącego za osłoniętą ceramiką szyję.
- Wie - rzuciła wściekle, mężczyzna wierzgnął, zaskoczony siłą, z którą jej palce zacisnęły się na jego gardle - siłą, która nie powinna drzemać w jej niepozornej sylwetce, a której źródło tkwiło w inżynierii genetycznej jej ramion. - Wiesz, że tu byłam, skurwielu.
Jej uścisk nie był wystarczająco silny by go udusić - nie z warstwą pancerza oddzielającą ją od miękkiej tkanki. Był jednak wystarczający by utrzymać mężczyznę gdy szarpnęła, przesuwając go po wulkanicznej, skalnej powłoce w stronę głębszej szczeliny, w której ciemność rozbijała się pod wpływem błysku lawy.
- Na kulę w łeb możesz sobie zasłużyć - prychnęła, szorując mężczyzną po ziemi aż jego głowa znalazła się za krawędzią szczeliny wypełnionej magmą. W jej głosie chowała się furia, od której stojący obok Ugarr przeniósł swój wzrok na turianina, wyraźnie zastanawiając się nad tym, czy powinien ją powstrzymać. Gdy pchnęła, popychając kark i głowę żołnierza w dół, ten uniósł w reakcji swoje ręce, chwytając kobietę za jej ramiona. - W innym wypadku, zobaczymy, jak szybko topi się ceramika.
@Vex

