Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Świątynia Athame

9 wrz 2025, o 09:42

Obrazek Jak na każdym świecie asari, także i na Nos Astrze świątynie stanowią integralną część kultury i wierzeń mieszkańców. W przeciwieństwie do Thessii, na koloniach ustanowionych później zwykle tworzą je skromne obiekty kultu o niskiej wartości historycznej, w których asari upamiętniają swoje dawne boginie. Nos Astra szczyci się największą świątynią poświęconą Athame na całym Illium, a dobrobyt panujący na planecie rozlał się również do domu panującej w nim bogini. Kompleks świątynny położony jest w samym centrum miasta i stanowi popularną atrakcję turystyczną dla odwiedzających. W jego centrum znajduje się półotwarte sanktuarium, udekorowane wielkimi podobiznami samej Athame spoglądającej na przybywających z góry. W gablotach umieszczone są rozmaite relikwie wraz z odpowiednimi certyfikatami, zaświadczającymi o ich prawdziwości.
U tych, dla których sam obiekt kultu nie jest obiektem zainteresowań, szczególną popularnością cieszą się ogrody świątynne - rozmaite alejki otoczone drzewami oraz roślinnością otaczają konstrukcję w środku, zapewniając popularne miejsce do spacerów.
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

10 wrz 2025, o 10:50

Nos Astra wyglądała pięknie w blasku dnia - choć zupełnie inaczej od obrazu nocnego miasta, z którym mogła kojarzyć to miejsce z pocztówek oglądanych na Cytadeli. Złociste promienie słońca uwydatniały różnice w architekturze, których nie sposób było zauważyć na Thessii. Choć Nos Astra była kolonią założoną przez asari, widać było wokół wpływ wszystkich innych kultur, które znalazły dla siebie tutaj przyczółek. Niektóre budynki zdawały się zbudowane na bardziej turiańską modłę, zieleń porastająca mijane przez ich prom parki przypominała egzotykę Sur'Keshu - największą różnicę dostrzegła jednak w reklamach. W przestrzeni Rady spoglądając na billboardy widziała często te same marki, prowadzące te same kampanie reklamowe. Tutaj jednak budynki błyszczały reklamami z Systemów Terminusa i choć żadna nie nawoływała do poboru, jak na Korlusie, zauważyła, że żadnej z nich nie widziała wcześniej i wydawały się o b c e.
Świątynia wyróżniała się od reszty budynków gdy mknęli w jej stronę - kompleks zdawał się wycięty w gąszczu wieżowców, a w jego środku obiekt kultu wznosił się w niebo z dekoracyjną, stworzoną na modłę asari fasadą. Wokół niego zaś były ogrody - z góry widziała alejki obrośnięte wielokolorowym krzewami, a także budki i małe sklepiki umieszczone przy nich.
- Gotowa? - zapytał, nim prom miękko wylądował na postoju dla taksówek. Obrzucił ją uważnym spojrzeniem, w którym dostrzegła odrobinę niepokoju. Choć kolczyki podarowane jej jeszcze na Księżycu wymazywały jej podobiznę z obrazów kamer, wciąż istniało ryzyko, że rzuci się komuś w oczy - ryzyko, którego był boleśnie świadom. - Trzymaj się blisko - dodał, wychodząc jako pierwszy z pojazdu.
Wyciągnął w jej stronę dłoń, choć przecież nie potrzebowała żadnej pomocy z wyjściem z promu. Rześki wiatr musnął jej policzki gdy stanęła obok niego na płycie lądowiska. W powietrzu unosił się zapach zieleni i kwiatów docierający z najbliższych ogrodów.
- Świątynia czy ogrody? - rzucił pod nosem, nie wyplatając swojej dłoni z jej gdy ruszyli do wejścia do kompleksu. Jak na Nos Astrę, musiało być w nim stosunkowo mało ludzi tak wczesną porą, bo przy wejściu byli sami. - Chyba się domyślam.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

14 wrz 2025, o 14:44

Przez całą drogę nie mogła oderwać wzroku od panoramy rozciągającej się za oknem promu. Nos Astra w blasku dnia prezentowała się niczym żywe dzieło sztuki – tak różne od uporządkowanej, przewidywalnej estetyki Cytadeli, że przez moment niemal zapomniała, gdzie jest i z kim podróżuje. Tutaj, w miejscu wolnych wyborów i nieprzebranej różnorodności, budynki wyrastały jeden obok drugiego, tworząc mozaikę stylów i kultur. Fasady przypominające turiańskie fortyfikacje sąsiadowały z lekkimi, organicznymi konstrukcjami wzorowanymi na sztuce asari czy hanarów, a zieleń oplatająca miejskie parki wplatała w całość nieuchwytną nutę Sur’Keshu. Najbardziej uderzające były jednak reklamy – obce, świeże, nieznane. W Przestrzeni Rady powtarzały się te same loga, te same slogany, które znała aż do znudzenia. Tutaj każdy ekran krzyczał nową marką, nowym pomysłem, nową zachętą, nieprzefiltrowaną przez biurokratyczne sito. I choć w normalnych warunkach Fel mogłaby natychmiast zacząć analizować ekonomiczne tło tej różnorodności, tym razem zwyczajnie pozwoliła sobie na zachwyt. Na podziw dla miasta, które nie musiało udawać neutralności – a które, paradoksalnie, dawało jej namiastkę anonimowości.
Nie pozwoliła, by natrętne myśli o Przestrzeni Rady odebrały jej tę chwilę. Nie była tutaj Radną, nie przyszła negocjować, zyskiwać głosów czy podpisywać traktatów. Mogła zejść z promu i być nikim.
A może właśnie kimś, kim nigdy nie pozwolono jej być?
Po prostu samą sobą.
Prom miękko opadł na lądowisko. Iris uśmiechnęła się pod nosem, gdy Cassian, zawsze czujny, wyciągnął w jej stronę dłoń, jakby obawiał się, że powiew wiatru porwie ją z powrotem do cienia, w którym przez ostatnie tygodnie oboje żyli.
- Gotowa - odparła i bez zawahania ujęła jego rękę. Trzymała ją pewnie nie jako polityk, nie jako kobieta przyzwyczajona do samodzielności, lecz jako ktoś, kto naprawdę chciał być blisko.
Rześkie powietrze pachniało kwiatami, a wiatr rozplątał pasma jej włosów, które opadły swobodnie wokół twarzy, zasłaniając częściowo spojrzenie. To był jej kamuflaż – miękki, niewymuszony. Do tego strój daleki od politycznej elegancji, drobne kolczyki zakłócające zapis kamer i, nade wszystko, śmiech. Czysty, perlisty, zbyt radosny, by mógł należeć do osoby, którą wciąż kojarzono z Cytadelą.
Zadarła wysoko głowę, przyglądając się fasadzie świątyni – pięknej, monumentalnej, tak innej od pragmatycznych budynków wokół. Ale gdy spojrzała na wijące się w dole alejki tonące w barwach egzotycznych krzewów, wybór wydał jej się oczywisty.
Ogrody. Sprawdźmy, czy te alejki ciągną się jak labirynt, który skrywa skarb w swoim środku – zdecydowała bez chwili namysłu, pociągając Cassiana w tamtą stronę. Jej dłoń wciąż spoczywała w jego, leniwie muskając opuszkami szorstkie wnętrze ręki mężczyzny przyzwyczajonej do trzymania przede wszystkim broni. Idąc, wtulała się w jego ramię, chowając nos w zagłębieniu jego szyi gdy tylko ktoś przecinał ich drogę niebezpiecznie blisko. Chciała zgubić się z nim w labiryncie kolorów, zniknąć z widoku wścibskich oczu, pozwolić, by tego dnia liczył się tylko on i ich wspólna obecność.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

19 wrz 2025, o 22:18

spostrzegawczość
30%
Rzut kością 1d100:
84
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

20 wrz 2025, o 20:33

W ogrodach świątyni Athame prawdziwy skarb dla członków Sojuszu Systemów Terminusa przemierzał właśnie jedną z alejek. Niegdyś piastująca najważniejszą pozycję w rządzie, jakiej zaszczyt mógł spaść na człowieka, Fel była teraz ukryta na widoku. Mieszając się z niepozornymi turystami, których garstka pojawiała się im bliżej ogrodów się znajdowali, nie zwracała na siebie niczyjej uwagi - nie na długo. Nie miała emblematów Rady, ani zdobionych, eleganckich szat, które połyskiwałyby w kącie pola widzenia wszystkich wokół. Była po prostu sobą - kobietą, podziwiającą piękno kwiatów i architektury Nos Astry u boku swojego partnera.
Uścisk dłoni mężczyzny wzmógł się w reakcji na muśnięcie palców jej własnej. Była w tym ruchu pewna naturalność, pewność - jakby nie wyszli właśnie po raz pierwszy na zewnątrz, jakby jej towarzystwo nie było dla niego czymś nowym.
- Twoim skarbem okażą się magnesy za tysiąc kredytów jeden, ewentualnie pocztówki. Za pięćset - parsknął, ale nie sprzeciwiał się gdy pociągnęła go do labiryntu gęsto porośniętych alejek.
Aromat kwiatów był nieco inny niż ten, do którego przywykła w swoich rodzinnych stronach. Pąki o fantazyjnych kształtach i kolorach mieniły się w słońcu gdy zagłębiali się w ogrody, pozostawiając niewielką ilość turystów za nimi. Nie wyglądało na to, by w pobliżu miały być jakiekolwiek kamery - ale wiedziała, że biżuteria podarowana jej przez niegdysiejszą asystentkę nadal działa.
- Moje miejsce jest znacznie ciekawsze od tego - dodał ostentacyjnie, choć nie wyglądał na szczególnie znudzonego ogrodami, w którymi się znaleźli. - Wielmożna radna z pewnością widziała już ogrody takie jak te.
Uśmiechnął się do niej szelmowsko, odchylając nieco, jakby spodziewał się, że w reakcji na te słowa otrzyma uderzenie łokciem w bok. Dostrzegła, że gdy oddalili się od ludzi, rozluźnił się nieco - ale jego wzrok błądził po ścianach krzewów, zerkał w stronę nieba i co jakiś czas upewniał się, że nikt za nimi nie podążał.
- Czy tu też mam spodziewać się, że jakiś twój amant wyskoczy z najbliższych krzaków i spróbuje cię porwać? - dodał beztrosko, ale w jego głosie chowały się nuty rozbawienia.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

20 wrz 2025, o 21:07

Spacer wśród ogrodów świątynnych był jak chwilowe wyrwanie się z czasu. Zwolniła krok, niemal odruchowo dostosowując go do spokojnego rytmu, który narzucały świątynne ogrody. Światło dnia pobłyskiwało na liściach wielobarwnych krzewów, rozświetlało płatki kwiatów o nietypowych kształtach, jakich nie znała nawet z Thessii. Pachniało świeżością i życiem, zupełnie inaczej niż na Cytadeli, gdzie zieleń była zawsze uporządkowana, pielęgnowana pod linijkę, wręcz sterylna. Tutaj panował pozorny nieład, który miał w sobie więcej naturalnego uroku niż wszystkie doskonałe kompozycje kwiatowe w Przestrzeni Rady razem wzięte.
Gdybym miała być szczera... – odezwała się, muskając spojrzeniem mijane rzeźby. Athame i dawne, asarińskich kapłanki, patrzyły się na nich z wyrytą w kamieniu wyższością. – ... To tandetne pamiątki mogą się okazać dużo bardziej ciekawsze niż te posągi.
Na jej twarzy zagrał lekki uśmiech, a w głosie wybrzmiała nuta rozbawienia, która odbiła się refleksem w tęczówkach Fel. Błyszczały w pełnym słońcu za każdym razem, kiedy zadzierała głowę, aby uchwycić jego spojrzenie.
Na Palavenie, w kolonii Tarsis, wręczono mi raz prezent w imieniu całej lokalnej administracji. Spodziewałam się, że dostanę jakiś misternie rzeźbiony turiański artefakt, może ceremonialny nóż albo chociaż replikę posągu. A w pudełku znalazłam breloczek. Hełm turianki, wielkości paznokcia. Z doczepionym dzwoneczkiem, który miał odstraszać złe duchy i przynosić szczęście – cmoknęła.
Skręciła w kolejną alejkę. Losowy wybór przychodził jej naturalnie, choć była to sytuacja dla Iris niecodzienna. Nowa. Podobnie jak obecność Daharisa, który dotrzymywał jej kroku i nie chciał wypuścić jej ręki ze swoich szorstkich dłoni. I choć miejsce takie jak to - spokojne, malownicze, dyskretne - skłaniało do pewnych refleksji, nie uległa im.
Jeszcze nie.
Najpierw chciała nacieszyć się tym dniem, nim przyjdzie im skonfrontować się z własnymi uczuciami i nieuchronnym zabiegiem w klinice żmii.
Zerknęła na niego kątem oka, pozwalając, by na jej ustach zagrał lekki uśmiech tak łudząco podobny do jego zadziornego grymasu.
- Twojego? Czyli...?
Czy bezczelnie wykorzystywała swoje umiejętności oraz doświadczenie, aby zagrać Cassianowi na nosie, bądź pociągnąć go za język? Niewykluczone.
Prychnęła, pozwalając, aby odsunął się od niej na wyciągnięcie ręki.
- Widziałam wiele ogrodów, parków, ale niekoniecznie takich jak te. Tamte, po których spacerowałam, miały krzewy przycięte równo co do centymetra, a każda alejka prowadzi dokładnie tam, gdzie powinna. Żadnych niespodzianek, żadnych zakamarków, w których można by się zgubić.
Przesunęła wolną dłonią po kaskadzie barwnych liści, które dotykały ścieżki, jakby chciały zatrzymać przechodniów.
A tu? Tutaj roślinność żyje własnym rytmem. Pachnie inaczej, rośnie inaczej. Jest… dzika – Wbiła w niego bezczelne spojrzenie. – Zupełnie jak moja eskorta.
Kiedy rzucił pół-żartem pół-serio komentarz o kolejnych amantach czających się w krzakach, roześmiała się perliście, a jej śmiech odbił się echem wraz z wiatrem.
Dobrze, że mam przy sobie profesjonalnego bodyguarda – odbiła piłeczkę ich swobodnych, słownych utarczek z udawaną powagą. – Przynajmniej wiem, że poradzisz sobie z nim szybciej niż ja zdążę sięgnąć po ripostę.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

20 wrz 2025, o 23:13

Ogrody tworzyły wspaniałą fasadę dla kompleksu rozrywkowego, którego częścią był budynek świątynny. Nawet tutaj, pośród wysokich krzewów i otaczającego je ogrodzenia, świątynia wznosiła się wysoko ponad nimi, odcinając od nieboskłonu. Wiedziała jednak, że ten moloch otaczało mnóstwo innych wysepek pośród zieleni - straganów, budek, oraz mniejszych lokali, do których z pewnością lgnęła część osób nastawionych na zakupy bądź główną atrakcję.
Ale łatwo było zgubić się w morzu zieleni, przecinanym wąskimi ścieżkami niekiedy przysłoniętymi kwiatami wymykającymi się spod kontroli ogrodników. W tym labiryncie było coś nieokiełznanego, nawet jeśli spoglądając fachowym okiem na ten nieład, widać było rządzące nim zasady. Niektóre krzewy wymagały ścisłej kontroli - ich pędy były ukrócone, uformowane z nich kształty pielęgnowane. Inne zdawały się więdnąć tam, gdzie ktoś próbował je spętać - pozwalano im rosnąć wolno, być smaganym przez wiatr, w tym samym chaosie unoszący okalające ją, jasne włosy.
- Czyli powinienem zabrać cię na stragany. Zapamiętam na następny raz - odrzucił beztrosko, jakby faktycznie czekał ich ten następny raz, jakby obecny dzień nie miał jednego, określonego końca, po którym następowała niewiadoma ich splecionych ze sobą losów. - Brzmi na polityczną zagrywkę. Jesteś pewna, że lubiono tam ludzi?
Jego usta wyginały się w uśmiechu, ale dostrzegła cień schowany w głębi jego spojrzenia. Nie był intensywny, zaledwie chwila cienia rzucanego przez słońce jej słów - podpowiedziało jej to jednak, że musiał znać turian od innej strony, niż ona. Od tej wypełnionej splamionym honorem, pogardą i rękoma zanurzonymi w brudzie i krwi.
- Na Omedze jest taki stragan, w którym sieroty opychają innym stworzone przez siebie rzeczy. Wyrzeźbione z kamienia figurki, róże stworzone z metalu - dodał, nagle zamyślony, wracając wspomnieniami do innego miejsca, innego czasu. - Spodobałyby ci się - wyjaśnił, czując potrzebę dookreślenia - jakby nie nawykł do rozmawiania na tematy, które nie były ważne oraz w jakiś sposób istotne w danym momencie.
Przechodzili koło jednego z wysokich, nieokiełznanych krzewów. Jego kwiaty nie rzucały się w jej oczy z daleka - wydawały się ciemnofioletowe, zwinięte szczelnie w pąki, których wnętrz nie była w stanie dojrzeć. Pomimo tego, mężczyzna sięgnął dłonią ku jednemu z nich - gdy jego palec musnął atłasową tkankę, ciemność zapulsowała fioletowym blaskiem. Zerwał pąk, a ten ożywił się w jego dłoniach - jego długie płatki w kształcie serc rozwinęły się, w ich środkach błysnęła schowana głęboko wewnątrz energia. Wyczuła napięcie w powietrzu gdy sięgnął kwiatem ku jej włosom - subtelną energię, którą tak doskonale znała.
- Przepraszam bardzo, jestem dziki? - zapytał, wsuwając kwiat w jej rozmierzwione włosy. Wyczuwała jego obecność obok, jak delikatną wypustkę biotyki muskającą jej skórę. Jego brwi powędrowały w górę, choć usta nabrały szelmowskiego wyrazu. - A może to ty jesteś zbyt ułożona?
Z uśmiechem tańczących na ustach odwrócił się, słysząc śmiech turystów przechadzających się w okolicy - mijali ich jednak inną alejką, i nie byli w stanie ich dostrzec. Wrażenie intymności powróciło tak szybko, jak zniknęło, gdy oddalili się w stronę świątyni.
- Nie wiem, czy chcę być twoim bodyguardem - cmoknął, przekomarzając się. - Na tym etapie pakowanie się w kłopoty nie jest twoim zwyczajem, tylko pasją.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

21 wrz 2025, o 00:13

Uśmiechnęła się pod nosem, wsłuchując się w słowa Cassiana i pozwalając, by ich znaczenie powoli wnikało w jej myśli.
Następny raz.
Powtarzała to wymowne wyrażenie w duchu, niemal smakując ich obietnicę, choć oboje wiedzieli, że świat zewnętrzny nigdy nie pozwalał na pewność nadejścia jakiegokolwiek jutra.
Ale tym razem było inaczej. Tym razem nie musiała myśleć o politycznych pułapkach, o Przymierzu, o wszystkich procedurach i protokołach skrzętnie wypełniających jej przestrzeń. Mogli po prostu być razem, krok po kroku, w labiryncie zielonych alejek, między kwiatami i rzeźbami, które nie miały nic wspólnego z oficjalnym życiem. Chciała wierzyć, że będzie jeszcze wiele takich dni, że następny raz nie będzie tylko ulotnym mrugnięciem światła o zachodzie słońca, które znika zanim zdąży się je w pełni dostrzec. To nie był moment, który miał się rozpaść pod ciężarem obowiązków, tylko rzeczywistość, jaką mogli dzielić i w której mogli tworzyć swoje własne rytuały – śmiech, czułość, spacery w ogrodach czy paskudnymi korytarzami serwisowymi Omegi, ukrywanie się w kaskadach swobodnie opadających włosów, chwile nieprzerwane przez obowiązki ani polityczne kalkulacje.
Jeszcze niespełna tydzień temu nie zdawała sobie, jak bardzo pragnęła normalności. Swobody decydowania o sobie. Teraz jednak, tu, razem z nim, uzmysłowiała sobie, iż przez ostatni miesiąc oddychała, ale nigdy pełną piersią. Cały jej dotychczasowy znany wszechświat musiał ulec zniszczeniu - niemalże tak wielkiemu, jak Hirano Tower na Korlusie - aby przejrzała na oczy oraz przestała łudzić się, okłamywać samą siebie, trwonić czas, który jej pozostał.
- Niespecjalnie. Szef kuchni osobiście przepraszał delegację za podanie kolacji na prawoskrętnych - przyznała, mimo wszystko uśmiechając się pod nosem do wspomnień, które nieśmiało przemknęły jej przed oczyma.
Potrząsnęła głową, skupiając się na chwili obecnej. Wiatr targał jej swobodnie rozpuszczonymi włosami. Pojedyncze loki muskały policzki, owijały się wokół ramion. Ta lekkość odzwierciedlała się również w krokach Fel i ponowne wspomnienie stacji nie sprawiło, że potknęła się o pozbawioną wystających kamyków ścieżkę.
- Czyli jednak zabierzesz mnie na Omegę? - odparła, wprawiając ich złączone w warkocz dłonie w kołysanie, jakby te chciały wykonać radosny skok do przodu.
Zatrzymała się w ślad za Cassianem w cieniu większego krzewu. Zadarła nieco głowę, przyglądając się schowanym do środka pąkom. Jej spojrzenie przeskoczyło na jego twarz w momencie, w którym odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy. Uśmiechnęła się, przekrzywiając głowę. Subtelne wyładowania tańczyły na jej skórze, mrucząc znajomą piosenkę prosto z biotycznego źródła.
- Jesteś... nieokrzesany - przyznała bez większego namysłu. Jakby mówiła o rzeczy oczywistej. Rozbawienie dosięgnęło jej oczu, wesołe iskierki zdominowały dwukolorowe spojrzenie. - A ja z kolei jestem uparta.
Stwierdziła otwarcie, poprawiając ułożenie kwiatu we włosach i zaraz po tym skracając dzielący ich dystans. Wykorzystała moment, w którym Cassian nasłuchiwał, a kiedy ponownie zwrócił do niej swoją twarz, niemalże zahaczył nosem o jej nos. Stojąc na palcach, starła odrobinę pyłu z kwiatu z jego ramienia tylko po to, aby rozsmarować go po policzku Daharisa.
- Uwielbiasz we mnie tę pasję. A także mój upór. Gdyby nie on... - urwała, gdyż to, co chciała powiedzieć, również było jasne. Mogła zawrócić wielokrotnie z tej drogi, ale Fel na przekór wszystkim, szła dalej do przodu. Bez pośpiechu dokończyła malowanie esów i floresów na jego profilu, po czym pociągnęła mężczyznę w głąb alejki nie pozwalając, aby w równej powierzchni spojrzał na swoje odbicie. Zwłaszcza na tatuaż.
- Ostatni przy murze... - nie dokończyła. Niespodziewanie puściła jego rękę i przyspieszyła, rzucając mężczyźnie tylko jedno, krótkie, wyzywając spojrzenie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

21 wrz 2025, o 01:00

atletyka
Kto pierwszy dotrze do muru
Iris < 30 < Cassian
Rzut kością 1d100:
46
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

21 wrz 2025, o 01:07

Od czasu wybuchu wojny wydawałoby się, że Fel pozostały jedynie namiastki normalności - czego, z jednej strony, można by się spodziewać. W końcu wcześniej była Radną, wojna wypełniła sale ich posiedzeń i szybko stała się tematem numer jeden, wypierając wszystkie inne z równą łatwością, jak Anya swojego czasu przesuwała mniej istotnych biznesmenów w jej skrzynce na sam jej dól. Ale jednocześnie Iris nigdy nie miała tego doświadczać w sposób inny, jak z komfortu znajomych, czterech ścian galaktycznej stolicy. Nigdy nie miała stanąć twarzą w twarz z prawdziwym obliczem wojny - z uderzeniami akceleratora masy wycelowanego w miejsce, w którym stała. Z niemym wyrazem przerażenia dziecka, które trafiło do nieodpowiedniego miejsca, w nieodpowiednim czasie, urodzonego po złej stronie konfliktu. Z morzem błękitnych pancerzy skropionych krwią, ludzi leżących u podstawy nóg tego, którego dłoń teraz ściskała.
Jej ludzi.
Egzystowali teraz gdzieś pomiędzy, krocząc po linii, która nawet kątem oka wydawała się niebezpiecznie cienka.
- Spodobałyby ci się pamiątki, a niekoniecznie sama Omega - uściślił, gdy złapała go za słówko, ale dostrzegła błysk w jego oku gdy dodał: - Ale jeśli tak przypadła ci do gustu wizja picia kawy w burdelu, obiecuję, że kiedyś spełnię twoje życzenie.
Fioletowy kwiat jedynie zwinięty w pąk wydawał się czarny - z bliska, gdy stanęła przy krzewie, z którego go zdjął, dostrzegła multum barw i świateł przemykających przez szerokie listki. Kwiaty wydawały się reagować na jej obecność - jakby i one wyczuwały biotykę w jej wnętrzu i odpowiadały własną, nucąc swoją pieśń w jej rytm.
- Nieokrzesany? - powtórzył, tym razem z jawnym oburzeniem w głosie, jakby nie potrafił pojąć źródła tego stwierdzenia - i w jego głowie stanowił jego przeciwieństwo. - Przyniosłem ci ekspres do kawy gdy byłaś więźniem na Korlusie...
Urwał, gdy opuszek jej palca musnął jego policzek. Zmrużył lekko oczy, dostrzegając w tym czułym geście odwrócenie uwagi od słów, nad którymi zamierzał dalej dywagować, ale nie kontynuował swojej linii obronnej. Pyłek kwiatu połyskiwał na jego opalonej karnacji - odznaczał się błękitnym blaskiem, połyskując zarówno w promieniach słońca jak i w rzucanym przez nie cieniu.
- Uwielbiam w tobie two... - urwał, nagle dostrzegając pustkę w miejscu, w którym wcześniej była jej dłoń. Na jego twarzy odmalowała się zmiana - twardość wkroczyła z powrotem w rysy, które za jej sprawą stały się miękkie. W jego oczach pojawił się drapieżny błysk gdy puściła się biegiem i było to ostatnie, co dostrzegła, nim jej wzrok przeniósł się na murek wieńczący ich alejkę.
Zwinność być może była jej domeną za sprawą drobnego ciała blondynki - ale z pewnością nie była nią szybkość. Pomimo różnicy w ich gabarytach, za dobrze zbudowaną sylwetką mężczyzny chowała się żołnierska skuteczność, niczym drugi język, którym operował - język, którym posłużył się tak szybko, jak rozpoczęła ich krótką rywalizację. Dostrzegła jedynie cień w polu swojego widzenia, gdzieś obok, gdzieś z tyłu - nim silne ramiona pochwyciły ją w talii, zatrzymując w biegu i unosząc w górę, aż jej buty oderwały się od powierzchni i zakręciły w powietrzu.
- Jesteś niemożliwa - parsknął, stawiając ją na ziemi tylko po to, unieść dłoń do jej podbródka i złożyć na jej ustach zdecydowanie zbyt krótki pocałunek. - Załatwmy ci kawę zanim złożę wypowiedzenie z roli twojego bodyguarda przez twoje ucieczkowe tendencje.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

21 wrz 2025, o 01:41

Nigdy wcześniej tak naprawdę nie poczuła, jak cienka staje się granica między życiem a śmiercią – między tym, co można kontrolować, a tym, co wymyka się spod każdej władzy. A mimo to była tu, trzymając się tej łączącej ich linii razem z Cassianem, świadoma, że każde puszczenie jego dłoni mogłoby być równoważne z utratą czegokolwiek, co miało w sobie choćby namiastkę bezpieczeństwa.
I choć wiedziała, że sinusoida ich życia wkrótce może stromo opaść w dół, upór w niej sprawiał, że zamierzała utrzymać się na tej cienkiej linii, razem z nim, do ostatniego możliwego oddechu. Było w tym coś heroicznego, a jednocześnie naturalnego – niczym w oddychaniu czy biciu serca dostrojonym do drugiego człowieka, którego odnalazła po tak cholernie długim czasie.
Egoizm rzadko jej przyświecał. Tym bardziej rościła sobie prawo, aby w obliczu ostatnich wydarzeń, jednak postawić siebie oraz swoje pragnienia na pierwszym miejscu.
Choć ten jeden raz. Póki jeszcze mogła.
Zmarszczyła nos, krytycznie oceniając jego zapewnienie, filtrując dobór słów oraz doszukując się potencjalnych pułapek zawoalowanych w przemyślanych wyrażeniach.
- Obiecasz na mały palec? - zgięła swój, oczekując, że Daharis dopełni przyrzeczenia. Dla niej - mimo wszystko polityka - danie słowa stanowiło walutę cenniejszą od wielu kosztowności. Swoim szachowała bardzo rozsądnie, będąc świadomą, dokąd może ją doprowadzić pochopnie rzucona obietnica, czy zapewnienie o poparciu.
Na moment zapatrzyła się w ciemny jak czarna materia zespolona z jej biotyką pąk, zaintrygowana jego wyglądem i tym, jak roślina reagowała na jej ruchy dłoni, kiedy wygładzała rozwiane pasma. Świątynne ogrody nie były miejscem, w którym chciałaby sprawdzać, czy użycie biotyki sprawy, że jego płatki rozbłysną tak, jak pyłek na policzku mężczyzny, ale w pamięci odnotowała, aby później - przede wszystkim w miejscu bardziej ustronnym i nie należącym do przestrzeni publicznej - przekonać się, jak kwiat odpowie.
Stojąc tak blisko mężczyzny, uśmiechnęła się do niego zadziornie. Choć wydawała się skupiona na malunku na jego twarzy, kątem oka śledziła jego ruchy, a także reakcje ciała. Wykorzystała niewinny fortel w pełni, od murów świątyni dzieliła ich niewielka odległość, dlatego też puszczenie się biegiem w jego stronę, uznała za mało niebezpieczny czyn.
Poczuła, jak adrenalina wypełnia każdą część jej ciała, gdy puściła się biegiem przez wąskie, kwieciste alejki. Wiatr rozwiewał jej włosy, które falowały wokół twarzy niczym złociste wstęgi, a ciepłe promienie słońca muskały jej ramiona i plecy, dodając lekkości każdemu krokowi. Było coś wręcz magicznego w tej ucieczce – w tym nagłym poczuciu wolności, którego nie zaznała od czasów, gdy jej życie nie było obwarowane obowiązkami Radnej i wojennymi decyzjami. Każdy jej krok odbijał się echem w ciszy ogrodów, a liście i kwiaty migały wokół niej w kalejdoskopie barw, jakby cały świat przyglądał się tej krótkiej chwili beztroski.
Chociaż znała ograniczenia własnego ciała i zdawała sobie sprawę, że prędkość nie była jej atutem, czuła satysfakcję z samego faktu puszczenia się biegiem; z momentu, w którym mogła być tylko sobą, nie politykiem, nie specjalistką od implantów, nie Radną Cytadeli. Śmiech, który wyrwał się z jej ust, brzmiał beztrosko i nieznajomo, niosąc się nad alejkami niczym echo dawno zapomnianych dziecięcych dni, kiedy świat był prosty, a każda chwila pełna życia.
Dopiero gdy poczuła nagle silne ramiona Cassiana wokół talii, serce podskoczyło jej do gardła. Jego dotyk był pewny, nieodparty – pochwycił ją tak lekko i pewnie, jakby całe doświadczenie, wszystkie ich wspólne chwile, były zakodowane w jego gestach. W jednej chwili oderwał ją od ziemi, a powietrze wokół niej zdawało się rozświetlić tysiącem drobnych, ulotnych świateł. Jak wtedy, gdy wylądowała w jego ramieniu po skoku z dachu wraku na wysypisku starych, porzuconych okrętów. Jej buty oderwały się od nawierzchni, wirując w powietrzu, a ona zamknęła oczy, dając się ponieść temu niezwykłemu momentowi, w którym czas na chwilę przestał istnieć, a świat ograniczył się do ich ciał, śmiechu i nieopisanej radości chwili.
Parsknęła prosto w jego usta. Miała zaróżowione od wiatru policzki, a szeroki uśmiech nie znikał z jej warg. Chwyciła go za materiał, jeden, krótki pocałunek przerodził się w drugi, a drugi w trzeci...
- Za późno na składanie rezygnacji. Twój kontrakt jest bezterminowy. A mówiłam, że należy czytać co jest zapisane drobnym drukiem, zanim się złoży swój podpis... - niechętnie odsunęła się od Daharisa, po czym wsunęła rękę pod jego ramię, gestem pytając, czy teraz powinni skręcić w lewo, czy jednak w prawo, aby czym prędzej znaleźć kawiarnie, o której napomknął i o której Fel bynajmniej nie zapomniała. Jedynie jasno określiła priorytet, przyznając mu zaszczytne miejsce przed kawą.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

22 wrz 2025, o 16:04

Jeszcze nim ruszyli do biegu, dostrzegła rozbawienie na jego twarzy gdy ostentacyjnie uniósł mały palec w górę. Nie mogła wiedzieć, czy dla niego ten gest ma takie samo znaczenie, jak dla niej - czy też odebrał jej słowa jako żart, w którym chętnie wziął udział. Łatwo było w tej chwili planować - teraz, gdy największym ich zmartwieniem było unikanie tłumów turystów, a ciepły wiatr rozwiewał jej poskręcane, jasne kosmyki włosów. Nawet widmo bezpośredniego zagrożenia czekającego na nich po zmroku nie było w stanie przedrzeć się przez tę chwilową idyllę, na którą mogli sobie pozwolić - czym więc była rzeczywistość czekająca na nich w Omedze? Czym były wszystkie konsekwencje, jak wejście do środka samej stolicy Terminusa, porównywalne z potencjalnym wejściem Daharisa prosto w objęcia SOC na Cytadeli?
Nic z życia, które mieli teraz - na chwilę - nie wydawało się trwałe, ani długofalowe. A jednak nie przeszkodziło mu to w snuciu planów jakby los nie czekał za rogiem by przypomnieć im, gdzie znajdowało się ich miejsce.
Krótki sprint był niczym w porównaniu chociażby do misji bojowej, którą odbyła na Korlusie, a jednak pozostawił róż na jej policzkach, ciepło wlało się do jej ciała wraz z przyśpieszonym oddechem. Daharis wydawał się tym niezmącony - jedynie jego dłuższe ostatnio kosmyki czarnych włosów opadły na czoło nim sięgnął do nich ręką, odgarniając je w tył.
- Politycy i ich drobny druczek - mruknął, ale zatrzymał się na moment, przyglądając jej twarzy w blasku słońca. Niezidentyfikowana, obca emocja przemknęła przez jego szare tęczówki gdy uniósł ramię, muśnięciem dłoni odsuwając jej zmierzwione włosy za jedno ucho. - Te ogrody bardziej ci pasują niż nudne posiedzenia na Cytadeli - dodał, poprawiając kwiat, wokół którego owinęły się jej loki, nie puszczając nawet pod wpływem biegu.
Wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zatrzymał się w połowie - zamiast tego ujął mocniej jej dłoń i pociągnął ją w stronę jednej z alejek, jakby wiedział, w którym miejscu labiryntu się znaleźli.
Wkrótce wyczuła to, do czego zmierzali - odległy zapach świeżo palonej kawy, prowadzący do małej, przeszklonej budki. W jej wnętrzu Fel dostrzegła krzątającą się asari w fioletowym fartuszku. W okolicy kilka osób plątało się tu i ówdzie, ale nikt nie zwracał na nich uwagi gdy podeszli do kasy.
- Dzień dobry - zagadnęła asari, ponad którą wisiało dość niecodzienne menu - miało dwie kolumny, jedną zatytułowaną lokalne ziarna, drugą uniwersalne smaki. - Co podać?
- Lokalne kawy mają w sobie odrobinę piezo - mruknął jej do ucha, a na jego czole pojawiła się wąska zmarszczka gdy zerknął na Fel, zastanawiając się nad czymś. - Może nie powinnaś ich brać, na wszelki wypadek - rzucił ostrożnie, wiedząc, że w kwestii kawy spór z Iris łatwo mógł przekształcić się w wojnę.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

22 wrz 2025, o 23:13

Biegła, śmiejąc się jak dziecko, a jednocześnie w głowie miała obraz życia, które zostawiała za sobą.
Cytadeli, sal posiedzeń, sterty dokumentów, głosowań, decyzji, które potrafiły ciążyć niczym ołów. Myśl, że mogłaby z tego zrezygnować, że jej dni mogłyby wyglądać inaczej – wypełnione prostymi spacerami, kawą, śmiechem i oddechem wśród kwiatów – była z jednej strony kusząca, a z drugiej przerażająca. Kim byłaby bez ciężaru, do którego przywykła? Bez balastu, który nadawał jej życiu kształt i sens? Czuła, że byłaby wybrakowana. A jednak… Sama wizja, że mogłaby tu zostać, w miejscu takim jak to, w tej chwili, obok niego, wcale nie musiała być tak niemożliwa ani tak straszna, jak Iris mogłaby się po sobie spodziewać.
Wtuliła policzek w dłoń, która musnęła jej profil. Czegokolwiek nie dostrzegła w jego oczach, zachowała dla siebie poniekąd z obawy, że oboje nie byli jeszcze gotowi, aby odłożyć na to własne pragnienie i spojrzeć bezkompromisowej prawdzie prosto w oczy.
Wciąż, formalnie, należała do Przestrzeni Rady. A on, opleciony był siecią powiązań z Sojuszem.
- Widziałeś mnie kiedyś podczas takiego posiedzenia? - zapytała niespodziewanie, bawiąc się drobnym guzikiem na wysokości jego klatki piersiowej. Zabębniła o niego palcami, nie pozwalając, aby Cassian uciekł od niej spojrzeniem. Jeżeli faktycznie przyglądał się Radzie z jednego z balkonów, nie było szans, że ich spojrzenia zetknęły się ze sobą choćby na moment.
- Obawiam się, że nie wytrzymałabym w takiej... ciszy i spokoju zbyt długo. Jeszcze zaczęłabym rozstawiać rzeźby po kątach, co niekoniecznie spodobałoby się Athame.
Bez względu na jego odpowiedź, zażartowała, zrównując z nim krok, a warkocz z ich palców zacieśnił się bardziej. Na końcu języka miała pytanie, czy od początku znał rozkład ogrodów, studiując schemat w drodze do świątyni, ale uderzył w nią zapach kawy - intensywny, palony, znajomy jak powrót do domu. Dla Fel kawa nigdy nie była tylko napojem. Była rytuałem, przyzwyczajeniem, elementem porządku, który przetrwał nawet najbardziej chaotyczne dni. Smakowała jak skupienie i stabilność, jak oddech pomiędzy jednym a drugim obowiązkiem. Wspięła się na pale, nieco bardziej, niż powinna wychylając zza mężczyzny, aby przeczytać krótkie menu wyświetlane na tablicy gdzieś ponad głową mało skupionej na swojej pracy asari.
Zawahała się. Fakt, że była gotowa pozwolić Cassianowi wybrać za nią, było czymś więcej niż drobnym ustępstwem. To było przyzwolenie na ingerencję w coś bardzo ważnego. Osobistego. W rzecz, która ją definiowała.
Spojrzała na niego uważnie. Rozmył się uśmiech, wcześniejsza beztroska. Zastanawiała się, czy mężczyzna zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Oraz roszczeń, które jej stawiał.
- Wezmę to samo, co Ty - mruknęła pod nosem, a w jej tonie nie było przekory, tylko niepewna zgoda. Cicha, ale znacząca. Jakby chciała powiedzieć mu, że nie chodziło w tym wszystkim o wybór kawy, ale sztukę kompromisów, co do których jej duma wykazywała pewne niezdrowe skłonności do uporu.
Prawie tak samo jak Fel.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

1 paź 2025, o 00:05

Podczas gdy jej wzrok zabłądził tam, gdzie guzikiem koszuli bawiły się dłonie, spojrzenie mężczyzny ani na chwilę nie odsunęło się od twarzy, po której błądziło. Jej pytanie było niespodziewane, ale wbrew temu, w jaki sposób umykał każdej, prawdziwej odpowiedzi gdy kilka dni temu poszukiwali we wspólnej relacji szczerości, tym razem nie odwrócił wzroku - ani też nie skupił się na czymś innym, prostszym, co nie zmuszałoby go do zdradzenia czegoś na swój temat.
Co dla osoby tak skrytej jak Daharis było pewnym kamieniem milowym, który osiągnął.
- Systemy Cytadeli można oszukać na tyle, żebym dostanie się na stację było możliwe nawet po wojnie i atakach hakerskich, ale wieża Cytadeli to inna bajka - odpowiedział, siląc się na uśmiech, ale dostrzegła w jego spojrzeniu pewne roztargnienie gdy to wspominał. - Ale odkąd zlecono mi przyprowadzenie cię na Korlus, widywałem niektóre posiedzenia na transmisjach.
Niektóre z tych otwartych, publicznych zebrań rady zawsze transmitowane były w extranecie tak samo, jak samą salę udostępniano publice. Widywała je wiele razy, tak samo jak wiedziała, w których miejscach unoszą się kamery lewitujące wokół nich w trakcie samych spotkań.
Mężczyzna obrzucił ją spojrzeniem gdy powierzyła mu wybór i powoli przytaknął, jakby rozumiejąc wagę decyzji, którą podjęła. Zdawał sobie sprawę z tego, jak istotnym elementem jej codzienności była kawa - od chwili, w której będąc w swoim uwięzieniu na Korlusie pierwszym, o co poprosiła, był porządny ekspres.
- To będzie pierwszy raz, kiedy mnie posłuchasz. Musimy tę datę udokumentować - rzucił szelmowsko, gdy wskazał asari pozycję na liście menu i poprosił, by wykonała ją dwa razy - raz z mlekiem, raz bez. Odsunął się od samego okienka, opierając łokciami o wąski blat otaczający budkę.
Barista, nie mając innych klientów, szybko uporała się z zaparzeniem napojów - ich błogi zapach poniosło powietrze w stronę blondynki jeszcze nim w jej dłoniach znalazł się ciepły kubek z odpornego, miękkiego tworzywa. Mleko miało lekko niebieskawą barwę, zaś asari stworzyła na piance wzór - wyglądal na skomplikowany i tworzył coś na wzór kwiatu, który wciąż tkwił w jej jasnych puklach.
- Brakuje ci tego? - zapytał, gdy oderwali się od budki z kawami w dłoniach i ruszyli w stronę bazaru z pamiątkami. - Posiedzeń. Długich i nudnych spotkań, na których decydowały się losy wszechświata - dodał żartobliwie, ale dostrzegła tę samą emocję w jego oczach, co wcześniej - coś, co chowało się pod powierzchnią.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

1 paź 2025, o 13:41

Wieża Cytadeli.
Kiedyś patrzyła na nią inaczej. Była dla niej jak latarnia morska zawieszona nad galaktyką - niepodważalny symbol ładu, siły i konsekwencji. Miejsce, w którym zapadały decyzje kształtujące losy miliardów istnień, a ona sama czuła się częścią czegoś większego. Prawdziwego. Wówczas w marmurze i szkle widziała potęgę, a wśród głosów Radnych kierunek, do którego wszyscy mieli zmierzać. Dla dawnej Fel Wieża była nienaruszalnym filarem, do którego mogła się odwołać w chwilach chaosu.
Dziś jednak ta wizja wydawała się jej wręcz naiwna. Po wydarzeniach na Korlusie nie mogła już uparcie oszukiwać samej siebie. Teraz, gdy wspominała wnętrza sali obrad, czuła chłód, który nie miał nic wspólnego z majestatem. To nie była świątynia, lecz teatr, w którym każdy uśmiech był maską, a każde zdanie ostrzem. Kamery unoszące się nad głowami Radnych nie były symbolem transparentności, lecz narzędziem kontroli. Fel widziała teraz w Wieży Cytadeli nie źródło stabilności, ale klatkę - błyszczącą, wystawną, lecz wciąż klatkę, gdzie szczerość była luksusem, na który nikt nie mógł sobie pozwolić. Kontrast był bolesny; miejsce, które kiedyś budziło w niej dumę i poczucie sensu, teraz jawiło się jako scena, na której nawet ona sama musiała odgrywać narzuconą rolę do znudzenia.
Skrzywiła się, obserwując refleksy własnych, buntnych myśli w spokojnym spojrzeniu Daharisa. Nie był żołnierzem Sojuszu od zawsze. Dawniej służył w Przymierzu, nie porównywała jednak jak dotąd czy zrezygnował ze służby zanim ludzkość dołączyła do Rady, czy jeszcze chwilę pozostawał wierny Przymierzu, odchodząc dopiero później. Nie była to informacja, która mogłaby zmienić cokolwiek. Świadomość jego zbrodni, wypunktowanych czarno na białym dokonań na rzecz Sojuszu a przeciw Radzie tego nie zrobiła. To była wyłącznie ciekawość. Myśl, czy mogli spotkać się przypadkiem na korytarzach Prezydium na długo wcześniej, nim los kazał im wybrać dwie, skrajnie różne drogi, a potem obserwował, czy pomimo to i tak sie odnajdą we wszechświecie. Otoczenie swiatynnych ogrodów zdecydowanie skłaniało do refleksji.
- Wtedy też zacząłeś nazywać mnie księżniczką w Wieży? - mruknęła, odpędzając niektóre myśli jak natrętne owady.
Nawet nie kryła się z tym, że w odpowiedzi przewróciła oczyma. Dopiero, kiedy baristka odwróciła się do nich plecami, Iris pozwoliła sobie zabębnić palcami niebezpiecznie blisko dłoni mężczyzny. Wystarczająco, aby odczuł subtelne wyładowania biotyki przeskakujące po jej skórze niczym dreszcz.
- Nie przyzwyczajaj się - zastrzegła szeptem. Pierwsza zgarnęła kubek z kawą, obrzucając tekturowe naczynie oceniajacym spojrzeniem. Jakby istotny był nie tylko aromat, ale unosząca się na powierzchni mleczna pianka. Artystyczny detal nie załagodził surowego nastawienia klientki. Uniosła kubek do ust, pozwalając by para ogrzała jej policzki, nim jeszcze spróbowała kawy. Aromat uderzył ją jak wspomnienie - intensywny, głęboki, niemal fizyczny powrót do rzeczy, które utraciła. Zaciągnęła się powietrzem jakby chciała zyskać na czasie, a jednak nie udało jej się ukryć lekkiego drżenia wargi, kiedy poczuła znajomy smak na języku.
- Kawy? Zawsze - odparła, wracając spojrzeniem do Cassiana. Niemwary uśmiech zatańczył na jej ustach. Wiedziała, że nie o to pytał, a jednak nie mogła sobie darować. Upiła jeszcze jeden nim, nim kontynuowała, jak zawsze płynnie przechodząc do trudnych tematów, choć kusiła ją ucieczka do tych niegroźnych.
- Nie tęsknie za Cytadelą i Radą. Miałam dwadzieścia dwie godziny w drodze na Korlus i jeszcze kilka na cmentarzysku, aby zastanowić sie, czy po tym wszystkim w ogóle możliwy by był powrót. Czy chciałabym wracać do tego jak było dotąd - przyznała, wytrzymując ciężar jego spojrzenia. Skręciła w tę samą alejkę, ale im bliżej byli sylwetki sklepu z pamiątki na końcu ścieżki, tym wolniejsze, bardziej leniwe stawały się jej kroki.
- One nigdy nie były nudne, chociaż wszyscy, którzy nie siedzieli w samym środku tego wszystkiego, tak o nich mówili.
Oparła się o barierkę, o którą plotły się niewielkie krzewy. Zakołysała kubkiem kawy, zwracając twarz w stronę mężczyzny.
- Jeżeli już miałoby mi czegoś brakować, to momentów, w których naprawdę czułam ciężar decyzji. Nie zawsze pięknych, nie zawsze sprawiedliwych, ale… istotnych - urwała, kręcąc lekko głową, jakby chciała rozproszyć własne myśli. – Dzięki Tobie zobaczyłam rzeczy, o których nikt na Cytadeli nie wiem. Dlatego nie wyobrażam sobie dalej być częścią Rady. Dopóki pewne rzeczy się nie zmienią, a ustawienia na szachownicy nie doprowadzą do roszad.... A do tego trzeba czegoś więcej niz uporu jednej Iris Fel.
Wzięła kolejny łyk, pozwalając, by gorąca gorycz przepaliła jej gardło. Czuła się naga będąc z nim tak po prostu szczerą. Dzieląc sie własnymi myślami, a także uczuciami. A jednak, ani przez moment nie poczuła chęci zrobienia uniku. Zasłonięcia się. Wręcz przeciwnie. Mogła opuścić rękę, a wraz z nią maskę zamiast jak to miała w zwyczaju wciskać ją na twarz.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

6 paź 2025, o 15:40

Kawa przywodziła na myśl tą, którą zamówił dla niej w Lavoisier, choć tylko powierzchownie. Te same nuty chowały pod sobą zupełnie inne smaki, które wyłącznie akcentowało obce, roślinne mleko, z którego korzystano w tym miejscu. Miała w sobie naturalną słodycz, która współgrała z lekką goryczką w towarzystwie czegoś, co przypominało jej intensywne przyprawy idące w parze z tropikalnymi owocami. Na Ziemi przywykła do owocowych herbat, ale Nos Astra zdawała się otwierać przed nią zupełnie nowe drzwi owocowej kawy.
- Nie, na to zasłużyłaś sobie później - odrzucił bezwiednie, odbijając jej uśmiech znad krawędzi uniesionego kubka. Jego kawa była ciemnogranatowa, a jej smak musiał być intensywniejszy - a także, być może, odrobinę inny jeśli roślinne mleko wprowadzało własny element do całej harmonii.
Waga jej wyznania zawisła pomiędzy nimi gdy dotarli do straganów z pamiątkami - nagle tak nie na miejscu w kontekście słów, którymi się z nim dzieliła. Wzrok Daharisa błądził po stoiskach i rozmaitych drobiazgach wywieszonych w kioskach. Znudzeni sprzedawcy nawet nie podnosili ku nim głowy, stanowiąc wyłącznie dodatek do w pełni automatycznych terminali, w których każdy klient mógł wybrać to, na co miał ochotę. Ku Fel mrugały różnego rodzaju figurki, medaliony, symbole religijne asari przemieszane z holograficznymi magnesami kasyn Nos Astry, jak na festynie.
Widziała, że nie do końca się z nią zgadzał - przebłysk emocji, do złudzenia przypominającej poczucie winy przemknął po jego wyrazie twarzy w reakcji na wszystko to, co zobaczyła dzięki niemu. Samo to stwierdzenie wzbudzało w nim wewnętrzny sprzeciw, którego jednak nie zwerbalizował pomimo tego, że jego usta rozchyliły się, jakby chciał zaprzeczyć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Zobaczenie brudu Terminusa od strony osoby będącej przetrzymywanej w nim w niewoli - nawet, jeśli nawet w tej niewoli była osobą uprzywilejowaną przez swój status - w oczach mężczyzny nigdy nie mogło stać obok jakichkolwiek plusów.
- Nie znoszę tego ciężaru - odparł cicho, przyglądając się wystawie elektronicznych pocztówek, które można było zdalnie - anonimowo bądź nie - wysłać na wskazany adres. - Świadomości tego, że wszystko jest na twoich barkach, a twoje decyzje przynoszą prawdziwe konsekwencje. Mogłem się do tego przyzwyczaić, ale nigdy nie mógłbym się z tym polubić.
Uśmiechnął się lekko, bez przekonania, przenosząc swój wzrok na towarzyszącą mu kobietę. Widziała, że każde z jej słów zapisało się w jego świadomości, że rozumiał ich wagę - ale choć to on zadał pytanie, jednocześnie wydawałoby się, że nie do końca chce poznać odpowiedź.
I gdy ta była, w teorii, tą, którą chciałby usłyszeć, jednocześnie nie wywołało to uśmiechu na jego ustach. Wręcz przeciwnie.
- Myślisz, że gdyby pozostali Radni zobaczyli Terminus twoimi oczyma, zmieniłoby to coś w ich perspektywie? - zapytał krótko, skręcając gdy jakaś większa grupa turystów znalazła się blisko nich. - Myślisz, że Cytadela może się zmienić?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

6 paź 2025, o 16:47

Kawa zawsze była dla Fel czymś więcej niż tylko napojem; była rytuałem, kotwicą w chaosie, granicą oddzielającą to, co prywatne, od tego, co polityczne. Każdy dzień zaczynała od aromatu świeżo zmielonych ziaren, od pierwszego łyku, który pozwalał jej uporządkować myśli i przygotować się na godziny spędzone w salach Prezydium. Bez niej czuła się tak, jakby ktoś wyrwał z jej poranka fundament. Rytuał parzenia, ten drobny gest codzienności, dawał jej złudzenie panowania nad rzeczywistością, w której tak wiele wymykało się spod kontroli. Nawet teraz, daleko od Cytadeli, trzymając w dłoniach kubek kupiony w przypadkowej kawiarni przy świątynnych ogrodach, czuła to samo znajome ciepło, ten sam spokój osiadający na dnie żołądka.
Jakby przynajmniej w tej jednej rzeczy świat pozostał niezmienny.
Pozwoliła sobie na kilka kroków w głąb straganów. Dłonią, którą chciała odgarnąć sprzed twarzy kilka niesfornych kosmyków, musnęła przypadkowo zawieszone na stojaku sznury barwnych paciorków. Były tanie, wytworzone pod turystów, a jednak miały w sobie coś hipnotyzującego. Kolory mieniły się w blasku słońca, każdy sznur oznaczał co innego – płodność, bogactwo, szczęście, ochronę przed złymi duchami. Czuła się tak, jakby czytała bajkę, którą ktoś próbował sprzedawać za kilkadziesiąt kredytów sztuka. Uśmiechnęła się pod nosem, sięgając po holograficzny magnes przedstawiający Nos Astrę nocą, przesyconą tysiącami świateł – kicz, ale w jakiś sposób wzruszający. Obróciła w ręku prostokąt, przyglądając się wieżowcom w trójwymiarze.
- Ludzie, którzy to lubią, zamieniają się w osoby takie jak Breznev – odezwała się w końcu, pozwalając, aby jej głos wtopił się w gwar dobiegający ze straganów. – Wbrew pozorom ty i ja nie różnimy się aż tak bardzo. Mam na rękach krew tysięcy. Może nie strzelałam im w głowę osobiście, ale podpisywałam rozkazy, wysyłałam okręty, żołnierzy. Widziałam, jak wracali, a czasem wcale nie wracali. Lustro długo było moim największym wrogiem. Zanim zaakceptowałam swoje odbicie, musiałam je znienawidzić.
Przyczepiła magnes na jego miejsce i niemalże od razu sięgnęła po pamiątkę ponownie; poprawiła to, jak krzywo wisiał, aż każda krawędź podporządkowała się perfekcjonistycznemu rygorowi.
Barwne chusty kołysały się na wietrze. Umykając kolejnej grupie turystów, przeszła pomiędzy nimi, pozwalając, aby materiał musnął jej ramiona i policzki. Gdzieś ponad miękki kaszmir, obejrzała się na Cassiana. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, jakby szukała odpowiedzi, czy rozumiał.
- Jeszcze do niedawna powiedziałabym, że nie. Że nie ma takiej szansy. Ale… – urwała, chwytając Daharisa za rękę. Naciągnęła na jego nadgarstek ciemne, jak jego kawa drobne paciorki, które musiała zakupić, kiedy odwrócił się do niej plecami, podziwiając pocztówki. Czerń połyskiwała granatowymi refleksami. Brakowało im religijnych emblematów, czy innych, łatwych do rozszyfrowania znaczeń. Pomimo niepozornego wyglądu, niezwykle trudno było zerwać z ręku żyłkę, nawet przy mocniejszym szarpnięciu.
- Gdy odlatywałam z Księżyca, rozmawiałam z Radną Irissą. Widziałam w niej coś, czego wcześniej nie dostrzegałam. Zawahanie, drobny cień, który zdradzał, że pęka w niej ta skorupa pewności. Może nie dziś, nie jutro. Ale chcę wierzyć, że to możliwe. Że coś się przesunie, nawet jeśli tylko o milimetr.
Uśmiechnęła się delikatnie, nieco smutno, unosząc kubek z kawą do ust.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

7 paź 2025, o 19:28

Jej omni-klucz niemal automatycznie połączył się z kioskiem gdy wybrała pamiątkę do kupienia. Konto, z którego przelane były pieniądze nie mogło należeć do niej - a jednak nie zabrakło na nim środków do zakupu taniego magnesu. Był tani, lekki, a jednak jego holograficzna powierzchnia mieniła się w słońcu, oddając zapierającą dech w piersiach panoramę Nos Astry. Ciemne niebo mieniło się w świetle odcieniami fioletu i niebieskości, a w oknach wieżowców błyszczały kolory na wzór neonowych reklam, które mogła oglądać na żywo.
- Znam osoby, które by się z tobą nie zgodziły - odpowiedział zdawkowo, wręcz dyplomatycznie i nawet ona nie była w stanie określić, czy również podzielał to zdanie, czy też bardziej zgadzał się z nią i tym co powiedziała. - Między decyzjami podejmowanymi z sali posiedzeń, a naciśnięciem spustu karabinu jest gruba linia, która dla ludzi ma większe znaczenie niż efekt końcowy.
Podejmowane przez nią decyzje uderzały w nią innego rodzaju konsekwencjami - takimi obserwowanymi z pozornego komfortu własnego mieszkania, na omni-kluczu wyświetlającym raporty, statystyki czy nagrania. Świadomość popełnionych przez nią decyzji - błędnych lub nie - jednocześnie mieszała się z poczuciem winy wywołanym własnym bezpieczeństwem. Jej wybory zwykle nie uderzały w nią osobiście swoimi konsekwencjami, były wyzute z brutalności, gorącej posoki plamiącej dłonie, fizycznych atrybutów popełnionych w imię większego dobra grzechów.
Może pod wieloma względami byłoby lepiej, gdyby to ona sięgnęła za karabin, a życia, których pozbawiała innych, odbiły się na jej ciele efektem odbytych walk, ranami i zmęczeniem, które odwracało uwagę umysłu od natrętnych myśli.
Daharis nie miał prawa rozumieć - nie ta osoba, którą obserwowała na nagraniach, czy na temat której czytała raporty. Nie mógł istnieć człowiek, który bez żadnych skrupułów otwierał ogień do cywili starających się uciec z kolonii spisanej przez Sojusz na śmierć, a który jednocześnie dostrzegał bądź zmagał się z własną winą w sposób, który rozpoznałaby w sobie. A jednak odkąd ich tematy zeszły w tę stronę, jego oczy zasnuł cień, którego nie był w stanie się pozbyć.
Zatrzymał się gdy chwyciła go za rękę. Zaskoczony spojrzał na drobne, ciemne paciorki, które udało jej się zakupić. Nie protestował, gdy zakładała koralową opaskę na jego nadgarstek. Odcinała się od jego opalonej karnacji, mieniąc ukrytymi barwami w świetle dnia.
- Chciałbym w to wierzyć - westchnął, splatając jej palce z własnymi gdy ruszyli dalej. Jego wzrok błądził po straganach, zapewne w poszukiwaniu czegoś, czym to on mógłby ją obdarować. - Ale póki Sojusz reprezentowany jest przez ludzi z Maelstromu, nie sądzę, żeby czekało nas cokolwiek poza bezsensowną eskalacją przemocy. Korlus był odwetem, małym w skali w porównaniu do tego, co wydarzyło się na Mindoirze, ale wręczył broń do ręki tym, którzy wcześniej się wahali.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Świątynia Athame

7 paź 2025, o 21:59

Słowa Daharisa zawisły w powietrzu ciężko, jakby sam nie był pewien, czy naprawdę chce, by dotarły do niej w pełni. Gruba linia. Iris miała ochotę prychnąć w duchu. Potrzebowała chwili, żeby przetrawić tę myśl, choć znała ją aż za dobrze. Tak mówili ci, którzy nie rozumieli – albo nie chcieli rozumieć – że z perspektywy ofiar różnicy nie było.
Decyzja podjęta w sali posiedzeń i nacisk na spust dawały ten sam rezultat - ktoś tracił życie, ktoś inny płakał nad pustym miejscem przy stole. Żadne uzasadnienie czy protokół, ani dziesiątki godzin debat nie zmieniały tego faktu. Różnica polegała wyłącznie na tym, kto miał prawo odwrócić wzrok. Ludzie potrzebowali tej granicy, potrzebowali opowieści, że Radni pozostają c z y ś c i, że stoją ponad brudem, a ich decyzje mają wymiar wyłącznie strategiczny, abstrakcyjny, nie ludzki. To pozwalało spać spokojniej – bo skoro ktoś inny naciskał spust, to ktoś inny też niósł winę. Ale ona wiedziała, że to kłamstwo. Wiedziała, że jej podpisy i głosy ważyły więcej niż palec żołnierza na spuście, bo nikt nie widział w nich tego samego gestu zabójstwa.
Mówił o linii, której ludzie się kurczowo trzymali – ale dla niej tej linii od dawna nie było. Nawet zamykając oczy, nie mogła się od niej odseparować.
Czasem miała wrażenie, że właśnie to było gorsze – to oddzielenie, ten dystans, który dawał złudzenie bezpieczeństwa, a jednocześnie zmuszał ją, by na trzeźwo i świadomie chłonąć każdy skutek.
Być może – odpowiedziała po dłuższej ciszy, tonem równie oszczędnym, jak on wcześniej. Zdawkowo, dyplomatycznie, jakby odbijała piłkę w grze, której żadne z nich tak naprawdę nie chciało prowadzić dalej.
Palce Iris zatrzymały się na jego nadgarstku nieco dłużej, niż planowała. Przez ułamek sekundy czuła, jakby ten drobny przedmiot – ciemne, niepozorne paciorki – miał nagle nabrać znaczenia większego, niż ktokolwiek by mu przypisał.
- Ktoś musi w to uwierzyć - padło z jej ust nagle. Jakby pod wpływem chwili. Tego, co tu i teraz zobaczyła w spojrzeniu mężczyzny, które błądziło po jej twarzy, choć tylko połowicznie zakotwiczone w ogrodach świątynnych na Illium. Ścisnęła mocniej jego dłoń, warkocz z ich splecionych palców był solidny i trwały.
Chciała to czuć, kiedy mówiła dalej, świadoma każdego, pojedynczego słowa. Jego wydźwięku. Konsekwencji. Sensu. Wyzwania po cichu rzucanemu wszechświatowi.
- A czy Sojusz muszą reprezentować ludzie z Maelstromu? - padło pytanie, ale Fel wcale nie oczekiwała odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała na nią.
- Czy nie ma nikogo, kto przy odpowiednim wsparciu, mógłby dojść do władzy w Sojuszu i z ludźmi bardziej otwartymi na inne rozwiązania rozmawiać o tym, jak mogłaby wyglądać przyszłość, gdyby nie była ona uzależniona od widzimisię Maelstromu? - szli dalej. Celowo kluczyła wśród stoisk, jakby chciała się z nim tutaj zgubić. Wydrzeć kilka cennych minut na wizje tak abstrakcyjna, że aż piękną. Trochę jak to miejsce. Osadzone na pstrokatej planecie, ale będącej oazą spokoju.
Ich spotkanie, a następnie zbliżenie również miało być czymś nierealnym. Absolutnie niemożliwym. A jednak szli alejką wspólnie, trzymając się za ręce.
Obejrzała się na sadzonki roślin, spreparowane w holograficznych donicach, ale jej oczy nie podziwiały intensywności kolorów kwiatów, czy zieleni liści, tylko wpatrywały się w jego profil. Zapewne dostrzegł, jak minimalnie zmarszczyła nos, gotowa powiedzieć coś, po czym nie będzie odwrotu.
- Gdybyś chciał taką osobę, czy zgrupowanie wesprzeć, bądź samemu powołać do życia... Pomogę Ci.
Musnęła opuszkiem ciemne paciorki. Obietnica dedykowana jemu i nie tylko. Słowa, które tylko on usłyszał, były przemyślane. Jak wszystko. W tym drobny prezent. Onyks. Twarda nadzieja, która nigdy nie pęknie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Świątynia Athame

8 paź 2025, o 13:15

Chociaż Nos Astra oficjalnie nie wykazała swojego poparcia czy przynależności do Sojuszu Systemów Terminusa, jednocześnie słynęła ze swoich dość kłopotliwych relacji z Cytadelą, której prawa nie zawsze obowiązywały na tym pograniczu. Wydawała się idealnym gruntem do prowadzonej przez nich rozmowy - szara strefa, miejsce niczyje, w której ani on, ani ona nie mogli w pełni przynależeć, ani też w pełni nie byli dla siebie wrogami. Ludzi wokół zdawało się nie interesować to, o czym mogli rozmawiać, czy też do jakiej strony należeć. Turyści plątali się po placyku, oglądali różne stragany, wybierali dla siebie pamiątki - kompletnie obojętni na to, co wydarzyło się kilka dni temu na Korlusie, a tym bardziej na tragedię Mindoiru sprzed kilku tygodni.
Może to ułatwiało konwersację na te tematy, teraz, gdy zdawały się na tyle oddalone od nich, na ile były w stanie. Wciąż mieli swój dzień, nim wieczór nadejdzie, a wraz z nim powrót do rzeczywistości, której żadne z nich teraz nie chciało dostrzegać.
- Jest wiele czynników, które się na to składają - mruknął z początku, tym samym, poniekąd, odpowiadając na jej pytanie - ale wiedziała, że się wahał. Nic w Terminusie nie było stałe, wszystko mieszało się w cyklu odwiecznej przemocy i brutalności, po którym nastawała era spokoju. - Mieszkańcy Terminusa często nie żyją w godziwych warunkach. Miejsc zdatnych do życia jest mało, przez co wielu z nich czuje się jak upchane do puszek szczury. Prawo zwykle stanowią poszczególne klany lub organizacje, które z kolei ciągle wchodzą ze sobą w konflikty, a postronni płacą za to cenę. Maelstrom wziął całą tą agresję, żal i gorycz tych, którzy walczyli o przetrwanie i zamiast przeciwko sobie nawzajem, skierował ją na Cytadelę. Dla wielu osób brutalność jest ceną, którą są w stanie zapłacić za to, by wreszcie poczuć odrobinę sprawiedliwości.
Gdy oglądała kwiaty na jednym ze straganów, dostrzegła kątem oka, że i on podszedł do stanowiska stojącego tuż obok, przyglądając się tkwiącym tam błyskotkom.
- Ale nie ukrywam, że czasowe zgranie wszystkich tych wydarzeń jest nieco wygodne - dodał ciszej, bardziej do siebie, niż do ekspedientów, którzy wydawali się zbyt pochłonięci swoimi omni-kluczami by zwracać na nich jakąkolwiek uwagę.
Jej słowa, nagła propozycja gdy znów stanęli naprzeciw siebie, sprawiły, że jego usta wygięły się w uśmiechu - nie w prześmiewczy sposób, który dyskredytowałby jej ofertę, ale ten, któremu nawet przez myśl nie przyszło wcześniej by mógłby na to spojrzeć w ten sposób.
- Jestem tylko jednym elementem w wielkiej maszynie - westchnął ostentacyjnie, chowając dłoń, w której ewidentnie coś trzymał - pusty kubek po kawie zdążył wylądować w koszu gdy przechadzali się między straganami. Gestem wskazał jej, by odwróciła się do niego plecami. Gdy jego twarz zniknęła z jej pola widzenia, zastąpił ją monumentalny obraz wznoszącej się ku niebu świątyni.
- Druga doba spędzona w Terminusie i już rozstawiałabyś innych po kątach. - rozbawione mruknięcie rozległo się z tyłu gdy podszedł bliżej. Wyczuła delikatny dotyk jego palców na swojej skórze gdy odsunął jej gęste, wijące się na wietrze włosy na bok, być może wolniej, bardziej opieszale niż było to potrzebne. Nachylił się niespodziewanie, wyczuła pieszczotę ciepłego oddechu na swoim karku w miejscu, które wcześniej smagał chłód wiatru. - Może utworzymy Radę Terminusa? - dodał nisko, a w tonie jego głosu wyczuła łobuzerski uśmiech wyginający usta, zza których wydobyły się słowa.
Odsunął się i, chwytając jej dłoń, pociągnął ją lekko, obracając w swoją stronę. Jego wzrok prześlizgnął się z oczu w dół, zatrzymując na chwilę na ustach nim dotarł do punktu docelowego. Na jej szyi znalazł się drobny łańcuszek - złoty wisiorek był gładki i ważył tak niewiele, że mogłaby nie zdawać sobie sprawy z jego obecności gdyby chwilę wcześniej nie zapiął go na jej szyi. Sam medalik był skromny, elegancki, a na jego końcu dostrzegła mały wisiorek płatku kwiatu, który wciąż trzymał się jej włosów. Kwiat przypominał lilię, ale jego złoto barwione było czernią na końcach płatków. W świetle dnia, czerń migotała fioletowo-niebieskim blaskiem, jak energia zaszyta w głębi pierwowzoru.

@Iris Fel

Wróć do „Nos Astra”