Dłoń, która musnęła ramię
Valentiny niemal natychmiast znalazła w niej swoje oparcie - może nieco zbyt intensywne. Lexi ścisnęła jej nadgarstek, dość ostentacyjnie przekazując, że nie miała absolutnie nic przeciwko temu, by Fel przejęła inicjatywę, wręcz
pragnęła by ten ciężar był z niej zdjęty.
Concierge usługujący im przeniósł swój wzrok na blondynkę. W przeciwieństwie do wszystkich innych z grupy, Iris była obyta w sytuacjach takich jak ta. Jej uśmiech był naturalny, wydawał się szczery. Gdy mówiła, przekazywała swoje słowa z wdziękiem i schowaną w głębi jej głosu
pewnością - tego, że otrzyma to, o co prosiła. Zachowywała się dokładnie tak, jak osoba, która znajdowała się w miejscu, w którym powinna.
Władza wyglądała podobnie - w każdym zakątku galaktyki.
-
Ależ oczywiście, rozumiem - odrzekł i to zrozumienie pojawiło się na jego twarzy, rozbłysło w ten satysfakcjonujący sposób, komunikujący Fel, że osiągnęła zamierzony efekt. Nachylił się ku niej, nieco konspiracyjnie, choć wyraźnie robił to teatralnie i z rozbawieniem. -
Takie przyjęcia często tak wyglądają. Agenci nie wiedzą jak się zachować, imprezując razem ze zwierzchnikami.
Lexi zaśmiała się w reakcji na jego słowa, jakby były najlepszym możliwym żartem - jej śmiech był głośny, ewidentnie nerwowy i sztuczny i sprawił, że uśmiech concierge zbladł. Odchrząknął on, dość ostentacyjnie i zerknął z powrotem do swoich danych na omni-kluczu.
-
W takim razie przygotuję dla państwa prywatną lożę - zgodził się, wybierając coś dogodnego. Fel dostrzegła, że wstukiwał to w ich system, rejestrując panią Celene Virel do jakiegoś pomieszczenia. -
Och, moje sugestie mogłyby być mocno nietrafione. Sugeruję, by zaczęli państwo od Komnaty Marzeń.
Lexi podrapała się lekko po nosie, trawiąc jego słowa. Widząc jej reakcję, mężczyzna, zakłopotany, odchrząknął ponownie.
-
To miejsce, w którym mogą państwo odkryć swoje preferencje. Każda osoba wchodzi pojedynczo i jest obsługiwana przez naszą zaawansowaną, wirtualną inteligencję - wyjaśnił naprędce, ruszając w ich stronę. W jego dłoniach znalazły się małe urządzonka - gdy wyciągnęli nadgarstki, zapiął wokół nich błyszczące, holograficzne opaski. -
Jest oczywiście dyskretna, żaden pracownik nie ma dostępu do przebiegu tych sesji. Większość gości zaczyna właśnie od tego.
Gdy opaski znalazły się na ich rękach, concierge ukłonił się lekko i, z uśmiechem, przepuścił ich dalej.
Wkroczyli do małego atrium, w którym, dla odmiany, panowała cisza. Jęki i odgłosy
zza ścian ustąpiły spokojnemu wnętrzu o atłasowych, materiałowych ścianach. Atrium rozchodziło się na trzy kierunki - jeden z nich prowadził do części wspólnej, drugi do prywatnych pomieszczeń, a trzeci do
komnat marzeń.
Barnes odchrząknął. Ich opaska wskazywała im prywatną lożę numer czterdzieści siedem.
-
Chodźmy, im szybciej tym lepiej - mruknął, ruszając kilka kroków do przodu, w stronę środkowego korytarza, jednak Lexi tkwiła w miejscu.
Powoli, bardzo powoli, odwróciła się w stronę Fel, w jej oczach pojawił się niezdrowy błysk.
-
Nie chcesz zobaczyć tej komnaty? - zagadnęła, wciąż trzymając kobietę pod rękę. -
Oj daj spokój, Barnes, to niewinna zabawa - strofowała go, choć nic nie powiedział - jedynie posłał jej oceniające spojrzenie.
@Iris Fel