Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Wieże "Dantius"

6 kwie 2025, o 20:45

Spojrzenie, które posłała w stronę mężczyzny było intensywne. Z początku nie był jego świadomy - odpowiadał coś asari stojącej obok, nim moc, z jaką patrzyła na niego Fel, wreszcie do niego dotarła. Obrócił głowę w jej stronę, pozornie niezainteresowany - jego własny wzrok prześlizgnął się po jej sylwetce w bardzo mało subtelny sposób. Po tym odwrócił go w inną stronę, jakby nieświadom tego, że patrzyła na niego przez dłuższy czas.
Gdy znów jego wzrok do niej wrócił, dostrzegła w nim odrobinę zainteresowania. Asari mówiła coś dalej do jego ucha, a on przytakiwał jej głową, ale odwzajemniał intensywne spojrzenie Fel i jego brew uniosła się lekko w górę. Ten pojedynek, wyzwanie rozpoczęte przez blondynkę, trwał przez dłuższą chwilę i mogła zacząć myśleć, że nic z tym nie będzie, gdy niespodziewanie mężczyzna podjął rzuconą mu rękawicę. Uniósł rękę, zatrzymując asari w połowie słowa i rzucił jej coś pod nosem, od czego brwi tamtej również uniosły się wyżej. Podążyła za jego wzrokiem i, widząc Iris, przewróciła oczami z niezadowoleniem.
Gdy podszedł bliżej, aura otaczająca Brezneva dotarła do blondynki wraz z zapachem używanej przez niego wody kolońskiej. Stanął obok, opierając się plecami o barierkę. Jego spojrzenie znów omiotło całą jej sylwetkę, zanim uniósł szklankę z alkoholem do ust i upił z niej łyka. Jego wzrok był pożądliwy, ale dostrzegła w nim coś jeszcze - pewną rezerwę.
- Skądś cię kojarzę - rozpoczął niespodziewanie. Przemawiał w sposób, któremu brakowało subtelności, buzowała w nim za to pewność siebie. - Ale nie wiem skąd.
Urwał, przekrzywiając lekko głowę. Sięgnął do swojej kieszeni, wyciągając z niej coś zgoła innego od papierosa, którego paliła - eleganckie, drogie cygaro. Odstawił swojego drinka na balustradę by móc się nim zająć.
Strój mężczyzny, a także eleganckie akcesorium, które wkrótce znalazło się w jego ustach, wskazywały na kogoś z wyższych sfer, lecz Fel dostrzegała schowaną pod tą fasadą istotę jego jestestwa. Breznev nie pochodził z zamożności, nie wydawał się też być obyty w subtelnościach, którymi się charakteryzowały. Jego wnętrze było twarde, ciosane i stało niemal w kontraście z tym, w jaki sposób się prezentował.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

6 kwie 2025, o 21:24

Czasami wystarczało jedno spojrzenie. Jedno, utrzymane odpowiednio długo, by stało się niewygodne. Wystarczająco intensywne, by wytrącić z równowagi kogoś, kto przez całe życie sądził, że to on dyktuje warunki. Fel znała to spojrzenie. I wiedziała dokładnie, kiedy je wykorzystać. Nie spuszczała wzroku, gdy Breznev wreszcie poczuł jej obecność oraz leniwie obrócił głowę. Czekała na ten moment. Czekała, aż prześlizgnie się po niej wzrokiem. Aż jego oczy zatrzymają się na krągłości bioder, gładkim dekolcie, odsłoniętych ramionach - a potem, jeśli miał dość śmiałości, wrócą do jej twarzy. Do uśmiechu, który ledwie tlił się w kąciku jej ust, równie obojętny, co wyzywający.
I choć udawał obojętność, już wtedy wiedziała, że jej obecność zakorzeniła się w jego myślach.
To oczywiste, że pierwszy odwrócił głowę. Gdy ponownie skierował wzrok w jej stronę, już go nie spuścił. W jego oczach pojawił się błysk zainteresowania, może nawet wyzwania. Lubił mieć kontrolę - a ona właśnie zaczęła ją podważać.
Nie poruszyła się, gdy ruszył w jej stronę. Tkwiła w tej samej, swobodnej pozie. Nadal stała oparta o balustradę z niedopałkiem w dłoni i chłodnym powiewem na policzku. Postura Brezneva rzuciła na nią cień. Jego obecność wypełniła przestrzeń wokół. Pachniał intensywną, drzewną nutą – mieszaniną kolońskiej elegancji i czegoś bardziej ziemistego, surowego, co zdradzało jego prawdziwe korzenie. Zerknęła na niego z profilu, nie odrywając papierosa od ust. Dym wypłynął leniwie z jej ust w górę, między nimi. Przymrużyła oczy, jakby jego słowa rzeczywiście zmusiły ją do zastanowienia.
Skądś cię kojarzę.
Oczywiście, że kojarzył.
- To bardzo prawdopodobne - odparła cicho, głosem z odrobiną zamyślenia, jakby sama próbowała go sobie przypomnieć. - Bywam w miejscach, które długo zostają w pamięci.
Ujęła papierosa między palce, odsuwając go od ust i spoglądając na niego dopiero teraz wprost, z coraz wyraźniejszym, rozbawionym błyskiem w oczach. Ich spojrzenia skrzyżowały się na nowo, mocniej niż wcześniej. Gra weszła w kolejną fazę. I choć Breznev trzymał drinka oraz eleganckie cygaro, Fel nie widziała w nim salonowego lwa. Nie był utkany z najlepszego krosna - był skórą, blizną, zapachem prochu, przypalonym kantem starego kredytu.
W tym też było coś pociągającego. Tak samo jak przewidywalnego. Zwierzęcego.
Bez słowa sięgnęła do ukrytej w torebce zapalniczki, podając ją bezpośrednio mężczyźnie. Nie spojrzała na dłoń rozmówcy, tylko niezmiennie prosto w jego oczy, utrzymując spojrzenie tak samo spokojne, jak przed chwilą; z domieszką wyzwania, które podjęli wcześniej. Kiedy odpalił cygaro, przekrzywiła lekko głowę, uśmiechając się niemal niewidocznie.
- Ciekawe, ilu ludziom zdążyłeś to dziś powiedzieć - jej głos był aksamitny, lecz pod powierzchnią kryła się szpila. - Ale rozumiem. W moim przypadku to akurat prawda.
Odwróciła się nieznacznie bokiem, ukazując światłu miękką linię ramienia i obojczyka, jakby przypadkiem. Papieros tlił się w jej dłoni, a spojrzenie nie traciło na sile. Breznev może i był przyzwyczajony do kobiet, które zerkają z ukosa, patrzą się krótko - ale nie do takich, które patrzyły tak, jakby miały go rozszyfrować do kości. Jeśli miał w sobie cień bystrości - jeśli nie był tylko workiem mięsa obleczonym w garnitur - zaczął już zadawać sobie pytania o to, kim jest. Skąd zna to spojrzenie, ten tembr głosu.
Fel jedynie uniosła delikatnie kącik ust, jakby sytuacja rozwijała się zgodnie z jej przewidywaniami.
I dokładnie tak było.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

7 kwie 2025, o 10:57

Wykrycie
15%
Rzut kością 1d100:
42
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

7 kwie 2025, o 11:30

Wiatr poniósł charakterystyczny zapach cygara w jej stronę gdy mężczyzna oddał pożyczoną mu zapalniczkę i z powrotem oparł się o balustradę. Goście nieustannie krążyli po tarasie widokowym, zmieniając się między sobą, ale pomiędzy nimi tkwiły dwie stałe - asari i turianin towarzyszący Breznevowi, stojący tam, gdzie kazał im zostać, oraz siedzący przy barze Daharis. Zerkając w tamtą stronę, dostrzegłaby, że rozmawia z kobietą, która się do niego dosiadła, choć niczego nie niosły ku niej słuchawki.
Asari obserwowała ją z uwagą przez pierwsze kilka chwil. Jej spojrzenie było mało subtelne, natarczywe - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, jakby próbując dojrzeć, kto znajdował się za zdobioną maską. Po chwili jednak poddała się z cichym westchnieniem, przenosząc ten czujny wzrok w bok i taksując nim innych.
- Tajemnicza - skwitował mężczyzna, nachylając się lekko w jej stronę. - Nie lubię tajemnic.
Choć w jego głosie nie pojawiła się reakcja na wdzięki prezentowane przez blondynkę, dostrzegła, że wbrew jego słowom, w spojrzeniu czaiło się zainteresowanie. Breznev nie był mężczyzną grającym w gierki. Dostrzegała w jego oczach cierpliwość, z którą reagował na słowa tajemniczej blondynki, ale dostrzegła również, że choć był nią zainteresowany, cierpliwość była jego mocno skończonym zasobem i w pewnym momencie mogła z niego ulecieć.
Mężczyźni tacy jak on, szczególnie mieszkający w Terminusie, przywykli do tego, że biorą to, co dla nich należy i nie muszą o to szczególnie walczyć. Ivan nie musiał się odzywać by dostrzegła, że czuł się bardzo istotnym człowiekiem.
- Nie bawię się w takie gierki - odrzucił prosto na dorzuconą przez nią szpilkę, kompletnie nią niewzruszony. Jego cygaro pyknęło gdy uśmiechnął się w jej stronę drapieżnie. - Nie jesteś z Sojuszu.
Słowa były krótkie, pozbawione emocji - zarazem obserwacja. Nie miała pojęcia, czy mężczyzna faktycznie spojrzał na nią, bądź na jej zachowanie i wywnioskował na swój sposób prawdę, czy też rzucił to w ramach prowokacji, testując, w jaki sposób się zachowa.
- Wystarczy, że go wyciągniesz stamtąd gdzieś na ubocze. - głos w jej słuchawce odezwał się szeptem, choć Ivan nie miał szans usłyszeć komunikującej się z Iris Lexi. - Zajmiemy się resztą, ale nie możemy tego zrobić na widoku. No i trzeba się jego goryli jakoś pozbyć.
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

7 kwie 2025, o 13:25

Przyjęła zwróconą zapalniczkę z lekkim skinieniem głowy - gestem uprzejmym, choć zdystansowanym. Aromat cygara był intensywny, ciężki i gorzki, ale niósł w sobie coś hipnotyzującego. Przyprawionego napięciem. Adrenaliną.
Tłum wokół nich zmieniał się jak fale jeziora przewalające się po brzegu. Goście spacerowali, wymieniali towarzystwo, śmiali się i sączyli kosztowne drinki. Ale centrum tej sceny pozostawało niezmienne. Asari i turianin. Daharis przy barze. I Ivan, teraz stojący tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego ramienia.
Tylko spokojnie, Fel.
Odnotowała spojrzenie asari - nachalne, oceniające, świdrujące niemal przez maskę. Odpowiedziała jej wyłącznie chłodnym, krótkim uniesieniem brwi. Niech się zastanawia. Im mniej wie, tym lepiej. Po chwili tamta odpuściła. Słusznie.
Tajemnicza.
Uniosła powoli kącik ust w uśmiechu, w którym nie było grama ciepła. Nie ruszyła się, nie pochyliła w jego stronę jak ktoś, kto szukał aprobaty. Jej ciało pozostało spokojne, niemal leniwe. Pozornie nieuważne.
- Ludzie zazwyczaj nie lubią rzeczy, których nie rozumieją - odparła miękko, nie uciekając wzrokiem. Patrzyła mu prosto w oczy, ale nie było w tym wyzwania. Nie tym razem. Piłeczka była po jego stronie, to on musiał się jej coś udowodnić. - To ich peszy.
Z jego spojrzenia biło coś więcej niż pożądanie. Widział w niej grę. I jak każdy mężczyzna, który był przekonany o własnej dominacji, próbował teraz rozpoznać zasady. Lub narzucić swoje.
Nie bawię się w takie gierki.
Czyżby?
Powstrzymała chęć, by zareagować uśmiechem. Te słowa słyszała już wiele razy, z wielu ust - na Cytadeli, ze spotkań z ambasadorami, generałami, dyplomatami i zabójcami w garniturach. Zawsze brzmiały podobnie. Ale to tylko słowa. Rzeczywistość mówiła więcej.
- Nie jestem z Sojuszu - przyznała spokojnie, z nutą znudzenia w głosie, jakby to było oczywiste, niewarte dalszej analizy. - Gdybyś myślał inaczej, nie paliłbyś przy mnie cygara - wskazała lekko brodą na jego elegancki gadżet, a potem zaciągnęła się jeszcze raz, dmuchając dymem na bok, by nie zasłonić sobie jego twarzy. - A ja nie wdaję się w rozmowy z ludźmi, którzy się mnie boją.
Tembr jej głosu nie rezonował wyzwaniem. Tylko stwierdzenie. Pozostawiła słowa zawieszone w przestrzeni, zbyt lekkie, by brzmiały jak zarzut, a jednak wystarczająco twarde, by utkwiły pod skórą.
W słuchawce odezwał się głos Lexi. Parsknęła w duchu, chcąc wierzyć, że różowowłosa nie oczekuje od niego uwiedzenia całej trójki.
- Widzisz - mruknęła cicho, ale pewnie. - Zauważyłam, jak na mnie patrzysz.
Zrobiła powolny krok w bok, bliżej balustrady, zmieniając nieznacznie kąt między sobą a Breznievem. Pozwoliła mu lepiej przyjrzeć się nagiej skórze skrzącej się złotymi drobinkami w przytłumionym świetle.
- Więc powiedz mi, co z tym zrobimy?
Jej wzrok przesunął się w bok, powoli, z pełną świadomością, ku asari i stojącemu nieopodal turianinowi - jego ludziom. Nie musiała niczego dopowiadać, by wiadomo było, co miała na myśli. Kiedy znów spojrzała mu w oczy, była jeszcze bliżej.
- Tłoczno tu.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 20:20

PERSWAZJA
30% [trudny test] + 25% [fą fatal] - 30% [trudny przeciwnik] = 25%
Rzut kością 1d100:
59


gracz wykorzystuje:
Otrzymujesz darmowy sukces rzutu wymagającego rozmowy: perswazji, zastraszenia, flirtu, oszustwa i innych [Walentynki z Blasto 2025]

Wykrycie
25%
Rzut kością 1d100:
10


gracz wykorzystuje:
Darmowy, automatyczny sukces dowolnego rzutu kością w jednej, wybranej przez siebie sesji! [Miss/mister Fornax 2024]
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 21:11

Obstawa mężczyzny w pewnym momencie straciła nią zainteresowanie, choć ich spojrzenia nadal przesuwały się po tłumie dookoła. Prawdopodobnie widzieli w tłumie swoich, bądź ci - jak ludzie Daharisa - rozpierzchli się w różne strony, skanując wszystkich członków przyjęcia. Breznev skutecznie ich ignorował - jakby przywykł do tego, że w miejscach takich jak to znajduje się w towarzystwie swoich, bądź też w swoim mniemaniu wcale nie wymagał ochrony.
Coś w Fel go pociągało - na swój płytki, zwierzęcy sposób, który doskonale znała ze swojej przeszłości. Łatka radnej skutecznie odstręczała potencjalnych adoratorów gdy spędzała czas na Cytadeli, wzbudzając szacunek bądź rezerwę piastowaną przez siebie pozycją. Sposób, w jaki na nią spoglądał, kojarzył się jednak z tymi chwilami, w których była incognito - bądź spędzanymi jeszcze nim objęła tak huczną pozycję. W ten sposób patrzyli na nią mężczyźni w półmroku panującym w barach. Tak samo zbliżali się do niej, jak teraz zbliżył się Breznev, na gorących, parnych parkietach klubów.
Wiedziała, że nie dostrzegał w niej nic więcej niż potencjalnego podboju. Jego słowa były lakoniczne, zainteresowanie jej osobą oszczędne. Zachowywał się tak, jakby sam fakt traktowania go z rezerwą i nieodpowiadania na pytania z należytym szacunkiem - bądź strachem - pociągał go w niej bardziej niż kusa sukienka opadająca kaskadą w stronę podłogi.
- Czyżby? - prychnął, w kontraście do ognia, który zapłonął w jego oczach w reakcji na rzucone mu wyzwanie.
Zawahał się - zaledwie na chwilę, ale ta była dla niej doskonale zauważalna. Przystanął, zaskoczony jej bezpośredniością, jakby spodziewał się, że spróbuje go spławić dla samego wygrania gierki, której przecież nie lubił. Zaledwie uderzenie serca, po którym jego usta rozciągnęły się w przebiegłym uśmiechu.
- Czemu nie? - odpowiedział beztrosko, wyrzucając niedopalone cygaro przez barierkę prosto w nocne niebo po drugiej stronie. - Mam trochę czasu przed przemówieniem.
Goryle drgnęli gdy oderwał się od barierki, sięgając do niej dłonią. Pochwycił ją ramieniem, ruszając w stronę sali balowej - drugim zaś machnął w powietrzu, nakazując im zatrzymać się w miejscu. Asari i turianin spojrzeli po sobie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, nim Fel została pociągnięta w stronę tłumu.
Dostrzegła spojrzenie Cassiana na sobie gdy gorące powietrze owiało jej szyję.
- Znam miejsce - wyrzucił z siebie Breznev, nim z pełnym zadowolenia wyrazem twarzy pociągnął ją do wnętrza sali - a w nim, w stronę innego z wyjść.
- O, łał, to faktycznie zadziałało - głos Lexi rozbrzmiał w jej słuchawce gdy mężczyzna ciągnął ją do wyjścia.
- Mężczyźni - prychnęła Yasmin pod nosem, ale Fel wychwyciła jej słowa pomimo muzyki. - Będziemy tuż za tobą.
Widziała, że Breznev zmierzał do jednego z pomieszczeń dla obsługi przy samym wyjściu, które z pewnością mogło okazać się dla niej niebezpieczne. Umiejętnie więc, i subtelnie przy tym, pozwoliła bawiącym się gościom wpaść na siebie, by pod wpływem uderzenia skręcić i pociągnąć Brezneva w inną stronę - wyjścia na zewnątrz.
Wkrótce stanęli na pustym moście łączącym dwie wieże Dantius. Jego konstrukcja była niedokończona, a wstęp był zabroniony - dwójka ochroniarzy z Zaćmienia próbowała ich powstrzymać, na co Breznev zrugał ich ze złością. Wciągając Fel za wysokie skrzynie pozostawione przez robotników, przysunął się blisko - aż jej plecy zetknęły się ze skrzynią.
- To jak? - spytał wyzywająco, nachylając się w jej stronę. - Co z tym zrobimy?

@Iris Fel

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 21:34

Plecy zderzyły się z zimną stalą skrzyni, ale Fel ani drgnęła. Nie było w niej strachu; nie tu i nie teraz. Przecież oboje wiedzieli, że skończy się to wszystko dokładnie w miejscu takim, jak to. Popatrzyła na niego z góry, choć fizycznie to on miał przewagę. To spojrzenie, tak jak wcześniej na tarasie, znów było bezwstydnie śmiałe. Jakby testowała go wzrokiem równie intensywnie, co on lustrował jej sylwetkę.
Bardziej czyn niż słowo.
Chyba cię zaskoczyłam – szepnęła z uśmiechem, który niczego nie obiecywał, ale wszystko sugerował. Jej oddech musnął jego policzek, gdy mężczyzna nachylił się bliżej, a ona nie odsunęła się ani na centymetr.
Zamiast odpowiedzi, podniosła rękę i powoli, metodycznie rozpięła jeden z haftów z boku sukienki; nie tyle by odsłonić, co by przypomnieć, że może. Grała na jego instynktach tak samo, jak on przed chwilą grał na jej przestrzeni osobistej. Następnie jej palce musnęły materiał jego marynarki. Był to ruch kontrolowany, jakby coś z niego strzepywała, choć w rzeczywistości badała fakturę materiału pocierając o śliski, wywinięty kołnierz opuszkami. Drobne mikrogesty, które wydawały się naturalne, ale miały tylko jeden cel: trzymać go w ogniu, zająć jego myśli oraz ręce, dać pozostałym tak bardzo potrzebny czas.
Myślałam, że nie bawisz się w gierki – mruknęła, jej głos był teraz niższy, niemal ochrypły od dymu i gorąca. Rozbijał się o jego rozciągnięte w wilczym uśmiechu usta. – A jednak… dajesz się prowadzić. Zdziwiony?
Palce przesunęły się wzdłuż jego przedramienia, zatrzymując się na nadgarstku – nie jako ostrzeżenie, ale jako subtelne zaznaczenie kontroli. Nie rzucała się, nie uciekała. Wręcz przeciwnie. Przyciągała go. Ale tylko na tyle, ile potrzebowała. I choć mężczyźni tacy jak Ivan Breznev byli przyzwyczajeni do dominacji, to właśnie ta delikatna iluzja oddania mu kontroli – podczas gdy tak naprawdę to ona prowadziła – działała na nich najbardziej.
Jak to co? - jej wzrok zatrzymał się wprost na jego oczach, intensywny i spokojny zarazem. Pozwoliła, aby zobaczył w jej oczach wszystko to, co chciał widzieć w kobiecie, ignorując wewnętrzny protest. Później będzie się martwić, czy będzie w stanie jeszcze spojrzeć na własne odbicie w lustrze.
- Pocałuj mnie.
W myślach błysnęło gorące, rozpaczliwe życzenie: zdążcie, błagam, zdążcie, zanim naprawdę to zrobi. Znała takich jak on – mężczyzn z Terminusa, którzy nie pytali dwa razy. Fel była gotowa wiele poświęcić, aby Cassian wyszedł stąd z potrzebnymi danymi, nie chciała się jednak na własnej skórze przekonywać się, gdzie kończyła się ta już i tak przesunięta granica.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 21:39

Tajny rzut MG
A<30<B<90<C
Rzut kością 1d100:
13
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 21:58

Wyświetl wiadomość pozafabularną Z jakiegoś powodu, choć Fel znalazła się po drugiej stronie galaktyki niż ta, do której przywykła, posiadała naturalny talent odnajdywania się w dokładnie tym samym miejscu.
Otoczona ludźmi władzy.
Ivan Breznev uważany był za szalenie niebezpiecznego człowieka - za wielkiego zwolennika masakry na Mindoirze i jednego z czołowych przedstawicieli Maelstromu. Ich potencjalne spotkanie powinno mieć tylko jeden wynik końcowy - ten z blondynką wrzucaną do zimnej celi, podczas gdy wszelkie odłamy SST roztoczą bój o to, co powinno się z nią zrobić i kto otrzyma zaszczyt zostania katem. A jednak Breznev nie spostrzegał jej prawdziwej tożsamości przez elegancką maskę. Jego szorstkie usposobienie, skrywana w oczach brutalność i bez wątpienia ogromna ilość grzechów na sumieniu kontrastowała z nieskazitelną skórą odkrytą przez gładką, zieloną suknię byłej radnej Cytadeli.
Znalezienie się tak blisko jednego z kluczowych graczy, jednego z tych odpowiedzialnych za dyrektywę Daharisa i porzucenie go na dachu skazanego na zagładę Hirano Tower, zajęło jej zaledwie pół godziny. Lata doświadczenia wykorzystywania swego uroku osobistego spłyciły wojennego zbrodniarza do czegoś znacznie prostszego - mężczyzny.
- Skąd Nassana cię wytrzasnęła? - parsknął, wreszcie zadowolony z pozornej kontroli nad sytuacją, którą udało mu się odzyskać gdy plecy kobiety trafiły na skrzynię, a jej palce musnęły jego nadgarstek. - Nie daję się prowadzić.
- Oż kurwa. - Nagła wrzawa w jej uchu sprawiła, że nieomal blondynka straciła panowanie nad wypracowaną mimiką. Lexi wydawała się zdenerwowana. - Iris, mamy proble-
Urwane w połowie słowo zniknęło pod wpływem gorącego, letniego podmuchu wiatru. Górujący nad nią mężczyzna zbliżył się, łapczywie docierając do niej rękoma. Jego dłonie owinęły się wokół kobiecej talii, przyciągając ją szarpnięciem. Poczuła oddech na swoim policzku gdy zbliżył się, nie czekając ani chwili dłużej - ani sekundy, by odebrać to, co mu się należało - nawet, jeśli sama to zaoferowała.
Nie spostrzegł, gdy dłoń, którą kobieta umieściła na jego przedramieniu, zsunęła się. Gest ten był odruchowy, czy też podyktowany podświadomością, ale gdy długie paznokcie Fel przemknęły po skórze mężczyzny, natrafiły na zapięty tam omni-klucz.
Zrywając go.
- Uciekaj - znajomy głos przebił się przez szum w jej słuchawce gdy Breznev pochylił się by złożyć na jej ustach pocałunek.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 22:35

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wiedziała, kim był, od pierwszej chwili odkąd rozpoznała jego nazwisko. Zbrodniarz. Terrorysta. Bestia. Miał krew na rękach tysięcy, którzy zginęli w masakrze na Mindoirze, których pogrzebało Hirano Tower i rozliczył w międzyczasie Maelstrom.
Te same dłonie umościły się teraz wygodnie na jej tali.
A ona mu na to pozwoliła.
Ciało Brezneva zbliżyło się do niej tak blisko, że niemal czuła, jak pulsuje w nim napięcie. Była tam - w objęciach mężczyzny, w którym mogła widzieć wyłącznie potwora. Gdy jego usta pragnęły dobrać się do jej własnych, gdy świat zacieśniał się do jednego oddechu, jednego tętna, jednego nieodwracalnego momentu - nie myślała o Breznevie.
Myślała o Cassianie.
O tym, jakby wyglądałaby jego twarz, gdyby to wszystko widział na własne oczy, a nie tylko słyszał, Wiedział, że to tylko gra, prawda? Mirage, niezbędny dla dobra ich wspólne sprawy? Czy mimo to dostrzegłby w niej kobietę, która łamie się od środka? Czy jego spojrzenie byłoby chłodne i profesjonalne, czy... jednak w nim też coś by nieodwracalnie pękło?
Miała odciągnąć Ivana Brezneva na bok. Wywabić z tłumu. Zadbać, aby stracił czujność. Udało się jej to, a nawet nieco więcej. Ociągnęła cel. Sprowadziła najniebezpieczniejszego mężczyznę na tym przyjęciu do roli narzędzia, pionka, który mimo najszczerszych chęci, grał dokładnie tak, jak mu zagrała.
Ale dla Cassiana byłaby też kobietą, która zaraz pocałuje człowieka odpowiedzialnego za zarówno jego, jak i jej własny upadek.
Jej serce wrzeszczało, ale ciało trwało w bezruchu. Nawet wtedy, gdy sięgnęła po jego omni-klucz. Zrobiła to odruchowo. Doskonale wiedziała, że druga szansa może się dzisiejszego wieczoru nie trafić. Nawet wtedy, gdy palce zsunęły się po jego skórze, w akcie, który mógł uchodzić za dotyk - za zaproszenie - a był początkiem końca.
Uciekaj.
Nie potrzebowała więcej. W ostatnim momencie, dosłownie w tym ostatnim na szarym końcu ułamku sekundy, która dzielił ich wargi od spotkania, odepchnęła od siebie mężczyznę z siłą większą, niż mógłby się spodziewać. Musiała przyznać sama przed sobą, że gdyby przypadkiem zrzuciła go z drapacza chmur, nie odczułaby wyrzutów sumienia. Omam pękł. Gra się skończyła.
Miała sekundy przewagi. Breznev może i był doświadczonym wojskowym, ale Fel jako Radna wyszła cało z nie jednej opresji. Znała na pamięć dziesiątki protokołów, a sytuacje, których nie obejmował, przećwiczyła osobiście, jak choćby wtedy, kiedy stacja została zamknięta. Angielskie wyjścia także nie były jej obce. Planowała wykorzystać biotykę, aby wskoczyć we wrota i wyjść jak najdalej od niego, zaciskając w rękach zdobycz niczym najcenniejszy skarb, którego nie mogła stracić.

@Mistrz Gry
Ostatnio zmieniony 14 kwie 2025, o 22:41 przez Iris Fel, łącznie zmieniany 1 raz.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 22:41

ucieczka
30% [trudny test] + 20% [uśpienie czujności mężczyzny] + 10% [biotyczne wrota] = 60%
Rzut kością 1d100:
1
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 23:01

Obecność mężczyzny nie stanowiła ukojenia, której on szukał w kobiecie rzucającej mu wyzwanie. Powietrze, którym wspólnie oddychali przez pierwsze kilka chwil było duszące, gęste - jakby pochłaniał jej tlen z każdym oddechem, nachylając się coraz bliżej i bliżej, zmierzając po swoje.
Nie usłyszał polecenia, które otrzymała w swojej słuchawce. Zamroczony jej obecnością, talią, po której wędrowały jego dłonie, nie wyczuł zsuwającego się z jego nadgarstka omni-klucza. Nie spostrzegł, że został przechytrzony aż do samego końca - do chwili, w której gwałtownie przeniosła swoje dłonie na jego klatkę piersiową, w której odepchnęła go z nagłym przypływem adrenaliny, który obdarzył niepozorną, kobiecą sylwetkę nadludzką siłą.
Dostrzegła zaskoczenie na jego twarzy gdy odskoczył jak oparzony, nie spodziewając się tego, co zrobiła. Głęboko skrywane w jej wnętrzu pokłady mocy zamrowiły gdy jej palce zagrały w powietrzu głuchą pieśń. W błękitnym blasku biotyki padającym na jego oblicze, szok z wolna przekształcał się we wściekłość.
- Wracaj tu, suko - warknął gardłowo, rzucając się w jej stronę gdy tylko odwróciła się, kształtując przejście w świecie obok nich.
Przejście prowadzące na drugą stronę mostu.
Jego dłonie przecięły powietrze ze świstem gdy wyskoczył do przodu, ale jej plecy otulił już mrok otwartych wrót. Jej nozdrza wypełnił zapach burzy, energia łaskotała jej skórę gdy wkroczyła do świata pełnego ciemności, martwych gwiazd i odległych pulsarów. Przejście trwało zaledwie ułamek sekundy, ale znajomy, a zarazem obcy obraz czerni nieba przesuniętego spektrum widzialnego wypalił się na jej powiekach gdy wyszła po drugiej stronie.
Pośpiesznie wkraczając do sali, umknęła Breznevowi rozglądającemu się wokół w jej poszukiwaniu. Wsunęła się w objęcia tłumu, roztańczonego parkietu i głośnej muzyki w dłoni ściskając jego omni-klucz.
Ale coś zmieniło się pod jej nieobecność.
Wyczuła tę zmianę w powietrzu, jak chwilę wcześniej zapach ozonu znikający chwilę po dezaktywacji skrytych w przejściu wrót. Do sali wkroczyło napięcie. Sam środek tali nadal tańczył, ale coraz więcej osób na obrzeżach zatrzymywało się, szepcząc. Dostrzegła ochraniaczy Zaćmienia patrolującej krawędzie parkietu. Na podwyższeniu umieszczonym pośrodku sali pulsowało światło w oczekiwaniu.
Po drugiej stronie pomieszczenia, wyłowiła znajomą fryzurę z morza innych. Cassian rozglądał się, zamierając gdy dostrzegł ją pośród tańczących. Jego sylwetka pojawiała się i znikała, przykrywana mijającymi go gośćmi.
Nim jednak zdążyła wykonać choćby krok naprzód, męska dłoń zacisnęła się mocno na jej nadgarstku, zatrzymując ją w miejscu.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 23:18

Nigdy nie była typem kobiety, która pozwalała mężczyźnie sięgnąć po coś, co uważał za swoje tylko dlatego, że był wystarczająco blisko. Ale nigdy też nie znalazła się tak blisko kogoś, kto ucieleśniał wszystko, co powinna zniszczyć – i kogo, zamiast tego, omamiła flirtem.
Breznev był o krok od celu. Jego oddech wypełniał jej płuca, twardy uścisk dłoni na talii przypominał, że każda sekunda zwłoki to igranie z ogniem. Ale gdy jego usta dzieliły od niej już tylko odległość mrugnięcia – odezwał się głos w słuchawce.
Głos, który był ważniejszy niż wszystko inne.
Impuls był natychmiastowy. Biotyczna iskra przecięła powietrze między nimi. Gdy padły jego słowa – zimne, nabrzmiałe wściekłością – Fel już się odwracała. Formowała przejście bez zawahania, bez ostatniego spojrzenia, bez cienia wątpliwości.
Wskoczyła w ciemność. To przejście zawsze wydawało się jej obce. Jakby czas, przestrzeń i sens zostawały za nią, gdy przekraczała cienką granicę między światem a… czymś innym. Teraz nie było inaczej. Powrót do rzeczywistości był jak zanurzenie w zimnej wodzie. Światło, ruch, hałas – wszystko wróciło w jednej, gwałtownej fali.
Była w tłumie. Miała omni-klucz w dłoni. Wygrała.
A jednak nie mogła złapać tchu. Powietrze, które jeszcze przed chwilą było duszne od bliskości Brezneva, teraz wydawało się chłodniejsze - choć tylko pozornie. Bo napięcie nie opadło. Przeniosło się. Urosło. Przesiąkło wewnątrz niej jak toksyna, której nie da się już wypluć.
Znalazła się z powrotem na parkiecie, wokół niej tańczył tłum. Z muzyką i światłami odbijającymi się od sukni, Fel odruchowo wtopiła się w tłum, zaciskając palce na omni-kluczu jakby trzymała w dłoni klucz do losu. W pewnym sensie tak właśnie było.
Ale coś się zmieniło. W powietrzu. W sposobie, w jaki tancerze poruszali się mniej swobodnie. W tym, jak światła niektórych sektorów migotały zbyt długo. W cieniu, który wpełzł do sali balowej razem z ochraniarzami Zaćmienia, jakby niósł za sobą oddech czegoś nieuniknionego.
I wtedy go zobaczyła. Cassian.
Stał daleko, po drugiej stronie. Przez ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały, a napięcie, które do tej pory gromadziła w sobie, w jednym momencie puściło. Znów był jej kompasem.
Ruszyła. Może zbyt szybko, może zbyt bezbronnie – jakby wystarczył tylko jeden krok, by znaleźć się przy nim.
Chciała wyjść mu na przeciw. Przedrzeć się przez oddzielających ich gości. Nie zdążyła.
Uścisk na nadgarstku był nagły i zbyt pewny, by go zignorować. Nieznajoma dłoń zamknęła się wokół jej ręki, zatrzymując ją w miejscu. I choć Fel nie wiedziała jeszcze, do kogo należała – wiedziała jedno.
To nie był przypadek.
Obróciła się, podejmując decyzję w momencie, w którym tylko jej spojrzenie zatrzymało się na twarz osoby, która ośmieliła się ją dotknąć. Zaatakuje, jeżeli byłby to Breznev, bądź zdusi iskry czarnej materii, które sukcesywnie oplatały jej dłoń wędrując wyżej wzdłuż ręki, na widok znajomej twarzy kogoś z załogi Daharisa.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 23:31

Nawet zakamuflowanego była w stanie rozpoznać mężczyznę z tłumu wszystkich innych. Widziała w oddali garnitur leżący nienagannie na jego barkach, biel wystającej spod niego koszuli, błysk dzikiej maski przysłaniającej rysy doskonale znajomej twarzy. Wydawał się być tak blisko - na wyciągnięcie ręki - nawet, gdy dzieliła ich dziesiątka metrów wypełnionych wirującym, kolorowym tłumem.
Jedno szarpnięcie zatrzymało ją w miejscu.
Napastnik zacisnął palce na nadgarstku tej dłoni, w której wnętrzu chował się omni-klucz Brezneva. Gdy ciało kobiety zareagowało instynktownie, odwróciła się jak na pięcie, a czarne iskry zatańczyły między jej palcami. Mężczyzna, który ją złapał, był inny. Z jakiegoś powodu wydawał się nie pasować do miejsca, w którym się znajdowali. Jego strój był skromny, choć elegancki. Twarz częściowo chowała się pod wysokim kołnierzem marynarki uszytej na modłę Terminusa, którą Fel widywała szukając sobie kreacji w sklepach Nos Astry. Ostre, przeszywające spojrzenie zielonych oczu zatrzymało się na niej gdy uniosła dłoń chcąc się obronić - błysnęło w nim zaskoczenie.
Mężczyzna nie tylko był inny - był też znajomy.
- Przestań - poprosił, choć w jego głosie zabrzmiała determinacja gdy opuścił wzrok na biotykę migoczącą w dłoniach kobiety. - Myślałaś, że cię nie znajdę?
Ashford prychnął pod nosem, jakby jakaś jego część była urażona reakcją kobiety - ale pod tą urazą chowała się cała miriada innych emocji, które mignęły w jego oczach gdy pociągnął ją do siebie, ruszając do tańca gdy zaczęli przykuwać spojrzenia.
- Co to jest? - mruknął pod nosem, splatając swoje palce z jej i napotykając inny omni-klucz. Grymas wykrzywił jego twarz, twarz osoby, którą również znała tak dobrze - i która znalazła się tak blisko niej zaledwie kilkanaście dni wcześniej na powierzchni Księżyca. - Tańczmy, przykuwamy wzrok - dodał, jeśli wyraziła jakieś zawahanie.
W jego ruchach dostrzegła nerwowość. W przeciwieństwie do Fel, nie udawał, że znalazł się w miejscu, w którym powinien - gdy ruszyli do tańca, jego ruchy były sztywne, wzrok za to rozglądał się wokół, sporadycznie wracając do kobiety.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

14 kwie 2025, o 23:51

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Szok, który przetoczył się przez jej ciało, nie miał w sobie grama teatralności. Był pełny, surowy i obezwładniający. Nieprzygotowana na jego obecność, wciągnęła gwałtownie powietrze, jakby coś odebrało jej dech.
Ashford.
Nie był żadnym cieniem przeszłości. Był tu. Namacalny. Zbyt realny, by go zignorować – nawet jeśli próbowała to robić przez ostatnie doby. Samo jego wspomnienie potrafiło sukcesywnie wytrącić ją z rytmu. Ale teraz, z palcami oplatającymi jej nadgarstek, nie mogła udawać, że to tylko kolejna złudna mara na obrzeżach jej wizji.
On… znalazł ją.
Tak po prostu.
Na przekór wszystkiemu. Logice, dystansowi, zagrożeniu, które tak starannie przed nim skrywała. Porzuciła go, zostawiła bez słowa, niemal brutalnie, jakby odcięcie się od niego miało uchronić go przed tym, co nieuniknione. Przed ogniem, który zaczynał pochłaniać wszystko wokół niej.
A jednak – był tu. W samym jego sercu.
- Jak...? – słowa ugrzęzły jej w gardle, urwane, drżące.
Gdy pociągnął ją do tańca, nie protestowała. Nie mogła. Jej ciało poruszyło się jakby poza nią – odtwarzając ruchy z pamięci mięśniowej. Schowała się w jego objęciach, przyciskając do siebie omni-klucz, który zabrała Breznevowi. Niespodziewanie, ciężar ostatnich decyzji, tych bardziej oddalonych od tego, co tu i teraz, jak i tych dosłownie sprzed kilku minut, boleśnie przygniatał jej ramiona.
Nie powinno Cię tu być – wyszeptała, tak cicho, że mogło to zginąć w szumie muzyki i szelestu sukien, ale wiedziała, że on usłyszy.
I inni, na wspólnym kanale, również.
Zbliżyła się do niego nieznacznie, tłumacząc ten ruch rytmem tańca – a może sobą. Obserwowała go, jego oczy, nerwowość w jego ruchach, niuanse tego, jak bardzo nie pasował do tego miejsca… i jak bardzo nie dbał o to, że nie pasuje. Jej ręce jeszcze drżały. Nie tylko od adrenaliny, czy od strachu – ale również od niego. Od wszystkiego, co niosła ze sobą jego obecność.
Zasłoniła ich częściowo, obracając się wraz z nim, pozwalając, by tłum ich pochłonął. Serce biło jej w piersi jak młot.
Bo pośród maskarady kłamstw, w grze pełnej potworów i oprawców – Ashford był prawdziwy.
Znalazł ją.
A nie powinien.
- Nie możemy tu zostać. Muszę stąd zniknąć. Natychmiast.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

15 kwie 2025, o 00:14

Na przekór wszystkiemu, znaleźli się oboje pośród oprawców i ofiar, które zrodził Terminus. Na środku parkietu, otoczeni przez drapieżne tatuaże i zabliźnione twarze, Radna Cytadeli i porucznik Przymierza zawirowali w głębi piekła, do którego każde z nich zawędrowało z własnej woli.
Wkraczając prosto w ogień niebezpieczeństwa płonący w środku.
Postaci otaczające ich zlały się w morze plam świateł, cieni i całej palety kolorów. Pośród wielobarwnych sukienek i czarnych, atramentowych garniturów, obracając się w tańcu dostrzegła maskę wilka poruszającą się w tłumie. Widziała, że gdy ona została zatrzymana, Cassian ruszył w jej stronę. Nawet z daleka dostrzegła subtelną różnicę w jego posturze - była napięta, sylwetka lekko zgarbiła się gdy przepychał się między ludźmi, nie spuszczając z niej wzroku.
Dopóki nie wypowiedziała słów, które pomknęły prosto do jego ucha.
Zanim James odwrócił ją po raz kolejny, zauważyła, jak Daharis zatrzymuje się gwałtownie w miejscu.
- Mnie? - syknął w odpowiedzi, wyraźnie nic nie robiąc sobie z szoku, który ogarnął jej ciałem. - To jest nas dwoje.
Coś działo się wokół nich - coś, co ledwo docierało do jej podświadomości. Muzyka nadal grała, ale jakieś osoby zbliżały się do schodów prowadzących na podwyższenie. Coraz mniej osób tańczyło, zamiast tego stając pod wysokimi kolumnami otaczającymi parkiet. Wśród mieli wokół wielu tych, którzy zdawali się nie dbać o to, co miało się wydarzyć - tańczyli beztrosko, osłaniając ich przed wzrokiem pozostałych.
Fel wyczuła jednak burzę na horyzoncie. Oczekiwanie w powietrzu.
- W tym się zgadzamy - mruknął, mocniej zaciskając swoje dłonie na jej. Wciąż widziała ślady bitwy, która rozległa się kilkanaście dni temu, zdobiące jego zmęczone oblicze. Drobne blizny pozostałe na ogolonym policzku. Jedno z jego ramion wydawało się trzymać ją mniej pewnie tam, gdzie uszkodziła je walka. - Wyjdźmy stąd.
Jego głos zadrżał od emocji, lecz w oczach pojawiła się tęsknota. Wiedziała, że ta prośba ma dla niego wielką wagę.
- Chodź ze mną - dodał, zwalniając w tańcu, choć jego uścisk nie zelżał.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

15 kwie 2025, o 00:31

Powietrze między nimi zgęstniało - nie z dusznego ciepła, nie od świateł migoczących wokół ich ciał - lecz od niewypowiedzianych słów, które drżały tuż pod powierzchnią skóry. Poruszała się w jego objęciach z mechaniczną precyzją, pozwalając, by taniec prowadził ich przez przestrzeń pełną cieni, masek i wspomnień, których nigdy nie zdołała zakopać.
I wtedy usłyszała jego głos.
Ciche, napięte, niemal zawstydzone w swojej szczerości. Te słowa trafiły w nią jak omni-ostrze wbite pod żebro. Nie odpowiedziała od razu. Nie mogła. Bo nawet teraz - wśród wszystkiego, co działo się wokół nich - nie potrafiła zapanować nad emocjami, które rozsadzały ją od środka.
Nie dlatego, że był tu. Ale dlatego, że nie powinien był być.
Gdy jej spojrzenie odnalazło Daharisa, jej ciało zesztywniało. Cassian był jak wyjęty z innego świata. Ta sama sylwetka, ten sam gniew chowający się tuż pod powierzchnią skóry - ale teraz, w kontraście do obecności Jamesa, wyglądał jak ktoś zupełnie obcy. Jak echo wszystkiego, od czego próbowała uciec. Dwa żywioły zderzały się ze sobą po dwóch stronach parkietu, a ona jak idiotka - stała w samym środku. Dyskretnie pokręciła głową, dając mu znak, aby nie podchodził i nie ujawniał swojej obecności przed Ashfordem.
Wyjdźmy stąd.
Chodź ze mną.

Z jednej strony - ten głos, pełen łagodności, której tak bardzo jej brakowało. Te palce, które znały każde zagłębienie jej dłoni. Tęsknota. Prośba. Kolejna obietnica.
Z drugiej - cały ogień, w który zdążyła się już zanurzyć. Ludzie, których oszukała. Rzeczy, które ukradła. Tajemnice, które jeszcze płonęły żywcem na jej języku.
Zatrzymała się razem z nim, zawieszona między ucieczką a trwaniem, między sercem a rozsądkiem, między przyszłością, której pragnęła - a piekłem, do którego właśnie otworzyła drzwi. Jej spojrzenie znów odnalazło jego.
Jesteś oficerem Przymierza – wyszeptała, ale jej palce nie puściły jego dłoni. – Nie możemy wyjść stąd razem. Zdemaskują nas. Jeżeli stanie Ci się krzywda, nie wybaczę sobie tego.

@Iris Fel
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

15 kwie 2025, o 00:43

Zatrzymana pomiędzy dwoma żywiołami, znalazła się w pustce pomiędzy i choć otaczał ją tłum rozgrzanych od tańca ciał, do serca wkradał się chłód niewiele różniący się od tego, który wypełniał jej żyły w przejściu pomiędzy światami. W tym, w którym utknęła próbując stworzyć pierwsze biotyczne wrota, a z którego wyciągnęła ją ta sama, męska dłoń, która teraz zaciskała się na jej.
- To nie ma znaczenia - szepnął w odpowiedzi, natychmiast, pozbawiony wahania, które ogarnęło jej sylwetką gdy spowolnili swój taniec. - Nie musimy tu wracać.
Dostrzegła subtelny błysk w miejscu, w którym ich dłonie były złączone. Czarne iskry błądziły pomiędzy splecionymi palcami, przeciskając się przez miejsca, w których nie powinno być przestrzeni - jakby biotyka przemykała pomiędzy światami, odnajdując ujście w świecie zewnętrznym.
Przypominając, do czego byli zdolni.
Do zniknięcia, teraz, natychmiast - tak, jak zniknęła z mostu, pozostawiając na nim oszukanego Ivana Brezneva. Mogli zbiec w stronę świata zewnętrznego, wolności, w której żadne z nich nie musiało się ukrywać. W której świata nie tworzyły demony, do których Fel kiedykolwiek musiałaby się przypodobać.
Nie dostrzegła, gdy znajomo wyglądająca asari weszła na podium, a muzyka ściszyła się. Coraz mniej par tańczyło, zmuszając Ashforda do zatrzymania się. Nerwowo spojrzał w stronę podwyższenia, na którym Nassana Dantius uśmiechała się do tłumu.
- Dziękuję wam za to, że dzisiejszego wieczora zaszczyciliście nas gościną...
- Iris. - męska dłoń ujęła jej podbródek, naprowadzając spojrzenie z powrotem w stronę mężczyzny stojącego naprzeciw. Prośba w jego oczach była paląca, choć jej ogień, w przeciwieństwie do tego, który otaczał ich w tej chwili, zdawał się błękitny. - Chcę tylko porozmawiać.
Metal błysnął, odbijając w oddali światło neonów gdy dostrzegła wilczą maskę w tłumie. Poruszała się, wyróżniając na tle zastygłych w oczekiwaniu gości. Zdawało się, że w całym tym świecie tylko ich trójka nie spogląda w tej chwili na podium.
- Jesteś mi to winna - dodał, mocniej zaciskając swą dłoń na własnej. Właśnie wtedy dostrzegła w jego tęczówkach coś jeszcze - gniew.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

15 kwie 2025, o 00:55

Gniew - ledwo dostrzegalny, ledwo wyczuwalny - ale obecny. Skryty głęboko za zmęczeniem, za troską, za tą cichą desperacją, którą widziała w nim od pierwszej chwili, gdy znów się pojawił.
Fel zamarła, znieruchomiała jak kropla zawieszona w powietrzu przed zderzeniem z powierzchnią. Nie przez nacisk jego dłoni, nie przez słowa Nassany rozchodzące się echem nad tłumem, ani nawet przez pulsującą biotykę, która drżała na granicy światów.
Zamarła, ponieważ usłyszała swoje imię.
W jednej chwili maski zdawały się odpadać - te na jej twarzy i te, które przez ostatni miesiąc nosiła w duszy. Dźwięki otoczenia przytłumione zostały przez to jedno imię wypowiedziane z czułością i rozczarowaniem zarazem.
Zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć, zobaczyła go kątem oka - wilczą maskę sunącą przez tłum jak duch, jak upiór przeszłości. Cassian. Daharis. Ten, któremu obiecała więcej, niż mogła dać. Ten, którego zdradzała teraz każdym kolejnym uderzeniem serca skierowanym ku mężczyźnie stojącemu naprzeciwko niej.
Jej uwaga powróciły do Ashforda - do Jamesa - tego, który nie przestał jej szukać. ,
- To ma ogromne znaczenie, James - odparła cicho i pospiesznie, kurczowo trzymając się strzępków czasu, który jej - im - pozostał.
- Ty masz znaczenie. Zostawiłam Cię tam, aby konsekwencję moich decyzji Cię nie dotknęły. A ty niespodziewanie znajdujesz się tu i chcesz tylko porozmawiać? - powtórzyła niczym echo, a palce, które dotykały jego dłoni, zadrżały. Na końcu języka miała setki słów, którymi chciała się bronić. Usprawiedliwiać. Wyjaśniać. Ale żadne nie przebiłoby ciszy, która zapanowała między nimi, gdy patrzyła na Ashforda z całym ciężarem decyzji, które podjęła bez niego.
Wyprostowała się, jakby nic się nie stało. Znowu się poruszyli - jedno, dwa kroki - by nie zastygnąć, nie rzucać się w oczy, nie zdradzić, że rozmawiają.
Ale w środku, pomiędzy każdym uderzeniem serca, wiedziała; była już za głęboko. Pomiędzy światami. Pomiędzy nimi. Pomiędzy tym, co powinna zrobić - a tym, czego pragnęła.
- Dobrze więc. Porozmawiajmy. Ale nie jestem tu sama. Muszę wiedzieć, że inni też wyjdą stąd cali zanim nas stąd zabierzesz.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Nos Astra”