Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Wieże "Dantius"

16 kwie 2025, o 00:38

Wydawało się, że wszyscy w tej chwili przenieśli uwagę gdzie indziej - nie na siebie, a tym bardziej nie na dwójkę osób, które nigdy nie powinny znaleźć się w wieży Dantius, na przyjęciu organizowanym specjalnie dla Sojuszu Systemów Terminusa i jego przedstawicieli. Uwaga gości, zamaskowanych bądź nie, z wolna przenosiła się na podwyższenie. Fenomen ten był niczym zaraza, z początku obejmując tylko niektóre jednostki, coraz szybciej jednak przesuwając się w stronę środka parkietu, pochłaniając coraz więcej osób ze sobą.
- To prawda - odpowiedział, tak cicho, że gdyby nie ściszona muzyka, nie miałaby szansy go usłyszeć. - Zostawiłaś.
Wokół rozległy się oklaski. W karykaturalnym komentarzu do słów, które wymienili między sobą, tłum zatrzymał się wraz z muzyką. Część osób zawiwatowała gdy ktoś inny wszedł na scenę, przedstawiony przez Nassanę, której słowa niknęły w ferworze emocji. W oddali dostrzegła wilczą maskę zdobiącą twarz mężczyzny, który nadal parł do przodu. Idąc w jej kierunku, przepychał się między gęstą zawiesiną ludzi wypływających na parkiet ze swoich stolików. Jego ruchy zdawały się mniej subtelne, gwałtowniejsze, niemal rozpaczliwe, podczas gdy wzrok pozostał utkwiony w niepozornej dwójce osób stojącej po środku tego wszystkiego.
Ashford odwrócił głowę. Spostrzegając osobę, która wyszła na scenę, zacisnął usta w wąską linię, jego szczęka napięła się jeszcze bardziej, jakby było to w ogóle możliwe.
- Naprawdę? Na nich ci zależy? - zapytał, ruchem podbródka wskazując na scenę.
Rozpoznałaby kobietę nawet, gdyby scena była oddalona o sto metrów dalej. Maska Anari nie mogła bardziej różnić się od eleganckiej zasłony, którą przywdziała Fel. Wyglądała na ociosaną, chowającą brutalność twarzy jej posiadaczki. Jej rysy były ostre, drapieżne, wręcz karykaturalne do elegancji, którą przejawiali wszyscy inni wokół.
- Dziękuję wam wszystkim za przybycie. Jest co celebrować. - odezwała się z mównicy, gdy uścisk dłoni Ashforda zmienił się w żelazny. Porucznik odwrócił się gwałtownie w stronę wyjścia, ciągnąc ją za sobą. Nikt nie zwrócił nawet na nich uwagi, jakby osoba kobiety przebywającej na podwyższeniu była zbyt zajmująca, by ktokolwiek zatrzymał ich dwójkę. James pociągnął ją do jednego z wyjść nie zatrzymując ani na chwilę, przepychając pośród zaczarowanego tłumu. - Dziś mija miesiąc od kiedy wypleniliśmy robactwo Mindoiru z przestrzeni Trawersu. A to dopiero po-....
Szarpnięcie wyciągnęło ją na zewnątrz tak nagle, że nieopatrznie wpadła na plecy mężczyzny. Ashford zdawał się wściekły - wściekłość ta migotała na jego twarzy, wykrzywiała jego mimikę gdy pociągnął ją ku świeżemu powietrzu.
Dostrzegła zaparkowany prom.
- Chodź - ponaglił ją lekko, wskazując transport.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

16 kwie 2025, o 06:41

Zostawiłaś.
Słowo uderzyło w nią z siłą, jakiej nie potrafiłaby oddać żadna biotyka. Jakby przypieczętowało wszystko to, czego nie chciała nigdy nazwać. Zadrżała, ale nie od chłodu. Tylko od tego, co znajdowało się w jego głosie. I od tego, czego tam nie było.
Nie spojrzała na niego. Nie odpowiedziała. Być może zauważył, jak zagryza zęby, nie chcąc powiedzieć czegoś, czego potem by szczerze żałowała.
Zamiast tego, jej spojrzenie przesunęło się na scenę - tak, jak setki innych w tym samym momencie. Przez krótką chwilę, w całym tym zgiełku, naprawdę poczuła się niewidzialna. Jakby zniknęli na ułamek sekundy z oczu wszystkich. To właśnie wtedy ją pociągnął.
Szarpnięcie było nagłe i brutalne w swojej intencji, a choć nogi automatycznie zareagowały ruchem, ciało nie zdążyło. Uderzyła barkiem w jego plecy, tracąc na moment oddech.
- James… - wychrypiała zaskoczona, łapiąc się jego ramienia, jakby miała zaraz upaść. Ale on nie zwolnił. Parł do przodu, przepychając się pomiędzy ludźmi.
Spojrzała przez ramię - tam, gdzie w tłumie znowu zamajaczyła wilcza maska. Daharis. Szedł. Wciąż. Nieprzerwanie, nieubłaganie. Ich spojrzenia się przecinały. Znała ten wzrok. Nie odpuści.
Nie musiała pytać, kogo na na myśli. Wystarczyło, że ją usłyszała, aby rozpoznać w ciągu jednego uderzenia serca.
Jej głos. Twarz. Sposób, w jaki władczo zawładnęła salą, jakby to nie była impreza tylko teatr, a ona miała przemówić zza kurtyny.
Anari.
Zimna. Wyrachowana. Silniejsza niż wszyscy wokół razem wzięci, bo miała coś, czego oni nie mieli - przekonanie, że nikt jej nie tknie. Fel nie miała najmniejszych złudzeń co do jej wpływów. Miała je w kieszeni każdego gościa zebranego tu przez Nessane. Była inna niż Brezneva. Subtelniejsza. Gorsza.
Naprawdę? Na nich ci zależy?
Szarpnięcie. Znowu. Tak mocne, że z trudem łapała równowagę. Nie poznawała go. Nawet szaleńcze bicie jej serca nie nadążało za narzuconym, wojskowym tempem mężczyzny.
- James - syknęła i próbowała się zatrzymać, ale on nie przestawał. Wleczenie jej przez tłum, który już nie zwracał uwagi, bolało bardziej niż słowa. Czuła, jak omni-klucz wbija się w jej dłoń, a jego uścisk miażdży kruche kości. - James, proszę…
Urwała, dusząc jęk, kiedy z impetem wpadła na plecy porucznika.
- James! - zawołała ostrzej. Jej drżący głos znikał w podmuchu chłodnego wiatru na zewnętrznej platformie. Spojrzała wprost na niego, z ustami zaciśniętymi od skrywanego bólu. - To boli!
Uniosła rękę, ich splecione dłonie wciąż były razem, ale jej palce drgały pod jego uściskiem.
- Miażdżysz mi rękę.
Zamrugała gwałtownie, łapiąc oddech jak po wynurzeniu się z lodowatej wody. Odwróciła głowę, rzuciła spojrzenie na prom i na drzwi, za którymi zniknęło to wszystko, od czego chciała go ochronić.
- Dość. Puść mnie - zażądała, próbując cofnąć się pół kroku. - Nigdzie z Tobą nie pójdę dopóki nie zatrzymasz się, nie weźmiesz głębokiego oddechu i nie przestaniesz mordować mnie wzrokiem.
Patrzyła na niego. Prosto. Bez murów. Ale w oczach była nie tylko prośba. Była siła. I wyraźny sygnał - że jeśli nie przestanie, nie zrobi żadnego kroku więcej.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

19 kwie 2025, o 18:34

Napięcie w pomieszczeniu było wręcz wyczuwalne. Mężczyzna ciągnący ją w stronę wyjścia doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jakim miejscu się znajdowali. Widziała to w jego napiętych barkach, w pośpiechu, w jakim kierował się w stronę wolności i ciągnął ją za sobą. Gdy wyszli wreszcie na zewnątrz, mrugnął kilka razy - jakby orzeźwiający podmuch wiatru uświadomił mu, z jaką mocą trzymał jej dłoń, z jaką nieustępliwością usiłowała zmusić go, by przestał ciągnąć ją za sobą.
Natychmiast wypuścił jej rękę z własnej, cofając ją jak oparzony. Ból przemknął po jego mimice - przez chwilę znajomej, takiej jak ta, którą zapamiętała z Księżyca.
Oraz ta, którą zostawiła w Hirano.
- Przepraszam, nie wiedziałem... - powiedział od razu, odruchowo, ale jej słowa i upór sprawiły, że męskie brwi zmarszczyły się gwałtownie. Widziała zaskoczenie w jego oczach - to samo, które błąkało się w zielonym spojrzeniu gdy odtrącała jego dłoń, odskakując od promu mającego zabrać ją do bezpieczeństwa pośród walącej się wieży w stolicy Korlusu.
Odetchnął, głośno, ostentacyjnie - jakby wyłącznie po to, by spełnić jedno z jego kryteriów.
- Przeszkodziłem ci w przyjęciu? - prychnął, orientując się, że złość nie pozwala mu spełnić drugiego. - Znajomi czekają? - dodał ze wzgardą, ręką wskazując na wyjście. Tłum przysłaniał parkiet, ale z wnętrza nadal dobiegały stłumione odgłosy przemówienia Anari.
James westchnął cicho, unosząc dłoń do twarzy. Potarł skronie, jakby zdobycie cierpliwości okazało się trudniejszym zadaniem, niżby mogła się tego po nim spodziewać, ale mimo tego starał się je zdobyć.
Dla niej.
- Wepchnięcie mnie do tego promu na Korlusie i zostanie w Hirano to jedno. Wyrzucenie omni-klucza i zignorowanie moich wiadomości to drugie - zaczął ze względnym spokojem, ale głos mu zadrżał przy końcu. - Ale znalezienie cię na imprezie świętującej zniszczenie naszej kolonii w towarzystwie terrorystów staje się dla mnie trudne do wytłumaczenia.
Odwrócił głowę, wskazując na czekający na nich prom.
- Czy naprawdę muszę przekonywać cię i prosić, żebyś weszła do promu zamiast zostawać w miejscu, w którym zostaniesz brutalnie zamordowana gdy rozpozna cię choćby jedna osoba? - zapytał ciszej, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. - Albo gorzej.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

19 kwie 2025, o 20:04

Iris patrzyła na niego w milczeniu nie odpowiadając. Nie potrafiła. Wszystko w niej krzyczało, by mu to wytłumaczyć, by powiedzieć, że to nie tak, że on się myli, że nie zna całej historii… Ale nie tutaj. Nie teraz.
Dwa słowa uciekły z jej ust, zbyt cicho, by mogły mieć sens. "James, ja..." Urwała gwałtownie. Rozejrzała się. Odruchowo, zbyt nerwowo, jakby ktoś właśnie celował jej w plecy. Wilcza maska. Anari na podium. Tłum. Nie. Nie mogła.
W oczach miała ból - nie gniew, nie wyrzut, ale czysty, surowy ból tego, że nie mogła dać mu odpowiedzi, na którą zasługiwał. Że chciała. Że wszystko, co się wydarzyło, złamało ją bardziej, niż pozwalała sobie to przyznać. Poznał ją na tyle, aby dojrzeć szczeliny i oęknięcia pomimo maski. Zacisnęła usta, jakby próbowała zatrzymać emocje, które chciały wyrwać się na zewnątrz. Jej powieki drgnęły, walczyła ze sobą. Z pękającą tamą. Drżącymi ustami.
- Nie jestem tu dla przyjęcia - skrzywiła się, czując cierpki posmak. Jego wyrzut skutecznie ją dotknął. - Ono mnie nie interesuje.
Przez chwilę nie mówiła nic więcej. Echo jego i jej słów zawisło między nimi. Tych wypowiedzianych na głos, ale również wyrażonych wyłącznie we wzajemnym spojrzeniu.
- Byłam tam tylko po omni-klucz - dodała powoli, z naciskiem, jakby próbując mu przekazać, że wszystko, cała ta noc… nie miała związków z tym, co sądził.
Cisza rozciągnęła się między nimi. Uniosła lekko dłoń i zawahała się, nim ją wyciągnęła w jego stronę - ten sam gest, co wcześniej, ale teraz było w nim coś kruchego. Coś, co mogło się rozpaść, jeśli znów zostanie odrzucone.
Zrobiła krok w stronę promu.
Bliżej Ashforda.
- Wsiądę - ciche mruknięcie wtapiało się w noc. - Ale...
Zawahała się. Spojrzała mu w oczy, jakby szukała w nich czegoś, co pozwoli jej przejść przez to wszystko.
- Obiecaj proszę, że ten prom nie odleci prosto na Cytadelę.
Jej głos był miękki, ale stanowczy. W środku wciąż pulsowało napięcie - adrenalina, strach, zmęczenie… ale i iskra nadziei, że może jeszcze nie było za późno. Że nadal widział w nią tą samą kobietę, która zaprosił na piknik na Księżycu.
- Porozmawiajmy. Tutaj, na Ilos. A potem... dopiero potem zdecydujemy, co dalej.
Zamilkła. Jej wciąż uniesiona dłoń czekała. I w tym geście było wszystko, co chciała mu powiedzieć - że to nie jest ucieczka, ani kapitulacja. Że próbowała. I że może, jeśli się zatrzyma, posłucha… spróbują jeszcze raz.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

21 kwie 2025, o 19:43

Przyjęcie nie interesowało stojącej teraz na uboczu Fel, a jednocześnie odgłosy dobiegające z wnętrza sali balowej wzmagały. Coraz głośniejsze były odgłosy aprobaty po hucznych komunikatach rzucanych przez jedną z twarzy ataku, który pozbawił życia miliony. Podczas gdy napędzająca się machina parła do przodu, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że ich cel był tak blisko - dosłownie na wyciągnięcie ręki. Radna Cytadeli stała teraz przy wyjściu, obok promu gotowego zabrać ją do bezpieczeństwa, którym była gotowa wzgardzić. Przemykała pośród nich, jak jedna z nich, gdy wytworne kreacje i elegancka muzyka stapiały ją w jedność z tymi, którzy najbardziej zaciekle życzyli jej śmierci.
Ashford wydawał się tym skonfundowany. To samo zaskoczenie, z którym żegnał ją w Hirano Tower, teraz migotało w jego zielonym spojrzeniu. Całkowity brak zrozumienia dla podejmowanych przez Iris decyzji - decyzji, które nosiły na sobie piętno zdrady jeśli spojrzało się na nie z daleka.
- Dobrze - wydął lekko usta, jakby ta obietnica przychodziła mu z trudem. Jego ramiona opadły nieco, przygnębienie przemieszało się z brakiem zrozumienia dla jej decyzji gdy dostrzegł żywą potrzebę w jej oczach - potrzebę, której nie mógł zignorować. - Nie sądziłem, że tak desperacko tego nie chcesz. Ale nie wrócimy na Cytadelę.
Odwrócił się, wskazując jej ręką prom. Był dyskretny, cywilny - pochodził z Nos Astry i miał na sobie logo jakiejś firmy taksówkarskiej, choć gdy weszła do środka, przełączony został w tryb sterowania manualnego. Choć w środku nikogo nie było, zauważyła, że porucznik wystukał coś w swoim omni-kluczu nim weszła do środka.
- To gdzie chcesz lecieć? - zapytał, wchodząc do środka za nią i natychmiast zamykając drzwi. - Masz już swój nowy dom na Nos Astrze?
Choć w jego pytaniu chowała się dawna iskierka rozbawienia, z którą zwykle zaczepiał ją gdy chodzili rano biegać, tym razem poczuła, jak oblepiona jest goryczą.
@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

21 kwie 2025, o 20:26

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- Przestań.
Słowo przecięło przestrzeń między nimi jak biotyczne uderzenie - ostre, ciche, naładowane napięciem. Jej głos był zmęczony, niemal ochrypły, ale nie stracił nq ostrości. Nie krzyczała, choć każda pojedyncza sylaba była jak szarpnięcie oddechu, ledwie trzymanego na wodzy.
Nie spojrzała na Jamesa, nie od razu. Jej wzrok podążył gdzie indziej, instynktownie. Obejrzała się przez ramię. Za siebie. Do środka. Do tłumu, który jeszcze przed chwilą otaczał ją gęsto jak ściana z żywych ciał. Tam był Daharis. Musiał być. I przez sekundę, krótką jak mrugnięcie, szukała jego wzroku. Czy patrzył? Czy słyszał? Wiedział? Czy też widział w niej zdrajczynie?
Nie czekała, aż Ashford ponowi pytanie. Przekroczyła próg promu w milczeniu, zostawiając za sobą wrzawę sali, złudzenia i demony, które znowu czaiły się tuż za jej plecami.
Drzwi zamknęły się za nią z cichym syknięciem. Wewnątrz panował półmrok. Iris sięgnęła do twarzy i jednym płynnym ruchem zerwała maskę. Jeszcze przez chwilę stała, wstrzymując oddech, a potem osunęła się na fotel najbliżej bocznej ściany i skryła twarz w dłoniach.
Kilka oddechów. Krótkich. Zbyt płytkich. Każdy z nich ciął od środka jak szkło.
Gdy w końcu zabrała dłonie z twarzy, zrobiła to powoli, z wahaniem, jakby nie była gotowa znowu ją pokazać. W cieniu oświetlenia pokładowego policzek odsłonił bliznę. Głęboką, surową, pociętą jakby wyryta rozżarzonym ostrzem. Omni-ostrze. James jej nie znał. Nie miała jej, gdy żegnała go ostatni raz.
Wyciągnęła z ucha drobną słuchawkę i wyłączyła ją, dyskretnie, jakby bała się, że nawet ten gest ktoś mógłby podsłuchać. Dłoń, która to robiła, lekko drżała - z zimna, napięcia, może też z nadmiaru tego wszystkiego, co z niej kipiało. Zacisnęła palce w pięść, próbując ją opanować, ale niewiele to dawało. Omni-klucz nadal tkwił na jej nadgarstku, pozwalając Lexi i innym z łatwością ją zlokalizować. Nie miała powodów, aby chować się przed nimi.
- Nie ma takiego miejsca - rzuciła cicho, z przekąsem, jakby te słowa parzyły ją w gardło. W końcu uniosła na niego spojrzenie, zmęczone, ale uważne. - Lećmy gdziekolwiek. Możemy krążyć nad Nos Astrą i rozmawiać na pokładzie, możemy zatrzymać się gdziekolwiek uznasz za słuszne.
Jej głos zadrżał na końcu, choć próbowała to ukryć. Wyprostowała się nieznacznie, przyciągając nogi, jakby chciała zająć mniej przestrzeni w tej nagle zbyt ciasnej kabinie. Popatrzyła na niego zą samą rezerwą, która tyle razy wcześniej była dla niej tarczą.
Ale gdzieś za nią… Coś się ruszyło.
To był cień wspomnienia - nie twarzy, czy pocałunku w pośpiechu wyciśniętego na jej ustach. To był ciężar jego decyzji. Tego, że najprawdopodobniej porzucił mundur, ignorował rozkazy, uparcie ją szukał. I znalazł. Gdzie nikt nie miał znaleźć.
Coś błysnęło jej w oczach. Nie łza, ale jej mglista obietnica. Spięcie mięśni wokół powiek. Nawilżenie źrenicy, które tak łatwo dało się zmylić światłu.
Zacisnęła palce na materiale sukni, zdecydowanie zbyt mocno. Jakby tylko to pozwalało utrzymać kontrolę nad ciałem, które nie chciało już słuchać.
- ... Szukałeś mnie - powiedziała nagle. Cicho. Bezpośrednio. - Nawet nie wiesz, co to znaczy.
Nie dodała nic więcej, zatrzymując szkliste spojrzenie ponad jego posturą. Czuła, jak znaczy wnętrze dłoni półksiężycami wbijanych w skórę paznokci, a mimo to zacisnęła mocniej pięści.

@Mistrz Gry
Ostatnio zmieniony 22 kwie 2025, o 14:51 przez Iris Fel, łącznie zmieniany 1 raz.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

22 kwie 2025, o 13:36

Drzwi zasunęły się za nimi natychmiast, a prom poderwał w górę uaktywniony omni-kluczem mężczyzny. W wyjściu, z którego się wymknęli stali ochroniarze - ich pancerze Zaćmienia błyszczały znajomym logotypem, odznaczając się nawet z daleka. Gdy prom mknął w stronę nocnego nieba, w oddali, wydawało jej się, że na moment pomiędzy sylwetkami ochroniarzy błysnęła wilcza maska.
Ashford usiadł naprzeciw. Sięgnął do zapięcia swojego kołnierza, zasłaniającego dolną połowę jego twarzy i zsunął go wtedy, gdy ona sięgnęła do własnej. Na widok blizny na jej policzku zamarł, z dłońmi zawieszonymi w powietrzu - jakby chciał zbliżyć się, chwycić ją, odruchowo sprawdzając jaka spotkała ją krzywda, lecz coś przytrzymało go w miejscu.
- Pamiątka z Hirano? - spytał cicho, a jego brwi zmarszczyły się gwałtownie, w oczach znów błysnęło zgorzknienie. Zacisnął usta w wąską linię, powstrzymując pytania bądź komentarze, które szukały ujścia na zewnątrz.
Prom wsunął się w objęcia lekkich, puchowych chmur wypełniających niebo. Ruszyli na zachód - nie miała pojęcia, czy mężczyzna wybrał konkretne miejsce na kierunek ich drogi, czy też rozkazał taksówce krążyć po mieście w bezpiecznej odległości. Daleko od wież Dantius, daleko od przyjęcia, na którym żadne z nich nie powinno się znaleźć.
Jego spojrzenie złagodniało pod wpływem jej słów. Dostrzegła w nim echo wspomnień, ciepła, którym obdarzał ją wewnątrz zimnej bazy na Lunie. Pochylił się, ponownie wyglądając, jakby chciał ująć jej dłonie - zamiast tego oparł łokcie na swoich kolanach, splatając własne ze sobą.
- Oczywiście, że cię szukałem - odpowiedział po dłuższej chwili namyślenia. Jego głos zabrzmiał cicho w pustym promie. - Po tym, co stało się na Lunie...
Westchnął, urywając, jakby te emocje były zbyt zawiłe i skomplikowane, a ich rozwikłanie przyprawiało go o migrenę. Uniósł rękę w górę, pocierając skroń.
- Dużo dla mnie znaczysz, Iris - powiedział wreszcie, unosząc z powrotem wzrok na siedzącą naprzeciw blondynkę. Dostrzegła w jego postawie wątpliwość - w lekko zgarbionych ramionach, pochylonej sylwetce. - Staram się zrozumieć, co stało się w tej cholernej wieży, dlaczego wywaliłaś omni-klucz i dlaczego znalazłem cię tutaj, na przyjęciu SST. Ale nie jestem w stanie wymyślić żadnej, sensownej odpowiedzi.
Wyprostował się, plecami opadając o oparcie.
- Pomóż mi zrozumieć - dodał krótko, mierząc ją wzrokiem.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

22 kwie 2025, o 14:52

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Przesunęła spojrzeniem od jego ramion, wciąż szerokich i napiętych, przez znajomy zarys szczęki - równie zaciśniętej jak wtedy, gdy wycofywała się wśród gruzów Hirano Tower - aż po kołnierz, który właśnie rozpiął. Chłonęła każdy szczegół, wypatrując najmniejszych zmian w dobrze zapamiętanym obrazie profilu mężczyzny. Szukała oznak bólu, ran, niewyleczonych złamań, których nie zdążyła wcześniej dostrzec, a których teraz nie potrafiłby już dłużej ukryć. Spojrzała po jego rękach, szorstkich, wydawałoby się jej, że również lekko drżących; tych samych, które trzymały jej dłoń ostatnim razem, nim wyślizgnęła mu się z palców w chaosie ewakuacji promu Przymierza.
Czy coś mu się stało po tym, jak zostawiła go z garstką ocalałych? Czy ta droga tutaj, na Nos Astrę, nie pozostawiła na nim kolejnych blizn, których nie miała prawa się domyślać?
I choć żadna szrama nie rzucała się jej w oczy, była pewna, że coś się zmieniło. Coś trudnego do uchwycenia, subtelnego - może w sposobie, w jaki jego wzrok nie zatrzymywał się na niej na dłużej jakby bał się, co w niej zobaczy. Może w tym, że już nie próbował mówić z przekonaniem, tylko pytał.
I to bolało ją bardziej, niż jakakolwiek rana, którą mogłaby dostrzec w siedzącym naprzeciwko Ashfordzie.
- To nic takiego - odpowiedziała cicho, niemal obojętnie, choć w tej obojętności kryło się coś znacznie cięższego. Przesunęła opuszkiem palca po krawędzi blizny, ledwie zauważalnie. Jej dłoń, podobnie jak jego, zastygła w połowie drogi, kiedy bardzo powoli opuszczała ręce na kolana.
Odwróciła wzrok, wbijając spojrzenie gdziekolwiek indziej - w panele kontrolne, w migające światła interfejsu, nawet w swoje dłonie, drżące nieznacznie na udach. Nie chciała widzieć jego twarzy. Nie chciała czytać z niej ani wyrzutów, ani troski, ani tego przejmującego niezrozumienia, które wciąż wisiało między nimi jak niedopowiedziane słowo. Oddychała szczytowo, płytko, przerywanie - zbyt szybki, by uznać go za naturalny. Spróbowała go wyrównać, ale jej starania spełzły na niczym.
Prom poruszał się stabilnie, łagodnie kołysząc nimi nad neonowym oceanem świateł Nos Astry, a ona - wbrew samej sobie - przesunęła się bliżej. Powoli, jakby każdy minimetr, który pokonywała, ciążył jej podwójnie. Wciąż nie patrzyła na niego, ale czuła obecność Ashforda. Ciepło bijące z jego ciała, kolana, teraz niemalże stykających się z jej własnymi. Nie dotykali się. Jeszcze nie. Ale była wystarczająco blisko, by potencjalnie wyczuć przyspieszony puls mężczyzny. Zawahała się w ostatniej chwili - drobne drgnięcie jej ramienia zdradzało wewnętrzną walkę - ale nie cofnęła się. Nie tym razem.
Może chciała tylko poczuć, że nie jest już sama.
A może potrzebowała się przekonać, czy on naprawdę jeszcze tam był.
Jakaś jej część, ta najbardziej racjonalna, wciąż była skora uwierzyć, że jest tylko i wyłącznie wytworem jej poddającego się umysłu. Pierwszą oznaką, że koniec tak naprawdę jest bliższy, niż dalszy.
- Ty dla mnie też - przyznała bez zawahania. Popatrzyła prosto na niego, a nie gdzieś obok, czy ponad tak naprawdę po raz pierwszy raz od momentu, w którym zamknęły się za nimi drzwi promu. Nie potrafiła już dłużej unikać jego zdecydowanie zbyt łagodnego, niż na to zasługiwała, wzroku. Nie, kiedy usłyszała to, czego najbardziej się bała; że znaczy dla niego więcej, niż miał prawo przyznać - nawet przed samym sobą.
Kąciki jej ust drgnęły, układając się ni to w uśmiech, ni w grymas. Jakaś jej część pragnęła, aby tu i teraz, tak, jak siedział otoczył ja ramionami, przyciągnął do siebie i obiecał, że jeszcze wszystko się ułoży.
- I właśnie dlatego miało cię tu nie być, James. Zostawiłam Cię na Korlusie, aby konsekwencje moich decyzji Cię nie dosięgnęły. Abyś w najgorszym scenariuszu mógł z czystym sumieniem zeznać, że o niczym nie wiedziałeś - w jej głosie pobrzmiewała gorycz. Nie wobec niego, tylko wobec samej siebie. Wobec tego, że podjęła decyzję, którą do końca nie potrafiła określić ani jako dobą, złą, czy słuszną. Zamrugała. Nie było łez. Nie teraz. Ale coś w jej spojrzeniu pękło odsłaniając kruchą prawdę, którą ukrywała pod maską tak długo, aż ta stała się jej drugą skórą.
- Nikomu o tym wcześniej nie mówiłam... - urwała, szukając w jego oczach potwierdzenia, czy aby na pewno wie, o co ją prosi.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

29 kwie 2025, o 14:41

Prom zapewniał im komfort, jak i bezpieczeństwo. Fel wiedziała, że nawet gdyby ktoś wyruszył za nimi z wież Dantius, dawno już zgubiliby go w natłoku ruchu powietrznego panującego na Nos Astrze. Nie miała pojęcia, czy wilcza maska dotarła dalej - czy przeszła przez próg, do własnego promu, czy wyruszyła jej śladem w stronę czarnego, nocnego nieba. Ale mogła mieć pewność, że już nie tkwiła na ich ogonie. Taksówka poruszała się szybko, a zaprogramowana przez Ashforda trasa miała na celu zgubienie ich w tłumie innych.
Dystans pomiędzy nimi był dwojaki. Z jednej strony, ich kolana stykały się ze sobą w ciasnej przestrzeni promu. Z bliska widziała detale na jego nienagannym garniturze, błyszczące guziki na asymetrycznej klapie modnej teraz na Illium, szew na wysokim kołnierzu, który zsunął nieco w dół, odsłaniając swoją twarz. Z bliska wyczuwała jego zapach, ciepło ciała siedzącego naprzeciw - ciała, które jeszcze nie tak dawno otaczało ją w swoich ramionach, gdy na jej ustach lądowały pocałunki.
Ale z drugiej strony, porucznik wydawał się odległy, jakby równie dobrze mógł siedzieć po drugiej stronie sali i spoglądać na nią z daleka. Widziała wszystkie emocje i delikatność, którą znała, w głębi jego zielonego spojrzenia, ale przykrywała je gęsta mgła. Niezrozumienia, szoku, może nawet rozgoryczenia i zawodu. Powstrzymywała go przed zbliżeniem się, przed siedzeniem obok, zamiast naprzeciw.
Jej słowa zapewnienia, że rana na policzku nie była niczym takim, jedynie pogorszyły sytuację. Wzmocniły ten dystans między nimi, sprawiły, że jego brwi zmarszczyły się lekko, nie rozumiejąc, dlaczego nie była z nim szczera - i wiedząc, że za tą rysą na jej nieskazitelnej powierzchni chowała się historia, którą nie zamierzała się z nim dzielić.
- To ci się udało - odrzucił kwaśno, potwierdzając, że o niczym nie wiedział. Chwilę po tym jednak westchnął, zmuszając się do zachowania spokoju, dania jej przestrzeni, której w tej chwili potrzebowała - wiedząc, że emocje w jej głosie są prawdziwe. - Jeśli liczyłaś na to, że to wystarczy, żebym zapomniał o tym, co wydarzyło się w ośrodku, zapomniał o tobie... - urwał, kręcąc lekko głową. - Myliłaś się.
Splótł palce dłoni ze sobą, pochylając się lekko do przodu i opierając łokcie o kolana.
- Powiedz mi co się dzieje - poprosił po raz kolejny, pewny tego, że chce usłyszeć  odpowiedzi. Jedynie w jego spojrzeniu dostrzegła nutkę zawahania, ale była tylko przebłyskiem - pojawiła się i zniknęła natychmiast. - Czytałem wiadomości. Wiem, że nie jesteś już częścią Rady.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

29 kwie 2025, o 16:17

Fel milczała, a cisza w promie była aż lepka - niczym ciężka kurtyna zawieszona pomiędzy nimi, falująca od emocji, które oboje bali się do końca wypowiedzieć. Patrzyła przez boczne okno, śledząc migoczące światła Nos Astry, rozmyte przez ruch, jakby cały świat rozciągał się w świetlnych smugach, które nie była w stanie złapać. W cichym szumie silników, przytłumionym przez izolacje promu, czuła każdy szczegół tej chwili - sztywność jego palców, ciężar milczenia. I choć zbliżyli się do siebie fizycznie, emocjonalna przepaść między nimi zdawała się tylko pogłębiać. To było coś więcej niż nieporozumienie. To była cała góra przemilczanych decyzji i wyborów, które zrobiła bez niego - wbrew niemu - dla niego.
- Myślałam... - zaczęła tak naprawdę tylko po to, aby momentalnie urwać. Skrzywiła się, a ciche westchnięcie wyrwało się zaciskanym w wąską kreskę wargom.
Zasługiwał na prawdę. A ona mogła mu zaoferować wyłącznie je fragment.
- Nie wiem, co tak naprawdę myślałam. Być może łudziłam się, że Twoje poczucie obowiązku nakaże Ci się trzymać z daleka ode mnie i problemów, które będą się za mną ciągnęły a bardzo nie chciałabym, aby Ci zaszkodziły - przyznała w końcu po chwili niewygodnej ciszy potrzebnej na sformułowanie myśli dla kogoś, kto nie chciał odpowiadać natychmiast. Machinalnie. Używając wyuczonych frazesów.
Cień emocji, który mignął w jej spojrzeniu na wzmiankę o Radzie zgasł szybciej, niż zdołał dopasować go do konkretnej nazwy. Nie pilnowała się przy nim tak, jak na co dzień, ale podświadomie, wzbrania się przed bólem, który czuła, kiedy miała te nieliczne momenty odwagi popatrzenia na własne odbicie w lustrze i przyznane, że konsekwencje jej decyzji kładły się cieniem nie tylko na nią samą.
Znacznie wykraczały poza osobistą sferę.
Uderzały w potęgę całego imperium Przestrzeni Rady.
- W tym temacie wiesz więcej, niż ja - mruknęła niewyraźnie pod nosem, a słowa z trudem przeciskały się przez jej gardło, formułując się w niewygodną rzeczywistość. - Nie kontaktowałam się z Radą. Tak miało być łatwiej - przynajmniej dla niej. Iris poprawiła się w miejscu, lejący materiał cicho zaszeleścił, kiedy przesunęła dłońmi po kolanach, niemalże dotykając sukni, którą miała na sobie.
- Wiesz, że poprosiłam Admirała o ewakuacje doktor Makteraii i dzieci, którymi się opiekowała. Wiesz również, że odmówił, co było zrozumiałe... - patrząc na Jamesa, nie mogła nie dostrzegać w jego profilu echa ostatnich, dwudziestu czterech godzin jej pobytu na Lunie. Zamrugała, odpychając całą swoją siłą woli wspomnienia, które zalewały jej świadomość grożąc rychłym utonięciem.
- Poprosiłam o to samo Radę, z którą rozmawiałam z pokładu swojego statku jeszcze w doku na Księżycu. Radna Irissa... Ona była gotowa wysłać tam, na Korlus, Widmo. Problem w tym, że żaden z nich nie znajdował się na tyle blisko, aby zdążyć - zacisnęła dłoń na śliskim materiale, pozwalając, aby ten spływał pomiędzy jej palcami niczym fale na jeziorze na moment przed burzą.
- To był moment. Jedna myśl. Ja zdążę. Kapitan zmieniła kurs, wyznaczyła komandoskę do sformowania małego oddziału, który wejdzie do Hirano Tower. Znaleźliśmy doktor Maketarii w kostnicy, gdzie chowała się z dwójką dzieci zarówno przed Przymierzem, jak i Sojuszem. Te dzieci... Widziałam ich wyniki, James. Całkowite zatrzymanie mnożenia się węzłów piezo przy jednoczesnym zachowaniu możliwości furii. Rozumiesz, co to znaczy, prawda? - popatrzyła na niego uważnie, jej wzrok ciął emocje i uczucia, nad którymi nie potrafił zapanować, oddzielając grubą kreską od tego, do czego biło również jej serce, a co powinno być ponad tym wszystkim.
Nawet nimi.
- Byłam tam, aby zabrać z Korlusa doktor Makteraii i jej podopiecznych, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Dowiedziałam się od niej, że mężczyzna, który wyciągnął mnie z Cicero i nie pozwolił mi tam zdechnąć, został obwiniony przez Sojusz o moją ucieczkę. Ukarali go wszczepiając mu implant kontrolujący i nakazali czekać na szczycie Hirano Tower, aż Przymierze zawali wieżę... Ja... Poszłam po niego - wyrzuciła z siebie szybciej, niż ból rozdrapywanej rany mógł w nią uderzyć i ją zamrozić. Iris puściła materiał, który nieświadomie mięła w palcach, aż kłykcie jej pobladły. Nie chciała okłamywać Jamesa patrząc mu prosto w oczy, rozsądnie więc wybierała prawdę i półprawdę, którą mogła podzielić się z mężczyzną jednocześnie balansując na naprawdę cienkiej granicy.
Obawiała się jego reakcji. Niezrozumienia. Zaryzykowała jednak, wierząc, że prawda obroni się sama. Tu nigdy nie chodziło o Radę, bądź politykę. Za decyzją stał człowiek. Ludzka kobieta. Postąpiłaby tak samo bez względu na swoją pozycje, czy rolę na międzygalaktycznej szachownicy.
- Na tym omni-kluczu, którego szukałam na przyjęciu, są dane jak dezaktywować implant w jego głowie. Uratował mi życie na tej przeklętej stacji, zamierzałam spłacić swój dług i użyć jednej, czy dwóch przysług, aby dostać się stąd na Ziemię i wrócić na Cytadelę z załogą swojego statku, których odesłałam na Lunę.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 19:11

reakcja jamesa
A<33<B<66<C
Rzut kością 1d100:
67
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 19:25

Odpowiedzi.
Widziała ich desperacką potrzebę w spojrzeniu zielonych tęczówek, które błądziły po jej twarzy podczas gdy ona spoglądała w innym kierunku. Oczy siedzącego naprzeciw porucznika miały kolor zbliżony do lejącego się materiału jej sukni. Podobnie jak ona, mieniły się w półmroku, gdy przez okna promu do środka wpadały błyski świateł, neonów i blask mijanych przez nich reklam, którymi obwieszone były wieżowce.
Prom skręcił, obniżając swój lot. Wyczuła to bardziej niż dostrzegła, gdyż panorama Nos Astry wydawała się podobna niezależnie od strony, od której się ją oglądało. Miasto było ogromne, a przestrzeń nieba nad ich głowami wydawała nieskończona w porównaniu nawet do obszernych Okręgów na Cytadeli. Nie dostrzegła żadnego, konkretnego celu - taksówka najwyraźniej dostosowała się do innego z korytarzy powietrznych, lecąc zgodnie z obostrzeniami miasta teraz, gdy nie musieli już śpieszyć się by wmieszać w tłum i zbiec.
Jego wcześniej wyprostowane jak struna plecy zgarbiły się lekko pod naporem jej opowieści. Słowa padające z ust blondynki były wszystkim tym, czego od niej chciał - ale niosły ze sobą swój ciężar, swoje konsekwencje. Dostrzegła zmartwienie w jego mimice, brak pochwały gdy opowiadała o podjęciu ryzykownej decyzji, ale zauważyła też błysk nadziei gdy wspomniała o wynikach dzieci, które za wszelką cenę chciała uratować.
Wiedziała jednak, że, do pewnego stopnia, znał tę część tej historii. Był z nią wtedy, w wieży Hirano, gdy pomimo wszystko udało im się odnaleźć na korytarzach wieżowca należącego do Sojuszu Systemów Terminusa. Razem z nią eskortował lekarkę i dzieci, którymi się opiekowała.
Dziecko.
W czeluściach Hirano, głęboko skryte pod odłamkami po bombardowaniu planetarnym ciała zaległy obok skrawku jej duszy.
- To było lekkomyślne - odpowiedział, kręcąc głową z niezadowoleniem. - Musiał istnieć inny sposób. Może, gdybyś przekazała mi do nich kontakt. Może... - urwał, wiedząc, że inny sposób, który tak pragnął znaleźć w tej chwili, prawdopodobnie nie istniał. Stał gdzieś między jego powinnością, a chęcią uczynienia tego, czego pragnęła. Machnął ręką, nie chcąc tego roztrząsać, choć wiedziała, że było - minęło nie aplikowało w ich sytuacji. - To twoje życie, Iris. Jeśli faktycznie dzięki tym wynikom i temu dziecku uda się zapewnić nam trochę więcej czasu będę pierwszym, który ci za to podziękuje.
Westchnął ciężko, pochylając się do przodu. Wyciągnął ku niej rękę - pochwycił jej dłoń, zamykając ją w dwóch własnych w wyrazie czułości.
- Rozumiem, dlaczego to zrobiłaś - powiedział ciszej, wodząc kciukiem po jej gładkiej, jasnej skórze. - Naprawdę.
Jego spojrzenie utkwiło w ich złączonych dłoniach, myśli wyraźnie skoncentrowały się wokół jakiejś rzeczy gdy wzrok przeistoczył w nieobecny.
- Ten omni-klucz... - zaczął ostrożnie, podnosząc ku niej wzrok. - Do kogo należy?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 19:49

Prom był cichy, niemal za cichy. Odgłos pracy silników stłumiony przez pancerz maszyny stanowiły jedyne tło ich rozmowy, zbyt miękkie, by zagłuszyć szalające w jej skroniach myśli. Siedziała bez ruchu, niby spokojna, a jednak napięcie w jej ramionach zdradzało, że była ledwie o włos od ucieczki - nie fizycznej, a tej, do której od miesięcy uciekała z wprawą; w obojętność, chłód, milczenie.
Tym razem zagryzła zęby i wytrzymała, ignorując kuszące podszepty.
Słowa Ashforda delikatnie, ale wyraźnie przecinały przestrzeń między nimi - to lekkomyślne padło z jego ust o dziwo bez wyrzutu, ale z wyraźnym bólem. I zanim mógł rozwinąć swoją myśl, uniosła dłoń i dotknęła jego twarzy.
Zrobiła to powoli. Ostrożnie. Jakby dotykała czegoś kruchego, co mogło rozpaść się od jej zbyt gwałtownego gestu - lub sprawić, że sama pęknie.
- Nie było innego rozwiązania tej patowej sytuacji, James - szepnęła, przerywając jego słowa. Opuszki jej palców musnęły pieszczotliwie jego policzek, a cień bólu padł na jej profil. - Jesteś jedyną dobrą rzeczą, jaka mnie spotkała od miesięcy. Jedyną, która nie była bronią, decyzją, śmiercią ani błędem.
Zawahała się, naprawdę chciała uleć być może złudnej nadziei, lecz ostatecznie cofnęła rękę, jakby dotyk go palił, choć jej skóra pragnęła tego ciepła bardziej, niż była gotowa przyznać.
- I właśnie dlatego nie mogłam Cię w to wepchnąć. Trzymałam cię z dala nie dlatego, że mi nie zależy. Tylko dlatego, że mi zależy aż za bardzo - dodała, patrząc w jego oczy. Szukała w nich echa słów, które padły jeszcze w ośrodku, kiedy składał obietnice zakończenia tego koszmaru. - Nie chciałam, żebyś musiał kiedykolwiek wybierać między mną a przysięgą.
Zamilkła, pozwalając ciszy opaść między nimi. Jej wzrok ześlizgnął się niżej. Spojrzała na jego dłonie, obejmujące jej własne z determinacją. Palce, które znała tak dobrze - przez krótkie chwile czułości, które udało się ukraść wszechświatu. Gdy patrzyła na nie, poczuła znajome ukłucie w piersi. Coś, co przypominało ulgę, tęsknotę… i nieodwracalną stratę jednocześnie. Zamrugała. Jej oczy zaszkliły się, ale nie pozwoliła łzom upaść. Nie tym razem.
Wzięła głęboki oddech, wyraźnie z trudem próbując się opanować.
- To nie chodzi o moje życie, James. Nigdy nie chodziło - zawahała się, świadoma powagi słów, których nie mogła przemilczeć. Bywała egoistką, jak każdy, ale w obliczu decyzji, miała niezdrowe skłonności, aby pomijać własną wygodę, czy korzyści, mając w sobie wciąż - na przekór ostatnim wydarzeniom - odrobinę wiary. - Chodzi o życie innych. O te, które przyjdą po nas. Chciałabym... Chciałabym, aby kolejne Furie miały szansę, których my nie mieliśmy.
Urwała. W jej spojrzeniu pojawił się cień pytania, ciężaru, który nie sposób było wypowiedzieć wprost.
- Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć, do kogo to należy? - zapytała cicho, czując ciężar urządzenia na swoich kolanach.
Nie musiała mówić więcej. Jej postawa, napięcie w ramionach, palce zaciskające się w pięść w jego objęciach, wszystko w niej błagało, by się zastanowił, nim odpowie.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 20:11

Widziała sprzeczność chowającą się w jego wnętrzu gdy kontynuowała. Miękkość w jego spojrzeniu kontrastowała ze sposobem, w jaki napięła się jego szczęka gdy dotarła do pewnego punktu w swojej historii. Wiedziała, że naprawdę, całym sobą rozumiał niektóre z jej wyborów - jak ten, by poświęcić się by móc uratować dzieci, które mogły stać się kluczem do ocalenia ich wszystkich.
A zarazem kompletnie nie rozumiał innych.
- Wiem to - odpowiedział tak cicho, że jego głos niemal zniżył się do szeptu. Ich prom dalej obniżał swój lot, tym razem kierując się w jakiś dyskretny punkt - dachy niskich budynków na obrzeżu miasta. Coraz mniej taksówek mijało ich za oknami gdy oddalali się od głównych węzłów komunikacji. - Naprawdę to rozumiem, Iris.
Westchnął z trudem, oplatając jej zaciśniętą w pięść palcami. Jego uścisk był delikatny, lekki, a zarazem wiedziała, że nie wyrwałaby z niego ręki prosto. Że zaprotestowałby, nie chcąc się na to zgodzić.
- Przekładasz wszystkich nad swoje dobro. Mnie, inne furie, dzieci, na których ci zależy. - dodał z wahaniem, jak gdyby kolejne słowa niebezpiecznie zbliżyły się do wspomnień ich czasu spędzonego na Lunie i musiał odegnać wspomnienia, by skupić się na tym, co było tu i teraz. - To cecha... to cecha, którą w tobie uwielbiam.
Jego brwi zmarszczyły się znacznie. Dostrzegła pewną stanowczość, odbijającą się pośród emocji tańczących na jego twarzy. Nim otworzył usta, wiedziała, że czyhało w nich ale.
- Nie wszyscy na nią zasługują. - jego kciuk zatrzymał się w połowie drogi, wcześniej kreśląc niewidzialne wzory na wierzchu jej dłoni. Znów podniósł na nią swój wzrok, wcześniej równie chętnie od niego uciekając jak momentami ona sama. - Nie mam ci za złe, że ryzykowałaś swoim życiem by wrócić do Hirano po tamte dzieci. Nie podobało mi się to. Martwiłem się o ciebie. Ale wiem też, że nie byłbym w stanie cię odwieść od tego pomysłu nawet, gdybyś z nim do mnie przyszła. Taka jesteś.
Uśmiechnął się lekko, jego ramiona drgnęły w górę. Chwila rozbawienia jednak była ulotna, pusta - zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, a spojrzenie mężczyzny pociemniało.
- Pomogłem ci zabrać lekarkę Sojuszu na nasz prom, razem z jej pacjentem. Ale ty, pomimo tego, zostałaś tam. Dla niego - nieprzyjemny ton zakradł się do jego głosu, jak cień niepostrzeżenie wsuwający przez okno gdy zbliża się wieczór. - Zapomniałaś wspomnieć, że mężczyzna, który uratował ci życie na tej stacji to ten sam, który cię na nią zabrał.
Złość mignęła w głębi zielonego spojrzenia, jego uścisk wzmógł się lekko, lecz nie na tyle, by nie mogła wyszarpnąć z niego swojej ręki.
- I ten sam, który porwał cię do Sojuszu w pierwszej kolejności - wycedził, jakby wypowiadanie słów nagle przychodziło mu z trudem. Złość tańczyła w morzu zieleni, falując i połyskując. - Który wystawił twoją załogę jak na talerzu.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 20:28

Słuchała Jamesa w milczeniu. Czasem delikatnie skinęła głową, choć jej wzrok pozostawał wbity gdzieś poza oknem promu, gdzie mijane światła Nos Astry zdawały się być bardziej odległe niż kiedykolwiek wcześniej. Wciąż czuła ciepło jego dłoni - i to, jak zacieśniał uścisk z każdym kolejnym słowem. Czuła, że próbował ją zatrzymać.
Jeszcze ją trzymał.
Ale coraz mniej była pewna, czy nadal naprawdę ją miał.
Z każdym kolejnym słowem Ashforda coś w niej przygasało. Nie dramatycznie, ani nie spektakularnie - bardziej jak gasnące awaryjne lampki w opuszczonym korytarzu porzuconego statku. Powoli, cicho, niepostrzeżenie. Jej wargi delikatnie drgnęły, jakby chciała coś odpowiedzieć, ale nie znajdowała odpowiednich słów. Minimalne napięcie w linii szczęki. Oddech, który stał się płytszy, jakby brakowało jej powietrza. Czuła, że tonie.
Kiedy podkreślił, jak jak bardzo uwielbia w niej tę cechę prawie się uśmiechnęła. Prawie. Był to ten rodzaj niemego, pustego uśmiechu, który bardziej przypominał ukłucie niż ulgę. Doskonale wiedziała, że w tych słowach kryła się pułapka. Wyznanie przeplatało się z granicą, której nie był gotów przekroczyć. Widziała ją wyraźnie, widziała też, jak odcinała ich od siebie.
W pewnym momencie przestała udawać, że patrzy przez okno. Spojrzała na Jamesa. Wprost. Spokojnie. W jej oczach czaiła się burza - zamrożona, ale obecna. Wyraz jej twarzy odzwierciedlał narzuconą wyrozumiałości i zmęczenia, a to tylko lepiej podkreślało emocje, które kotłowały się tuż pod powierzchnią.
Których nagle zapragnęła przed nim nie ujawniać.
Wiedziała, że się oddala. Widziała sprzeczność rozpiętą między jego słowami i emocjami - miękkość, której nie potrafił ukryć oraz złość, którą nie potrafił wybaczyć. Nie był tu już tylko James, ten sam, który tulił ją w ciasnych korytarzach ośrodka, który szeptał, że jeszcze będzie dobrze. Teraz patrzył na nią porucznik Przymierza. Mężczyzna, który rzekomo chciał zrozumieć - ale nie potrafił pogodzić tego, co usłyszał, z tym, kim byli dla siebie.
- Prosiłeś, abym pomogła Ci zrozumieć - odparła i jednocześnie wyszarpała rękę z jego uścisku w sposób nagły. Gwałtowny. Bez najmniejszego ostrzeżenia, ani też zawahania.
- Dlaczego? Przecież już wyrobiłeś sobie zdanie. Słyszę to w Twoim głosie James, to... - ... boli? Iris potrząsnęła głową, jeszcze trzymając to, co w niej wrzało, na wodzy.
- Zatrzymaj taksówkę. Nie będziemy kontynuować tej rozmowy, skoro nie chcesz mnie wysłuchać, ani usłyszeć - gestem podkreślającym zdenerwowanie, które było autentyczne, dyskretnie dotknęła omni-klucza. Wyłączyła słuchawkę, ale przez cały ten czas nie odcięła urządzenia, które dała jej Lexi. Zdecydowanie chciała, aby dowiedzieli się, gdzie się znajdowała tu i teraz.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 21:26

Temperatura nieznacznie podniosła się wewnątrz promu gdy emocje wreszcie zawrzały na ich twarzach. Ashford wydawał się zaskoczony jej reakcją, ale tylko przez chwilę. Gdy natychmiast wybudowała między nimi ścianę, odcinając się od bólu jego słów, dostrzegła na jego twarzy zawód. Rozczarowanie. Jakby mimo wszystko, do samego końca wierzył, że na swój sposób było to tylko poważne niezrozumienie. Że Fel miała jakieś ukryte powody, dla których została wtedy w Hirano, ale nie dotyczyły one mężczyzny, który porwał ją ze świątyni na Ilos, zapoczątkowując serię wydarzeń, która skończyła się odnalezieniem byłej radny Cytadeli na przyjęciu Sojuszu celebrującym krwawą masakrę na Mindoirze.
- Mojego zdania? Nie przekazuję ci teraz mojej opinii, Iris. Przedstawiłem tylko fakty - odpowiedział z nutką irytacji, pozwalając jej odsunąć się, wyswobodzić swoje ręce z własnych choć widziała, że jej reakcja go dotknęła. - Nawet nie dotarłem jeszcze do swojej opinii na ten temat. Nie wątpię, że nie chcesz jej wysłuchać.
Prychnął pod nosem, opadając plecami na oparcie kanapy. Machnął ręką z omni-kluczem, a prom skręcił lekko, poszukując dogodnego miejsca do lądowania, które nie byłoby prywatnym lądowiskiem czy czyjąś posiadłością. Widziała, że zrobił to z pewnym wahaniem, ale wciąż mieli trochę czasu podczas gdy prom lądował.
- Czytałem jego akta - dodał krótko, przyglądając jej się intensywnie. - Nie jesteś mu niczego winna. W najlepszym wypadku jego uratowanie cię z tamtej stacji wyrównało krzywdę, którą wyrządził ci wcześniej. Ubolewasz nad tym, jaki los zaplanował mu Sojusz, ale chyba zapominasz, że to on dołączył do tych barbarzyńców z własnej woli.
Gorycz wylewała się z jego słów w miarę, jak prom zbliżał do najbliższego lądowiska.
- Na miłość boską, Iris, byłaś na tym przyjęciu. Oni świętują zamordowanie milionów ludzi, unicestwienie całej kolonii w imię swoich chorych poglądów i wojny, której tak cholernie pragną. A ty zostawiłaś mnie dla jednego człowieka, którego spotkałby podobny los? - dodał i widziała, że za wszelką cenę usiłował do niej dotrzeć. - Sojusz wiedział, że nadciągamy. Ilu żołnierzy Przymierza, których wymordował w tamtej wieży warta jest dla ciebie jedna osoba?
Prom krążył leniwie nad lądowiskiem. Widziała, że Ashford przedłuża, nie nakazując mu lądowania.
- Służyłaś w Przymierzu. Jesteśmy po tej samej stronie - dodał krótko, gorzko, ale w jego głosie chowała się prośba, niemal błaganie. - On wybrał drugą stronę. Widziałem raporty. Był na Mindoirze. Dlaczego ten człowiek jest cokolwiek dla ciebie wart?

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 21:44

Cofnęła się bez słowa. Nie gwałtownie; zrobiła ledwie krok, ale wystarczył, by jej plecy natrafiły na chłodne, syntetyczne obicie ściany promu. Tam, w ciasnej przestrzeni, odgrodziła się na kilka centymetrów od Jamesa i od jego słów, które nieprzerwanie odbijały się echem w jej głowie. Zacisnęła powieki, biorąc długi, głęboki wdech, jakby sam tlen miał jej pomóc przetrawić to, co właśnie usłyszała.
Opadła plecami nieco bardziej, pozwalając, by oparcie przejęło część jej ciężaru. Palce, które wcześniej spoczywały w jego dłoni, teraz szukały kotwicy na własnych ramionach - objęła się, jakby próbowała samej sobie przypomnieć, gdzie kończy się ciało, a zaczynają emocje. Drżała lekko, niemal niezauważalnie, ale nie z chłodu. Raczej z napięcia, które musiała uwolnić, zanim wypowie choć jedno słowo.
W duchu nie zaprzeczała. Miał rację. W wielu sprawach. Daharis nie był niewinny. Miał na sumieniu więcej, niż większość z nich byłaby w stanie udźwignąć. Ale Fel też nie była nikim więcej niż pionkiem w jego grze - a może i w ich wspólnej. Nie była mu winna wdzięczności. Nie po tym, co zrobił. A jednak nie mogła zignorować tego, co zrobiła ona sama - tych decyzji, które podjęła wbrew wszystkiemu. I wbrew Jamesowi.
Spojrzała w dół, na własne dłonie. Wciąż drżały. Przesunęła nimi po całej długości ramion, jakby próbowała zgubić ten dreszcz. Gorycz unosiła się w niej powoli, ostrożnie - nie paląc, a sącząc się jak trucizna, której nie sposób się było pozbyć. Wiedziała, że to początek końca. Jeszcze nie padły właściwe słowa, ale wyczuwała to w napięciu jego głosu, widziała w cieniu w jego oczach.
- Ja umieram, James. Wiesz o tym najlepiej - jej cichy głos, równie dobrze mógł rozmywać się w przytłumionej pracy silników.
- Zostawię po sobie wszechswiat rozdarty pomiędzy Cytadelą, a Sojuszem. Nie zmienię tego w tak krótkim czasie. Może to naiwne co teraz powiem, ale ta jedna osoba zapamięta, że niegdyś pomogła mu Radna. Może… może kiedyś się zawaha, a to da początek czemuś nowemu. Jakiejś zmianie - zagryzła od środka policzki. Nadal uważał, że była to piękna cecha?
A może zaczynał ją szczerze nienawidzić?
- Doskonale wiem, wśród kogo się znalazłam. Gdybym teraz przyznała Ci rację, postąpiła tak, jak sugerujesz, że powinnam... Byłabym taka sama jak oni - pokręciła głową, nie dając sobie przerwać, bądź wejść w słowo. - Służę Przymierzu. I jestem Radną Ludzkości. To też człowiek, podjął jak każdy swoje decyzje, ale.... Nadal człowiek. Ta myśl być może czyni mnie najgorszą Radną w historii, ale jakaś część mnie będzie wierzyć, że wręcz przeciwnie. To spojrzenie jest jedynym słusznym.
Urwała nagle, słowa zawisły jej na ustach, niedokończone i zbyt ciężkie, by je wypowiedzieć. Przez ułamek sekundy trwała w bezruchu, zamknięta w pancerzu własnej dumy i strachu, ale potem - z pozorną niepewnością, wbrew samej sobie - uniosła dłoń i wyciągnęła ją w jego stronę. Powoli, prawie nieśmiało, jakby każdy centymetr ruchu był walką. W jej spojrzeniu nie było już politycznej pewności ani wyćwiczonego chłodu, tylko ta sama cicha prośba, którą James wyrażał, kiedy wbijał w nią swoje spojrzenie.
Jakaś jej część również była gotować błagać go o to, by jeszcze się nie odsuwał.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 22:09

Wyświetl wiadomość pozafabularną Prom być może nie był odpowiednim miejscem na przeprowadzanie tego typu rozmowy, a jednak z drugiej strony zdawał się dobrze odzwierciedlać ich sytuację. Nie gnał w żadnym, konkretnym kierunku, zamiast tego będąc zawieszonym gdzieś pomiędzy. Między dokami, w których czekała jednostka gotowa zabrać ją z powrotem na Cytadelę bądź Ziemię, a między apartamentowcem Vespera i małym, przydzielonym jej, luksusowym hotelem. Gdyby spojrzała na zegarek, dostrzegłaby, że czas leciał nieubłaganie. Minęła już godzina odkąd James odnalazł ją na gali, która pewnie trwała dalej w najlepsze.
Żadne z nich nie było jednak w imprezowym nastroju.
- Ja też - odpowiedział cicho, kontrując stwierdzenie, którego żaden, szczęśliwy człowiek nie powinien wypowiadać na głos. Wypuścił powietrze z ust, unosząc dłoń w górę by potrzeć zmęczone oczy, starając się opanować własną gorycz i niezrozumienie, wykazać się sympatią tam, gdzie inna osoba mogłaby odpowiedzieć wybuchem na wybuch. - Może traktuję cię niesprawiedliwie. Zwykle mamy lata na oswojenie się z tym wszystkim. Pogodzenie z datą ważności, która na nas wszystkich czeka. Ty miałaś zaledwie kilka tygodni.
Obecność porucznika nagle przestała być przytłaczająca, przestał wypełniać przestrzeń wokół niej, odbierać dzielone przez nich powietrze. Powietrze jak gdyby uleciało z niego wraz ze złością, jakby jej ciche wyznania naruszyły jego powierzchnię, gasząc wszystko, co tliło się w głębi.
- Na początku myślałem, że zginęłaś. Tam, w Hirano. Nie masz pojęcia jak ucieszyłem się, kiedy odkryłem, że tak nie jest - wyznał po krótkiej chwili ciszy, jego wzrok uparcie skierowany był w dół, w podłogę promu. - Myślałem, że lecę tutaj cię odbić - uśmiechnął się lekko, krzywo, w sposób pozbawiony jakiejkolwiek wesołości. - Myślałem, że Sojusz pojmał cię po raz kolejny, że zabrali cię tutaj. Modliłem się, żebym zdążył cię odbić zanim stanie ci się coś złego. Tymczasem zastałem cię na gali, w sukni. I nawet nie chciałaś ze mną iść.
Urwał, gdy słowa z trudem zaczęły przechodzić mu przez gardło.
- Zrozumiałbym wiele, Iris. Wiem jak musisz się czuć, patrząc jak czas przelewa ci się przez palce. Ale są grzechy, których nie da się odkupić. Wybierając jednego człowieka, skazujesz setki innych, którzy zginą z jego ręki. - jego wzrok zatrzymał się na wyciągniętej w jego stronę ręce. Wyglądał, jakby z całej siły pragnął ją pochwycić, ale tym razem nie drgnął, nie poruszył się w miejscu.
- Myślałem, że to, co wydarzyło się na Księżycu, miało dla ciebie znaczenie - dodał cicho, z trudem podnosząc na nią swój wzrok. - Myliłem się.

@Iris Fel
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2388
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 22:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Prom trwał w zawieszeniu tak, jak oni - unosił się ponad miastem, dryfując w powietrznej przestrzeni bez określonego celu. Silniki działały, systemy czuwały, a kurs był wpisany w jego trajektorię, ale nawet to wydawało się iluzją. Jakby w każdej chwili mógł się zatrzymać i zawisnąć nad ich decyzjami, bez względu na to, ile paliwa pozostało jeszcze w zbiornikach.
Nie odpowiedziała od razu. Czuła ciężar, znajomy, ale inny niż dotychczas. Tym razem nie był to napór politycznej odpowiedzialności, ale czegoś znacznie bliższego. Osobistego. Tego, czego od lat starała się unikać, chowając emocje pod maską stanowczości.
Jej spojrzenie błądziło po wnętrzu kabiny, lecz raz po raz wracał na niego. Stał obok, raptem kilka kroków przed nią, a Fel nie mogła się oprzeć wrażeniu, iż tkwił dalej, niż kiedykolwiek wcześniej. Dzieliła ich przepaść. Odległość nie do pokonania nawet biotycznymi wrotami. Jej serce biło mocniej, niż powinna na to pozwolić, ale nie było już sensu ukrywać niczego.
Oddychała spokojnie. Z pozoru. Bo gdzieś pod skórą, w głębi klatki piersiowej, pulsował żal i gniew. Gdyby tylko mógł zajrzeć tam, gdzie myśli kłębiły się ciasno, usłyszałby echo jego własnych słów odbijające się od ścian, których nie potrafił już przekroczyć. A jednak - mimo tego wszystkiego - jej dłoń pozostawała wyciągnięta. Nie drżała, nie cofała się. Gdy ich spojrzenia znów się spotkały, James musiał zobaczyć w jej oczach to, czego nie wyraziła żadna z jej wypowiedzi.
Prośbę
Zawieszoną nad nimi nadzieję.
Cichą, desperacką walkę z nieuchronnym.
- Nie. Nie pomyliłeś się. Miało i ma dla mnie ogromne znaczenie - odparła jak tylko ich spojrzenia spotkały się w kulminacyjnym punkcie. - Potrzebuje góra dwóch dni. Może mniej. Jeżeli nadal tu będziesz... Jeżeli... Spotkajmy się w doku należącym do Rodrigueza.
Słowa, które powinny paść - które chciała wypowiedzieć, choćby szeptem - utknęły jej gdzieś głęboko w gardle. Przełknęła ślinę, próbując zmusić się do pożegnania, choćby cichego, krótkiego, takiego, które mogłoby w jakikolwiek sposób zamknąć ten rozdział, nawet niedbale. Ale nic nie przyszło. Nawet drżenie ust nie złożyło się w sylaby. Żadne „żegnaj”, „przepraszam” ani „dziękuję” nie chciały przejść przez jej ściśnięte gardło. Wszystko w niej krzyczało przeciwko tej końcówce.
Przeciwko rzeczywistemu pożegnaniu.
Takim, po którym nie następuje nic więcej.

@Mistrz Gry
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13454
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Wieże "Dantius"

4 maja 2025, o 22:43

Nie rozpoznawała tej części Nos Astry, choć w oddali, na tle panoramy miasta rozpoznawała niektóre budynki w centrum, które mijali wcześniej zmierzając na galę. Teraz miasto pogrążone było w nocnych barwach. Czerń nieba upstrzona była gwiazdami blednącymi na tle krzykliwych neonów. W jednym z nich rozpoznawała kanał wojenny - ta sama prezenterka godziny temu rozprawiała na temat Hirano, ale teraz, jakby wyczuwając bicie jej zlęknionego przed tym serca, oszczędzono jej widoków rozpadającej się wieży i rozprawiano o czym innym.
Jego światło wpadało przez okno do wnętrza promu. Rozświetlało oblicze siedzącego naprzeciw niej porucznika, naznaczając ją cieniami. Jej prośba powinna wzbudzić w nim nadzieję, lub co najmniej odrobinę optymizmu, którym zwykle zarażał wszystkich wokół - ale Ashford z początku na nią nie zareagował. Przyglądał jej się w sposób, w jaki ogląda się osobę, której nie zobaczy ponownie - zapamiętując wszystkie szczegóły jej twarzy, częściowo przykrytej przez kaskadę rozpuszczonych włosów.
- W dwa dni naprawisz wszystko co złe i wrócisz ze mną na Cytadelę? - spytał z początku. W jego głosie nie chowała się drwina, lecz wiedziała, że nie uwierzył w wielkie szanse na spełnienie się takiego scenariusza.
Westchnął, przeczesując dłonią zmierzwione, jasne włosy. Jego wzrok uciekał gdzieś w bok, za okno, za jej ramię, na ścianę promu - unikając emocji, które przed nim pokazywała, ale też tych, które starała się skryć przed jego spojrzeniem.
- Nie wiem, czy jestem w stanie ci to obiecać - przyznał wreszcie, z bólem, a ona mogła dostrzec, że prosiła go o bardzo wiele. Wtedy, zostając w wieży i uskakując z promu, który miał wynieść ich w stronę bezpieczeństwa, podjęła wybór - i wybór ten zagnieździł się w jego sercu, nie odpuszczając.
A jednak przyleciał tutaj, do niej.
- Zapamiętam - dodał, na przekór sobie i rozsądkowi, nim odchrząknął, próbując zmniejszyć ciężar tej rozmowy. Zerknął przez okno, na omni-klucz błyszczący powiadomieniami, a wreszcie na nią. - Gdzie wylądować?
Urwał, jakby nagle zaschło mu w gardle i następne słowa nie chciały przez nie przejść.
- Mogę cię podrzucić. Wolałbym, żebyś dotarła bezpiecznie na miejsce.

Wróć do „Nos Astra”