Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

1 gru 2014, o 00:15

Rocheford początkowo milczy, wsłuchując się w uwagi Tarczansky'ego, jak i wciąż majstrując przy uruchamiających się systemach Vidara. Ponad jego głową, częściowo przysłaniając iluminator, aktywuje się monitor taktyczny, obecnie pokazujący jedynie sygnaturę znajdującej się niedaleko nich boi, którą szybko wymijają. Sonar umieszczony jest również obok tablicy rozdzielczej, wraz z nieco bardziej kompaktowym przedstawieniem wartości zbieranych przez rozmieszczone po kadłubie czujniki.
- Nie takie głupie, Matt - przyznaje, używając zdrobnienia od imienia mężczyzny, który przedstawił ów teorię. - W takim wypadku zajęcie się systemami może być łatwiejsze niż próba ich naprawy.
Wciąż nie mieli jednak pewności, a Daniel najwyraźniej nie był jedyną osobą, która nie do końca posiadała informacje, które chciałaby móc mieć na temat tej całej operacji. Starał się mimo wszystko fakt ten zamaskować pozornym, wyluzowanym podejściem.
- Wracając do tematu, każda stacja posiada swój mini-dok. Dwie śluzy, jedna dla ludzi, druga dla skafów. Raitaro jest większa, więc zmieści dwa skafy. Jeśli będą zablokowane, będziemy musieli wyjść na zewnątrz i skorzystać z drugiego wejścia. Nawet jeśli się zbuntowali, muszą trzymać je otwarte, skoro dokonali napraw w ostatnim czasie.
Oddech Vitara z wolna narastał, jak gdyby ten niemalże niesłyszalny pomruk miał być tylko budzącą się bestią. Zgrzyty i syki wydobywane przez układy, trące o siebie części, czy też, jak im się wydawało, same warstwy kadłuba, miały towarzyszyć im do samego końca podróży.
Otoczenie widoczne przez iluminator szybko zaczęło się zmieniać. Już po kilkunastu sekundach błękitny ocean pociemniał. Mimo wszystko, Vitar, mimo swej masywności, z należytą gracją poruszał się w dół, sprawiając, że otoczenie zmieniało się niemal niezauważenie. Nie zwrócili uwagi na moment, w którym przyjemny granat zmienił się w bezdenną czerń.
- Powinniśmy wyrobić się w czterdzieści minut, jeśli się sprężymy - odrzucił Rocheford na pytanie Vexa, spoglądając na monitor taktyczny.
Z tego co mogli spostrzec, poruszali się po skosie, bardziej w dół niż do przodu, lecz Daniel nie wydawał się być osobą, która nie ma pojęcia o swojej pracy, mogło to być więc pokrzepiające.
Słysząc słowa Konrada, mężczyzna natychmiast posłuchał się jego rady, uruchamiając własny omni-klucz i idąc za przykładem reszty zespołu. W międzyczasie, każdy z nich otrzymał krótką listę pracowników. Wyglądała na dość archiwalną, była bowiem upoważnieniem napisanym przez psychologa, dr. Christophera Binsona, do objęcia posady w stacji Raitaro. Podpisane 18.03.2185r., czyli stosunkowo niedawno na miarę lat życia codziennego. Wiadomo, iż osobom spędzającym rok pod wodą, w takim otoczeniu, musiało wydawać się to nieco innym doświadczeniem.
Istotna była jednakże sama lista:
  • Stephen Riffost, 37l, wdowiec, bezdzietny;
  • Johne Cleray, 34l, kawaler, bezdzietny;
  • Annet Liamson, 30l, rozwódka, bezdzietna;
  • Mase Ersod, 29l, kawaler, bezdzietny;
  • Donne Hallee, 31l, panna, bezdzietna;
Oprócz listy, dotarły do nich również plany stacji, lecz nie wyglądały na na tyle aktualne, by zawierać rozpiskę aktualnych pomieszczeń.
- Załoga Raitaro nie dysponuje sprzętem zdolnym nas unieruchomić fizycznie. A systemy to nie koniec świata - sprzeciwił się Rocheford, jeszcze zanim odpowiedział na pytanie Konrada. - Stacja świeci się jak lampki na choince, i to dosłownie. Po to mamy iluminatory i własne światła. W razie problemów damy radę zadokować będąc głuchym i bez radarów. Choć wolałbym tego uniknąć.
Zbliżali się powoli do głębokości tysiąca metrów poniżej poziomu morza. Ciemność otaczała ich niczym bezdenna otchłań. Mimo posiadania reflektorów, Daniel najwyraźniej nie zamierzał ich użyć. - Używanie tych pancerzy to mimo wszystko ostatnia rzecz, jaką wam radzę. - Westchnął przeciągle, sprawdzając znów monitor taktyczny i zerkając do tyłu, na swoich pasażerów. - Są przystosowane do środowiska ryftu, ale nie są na tyle mobilne i wygodne, żebyście mieli wielkie szanse w razie niespodzianek. Galapagos jest ich pełen. Kominy hydrotermalne, smokery. Nagłe pęknięcia w dnie morskim. W jednej chwili wokół was może być błoga temperatura 4 stopni, w innej wskoczy do 400. To naturalne otoczenie stacji geotermalnych. Dorzućcie jeszcze strefę spreadingu tego ryftu, styk trzech płyt tektonicznych i skały wulkaniczne pod sobą. A z nimi plamę gorąca i możliwą aktywność wulkaniczną. Nie wspominając naturalnie o czterystu atmosferach. Pancerz uratuje cię przed większością warunków przy dnie, ale jeśli wleziesz do smokera w chwili, w której się aktywuje, to nie będziesz miał czasu na zawołanie o pomoc.
Początkowy, doskonały humor Rocheforda jak gdyby teraz nieco przyblakł, lecz Daniel wciąż wydawał się na względnie najbardziej wyluzowanego z nich wszystkich. No, może oprócz Matthewa.
- Nasze pancerze są toporne, ale przepisowo powinny nam wystarczyć. Kombinezony załogi Raitaro przypominają nasze normalne, te ceramiczne. Tylko nieco mniej wygodne, bo ich połączenia nie mogą być mimo wszystko aż tak luźne.
Mowa batyskafu brzmiała teraz niczym melodia. Część odgłosów wyróżniali - załączający się co kilka sekund czujnik mierzący ciśnienie wydawał śmieszny odgłos, który, choć niesłyszalny w otchłani, rezonował wewnątrz kadłuba, sprawiając wrażenie głośniejszego niż jest w rzeczywistości. Napęd mruczał cicho i monotonnie, stanowiąc jak gdyby tło pod resztę orkiestry. Vidar z wolna osiągał 2 tysiące metrów głębokości, zbliżając się do widocznego na monitorze taktycznym grzbietu Galapagos, lecz wciąż w sporej odległości od stacji geotermalnej umieszczonej gdzieś w jego okolicy.

Wyświetl uwagę administratora
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

1 gru 2014, o 03:00

Pływanie z obciążeniem na plecach, nie wydawało się być dobrym pomysłem dla Konrada, obojętnie od okoliczności. Co innego, gdyby byli w przestrzeni kosmicznej, gdzie brak ciążenia nie sprawiałby żadnych problemów. Mimo wszystko lepiej było posłuchać się Daniela i unikać takich sytuacji, jak wychodzenie z klimatyzowanego skafu, gdzie było przyjazne ciśnienie i można było oddychać. Po prostu wolał unikać przechadzki po dnie Pacyfiku, w najbardziej niebezpiecznym rejonie i do tego bez specjalistycznej wiedzy, oraz przygotowania.
Taki Rocheford, to miał za sobą szkolenie, ale nie Strauss i pozostali z grupy, więc nie warto było kusić losu, wychodząc w kombinezonach. Najlepiej było poczekać na to, co się wydarzy i wtedy decydować.
Co do wspomnianego czasu podróży, to wystarczył im on z nawiązką, do stworzenia jakiegoś planu działania, zapoznania się z przesłanymi im danymi i ustalenia jakiś najważniejszych celów.
Zanim jednak włączył swój omni-klucz, by przejrzeć dostarczone im informacje, spojrzał na Bleysa, który odezwał się bezpośrednio do niego.
- Ja? Podwodne doświadczenie? Żadnego. - odpowiedział rzeczowo i zabrał się do zaznajamiania z danymi. Kątem oka spojrzał jednak na swoja broń boczną i uśmiechnął na wspomnienie o niej, oraz treningu w siłach specjalnych. Przywołało to też inne, wcześniejsze wspomnienia, które na równi były trudne dla niego.
"To jest szkolenie na zabójców, a ja nim nie jestem. Wywalą mnie, jak tylko to zauważą."
"Nawet jeżeli się zgodzę, to po tygodniu by mnie wykopali. Pewnie nawet nie ukończyłbym tego szkolenia. Słyszałem, że szkolenia na eNki są trudne i nie wszyscy je kończą."

Wciąż miał na twarzy uśmiech, ale był on już bardziej skromny i smutny.
- Jestem specjalistą N2. - odpowiedział i szybko dodał - Na urlopie wypoczynkowym. Mam też spore doświadczenie w zakresie technologii, które ciągle poszerzam. Stąd moja obecność tutaj.
Liczył, że to odpowie na część pytań komandora, bo w tamtym momencie nie chciał się stać bardziej wylewny. Zwykle lubił mówić o sobie i swoich umiejętnościach, ale Belford niechcący uderzył w czułą strunę, o której Konrad nie miał pojęcia, aż do tego momentu. Postanowił więc nie mówić więcej i dalej skupił się na tekście płynącym z urządzenia na przedramieniu.
Nie trzeba było być geniuszem, by zauważyć proste powiązania między załogantami stacji: wszyscy byli singlami bez zobowiązań. Nie był to przypadek, bo najpewniej takich właśnie pracowników poszukiwało Movichai, do prac w stacjach głębinowych. Niby wszystko było jakoś normalne i haker zastanawiał się nad tym, na jak długo opiewał kontakt operatorów Raitaro, kiedy spojrzał na datę badania przez psychologa.
W pierwszej chwili miał wrażenie, że po prostu jego umysł płatał mu figle, albo omni-klucz coś źle wyświetlił, ale było to tam jak byk. Upoważnienie wystawiono trzydzieści jeden lat temu.
- Eee... - podrapał się po głowie, nie wiedząc co o tym myśleć i w końcu chyba zrozumiał, co jest grane - Panowie, dano nam nazwiska nie tej grupy, co trzeba. Shou się pomyliła i dała nam dane ekipy sprzed Wojny Pierwszego Kontaktu.
Wspomnienie tego wydarzenia, automatycznie wyszło z ust sierżanta i nawet przez chwilę nie pomyślał o tym, jak mógłby na to zareagować turianin. Poznał jednak już kilku z nich i nie uważał, by Vex przejął się tym jakoś. Dla jego ziomów, to był tylko incydent.
Po chwili milczenia ze swojej strony, roześmiał się w niekontrolowany przez siebie sposób i choć próbował zasłonić usta ręką, a drugą robił przepraszający gest, to jednak niewiele z tego wyszło. Trwało to chyba niecałe pół minuty, zanim się ogarnął.
- Przepraszam was, po prostu wyobraziłem sobie, że Movichai trzymałoby tych ludzi na dole, przez ponad trzydzieści lat. No, ale to by było niedorzeczne. Prawda? - mówił wciąż rozbawionym głosem i w duchu liczył, że pozostali też zaczęliby się śmiać z tego co powiedział. Nie dlatego, że to było zabawne, ale dlatego, bo w innym przypadku byłoby to potworne. Patrząc na pozostałych miał nadzieję, że mieli takie samo zdanie jak on.
Być zamkniętym przez trzydzieści lat w miejscu odciętym od reszty świata. Taka izolacja byłaby straszna i nieludzka, gdyby faktycznie miała miejsce. Tłumaczyłaby też bunty, ale mimo wszystko taka opcja była wypierana przez umysł inżyniera.
Dla pewności, postanowił odświeżyć plik i sprawdzić raz jeszcze jego zawartość. Tym razem data pokazywała rok poprzedni. Uśmiechnął się, odrobinę zmieszany, bo najwyraźniej jego omni błędnie wyświetlił datę.
- Heh. Wybaczcie. Drobna usterka u mnie. Wyświetliło mi błędną datę. - wyjaśnił, czując się trochę głupio, z powodu swojego zachowania. Rzadko kiedy tekst się nakładał na siebie, zmieniając sens niektórych zdań, ale jak już coś takiego się działo, to potrafiło sprawić małe zamieszanie. Tak, jak to było i w tym przypadku.
Chyba będę musiał zrobić diagnostykę systemu.
- Tak czy siak, to co do miejsc w które się udamy, to centrum łączności powinno być drugorzędne do zabezpieczenia. Pierwszym powinno być centrum kontroli stacji. Jeżeli byśmy zabezpieczyli tamto miejsce, to cała misja zyskałaby większe szanse na powodzenie. W końcu z niego można zdalnie sterować ustawieniami systemów podtrzymywania życia. Chyba. - mówiąc te słowa, nie był jednak zaznajomiony wtedy z planami stacji i doznał pewnego rozczarowania, gdy na nie spojrzał.
- Taaa... - na jego ustach pojawił się grymas niezadowolenia, kiedy przeglądał plany - Brak opisu pomieszczeń. Centrum kontroli na logikę powinno znajdować się na szczycie stacji. Na poziomie pierwszym. Chyba tutaj. - wskazał palcem na duże i odosobnione pomieszczenie, jakie wyświetlał jego omni. - Nie wiem jednak, gdzie szukać centrum łączności. Może też na tym poziomie, ale nie wiem, czy na pewno.
Całe szczęście, że nie musiał się wszystkiego sam domyślać, bo obok były pozostałe osoby, które mogły powiedzieć coś od siebie. Miał też nadzieję, że nie wezmą jego wybuchu śmiechu, lub usterki omni-klucza, jako znaków jego niekompetencji. Specjalista od IT z niesprawnym sprzętem, a to ci dopiero.

Wyświetl uwagę administratora

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

1 gru 2014, o 17:10

- Zaraz się zarumienię, komandorze. Chciałbym odwdzięczyć się takim samym dobrym słowem, ale obawiam się, że wtedy przerzucalibyśmy się komplementami aż do zadokowania na stacji - odpowiedział turianin, nie podnosząc wzroku znad omni-klucza. Przesyłał pozostałym swoje namiary na komunikator. Kiedy kadłub Vitara zaczął wydawać niepokojące dźwięki, na sekundę zerknął w stronę pilota, żeby sprawdzić jego reakcję. Widząc jednak totalny brak przejęcia na jego twarzy, zarzucił to na karb działania mechanizmu, wracając do swojego komputera osobistego. Wszystkie pojazdy miały swoją melodię, a batyskaf śpiewał dźwiękiem metalu opierającego się podmorskiemu ciśnieniu, wybijając rytm elektronicznymi dźwiękami konsoli. Ciemność za iluminatorem była dziwnie uspokajająca, ale klaustrofobiczne pomieszczenie skafu sprawiało, że z każdym kolejnym metrem opadania porucznik podświadomie się spinał.
- Bardzo niewielkie - odpowiedział na pytanie Bleysa, unosząc dłoń i drapiąc się po zabliźnionej żuwaczce. Szkolenie do Oddziałów Specjalnych było rozległe i bardzo zróżnicowane, ale operacje podwodne były na tyle rzadkim przypadkiem, że nie poświęcano im zbyt dużo czasu. - Miałem jedną misję szkoleniową na opuszczonej podwodnej stacji, która badała morską faunę. Scenariusz z ewakuacją pojedynczego HVT. Inna głębokość, dużo mniejsze zagrożenie środowiskowe. Zacumowaliśmy do rękawa i nie było okazji w ogóle zakładać kombinezonów. Nie mówiąc już o tym, że połowa słów z żargonu użytego przez pana Rocheforda brzmi dla mnie jak krogańska piosenka. Ale postaram się pamiętać, żeby unikać wszystkiego co się dymi i żarzy, a w przypadku gdyby grunt zaczął mi się rozstępować pod nogami, spieprzać gdzie pieprz rośnie - dodał, uśmiechając się półgębkiem. Na wzmiankę Konrada o urlopie wypoczynkowym, parsknął cicho.
- Widzę, że mamy podobną definicję urlopu, panie Strauss. Ja jestem na przepustce - wyjaśnił z rozbawieniem. Najwyraźniej pracoholizm nie był tylko turiańską domeną.
Listę pracowników przejrzał pobieżnie, uśmiechając się oszczędnie na pomyłkę w dacie. Nawet szkoda, że to był tylko błąd w odczycie. Trzydzieści lat na stacji brzmiało okrutnie, ale przynajmniej wyjaśniałoby bunt. A tak dalej nie wiedzieli z czym mieli do czynienia.
Otworzył przesłaną mapę kompleksu i wywołał ją na holograficzny wyświetlacz swojego omni. Brak oznaczeń był wielce rozczarowujący, ale schemat prawdopodobnie pochodził z czasów projektowania, gdzie potrzebny był jedynie rozkład stacji. Zdarzało mu się pracować przy mniejszej ilości informacji.
Przez chwilę przyglądał się rozmieszczeniu pomieszczeń, po czym kiwnął głową twierdząco na słowa Konrada, przyznajac mu rację i zwracając się do wszystkich.
- Przy takiej niewielkiej placówce centrum kontroli i centrum łączności prawdopodobnie znajdują się w jednym pomieszczeniu, ale w przeciwnym wypadku kontrola brzmi sensownie. Tak czy owak zgadzam się, że obydwa te pomieszczenia będą znajdować się na najwyższym piętrze. To pasuje. Póki co możemy spróbować wykluczyć pozostałe. - Przesunął palcami nad mapą, tak aby na szczycie znalazła się projekcja poziomu 0. Wystukał na konsoli z boku komendę, po czym zaznaczył na schemacie kilka miejsc, tak aby wyświetlały się jednocześnie na planie. - Pięć takich samych pomieszczeń sugeruje kwatery załogi. Naprzeciwko prawdopodobnie mesa i kuchnia. Całkiem dogodne przejście na najwyższe piętro znajduje się blisko doków, więc nie mielibyśmy daleko, a gdyby udało nam się zadokować w śluzie #2, dostalibyśmy bezpieczniejsze podejście. Do tego długi, wąski korytarz będzie idealny dla cuda pana Straussa, jeżeli ktoś będzie próbował dobrać się do Vitara, a zakręt w razie czego dałby mu możliwość swobodnego wycofania się i objęcia nowej pozycji.
Vex również zauważył wcześniej karabin sierżanta, bo nie byłby sobą, gdyby nie zwrócił uwagi na kawał dobrego uzbrojenia. Osobiście nigdy nie miał jej w rękach, ani nie dane było mu z niej postrzelać - co było zrozumiałe, biorąc pod uwagę jej przynależność do wyspecjalizowanych oddziałów Przymierza - ale podczas kilku misji łączonych widział broń podobnej kategorii w akcji. Oraz ludzi ją dzierżących.
Było to pozytywne wspomnienie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

1 gru 2014, o 19:10

To fakt, Matt bywał czasami, aż nadto wyluzowany. Może to dlatego, że nigdy nie miał okazji brać w tego typu misji i nie był do końca świadom tego, co może się tam stać i na co mogą trafić. Istnieje też taka możliwość, iż Tarczansky tak mocno przyzwyczajony jest do pracy w ekstremalnych warunkach, a bezsprzecznie przestrzeń kosmiczna i maszynownie statków takowe są, że głębiny morskie nie robią na nim takiego wrażenia. Oczywiście, pierwszy wykłada się ten, kto nie szanuje swojego przeciwnika, ale mechatronik doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i z pewnością nie lekceważył miejsca oraz okoliczności. Był po prostu...wewnętrznie wyluzowany. Dostawszy dane na swój omni-klucz, Matt zaczął je od razu badać. Szukał w tych pomieszczeniach miejsca dla siebie. Jakby to sensownie ująć. Oczywiście nie miał zamiaru biegać z tymi wszystkimi narzędziami na plecach, bo jak wiadomo są one bardzo ciężkie, a jego kręgosłup jest bezcenny. Dlatego też poszukiwał miejsca, które nazywał sobie w głowie "Bazą wypadową", choć wiedział, że na sforsowanie swojego pomysłu będą raczej marne szanse, ale z drugiej strony nie chciało mu się wierzyć w to, aby przez bite dwa tygodnie wędrowali po tej stacji bez możliwości wyspania się w choćby czymś, co przypominałoby łóżko. Niemniej jednak po propozycji Konrada, udostępnił swoim towarzyszom swój omni-komunikator.
Ta stacja pozostawała dla niego nie lada zagadką. Na dobrą sprawę, cały czas miał wrażenie, że korporacja która go wynajęła nie powiedziała im wszystkiego i jest tam sekret, który z pewnych względów lepiej, by nie ujrzał światła dziennego. Może chodzi po prostu o pracowników? Istoty z pewnością skrajnie osamotnione w tej części Ziemi. Zamknięta społeczność, brak rzeczywistego kontaktu ze światem zewnętrznym. To mogło stworzyć coś na wzór jakiejś sekty. Matt doskonale wiedział, co mogli czuć pracownicy tejże stacji. Sam wielokrotnie przebywał w przestrzeni kosmicznej po parę miesięcy, otoczony swoją załogą złożoną z 5 osób. Gdyby nie możliwość postoju na ludzkich koloniach lub stacjach kosmicznych, z pewnością z nimi stałoby się to samo, co z buntownikami (o ile w ogóle doszło do buntu). Był zadowolony ze swojej teorii, chociaż nie był jej do końca pewien. Co prawda, mechatronik musi znać się na bardzo wielu aspektach techniki, aczkolwiek nadajniki niskiej częstotliwości nie są jego mocną stroną. Pytanie Bleysa wywołało u niego wybuch nieopanowanego śmiechu. Wskazał na niego palcem i kiwając w jego stronę powiedział.
-Ziomuś! Jesteś chyba jedyną osobą w galaktyce, która skojarzyła mnie z Fergussonem...Naprawdę! Po wszystkim, stawiam Ci browca. Trzy czwarte istot w galaktyce kojarzy mnie z jedynym synem Thomasa Tarczansky'ego. "Ten marnotrawny chuj, imbecyl i zakała rodziny"...No chyba, że widziałeś mnie w świątecznym spocie reklamowym Fergusson Engineering, który pojawił się w zeszłym roku...Zresztą...Szybko chcę o tym zapomnieć.-Właśnie tak, o ostatnim wspomnianym fakcie, Matthew pragnie jak najszybciej zapomnieć. To nie było przyjemne dla niego i jego załogi. Co prawda, pilotka zdobyła wówczas na SpaceBook'u tytuł Fap Miss 2185. To w sumie wszystko, co MJS RC-1690 mogła się poszczycić, oczywiście poza najlepszymi wynikami miesięcznymi, kwartalnymi w poprzednim roku. Ze względu na jakość nagród (a spot reklamowy był właśnie jedną z nich) grupa mechaników postanowiła, że nie wyjdzie na wyższy próg, niż 82% efektywności, co pozwoli trzymać im się w środku stawki wszystkich załóg. Niech inni też zasmakują upokorzenia, a co!
Matthew też korzystał "w najlepsze" ze swojego urlopu. Miał przerwę od kontraktów na miesiąc i postanowił, jak widać, bardzo dobrze go wykorzystać, by później móc spędzić wakacje ze swoją córką. Na przykład: w Tajlandii. Nie miał jednak zamiaru tym się chwalić, bo nie wszyscy muszą wiedzieć jaka jest jego sytuacja osobista. Nie był zbyt wylewnym człowiekiem, jeśli chodzi właśnie o chwalenie się swoimi osobistymi problemami. Bał się, że informację trafią do jego bogatej rodzinki, która wykorzysta je w jakiś okrutny sposób. A tego po prostu nie chciał. Wracając jednak do tematu, po przejrzeniu map i wysłuchaniu turianina i Konrada, postanowił się odezwać.
-Właśnie miałem o jedną rzecz zapytać! Bo na terenie stacji na pewno jest jakiś warsztat, nie? I muszę wiedzieć jaki jest duży i co tam dokładnie jest...Chodzi o wyposażenie. To ważne w chuj.-Dorzucił swoje trzy grosze, analizując dalej dane przesłane przez Azjatkę. Pracownicy stacji akurat za bardzo go nie obchodzili. On bardziej liczył na to, że odnajdzie wszelkie usterki i je usunie. Na tym właśnie miała polegać jego praca. Co prawda, nie miał doświadczenia głębinowego, ale zawsze dawał z siebie sto, a nawet dwieście procent swoich możliwości. Po chwili uświadomił sobie to, co powiedział Daniel. Wysokie temperatury, jakieś podwodne wulkany. To zdecydowanie odbiegało od miejsca, w którym teraz chciałby się znajdować. Niemniej jednak, nie mógł narzekać. Piętnaście tysięcy kredytów czekało na niego i nie miał zamiaru rezygnować. Zresztą, nie było już na to miejsca.
-Apropos tych skafandrów. Istnieje choćby cień szansy na to, że będziemy musieli ten szajs zakładać? Jeśli tak...To mam taką prośbę. Nie róbcie mi zdjęć w tym wdzianku.-Po czym uśmiechnął się, pokazując swoje rozbawienie. Chciał rozluźnić tą dość napiętą atmosferę dyskusji taktycznej. Nie należał do ludzi, którzy na długo potrafią być poważni.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

1 gru 2014, o 19:59

Uśmiechnął się lekko do Matta na entuzjastyczną reakcję o skojarzeniu jego nazwiska z dość znanym koncernem.
- Po tym jak oberwałem na misji przeniesiono mnie do zadań sztabowych i negocjacji, musiałem siedzieć w nowinkach ze świata polityki i wielkiego biznesu - wyjaśnił inżynierowi wzruszając ramionami.
- Świąteczny spot, co? Jeśli tam na dole będziemy się nudzić, będziesz musiał go nam pokazać - rzekł żartem, ale szybko wrócił do rzeczywistości.
- Zawsze to pewne doświadczenie - odparł na opowieść Vexa o jego treningowej podwodnej misji.
- Widziałem, że zagadnienia techniczne również nie są panu obce, sądząc po fachowym żargonie na Sur'Kesh - przypomniał sobie.
Następnie Bleys skinął z zadowoleniem Konradowi, to cieszyło, że pracuje z wojskowym specjalistą wysokiej klasy. Przyznał w duchu, że zazdrościł czasem młodszym żołnierzom Przymierza możliwości i wciąż otwartej kariery. Dla niego ta droga była zamknięta już na zawsze. Zauważył, że blondyn w pewnej chwili zasępił się, być może pogrążony w nie do końca jasnych wspomnieniach ze szkoleń i testów.
- Cóż, szkolenia N to nie lada wyzwania. Każde z nich to ogromne osiągnięcie. Stracone szansy nie zawsze powrócą, dlatego proszę nigdy się nie poddawać... - rzekł błądząc wzrokiem w kierunku iluminatora, za którym otchłań otulała ich mrokiem. Nieświadomie poruszał delikatnie palcami prawej dłoni, jakby sprawdzał, czy nie zaczną znów drętwieć.
- Oczywiście, zgadzam się, że skafandry to ostateczność - trzeźwa ocena podmorskich wędrówek i skrzypienie pracującego po rosnącym ciśnieniem kadłuba wyrwała byłego komandora z odrętwienia - Jednak i na tę ewentualność musimy być gotowi - dodał, kiedy Daniel rozważał możliwość niedostępnych śluz dla batyskafów. Cieszył też fakt, że Rocheford czuł się na tyle pewnie za sterami, że nawet myśl o dokowaniu bez radarów nie wprawiała go w zakłopotanie.
Gdy dostał powiadomienie na omni-kluczu zajął się przeglądem listy pracowników stacji.
- To zastanawiające, że żaden z zatrudnionych nie założył rodziny - rzekł gładząc przez moment zarost na policzku. Oczywiście korporacja pewno preferowała takich ludzi, ale z drugiej strony podróż do placówki z portu trwała około godziny...
- To chyba nie jest jakiś olbrzymi wydatek paliwa dla korporacji, by co kilka tygodni nie móc zrobić zmiany pracowników? - zaciekawił się, gdyż ludzie we flocie (którzy podczas podróży kosmicznych nie odwiedzali bliskich miesiącami) często mimo przeciwności decydowali się jednak na zakładanie rodziny. Oczywiście to mógł być zwykły przypadek, zatem oficer przeszedł do analizy dostarczonych im planów Raitaro i również był zaskoczony, że pomieszczenia nie posiadają opisów. Sądził, że priorytetowy cel obiorą będąc świadomym gdzie co się znajduje na stacji.
- Tak, rzeczywiście, nie docenilibyśmy ewentualnego przeciwnika gdybyśmy skierowali się najpierw do centrum komunikacji - oni musieli zdawać sobie sprawę jak ważne jest zagłuszenie radarów - O ile oczywiście są to osobne pomieszczenia - rzekł podsumowując wymianę zdań Konrada i Vexariusa o priorytetowym celu. Nie byli jednak pewni gdzie jedna czy druga centrala mogła się znajdować. Pozostało im tylko gdybanie, a wkrótce rozpoznanie, w końcu stacja nie była duża.
Przypuszczenia turianina co do układu modułów stacji z dużym prawdopodobieństwem były trafne.
- Ma pan jakieś domysły co pomieszczeń, Rocheford? - zagadnął pilota - Zapewne zwiedzał pan podobne, mniejsze stacje. Zastanawia mnie też czy możliwe jest fizyczne przedostanie się przez poziom minus jeden do śluz lub innych lokacji kompleksu. - Pracownicy zapewne znali Raitaro jak własną kieszeń. Pokiwał z aprobatą głową na naniesiony wstępny plan Vexa.
- Pomysł wydaje się sensowny. Na miejscu któryś z was powinien też sprawdzić wewnętrzne drzwi śluzy. Może udałoby się odciąć je chwilowo od zewnętrznego sterowania i przełączyć na ręczne? Jeśli zakładamy, że istniej centrum kontroli, to ktoś, kto się tam zabarykaduje może spróbować odciąć nas od Vitara. Powinniśmy też opłynąć kompleks i przyjrzeć się czy nikt nie pracuje na zewnątrz. - Nie byłoby wesoło gdyby ktoś ich zaszedł potem od tyłu.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

2 gru 2014, o 18:31

Cyfry wskazujące na ich obecną głębokość zmieniały się ze stałą prędkością, wraz z ich coraz to głębszym zanurzeniem. W trakcie ich omawiania, również Rocheford na jednym z monitorków wyświetlił sobie przesłaną z omni-klucza, tę samą mapę. Zerkał na nią kątem oka, również analizując to, co mówili siedzący za jego plecami pasażerowie.
- Cóż, zgodzę się, że centrum komunikacji i środowiska jest na górze. Normalnie wszystkie te rzeczy są w jednym pomieszczeniu, ale stacja jest duża jak na program geotermalny. Normalnie nie mają nawet tylu poziomów, tylko kilka kajut, mesę i pomieszczenia techniczne - zaczął, odrywając na moment wzrok i przenosząc go na tablicę rozdzielczą. Kilka kontrolek się zaświeciło, wywołując jego reakcję. Właśnie przekroczyli głębokość trzech tysięcy metrów. Skaf nieustannie śpiewał kakofonią trudnych do odróżnienia i przypisania danym sprzętom dźwięków. - Te pięć pokoi może być kajutami. Na poziomie 0 wrzuciłbym też centrum medyczne, bo jest u wyjścia śluz, powinno być względnie blisko. Tego i kwater. Na ogół bycie rannym na zewnątrz liczy się z przebitym pancerzem lub usmażeniem, ciężko więc kogokolwiek eskortować.
Mówił o tym ze spokojem, choć definitywnie temat nie mógł być łatwy dla kogokolwiek innego. Uruchomił reflektory zewnętrzne skafu, oświetlające bezdenną czerń naprzeciw znajdującego się nad jego deską rozdzielczą iluminatora. Światło wewnątrz nieco przygasło. Po krótkiej chwili, zważywszy na to, czy zwracali na to uwagę, pasażerowie mogli dostrzec przemykającą ławicę malutkich rybek tuż przed nosem Vidara.
- Śluzę można zamknąć zdalnie tylko wywołując jakąś awarię. Doki są dwupoziomowe - na minus jeden wpływa skaf, woda jest odsączana, ciśnienie i powietrze się normują. Załoga wychodzi do góry przez właz, na wyższy poziom, gdzie po kolejnych skanach otwierana jest następna śluza, już na korytarz. Z tego co wiem, jest też winda towarowa w każdym doku, do transportu sprzętu czy pudeł. No i w razie rozszczelnienia, wszystko się zamyka.
Na monitorze taktycznym ich oczom ukazał się rząd niemal idealnie rozłożonych kropek. Znajdowali się na wysokości niespełna 4 tysięcy metrów ponad poziomem morza. Z góry na skrzypiącą i jak gdyby niepewną konstrukcję Vidara napierało ciśnienie rzędu trzystu atmosfer. Równo ułożone kropki znajdowały się pod lub nad nimi - nie było widać czym są przez iluminatory.
- Myślę, że mimo wszystko zobaczą nas na sonarze. Są bardziej mobilni, jeśli będą chcieli się schować to to zrobią. Jeśli nie, możemy równie dobrze porozmawiać z nimi w środku - odrzekł na pomysł okrążenia stacji batyskafem, lecz w jego głosie nie dało się słyszeć znacznego protestu. - Oprócz tego... - odchrząknął, zerkając do tyłu na opancerzonych mężczyzn. - Jest kwestia broni. Stacja wytrzymuje to ciśnienie nie dlatego, że ma gruby pancerz. Kule nie powinny wyrobić jej szkód, ale wolałbym, żebyście ograniczyli strzelanie do ludzi. Nie mają żadnego uzbrojenia poza nożem, gdy trafiają im się jakieś większe ryby. Zresztą, wejdziemy na pokład to zobaczycie, o co mi chodzi... - mruknął, odwracając się z powrotem i zerkając na monitor.
Wędrowali już do przodu, wzdłuż bioluminescencyjnego krajobrazu, jaki serwował im ekran, co kontrastowało z czernią widoczną przez iluminatory. Sonar, oprócz kropek, nie przedstawiał niczego poza nudnym i mulistym dnem, co mogło być nieco pokrzepiające. Inny jednak obraz dna prezentował ciemniejsze bądź jaśniejsze plamy po prawej strony grzbietu, po której właśnie płynęli. Nie mogli odgadnąć, co on dokładnie przedstawiał.
Dłuższe wpatrywanie się w bezdenną ciemność wydawało się wręcz hipnotyzujące. Przednie reflektory Vidara rozjaśniały ten mrok może na metr lub dwa przed nimi. Dalej nie było nic. Nawet kosmos był przy tym przyjaźniejszy - pełen gwiazd oraz jak gdyby bardziej znajomy. Żyli w nim, podróżowali, wychodzili często bezpośrednio w pancerzach. Tutaj sytuacja była inna. Tutaj napierały na nich tysiące ton oceanu, tworząc ciśnienie zdolne do zabicia ich w ciągu sekundy. Do dokonania zwarcia w ich mózgu. Trzysta atmosfer, które sprawiało, że każdy gaz wchodzący w skład Ziemskiego powietrza stawał się zabójczy dla jakichkolwiek gatunków powierzchniowych.
A oni płynęli prosto do paszczy lwa, wulkanicznego ryftu Galapagos, gdzie lodowate wody wiszącego nad ich głową oceanu mogły w każdej chwili zetknąć się z magmą, zdolną podgrzać wodę do 350 stopni Celsjusza bez żadnego problemu, tylko dzięki ogromnemu ciśnieniu tutaj, na dnie.
Jak gdyby dając o sobie przypomnieć, jasny, niewiadomego pochodzenia kształt wielkości piłki do koszykówki przemknął przed przodem Vidara, nieświadom wtargnięcia w strumień światła pochodzący z jego reflektorów.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

2 gru 2014, o 20:19

Dla Matta najważniejsza była zawarta tam technologia. No cóż, miał swój mały tajny projekt, nad którym bardzo ciężko pracował w godzinach i po godzinach pracy. Badał dokładnie wszystkie aspekty silników Fergussona, podczas pracy. Czytał artykuły o prototypach innych producentów, publikacje naukowe na temat konstrukcji silników okrętowych. Co prawda, był mechatronikiem i bez odpowiedniego sztabu nie był wstanie zaprojektować spójnego i działającego silnika. Mógł stworzyć zarys. W jego teoretycznym projekcie potrzebował układów, które wytrzymują skrajne ciśnienia i temperatury. Dno morza okazało się najlepszym miejscem do podejrzenia tejże gałęzi przemysłu. Poza tym, wakacje dla córki, to już było sprawą priorytetową. Miał wrażenie, że niepotrzebnie odezwał się apropo tego świątecznego spotu. Mógł się zamknąć, choć z tego co obserwował Extranet - tenże spot miał kilka miliardów wyświetleń, ale z pewnością tylko i wyłącznie ze względu na Landrynę (pilota zespołu RC-1690). Tytuł Fap Miss raczej znikąd się nie wziął.
-Nie, bo będziecie szczytować na widok pilotki mojej brygady. A zachlapane na biało ściany raczej nie pomogą, kolego.-Zarechotał wesoło. No cóż, odrobina luzu w przypadku tak poważnej misji. Pozwala odsunąć czarne myśli, ot co. Humor jest bardzo ważny w pracy, tak uważał, ale za to jego pracodawca wymagał bardzo dużego profesjonalizmu. Momentami zbyt dużego i dlatego stworzył on bardzo wiele protokołów zachowania, jakości, które każdy pracownik musiał stosować. BLEH!
Po chwili jednak wrócił do rozważań na temat stacji. Wysłuchiwał kolejno Bleysa i Daniela, co przyniosło mu następujący pomysł.
-A pomyśleliście o tym, by wywołać usterkę? Jeśli ktoś żyje, to wyśle sygnał SOS, bo nie wierzę, że nikt tam nie zesra się w gacie ze strachu.-Uważał, że było to dość logiczne. Na pewno, w sytuacji zagrożenia życia załoga stacji rzuciłaby się po pomoc w każdej postaci i chwyciliby się nawet brzytwy, by ktokolwiek im pomógł. Oczywiście, miał już plan na to, jak go zrealizować swój szatański plan.
-Jestem mechatronikiem i co jakiś czas muszę napisać jakieś proste oprogramowanie, albo skorygować już będące na statku. Można byłoby napisać jakiś prosty jak sznurek w kieszeni wirus, który oszuka systemy bezpieczeństwa stacji i wywoła alarm o usterce. Na pewno zareagują w jakiś sposób, nie? Ja na ich miejscu z pewnością coś bym zrobił.-Jego plan wydawał mu się logiczny. Wtedy wszyscy obecni na stacji prawdopodobnie wdrożyliby protokoły bezpieczeństwa i schroniliby się w jakimś bezpiecznym miejscu. Gorzej byłoby, gdyby pokapowali się, co się tak naprawdę stało. Fałszywy alarm dałoby się szybko naprawić. Obserwował to, co dzieję się za iluminatorami. Był to zarazem bardzo przerażający widok. Przestrzeń kosmiczna, w której spędzał bardzo wiele czasu na pewno była o wiele przyjaźniejsza. Zaczął powoli wyobrażać sobie to, co czuli bądź czują pracownicy tej stacji. Wizja za iluminatorem jest naprawdę przerażająca, ale z drugiej strony piękna. Znalezienie jakiegoś bezpiecznego miejsca w tym nieprzyjaznym środowisku jest na pewno bardzo pokrzepiająca. Jednak ten batyskaf nie należał do takich miejsc. Wszystko było dla niego dość abstrakcyjne. Pierwszy raz znajdował się w takim miejscu, a vidy i zdjęcia nie prezentowały całego uroku tego miejsca. Musiał przyznać, że widok robił na nim niemałe wrażenie.
-Najlepiej byłoby, jakbyśmy nikogo nie kropnęli. Może być to koniecznością, jak komuś szajba odpierdoli. Myślę sobie, że nie powinniśmy planować szturmu, a jakiś podstęp. Na pewno są jakieś kanały techniczne, miejsce, w którym będzie można podejrzeć tych ziomusiów. Można byłoby poustawiać kamery i zrobić kameralną wersję Wielkiego Braciszka, albo wykorzystać tamtejszy system monitoringu. Pokażmy im, że nie jesteśmy głupi i umiemy wykorzystać ich sprzęt przeciwko nim.-Jego opinia chyba była oczywista. Nigdy nie zabił kogokolwiek i raczej miał pozostawić ten stan rzeczy w postaci nienaruszonej. Nie wiedział, czy poradziłby sobie z tym piętnem. Nie był żołnierzem, który na co dzień widywał śmierć i operował aparaturą niosącą śmierć. Był tylko mechanikiem, naprawiał statki...Chciał to robić do usranej śmierci, ale oczywiście, za lepsze warunki pieniężne.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

3 gru 2014, o 16:55

- Chociaż nie widziałem reklamy o której mówi Pan Tarczańsky, popieram jego pomysł. Po wszystkim powinniśmy wybrać się do jakiegoś baru - zgodził się Vex, obracając palcem holograficzną mapę. - O ile serwują u was coś na turiański żołądek. Zdarzyło mi się pić z żołnierzami Przymierza i chętnie bym to powtórzył, włączając w to naszych dzielnych techników i pilotów, oczywiście - dodał, zerkając przelotnie w stronę Matta oraz Daniela.
Kiedy reflektory skafa odkryły podwodny świat za iluminatorami, turianin na kilka sekund zapatrzył się na głęboką wodę. Przy wyłączonych światłach łatwo było zapomnieć, że znajdują się tysiące metrów pod powierzchnią oceanu, otoczeni przez coraz większe ciśnienie i że zbliżają się do głębinowego piekła. Ale nawet pomimo tego, czarna toń nie traciła swojego uroku, pełna nowych stworzeń i ławic drobnych rybek, skrzących się w snopie światła.
- Jestem pewien, że żaden z nas nie miał w planach strzelania do mieszkańców stacji z celem zabicia, a przynajmniej nie dopóki nie dowiemy się czegoś więcej - odpowiedział zarówno na słowa Rocheforda, jak i Tarczańsky'ego. - Każdy z nas zdaje sobie sprawę gdzie się znajdujemy, a nie potrzeba wielkiej wyobraźni by domyślić się co się stanie, gdy jakiś pocisk uszkodzi systemy utrzymywania ciśnienia. A przynajmniej taką mam nadzieję. Niepokoi mnie jednak co innego.
Porucznik zamilkł na chwilę, wpatrując się w plan stacji. Słowa pilota batyskafu sprawiły, że zaczął się poważnie zastanawiać nad źródłem zagrożenia i nie potrafił znaleźć odpowiedzi, która by go satysfakcjonowała.
- Jakim cudem grupa pięciu techników, uzbrojona wyłącznie w noże, była w stanie spacyfikować trzy zespoły ratownicze? Gdyby to był wyszkolony oddział, to jeszcze bym zrozumiał, ale piątka inżynierów? Rozumiem, że ich pancerze dałyby im pewną przewagę, niemniej... Stacja ma niewiele miejsc, w których można byłoby zaskoczyć przeciwnika, jeżeli nie liczyć drabin, które będą chyba najniebezpieczniejszym elementem naszej wycieczki. Bunt wydaje się być coraz mniej prawdopodobny. Nasza broń jest na wypadek... nieprzewidzianych okoliczności. Lub osób trzecich.
Chua-Xi wspomniała, że ta placówka dostarcza energii do całego miasta. Być może ktoś - prawdopodobnie przeciwnik biznesowy Movichai - próbował sabotować stację? Albo gorzej, najął grupę, która przejęła ją siłą? Grupę dysponującą lepszym sprzętem i uzbrojeniem, ale posiadającą też własnych techników? Vex nie miał pojęcia czy komukolwiek by się to opłacało lub czy ktoś był w stanie żywić taką urazę do całej korporacji. Im dłużej patrzył na mapę kompleksu, tym miał więcej pytań i mniej odpowiedzi, jednak do czasu zadokowania było to jedyne co mogli zrobić - zadawać retoryczne pytania. I strzelać w ciemno.
- Podwodna stacja to nie statek kosmiczny, panie Tarczańsky. Normalnie poparłbym takie działanie całym sercem, ale nie wiem czy chcę złożyć własne życie na karb pospiesznie opracowanego wirusa. Sam również mam pewne przeszkolenie w zakresie walki elektronicznej. Jeżeli coś pójdzie nie tak i zamiast udawać awarię, program zainicjowałby prawdziwą usterkę, wszyscy obecni w kompleksie będą mieli przejebane - mruknął. A w takim przypadku zmuszeni byliby skorzystać ze skafandrów, do których turianin nie miał najmniejszego zaufania po słowach ich pilota. - Poza tym jest jeszcze kwestia zaaplikowania takiego rozwiązania. Żeby wgrać wirusa, prawdopodobnie trzeba byłoby to zrobić bezpośrednio w centrum kontroli. A do niego i tak musimy się najpierw dostać.
Uwaga Vexa z powrotem skupiła się na mapie. Po słowach Rocheforda, kiwnął głową.
- Największy problem może być z samym wejściem. Jeżeli druga część śluzy się przed nami nie otworzy, będziemy mieli problem. W razie czego jest jakaś możliwość obejścia skanu od naszej strony?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

3 gru 2014, o 23:41

Technik starał się nie zwracać uwagi na kąt opadania skafu i dźwięki jakie wydawał, ale trudno było te rzeczy ignorować na dłuższą metę. Chwycił się więc siedzenia, obiema rękoma i próbował przyzwyczaić się do nowego środowiska. Pilot na pewno wiedział, co robił i wydawał się być ogólnie kompetentną osobą, więc gdyby im coś groziło, lub w niedługim czasie miałoby, to na pewno dałby o tym znać.
Inna rzecz, że przez ten manewr, prawie nie zwracał uwagi na to, co robili i mówili pozostali. Co prawda dochodziły do niego śmiechy i rozmówki o piwie, ale trudno mu było skojarzyć to z czymś więcej. Czuł się niekomfortowo, a był pewien, że jakby wydarzyła się jedna z mnóstwa okropności, wspomnianych przez Rocheford'a, to dopiero poczułby się nieprzyjemnie.
Po zamknięciu oczu, kilku spokojnych oddechach i przemawianiu sobie do rozumu, mógł stwierdzić poprawę.
Wątpił, by pozostali coś zauważyli, skoro byli zajęci rozmowami i nie narzekałby na to.
Chociaż większość najemników szykowała się do małego szturmu na stację, to Matt i Daniel wyrazili swoje obawy, odnośnie strzelania do nieuzbrojonej załogi. Vex jednak dobrze zauważył, że ta bezbronna piątka, mogła bez problemów poradzić sobie z wysłanymi na dół ludźmi. Patrząc po wszystkich, Konrad mógł być pewien, że wszyscy byli dorośli i w przypływie emocji, nie strzelaliby do wszystkiego, co się rusza. W końcu broń nie służyła wyłącznie do zabijania, ale też jako... wzmacniacz perswazji.
Te wszystkie plany były tworzone wyłącznie po to, by zapewnić bezpieczeństwo grupie, a nie po to, by zabić załogę stacji. Daniel i pozostali, nawet sobie nie wyobrażali, jak fantastycznie by się czuł Strauss, jeżeli nie musiałoby dojść do walki. Do tej pory zabił tylko jedną osobę w trakcie wykonywania misji i miał nadzieję, że nie będzie musiał poszerzać tej listy.
- Jeżeli dobrze pójdzie, to nikt nie będzie musiał strzelać. - odezwał się krótko i liczył na to, że to pozwoli spać spokojniej obu cywilom. Dla nich to mogło wyglądać, jakby mieli tam wszystkich pozabijać, ale nie taki był plan. Celem było przejęcie kontroli nad Raitaro, ale na prawdę niewiele wspomniano o tym, co zrobić z załogą. Cóż... z tym trzeba będzie poczekać, do pierwszego kontaktu.
- Mylisz się. - powiedział, patrząc na Belysa i ten mógł być przez chwilę trochę zdziwiony. Sierżantowi chodziło o wypowiedź oficera, sprzed pół minuty i to mogło wywołać drobne zaskoczenie. - Dwójka z nich była wcześniej w związku. Wdowiec i rozwódka, ale to nieważne. Jak dojdzie do pierwszego kontaktu i rozmowy z załogą Raitaro, to powinniśmy zaznaczyć, że z polecenia firmy przejmujemy dowodzenie nad stacją, a oni mają wykonywać nasze polecenia. Do czasu nawiązania łączności z powierzchnią i nowych rozkazów. To powinniśmy powiedzieć, o ile będzie okazja na konwenanse z nimi.
Będąc szczerym z samym sobą, to Konrad wątpił w to, by spotkanie z inżynierami było spokojne, o ile w ogóle by do niego doszło. Nie mógł jednak nie brać pod uwagę podobnego scenariusza, jak na Forgys. Tam załoga pod przykrywką bycia pomocnymi i uprzejmymi do bólu, realizowała własne cele i ściągała go na manowce. Co więc tym razem miało się wydarzyć? Jaki scenariusz? Inwazja porywaczy ciał, czy zniknięcie kolonistów z LV-426? A może powód całego zamieszania, był bardziej prozaiczny i nie był brany pod uwagę, przez hakera? Trudno powiedzieć.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

4 gru 2014, o 00:59

Gdy skaf przechylił się Bleys zmienił pozycję i uchwyt na stabilniejsze. Jednak po chwili zaadoptował się autoamtycznie do sytuacji. Piloci dropshipów wyprawiali czasem gorsze sztuczki, nie wspominając o zrzucanych transporterach kołowych. Choć trzeba przyznać, że nie trzeszczało tak diabelnie ze wszystkich stron. Na wtrącenie Konrada o pomyłce Belford zmarszczył brwi, co mogło nadać przez moment srogi wyraz jego twarzy.
- Pan wybaczy, być może wydam się nieco staroświecki, o związku nie myślę jeszcze jako o rodzinie. Nauczono mnie, że rodzina to wspólne potomstwo. Bardziej jednak zastanawiały mnie motywacje, które ewentualnie kierowały korporacją, niż pracownikami - rzekł i przyjrzał się Konradowi, choć nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś otwarcie sprzeciwia mu się na pokładzie, lubił ludzi, którzy potrafili słuchać, myśleli samodzielnie i nie bali się wyrażać swoich opinii.
Potem skoncentrował się na nowych informacjach od Daniela, ucieszyła go wiadomość, że raczej niemożliwym jest zdalne odcięcie ich od skafu za pomocą wewnętrznych drzwi śluzy.
- No cóż, okrążenie kompleksu raczej nam nie zaszkodzi, prawda? - chciał poznać opinię pilota.
- Każda informacja może być użyteczna. Ale oczywiście to pan dowodzi Vitarem - rzekł do Daniela, musiał pamiętać, że to nie Hekate i na tym pokładzie nie jest głównodowodzącym. Nie miał oczywiście pojęcia co mogli znaleźć okrążając kompleks, ale musieli szukać, cała sprawa była jedną wielką niewiadomą. Widział, że Daniel był zaniepokojony możliwością strzelaniny, Matt również.
- Oczywiście - poparł Vexariusa - jeśli nie zostaniemy zaatakowani, nie będziemy mieli powodu by otwierać ogień. Jednak trzeba być gotowym na najgorsze - stwierdził rzeczowo. W końcu Movichai Energetics po stracie trzech skafów przewidziała taki wariant zatrudniając trzech żołnierzy przy kolejnej próbie. Przyjął do wiadomości uwagę podwodniaka, że ludzie na stacji mogą nie być uzbrojeni.
- Trzeba zauważyć, że dziś inżynierom wystarczy odpowiedni omni-klucz, by zabić czy sterroryzować kilku ludzi. Ktoś pośród załogi może być biotykiem - rozważał głośno - Mogą mieć jakąś broń od ekipy ratunkowej. - Bleys pokręcił głową, nie chciał bagatelizować ewentualnego zagrożenia.
- Miejmy nadzieję na jak najszybsze rozwiązanie problemu za pomocą rozmów, ale musimy się też przygotować na najgorsze. Zgadzam się, że absolutnie nie wolno wymachiwać nam bronią bez potrzeby. Sytuacja na stacji może być napięta i delikatna, ludzie mogą być w dużym stresie. Nie możemy ich sprowokować czy niepotrzebnie przestraszyć. Pamiętajmy też, że oni mogą reagować nerwowo, bardzo obawiać się konsekwencji z naszej strony, jeśli doszło tam do jakiejś tragedii. Nie wszyscy muszą być też buntownikami, większość może być ofiarami sytuacji.
Trochę się rozgadał, ale cóż, to była przypadłość wielu mediatorów, negocjatorem nie zostawał raczej milczek. Wysłuchał wymiany zdań Vexa i Matta zerkając co jakiś czas na iluminatory i obserwując przelotnie głębinowe cuda, to znów zawieszając wzrok na radarze.
- Wirus to bardzo oryginalny pomysł, Matt. Ale muszę się tu zgodzić z porucznikiem. Dodam, że jeśli nie zostaniemy przywitani ogniem, lub jakąś pułapką, to będziemy starali się zdobyć zaufanie załogi Raitaro. Ponadto oni znają doskonale stację, a my nie, wątpię czy daliby się nabrać na pośpiesznie opracowaną sztuczkę.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

4 gru 2014, o 13:34

Daniel skinął głową, gdy również Matt, a później także pozostali wyrazili swoją niechęć do oddawania niepotrzebnych strzałów. Widać, że była to kwestia, w którą bał się wnikać przez swój znikomy wpływ na resztę drużyny, a jednocześnie dla niego dość istotna. Na razie nie mogli przekonać się dlaczego tak bardzo, lecz po jego zapowiedzi domyślili się, iż nie potrwa to długo.
- Raitaro ma całą maszynerię wewnątrz. Nikt nie dba tam o ładny wygląd wnętrz, te małe jak gdyby wnęki? - wskazał na jeden z poziomów na mapie, najwyższy, oraz na trzy, małe, podłużne pokoje. - Jak dla mnie tam jest bezpośredni dostęp do jakichś systemów. Normalnie wszystkim zajmuje się centrum kontroli, czasem jednak potrzeba bardziej inwazyjnego podejścia.
Gdy poruszony został temat rodziny i jej prawdopodobnego braku, Rocheford przez moment milczał, dopiero po chwili decydując się na zabranie głosu.
- To normalne. Szukają osób bez powiązań. Sprzęt i wyszkolenie sporo kosztują, a stacje są awaryjne. Ekipy są zmieniane tylko, jeśli nie sprawują się dobrze w środowisku wysokociśnieniowym - wzruszył ramionami, mówiąc te słowa tonem, którym opowiada się o deszczowej pogodzie.
- Oprócz tego, nie potrzebujemy ich wpływu żeby dostać się do środka. Vidar ma sygnaturę Movichai Energetics, systemy wpuszczą nas automatycznie i otworzą śluzy, jeśli nie są uszkodzone. Albo jeśli nic na to nie wskazuje. Wirusa nie mamy jak zuploadować, nawet jeśli przesłalibyśmy go radiowo to jest szansa, że nie dotrze. Tak jak możliwy wysyłany SOS nie dotarł na powierzchnię.
Krajobraz powoli się zmieniał - gęstość kropek pojawiających się na sonarze rosła. Monitor przedstawiający sporadyczne, kolorowe plamy stał się jeszcze bardziej wielobarwny, choć przez iluminator nie było wiele widać.
- Za niedługo będziemy. Możemy podpłynąć do skafów, ale jeśli faktycznie stracimy też własny sonar, to nie rekomenduję. Mało zobaczymy a będziemy poruszać się na oślep. Chyba, że któryś z was chce wyjść w pancerzu i sam zobaczyć. - zasugerował, choć wyraźnie sam nie był do tej opcji przekonany.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

4 gru 2014, o 22:05

Inżynier odsuwał wszystkie myśli od najgorszego i najbardziej przerażającego faktu. Głębokości na jakiej obecnie się znajdowali i na głębokość, na jaką docelowo będą musieli się dostać. Wiedział, że są coraz bliżej i to go niejako pocieszało. Niemniej jednak, wolałby ten czas spędzić w jakimś mniej nieprzyjaznym miejscu. Na przykład w swoim mieszkaniu w Chicago. Wybrał jednak dodatkowe zajęcie, z którego później prawdopodobnie będzie musiał się spowiadać. Fergusson wie wszystko na temat swoich pracowników, czasami nawet więcej, niż oni sami i prawdopodobnie wiedzą już o tym kontrakcie. Z pewnością nie są zachwyceni i dziwił go fakt, że nie dostał jeszcze wiadomości z wezwaniem na rozmowę do placówki firmy. Być może kwestia głębokości sprawia, że wiadomość nie dotarła i idąc drogą dedukcji, doszedł do wniosku, że wirus prawdopodobnie nie dotarłby do miejsca destynacji i zniknąłby w radiowym eterze. Pozwolił się wypowiedzieć na temat posiadania rodziny w korporacji, sam nieco zdradzając o swojej sytuacji.
-Wiesz...Pracując w takiej firmie musisz mieć dwie rzeczy. Od chuja czasu, bo musisz być dostępny 24/7 i najlepiej, gdybyś nie miał nikogo, kto byłby uposażony do otrzymania ubezpieczenia na życie. Ja mam córeczkę i nawet nie wiecie, ile razy robili nam badania genetyczne, więc panowie...Nawet nie macie zielonego pojęcia o tym, z jakimi okurwieńcami macie do czynienia.-Taka prawda, kiedy dostał awans do MJS jego warunki zatrudnienia uległy znaczącej poprawie. Wyższe wynagrodzenie, lepsze świadczenia socjalne i oczywiście wyższe ubezpieczenie na życie. Firma sprawiała spore problemy, kiedy Matthew oświadczył im, że ma dziecko. Kilkakrotnie robili badania genetyczne, by potwierdzić ten fakt. Nie da się ukryć, że są pazerni na pieniądze. W sumie, jak wszystkie istoty w galaktyce. Mechatronik rozumiał to podejście, ale nie pojmował całej tej pogoni, niemniej jednak sam w niej uczestniczył. W między czasie analizował wszystkie dane, jakie udostępniła im Azjatka. Nurtował go problem nie tylko ludzi znajdujących się na statku, ale też nawiązania łączności z górą, jeśli już opanują tam sytuację. Według niego, ta kwestia była tak samo kluczowa, jak ta odnośnie strzelania na stacji.
-Dobra, sprawę wirusa mamy wyjaśnioną. Taki zły to on nie był, wszyscy się pewnie co do tego zgadzamy. ALE! Pozostaje kwestia łączności. Nie da się ukryć, że jest tu, kurwa, głęboko i prawdopodobnie nasze ewentualne wołanie o pomoc nic tu nie da. Proponuję zmajstrować wzmacniacz sygnału. Pewnie nadają w mega herzach, na średnim paśmie częstotliwości, a ja proponowałbym przemajstrować sygnał na fale długie i mocniejsze...nawet do jednego giga herza. Do tego potrzebne jest kilka przekaźników i ponowna kalibracja anteny, ale to już najmniejszy problem. Bo jeśli ludzie tam żyją i nie będą chcieli nas oskalpować na dziń dybry, to nawet nam pomogą.-Matt bardzo mocno wierzył w ludzi i w ich wewnętrzne dobro. Było to trochę naiwne myślenie, aczkolwiek pozwalało troszeczkę weselej spojrzeć na ten szarobury, kosmiczny świat. Miał coraz większą chęć na zapalenie papierosa, miał nieprzyjemne uczucie w płucach, jakby zaraz miał się dusić i robił się głodny. Nie miał zamiaru marnować obecnego tu prowiantu, zatem postanowił sięgnąć po świetny wynalazek z XXI w, ulepszony nieco w tych czasach. Papierosa elektronicznego. Wyciągnął ją z plecaka i zaciągał się powoli, wypuszczając co jakiś czas kółka z ust. Jeszcze szerszy uśmiech zagościł na jego twarzy. Postanowił znów na chwilę odstąpić od tematu misji, coby za bardzo nie zaprzątywać sobie nią głowy.
-Słyszeliście kawał o czerrrrrrwonym ferrrrrrraaaarrrrrrriiii?-Zadał pytanie zebranej gawiedzi, wiedząc, iż prawdopodobnie większość będzie wiedziała o co chodzi i jedynie turianin wpatrzy gały jak wryty. Niemniej jednak, postanowił kontynuować. Na rzecz tego kawału, specjalnie obniżył ton swojego głosu.
-Przyszedł facet do salonu tatuażu i mówi "Prrrrrooooszę pana, chciałbym mieć wytuatułowane na fiucie czerrrrrrwone ferrrarrrrri.", na co tatuażysta "No to elegancko...A dla kogo?" "Dla dziewczyny" odpowiada facet. "Na pewno?", "No dobrrra...Dla chłopaka"."No to jeszcze bardziej elegancko, no to ja panu w grrrrrrratisie dodam dwa wielkie koła od kombajna na jądrach!", odpowiedział tatuażysta. "A na chuj mnie dwa wielkie koła od kombajna na jądrach?" "No jak to po co? Na wypadek gdyby czerrrrrwooone ferrrrarrrri zakopało się w gównie!"-Po tym żarcie, Matt zaśmiał się lekko, choć miał wrażenie, że jego poczucie humoru nie jest tak bardzo wysublimowane jak zebranych.

Wyświetl uwagę administratora
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

5 gru 2014, o 08:14

Bleys przyjrzał się na mapie wnękom, o których mówił Daniel.
- Rozumiem, wygląda na to, że jest ich więcej - wskazał dwie u dołu górnego poziomu, a potem tę w lewym górnym rogu, na jedenastej, do której prowadziły dwa korytarzyki.
- Sądzi pan, że mogą kryć się tam zarówno systemy obsługujące użytkową część stacji dla załogi, jak i te zarządzające przetwarzaniem energii geotermalnej i przesyłem energii elektrycznej? - chciał się upewnić.
Potem przyjął do wiadomości od towarzyszy, że polityka korporacji wobec rodzin, to powszechna sprawa dla pracowników na podobnych stanowiskach.
- No cóż, skoro nie mają bliskich tam, na powierzchni, negocjacje mogą być utrudnione - mruknął pocierając zarost na twarzy. Propozycję Matta o zrobieniu wzmacniacza zostawił tym, którzy lepiej się na tym znali. Zresztą to była sprawa na potem.
Wysłuchał jednym uchem dowcipu Tarczanskiego i parsknął cicho śmiechem. Tego rodzaju humor nie należał do jego ulubionych, ale potrafił docenić jego absurdalność. Żołnierze opowiadali sobie czasem takie rzeczy przed misją.
- Chyba nie zrewanżuję się niczym równie, ehm... barwnym. Alliance News Network przeprowadza wywiad ze snajperem Delty. "Co pan czuje celując do terrorysty i pociągając za spust?" - pyta reporter. Na co komandos odpowiada: "odrzut" - Bleys wzruszył ramionami, jakby przepraszając, że przyszedł mu do głowy tylko żołnierski suchar.
Gdy Daniel wspomniał o tym, że już prawie dopływają do celu, a potem o dryfujących skafach Bleys szybko przysunął się do niego trzymając jednego z uchwytów i śledząc zrzut taktyczny z radaru.
- Myślę, że powinniśmy do nich podejść. Jeśli ogłupią nasz sonar, cóż... - oficer kalkulował chwilę tę opcję i potencjalne ryzyko, które mogło być przecież niemałe. Ale mogli zdobyć też cenne informacje.
- Uważam, że należy sprawdzić i tak. Powinniśmy wiedzieć jaki los spotkał załogi. Ludzie na stacji mogą podawać nam różne wersje tego, co się wydarzyło, by stawiać się w lepszym świetle - mogą zwyczajnie kręcić lub kłamać, to wydawało się Bleysowi oczywiste.
- Jeżeli sami sprawdzimy ślady i coś znajdziemy - Belford wyciągnął dłoń niemal w teatralnym geście - możemy mieć spory atut w ręku podczas rozmów. - Mimo, że wewnątrz poczuł jak serce zabiło mu mocniej, gdy patrzył w czarny bezmiar za iluminatorem, nie dał nic po sobie poznać. Perspektywa wycieczki gdzieś tam sprawiała, że myśli, obawy ciemne jak podmorskie głębiny oplatały jego umysł.
- Jeśli nie będzie pan odradzał opuszczenia Vidara w skafandrze ze względu na warunki środowiskowe i sytuację, zgłoszę się do wyjścia. - usłyszał swój własny głos. - Mam nadzieję, że zbierze pan wystarczającą ilość danych, by to określić. Rozumiem, że można by przedostać się od nas na obcy skaf nie narażając się na niepotrzebne zbliżenie się do dna? - Zastanawiał się jak wysoko i jak daleko od stacji mogą być batyskafy. Zerknął znów na monitor. Potem spojrzał po pozostałych sprawdzając ich morale.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

5 gru 2014, o 15:45

Vexarius kiwnął głową na słowa pilota, przez chwilę przyglądając się wspomnianym przez niego wnękom. To miało sens i mogło być istotne w przyszłości, gdyby okazało się, że uszkodzenia systemu komunikacji są poważniejsze niż im się wydawało. Przesunął spojrzeniem po reszcie wyświetlonego kompleksu, po czym wyłączył projektor, gasząc omni-klucz. Ich pomysły były dobre, ale przy obecnej ilości informacji nadal pozostawały w sferze gdybania. Niewiele więcej mogli zdziałać przed przydokowaniem do samej stacji. Teraz pozostało im tylko czekać.
- Chociaż nie jestem zwolennikiem podchodzenia w ciemno do dryfujących skafów, dałoby to nam pewną przewagę - przyznał rację komandorowi. - Jeżeli uzna pan, panie Rocheford, że poradzi sobie przy podejściu na ślepo bez narażania naszego własnego środka transportu, również chętnie bym zobaczył co się stało z poprzednią załogą. Pani Chua-Xi wspominała, że skafy zostały znalezione puste, ale upewnienie się, że puste oznacza "puste, puste", a nie "puste, ale pełne trupów", byłoby miłe.
Kiedy trzeszczenie batyskafu się nasiliło, turianin odruchowo powrócił do obracania w palcach tranzystorka. Chociaż wyglądał na rozluźnionego, w duchu każdy trzask pancerza pojazdu, każde chybotanie opadającej kabiny, każde popiskiwanie maszynerii, które różniło się od standardowej melodii - wszystko sprawiało, że robił się coraz bardziej napięty. Zejście pod wodę przypominało nieco opadanie promu desantowego, a trzeszczenie kadłuba - odgłos pocisków rozbijających się na jego pancerzu. Karabin sam pchał się w ręce, ale wciąż mieli jeszcze kilka minut.
Kiedy Matt spróbował rozluźnić atmosferę dowcipem, porucznik uśmiechnął się półgębkiem. Nie dlatego, że żart go rozbawił, ale dlatego, że doceniał próbę inżyniera złagodzenia sytuacji. W jego rodzinnych stronach reszta podróży upłynęłaby w ciszy, a każdy żołnierz przygotowywałby się w milczeniu. Rzadko kiedy żartowano sobie przed rozpoczęciem misji i zwykle to on był tym, który dowcipkował. Turianie nie słynęli z poczucia humoru.
Co nie zmienia faktu, że żartu nie zrozumiał.
- Nie wiedziałem, że ludzie tatuują sobie swoje... prywatne partie - zauważył, pochylając się na siedzisku i przytrzymując jedną ręką krawędzi ławy. Czerwone ferrari z pewnością było jakimś dzikim zwierzęciem albo czymś podobnym. Z pewnością. Gdyby on planował sobie coś wytatuować poniżej pasa, własnie w taką kategorię by celował.
Albo może jakiś karabin. Phaeston dobrze by się prezentował.
O, albo ML-77. Wyrzutnia rakiet, tak.
- Klasyka. Mamy ten sam dowcip w naszym wojsku, tylko w odniesieniu do Oddziałów Specjalnych - odparł na żart Bleysa, śmiejąc się pod nosem. - No dobra, moja kolej. Ilu salarian potrzeba do zrobienia kanapki? - Tu turianin zrobił stosowną przerwę. - To zależy od apetytu kroganina.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

6 gru 2014, o 01:20

Po wypowiedzi Bleysa, odnośnie różnicy między związkiem a rodziną, Konrad nie mógł zdobyć się na więcej, niż skinięcie głową.
- Touche. - powiedział krótko, bo faktycznie zauważył lukę w swoim rozumowaniu. Nie czuł z tego powodu żadnego żalu, ale głupio trochę wyszło. Nie pierwszy i nie ostatni raz się mylił, podczas jakiejś dyskusji, ale zawsze lepiej było pochwalić się wiedzą, zamiast... no właśnie. Czym? Raczej nie czymś pozytywnym.
Zastanawiające było jednak wspomnienie o motywach korporacji. Niby wydawały się one jasne i klarowne, ale nie wiedzieli wszystkiego, a przez to odzywała się ich ludzka natura, by poszukiwać drugiego dna w całej sprawie. Jedno było pewne, siedząc w skafie, niczego się nie dowiedzą i będą wyłącznie gdybać.
Wypowiedź pilota odnośnie załogi, potwierdziła jedynie przypuszczenia inżyniera, odnoście sposobu wyboru, jakim kierowała się firma, podczas obsadzania stanowisk na stacji.
Zastanawiające dla blondyna też było, jak on sam sprawdziłby się w takim środowisku i jak długo by wytrzymał.
Co do opowiadania Matt, odnośnie pracy w prywatnym sektorze i tego, jakie to jest uciążliwe, to nie wyglądało to zbyt różowo. Osobiście to Strauss zaliczał siebie do singli, ale zastanawiał się, czy coś podobnego by go spotkało we flocie, gdyby był w poważnym związku i miał zamiar założyć rodzinę.
Temat budowy przekaźnika, zignorował kompletnie, jak to zrobiła reszta, ale on nie robił tego z powodu braku wiedzy w tej dziedzinie. Uważał, że zanim przyjdzie czas na tworzenie jakiś konstrukcji, powinni się wpierw zapoznać ze stanem technicznym sprzętu na stacji.
Trochę zaskakującym było dla sierżanta słyszeć, jak po kolei wszyscy zaczęli sobie opowiadać kawały. Przywykł do pracowania z tak chłodnymi profesjonalistami, że przy nich wyglądał jak dusza towarzystwa. Musiał też przyznać, że dowcip Tarczanskiego był całkiem zabawny i to w tym pozytywnym znaczeniu, przez co również się wyszczerzył z rozbawienia. Belford choć się starał, to jednak nie powiedział czegoś równie zabawnego. Żart Vexa był także nie miał polotu do opowiedzianego przez Matt'a, ale był ciekawszy od jego przedmówcy.
Kiedy natomiast zapanowała krótka cisza po żartach kolegów, przyszła niepisana kolej na hakera. Spojrzał on po wszystkich i nawet na plecy Daniela, ale pokręcił tylko przecząco głową, bo nie przychodziło mu nic do głowy.
- Innym razem panowie. Dosyć sucharków już słyszała ta taryfa. - powiedział i wstał ze swojego miejsca, podchodząc do Rocheforda, który wspomniał o zbliżaniu się do terenu stacji i opuszczonych łodzi. Oczywiście stanął krok za nim, co by mu nie przeszkadzać i chwycił się czegoś, by nie stracić równowagi, podczas zanurzenia. Jak się okazało, to samo zrobił starszy oficer.
Niewiele było widać w tych ciemnych głębinach, ale mimo wszystko Konrad próbował dostrzec jakieś światła, świadczące o obecności stacji. W słowa Bleysa było dużo racji i nie można mu było tego odmówić, ale jeżeli przy niesprawnym sonarze i tak słabej widoczności, mogłoby dojść do zderzenia obu skafów.
Same informacje o stanie którejś z łodzi, mogłyby się okazać nieocenione dla ekipy, ale uszkodzenie jedynego ich środka transportu, przez brak ostrożności, mogło kosztować ich zagrożenie powodzenia misji, oraz życie.
- Panie Rocheford, gdybyśmy podpłynęli do najbliższego ze skafów, ale zatrzymali Vidara przed martwą strefą dla sonarów, jak długi byłby to spacer dla osoby w skafandrze?
Pilot już nie rekomendował podpływania do którejkolwiek z łodzi, przy niesprawnych instrumentach i całym sobą Strauss to popierał. Lepiej byłoby wyłączyć zagłuszanie na stacji i wtedy zbadać każdy z pojazdów, nie ryzykując przy tym kraksy i życia kogokolwiek z ekipy. Poza tym, gdyby coś poszło nie tak, to przez ten głupi spacer, Belford mógłby zginąć. Brak łączności i orientacji w terenie, stałyby się powodem jego zguby i prawdopodobnie reszty ekspedycji, bo próbowaliby go uratować, co w takich warunkach byłoby wręcz niewykonalne.
Kiedy starszy oficer spojrzał na niego, Konrad tylko nieznacznie pokiwał głową z dezaprobatą, ale na twarzy wręcz błagał mężczyznę, by tego nie robił.
- Co się odwlecze, to nie uciecze. Trzymajmy się planu i płyńmy do Raitaro. Wyłączymy zagłuszanie i wtedy sprawdzimy łodzie. - powiedział cicho, co by pozostali z tyłu tego nie usłyszeli. Mogło to brzmieć trochę konspiracyjnie, ale technik dobrze sobie zdawał sprawę, jak waży jest wizerunek dla osób takich, jak oni i nie chciał go podważać w tamtym momencie. Wolał jednak uniknąć zagrożenia, dla kogokolwiek z ich piątki.
Taka była jego niepisana rola, jaką sobie ustalił; być głosem rozsądku i służyć informacjami, dla reszty.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

7 gru 2014, o 01:18

1 rzut:
Niespodzianki podwodnego świata: 1 - mały komin hydrotermalny; 2 - duży smoker; 3 - szczelina w dnie.
Hawk wylosował/a 1d3:
2


Skutki:

1) Luźny ładunek <30 = SUKCES
Hawk wylosował/a 1d100:
59


2) Pokiereszowanie pasażerów <50 = SUKCES
Hawk wylosował/a 4d100:
40, 14, 4, 63

Odpowiednio Bleys, Konrad, Matt, Vex.
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

7 gru 2014, o 02:11

Możliwe, że mieli rację jeśli chodziło o powody, dla których wybrana załoga Raitaro nie posiadała zbyt wielu bliskich lub wielkich zobowiązań. Mimo wszystko, Shou tutaj nie było i nie była w stanie odpowiedzieć im na następne pytania - milczała, a jedyny znak życia od niej, jaki otrzymali, to potwierdzenie otrzymania podpisanych dokumentów.
Daniel pokręcił głową, słysząc pytanie Bleysa, co mogło być odpowiedzią samą w sobie. Mimo wszystko postanowił coś od siebie dodać.
- Są systemy monitorujące, które mówią załodze kiedy coś się dzieje. Mają też opcję wyłączenia i zmiany uzyskiwanej przez generatory energii na potrzeby możliwych prac konserwacyjnych albo naprawczych. Nikt nie chciałby operować na świadomym pacjencie, w dodatku bez znieczulenia - zakończył własną metaforą, wyciągając przed siebie nogi jak tylko się dało w tej dość małej przestrzeni kokpitu, jaka znajdowała się przed nim. Znajdowali się pod wodą od niespełna trzydziestu minut, więc nawet czas, oprócz wykazów na monitorze taktycznym, wskazywał na to, że powoli docierają na miejsce.
- Zaraz będziemy w strefie. Gdybym miał wystawić was na samym jej skraju, mielibyście do celu jakieś sto pięćdziesiąt metrów, jeśli ostatnia zarejestrowana pozycja skafów się nie zmieniła. - zaczął, podrywając głowę do góry i zwracając spojrzenie na sonar, oraz monitor obok ukazujący kolorowy obraz podłoża. Najwyraźniej odczytywał stamtąd więcej niż oni. - Sto pięćdziesiąt metrów do przejścia po morskim dnie. W tym skafandrach nie idzie normalnie pływać. Jak w kosmosie, możecie wspomagać się odrzutem, wypuszczanym z podeszwy butów, ale za wiele kombinacji nie zrobicie. Za pierwszym razem przemieszczanie się tak w kierunku innym niż pionowy samo w sobie jest niebezpieczne - westchnął, po dodaniu tego dość istotnego faktu. Założył ręce za głowę, wpatrując się w iluminator, przed którym sporadycznie przewijały się drobne ławice ryb, umykające światłu z przednich reflektorów.
- Ale, jeśli Bleys chce spróbować, mogę podrzucić nas tuż obok jakiegoś skafu, do tego nie potrzeba sonaru. Nie pójdziesz na dno jak kłoda. W gruncie rzeczy zaprojektowano go tak, że chodzenie w nim przypomina faktyczne poruszanie się w kosmosie w przedpotopowych kombinezonach. No ale, nie powinno być z tym problemu. Nawet jeśli, to wysadzić przy dnie...
Nie zdążył dokończyć swej myśli. Skaf zawył, w umysłach zdezorientowanych pasażerów rozdzierany siłą trzystu atmosfer. Transponderem wstrząsnęło gwałtownie, rzucając siedzącymi wewnątrz o ścianę. Najpierw raz, później kolejny. Niemal wszystkie kontrolki na tablicy rozdzielczej trzymającego się zamontowanego do pokładu fotela pilota zapłonęły czerwienią w chwili, w której z jego gardło wydobyło się siarczyste przekleństwo. Rocheford chwyta za stery, usiłując okiełznać szamoczący się skaf.
Z zewnątrz słychać ryk oceanu.
Zagłuszający własne myśli, zmieszany z jękiem metalu kadłuba transpondera oraz ostrzegawczym alarmem, związanym z wyświetlanymi na monitorze taktycznym danymi. W jednej chwili temperatura otoczenia z błogich, lodowatych 2 stopni Celsjusza wzrasta do 314. Przedni iluminator na moment zakrywa biały dym, będący w istocie wzburzoną wodą oceanu przesiąkniętą osadem z wnętrza morskiego dna.
Ofiarą pierwszego szarpnięcia batyskafu okazuje się Bleys, uderzający niemal z pełną siłą tyłem głowy w boczny iluminator, chwilowo przedstawiający głęboką czerń wód bliskich dna. W tej samej chwili, rzucony w tę samą stronę Konrad automatycznie łapie się pierwszej rzeczy, mogącej zachować go na miejscu - lecz skaf natychmiast wykonuje ruch równie gwałtowny w innym kierunku, wykręcając jego zaciśniętą na oparciu siedzenia rękę, wywołując przy tym ból. Drugiemu zrywowi nie opiera się Matt, przelatujący przez środek skafu i lądujący na ziemi, lecz wcześniej boleśnie uderzający plecami o nie do końca miękką krawędź siedzenia.
Jedynie Vex, wręcz automatycznie przylegający całym ciałem do elementów konstrukcji transpondera, które nie zmieniają swego położenia, unika jakichkolwiek obić lub obrażeń. Batyskaf, sterowany przez Daniela, po krótkiej szamotaninie uwalnia się z sideł zastawionych przez iście piekielne siły, wracając do lodowatych, zbawczych wód oceanu.
Rocheford wypuścił przez cały ten czas uwięzione w jego płucach powietrze, nie puszczając mimo wszystko sterów, jak robił to wcześniej. Kontrolki z wolna gasną - ryk oceanu zmienia się w ciche buczenie, niemalże w pełni zagłuszane przez pracę samego skafu. Sytuacja z wolna wraca do normy, monitor prezentujący wielobarwny krajobraz w rzeczywistości nudnego, mulistego dna, wzbogaca się o kolejną, czerwoną plamę w miejscu tuż niedaleko nich.
- Pieprzony smoker - warknął mężczyzna, tak samo jak i pasażerowie jego transpondera, wciąż trzymany przez krążącą w żyłach adrenalinę związaną z takim oto przeżyciem. - Wszyscy cali? Trochę nami porzucało.
Z chwili na chwilę jednak wrażenie mija. Belford niemalże czuje nadchodzący ból głowy, kiedy do Straussa i Tarczyńskiego docierają kolejne bodźce. Naciągnięte prawe ramię boli niemiłosiernie, a obite plecy niemalże uniemożliwiają podniesienie się przez pierwsze chwile. Mimo wszystko, po pierwszych oględzinach wygląda na to, że obędą się bez trwałych urazów. - Jesteśmy za to na miejscu. Tuż przy granicy.
Rocheford wzdycha, ustawiając skaf niemalże idealnie na linii kropek widocznych na sonarze. Przez iluminator, w oddali, widać jeden, jasny punkt, jak gdyby przez mgłę, który niknie w chwili ustawienia pełnej jasności działających na przodu transpondera reflektorów.
- To Raitaro. Wpływamy w jej strefę. Zmniejszę ciąg, jeśli chcecie się ogarnąć. Z tyłu powinny być medpacki, jeśli komuś coś się stało... - zerknął do tyłu na znajdującego się na ziemi Matthewa. - Sam sprawdzę, czy ktoś jest w domu...
Mówiąc to, uruchomił systemy komunikacji Vidara, oficjalnie znajdującego się na terytorium objętym skanowaniem stacji głębokomorskiej. Jak na razie nie była widoczna żadna różnica - sonar i monitor taktyczny wciąż działały, czujniki wysyłały informacje. Daniel spokojnie ustawiał odpowiednią częstotliwość i bez słowa do pasażerów transpondera, aktywował połączenie.
Niewiadomego pochodzenia ryk ponownie wypełnił względną ciszę transpondera. Zniekształcone komputerowo wrzaski nie ustawały, przywodząc na myśl upiora. Daniel podskoczył, usiłując zablokować, w jakiś sposób oczyścić to łączę, wyciszyć je - lecz prócz krzyków, na linii nie było nic. W istocie nie były to faktyczne, ludzkie wrzaski, lecz serie trzasków i pisków, wyraźnie komputerowo wygenerowanych, które wyobraźnia szybko zmieniła na agonalne odgłosy cierpiącej istoty.
- Chryste! - na moment zagłuszył dźwięki, nim te ustały. Błoga cisza zalała wnętrze skafu, lecz jej osiągnięcie okupione było stratą - Rocheford niemal fizycznie odłączył cały system komunikacji od reszty okrętu. Ikona na tablicy rozdzielczej wskazująca na jego stan zapłonęła czerwienią. - Kompletnie opanowało naszą komunikację. Wlazłem na częstotliwość, na jakiej nurkowie porozumiewają się z Raitaro i po chwili to gówno słychać było na wszystkich pasmach. Podejrzewam, że nadawaliśmy to samo w przypadku, gdyby ktoś chciał pogadać z nami - zdyszany, jak gdyby rozwiązanie tej sytuacji wymagało od niego nadludzkiego wysiłku. - To wirus. Jakiegoś rodzaju. Wolałem to odłączyć, nie wiem, czy może podróżować po całym naszym statku... - zaczął, stopniowo zaniżając głośność, z jaką wypowiadał słowa, aż wreszcie techniczny żargon pozostał mruczeniem samemu do siebie pod nosem.
Otarł osadzające się na czole kropelki potu z czoła, wbijając niepewny wzrok w stację znajdującą się w oddali.
- Jakieś, kurwa, pomysły? - spytał drżącym głosem, lecz nie było to wywołane strachem - nawet jeśli mężczyzna go czuł, to to nie był na to dowód. Bardziej ton ten wynikał z ilości stresu i napięcia, jaka w tej chwili ich przytłoczyła.
Z jakiegoś powodu, nie tylko dla niego dalsze krzyczenie wydawało się nie na miejscu. O wcześniejszych żartach nie było mowy. Czerń oceanu wydawała się w tej chwili wchłaniać każdego śmiałka, który wpatrywał się w nią dłużej niż przez kilka chwil. Na sonarze Vidara, oprócz wciąż występujących kropek, ukazała się pierwsza ikonka - na godzinie drugiej względem skafu, zawieszony w toni mrocznych wód, unosił się inny batyskaf.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

13 kwi 2015, o 03:39

- Gdybyś wiedział Matt jak bliski jestem zmiany decyzji pewnie namawiałbyś bardziej - zażartował, choć nie był tak daleki od prawdy. W porcie, gdzie słońce świeci tak mocno pełno jest gorących dziewczyn gotowych wysłuchać strudzonych podróżników, którzy właśnie dokonali bohaterskich morskich czynów... Obowiązki jednak wzywały.
Odetchnął świeżym powietrzem gdy wreszcie otwarto właz skafu i mogli wyskoczyć znów na molo. Słońce rzucało już długie cienie docierając do linii horyzontu. Ludzie korporacji już na nich czekali i zgodnie z obietnicą mogli odebrać zakontraktowaną zapłatę. Było tego nawet więcej niż przewidywała umowa, tak jak sądził Bleys. Nie żeby narzekał, należało im się. Jeszcze przed dopełnieniem formalności z odbiorem nawiązał kontakt z "Hekate" i wezwał prom. Uścisnął dłoń Tarczanskiemu.
- Niestety, służba nie drużba. Może jednak da się pan skusić na drinka? Jeśli nie, na pewno odrobimy sobie jeszcze tą stratę.
Po chwili udali się do doków dla latających jednostek. Stamtąd podjął ich transport i śmignęli na orbitę, gdzie czekała już gotowa do drogi fregata.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

13 kwi 2015, o 20:32

-To czuj się namówiony i chodź.-Powiedział z uśmiechem na twarzy. Niemniej, wyglądało na to, że tylko on z tego grona może nacieszyć się chwilą wolnego czasu i chwały ze swoich dokonań. Co prawda, tutejsza ludność nawet nie była świadoma tego, co zespół zebrany przed dokiem dla skafu właśnie uczynił, ale Tarczansky'ego niezwykle cieszył ten widok. Cicho, spokojnie, nic nie zakłócało harmonii tego miejsca. Egzotycznie, słonecznie, po prostu pięknie. Czego chcieć więcej? No właśnie! Dobrego drinka i zimnych panienek...A raczej na odwrót. Nieważne. W każdym razie, miał już plan na dzisiejszy wieczór i z jego obecnych kalkulacji, nic nie powinno go zakłócić, co niezmiernie go cieszyło. Uścisnął dłoń Bleysa mocno i poklepał go po ramieniu. Po takim przeżyciu z pewnością nie zapomni swoich towarzyszy i jeśli go już spotka. Na pewno nie pozwoli mu uciec od powinności wypicia z inżynierem drinka. Co to to nie.
-Następnym razem...To ja Ci nie przepuszczę, Belford. I miej to raczej za groźbę, ziomuś.-Po tych słowach roześmiał się głośno, mając nadzieję, że mężczyzna wyczuje żart i nie użyje wobec niego jakiś dziwnych, wojskowych chwytów do przymusu bezpośredniego czy czegoś w tym rodzaju. Kiedy już Vex wraz Belfordem odchodzili w stronę promów, machnął jeszcze w ich stronę ręką i skrzywił usta w lekkim uśmiechu. Miał poczucie spełnionego obowiązku i przysłużenia się w jakiś sposób społeczności mieszkającej na Ziemi. Nie wyobrażał sobie jutrzejszego wydania wiadomości, jeśli doszłoby do takiej katastrofy. Pracownicy korporacji podstawili mu pod nogi zapłatę za wykonane zadanie, które po skomentowaniu odlotu promu, Matt wziął w ręce.
-Mają rozmach...-Powiedział, odprowadzając promy wzrokiem na orbitę. Zmrużył oczy, bowiem słońce niemiłosiernie waliło go po gałach i po chwili, przypomniał sobie po cholerę właśnie tutaj stoi. Drinki, panienki...Dokładnie tak. Wrócił wzrokiem na wysokość ulicy i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku, szukając jakiegoś drobnego znaku o tym, że w pobliżu znajduje się jakiś lokal z trunkami wyskokowymi.
Kiedy znalazł już takowy lokal, będący raczej budką z piwem, zakupił jeden z lokalnych wyrobów browarniczych, rozsiadł się pod parasolką i zaczął delektować się trunkiem. Jego radość nie trwała jednak zbyt długo, bowiem na jego omni-klucz przyszła wiadomość. Z kierownictwa jego dywizji. Na początku nie zamierzał jej odczytywać. Chciał chociaż dopić to piwo, jednak irytujący dźwięk powiadomienia nie dawał mu spokoju.
-No kurwa! Rozumiem, no!-Uruchomił skrzynkę odbiorczą. Przeczytał wiadomość. Kierownictwo wzywa. Do centrali dywizji. Na Cytadeli. Najlepiej zaraz.
To chyba jakaś kpina. Ja pierdolę.
Mruknął w myślach Matt. Wyglądało na to, że musiał opuścić to urocze miejsce i czym prędzej udać się na Cytadelę. Nie zamierzał jednak zrobić tego szybciej, dopóki nie odwiedzi swojego mieszkania w Chicago. Wiedział, że wizyta w siedzibie firmy zajmie co najmniej kilka dni. Musiał się spakować, co prawda, nie było z tym problemu, bo on zawsze był spakowany. Nie miał czasu nawet rozpakować swoich rzeczy po przeprowadzce. Przynajmniej był zawsze przygotowany do podróży. Zamierzał dorwać najwcześniejszy lot do Chicago z tutejszego lotniska. Zabookował sobie bilet, odstawił niedopite niestety piwo i mruknął pod nosem.
-No i skończyło się rumakowanie...

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Poprzednia strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości