Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

[GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

7 gru 2014, o 04:15



Energetyka geotermalna zawsze była elementem ziemskiego planu awaryjnego, dotyczącego produkcji energii na planecie. Nikt jednak nie sądził, że odegra tak ważną rolę - ostatecznie ryzyko oraz koszta osiągnięcia wielkiego sukcesu w tej dziedzinie były zbyt duże, by jakakolwiek firma podjęła się takiego zadania.
Firma Movichai Energetics, obecny pionier w dziedzinie energetyki geotermalnej na Ziemi, jako pierwsza zaprezentowała swój program działania, opierający się wykorzystywaniu produkowanej przez skorupę Ziemską energii wydzielanej przez kominy geotermalne, rozsiane po grzbietach Oceanu Spokojnego. Była to misja trudna do spełnienia oraz dalszego kontynuowania. Wymagała umieszczenia generatorów na ryfcie, trzy tysiące kilometrów pod powierzchnią oceanu, w punktach styku płyt tektonicznych. Kruche podłoże, niekiedy magma pod "stopami" oraz praca pod ogromnym ciśnieniem sprawiły, że stworzenie pierwszej stacji geotermalnej i zasiedlenie jej pierwszymi, czterema pracownikami okazało się być możliwe dopiero pod koniec roku 2137.
Już dziś, w roku 2186, wdrożone projekty rozsiane są po strefach spreadingu od Aleut po Galapagos i w większej części są one w pełni zautomatyzowane. Wciąż jednak kilkanaście funkcjonujących pod ciśnieniem stacji operowane jest, naprawiane oraz konserwowane przez ludzkich operatorów. Jest to jedna z najważniejszych wad projektu - wpływ otaczającego ryftera środowiska określony został jako niepokojący, co skutkowało przyspieszeniem zamiany tejże siły roboczej na superkomputery.

Stacja Raitaro jest jedną z największych placówek założonych przez Movichai Energetics. Umiejscowiona na grzbiecie Galapagos, korzysta z jego niebezpiecznej natury i wulkanicznej aktywności, produkując niesamowite ilości energii, pokonujące następnie dzielącą generatory od stałego lądu odległości.
Obecnie, stacja owiana jest tajemnicą przez wydarzenia, które skutecznie zakłóciły komunikację firmy z pracownikami na niej zamieszkałymi. Brak odzewu, jak i niepowracające z misji naprawczych, a później ratunkowych ekipy, zmusiły firmę do zatrudnienia prywatnych sił do rozprawienia się z problemem. Mimo wszystko, wciąż w martwej strefie, którą obejmują sonary Raitaro, unoszą się puste, pozbawione załogi batyskafy, a samo pobliże stacji lub, o dziwo, wciąż aktywnych generatorów nie jest znane od czasu zaniku komunikacji. Jakby tego było mało, wzmożona aktywność wulkaniczna i skrajnie niebezpieczne warunki ryftu dodatkowo utrudniają poruszanie się na tym terenie, czyniąc wszelkie posunięcia wgłąb strefy ryzykownymi. Również każde nawiązanie połączenia z Raitaro skutkuje, w przypadku braku odpowiednich zabezpieczeń, nabawieniu się przez systemy wirusa, który w natychmiastowym tempie infekuje to, co napotka na drodze, trafiając na wszystkie łącza i zagłuszając komunikację wychodzącą z, jak i docierającą do "zarażonego" transpondera.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

7 gru 2014, o 14:49

Matt czuł się tutaj swobodnie, pomimo tego, że otaczali go sami żołnierze i pilot innej korporacji, starał się myśleć, że to jest choćby w jednym procencie podobne do jego kontraktów na rzecz MJS. Co prawda, to nie była jego załoga, której przewodził. To nie była znana mu jednostka latająca, nawet przestrzeń w której się poruszali była inna, bardziej mroczna i bardziej niebezpieczna, ale to myślenie pozwalało mu zachować względny spokój. Żarty, żartami. Uśmiechnął się, choć nie do końca rozumiał żarty swoich kolegów. No cóż, nie wiedział jak to jest czuć odrzut. No chyba, że podczas gwałtownego przyśpieszenia statku. O kroganach też nie wiedział za wiele, co prawda znał powierzchownie ich historię, ale nigdy specjalnie mocno się jej nie przyglądał. Jego swobodne samopoczucie zostało bardzo brutalnie stłamszone. Został boleśnie uświadomiony, że ten kontrakt to zupełnie inna sprawa, niż ta, z którą miał do czynienia. To była chwila, ale dla Matta miała miejsce jakby sto razy dłużej, jakby wszystko działo się w spowolnionym tempie. Smoker, nazwa tego czegoś, o czym Tarczansky nie miał zielonego pojęcia "przebudził się", witając nowych gości w swoich skromnych progach. Uderzenie było bardzo bolesne, oparcia jednak nie były tak wygodne jakby mogło się na początku zdawać. Sam lot na plecy nie należał również do zbyt przyjemnych. Matt wielokrotnie upadał podczas pracy, coś na niego spadło. Takie ryzyko zawsze istniało. Niemniej jednak to uderzenie było jednym z najmniej przyjemnych upadków w jego życiu. Plecy go bolały, to trzeba było przyznać. Nawet cicho jęknął z bólu, co oznaczało, że grzmotnął całkiem zdrowo w podłogę Vidara. Na pytanie Daniela, odpowiedział.
-Pomyśleliście o tym, żeby zamontować materace na podłodze?-Jego ton głosu nie należał do zbyt szczęśliwych, wręcz przeciwnie, dało się w nim odczuć ból jaki właśnie sam Matt odczuwał. Złapał się dłonią za plecy i zaczął je rozmasowywać, powoli rozpoczynając procedurę wstawania. Kiedy w końcu mu się to udało, nie miał zamiaru już siadać. Stwierdził, że w razie jakiegoś wypadku większą szansę będzie miał stojąc i usiłując złapać się czegokolwiek. Jak to wyjdzie. To się okaże w praktyce. Musiał szybko przestać myśleć o bolących plecach, bowiem jego oczom ukazał się cel ich podróży. Bardzo okazała i piękna stacja. Pierwszy raz widział coś takiego i wywołał u niego ogromne zdziwienie fakt, że tak ogromna instalacja istnieje pod wodą, na tej głębokości w tak nieprzyjaznym środowisku. Jak się później okazało, to nie był koniec kłopotów. Wirus zaatakował systemy skafu. Na szczęście inżynier nie zdążył się połączyć z jego systemami, ale natychmiast po wieści o wirusie, Matt od razu uruchomił wzmocniony firewall na swoim omni-kluczu.
Musieli myśleć szybko, aby w ogóle dotrzeć na stację bez szwanku, o ile technicznie dało się to zrobić. Nie był informatykiem, ale z programowaniem w swojej pracy ma codziennie do czynienia. Wirus był bardzo niebezpieczny, mogło to świadczyć o tym, że prawdopodobnie komunikacja na stacji będzie niemożliwa i jakiekolwiek rozdzielenie się będzie jeszcze bardziej irracjonalne, niż to wyglądało w poprzednim rozplanowaniu sytuacji.
-No...Przynajmniej wiemy, jak komunikację szlag trafia...-Rzucił ot tak, myśląc nad całą sytuacją. Podrapał się po głowie, rozpatrując różne rozwiązania tej sytuacji. Skoro nie mogą się komunikować ze światem zewnętrznym. Nie mogą tego naprawić ze skafu. Nie można zrobić praktycznie nic, co pozwoliłoby się im wyrwać z tej patowej sytuacji...Matt wpadł na następujący pomysł.
-Wyjście stąd to będzie samobójstwo. Chuj wie, co jeszcze nas tam czeka. Póki mamy silniki, lepiej kierować nas wprost na stację i zobaczyć, co dalej się stanie. Nawigacja działa, czyli nie jest tak źle. Daniel, dawaj wprost na stację, inaczej skończymy jak reszta tego złomu, co tutaj dryfuje.-Innej opcji nie widział, bo po prostu nie był samobójcą.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

7 gru 2014, o 17:54

Jeżeli trzeszczenie metalowej skorupy Vidara przypominało klekot pocisków na pancerzu promu desantowego, tak wpłynięcie w strefę aktywnego smokera było oberwaniem rakietą ziemia-powietrze. W jednej chwili Vex obracał głowę z zamiarem odezwania się do pilota, a w drugiej pierwotny ryk natury wypełnił wnętrze batyskafu i pojazd zatańczył szaleńczo w objęciach hydrotermalnego komina. Na te kilka sekund, podczas których zapanował chaos, ludzie zaczęli spadać ze swoich miejsc, a systemy skafu zawyły ostrzegawczo, serce turianina zupełnie stanęło. Jego pierwsza myśl była prosta - w pojeździe pojawiła się nieszczelność i właśnie są zgniatani ciśnieniem panującym na dnie oceanu. Druga była nieco zawiedziona - inaczej wyobrażał sobie swój własny zgon. Prawdopodobnie jakiś postrzał albo omni-ostrze w bebechach. Więcej krwi, a mniej bycia skompresowanym do rozmiaru kciuka.
Gdy niespodziewanie wydostali się z obszaru smokera, wciągnął ze świstem powietrze. Vidar przestał wyć, a czujniki zewnętrzne uspokoiły się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Mimo to, adrenalina wciąż buzowała w jego żyłach, gdy z ociąganiem puszczał uchwyty i krawędź ławki, do których odruchowo przylgnął podczas całego chaosu.
- Rozumiem, że oficjalne powitanie mamy już za sobą - odezwał się ochryple. Jego wzrok od razu przesunął się po pozostałych. - Wszyscy żywi? Obrażenia?
Schylił się i podniósł z ziemi swój tranzystorek, który wypadł mu w trakcie szamotaniny i w duchu podziękował sobie, że nie miał w rękach karabinu. Chowając go z powrotem do swoich rzeczy, spojrzał na iluminatory; biel oceanicznego osadu zniknęła, ukazując odległą stację - pojedyncze światło pośród głębokiej ciemności.
- Nagle odeszła mi ochota na piesze wycieczki - mruknął pod nosem, widząc na jednym z wyświetlaczy czerwone plamy innych, okolicznych kominów hydrotermalnych. Skoro batyskaf zareagował w taki sposób na atak smokera, to strach było pomyśleć co by się stało z człowiekiem w pancerzu, który zostałby wydany na jego pastwę. Podniósł się ze swojego miejsca, ruszając na tył pojazdu, żeby poszukać wspomnianych medpacków. Wyglądało na to, że jako jedyny wyszedł bez szwanku z chaotycznego tańca, więc przynajmniej mógł się upewnić, że uda się połatać resztę nim zadokują do Raitaro.
Nie dane było mu dotrzeć na miejsce. Kiedy był w połowie drogi, z głośników skafa wydobyło się ogłuszające wycie elektronicznych wrzasków i porucznik zaklął siarczyście - po raz drugi w przeciągu ostatnich pięciu minut - chwytając się najbliższego uchwytu. W pierwszej chwili pomyślał, że znowu wpłynęli w strefę smokera, ale szybko zorientował się, że tym razem to co innego.
Kiedy Daniel odciął komunikację, potrząsnął głową, próbując pozbyć się z uszu echa wrzasków.
- Wirus przesyłany na paśmie radiowym. Wygląda na to, że ktoś ubiegł pana w pomyśle, panie Tarczańsky - potwierdził słowa pilota, krzywiąc się. EW to była jego działka, ale elektroniczne ataki za pomocą systemów audio zawsze były... wyrafinowane. Zagłuszanie jednego pasma było całkiem popularne, ale stworzenie wirusa, który będzie przeskakiwał z pasma na pasmo oraz z systemu na system? Gorzej. Dużo ograniczeń, mało miejsca na rozwinięty program. Skomplikowane, ale wyjaśniało nietypowy zanik komunikacji.
- Omni-klucze powinny być w porządku, dopóki ktoś nie spróbuje nawiązać połączenia radiowego ze stacją. Nie powinno to wpłynąć na komunikację między nami już wewnątrz kompleksu - rzucił, wywołując swoje omni-narzędzie. Ich osobiste komputery, w przeciwieństwie do batyskafu, posiadały własną linię obrony, ale kto wie czy ta poradziłaby sobie z bezpośrednim atakiem. Wysłany wirus, jeżeli był na tyle złożony by poza systemem komunikacji mieszać w pozostałych systemach, byłby niezwykle groźny. W takim przypadku, fakt, że Rocheford błyskawicznie zareagował, odcinając system łączności, prawdopodobnie ich uratował. Starał się nie myśleć co by było, gdyby tego nie zrobił. Nagła dekompresja kokpitu, gdyby padł system podtrzymania ciśnienia? Utrata zasilania i dryfowanie pod wodą tak długo na ile starczy im powietrza? Na samą myśl zaschło mu w gardle.
Kilkoma kliknięciami palca na holograficznej klawiaturze uruchomił program diagnostyczny na swoim omni, żeby mimo to upewnić się, że wirus nie przedostał się do środka i niczego nie zapaskudził, po czym w napięciu spojrzał na pozostałych. Chętnie przyjrzałby mu się z bliska, ale w obecnej sytuacji nie byłoby to zbyt rozsądne. Za ekranem iluminatora wciąż było widać odległą stację.
- Popieram. Zostawmy skafy i spróbujmy zadokować. Panie Rocheford, ile czasu zajmie panu ustalenie czy pozostałe systemy Vidara ucierpiały w jakiś sposób? Damy radę zadokować bez łączenia się z Raitaro, zakładając że pozostałe systemy stacji również mogą być zainfekowane?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

7 gru 2014, o 20:55

Po dość zachęcających słowach Rocheforda Bleys zaczął przygotowywać się psychicznie, iż wkrótce przyjdzie mu opuścić w kombinezonie pokład. Wtedy jednak statkiem targnęło. Mimo zdawałoby się pewnego uchwytu wypadek był tak nagły, że poleciał w kierunku bocznego iluminatora i huknął weń potylicą. Przez moment poczuł, że jest mu niedobrze, ale szybko przechodziło. Dość normalna sprawa po uderzeniu w takie miejsce. Gdy wszystko się uspokoiło potrząsnął głową jak wielki pies, który zderzył się ze ścianą.
- Diabli nadali, Rocheford, czy to się często tu zdarza? - zapytał spoglądając czy wszyscy są cali. Skinął turianinowi, że nic mu nie jest. Nie sądził, że smokery, o których opowiadał pilot przy okazji opowieści o podmorskich spacerach mogą zagrozić również batyskafowi. Pomógł podnieść się Tarczanskiemu ale widział, że prócz potłuczeń chyba nic mu nie dolega. Strauss raczej też był cały. Gdy Daniel powiedział o medpackach Bleys spojrzał w stronę rufy, gdzie były ustawione skrzynie. Gdy Daniel zajął się komunikacją chciał coś powiedzieć, ale wtedy wnętrze Vidara wypełnił upiorny jazgot. Kiedy chwilę potem sternik i wytłumaczył co się stało Bleys zaklął plugawie.
- Jaki cudem wysłali okręt z niesprawdzonymi zabezpieczeniem?! Kompletna fuszera - rzekł przez zaciśnięte zęby dłonią sprawdzając obitą potylicę. Wkurzało, go, że nie może nawet skontaktować się z Movichai Energetic i wygarnąć im co o tym wszystkim sądzi. Byvie królikiem doświadczalnym nie było ich zadaniem. Takie rzeczy miały zbadać pozostałe, wycofane szybko ekipy.
- Jeśli wszystko w tej firmie tak działa, to niech się nie dziwią, efektom. - Belford przeszedł się od ściany do ściany niczym rozwścieczony zwierz zamknięty w klatce. Po chwili przemyśleń odetchnął głębiej.
- Dobrze. Uważam, że powinien pan był skonsultować z kimś radiowe połączenie ze stacją. Ma pan trzech techników na pokładzie, Rocheford - Bleys wysunął trzy palce dłoni patrząc po towarzyszach - Przed chwilą była mowa o ataku wirusem i sam pan wspominał o infekcji drogą radiową. - Belford uniósł obie dłonie zanim Daniel zdążył odpowiedzieć. Nie chciał go oskarżać lecz coś zaproponować.
- Nie zamierzam szukać kozła ofiarnego, ani kwestionować niczyich kompetencji, być może pana błyskawiczna reakcja właśnie nas ocaliła. Na okręcie dowodzi pan, ale na przyszłość uważam, że powinniśmy konsultować takie decyzje, jeśli jest oczywiście na to czas - A Bleys uważał, że był. Sternik podjął decyzję, gdy wszyscy jeszcze zbierali się po wstrząsach.
- Jeśli uważa pan, że ktoś mógłby pomóc panu w przeskanowaniu systemów, zróbmy to teraz - spojrzał po towarzyszach, którzy mieli wiele większe doświadczenie w tej dziedzinie od niego.
Musiał zgodzić się z porucznikiem Hierarchii co do spacerów.
- Straciliśmy łączność, zatem opuszczenie okrętu jest zbyt dużym ryzykiem. - Stwierdził z marsową miną. Gdyby miał doświadczenie w głębinowych wycieczkach i wiedzę na temat środowiska, może sprawa wyglądałaby inaczej. Ale bez komunikacji nie mógł nawet liczyć na rady Daniela podczas głębinowej przechadzki. Nie wspominając o szansie kolejnej podwodnej erupcji.
- Normalnie sugerowałbym podpłynięcie do pustego skafu i chociaż zbadanie go przez iluminatory. Jednak jeśli aktywność smokerów jest tu tak wysoka, sądzę, że lepiej będzie płynąć prosto do Raitaro - Bleys potarł szczękę wpatrując się w punkt, który oznaczał pusty batyskaf. A przynajmniej korporacja twierdziła, że są puste. Coś mu mówiło, że prędzej czy później i tak trzeba będzie tu wrócić i zbadać ich tajemnice.
- Chciałbym też sprawdzić skrzynie ze sprzętem. Coś mogło się poluzować. - wskazał kciukiem za siebie w kierunku rufy. Gdy będzie miał chwilę, postanowił, że się za to zabierze.
- Do tego dobrze byłoby wiedzieć gdzie co jest gdzie w razie nagłej potrzeby. Chociażby sprzęt medyczny. No i chciał sprawdzić czy wszystko jest dobrze zamocowane. Od czasu starożytnych galer i żaglowców marynarze wiedzieli, jak śmiercionośny może być źle zabezpieczony ładunek w razie przechyłów statku, Belford jako oficer był skrupulatny i nie zamierzał tu być wyjątkiem.
- Ostatnia ale bardzo ważna kwestia, jaką chciałem poruszyć, to wybranie spośród nas dowódcy, który wziąłby sporą część odpowiedzialności po zejściu na stację. Ktokolwiek nim nie zostanie, powinien konsultować decyzje z resztą, jak już wspominałem. Jednak w sytuacjach kryzysowych, gdzie nie będzie czasu na zwoływanie komitetu, lub w przypadku różnicy zdań między nami, ktoś musi podjąć decyzję. Ktoś powinien też dowodzić podczas walki. - popatrzył po wszystkich, czy zgadzają się z jego podejściem do rzeczy.
- Porucznik Viyo zaproponował wcześniej, by traktować operację jako przypadek wojskowy. Ja, jako najstarszy stopniem i z najdłuższym doświadczeniem bojowym mogę wziąć na siebie obowiązki lidera. Mam też doświadczenie w negocjacjach. Nie jesteśmy jednak w armii, zatem kogokolwiek wybierzemy na dowódcę, a nie będzie się sprawdzał w oczach pozostałych, reszta będzie mogła go odwołać w przypadku gdy wotum nieufności przejdzie jednomyślnie - zaproponował. To wydawało mu się uczciwym układem.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

8 gru 2014, o 18:58

Po minie Bleysa, Konrad wnioskował, że będzie go musiał bardziej przekonywać do trzymania się pierwotnej wersji planu, zamiast spaceru między obiema łodziami. Jak się później okazało, nie musiał się już o to martwić, ale za cenę bólu kończyny. W momencie, kiedy dał o sobie znać smoker i skafem ostro zaczęło rzucać, technik prawą ręką trzymał się uchwytu w suficie, co ocaliło go od poniewierania się po pokładzie. Oczywiście stęknął z bólu i zastanawiał się, czy to już koniec dla niego. Zawsze uważał, że zginie w kosmosie, podczas jakiejś potyczki okrętów, a tu taka niespodzianka.
Ku zdziwieniu Straussa, nie doszło do dekompresji na skutek możliwych nieszczelności w kadłubie. Wszyscy żyli, choć przywitali się ze ścianą i podłogą, a słabnące drgania i brak dalszych turbulencji, świadczyły o tym, że oddalali się od zagrożenia.
Sierżant wykorzystał tą sytuację i puścił uchwyt, siadając na podłodze, oraz chwytając się za obolałe ramię. Czuł się tak, jakby miało mu ją wyrwać z barku i możliwe, że niewiele ku temu brakowało. Tak jak wszyscy, był wkurzony, obolały i zastanawiał się, co to właściwie było.
Był dużym chłopcem i nie miał zamiaru się mazać, ale naciągnięte mięśnie informowały go o tym, że trochę przeholował.
- Więc to jest smoker. - odezwał się, wstając powoli z podłogi i kierując się na swoje miejsce. Tym razem wolał przesiedzieć podróż w foteliku dziecięcym, jak grzeczna dzidzia.
Nawiązanie kontaktu radiowego ze stacją, było najdziwniejszym jakie do tej pory miał okazję usłyszeć Konrad. Odwrócił się z powrotem do pilota, który na jego oczach wyciągnął wszystkie kable z komunikatora. Dosłownie.
Te dźwięki umysł interpretował w najprostszy dla siebie sposób, jako krzyki i wrzaski, ale na pewno nie należały one do żywych osób. Upiorny przekaz, który jak tłumaczył Daniel, nagle zaczęli transmitować.
Belford miał pretensje do ich kierowcy, ale ten nie mógł tego przewidzieć. To Strauss powinien się czegoś takiego spodziewać, ale był tak samo zaskoczony, jak pozostali.
- To nie jest jego wina. To była pułapka. - odezwał się, wciąż trzymając się za nadwyrężone ramię. Uśmiechnął się też, choć bardziej wyszedł z tego grymas. - Gdyby nie rozmowa o spacerku w kombinezonie, to sam zaproponowałbym nawiązanie łączności. Nie przewidzieliśmy tego. Ja tego nie przewidziałem, a powinienem.
Powiedzenie, że to była pułapka, było najprostszym jakie przychodziło mu do głowy i miał nadzieję, że to było przekonujące dla pozostałych. Sam w głowie zaczynał już formować inną hipotezę, która byłaby niesamowita, jeżeli byłaby realna. To właśnie tą drugą możliwość miał zamiar badać i sprawdzić jej prawdziwość. Póki co, nie chciał jednak straszyć resztę i wolał to zachować dla siebie. A nóż, widelec byłoby inaczej.
- Spojrzę drugim okiem, na stan naszej taksówki. - powiedział, podchodząc do Rocheforda i szukając pulpitu diagnostycznego. W normalnych okolicznościach mógłby użyć omni, by się porozumieć z systemami Vidara, ale to nie były normalne okoliczności i wolał to zrobić w staroświecki sposób. Dodatkowo musiał sobie radzić z jedną ręką, bo drugiej nie chciał chwilowo przeciążać. Widział też, jak pozostali pospiesznie sprawdzali swoje omni-klucze na wypadek włamania, ale sam tego nie robił. Był pewien swoich zabezpieczeń i tego, że ta rzecz się przemieszczała w inny sposób.
Cały czas myślał o tym wirusie i tym, jak coś podobnego proponował Matt. Wtedy wydawało mu się to śmieszne i niepraktyczne, ale wszystko się zmieniło. Zauważył też jedną ciekawostkę, która wpadła mu w oko, jak przeglądał przyrządy nawigacyjne. Byli w strefie zagłuszanej przez Raitaro, a ich sonar działał i pokazywał nieopodal, że jeden ze skafów dryfował sobie gdzieś przed nimi. To była kolejna interesująca rzecz, jaką haker starał się wpasować w swoją hipotezę. Długo jednak nie mógł o tym myśleć, bo Bleys wyszedł z propozycją prowadzenia misji, pod jego przywództwem. Sporo z tym zwlekał po wcześniejszej wypowiedzi turianina, ale nie było w tym nic złego. Było tam trzech żołnierzy, więc ta propozycja musiała kiedyś paść przez któregoś z nich.
- Nie mam nic przeciwko temu i zgodziłbym się na przywództwo Belforda. - powiedział krótko, zajęty sprawdzaniem systemów pojazdu. Wzrokiem jednak zerkał w kierunku odłączonego radia, z późniejszym zamiarem zbadania go w jakiś kontrolowanych warunkach. No, ale to był jego plan na później.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

9 gru 2014, o 19:24

W medpackach znalezionych przez Vexa bez większego problemu znalazły się między innymi zwykłe leki przeciwbólowe. Mógł więc zaoferować je obolałym pasażerom Vidara, a oni mogli sobie nimi pomóc, jeśli tylko odczuli taką potrzebę.
Po Danielu poznać było dość łatwo irytację, lecz nie do końca musiała ona być spowodowana następnymi słowami Bleysa. Możliwe, że jego ton wynikał ze stresu wywołanego przez poprzednie sytuacje.
- Nikt nie zakłada, że ktokolwiek będzie próbował zatrzymać i generatory, i siebie z dala! Na ogół wizja rozwalenia generatorów wystarczy, jeśli nie chce się widzieć firmy w pobliżu. Nie trzeba się fatygować do robienia wirusa. Nie wiem nawet który z nich był w stanie takiego stworzyć - głębokim westchnięciem zakończył odpowiedź skierowaną do Belforda, kręcąc przy tym głową.
W międzyczasie Konrad, skanując systemy, z chwili na chwilę upewniał się w przekonaniu, że mimo wszystko wszystko wygląda w porządku. Komunikacja została w pełni odcięta, dlatego zagnieżdżony w niej wirus nie miał jak zainfekować pozostałych części pojazdu - zakładając, że w ogóle posiadał taką zdolność. W warunkach takich jak te ciężko było się o tym przekonać.
- Dokowanie nie wymaga łączności z Raitaro. Systemy stacji wykryją nasz skaf i automatycznie nas wpuszczą.
Bleys, po szybkim sprawdzeniu pudeł znajdujących się na tyłach, odkrył, że są dość mocno umocowane. Jedna czy dwie mogły się poluzować w trakcie większych turbulencji, szybko więc to poprawił.
W dwóch znalazł podstawowy sprzęt medyczny, wraz z wyekwipowaniem. Trzy następne - sprzęt, którego przeznaczenie w głównej mierze było mężczyźnie nieznane. Najprawdopodobniej były to po prostu rzeczy potrzebne do możliwej pracy przy generatorach, które przy okazji dadzą radę jakkolwiek działać w warunkach wysokiego ciśnienia przy dnie oceanu. W ostatnich paczkach Belford odnalazł wspomniane zapasy jedzenia oraz wyekwipowanie należące do Daniela - w tym schowanego na dnie Predatora. Pistolet wydawał się być nowy, łatwo dało się ocenić, że Rocheford raczej nie jest typem, który dba o broń na tyle, by ta sprawiała wrażenie dopiero co zakupionej. Prędzej pasował do opisu mężczyzny, który rzadko kiedy musi z takich rzeczy korzystać.
- Mi tam pasuje - rzucił dość obojętnie pilot na wzmiankę o możliwym przywództwie jednego z nich. W tym wypadku Bleysa.
Poruszali się nieco wolniej, jednak w znaczniejszej odległości od dna. Stacja stawała się coraz bardziej widoczna przez iluminatory, a skaf nieubłaganie zmniejszał tę odległość. Co do samego wejścia na jej pokład - z pewnością mogli mieć mieszane uczucia. Z jednej strony było to opuszczenie skafu na rzecz Raitaro, która mogła być nieco bardziej przyjazna jeśli chodzi o odczuwanie naporu tysięcy ton oceanu zawieszonych nad głową. Z innej, w tej stacji możliwe, że dojdzie do konfrontacji, która ten stan mogła zmienić.
Na radarze wkrótce pojawił się, choć w dalszym oddaleniu, również drugi skaf. Mimo tego, Daniel nie wydawał się zwracać na niego większej uwagi - być może celowo. Kierował się w stronę doków, a iluminator ukazywał pasażerom coraz to więcej szczegółów otoczenia.
Aż wreszcie ukazał zbyt wiele.
Wielkie śluzy prowadzące do trzech doków stały otworem, odsłaniając swe wnętrze przed wzrokiem ciekawskich pasażerów skafu. Mimo wszystko, nie były one puste - z oddali wydawałoby się, że pojedyncze ryby unoszą się w wodzie w środku, być może uznając to miejsce za kryjówkę przed większymi drapieżnikami. Vidar zbliżył się na odległość kilku metrów, gdy Daniel jako pierwszy dostrzegł skąpane w świetle reflektorów ciała.
- Boże... - skwitował cicho, niemalże bojąc się podnieść głosu.
Przed, jak i w środku doku, unosiła się trójka ciał. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że nic wielkiego ich stanu nie naruszyło - nieokryte powłoką ochronną, zaledwie odrobinę tknięte zgnilizną mięso przedstawia wyraźnie ludzkie postaci, u których ciśnienie wywołało śmierć. Natychmiastową bądź po czasie - obecnie nie było to ani jednoznaczne, ani istotne. Nie żyli. - Ubierzcie się. Mam wrażenie, że otworzyli śluzę zanim ci dotarli na poziom wyżej. - sam Rocheford skrzywił się, gdy jedno z ciał uderzyło o iluminator w chwili, gdy skaf z wolna wtaczał się do pierwszego doku. - Wpuścili do nich ocean.
Każdy z nich miał dopasowany do siebie pancerz, który mimo wszystko okazał się być strasznie powolny, a konstrukcja toporna. Jak na razie założywszy hełm, każdy z nich operował w trybie jednej atmosfery, w środowisku wnętrza skafu. Miało się to zmienić wraz z potrzebą wejścia do środka.
Rocheford również, zatrzymując batyskaf na miejscu, ruszył do tyłu, sięgając po własny kombinezon.
- Każdy dok ma własny panel, ukryty przy wyjściu. Jesteśmy w stanie zamknąć te drzwi i wypompować ciśnienie wywołując w nim awarię. Odgrodzimy się od wody. Zanim przywrócą normalny stan, zdążymy wejść na górę.
Wciągając na siebie równie ociężały pancerz, nie spuszczał z oka monitora taktycznego, który już teraz niewiele im pokazywał. - Ktoś z nas musi wyjść na zewnątrz i to zrobić. Reszta może wziąć część tych pudeł i wyjść w trakcie wypompowywania, wystarczy nam czasu gdyby chcieli otworzyć te doki znowu. Nie mogą naruszyć procedur wyrównywania ciśnienia przed otwarciem śluz.
Wyglądało więc na to, że jedno z nich, możliwie sam Daniel, będzie miało zadanie, po którego wykonaniu wszyscy pozostali będą musieli odbyć niezbyt przyjemną drogę. A przynajmniej wszystko na to wskazywało.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

10 gru 2014, o 16:11

Propozycja Belforda niezbyt zaskoczyła porucznika. Kiedy były komandor się wypowiadał, Vex w milczeniu przeglądał dostępne medykamenty, szukając takich, które przydałyby się w obecnej sytuacji. Hierarchia czy Przymierze, osoba na wysokim stanowisku zawsze pozostanie osobą na wysokim stanowisku; żołnierze nie zostawali generałami, jeżeli nie chcieli dowodzić. Kiedy tylko wyklarowały się ich stopnie wojskowe, propozycja przejęcia dowództwa była tylko kwestią czasu.
W normalnej sytuacji, gdyby mieli do czynienia z oficjalną misją łączoną, Vex nie miałby najmniejszego problemu z zaakceptowaniem przywództwa człowieka wyższego stopniem. Kłopot polegał na tym, że tak nie było, a porucznik nie wiedział o Belfordzie nic, czego ten sam mu nie powiedział. Gdyby nie oczywiste doświadczenie i wojskowe nawyki widoczne dla kogoś "z branży", w najgorszym przypadku mogło się okazać, że jest tylko niezwykle elokwentnym kurierem, który z powodzeniem przedstawiał się jako komandor.
Mimo to, dowiódł, że jest kompetentny, a reszta załogi zaakceptowała go bez większych oporów. W dodatku znajdowali się na Ziemi, ojczystej planecie ludzi, a on sam zaproponował wcześniej wojskową hierarchię i wszczynanie teraz dyskusji byłoby nie tylko bezcelowe, ale też mogło negatywnie wpłynąć na dalszy przebieg misji. A tego porucznik nie chciał. Nawet jeżeli oznaczało to schowanie sławnej, turiańskiej dumy do kieszeni.
Poza tym, zdarzało mu się służyć pod większymi służbistami. Belford wydawał się być w porządku, nawet na człowieka.
- Tak ładnie wypowiadał się pan wcześniej o Hierarchii, komandorze, że nie śmiałbym teraz odmówić - powiedział w końcu, uśmiechając się półgębkiem i wracając do głównej części skafa. Podał Bleysowi porcję środków przeciwbólowych, drugą wręczając Mattowi, a trzecią kładąc na konsoli w pobliżu tej, którą skanował Konrad. I tam też został, przytrzymując się jedną ręką uchwytu na suficie i wyglądając przez iluminator, na którym prezentowała się zbliżająca się stacja.
Na widok unoszących się w wodzie ciał, nie powiedział ani słowa. Ale zaciśnięta silnie szczęka wyraźnie wyrażała jego zdanie.
To tyle, jeżeli chodziło o "systemy zrobią wszystko automatycznie, nie ma się czym przejmować". Kiedy Rocheford wspomniał o kombinezonach, porucznik westchnął pod nosem i również ruszył na tył Vidara, tam gdzie wisiał potrzebny sprzęt.
- Ale jeżeli się mylisz, to istnieje ryzyko, że zostaniemy wypłukani na zewnątrz razem ze sprzętem niezbędnym do naprawy - bardziej stwierdził, niż zapytał, w trakcie zdejmowania własnego pancerza. Normalnie zaproponowałby, żeby zabezpieczyć stację nim wezmą się do wynoszenia bagaży, ale w tym przypadku nie było to takie proste - otwarcie śluzy prawdopodobnie będzie oznaczało "wypłukanie" skafa na zewnątrz, tam gdzie dryfowały pozostałe. Gdyby chcieli później odzyskać sprzęt, przyszłoby im odbyć długą, podwodną wędrówkę w towarzystwie smokerów i kominów hydrotermalnych.
Swój pancerz zostawił w jednej ze skrzyń, z bólem serca wkładając do środka również swojego Windykatora. Bezpieczniej czułby się z nim w rękach, ale przy takim podejściu istniała spora szansa, że zwyczajnie straciłby go nim dotarliby do stacji. Nie mówiąc już o tym, że karabin nie był raczej przystosowany do ciśnienia panującego pod wodą. Jak i do samej wody, na dobrą sprawę.
- Śluza, która może zostać otwarta w każdej chwili, wejście na teren bitwy bez uzbrojenia i możliwości obrony, podejście kontrolowane przez przeciwnika... Nie sposób się nudzić u was na Ziemi - mruknął pod nosem, nakładając podwodny kombinezon. Hełm był ostatni. Klamry trzymające syknęły w charakterystyczny sposób, sygnalizując uszczelnienie. Wybór osoby, która zajmie się wywołaniem awarii, zostawił pozostałym - chociaż sam znał się trochę na elektronice, wiedział że były tu osoby, które znają się na niej lepiej. I że on bardziej przyda się u góry, gdyby za śluzą napotkali opór.
Sprawdził dwa razy czy pancerz dobrze leży i czy wszystko działa jak powinno, po czym ociężałym krokiem zbliżył się do przejścia buforowego. Patrząc w stronę iluminatorów i czekającej ich wycieczki, czuł jak adrenalina zaczyna ponownie krążyć po jego żyłach.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

11 gru 2014, o 00:52

Matt bez słowa przyjął kandydaturę Bleysa na dowódcę misji. Nie robiło mu różnicy kto przewodził, bowiem on nie znał się na tych wojskowych pierdołach. Zależało mu tylko na tym, by wykonać powierzone mu zadanie i wrócić w końcu na powierzchnię, bowiem pod wodą nagle zrobiło mu się tęskno za jakimś bardziej stabilnym podłożem. Po uruchomieniu wzmocnienia firewall'a, przystąpił do diagnozy skafu. Co prawda, wiele z urządzeń nie pokrywało się z tym, co posiadał statek, jednak narzędzia diagnostyczne zapewniane przez Fergussona są bardzo dobre i prawdopodobnie potrafią wychwycić jakąś anomalię nawet jeśli nie ma się do czynienia z okrętem kosmicznym. Podrapał się po głowie i czekał na pierwszą diagnozę. Żałował, że jego Eagle jest na Cytadeli. Ten dopiero przeskanowałby ten skaf. Rozpracowałby go na czynniki pierwsze, musiał sobie jednak poradzić inaczej. Miał przed sobą kolejny powód na to, że nie warto wybierać się na wakacje w jakieś dziwaczne miejsca. A jeśli dobrze pamiętał, swój urlop planował w podwodnym hotelu, który znajdował się po drugiej stronie globu. Od razu pomyślał, że po wyjściu na powierzchnie - musi odwołać swoją rezerwację. Nadal doskwierał mu ból pleców, ale nie zamierzał się nim przejmować, bowiem to co działo się przed nimi było bardziej bolesne i uświadamiające, że życie jest jednak ludzkie. Kiedy narzędzia dalej dokonywały skanowania, usłyszał mruknięcie Daniela i od razu skierował wzrok na iluminatory.
-Bóg raczej nie miał z tym nic do czynienia...-Powiedział kwitując widok za oknem. Oczywiście, miał bardzo skwaszoną minę. Pierwszy raz w życiu widział zwłoki i nie był to widok, który chciał koniecznie zobaczyć. Mówiąc wprost, nie chciał i już. Zadanie stawało się coraz bardziej makabryczne, Matt powoli zaczął żałować, że przyjął to zlecenie, niemniej jednak nie miał już odwrotu i musiał zostać. Starał się zachować zimną krew, jednak widoki po drugiej stronie raczej nie napawały go optymizmem i chęć żartowania odeszła mu na dobre. Najwidoczniej nie dało się nie założyć tych kombinezonów. Matt był do nich przyzwyczajony, pracując w MJS często wychodził w przestrzeń kosmiczną w podobnym kombinezonie. Równie topornym i ciężkim, w kosmosie jednak nie odczuwało się pewnie tego tak bardzo jak pod wodą właśnie. Problemy się piętrzyły, a ktoś musiał wyjść i zamknąć śluzę oraz wypompować wodę. Mechatronik odrobinę się bał, można powiedzieć, że miał gacie pełne strachu, a jego optymizm uciekł w siną dal, bo nie przypuszczał, że sprawy mogą nabrać takiego obrotu. Musiał jednak wziąć się w garść, pomimo swojego braku doświadczenia wojskowego. Zdawał sobie sprawę z tego, że dopóki miał swój omni-klucz to nie był bezbronny. Strzelba nie była mu potrzebna, chociaż czułby się odrobinę lepiej, gdyby mógł ją zabrać. Słowa swoich towarzyszy jakby odsuwał od siebie, wolał być sam na sam ze samym sobą, bowiem to może być jego ostatnie zadanie. Nie chciał tak myśleć, ale wszystko wskazywało na to, że tak mogło być. Po chwili milczenia, odezwał się.
-Wirus przesłany drogą radiową jest nieuchwytny. Prawdopodobnie wrzucony jest na wszystkich częstotliwościach i ktokolwiek się połączy z tą siecią od razu będzie miał to kurestwo na omni-kluczu. Tak szybko nie napiszemy programu zwalczającego. Można byłoby spróbować go zagłuszyć...Chociaż...Nie wiem czy to wyjdzie.-Myślał o wysłaniu kontrsygnału o tej samej częstotliwości, na którym nadawany jest wirus, by w jakiś sposób zatrzymać jego działanie. Wiedział jednak, że komunikacja padła i możliwość wysłania takiej "wiadomości" jest równa zeru. Był w trakcie ubierania swojego kombinezonu, już go nie lubił. Dawał to samo, klaustrofobiczne wrażenie, co ten, który znajduje się na pokładzie statków Fergussona. Był toporny i ciężki, wspomaganie ruchów na niewiele się tutaj zdawało. Zdał sobie również sprawę z tego, że opuszczenie pokładu Vidara równa się temu, że nie będzie miał dostępu do swoich narzędzi. Odetchnął głośno, jego głos już zdawał mu się przytłumiony przez hełm tego ustrojstwa. Nie miał nawet jak się podrapać, lub pogładzić po głowie. Udał się ponownie w kierunku iluminatora i spoglądał na to, co zastali na miejscu.
-Ja to zrobię.-Powiedział głośno i wyraźnie, by każdy mógł go usłyszeć. Był inżynierem, prawda? W sprawach technicznych nie miał sobie równych i zamknięcie śluzy, wypompowanie wody raczej nie zrobiłoby mu problemu. Jeśli miał najlepsze kompetencje z całej ekipy, to musieli uszanować jego decyzję i pozwolić mu to zrobić. Chociażby dlatego, że ma największe szanse powodzenia tego zadania. Przynajmniej tak mu się wydawało. Jak było w rzeczywistości. Tego nikt nie wie.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

11 gru 2014, o 06:07

Bleys obserwował wszystkich członków ekipy, którzy kolejno poparli, lub przynajmniej nie mieli nic przeciwko jego przywództwu. Nikt nie tryskał entuzjazmem, to było zrozumiałe, sytuacja była trudna, a do tego nie znali się zbyt dobrze. Bleford skinął każdemu głową i podziękował za okazane zaufanie.
Poczuł się lepiej, gdy sprawdził sprzęt i solidnie zamocował skrzynie, dopilnowanie takich rzeczy było niemal jak rytuał dla człowieka floty. Potem łyknął podane mu piguły na obitą głowę. Mało używany predator w rzeczach pilota nie dziwił go, Daniel nie wyglądał na faceta, który nosiłby okopconą armatę.
Mina zrzedła mu gdy wpływali do doków Raitaro. Belford zaklął przez zaciśnięte zęby patrząc na dryfujące ciała.
- Jaki skurwiel mógł to zrobić? Może to jeden psychopata, który opanował stację? - rozważał półgłosem, jakby z szacunku dla zabitych ludzi. - Tak jak pan zauważył Rocheford, ktokolwiek kontroluje Raitaro nie chce z nikim negocjować i czegokolwiek proponować lub nawet grozić, choć mógłby. Jest jak drapieżne zwierzę, które oznaczyło swoje terytorium i likwiduje każdego kto na nie wejdzie, widząc w nas zagrożenie - oficer wycedził z ponurym zacięciem te słowa.
- Nawet jeśli nie jest uzbrojony, ta cholerna stacja jest jego bronią - rzekł patrząc posępnie na ciało, które właśnie odbiło się od iluminatora. Belford skinął głową na polecenie Daniela i zaczął analizować fakty, gdy szli w kierunku podwodnych skafandrów. Zastanawiało go dlaczego batyskafy dryfują tak daleko od stacji?
- Rocheford, czy to możliwe, że ciśnienie wpadającej wody zwyczajnie wypchnęło skafy na zewnątrz? - spojrzał na turianina, on też podzielał te obawy.
- Jeśli nie, to znaczy, że ktoś uruchomił pompy przy otwartej śluzie. Albo sam wyprowadził batyskafy, gdy potopił załogę. A to może sugerować, że doki skafów to pułapka i lepiej wejść małym dokiem dla ludzi. - pokręcił głową nie będąc pewnym, czy nie przesadza z teorią spiskową.
- Może wydaje się wam, że popadam w paranoję... Ale ten ktoś musiał przyszykować kolejną niespodziankę. Jeśli nie ma broni, musiał się dobrze przygotować, by pozbyć się kolejnej ekipy, nim ta, uzbrojona po zęby, wejdzie do wnętrza - Choć było to trudne, zastanawiał się, co on sam zrobiłby na miejscu ich przeciwnika.
- Jeśli ich haker ogłupi system, że coś się rozszczelniło, może nas także uwięzić. - Spekulował, cały czas analizując jak jeszcze wróg mógł wykorzystać stację przeciw nim.
Gdy Tarczansky wspomniał o zakłóceniach, oficer przypomniał sobie, że powinni sprawdzić czy komunikacja między ich omni-kluczami działa. Spojrzał na Straussa, który pewno miał tu doświadczenie w wojskowym kodowaniu i odbieraniu sygnału mimo zakłóceń.
- Dasz radę sprawdzić, czy wszystkie pasma są zakłócane? - zapytał młodszego żołnierza. Potem mogli się zająć pakowaniem swojego ekwipunku do skrzyń. Bleys uplasował karabin tak, by łatwo było go wyciągnąć, gdy ciśnienie już się wyrówna.
Matt zgłosił się na ochotnika do wywołania awarii przy panelu śluzy. Vex był postawny, jak każdy turianin, zatem lepiej z Bleysem nadawali się do taszczenia bagaży. Najlepiej było wysłać Matta lub Konrada, najbardziej nadawali się do tego zadania, do tego obaj chyba najbardziej się potłukli i noszenie ciężarów mogło sprawić im problem.
- O ile Konrad nie ma mocniejszych argumentów za swoją ewentualną kandydaturą, możesz się tym zająć, Matt. - Spojrzał znów na Daniela, by ten objaśnił dokładnie gdzie ukryty jest panel. Tymczasem dopiął swój kombinezon.
- Nie mam pojęcia jakie jest przeznaczenie tej aparatury - oficer wskazał na trzy skrzynie ze specjalistycznym wyposażeniem - zatem musisz nam poradzić co z tego najlepiej zabrać - zwrócił się do Daniela. Ogarnął spojrzeniem ile sprzętu są wstanie przenieść.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

15 gru 2014, o 18:59

Rocheford w zamyśleniu, powoli wkładał na siebie kombinezon. Nie sposób było wyobrazić sobie jak miałby w nim, wewnątrz skafu, sterować maszyną, lecz była ona już w doku, na miejscu. W teorii nie musiała ruszać się nigdzie. To jednak mogło zależeć od ich kolejnych wyborów, zakładając, że te nie zostały już podjęte.
Matt przeprowadził diagnostykę, tak jak i Konrad wyłapując mniej więcej większość przydatnych informacji. Na pierwszy, jak i drugi rzut oka pozostałe systemy skafu wydawały się być nieskażone. Wirus w poprzednim przypadku natychmiast zajął się namnażaniem w systemach komunikacji, teraz więc Tarnczańskiego mogło skłonić to do myślenia, że nie jest on na tyle inteligentny by mieć inną taktykę przetrwania. Technik jednak nie mógł dogłębnie zbadać ani wirusa, ani komunikatora - metody skanowania dostępne dla niego w tej chwili musiały być delikatne i nieinwazyjne. Nie mógł pozwolić sobie na bezpośrednie starcie z zainfekowaną jednostką, gdyż to mogłoby skończyć się źle dla jego własnego softu.
- Nie zostaniemy wypłukani, w zasadzie - odpowiedział natychmiast Daniel, zatrzymując proces ubierania się w połowie. - Jak mówiłem, doki to nie jest miejsce, w którym można zrobić zbyt efektywną pułapkę. Wywołamy awarię, więc nie będą mogli otworzyć nam wrót od razu. Nawet jeśli, dok będzie się napełniał przez dobre półtorej minuty, a ciśnienie wyrównywane. Dopiero wtedy otworzą się na pełną szerokość, żeby batyskaf mógł wypłynąć - poinformował każdego z mężczyzn, tym samym dając do zrozumienia, że sam optuje za wejściem w sposób przez siebie już przedstawiony. - W pancerzach nic nam nie grozi. To w gruncie rzeczy łażenie we własnym, małym habitacie. Jeśli drzwi się otworzą, możemy zawsze przejść do doku dla pracowników.
Konrad, w reakcji na pytanie Bleysa, od razu przystąpił do sprawdzania, czy faktycznie jest w stanie i może odpowiedzieć. Niestety, po niespełna minucie prób wiedział, że jest to droga przez mękę - podstawowa diagnostyka, jakiej używał wcześniej Tarczańsky, w tym wypadku nie działała w jego rękach należycie, a sama w sobie dawała już mało. Nie mając zbyt wiele czasu przez przygotowania i przymus włożenia własnego pancerza, musiał zaprzestać, dając za wygraną - przynajmniej na tę chwilę.
- Te trzy skrzynie przydadzą nam się kiedy zorientujemy się, co się dzieje na stacji. To w zasadzie wszystko co potrzebne do operowania przy generatorach. W jednej z nich są narzędzia, które mogą nam się przydać też na samej stacji, ale oprócz tego ważne jest uzbrojenie i zasoby medyczne. Wasz wybór.
Wiadomo było już, że Bleys i Vex zajmą się przenoszeniem wyposażenia - widać było jednak, że każdy z nich w pancerzu, pozostając przy tym w jako takiej mobilności, może wziąć jedynie jedną skrzynię, w obie ręce przez jej rozmiar. Każda miała okazać się ciężka, lecz ta z narzędziami zdecydowanie przewyższała pozostałe. Musieli więc podjąć decyzję, którą z nich zostawić - medykamenty, możliwie potrzebne im w razie łatania rannych, siebie lub pracowników stacji, własne uzbrojenie bądź narzędzia, które w razie potrzeby pomogą im w operowaniu przy systemach i sprzęcie na Raitaro.
Jakąkolwiek decyzję by nie podjęli, Daniel spojrzał wyczekująco na Bleysa, gotów do założenia reszty stroju.
- Więc, możemy wypuścić Matta?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

15 gru 2014, o 19:58

Matt w trakcie używania swoich narzędzi diagnostycznych, ani jedna myśl nie zawierała w sobie chęci zajrzenia głębiej do systemów skafu. Pierwszym powodem oczywiście był wirus, jaki panoszył się po systemie komunikacji, drugim natomiast był fakt, iż narzędzia diagnostyczne jakie posiadał były dostosowane do nieco innego środka transportu i tutaj raczej na niewiele się by się zdały. Po otrzymaniu podstawowych informacji, Matt przyjął je do wiadomości i wynikami podzielił się z resztą ekipy.
-Panowie. Reszta systemów wygląda spoko, ale w system komunikacji nie mam ochoty się zagłębiać. Zbyt ryzykowne-Znów starał się trochę wyluzować i użył specjalnie kombinacji słów "zagłębiać" i "ryzykowne", aby rozładować odrobinę sytuację, choć jemu samemu nie było do śmiechu. Krótko mówiąc, był przerażony, bowiem nie miał zielonego pojęcia co może go tam spotkać, na dodatek brak aktywności Konrada go mocno martwił, bo ten zazwyczaj miał zawsze do dodania swoje trzy grosze. Zawsze, jeśli chodziło o zagadnienia techniczne. Odszedł od iluminatora, by nie patrzeć na dryfujące zwłoki i zająć myśli swoim aktualnym zadaniem. Było ono kluczowe, jeśli chcieli przeżyć w tej głębinie i wykonać misję do samego końca, nie tracąc przy tym ani jednego człowieka. Co prawda, co stanie się w środku to inna para kaloszy, aczkolwiek do etapu otworzenia śluzy wszystko było jasne. Przynajmniej na razie. Problem pojawił się wtedy, kiedy Daniel postawił przed nimi wybór. Narzędzia, broń czy medykamenty? W tej sytuacji brak którejkolwiek z tych rzeczy mógł zrodzić bardzo poważne problemy. Nie mieli danych o tym, co znajduje się na stacji. Czy mają tam jakieś zapasy? Czy zużyli już wszystkie i teraz wegetują, kiedy jakiś szaleniec przejął władzę nad podwodną placówką? Zbyt wiele pytań, a zbyt mało odpowiedzi. Zaczynał mieć wątpliwości, zwyczajne ludzkie wątpliwości, czy aby dobrze zrobił, wchodząc na ten niepewny grunt. W pewnym sensie nie był gotowy na taki rozwój sytuacji i na początku nie rozumiał, dlaczego do tej misji potrzebni są żołnierze. Teraz już wszystko doskonale rozumiał. To nie była zwykła interwencja serwisowa, to była raczej interwencja wojskowa, o której Matt nawet nie chciał myśleć. Zdawszy sobie sprawę z tego, że jego rola jest w tym wypadku kluczowa, bowiem Konrad nawet nie pokwapił wypowiedzieć na temat jego wyjścia poza granice skafu, Matt znów wziął głęboki oddech.
-Nie ma na co nad tym zastanawiać. Trzeba to zrobić.-Dodał, przedstawiając wszystkim swój tok rozumowania. Podszedł do sprawy jak najbardziej fachowo i rzetelnie, dokładnie tak samo, jakby pracował na rzecz MJS.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

16 gru 2014, o 05:02

Bleysa uspokoiły zapewnienia Daniela o braku możliwości jakiejś ciśnieniowej pułapki w doku. Potem skinął głową na rzeczowe wyjaśnienie o zasobach skrzyń. Przyszło zadecydować co biorą ze sobą, a co zostaje. Wyglądało na to, że Konrad nie będzie w stanie nieść skrzyni i nie palił się do otwarcia śluzy. Już wcześniej Strauss wydał mu się pogrążony we własnych myślach, teraz chyba zapomniał o tabletkach.
- Łyknijcie te cholerne prochy i weźcie się w garść żołnierzu. Cokolwiek chodzi wam po głowie, musi zaczekać, skoncentrujcie się na naszej misji - rzekł bez ogródek do Konrada.
Skoro skrzynie z narzędziami przydadzą im się dopiero po tym, jak zorientują się w sytuacji, musiały zaczekać. Do tego były najcięższe i mogłyby ich spowalniać przy wspinaniu się po drabinie. A czas mógł być bardzo istotny, nie mogli dać przeciwnikowi możliwości przygotowania pułapki. Po dopytaniu Rocheforda* Belford wiedział mniej więcej jak działa winda towarowa, musieliby czekać do końca "suszenia" doku, nim się otworzy. Straciliby zatem cenne minuty, dlatego uważał, że winda odpadała. Postanowił zatem, że wezmą skrzynie z uzbrojeniem, oraz skrzynię z zasobami medycznymi. Skinął głową Mattowi, który był gotów do wykonania zadania, wywołania awarii i otwarcia śluzy.
- Tak, wypuszczamy Matta - zadecydował - Jeśli chcesz mu coś poradzić, teraz ostatnia chwila - rzekł do Daniela. Matta klepnął w ramię.
- Małe piwo Tarczansky, dacie radę, skoro daliście podczas świątecznego spotu - Belford pokazał inżynierowi uniesiony w górę kciuk przed wizjerem hełmu.
Jako że oficer wcześniej przeglądał skrzynie, przy pakowaniu uzbrojenia wskazał Vexowi gdzie znajduje się żywność i poradził, by lepiej coś z turiańskiego żarcia upchnął do skrzyni z uzbrojenie na wszelki wypadek. Bleys mógł należeć do Cerberusa, nie przepadać za obcymi kręcącymi się po Ziemi, ale gdy został dowódcą dbał o swoich żołnierzy.
- Plan jest prosty. Daniel idzie pierwszy i prowadzi do włazu. Otwiera gdy tylko będzie to możliwe. Vex idzie drugi i niesie skrzynię z uzbrojeniem - Turianin jako jedyny się nie potłukł i prawdopodobnie był z nich najsilniejszy fizycznie. Powinien nieść najważniejszy na dany moment ładunek.
- Ja idę trzeci ze skrzynią medyczną. Konrad ubezpiecza tyły i wchodzi czwarty - wciąż słaba ręka młodszego żołnierza mogła opóźniać wejście po drabinie.
- Vex i ja postaramy się wciągnąć obie skrzynie jak najwyżej i czekając na otwarcie oprzemy je o szczeble zabezpieczające po obu stronach drabinę - z tego co opisywał Rocheford, taki manewr pakunkami powinien się udać.
- Gdy tylko Daniel otworzy właz wciągamy je na górę, bierzemy broń i obstawiamy drzwi śluzy - Bleys sądził, że na wiele więcej zwyczajnie mogą nie mieć czasu.
- Matt dołączy do nas jak tylko będzie mógł najszybciej. A tymczasem - ex-komandor uderzył pięścią w otwartą dłoń - jeśli ktoś ze stacji przyjdzie próbować sztuczek, damy popalić sukinsynom! - zakrzyknął dla podniesienia morale oddziału.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

16 gru 2014, o 17:13

- Gdyby nie waga narzędzi, zaproponowałbym, żeby zostawić medykamenty. Jeżeli problem będzie na tyle poważny, że uniemożliwi nam powrót na batyskaf, lekarstwa i bandaże na nic nam się nie przydadzą dopóki nie naprawimy stacji. Czego nie zrobimy bez naszego sprzętu - odparł turianin, głosem stłumionym przez wizjer hełmu. Jednak pomimo swoich słów, przełożył ze skrzyni z prowiantem do skrzyni z uzbrojeniem kilka paczek żywności opartej na prawoskrętnych aminokwasach. Nawet jeżeli z jakiegoś powodu utkną na dole, przynajmniej pożyje trochę dłużej. Zawsze to jakieś pocieszenie.
Stanął w pomieszczeniu buforowym między śluzą, a resztą skafu i przytrzymał się uchwytu na suficie. Póki co reszta zależała od Matta, a potem przyjdzie kolei i na nich. Zgodnie z rozkazem przysunął do siebie skrzynię z uzbrojeniem, zostawiając ją w pobliżu. Pozostałych poleceń nie skomentował, ale kiwnął głową; brzmiały sensownie, a sam zaproponowałby pewnie to samo.
Nie skomentował również słów Belforda do Straussa, w milczeniu przyglądając się obydwu żołnierzom, ale w duchu przyznał rację temu pierwszemu. To nie była pora, żeby błądzić myślami w obłokach. Opieszałość i niechęć do środków przeciwbólowych kosztowała ich jedną skrzynię, która na dłuższą metę mogła okazać się krytyczna.
- Panie Rocheford, ostatnie pytanie. A jak ten własny habitat się ma w stosunku do pocisków albo innego typu uzbrojenia? - zagadał do pilota, kiedy wszyscy już zebrali się w pobliżu śluzy i byli gotowi do wypuszczenia Matta na zewnątrz. - Mieszkańcy stacji posiadają nowsze modele i noże, a ich pancerze przypominają nasze ceramiczne, tyle już wiemy. Podejrzewam, że niełatwo będzie się przez to przebić, zakładając, że mogą nas w nich przywitać?
Wzrok porucznika odbiegł na chwilę na iluminatory i widoczne za nimi wnętrze doku. Chociaż reflektory skafa oświetlały wodę, ta wciąż wydawała się nieprzyjazna i groźna; pływające gdzieniegdzie ciała nie ułatwiały oswojenia się z myślą, że za kilkadziesiąt sekund będą musieli do nich dołączyć.
- Powodzenia, panie Tarczańsky. Uważajcie na wielkie ryby - poradził inżynierowi, wracając spojrzeniem do reszty załogi. Poruszył palcami, czując jak adrenalina wznawia swoją podróż po jego krwiobiegu.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

16 gru 2014, o 17:33

Robiąc dokładną diagnostykę systemów, Konrad mógł spokojnie stwierdzić, że żadne paskudztwo nie zagnieździło się na Vidarze. Mogło to być wynikiem szybkiej reakcji Daniela, albo tego, że wirus nie miał takich możliwości. Biorąc jednak pod uwagę to, że kilka innych jednostek dryfowało wokół stacji, ta druga opcja była na razie mało prawdopodobna.
Blondyn spojrzał na położony obok konsoli medykament i zastanawiał się chwilę nad jego użyciem. Póki co, wolał go jednak zachować na później i dlatego schował go w jednej z kieszeni.
Kiedy skaf dopłynął do doku Raitaro i jego reflektory pokazały ciała ich poprzedników, technik nie mógł długo oderwać od nich wzroku. Spodziewał się tego, że mogli już nie żyć i taki los ich spotkał, ale domyślać się czegoś takiego, a zobaczyć to na własne oczy, to zupełnie dwie różne rzeczy.
Do tej pory widział już martwych ludzi, zwłaszcza po szturmie oddziałów Cerberusa, ale oglądanie ich w takim stanie, było... to trochę było za dużo. Nigdy nie lubił tego widoku i wątpił, by mógł się do niego przyzwyczaić. Był trochę oszołomiony tym widokiem i czuł się przez to otępiały.
Do końca miał nadzieję, że wszyscy jednak mogli przeżyć i z nieznanych powodów przebywali na stacji, ale trzy napęczniałe od słonej wody ciała, zdruzgotały tą wizję.
Nawet jeżeli ktoś z początku żył, to najpewniejsza informacja o tym, pochodziła sprzed miesiąca. Do tego czasu każda z osób, łącznie z operatorami placówki, mogła już dawno pożegnać się z życiem.
Mogło to wydawać się niegrzeczne, ale Strauss miał teraz w poważaniu większość rzeczy, o jakich mówili jego kompani. Nawet by się nie skapnął, że Rocheford wspomniał o zakładaniu kombinezonów, gdyby wszyscy się nie udali na tyły, by się przebrać.
Gdy Matt wyrwał się z pomysłem opuszczenia łodzi, był mu w duchu za to wdzięczny. Będąc w tym stanie, najpewniej coś by sknocił, a biorąc pod uwagę warunki zadania, mogłoby się to okazać fatalne. Gdy więc Bleys spytał się hakera o to, czy zastąpiłby drugiego inżyniera, to pokiwał tylko przecząco głową. Nawet nie próbował się odezwać, bo nie chciałby w tamtym momencie słyszeć swój głos.
Metodycznie zdejmował z siebie pancerz i zakładał kombinezon, podobnie jak to robili pozostali. Robiąc to liczył, że nie zauważą u niego nic niepokojącego, ale krótki rzut oka towarzyszy podróży, mówił wszystko. Byli spostrzegawczy i widzieli, że coś się z nim działo, ale nie wiedzieli dokładnie co. Konrad wiedział, znowu wracał do niego ponury nastrój i wrażenie porażki, choć jeszcze nic się nie wydarzyło.
Próbował nawet sprawdzić pozostałe pasma, czy były też zakłócane, ale ręka mu się trzęsła, a wyświetlany tekst równie dobrze mógłby być po salariańsku. Wiedząc już, że raczej mu się to nie uda, po prostu zostawił sprawdzanie częstotliwości radiowych i zabrał się za pakowanie swoich rzeczy.
Z odrętwienia wyrwał go stanowczy głos Belforda, któremu dobitnie nie podobał się stan sierżanta.
- Przepraszam. To się nie powtórzy. - odpowiedział, patrząc na oficera i miał nadzieję, że mężczyzna mu uwierzy. Po chwili odwrócił się do czekających na zabranie skrzyń, bardziej zainteresowany swoją drżącą dłonią. Zacisnął ją w pięść, chcąc opanować drżenie, ale wiele to nie dało. Ściągnął więc rękawicę i poszukał dany mu przez Vexa środek przeciwbólowy. Zaaplikował go sobie i ubrał rękawicę z powrotem, będąc ponownie przygotowanym na wrogie warunki środowiska wodnego.
Obojętnie jaka substancja była w iniektorze, polubił ją. Może to było działanie placebo, ale czuł się lepiej. Odwrócił się do pozostałych i słuchał planu działania, jaki mówił Bleys. Nie umknął mu fakt, że w przeciwieństwie do turianina i wielbiciela mitycznych stworów, nie powiedziano, co ma zabrać Konrad.
Sam sobie był winien, że tak był traktowany i zdawał sobie z tego sprawę, ale nie miał zamiaru tego tak zostawić. Oczywiście nie chciał się też kłócić z liderem grupy, którego wybrał jednomyślnie z pozostałymi, dlatego musiał to zrobić dobrze. Bycie ostatnim który wyjdzie, dawało mu pewną możliwość, by odbudować zaufanie reszty w jego użyteczność, chociaż jako fizycznego. Skoro więc Belford brał medykamenty, a Vex uzbrojenie, to on wziąłby skrzynię z narzędziami.
Tamci byliby na zewnątrz, albo wychodzili po drabinie, więc pozostawiłby ich przed faktem dokonanym. Pozostawało więc czekać na to, aż wszystko potoczy się, jak powinno. Matt miał wyjść z Vidara i załatwić im przejście suchą stopą na stację, a oni mieli wyładować szybko, co się tylko da, oraz zabezpieczyć poziom.
Oby wszystko poszło dobrze.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

17 gru 2014, o 20:13

Łatwe wywołanie awarii w panelu < 50 + 20 (przeszkolenie i doświadczenie Matta) + 10 (premia tech. omni-klucza)
Hawk wylosował/a 1d100:
45
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

17 gru 2014, o 20:23

Konrad wziął swoją porcję leków przeciwbólowych, lecz nie mógł liczyć na to, że zaczną działać natychmiast. Pośpiech wywołany potrzebą nadgonienia reszty sprawił, że w chwili, w której, będąc już ubranym, postanowił przenieść do przedsionka skrzynię z narzędziami, tak jak zrobił to Vex przed momentem, napotkał poważny opór. Pakunek był cięższy niż dwa poprzednie, a i one nie dawały się nieść z łatwością - w chwili, w której to napiął mięśnie, usiłując się wyprostować i unieść skrzynię, ścięgna zawyły, płonąc żywym ogniem i powodując natychmiastowe położenie skrzyni z powrotem na swoim miejscu.
- Nie szkodzi, trzeba iść - natychmiast odezwał się Daniel, poganiając wszystkich do przedsionka, za którym była już tylko śluza. - Kule? Cóż, są nieco mniej wytrzymałe, ale i tak jeden strzał nie przebije takiej powłoki. Nie muszą z natury stanowić bariery fizycznej, tylko środowiskową, nie mają więc ceramicznych wzmocnień.
Upewniwszy się, że nie pozostawił po sobie niczego, Rocheford założył na głowę swój hełm, również przechodząc do przedsionka. Okazało się, że zostało im naprawdę niewiele miejsca - w ścisku nie czuli jednak dyskomfortu wynikającego z nieustannej bliskości innych osób, pancerz, który nosili, sprawiał, iż przypominało to bardziej nie bycie sardynką w puszce, a puszką z sardynkami w pełnym ich pudle.
- Macie zamontowane na hełmach latarki czołowe. Takie same znajdują się mniej więcej po prawej stronie, na wysokości bioder. - ostatnia informacja pojawiła się nagle, jak gdyby Daniel robił rachunek sumienia w głowie by upewnić się, że o niczym nie zapomniał. - Matt, pamiętaj, że nie zamkniesz tego panelu normalnie. Musisz wywołać awarię, inaczej nie nadpiszesz odgórnej decyzji o otworzeniu wrót - dodał na koniec i samemu skierował opancerzoną dłoń do panelu znajdującego się w pozbawionym miejsca przedsionku. Drzwi prowadzące do wnętrza batyskafu zamknęły się, pogrążając grupę w ciemności rozświetlanej przez nikłe, awaryjne światełka umieszczone po lewej i prawej stronie śluzy. - Powodzenia.

Ostatnie słowa mężczyzny utonęły w nagłej kakofonii dźwięków, począwszy od jego uderzenia o panel, przez następny syk wypompowywanego powietrza i mechanizmów śluzy, z wolna przygotowujących drzwi do wyjścia. Systemy wbudowane w pancerz natychmiast przeprowadziły szybką diagnostykę, upewniając się, że wszystko jest szczelnie odizolowane od reszty. Krótki komunikat pojawiający się na moment w polu widzenia powiadomił ich o rozpoczęciu podawania mieszanki tlenowej, na skutek jego niedoborów w otaczającym ich powietrzu. Każdy z piątki mężczyzn wyczuł na rękawicy zabezpieczony przełącznik odpowiadających za odrzut z okolic butów, o którym opowiadał wcześniej pilot.
Ocean wdarł się między nich, wypełniając odgrodzoną od reszty skafu śluzę i nie powodując przy tym poruszenia się pojazdu ani o milimetr. Zalała ich ciemna toń, a przed oczami pojawiła się otchłań - a raczej jej namiastka. Nie mogli nazwać tego stanięciem oko w oko z otaczającym ich ocean, nie mogli bowiem dostrzec tysięcy ton wody zawieszonych nad ich głowami. Zamiast tego, rozświetlony przez włączone latarki, nad nimi znajdował się sufit doku, wraz z plątaniną rur i nieznanej im maszynerii.
Matthew był pierwszym, który musiał pokonać pierwszy krok. Skafander trzymał go przyczepionego do podłogi skafu, stąd po wyjściu z niego mężczyzna z wolna rozpoczął swą podróż w dół. Pancerz poinformował go o możliwości zmiany wyporności, w celu unoszenia się na jednej pozycji. Po zmianie trybu poruszania się, opcja włączenia odrzutu i poruszania się za jego pomocą została zwolniona, a systemy wspomagania włączone.
Daniel na migi pokazał Tarczańskiemu jaśniejący w mroku panel, malutkie okienko umieszczone po lewej stronie ściany, tuż obok śluzy odgradzającej dok od reszty oceanu. Później wskazał niewielką, wciśniętą w kąt drabinkę zabezpieczoną prętami z lewej, prawej strony oraz od przodu tak, że nie sposób było z niej wypaść w inny sposób niż polecieć do tyłu. Przy ścianie mignęły im drzwi, najpewniej prowadzące do windy towarowej, je jednak, zgodnie z poleceniami Bleysa, Daniel zignorował, docierając jako pierwszy do drabinki i rozpoczynając nieco ułatwione przez otaczającą ich wodę wspinanie się.
Poruszanie się w pancerzu było mordęgą. Był on ociężały, niewspomaganie się odrzutem skutkowało niezwykle wolnym poruszaniem się. Trzymane przez Belforda i Vexa skrzynie ciążyły w dół, niewypierane przez żadne siły na powierzchnię, musieli więc nieść je, mając wrażenie, że ważą co najmniej trzy razy tyle. Jakby nieśli w tym momencie również fragment oceanu, usiłujący w każdy możliwy sposób wgnieść ich w ziemię.
Mimo wszystko, miażdżące uczucie paniki, jakiego wrażenia doświadczało każde z nich, pozostało gdzieś w tyle, zepchnięte w mniej istotny obszar ich własnej głowy. Reflektory przednie, jak i boczne skafu kąpały ściany sporego doku w bezpiecznym półmroku, pozwalającym im na ich dostrzeżenie - zobaczenie tych granic. Nie dawało to takiego wrażenia przebywania przy dnie oceanu.
Inną sprawą był jednak przypadek Matthewa. Poruszając się z wolna ku panelowi, zbliżał się również do rozwartych wrót - a co za tym idzie, pływających wokół ciał, które mimo wszystko, zepchnięte przez skaf w lewo bądź prawo, nie pływały w okolicach drabiny, gdzie znajdowała się reszta zespołu.
Nie mając za wiele do obserwowania, by nie patrzeć w stronę szczątków, mógł skupić się tylko na obrazie przed sobą - bezkresnej, czarnej jak noc toni. Im dłużej się w nią wpatrywał, tym bardziej hipnotyzujący efekt to dawało. Po kilku sekundach jego umysł podpowiadał mu, że czerń otchłani w istocie mieni się kolorami. Sporadyczne błyski światła, pojawiające się w losowych miejscach, bliżej niesprecyzowanych przez oczy Tarczyńskiego, okazywały się być przebłyskami kolorów, których pochodzenia nie był w stanie odgadnąć.
Był to widok zarazem piękny, jak i przerażający.
Zawiązywał żołądek w supeł, ściskał wnętrzności i powodował słabość nóg, które coraz gorzej utrzymywały pod odpowiednim kątem stopy z małymi pseudo-silniczkami. Tor mężczyzny coraz bardziej odbiegał od linii prostej. Lecz po kilku sekundach, które zdawałyby się trwać w nieskończoność, jaskrawy blask panelu oślepił go, spoglądającego w ciemną toń, na przebłyski kolorów. Na powrót stała się ona czarna, wyzbywając tego piękna i pozostawiając po sobie jedynie przerażenie.
- Pancerze mają systemy komunikacji, łączą się z waszymi omni-kluczami. Możemy rozmawiać, nie jesteśmy podłączeni do Raitaro - nagły, nieco zbyt skomputeryzowany głos Daniela odezwał się w hełmach każdego z nich.
Mężczyzna dotarł już na szczyt drabinki, czekając na Vexa i Bleysa, którym szło to znacznie bardziej opornie przez ciężar i nieporęczność skrzyni. Powoli pchali ją przed siebie, w górę, samemu poruszając się w tym samym kierunku. - Nie jest to najwyższych lotów, ale działa. Matt, pośpiesz się. Nie otworzę włazu póki ciśnienie się nie wyrówna.
Tarczańsky szybko wpadł na pomysł, w jaki sposób wywołać awarię panelu. W tym celu musiał wykorzystać mechanizm, jaki stanął przed jego oczyma:
X X X O
O X X X
X X O X
O O O X

Dalsze szperanie w systemie dało jemu kilka następnych informacji.
◉ X i O prezentowały ustawienia obecnej pozycji wrót. W ten sposób w systemie prezentowała się informacja o drzwiach otwartych.
◉ Aktywowanie dowolnego przełącznika X zamieniało ten przełącznik, a także wszystkie do niego przyległe (razem z tymi po skosie), na O oraz na odwrót.
◉ Dostępne było 5 akcji. Po 5 przełączeniach dowolnie wybranych przez użytkownika punktów, system wracał do domyślnego ustawienia.
◉ Dzięki wiedzy i doświadczeniu Matthewa, ustalił on, że zamknięcie drzwi zostanie spowodowane przez wywołanie następującej sekwencji:
O X O O
X X O X
X X X X
X O X O


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

18 gru 2014, o 19:19

Vex bez słowa wysłuchał wyjaśnienia Rocheforda, po czym kiwnął oszczędnie głową i przeniósł spojrzenie na plecy stojącego przed nim Matta. Czyli w razie czego nie mogli liczyć, że pojedynczy strzał zatrzyma człowieka w ochronnym kombinezonie - przydatna wiadomość na sytuacje kryzysowe. Pewnie nie można było powiedzieć tego samego o ich pancerzach, ale o to będą się martwić na górze.
Za ich plecami zamknęły się drzwi śluzy, pogrążając ciasne pomieszczenie w ciemności. W następnej chwili, kakofonia urządzeń wyrównujących ciśnienie i przygotowujących drzwi do otwarcia, rozerwała ciszę na strzępy; piski pomp i drżenie hydrauliki do złudzenia przypominały jęki mordowanej maszyny, wydającej swoje ostatnie tchnienie. Najgorsze było jednak oczekiwanie i świadomość nieznanego, które czaiło się za zewnętrznym włazem, a w który turianin wpatrywał się z napięciem. Prawie jak w domu.
I wtedy zawitał do nich ocean.
Czarna pustka, która ich przywitała wraz z lodowatą wodą, momentalnie zagłuszyła dźwięki otwieranej śluzy. Porucznik poczekał aż Matt i Daniel opuszczą batyskaf, po czym włączył własną latarkę czołową i ze stęknięciem podniósł swoją skrzynię. Ostrożnym krokiem wyszedł za bezpieczny teren skafu, ociężale opadając na dno doku. Promień światła na jego hełmie objął ściany pomieszczenia oraz biegnące w nich różnej wielkości rury, niczym układ krwionośny jakiejś olbrzymiej istoty, do brzucha której właśnie wchodzili.
Odnalazł spojrzeniem Daniela i ruszył za nim, krocząc ciężko przez wodę. Podróż w kombinezonie przypominała podróż w przestrzeni kosmicznej tylko pobieżnie; tutaj każdy krok napotykał opór, a grawitacja była jak najbardziej realna, sprawiając, że ręce porucznika już po kilkunastu krokach zaczęły drżeć z wysiłku, niosąc skrzynię z uzbrojeniem. W drodze do drabiny omiatał spojrzeniem okolicę doku, wypatrując potencjalnego zagrożenia - bardziej z przyzwyczajenia niż z faktu, że oczekiwał cokolwiek tu spotkać poza ciałami i maszynerią Reitaro.
- Uroczo. Jesteśmy gotowi i potulnie czekamy, panie Tarczańsky - zagaił ze zmęczeniem, gdy już pokonał część drabiny i oparł skrzynię o boczną osłonę szczebli, tak jak wcześniej zasugerował Bleys. Przytrzymał się jedną ręką i wykręcił głowę, omiatając strumieniem latarki Daniela, właz, a potem wreszcie resztę doku, spoglądając w stronę gdzie zniknął Matt. - Tylko my, mroczny ocean, w którym tylko duchy wiedzą co się czai, nabrzmiałe ciała członków pozostałej ekspedycji, którym nie udało się pokonać śluzy i piekielnie ciężkie skrzynie. Mamy czas, bo co najgorszego może się zdarzyć? Bez presji, panie Tarczańsky. Bez presji.
Obrócił się z powrotem do drabiny i spojrzał w górę, na Daniela.
- Mamy jakieś alternatywy, gdyby okazało się, że pomysł z awarią nie wypalił? - zapytał po chwili milczenia.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

18 gru 2014, o 22:20

Podwodne środowisko wyparło na nim ogromne wrażenie. Było to dla niego całkowicie nowe przeżycie, ale coś w podświadomości kreowała się myśl, aby nigdy tego nie powtarzać. Miejsce to było zbyt przerażające, jak tak spojrzy się na otoczenie. Przemierzał otchłań ociężale i powoli, wiedział, że musi się śpieszyć, ale był przekonany, że jeśli się nie skupi - wszyscy jego towarzysze zginą. Musiał zatem przestać myśleć o tej patowej sytuacji i przestawić swoje myśli na zadanie jakie go czekało, a od niego zależało dotychczasowe powodzenie misji. Wiedział, że ciąży nad nim presja czasu, mordercze ciśnienie, ograniczony zapas tlenu, szaleniec w bazie i jego towarzysze. Nie pierwszy raz miał okazję pracować pod taką presją, ale nigdy w tak ekstremalnych warunkach. Hipnotyzujące otoczenie nie działało na jego korzyść, ta przerażająca, a zarazem piękna pustka chciała go pochłonąć. Przynajmniej takie miał wrażenie, jedna część jego umysłu chciała się poddać i oddać się w ręce oceanu, choć Matt nigdy nie miał myśli samobójczych. Otchłań wywierała wpływ na każdego w inny sposób. Tarczansky w pewnym sensie odnalazł tutaj "bezpieczeństwo", ale kiedy spojrzał za siebie i ujrzał zwłoki poprzednich ekip uświadamiał sobie, że to tylko pozorne uczucie, któremu nie można wierzyć. Latarka czołowa ledwo oświetlała to co jest przed nim i choć nie bał się, że wpadnie na jakieś ciało, to uważał, że na pewno wybiłoby go z rytmu. W końcu jednak dotarł do panelu. Tutaj potrzebował już pełnego skupienia i 200% swoich możliwości. Aktywował omni-klucz i zaczął przeglądać opcje, jakimi dysponował panel. Przeglądał dane, zauważył zależności między bitami danych i wypracował sekwencję bitów, które odpowiadały za otworzenie śluzy.
-Tak mnie teraz naszło...Wiem, że to dziwny moment na takie wykłady, ale ostatnio bardzo zainteresowała mnie kontrukcja okrętów kosmicznych. Nie, że jestem zboczeńcem, albo coś w tym guście, ale większość z ras zakłada budowę dwóch silników po bokach statku i centralnie umiejscowiona część użytkowa, nie? Takie kosmiczne fiuty, czaicie? Nie wiem, czy estetyka ma na to jakikolwiek wpływ, ale w czystej teorii statek nie musi tak wyglądać, a z jakiś względów wszystkie rasy rozumne budują w statki w tym schemacie. Przepraszam! Asari poszły w odwrotny tok, przykład: Destiny Ascension...Wygląda jak...ekhem...Kobiecy...Ogród. Przypadek? Ja w nie akurat nie wierzę...-Musiał powiedzieć coś co go nurtowało i pozwoliłoby chociaż odrobinę odciążyć jego głowę od obowiązków, po chwil jednak otrząsnął się i postanowił przystąpić do pracy. Słowa, które miały na celu przyśpieszenie procesu zamykania śluzy wcale mu nie pomagało. Wręcz przeciwnie - zaczęło mu to działać na nerwy. Nie lubił, gdy ktokolwiek go pośpieszał, albo patrzył mu na ręce. Chciał rozwiązać sekwencję bitów danych w spokoju, bez niego nie będzie niczego Wyświetl wiadomość pozafabularną.
-Ziomki...Na chwile uspokójcie macice i dajcie mi z dwie minutki...Zaufajcie mi, jestem inżynierem.-Powiedziawszy to, zabrał się do pracy. Zaczął przestawiać przełączniki w następujący sposób:

XXXO
OXXX
XXOX
OOOX

XXOX
OXOO
XXOX
OOOX

OOXX
XOXO
OOXX
OOOX

OOXX
XOXO
XXXX
XXOX

OOXX
XOXO
XOOO
XOXO

OXOO
XXOX
XXXX
XOXO


W po wykonaniu następujących kroków, według jego skrupulatnej diagnostyki następująca sekwencja powinna wywołać usterkę i zamknąć śluzę. Jeśli jednak systemu Raitaro są bardzo mocno zainfekowane, lub ten szaleniec trzyma nad stacją całą kontrolę, to usterka ta zostanie wykryta i naprawiona w przeciągu minuty, może dwóch. Nie miał jednak zamiaru czekać w tym miejscu samemu i czekać na efekt. Był pewny swojej pracy, w końcu sekwencja ta powtarzała się kilkakrotnie i innej możliwości na wywołanie usterki nie było. Nie przyjmował nawet tego do wiadomości.
-Panowie, nadchodzę! A raczej...Nadpływam.-Rzucił do swoich czekających towarzyszy i ruszył co sił w jego silniczkach, by dotrzeć do miejsca, w którym znajdowali się jego towarzysze. Miał nadzieję, że jeszcze żyją i po drodzę nic ich nie zabiło, ale słowa Daniela i Turianina wskazywało na to, że mają się całkiem nieźle, bo nawet zbiera im się na żarty. To dobrze, przynajmniej na stacji będzie ktoś, z kim będzie można raz na jakiś czas pożartować, by nie myśleć o tej misji. Co do Bleysa...Był to sztywniak z Przymierza, który miał co najmniej 10 kijów w dupie, a Konrad od momentu upadku...Stał się co najmniej dziwny. Matt miał nadzieję, że leki przeciwbólowe nie zadziałają na niego jeszcze bardziej odurzająco. No nic. Przekona się o tym na miejscu.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

18 gru 2014, o 22:56

Bleys podzielał rozterki turianina, również zastanawiał się, czy nie popełnia błędu zostawiając narzędzia, jeśli zablokują się za nimi drzwi. Ale first things first. Jeśli przez przyciężką skrzynię zaklinują się we włazie i zostaną zaskoczeni, być może nie będą mieli nawet szans użyć tych narzędzi, bo skończą jak ci, którzy pływają przy wyjściu. Pokręcił głową, gdy wchodząc do okrętowej śluzy dostrzegł manewr Konrada. Nie przypuszczał, że młodszy żołnierz jest tak zawzięty, by próbować najcięższego ładunku z obolałą dłonią. Zaklął mając nadzieję, że hełm stłumi słowa, bo sam przeżywał ostatnio zbyt często nieposłuszeństwo własnej ręki. Złapał jednak pewnie swój bagaż i ruszył w kierunku śluzy.
Zaraz skupił się znów na wyjaśnieniach Rocheforda. No tak, kombinezony były odporne na rozłożony nacisk, punktowe uderzenie pocisku mogło wyrządzić większe szkody.
Wkrótce otoczył ich syk i bulgot wyrównywanego ciśnienia, potem wszystko ustało, gdy ocean otulił ich ciszą. Wyjście w głębiny, gdzie każdy ruch wykonywało się w zwolnionym tempie, przypominało mu nieco marsz przez gęstą i ciężką atmosferę niektórych planet, które naciskały na pancerz z siłą wielu atmosfer. Nigdy jednak nie było to tak trudne jak teraz, cztery kilometry pod powierzchnią wody, przy trzystu atmosferach. Z początku każdy krok wydawał się wyzwaniem i mordęgą. Podmorska czerń rozświetlana blaskiem reflektorów i przytłumione dźwięki przywodziły mu z kolei na myśl ciemność i ciszę na zewnątrz asteroidalnych instalacji w kosmosie. Skrzynia ciążyła coraz bardziej, aż w końcu żołnierz poczuł znajome drżenie mięśni prawej ręki. Zagryzł zęby, kiedy kropla potu spłynęła mu po twarzy. Każda sekunda wędrówki rwała nieznośnym bólem. Oficer powtarzał sobie, że to bułka z masłem w porównaniu z tym co przeżył w niewoli. Wreszcie dotarli do drabinki. Każdy stopień i unoszenie pakunku było ciężką przeprawą. Odetchnął gdy oparł ciężar o szczeble poręczy i powoli rozprostował i zgiął palce prawej dłoni.
Ucieszył go nieco trzeszczący głos Daniela w głośnikach hełmu.
- Świetnie panie Rocheford - pochwalił i odwrócił się za siebie.
- Nie przypominam sobie, bym wydał panu polecenie zabrania tej skrzyni. - skomentował niespiesznie patrząc na Konrada, a potem odwracając wzrok w kierunku wrót, gdzie powinien być Tarczansky.
- Ale cieszę się, że odzyskał pan wolę walki - dodał po chwili wciąż zginając i rozprostowując palce. Nie był specjalnie zły, sam przecież nie chciał powiedzieć towarzyszom o swojej starej ranie. Nikt nie chciał przyznawać się do swoich dysfunkcji, słabości.
- Proszę uważać, gdy będziemy wchodzić Rocheford, cholera wie czy czegoś tam nie przygotowali - rzucił do Daniela zadzierając głowę w kierunku włazu i omiatając go światłem czołowej latarki.
Żołnierz mając przez chwilę wolną dłoń uruchomił omni-klucz i przygotował skok adrenaliny. Miał zamiar uruchomić go, gdy tylko przyjdzie jego kolej wciągnięcia skrzyni na górę. Wolał by wszystko poszło gładko, a zastrzyk chemicznego koktajlu wzmocni go i pomoże uspokoić niekontrolowane drżenie mięśni prawego ramienia. Uśmiechnął się półgębkiem na gadaninę turianina, to oznaczało, że morale dopisywało. Rozejrzał się jeszcze chwilę po stropie.
- Czy mają tu jakiś system kamer? W stacji mogą nas teraz obserwować? - zwrócił się do Daniela, gdy czekali sygnał od Tarczanskiego.
- Zawsze można spróbować innej śluzy - odparł Vexowi. Ale miał nadzieję, że Matt da sobie radę. Wolał nie tracić elementu zaskoczenia. Mógł okazać się bardzo ważny. Gdy w końcu Tarczansky odezwał się, Bleys domyślał się, że pracuje, a gadanina pomaga mu w koncentracji, więc nie popędzał.
- Okręt którym dowodzę ma ich sześć - mruknął w temacie silników - Ale tak, dwa uplasowane są centralne na rufie, pozostałe na skrzydłach. Nie wiem, czy to odpowiada pańskiej definicji "kosmicznego fiuta", ale coś w tym jest... - rzekł dla zabicia nieznośnego oczekiwania. Gdy Tarczansky zakrzyknął radośnie, że nadchodzi skierował snop światła w stronę śluzy, gdzie powinien się zaraz pojawić.
- Dobra robota. Oby system to łyknął i mechanizm zaskoczył - rzekł spokojnym tonem.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

19 gru 2014, o 00:21

Czując palący ból w mięśniach, technik zagryzł tylko mocniej zęby. Skrzynia wydawała się być cięższa, niż początkowo przypuszczał i choć było to widoczne gołym okiem, to starał się nie pokazywać po sobie, ile trudności przysporzyła mu ta prosta czynność. Chciał po prostu przenieść głupią skrzynię z jednego miejsca w drugie, a tu tak srodze się zawiódł. Na dodatek Belford jeszcze się do niego przyczepił z pytaniem, dlaczego się zabierał za pracę fizycznego. Na szczęście druga część jego wypowiedzi, uspokoiła Straussa i był on pewien, że oficer nie miał mu za bardzo tego za złe.
Wiedząc już, że nie podoła temu zadaniu, zaprzestał taszczenia skrzyni i pogodził się ze swoją małą porażką.
Wiedział, nie musiał być we wszystkim najlepszy, ale mimo wszystko podświadomie winił siebie, za swoje niedociągnięcia.
Kiedy wszyscy byli zamknięci w śluzie, a ta powoli napełniała się wodą, u Konrada obudził się pierwotny instynkt samozachowawczy. Widział jak woda szybko zalewała wnętrze ciasnego pomieszczenia i musiał zamknąć oczy, by przestać myśleć, że się utopi. Był bezpieczny, chroniony przez kombinezon, ale musiał sobie o tym przypominać.
Raz nawet przyszła mu do głowy myśl, że nie potrzebnie się tam znalazł, ale szybko się jej pozbył. Nie mógł sobie pozwolić na panikę, lub nieprofesjonalne zachowanie. Musiał się pilnować dużo bardziej niż pozostali i starał się sobie o tym przypominać, tak często jak tylko potrafił.
W końcu jednak opanował się ponownie i otworzywszy oczy, patrzał na ciemną toń wody, rozjaśnianą przez nikłe światło ich latarek. Też włączył wbudowane w własny kombinezon latarki, przynajmniej po to, by wiedzieć, że działają. Jako ostatni wspinał się za resztą, po drabinie i z ulgą przyjął to, że wdrapywanie się po niej, było dużo łatwiejsze, niż taszczenie ze sobą skrzyni. Woda dużo ułatwiała i wprawiała w stan podobny do nieważkości.
Będąc już poza bezpiecznym wnętrzem skafa, sierżant od razu zaczął szukać wzrokiem pozostałych, chcąc do nich dołączyć.
Szybko się jednak uświadomił w tym, że poruszanie się z pomocą drabiny, a poleganie na samym kombinezonie, to zupełnie dwie różne rzeczy. Na zewnątrz praktycznie się nie mógł poruszać i widząc oddalających się towarzyszy, znowu musiał siebie uspokajać.
Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Jest tutaj podobnie, jak w pustce. Co robisz w pustce, jak chcesz się przemieszczać? Używasz dopalaczy.
We wnętrzu rękawic czuł przyciski, odpowiadające za wspomaganie manewrowe i po dwóch oddechach, uruchomił je, na jedno uderzenie serca. Musiał wpierw wyczuć to wszystko, zanim na dobre by mógł z tego korzystać. No i poza tym sprawdzał, czy systemy skafandra działały poprawnie.
Jeżeli byłoby tak, jak wspominał Daniel, to powinien poczuć w stopach, siłę pchającą go w do przodu, w stronę stacji.
Dbał oczywiście o to, by odrzut nie był zbyt duży i nie popchnął go za bardzo w stronę konstrukcji, bo tego jak najbardziej nie chciał.
Starał się też nie wyrywać przed resztę, bo w końcu jako ostatni, miał zamykać kolumnę. Obserwował więc też ciemną toń, by nie zderzyć się z niczym, lub nikim i przy okazji, by w razie czego, ostrzec też pozostałych, przed możliwą kolizją.
Fakt, milczał od czasu opuszczenia skafa, ale po prostu nie miał nic do powiedzenia i starał się ograniczać zużycie tlenu. Najpewniej starczałoby mu go na spory pobyt w tamtej morskiej otchłani, ale wolał być przygotowany na najgorsze. Szkoda tylko, że nic by mu to nie dało, bo dyszał jak szalony, kiedy próbował się skupić na tylu różnych rzeczach.
Najważniejsze dla niego było, by jak najszybciej móc ściągnąć z siebie ten kombinezon.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Następna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość